jak to bedzie po urodzeniu dziecka? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • dziewczyny chcialabym wiedziec co myslicie na taki temat,
    a mianowicie - poczatkiem lipca urodzi nam sie z M wspolne dziecko,

    do tej pory, gdy M zabiera swojego starszego syna do nas, on bardzo czesto
    zostaje u nas do godziny 20 - 21,
    gdy sa ferie czy kilka dni wolnych od szkoly to zdarza sie to codziennie,

    chodzi mi o to, ze beda wakacje gdy urodzi sie nasze dziecko,
    wiem, ze wizyty chlopca beda czeste,
    czy mam prawo wymagac, by byly one skrocone do godziny. 18-19, skoro i tak
    czesto beda trwaly calymi dniami ?

    chcialabym (tak jak w wiekszosci rodzin zapewne) by byl u nas pewien rytual,
    zwiazany z okreslona godzina, tzn. kapanie, karmienie, usypianie,
    M bardzo chce uczestniczyc w tym wszystkim, tzn. z kapaniem, bo karmieniem to
    juz chyba trudniej ;)
    wiem tez, ze po porodzie bede potrzebowala z maluszkiem spokoju i czasu tylko
    dla nas, nie wiem jeszcze jak sie bede czula, jak bede reagowala na nowa
    sytuacje,
    nie chcialabym zeby podczas tych naszych wieczornych kapieli itd uczestniczyl
    straszy syn M, czy mam do tego prawo?
    mnie wydaje sie, ze tak ale chcialabym poznac Wasze opinie,

    --
    mój Igorek ;)
    • Wiesz, to już jest indywidualne podejscie każdej osoby. Ja nie mam pasierbów,
      ale mogę Ci opisać jak to było u mojego Ex, kiedy urodziła mu się córeczka.
      Mój syn z racji odległości widuje się z ojcem rzadziej, ale za to jeździ na
      dłuższe okresy. Po urodzeniu się przyrodniej siostry Ex chciał, żeby nasz syn
      przyjechał tak szybko jak tylko mozliwe na tydzień żeby się mógł poznać z
      siostrzyczką. Z przyczyn róznych, no i z mojego zdrowego rozsadku, Młody
      pojechał na 6 tygodni, gdy dziecko miało 4 miesiace.
      Uczestniczył w kąpielach, przebieraniach, karmieni itp... ale również w nocnych
      wrzaskach, budzeniu, kolkach....
      Małemu średnio się to podobało, oni mieli (normalne) mniej czasu dla Młodego, a
      on był zawiedziony, że ojciec nie ma tyle czasu co dawniej.

      Generalnie, trzeba pamiętać, ze noworodek to prawdziwy wampir energetyczny i
      czasowy:-))) Sądzę, że rozsądnie byłoby ograniczyć wizyty do 17:00 - 18:00, ale
      pozwoliłabym na uczestnictwo od czasu do czasu w kompieli czy karniemiu.
      Możecie przecież wykopmać dziecko wcześniej:-)

      Bo chyba źle stałoby się, gdyby Twój pasierb czuł się skrzywdzony, odrzucony
      czy zazdrosny o noworodka. Miałby zal do swojego ojca o to.
    • Zacznę od tego, że moje stosunki z pasierbicą nazwałabym ciepłymi i w trakcie
      ciąży już od jakiegoś czasu takie były. Ale tak jak i Ty, kiedy wyobrażałam
      sobie wspólne rytuały (kąpiel, usypianie, itp.) to jakoś pasierbica się tam nie
      przewijała. Zupełnie nieświadomie, (a może świadomie-:( usuwałam Ją z tej wizji
      rodzinnego (sic!) życia. NASZEGO (przecież!) rodzinnego życia.
      A potem urodził się synuś i wszystkie te wyobrażenia miały się stać
      rzeczywistością. I któregoś dnia, jeszcze w szpitalu pomyślałam sobie, że jak
      urodzę drugie dziecko, to M. przyprowadzi synka, żeby mógł jak najszybciej
      poznać siostrzyczkę, czy braciszka i natychmiast wyobraziłam sobie tę naszą
      pierwszą "rodzinną" kąpiel nowego członka rodziny. Przecież ze względu na
      zmęczenie, nową sytuację, bakterie, które starsze dziecko może przynieść z
      przedszkola (pasierbica ze szkoły, i te Jej długie włosy pełne niewiadomo
      czego - naprawdę tak myślałam-:))) nie będę odsyłała starszego dziecka o 17:00
      do babci. To mi uświadomiło z czego próbuję okraść moją pasierbicę i mojego M.
      Myślę, że tak jak ja tuż przed porodem, chciałabyś, żeby te pierwsze wspólne
      rytuały były tylko Wasze = rodzinne, ale o ile dla mnie pasierbica jest takim
      samym członkiem rodziny jak teściowa (której jakoś też nie widzę przy
      pierwszych rytuałach-:)), to dla mojego M. jest CÓRKĄ i SIOSTRĄ naszego synka.
      To właśnie Ona jest tym starszym dzieckiem, które najchętniej zaraz zabrałby do
      szpitala, żeby poznało nowe rodzeństwo i, którego obecność jest nieodzowna przy
      powitaniu maleństwa.
      Koszt wyboru dzieciatego faceta-:). Przyzwoicie jest go ponieść.
      • Latorturo :))
        tak się ciesze , zę cię widzę :))
        czy odebrałaś mojego emilka do ciebie z dn 22.02. ???
        zaraz musze ci napisac nowego - więc jeśli jestes jeszcze w necie to zerknij do
        starej poczty :))

        Pozdrawiam
      • Bradzo ladnie napisane Braktalentu, bardzo ladnie. I warte przemyslenia,
        naprawde. Popieram kazde slowo.
        --
        Nowa Rodzinka II
        • Latorturko :))
          ja myslę, ze jak dzidzius pojawi się na świecie to wiele rzeczy ulegnie
          zmianie :))
          Wiem, że już teraz chciałabyś sobie zaplanowac przyjazd maluszka ze szpitala do
          domku i juz teraz chciałabys wiedzieć czego spodziewać sie po M i po
          pasierbie - to zrozumiałe.
          Przecież będziesz mamą, a jako matka chcesz dla dziecka jak najlepiej.

          Opisze ci zdarzenie z życia moje kolezanki :)) zresztą sprzed 2 miesięcy wtedy
          to ona urodziła .
          A więc ona ma 6 letniego pasierba, który jak to dziecko w tym wieku jest bardzo
          rozbrykany. Jej NM też wpadł na cudowny pomysł, ze zaraz po przyjezdzie ze
          szpitala przywiezie starszego synka aby poznał braciszka.
          Niestety moja koleżanka była po CC i bardzo zle zniosła wizytę małego w domu
          tym bardziej, ze jej NM z pasierbem zrobili straszny bałagan i wybrali się do
          kina, zostawiajac koleżankę i maluszka samym sobie :((
          Koleżanka była kłebkiem nerwów, a jej NM wpadł na jeszcze cudowniejszy pomysł i
          postanowił, ze starszy syn u nich się przespi i nastepny dzień spędzi z nimi .
          Efekt tego jest taki, ze kolezanka ma pretensje do NM, ze w takiej chwili ona z
          maluszkiem poszła w odstawkę na rzecz starszego synka i ma teraz uraz do
          pasierba.

          Na twoim miejscu porozmawiałabym z M , i powiedziałabym czego oczekuję .
          Nie ma co się wstydzić , a pozniej się zadręczać czy wręcz czuc niechęć do
          pasierba .
          Okres połogu jest dośc specyficzny i mysle, ze twój M uszanuje twoje zdanie i
          uda wam sie dojsć do porozumienia w kwestii ilości i jakosci odwiedzin pasierba
          w waszym domu po narodzinach maluszka.Czego ci oczywiście życzę.

          Pozdrawiam
          • Dominika,

            tez bylabym zla na M, gdyby zrobil cos takiego,

            faceci juz tak maja, nigdy nie zrozumieja jak kobieta sie czuje po porodzie,
            dla nich zawsze "nie ma problemu",

            a jednak trzeba posprzatac, trzeba cos pasierbom zrobic do jedzenia,
            owszem, tata moze zabrac je gdzies: kino wlasnie, restauracja, ale czy nie po
            to jest ten czas po porodzie dla rodzicow, zeby byc razem,

            fajnie, ja tez bym chciala zostawic dziecko i isc gdzies sie odprezyc,
            wrocic do czystego mieszkanka itd, ale kobieta nie ma tego komfortu,

            a gdyby jeszcze w gre wchodzial wspolna noc... szok !
            a nie daj Boze mlody by jeknal, ze dziecko placze i mu przeszkadza albo w dzien
            odciagalby ojca od maluszka, zeby wyjsc bo ma juz go dosc, oj NIE ! nie ma
            takiej opcji,

            oczywiscie, ze porozmawiam o tym z M,
            juz troszke mowilismy na ten temat, M chce uczestniczyc w pielegnacji malego, w
            kapielach itd,
            chce by byl to wlasnie ICH czas...
            chyba w porownaniu ze starszym synem, gdy tego czasu mlody ma jakies 9 godzin
            gdy nie ma szkoly to te 2 godziny nalezalyby sie malemu co?
            (oczywiscie zdaniem niektorych pan absolutnie nie, bo dlaczego pasierb jeszcze
            tych dwoch godzin ma sobie nie dorzucic...)

            zastanawia mnie tylko jedno: dlaczego o czyms takim trzeba rozmawiac z
            facetami, dlaczego trzeba wszystko uzgadniac, przeciez to takie oczywiste
            rzeczy, swiety spokoj we wlasnym domu...
            --
            mój Igorek ;)
            • 22.05.07, 14:02
              > a gdyby jeszcze w gre wchodzial wspolna noc... szok !
              > a nie daj Boze mlody by jeknal, ze dziecko placze i mu przeszkadza albo w dzien
              >
              > odciagalby ojca od maluszka, zeby wyjsc bo ma juz go dosc, oj NIE ! nie ma
              > takiej opcji,

              ja nie łapię. Czy ty to wszystko na serio piszesz czy sobie robisz jaja?


              Kochasz już swoje dziecko prawda?
              Wyobraź sobie że masz miec właśnie drugie. Czy wtedy też miałabyś takie problemy
              wzgledem swojego pierwszego jakie masz wzgledem pasierba?


    • Myslimy, ze cieszymy sie, ze nie jestes nasza Nexia i ze to jednak fajnie, ze
      moj Ex wybral sobie normalna osobe.

      Reszte napisala brak talentu.



      --
      "Kicia Ty idealistka jesteś"
      m-m-m
      • nie musisz mnie obrazac, sugerujac, ze nie naleze do tych Twoich "normalnych"
        osob, bo jestem jak najbardziej normalna i nie widze niczego zlego w swoim
        tekscie powyzej, jak tylko to, ze jako kobieta swiezo po porodzie bede pragnela
        spokoju i zamiast np 10-11 godzinnej wizyty pasierba "poprosze" o 9 godzin !!!

        nigdy nie ukrywalam tego, ze nie zamierzam "laczyc" naszych rodzin poniewaz nie
        potrzebuje az takiej "sielanki" do szczescia,
        nie chcialabym rowniez zadnej wizyty pasierba w szpitalu,

        a to tez dlatego "droga kiciu" iz nasza pani ex robi wszystko by nam uprzykrzyc
        ten czas przyjscia na swiat naszego dziecka a i pasierby nie wykazuja
        zainteresowania dzieckiem,
        nie widze wiec powodu, dla ktorego to ja mialabym sie "naginac",

        zastanawia mnie jednak dlaczego odebralas moj tekst jako cos zlego, nie sadze
        bym powyzej napisala cos co sprawiloby iz musialabys pomyslec, ze nie jestem
        osoba normalna,
        bo co? bo dlatego, ze po szpitalu, zmeczona i stojaca przed nowymi
        obowiazkami, wyzwaniami (to moje pierwsze dziecko), nie bede miala ochoty na
        sprzatanie po pasierbie, czy zrobieniu mu kolacji ?
        tak, owszem, moze ja zrobic M, ale ja wlasnie chce by te chwile byly nasze, a
        nie zaklocone obecnoscia jeszcze jednej osoby, ktora prawdopodobnie bedzie w
        tym czasie siedziala przed kompem albo ogladala TV - uwazam, ze moze to robic w
        domu,

        dochodze do takich samych wnioskow jak zawsze - zdaniem SM macocha MA OBOWIAZEK
        skakac nad ich dziecmi, nie moze miec juz swojego, prywatnego zycia, czasu,
        kazda wolna chila musi byc zagospodarowana tak by pasierb (y) nie czul sie
        odrzucony, niekochany itd,
        na kazde spotkanie rodzinne, w kazdych chwilach macochy i M moze przeciez byc
        tez dziecko M itd,
        a przepraszam bardzo... w tych chwilach SM ma czas tylko dla siebie prawda?

        biorac pod uwage moja sytuacje, gdzie dni wolne od szkoly pasierb spedza u nas,
        oznacza to, ze w wakacje mialby sie przenies do nas tak? bo i tak w domu go nie
        bedzie,
        tyle, ze ja jako osoba jak najbardziej NORMALNA, nie pozwole na to by nasz czas
        stal sie czasem ogolnodostepnym i zeby zatracilo sie nasze zycie,
        bede miala swoje dziecko i tak jak exia kiedys, tak i ja chce miec swiety
        spokoj ze swoim maluszkiem a nie zastanawiac sie czy podczas kapania malego,
        pasierb nie poczuje sie czasem odrzucony bo tata wlasnie zajmuje sie swoim
        mlodszym synem,

        czasu dla starszego syna ma M az nadto, nie widze absolutnie zadnego powodu,
        dla ktorego nasz synek mialby tego czasu nie miec chocby w czasie kapania i
        pielegnowania,

        exia nie chodzi na kompromisy, nie "zwraca"nam pieniazkow za to, ze pasierb
        przebywa u nas, nie docenia faktu, ze u nas je, korzysta z komputera itd,
        zawsze wszystko i tak jest zle,
        kontakty jej syna z naszym i tak zostalyby przez nia zle odebrane, bo do
        NORMALNYCH kobiet, to wlasnie ona nie nalezy...
        --
        mój Igorek ;)
        • Przeczytaj sama co piszesz. Na spokojnie, tak jakbys czytala wypowiedz osoby
          trzeciej - o sobie albo o swoim dziecku.
          I zastanow sie troche.
          I jeszcze jedno - smiesza mnie kobiety, ktore uwazaja, ze w zwiazku z ciaza i
          urodzeniem sie dziecka staja sie swietymi krowami.

          A poza tym jestem nie tylko samodzielna mama, ale rowniez macocha, i to od
          wielu lat. I matka dwojki dzieci. Moze dzieki temu Bog dal mi odrobine empatii
          i wyobrazni.
          --
          "Kicia Ty idealistka jesteś"
          m-m-m
        • > jestem jak najbardziej normalna i nie widze niczego zlego w swoim
          > tekscie powyzej

          I w tym wlasnie tkwi problem. Dla mnie smieszna spraw jest twoje swiete
          oburzenie na sama mysl, ze pasierb mialby spedzic noc w domu WLASNEGO ojca.
          Smieszne jest dla mnie wyliczanie czasu ile ojciec spedza z dzieckiem. A jak
          juz tak dobrze liczysz to policz sobie jakaz powalajaca na kolana jest to ilosc
          godzin rocznie i policz procent z calego roku.

          > na kazde spotkanie rodzinne, w kazdych chwilach macochy i M moze przeciez byc
          > tez dziecko M itd,

          Moim zdaniem tak. A jak pisalam jestem zarowno byla samodzielna, jak i macocha,
          na dodtek macocha calodobowa i corka mojego faceta jezdzi z nami na KAZDE
          rodzinne spotkanie. Ale moze dlatego, ze nadal jest JEGO rodzina. Na te
          spotkania jezdzi tez moj syn, bo tez mimo rozwodu jest MOJA rodzina.

          > a przepraszam bardzo... w tych chwilach SM ma czas tylko dla siebie prawda?

          A to juz mnie powalilo na kolana doslownie. To naprawde straszne, ze SM ma cale
          kolkanascie godzin w tygodniu dla siebie, SZOK, jacyz wy jestescie dla niej
          laskawi. I znowu odsylam do liczenia ile wolnego czasu bez dziecka z pierwszego
          zwiazku ma twoj maz. Jesli nie widzisz roznicy w tych liczbach, to masz powazny
          problem.

          > ja wlasnie chce by te chwile byly nasze, a
          > nie zaklocone obecnoscia jeszcze jednej osoby

          Bardzo jestem ciekawa, czy gdybys miala swoje dziecko z pierwszego zwiazku tez
          byloby ono dla ciebie obca zaklocajaca rodzinna silanke osobom i czy w zwiazku
          z tym wyslalabys je do ojca/babci/domu dziecka. Czy moze chcialabys, aby
          poznalo rodzenstwo i aby to byly wasze wspolne chwile, rodzinne, calej rodziny.

          Bardzo jestem ciekawa, czy twoj maz wykaze sie zrozumieniem dla twojego
          egoizmu, bo jesli tak, to ja naprawde nie rozumiem dlaczego facetom nie
          przeszkadza, ze nowe partnerki wymagaja od nich odsuniecia wlasnego dziecka na
          bocznice.
          --
          Nowa Rodzinka II
          • Pel :)
            ale to chyba też zalezy od nastwiania pasierba do macochy i nowego
            brata/siostry .
            Ja niewyobrażam sobie sytuacji gdzie pasierb wrzeszy nad wanienką, ze NM ma sie
            nim natychmiast zajać, a nie pluskac bachora :(
            Ale nie zapominajmy, ze takie sytuacje tez sie zdarzają.
            I łatwiej jest w takiej sytuacji opanować nerwy młodej mamie kilka tyg. po
            porodzie niz na 3 czy 4 dobę po powrocie ze szpitala .

            Co do spania pasierba w domu ojca, to jeśli tego nie robił do tej pory , to tym
            bardziej nie widzę potrzeby denerwowania kobiety w połogu obecnością młodego w
            najbliższych dniach po powrocie ze szpitala.

            Co do ilości godzin tzn twoich wyliczeń nie mam zastrzeżeń .

            A i nie zapominaj, ze troszkę inna jest atmosfera w domu, gdy pasierb mieszka
            na stałe , a co innego gdy wpada z wizytą .

            pozdrawiam
            • > Ja niewyobrażam sobie sytuacji gdzie pasierb wrzeszy nad wanienką, ze NM ma
              > sie nim natychmiast zajać, a nie pluskac bachora :(

              No ja jakos tez sobie tego nie wyobrazam, aby normalny ojciec pozwolil na takie
              zachowania wlasnemu dziecku. Nie wyobrazam sobie i mialabym do niego
              niebotyczne pretensje. Do niego, do ojca, poniewaz dzieci sie nie hoduje, tylko
              wychowuje.

              > Co do spania pasierba w domu ojca, to jeśli tego nie robił do tej pory

              Ciekawe czemu? Dla mnie nie jest to sytuacja naturalna.

              > A i nie zapominaj, ze troszkę inna jest atmosfera w domu, gdy pasierb mieszka
              > na stałe , a co innego gdy wpada z wizytą .

              Nie zapominam, przezylam obie opcje. Pasierbica mieszka z nami od listopada,
              wczesniej byla wakacyjno-weekandowa. Z mojego doswiadczenia zapewnic moge Cie,
              ze zdecydowanie latwiejsze jest macochowania weekendowe. Ja mialam milion razy
              lepsze uklady jako macocha weekendowa, niz teraz jako calodobowa. Latwiej
              odpuscic sobie pewne sprawy weekendowo, niz na codzien. Latwiej byc atrakcja,
              niz szara codziennoscia, zapewniam.

              --
              Nowa Rodzinka II
        • nam eksia tez utrudnia zycie ale co do tego ma pasierb?????
    • Widze, ze od czasu tego watku:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=54609500&a=54609500
      Twoj stosunek do pasierba sie nie zmienil...
    • mam kilkutygodniowe dziecko obarczone ;-) sporą ilością starszego rodzeństwa
      (trzema braćmi), w tym tylko jednym rodzonym. Jeden z przyrodnich (mój syn)
      mieszka z nami. Syn męża dojeżdża. Wszyscy mają lekką schizę na punkcie malucha.
      Wszyscy od razu chcieli uczestniczyć w kąpielach i wszyscy uczestniczyli :-),
      kosztem taty :-))) - bo w sześć osób nie mieścimy się w łazience :-). I nie
      wyobrażam sobie, że syn męża miałby być z tej frajdy wykluczony z racji tego, że
      nie jest domownikiem. Poza tym dzieciaki takimi atrakcjami po pewnym czasie się
      nudzą, a kąpiel będzie stałym elementem dnia przez dłuższy czas. Możesz rozważyć
      także przeniesienie kąpieli na rano, jedna z moich znajomych właśnie coś takiego
      zrobiła, z powodzeniem. Jeżeli stawiasz stanowcze veto na uczestnictwo pasierba
      w kąpieli (chociaż nie rozumiem twoich pobudek) możecie przenieść kąpiel na czas
      po powrocie twojego męża, przy jednoczesnym przesunięciu na wcześniejszą godzinę
      pory powrotu (np. mąż odwozi syna o 19-tej, kąpiel o 21-ej)
      a.
    • No tak. Czekam na następny krok, latortura. Najpierw nie chciałaś, żeby pasierb
      u Was bywał tak często. Teraz nie chcesz, żeby towarzyszył przy kąpieli Twojego
      przyrodniego brata (jak babcię laczkiem, nie rozumiem, w czym Ci to
      przeszkadza). Za chwilę pewnie okaże się, że obecność pasierba jest Ci solą w
      oku w ogóle, bo przecież "ona tatę miał tylko dla siebie", więc dlaczego Twoje
      dziecko nie?

      Piszesz, że nie wiesz, jak się z tym będziesz czuła. Ależ to jasne - pasierb
      będzie Ci przeszkadzał jeszcze bardziej, niż do tej pory.

      --
      Sprawdź, czy cię nie ma na Guglu! :P
      • > Za chwilę pewnie okaże się, że obecność pasierba jest Ci solą w
        > oku w ogóle, bo przecież "ona tatę miał tylko dla siebie", więc dlaczego Twoje
        > dziecko nie?
        >
        Przeciez tak juz bylo:

        "kocham dziecko które noszę i ono bedzie dla mnie wszystkim,
        i mam nadzieje ze M bedzie z nim spedzał sam an sam wiele czasu a nie dokładał
        zawsze syna do tych spotkan bo syn miał go kilka lat sam na sam gdy był mały,
        moje dziecko tez ma takie prawo,"

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=54609500&a=54779262
        • Wiem, kasiu, ale do tej pory tylko hipotetycznie. Teraz, obawiam się, to będą
          realia.

          --
          Sprawdź, czy cię nie ma na Guglu! :P
          • Pare słów ode mnie.
            Najpierw małe dziecko pojawilo sie u nas.Niedawno, bo jakies 8 miesiecy temu
            pojawiło sie u eksa.I sie zaczelo."Rytuał" wlasnie.Polega on własnie na
            wspolnym kapaniu dziecka o 19 kazdego dnia.No i dalej mamy nastepujace fakty-
            moj syn chodzi na zajecia w piatki do 19-30.Do czasu urodzenia sie dziecka eksa
            byl odbierany w piatki na caly weekend.Teraz nie jest , bo eks musi zdarzyc
            wykapac.Mowi mi to otwarcie.Zlozylam tez pare razy propozycje aby przyszedl na
            zebranie do szkoly.Nie-bo on sie za pozno dowiedzial i musialby poprosic swoja
            matke aby poszla do next wykapac mała.
            I wiecie co?
            Zastanawiam sie skad sie biora takie ksieznizki co dla takich bzdetnych
            rytuałów rujnuja porzadek innego dziecka, ktore i tak ma mało czasu z ojcem.W
            moim przypadku na dodatek tenze ojciec nigdy tak nie swietowal kapieli
            starszego dziecka gdy byl z nami.Bardziej swietowal gdy grała Legia w telewizji.
            A coz sie stanie jak jeden dzien nie wykapiesz niemowlaka?Tak sie brudzi caly
            dzien, ze mu sie krzywda stanie?A wziac dzieciaka pod pache i umyc tylek pod
            kranem w umywalce to takaie wielkie COS?
            Nie kumam, poprostu nie kumam tych ceregieli wokółksiezniczek co nigdy nie
            zostały same jak palec i nie musialy naprawde zajac sie dzieckiem.

            A teraz mnie zlinczujcie.No ale co poradze , ze kapiel czy zmienianie
            smierdzacej pieluchy to nie jest dla mnie zaden rytuał.Rytuał to dla mnie
            wspolny weekend z pasierbica.
            • > A teraz mnie zlinczujcie.No ale co poradze , ze kapiel czy zmienianie
              > smierdzacej pieluchy to nie jest dla mnie zaden rytuał.

              rytuał w znaczeniu stałego planu dnia, stałego rytmu pór jedzenia, spacerów,
              kąpieli, zasypiania. To naprawdę maluchom jest potrzebne. Natomiast z lekka
              dętym problemem jest to, czy takiego noworodka kąpie ojciec czy matka.
              a.
            • zgadzam się z Tobą, konkubinko. tez uwazam, że nic się nie stanie, jak mama
              wykapie dziecko czasem sama albo poprosi kogos innego o pomoc, jeśli sobie nie
              radzi.
              my staralismy się kąpać dziecko razem, ale zdarzało się nie raz, że kąpałam
              sama, bo NM nie mógł, chociaż nie z powodu pasierbicy. nie było problemu.
              chociaż muszę przyznać, że mój NM lubił wspólne zajmowanie się dzieckiem,
              starszą córką się nie zajmował za duzo, nie uczestniczył nigdy w kapieli, bo
              eksia wolała pomoc swojej matki. więc dla nas obydwojga było to coś nowego.
    • Dziewczyny uspokujcie się.
      Latortura nie wyrzuca jeszcze pasierba z domu, ale chce tylko skrócenia wizyt.

      > skoro i tak
      > czesto beda trwaly calymi dniami ?

      Wydaje mi się, że akceptuje wizyty dziecka u ojca.

      Braktalentu fajnie to napisała - jak latortura zostanie drugi raz matką, to nie wywali starszego z domu, żeby ojciec prawidłowo celebrował kontakt z młodszym dzieckiem :D
      Ale zapomniał wół jak cięlęciem był - 80% młodych matek jest tak przejęta swoim połogiem i dzieckiem jakby powiła Chrystusa.




      Latorturo - zbierasz cięgi za swoje wcześniejsze schizy, obawiam się, że np. ciemnejnocce nikt by tak nie napisał w świetle jej pracy nad kontaktem z pasierbicą :(

      --
      Najpierw przyszli po komunistów, ale nie protestowałem bo nie byłem komunistą. Potem przyszli po Żydów, ale nie protestowałem bo nie byłem Żydem. Potem przyszli po związkowców, ale nie protestowałem bo nie byłem związkowcem. Potem przyszli po katolików, ale nie protestowałem bo byłem luteraninem. Potem przyszli po mnie i nie było już komu protestować. Pastor Martin Niemoeller
      • stały rytm dnia jest potrzebny wszystkim dzieciom.I uwazam, ze narodziny
        dziecka bardziej godza w rytuały starszych dzieci niz tych swiezo narodzonych.
        I tak uwazam, ze skracanie wizyt jest brzydkie i uwazam, ze nocne wycie
        niemowlaka potrafi straszemu zaburzyc spokojny do tej pory sen.

        Poza tym rozwazanie czegos takiego przed porodem to gruba przesada.

        Moja next dwa lata temu krytykowala mnie wsrod znajomych za to , ze siedzac z
        małym dzieckiem w domu zostawiam syna w swietlicy po lekcjach.Bo przeciez majac
        małe dziecko moge bardzo duzo zrobic gdy syn ma lekcje.
        Teraz gdy ma małe dziecko , zeby cos zrobic wzieła nianie, bo jak twierdzi u
        tych samych znajomych , dziecko zaczelo siadac i juz nic sie nie da zrobic
        prrzy nim.
        Tak tez zmieniamy poglady jak nam wiaterek zawieje.A moze by tak pomyslec o
        innych, zwlaszcza dzieciach, nawet jesli śą cudze.

        I tak jak pisalam wyzej, nam tez eksia robi o wszystko problemy i wlasnie
        dlatego staralismy sie aby corma M i moj syn uczestniczyli w wiekszosci
        wspolnych rytualow.No ale ja moze nie jestem normalna:D

      • Hehe, sprawa jest trudna, ale nie dlatego, bo Eks żona nigdy nie zrozumie next
        żony i tak dalej (co stanowi jakże wygodny wykręt w takich dyskusjach), ale
        dlatego, bo inny jest punkt widzenia pierworódki, a inny matki wielodzietnej.
        Owszem, ja się zgadzam z Konkubinką (mamą dwójki), ale Lilith również ma rację:
        młode matki przezywają początki swojego macierzyństwa jakby co najmniej powiły
        Chrystusa (btw świetny tekst).
        Dla przykładu: mój wspaniały kuzyn, ojciec trójki dzieciaków, nota bene facet
        niezwykłego rozsądku i spokoju ducha, podczas niemowlęctwa pierworodnego
        przeżywał kąpiele jak kot marzec. Na przykład można się było z nimi umawiać w
        dni powszednie do 18.00 (kąpiel syna), zaś w weekendy do 16.00 (kąpiel syna).
        Wymyślili se z żoną, że kąpiel będzie rytuałem: tatuś, mamulka i bobo.
        Ostatnio gościlam u nich z racji narodzin najmłodszego. Między deserem a winem
        mama dziecka ulotniła się na moment, po czym wróciła z wykąpanym niemowlakiem
        rzucając coś mimochodem o zasypkach;)))
        Zapytałam się ich o różnicę w podejściu między pierwszym dzieckiem, a ostatnim-
        wybuchnęli serdecznym śmiechem.

        Mimo, iż nie podoba mi się wiele punktów w podejściu LaTortury do pasierba, to w
        tej sprawie rozumiem Jej racje.
        Jej zbójeckie prawo przezywać to swoje rychłe macierzyństwo z całym patosem,
        dobierając odcień zasłonek do pościeli i robiąc symulacje pierwszej kąpieli;)
        Przy drugim dziecku będzie oczywiście tak samo się cieszyć, ale to już nie jest
        ta święta podniosłość i poczucie, że stajemy się pępkiem świata- pierwszą
        rodzącą na tej planecie:)
        Dlatego nie przypuszczam, aby Wasze trzeźwe rady naprawdę Ją otrzeźwiły;
        świetnie będzie, jeśli ich całkowicie nie odrzuci i przynajmniej parę myśli
        pozostawi do rozważenia.

        Jeżeli mogę coś doradzić: staraj się po prostu mieć świadomość tej drugiej
        strony medalu, ktorą tak dobrze opisały BrakTalentu czu Konkubinka. I co jakiś
        czas myśl o tym pasierbie, któremu urodziłaś całkiem świeżego i nowego brata:)
        On też ma swoje uczucia i potrzeby.
        Myślę, że kijem się rzeki nie zawróci, w sensie: skoncentrowana Będziesz na
        swoim noworodku jak każda debiutująca matka, tym niemniej ćwiczenia z empatii
        tylko dobrze Wam zrobią. I pisząc "Wam" mam na myśli całą Twoją rodzinę.
        W chwilach załamania ogólnego i zniechęcenia myśl o perspektywie dwudziestu lat,
        kiedy więzi między rodzeństwem bedą dla TWOJEGO dziecka bardzo wazne. To powinno
        przywrócić problemowi właściwe proporcje.

        zyczę Ci powodzenia

        a.





        • totez polecam koncentracje na rytuałach w dni wolne od pasierba a gdy przyjdzie
          czas jego wizyty zmien pore kapieli.

          Ja gdy powijałam pierworodnego musiałam dostosowac sie do innych
          rzeczy .Dlatego nie patrze na to wylacznie z punktu widzenia wielorodki,
          macochy, samodzielnej.
          Poporstu wyznaje pogląd, że jesli trafil Ci sie porzadny facet to sie ciesz a
          nie szukaj problemu.
        • Tak sie nad jednym zastanawiam -czy mozna byc dobra matka dla wlasnego dziecka,
          nie majac w sobie empatii dla innych dzieci - w tym dla dziecka najblizszej
          osoby...
          Czy mozna dac mu zdrowa milosc i wychowac na dobrego czlowieka?
          --
          "Kicia Ty idealistka jesteś"
          m-m-m
          • Można Kiciu. To że czasami kontakty na linii macocha pasierby są niepoprawne,
            bądź niezadawalające, nieznaczy że każdorazowo jest to wina macochy. Często i
            gęsto na takie właśnie kontakty pracuje sam pasierb/ica, często jest to efekt
            knowań ex, która nie do końca sie pogodziła, że facet znalazł szczęście u boki
            innej. Sama jestem tego przykładem - Mała i ex 2,5 roku staraja się uprzykrzyć
            mi życie na wszelakie sposoby, więc kontakty nie wyglądają tak, jak to sobie
            kiedyś wymarzyłam. Jestem przy tym matką 13-latka i nie sądzę, żeby był źle
            wychowany, na tle pasierbicy tym bardziej widać różnicę w ich wychowaniach, na
            korzyść mojego syna.

            Nie wiem jakie kontakty ma z dziecki M Latortura, więc nie mnie oceniać. Ja
            myslę, że te ich sprawy sie unormują jak już przyjdzie co do czego. Nie ma co
            dzielić skóry na niedźwiedziu - jak urodzi, to się wtedy powinna martwić.
            --
            nie rób scen :)
          • " Tak sie nad jednym zastanawiam -czy mozna byc dobra matka dla wlasnego
            dziecka,

            nie majac w sobie empatii dla innych dzieci - w tym dla dziecka najblizszej
            osoby...
            Czy mozna dac mu zdrowa milosc i wychowac na dobrego czlowieka?"


            Buhahahahahahaha
            zapytaj samodzielne ? hahahaha
            przecież one nie pałają empatią do dzieci nexi .
            Pewnie wg twojego rozumowania nie są w stanie swoich wychować na dobrego
            człowieka . hahahahaha

            Co nawet ujawniło sie tutaj, :P
            no więc dlaczego to nowe dziecko ma ustępowac starszemu bo nie rozumiem ??
            Ja byłam wychowana inaczej mianowicie że słabszemu trzeba ustąpić !
            Ale tuatj przeczytałam, ze maluch może być myty na chybcika w kącie, byleby
            tylko pasierb nie odczuł się niekochany !
            Co to za pierdoły??

            W pełniej rodzinie jak rodzi się młodesze dziecko to starsze musi szybko
            nauczyć się cicho bawic, musi nauczyć sie, zę mam nie ma dla niego czasu
            zawłaszcza na początku, ze strszak musi sam zacząć dbac o siebie.
            A tu proszę ??
            Dowiedziałam sie, ze nexia ma se dziecię wziąć pod pachę ochlapac dupke i po
            kłopocie, bo tatulek musi jak do tej pory zabawiac pasierba, bo nuż by mu się
            to nie spodobało i doznałby jakiejś sakazy emocjonalnej :P
            no litości !!
            Czy wy sie czytacie?
            • > W pełniej rodzinie jak rodzi się młodesze dziecko to starsze musi szybko
              > nauczyć się cicho bawic, musi nauczyć sie, zę mam nie ma dla niego czasu
              > zawłaszcza na początku, ze strszak musi sam zacząć dbac o siebie.
              > A tu proszę ??

              To najprostsza droga do wyhodowania sobie zazdrosnego niegrzecznego starszaka.
              Psycholog, u ktorego bylismy przed narodzinami Zuzi, bardzo nas przestrzegal
              przed ta pulapka i radzil, zeby od poczatku bardzo pilnowac, zeby syn meza nie
              czul sie odsuniety na bok i mniej wazny. I dotyczy to tak samo pelnych jak i
              rekonstruowanych rodzin. A w tych rekonstruowanych jest to chyba jeszcze
              wazniejsze.
              • ale ja też jestem za umiarem !!
                ale tutaj panie się chyba zagalopowały :P
                i dlatego tak przewrotnie to napisałam :P

                " zeby od poczatku bardzo pilnowac, zeby syn meza nie
                > czul sie odsuniety na bok i mniej wazny. "

                no ale ty chyba nie zauwazyłaś , ze panie exie stoja tutaj na stanowisku, ze
                malucha nalezy maxymalnie odsunąc od ojca, bo ten musi tak jak dotychczas
                zajmowac swym pierworodnym :P

                A skoro pasierbowi stanie się krzywda, jak zobaczy jak ojciec myje maluszka, to
                czy przypadkiem większa krzywda nie stanie sie jak exie tak zawzięcie będzie
                walczyła o odciąganie M od nowej rodziny, przeciez pasierb nie będzie mógł
                nawiązac poprawnych relacji ani z macochą ani z przyrodnim rodzeństwem.
                I czy to będzie dla niego lepsziejsze???


                • > no ale ty chyba nie zauwazyłaś , ze panie exie stoja tutaj na stanowisku, ze
                  > malucha nalezy maxymalnie odsunąc od ojca, bo ten musi tak jak dotychczas
                  > zajmowac swym pierworodnym :P

                  Poćwicz czytanie ze zrozumieniem - nikt tu nie postulował czegoś takiego.

                  --
                  Najpierw przyszli po komunistów, ale nie protestowałem bo nie byłem komunistą. Potem przyszli po Żydów, ale nie protestowałem bo nie byłem Żydem. Potem przyszli po związkowców, ale nie protestowałem bo nie byłem związkowcem. Potem przyszli po katolików, ale nie protestowałem bo byłem luteraninem. Potem przyszli po mnie i nie było już komu protestować. Pastor Martin Niemoeller
                  • Nie????
                    to przeczytaj z uwagą posty konkubinki :P

                    np ten

                    Pare słów ode mnie.
                    Najpierw małe dziecko pojawilo sie u nas.Niedawno, bo jakies 8 miesiecy temu
                    pojawiło sie u eksa.I sie zaczelo."Rytuał" wlasnie.Polega on własnie na
                    wspolnym kapaniu dziecka o 19 kazdego dnia.No i dalej mamy nastepujace fakty-
                    moj syn chodzi na zajecia w piatki do 19-30.Do czasu urodzenia sie dziecka eksa
                    byl odbierany w piatki na caly weekend.Teraz nie jest , bo eks musi zdarzyc
                    wykapac.Mowi mi to otwarcie.Zlozylam tez pare razy propozycje aby przyszedl na
                    zebranie do szkoly.Nie-bo on sie za pozno dowiedzial i musialby poprosic swoja
                    matke aby poszla do next wykapac mała.
                    I wiecie co?
                    Zastanawiam sie skad sie biora takie ksieznizki co dla takich bzdetnych
                    rytuałów rujnuja porzadek innego dziecka, ktore i tak ma mało czasu z ojcem.W
                    moim przypadku na dodatek tenze ojciec nigdy tak nie swietowal kapieli
                    starszego dziecka gdy byl z nami.Bardziej swietowal gdy grała Legia w telewizji.
                    A coz sie stanie jak jeden dzien nie wykapiesz niemowlaka?Tak sie brudzi caly
                    dzien, ze mu sie krzywda stanie?A wziac dzieciaka pod pache i umyc tylek pod
                    kranem w umywalce to takaie wielkie COS?
                    Nie kumam, poprostu nie kumam tych ceregieli wokółksiezniczek co nigdy nie
                    zostały same jak palec i nie musialy naprawde zajac sie dzieckiem.

                    A teraz mnie zlinczujcie.No ale co poradze , ze kapiel czy zmienianie
                    smierdzacej pieluchy to nie jest dla mnie zaden rytuał.Rytuał to dla mnie
                    wspolny weekend z pasierbica.
                    • I chyba doszłam do senda problemu :D:D:D:D
                      exie poprostu zazdrszczą nexiom, ze ich byli nagle stali sie odpowiedzialnymi
                      ojcami , ale.... o zgrozo wobec dzieci nexi :P

                      • no to masz problem ze zrozumieniem.Bardzo duzy.
                        Najpierw u mnie pojawilo sie dziecko moje i mojego nowego partnera , ktory ma
                        corke.Urodzenie sie naszej corki nie burzyło porzadku mojej pasierbicy ani
                        mojego syna.Nie ograniczyło kontaktow pasierbicy z ojcem.I uwazam , ze nie mam
                        prawa z powodu narodzin corki czegokolwiek skracac i ograniczac , bo corka
                        mojego partnera jest z ojcem i tak za mało.

                        Natomiast narodziny dziecka mojego eksa burza porzadek mojego syna, ktory
                        widywal ojca regularnie co dwa tygodnie i czekal na te wizyty codziennie o tym
                        mowiac.I nagle gdy przychodzi na swiat drugie dziecko kapiele sa powodem do
                        skracania spotkan eksa z synem.

                        Dla mnie to , ze ja jestem samodzielna nie ma ztym nic wspolnego.
                        Uwazam, ze ojciec powinien raz na dwa tygodnie zmienic plany wzgledem mlodszej
                        corki.
                      • Tanie analizy psychologiczne ;-))

                        Ja nie mam czego zazdroscic. Moj Ex jest rownie nieodpowiedzialnym ojcem dla
                        kazdego z 5 swoich dzieci, moj Babelek nie jest tu zadnym wyjatkiem.
                        Natomiast moj partner jest rownie odpowiedzialnym ojcem dla corki i dla naszego
                        synka.
                        Za to go cenie i szanuje, bo wiem, ze cokolwiek sie stanie, moj synek na tym
                        nie ucierpi.

                        Ja nie lubie dzielic ludzi na Exow i Nextow, lubie ich dzielic na zyczliwych i
                        wrednych, zazdrosnych o pierdoly i dzielacych sie itp. W sumie zaluje ze sie
                        wypowiedzialam, bo po co? i do kogo?


                        --
                        "Kicia Ty idealistka jesteś"
                        m-m-m
                • > no ale ty chyba nie zauwazyłaś , ze panie exie stoja tutaj na stanowisku, ze
                  > malucha nalezy maxymalnie odsunąc od ojca, bo ten musi tak jak dotychczas
                  > zajmowac swym pierworodnym :P

                  Bzdura. Odsylam do postu mojego z wyliczeniami ile czasu ojciec spedza
                  z "bylym" dzieckiem, a ile z "obecnym" bedzie spedzal. I ten czas ma byc
                  jeszcze obciety, bo mlodej, przyszlej mamie przeszkadza obecnosc pasierba przy
                  kapieli. Bo ma wedlug niektorych PRAWO do celebrowania cholera wie czego. Jakos
                  nie czuje klimatu, ale moze dlatego, ze wraz z urodzeniem JEDYNEGO dziecka nikt
                  nie zaczal traktowac mnie jak swieta krowe, a i sama nie czulam takiej
                  potrzeby. I wszystko mialoby byc raz na dwa tygodnie, kiedy to ojciec mialby
                  nie uczesniczyc w kapielach niemowlecia, to staje sie dziajowa tragedia dla
                  niektorych macoch. Ale co tam te pozostale 12, czy 13 dni (bo nie wiem, czy
                  pasierb spedza i sobote i niedziele, czy tylko jeden z dni z ojcem). Ludzie
                  proporcje Wam sie popieprzyly chyba. Gdzie tu mowa o poswiecaniu malego dziecka
                  dla duzego???????????? I niech mi nikt nie mowi, ze codzienna obecnosc ojca w
                  domu to nic takiego, bo "wszyscy wiedza jak to wyglada w tygodniu", bo gdyby to
                  bylo takie NIC to niewiele zmienialby rozwod rodzicow, a jednak jakos wiele
                  zmienia dla dziecka i wlasnie ta codzienna obecnosc ma na to wplyw.

                  > A skoro pasierbowi stanie się krzywda, jak zobaczy jak ojciec myje maluszka

                  Nie sadze, aby stala sie pasierbowi krzywda, bo przeciez macocha nie dopusci do
                  jego obecnosci przy tych kapielach. Bo o tym jest ten watek, a nie o tym, ze
                  pasierb ma cos przeciwko uczestnictwu ojca w tych kapielach. Dla pasierba
                  moglaby byc to szansa na nawiazanie wiezi z rodzienstwem, z nowa rodzina ojca.
                  Ale po co? Najlpiej odseparowac "byle" dzieci, a potem biadolic, ze maja w
                  dupie potrzeby nowej rodziny i ojca jak bankomat traktuja.

                  > czy przypadkiem większa krzywda nie stanie sie jak exie tak zawzięcie będzie
                  > walczyła o odciąganie M od nowej rodziny,

                  W tym watku to macocha walczy o odciagniecie dzieka od swojej rodziny, bo
                  wedlug niej jest petajacym sie obcym podczas rodzinnych rytualow.
                  A jak ojciec sie zgodzi na odciagniecie wlasnego syna od rownie wlasnego nowego
                  dziecka to, swiadczyc bedzie tylko wlasnie o tym, ze dzieli dzieci na rowne i
                  rowniejsze. I kolejny raz powtorze, ze nie rozumiem w tym temacie mezczyzn, ze
                  tak lekko rezygnuja w wlasnych dzieci z powodu egoistycznych fochow nowych
                  partnerek, ktore a jakze MAJA PRAWO...

                  Podziawiam Dominika Twoja zdolnosc odkrecania kota ogonem.

                  --
                  Mezczyzna jest jak wisienka na torcie. Ale tort to ja i jestem dobra sama w
                  sobie. Nawet bez wisienki ;)
                  • Jasne ,że macocha ma prawo . I nawet tłumaczyć mi się tego nie chce . I
                    bezczelnie dodam,że córki mojego chłopa są mi totalnie obce .
                    --
                    nie moje małpy - nie mój cyrk
                    • Ika zaluje, ze nie jestes jedna z moich ulubienic, bo wyladowalabym na Tobie
                      moj PMS, a tak napisze Ci jedynie tak.
                      Moj chlop, macoch, czy ojczym, jak kto woli, nie ma prawa wymagac ode mnie
                      ograniczenia mojego czasu poswiecanego dziecku, czy uwazania, ze moje dziecko
                      zakloca rodzinne rytualy, a gdyby roscil sobie do tego prawo przestalby byc
                      moim chlopem. I na tym polega roznica. Moje dziecko nie musi byc dla niego
                      rodzina, czy kims waznym, on nie musi nic dla niego robic, ma AKCEPTOWAC i
                      SZANOWAC fakt, ze moje dziecko jest moja najblizsza rodzina i nie stawiac mnie
                      przed wyborami on, albo moje dziecko, co czesto czynia macochy i czym dla mnie
                      jest prawo do wywalania pasierba, bo trzeba wykapac nowe dziecko. I nie
                      przestanie mnie zadziwiac, ze ci durni faceci zawsze, a przynajmniej czesto
                      dokonuja wyboru nie krwi z wlasnej krwi, tylko baby, ktora dzis jest, a jutro
                      moze jej nie byc.
                      --
                      A w ogole to mam PMS.
                      • A wyładuj . A ja pozostanę przy swoim ,że macocha z kolei nie musi z uśmiechem
                        na gębie mieć w chałupie pasierba czy pasierbicę o każdej porze dnia i nocy (
                        niektóre mają jak ja , ale nie dośc że zła kobieta jestem to jeszcze głupia ).
                        I autorka postu bynajmniej nie wywala pasierba z ich życia tylko wstrętnie i
                        egoistycznie chce mieć chwilę pt. ja mój chłop i nasze dziecko . I do ku...
                        nędzy ja jakoś dopatrzyć się w tym nie mogę braku szacunku i akceptacji dla
                        pasierba a jedynie potrzebę odrobiny przestrzeni dla siebie i własnych potrzeb.
                        I w kwestii szacunku i akceptacji też stoję na stanowisku , że nie widzę
                        potrzeby zwalniania w tejże kwestii "biednych" pasierbiątek .. I nie pisz
                        głupoty pt. wybór krwi z własnej krwi bo jakoś ja się za cholerę nie
                        doczytałam ,że pasierb ma zniknąć z ich życia . I nie pisz o tym co czynią
                        macochy , bo jakoś drapieżnie mało jest takich jakie SM się snią i o jakich tak
                        straszliwie lubią pisać
                        --
                        nie moje małpy - nie mój cyrk
                        • mamaika napisała:
                          > I autorka postu bynajmniej nie wywala pasierba z ich życia tylko wstrętnie i
                          > egoistycznie chce mieć chwilę pt. ja mój chłop i nasze dziecko .

                          Ależ ona egoistycznie ma tę swoją wymarzoną chwilę codziennie przez 13 dni (na
                          dwa tygodnie) i jeżeli nie może tego swojego egoizmu schować w kieszeń dnia
                          czternastego (mając w perspektywie kolejnych 13 dni egoistycznej sielanki)to
                          IMHO kiepsko to o niej świadczy.

                          PS. Jestem w stanie zrozumieć "okres ochronny" zaraz po porodzie (np miesiąc
                          czy dwa, kiedy rodzice uczą się nowej roli a i dzieciątko maleńkie), ale
                          później - nie.
                          • że się tak brzydko wtrącę:

                            z tego co wyczytałam, wynika, że pasierb bywa równiez w tygodniu. Poza
                            sobotami, które tam spędza, przychodzi równiez na popołudnia po szkole w
                            tygodniu. Wyluzujcie wszystkie. Tak naprawdę to niewiele z Was potrafi podejść
                            do tematu racjonalnie. Pokazujecie skrajne poglądy na problem, albo albo. To
                            wszystko napewno da się jakoś pogodzić i nie trzeba pisac o macosze, że jest
                            złą kobietą, bo ma prawo do własnych odczuć i zaspakajania własnych potrzeb.
                            Nie można też pisać, żeby się definitywnie pozbyła pasierba itp. itd. Te
                            problemy się w jakiś sposób ułożą, jak już fakty staną się faktami, bez żadnego
                            teoretyzowania, tak jak jest teraz.



                            --
                            nie rób scen :)
                            • Z tego co przeczytałam, wynika, ze pasierb w chwilach wolnych od szkoły
                              przesiaduje u nich od rana do nocy dzień w dzień.Poród ma nastąpić w wakacje i
                              autorka pyta czy moze "wymagać" od M aby pasierb bywał rzadziej lub
                              krócej !!!!!!!

                              Tylko tyle , lub dla was aż tyle !!

                              Nie mam mowy o wywalaniu, Tylko o chęci pielęgnacji maluszka razem z M, a ze
                              macocha nie uwaza pasierba za swoja rodzinę i jak na razie nie ma ochcoty na
                              jego asystę przy myciu maluszka - to chyba jeszcze nie zbrodnia ??

                              • > Nie mam mowy o wywalaniu, Tylko o chęci pielęgnacji maluszka razem z M, a ze
                                > macocha nie uwaza pasierba za swoja rodzinę i jak na razie nie ma ochcoty na
                                > jego asystę przy myciu maluszka - to chyba jeszcze nie zbrodnia ??
                                >
                                Jesli macocha nie widzi faktu, ze byc moze dla niej pasierb nie jest rodzina,
                                ale jest RODZINA dla jej nowonarodzonego dziecka, i ze ograniczajac kontakty
                                miedzy dziecmi wyrzadza im niepowetowana krzywde - OBOJGU, to jest taka
                                sama "wlasciecielka dziecka" jak krytykowane powszechnie samomamy.
                                Niestety, przed urodzniem dziecka nie ma obowiazku pobierania nauk
                                przedrodzicielskich....
                                --
                                "Kicia Ty idealistka jesteś"
                                m-m-m
                              • > Nie mam mowy o wywalaniu, Tylko o chęci pielęgnacji maluszka razem z M, a ze
                                > macocha nie uwaza pasierba za swoja rodzinę i jak na razie nie ma ochcoty na
                                > jego asystę przy myciu maluszka - to chyba jeszcze nie zbrodnia ??
                                >
                                Jesli macocha nie widzi faktu, ze byc moze dla niej pasierb nie jest rodzina,
                                ale jest RODZINA dla jej nowonarodzonego dziecka, i ze ograniczajac kontakty
                                miedzy dziecmi wyrzadza im niepowetowana krzywde - OBOJGU, to jest taka
                                sama "wlasciecielka dziecka" jak krytykowane powszechnie samomamy.
                                Niestety, przed urodzniem dziecka nie ma obowiazku pobierania nauk
                                przedrodzicielskich....
                                --
                                "Kicia Ty idealistka jesteś"
                                m-m-m
                              • Dominiko, ja nigdzie nie demonizowałam Latortury, ja ją doskonale rozumiem.
                                Staram się tylko zachować zdrowy rozsądek i póki co nie ferować wyroków na
                                nikogo z nich. Możesz mi wierzyć bądź nie, ale w świetle świętości innych
                                macoch i SM jestem podłą, wredną żmiją. No cóż, nie powiem że mi przykro :))
                                --
                                nie rób scen :)
                          • Bebe a czytasz ze zrozumieniem ?
                            --
                            nie moje małpy - nie mój cyrk
                            • Generalnie tak, ale przyznaję się, że posty inicjujace wątek czytałam dosyć
                              dawno i trochę zapomniałam detale. Ponieważ (jak myślę każda z nas) nie jestem
                              obiektywna najbardziej utkwił mi w świadomości wydźwięk tych postów - pełen
                              niechęci do bogu ducha winnego dziecka i egzaltacji na temat JA i MOJE
                              maleństwo. Jako matka dwojga dzieci (i nie mająca jeszcze sklerozy) wiem, że
                              pierwsze tygodnie z noworodkiem są ciężkie. I gdyby post był w tonie "będzie mi
                              ciężko, bo dziecko maleńkie, czy można CZASOWO zmiejszyć częstotliwość
                              odwiedzin pasierba w domu" - pewnie nie byłoby sprawy. Tu natomiast na pierwszy
                              plan wybijało się "nie chcę go w domu przy NASZYCH RODZINNYCH rytuałach - bo
                              jest obcy", stąd, w pewnym, przyznaję, zacietrzewieniu, nie doczytałam, że
                              wizyty chłopca są częste.

                              PS. Czytając wypowiedzi niektórych pań, mimo, że nie jestem specjalnie
                              wierząca, myślę o dziękczynnej wizycie w kościele. A dziękować będę za to, że
                              uchronił moje dzieci przed egoistyczną, niedojrzałą, pozbawioną empatii
                              macochą, bo partnerka mojego byłego męża jest tego obrazu przeciwieństwem. I
                              gdyby w ich związku pojawiło się dziecko, to bardziej obawiałabym się braku
                              dojrzałości ojca, niż przykrości i afrontów (w stosunku do dzieci - ja tu
                              stroną nie jestem) z jej strony.
            • " Tak sie nad jednym zastanawiam -czy mozna byc dobra matka dla wlasnego
              > dziecka,
              >
              > nie majac w sobie empatii dla innych dzieci - w tym dla dziecka najblizszej
              > osoby...
              > Czy mozna dac mu zdrowa milosc i wychowac na dobrego czlowieka?"
              >
              >
              > Buhahahahahahaha
              > zapytaj samodzielne ? hahahaha
              > przecież one nie pałają empatią do dzieci nexi .
              > Pewnie wg twojego rozumowania nie są w stanie swoich wychować na dobrego
              > człowieka . hahahahaha


              Dominiko, Ty chyba jednej rzeczy nie potrafisz pojąć - dla kobiety eksi dziecko
              jej byłego męża NIE JEST dzieckiem najbliższej osoby, bowiem eks mąż NA PEWNO
              nie jest dla niej najbliższym czlowiekiem. Jest obcym człowiekiem. A wtedy, gdy
              ciągle nie jest - to nexie mają o to żal i z tym problemy.

              Tak więc Twój wywód powyżej jest bezsensowny.
              Chalsia
              --
              Jednak niektórzy ludzie to gady.
        • Za odrobinę rozsądku . A dla autorki wątku ode mnie jedno zdanie : masz prawo .

          --
          nie moje małpy - nie mój cyrk
    • zanim zaglebisz sie w rozwazania o swoich prawach jako matki ( sama nia jestem
      od 2 miesiecy wiec nie teoretyzuje ) zastanow sie czego chcialabys dla swojego
      dziecka gdyby ono kiedys stalo sie tym 2-gim.
      zastanawiam sie czy tak lekko byc sobie wazyla odsuwanie swojego dziecka bo
      pojawilo sie to nowe - lepsiejsze ??????

      twoj maz ma ogromna role do odegrania - to on musi polaczyc "mlot" i "kowadlo"
      zapewnic tobie i dziecku wzgledny komfort i nie zmieniac zwyczajowych spotkan
      ze swoim synem, bo ten z pewnoscia poczuje sie gorszy i odsuniety.

      jedno co powiedziala kicia - wszystkie pierworodki maja jakas dziwna tendencje
      do demonizowania swojej ciazy. jakie szczescie ze ja taka nie bylam.

      osobiscie zaluje ze moja pasierbica ciagle jest w stanach i nie mogla odwiedzic
      swojego brata w szpitalu od razu po narodzinach - to pieknie rodzaca sie wiez
      miedzy dziecmi i glupota jest nie dac temu okazji.
      po co powolujesz sie na stosunek eksi do was ??? nie ona jest tutaj strona.
      wyliczanie co daliscie dziecku - ponizej krytyki - sama nie bedziesz liczyc ile
      wydajesz na swoje a uwierz swiezo upieczonej matce to bedzie skarbonka bez dna.
      kiedys bronilam twojej postawy na macochach - teraz wydaje mi sie ze te co
      atakowaly twoja postawe mialy racje.
      • Dominiko to chyba ty nie umiesz czytac.Nikt nie mowi o myciu na chybcika.To juz
        w szpitalu nauczylam sie myc dziecko porzadnie pod kranem bez koniecznosci
        wzywania meza , matki, babki.Sama tez lubilam kapac dzieci z ich ojcem , w
        wanience, o stosownej porze.Ale gdy urodzilo sie moje drugie dziecko nie
        stawialam jej i nie stawiam na pozycji uprzywilejowanej.I dlatego potrafie zdac
        sobie sprawe, ze zarowno moj syn gdy sie urodzila mial ciezsze noce i dni jak i
        nie skracałam pobytu pasierbicy w domu z powodu swoich achów i ochów czy tez
        innych fochow.Jestem przeciwna traktowaniu nierownemu dzieci czy to rodzenstwo
        rodzone czy przyrodnie czy dzieci w szkole albo przedszkolu.Tak samo nie
        popieram rasizmu jak i tego , ze jakiemus dziecku dzieje sie gorzej bo pojawia
        sie mlodsze.Podobnie z kobietami i mezczyznami.Nie podoba mi sie jak zona
        idzie w odstawke bo pojawia sie na horyzoncie mlodsza.Powody powinny byc
        powazniejsze niz tylko jakies zachcianki.

        Nikt nie odbiera matce prawa do wybierania zaslonek , lozeczek i spedzania
        czasu z mezem i dzieckiem na pielegnacji dziecka.Jednak ja osobiscie staralam
        sie robic jak najwiecej rzeczy z pozostalymi dziecmi i to ,ze pasierbica
        pomagała nam wybierac chocby imie dla dziecka nie sprawilo , ze stracilam
        jakies niezapomniane chwile.

        A stosunek eksi nie ma tu nic do rzeczy.Mambo mowisz o innej sprawie.Tu mamy do
        czynienia z regularymi wizytami u ojca, ktore maja ulegnac skróceniu ,bo Pani
        chce miec rodzine w postaci siebie , meza i dziecka a pasierb najwyrazniej jest
        dl aniej zlem koniecznym.

        • konkubinko
          z przykrościa donosze , ze to nie umiesz czytać :P
          bo latortura nie chce zakazać pobytu pasierba w ich domu, tylko chce żeby ten
          pasierb mniej czasu spędzał z nimi w wakacje, bo wtedy urodzi sie dziecko i ona
          jak kazda matka chce ten czas przede wszystkim spędzić z dzieckiem, a nie robić
          kanapki paiserbowi, bo jak wiadomo M jest w pracy :P
          A ona nie ma etetu niańki pasierba i nikt jej za to nawet dziekuję nie powie,
          bo exia uwaza to za jej obowiązek :P

          jak dla mnie najlepszym wyjściem byłoby wysłanie pasierba na 2tyg wakacje
          gdzieś ;)))
          młody poznał by nowych kolegów, a latortura miałaby więcej czasu na opanowanie
          opieki nad niemowlakiem - tylko pozostaje kwestia co na to exia??



        • konkubinka napisała:

          > A stosunek eksi nie ma tu nic do rzeczy.Mambo mowisz o innej sprawie.Tu mamy
          do
          >
          > czynienia z regularymi wizytami u ojca, ktore maja ulegnac skróceniu ,bo Pani
          > chce miec rodzine w postaci siebie , meza i dziecka a pasierb najwyrazniej
          jest
          >
          > dl aniej zlem koniecznym.
          >

          Konkubinko, ja nawiązałam do wypowiedzi Kici, która założyła tezę - tak w
          skrócie - że kobieta, która nie ma odpowiednich stosunków z pasierbami, nie
          może być dobrą matką.... I ja zaprzeczyłam tej tezie na swoim przykładzie. I
          jeżeli chodzi o moje kontakty z pasierbicą, to niestety czy mi się to podoba
          czy nie, pasierbica na początku bywała u nas w każdy weekend od piatku wieczora
          do n iedzieli wieczora, ale z racji jej fatalnego zachowania względem mnie oraz
          mojego syna, oraz z racji humorów ex teraz bywa rzadziej. M stara się żeby to
          było co 2 tyg. ale wszystko w rękach właścicielki exi. Więc mogę rzec mimo
          wszystko, że pasierbicę widuję regularnie, nie ma między nami więzi, natomiast
          uważam i nie tylko ja, że jestem dobrą matka dla swojego syna. Przez 2 lata
          mimo wszelakich kłód rzucanych mi pod nogi starałam się być dobrą macochą, ale
          się poddałam, wrzuciłam na luz jak to sie mówi :)

          --
          nie rób scen :)
          • u mnie to samo , bardzo podobna sytuacja.Lata staralam sie byc dobra macocha,
            dlatego tez moge spojrzec w lustro i w oczy mojego faceta i powiedziec"jestem w
            porzadku".A wiadomo , ze na niektore rzeczy wplywu nie masz gdzy dziecko jest
            24 na dobe z osoba, ktora pierze mu mozg regularnie.
            Plusem calego watku jest to , ze Latortura pyta czy ma prawo.Gorzej gdyby
            poprostu tak postapila nie biorac nic pod uwage.
            • U mnie 2 lata, wystarczająco długo. Jestem bardziej niż pewna, że sporo kobiet
              na moim miejscu już po plół roku by odpuściło i po olbrzymiej dawce rozkosznych
              zachowań Małej, zakazałoby jej wstępu do domu. Teraz to już dla mnie normalka,
              aczkolwiek czytając niektóre z nas pałam wstretną i wredną :)) zazdrością, że
              maja fajne pasierbiątka. Na [początku głowę miałam pełną marzeń o naszej nowej
              rodzinie, w której Mała miała brać aktywny udział. Marzenia okazały się mzonką
              i pozostał mi tylko niesmak po Małej i exi, oraz permanentna niechęć do
              pasierbicy (o ex już w tej chwili nie wspomnę, co czuję :))

              A pewnie że dobrze że się pyta. Ja sobie głowę dam uciąć, że jak przyjdzie co
              do czego, to i tak sytuacja i zachowania będą siametralnie różne od tego, co
              teraz planuje :) Taki lajf :))
              --
              nie rób scen :)
    • witam, jestem macochą trójki wspaniałych chłopaków, sama posiadam syna z
      poprzedniego związku i aktualnie jesteśmy z M rodzicami "wspólnej" córeczki. Od
      początku chłopcy uczestniczyli w "rozwoju" swojej siostry lub brata, o płci
      dziecka dowiedzieliśmy się dwa tygodnie przed porodem, potem dowiedzieli się od
      NAS że mała będzie potrzebować troszkę czasu na poznanie nowego otoczenia i
      odwiedzili nas po kilku dniach, nie było żalów ani pretensji bo potrafiliśmy im
      to wytłumaczyć, teraz są wspaniałymi braćmi, opiekują się małą zawsze kiedy
      przyjadą, mogę na nich liczyć. Wydaje mi się, że możesz wymagać od Młodego
      ograniczenia wizyt, tylko po pierwsze musisz to uzgodnić z M, a po drugie
      musicie Młodemu to wytłumaczyc-DLACZEGO TAK. życzę powodzenia i gorąco
      pozdrawiam,
    • latortura napisała:

      > chodzi mi o to, ze beda wakacje gdy urodzi sie nasze dziecko,
      > wiem, ze wizyty chlopca beda czeste,
      > czy mam prawo wymagac, by byly one skrocone do godziny. 18-19, skoro i tak
      > czesto beda trwaly calymi dniami ?

      W pierwszym miesiacu zycia dziecka nigdy bym nie pozwolila na zblizanie sie
      (obojetnie kogo) do noworotka. Mam w sasiedctwie przypadek zarazenia sie
      noworotka w pierwszych tygodniach zycia opryszczka, przerzucilo sie na mozg,
      dziecko bedzie niepelnosprawne do konca zycia.
      • brr straszysz ..
        Takie historie to jest ostatnia rzecz jakie mlode mamusie powinny
        slyszec i tak ma czlowiek hopla , dziecko jest pod stala intensywna
        kontrola , wystarczy ze kupka troche nie tak , albo temperaturka
        troche wyzej i juz na ostry dyzur , lekarze patrza na ciebie jak na
        stuknieta:-)).
        U nas nawet wymyslili taka line telefoniczna gdzie mozna cala dobe
        pogadac z pielegniarka , przypuszczam ze rowniez i dla tego zeby
        mlode mamusie nie korkowaly sluzby medycznej.
        Nie twierdze ze takie przypadki sie nie zdarzaja ale
        prawdopodobienstwo chyba mniejsze niz trafienia piorunem.
        • Dla mnie jest nieco niezrozumiałe Twoje lekceważace podejście do tego o czym
          pisze Luna. Oczywiście pewnie wg Ciebie, Joanna, takie historie zdarzają się
          tylko innym.

          Tyle, ze jak się Twojemu dziecku lub Tobie to przytrafi to inaczej będziesz
          pisać.

          Małe dziecko jest bardzo wrażliwe i byle wirus moze spowodować nieodwracalne
          szkody.

          • sorry, ale opryszczką przez nachuchanie się nie zarazisz, musiał ktoś to dziecko
            w dziub całować. a najprostszy i najczęstszy sposób zarażenia noworodka
            opryszczką to... poród. i najniebezpieczniejszą odmianą, bo nie "zimnem", które
            nam się z opryszczką kojarzy tylko płciową.
            btw jak wyobrażacie sobie izolowanie dziecka przez m-c? od babci, która
            przyjdzie córce ugotować obiad :-) od taty, który cały dzień jest wśród
            kichaczy? od rodzeństwa, które własnie wróciło z przedszkola?
            zdrowego rozsądku wszystkim młodym mamom życzy :-)
            młoda ;-) mama
            z.
            • Potwierdzam kwestie opryszczkowa - najpewniej zarazenie przy porodzie.
              --
              "Kicia Ty idealistka jesteś"
              m-m-m
              • Dlatego moj doktor na pare dni przed porodem wzial wymaz
                i sprawdzil na obecnosc
                bakterii .
                • dziewczyny mam taka zasade; jak sie na rzeczy nie znam, to nie zabieram glosu.

                  Studiowalam medycyne wiec wiem o czym mowie (czytaj: "Opryszczkowe zapalenie
                  opon mózgowych i mózgu":

                  "Zapalenie opon mózgowo rdzeniowych i mózgu może czasami towarzyszyć
                  opryszczkowemu zakażeniu narządów płciowych, choć większość przypadków tej
                  najcięższej postaci choroby jest wywoływane przez wirusa HSV-1 czyli tego
                  odpowiedzialnego za wywoływanie zmian w górnej części ciała".

                  pl.wikipedia.org/wiki/Zaka%C5%BCenia_opryszczkowe
                  A to tylko jest i tak w skrocie napisane (wytlumaczone).

                  • w takim razie proszę pani doktor (?) o wytłumaczenie laikowi w jaki sposób
                    można zarazić noworodka wirusem opryszczki "...czyli tego
                    > odpowiedzialnego za wywoływanie zmian w górnej części ciała" jeżeli nie
                    mizianiem dziub w dziub i jak to się ma do izolowania dziecka przez pierwszy
                    miesiąc życia. A skoro mowa o tym w wątku latortury to wytłumacz jej jeszcze,
                    że ojciec nie powinien zbliżać się do dziecka (czyt. kapać) przez pierwszy
                    miesiąc życia maluszka (jeżeli mamy być konsekwentni nie tylko w stosunku do
                    pasierbów ;-))
                    a.

                    ps. polecam zwrócenie uwagi na fragment" ...choć większość przypadków tej
                    > najcięższej postaci choroby ..", chyba, że miałaś wgląd do dokumentacji
                    medycznej sasiadki, wtedy jeszcze raz uprzejmie proszę o wyjasnienie dróg
                    przenoszenia wirusa opryszczki, a także informację ile statystycznie osób jest
                    nosicielem tego nieprzyjemnego wirusa (bo skądinąd wiem, że jest to baaaardzo
                    duża część populacji, a macierzyństwo nosicielstwa nie wyklucza ;-)).

                    pps. a miziać dziub w dziub, całować po rączkach etc. nie tylko z noworodkiem,
                    ale i z niemowlakiem i z małycm dzieckiem nie powinna nawet matka (nie
                    wspominając o obcych!). trzeba zachować rygory w ramach zdrowego rozsądku
                    a.
                    • zielnaa napisała:

                      > w takim razie proszę pani doktor (?) o wytłumaczenie laikowi w jaki sposób
                      > można zarazić noworodka wirusem opryszczki "...czyli tego
                      > > odpowiedzialnego za wywoływanie zmian w górnej części ciała" jeżeli nie
                      > mizianiem dziub w dziub i jak to się ma do izolowania dziecka przez pierwszy
                      > miesiąc życia. A skoro mowa o tym w wątku latortury to wytłumacz jej jeszcze,
                      > że ojciec nie powinien zbliżać się do dziecka (czyt. kapać) przez pierwszy
                      > miesiąc życia maluszka (jeżeli mamy być konsekwentni nie tylko w stosunku do
                      > pasierbów ;-))
                      > a.
                      >
                      > ps. polecam zwrócenie uwagi na fragment" ...choć większość przypadków tej
                      > > najcięższej postaci choroby ..", chyba, że miałaś wgląd do dokumentacji
                      > medycznej sasiadki, wtedy jeszcze raz uprzejmie proszę o wyjasnienie dróg
                      > przenoszenia wirusa opryszczki, a także informację ile statystycznie osób
                      jest
                      > nosicielem tego nieprzyjemnego wirusa (bo skądinąd wiem, że jest to baaaardzo
                      > duża część populacji, a macierzyństwo nosicielstwa nie wyklucza ;-)).
                      >
                      > pps. a miziać dziub w dziub, całować po rączkach etc. nie tylko z
                      noworodkiem,
                      > ale i z niemowlakiem i z małycm dzieckiem nie powinna nawet matka (nie
                      > wspominając o obcych!). trzeba zachować rygory w ramach zdrowego rozsądku
                      > a.




                      Wykpiwaniem zagrozenia do niczego nie dojdziemy. Uważam, ze zdrowy rozsądek
                      przede wszystkim nakazuje, ograniczenie źródeł zakażenia przy noworodku.


                      --
                      Nowa Rodzinka II
                      • nie kpię, pytam serio, choć może faktycznie bez sieriożnej czołobitności.
                        konkretu żadnego od pani studiującej medycynę nie otrzymałam. sama mam
                        dwumiesięczne dziecko, więc jestem autentycznie ciekawa. tym bardziej, że w
                        szpitalach położniczych do jeno, dwudniowych noworodków i położnic wejść z ulicy
                        może dosłownie każdy powyżej siódmego roku życia. kłóci mi się to nieco z zasadą
                        ścisłej izolacji dziecka w ciągu pierwszego miesiąca jego życia. co nie oznacza,
                        że jestem zwolenniczką hucznych imprez nad nowonarodzonym, ale wizytami
                        najbliższej rodziny (jeśli tylko nie kichają-prychają) chyba nie ma po co
                        straszyć na wyrost.
                        a.
                        • Żeby można było wykpić zagrożenie musi się ono najpierw pojawic.
                          Jednak ja tu nie widzę zagrożenia- cóż niby miałoby nim być? Obecność starszego
                          brata?
                          Normalni ludzie, którzy odwiedzają noworodka (dziadkowie, rodzeństwo itd) na
                          ogół nie wymieniają z nim płynów fizjologicznych, tylko ograniczają się do
                          uściśnięcia małej łapki względnie popatrzenia z bliska.
                          Tak więc przepraszam, ale co jest tutaj "zagrożeniem"? Bo ja go nie widzę.
                          Bezsensem jest właśnie nastawianie młodych matek (które są i bez tego
                          nadgorliwe) na konieczność obrony swojego potomstwa przed okrutnym światem,
                          który tylko czyha z opryszczką i wszelkim złem tej planety.
                          Do tych samych bajek należy zakwalifikować teksty o ścisłej izolacji małego
                          człowieka.
                          Jasne- namiot tlenowy i mycie zabawek w domestosie, a za parę lat widowiskowa
                          alergia, bo organizm mający styczność z nienaturalnie wyjałowionym środowiskiem
                          poległ przy pierwszym kontakcie ze środowiskiem NATURALNYM.
                          Nie wiem czy wiecie, ale jeszcze 30-20 lat temu położne nakazywały młodym matkom
                          odkażać brodawki spirytusem, co by małego człowieka nie skazić "groźną" florą
                          bakteryjną pochodzącą od własnej matki... Strach pomysleć, jak okropnie musiało
                          być to dziecko wczesniej skażone, skoro dziewięć miesięcy przebywało w
                          -wybaczcie to straszne, biologiczne słowo- macicy. Dobrze, że nie ordynowano
                          głębokich irygacji z denaturatu.

                          więcej dystansu.

                          a.
                          • jejku, aż mnie zemdliło ze strachu po przeczytaniu niektórych postów. mój ex
                            jest w oczekiwaniu na dziecko i jak na razie tylko ja dbam o to, żeby Młody się
                            z nowego rodzeństwa cieszył. widzę, że jak ono się urodzi będzie tylko gorzej
                            dla Młodego... strasznie mu współczuję...
                            musisz pamiętać, że chociaż pasierb nie jest twoją rodziną, jest rodziną twojego
                            dziecka, które ma się narodzić. co powiesz swojemu dziecku jak się zapyta, czemu
                            jego brat jest wypychany z domu?
                            --
                            kubowa
                            'idealną żoną jest każda kobieta, która ma idealnego męża.'
                            • > jak na razie tylko ja dbam o to, żeby Młody się
                              > z nowego rodzeństwa cieszył.

                              Opierajac sie na wlasnym doswiadczeniu odpuscilabym na Twoim miejscu takie
                              nastawianie pozytywne dziecka, bo to dziecko potem wlasnie bedzie chcialo
                              zobaczyc rodzienstwo, bedzie chcialo miec to rodzenstwo. Moj ex po urodzeniu mu
                              sie dziecka natychmiast pobiegl do sadu po obnizke alimentow, a potem przestal
                              widywac sie z moim synem. A ja tez nastawialam pozytywnie dziecko do
                              siostrzyczki i uwazam, ze niepotrzebnie namieszlam mu tym w glowie, bo potem
                              bylo mu podwojnie przykro, bo moj syn zawsze marzyl o siostrzyczce wlasnie.

                              > widzę, że jak ono się urodzi będzie tylko gorzej
                              > dla Młodego...

                              Niestety w wiekszosci przypadkow tak wlasnie jest. Sa oczywiscie jakies
                              odstepstwa od tej reguly.

                              > co powiesz swojemu dziecku jak się zapyta, czemu
                              > jego brat jest wypychany z domu?

                              Jak to co? Ze to nie rodzina i macocha ma prawo do cieszenia sie swoja
                              wspaniala trzyosobowa rodzina i zadni obcy nie maja prawa zaklocac spokoju.
                              Smutne? Smutne. Ale przeciez nie dla wszystkich.
                              --
                              Nowa Rodzinka II
                              • pelago, załamujesz mnie:( przypadek mojego ex nie wygląda jakby miał być
                                wyjątkiem. chyba faktycznie przesadzam z tym podsycaniem szczęścia mojego syna.
                                mam tylko nadzieję, że to nie ja będę musiała mu tłumaczyć postępujące zAnikanie
                                tatusia...
                                --
                                kubowa
                                'idealną żoną jest każda kobieta, która ma idealnego męża.'
                                • > nadzieję, że to nie ja będę musiała mu tłumaczyć postępujące zAnikanie
                                  > tatusia...

                                  Nie oszukiwalabym sie na Twoim miejscu, bo "znikniety" nie wytlumaczy.
                                  Przykro mi :(

                                  --
                                  Mezczyzna jest jak wisienka na torcie. Ale tort to ja i jestem dobra sama w
                                  sobie. Nawet bez wisienki ;)
                          • mrs_ka napisała:

                            > Żeby można było wykpić zagrożenie musi się ono najpierw pojawic.
                            > Jednak ja tu nie widzę zagrożenia- cóż niby miałoby nim być? Obecność
                            starszego
                            > brata?
                            > Normalni ludzie, którzy odwiedzają noworodka (dziadkowie, rodzeństwo itd) na
                            > ogół nie wymieniają z nim płynów fizjologicznych, tylko ograniczają się do
                            > uściśnięcia małej łapki względnie popatrzenia z bliska.
                            > Tak więc przepraszam, ale co jest tutaj "zagrożeniem"? Bo ja go nie widzę.
                            > Bezsensem jest właśnie nastawianie młodych matek (które są i bez tego
                            > nadgorliwe) na konieczność obrony swojego potomstwa przed okrutnym światem,
                            > który tylko czyha z opryszczką i wszelkim złem tej planety.
                            > Do tych samych bajek należy zakwalifikować teksty o ścisłej izolacji małego
                            > człowieka.
                            > Jasne- namiot tlenowy i mycie zabawek w domestosie, a za parę lat widowiskowa
                            > alergia, bo organizm mający styczność z nienaturalnie wyjałowionym
                            środowiskiem
                            > poległ przy pierwszym kontakcie ze środowiskiem NATURALNYM.
                            > Nie wiem czy wiecie, ale jeszcze 30-20 lat temu położne nakazywały młodym
                            matko
                            > m
                            > odkażać brodawki spirytusem, co by małego człowieka nie skazić "groźną" florą
                            > bakteryjną pochodzącą od własnej matki... Strach pomysleć, jak okropnie
                            musiało
                            > być to dziecko wczesniej skażone, skoro dziewięć miesięcy przebywało w
                            > -wybaczcie to straszne, biologiczne słowo- macicy. Dobrze, że nie ordynowano
                            > głębokich irygacji z denaturatu.
                            >
                            > więcej dystansu.
                            >
                            > a.



                            Mrs_ka, Zielna,
                            Na szczęście żyjemy w wolnym kraju i każda z nas moze praktykowac takie czy
                            inne "normy" w spotkaniach z noworodkiem.

                            Ja, jako matka dwojga dzieci, stoje na stanowisku, ze kontakt z dziadkami,
                            pociotkami, kuzynami, koleżankami i koleżankami koleżanek warto jest
                            ograniczyć. Dokładnie dla tych powodów, które poniżej opisała Natasza.

                            Piszesz, ze żeby można było wykpić zagrożenie musi się ono najpierw pojawic.
                            .

                            A ja uważam, że jak zagrozenie się pojawi, to już jest za późno.
                            Zagrozenia, przynajmniej na początku życia dziecka powinno się unikać.
                            Jeśli uważasz inaczej to Twoje prawo, Twoje dzieci.

                            Oczywiście, że nie tyczy się to tylko i wyłącznie pasierba, ale RÓWIEŻ jego.
                            Pasierb, dziecko chodzące do szkoły ma kontakt z wirusami, bakteriami na które
                            on już jest odporny noworodek jeszcze nie.

                            W zeszłym roku u nas w biurze, dzieci koleżanki rozchorowały się na chorobę
                            legionisty. Wiesz, ile takich przypadków jest w Polsce? 20 może 25.

                            Dziewczyna nigdzie nie podróżowała, z klimatyzacją miała taki kontakt jak my
                            wszyscy. Jedno z dzieci wymagało potem bardzo intensywnej rehabilitacji.

                            Nie wiadomo, skąd sie to wzieło.

                            Mi chodzi o to, ze zagrozenie jest i nie powinno się dodatkowo go prowokować.

                            I tyle.

                            --
                            Nowa Rodzinka II
                            • pytanie pierwsze - gdzie mieszkało twoje starsze dziecko przez miesiąc po
                              urodzeniu młodszego?
                              pytanie drugie (ponownie) - dlaczego do szpitala położniczego może wejść każdy
                              (nawet bez ochraniaczy na obuwie, czy fartucha ochronnego)?
                              pytanie trzecie - po co straszyć JEDNOSTKOWYMI przykładami zagrożeń przyszłą
                              matkę, która z natury rzeczy już jest ciężko przerażona, a której każda pomoc w
                              czasie połogu się przyda? i kto proponuje zapraszanie ciotek i znajomych? nie ma
                              to, jak polemizować z tezami, których nikt nie postawił ;-)
                              posługując się twoją licencja poetica "ja, jako matka trojga dzieci" nie
                              zdecydowałam się na zaprowadzenie warunków szpitalnych w domu po powrocie z
                              trzecim dzieckiem, mąż też się nie wyprowadził, dzieci z domu nie wyrzuciłam,
                              mimo, że średniak na drugi dzień rozchorował się na zapalenie gardła, najstarszy
                              po kolejnych dwóch dniach na grypę, zaraz też dołączył do nich tata. ja sama
                              wyszłam ze szpitala z koszmarnym zapaleniem oskrzeli, jednym słowem - sajgon.
                              nie chcę przez to powiedzieć, że można szaleć ile się chce ignorując realne
                              zagrożenia, ale o to, że minimalizować minimalizować je można w różny sposób -
                              można zamknąć przed wszystkimi drzwi, a można zachować najprostsze środki
                              bezpieczeństwa: ograniczyć wizyty do najbliższych - mamy lub siostry, która np.
                              pomoże ugotować obiad, dbać, by osoby przychodzące do domu nie były
                              przeziębione, a jeśli to niemożliwe, bo to np. tata jest chory - wtedy powinien
                              dbać o częste mycie rąk, nie brać dziecka na ręce, używać maseczki. no i jeszcze
                              jedno - na samym początku dziecko karmione piersią jest w dużej mierze chronione
                              przez system odpornościowy matki, w kolejnych miesiącach zmienia się to na rzecz
                              rozwijającej się odporności malca.
                              pozdr
                              a.
                              ps odpowiadając na post nie wklejaj go całego - jest nawet na ten temat punkt w
                              netykiecie ;-)


                              --
                              przepraszam za brak wielkich liter, ale mam sprawną jedną rękę, a drugiej zalega
                              ssak ;-)
                              • Zielnaa, rozumiem, ze masz problemy z pisaniem z przyczyn obiektywnych, ale
                                chyba też rozumiesz w postach to, co chcesz.

                                Ja nie neguję Twojego podejscia, Twoją sprawą jest, że przy noworodku były
                                chore osoby na zapalenie gardła i grypę, wyszliście z tego cało i zdrowo, no i
                                fajnie, ze wszystko dobrze się zakończyło.

                                Nie przyszło Ci jednak do głowy, że miałaś w tym sporą dawke szcześcia?
                                Szczęścia, którego mogą nie mieć inne mamy?
                                To że Twoje dziecko było na tyle odporne, ze nie załapało grypy kończącej się
                                na na przykład powikłaniami neurologicznymi typu zespołu Guillian-Barré,
                                poprzecznym zapaleniem rdzenia, zapaleniem mózgu i opon mózgowych.

                                Ja postapiłabym inaczej i to jest moje prawo, trochę tolerancji, może pozwoli
                                Ci zrozumieć, ze inne osoby mają prawo do innego sposobu patrzenie na pewne
                                sprawy.

                                Zresztą pisałam już wyżej i nizej, nie podoba mi się postawa Latorury w
                                stosunku do pasierba, a celebrację związaną z nadejsciem nowego dziecka uważam,
                                za przesadną.

                                Niemniej jednak, akurat częste pobyty pasierba zaraz po porodzie i w okresie
                                noworodkowym nie uważam, ani za konieczne, ani za niezbędne.

                                Bo zdecydownie co innego pomoc matce w połogu, a co innego opieka nie tylko nad
                                własnym pierwszym dzieckiem ale i nad pasierbem.

                                A co do Twoich pytań, mój syn mieszkał z nami, był zdrowy.

                                > pytanie drugie (ponownie) - dlaczego do szpitala położniczego może wejść każdy
                                > (nawet bez ochraniaczy na obuwie, czy fartucha ochronnego)?

                                Bo uważa sie, ze ryzyko, zakażenia dziecka jest niewielkie. I się z tym zgodzę,
                                nawet jeśli dziecko sie zarazi, w szpitalu, szbyciej bedzie mozna mu udzielic
                                pomocy.

                                > pytanie trzecie - po co straszyć JEDNOSTKOWYMI przykładami zagrożeń przyszłą
                                > matkę, która z natury rzeczy już jest ciężko przerażona, a której każda pomoc
                                w > czasie połogu się przyda? i kto proponuje zapraszanie ciotek i znajomych?
                                nie ma > to, jak polemizować z tezami, których nikt nie postawił ;-)

                                Moja droga, gorzej bedzie jak Ty lub Twoje dziecko bedzie tym jednostkowym
                                wyjątkiem. A co do ciotek, tu przeginasz;-)) Ciotki prędzej pomogą niż
                                nastoletni pasierb, prawda?


                                Co do zasady, uważam, że nic sie nie stanie o ile z wizytami pasierba sie
                                trochę przeczeka, Latortura pożyje i pocelebruje z meżem, a potem będzie
                                naprawdę zadowolona, kiedy dzieciak będzie chciał sie pobawic z przyrodnim
                                bratem, bo jest duża szansa , że kańce kańcow tak sie to w końcu zakończy.




                                --
                                Nowa Rodzinka II
                                • lady_telimena napisała:

                                  > Zielnaa, rozumiem, ze masz problemy z pisaniem z przyczyn obiektywnych, ale
                                  > chyba też rozumiesz w postach to, co chcesz.

                                  nie ja jedna ;-)


                                  , Twoją sprawą jest, że przy noworodku były
                                  > chore osoby na zapalenie gardła i grypę,

                                  nie kazdy ma możliwość wyekspediowania chorych dzieci z domu
                                  >
                                  > Nie przyszło Ci jednak do głowy, że miałaś w tym sporą dawke szcześcia?
                                  > Szczęścia, którego mogą nie mieć inne mamy?

                                  szczęścia? pewnie trochę tak. Poza tym sporo: wiedzy, doświadczenia,
                                  konsekwencji i wsparcia świetnego pediatry. Moje doswiadczenie nie miało być
                                  obowiązujacym wzorcem dla młodch matek, raczej pokazaniem, że w podbramkowych
                                  sytuacjach można sobie poradzić, pocieszeniem, że nawet, jeśli młody tata się
                                  rozchoruje, to mama nie musi odchodzić od zmysłów ze strachu przed
                                  natychmiastową choroba maleństwa - inni mieli gorzej i dali radę ;-) A przy tym
                                  małą kontrą do tezy, że noworodki trzeba_izolować. BTW nie otrzymałam opowiedzi
                                  (wiem, że nie od Ciebie) na temat sposobów przenoszenia opryszczki - bo od tego
                                  ten podwątek się rozpoczął


                                  > To że Twoje dziecko było na tyle odporne, ze nie załapało grypy kończącej się
                                  > na na przykład powikłaniami neurologicznymi typu zespołu Guillian-Barré,
                                  > poprzecznym zapaleniem rdzenia, zapaleniem mózgu i opon mózgowych.

                                  powiem więcej: nie moje dziecko było odporne - wszak chyba Ty pisałaś, że w tym
                                  wieku odporności żadnej nie ma, wystarczyło założenie w domu "strefy dla
                                  zadżumionych" ;-) i kilka zasad bezpieczeństwa



                                  > Niemniej jednak, akurat częste pobyty pasierba zaraz po porodzie i w okresie
                                  > noworodkowym nie uważam, ani za konieczne, ani za niezbędne.
                                  >

                                  a gdzie pisałam coś innego?

                                  > Bo zdecydownie co innego pomoc matce w połogu, a co innego opieka nie tylko
                                  nad
                                  >
                                  > własnym pierwszym dzieckiem ale i nad pasierbem.

                                  oczywiście, czy pisałam coś innego?


                                  > A co do Twoich pytań, mój syn mieszkał z nami, był zdrowy.

                                  gdyby był chory nie mieszkałby? nawet, gdybyś nie miała gdzie go umieścić?
                                  wtedy musiałabyś sobie poradzić, tak, jak i ja, ale to są sytuacje ekstremalne.
                                  Sytuacja, w której się znaleźliśmy była trudna, ale przez nas nie zawiniona. I
                                  tak, jak już pisałam w poprzednich postach - osoby dochodzace ;-)
                                  powinny_być_zdrowe

                                  >
                                  > > pytanie drugie (ponownie) - dlaczego do szpitala położniczego może wejść
                                  > każdy
                                  > > (nawet bez ochraniaczy na obuwie, czy fartucha ochronnego)?
                                  >
                                  > Bo uważa sie, ze ryzyko, zakażenia dziecka jest niewielkie. I się z tym
                                  zgodzę,
                                  >
                                  > nawet jeśli dziecko sie zarazi, w szpitalu, szbyciej bedzie mozna mu udzielic
                                  > pomocy.

                                  nie, przyjmuje się, że zagrożenie "z zewnątrz" jest niewielkie, bardziej
                                  niebezpieczne są zakażenia szpitalne (jezeli dziecko "złapie coś" wirusowego w
                                  szpitalu zazwyczaj i tak rozwinie się to już w domu - przy takich wypisach,
                                  jakie są teraz preferowane - po 48 h życia dziecka)


                                  >
                                  > Moja droga, gorzej bedzie jak Ty lub Twoje dziecko bedzie tym jednostkowym
                                  > wyjątkiem.

                                  mnie nie kręcą urban legends, mrożące krew w żyłach artykuły w gazetach o
                                  ptasiej grypie u granic, epidemii odkleszczowego zapalenia opon mózgowych i
                                  innych tzw. wydarzeniach medialnych ;-), nomen-omen uodporniłam się ;-)

                                  A co do ciotek, tu przeginasz;-)) Ciotki prędzej pomogą niż
                                  > nastoletni pasierb, prawda?

                                  aleś się przyssała do tego pasierba ;-) pewnie, że ciotki pomogą bardziej -
                                  jesli tylko ich obecność i pomoc jest przez rodziców chciana!. I to jest chyba
                                  clou - gdyby układy z pasierbem były serdeczne zagrożenie wypływające z
                                  kontaktu z nim (tymi wirusami, bakteriami, grzybami) nie miałoby znaczenia. A
                                  już przedszkolak moze bbyć pomocny przy opiece nad noworodkiem, nie mówiąc o
                                  nastolatku - wiem, bo sama z takiej pomocy korzystam. Ale to oczywiście kwestia
                                  układów.

                                  > Co do zasady, uważam, że nic sie nie stanie o ile z wizytami pasierba sie
                                  > trochę przeczeka, Latortura pożyje i pocelebruje z meżem, a potem będzie
                                  > naprawdę zadowolona, kiedy dzieciak będzie chciał sie pobawic z przyrodnim
                                  > bratem, bo jest duża szansa , że kańce kańcow tak sie to w końcu zakończy.

                                  100% zgody

                                  pozdr
                                  a.

                                  --
                                  mam dwie ręce :-) hurra!
    • Witam,
      Przeczytałam z dużym zaciekawieniem tą dyskusję i choć nie podoba mi się wiele
      punktów w podejściu Latortury do pasierba, to w jednak uważam, że jej podejście
      jest dla mnie zrozumiałe i jej argumenty do mnie przemawiają.

      Dziewczyna (kobieta) oczekuje na swoje pierwsze dziecko, cieszy się i martwi na
      zapas. Chyba nie jest nikomu trudno zrozumieć, że w tej sytuacji myśli
      zwłaszcza i przede wszystkim o SWOIM DZIECKU, a nie o nastoletnim pasierbie, z
      którym wiążą się dla niej raczej kłopoty, niż głęboka wieź, jaką odczuwa mama
      ze swoim potomkiem,


      Czy nie pamiętacie już jak same przeżywałyśmy to co Lilith bodajże
      nazwala „urodzeniem Chrystusa” - zresztą bardzo dobra metafora:-) ? Czy nie
      pamiętacie zmęczenia i stresu jaki wiąże się z pierwszym dzidziusiem w domu?
      I choć podłoże i cel niechęci do widzeń z pasierbem u latortury jest chyba
      trochę przesadzony, nie przypuszczam, żeby celne i rzeczowe rady do niej
      trafiły. Ona musi po prostu przez to przejść sama i pewne prawdy odkryć sama
      swoim doświadczeniem.

      A teraz abstrahując od meritum wątku latortury , dziwi mnie autentycznie
      negowanie zagrożenia związanego z zarazkami i zarażaniem małego dziecka.
      Przyznam że sama jestem i byłam przeciwna tabunom ciotek, koleżanek , rodziny
      (nie mam pasierbów) odwiedzających noworodka.
      Dla czyjej przyjemnosci mają być te odwiedziny?

      Zmęczonej matki? Nic niekumającego noworodka? Niedospanego ojca?

      Sorki, nie dziękuję. Będzie na to jeszcze czas.

      Poza tym, wiadomo powszechnie, że noworodek nie ma do końca wykształconego
      systemu immunologicznego, każda gorączka może potencjalnie skończyć się
      tragicznie (choć oczywiście nie musi). Po co więc stwarzać dodatkowe zagrożenie?




      --
      Nowa Rodzinka II
      • Wszystko w porządku, w przypadku kwestii kontaktu noworodków z obcymi wirusami i
        bakteriami.
        Wszystko w porządku jeśli chodzi o tabuny obcych (czyt, niedomowników)
        przewijających sie przy dziecięciu i matce w połogu.
        Sama pamiętam jak mnie szlag jasny trafiał, kiedy niewyspana, z bolącym
        rozszarpanym przy porodzie i pozszywanym kroczem i cyckami, które o mało nie
        pękły i bez przerwy sie z nich lało mleko, na każdy płacz młodego, musiałam
        znosić wizyty tabunów ciotek, babek, dziadków, psiapsiółek i nie wiedzieć
        jeszcze kogo.
        Pamiętam jak młody, kiedy miał tydzień dostał takiego kataru, ze sie dusił, bo
        tabuny przewijajace sie nad dzieckiem kichały, smarkały na noworodka.
        Po tych przeżyciach nigdy nie chodzę do domów, gdzie sa małe dzieci kiedy sama
        mam najmniejszy nawet katar.
        Myslę, że matce w połogu, kiedy może ja nawet dopaść depresja, potrzebny jest
        przede wszystkim święty spokój i ewentualna dyskretna pomoc rodziny, ale z
        daleka, kiedy ona sama tego zechce.
        Przebywanie nie domowników w pierwszym okresie życia dziecka można ograniczyć do
        minimum.
        Nie powinno jednak temu przyświecać chęć koncelebrowania wspólnego z mężem
        kupek, zupek i kąpieli, bo wg mnie nic podniosłego w tym nie jest, tylko zdrowy
        rozsadek.
        Myślę, że post latortury właśnie takie dyskusje rozpoczął, bo ona do tematu
        podeszła nie z rozsądkiem, który przebija z postów matek mających dzieci i
        wiedzących czym to sie je, ale z wielkimi emocjami.
        Ot narodzi sie "owoc łona mego" i gówno światu do tego!

        świat z pasierbami, exami i innymi pociotkami bedzie istniał nadal w
        niezmienionej formie.
        To świat latortury przewróci się do góry nogami.
        Z doświadczenia mogę powiedzieć, ze po pierwszych "achach" o "ochach", które ma
        każda matka na widok własnego dziecka, przychodzą chwile, gdzie każda z nas z
        chęcia przyjmie pomoc nad rozwrzeszczanym bachorem osób nawet niezbyt bliskich.
        I wtedy znienawidzony nawet pasierb, jak wyjdzie z takim gagatkiem na sapcer,
        albo go polula i w tym czasie latortura będzie mogła głupi obiad ugotować,
        będzie z radością w domu witany.
        • Dzięki Natasza, dokładnie o to mi chodzi.
          Co do celebracji kupek i kąpieli - podejrzewam, ze i tak nam nie uwierzy - sama
          musi przez to przejść.
          --
          Nowa Rodzinka II
        • natasza39 napisała:

          > Wszystko w porządku, w przypadku kwestii kontaktu noworodków z obcymi wirusami
          > i
          > bakteriami.
          > Wszystko w porządku jeśli chodzi o tabuny obcych (czyt, niedomowników)
          > przewijających sie przy dziecięciu i matce w połogu.
          > Sama pamiętam jak mnie szlag jasny trafiał, kiedy niewyspana, z bolącym
          > rozszarpanym przy porodzie i pozszywanym kroczem i cyckami, które o mało nie
          > pękły i bez przerwy sie z nich lało mleko, na każdy płacz młodego, musiałam
          > znosić wizyty tabunów ciotek, babek, dziadków, psiapsiółek i nie wiedzieć
          > jeszcze kogo.
          > Pamiętam jak młody, kiedy miał tydzień dostał takiego kataru, ze sie dusił, bo
          > tabuny przewijajace sie nad dzieckiem kichały, smarkały na noworodka.
          > Po tych przeżyciach nigdy nie chodzę do domów, gdzie sa małe dzieci kiedy sama
          > mam najmniejszy nawet katar.
          > Myslę, że matce w połogu, kiedy może ja nawet dopaść depresja, potrzebny jest
          > przede wszystkim święty spokój i ewentualna dyskretna pomoc rodziny, ale z
          > daleka, kiedy ona sama tego zechce.
          > Przebywanie nie domowników w pierwszym okresie życia dziecka można ograniczyć d
          > o
          > minimum.

          Bardzo rozsądnie napisane- dziewczyna musi dojść do siebie. Poza tym pierwsze
          dziecko to olbrzymi stres, kompletnie zmieniony rytm dobowy i rozkład zajęć,
          zmęczenie, brak snu, nieporadność w prostych później czynnościach. Myślę, że
          założycielka wątku jeszcze nie ma pojęcia, jakie problemy się pojawią, ale
          całkiem rozsądnie zastanawia się nad tym zawczasu.
          Pomijając pewien pretensjonalizm, który pojawił się w jej wypowiedzi, a który
          byłyście łaskawe już wykpić, uważam, że całkiem serio należałoby dziewczynie
          doradzić, JAKIE zmiany można by wprowadzić do dotychczasowych spotkań pierwszego
          syna, tak, by on nie czuł się odrzucony, matka przemęczona, a dzidziuś nie
          ryzykował zarażenia bakcylami:-)
          Ona jest dopiero w ciąży i nie ma pojęcia, że w połogu nie będzie
          najistotniejszy rytuał, tylko survival pt.: "Pierwsze dni z noworodkiem":-)

          Moje rady: podczas wizyt pasierba, on, tato i dzidziuś mogą iść na spacer, a ty
          odsypiasz. Uważam, ze to rewelacyjny rytuał rodzinny, pokochasz go;-)
          Rytm dnia zmieni się na cotrzygodzinne karmienia, spania, przewijania itd.
          Mozecie zmienić to tak, żeby ojciec z synem wybywali na krócej, ale w kilku
          ratach, albo dłużej- o ile w pierwszych dniach ktoś ci pomoże przy dzidziusiu.
          Popieram izolowanie noworodka (ok. 4 tyg) od nadmiaru gości- i żadnego całowania
          po łapkach!
          Jako kobieta dwuleworęczna i ze zniszczonym ciążą kręgosłupem jak najbardziej
          jestem za stałą pomocą przy kąpieli. Co kto lubi- opłukać dziecku tyłek pod
          kranem pewnie można, ja bałabym się opuścić.
          Ważne, by dziewczyna nie podejmowała teraz wiążących decyzji: to wszystko
          wyklaruje sie w pierwszych tygodniach życia dziecka, w ciąży tak naprawdę nie ma
          sie pojęcia, jak będzie wyglądać życie "po".
          Co do antypatii do starszego dziecka: matki rodzeństw na pewno pamiętają (lub
          udają, że nie), że po urodzeniu kolejnego dziecka przez chwilę budzi się w nich
          uczucie, którego za diabły nie spodziewałyby sie wcześniej: niechęć do
          starszaka: że taki... hałaśliwy, marudny, natrętny, duży... Po pewnym czasie to
          przemija, ważne, by dziecku nie dać tego odczuć.
          Pozdr.
          N.


      • litosci nie demonizujmy.
        co zatem zrobic ze starszym dzieckiem jak rodzi sie mlodsze?? wyslac na ksiezyc
        czy zadekowac u dziadkow??
        nikt nie mowi o tabunach ciotek tylko o starszym rodzenstwie.
    • Latorturo, nie martw się na zapas. Całkiem możliwe, że po urodzeniu się WASZEGO
      pierwszego dziecka, Twój Mąż samoistnie straci zainteresowanie pasierbem.
      --
      Alleluja i do przodu!
      • Może całkowicie to ne straci chociaż jak widać to też możliwe, ale byc może
        zmniejszy się czas spędzany z pasierbem na korzyść czasu spędzanego z wami.
        Może zapatrzy się tak w dzidziusia że będzie jego oczkiem w głowie a pasierb
        zejdzie na dalszy plan. Tego ci w każdym razie życzę.
        Do Magnoldy: to o czym piszesz znasz z autopsji??
        • erlich3 napisała:

          > Może zapatrzy się tak w dzidziusia że będzie jego oczkiem w głowie a pasierb
          > zejdzie na dalszy plan.

          Doprawdy zachwyca mnie nieustanna wiara bab w to, że "dzidzie", które wyszły
          właśnie z ich łona zmienią charakter, poglądy oraz dotychczasowe przyzwyczajenia
          chłopa.
          Z jednej strony nexie śmieją się z exi, ze te dziećmi się zasłaniają, dziećmi
          rozgrywają coś tam z byłym, "dla dobra" dzieci rozwodów nie chcą dawać.
          A potem same sobie z tymi samymi facetami robią "dzidzie", żeby nimi "zasłaniać"
          i "rozgrywać".
          Czasem to mi wstyd, ze babą jestem.
          Może wreszcie pojmiecie, drogie panie, że żADEN NORMALNY facet nie jest i nie
          będzie z wami tylko i wyłącznie dla "DZIDZI" obojętnie jak ta dzidzia byłaby w
          waszych matczynych oczach dla was cudowna i wyjątkowa.
          Gdyby tak było, to nie byłoby ROZWODóW wśród małżeństw posiadających dzieci.
          PROSTE!
        • Pisze z autopsji i dlatego właśnie jestem w drugiej ciąży :-)
          --
          Alleluja i do przodu!
          • A ja piszę z pracy i może właśnie dlatego nie jestem w ciąży? Hm...

            Dżizas, dla mnie cały ten pomysł na izolowanie paiserba od brata (czy siotry?
            bo już zapomniałem), czyli - jak by nie było - najbliższej rodziny to jakaś
            masakra.

            O matko, jak wielkie mam szczęście, że moja obecna żona nie ma tego typu
            pomysłów! Zresztą... ona w ogóle jest najlepsza i już :)

            --
            Ech... powinno być SAR37...
            • 22.05.07, 13:50
              Naprawdę.
              Jak urodziła się nasza corka młoda była jedną z pierwszych osób jakie ją
              zobaczyły. Spędzała z nami dużo czasu, uczestniczyła w kąpielach, usypianiu - do
              dzisiaj mam pełno nagrań i zdjęc. Młoda czuła się ważna i chyba po części
              dlatego tak polubiła małą. Jeśli byłaby odsunięta pewnie byłaby zazdrosna i
              nienawidziłaby małej.
              Jak będziemy mieli następne dziecko to co miałabym zrobić z córką? Do koleżanki
              ją odda na noc? Zeby mi w kąpieli dziecka nłodszego nie przeszkadzała?

              Nie rozumem takiej postawy i nigdy nie zrozumiem.
              Noż kurde nie rozumiem.


              teraz jest trudno bo młoda stała się nastolatką a mała jest nią zafascynowana
              bez wzajemności Młoda ucieka od małej i ogólnie ma fochy i chumorki.
              Ale ja mam gdzieś w głębi przekonanie i nadzieję że jak dziewczyny dorosną to
              będą się kochały i będą miały siebie. Nadal spędzmy razem czas, jeździmy razem
              na wakacje, ogólnie staramy się żeby dzieci miały jak najlepszy kontakt.

              Przecież to jest rodzeństwo no!

          • > Pisze z autopsji i dlatego właśnie jestem w drugiej ciąży :-)

            Czyli, jest szansa, że wasze starsze dziecko zostanie olane przez tatusia na rzecz młodszego?
            Bo z tego co widzę, taka jest kolej rzeczy - jedno oczko w głowie, zastępuje drugie.

            --
            Szczyt bezczelności?
            Zagłosować na PiS i wyjechać do Irlandii...
    • Powiem Ci jak JEST u mnie.
      Pasierbowie przyszli obejrzeli dzidziusia, bardzo im się podobał i ....wcale
      nie chcieli w niczym pomagać.
      Nie sądzę, ze bardzo mają na to ochotę.
      --
      <a
      href="tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10716;93/st/20070420/n/Maja/k/fb18/age.p
      ng[/img]"> Maja, córka Lilianki </a>

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.