Dodaj do ulubionych

Wybaczyłam -czy dobrze zrobiłam?

27.11.09, 23:58
Mam za sobą 7 lat związku,6 lat małżeństwa i 2 dzieci ( 5 lat i 2 miesiące). Nasz małżeństwo nie było udane od samego początku - dużo złości, agresji, emocjonalnego chłodu i pustego łózka. Zamiast budować bliskość dorabialiśmy się - dom, firma itp. Ja jedynaczka, on facet po rozwodzie (żona go zdradziła).Trwaliśmy w zaklęty kręgu. Okres drugiej ciąży jeszcze bardziej pogłębił rozkład. Nie uprawialiśmy seksu, bo ja głupia myślałam, że boi się o mnie i dziecko. On zapadał się w odrzuceniu. Po porodzie dochodziłam do siebie, a mąż zaczął mówić, że ma dośc takiego życia, że mam się starać coś zmienić, bo on nie będzie dalej tkwił w związku, w którym nie szanuję go, nie doceniam, nie sypiam, nie kocham po prostu. Wzięłam się w garść, próbowałam być miła, ale czułam, że on mnie odpycha, nie przyjmuje tego, co mu chcę dać. Pewnego wieczoru, wchodząc do jego pokoju zobaczyłam początek smsa od jakiejś kobiety. Był jednoznaczny. Zaczęła się moja rozpacz i jego żale nad tym, jaka byłam dla niego zła. I że ona daje mu to, czego ja nie potrafię - ciepło. Błagałam, żeby dał mi szansę naprawić błędy. Dostałam ją, ale równocześnie mąż zastrzegł sobie, że nie zerwie znajomości, bo mu na niej zależy, a mnie nie jest pewien, czy jestem w stanie zmienić swoje postępowanie. Teraz jest na imprezie firmowej, razem z nią, a ja położyłam dzieci spać i myślę - czy dobrze zrobiłam? Czy nie powinnam unieść się honorem? Walczę o jego miłość, bo on zapewnia mnie że nadal coś tam do mnie czuje. Tylko czy to ma sens? Twierdzi, że fizycznie jeszcze mnie nie zdradził, ale emocjonalnie jest zaangażowany w tamtą znajomość bardzo mocno. Rozumiem jego argumenty, dlaczego "odszedł". Boję się jednak, że moja walka o miłość to walka z wiatrakami. Co robić, pomóżcie.
Edytor zaawansowany
  • mili_5 30.11.09, 14:41
    mam 26 lat jestem 6lat po ślubie mam 5letniego synka. Tak naprawde to
    zawsze było jakoś nie tak na początku był czuły i zawsze byłam na
    pierwszym miejscu odkąd pojawiło się dziecko zostałam zepchnięta na
    boczny tor. Najpierw myślałam że to minie w końcu małe dziecko trzeba
    poświęcić się jemu bez reszty, minął rok nasze życie bez zmian ciągle
    pracował nie interesowały go moje uczucia ani potrzeby nie wiedziałam
    co zrobić żeby zwrócić na siebie jego uwage. Robiłam naprawde
    wszystko aż wreszcie zrobiłam coś czego bardzo żałuje to ja
    zdradziłam pierwsza myślałam że w ten sposób on zacznie być znowu
    zazdrosny i bedzie jak kiedyś. kiedy dowiedział się o tym było
    jeszcze gorzej i wcale się nie dziwie ale wybaczył chociaż nigdy nie
    zapomniał. Dziś mija 5lat a sytuacja jest odwrotna:niedawno miałam
    przyjaciółkę ,której powierzałam wszystkie tajemnice pracowałyśmy
    razem spotykałyśmy sie po pracy w czwórkę bo miała nażeczonego. Nasi
    faceci też się polubili do czasu aż ona zaczeła wykożystywać nasz
    kryzys który trwał od jakiegoś czasu. Udawała moją przyjaciółke a tak
    naprawde spotykała się z moim mężem za naszymi plecami opowiadała mu
    o wszystkim co jej mówiłam. Wbili mi nóż w serce bardzo to przeżyłam
    chociaz twierdzili że nic ich nie łączy a jednak któregoś dnia mój
    mąż powiedział"chcę odejść bo już cię nie kocham nienawidzę cie za to
    co zrobiłaś chcę być z nia" Nie wierzyłam że mogli mi to zrobic
    myślałam żartuje żebym poczuła jak to jest,jednak on nie żatrował
    chciał tego naprawde zostawic rodzinę dla zwykłej szmaty bo inaczej
    nazwać jej nie można nienawidzę jej z całego serca on potrzebował
    rozmowy a ona kokietowała go i owijała go wokół palca to było
    straszne płakałam,błagałam żeby nie odchodził,że myli się co do niej
    nie jest wpożądku skoro zrobiła cos takiego mnie swojej najeeprzej
    przyjaciółce. Postanowiłam walczyc pomyślałam mamy dziecko mam
    większe prawa do niego niż ona ,nie poddam się tak łatwo. Jednak on
    kazał mi się wyprowadzić do rodziców spakowałam się i wyniosłam z
    synem do mamy w 3 dni schudłam 4 kilo nie mogłam jeśc ani spać.
