Gazeta.pl   Forum   Prywatne   Auto-Moto   Jestem sobie żółtą koparką...   Przygody z kopark...

Przygody z koparkami

Autor: lavinka 05.07.07, 02:18
Dodaj do ulubionych zarchiwizowany
www.joemonster.org/i/h/koparka.jpg
Lansky: Wspomnienia kierownika wesołej budowy XI
Qbek (nadesł. Lansky) | Pt 01-04-2005 04:55 | 31 620x czytane

W dzisiejszym, pojubileuszowym, odcinku wystąpi - jak zawsze niezawodna i
niezastąpiona - Behap...wiadomoco wink A ponadto Bojownictwo (czy też raczej
Glonojadztwo :C) odbędzie szkolenie z zakresu technik sprzedaży.
...Się Państwo częstuje smile

Pewnego razu, latem, robiliśmy dwa przepusty w poprzek drogi. Nie jakieś tam
rury, tylko solidne, żelbetowe kanały dwa na dwa i pół metra w wysokim
nasypie, więc i wykopy musiały być nie byle jakie. Do wykonania tychże
zaangażowałem cud enerdowskiej techniki - koparkę UDS 214 na - ważne -
samochodowym podwoziu.
Przepusty były dwa w odległości około dwustu metrów jeden od drugiego. Odcinek
jezdni był zamknięty, słoneczko świeciło, ptaszęta kwiliły, Czerwone Brygady
radośnie i wesoło robiły prace przygotowawcze, ja niwelowałem i koordynowałem
całość, samochody odwoziły urobek, a koparka kopała. Ot, cud miód - jak na
propagandowym plakacie.
Jak każda budowa, również ta nie obyła się bez wizyty prezesa, naszego
słoneczka najjaśniejszego, cymbała, besserwiessera i figuranta, który na
wszystko miał doskonałe pomysły, a na nic nie miał pieniędzy. Przyjechał on
otóż pewnego dnia i przywiózł z sobą mojego i Brygad szczerego ulubieńca,
naturalnego syna, spłodzonego przez Forresta Gumpa z samiczką misia koala,
odpustowe dziwadełko i firmowego clowna - Behapizdę.
Podjechali pod pierwszy przepust, wysiedli…

Behapizda w pełnym rynsztunku - kamizelka, kask, rękawice, aparat
fotograficzny plus kapownik, na twarzy mars, a w głowie jak zwykle czarna
dziura. Podszedłem, witam się, pokornie przyjmuję zjebkę za brak atestu dla
drabiny (nawet kretyn nie zauważył, ze była spawana na budowie i jedyną
instancją, która mogłaby wydać atest, był spawacz Gerard zwany Iksmenem).
Koparka, na szczęście, była przy drugim wykopie, robiąc jakieś poprawki, więc
póki co nic nie groziło za:
- Prawdopodobny brak uprawnień przy sobie;
- Stanie łapami w odległości od krawędzi wykopu mniejszej niż przepisowa;
- Zdemolowane ogrodzenia wykopu i totalny brak tabliczek ostrzegawczych;
- Wycieki oleju z hydrauliki;
- Przenoszenie urobku nad głowami ludzi w wykopie;
- Ładowanie na samochód podczas przebywania w nim kierowcy;
- Palenie papierosa w trakcie obsługi maszyny
- … itd. - nie widziałem z tej odległości więcej, ale to wystarczyło, żebym
się stał o pięć stówek lżejszy w razie czego, a byłem pewien, że Czerwone
Brygady te akurat przepisy BHP - jak zresztą wszystkie inne - przechowują w
pewnym dość ciemnym miejscu, gdzie to i wytrzymać trudno, i wychodzić -
niepolitycznie.

Behapizda, jak zwykle przejęty swoją dziejową misją, pofotografował, popisał w
kołonotatniku siermiężnym kopiowym ołówkiem, opi*rdolił Naftę za brak klina w
siekierce i podniósł swój wzrok zmęczonego sokoła w stronę drugiego wykopu. Ja
też. Prezes też. Oto, cośmy ujrzeli:
Koparkiewicz najwyraźniej skończył robotę, bo wyjechał spod wykopu i właśnie
lawirował, by ustawić maszynę przodem w naszą stronę. Kiedy się to udało,
samochód zaczął wolno jechać w naszą stronę… Behapizda, uspokojony, wyciągnął
Fajranta, ja mu usłużnie (pięć stów!) przypaliłem, stoimy i gadamy.
Koparka jedzie. Ludzie pracują. Słońce świeci jasno, ptaszęta kwilą w łozinach
- normalnie jak na propagandowym plakacie. Nadzór stoi i oświeca masy
pracujące. Nagle…

Behapizda rzuca się do wykopu… Wrzeszczy coś jak opętany, zjeżdża na tyłku po
glinie, staje na nogi, pluje piaskiem, wdrapuje się na przeciwległą skarpę,
trzy razy zjeżdża, wrzeszczy cos niezrozumiałego… Czerwone Brygady stoją i
patrzą, ja wzruszam ramionami, co mu kurde jest? Upał mu wiatr słoneczny w
czaszce zagotował? Bekhapizda wisi na gliniastej skarpie wykopu, jakieś sześć
- siedem metrów ode mnie, wrzeszczy coś w rodzaju "EEezzzzieeee!!!!!!".

- Co tego debila poj*bało? - pyta prezes. - Gumiora drze jak jakiś pier*olony
poseł… Sławek, co ta pi*zda właściwie wrzeszczy?
- Coś jakby "Jedzie", panie prezesie - odpowiadam. No jedzie, kurde, i co -
myślę patrząc na będącą jakieś 30-40 metrów od nas, jadącą prosto na nas
koparkę… Jakoś mnie kompletnie nie zdziwił brak kierowcy w szoferce, po prostu
przeszedłem nad tym do porządku…

Któryś pracownik z dołu popchnął Behapizdowe dupsko kawałkiem kantówki, facet
wylazł, utytłany w glinie jak żuczek gnojarek, i pędzi w kierunku jadącej
koparki, wrzeszcząc coś, czego za jasną cholerę nie dało się zrozumieć, ale
głos miał taki, jakby mu ktoś w tyłek wsadził laskę dynamitu, której lont
właśnie się dopalał. Podbiega do jadącego samochodu, jak prawdziwy komandos z
"Soldier of Fortune" wskakuje na stopień, szarpie drzwiczki, włazi do środka…
Wolno jadąca maszyna staje dęba jakieś 10 metrów od wykopu.
Behapizda, dumny jak paw i brudny jak nieszczęście, wychodzi z szoferki i
czeka na pochwały. Przecież właśnie bohatersko zatrzymał jadącą samopas
maszynę, która za chwilę musiała, normalnie musiała wpaść do wykopu, pozabijać
ludzi i zniszczyć całą robotę! On, bohater, mający szanse na nieśmiertelność i
odcinanie się na tle szarzyzny wieków…
Wtem zza kopary wyskakuje jak diabeł z pudełka wściekły operator i wrzeszczy:

- Kwamaaaaać!!! Który kutafon mnie do maszyny włazi, a? Zaraz ci sku*wielu
jajka wkopię między mig…dał…ki… - spiął nieco konia, zobaczywszy upapranego
jak mucha w g*wnie Behapizdę, prezesa nad wykopem i zaczynające właśnie się
rozdzierać w szczerbatym uśmiechu mordy Czerwonych Brygad…

Wyjaśnienie było proste. Maszyna taka, UDS 214 na samochodowym podwoziu,
posiada mianowicie kabinę operatora zamontowaną koło wysięgnika koparki, a
oprócz tego - normalną szoferkę, jak to każda ciężarówka. Dowcip polega na
tym, że operator, siedząc w kabinie, ma możliwość wykonywania normalnych
manewrów całym samochodem, żeby przy jakimś prostym przestawianiu nie musiał
wychodzić.
Tego Behapizda nie wiedział…

Gdyby operator nie miał na dodatek walkmana na uszach, pewnie usłyszałby
opętane wrzaski Behapizdy. Ale miał i nie słyszał.
Ze złości za swoje upodlenie Behapizda wlepił operatorowi naganę za pracę na
sprzęcie z walkmanem na uszach. Napisał ją, bo mówić już nie mógł…

Moim zdaniem słusznie zrobił… Ale nigdy mu tego nie powiedziałem i nie powiem.

oryginał tu:
www.joemonster.org/article/4560/lansky--wspomnienia-kierownika-wesolej-budowy-xi
--
Warszawka
Olsztyn i Przedwiośnie
Makroteka
Poleć znajomemu Powiadomienie zostało wysłane
Poleć tę wypowiedź znajomemu
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
Pokaż wszystkie

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Ostatnio odwiedzane wątki

Zaloguj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.