Dodaj do ulubionych

Zdradzić czy nie... ?

29.03.19, 21:03
Potrzebuję porady bo nie wiem co robić... Moje małżeństwo wisi na włosku :( Mąż jest alkoholikiem i chyba przez to przestałam go kochać... W pracy poznałam kolegę z którym czuję jakby był bratnią duszą.Bardzo wiele nas łączy.... Cudowne rozmowy,ukradkowe spojrzenia.Czuję,że z każdym dniem coraz bardziej mi na nim zależy.Cały czas o nim myślę.Jestem pewna,że kiedy nadarzy się jakakolwiek okazja to nie zawaham się.Zdradzę męża i nie będę miała przez to żadnych wyrzutów sumienia.
Czy jeżeli się to stanie to popełnię śmiertelny grzech,niewybaczalny błąd???? Sama już nie wiem.Mam chyba prawo do normalnego i spokojnego życia..????
Edytor zaawansowany
  • cookiedesp 01.05.19, 00:45
    W marcu zadzwoniła do mnie żona dobrego kolegi z pytaniem, czy pojadę odebrać jej męża i jego szwagra, jej brata z imprezy. Oczywiście się zgodziłem, a odbiór zamienił się w dołączenie się do balangi, tylko bez picia. Była tam też ona, młoda, głupia i naiwna. Wpadła mi w oko, jako ofiara.
    Najpierw odwieźliśmy ją do domu, weszliśmy na herbatę (o 2 nad ranem!), a później rozwiozłem chłopaków. Tylko że chłopaki popsuli jej boiler, który zaczął ciec. Musiałem jak bohater jechać i zakręcić zawór. Jako bohater wpadłem też jej w oko, tylko że mam Żonę… więc nici z bara bara. Ale cóż to dla mnie?
    Wytrwale i uparcie drążyłem temat przez następne tygodnie, rozmawiając z nią o pierdołach i seksie na fb, i przez telefon. Żona nic nie wiedziała i nie podejrzewała.
    W końcu udało się dotrzeć do “pierwszej bazy” - pocałunki, ale wciąż nic więcej.
    Ciężko się przyznać, ale krępowałem się, bo kiedyś miałem problemy w łóżku, a chciałem zabłysnąć - więc trzeba było czekać idealnej okazji i dobrego nastroju. W sumie, to chciałem się sprawdzić, ale bałem się porażki.
    Zaczęliśmy biegać razem, a żonie opowiadałem, z jaką to głupią dziołchą biegam, jaka ona biedna i bezradna, i jak jej pomagam. Choćby przy malowaniu, wożeniu zakupów, odebraniu matki z lotniska… A, tak, nie wspomniałem, że mieszkamy za granicą!
    Żona zaczęła się martwić, bo coraz więcej czasu spędzałem z tamtą, a coraz mniej z nią. Zabrała mnie więc do Francji na romantyczny weekend.
    Od razu po, w niedzielę, pobiegłem do tamtej i pieprzyliśmy się. Mimo, że był to drugi i nie ostatni raz (pierwszy podczas malowania), to nie wyszło dobrze. Wciąż nie byłem “w pełni rozbudzony”. To sobie udowodniłem...
    A teraz puenta - walczę o swoje małżeństwo, z którego przecież zrezygnowałem. Jakoś nie pamiętałem, że półtora roku po tym, jak ostatnim razem nawaliłem (nie, nie zdrada), było prawie idealnie. Mieliśmy sprzeczki, ale nie awantury. Śmialiśmy się razem, jeździliśmy na ryby, wakacje, chodziliśmy za rękę, do restauracji, na imprezy...jak zakochani.
    Ale tylko jedno z nas kochało (inaczej nie byłoby zdrady). Drugie korzystało. Jak pojawiła się suka w rui, jak pies za nią poleciało, kłamiąc o Żonie (jaka to zła, jak się awanturuje, pije etc) i wyolbrzymiając, lub przywołując zamknięte tematy i pomijając własną w nich winę. Kłamiąc Żonie (w żywe oczy, choć wiedziała o wszystkim), krzywdząc Ją, poniżając i śmiejąc się z Niej, gdy prosiła, bym nie posunął się za daleko. Łamało Jej to serce, a wiedząc to, brnąłem dalej. Ba, planowałem wyjazd do Polski z tamtą łajzą, ale Żona się domyśliła i zabrałem Ją i dzieci. Na miejscu wydało się, że wcześniej była rezerwacja w hotelu na dwie osoby.
    Nie ruszało mnie to nawet wtedy, gdy zaraziłem Ją grzybicą. Gdy śmiałem się z Jej łez, powiedziałem, że jak bym chciał, to bym tamtą “wyruchał”. Było już po fakcie, ale miała nadzieję, wciąż miała nadzieję i błagała mnie, dla Niej, dla naszych dzieci. Płakała, a ja byłem obojętny na Jej łzy.
    Gdy Ją poznałem, miała już 6-letnią córkę. Wpuściła mnie do swojej rodziny. Dla mnie urodziła syna, choć nie chciała mieć więcej dzieci (to nie była wpadka). Dla mnie zgodziła się na ślub (choć tego nie chciała). Wiedziała, że ta miłość jest na całe życie i nigdy, przenigdy nie zdradzę Jej, jak zrobił to ojciec pierwszego dziecka…
    A zostałem dla niej potworem, oprawcą.
    W sierpniu, po Polsce miała plan wynieść się razem z dzieciakami. Nie wytrzymała i październiku wymusiła na mnie wyznanie prawdy. Już było po romansie, ale bądźmy realistami - raz kurwiarz = zawsze kurwiarz.
    W sierpniu pieprzyłem się z Nią po kilka razy dziennie. Pieprzyłem, bo czułości w tym nie było. Byłem jak zwierze. Na najróżniejsze sposoby. Wcześniej też się pieprzyliśmy nie raz, ale zawsze była intymność, uczucie, choć seks mógł być ostry.
    Wtedy jednak ego mi rosło. Byłem wielki, większy, niż kiedykolwiek. Zdobywca. Żona się śmiała, podsycała to. Później powiedziała, że zawsze taki byłem. Seks zawsze był cudowny. Po prostu jej nie słuchałem. I nie doceniałem. Chciałem “zobaczyć” jak to będzie z inną.
    Miałem w swoim mniemaniu renesans małżeństwa, a nawet nie zauważyłem, że największa miłość mojego życia gra mną, żeby się pozbierać i chce mi dać coś, za czym będę zawsze tęsknił i pamiętał, co straciłem. Co oddałem, za nic! Żebym żałował.
    Nie, nie zostawiła mnie, ale załamała się. Wylądowała w psychiatryku na depresję, a ja dopiero wtedy zrozumiałem, co zrobiłem, bo wcześniej żałowałem, że się wydało.
    Przez wiele miesięcy kłamałem dalej, nie mówiąc wszystkiego. Dalej myślałem tylko o sobie, nie chcąc się przyznać do wszystkiego, a ona krok po kroku walczyła o tego mnie, którego poznała po kryzysie.
    Nie zostawiała mnie. Zabrała na Teneryfę, żeby pokazać, jak Jej zależy, żebym w końcu się obudził.
    Nawet jak pojawiła się u mnie padaczka, dalej brnąłem. A Ona nie dawała rady. Rozpadała się, aż żal i złość zaczęły przeważać.
    Nie mówiła mi, co zrobiłem, ale chciała, żebym doszedł do wniosków sam. Żebym w końcu poczuł, co tak naprawdę zrobiłem (i poczułem, ale za późno).
    Schudła też tak, że znajomi bali się, że wpadnie w anoreksję. I dostała ode mnie jeszcze prezent, w sumie dwa: poza wyleczoną grzybicą, złośliwą bakterię i wirus HPV, który wywołał raka szyjki macicy.
    Za 3 tygodnie będą wyniki, czy operacja się udała.

    Dziś była znów awantura. Pije prawie codziennie i prowokuje mnie. Rzuca się na mnie, chce, żebym się wyprowadził. Tylko że póki co nie stać mnie. Przez to wszystko toniemy w długach. Za szpital, wycieczki, nowe obrączki, naprawianie przeciętych, etc. Ze względu na Jej zdrowie tylko ja pracuję. Długi są na nas, ale przeze mnie, przez całą sytuację, spłacę je.
    Ze zdobywcy zamieniłem się w zwykłą cipę. Z kochającego ojca i dobrego męża, w tchórza i totalne ścierwo.
    Nie mam za grosz godności. Klęczę i błagam każdego dnia. W końcu to poczułem i nie wiem, co bardziej boli - świadomość tego, co Jej zrobiłem, jak to zrobiłem, czy że Ją straciłem bezpowrotnie.
    Rozbiłem naszą idealną rodzinę, której wszyscy nam tak zazdrościli.
    Żona (już nie mam prawa tak mówić) mówi mi, że mam depresję i nie zostawi mnie samego, ale nie chce już ze mną żyć.
    Sama już nie wie, co do mnie czuje. To trwało za długo, a żal i smutek jest przeogromny. Nie chce mnie już kochać, nie chce cierpieć. Nie może być z takim człowiekiem. Kimś, kogo nie szanuje. Ha! Ja sam takich ludzi nie szanuję! Brawo!
    Jak się zapewne zorientowaliście, to nie jest zwykła kobieta. Jest czuła, jest wyrozumiała i niesamowicie inteligentna. Nigdy niczego nie żałuje i stawia rodzinę na pierwszym miejscu, a mnie zawsze przed dziećmi. Bo przecież to ze mną spędzi życie. Tylko, że już nie... Mieliśmy się razem zestarzeć. Sama dobroć.
    Już nie. Przeze mnie pije. Zawsze piła, ale było dobrze. Nie była idealna, nikt nie jest. Teraz pije za dużo. Już nie jest dobrą osobą. Jest złem wcielonym, a ja to z niej wydobyłem. Taka zawsze była, jak ktoś zagrażał naszej rodzinie. A teraz to ja jestem wrogiem.
    Dla dobra rodziny (takiej, jaka została), dla Jej dobra, muszę odejść. Żeby znów mogła być dobra. Póki co finanse nie pozwalają. Żyjemy pod jednym dachem, więc karmię się nadzieją i dalej ściągam ją na dno samą swoją obecnością.
    Nie użalam się nad sobą, bo już mam to za sobą. Nie potrafię jednak zaakceptować, uwierzyć, że to byłem ja. Jakby to był koszmar, tylko nie da się obudzić.
    Nikt w to nie wierzył. Nie takiego mnie ludzie znali, nie takiego znała mnie najważniejsza niegdyś kobieta w moim życiu.

    Jak wyszedłem ze szpitala, mieliśmy najpiękniejszy dzień. Zadbała o to, żebym żył. Powiedziała, że wybacza.
    Mieliśmy cudowny wieczór, noc i poranek. Robiliśmy plany, śmialiśmy się. Kupiliśmy kwiaty do rozsadzenia, tańczyliśmy na środku ulicy, a ludzie się patrzyli i uśmiechali.
    I dostaliśmy telefon ze szkoły syna, że upadł i rozbił sobie głowę. I wiozą go do szpitala, tego samego, w którym była tydzień na psychiatrii, leczona na depresję (wypisała się sama, bo w domu źle się działo). W którym była po moich i jej próbach samobójczych (faktycznych). Po
  • cookiedesp 01.05.19, 00:45
    Po moich atakach epilepsji.
    I skończyło się. Załamała się. Po tym jeszcze wiele złego się działo, ale za długo by pisać. Ja się zmieniłem, nie ma już tamtego skurwysyna. Ale jej też już nie ma. Cierpią wszyscy.
    Tyle tragedii w jednym domu...
    Faktycznie, udało się...


    Wstęp ma zachęcić do dalszego czytania wszystkich tych ogierów zainteresowanych małym skokiem w bok, stąd taki styl. Mam nadzieję, że reszta łamie wam serce. Mojej żonie złamała.

    Ku przestrodze!
  • adiiinka 17.05.19, 15:02
    Masz prawo i dla tego spokojnego normalnego życia możesz się w każdej chwili rozstać z mężem i robić cokolwiek zechcesz.
  • zuzka7806 27.05.19, 20:32
    Dzięki.Chciałam wiedzieć,czy ktoś kto stoi z boku jest w stanie odpowiedzieć mi,czy to co może się stać to będzie coś złego z mojej strony... Bałam się wyrzutów sumienia ale boje się też że z jego strony to będzie tylko odskocznia...
  • stasi1 31.07.19, 09:15
    I ciekawe co wyszło z tej twojej zdrady?
  • zuzka7806 05.08.19, 17:38
    Nic.Zdrady nie było bo życie samo rozwiązało mój dylemat...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka