Dodaj do ulubionych

Jej zdrada, moje wybaczenie. Brać ślub? Prosze o p

21.01.10, 10:01
Witam
Bardzo jest mi potrzebna wasza rada. Może najlepiej będzie jak
najpierw opiszę sytuację a dopiero na koniec podzielę się dręczącym
mnie pytaniem.
Narzeczona poznałem 2,5 roku temu. Zakochaliśmy się w sobie. A ja
miałem wrażenie, że idealnie do siebie pasujemy. Została moja
narzeczoną i powoli zaczynaliśmy się zastanawiać nad ślubem.
Niestety ponad pół roku temu doszło z jej strony do zdrady.
Zakończyłem ten związek, ale, że oboje strasznie cierpieliśmy i
tęskniliśmy, a ona bardzo żałowała to po 2 miesiącach nie
wytrzymaliśmy i się zeszliśmy. Ona zawsze uważała się za osobę
wierząca, ale tak dość luźno to praktykowała. To co się stało
sprawiło, że ona bardzo się pod tym względem zmieniła tzn. jej
religijność mocno się pogłębiła. Pierwszym problemem po naszym
zejściu się było to czy nadal możemy ze sobą mieszkać tzn to ona
stwierdziła, że teraz musi bardziej przestrzegać zasad swojej
religii i do ślubu nie powinna mieszkać z facetem. Nie powiem
powstał na tym tle konflikt, bo ja nie wyobrażałem sobie naprawiania
wszystkiego bez powrotu do punktu wyjścia.
Ostatecznie poszliśmy na kompromis. Ona przez większą cześć tygodnia
mieszka u mnie i ustaliliśmy tez, że znowu zaczniemy przygotowania
do ślubu (ustaliliśmy też datę na koniec wakacji tego roku). Nie
ukrywam, że po tym wszystkim uważałem, że warto z tym tematem z rok
poczekać, żeby zobaczyć czy wszystko się będzie miedzy nami układało
i ta pospieszna decyzja w moim odczuciu była wymuszona (nie
wyobrażałem sobie abyśmy po tym wszystkim mieli mieszkać osobno i na
odległość naprawiać wszystko co ona zepsuła). Uznałem, że w tym
wypadku zaryzykuję. Żyłem nadzieją, że wszystko się dobrze ułoży. I
faktycznie po miesiącu się uspokoiłem bo było idealnie. I tak
idealnie było przez następne trzy miesiące. Niestety w styczniu 2
razy solidnie się posprzeczaliśmy, a wszystko wynikało z tego co się
wydarzyło w przeszłości i co jak bumerang zaczęło do nas wracać.
Ona ma naturę artystyczną i chce spełniać się w tej dziedzinie
(konkretniej to lubi tworzyć muzykę). Zdrada wynikła właśnie na
skutek współpracy z pewnym muzykiem, z którym założyli w muzyczny
duet. Minęło pół roku od rozstania, cztery miesiące od zejścia się i
okazało się, że ona bez tworzenia muzyki nie potrafi żyć.
Powiedziała, że prędzej czy później będzie się musiała w coś
zaangażować. Oczywiście moje fobie leki i zazdrości wywołane tym co
się działo wróciły z całą siłą (dodam że wcześniej nie bylem typem
zaborczego zazdrośnika. Sam wręcz dopingowałem swoja kobietę do tego
aby spełniała się w muzyce.
Wspierałem ja porostu). Po zejściu się prosiłem aby nigdy nie
spotykała się sam na sam z innym facetem, a gdy zechciała wrócić do
muzyki to by założyła projekt z innymi dziewczynami (nie wyobrażałem
już sobie po tym wszystkim duetów damsko-meskich). Niestety
oświadczyła, że tak się nie da bo nie ma muzyczek działających w
tych klimatach muzycznych, w których ona się obraca. Ostatnio po
fakcie oświadczyła (zaczynając od słów: Wiem, że będziesz na mnie
zły ale), powiedziała, że spotkała się na rozmowę muzykiem w sprawie
projektu muzycznego i że nie mówiła mi o tym wcześniej bo wie że mam
teraz dużo rzeczy na głowie i w związku z tym nie chciała mnie
denerwować. Oczywiście nie wściekłem się i skończyło się dwoma tak
zwanymi cichymi dniami (dodam tylko, że do tej pory takie klimaty
nigdy nam się nie zdarzały. w ogóle bardzo bardzo rzadko mieliśmy
jakiekolwiek spięcia). Wcześniejsza sprzeczka dotyczyła z kolei
tego, że ostatnimi czasy gdy jest u rodziców to nie wysyłam jej
wieczorem smsow a kiedyś to robiłem. Tymczasem ja mam w sobie jakiś
konflikt wewnętrzny tzn usilnie próbuje wyrzucić z pamięci to co się
wydarzyło, traktować to wszystko jako wybaczone, ale coś we mnie
ciągle się buntuje. Chcę jej wysłać smsa, ale coś we mnie
protestuje: nie powinieneś bo ona ci taki numer wywinęła, zdradziła,
nie zasługuje. niestety nie ma dnia by mi się choć przez chwilkę nie
przypomniało to co się zdarzyło. Od czasu tej zdrady nie potrafię
tez jej dawać taryfy ulgowej, kiedyś patrzyłem na pewne sprawy tak
miedzy palcami tłumacząc sobie: ok, artystka trzeba darować. ale
teraz mnie te rzeczy rażą. Jakie? Nie wyniosę śmieci to się
przesypują. Nie pozmywam talerzy to rośnie góra w zlewie. nie
odkurzę to będę żył w kurzu. I można by jeszcze sporo wymieniać. co
prawda od czasu do czasu coś tam zrobi, trochę mi tez czasem pomoże
przy pracy, ale mam wrażenie, że to wszystko dość sporadycznie się
zdarza (dodam tylko, że od kiedy jest kryzys muszę pracować za dwóch
aby powiązać koniec z końcem). Problemem jest tez brak zaufania z
mojej strony. niestety choć bym chciał to nie potrafię znowu ufać, o
czym świadczy chyba sytuacja z tym spotkaniem sam na sam z muzykiem
i moja reakcja na to.
Oczywiście ta sytuacja jeszcze tylko bardziej nadwyrężyła moje i tak
mocno osłabione zaufanie.
OK może to wszystko jest nieco chaotycznie napisane, ale myślę, że
dość dobrze naświetla sytuację. A teraz chce przejść do konkretów. W
przyszłym miesiącu mamy zacząć załatwiać formalności związane ze
ślubem. Za kilka dni mamy powiedzieć o wszystkim moim rodzicom.
Ale... ale po drodze były te sprzeczki, złe klimaty, kłótnie. Dopóki
to się nie zaczęło uznałem, że teraz to już między nami tylko dobrze
będzie. Ale poknociło się i teraz znowu mam wątpliwości. Nawet
uznałem, że może warto by pójść do psychologa (ona oczywiście
próbuje teraz bagatelizować te konflikty i mówić: Patrz przecież
znowu jest OK. No ale jak chcesz to przejdę sę z tobą do tego
psychologa.). Zaczynam czuć coraz większy konflikt wewnętrzny, coraz
silniejszy lęk.
Zacząłem bać się teraz tego ślubu bo co będzie gdy konflikty będą
się coraz bardziej pogłębiały? Ostatnio intensywnie się zastanawiam
czy nie byłoby lepiej przesunąć to wszystko o rok i udać się na
jakąś terapie dla par, a z drugie strony boję się tej decyzji bo nie
chcę aby ona pomyślała, że moje uczucia do niej osłabły czy coś
takiego. Jestem miedzy młotem a kowadłem.
Napiszcie proszę co sadzicie o tym wszystkim? Co wy byście zrobili w
tej sytuacji?
Będę bardzo wdzięczny za wszystkie rady.
Edytor zaawansowany
  • cat4 22.01.10, 02:21
    Hej, stary, nie daj sie tak robic w konia, panienka jest artystka to
    znaczy ze wolno jej pieprzyc sie z innymi?! Rozumiem, ze zdrada z
    tym muzykiem to byl seks. I nagle tak sie religijna zrobila ze
    mieszkac z Toba nie moze, ale religia nie przeszkadzala jej w
    pojsciu do lozka z innym???
    Sluchaj, nie pisze tego, zeby cie zdolowac, ani nic a tym stylu -
    jestem w podobnej sytuacji i DOKLADNIE WIEM CO CZUJESZ.
  • cat4 22.01.10, 02:39
    Ktos tu kiedys powiedzial, ze zaufanie jest jak zranione zwierze -
    zawsze po TYM boi sie ze znowu dostanie kopa.
    Moja rada - jesli czujesz jakikolwiek lęk czy dyskomfort w zwiazku z
    planami slubu - odłóż slub. Zawsze zdazycie sie pobrac, nie spieszy
    sie. Odstaw ja troche na bok i zajmij sie czyms innym, a przede
    wszystkim soba. Kurcze, boisz sie, ze ona pomysli ze Twoje uczucia o
    niej oslably??? Po tym co ci zrobila??? To ona powinna zabiegac o
    Twoje uczucia a nie Ty o jej! To ona powinna czuc lęk (ze ja
    zostawisz), a nie Ty!
    Bo to ona jest nie fair, a nie Ty!
    Daj sobie troche czasu zeby dojsc do ladu z wlasnymi uczuciami. Daj
    jej troche niepewnosci, niech sie zastanowi, co moze stracic.
    Jesli chce wspolpracowac z jakims muzykiem i realizowac swoje pasje -
    nie ma w tym nic zlego - ale niech umozliwi Ci wspoluczestniczenie
    w tym. Po czyms takim masz prawo oczekiwac absolutnej szczerosci - i
    powinienes ta szczerosc doceniac, jesli zainstnieje.
    Nie pisze tego zeby cie dolowac - przechodze cos podobnego i wiem co
    czujesz - zycze dobrych decyzji. Zycie po zdradzie to ciagly lęk i
    niepokój - jesli czujesz z jej strony szczerosc i brak checi
    ukrywania czegokolwiek - to niech ci to udowodni wlaczajac sie w
    swoja pasje (i umozliwiajac ci wpoluczestniczenie w spotkaniach z
    kims - jesli jest to tylko wspolpraca to przeciez jest to
    normalne...)
    Pozdrawiam cie serdecznie. Z decyzja o slubie wstrzymalabym sie. Daj
    sobie czas i mysl o sobie i swoim samopoczuciu.
    Trzymaj sie!
  • cat4 22.01.10, 02:43
    A jesli czujesz, ze cos ukrywa - daj sobie spokoj - nie warto...

    Pozdrawiam.
  • sibeliuss 22.01.10, 02:44
    A umiesz zaufać?
    --
    Spódnice & spodnie
  • kic-anty 24.01.10, 23:39
    Jak czytam ten wątek, to własnym oczom nie wierzę, ze można się
    dobrowolnie pakować w takie bagno, jak małżeństwo z kimś
    takim.Więcej godności człowieku! Narzeczeństwo urozmaicane zdradami,
    a potem żyli długo i szczęśliwie, to jest chore.
  • gorn73 27.01.10, 14:09
    UCIEKAJ GDZIE PIEPRZ ROŚNIE!!!
    Póki masz jeszcze czas. Bo jesli sie z nia związesz do końca zycia
    bedziesz miał jazdy na sama mysl o jej zdradzie.
  • marta_51 09.02.10, 19:41
    Hej, cale zycie szukalam bezskutecznie spelnienia w zwiazku z mezczyzna. Los
    (czy moze moja glupota) chcial, ze trafialam na facetow niedojrzalych,
    niestalych, niewiernych.
    Tez wybaczalam, dawalam druga szanse, staralam sie rozumiec. I pewnie dlatego
    jestem dzis sama. Okazalo sie to bowiem strata cennych lat, zmarnowanych na
    tkwienie w nieudanym zwiazku. Nie warto bylo, ktos kto raz zdradzil, zdradzal
    kolejne razy i za kazdym wychodzilo to na jaw.
    A nawet, gdyby partner byl po tym jednym razie wierny jak pies, zaufanie, ten
    fundament szczesliwego zwiazku, szlag trafil bezpowrotnie. Z perspektywy lat
    wybaczylabym i uwierzyla tylko wtedy, gdyby sam, pokonujac tchorzostwo, z
    wlasnej i nieprzymuszonej woli przyznal sie do zdrady, bo cenie odwage i
    prawdomownosc.
    Nie ma chyba w milosci nic gorszego od sytuacji, kiedy wszyscy wiedza - oprocz
    osoby najbardziej zainteresowanej.
  • gorn73 28.02.10, 10:43
    marta, ty masz masochistyczne podejście ;) nie wiem może kobiety
    taką wiedzę przyjmują inaczej. Ale facet NIE CHCE WIEDZIEC!!! jego
    to żre potem nieustająco.Non - stop. Taka już psychika samcza jest.
    i przed tym nie da sie uciec.
  • vanisika 11.05.10, 16:58
    ee..

    znacie sie 2,5 roku, narzeczeństwo i już zdrada?!?!?
    : ZWIEWAJ.
  • knokkelmann1 19.05.10, 15:56
    palnij no się w łeb kolego i przeczytaj co ty tu piszesz....
  • marlesek 21.05.10, 13:28
    witaj

    sama zostałam zdradzona wybaczyłam i uwierz mi wiem jedno ludzie sie nei
    zmieniają czytaj kolejna zdrada i sądze ze tak będzie zawsze dlaczego z nim
    jestem mimo to ..... długa historia.......
    wiem jedno jesli się kogoś kocha nei jest się w stanei zrobić mu największego
    swinstwa na swiecie czyli zdradzic, wiem tez i to ze przebaczenie jest bardzo
    trudne i sadze ze nie warto bo zawsze bedziesz sie zastanawial czy nei zrobi
    tego kolejny raz uwierz mi czasami kochac znaczy odejsc i zapomniec by moc
    ulozyc sobie zycie od nowa z kims kto doceni nas i nie zrobi nam swinstwa.
    ODEJDZ BEDZIE BOAŁO ALE LEPSZY TAKI BOL KTÓRY MINIE NIZ CIAGŁY BOL NIEPEWNOSCI
    KTÓRY NISZCZY CZŁOWIEKA KAZDEGO DNIA!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    odejdz!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
  • tomuniek1 26.05.10, 16:22
    Temat jest taki że aż musialem założyc konto i szczerze nie wierzyłem że ktoś ma dosyć podobny problem do mojego.Myślałem że to niemożliwe.
    Histria podobnie jak u autora. Poznaliśmy sie tez 2,5 roku temu, nasz zwiazek to troche na odległośc,ale to chyba nie istotne.
    W lutym tego roku kiedy spotkalismy sie i niewiem jak zaproponowałem aby zrobic sobie taka naprawde szczera rozmowe,troche wina.Czemu bo czułem że coś jest nie tak, powiedziałem jej najpierw że sam ja zdradziłem,co oczywiscie jest nieprawda,bo nigdy bym jej nie zdradzil.Ona powiedziala ze mi wybacza,tak poprostu, już wtedy poczułem że to nie jest normalne mowic,wybaczam z takim spokojem.Przydusiłem ja troche i powiedziała że zdradziła mnie 2 razy,i że nawprawiala jakies drobnostki. Ona mowi ze mnie kocha,ja tez bardzo ja kocham i niewyobrazam sobie zycia bez niej. Potem dowiedzialem sie o wielu roznych sprawach,wciaz czuje ze niewiem tak naprawde wszystkiego.Oswiadczyłem sie jej i wybaczylem jej to wszystko, tez planowalismy slub. Ale to wszystko wraca,jak sobie wyobraze że ona.... bo chodzi o fizyczna zdrade.
    To jest mi niedobrze,mam z tego powodu wielki zal do niej i depresje.
    Niepotrafie zapomniec. Poniewaz wszystko to stalo sie w momencie naszego kryzysu,ale raczej z powodu jesiennej depresji,pracy,zmeczenia. padło czasem troche za dużo słów,mowilem ze mam jej dość.
    Ona mówi że to sie stało przez to że nie interesowałem sie ja,i mowilem jej rozne okropne rzeczy. Moze gdybym byl z nia blisko to by tak nie było i przypilnowal bym ją. Ale czy miłośc ma sens jeśli jedno nie potrafi czekac na drugiego i niepotrafi czasem wybaczyc,zrozumiec ostrych słow drugiej ukochanej osoby ktorych nie chciala by uslyszeć - przecież czasami ponosza nas emocje.
    Czy to ma wogule sens?
    KOCHAM JA BARDZO ale nie widze tez zeby starała sie o mnie za to co zrobiła,zwala tez wine na mnie,mówi że kocha.
    A ja nadal nie moge zapomnieć i zrozumieć że osoba która tak bardzo kochałem,za ktora oddał bym życie,jest praktykujaca katoliczka zrobiła coś takiego...

    A ja zawsze wierny. Niektorzy mówia że może nienadaje sie do tego świata. Czy jest wogule sens bycia z taka osoba,mam nadzieje ale...
    Probowałem z kimś innym,ale nie potrafie kochać nikogo innego.
  • kindziorek777 29.09.10, 17:51
    tomuniek1 napisaleś takie piękne zdanie "czy miłośc ma sens jeśli jedno nie potrafi czekac na drugiego i niepotrafi czasem wybaczyc" wlaśnie nad tym zdaniem wiele razy się zastanawialam..ale po przemysleniu myślę że to poprostu słabi ludzie są skoro sami nie umieją zapanować nad swoimi emocjami i nad swoim ciałem,człowiek który jest pewny siebie nie będzie szukał miłości w drugim człowieku..miłośc będzie w nim samym
  • flypm 29.09.10, 21:08
    Ja na pewno przed ślubem skorzystam z usług detektywa i sprawdzę wybrankę :-)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka