Dodaj do ulubionych

3 lata po zdradzie partnera

08.05.09, 14:58
Zdradę mojego męża wykryłam 13 marca 2006 roku. Dobrze to
pamiętam.... Był to regularny związek trwający już ponad rok.
Wyprowadziłam się z domu. Przepraszał, prosił bym wróciła, dała
szansę. Wróciłam. Przez ponad trzy miesiące patrzyłam jak będąc ze
mną tęskni za tamtą, leży w łóżku, nieobecnym wzrokiem wpatrzony w
okno... Mimo to walczyłam o niego. Te trzy miesiące kosztowały mnie
załamaniem psychicznym, myślami samobójczymi, stanem
przedzawałowym... Przetrwałam. Nadal jesteśmy razem. Nie jestem
jednak już szczęśliwa w tym związku. Przynamniej nie do końca. Przez
cały czas gdzieś w zakamarkach mojej świadomości kryje się lęk przed
jego ponowną zdradą...
Wiem, ze wszystko bardzo streściłam, ale jakbym się rozpisała, to
kto by to czytał... Nie wiem czy był sens ratowania tego związku.
Jakbyśmy się rozstali to przynajmniej pozbyłabym sie oczekiwania i
lęku przed kolejnym ciosem, który w każdej chwili on może zadać mi
ponownie. Nie mam już siły żyć w ciągłym napięciu.
Mąż mówi, że popadam w paranoję, że to był jednorazowy wyskok, że
już nigdy to się nie powtórzy. Bardzo chciałabym w to wierzyć, ale
jakoś nie potrafię. Mimo tego, że upłynęło już tyle lat, ja mam
wrażenie, ze ciągle stoję w tym samym miejscu...
Pozdrawiam wszystkich
Edytor zaawansowany
  • beforek 08.05.09, 22:30
    ale niech sie powtorzy, co ci przeszkadza, ze sobie byzknie?
  • uleczka_k 12.05.09, 19:46
    Beforek działa mi wybitnie na nerwy, jest jak komar w letni wieczór. I tyle samo znaczy, na szczęście co komar. Ewentualnie jest też typem, który przybiera maskę takiego cwaniaka z bańką w nosie, który ma na wszystko odpowiedź (często, niestety, głupią). Udaje twardziela po to, by chronić to, co w nim delikatne. Pewnie kocha jedną taką bez wzajemności i jest na każde jej skinienie. A ona się nim bawi. Jak tam, Beforek?
  • beforek 14.05.09, 22:03
    uleczka_k napisała:

    > Beforek działa mi wybitnie na nerwy, jest jak komar w letni
    wieczór. I tyle sam
    > o znaczy, na szczęście co komar. Ewentualnie jest też typem, który
    przybiera ma
    > skę takiego cwaniaka z bańką w nosie, który ma na wszystko
    odpowiedź (często, n
    > iestety, głupią). Udaje twardziela po to, by chronić to, co w nim
    delikatne. Pe
    > wnie kocha jedną taką bez wzajemności i jest na każde jej
    skinienie. A ona się
    > nim bawi. Jak tam, Beforek?


    haha... no nie trafilas.. czasy milosci to ja juz mam za soba. teraz
    biore co chce i won :DDD
  • anmari77 18.05.09, 10:54
    > haha... no nie trafilas.. czasy milosci to ja juz mam za soba.
    teraz
    > biore co chce i won :DDD

    Z Twojego zachowania można wywnioskować, że zostałeś kiedyś mocno
    zraniony i teraz nie chcesz się angażować. Jak bym odeszła od męża
    to też bym tak się prawdopodobnie zachowywała. Z pewnością nie
    związałabym się już z nikim na stałe. Też mogę powiedzieć, że czasy
    miłości mam już za sobą
  • jp-44 22.08.09, 23:51
    do beforek - weź pacanie apap albo udział w konkursie audio-tele,
    ps. jak cie życie smugnie po plerach to przestaniesz ignorować czyjeś problemy -
    bez odbioru
  • uleczka_k 12.05.09, 19:50
    Bardzo Ci współczuję i podziwiam siłę. Zdrada to chyba przede wszystkim
    upokorzenie, a wybaczenie zdrady i próby naprawy związku to w pewnym stopniu
    stłamszenie swojej dumy. Przeżywasz piekło. I on pewnie też. Czy ktoś Ci tutaj
    pomoże? Czy będzie umiał Ci poradzić? Wątpię, bo decyzję podejmujesz zawsze Ty
    sama.
    Może warto obsesyjnie uczepić się myśli, że skoro przetrwaliście po tamtym
    wydarzeniu trzy lata. I oboje chcieliście to ratować. On wolał zostać z Tobą,
    nie z tamtą, a Ty wolałaś poświęcić swoje poczucie godności i zostać z nim,
    zamiast odejść. To może jednak to, co jest między Wami jest coś warte?
  • anmari77 18.05.09, 10:39
    Dziękuję Ci Uleczko za słowa wsparcia. Może nasz związek jest coś
    warty, ale będąc w nim żyję w ciągłym napięciu. Tamten związek nie
    wygasł samoistnie. Ja go odkryłam i przerwałam i to w momencie
    największego rozkwitu. Obawiam się, że jak tamta pani odezwie się do
    mojego męża to on do niej wróci. Że ta jego miłość do niej nie
    wygasła a jest tylko uśpiona. I ta właśnie sprawa nie daje mi spokoju
  • arleta12-1214 24.05.09, 22:22
    współczuje ci bardzo rozumiem co przechodzisz wiem jakie to
    trudne,ile kosztuje bycie z kims po zdradzie,doradzac nie bede bo
    sama musisz zadecydowac zadaj sobie tylko pytanie czy warto zdrowia
    twojego,bo widze fatalnie to znosisz a zycie jest jedno i to jak je
    przezyjemy zalezy od nas tak naprawde,ja rzucilam na luz bedzie co
    bedzie jak ma zdradzic niech idzie 1 to zrobil 2 raz tez
    moze,przejmowalm sie,plakalam i co mi to dalo na sile nic nie
    zrobie.wiem jedno ze raz mu pozwolilam wrocic bo mi zalezalo na
    nim,dziecko mamy teraz juz mi jest obojetne zrozumialm ze na nim
    swiat sie nie konczy i naprawde chocbym niewiem co robila gdy on
    zechce to zdrazdi a wtedy dowidzenia z mojego zycia,szczerze mysle
    ze odrazu powinno sie zakonczyc taki zwiazek kazdy ma honor i
    zasluguje na szacunek a my sie niestety ponizamy w pewnym
    sensie,lepiej byc juz samemu niz z kims kto nas olal kiedys upokozyl
    i wrocil pytanie czy nie z litosci?zycze ci powodzenia i usmiechu:)
  • ewik154 06.06.09, 19:38
    Odczuwam to podobnie. Okoliczności nieco inne, mąż staje tera na
    rzęsach, o tamtej wyraża się z pogadrą ale ja mu tego niegdy nie
    zapomnę i nie wybaczę. Myślałam, że tak ale to niemożliwe. Wróciłam
    po pół roku jego starań (mamy dziecko) rodzina nalegała, żebym dała
    mu szansę, jest cudownym ojcem, dba o nas ale to, co siedzi w mojej
    głowie jest nie do wyplenienia. Myślę tylko o tym, co będzie gdy
    nasza córka się usamodzielni, z ulgą myślę, że się rozstaniemy i
    gdzieś tam czeka moja prawdziwa połowa. Nie chcę budować domu bo od
    razu pojawia się myśl, jak gopodzielimy. Teraz mam mieszkanie i
    poczucie, że sama jestem sobie sterem, żeglażem i okrętem. Denerwuje
    mnie bo pamiętam, jak mi nadskakiwal, wyznawal milość a przy tym
    kłamał...

    Nie wierzę w związek po zdradzie i żałuję że podjęłam taką decyzję.

    Trzymaj się ciepło
  • anmari77 08.06.09, 12:38
    Ewik, mam sytuację podobną do Twojej. Mąż teraz również stara się
    bardzo. Chociaż już nie tak bardzo jak na samym początku (opadł
    zapał?). Też miałam nadzieję, ze mu wybaczę, ze choć trochę zapomnę,
    ale nie potrafię... Jego wspaniałe zachowanie w tej chwili nie robi
    na mnie wrażenia. Kiedyś byłabym tym wszystkim zachwycona, teraz
    jest to dla mnie raczej obojętne... Prawdopodobnie dlatego, ze będąc
    z tamtą kłamał, tak jak Tobie, wyznając mi miłość i prawiąc
    komplementy. Nie mam poczucia, że coś w jego zachowaniu diametralnie
    się zmieniło, co pomogłoby mi dojść do wniosku, że on naprawdę się
    zmienił. Obecnie jest na konferencji a mi odżyły wszystkie negatywne
    wspomnienia... Właśnie na takiej konferencji poznał swoją ówczesną
    kochankę... Mozecie się tylko domyślać co czuję mimo jego zapewnień,
    że już nigdy mnie nie zdradzi i ze życie beze mnie straciłoby sens.
  • anmari77 08.06.09, 12:19
    Dziękuję za słowa wsparcia. Ja też zaczynam chyba dochodzic do
    podobnych wniosków. Z tym, ze nie potrafię tak naprawdę dac na luz,
    nie potrafię pozbyc się lęku przed ponownym upokorzeniem. Ale to nie
    zmienia faktu, ze dałam mu ostatnią szansę, i on o tym wie, że jak
    zdradzi mnie ponownie to się pożegnamy. Tylko od niego będzie
    zależało w jakiej formie będzie to rozstanie. Jeżeli sam przyzna sie
    do zdrady to rozstanie będzie na bardziej partnerskich warunkach,
    jeżeli znowu ja odkryję jego wyskok po jakims czasie - już nigdy nie
    zobaczy swoich dzieci. Mamy 2 dzieci. Drugie urodziłam w ubiegłym
    roku. Może łudziłam się, że ten fakt jakoś sklei nasz związek, że
    zwiększy moje poczucie bezpieczeńsktwa... Mam teraz wyrzuty sumienia
    w stosunku do dziecka, bo prawdopodobnie już na starcie funduję mu
    rozbitą rodzinę.
  • gorn73 09.06.09, 13:13
    Miałem identycznie po tym jak zdradziła mnie żona. Nie bedę sie
    rozpisywał co i jak, dlaczego się to stało (zresztą do dzis nie wiem)
    w kazdym bądź razie piekła psychicznego jakie przeszedłem nie
    zyczyłbym najgorszemu wrogowi. Zdrada wyszła na jaw w maju 2003
    r.Dzis dopiero moge stwierdzić, że się wygrzebałem i pozbierałem do
    kupy. A i to jeszcze do dziś te psychiczne blizny dają znac o sobie
    (inaczej nie pisałbym o tym na forum...)tak czy owak anmari, 3 lata
    to to moim zdaniem absolutne minimum na lizanie ran po zdradzie.Ja w
    tej chwili (6 lat po tycm koszmarze) chyba juz jestem ok. Zostałem z
    żoną - chyba tylko dziecko mnie wtedy zatrzymało (berbec miał 3
    latka i to przy nim chwilami udawało mi się o wszystkim zapomnieć),
    ale nie wiem czy kocham żonę, nie potrafię jej zaufac, do dziś
    chociaz coraz rzadziej potrafię jej prztrząsnąc torebkę czy
    przekrzec komórkę (nie wiem czego szukam ale po takiej sesji troche
    cisnienia ze mnie uchodzi) robię to oczywiscie w tajemnicy.Wiem, że
    być może nie powinienem tego robić ale cóż...i tak to robię...Ufałem
    jej niegdys bezgranicznie...teraz już nie zaufam nikomu. Zdrada
    zrobiła mnie cynicznym i wyrachowanym facetem. Nie ma już we mnie
    tego dobrotliwego ufnego misia. Zabiła we mnie to co wydawało mi się
    najwartościowsze.kończę bo chyba się zaczynam nakręcać....w każdym
    bądx razie trzymaj się dziewczyno, poradzisz sobie z tym, bo czas
    faktycznie leczy takie rany. tyle, że będziesz już innym
    człowiekiem. Bo zdrada zabija w sensie duchowym. I tworzy nowy byt.
    niekoniecznie lepszy.
  • anmari77 09.06.09, 13:59
    Bardzo Ci współczuję i podziwiam Twoją cierpliwość i siłę. Tym
    bardziej, ze widzę, iz mimo upływu lat i mimo tego, że jak
    powiedziałeś "czas leczy rany" Ty nadal jednak się męczysz.
    Potrafisz bardziej kontrolować swoje myśli, ale nie pozbyłeś się
    ich. Przeraża mnie to, że ta trauma będzie ciągnąć się przez resztę
    życia. Ja nie chcę tak żyć. Nie mogę. Nie potrafię. Dlaczego moje
    życie ma być już tylko pasmem udręki i strachu przed kolejną
    zdradą??? Mam dopiero 32 lata...
  • gorn73 09.06.09, 14:34
    To nie tak. To nie jest pasmo udręki. przynajmniej teraz. Raczej
    jest się już innym człowiekiem. I inaczej sie postrzega zwiazek,
    miłość itp. Juz sie nie boję ze mnie zdradzi, skrzywdzi czy zrani.
    Człowiek sie jakoś tak opancerza, twardnieje...Bo co mi gorszego
    najblizsza osoba moze zrobić? Zdradzić znowu? Zostawić mnie? Jakoś
    mnie to nie rusza teraz. Zdradę już przezyłem, odejśc to mogłem ja...
    a teraz..ot, zyję sobie w miarę bezstresowo, czasem cos ukłuje
    (coraz rzadziej zresztą)...Już nie ma we mnie tego wulkanu uczuć, to
    i automatycznie mniej udręk...Uwierz mi nie jest tak źle jak wygląda.
    Po prostu zycie po zdradzie. Mniej emocjonalne, bardziej
    zdroworozsądkowe. Tylko trochę zal mam do niej, ze zabiła we mnie
    tego dawnego mnie. :(
  • gorn73 09.06.09, 14:46
    i jeszcze jedno - ją tez to uwiera i gniecie ;) wczoraj ogląddalismy
    jakis film i był nim moment gdy zdradzony facet zaczał płakać nad
    fotką przedstawiająca jego i żonę przy ołtarzu. Moja "oprawczyni" ni
    stad ni zowad zaczeła skakać po kanałach, rozmawiac o jakichś
    banalnych rzeczach, w końcu stwierdziła, ze cos tam w kuchni ma do
    zrobienia i szybciutko się sprzed tv. ja film sobie obejrzałem z
    klinicznym zainetresowaniem. a moje słonko zmywało naczynia choć
    mamy zmywarkę. I dobrze jej tak ;) niech troche i ja cos gryzie.
  • anmari77 10.06.09, 10:12
    Gorn, bardzo Ci dziękuję za pocieszenie. Może jednak nie wszystko
    stracone. Może też za kilka lat, tak jak Ty, okrzepnę i nie będzie
    mnie to wszystko już tak bolało. Nie chciałabym rozwalać mojego
    związku choćby ze względu na dzieci. Mąż, mimo wszystko, jest dobrym
    ojcem a i względem mnie również się stara. Przeraziłam się jednak
    wczoraj, że mój stan, który trwa już parę lat, będzie nadal sie
    utrzymywał i nie będę mogła żyć w miarę normalnie, nie myśląc
    codziennie o tym, co mnie wtedy spotkało i czekając, kiedy ponownie
    mnie to spotka. Watpię w to, że kiedykolwiek zapomnę o zdradzie, ale
    dzięki Tobie mam nadzieję, że kiedyś nauczę się z tym żyć.
    Naprawdę podniosłeś mnie na duchu.
    Pozdrawiam serdecznie
  • knokkelmann1 13.09.09, 20:21
    anmari77 napisała:
    Wróciłam. Przez ponad trzy miesiące patrzyłam jak będąc ze
    > mną tęskni za tamtą, leży w łóżku, nieobecnym wzrokiem wpatrzony w
    > okno... Mimo to walczyłam o niego.

    Nie rozumiem po co on wrócił? Nie miał gdzie mieszkać? Przyjęłaś dupka którego
    tamta pogoniła? Co za wieśniak. Wrócił do żonki. Przepraszam, jakie cechy
    atrakcyjnego mężczyzny ma twój mąż? Chyba nie honor? Bardzo się tobie dziwię.
    Jemu nie bo to frajer.Bo zostaniesz sama?
  • anmari77 17.09.09, 14:53
    Po co on wrócił? Nie miał gdzie mieszkać?
    Nie mam pojęcia... Ona go zostawiła, wróciła do męża.
    Nie miał gdzie mieszkać. A ja nie miałam serca go wyrzucać z domu, w
    końcu to też jego dom. Po drugie wolałam przeprowadzić się na jakiś
    czas do rodziców, żeby odizolować się od tego wszystkiego. Nie
    miałam siły spędzać czasu w tamtym domu i spać w swoim łóżku. Po
    trzecie ktoś musiał mi pomóc zająć się dzieckiem, bo ja psychicznie
    nie byłam w stanie wszystkiego objąć. Tylko płakałam i spałam no i
    chodziłam do pracy, kończyłam studia. Przez tydzień nic nie jadłam.
    Przyjęłaś dupka którego tamta pogoniła?
    Tak, przyjęłam tego dupka. Prawdopodobnie przez słabość, którą nadal
    mam do niego - kocham go.
    Przepraszam, jakie cechy atrakcyjnego mężczyzny ma twój mąż?
    Mąż mój był i jest dość atrakcyjny fizycznie (przynajmniej dla
    mnie), poza tym do tamtej pory był dobrym mężem. Naprawdę nie miałam
    powodów by narzekać na niego. W pewnym momencie naszego małżeństwa
    zaczęło dziać się gorzej, było między nami wyczuwalne napięcie,
    wisiały jakieś złe emocje. Często się kłóciliśmy. Nie wiedziałam
    dlaczego. Dopiero po fakcie wydało się, że w tym czasie był już z
    tamtą panią i im bardziej zbliżał się do niej tym bardziej oddalał
    sie ode mnie. I coraz bardziej go denerwowałam bo nie byłam tamtą....
    W związku z tym, że wcześniej nie dawał mi żadnych powodów, bym
    myślała o odejściu od niego i że nadal go kochałam, postanowiłam dać
    mu szansę. Jedyną szansę. Nie jestem aż taką masochistką ;)
    Chyba nie honor? Faktycznie, honorowo to on wtedy się nie zachował...
    Bardzo się tobie dziwię.
    > Jemu nie bo to frajer.Bo zostaniesz sama?
    Wiesz, wtedy, lęk, że zostanę sama z pewnością się w mojej głowie
    przewijał... Fakt zdrady małżonka napewno nie podbudował mojego
    poczucia własnej wartości. Bałam się, że nikt nie zechce prawie 30-
    letniej rozwódki i do tego z dzieckiem. Teraz już się nie boję.
    Byłoby napewno ciężej, ale już okrzepłam. Nigdy nie byłam od niego
    uzależniona finansowo ani bytowo. Raczej psychicznie. Może nadal
    jestem... W każdym bądź razie wiem jedno, że jeżeli raz jeszcze
    wywinie mi taki numer, to nie będzie miał na co u mnie liczyć. On
    też o tym wie. Póki co staram sie pracować nad sobą. Rozwijać siebie
    i nie skupiać się na nim, jak to było wcześniej. Po wolutku odrywam
    się od niego psychicznie i myślę, że drugi raz (jeżeli się stanie)
    nie będzie już tak boleć jak ten pierwszy. No i ja z pewnościa będę
    już silniejsza.
  • sempronia87 18.09.09, 01:23
    Zdrada to przykra sprawa. Ale pod żadnym pozorem nie daj sobie wmówić, ze to Cię upodla, że poświęciłaś swoje poczucie godności... Postąpiłaś dojrzale i honorowo, uniosłaś się ponad tą nikczemność, której dopuścił się Twój mąż i uratowałaś rodzinę. Masz dzieci myśl o nich, a z mężem spróbuj się zaprzyjaźnić. Może jesli miłości nie da się uratować, a wiem, ze przy nadszarpniętym zaufaniu trudno pisać o przyjaźni, ale można żyć zgodnie, pewnie możesz na niego liczyć w ciężkich chwilach, w chorobie. Nie mogłaś liczyć jedynei na jego wierność. Wierność jest ważna, ale nie najważniejsza. Życie jest długie. Nie skupiaj się na tej jednej chwili. Wolałabym żeby mój maż mnie zdradził, przeprosił, wrócił do rodziny... i był nadal ze mną na dobre i na złe, był ojcem dla dzieci w całym wymiarze przede wszystkim, a podziękowałabym za małżonka, który całe życie był mi wierny, zachowywał się wspaniale, a w cięzkiej chorobie powiedział: żegnaj, nie chcę być Twoją pielęgniarką.
    No coś się skończyło, ale może nadal być fajnie. Zaufanie nie jedno ma imię. Może nie uzalezniaj losu rodziny od zdrady tylko od tego jak radzicie sobie na codzień. Jeśli dobry z niego chłopak, tylko ma skłonności do kobiet, to warto od[uścić sobie tą wyłączność i skupić się na innych wartościach. To trudne,ale chyba lzej tak życ.
    p.s. rodzice mojej koleżanki rozwiedli sie przez zdradę i nie było to dobrym wyjściem, dziewczyna czuje się rozdarta, neichciana wręcz chwilami, tylko dlatego, ze mamusia się uniosła honorem... a ja uważam, ze zachowała się niepoważnie, powinna zmienić podejście i ratować rodzinę. To jest honor. Godność, a nie żadne upodlenie. Jego wina, jego sumienie, jego upodlenie. Nigdy nie dzielnej kobiety, która walczy o dom dla własnych dzieci. Łatwo jest wyrzucić za drzwi. Tylko co potem? 3mam kciuki za wszystkie zdradzone, czas leczy rany choc brzmi to trywialnie skupcie się na dzieciach, one Wam podziękują za tą decyzję kiedyś.
  • yonna3 20.09.09, 22:31
    Co za głupota. Większych bredni dawno nie czytałam. Dzieci wam
    podziękuja?? To niehonor odejść? Małżeństwo dla dzieci nie jest
    żadnym wyjściem z sytuacji. Dzieci podziękuja za to, że beda patrzeć
    na rodziców którzy szarpią się emocjonalnie, nieufającym sobie i
    martwych duchowo? Trzeba pamietac, że dzieciom przekazujemy wzorce
    zachowania i bliskosci w związku. Zdrada to nie jest słabość tylko
    cios, którego sie nie spodziewamy, bo jest od osoby najbliższej, tej
    która ślubowała.
  • sempronia87 21.09.09, 21:43
    Nie pisałam, ze odejście jest niehonorem.. pisałam, ze brak honoru dotyczy tu zdradzającego wyłącznie i nie moze rozciągać się na kobietę. Można zdradę wybaczyć i żyć dalej. A jak patrzę na te rozhisterowane kobiety wyrzucające walizki męża za drzwi to ja w tym dobra dzieci nie widzę... i wcale nie wygląda to tak godnie jakby sobie tego życzyły... Umieć wybaczyć- to chyba wymaga żywego ducha, prawda? Nie mówimy o tolerowaniuz drady i zagryzaniu zębów bo to bez sensu tylko o zaczynaniu na nowo... jesli oboje wykażą sie dobrą wolą... przeskoczą ten problem.
  • knokkelmann1 22.09.09, 12:15
    W każdym bądź razie wiem jedno, że jeżeli raz jeszcze
    wywinie mi taki numer, to nie będzie miał na co u mnie liczyć.

    Z całym szacunkiem ale chyba jeszcze za mało dostałaś po d.... Cóż, to bardzo
    romantyczny wpis. Niestety, ale próba usprawidliwiania skończy się kolejnym
    romansem Pana i Jedynej Miłości. Wcześniej lub później. A ty i tak goo
    rpzyjmiesz z powrotem, bo to w gruncie dobry chłop tylko zaczeliście się od
    siebie oddalać, Przejrzyj na oczy dziewczyno!!! Kopnij go w dupę!!! Szanuj
    siebie!! To nie tak że udzielam Ci rad bo mi się tak wydaje. sam to przerabiałem
    i dobrocią nic nie zdziałasz!! nic k.. nic!! Nie usprawiedliwiaj się nie dręcz
    !!! to on zrobił źle a nir ty. Ty masz mieć dobry humor!!! Pozd
  • zlotabrama 13.10.09, 23:14
    anmari77 napisała:

    > Zdradę mojego męża wykryłam 13 marca 2006 roku. Dobrze to
    > pamiętam.... Był to regularny związek trwający już ponad rok.
    > Wyprowadziłam się z domu. Przepraszał, prosił bym wróciła, dała
    > szansę. Wróciłam. Przez ponad trzy miesiące patrzyłam jak będąc ze
    > mną tęskni za tamtą, leży w łóżku, nieobecnym wzrokiem wpatrzony w
    > okno... Mimo to walczyłam o niego. Te trzy miesiące kosztowały
    mnie
    > załamaniem psychicznym, myślami samobójczymi, stanem
    > przedzawałowym... Przetrwałam. Nadal jesteśmy razem. Nie jestem
    > jednak już szczęśliwa w tym związku. Przynamniej nie do końca.
    Przez
    > cały czas gdzieś w zakamarkach mojej świadomości kryje się lęk
    przed
    > jego ponowną zdradą...
    > Wiem, ze wszystko bardzo streściłam, ale jakbym się rozpisała, to
    > kto by to czytał... Nie wiem czy był sens ratowania tego związku.
    > Jakbyśmy się rozstali to przynajmniej pozbyłabym sie oczekiwania i
    > lęku przed kolejnym ciosem, który w każdej chwili on może zadać mi
    > ponownie. Nie mam już siły żyć w ciągłym napięciu.
    > Mąż mówi, że popadam w paranoję, że to był jednorazowy wyskok, że
    > już nigdy to się nie powtórzy. Bardzo chciałabym w to wierzyć, ale
    > jakoś nie potrafię. Mimo tego, że upłynęło już tyle lat, ja mam
    > wrażenie, ze ciągle stoję w tym samym miejscu...
    > Pozdrawiam wszystkich



    Witaj,
    ja polecam radykalne wybaczanie, które bardzo mi pomogło po
    zdradzie. Chodziłam na terapię tradycyjną, ale akurat mnie nie
    pomogła, zatrzymywałam się ciagle w tym samym miejscu.
    Można sobie przeczytać książkę Tippinga "Radykalne Wyabczanie", jest
    ogólnie dostępna. W tej metodzie wybacza się na poziomie duchowym.
    Oczywiscie to nie dla każdego, ale możesz spróbować. Polecam też grę
    satori na takie sprawy jak Twoja. 3 lata to już długo męczarni:)
    czas zadbać o siebie:)

    pozdrowienia, Sylwia


    --
    pozdrowienia:)
    www.zlotabrama.pl - rozwój osobisty i duchowy, coaching, wybaczanie,
    EFT (tapping)
  • male_piwko 27.10.09, 10:49
    ja jestem 1,5 roku po tym jak maz mnie zdradzil, mimo, ze sam sie przyznal i
    wiem jak bardzo tego zaluje to rowniez zyje z ta mysla i obawa czy nie zrobi
    tego znow :(
  • gorn73 27.01.10, 14:38
    Zaczynam nabierać przekonania, że chyba wyszedłem z tej traumy. jest
    rok siódmy od tych wydarzeń. w sobotę lekko wstawiony ;) znowu
    zaatakowałem moją zdrajczynię potokiem żalów. No i udało mi sie
    doprowadzić ja do płaczu, smutku itp. I wcale mi się k...a lepiej po
    tym nie zrobiło. Czuję sie podle. Zaatakowałem bez ostrzeżenia,
    wybuchłem i ..... żal mi jej autentycznie. Nie bedę jej w
    nieskończoność karał. Zwłaszcza, że chyba już przstałem mieć do niej
    żal. Ta historia sprzed lat wydaje mi się teraz taka żałosna i
    niesmaczna, niepotrzebna i trochę jakby przerysowana, choć wiem jak
    bolało.. Czas jednak leczy rany i chyba tylko po pijaku coś tam ze
    mnie wylazło. I mam nadzieję że zdechło.
    Teraz wiem ze ja kocham. I nawet chyba jej ufam. Bo musiałaby być
    nienormalna, zeby ponownie mnie zdradzić i ryzykować że zostanie
    sama lub kolejne 6 lat takich jazd.
    Pozdrawiam :)
  • anmari77 25.03.10, 12:19
    Minął kolejny rok.... A ja bez mała nadal w tym samym miejscu....
    Jedno co się zmieniło, to coraz bardziej przestaje mi na nim
    zależeć. Potrafie powiedzieć mu w twarz co o nim myślę i nie
    przepraszam go później za to (jak bywało wcześniej). Tak szczerze
    mówiąc, to wydaje mi się, ze chyba robię wszystko, by znowu mnie
    zdradził, bym mogła w końcu podjąć decyzję o rozwodzie. Niby
    wszystko jest ok. Widzę, że mąż się stara pokazać mi że mu na mnie
    zależy. Dzielnie znosi moją bezpośredniość (nie zawsze miłą) w
    stosunku do niego. Nie daje mi powodów do podejrzeń (oprócz wyjazdów
    służbowych, które jednak kosztują mnie dużo stresu). Ale coś jest
    już nie tak... Brakuje mi tego zaufania, którym go niegdyś darzyłam
    i które, zdaję sobie z tego coraz bardziej sprawę, już nigdy nie
    powróci.... To chyba jest najgorsze. We wszystkim - każdym jego
    wyjeździe (mimo szczerych chęci, by tego nie robić) widzę drugie
    dno. Każdy taki wyjazd oddala mnie od niego. Przestaje mi na nim
    zależeć. Ostatnio zaskoczyłam się odkrywając, ze jak nie ma go w
    domu jest mi łatwiej. Wszystkie sprawy wtedy układam po swojemu, bo
    wiem że nie mam na kogo liczyć. Nie ma stresów i złości, ze on
    czegoś nie zrobił czy nie dopilnował. Staję się coraz bardziej
    niezależna. Działam nie oglądając się na niego. Zostaje tylko ten
    strach przed ponownym upokorzeniem, choć zdaję sobie sprawę, że
    prędzej czy później się rozstaniemy. Albo on nie wytrzyma ze mną w
    obecnym wydaniu, albo ja nie zniosę w końcu stresu związanego z jego
    kolejnym wyjazdem (lub pojawi się na horyzoncie nowa czy stara
    miłość mojego m.)Podsumowując. Nie jest ciekawie. Niby żyje się
    normalnie, dni jakoś lecą, ale brakuje już tego czegoś... Brak
    zaufania jest sprawą najgorszą i najbardziej wyniszczającą związek
    po zdradzie partnera. Co będzie dalej, zobaczymy....
  • uleczka_k 01.04.10, 07:23
    Skoro tak, to może czas zacząć obliczać i planować życie bez niego? To przecież
    też ważny aspekt całej sprawy: co z mieszkaniem, majątkiem, itp. Nie doczytałam
    się czy macie dzieci. Może trzeba zająć myśli spokojnym planowaniem życia po
    rozstaniu?
    --
    kotburger.pl/5185/Zostaw-mnie-w-spokoju
  • wertykaln 25.04.10, 23:15
    Moim zdanie, podsiwadomie przygotowujesz sie.. do odejscia. Masz w
    sobie taka poduszke bepzieczenstwa..ktora pozwal, byś ogla coraz
    bardzij oddalac sie od niego i gdy juz postanowisz odejść.. bedzie
    latwiej.

    Nie bylam zdradzona, ale wiem co czujesz, bo dzialaja mi podobne
    mechanizmy..
    Trwasz w tej chwili w pewnym procesie, widocznie rana sie nie
    zablizni, tylko przyschnie. Proces zakonczony bedzoe sukcesem, gdy..
    zacnniesz czekac na nową miłoąśc. I szybciej zrobisz porządek z
    obecna sytuacją, tym szybciej zakończysz żalobe:)
  • gnonom 17.10.18, 11:53
    8 lat minęło... opowiesz o tych 8 latach?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.