Dodaj do ulubionych

Mój pierwszy raz z Tarotem;)))

22.04.07, 21:19
Jak w temacie, Tyna8888 mnie zainspirowałasmile

Pierwsze informacje, ze w ogóle coś takiego jak Tarot istnieje - o ile sobie
przypominam - to przeczytana w wieku szczenięcym ksiażka fantasty "Sfery"
Anthonego Piersa.

Pierwsza książka o Tarocie to "Tarot" Jana Witolda Suligi, kupiona w starszym
nastolectwie, do tej pory ją mam i lubię.


Pierwsze karty - Tarot Marsylski, zakupiony od kolegi, który stwierdził, że
chce się zająć masażem uzdrawiającym i nie ma czasy na wrózeniesmile

Do tej poty je mam, są wydane przez nieistniejące już wydawnictwo "Wodnik",
tak samo zresztą jak moja pierwsza książka o numerologii Nataszy Czarmińskiej smile



--
Zapiski alchemiczne
Edytor zaawansowany
  • dori7 22.04.07, 21:29
    Moj pierwszy raz byl trywialny - w wieku wczesnolicealnym meczylam kolezanke o
    karty na okolicznosc przystojnego blondyna, w ktorym bylam dlugo, namietnie i
    oczywiscie bardzo nieszczesliwie zakochana. Meczylam i meczylam, domagajac sie
    wrozb jak najgorszy sep, az w koncu po dlugim czasie stwierdzilam, ze musze po
    prostu kupic wlasne karty. Pojechalam do jakiejs wiekszej ksiegarni i wrocilam z
    moja pierwsza talia.


    Najsmieszniejsze jest to, ze stan zakochania minal jak reka odjal! big_grinDD
    Widac wszystko bylo tylko po to, zebym wreszcie kupila swojego Tarota.



    --
    Tarot * Magia * Astrologia
  • nauthiz7 22.04.07, 21:44
    W moim przypadku to była predestynacja, nie mam najmniejszych wątpliwości. smile

    Swoją inicjację w "wiedzy tajemnej" przeszłam, kiedy jako siedmio-, ośmiolatka
    zajmowałam się wraz z moim ojcem radiestezją. I to właśnie on jakiś czas później
    zaczął mi napomykać: "A może nauczyłabyś się wróżyć z tarota?", wołał mnie,
    kiedy tylko w telewizji była mowa na temat kart, i tak dalej. Ja natomiast
    odpowiadałam za każdym razem, że to za trudne, że nie chce mi się tego uczyć,
    ale z zainteresowaniem biegłam chwytać te dostępne wówczas skrawki informacji.
    Tylko to jeszcze nie był mój czas. Miałam wtedy jakieś dwanaście, trzynaście
    lat.

    Czas nadszedł, kiedy miałam lat szesnaście. Na początku wakacji zobaczyłam w
    jakimś kiosku pudełko z napisem "Tarot". Nie kupiłam go wtedy, ale zaczęłam o
    nim obsesyjnie myśleć. Wyjechałam na wakacje, ale myśl o kupieniu kart mnie nie
    opuszczała. Kiedy przyjechałam spowrotem do Warszawy, od razu udałam się do
    owego kiosku i je kupiłam. To była ta talia:
    www.aeclectic.net/tarot/cards/karty-jasniak/

    Chociaż gdybym wtedy wiedziała cokolwiek o tarocie, to bym jej w życiu nie
    wybrała, bo pod względem artystycznym niezbyt mi się podoba, to karty te służą
    mi do dziś. Ogółem mam obecnie cztery różne talie, ale tylko z tą pracuję i z
    niej wróżę.

    --
    Nauthiz a.k.a. n0007
  • tyna8888 23.04.07, 09:20
    bardzo ciekawią mnie te wasze przygody z tarotem.. Ja dopiero zaczynam. I
    szczerze powiem że nie wiem skąd u mnie takie nagłe zainteresowanie tarotem.
    Zaczęłam przeglądać książki na ten temat i różne strony internetowe. Cały czas
    nie opuszcza mnie myśl że musze zakupic wkońcu karty do tarota takie które będa
    mi odpowiadały. To tak jakby za mną chodzi i nie da mi spokoju az wkoncu kupie
    te karty. Obawiam się że to może być dla mnie trudne. Karty maja dość sporo
    znaczeń.
  • pani.jazz 23.04.07, 11:14
    O Tarocie po raz pierwszy uslyszalam chyba jeszcze w poprzednim zyciu wink, bo nie pamietam zadnego zdziwienia, zadnego momentu, kiedy pojawia sie tajemnicze slowo Tarot, ktore trzeba rozszyfrowac. Od dziecka wszelkie formy dywinacji chlonelam jak gabka, w miare mozliwosci i dostepnych ksiazek. Tarot byl jednym z naturalnych zjawisk dla mojego nadmiernie fantazjujacego, dzieciecego umyslu, i stawialam go na rowni z wrozkami, gazetowa numerologia, magicznymi pierscionkami spelniajacymi zyczenia i niewidzialnymi przyjaciolmi wink. Totalne pomieszanie z poplataniem.

    Moje pierwsze karty byly klasyczne i zajmowalam sie nimi przez kilka lat ze zmiennym szczesciem. Tarotem zajmuje sie dopiero od dwoch-trzech lat. Nie pamietam dokladnie, jak doszlo do wzmozenia zainteresowania nim, ale podejrzewam, ze byl to jeden z impulsow, ktore pojawiaja sie na mojej drodze i zakrecaja ja gwaltownie pod katem 90 sopni. Zajmowalam sie wtedy glownie astrologia, probowalam roznego rodzaju magii, ale brakowalo mi czegos... Przewodnika? Medytacji? Ha.

    Ktoregos dnia bylam z przyjacielem w galerii-sklepie Nieznanego Swiata w Muzeum Etnograficznym. Poprosilismy o dwa opasle segregatory z probkami kart i wpadlismy po uszy. W pewnym momencie przewrocilam kartke na probki z Secret Forest - i wiedzialam, ze to po te talie tu przyszlam. Zamowilam ja od razu, bo nie bylo na miejscu, dwa tygodnie czekalam, odebralam i... okazalo sie, ze zupelnie nie umiem nia wrozyc! Poszlam zatem po rozum do glowy, kupilam najtanszego Rider-Waite'a, jaki byl na rynku i dopiero wtedy zaczelam sie uczyc smile. Ucze sie zreszta caly czas i nie watpie, ze nigdy nie przestane.

    Pozdrawiam,
    jazz

    --
    Księżyc na drzewie
  • tyna8888 23.04.07, 12:20
    droga jazz wiesz moze coś na temat "jak wyczytac z kart tarota czyjś znak z
    odiaku? " masz moze jakis sprawdzony układ kart? znam pare sposobów wrózenia i
    staram sie interpretowac karty ale czasem niestety z niezbyt oczekującym
    przezemnie skutkiem sad ale czasem moje wrozby się sprawdzaja. Już mam swoja
    jakby "poczatkującą" talie kart wink
    ...ostatnio wrózyłam koleżance. Wydawało mi się że ona poprostu chce mnie w
    pewnien sposób sprawdzić bo jakos nigdy za bardzo nie odnosiłam wrażenia że
    wierzy w takie rzeczy. Pozwoliłam jej zadac pytanie . Zapytała czy w te wakacje
    uda jej się wyjechać za granice? a jeszcze pare dni temu powiedziała mi ze
    pojedzie na pewno i ma w 100% pewne i wogole. Rozłożyłam karty i najpierw
    zastanowiłam sie nad ich interpretacją. Kierowałam sie intuicją i tym jakie
    wrazenia odnosiłam patrząc na te karty. Karty pokazały że na jej drodze pojawią
    się wątpliwości i że najprawdopodobiej nie pojedzie za granice.. Pare dni
    później ona przyszła do mnie i powiedziała że miałam racje... powiedziała że
    nie jedzie zagranice bo cos się stało.. (nie moge powiedziec co) może to błachy
    przykład ale to była moja pierwsza wróżba dla kogos innego. O dziwo moja
    koleżanka uwierzyła w tarota. Jak zaczęłam wrózyć sama sobie byłam ciekawa co
    karty pokażą. Zadałam pytanie o moją pierwsza miłość którą kiedyś przeżyłam wink
    heh... w wyniku końcowym karty mi pokazałyże w przyszłości moge się ztym
    chłopakiem związać, wziąść ślub i miec dziecko... heh jak patrzałam na te karty
    to strasznie dziwnie sie czułam. Przeciez na dzień dzisiejszy wogóle nie
    myśałam o takiej przyszłości big_grin a tu takie zaskoczenie.. Heh i taki mój
    przewidywalny los wink ciekawe...
    Pozdrawiam gorąco smile
    tyna =)
  • pani.jazz 23.04.07, 13:01
    Tyno, przede wszystkim prosze, zebys trzymala sie tematu watku. Pytania, ktore zadajesz go nie dotycza. Przeniose Twoje pytanie do watku dla poczatkujacych.

    Historia, ktora opisujesz zdarza sie chyba calkiem czesto. Moje nieprzekonane do Tarota kolezanki tez czasem wychodzily z nietegimi minami z seansow, bo w kartach bylo o nich zaskakujaco duzo.
    Gratuluje Ci udanych wrozb i zycze ich jeszcze wiecej. Moge Ci tylko doradzic, zebys strzegla sie kategorycznych sadow w rodzaju "wyjdziesz za niego maz i urodzisz mu dziecko". Sa zbyt kategoryczne, zeby mogly sie sprawdzic, a to przynosi tylko rozczarowania. Tarot czesto mowi o rzeczach subtelniejszych i interpretacja kart zblizona jest czesto do Twojego pierwszego przykladu. A czesto karty pokazuja nasze pragnienia albo nawet chciejstwo, nasze wewnetrzne pragnienia, zgryzoty i utajone problemy. To potezne narzedzie. Trzeba dobrze sie go nauczyc, zeby z nami wspolpracowalo i nie robilo sobie zartow. Bo zartowac, ba, kpic, to Tarot potrafi.

    Na koniec jedna uwaga techniczna, jesli mozna. Parafrazujac pewnego slynnego polskiego astrologa: wierzyc mozna w Pana Boga, na Tarocie trzeba sie znac.

    Pozdrawiam,
    jazz

    --
    Księżyc na drzewie
  • kawa_malinowa 23.04.07, 14:03
    Ja chyba nie pamiętam, kiedy. Wiem tylko, że od zawsze chciałam mieć karty smileOd
    zawsze mnie interesowało - na równi z runami, telepatią i wszelkimi możliwymi
    dziwnościami. W gimnazjum razem z koleżanką z klasy intensywnie czytalysmy
    ksiazki o Wicca i białej magii. Potem troche się mi uspokoiło, wracało jedynie
    co jakiś czas, ale bardzo silnie.

    Może wzięło się to stąd, że moja mama opowiadala jak kiedyś była u wrózki i ta
    powiedziala jej, ze swojego męża spotka, kiedy przyjdzie do niej do domu -
    przyszedl moj przyszly chrzestny z kolegą namiot pożyczyć smile, a jej kolezance
    ze mąż zalozy jej pierscionek na wyjezdzie - pojechali grupą, ona zgubila ten
    pierscionek, on znalazl... i tak dalej smile
    Więc mnie to wszystko fascynowało bardzo smile

    --
    "wszystko jest jedynie syfilisem." j.k. huysmans
  • mysza012 23.04.07, 15:35
    Bylo to kilka lat temu. Pierwszy raz zobaczylam Tarota w jakims czasopismie.
    Byly to Wielkie Arkana do wyciecia z krotkim opisem kazdej z kart. Kupilam ta
    gazete troche z ciekawosci, troche pod czyims wplywem. Niestety nic kompletnie
    nie rozumialam z tych opisow. Nie mialam wtedy zadnych ksiazek na ten temat.
    Nie mialam tez nikogo pod reka, kto moglby mi cos wiecej o tych kartach
    opowiedziec. Totalna porazka. Kart sie pozbylam i na kilka lat o nich
    zapomnialam. Drugie spotkanie z Tarotem mialo miejsce na forum Wrozbiarstwo.
    Tamto forum bylo wtedy zupelnie nowe, jeszcze wtedy eksperckie, atmosfera
    bardzo sympatyczna. Byla tam mowa miedzy innymi o Tarocie. I tak ten Tarot
    zaczal za mna chodzic. Dlugo zastanawialam sie nad zakupem kart, najpierw
    staralam sie o nich czegos wiecej dowiedziec zeby znowu sie nie okazalo, ze
    kompletnie nie rozumiem kart. Pierwsze moje karty to byl Tarot medytacyjny
    Cecudy. To byl dobry wybor i dobrze mi sie z nimi pracowalo. Obecnie juz ich
    nie uzywam.
  • anahella 26.04.07, 22:38
    Nie pamietam kiedy pierwszy raz uslyszalam slowo "tarot". Pierwszy raz na
    Tarocie bylam u znajomej. Najbardziej pamietam z tamtej wrozby Pustelnika. Chyba
    wiele razy ja wyciagalam.

    Potem byla czarno-biala talia Jasniakowej. Oddalam. Chcialam spalic, ale kolega
    powiedzial ze wezmie. Nie podobala mi sie, ksiazka rowniez nie. Oddalam i talie
    i ksiazke. Uznalam, ze Tarot nie dla mnie i sie wypieralam jakobym miala zostac
    kiedys tarocistka.

    Nastepnie w przyplywie natchnienia kupilam trzy ksiazki Flawio Anusza. ksiazki
    trudne, ale przeczytalam. Nie mialam talii, i nadal twierdzilam, ze to nie dla
    mnie. Uznalam, ze astrolog powinien miec jako takie pojecie o innych sztukach
    dywinacyjnych - stad ta lektura.

    No i Tarot mnie dopadl. Uznal, ze jestem gotowa i skusil mnie przepiekna talia -
    Casanova. Potem byl Rider Waitt a jeszcze potem Wikingowie. Czy beda nastenpe?
    Nie wiem. Zobaczymy co zrobi Lo Scarabeo z zapowiadana talia piracka, bo na te
    drukowana na drewnie poki co mnie nie stac. Oczywiscie w planach jest tez talia
    Hansa Rudiego Gigera. Ale to dopiero jak bede bogatawink

    --
    Forum dla astrologow
    * KOLCZYKI * BRANSOLETKI *NASZYJNIKI * zobacz na moim blogu
  • mii.krogulska 28.04.07, 22:57
    Witam,
    a ja miałam w dzieciństwie lektur pod dostatkiem, tylko nie miałam kart, więc
    byłam przykładnym teoretykiem. Podczas wakacji z II do III klasy liceum
    zostaliśmy całą przyjacielską bandą wypuszeni sami nad morze i zdaje się wtedy w
    kiosku kupiłam talię Eclectic, a kolega Zbynio Marsylskiego (obie Piatnika), i
    radośnie całe dnie i noce wróżylismy i wszystkich straszyliśmy naszymi
    przepowiedniami. Nawet mieliśmy genialny plan zarabiania na plaży i deptaku wink
    aby dorobić do piwa i papierosów, których to wydatków rodzice nasi nie
    uwzględnili w kieszonkowym. Ale całą zabawę psuł mam kolega A., który wszędzie
    za nami łaził, bo postanowił zostać wielkim magiem i rzeczywiście miał talent,
    bo odgadywał cały rozkład zanim się go wylosowało. A może kupiliśmy je rok
    wcześniej na obozie? Nie pamiętam, bo i tak wszędzie je zabieraliśmy, a ja
    skrycie zazdrościłam Zbyniowi Marsylskiego, bo Eclectic miał obrzydliwe
    pastelowe kolorki, a jego talia była "jakaś taka poważniejsza". Niestety, w
    chwili zakupu tylko te dwie były w kiosku, a on był pierwszy w kolejce. Niektóre
    rozkłady zapisywaiśmy i po tylu latach jest to szok, kiedy się zawartość
    notesiku przestudiuje.
    Potem nastąpił Suliga i jego demoniczne karty - gnieciuchy. Wszyscy je mieli, a
    kolega T. nawet je skserował, powiększył, nalepił na kartonik i zrobił
    satanistyczne koszulki. Do dziś trzyma je w szafce zawinięte chyba we fragment
    intymnej odzieży jakiejś pani wink choć jest ponoć poważnym panem. Moja talia
    Suligi niestety rozwłóczyła się po obcych kątach, a szkoda.
    My też ze Zbyniem swoje stare talie mamy, ale mój Eclectic nie jest kompletny.
    Śmiała się kiedyś pewna łódzka wróżka i astrolog, która pokazała mi jak się
    poważnie wróży, że skoro w pierwszej talii zabrakło tych kart, to zapewne
    pewnych możliwości w życiu ma nie być wink))
    W następnych latach licealnych pamiętam dziwne talie lub pojedyńcze karty, które
    podtykał mi Mateusz Kos i nasze dyskusje o nich. Mateusz jest synem Bohdana
    Kosa, znawcy Kabały, wybrał drogę rabina.
    Lata później, zdaje się w roku 1996, pewnego popołudnia w sklepiku na Kredytowej
    zakochałam się miłością szczerą i czystą w Tree of Life AG Mullera, dzisiaj US
    Games, która do dziś jest moją ulubioną talią do bardziej osobistych dialogów z
    Tarotem. Niestety, chyba nie ma jej w sprzedaży (jest dziwaczna i nie ma
    rysunków, tylko Drzewo Życia i przypisane mu planety - nie zawsze się z tym
    przypisaniem zgadzam).
    www.aeclectic.net/tarot/cards/tree-of-life/
    A potem, to już samo poszło smile

    Pozdrawiam, Mii

    --
    SklepMagiczny.pl
    Czary.pl
    Albireo.pl
  • rawita7 30.05.07, 12:17
    Moja droga do Tarota rozpoczęła się od zwykłych kart. Zaczęłam nimi wróżyć we
    wczesnym liceum w zasadzie wpisując się w rodzinną tradycję. Tarot mnie
    interesował, ale trochę się bałam. Wydawał mi się aż za bardzo precyzyjny.
    Zwykłe karty nie pokazują przyszłości z takimi szczegółami, dlatego sądziłam, że
    są mniej ryzykowne (teraz uważam dokładnie odwrotnie).
    Pierwszy Tarot przybył do mnie jako prezent od przyjaciół, jakieś 10 lat temu.
    Była to talia Ridera-White'a, która do tej pory przemawia do mnie najjaśniej.
    Potem, w ramach studiów filozoficznych i religioznawczych, dość długo zajmowałam
    się symboliką talii marsylskiej od strony naukowej. Wtedy polubiliśmy się z
    Tarotem najbardziej. Oczywiście ciągle wróżyłam i podpatrywałam inne wróżki.
    Jakieś 3,5 roku temu poznałam jedną po prostu genialną i mocno zdystansowałam
    się do moich własnych wróżb, bo stwierdziłam, że na taki kunszt jak ona nie mam
    najmniejszych szans. Jednocześnie zaczęły do mnie docierać możliwe negatywne
    konsekwencje błędnych interpretacji. Odczułam je na własnej skórze i uznałam, że
    żeby wróżyć (i pozwalać sobie wróżyć) muszę po pierwsze duuuużo się jeszcze
    nauczyć o Tarocie, a po drugie chyba dojrzeć smile.
    Wydaje mi się, że największym problemem, zarówno moim jak i wielu wróżek, które
    poznałam jest to, że widzimy w rozkładzie same wielkie wydarzenia i ogromne
    przełomy, podczas, gdy czasami Tarot w sugestywny sposób opowiada o drobiazgach.
    Dlatego bardzo przyjemnie mi się Was czyta, bo podoba mi się Wasze podejście do
    Tarota. Jest takie jakieś "zdrowe", niezdemonizowane. Tarot w Waszych
    wypowiedziach jawi się tak przyjacielsko i swojsko, żartuje i mówi o zwykłych
    rzeczach a nie wydarzeniach z telenoweli. Muszę się nauczyć takiego podejścia.

  • mii.krogulska 03.06.07, 02:13
    rawita7 napisała:
    Wydaje mi się, że największym problemem, zarówno moim jak i wielu wróżek, które
    poznałam jest to, że widzimy w rozkładzie same wielkie wydarzenia i ogromne
    przełomy, podczas, gdy czasami Tarot w sugestywny sposób opowiada o drobiazgach.

    Witam,
    w samo sedno trafiłaś, pięknie powiedziane smile
    Pozdrawiam, Mii

    --
    SklepMagiczny.pl
    Czary.pl
    Albireo.pl
  • canada53 03.06.07, 12:33
    > Wydaje mi się, że największym problemem, zarówno moim jak i wielu wróżek, które
    > poznałam jest to, że widzimy w rozkładzie same wielkie wydarzenia i ogromne
    > przełomy, podczas, gdy czasami Tarot w sugestywny sposób opowiada o drobiazgach
    > .
    O tak, wspaniale to powiedziałaś.
    Zastanawiałam się skąd to się bierze. I myślę, że to wpływ literatury o Tarocie.
    Bo często na taką przypadłość wyolbrzymiania znaczenia wróżby ciepią osoby,
    które czytają wiele opracowań podających znaczenia poszczególnych kart. A ich
    autorzy podają najczęściej bardzo skrajne, często przerysowane przypadki jako
    przykłady działania takiej to a takiej karty. Wiadomo, taki "mocny" przykład
    jest łatwiejszy do zapamiętania, bardziej poruszy czytelnikiem i książka lepiej
    się sprzeda. Tylko nie zawsze można się później doczytać, że te wszystkie
    katastrofy i klęski życiowe to tylko przykłady i należy je w każdym przypadku
    zaadaptować do sytuacji codziennego życia a na pewno nie można za każdym razem
    brać ich dosłownie. Dlatego o wiele lepsze efekty daje uczenie się kart przez
    ich ciągnięcie na każdy dzień i obserwację, jakie wydarzenia mogą pokazywać.
    Tyle, że ta metoda jest o wiele bardziej czasochłonna i żmudniejsza, niż zwykłe
    sięgnięcie po książkę i przeczytanie jaką katastrofę dana karta może oznaczać.
    A wracając do tematu tego wątku, usiłuję sobie przypomnieć mój pierwszy raz z
    Tarotem i ... nie pamiętam go. Ze zwykłymi kartami i ich wróżebnymi znaczeniami
    byłam zaznajomiona od wczesnego dzieciństwa, bo moja babcia lubiła stawiać
    pasjansy, albo sobie wróżyć. Oczywiście nie traktowała tego poważnie, raczej
    jako zabawę; pozwalała mi więc w tych zabawach uczestniczyć i cierpliwie
    tłumaczyła co która karta znaczy. Tak więc od zawsze lubiłam bawić się kartami i
    przy ich pomocy układać i opowiadać sobie różne historyjki. Później pojawili się
    w moim otoczeniu ludzie zajmujący się różnymi dziwnymi rzeczami, w tym i
    Tarotem. Kiedyś zobaczyłam czarno-białe (sic!) odbitki ksero jednej z talii
    Tarota i już wiedziałam że to będzie moja talia. Po jakimś czasie faktycznie
    udało mi się ją sprowadzić z zagranicy. Praktycznie od zaraz mogłam tą talią
    wróżyć, tak mi się ona wydała znajoma. Jeszcze po drodze zahaczyłam o kurs
    Tarota, ale i tak zawsze miałam wrażenie, że tylko przypominam sobie rzeczy,
    które już wcześniej wiedziałam. Ten Tarot gdzieś tam już we mnie był, może
    dlatego nie potrafię dokładnie określić kiedy zetknęłam się z nim po raz pierwszy.
  • promyczka2 31.05.07, 00:04
    Jak tylko zaczęłam sama chodzić całe dnie spędziałam bawiąc się kartami
    klasycznymi mamy, układałam z nich historie.
    Wiedziałam że mama ma do nich kartkę na której jest napisane znaczenie tych kart
    ale nie umiałam czytać, więc... smile
    Mama miała jeszcze druga talię kart, one były bardzo podobne do Tarota
    można by nimi nieźle wrózyć ale to chyba była jakas talia typu 'zabawy dla
    dorosłych'.
    Była tam karta "Wdowa" "Kochanowie" "Śmierć" "Dziecko" "Prezent"... itd.
    Bardzo chciałabym te karty odnaleźć.
    Pamietam że widziałam jakąś talię Tarota za szybką na poczcie i pomyślałam
    że "kiedyś będę cię miała!" choć nie wiedziałam własciwie co to za karty i do
    czego służą smile

    Potem w okresie szkoły podstawowej w domu pojawiła sie książka o wróżeniu z
    ręki, i o wróżeniu z kart klasycznych. Zaczęłam więc wróżyć smile))
    Bardzo dużą rolę w mojej przygodzie z kartami i Tarotem odegral włoski serial
    o klasie szkolenj który leciał wtedy w tv.
    Jedna z uczennic, nieco nawiedzona wróżyła z Tarota,
    ragazziterzac.altervista.org/foto-telefilm/bendetta_e_chicco.jpg
    i akurat ten fakt zainteresował mnie wtedy ogromnie i tez zapragnęłam mieć te
    karty
    mimo że nikt u nas w Polsce o Tarocie nie mówił, i nie było go nigdzie w
    sprzedaży, przynajmniej z punktu widzenia małej dziewczynki.
    I tak jakoś to poszło dalej.. smile
  • m_oments 02.09.07, 11:39
    dość późno kupiłam pierwsza talię tarota, wcześniej byłam zafascynowana
    klasycznymi, z pracy zostałam wysłana sama w delegację, na tydzień, do Żagania
    (do tej pory to pamiętam) mieszkałam w strasznym zamku przerobionym na hotel, i
    kupiłam tam w pierwszy dzień w małej księgarni karty A.Jaśniak, z książką, całe
    wieczory i noce czytałam książkę, (w komnacie jak ze strasznej bajkibig_grin)
    a później byłam z przyjaciółka we Wrocławiu na Targach Ezoterycznych (później
    też bywałam,ale nigdy już nie odnalazłam tej atmosfery) trafiłyśmy do wróżki,
    która dodatkowo nagrywała treść wróżby na kasecie, przyznam że dużo się
    sprawdziło i sprawdza do tej pory, raz w roku odsłuchuję tą kasetęsmile


  • anbliss 10.09.07, 17:33
    z technikami dywinacyjnymi kacianymi zetknełam sie pierwszy raz
    podczas cieżkiej choroby w dzieciństwie na tranzycie plutona po
    neptunie . Owczas pewna nobliwa dama leżaca ze mną w szpitalu
    neurologicznym zainteresowała mnie kabałą na początku była to
    klasyczna kabała perska . Kilkanaście lat potem natchnełam się na
    kobietę rocznik 1926 która uczyła mnie kart klasycznych tarot we
    snie powital mnie w 2001 roku a teraz na tranzycie jowisza po
    neptunie moja fascynaja kwitnie. Niestety moja nauczycielka
    odeszła...w niebyt schizofremiczny , ma bardzo mały kontakt ze
    świtem realnym ,towarzysze jej ....Hm zastanawiam sie czasem
    dlaczego rocznik 1926 jest dla mnie taki wazny ...., znaczące osoby
    w moim zyciu urodziły sie w lutym i nie sa ze mna
    spokrewnione .DZiwne mam nadzieje ze kiedys do tego dojde ...
  • kawa_malinowa 02.09.07, 12:02
    Tak sobie nadale podczytuję forum, zajrzałam do pierwszego postu i...

    Natsza Czarmińska nie tylko pisała książki, ale też śpiewała.
    nataszaczarminskaigrupasfera.mp3.wp.pl/?tg=L3Avc3RyZWZhL2FydHlzdGEvMTQxMy5odG1s

    Legalne mp3 powyżej. Do Marka Aurelego w jej wykonaniu niezmiennie
    robie na mnie olbrzymie wrażenie.

    --
    "z metaforami nie należy igrac."
    /milan kundera./
  • daisy56 11.09.07, 14:31
    Sprawdziło się wszystko co karty powiedziały. Przyznam się, że
    niebardzo w to wierzyłam ale.. sprawdziło się.. jestem wdzięcznasmile
  • domitrax 27.09.17, 23:34
    1-sze razy są najlepsze bo to jeszcze ten czas kiedy bycie sceptykiem zwycięża totalnie wszystko inne big_grin.


    ____________
    www.horoskop360.pl/horoskop-roczny
  • kubust2 13.08.18, 10:38
    Wszystko się zgadza Tarot może mieć duży wpływ na nasze życie podobnie jak horoskopy. Warto dokształcić się w tej dziedzinie i sprawdzić więcej o horoskopach na przykład na stronie z horoskopami gdzie znajdziemy więcej informacji na ten temat.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka