Dodaj do ulubionych

Długie - Zdradzałem, jak ją odzyskać?

01.11.14, 01:41
Dwa lata temu miałem romans przez kilka miesięcy. Dziś wiem, że to nie było nic wielkiego, ale wtedy przez jakiś czas czułem się wyjątkowy, doceniony. Banał. Wcześniej 10 lat małżeństwa i dwoje dzieci. Żona z dziećmi w domu, bo tak sie umówiliśmy, ale też nie było specjalnie innej alternatywy. Nieraz były rozmowy o opiekunkach, ale nic z tego nie wyszło. Bo za drogo, bo pójście żony do pracy po prostu by się nam nie opłaciło, bo dzieci często chorują i trzeba iść na zwolenienie, a pracodawcy szybko taką mamę zwalniają. Ja cały dzień w pracy, niezłe dochody. Może bez szału zakupów ale wykończyliśmy dom, który był surowy. Dwoje dzieci. Po kilku latach zaczęło się między nami trochę psuć. Żona wynudzona domem i dziećmi i obłożona obowiązkami domowymi liczyła na moją większą pomoc. Ja albo po godzinach jeszcze jakieś zlecenia w domu, żeby zarobić na wykańczanie domu, albo zwyczajnie zmęczony i może czasem leniwy. Za mało czasu poświęcałem pewnie dzieciom. Nie byłem ideałem, choć nie imprezowałem, nie świrowałem i mimo potencjalnych okazji nigdy nie zdradzałem żony. Gdy młodsze dziecko poszło do szkoły, a ja pracę zamieniłem na działalność prowadzoną w domu, żona postanowiła iść do pracy. Mnie też to odpowiadało. Zarobi trochę, będzie miała lepszy humor. Ostatecznie z pracą nie wyszło, zmiana planów, postanowiła zmienić zawód. Iść na 3-letnie studia, niestety dziennie, bo ten kierunek nie miał zaocznych. Zgodziłem się, że ja będę zajmował się dzieciakami, nie są już małe, że odprowadzę do szkoły, odbiorę, podwiozę gdzie trzeba, a praca wieczorem, w weekend. Nie bardzo mi się to podobało, ale zgodziłem się licząc, że żonie wróci radość życia, że między nami lepiej będzie się układało, że ona odzyska chęć do życia i przypomni sobie o mnie. Niestety, minęło pół roku, ale zmian nie było, ja nie stałem się lepszym mężem, a ona żoną. Spotkania w sypianli (za) rzadkie, choć gdy już do czegoś doszło, było naprawdę miło. Pod koniec pierwszego roku studiów ja miałem już psychicznie dość. Żona nadal niezadowolona, ja zarobiony bo i dzieci i praca z dochodem 5+. Od miesięcy mówiłem "terapia, bo to się źle skończy, rozwodem, albo babę sobie znajdę", mówiłem, że brak mi ciepła, bliskości, mówiłem, że ją kocham, że podoba mi się jako kobieta. Oczywiście piszę z mojej perspektywy, nieobiektywnej, ale tak jak uważam, że było. Tuż przed wakacjami wpadka. Będziemy mieli trzecie dziecko. Byłem zły, rozgoryczony, że skoro raz użyłem słowa rozwód, to może ona mnie chce w ten sposób zatrzymać. Że może to było specjalnie. Nie dowiesz się, nikt ci nie powie. Trzeci semestr studiów, żona w ciąży jeździ na studia, ja dalej pracuję i zajmuję się domem. Ona dziś wspomina to tak, że odnosiłem się do niej wrogo i że za mało jej pomagałem, gdy była w ciąży. Ja pamiętam to tak, że często nawalałem, zasypiałem, bo do późna w nocy zarabiałem pieniądze. Tak, byłem na nią zły, czułem, że powiększająca się rodzina zciska pętlę na mojej szyi. Depresja totalna. Styczeń, urodziny dziecka. Byłem przy porodzie, starałem się jak mogłem, stanąłem na wysokości zadania. potem chwaliła mnie do ludzi, że byłem dla niej dobry i pomocny. Ale dziś tego chyba nie pamięta, nigdy nie wspomina. Kilka mies. później wpakowałem się w romans. Tak, wpakowałem. Znajoma "kusiła" mnie chyba z pół roku, ale j wiedziałem, że mam rodzinę. Nic z tego, tyle razy wcześniej gdzieś wyjeżdżałem w delegację i nigdy nic. Ale w końcu złamałem się i zrobiłem, co zrobiłem. Trwało to kilka mies. ale spotykałem się z tamtą raz w tygodniu lub rzadziej. W domu sytuacja byłą skrajnie zła, ledwie rozmawialiśmy ze sobą. Ja grałem depresję itd. ściemniałem. Kłamstwa mniejsze i większe. Jesienią postanowiłem to zakończyć. Bałem się, że w końcu to się wyda, wiedziałem, że zależy mi na żonie i dzieciach. Pomimo. Ale wydało się, w dniu gdy ja zakończyłem tamtą historię. Ktoś znajomy nas widział, doniósł. Zaczęło się kilka mies. piekła. Chciała wyrzucać mnie z domu, nie dałem się, zacząłem walczyć. Usunąłem się do innego pokoju. Starałem się dzień po dniu odzyskać ją. W styczniu córcia miała rok i żona powiedziała mi tak "pozwól mi dokończyć te studia, nie wiem, czy dam radę ci wybaczyć i być z tobą, czas pokaże, ale ja zajmowałam się dziećmi przez tyle lat, muszę mieć zawód". Zgodziłem się, cieszyłem, że będę mógł jakoś odpokutować, bo szczerze żałowałem tego, co zrobiłem: jej, nam, naszej rodzinie. Wiediałem, że może jej nie odzyskam, że pewnie przechlapałem, ale starałem się. Przez półtora roku znowu przejąłem na siebie dzieci pracując jednocześnie. Cień kochanki jednak wracał, wypominała mi, ja wtedy spuszczałem wzrok, mówiłem, jak bardzo żałuję i że marzę, by mi wybaczyła. Starałem się nie znikać z domu, nie dawać jej najmniejsego prtesktu do obaw. Wiedziałem, że gdybym na dłużej gdzieś pojechał, będze cierpiała, zamartwiała się. Przez te półtora roku były momenty lepsze i gorsze, było też dużo miłości. Tak myślę. W te wakacje nasz wyjazd był niczym miesiąc miodowy. Było cudownie.
Jesienią zaczęło to przysiadać. Ona zdenerwowana, bo dobry dyplom w ręku, a pracy nie ma ot tak. Szuka pracy, robi szkolenia, dokształca się. Ja pracuję, (za) dużo czasu spędzamy razem w domu. Interesy idą gorzej, nie bardzo jest kasa na to, by zafundować sobie jakieś dodatkowe przyjemności, trzeba zaciskać pasa. Kilka tygodni temu spotkała tamtą, zrobiła jej scenę, ale nie znam szczegółów. Wygląda na to, że śledzi jej losy, dużo o niej wie, więcej niż ja, gromadzi informacje. Nie może zapomnieć, choć ja już prawie nic nie pamiętam i pamiętać nie chcę i od 2 lat skutecznie wymazuję tamtą fatalną historię.
W "rocznicę" zakończenia mojego romansu i tego, jak się wydało, ona mówi, że koniec, że nie da rady, że jesteśmy beznajdziejnym małżeństwem, a ja złym mężem, który nie bawi się z dziećmi, krzyczy na nie tylko, zapędza do pomocy w opiece nad najmłodszą (fakt, jak dużo pracy, to bez starszych dzieci nie dałbym rady!). Ja napisałem tu tysiąc słow, ale tego nie da się opisać i w 5 tys. Było między nami dużo pozytywnej chemii i udany seks, choć... za mało. Dogadywaliśmy się. Spięcia w przeszłości dotyczyły mojego niewyciszonego libido lub za małego jej zdaniem zaangażowania w dom i dzieci z mojej strony. I pewnie miała dużo racji, choć i ja wziąłem na siebie sporo.
Ostatnio kilka razy pod rząd chciałem ją przytulić, uchyliła się, aż w końcu zakomunikowała mi, że koniec... Mówi, że ekonomicznie nie da rady szybko stanąć na nogi i samemu zająć się dziećmi, więc pewnie 2-3-4 lata musimy razem mieszkać i dzielić obowiązkami domowymi i rodzicielskimi. Ale, że między nami koniec. Nie uzyskałem przez dwa lata jej wybaczenia. W wakacje był miód, a teraz....
Przydługie, co napisałem, zanim ktoś mi coś pdpowie, dostanę na głowę 10 wiader pomyj, ale trudno. Pomyje zniosę, ale nie mogę znieść myśli - czy byłem w stanie w ogóle ją odzyskać? Czy jeszcze mogę? Czy teraz ona kogoś ma? Nie będę szpiegował. Ale powiedziała, że ona rozumie moje potrzeby i że mam wolną rękę pod warunkiem dyskrecji. Czy ta wolna ręka oznacza, że mam jej dać wolną rękę, czy chce uniknąć sytuacji, że będę coś inicjował? Nie wiem, nie myślę teraz o tym. Na pierwszym planie ten koniec i esperackie próby ratowania rodziny. Ja wciąż ją kocham i nie wyobrażam sobie, że miałbym teraz rozstać się z dziećmi. Najmłodszą w sumie ja odchowałem, byłem tym złym tatą, który jest ciągle, a za mamą się tęskni, ale zżyliśmy się z najmłodszą bardzo. Co robić? Sznur odpada, ktoś to musi utrzymać :-p
Edytor zaawansowany
  • gamoniowaty 01.11.14, 22:53
    niesteyty, nie jestem trollem :-(
  • coelka 09.12.14, 22:09
    ciesz sie ,ze nie zostawiła ci dzieci a sam sie wyprowadziła, znam dwa takie przypadki, dzieci biora na weekendy te mamy
    Jeśli jestem w domu i piszę na komputerze wnioskuje,że żyję. Chociaż ostatnio dochodzę do wniosku,że takie wnioskowanie może być wielce mylące.
  • depompadur 16.12.14, 09:29
    wydaje mi się, że przywolenie na skoki w bok nie wzięło sie u żony z nikąd. Obstawiałabym romans lub jakiegoś rodzaju zaangażowanie emocjonalne, być może jeszcze w fazie początkowej. Masz dwie opcje właściwie:
    - przeczekać aż przejdzie
    - walnąć pięścią w stół i zakończyć związek
  • gamoniowaty 02.03.15, 00:03
    Już myślałem, że nikt nie odpisze i zwątpiłem... Teraz trafiłem tu przypadkiem...
    Mnie wydało się oczywiste, że musiało się coś w jej życiu wydarzyć. Może kogoś poznała, może zauroczyła się, może coś więcej. Bywam typem zazdrośnika a tym razie nie spędza mi to snu z powiek. Czasem myślę, że chciałbym, by mnie zdradziła, bym poczuł się ukarany. Coś takiego, choć nie do końca to rozumiem.
    W tej chwili staram się każdego dnia być lepszym mężem i ojcem, a to ugotować coś, co bardzo lubi, a to zrobić masaż, gdy wraca do domu po ciężkim dniu (od pocz. roku poszła do pracy).
    Zakończyć tego nie umiem, ale też nie chcę. Obsesyjnie chcę to ratować. I zapętlam się, bo nigdy nie wiadomo, czy daną osobę łatwiej odzyskać starając się, czy też moja starania tylko ją irytują i powodują odwrotny efekt.
    Nawet gdybym miał pięścią walnąć w stół i to kończyć, ekonomicznie nie damy rady. Po sprzedaży domu stać by nas było na 2-pokojowe i kawalerkę, bo dom duży i nie stary, ale w taniej okolicy. A my mamy 3 dzieci i obecnie ja mam mniejsze dochody, razem wychodzi nam ok. 5 tys. Za mało, by utrzymywać się w 2 mieszkaniach. Ale ekonomia ekonomią - przez nią ona tu jeszcze jest. A ja chcę odpokutować jakoś, odzyskać ją, żyć razem a nie obok siebie.
  • mali_na 28.12.14, 16:16
    Zobacz jakie emocje towarzyszą kobiecie. Spójrz na to z drugiej strony. Nie mówię,że dokładnie tak myśli i robi Twoja żona, ale może coś zrozumieszkobieta.onet.pl/zdrowie/psychologia/tamtego-dnia-moje-zycie-sie-skonczylo/lv3zq
  • gamoniowaty 02.03.15, 00:16
    Przeczytałem to i niemało podobnych artykułów, wiem o jakie emocje chodzi. Mam nadzieję, że rozumiem sytuację ale logika nie podpowiada mi czy mogę to jeszcze uratować. Kolejne lektury nie pozwalają znaleźć recepty. Może już jej nie ma. Wiem, że zafundowałem jej piekło i w rewanżu sam mam piekło. Najpierw polegało ono na tym, że co kilka dni lub tygodni na przemian ją traciłem i odzyskiwałem, bo wciąż zmieniała zdanie. Teraz od pół roku żyję w piekle z napisem "to już jest koniec". Bywa, że spotykamy się nocą w sypialni, 1-2 razy w miesiącu w te "lepsze dni", ale zawsze z mojej inicjatywy. Ona też z tego czerpie, jest dojrzałą kobietą, znam jej reakcje, ale entuzjazmu nie ma, raczej bierność i przepraszam za określenie, sprowadza się to do czystej biologii. I tak później płynę na fali endorfin, ale uniesienie trwa zwykle krótko. Co kilka tygodni wracam do tematu, próbuję... Gdy przyprę ją do muru zawsze słyszę to samo: "koniec, bywam miła, bo tyle czasu byliśmy razem, mam do ciebie jakieś pozytywne uczucia, sympatię ale to już nie miłość". Gdy przytulam, nieraz mnie odtrąca, nieraz wychodzi mi na przeciw, a kiedy indziej biernie przyjmuje. Był czas, że cieszyłem się, odtrąca mnie rzadziej, więc poprawia się. Jednak w dniu jakiegoś mocniejszego kryzysu i przyciśnięcia tematu (zawsze ja inicjuję) usłyszałem "nie odtrącam cię, bo potem łapiesz doła, nie pracujesz, chowasz się pod kocem przed światem". Więc mnie nie odtrąca, bym nie zapadał się w depresji, ale gdy próbuję iść krok dalej, jest tama: "nie, ja nic nie czuję, nie chcę". Sytuacja wygląda beznadziejnie. Siadły mi dochody, bo zależą ściśle od tego, ile zrobię, taki zawód. Ostatnio zarabiam połowę lub 1/3 tego co normalnie, ratują mnie pożyczki w rodzinie i jakieś spływy za dawniejsze zlecenia. Nie mam siły do życia i pracy, nie potrafię się podnieść. Tylko dzieci mobilizują mnie żebym wstał z łóżka. Muszę zawieźć je do szkoły, więc muszę wyjść z domu. Dzięki temu muszę się ogolić. Czasami muszę tryskać humorem, bo znajomi, nie mogę pokazać, że zdycham... Szukam drogi, której prawdopodobnie nie ma.
  • inka.bp 19.05.15, 22:15
    szkoda że tak wyszło....
    polecam forum katolickie dla małżeństw w kryzysie, po rozwodzie i ponownych zejściach - można wiele się dowiedzieć
    www.kryzys.org/
  • jaybe 04.07.15, 20:22
    Łał kolego,od czego zaczynamy?Zawiodłeś zaufanie żony,a tego nie odbudujesz z dnia na dzień bo kobieta nigdy nie zapomni(za bardzo ją boli),a czy wybaczy?To już jest sprawa między wami.Jesteś w próżni,dlatego się tak miotasz,a Twoja żona bardzo cierpi,dlatego te huśtawki nastrojów.Pewno by chciała o wszystkim zapomnieć,ale nie potrafi,a jest zbyt dumna,żeby zwrócić się do kogokolwiek o pomoc(bo to Twoja wina itd,więc Ty szukaj rozwiązania,dałeś ciała to znajdź rozwiązanie-nawet łącznie z wyprowadzeniem się).Zdrada dla kobiety jest jej osobistą porażką,bo nie potrafiła Cię zadowolić,bo nie potrafiła pomóc kiedy było ciężko,bo nie wie co teraz zrobić.Chce Cię ukarać,a nie wie jak Ci sprawić ból.Jej zdrada?Niczego by nie naprawiła,ba problemy pozostałyby te same,a ona poczułaby się jeszcze gorzej,jak tania dziwka.Widzę,że Twoja żona nie jest typem łatwej szmaty,dlatego tak się czujesz,bo to wiesz.Kiedyś byłem mistrzem w rozstawaniu się z dziewczynami i żeby się rozstać,wymaga to niesamowitego taktu i delikatności,,a jednocześnie żeby nie urazić kobiety.Jedna była strasznie we mnie zakochana i powiedziała,że gdyby mnie zobaczyła z inną,to by ją zabiła,a mnie by nie zabiła,bo mnie kocha.Udało mi się jej pozbyć,ale "wróciłą" po 10ciu latach,po nieudanym związku,bo szukała faceta takiego jak ja,a ja już wtedy założyłem rodzinę i nie było opcji,żebym wracał do wspomnień.Inna z kolei stwierdziła,że gdybym ją zdradził,to zabiłaby mnie i kochankę.Nie przeczytasz książki na temat kobiet,bo każda kobieta to oddzielny tom i inna opowieść,dlatego tak nas kobiety fascynują,bo są takie niezrozumiałe,a my faceci,zobaczymy nagą babkę i już jesteśmy zakochani(oczywiście kpię),jesteśmy nieskomplikowani i bardziej powierzchowni,dopóki,kiedy nie zmądrzejemy,a nie wszystkim się to udaje.
    Żebyś nie zwariował,musisz wymyślić plan i strategię działania,bo w tej próżni się wykończysz.Nie wiem jaka jest Twoja żona,ale czuję,że w Waszym małżeństwie zawsze było za poważnie,za mało śmiechu i relaksu i cały czas pod górkę,dlatego to chyba pierwszy krok w szukaniu wyjścia,wyluzuj,zrelaksuj się.
    Jeśli założysz sobie,że i tak jesteś już historią,myślę,że trochę Cię to zrelaksuje,bo zmienisz podejście.
    Wyczekaj na odpowiedni moment,żeby porozmawiać z żoną i zapytaj,jaki ona ma pomysł na resztę dalszego życia i nawet idź dalej i zapytaj się,jak ona wyobraża sobie dalsze życie albo rozstanie?A jeśli się rozstaniecie,czy uważa,że znajdzie idealnego faceta?Bo tylko święci nie popełniają błędów.Powiedz jej,że całe to życie i problemy Cię przerosły i szukałeś ucieczki od codzienności,a to co znalazłeś,z perspektywy czasu,nie było warte złamanego grosza.Teraz to wiesz,ale kiedyś nie zdawałeś sobie sprawy jak wiele masz do stracenia i jak wiele ŻONA dla Ciebie znaczy.Powiedz jej,że nieraz musimy stracić coś bardzo cennego,żeby dopiero wtedy zdać sobie sprawę wartości tej osoby w naszym życiu i jak wielki wpływ osoba ma na nasze życie,jaka jest w nim wyjątkowa.Powiedz,że całe życie poświęcałeś się dla dobra Was i Waszej rodziny i może problemy Cię trochę przerosły i nie potrafisz sobie z tym poradzić i jeśli ją stracisz,stracisz sens życia.Powiedz że ona i dzieci są dla Ciebie najważniejsze i teraz dopiero dokładnie zrozumiałeś znaczenie tych słów.
    Twoja żona potrzebuje czasu,bo tylko czas uleczy rany,ale też nie wszystkie i temat kochanki zawsze będzie wracał do Was jak bumerang.Żona monitoruje kochankę,żeby zobaczyć,co kochanka miała, czego Ty potrzebowałeś.Dla nas facetów sprawa jest jasna i zakończona,kobieta reaguje inaczej.
    Ja obecnie buduję dom i kiedy poinformowałem żonę:kochanie,budujemy dom,a ona na to:to budujcie:) Każdy w naszym małżeństwie ma swoją rolę do spełnienia,dlatego nie włazimy sobie w drogę i jeśli ja zadecyduję,że coś robimy,to żonka pozostawia mi wolną rękę do działania,bo mi UFO (bez presji i depresji). Ty kolego nie licz od razu na normalność,ale jeśli opuściłbyś żonę i dzieci,to bardziej się rozlecisz,bo zupełnie stracisz motywację do działania,a taki ojciec na pół etatu to porażka.
    W sprawie seksu,obawiam się,że musi pomagać Ci renia,bo zdradzona żona to nie telewizor,uczuć nie wyłączysz pilotem,założę się,że kiedy się kochacie,ona widzi tą drugą kobietę i z tym ma problem.
    Długoterminowo wierzę,że wszystko się Wam ułoży,tylko w międzyczasie będzie ciężko.Powodzenia.
    Daj czasem znać jak Wam idzie,ja trzymam za Was kciuki.Może ludziska tutaj wiele nie pomogą,ale poczujesz się lepiej wyrzucając z siebie wszystkie smutki,bo życie jest za krótkie i zbyt skomplikowane, żeby sobie go bardziej komplikować.Kobiet do łóżka jest wszędzie pełno,ale wartościowa kobieta jest prawdziwym skarbem,o który trzeba dbać i pielęgnować.Każdy o takiej marzy,ale nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego,że ten skarb mamy przy sobie.

  • gamoniowaty 12.05.15, 01:05
    Jesteśmy, bo ekonomicznie i organizacyjnie z gromadką dzieci nie damy rady. Brak rodzinnego wsparcia. Odeszłaby, gdyby miała siłę i środki. Czasem się cieszę, że to ją blokuje, bo mam nadzieję, że czas na wychowanie dzieci może być czasem, który pozwoli to uleczyć. Ale już maj, tyle czasu minęło i nic lepiej mimo wciąż ponawianych starań, a potem "upadków", gdy nie dają one rezultatów. Nie jest lepiej. Próba rozmowy kończy się zawsze tak samo - źle. Na terapię nie ma ochoty, bo po co, nie warto, to już nie jest dla niej ważne. Ważne wychować dzieci, a my? "Nas nie ma".
  • lucyy3 15.09.15, 12:05
    Chciałabym ale nie umiem nic w tej sytuacji doradzić. Zdrada jest dla mnie godna potępienia i ja osobiście nie widzę przyszłości dla związku w którym doszło do zdrady.
  • smutna_inaczej 19.09.15, 01:33
    zdrada dla mnie to jak wzięcie całego waszego wspólnego życia i umaczanie aż po brzegi w gównie - trochę drastycznie, ale pewno tak to twoja żona odebrała. tu nie chodzi już nawet o miłość, odebrałeś jej poczucie bezpieczeństwa i jakby tego, że pewno czuje się mniej atrakcyjna od twojej kochanki, boli ją to, a taki ból szybko nie mija, problem robi się wtedy gdy ona ten ból w sobie pielęgnuje, zamiast próbować się go pozbyć. czasem ktoś chce wybaczyć - ale nie potrafi. ja bym za każdym razem myślała(mimo wszystko, te myśli byłby natrętne i wracały) ile razy tak samo przytulałeś tamtą, kochałeś się z nią, całowałeś - i wtedy choćby na prawdę chciało się wybaczyć, nie potrafi się. a w niej, jak widać to siedzi. po prostu zniszczyłeś jej poczucie wartości. czuje się z tym sama.
    tak na prawdę choćbyś stawał na głowie, nic nie zdziałasz jeśli ona nie bedzie chciała spróbować jeszcze raz - decyzja nalezy do niej i ty jak narazie, jesli ci zalezy, musisz się starac, nikt nie powiedział że bedzie łatwo. naważyłeś sobie piwa to teraz je trzeba wypić.
    albo jest opcja że świta jej w głowie jakiś pomysł z odegraniem się albo bedzie próbowała wzbudzić zazdrość w tobie - chce żeby cię zabolało, tak jak ją.
    teraz chyba musisz uzbroić się w cierpliwość i dać jej czas. na nic innego raczej liczyć, nie masz co.
  • jaybe 10.10.15, 09:53
    Smutna,masz sporo racji,ale poczytaj sobie to,jak masz czas.Ciekawe opracowanie:
    www.wiecjestem.us.edu.pl/milosc-tym-razem-psychologicznie

    Myślę,a raczej wiem,że każdą sytuację,najbardziej nawet negatywną można zmienić w pozytyw,albo fundament do budowania czegoś jeszcze lepszego. Mówisz goowno?Ale ono jest najlepszym nawozem przy uprawie róż. Uważam,że nie można mówić żonie,że romans był nic nieznaczący,raczej,dopiero wówczas zrozumiałem,jak bardzo mi na tobie zależy i ile dla mnie znaczysz i teraz wiem,że z gówniarza zmieniłem się w rozumnego faceta,tylko daj nam szansę.Zawiodłem,ale jestem tylko człowiekiem,zwątpiłem w nas ale teraz wiem,że chcę spędzić z tobą resztę swojego życia i może musimy coś w życiu zmienić,żeby nie pracować tak ciężko i mieć więcej czasu dla siebie.
    Moja metoda działania w tej sytuacji jest prosta,odstawcie dzieci do przechowalni(zaproście teściową,mamę,ciocię,żeby na kilka dni zajęła się dziećmi)a sami jedżcie gdzieś na kilka dni,żeby skoncentrować się wyłącznie na sobie,na WASZYCH potrzebach,rozmowie,odpoczynku.Kiedy ostatni raz byliście na randce?Takiej bez pośpiechu,patrzenia na zegarek?Każdy związek potrzebuje pielęgnowania,żeby istniał,a skoki w bok są jak narkotyk,przynoszą chwilową ulgę,ale dobijają małżeństwo.
    Ja z żonką pojechaliśmy na 4dni do Rzymu,hotelik w centrum,nocne wypady na spacery za rączkę wśród tłumów ludzi,długie nocne rozmowy do północy na hiszpańskich schodach,wędrowanie po różnych ciekawych zakątkach,wieczorne wyznania i pocałunki przy fontannach,obiadki w różnych dziwnych restauracyjkach,w zależności od ochoty,odwiedzanie przypadkowych,ślicznych kościołów,Watykanu,bez przewodnika,tylko ja i żona.Po kilku dniach byliśmy odnowieni i jeszcze bardziej niż kiedykolwiek zakochani w sobie,potem szukanie prezentów dla dzieci,bo pod koniec zaczęliśmy za nimi tęsknić.Nie trzeba jechać daleko,Żakopane, góry, wędrówki,bardziej dla relaksu i spędzenia czasu ze sobą niż dla zdobywania szczytów i to bez komórki, naprawdę można i warto,bardzo polecam.Człowiek nie jest tylko wołem roboczym,a kiedy ma dzieci,zapomina o własnych potrzebach,o wyznawaniu sobie uczuć,trzymania się za ręce,odstresowywaniu się.Teraz dzieciaki nas pytają,kiedy jedziecie znowu do Rzymu,bo ciocia była fajna(dzieciaki miały luz i odpoczęły też od nas).
  • janjan82 15.01.19, 13:15
    Wszystko zalezy od Waszej milosci... czy Ona jest. Czy chcecie. Ja nie powinienem udzielac rad, ale jesli moglbym powiedzialbym nie szukaj nikogo nowego. Jesli ja kochasz badz z nia do rozwodu, okazuj jej swa milosc. Tak dlugo, jak dlugo zobaczysz ze... ona juz Cie nie kocha. Ja bym walczyl. Bo wiem jak bardzo boli gdy otworzy sie swoje sumienie i poczuje sie bol, jaki wyrzadzilo sie ukochanej osobie. Kochaj i baw sie z dziecmi, nie dla niej... dla dzieci i siebie. Po prostu okazuj milosc. Moze to wszystko juz skonczone, a moze nie. Jesli uwazasz ze ona jest Twoja miloscia zycia, to walcz. 2 lata to bardzo dlugi okres w takich warunkach... wszystko moze sie zdarzyc. Podowdzenie.

    PS Masz wysokie libido -> onanzim, do (mam nadzieje ze to nie nastapi) rozwodu.

    Powodzenia!
  • bolek007 20.03.19, 23:32
    moniowaty... Jest rok 2019. Zajawka topiku z roku 2014... Stan na dzisiaj? Tzn sytuacja? Popiszę trochę jak podasz trochę aktualnego info... Pozdrawiam... 66 letni weteran

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.