Dodaj do ulubionych

Odkrywamy tajemnice

27.01.09, 13:31
http://wstaw.org/d/2ad6 miasta.gazeta.pl/lodz/1,35136,6183739,Zmiana_w_PESELU__Tajemnica_trzeciej_cyfry.html
"Zgodnie z nowym sposobem numerowania do numeru miesiąca dodaje się "20". I teraz, jeśli ktoś urodził się w lutym, to na pozycji oznaczającej miesiąc będzie miał numer 22. Urodzeni w lipcu znajdą 27, a ci, którzy przyszli na świat w grudniu - 32.
PESEL zawiera również informację o płci osoby. Przedostatnia cyfra w rejestrze, jeśli jest parzysta, oznacza kobietę; nieparzysta - mężczyznę."
--
a spróbuj nie - thing not done and you are gone
widok z okna http://wstaw.org/d/cb9
Edytor zaawansowany
  • bogatka1 27.01.09, 14:02
    "- Skoro tak, to jakie numery dostały osoby (wcale nie tak znowu rzadkie!), które urodziły się przed 1900 rokiem? Przecież w pierwszych paru latach działania systemu PESEL ich numery były nie do odróżnienia od tych z końca XX wieku, jakoś nie przypominam sobie, żeby było możliwe ODJĘCIE 20 od numeru miesiąca (np. prapradziadek urodzony 24 lutego 1898 roku z numerem 98-182401234).
    - Dla osób urodzonych przed 1900 dodaje się 80 (i tak było od początku istnienia PESEL. Co więcej, dodanie 80 jest równoważne odjęciu 20 w arytmetyce modulo 100. (Arytmetykę modulo 100 można sobie wyobrazić jako taka, gdzie istnieją tylko liczby od 0 do 99; w takiej arytmetyce 99+1=0, 99+2=1 i symetrycznie 0-1=99 oraz 1-2=99)
    - W takim razie chyba raczej do trzeciej cyfry w przed- PESEL, potraktowanej jako liczba, dodaje się 8 i wynik podaje modulo 10 (bo i po co utrudniać). Arytmetykę modulo dziesięć można sobie wyobrazić w ten sposób, że istnieją tylko liczby 0-9: 9+1=0 9+2=1 i 1-2=9 1-3=8 itd. Przepraszam. MSPANC.
    - no tak, a jeżeli przedostatnia cyfra w rejestrze to 0, to jakiej ja jestem płci?
    - Zero jest parzyste - men.
    - Chyba - "łomen" w tym wypadku..
    - wychodzi na to że nieokreślonej.
    - zero to symbol matematyczny, jak + albo -, nie jest parzyste ani nieparzyste
    - Nie uważało się na matematyce - zero jest liczba parzysta! Jakby nie patrzećdzieli się przez dwa bez reszty 0:2=0 (albo inaczej, wynik jest liczbą całkowitą)"
    --
    a spróbuj nie - thing not done and you are gone
    widok z okna http://wstaw.org/d/cb9
  • bogatka1 05.05.09, 14:00
    film.gazeta.pl/filmnews/1,94586,6525443,Anioly_i_demony__czas_na_kontrowersje.html
    "Czym byłaby premiera ekranizacji książki Dana Browna bez głosów oburzenia i nawoływania do bojkotu filmu?


    I tym razem wrogowie dopisali: w zeszłym tygodniu w "New York Daily News" Bill Donahue, przewodniczący Katolickiej Ligi Praw Religijnych i Obywatelskich oskarżył Rona Howarda, reżysera "Aniołów i demonów" o"oczernianie Kościoła katolickiego fantastycznymi bujdami".

    Howard nie pozostawił oskarżenia bez odpowiedzi:
    Wierzę, że katolikom, w tym większości kościelnym zwierzchników, film się spodoba, ponieważ jest osadzoną w wzbudzającym respekt i pięknym Rzymie opowieścią o ekscytującej tajemnicy.

    Lecz zgrzyty pomiędzy producentami filmu a Kościołem rozpoczęły się już w zeszłym roku. Wówczas to Kościół, wciąż oburzony na "Kod da Vinci", nie wydał zezwolenia na filmowanie w rzymskich świątyniach.

    Dan Brown też przy okazji z całego zamieszania korzysta: w zeszłym tygodniu poinformował, że już we wrześniu wyda nową powieść pod tytułem "The Lost Symbol".

    Nie ma to jak trochę darmowego rozgłosu przed premierą. Myślicie, że "Anioły i demony" czy inne filmowe baśnie powinny być brane tak bardzo na serio?"
    Więcej o Angels & Demons
    --
    a spróbuj nie - thing not done and you are gone
    https://bi.im-g.pl/im/2/5869/z5869082X.jpg grafika widok z okna
  • bogatka1 15.06.09, 15:19
    http://republika.pl/blog_tp_3807729/4860676/tr/zludz_co_20to2zl.jpg
    --
    a spróbuj nie - thing not done and you are gone
    https://bi.im-g.pl/im/9/4312/z4312649U.jpg grafika widok z okna
  • an.ta 15.06.09, 18:11
    Dwanaście się doliczyłam i rany boskie zobaczyłam oko z trzynastej
    twarzy.
  • an.ta 15.06.09, 18:14
    Nie. Jedenaście i mimo wszystko oko z dwunastej twarzy.
  • bogatka1 09.07.09, 13:17
    16, dalej się już nie wpatrywałam, bo do czego by to doszło?
    Niektóre są podwójne. Jak w życiu.
    --
    a spróbuj nie - thing not done and you are gone
    http://srv90.odsiebie.com/MTI0Njc3OTQyNw==/MTI0Njc3ODU4Nzg0LmdpZg==/13083.gif grafika widok z okna http://www.wasilkow.pl/przedszkole/Nowy%20folder/kwiatki.gif
  • bogatka1 09.07.09, 13:34
    spoleczenstwo.eu/e107_plugins/content/content.php?content.41
    "Papierosy, kawa, okulary i makijaż – współczesne atrybuty człowieka. Nie każdy z nich korzysta, nie każdy korzysta ze wszystkich, jednak chyba każdy zna kogoś, kto nie może się obejść bez atrybutów na scenie teatru życia codziennego. Czym są i do czego służą?

    Dym oznacza, że gdzieś musi być ogień – w ten sposób dochodzimy do wniosku, że w palaczu musi być konflikt wewnętrzny, który wychodzi na zewnątrz w formie dymu. Utarło się powiedzenie, że kto pali, próbuje w ten sposób zredukować wewnętrzne napięcie. A kiedy już jest odprężony, często przestaje się kontrolować. Palacze próbują się zasłonić dymem przed codziennymi problemami – chcą je przeskoczyć, tak jak niepalący przeskakują problemy drapiąc się po głowie czy obgryzając paznokcie. Czyli palenie nie jest tylko oddawaniem się nałogowi nikotynowemu, jest dodawaniem sobie otuchy.
    Palacze od niemowlęctwa? Badania wykazują, że dzieci karmione piersią są ukojone i mają zapewnione poczucie więzi, w przeciwieństwie do dzieci karmionych butelką. Te drugie stanowią najliczniejszą grupę nałogowych palaczy – dodają sobie odwagi i komfortu psychicznego, tak jak dzieci ssące kocyk lub kciuk.
    Dwa typy palaczy: nałogowcy i palący dla towarzystwa. Nałogowcy są uzależnieni od uspokajającego wpływu nikotyny, dlatego palą powoli i długo, często w samotności. Palący dla towarzystwa podwyższają swój poziom świadomości zaciągając się dymem rzadko i płytko. Papieros służy im raczej do zabawy, a nie do palenia.
    Gesty związane z paleniem w znaczny sposób odzwierciedlają stan emocjonalny palacza. Rytuały związane z paleniem to między innymi postukiwanie, skręcanie, strzepywanie oraz inne minigesty.
    Różnice między palaczkami a palaczami. Kobiety trzymają papierosa w ręce wysoko uniesionej do góry, odsłaniając nadgarstek, postawa ciała jest otwarta, dym wydychany do góry. W towarzystwie kobiety używają papierosa, żeby wyeksponować nadgarstek i ukazać otwartą postawę ciała. Mężczyźni trzymają nadgarstek prosto, żeby nie zostali posądzeni o zniewieściałość. Ręka jest na wysokości klatki piersiowej, osłaniając przez cały czas przód tułowia. Gdy mężczyzna trzyma papierosa jak w szczypcach lub chowa go w dłoni, chce wyglądać na tajemniczego, tak jak wyglądają aktorzy grający twardzieli.
    Palenie jest eksponowaniem seksualności. Dawniej w reklamie i filmie aktorzy palili, bo ta czynność była postrzegana jako seksowna. Palenie jest kolejną okazją, aby pokazać różnice między płciami – jak już pisałam – kobieta może pokazać nadgarstek, otworzyć swoją postawę, jednak najciekawsze jest to, że kobieta ma w dłoni i w ustach przedmiot w kształcie fallicznym, co na mężczyzn z pewnością działa uwodzicielsko. Mężczyzna paląc podkreśla swoją tajemniczość i również stara się być uwodzicielem.
    Dawniej, gdy palenie było powszechną formą zalotów, mężczyzna podawał kobiecie ogień, a gdy ona mu go oddawała, przez chwilę miała okazję przytrzymać jego dłoń i popatrzeć mu dłużej w oczy. Jednak obecnie, gdy palenie stało się dużo mniej popularne, a palących kobiet jest dwa razy więcej niż mężczyzn, ten sposób godów odchodzi powoli w niepamięć, jednak nie w Syrii: tam, gdy mężczyzna dmuchnie kobiecie dymem w twarz, to jednocześnie daje jej do zrozumienia, że ma ochotę na seks. Wyobraźmy sobie, jakbyśmy zareagowali, gdyby w Polsce czy w ogóle w Europie ktoś nam dmuchnął w twarz? Uznalibyśmy to za zniewagę, żeby nie powiedzieć chamstwo.
    A jak rozpoznać, czy ktoś jest pewny siebie? Musimy założyć, że ludzie mają dowolność co do wyboru kierunku, w którym wydmuchują dym, przy jednoczesnym założeniu, że nie dmuchają innym ludziom w twarz. Jeżeli przez większość czasu dym jest wydychany do góry, to świadczy to o dużej pewności siebie, niekiedy poczuciu wyższości, ale zazwyczaj o pozytywnym nastawieniu. Dym wydychany w dół jest oznaką negatywnego nastawienia lub skrytych intencji.
    Zauważcie, jak jest w filmach – przywódcy gangów lub w ogóle szefowie paląc wydychają dym do góry i robią to bardzo szybko, natomiast na przykład ludzie planujący ucieczkę z więzienia trzymają papierosa skierowanego prosto w dół, dym wydychają kącikiem ust w dół. Jest też związek między prędkością wydmuchiwania dymu – im szybciej dym jest wydmuchiwany ku górze, tym większa pewność siebie i zdecydowanie, dym wydmuchiwany równie szybko ku dołowi, tym bardziej negatywne nastawienie.
    Gdy papieros się kończy, to trzeba go zgasić i znowu mamy tu do czynienia z gestami znaczącymi różnymi u obojga płci. Kobiety wypalają papierosa do pewnego miejsca (zazwyczaj nie do końca) i delikatnie gaszą go w popielniczce. Mężczyźni wypalają całego papierosa i często gaszą go kciukiem. Jeżeli zauważymy, że osoba, z którą rozmawiamy nagle skończy palić i zgasi dużą część papierosa, to znaczy, że ma już dość poruszanego w rozmowie wątku lub po prostu chce zakończyć rozmowę. Zauważenie tego sygnału pozwoli obrócić sytuację na naszą korzyść – możemy zakończyć rozmowę, udając, że to nasza decyzja.
    Jak widzicie, palacza łatwo rozpracować, znając podstawy jego mowy ciała. Możemy dokonać szybkiej oceny jego charakteru, nastawienia i zamiarów. Możemy zdiagnozować, czy osoba paląca chce z nami rozmawiać, pójść do łóżka, czy też nie ma ochoty na żaden kontakt. Jeżeli sami palimy, to z łatwością wykorzystamy podstawowe triki, żeby wykreować sytuację według swojego upodobania.

    Kawa. Nie tylko palenie nas zdradza, również podczas picia kawy można z nas czytać, ponieważ każdy pije inaczej. Psychologia „filiżanki z kawą” wciąż obowiązuje, dlatego pilnie zwracajmy uwagę na moment podnoszenia szklanki do ust i na to, co dzieje się później.
    Wyróżniamy kilka podstawowych typów picia kawy. Pierwszym z nich jest kłębek nerwów – taka osoba nie wie, co ma zrobić – wziąć łyk kawy, zaciągnąć się papierosem, spojrzeć w akta czy z kimś porozmawiać. Seria ruchów jest chaotyczna i ujawnia nerwową naturę lub zdenerwowanie pijącego.
    Typ lisa podczas rozmowy patrzy nieufnie znad krawędzi filiżanki, zasłania się nią, można by powiedzieć, że tworzy tarczę i czyha na słabe strony przeciwnika.
    Chwytający nie potrzebuje ucha szklanki, całą dłonią obejmuje naczynie, zmierza prosto do celu, jest nazbyt bezpośredni, a subtelność uczuć nie jest jego mocną stroną.
    Leniwiec jest zbyt leniwy, powolny, znudzony i wygodny, żeby wyjąć łyżeczkę, którą przed chwilą mieszał napój. Nie ma skrupułów i z radosną lekkością podchodzi do życia.
    Niepewny obiema rękami trzyma kubek, nie tylko chroni naczynie, ale i całego siebie osłaniając się od innych ludzi. Stale obawia się, że popełni błąd.
    Paw to człowiek, który odchyla mały palec podczas picia. Jest wytwornym gawędziarzem z dużą intuicją. Czuje się tak, jakby był cały czas na scenie i nawet na chwilę nie chciałby stracić siebie samego z oczu.
    Dusigrosz jest skąpy, możemy go rozpoznać po wlewaniu kilku kropel napoju ze spodeczka z powrotem do filiżanki. Jest oszczędny, dlatego często daje się zaprosić na kawę.
    Aktor to typ Hamleta w czasie przerwy na kawę. Sam siebie kreuje tak dramatycznie, jak klasyczną operę. Manipuluje filiżanką, jak Hamlet czaszką – odtwórca samego siebie, dla którego występ jest wszystkim.
    Dwa atrybuty – papieros i filiżanka – każdy z osobna lub w duecie służą nam do gry z przestrzenią i z innymi ludźmi. Każdy z nas jest graczem, dlatego warto jest znać zasady tej gry, w którą gramy codziennie."
    --
    a spróbuj nie - thing not done and you are gone
    http://srv90.odsiebie.com/MTI0Njc3MzcxNQ==/MTI0Njc3Mjk0NjcxLmdpZg==/Latte1.gif grafika widok z okna http://www.wasilkow.pl/przedszkole/Nowy%20folder/kwiatki.gif
  • bogatka1 11.09.09, 11:36
    Wstaw.org nadal robi obrazkowe niespodzianki, takie jak te z początkowych postów tego wątku, no cóż, dopust.

    ***Ktoś ,kto zaczął wątpić, powiedział kiedyś: "To prawda,że po smutku przychodzi radość, ale po radości znów przychodzi smutek".
    Po każdej jesieni przychodzi zima.
    Ale po każdej zimie przychodzi wiosna.
    Jeśli będziesz oczekiwał tylko jednego - nie unikniesz rozczarowania.
    Jeśli otworzysz się na wszystko, co niesie życie - poczujesz jego smak.
    Mądrość nie polega na rezygnacji z tego, czego się pragnie, ale na przyjmowaniu tego, co przychodzi. / Agnieszka Bieńkowska /
    --
    a spróbuj nie - thing not done and you are gone
    http://gi105.photobucket.com/groups/m228/CV1ARFWWH1/roadtothesun.gif
  • an.ta 11.09.09, 18:39
    To słońce i rzeka słońca jest piękne. "Własnoręczna robótka?"
  • bogatka1 12.09.09, 14:51
    Nie moja, z netu. Spodobał mi się pomysł.
    --
    a spróbuj nie - thing not done and you are gone http://i30.tinypic.com/2644678.jpg http://www.wasilkow.pl/przedszkole/Nowy%20folder/kwiatki.gif
  • bogatka1 13.09.09, 18:04
    supermozg.gazeta.pl/supermozg/1,91626,6992376,Nieswiadomie_zataczamy_krag.html
    (...)" Jeśli znajdziesz się kiedyś w lesie, a nie będziesz uczestnikiem żadnych badań, istnieje niebezpieczeństwo, że i ty zaczniesz kręcić się w kółko. Co zrobić gdy zgubimy się w lesie? Starszy specjalista ds. lasów niepaństwowych i edukacji przyrodniczo-leśnej Małgorzata Włoczkowska z Nadleśnictwa Płock radzi: - Kiedy zgubimy się w lesie, nie ulegajmy panice. Żaden las nie jest anonimowy. Dla orientacji kompleksy leśne podzielone są na mniejsze powierzchnie wg siatki prostokątów. Te wydzielone powierzchnie nazywamy oddziałami. Każdy z nich ma przypisany numer zaznaczony na leśnej mapie oraz w terenie. Granicami oddziałów są bezdrzewne pasy zwane liniami oddziałowymi. W terenie w miejscach granicznych kilku oddziałów ustawiane są słupki oddziałowe, na których są numery. To one umożliwiają orientację w lesie. Tu ważna uwaga! Najmniejsza liczba na słupku umieszczona jest od strony północno-wschodniej. Tak więc jest to praktyczny sposób określenia w lesie stron świata. Jeśli jednak nie wiemy, skąd przybyliśmy, skontaktujmy się telefonicznie z policją, podając numery, które umieszczone są na słupku.

    Zdarza się, że telefony komórkowe w takich przypadkach zawodzą i wtedy zdani jesteśmy tylko na siebie. - Jeśli musimy liczyć na swoją intuicję, postarajmy się dotrzeć do drogi, która wydaje się nam najczęściej uczęszczana (np. składowane jest przy niej drewno). Na pewno doprowadzi nas do jakiejś wsi lub drogi głównej - kontynuuje Włoczkowska.

    Wycieczkę do lasu warto skrupulatnie zaplanować, szczególnie gdy wybieramy się do lasu, którego kompletnie nie znamy - Warto wziąć ze sobą kompas czy mapkę. Można wstąpić do leśniczego i spojrzeć na jego mapę leśną i zrobić sobie chociaż szkic przebiegu dróg. Jeśli odwiedzamy las zupełnie nam obcy, dowiedzmy się, jaka jest najbliższa miejscowość, jak nazywa się dany kompleks leśny (tzw. uroczysko).W razie zagubienia łatwiej nam poinformować policję czy straż leśną, w jakich okolicach się znajdujemy. Niektóre kompleksy leśne nie są duże i zagubienie może jedynie poskutkować zrobieniem kilku dodatkowych kilometrów. Inaczej wygląda to np. w Puszczy Augustowskiej, Piskiej czy Białowieskiej, gdzie kompleksy leśne są bardzo duże. Tam zawsze warto mieć mapę."
    --
    a spróbuj nie - thing not done and you are gone
    http://www.old.szczecin.lasy.gov.pl/uimages/l_kmiecinska/krzywy_las/krzywy_las_1.jpg
  • bogatka1 12.09.10, 13:44
    Czasem wolę, żeby tajemnica nie została rozwikłana.
    Co po rozwikłaniu tajemnicy, gdy to się już zdarzyłó i czasu nie mozna cofnąć?
    Gdy nie można mieć wpływu na dalszy bieg zdarzeń?
    --
    http://ifotos.pl/img/1z4jvto88_wqnsah.gif
  • bogatka1 03.10.10, 12:24
    www.eioba.pl/a132902/santi_dewi_prawdziwa_historia_reinkarnacji "Na Ziemię powraca się do tego, kogo się kocha. Ludzie jednak bardzo często nienawidzą, a jest to wielki błąd. Od nienawiści się nie ucieknie, nie można uniknąć problemu, który mamy przed sobą. Zarówno szczęście jak i nieszczęście spotykają się ponownie. Nienawiść w zasadzie nie istnieje. Jest to raczej brak miłości, pustka oczekująca wypełnienia. Najlepszym sposobem niesienia pomocy innym miłość. Człowiek powinien zrozumieć, że otaczają go miliardy istot. Życie jest w kamieniu, w ziemi, w roślinie. Jest to pewien rodzaj drzemki, półsnu. Nieświadome życie, związana energia. Kamień nie wie, co robi – może jedynie ulegać pewnym przeobrażeniom. Roślina zaczyna bardzo, bardzo mgliście pojmować. Zwierzę pojmuje bez możliwości zrozumienia związków. Człowiek rozumie, zdaje sobie sprawę ze związków i może na nie wpływać. Potrafi myśleć, zadawać pytania i udzielać na nie odpowiedzi. Wciąż jednak nie rozumie własnej jaźni, istoty swojego istnienia. Ludzie zachodu zagubili się w pogoni za pieniędzmi, za które chcą kupić szczęście i miłość. Chcą za wszystko płacić nie wiedząc, że raj noszą w sobie. Odrzucają duchowość z pogardą i obojętnością. Jest to bardzo smutne i godne ubolewania"

    I ze znakiem nieskończoności:

    http://www.eioba.org/files/user5961/reincarnation.jpg
  • bogatka1 15.07.11, 10:42
    www.szokis.pl/ np.
    http://www.szokis.pl/upload/file/823.jpg
    http://www.szokis.pl/upload/file/815.jpg
  • bogatka1 17.11.11, 00:45
    kultura.onet.pl/literatura/artykuly/perfekcyjna-samobojczyni,1,4902259,artykul.html (...)"Rywalka

    Wiosną 1962 roku do państwa Hughes przyjechał w odwiedziny David Wevill z żoną. Ted z Sylvią wtedy w Court Green w hrabstwie Devon. Przenieśli się tam kilka miesięcy wcześniej, zmęczeni londyńskim pośpiechem. Mieszkali tam we czwórkę – w styczniu 1962 urodził się im syn Nicolas. Oboje pisali, zajmowali się na zmianę dziećmi. Po ciężkich przeżyciach poprzednich lat – wybuchy zazdrości Sylvii, utrata drugiej ciąży – do ich związku powraca spokój. Spokój, który majowa wizyta państwa Wevill miała nieodwracalnie zniszczyć...

    Żona Davida, Assia Wevill, urodziła się w 1927 roku w Berlinie. Ponieważ miała żydowskie pochodzenie, jako dziecko została wywieziona do Palestyny. Młodość spędziła u krewnych w Tel Awiwie. Była trzykrotnie zamężna. Pierwsze małżeństwo, z wojskowym Johnem Steelem, było wymuszone przez rodzinę, ale dzięki niemu Assia wyjechała do Londynu, a później do Kanady. Tam wdała się w romans z Richardem Lipseyem, ekonomistą, który został jej drugim mężem. Żoną Wevilla została w podobny sposób.

    Kiedy David z Assią odjeżdżali rano z domu Hughesów, Ted po kryjomu wcisnął kobiecie liścik. Prośbę o spotkanie. Już poprzedniego dnia między tą dwójką można było wyczuć erotyczne napięcie. Zaczął się romans, który dla obu kobiet miał się zakończyć tragicznie."(...)

    http://52.img.v4.skyrock.net/527/camelia0044/pics/3045225313_1_8_Rr8KQLfa.gif
  • bogatka1 14.03.12, 23:47
    technologie.gazeta.pl/internet/1,104530,11319366,Pobiegnij_do_piwnicy_po_swoj_monitor_CRT___teraz_moze.html Wystarczy specjalna rękawica i nieco kabli, a każdy poczciwy monitor CRT będzie mógł być obsługiwany palcem.

    Choć mało mobilny, to dotykowy - monitor CRT może zyskać tę funkcjonalność dzięki projektowi zaprezentowanemu przez grupę studentów z University of Hasselt w Belgii.

    W specjalnej rękawicy umieszczono parę fotorezystorów, która umożliwia tworzenie na ekranie fantazyjnych obrazów.
  • an.ta 15.03.12, 01:52
    O proszę! A ja całkiem niedawno wyniosłam taki monitor ze strychu do skupu zużytego sprzętu RTV.
  • autograf42 15.03.12, 15:01
    To jakby tablet, pomysłowe big_grin
  • bogatka1 16.03.12, 00:29
    No właśnie, też pomyślałam o tablecie.
    Ale, tak myślę, ze te przeróbki i ta specjalna elektroniczna rękawica też coś kosztują - i w sumie, to chyba tablet bardziej się opłaca, bo tablet ma chyba więcej możliwości.

    W dodatku, te analogowe monitory bardziej prądożerne, więc nie ma co ich żałować.
    Mam jeszcze LG analogowy, jeszcze w sile wieku, ale wyszedł z mody, więc jest tylko awaryjnym zabezpieczeniem, gdyby młody nie chciał się ruszyć.

    Już miałam okazję przekonać się, że warto mieć takie zabezpieczenia, choćby do sprawdzenia,
    dlatego też nie wyrzuciłam starego kompa - i bardzo mi się przydał, gdy nowy był w naprawie.
    --
    http://img28.dreamies.de/img/125/b/gmtenjfntsk.gif
  • bogatka1 12.11.12, 18:56
    Wkurza mnie ten plik w startowym poście, ale że post jest startowy, to nie można go usunąć, bo poleci cały wątek.
    Dużym udogodnieniem byłoby na Forum Gazety, gdyby była Edycja postów, tk, jak jest na innych forach niegazetowych.

    www.przeglad-urologiczny.pl/artykul.php?1682
    "Aforyzm Seneki, stanowiący motto poniższych rozważań, bodaj najlepiej oddaje istotę przemijania czasu człowieka. Z wiekiem kumulują się nasze doświadczenie życiowe, przeżyte zwycięstwa i porażki pozwalają spojrzeć na rzeczywistość z pewnego dystansu. Starzy ludzie, pozbawieni już wielu emocji, zwłaszcza o podłożu seksualnym, potrafią kierować się bardziej rozumem czy też doświadczeniem, które podpowiada, co kryje się na końcu tej drogi. Lecz zastanówmy się, czy dzisiaj rola starszych osób jest podobna do tej sprzed 100-200 lat, czy potrzebne są nam niczym plemionom indiańskim rady starszych.
    (...)
    Teoretyczne rozważania co do długości życia człowieka oceniają je na około 115 lat. Tajemnica starzenia się nie została do końca wyjaśniona. Najprawdopodobniej tkwi ona w zaprogramowanej liczbie podziałów komórkowych. Pod koniec lat 90. XX wieku odkryto telomery, będące końcowymi fragmentami chromosomów. Każdy kolejny podział komórki skraca telomery. Tych podziałów prawdopodobnie może być najwyżej pięćdziesiąt. Następnie komórki, a wraz z nimi organizm obumiera. Wraz z telomerami odkryto enzym telomerazę, który "odbudowuje" zużyte telomery, zapewniając komórce, przynajmniej w hodowli in vitro, nieśmiertelność. Lecz in vivo sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana i faustowskie nadzieje związane z telomerami póki co rozwiewają się. Sprawa starzenia się organizmu jest bardzo skomplikowana. Działają tu zarówno czynniki genetyczne, jak i środowiskowe. Te ostatnie wydają się mieć bardzo duże znaczenie. Niehigieniczne zachowania, takie jak alkoholizm, nikotynizm, przyjmowanie trujących substancji w pokarmach, promieniowanie jonizujące to tylko niektóre z listy zagrożeń. Kumulujące się z biegiem czasu szkodliwe oddziaływania na komórki człowieka owych substancji powodują uszkodzenie materiału genetycznego, jak również bezpośrednie uszkodzenie ich cytoplazmy. Suma tych mikrouszkodzeń powoduje katastrofalne, nieodwracalne skutki. Śmierć to zakończenie procesu samodestrukcji. Głębokość uszkodzenia, a nade wszystko ich lokalizacja determinuje jakość życia u jego kresu.
    (...)
    Młody człowiek w ciągu kilku godzin pracy z internetem dowie się więcej niż jego dziadek w ciągu całego życia. W rzadkich przypadkach zaawansowany wiek, wiedza i mądrość życiowa będąca sumą wielu doświadczeń występują u jednego człowieka. Nie stanowi to już jednak takiej wartości jak kiedyś i jest to prawda naszych czasów. Pamięć zbiorowa przeszła z mózgów ludzkich na dyski magnetyczne i inne nośniki informacji. Tego cofnąć się nie da.

    Można więc stwierdzić, że rola starców jako doradców, arbitrów czy mentorów skończyła się. Kim więc są dzisiejsi staruszkowie? Przede wszystkim jest ich więcej niż 100 lat temu (w stosunku do ogółu społeczeństwa), a ich liczba nadal rośnie. Postępy medycyny, mimo iż nie ziściły snów średniowiecznych alchemików o wiecznej młodości, zapewniają zdrowsze i dłuższe życie. Operuje się 90- i 100-letnie osoby. Nie zawsze wynik tych zabiegów jest zgodny z oczekiwaniami, ale życie - uważane przez większość ludzi za największą wartość - przedłużane jest znacznie. Pozostaje jednak kwestia jego jakości. Starość sama przez się narzuca ograniczenia dla ciała. Wspomniane procesy destrukcji mogą dotyczyć narządów o różnej ważności dla życia człowieka. Jeżeli pojawi się np. niedokrwienie kończyny, które zmusi chirurga do amputacji, to można zastosować protezy czy kule służące do w miarę normalnego poruszania się. Co jednak, gdy destrukcja dotyczy mózgu? Człowiek staje się bezwolny, zdany na łaskę innych, często obcych ludzi. Zanieczyszcza się, cierpi z powodu odleżyn itp. Przy często zachowanej świadomości i jasnej ocenie tragizmu sytuacji nie jest w stanie nawet poruszyć powieką. Ból fizyczny jest łatwy do zniesienia dla współczesnej farmakologii i nie stanowi problemu, ból psychiczny jest bardziej dotkliwy. Dochodzimy powoli do najbardziej dramatycznego momentu życia, jakim jest śmierć. W tradycyjnym modelu rodziny dziadkowie mieszkali z dziećmi i wnukami, teoretycznie ciesząc się ich szacunkiem i miłością. Praktyka wyglądała różnie.(...)
  • bogatka1 23.11.12, 20:03
    Problem polega na tym, że nadal niezwykle trudno określić, kiedy następuje prawdziwa śmierć mózgowa. Nie sposób również stwierdzić, czy po niej człowiek zachowuje jeszcze świadomość.

  • an.ta 24.11.12, 04:23
    Niesamowity film. Dzięki Bogatko.
  • bogatka1 05.12.12, 03:53
    www.fakt.pl/Lek-na-raka-Jest-lek-na-raka-ale-nikt-go-nie-chce,artykuly,190766,1.html
    "Naukowiec Dr Evangelos Michelakis z kanadyjskiego University of Alberta ma pomysł na walkę z rakiem. To lek DCA ( kwas dichlorooctowy). Opis jego badań znaleźliśmy na stronie scienceblogs.com, stronie Cancel Cell i polskim portalu dziennik.pl. Zgodnie z nimi DCA może znaleźć zastosowanie w leczeniu niektórych guzów mózgu, oraz raka piersi i płuc.

    Jest używany od dziesięcioleci w leczeniu wielu chorób dziedzicznych u ludzi. Gdy naukowiec dodał go do wody, którą poił myszy i szczury z wszczepionymi komórkami ludzkiego raka, rezultaty go zaskoczyły. Duży, rozrastający się guz na grzbiecie myszy stał się po 3 tygodniach o 70 proc. mniejszy! Spowodował zanikanie komórek raka bez efektów ubocznych.

    Dr Evangelos Michelakis wykorzystał badania z lat 30. XX w. niemieckiego lekarza Otto Warburga, który uważał, że komórki rakowe to efekt zaburzeń metabolizmu zdrowych komórek. Odkrył on, że - w odróżnieniu od zdrowych - komórki nowotworu nie oddychają tlenem, ale czerpią energię z rozkładu glukozy - pisze dziennik.pl.

    Dziennik.pl dodaje: Warburg twierdził, że zmiana sposobu oddychania z tlenowego na beztlenowe jest przyczyną nowotworzenia tkanek. Dr Evagelos Michelakis chciał sprawdzić, co stanie się z komórką raka, gdy znów zacznie oddychać ona tlenem. Michelakis postanowił nakłonić ją do tego z pomocą kwasu dichlorooctowego (DCA).

    Komórki nie ginęły, ale wpadły w letarg. Odzyskał przy tym jednak zdolność do apoptozy. Co to takiego? "To zdolność uszkodzonej i źle działającej komórki do samounicestwienia" - tłumaczy badacz. Rak zaczął zabijać się sam!

    DCA sprawia więc, że komórki rakowe "popełniają samobójstwo". Naukowcy chcą go natychmiast wypróbować na chorych na raka. Specyfik mógłby stać się niedrogim nowym lekarstwem na tę śmiertelną chorobę.

    Dlaczego firmy farmaceutyczne nie ustawiają się w kolejce po to cudo? Dlatego, że ten lek jest starym lekiem, nie jest opatentowany więc jeśli ktoś zainwestuje w badanie, nie będzie mógł na nim zarobić, ponieważ każdy będzie mógł to produkować. Firmy farmaceutyczne nie są zainteresowane inwestowaniem w badania nad lekiem, na którym nie będą mogły zarobić.
    --
    a spróbuj nie - thing not done and you are gone - grafika widok z okna
  • bogatka1 29.12.12, 16:12
    nauka.newsweek.pl/zbrodnia-doskonala--czy-to-jest-mozliwe,99731,1,1.html "Zbrodnia doskonała. Czy to jest możliwe? (...) Przyczyny śmierci Anny K. będzie szukać lekarz sądowy podczas sekcji zwłok, co także jest rutynową i wręcz obowiązkową czynnością w śledztwie. Jeśli jednak nie znajdzie żadnych widocznych obrażeń – uduszenia, uderzenia, postrzału czy oczywistych śladów trucizny, denatkę, a raczej materiał biologiczny od niej pobrany będzie można poddać badaniom toksykologicznym. Pozwalają one odpowiedzieć na pytanie, czy dana osoba jest lub była w chwili zbrodni pod wpływem środków odurzających: alkoholu, narkotyków, leków itp. Można też z dużym prawdopodobieństwem określić, czy ktoś przyjmował określone środki sporadycznie, czy nałogowo.

    W przypadku Anny K. wiadomo z dużą dozą pewności, że była silnie uzależniona od narkotyków. I mogła nawet umrzeć z powodu przedawkowania. – W analizie toksykologicznej postęp polega na tym, że wykrywamy coraz mniejsze, śladowe niemal stężenia określonych substancji.

    W praktyce oznacza to, że wczoraj wykrylibyśmy np. narkotyk najpóźniej po kilku godzinach, dziś zaś znajdziemy go i po miesiącu – mówi dr Wojciech Lechowicz, kierownik Pracowni Analiz Toksykologicznych Instytutu Ekspertyz Sądowych. Do badania nie potrzeba też 40-50 gramów tkanek wątroby, jak jeszcze dekadę temu, ale zaledwie jeden gram, a czasem wspomniany kosmyk włosów. Choć ten ostatni nadal nie jest szczególnie dokładny. Historię z włosa można odczytać do sześciu miesięcy wstecz i z dokładnością do jednego miesiąca, zaś jeden centymetr włosów odpowiada mniej więcej jednemu miesiącowi życia. I choć najczęściej tego typu badania wykonuje się, ustalając trzeźwość kierowców, to dowód z badania toksykologicznego jest też standardowo wykorzystywany w sprawach o gwałt. Śledczy otrzymują odpowiedź, czy i czym odurzono ofiarę gwałtu."
  • bogatka1 06.01.13, 05:33
    nt.interia.pl/raport-medycyna-przyszlosci/medycyna/news-w-poszukiwaniu-niesmiertelnosci,nId,719103
    "Osobniki, których starzenie się jest zaniedbywalne, nie mają maksymalnej długości życia, a ich zdolności reprodukcyjne z czasem nie maleją. Prawdziwą rekordzistką jest sosna długowieczna (Pinus longaeva), która może przeżyć nawet 5000 lat.

    Zjawisko zaniedbywalnego starzenia się jest również przytaczane jako dowód możliwości opracowania technologii przedłużania życia u ludzi. Istnieją bowiem badania naukowe sugerujące, że proces starzenia zatrzymuje się u ludzi w wieku 90-100 lat, a ich śmiertelność stabilizuje na poziomie ok. 50 proc. rocznie. Wyniki te są kwestionowane w ostatnich latach, a na chwilę obecną nie odniesiono sukcesu w przedłużeniu życia u ludzi z ich wykorzystaniem. Ale nie wszystko stracone...
    Cykl nieskończony

    Turritopsis dohrnii to jedyny znany przedstawiciel królestwa zwierząt, który po osiągnięciu dojrzałości płciowej jest w stanie powrócić do stadium niedojrzałego płciowo. Dzięki tej jego umiejętności, powszechnie uważa się, że ten gatunek stułbiopława jest w stanie uzyskać biologiczną nieśmiertelność.

    Ostatnie badania, opublikowane w prestiżowym "New York Times", rzucają nowe światło na możliwość przeniesienia tej cechy do świata ludzi. Ich wielkim zwolennikiem jest Shin Kubota, jeden z najwybitniejszych na świecie specjalistów, który stułbiopławami zajmuje się od 15 lat.

    Stułbiopławy to gromada parzydełkowców, która obejmuje około 3500 gatunków, w większości morskich. W ich rozwoju występują dwie postacie dorosłe: polip i meduza. To właśnie w wyniku następujących po sobie przemian stułbiopławy są uważane przez naukowców za organizmy nieśmiertelne.

    Zjawisko to zaobserwował w 1988 r. 20-letni Christian Sommer, student biologii morskiej, który spędzał wakacje na włoskim wybrzeżu. Wśród organizmów, które zebrał, był mało wówczas znany naukowcom gatunek Turritopsis dohrnii. W późniejszym czasie zyskał on więcej mówiące nazwy: "nieśmiertelnej meduzy" lub "meduzy Benjamina Buttona.

    Odwrócenie procesu starzenia następuje u nich jedynie wówczas, gdy organizm choruje, zostaje zraniony lub doświadcza urazu ze strony czynników środowiskowych. Dochodzi wtedy do transdyferencjacji - procesu, w którym komórki macierzyste ulegają przeprogramowaniu, przekształcając się w innego rodzaju tkanki, także te pochodzące z innych listków zarodkowych.
    Zaobserwowano, że komórki przeszczepionego szpiku kostnego mogą się różnicować w neurony, astrocyty lub mikroglej. Z kolei komórki macierzyste mięśni i krwi mogą wzajemnie dawać obie tkanki.
    Transdyferencjacja komórek macierzystych może być związana ze środowiskiem, w jakim się znajdują, zgodnie z teorią nisz. Zjawisko to z powodzeniem może być wykorzystywane do autoprzeszczepów hodowanych komórek macierzystych. Gdyby faktycznie udało się zapanować nad tym procesem, człowiek mógłby żyć wiecznie.

    Wciąż nie wiadomo jednak, dlaczego komórki stułbiopławów potrafią różnicować się nieskończenie wiele razy. Odpowiedzieć na to pytanie cały czas próbuje wspomniany Shin Kubota, który mieszka w Shirahamie, na południe od Kioto. Japończyk upiera się, że jakikolwiek przełom w badaniach nad stułbiopławami może skutkować rewolucją w ludzkiej medycynie.

    "Wykorzystanie tej samej zasady transdyferencjacji do organizmów ludzkich to moje największe marzenie. Pod względem genetycznym z meduzami mamy zaskakująco dużo wspólnego. Kiedy uda nam się już zrozumieć, w jaki sposób stułbiopławy potrafią się odmładzać, będziemy mogli dokonać wielkich rzeczy. Moim zdaniem możemy dać ludziom nieśmiertelność" - powiedział Kubota.

    Trzeba pamiętać, że Turritopsis dohrnii nie są w pełni "nieśmiertelne". Organizmy te w istocie bardzo łatwo zabić - niezwykle groźne są dla nich m.in. ślimaki morskie. Poza tym każdy przebyty proces transdyferencjacji oznacza, że w momencie, gdy organizm wraca do swojej najwcześniejszej fazy rozwoju, zaczyna wzrastać już jako inny osobnik.

    http://i.iplsc.com/-/0001VJATQQHA05O1-C116-F4.jpg

    Telomery to fragmenty chromosomów zlokalizowane na ich końcach, które chronią je przed uszkodzeniami podczas kopiowania. Skracają się podczas każdego podziału komórkowego, a proces ten jest naturalnym "licznikiem podziałów". Chroni on komórki przed powstawaniem nowotworów, jednak przekłada się na proces starzenia się. Większość "zdrowych" komórek organizmu z chwilą osiągnięcia wieku określanego mianem limitu Hayflicka, umiera. Ale średnio jedna komórka na trzy miliony wyrywa się ze śmiertelnego uścisku i zaczyna wytwarzać telomerazę, enzym odpowiadający za rekonstrukcję telomerów. Zamiast umrzeć, zaczyna się dzielić w niekontrolowany sposób i staje się komórką nowotworową.

    Hipoteza badawcza jest prosta: wystarczy mechanizm powstawania telomerazy zaszczepić zdrowym komórkom organizmu, by zyskać życie wieczne. W praktyce nie jest to takie proste, ale naukowcy z filadelfijskiego Wistar Institute, pod kierownictwem Emmanuela Skordalakesa, poczynili ogromne postępy w tej materii.

    "Telomeraza to doskonały cel dla chemioterapii, gdyż jest to enzym aktywny w większości przypadków nowotworów, a jednocześnie nieaktywny w zdrowych komórkach. A to oznacza, że lek, który wyłączy działanie telomerazy, prawdopodobnie będzie skuteczny z wieloma rodzajami nowotworów, mając przy tym nieznaczne skutki uboczne" - powiedział Skordalakes dla magazynu "Nature".

    Telomeraza jest powszechnie uważana za cel numer jeden w poszukiwaniach uniwersalnego leku na różne rodzaje nowotworów. Mimo że takie badania są prowadzone już od ponad dekady, nikomu nie udało się wykorzystać blokady telomerazy do walki z nowotworami. Problemem jest sama budowa enzymu zawierającego fragmenty RNA - szablonu, na podstawie którego tworzone są końcówki telomerów.

    Uczeni z Wistar Institute do badań wykorzystali nie tylko materiał genetyczny ludzi, ale również drożdży i owadów. Okazało się, że pewien gatunek chrząszcza - trojszczyk gryzący - dysponuje genem, który umożliwia produkcję telomerazy. Wykorzystując krystalografię rentgenowską, naukowcy obejrzeli trójwymiarową strukturę cząsteczek i w efekcie opracowali symulację ukazującą sposób działania enzymu.

    "Prawdziwy przełom nastąpił, gdy odkryliśmy aktywną telomerazę u trojszczyka gryzącego. Kiedy odkryliśmy gen kodujący odpowiednie białka, przystąpiliśmy do pracy. Po raz pierwszy na własne oczy ujrzeliśmy, w jaki sposób telomeraza wydłuża telomery" - dodał Skordalakes.

    Ironią byłoby, gdyby obecnie jeden z najpotężniejszych przeciwników człowieka, jakim bez wątpienia jest każdy rodzaj nowotworu, był źródłem recepty na życie wieczne."
  • bogatka1 16.01.13, 11:31
    spoleczenstwo.newsweek.pl/prof--zbigniew-mikolejko--jestem-starym-dziadem,100172,1,1.html PROF. ZBIGNIEW MIKOŁEJKO:
    "...A w starości nie lubię tego, że różne rzeczy są zakazane. Chciałbym na przykład na nowo zacząć podróżować, a nie mogę. Jeżdżę po Polsce, ale różne światy, które chciałbym jeszcze zobaczyć, są mi już zakazane. Zmęczony jestem, nie miałbym siły, wzrok coraz słabszy.
    ...starość daje poczucie pewnej stabilizacji, spokoju, a także pewnej wiedzy egzystencjalnej, której wcześniej nie miałem. Ale nie chciałbym być traktowany jak człowiek stary.
    ...nie dopuszcza się u nas do żadnych zmian społecznych, zmusza się starych ludzi do odgrywania ich tradycyjnych ról. Dziadek ma chodzić na spacer z wnukami albo dawać pieniądze z renty, babcia ma się wnukami zajmować, kiedy młodzi tego potrzebują. Oboje nie mają prawa do odpoczynku, do czasu wolnego. Oczywiście często stare kobiety, które żyją dłużej niż mężczyźni, znajdują sens życia w opiece nad wnukami, przeżywają drugą młodość.

    Nie idealizujmy stosunku społeczeństw do starości. Bywało z tym różnie. Były społeczności, na przykład wędrowne plemiona indiańskie, które porzucały starców. Bo nie mogli pracować, nadwerężali siły wspólnoty, więc się ich pozbywano. Na Nowej Gwinei wobec starców praktykowano kanibalizm. Wieszano ich luźno za ręce na gałęziach drzewa, wokół krążył tłum, który potrząsał drzewem, śpiewając: „Owoc dojrzał, owoc dojrzał”. I kiedy staruszek spadał na ziemię, jego współplemieńcy go dobijali i zjadali. W niewyobrażalnie biednych polskich społecznościach wiejskich też nikt nie mógł sobie pozwolić na luksus utrzymywania starców, więc wystawiano ich na tak zwany wycug. To była izdebka przy sionce, najzimniejsze miejsce w domu. I tam sobie wegetował staruszek, aż go zimno dobiło. A czym się zaczynają „Chłopi” autorstwa najlepszego polskiego socjologa wsi, czyli Reymonta? Oto stara Agata, wyrzucona przez dzieci, idzie w świat. Już jest niepotrzebna.

    Wszystkie argumenty przeciwko ustępowaniu starszym ludziom miejsca są z gruntu rzeczy fałszywe. Młodzi ludzie, którzy mówią, że pracują na emerytury starych ludzi, zapominają, że kiedyś ci starzy ludzie pracowali na ich edukację i bezpieczeństwo. W Polsce w ogóle mamy gigantyczny kłopot z solidarnością społeczną. Mówimy: „Nie będę płacił na młode matki z dziećmi, bo nie mam dzieci”. Albo: „Nie będę płacił na staruszków, bo mnie nie obchodzą”. Nie zbudowaliśmy wspólnoty, bo wspólnota powstaje w wyniku negocjacji egoistów.

    Trzeba sięgnąć do Hobbesa i Smitha, do myślenia, na którym opiera się cała kultura anglosaska: że człowiek z natury jest egoistyczny, dba tylko o swoje interesy. Ale ponieważ taki sposób działania prowadzi do śmierci i zniszczenia, więc zawieramy umowę społeczną – wyrzekając się części swoich egoizmów, dostajemy jakie takie bezpieczeństwo. W Polsce jest inaczej: u nas wspólnota jest budowana od okazji do okazji – przy świętach, żałobach narodowych. To cmentarna wspólnota. Kiedy się kończy uroczystość, ludzie wracają do domu i zajmują się swoimi małymi sprawami. Widać tu też doświadczenie wiejskiego, chłopsko - szlacheckiego społeczeństwa i pańszczyzny. W tym zwierzęcym, potwornym losie nikt nie myślał o budowaniu wspólnoty, bo liczyło się jedynie przetrwanie. Załatwiało się tylko swoje partykularne, egoistyczne interesy. Bardzo znamienne jest to, że od lat z badań socjologicznych wynika, że dla Polaków najważniejsza jest rodzina. Nie praca, nie wiara, nie patriotyzm, tylko rodzina. To nie znaczy oczywiście, że ta rodzina jest dobra. Ale to prawie jedyna przestrzeń życia wielu ludzi, zwłaszcza starszych."
  • bogatka1 01.05.13, 00:18
    forum.gazeta.pl/forum/w,48033,109792893,,Astronomiczne_przyblizyc_nieba_nam_trzeba_.html?v=2 odkopany w archiwum smile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka