Dodaj do ulubionych

zdradziłam i.....

22.01.08, 13:40
W niedzielę po raz pierwszy po 4 latach małżeństwa zdradziłam
męża....i....dlaczego nie mam wyrzutów sumienia...???nie kocham go
to fakt... od jakiegoś czasu nam się nie układa...to dla mnie
wszystko się wypaliło...on mnie nadal kocha i chce ratować nasze
małżeństwo...i to jest dla mnie najgorsze...że z jego strony jest
tak cholernie idealnie....wiem , że to moja wina ...rozwód ??Boję
się zostać sama...co ze mną jest nie tak..???
Edytor zaawansowany
  • 22.01.08, 15:00
    mnie zdradził mąż. powiedziałam, że może odejść, ja go nie
    trzymam, ... choć bardzo kocham. próbujemy odbudować to co zostało.
    ostatnio czytałam książkę Jacka Santorskiego i on dowodzi, że zdrada
    pozwala rozkochać się w sobie od nowa. my się chyba powoli znowu
    romantycznie, z iskrą, z namiętnością rozkochujemy. jest tak jak
    było na początku - 9 lat temu. nie wierzysz? mnie też jest trudno w
    to uwierzyć...
    wydaje mi się, że zdrada pozwala też uświadomić sobie co mamy w domu
    i bardziej to docenić.
    wiem jak bardzo boli jak znalazłam maile do niej. nieziemsko.
    zresztą już znajdziesz opisy bólu na tym forum kilka razy. czy
    chcesz go tak ranić? jeśli nie chcesz z nim być to odejdź. jeśli
    jest choć iska radziei... idźcie do poradni. tam są ludzie, którzy
    mogą pomóc. jeśli chcesz...

  • 23.01.08, 10:02
    cirri1974 napisała:

    > mnie zdradził mąż. powiedziałam, że może odejść, ja go nie
    > trzymam, ... choć bardzo kocham. próbujemy odbudować to co zostało.
    > ostatnio czytałam książkę Jacka Santorskiego i on dowodzi, że
    zdrada
    > pozwala rozkochać się w sobie od nowa. my się chyba powoli znowu
    > romantycznie, z iskrą, z namiętnością rozkochujemy. jest tak jak
    > było na początku - 9 lat temu. nie wierzysz? mnie też jest trudno
    w
    > to uwierzyć...
    > wydaje mi się, że zdrada pozwala też uświadomić sobie co mamy w
    domu
    > i bardziej to docenić.
    > wiem jak bardzo boli jak znalazłam maile do niej. nieziemsko.
    > zresztą już znajdziesz opisy bólu na tym forum kilka razy. czy
    > chcesz go tak ranić? jeśli nie chcesz z nim być to odejdź. jeśli
    > jest choć iska radziei... idźcie do poradni. tam są ludzie, którzy
    > mogą pomóc. jeśli chcesz...
    > problem w tym, że ja tak naprawdę nie wiem czego chcę...pogubiłam
    się okropnie!Gdybym go choć trochę jeszcze kochała...nie
    zdradziłabym go...dla sexu..po co??Patrze na niego i nie czuję tego
    pożądania...namiętności...czuje obojętność i poczucie winy jak
    bardzo go krzywdzę...A zdradziłam dlaczego?Bo pewnie chciałam to
    wszystko poczuć...pożadanie i namiętność ....Boje się decyzji o
    rozwodzie ....a co jeśli z każdym następnym mężczyznzą będzie to
    samo....najpierw motylki w brzuchu a pózniej....obojętnośc..???Boję
    się tego że dopiero ja odejdę zrozumiem co straciłam...ale wtedy
    będzie już dla nas za pózno....a wiem że za to co zrobiłam kiedyś
    zapłace...
  • 23.01.08, 13:03
    sumeja napisała:


    >Boje się decyzji o rozwodzie ....a co jeśli z każdym następnym
    mężczyznzą będzie to samo....najpierw motylki w brzuchu a
    pózniej....obojętnośc..???

    moze tak byc, moze nie jestes stworzona do bycia w stalym zwiazku?

    >Boję się tego że dopiero ja odejdę zrozumiem co straciłam...ale
    wtedy będzie już dla nas za pózno....a wiem że za to co zrobiłam
    kiedyś zapłace...

    jest taka opcja, chociaz nie wiem czy juz nie jest dla Was za
    pozno...


    --
    www.fauna.rsl.pl/
    www.parkujesz-zdrapujesz.org/
  • 23.01.08, 13:41
    dla nas jest już za pózno ....doskonale zdaję sobie z tego
    sprawę....zdradziłam go i nic tego faktu nie zmieni...może masz
    rację ..nie jestem stworzona do bycia w stałym związku..?!Tylko że
    mnie nie pociąga życie kobiety zmieniającej non stop mężczyzn....nie
    wyobrażam sobie seksu z obojętnym mi mężczyzną....Ja chce poczuć że
    znów kogoś kocham...pożądam...chcę się zakochać i spędzić z nim całe
    życie....
  • 23.01.08, 14:01
    Oczywiście, że zdradziłaś, żeby poczuć namiętność. Inaczej to nie
    miałoby sensu.

    Uwierz mi, że po moim kryzysie małżeńskim jesteśmy silni jak nigdy.
    Bardzo dużo mnie to kosztowało - ważę 45 kg. Na szczęście w pracy
    jest ok, moja Szefowa wie o tym co się stało, jako jedna z dwóch
    osób na świecie i mi pomogła. Nasza córka - mądrzejsza o nowe
    doświadczenie - płaczącej mamy.

    A wracając do podniecenia. Mnie też do ej pory już nic nie kręciło,
    ale uznałam, że tak widocznie jest, że tak musi być, bo jesteśmy ze
    sobą już tak długo. NIE! NIE! NIE!
    Po tym kryzysie, jest tak, że pieprzymy się jak norki, wszędzie. Na
    samą myśl o powrocie do domu mam mokro ! Wróciło !!!! I u Ciebie też
    wróci, zobaczysz. To nie jest niemożliwe. Ja jestem najlepszym
    przykładem. Pogadaj z nim, ostrzeż...
  • 23.01.08, 15:21
    cirri1974 napisała:

    > Oczywiście, że zdradziłaś, żeby poczuć namiętność. Inaczej to nie
    > miałoby sensu.
    >
    > Uwierz mi, że po moim kryzysie małżeńskim jesteśmy silni jak
    nigdy.
    > Bardzo dużo mnie to kosztowało - ważę 45 kg. Na szczęście w pracy
    > jest ok, moja Szefowa wie o tym co się stało, jako jedna z dwóch
    > osób na świecie i mi pomogła. Nasza córka - mądrzejsza o nowe
    > doświadczenie - płaczącej mamy.
    >
    > A wracając do podniecenia. Mnie też do ej pory już nic nie
    kręciło,
    > ale uznałam, że tak widocznie jest, że tak musi być, bo jesteśmy
    ze
    > sobą już tak długo. NIE! NIE! NIE!
    > Po tym kryzysie, jest tak, że pieprzymy się jak norki, wszędzie.
    Na
    > samą myśl o powrocie do domu mam mokro ! Wróciło !!!! I u Ciebie
    też
    > wróci, zobaczysz. To nie jest niemożliwe. Ja jestem najlepszym
    > przykładem. Pogadaj z nim, ostrzeż...
    czytając to co napisałaś ...staram się uwieżyć że mnie też się
    uda...że jeśli to wkońcu zrozumiem nie będzie jeszcze za
    pózno....pogubiłam się kompletnie ...mówie że go nie kocham..że jest
    dla mnie obojętny...to dlaczeg boję się odejść....może nie ma między
    nami tej namiętności....może z biegiem czasu powróci...2 dni po tym
    jak go zdradziłam kochaliśmy się....sex zawsze mieliśmy udany... no
    właśnie sex....a ja potrzebuje poczuć coś więcej....gnębi mnie tylko
    jedna myśl jeśli zdecyduję się ratowac nasz związek....czy powinnam
    powiezieć mu że zdradziłam....czy nigdy nie powinien się tego
    dowiedzieć....a może nie odrazu...tylko za jakiś czas...???Tylko
    jeśli wtedy on odejdzie.....wiem to by była dla mnie najlepsza
    nauczka....skrzywdziłam go....
  • 23.01.08, 16:27
    Jeśli mu powiesz to bardzo go zranisz... Nie mam recepty na to, czy
    powiedzieć, czy nie. Jak widzę brakuje Ci czułości a nie
    namiętności...
    Pogadaj z nim... idźcie do psychologa.
    Mni mój mąż powiedział wiele rzeczy właśnie u psychologa. Miłych
    rzeczy. A obecność trzeciej osoby tylko to uwiarygodniła.
  • 23.01.08, 19:29
    sumeja napisała:

    >> jedna myśl jeśli zdecyduję się ratowac nasz związek....czy
    powinnam powiezieć mu że zdradziłam....czy nigdy nie powinien się
    tego dowiedzieć....a może nie odrazu...tylko za jakiś czas...???

    jesli ta zdrada to byl sex jednorazowy to nie mow,albo jesli nie
    wiesz co zrobic to zastanow c=sie czy Ty bys wolala na jego miejscu
    wiedziec czy nie.
    Jesli to byl tylko skok w bok-nie chcialabym wiedziec, ale jesli to
    trwalo dluzej+jego zaangazowanie emocjonalne to tak, ale wtedy nie
    umialabym ani zapomniec, ani wybaczyc ani....zaufac na nowo.

    --
    www.fauna.rsl.pl/
    www.parkujesz-zdrapujesz.org/
  • 04.07.08, 10:54
    cirri1974, mam dokładnie to samo, szukalam czegoś , sama nie wiem
    czego a teraz jest cudownie. Pozdrawiam
  • 04.07.08, 22:31
    Co wy pieprzycie???
    Jesli ktos zdradza to raz na zawsze przekresla swoją wiarygodność.
    Nieważne czy to kobieta czy mężczyzna, mechanizm jest taki sam.
    Zdrada = rozstanie. Bo to nie ma sensu.
    --
    *** Life is what happens while you are busy making other plans ***
  • 22.01.08, 16:01
    sumeja napisała:

    > W niedzielę po raz pierwszy po 4 latach małżeństwa zdradziłam
    > męża....i....dlaczego nie mam wyrzutów sumienia...???nie kocham go
    > to fakt...

    nie wyobrazam sobie tkwic w takim zwiazku...

    >od jakiegoś czasu nam się nie układa...to dla mnie
    > wszystko się wypaliło...on mnie nadal kocha i chce ratować nasze
    > małżeństwo...i to jest dla mnie najgorsze...że z jego strony jest
    > tak cholernie idealnie....

    do tanga trzeba dwojga....bez tego ani rusz.

    >wiem , że to moja wina ...rozwód ??Boję
    > się zostać sama...co ze mną jest nie tak..???

    smiech mnie ogarnia jak czytam, ze ktos boi sie byc sam i dlatego to
    jest usprawiedliwieniem, ze jest w nieszczesliwym zwiazku .


    --
    www.fauna.rsl.pl/
    www.parkujesz-zdrapujesz.org/
  • 24.01.08, 13:53
    No i problem czy powiedzieć czy nie rozwiązał się sam....wczoraj
    przczytał smsy od faceta z którym go zdradziłam...nie moge patrzeć
    jak cierpi ...jak bardzo go skrzywdziłam....gdybym mogła cofnąć czas
    nie zrobiłabym tego napewno....teraz wiem jak to niszczy drugiego
    człowieka....teraz decyzja należy do niego...bo choć ja się
    zdecyduję na ratowanie naszego małżeństwa a raczej zgliszczy jakie
    po nim zostały....nie wiem czy on będzie w stanie to
    zrobić....ale..czy jest sens ratować coś co zaszło tak daleko...a
    jeśli nie jestem w stanie wzbudzić uczuć do niego....będziemy za
    pare miesięcy znów to przeżywać...???Wiem zniszczyłam wszystko...ale
    kto mnie zrozumie...co ja czuję....???
  • 24.01.08, 14:32
    Co się stanie - czas pokaże... mam dla Ciebie tylko jedną radę.
    Usuń WSZYSTKO co dostałaś i wysłałaś do tego drugiego faceta. Ja
    wiem jak boli znajdowanie nowych rzeczy związanych z nią, choć to
    wszystko było już dawno...
    Wyczyść maile, schowaj wyciągi z karty kredytowej...
  • 05.02.08, 23:31
    Witam Cie, szukalam pomocy bo jestem w takiej samej sytuacji i
    natrafilam na to forum...Dzisiaj powiedzialam mezowi ze chce
    rozstania ( rozwodu, ale jakze boje sie tego slowa...) A bylo jak u
    Ciebie, zdradzilam go pierwszy raz po 3 latach malzenstwa.jestesmy w
    sumie juz 7 lat razem, 6 lat razem mieszkamy. Zakochalam sie s duzo
    starszym mezczyznie...bez pamieci, totalnie stracilam glowe.Maz sie
    dowiedzial i na poczytku powiedzial ze koniec, nie bedzie w stanie
    mi tego wybaczyc a ja nawet nie chcialam zeby mi wybaczyl.Zabrnelam
    tak daleko w drugi zwiazek, wyprowadzilam sie z domu, do TEGO
    DRUGIEGO...W sumie spotykamy sie juz od listopada, maz dowiedzial
    sie w Sylwestra, ta noc spedzilismy juz osobno..Caly styczen
    mieszkalam gdzie indziej.Bylo super, fantastycznie, on daje mi cos
    czego moj maz nie moze, nie wiem co to jest za uczucie.sex z mezem
    byl zawsze super, az kiedys stwierdzilam ze czegos mi brakuje, ne
    tylko w lozku ale ogolnie czulam sie zaniedbywana.Poznalam tego
    innego i zapomnialam o calym swiecie.Juz po dwoch tygodniach
    mieszkania z innym, maz dzwonil do mnie i blagal abym wrocila...ze
    mi wybaczy tylko zebym dala naszemu malzenstwu jeszcze jedna szanse,
    przeciez nie wszystko bylo zle.Po jakichs 10 dniach namyslania sie,
    wrocilam do domu...Maz czekal z kwiatami, czulam sie jak w filmie,
    nie moglam tego nawet pojac, dlaczego???? To ja go powinnam na
    kolanach przepraszac...A on, ten twardziel, za ktorego go zawsze
    uwazalam, zrobil sie nagle taki miekki i blaga mnie zebym nie
    wyrzucala naszego malzenstwa. A ja...z jednej strony cierpie wlasnie
    bo widze jak mu zalezy a ja nie moge...nie umiem...za bardzo sie
    zaangazowalam w ten drugi zwiazek, choc to tylko 3 miesiace...Mam 28
    lat, maz 29, ten drugi...50. Rodzina probuje mi przemowic do
    rozsadku, ale ja nie slucham nikogo, wiem ze bedzie mi dobrze z nim.
    Co teraz?? Dzisiaj powiedzialam mezowi ze w tym tygodniu wracam do
    tego innego..On placze i pyta mnie "czy juz nigdy nie bedziesz w
    stanie sie we mnie na nowo zakochac..??" To mnie powalilo z nog.
    Mowi mi ze jezeli chociaz jedna iskierka jeszcze we mnie jest to
    zebym mu dala znak a on bedzie walczyl ile bedzie trzeba...To mnie
    wykancza,zaczynam zalowac ze sie tak zakopalam w ten drugi zwiazek,
    ale nie potrafilam wtedy inaczej...Nie mam do meza zadnych takich
    uczuc..widze go nagiego i mnie to nie rusza, jestem w domu od pnad
    tygodnia i nic..On chce, widze to ale jest bardzo ostrozny, do
    niczego mnie nie namawia, jest dobry az do BOLU!!!!!!! Ja czuje cos
    jeszcze do niego ale boje sie podjac tej decyzji--BOJE sie, jak male
    dziecko. Napisz prosze, jak ty czujesz, czy widzisz jakakolwiek
    szanse dla was? Czy bylabys w stanie sprobowac? Ten inny tez czeka
    na moja decyzje, zakochal sie we mnie rownie mocno jak ja wnim, nie
    wiem czy to tylko motylki, napewno nie..wiem ze to jest ktos z kim
    mozna spedzic cale zycie, ale o moim mezu tez tak
    myslalam...Pozdrawiam, jestem ciekawa rozwoju wydarzen u ciebie
  • 06.02.08, 13:47
    Hey!Nasza sytuacja jest niemal identyczna...z tym że ja zdradziłam
    męża, coprawda jeden raz ale związek z tamtym mężczyzna się
    rozpadł...za duża odległość nas dzieliła a pozatym on właśnie się
    rozwodzi i tego samego oczekiwał odemnie ...tylko że ja nie
    potrafiłam podjąć tej decyzji....kryzys w moim małżeństwie nie
    minął, jest nadal...ale narazie wyciszony.Ale było okropnie, bo gdy
    to ja się zdecydowałam na rozstanie , nie potrafiłam wkońcu
    odejść...z jednej strony tak bardzo było mi go żal..gdy mnie prosił
    żebym dała nam szanse...że przecież mamy dziecko...że to nie możliwe
    żebym tak nagle przestała go kochać...a z drugiej najnormalniej w
    świecie bałam się...bałam się tego, że jeśli odejdę wtedy uświadomię
    sobię że go naprawdę straciłam, że nie poradzę sobie bez niego, a co
    jeśli z tym drugim mi nie wyjdzie...???Mąż wie że z kimś się
    spotykałam ale o zdradzie nie wie...lub nie chce wiedzieć..kilka
    razy znalazł w moim telefonie eski które brzmiały
    jednoznacznie....zapytał czy to prawda..ja skłamałam ...i on
    twierdzi że mi wierzy...po tym wszystkim zdecydowałam się że
    zostanę...udaję że jest wszystko ok...ale znowu się w coś
    wplątuję..poznałam faceta starszego odemnie o 15 lat...ale wiem że
    nigdy nie będziemy razem ...ja mam rodzinę , on ma swoją ale nie
    potrafie z niego zrezygnować...jest właśnie tak jak Ty
    napisałaś ...on daje mi coś czego nie czuje przy mężu....jeśli
    chodzi o sex nie ukrywam że również...i znowu go okłamuje....tylko
    że teraz nie myśle o rozstaniu z mężem ..bo po co...skoro i tak z
    tym drugi nie będziemy razem....jest mi porostu tak dobrze ....są
    chwile kiedy mój mąż coś podejrzewa ale szybko łagodze i znów jest
    ok....widze jaki jest znów szczęśliwy...i nie chcę narazie tego
    psuć...ja nie mam dla kogo narazie podjąć decyzji o rozwodzie....ale
    Ty masz....znalazłaś kogoś kogo kochasz i kto kocha Ciebie....ale ja
    chyba nie mogę być dobrym doradcą...widzisz sama jak sama się
    poplątałam....z nieszczęśliwej żony nie kochającej swojego
    męża...stałam się żoną zdradzająca męża...wiem że robie zle..że go
    ranię ...że jeśli dowie się prawdy stracę go na zawsze...i wtedy nie
    usłysze od niego nawet marnego "cześc" na ulicy....ale ja jestem w
    tej gorszej sytuacji, że nie mogę liczyć na pomoc rodziny. Moi
    rodzice też wiedzieli jakie mamy problemy...i nie mam co liczyć na
    ich pomoc....bo przecież to ja jestem ta zła....która kogoś sobie
    znalazła....ale nikt nie potrafi zrozumieć dlaczego tak się stało....
  • 07.02.08, 15:48
    wiesz, to mnie zdradzano przez pół roku... jak czytam to co piszesz,
    to mi strasznie smutno. to ak jabyś była ze swoim mężem z litości..
    wydaje mi się, że on na to nie zasługuje.
    ja Cię nie oceniam - to Twoje życie i gdześ nas tam pewnie Św. Piotr
    rozliczy...
    ale czy chciałabyś, żeby ktoś był z Tobą z litości? bo płaczesz jak
    odchodzi i rzuca Ci ochłapek?

    ja wolałabym, żebyśmy się rozstali niż żyć w świadomości, że ktoś
    jest ze mną po nie potrafi odejść lub mu mnie szkoda...
  • 12.02.08, 16:45
    ja rowniez zdradzilam...
    z moim chlopakiem jestem juz prawie 10 lat i odkad pamietam mialam watpliwosci czy ten zwiazek ma sens. zostalismy wychowaniu zupelnie inaczej, co jak się pozniej okazalo, ma olbrzymi wplyw na zycie we dwoje. do tego doszly spore roznice w charakterach, zachowaniu, podejsciu do niektórych spraw. po paru latach czlowiekowi już się nawet nie chce tlumaczyc po raz tysieczny znowu tych samych kwestii, znowu prosić, namawiac...zwyczajnie ma się dosc!
    wkladalam w ten zwiazek cala siebie majac wrazenie ze za wiele w zamian to nie dostaje. slyszalam od dalszych znajomych jakiego mam super chlopaka, a od blizszych, ze podziwiaja mnie, ze znosze jego fochy i takie tam.
    kochalam go i to chyba za bardzo. na poczatku imponowala mi jego wytrwalosc i upartosc w dazeniu do celu ale to już prawie zaniklo. teraz coraz czesciej mam wrazenie ze mam male, niezaradne dziecko w domu, które wymaga opieki mamusi
    a ja potrzebuje mezczyzny!
    w trakcie trwania naszego zwiazku, spotkalam paru potencjalnych partnerow, ale milosc do mojego dzieciaczka wygrala, az do teraz...
    pierwszy raz zdradzilam i nie zaluje. malo tego, chce wkoncu zakonczyc tamten rozdzial mojego zycia i zaczac od nowa, z nowym ukochanym, który mnie szanuje i wspiera. oczywiście jest pare ale... kilka razy dziennie dopadaja mnie niewyobrazalne wrecz wyrzuty sumienia, tysiac mysli w glowie, pretensje do samej siebie, do zycia..
    patrze na jego smutne oczy i serce mi peka bo wiem co on czuje, pamietam jak ja się czulam, gdy dowiadywalam się jak on się zabawia. on w sumie o mnie nie wie, ale chyba się domysla, ze nie siedze ciagle u kolezanki.
    nie wiem co robic. mamy zobowiazania finansowe wiec nie mogę od tak sobie odejsc (a to byloby najlepsze rozwiazanie) mieszkamy razem, ale obok siebie. duzo latwiej byloby mi gdybym wiedziala, ze i on ma kogos, ze nie zostanie sam. chcialabym, zebysmy oboje ulozyli sobie zycie. nie, nie jest mi obojetny, ale to chyba nie milosc..?!?
    mam dosc sluchania, ze jestem twarda - wcale tak nie jest! usmiecham się, a w srodku rozsypuje. proszę, niech to wszystko już się skonczy, niech sie stanie co ma sie stac i niech moje zycie choc raz będzie spokojne...
  • 13.02.08, 14:46
    Mnie tez najbardziej bolało to , że on cierpiał...dlatego nie
    potrafiłam odejśc...i do tej pory nie potrafie...nas też wiązą
    zobowiązania finansowe ale przedewszystkim nasze dziecko...które
    jest dla mnie najważniejsze.Nie ukrywam że jestem zależna od niego
    finasowo i to też dopóki nie będę niezależna jest jednym z
    powodów.Ale zdrady nie żałuję.....
  • 13.02.08, 21:29
    sumeja napisała:

    > Mnie tez najbardziej bolało to , że on cierpiał...dlatego nie
    > potrafiłam odejśc...

    zabrzmialo naprawde "altrusitycznie"

    >i do tej pory nie potrafie...nas też wiązą
    > zobowiązania finansowe ale przedewszystkim nasze dziecko...które
    > jest dla mnie najważniejsze.Nie ukrywam że jestem zależna od niego
    > finasowo i to też dopóki nie będę niezależna jest jednym z
    > powodów.

    brak cenzuralnych slow, zeby to skomentowac....a potem sie dziwic,
    jak ktos mowi, ze kobiety leca na kase...

    >Ale zdrady nie żałuję.....
    ......

    --
    Nie karmię trolli:
    pl.wikipedia.org/wiki/Trolling
    www.fauna.rsl.pl/
  • 13.02.08, 21:30
    jestes najlepszym przykladem czlowieka, ktory nie potrafi odejsc i
    byc sam tylko skacze z kwiatka na kwiatek....bo prosciej jest
    odejsc do kogos niz tak bo zle jest w zwiazku prawda?
    --
    Nie karmię trolli:
    pl.wikipedia.org/wiki/Trolling
    www.fauna.rsl.pl/
  • 13.08.08, 16:14
    Nie wiem co czujesz, ale wiem co czuje on bo przeżywam to samo. Ból
    jest straszny, jeśli się kogoś kocha. Jeśli Cię kocha nie zostawi
    Cię ale jego osobowość jego poczucie własnej wartości ulegać będzie
    rozpadowi. Pewnie prędzej ty go rzucisz bo nie będziesz mogła na to
    patrzeć i tego znieść. Jeśli zdradziłaś to nie wytrzymasz...
    Można wybaczyć jeśli się doznało krzywdy, ale jeśli to samemu się
    zrobiło coś niewybaczalnedo to prędzej czy później obróci się to
    przeciwko niemu. Pozdrawiam.
  • 25.01.08, 07:58
    No i wreszcie je mam....sa bardzo bolesne....czuję
    że ..........powoli zaczynają mnie niszczyć...wyrzyty
    sumienia....sądziłam zawsze, że konsekwencją zdrady są właśnie
    wyniszczające pózniej wyrzuty....ale dlaczego nie miałam ich od
    razu..????Dzisiaj mija 5 dzień od dnia kiedy to zrobiłam.....więc
    dlaczego dopiero teraz???I wiecie co Wam powiem żałuję tego co
    zrobiłam okropnie...bo wiem , że skrzywdziłam mojego męża najgorzej
    jak się da....ale z drugiej strony ....coś
    zrozumiałam.....zdradzając go zrozumiałam, że nie jest mi jednak
    całkowicie obojętny....że chce podjąć próbę ratowania nasego
    małżeństwa...postanowiłam,że nigdy mu o tym nie powiem...nikt się o
    tym nie dowie....chyba że sumienie mi na to nie pozwoli....wtedy
    powiem jak bardzo tego żałuję....i mam nadzieję ,że kiedyś mi
    wybaczy....i ciesze się, że nie zabrnęłam w to głębiej....był to
    tylko jednorazowy ...nieudany sex z innym facetem....który otworzył
    mi oczy....i jeśli tego potrzebowałam, żeby uświadomić sobie ,że
    chce być z moim mężęm....to nie żałuje......
  • 25.01.08, 10:19
    Tak trzymaj
  • 25.01.08, 12:26
    Hehehe
    Tylko czy mąż zechce być z TAKĄ żoną?
    Bo niby dlaczego miałby być z TAKĄ?

    --
    BANITA - "...lecz naprawdę na tułaczkę skazany jest przez własne błędy."
    "Myślał, że dama będzie szczęśliwa, lecz nie wszystkie mosty można spalić, a
    ogień zawsze niesie ofiary"
  • 25.01.08, 15:31
    verdifirst napisał:

    > Hehehe

    baaaardzo zabawne...
    > Tylko czy mąż zechce być z TAKĄ żoną?

    tylko dlaczego kobiety sa z TAKIMI mezami?

    > Bo niby dlaczego miałby być z TAKĄ?
    jak wyzej i co ?


    --
    www.fauna.rsl.pl/
    www.parkujesz-zdrapujesz.org/
  • 26.01.08, 05:59
    tak zabawne...
    a raczej życiowe
    za błędy się płaci
    --
    BANITA - "...lecz naprawdę na tułaczkę skazany jest przez własne błędy."
    "Myślał, że dama będzie szczęśliwa, lecz nie wszystkie mosty można spalić, a
    ogień zawsze niesie ofiary"
  • 15.02.08, 23:42
    napisalas
    >....Boje się decyzji o
    >rozwodzie ....a co jeśli z każdym następnym mężczyznzą będzie to
    >samo....najpierw motylki w brzuchu a pózniej....obojętnośc..???
    Jesli dla Ciebie milosc oznacza motylki w brzuchu to taka milosc
    trwa bardzo krotko i kazdy nowa milosc zakonczy sie bardzo szybko.
    Milosc nie jest rowniez porzadaniem bo ono trwa krotko rowniez.
    Jesli chodzi o zdrade to jest ona zawsze przeciwko tej osobie ktora
    zdradzi. Pojawiaja sie wyrzuty sumienia, poczucie winy ktore
    najczesciej przynosza glebokie obnizenie nastroju a czesto depresje.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • 15.04.08, 17:39
    Podstawowe pytanie: dlaczego zdradziłaś? Tylko dla sexu, motylków w
    brzuchu itp.?
    Nie sądzę, kobieta nie zdradza tylko dlatego. Musi byc jakiś
    poważniejszy powód, którego byc może sobie nie uświadamiasz lub nie
    chcesz o nim pisac tu na forum. Kobieta rzadko idzie do łóżka z
    mężczyzną, do którego nic nie czuje, żeby się rozładowac.
    Według mnie kocha się za coś a nie mimo czegoś, więc zapewne Twój
    mąż tego "czegoś" (cokolwiek by to było: miłośc,poczucie
    bezpieczeństwa itp) Ci nie daje.

    --
    "Mężczyźni uwielbiają kobiety inteligentne ale niedowierzające w moc
    własnego rozumu"
  • 04.07.08, 15:01
    sumeja napisała:

    > W niedzielę po raz pierwszy po 4 latach małżeństwa zdradziłam
    > męża....i....dlaczego nie mam wyrzutów sumienia...???nie kocham go
    > to fakt... od jakiegoś czasu nam się nie układa...to dla mnie
    > wszystko się wypaliło...on mnie nadal kocha i chce ratować nasze
    > małżeństwo...i to jest dla mnie najgorsze...że z jego strony jest
    > tak cholernie idealnie....wiem , że to moja wina ...rozwód ??Boję
    > się zostać sama...co ze mną jest nie tak..???


    Jestem w podobnej sytuacji, rozumiem Cie bardzo dobrze, wiem ze
    robie zle, ale Ciebie nie bede potepiac. Mam nadzieje ze uda Ci sie
    z tego wyjsc calo:)
    Ja chyba sie zakochalam w chlopaku, z ktorym (prawie) zdradzilam, a
    on nie okazuje mi zbyt duzego zainteresowania. Wszystko we mnie
    krzyczy, zeby to zostawic, ale nie moge, poki nie bede wiedziec na
    pewno, ze mnie nie chce. Narazie chce byc blisko...
  • 04.07.08, 18:35
    1. Nie mów, nigdy się nie przyznawaj, choćby nie wiem jakby Ci się chciało.
    Jeśli powiesz, będzie Ci lżej, ale on zostanie z tym gównem. Jeśli chcesz odejść
    to idź, ale nigdy przenigdy nie mów co się stało, nikomu.
    2. Może to tylko chwilowy kryzys, chłód? Poczekaj z poważnymi decyzjami do
    momentu, gdy będzie Ci się chciało wymiotować na jego widok rano. Do momentu gdy
    już naprawdę naprawdę nie będziesz mogła. Ale zaczekaj jeszcze, bo taki moment
    może nigdy nie nadejść?
    3. Wyrzuty sumienia pewnie przyjdą... też na początku myślałam że zrobiłam
    dobrze i że wszystko jest świetnie. Ale teraz nie lubię swojego widoku w lustrze
    bo to nie było fair.
    4. Mąż też może ma/miał kogoś na boku, więc nie myśl że zawsze był jest i będzie
    ideałem.
    5. Nie mów, nie mów, nie mów...... szczerość jest dla głupców
  • 05.07.08, 00:04
    ...czy kobiety naprawdę wszystko gotowe są rozpieprzyć tylko po to, by "poczuć motylki w brzuchu"?!
    Czy dorosła osoba naprawdę nie jest w stanie pojąć, że stan zakochania nie trwa wiecznie...
    Pytasz, czy zawsze tak będzie, że te motylki przechodzą?
    TAK, zawsze. Dlatego w "międzyczasie" trzeba próbować zbudować trwały związek oparty na przyjaźni, zaufaniu... Z zakochania może zrodzić się miłość, ale wymaga to wiele trudu.
    A przede wszystkim... trzeba dorosnąć.
  • 05.07.08, 20:16
    miss... nie tylko kobiety. Mój oprócz powyższego, nie przyjmuje do
    wiadomości, że miłośc po kilkunastu latach związku jest INNA niż na
    początku i o związek nalezy DBAĆ. On uważa, że jak się kocha to SAMO
    się DOBRZE układa i włączenie myslenia i rozsądku jest
    niedopuszczalne - bo to wtedy już nie miłość! taki piotruś-pan z
    niego.
    ech, sorki za OT, ale zła jestem.
  • 07.07.08, 08:58
    Niektore zwiazki sie po prostu koncza i nie ma co nad nimi biadolic. Ludzie sie schodza, ludzie sie rozchodza. Rozwody sa od tego aby ulatwic ludziom zycie.
  • 07.07.08, 08:55
    Twoj zwiazek z twoim obecnym mezem juz sie skonczyl i probujac to kontynuowac bedziesz krzywdzic i jego i siebie. Im szybciej wezmiecie rozwod tym predzej oboje bedziecie mogli wyjsc na prosta. Tego wam szczerze zycze.
  • 07.07.08, 10:20
    a nieprawda wcale. oto moj przykład: bardzo zakochana na początku w moim mężu
    nagle poczułam , że wszystko się kończy, dziecko, praca, kołowrotek taki,
    zmęczenie. on nie okazuje uczuć (nigdy za bardzo nie okazywał i nagle zaczęło mi
    to przeszkadzać). zeby było lepiej wszystko szło ku zalegalizowaniu związku -
    byliśmy ze sobą 4 lata, bez ślubu. i na dwa miesiące przed ślubem poznałam
    faceta. poszłam z nim do łóżka, myślałam o tym,zeby odejśc od mojego męża.
    pomyślałam sobie - ok, raz się zdarzyuło, nie zorbiłam tego więcej. mężowi od
    razu powiedziałam, ze ktoś się pojawił i ze nie wiem co będzie. z zadnym z nich
    nie sypiałam. z tamtym mielismy się przyjaznic. I co? i powoli zaczęło do mnie
    docierac co to za kretyn ten koleś. zabujałam się w nim, bo mi czegos w domu
    brakowało ale szybko zdałam sobie sprawę, że mojemu mężowi (wtedy przyszłemu) do
    pięt nie dorasta - ani w łóżku, ani intelektualnie ani życiowo. zaczęłam na męża
    patrzec inaczej. z drżącymi nogami po nieprzespanej nocy stanęłam w urzędzie
    stanu cywilnego i podpisałam co trzeba. gadalismy całą noc i zdecydowalismy się
    ratowac co mamy. nie uwierzycie pewnie ale teraz, rok po tamtych wydarzeniach
    jestesmy bliżej niż kiedykolwiek byliśmy. jestem w drugiej ciązy, szalejemy w
    łózku, dotykamy się non stop, mój mąż zmienił swoje zachowanie w stosunku do
    mnie. mówi ze bardzo bał się mnie stracić (mimo ze nie opowiadałam mu szczegółów
    tamtego romansu) i że zdał sobie sprawę jak bardzo mnie kocha i ze mnie
    zaniedbał. ja też przemyslałam parę spraw - przestałam tyle od niego oczekiwac.
    zakochałam się w nim na nowo. zdarza mi się gapić na niego jak czyta albo śpi.
    serio. wariactwo jakieś.
    więc nie zawsze zdrada konczy związek moi drodzy. czasem nie zdajemy sobie
    sprawy jak bardzo kochamy tą druga osobę. i jak bardzo nie chcemy jej stracić.
    no ale trzeba kochać. jak się nie kocha, nie ma czego ratowac.
  • 07.07.08, 16:23
    Bardzo fajnie, ze wam sie uklada. Kazda sytuacja jest jednak inna i z opisu zaprezentowanego na poczatku tego watku wynika, ze opisywany zwiazek praktycznie nie istnieje. Ty zrozumialas, ze zalezy ci na twoim chlopaku i wtedy do niego wrocilas ale osoba zaczynajaca ten watek nie zdaje sie juz byc zaangazowana w tym sensie. Po co robic cos na sile? Ludzie czesto podchodza do tych spraw w kategoriach czegos o co trzeba walczyc nawet kosztem siebie i partnera. Otoz tak nie jest. Zwiazki sie tworza i sie rozpadaja - taka jest naturalna kolei rzeczy i pomimo tego, ze taki rozpad zazwyczaj stanowi zrodlo bolu dla zainteresowanych osob, to nie oznacza to, ze kiedy nadchodzi czas cos skonczyc to nie nalezy tego wlasnie zrobic.

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.