    Wreszcie zdobyłam się na to żeby w środku nocy pojechac do domu i
    walczyć trudno pomyślałam nie dam się będę tam mieszkać i będę
    walczyć bo byłam pewna że to nie może być miłość zostałam na noc
    długo rozmawialiśmy on dalej utrzymywał że ja kocha to było straszne
    powiedział możemy być razem ale nie wiem jak będzie kiedy zadzwoni
    pewnie pójdę do niej. Mówiłam sobie to nie może być prawda przecież
    kocha mnie!Rano wracałam z toalety do łóżka i zemdlałam z braku snu i
    wyczerpania, ku mojemu zdziweniu kiedy sie ocknełam on był przy mnie
    pomyślałam jednak się martwi. potem już jakoś rozmawialiśmy inaczej
    dogadaliśmy się dzięki temu że byłam uparta i wybaczyłam dziś
    jesteśmy razem chociaż jest ciężko każdy sms każdy dzwięk dzwonka
    przyprawia mnie o wspomnienia ona dalej pracuje w mojej firmie i
    chociaż się nie widujemy i tak ciągle mam przed oczyma jej twarz
    mogłabym ją zabić bez wachania...Jest mi trudno i nie wiem czy dobrze
    zrobiłam ale przynajmniej nie mam sobie do zarzucenia nic bo zrobiłam
    wszystko żeby uratować ten związek. A on i tak zrobi co będzie chciał
    ale żeby zaufac mu znowu nie wiem kiedy to się stanie kocham go z
    całego serca i chcę być z nim mimo wszystko może będę kiedyś tego
    żałować ale narazie nie wyobrażam sobie życia bez niego. A jej chcę
    powiedzieć nie udało Ci się ssssuuuukkkkkooooo myślałaś że zostawi
    dla ciebie rodzinę?! Pamiętaj że to do ciebie wróci ze zdwojoną siła
    kiedyś ktoś skrzywdzi i ciebie tak bardzo czego szczerze CI życzę.
  • mili_5 30.11.09, 14:44
    Nasze historie są podobne walcz jak masz jeszcze siłe ja też walczyłam
    i myślę że wygrałam chociaż poczęści bo jeszcze ze mną jest staraj się
    zmienić żeby widział co traci bądz miła uwiedz go na nowo. Powodzenia.
  • misialu 01.12.09, 13:20
    Mili, dziękuję Ci za te słowa otuchy. Jestem pełna wiary w to, że uda mi się poskładać nasz dom i stworzyć więź, której tak naprawdę nigdy nie było. Jesteśmy z mężem po trzech dniach rozmów, jeszcze nigdy nie poświęciliśmy sobie tyle czasu. Ich efektem jest to, że mąż ograniczył kontakty z tamtą do spotkań w pracy, ja jednak wciąż nie mogę powiedzieć, że wygrałam. Czas pokaże, czy potrafię dać mu dom o jakim zawsze marzył. Wszystko wydaje się być uzależnione ode mnie, choć wiem też, że bez jego otwartej postawy wobec mnie nic nie jestem w stanie zdziałać. Trzymaj za nas kciuki. Ja trzymam za Ciebie. Powodzenia
  • zawsze_mili 02.12.09, 09:02
    To już coś jeżeli w ogóle chce rozmawiać z tobą na jakikolwiek temat
    spokojnie. Dużo zależy od niego bo jeżeli on nie będzie sam chciał
    ztym skończyć to nic z tego. Ja do teraz robie o byle co awantury bo
    wciąż myślę że on mnie okłamuje kiedy spóznia się 5minut z pracy od
    razu węsze i zastanawiam się gdzie był bo nie mam całkowitej kontroli
    ale cóż zawiedli nasze zaufanie i trudno jest tak poprostu zapomniec
    bo do konca życia bedziemy pamiętać te złe chwile. Miło wiedzieć że
    jest ktoś jeszcze kto wie co czuję w tej chwili jest mi ciężko bo tak
    naprawde nie ma nikogo z kim mogłabym porozmawiać tak szczerze zeby
    nikt mnie nie oceniał. Życzę wam żeby się udało będę trzymać kciuki a
    Ty postaraj się odbudować wszystko zrób to dla siebie i bądz
    szczęśliwa dziękuje Ci Pozdrawiam. Mili. Będę tu zaglądać aż zobacze
    że napisałaś wygrałam a ona jest już nikim w naszym życiu powodzenia.
  • misialu 04.12.09, 06:27
    Przegrałam Mili, przegrałam z kretesem. Po powrocie do pracy cała wspólnota prysła jak bańka mydlana. Za mną kolejna noc, z której wynika tyle, że on chce być z tamtą. A ze mną i z dziećmi będzie mieszkał, bo tak się składa, że nie ma dokąd pójść. Ja zresztą też. Niczego ode mnie nie chce. Mam tylko zajmować się naszymi dziećmi, a on jak będę miała ochotę łaskawie zgodzi się na seks. Żąda wolności aboslutnej, nawet nie ukrywa, że chce się do niej zbliżyć jeszcze bardziej niż do tej pory. Chce sprawdzić, czy to co ona ma mu do zaoferowania to miłość, jakiej zawsze pragnął i jakiej nie znalazł u mnie. Ja powiedziałam mu tylko tyle, że tu jest jego dom, a ja go kocham i dopóki tak jest będę na niego czekać. Zgodziłam się na zycie w trójkącie bez jakichkolwiek nadziei, że kiedykolwiek to się zmieni. Zgodziłam się, bo dom to świętość. Jak długo tak wytrzymam, nie wiem. Dzisiaj czuję tylko tyle, że cierpię.
  • zawszemili 04.12.09, 08:41
    Boże tak mi przykro dlaczego on Ci to robi ja wiem jak to boli co
    tamta kobieta sobie myśli zabierając dzieciom ojca i żonie męża. Może
    powinnaś z nią porozmawiać albo z jej mamą to czasem też działa. Nie
    można tak żyć też należy Ci się od życia coś więcej każdy chce być
    kochany jesteś jeszcze młoda wiem że cierpisz ale mam nadzieje że
    jeszcze wszystko się ułoży. Może powinnaś jednak spróbować żyć bez
    niego zamiast obok niego bo to będzie bolało gorzej nie pozwól tak
    się traktować seks jak on się na to zgodzi nie powinno tak być jeżeli
    nie ma dokąd iść niech idzie do niej skoro tak się w niej zakochał
    zrozumie to wszystko jak już będzie za puzno, obyś Ty otrząsnęła się
    szybko i zrozumiała że to nie koniec świata można zawsze zacząć żyć
    od nowa wiem że to trudne ale nie możesz żyć tak jak on Ci dyktuje
    postaw warunki i nie daj się wyrzuć go z domu bądz bezwzględna on
    postąpił znacznie gorzej i nie ulegaj nie zgadzaj się na wszystko nie
    musisz skoro wybrał ją trudno nie jesteś sama masz dzieci a on to
    zwykła świnia skoro tak chce pokaż mu że poradzisz sobie bez niego
    nie pozwól tylko żeby z Tobą mieszkał a sypiał z inna bo to najgorsze
    co może być albo jest z Tobą i tylko z Tobą albo niech się wynosi bo
    jeżeli mu na to pozwolisz to będzie przyzwolenie że Ci to pasuje.
    Możesz powiedzieć że kochasz go mimo wszystko ale tak nie będzie
    bedziesz czekać ale nie będziesz tą drugą z Ciebie zrobi sobie pomoc
    domową a dla niej reszta w żadnym wypadku skoro zabrała Ci go niech
    weżmie sobie też jego obowiązki pranie, sprzątanie po nim zobaczymy
    czy będzie tak kolorowo w żadnym wypadku dzieci. Nie daj się prosze
    jeszcze nie wszystko stracone trzymam kciuki jeżeli nie z nim to z
    kimś innym wiem że to na tą chwile wydaje się być nierealne ale to
    jest naprawde możliwe chciałabym się spotkać z Tobą i i pocieszyć.
    Trzymaj się. Wierze że wszystko się uda.
  • misialu 10.12.09, 12:25
    Droga Mili. Moja sytuacja wciąż jest bez zmian, na razie trwam, bo co też innego mogę robić. Z myślą jednak o Twoim związku chcę Ci polecić książkę Piotra Marta "Mężczyzna od A do Z" z wydawnictwa "Złote Myśli" z Gliwic. Ona uświadomiła mi, jak wiele błędów popełniłam w tym związku. I że tak naprawdę odpowiedzialność za to, dlaczego dochodzi do zdrady ponosimy my same, a nie nasi mężowie. Oni chcą być tylko i aż akceptowani, kochani, szanowani itd. Polecam. Pozdrawiam Cię serdecznie. Trzymaj się dzielnie
  • kic-anty 11.12.09, 09:12
    Każdy jest tylko człowiekiem i popełnia błędy. Ale obwinianie się za niewierność
    drugiej strony to gruba przesada. Pamiętacie jak to było?
    " Ślubuję ci miłość i wierność.........".
    Potwierdza się stara prawda, że nic tak ludzi nie wiąże ze sobą, jak brak kasy
    na drugie mieszkanie.
  • landis85 13.12.09, 21:49
    swoim postepowaniem utwalilas brak szacunku do samej siebie i meza do ciebie
    niestety tym samym oddalasz swoje szanse
    maz moze sie nie zdecydowac nigdy, bo bedzie mu dobrze, tu zonka ktora ugotuje,
    zabawi dzieci i jeszcze jemu bedzie nadskakiwac
    a tam kochanka gotowa na wszystko

    polecam Ci ksiazke "milosc potrzebuje stanowczosci" Dobsona
    koszt ok 18 zl

    tam znajdziesz wskazowki jak ratowac malzenstwo, jak przyciagnac meza
    i tym samym nie zrobic z siebie wycieraczki.
  • zawszemili 14.12.09, 11:09
    Zrobisz co uważasz ale nie możesz myśleć że to tylko Twoja wina
    zawsze wina leży gdzieś pośrodku. Wyrzuć tą książkę bo się pograżasz
    przypomnij sobie czy naprawde byłaś taka zła co zrobiłaś takiego że
    on wybrał inną! Urodziłaś mu dzieci poświęciłaś się dla domu i niego
    w całości może przelałaś miłość na dzieci i troszkę zaniedbałaś
    wasze relacje ale nie możesz mysleć że zrobiłaś coś złego bo ktoś
    tak napisał w książce każdy przypadek wymaga odrębnej diagnozy ratuj
    swój zwiazek ale nie w ten sposób. Jeżeli uwolnisz się od poczucia
    winy to wygrasz chociaż sama ze sobą,to on wyżądził Ci wielką
    krzywde nie zapominaj o tym nie ty jemu!Trzymaj się i przemyśl to
    raz jeszcze.
  • misialu 17.12.09, 23:12
    No więc mam życie w trójkącie. Jestem pod jednym dachem z facetem, który chodzi do kibla pisac smsy do swojej ukochanej. Odzywa się do mnie jak do śmiecia i wcale nie przejmuje się tym, że nasza córka stoi obok i słucha z szeroko otwartymi oczami. Sam jest przekonany o tym, że jest znakomitym ojcem. Czasami rzuci mi jakiś ochłap - przyjdzie i poopowiada mi, jak mu sie podobam, jak męczy go, że nie może mi dać takiej miłości, jakiej pragnę. Cieszy się z tej kochanki jak chłopiec, co dostał nową kolejkę. Dzisiaj pierwszy raz, kiedy powiedział mi że jutro wychodzi, odpowiedziałam mu: wali mnie to. Żeby więc wzmocnić efekt odpowiedział: Skoro tak to może nie wrócę na noc. No i siedzi teraz na kompie i szuka przytulnego hoteliku. Jest żenujący. Gdybym mogła wyprowadziłabym się natychmiast, ale wciąz boję się jego nieobliczalności. Wolę nie wchodzić z nim na ścieżkę wojenną. Robię swoje. Dbam o dom i dzieci, gotuję obiadki i piorę jego brudne gacie. I myślę o tym, aby jak najszybciej odszedł do tamtej. Im szybciej pójdzie, tym szybciej wróci. Tego jestem przekonana na 100 proc. Bo nic mu tak dobrze w życiu nie wychodzi jak robienie dobrego wrażenia. Przy bliższym poznaniu niestety wiele traci. Nie mogę pojąc jak on może wierzyć w to, że jest tym kim jest przeze mnie i jeszcze na dodatek wierzyć w to, że tamta - cudowna, czuła, wyrozumiała, wspierająca itd. miłość- odmieni go o 180 stopni. Mam zamiar stopniowo zdejmowac z siebie małżeńskie obowiązki, na razie nie prasuję mu ciuchów (kurde ale się zdobyłam na odwagę). Ale był wściekły, kiedy musiał odpalić żelazko. Rozmawiam o tej całej sytuacji z trzema osobami- każda radzi co innego. Jedna każe nieśc pozew, druga każe olać gościa, a trzecia zeszmacić się do końca i robić jeszcze lepsze obiadki. Zgadnijcie, kto jest tą trzecią osobą. Na pozew nie jestem gotowa, z domu wyrzucić go nie mogę, bo de facto on jest jego właścicielem, jedyne więc wyjście to zajęcie się sobą. Szukajcie mnie więc na forum o poezji śpiewanej ;-) Ta ironia i żarty to wszystko przez łzy i ze ściśniętym gardłem, ale wiem już jednego - nie będę błagać o miłość.
    PS. Książka Dobsona już do mnie jedzie. Dzięki.
  • zawszemili 18.12.09, 10:03
    Witaj widze że coś się zmieniło i pękło w Tobie. Jeżeli chodzi o
    pyszniejsze obiadki to pewnie doradza czyjaś mama albo teściowa mi
    też mama doradzała siedz przy nim uwodz go na nowo ugotuj pyszny
    obaid a będzie znowu Twój tak też się stało ale dlatego że on to
    zrozumiał sam i dał sobie z nią spokój. Ale widze że u Ciebie to
    gorsza sprawa jeżeli masz tyle siły to zrób dla niego wszystko ale to
    będzie naprawde bolesne. I nie wiesz czy nie będziesz potem tego
    żałować ja dziś z biegiem czasu żałuję że musiałam błagać żeby wrócił
    nie jestem szczęśliwa i pewnie nie będę wybieram się do tarocisty bo
    już sama nie wiem nienawidze niejasnych sytuacji a w takiej właśnie
    jestem może on rozwieje moje wątpliwości. a co do Ciebie kochana to
    oby tak dalej olej go niech widzi co traci idz do fryzjera zmień coś
    w swoim życiu chociaż nie masz nikogo na boku udawaj że tak jest pisz
    dużo smsów chowaj w domu telefon albo wyciszaj udawaj może go ruszy
    zazdrość niech nie myśli że czekasz na niego. Dzwoń do koleżanki mów
    do niej jak do mężczyzny i zlewaj go całkowicie gotuj obiady dla
    siebie i dzieci jak jest w pracy dla niego udawaj że byłaś zbyt
    zajęta i zapomniałaś i niech robi to sam. Pare razy nie wypierzesz mu
    gaci to zobaczy jak to jest.Dasz radę trzymam kciuki za pomyślne
    rozwiązanie sytuacji. Do mnie też jedzie książka Dobsona dziąkuje
    wszystkim pozdrawiam.
  • misialu 18.12.09, 16:30
    Dziękuję Ci Mili, że mnie wspierasz. Jestem zaskoczona tym, jak sprawy szybko sie toczą. Dzisiaj znowu gadaliśmy pół dnia, ale przynajmniej finał tych pogawędek jest korzystny. Ustaliliśmy, że jesteśmy w nieformalnej sepracji. Każde ma swoje życie i sprawy, a dom jest terytorium, gdzie razem wychowujemy dzieci. Ja piorę jak wrzuci ciuhy do brudownika, nie prasuję, sprzątam rzeczy tylko swoje i dzieci (ciekawe, ile tygodni będą leżeć jego gacie przy prysznicu, gotuję do końca grudnia (nawet nie wiedziałam, że micha na stole ma takie znaczenie, bo walczył o nią jak lew), potem olewam temat. Jest też jedna nowość - Nie musisz już o mnie walczyć. Twoje starania tylko mnie denerwują. No i bardzo dobrze, bo ja tu od miesiąca miotam się między uległością a obojętnością. Szukam drogi do serca, a w sercu rozgościła się juz inna pani. Cieszę się z tej wolności jak cholera. Już nikt nie będzie się na mnie wydzierał, że nie może znaleźć skarpetek. Jezu, co za ulga! Ja już u wrózki byłam :-)Mam mężulka z głowy na trzy lata,a później pojawią się jakieś szanse na regenerację związku. Dzisiaj, szczerze mówiąc, niewiele mnie one interesują. Myślę raczej o tym, aby wypracować sobie w tym układzie jak najwięcej wolności dla siebie. A na smsiki do przyjaciela przyjdzie czas :-), niech tylko skończy mi się urlop macierzyński i zacznę wychodzić do ludzi. Kochana, wielki dzięki.
  • zawszemili 20.12.09, 19:42
    Cieszę się że w Twoich wypowiedziach jest więcej optymizmu i nie
    smucisz i nie zadręczasz się już tym jeżeli on nie chce to nie zapytaj
    go czy da Ci rozwód zobacz reakcje co zrobi. Może poczuje się troche
    niekomfortowo wiedząc że już Ci nie zależy. Jestem ciekawa finału tej
    sprawy ale fajnie że masz jakiś plan na życie bez niego to duży sukces
    pozytywne myślenie gratuluję Ci tego że udało Ci się po mału uwolnic od
    poczucia winy. To on jest winny on Cię odepchnął od siebie i sprowadził
    na drugi plan więc 3maj tak dalej i nie ulegaj pozdrawiam.
  • misialu 22.12.09, 19:39
    On znowu jest u niej, a ja znowu sama z dziećmi. I wiesz, co Ci Mili powiem, jest mi dobrze. W domu nieformalna sepracja, czyli zero usług z mojej strony. On ma pomagać przy dzieciach. Mamy tak trwać dwa lata bez rozwodu i separacji, bo on chce spłacić dwa kredyty i pomóc mi odchowac maleństwo. Po uregulowaniu tych formalności, mamy się zastanowić, co dalej. I tyle. Wczoraj chciałam z nim pojechać na świąteczne zakupy, rzucił się do mnie, że za późno się zdecydowałam, jest dużo ludzi w sklepie i jeszcze będzie musiał stać w kolejkach. Jak powiedziałam, żeby w takim razie zawiózł mnie do domu, to zaczął przy mnie dzwonić do kochanki, czy ona z nim nie pojedzie. Skończyło się na awanturze. Mam nadzieję, że ostatniej w moim życiu. Dzisiaj jest pierwszy dzień od miesiąca, kiedy nie czuję rozpaczy. Kiedy nie boli mnie serce, kiedy czuję swą wewnętrzną wartość. Wartość, której nikt mi nie odbierze. Tak, popełniłam w tym związku wiele błędów, ale na miły Bóg dla kogoś, kto chce ratować małżeństwo nie mogłyby być one przeszkodą. W sumie nawet się cieszę, że poszedł dręczyć inna kobietę. Teraz ma miłość, nadzieje i mocne postanowienia naprawy swego życia (tak samo było ze mną siedem lat temu, po pierwszym jego rozwodzie), a za jakiś czas będzie miał tę samą skrzeczącą rzeczywistość jak zawsze. Bo okoliczności w naszym życiu się zmieniają, a my, Droga Mili, niekoniecznie. Moja lekkość oczywiście jest dla niego dużą zagadką i aż cały się trzesie, że szykuję jakąś zasadzkę na niego, jego kochanie, czy cholera wie, na co jeszcze. A ja się uśmiecham, bo go już po prostu nie chcę. Dobrych Świąt Ci życzę Moja Droga Przyjaciółko z Sieci. Pa
  • zawszemili 28.12.09, 09:04
    Kochana wzajemnie chociaż te święta były moimi najgorszymi w życiu
    całe przeplakałam cały czas zastanawiając się czy dobrze zrobiłam
    zostając mam dużo wątpliwości przeczytałam książkę Dobsona i myślę że
    ma dużo racji dzięki niej zrozumiałam jak wiele trzeba poświęcać dla
    związku żeby potem mogło być dobrze. Podziwiam Ciebie jak Ty to
    wytrzymujesz ja już dawno załamałabym się albo wpadła w depresję bo
    to mi groziło. Ale widzę że Ty masz tą siłę w sobie jak Ty to robisz
    ja już dawno straciłam szacunek do siebie samej nic mnie nie cieszy.
    Mam dość wszystkiego ale chcę dalej walczyć mimo wszystko bo go
    kocham. Ty widzę zmieniasz się i dajesz mu wolną rękę może to i
    dobrze może sam zrozumie i wróci na kolanach błagając o wybaczenie.
    Chciałabym to zobaczyć bo to co on Ci robi....nie wiem skąd
    znajdujesz taką siłę żeby przy nim trwać. Żebyś potem sama zrozumiała
    gdy on będzie chciał żebyś miała siłę i powiedziała ja Cię już nie
    chcę ale nie wbrew własnej woli życzę abyś naprawdę tak czuła. Bo
    potem tak jak ja stracisz szacunek sama do siebie bo dałaś sobą
    pomiatać. Jesteśmy ich kołami ratunkowymi nie uda się tam zawsze mogę
    wrócić do domu myślą sobie. Daj mu do zrozumienia że możesz Ty już
    nie chcieć że nie ma 100% pewności na to!!! Życzę Ci w nowym roku
    żeby przyniósł Ci spokój i szczęście obojętnie kto miałby Ci je dać.
    Żebyś wyszła do ludzi i znalazła faceta który będzie wart Twojej
    miłości i poświęcenia żeby Cię szanował i kochał tak jak Ty dziś
    kochasz jego pozdrowienia. Pisz czasem co u Ciebie będę zaglądać.
  • misialu 03.01.10, 00:26
    Droga Mili, dziękuję Ci za dobre słowo, ale najbardziej za to, że jesteś przy mnie w tych trudnych chwilach. Chcę się z Toba podzielić swoimi przemyśleniami. Może Ci sie do czegoś przydadzą? Po ponad miesiącu traumy, jaką było dowiedzenie się o zdradzie i życiu ze zdradzającym mężem pod jednym dachem, doszłam do jednego wniosku - nie ma co liczyć na to, że ktoś nas będzie kochał, jeśli nie pokochamy samych siebie. Wybacz sobie wszystko, co do tej pory zrobiłaś. Nie zastanawiaj się już, czy zrobiłaś dobrze czy źle, a przede wszystkim daj sobie prawo do szczęścia. To szczęście nie jest uzależnione od tego, jakie są uczucia Twego męża względem Ciebie. To szczęscie zależy wyłącznie od Ciebie. Nie walcz o związek, o miłość, o Niego, zawalcz w końcu o siebie - o swoje dobre samopoczucie, o samorealizację na różnych polach, o szacunek do samej siebie. Postaraj się być osobnym człowiekiem, świadomym swoich potrzeb i pragnień. Kiedy już je poznasz dokładnie, sama odpowiedz sobie na pytanie - czy Twój mąz jest człowiekiem zdolnym do tego, aby wspierać Cię w Twoich osobistych celach. On ma być Twoim wsparciem, a nie najważniejszą wartością w Twoim życiu. Bo najważniejszą wartością w Twoim życiu jesteś Ty sama. To, co obie nas łączy, to fakt, iż do tej pory uzależniałyśmy nasze poczucie wartości, uczucie szczęścia i spełnienia od tego, jaka jest nasza relacja z mężczyznami. Kiedy mężczyzna odszedł poczułyśmy się nagle bezwartościowe i nieszczęśliwe. A ja się pytam, niby dlaczego ktoś ma decydować o moim życiu? Daj mu wolność. Niech on żyje tak jak chce, a Ty żyj najlepiej jak potrafisz dla samej siebie. Pamiętasz, jest takie przykazanie "Kochaj bliźniego swego jak siebie samego". Kochasz siebie Mili? Ja ciągle mam z tym problem, pracuję nad sobą, staram się siebie polubić. Zdarzają mi się chwile słabości: stoję w oknie i czekam kiedy on od niej wróci, a jak widzę światła samochodu to serce bije mi jak oszalałe. Ale nie lubię tej Misi, które stoi w oknie. Lubię Misię, która śmieje się z dzieciakami, czule głaszcze kota i śpiewa przy robieniu porannej kawy. Chcę być szczęśliwa. I wierzę, że będę. To kwestia czasu. Kiedy on nadejdzie, mój mąż (obecny czy przyszły, to nie ma znaczenia) będzie dla mnie tylko dodatkiem. Wisienką na torcie. Ściskam Cię noworocznie. Nie myśl o tym, co było. Myśl o tym, jak wiele cudownych chwil jeszcze przed Tobą. Jesteś młodą, mądrą i atrakcyjną kobietą. Korzystaj z tego!
  • zawszemili 03.01.10, 17:36
    Witaj. Myślę,że masz dużo racji w tym co piszesz ja ma też z tym
    problem zaakceptować i pokochać samą siebie jest gorzej niz myślałam
    bo wciąż oceniam siebie po tym co mi się udaje a co nie. Wiem że tak
    nie powinno być ale nie mogę pokochać samej siebie nie lubię odbicia
    w lustrze chciałabym być doskonała żeby on nie szukał nikogo innego,
    ale to chyba nie o to chodzi. Jest mi smutno każdego dnia wiele nocy
    przepłakałam bo nie potrafię wybaczyć jemu tego co zrobił choć sama
    nie byłam lepsza może teraz zrozumiałam jak jemu było wtedy cieżko
    co oczywście nie upoważnia go do krzywdzenia mnie przez resztę
    życia. Nie wiem czy kiedykolwiek zaakceptuje samą siebie. Miło mi że
    jest ktoś kto mnie rozumie chociaż nie wiem czy będziesz mogła mi
    pomóc ale wiele zrozumiałam dzięki Tobie fajnie że jesteś.
    Pozdrawiam i czekam na następnego posta od Ciebie. Wszystkiego
    naj... w nowym roku oby był lepszy niż popszedni bo chyba gorzej już
    być nie może.
  • zawszemili 07.01.10, 13:22
    Witaj. Teraz ja mam znowu problem. Już myślałam ,że wszystko się
    ułoży aż do czasu gdy nie otworzyłam historii w komputerze!!! A tam
    czaty na interii i portale takie jak sympatia nie logował sie tylko
    oglądał. Oczywiście od razu zrobiłam awanturę bo z nudów można
    popatrzeć przeciez na allegro a nie na sympatii czy czacie. On
    twierdzi że nie myślał że robi coś złego,ale dla mnie to kolejny
    dowód nie szczerości i przegięcie bo w tajemnicy przede mną. Jak
    zwykle awantura przeciągnęła się do puznej nocy i do pracy musiałam
    iść z podpuchniętymi oczyma i nie wyspana. Nie wiem czy ta awantura
    była potrzebna bo sama nie wiem co myśleć może naprawde nie miał
    złych zamiarów? Na drugi dzień przysiągł że zależy mu tylko na mnie i
    przeprasza za wszystko co zrobił,za to że tak cierpiałam za
    nieprzespane noce i przepłakane wieczory. Obiecał,że się zmieni i
    będzie się starał wszystko naprawić. Chcę w to wierzyc ale nie wiem
    czy to jeszcze ma jakiś sens. Ciągle zastanawiam się co przyniesie
    następny dzień nie wiem czy mogę mu ufać, jak myślisz czy on
    zasługuje na jeszcze jedną szanse? Nie zniose tego jeżeli znowu mnie
    zrani. A jak u Ciebie droga Misialu? Mam nadzieje że sytuacja nie
    jest już taka nieprzyjemna dla Cibie. Ale damy rade z nimi czy też
    bez nich. Całuję i pozdrawiam.
  • vanisika 11.05.10, 17:04
    ??
  • ciarek_jerzy 15.05.10, 00:04

    Tak.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka