Dodaj do ulubionych

kursy kulinarn e i male szkoly gotowania

27.10.09, 11:01
Dyskutowalismy przy jakiejs okazji z Kurka i Dziunia warianty mozliwe
prowadzenia zwykluych szkolen i gotowan i rozpoznalismy mnemanologiczniesmile
wiele raf, jak zwykle przepisowych w Polsce....

Doszlismy, ze najlatwiej, zeby nie polec w walce z Sanepidami, urzedami i
tonami pozowlen, to
- albo znalezc zaprzyjazniona knajpke i jeden dzien w tygodiu, miesiacu uzywac
jej do takich celow;
- albo salon z meblami kuchennymi, ktory zalatwilby sam wszelkie kwity i
spelnil warunki liczne;
- albo... no... nielegalna, podziemna dzialalnosc i oczekiwanie, ze jakis
kursannt blysnie legitymacja urzedu skarbowego.smile))


Tu podaje znaleziony przyklad dzialalnosci - ukierunkowanej, ale jednak:
np.//////////////////
Kurs Kulinarny "Smaki Tajskie"
masala2 27.10.09, 10:43 Odpowiedz
Kuchnia tajska jest uważana za jedną z najciekawszych i najostrzejszych na
świecie. Jednak odpowiedni dobór potraw sprawia, iż straszliwa ostrość dań
głównych łagodzona jest przez wspaniale aromatyczny ryż jaśminowy, aksamitnie
łagodne surówki oraz słodkie desery. Każdy tajski posiłek skomponowany jest z
wielu rożnych, odpowiednio dobieranych dań. W trakcie naszego kursu nauczymy
Państwa nie tylko ich przygotowania, ale również odpowiedniego komponowania.


Przez wiele lat kuchnia tajska była w Polsce mało znana. Brak odpowiednich
produktów, egzotyczne techniki i utensylia kulinarne sprawiały, iż tajskie
przysmaki serwowały tylko ekskluzywne restauracje. Od pewnego czasu jednak i
do Polski zaczęły napływać odpowiednie składniki, dzięki czemu możemy
rozkoszować się egzotycznymi smakami. W trakcie szkolenia omówimy wszystkie
podstawowe składniki, ich zastosowanie oraz różnice pomiędzy markami. Po
wykładzie teoretycznym przejdziemy do części praktycznej, w trakcie której,
pod okiem instruktora, pracując w podgrupach przygotujecie Państwo zupę Tom
KA, Tom YAM, dania główne Pad THAI oraz Curry, aby zakończyć deserami Kluay
Buad Chee i Sa-KHAOO PIEG LamYai.

Szkolenie odbędzie się w siedzibie naszej firmy - Galeria Skład Bananów -
przy stacji Metra Służew w Warszawie w dniu 06 grudnia 2009 od godziny 13.
UWAGA! W przypadku mniejszej ilości uczestników niż 10 osób, kurs może zostać
odwołany lub przełożony na inny termin.

Agenda

Miejsce: "Skład bananów", ul. Wołodyjowskiego 47A koło stacji Metra Służew.

Termin: 06 grudnia 2009 r

Czas trwania: 3-4 h (Zajęcia rozpoczynają się o 13)

Grupa: 10-15 osób.

Program:

* Wykład - tajska sztuka kulinarna


* Omówienie podstawowych surowców potrzebnych do przygotowania potraw


* Trening praktyczny. Trener pokazuje sposób przyrządzenia potrawy, a
następnie 2-3 osobowe podgrupy powtarzają jej przygotowanie (w programie
przygotowanie zup Tom KA, Tom YAM, dań głównych Pad THAI oraz Curry, na
zakończenie desery Kluay Buad Chee i Sa-KHAOO PIEG LamYai.)

Więcej informacji i zapisy na stronie masala.com.pl
/////////////////////////

Myslicie, ze to ma przyszlosc? Nie kursy, czy integraccyjne zajecia robienia
sushi itp, ale wlasnie takie z rynku anglosaskiego - podstawowe gotowanie dla
indywidualnych ludzi?

pozdrawiam!
Edytor zaawansowany
  • 27.10.09, 11:51
    Uwazam, ze jak najbardziej. Dlaczego ten akurat trend ma sie nie
    przyjac, skoro przejelismy tyle innych? W UK te kursy sa bardzo
    popularne, czesto kupony na prestizowe kursy, np w szkole Ricka
    Steina czy Raymonda Blanca, to prezenty pod choinke czy na urodziny.
    Sama kupilabym taki kurs mojemu mezowi, gdybym miala wystarczajaco
    duzo gotowki (te renomowane sa drogie). Ale np przystepny cenowo
    kurs robienia trufli czekoladowych i czekolad w ogole organizuje
    mala wytwornia czekolady w miasteczku niedaleko mojego - wiem, ze na
    takie kursy przyjezdzaja tez np pracownicy okolicznych firm, lepsza
    taka integracja, niz paintball. Moja kolezanka byla na takim kursie
    u Ricka Steina (znany tu szef kuchni, mial wiele programow TV) i
    byla zachwycona.
    Do slynnej szkoly kulinarnej w Irlandii, Ballymaloe, przyjezdzaja
    ludzie z calego swiata, takich kursow jest tez mase we Francji,
    czesto prowadza je Amerykanie i Brytyjczycy, ktorzy ucza swoich
    krajan francuskiej kuchni.
    Jednym slowem - warto taki kaganek oswiaty kulinarnej niescsmile
    --
    backwards-in-high-heels.blogspot.com/
  • 27.10.09, 12:14
    A ja właśnie noszę się z pomysłem na kursy gotowania dorosłych z dziećmi.
    Chciałabym je poprowadzić najpierw dla małej grupki, a potem może to rozwinąć,
    ale właśnie nie wiedziałam, jak sobie poradzić z formalnościami i na szczęście
    mnie oświeciłyście. Zadzwonię do znajomej knajpki i im zaproponuję taką formę
    zajęć dla dzieci. Może będą zainteresowani?
    --
    Znowu piszę:
    sniezkagotuje.blogspot.com
  • 27.10.09, 12:48
    Niestety polskie realia sa mi dosyc obce, wiec nie odpowiem bezposrednio na
    Twoje pytanie, ale moge opowiedziec o tym ,co dzieje sie u sasiadow za miedza,
    czyli w Niemczech smile
    Pomijajac dzialanosc tz "gwiazdkowych" kucharzy , ich restauracji, calych firm
    marketingowch wydajacych ksiazki, produkty i ogranizujacych kursy, widze ze
    rosnie i to dosyc prezenie nowy trend. W miescie za rogiem w prywatnym domu
    powstala szkola kulinarna. Zawodowy kucharz, z calkiem niezwym dorobkiem ( widac
    po CV w jakich restuaracjach pracowal ) organizuje kilka razy w miesiacu rozne
    tematycznie kursy. Moza zabukowac kurs indywidualny, sa mozliwe kursy dla kilku
    zaprzyjaznionych par a wczoraj nawet widzialam ogloszenie o kursach jako tz
    Christmas party dla pracownikow firm w prezencie od szefa . Uwazam pomysl za
    genialny, bo nie dosyc ze fajnie mozna zjesc to jeszcze sie przy okazji czlowiek
    czegos nauczy smile
    Znam tez kursy organizowane przez szefa kuchni jednego z renomowanych hoteli -
    wykorzystuje swoja kuchnie, raz w miesiacu w czwartek. Na zajecia trzeba sie
    zapisywac z kilkumiesiecznym wyprzedzeniem, choc nie sa tanie.
    Ogolnie widac, ze rynek "okolokulinarny" w Niemczech preznie sie rozwija.
    Dlaczego by to nie mialo rownie dobrze funkcjonowac w Polsce ?

    --
    Wer Schmetterlinge lachen hört, der weiß, wie Wolken schmecken
  • 27.10.09, 18:30
    To ja Ci powiem jak to jest na koncu swiata smile

    Kursow kulinarnych tutaj sporo i to takich organizowanych przez szkoly kucharskie czy hotelarskie jak i przez 'zwyklych' ludzi czy firmy.
    Tym ostatnim wystarczy nawet wlasny dom oby tylko mial patent komercyjny (tzn pozwalajacy na prowadzenie w domu dzialalnosci, dom musi byc Twoja wlasnoscia).
    Sanepid tylko zatwierdza, co jest rownoznaczne ze zlozeniem podania o pozwolenie na taka dzialalnosc a czy przyjda odebrac zanim przybija pieczatke to inna sprawa. Masz miec zlew, kibelek i biezaca wode smile
    Nigdy wiecej ich nie widzisz, no chyba, ze ludziska sie w knajpie struja smile
    W urzedzie skarbowym rejestrujesz taka dzialnosc via net, poniewaz jest uslugowa nie placisz vatu a wiec nie bawisz sie w ksiegowosci, deklaracje itp (mowa o osobie fizycznej), podatek (10%)placisz od kazdego rachunku jaki wystawiasz kursantowi a potem i tak raczej Ci to zwroca smile
    ZUS'u nie placisz, chyba, ze bardzo tego chcesz smile

    Bardzo popularne sa takie kursy np w liceach (prywatnych) a prowadzic je moze kazdy (polecony przez znajomka oczywiscie), platne nawet przyzwoicie. Nawet mi sie taka fucha trafila, ale bylam tuz po przyjezdzie i jezykowo bym nie udzwignela obowiazkow smile Potem znajomosc sie rozmyla.


    --
    Jest sobie Kot
    Chilijski Ślimak
    Chilijskie Wina
  • 27.10.09, 18:48
    Misia juz o rynku niemieckim napisalasmile
    A tak ogolnie-chociazby patrzac na pytania z FK-duzo ludzi chce sie nauczyc
    gotowac-nie tylko jakies egzotyczne dania ale i swojskie zupysmileI wlasnie ten
    sposob-gotowanie wspolne-patrzenie na prowadzacego co robi i jak jest swietnym
    pomyslemsmileW ten sposob sami sie uczylismy-ale nie kazdemu jest dane miec tego
    "ducha-guru kulinarnego"smile
    --
    no i jeszcze Pinezka
    Kuchenne Pogaduszki
  • 03.11.09, 17:09
    Jacku, chcialabym wtracic trzy grosze do tej dyskusji.
    Jakis czas temu interesowalo nas to zagadnienie.

    Pan P. (moj maz) ma znajomą, która od kilku lat prowadzi mala szkole
    kulinarna w Kalifornii. Od razu uprzedzam – sie nie chwale, tylko
    skoro dyskusja merytoryczna jest, to chce sie podzielic tym, co wiem.

    Nie jest ta osoba żadnym sławnym szefem, ale wydała parę książek
    kucharskich, a w kulinariach siedzi o jakiegoś czasu i prywatną pasję
    zamieniła na zawód.

    Zeby nie byc goloslowną, podaję linka:
    www.mckcuisine.com/about_us.htm
    Z tego, co mi wiadomo, na poczatku działalności ta szkółka była nieco
    dochodowa, a to dlatego, że aktualna właścicielka miała za wspólnika
    osobę, która dostarczała lokal. Z naszych wiadomości wynika, że ta
    spółka się rozleciała i właścicielka najprawdopodobniej musi teraz
    wynajmowac odpowiednie lokale dla szkoły. Najprawdopodbniej szkoła ta
    nie przynosi zysków, a starcza na pokrywanie bieżących wydatków i to
    też nie zawsze. Pewnie właśnie dlatego wlascicielka sprzedaje różne
    utensylia kulinarne, normalne do nabycia w sklepach (a to foremki do
    magdalenek, a to foremki do tart, dupka – śrubka...). Używam tutaj
    wszędzie słowa „najprawdopodobniej”, ponieważ pani ta jest Angielką i
    nie rozmawia o własnych kłopotach. Jedno jest pewne – kroci na tym
    nie zarabia ani zlotego interesu tez nie zrobila.

    Na przykładzie tej szkółki analizowalismy jakis czas temu to
    zagadnienie z panem P. jako potencjalny pomysl na rozwiniecie
    dzialalnosci – tzn byc TYLKO wlascicielem, organizować szkolenia w
    formie zamknietej calosci (np – podstawy kuchni wloskiej,
    francuskiej, polskiej, ale nie w formie trzy-czterogodzinnych kursow
    tylko conajmniej parotygodniowych). Zajecia mieliby prowadzic
    profesjonalisci specjalizujacy sie w kuchniach danego kraju.

    Jednak po wstępnym researchu uznaliśmy, że biznes ten, to zbyt
    ryzykowne dla nas zajęcie w naszej i tak dosc dziwnej sytuacji.
    Abstrahujac od czynności i trudności administracyjno – prawnych (te
    akurat mi nie straszne), koszty zbyt wysokie – lokal, sprzety,
    produkty, wynagrodzenie dla personelu i pieniadze na reklame - czynia
    ten interesem raczej karkolomnym pomyslem na zycie.

    Wyszlo nam, ze na takich malych szkolach kulinarnych w ogole sie nie
    zarabia, albo inaczej – ze skorka nie warta jest wyprawki. Co innego,
    gdyby nie trzeba bylo martwic sie o pieniadze na codzienne zycie, a
    prowadzic taka szkolke hobbystycznie, nawet od czasu do czasu
    dokladac do strat smile – a to prosze bardzo, czemu nie.
    No i najwazniejsza sprawa - trzeba miec albo wlasny lokal, albo wejść
    z kimś w spolke.

    I jeszcze jedna uwaga – zalinkowany przez Ciebie 3-4 godzinny kurs to
    m zd jest robienie ludzi w konia. Nikt nie nauczy sie gotowac tylu
    wymienionych potraw w tak krotkim czasie. Nie wiem w ogole, czemu
    takie kursy sluza. Plus takiej imprezy – pewnie stosunkowo niska
    cena, dzieki czemu znajda sie jeszcze klienci.
    Z kolei juz nawet parotygodniowy kurs gotowania musi byc drogi – nie
    ma innej mozliwosci. Plusy – mozna sie wiele nauczyc, minusy – kogo
    bedzie na to stac albo inaczej – czy taka szkoly i kursy beda zawsze
    zapelnione ?
    Organizowac kursy tak – ale powinno to stanowic zamknieta calosc.
    Czy w Polsce ktos w ogole prowadzil jakiekolwiek badanie rynku w tym
    zakresie ?

    Na koniec chcialam jeszcze zalinkowac artykul (wraz z linkami do
    szkol kulinarnych), ktory na poczatku roku pojawil sie w Le Figaro o
    bardziej i mniej znanych szkolach kulinarnych (ale nie np slawnym
    Cordon Bleu):
    Ecole Lenotre
    Atelier des chefs
    Atelier des sens
    Chef martial
    Atelier Guy Martin
    Atelier Japonais : Wa-bi Salon
    L’ecole de degustation
    Park Hyatt Vendome
    Alain Cirelli

    Link do artykulu :
    www.lefigaro.fr/scope/articles-enquete/2009/01/23/08002-20090123ARTFIG00671-suivez-le-chef-.php

    O, tutaj jeszcze odkrylam fajna sprawe, a mianowicie kursy
    municypalne - czyli organizowane przez wladze paryskie. Z tego co
    wiem, sa one na dosc wysokim poziomie. Kurs trwa rok, zajecia raz w
    tygodniu po kilka godzin. Cena – 100 euro za rok ! Kursy sa
    dofinansowywane przez wladze miejskie. Jest tylko jeden problem –
    zatrzesienie chetnych. Nie dostalam sie, poniewaz pierwszenstwo maja
    osoby, ktore maja juz kulinarny dorobek – np ksiazke wydana, chca
    otworzyc restauracje itp.

    I tu pojawia sie pomysl: a moze by cus takiego u nas ? Albo przy
    dofinansowaniu z UE ?
    Np kuchnia polska dla obcokrajowcow jako promocja Polski Naszego
    Pieknego Kraju - a Prezydent M ST W dofinansowywuje smile

    No to tyle. Mam nadzieje, ze nie przynudzilam za bardzo.
  • 04.11.09, 11:01
    jako dzicko chodziłam na kurs gotowania big_grin
    Było coś takiego jak ośrodki Praktyczna Pani.
    Kursy były niby dla dorosłych kobiet (nowe osiedle mieszkaniowe,
    nowy ośrodek - chcieli jakoś zaistnieć0. Panie się nie zgłosiły -
    zgłosiły się dzieciaki big_grin
    Fajne to było....Do dzisiaj mam notatki smile
    Ale troche wiedzy łyknęłam, np o witaminach ...
    Nawet był o tym kursie reportaż w Kobiecie i Życiu - hehehe.
    Czemu dzisiaj nie można?

    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • 04.11.09, 11:28
    U mnie na wsi tez gmina dofinansowuje kursy gotowania dla
    dzieci/nastolatkow - prowadzone w bibliotece (bo moja biblioteka to
    wlasciwie taki dom kultury, z sala teatralna etc). Dla doroslych nie,
    ale dla doroslych jest, jak juz wspomnialam, mnostwo kursow
    organizowanych przez rozne instytucje.
    --
    backwards-in-high-heels.blogspot.com/

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.