Dodaj do ulubionych

dlaczego niektorzy ludzie wstydza sie przyznawac

26.03.10, 14:47
ze lubia proste zwykle potrawy?
Np swojskie zurki czy zalewajkismileAlbo kotletytongue_out
Albo mielone,ziemniaki i buraczki?smile
Bo to nie jest trendy?smile
Jasne,ze nalezy urozmaicac kuchnie i nie byc slynnym "kotleciarzem",ale takie
proste potrawy zapamietane najczesciej z dziecinstwa chyba nie powinny byc
ujma albo?
Oczywiscie to zalezy od kraju w ktorym sie wychowalo-dla Wlocha makarony nawet
z truflami moga byc swojskim pokarmembig_grin
Ja pisze o naszych typowo polskich potrawachsmileNiesmiertelne jajo w sosie
chrzanowym lub barszcz z krokietemsmileItd itd..smile


--
no i jeszcze Pinezka
Kuchenne Pogaduszki
Edytor zaawansowany
  • 26.03.10, 14:50
    Nie wiem dlaczego niektorzy tak maja.

    Ja tam lubie swojskie polskie zarcie, ale mam taki ped do poznawania nowych
    smakow, ze po prostu rzadko je przygotowuje. Za to zawsze u Mamy, Babci, Cioci
    upominam sie (choc wcale nie musze) o ulubione swojskie smaki. smile
    --
    Zmysły w kuchni
  • 26.03.10, 14:52
    ktore kaza im wyburzac lub porzucac stare, czasami piekne chaty, i na ich
    miejscu/lub obok stawiac paskudztwa, lub zrywac stara farbe z komody tylko po
    to, zeby pomalowac za piec minut w przecierke, udajaca stara, ale 'lepsza niz
    stara' bo nowa smile Po czesci jest to wstydzenie sie pochodzenia, korzeni,
    nieswiadomosc, epatowanie 'swiatowoscia'....a w przypadku przecierek-zwykly brak
    gustu big_grin
    --
    wloszczyzna.blogspot.com/
  • 26.03.10, 15:01
    Ja się nie wstydzę. W ogóle mało wstydliwy jestem smile.
    Chłop ze wsi jestem, sushi nie jadłem, owoców morza nigdy nie jadłem (chyba, że
    liczyć śledzie) i wielu, wielu innych jeszcze. Nie to nawet, żebym jakoś nie
    chciał, po prostu to drogie rzeczy są, nie bardzo mnie stać żeby się nimi żywić.
    Nie bardzo mam ochotę kupić raz do roku homara czy jagnięcinę za pół mojej
    pensji, wolę pół świni kupić, wiaderko śledzi i krzynkę piwa. Jadam to co jest
    wokół mnie ogólnie dostępne i na co mnie stać, nie staram się "przeskoczyć" za
    wszelką cenę swojego statusu. Pewnie gdybym się wyprowadził do kraju gdzie
    sprzedają na rynku świeże przegrzebki i ośmiornice to bym się przestawił smile, ale
    tak jestem tu gdzie jestem, jestem tym kim jestem i nie narzekam smile.
    --
    BETTER MOTORHEAD THAN DEAD
  • 26.03.10, 15:16
    Ja tam sie przyznaje otwarcie ze gotuje jak moja mama czyli tradycyjniesmile I juz
    nie raz dziekowalam i hymny pochwalne pialam Rafalowi za jego przepisy, ktore
    czesto pokrywaja sie z tym co pamietam z kuchni mojej babci (nie, nie przytyk w
    kierunku wieku Rafala, a raczej komplement za tradycyjna pyszna kuchniesmile )
    Owszem, gotuje tez roznosci makaronowe na wloska nute, zdarzy sie tajskie czy
    chinskie jedzenie albo jakis modny "gadzecik" o ktorym mojs mama nie slyszala,
    ale generalnie w naszym domu rzadzi przyslowiowy mielony i buraczki Tez
    Fettiniowe-barowe leniwewink
    A.
    --
    Ewcia
    Ninka
  • 26.03.10, 15:20
    Ale kto się wstydzi?

    Może naprawdę są tacy ludzie, którzy nie lubią prosto i zwykło, więc
    nie mają się do czego przyznawać?

    Uwielbiam mielone mojej Mamy. Do tego buraczki i ziemniaki z
    koperkiem. A od tyodnia chodzi za mną zsiadłe mleko z młodymi
    ziemniakami. Czy ktoś mi wytłumaczy jak krowie na rowie, co zrobić,
    by zaspokoić swe żądze?
    big_grin
    --
    równość
  • 26.03.10, 15:23
    Koperek/brrrbig_grin/ kupic w doniczce.Z normalnych ziemniakow wyciac kulki i
    ugotowac,a zamiast zsiadlego maslankasmileI juz bedzie erzacbig_grin
    --
    no i jeszcze Pinezka
    Kuchenne Pogaduszki
  • 26.03.10, 15:25
    Eee, koperek i młode ziemniaki to ja mam smile Chodzi o to prawdziwe,
    zsiadłe mleko. Wiem, że jest sklepowe, ale ono smakuje inaczej niż
    to u Mamusi wink
    --
    life is...
  • 26.03.10, 15:27
    aa to musisz isc do chlopa lub baby i namowic ich coby ci sprzedali jeszcze
    przed przepusczeniem przez to ustrojstwosmile
    --
    no i jeszcze Pinezka
    Kuchenne Pogaduszki
  • 26.03.10, 15:31
    Moi Rodzice niby mieszkają na wsi. W całej wsi nie ma ANI JEDNEJ
    krowy, wyobrażacie sobie? I w dwóch sąsiednich również. To skąd ja
    ma wziąć babę i dziada?
    Znaczy dziada i babę z krową, bo bez krowy to mam do wyboru, do
    koloru.
    --
    równość
  • 26.03.10, 15:30
    Jeśli nie masz dostępu do mleka "od krowy" to takiego "najprawdziwszego"
    zsiadłego nie zrobisz, ale sklepowe też ładnie kiśnie, byle nie Uhate, tylko
    zwykłe. Najlepiej dołożyć na popęd łyżkę kwaśnej śmietany, rozbełtać i odstawić
    w ciepłe miejsce.
    --
    BETTER MOTORHEAD THAN DEAD
  • 26.03.10, 15:49
    U mnie kwasilo sie tylko bio bo zwykle sklepowe nawet w butelce i pasteryzowane
    i homogenizowane bylo.I jak sie ukwasilo to mialo taki zepsuty smak i zapachsad
    --
    no i jeszcze Pinezka
    Kuchenne Pogaduszki
  • 26.03.10, 16:02
    Kiedyś kupiłam zsiadłe mleko w Kauflandzie. Wcale się nie wstydzę, że latem
    ziemniaki popijam kefirem. i to jest dla mnie super obiad. Są rzeczy z
    regionalnych których nie lubię na przykład czernina, ale za to zimą kapuśniak z
    kiszonej kapusty jak najbardziej
    --
    "W dworcowej poczekalni, na stacji PKP
    lubię posiedzieć czasem
    bo gdzie lepiej czekać jest "
  • 29.03.10, 22:18
    ja tam kefirem nie popijam (ale to dlatego ze kefiru nie lubie) ale mlode
    ziemniaki z duza iloscia masla i koperku to moge jesc w duzych ilosciachsmile
    a kapuste kiszona to najlepiej z zeberkami albo zasmazana do kotletow mielonychsmile
  • 26.03.10, 15:26
    Mnie tez napadlo kilka dni temu na ziemniaki z koperkiem, sadzone jajko i
    zsiadle mleko.
    --
    Zmysły w kuchni
  • 26.03.10, 16:37
    mnie tez. i kupilam mleko prosto od krowy na targu bio. i sie nie
    zsiadlo.
    --
    Tasty Colours
  • 26.03.10, 17:33
    No ja przyznaje sie bez biciasmile ze mnie takie wyszukane jedzenie nie
    smakujesmilenaprawde wole zjec mielone z buraczkami(ulubiony obiad moich dzieci)niz
    jakies sushi- chodz nie powiem ze nie jadlam ale dla mnie to zadna
    rewelacja.Gotuje tak jak moja mama i babcia ale tez zdarza popelnic mi sie i
    inne rzeczy.
    A wracajac do pytania. Mysle ze to tylko takie udawanie, pozowanie na swiatowych
    ludzi.
    --
    życie się zmienia -tylko pytanie? na lepsze czy gorsze
  • 26.03.10, 15:46
    A kapusta kiszona zasmazana z kopytkami,a nalesniki ,placki ziemniaczane,krupniok pieczony ,gotawany ,smazony z cebulka.
    Same swojskie pysznosci,a gulasz ,a jajko sadzone ,krokiety,
    mozna by wymieniac .....
  • 26.03.10, 15:59
    Mowienie o swoich nawykach zywieniowych to mowienie o sobie.
    Czesto, powiedzialabym, o bardzo intymnych sprawach. Jesli sie z
    tym zgodzimy, dochodzimy do konstatacji, ze mowienie o tym, co, jak
    kiedy itd sie je, moze byc - i czesto jest - elementem
    autoprezentacji.
    I ze sa ludzie, ktorym np zalezy, zeby byli wzieci za osoby 'z
    wyzszych sfer' (obojetnie, co przez te wyzsze sfery uwazamy). Jesli
    chce uchodzic za kogos takiego, prycham z obrzydzeniem na mielone i
    buraczki, a nad sushi niby mimochodem rzucam uwage o tym, jakie
    powinny byc PRAWDZIWE sushi, bo te sushi to nieprawdziwe jakies
    sa... Co oczywiscie nie zmienia faktu, ze jesli ktos sie bardzo
    napina i napręża, zeby mowiac o jedzeniu przdestawic siebie w
    dobrym swietle, zazwyczaj osiaga skutek wbrew przeciwny.

    Musze przyznac, ze moja czesta obecnosc na fk jest spowodowana
    takze mozliwoscia obserwacji z pogranicza psychologii spolecznej i
    antropologii smile))


    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • 26.03.10, 16:32
    w polsce niefajnie jest byc dumnym ze swojskiego jedzenia i
    regionalnych smakow. komuna tez zrobila swoje, bogate przedwojenne
    tradycje zostaly zapomniane (dobrze, ze coraz wiecej ludzi szuka w
    starych ksiazkach zapomnianych przepisow), tradycje "spauperyzowaly"
    sie, ostala sie chlopska kuchnia w okrojonej kryzysowo - robotniczej
    wersji...i jeszcze ten stereotyp kuchni niezdrowej, ciezkiej i
    nieladnie sie prezentujacej.
    we francji (bo tylko tym przykladem moge sie posluzyc) ludzie
    przewaznie sa dumni z lokalnego swojskiego jedzenia z regionu, z
    ktorego pochodza. dlatego ruch slowfoodowy jest tu bardzo slaby, gdyz
    bardzo jest silne przywiazanie do regionalnych kuchni, produktow i
    jakosci.
    Ciekawie napisano o tym w ksiazce dwoch dziennikarzy, ktorzy badali
    paradoksy spoleczenstwa francuskiego... niestety ksiazka chyba nie
    zostala przetlumaczona na polski: Sixty Million Frenchmen Can't Be
    Wrong: Why We Love France but Not the French.
    A poza tym niektorzy sa snobami i jadaja tylko to co jest trendy.

    --
    Tasty Colours
  • 26.03.10, 18:02
    Nigdy się z czymś takim nie spotkałam.Chyba wszystkie osoby,które
    znam,lubią cokolwiek ze starej dobrej kuchni i z rozrzewnieniem o
    tych swoich smakach mówią.
    --
    http://tiny.pl/hx4sx
  • 26.03.10, 18:06
    Lubie kuchnie w oparciu o szerokopojete lokalne produkty.
    Szerokopojete -czyli ze strefy klimatycznej w ktorej mieszkam I
    kture tu sie uprawia, hoduje, lowi, poluje na nie etc.... (no dobra
    wloszczyzne uwazam za produkt lokalny bo wrosla w nasz klimat przez
    te setki lat, które minęły od czasów Bony. Tak samo z korzeniowymi
    przyprwaami, kawą, herbatą i ziemniakami).I dlatego lubie te
    tradycyjnen polskie dania. No fakt, moze w stosunku do trendu
    sprzed wielu latt - uzywam mniej tluszczu np do smazenia. Ja wierze
    w jednosc przyrody big_grin Jakos w mrozną zime z przyjemnoscia siegam po
    te mielone z buraczkami ii ziemniakami czy tes gesty zur czy
    kapusniak... Mniej mi odpowiadaja wówczas lekkie dania z basenu
    Morza Śródziemnegosmile nPo prostu - potrzebuje zastrzyk kalorii big_grin
    W zas w lecie - z checia siegam po nie. Moze niekoniecznie
    codziennie, ale naprzemian z daniami "polskimi": ziemniaki z kefirem
    i kalafiorem/fasolką szparagową i zsiadlym mlekiem, kurczak
    pieczony, ziemniaki i mizeria, etc... Dla mnie to pychota! (pod
    warunkiem,m ze nie ma koperkutongue_out ). Mloda kapusta? o raju - cud
    miód smile
    Za to gdy bywam w innym kraju - z dzika radoscią próbuje lokalnych
    kuchni. Wyznaje zasadę, ze odmienna kultiure najlepiej poznakje sie
    od kuchni...smile
    I nie marudze, szukam polskich dan. Korzystam z kuchni lokalnych.
    Czasami przenosze co ciekawsze przepisy do nswojej codziennej
    kuchni.Ot taki miks.

    NIe wstydze sie tego, ze lubie polska kuchnie. Ona jest taka
    różnorodna. Nie będę rżnęła damy i mowila, ze jej nie uznaję, ze
    jest be - bo przeciez nie jest trendysmile
    Ona jest w pewnym sensie dostosowana do naszych warunków
    klimatycznych- ot cala tajemnica smilesmile
  • 26.03.10, 18:07
    a bledy ortograficze - przepraszam. I ide do nkąta poklęczec na
    grochowinach...
    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • 26.03.10, 18:14
    Ty nawet nie probuj kleczec-od tego masz sygnaturkebig_grin
    Fajnie to napisalassmileTo po czesci nawet sie jakos nazywa -zapomnialam-nie o
    slimaka mi chodzi-moze sobie przypomnesmile
    --
    no i jeszcze Pinezka
    Kuchenne Pogaduszki
  • 26.03.10, 20:27
    smile no wlasnie... nie moge sobie za nic przypomniec tej nazwy... i
    znowu zapomnialam kupic lecytynybig_grin

    Aha, by nie bylo watpliwosci. Pisalam o krotkich wyjazdach
    zagranicznych. Nie myslalam o tych dluzszych pobytach. Przy tych
    dluzszych - normalnym jest, ze sie szuka zapamietanych smaków smile
    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • 26.03.10, 18:28
    Wydaje mi się, że wstydzą się niektórzy na forum Kuchnia, bo wśród znajomych
    kompletnie czegoś takiego nie zauważam.

    Ja się nie wstydzę i zawsze mówię, że bardzo lubię polską kuchnię (no, niektóre
    potrawy, bo nie wszystkie). Lubię, ale nie gotuję tradycyjnie, bo to jednak
    więcej czasu zajmuje.

    Wydaje mi się też, że czasami ludzie chcieli by właśnie do czegoś aspirować -
    robią 'inne' potrawy, szukają nowych przepisów - z różnych powodów - właśnie nie
    tylko z chęci poznawania, ale często pokazania się czy zaimponowania komuś.

    Ja naprawdę jadłam bardzo dużo różnych rzeczy, bo zawsze gdziekolwiek wyjeżdżam
    próbuję co tylko mogę. I im więcej poznaję tym bardziej dochodzę do wniosku, że
    jednak lubię polską kuchnięsmile

    A FK jest, jak już któraś z was zauważyła, ciekawym miejscem do obserwacji -
    mnie np. teraz bawi wątek o tych wybrednych znajomych.
  • 26.03.10, 21:02
    W ostatnim Przekroju jest ciekawy artykul o klasach spolecznych z
    uwzgledniemiem polskiej specyfiki. O jedzeniu tam akurat nie ma,
    ale mozna spokojnie przetlumaczyc inne zbadane w polskich realiach
    przyklady - np mlody i sympatyczny socjolog Maciej Gdula zbadal
    przynaleznosc klasowa przy pomocy roweru smile
    Tzn nie pytal o pieniadze, ktore zazwyczaj przychodza do glowy jako
    wyznacznik przynaleznosci do danej klasy, ale pytal po co im rower.

    I byla liczna grupa, ktora dzieki rowerowi oszczedzala (ludzie
    ubodzy, studenci etc).
    Dla kolejnej rower byl wyznacznikiem statusu - ich rowery to byly
    wypieszczone cacka, warte razem z oprzyrzadowaniem pare dobrych
    tysięcy. I ze 'wszyscy koledzy takie mają'.
    A kolejna grupa cenila rower ze wzgledu na wolnosc, jaka daje - ze
    wiatr we wlosach, ze gwizdza na korki, ze z siodelka maja inna
    perspektywę.

    Pierwsza grupa zostala nazwana 'klasa nizsza', srodkowa -
    'burzuazja kredytową', przedstawiciele trzeciej nalezeli i do
    kadry kierowniczej i ludzi biznesu, ale tez byli wsrod nich
    wykladowcy, artysci, pisarze itd, wiec trudno ich sklasyfikowac.
    Dosc, ze wielu sposrod niej jezdzilo na takich samych albo niewiele
    lepszych gruchotach, co studenci i oszczedni z grupy pierwszej.

    Mysle, ze podobnie jest z jedzeniem: niektorzy, jak to zgrabnie
    ujmuje artykul, 'muszą potwierdzac prestiz i separowac sie od
    biednych przy pomocy kolejnych dobr' - tym, jak zyja, jak spedzaja
    czas, co kupuja i gdzie, co jedzą potwierdzaja swoja tozsamosc, z
    ktora czesto czuja sie dosc niepewnie. Pewnie dlatego tak chetnie
    deklaruja nienawisc do biednego schabowego smile


    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • 26.03.10, 21:21
    smile
    Poza tym jest jeszcze jadna sprawa. W wirtualnym świecie mozna
    napisoc wszystko. Rowniez to - nie jakim sie jest, a jakim CHCIALOBY
    sie byćsmile
    Czasami tylko dziwie sie jednemu - ze ludzie zapominaja, ze jak ktos
    w miare regularnie wyraza swoje poglady, to jednoczesnie bardzo duzo
    mówi o sobie big_grin

    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • 26.03.10, 21:39
    O tak, to jest bardzo sluszna uwaga - tu mozna do imentu pisac o
    tym, co sie i gdzie jadlo, albo co sie ma na codzien w lodowce, a
    czego by sie w zyciu nie tknelo.

    No wlasnie - mowiac o jedzeniu i swoich upodobaniach, obnaza sie
    prawde albo to, co by sie za prawde uznac chcialo - a to mowi o
    czlowieku wiecej niz chce powiedziec. wink


    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • 26.03.10, 23:21
    ladnie napisane.
  • 26.03.10, 23:12
    Ja lubie proste potrawy, ale nie polskie...
    Po 20 latach jednak mnie przeciagnelo na strone srodziemnomorska, z zakreceniem
    wegetarianskim. Nie wymyslilam, tak sie porobilo.

    Aczkolwiek mlodych ziemniaczkow z koperkiem sie nie wyrzeklam, tylko je
    podsmazam na oliwie z czosnkiem i zjadam z greckim jogurtem...

    Wyrzeklam sie kielbas i kotletow, bigosow, klusek i plackow (tak, tak) a pozeram
    pity z feta, pomidorem i ogorkiem i popijam czerwonym winem zamiast czystej
    ojczystej.

    To juz chyba podpada pod wynarodowienie...


    --
    ... La ausencia es al amor lo que al fuego el aire:
    que apaga el pequeno y aviva el grande ...
  • 26.03.10, 23:23
    a ja bigos i inne ojczyste danie popijam winem smile


    --
    Tasty Colours
  • 26.03.10, 23:34
    E tam - moj ojciec, ktory pierwszych kilkanascie lat zycia spedzil
    na wsi, wojennej i zaraz powojennej twierdzi, ze mieso jadali raz-
    dwa razy do roku. Na codzien byl zur, zalewajka, kartoflanka, chleb
    pieczony przez babcie i zupa dyniowa - wszystko wegetarianskie albo
    i weganskie.


    --
    Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi,
    mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie
    oraz zdobywa żywność na polowaniu.
  • 26.03.10, 23:45
    eno, ale z drugiej strony na podworkach kwitla "produkcja" krolikow i
    kurczakow. mama urodzila sie w niecaly rok po wojnie i dziecinstwo
    spedzila w zabrzu, gdzie jej rodzicow wyslano do pracy. cale rodziny
    hodowaly kroliki i kurki na podworku (w sklepach mieso bylo dla
    uprzywilejowanych - rzeczywistosc poczatku lat piecdziesiatych, przed
    smiercia Stalina), a od swieta kaczki rowniez. mama do tej pory nie
    trawi krolika, ma przesyt - jak twierdzi - do konca zycia.
    nie przepada tez za kapusta kiszona, ktora musiala udeptywac, gdy
    byla mala dziewczynka.
  • 29.03.10, 23:54
    > hodowaly kroliki i kurki na podworku (w sklepach mieso bylo dla
    > uprzywilejowanych - rzeczywistosc poczatku lat piecdziesiatych,
    przed
    > smiercia Stalina), a od swieta kaczki rowniez. mama do tej pory
    nie
    > trawi krolika, ma przesyt - jak twierdzi - do konca zycia.

    A ja kiedyś spotkałam chłopaka - w moim wieku, czyli żeglującego ku
    trzydziestce, który nigdy nie miał w ustach króliczego mięsa. Wzięło
    się to stąd, że R. ma bardzo wiekowego ojca, który zdążył w swoim
    życiu zahaczyć o Syberię i spędzić tam kilka lat, i jedyne, czym
    udało mu się czasem napchać żołądek, były cudem łapane dzikie
    króliki... Tak więc królik pozostał w rodzinie mięsem wyklętym, a
    znajomy, fan dojrzewającej szynki hiszpańskiej i antyfan psychologii
    ("wężowa woda"), opowiadał mi o króliku z autentycznym obrzydzeniem.

    16%VOL
    22%VAT

    --
    takie tam... forum homeopatia
  • 28.03.10, 12:47
    Ha, Jacku, drobnej manipulacji dokonałeś, musisz przyznać smile
    Jadłospis który pokazałeś dla służby był przeznaczony, a gdyby pokazać menu
    stołu ziemiańskiego byłby obraz zgoła odmienny. Drugi biegun jak nic - frykasy o
    które pewnie dziś trudno; bażanty, pulardy, rydze, smardze i inne takie.
    Wiadomo, że różnice w poziomie życia były wtedy ogromne, co na stole musiało być
    widoczne. Dużo później się to spłaszczyło i zdemokratyzowało, pewnie z jednej
    strony patrząc spsiało z innej o niebo się polepszyło.
    Muszę jednak stwierdzić, że powszechna dostępność do nieprzebranych ilości
    jedzenia jest teraz najłatwiejsza w historii ludzkości w ogóle. Sam pamiętam z
    dzieciństwa, że mięso było zazwyczaj raz w tygodniu, na niedzielny obiad. No ale
    u mnie raczej biednie było smile
    --
    BETTER MOTORHEAD THAN DEAD
  • 27.03.10, 06:43
    Nie mam kompleksów w tej materii(znaczy, w ogóle nie mam).
    Jadam różnie, ale nie silę się na jakieś cuda, bo nigdy nie wiem czy mi cośtam
    zasmakuje.
    Chętnie korzystam, poczęstowana, z owych "cudów" m.in. owoców morza i smakują
    mi, ale mnie wszystko(prawie) smakuje oprócz smażonej ryby w occie i oliweksmile
    W domu nie mam dla kogo tego robić, więc odpuszczam, bo dla mnie samej nie
    chciałoby mi się.
    Może nie jadam "przaśnie" ale zwyczajnie, z lekkim wskazaniem na zdrowsze
    rzeczy, ale czy one zdrowsze są...?
    Na pewno zimą nie jadam "nowalijek" typu pomidory, czy ogórki i rzodkiewki, bo
    toto smaku nie ma, a kosztuje.


    --
    Podróżewzbogacają mędrców i pogarszają stan głupców

    Serwis komputerowy
  • 27.03.10, 22:52
    a ja mam wrazenie, ze jest dokladnie odwrotnie. kto nie wyraza zachwytu i nie komentuje "uwielbiam!", "moje smaki dziecinstwa" w kazdym galerianym watku z jedzenie, nazwijmy to "przasnym" jest przez reszte szanownego towarzystwa traktowany nieufnie jako potencjalny "snob". bo jakze to domowej kaszanki nie lubic? na pewno udaje na pokaz bo sie wstydzi.
    nie przyszlo wam do glowy, ze mozna za czyms takim zwyczajnie nie przepadac?
    tak najzwyczajniej, bez doczepionej ideologii o nowobogackim snobizmie?
    ze mozna po prostu nie bardzo lubic ociekajacego tluszczem kotleta schabowego w panierce, duszona wieprzowine, wodzionke, kluchy, pizze i innych tarty na bulowatym spodzie? (a nie, sorry to teraz zdaje sie jest uznawane za eleganckie)
    ze mozna jadac galarete z glowizny czy inny bigos raz do roku ze smakiem, ale bez ochow i achow i publicznego oswiadczania z duma jaki to ze mnie wiejski/swojski chlopek/dziewucha?
    nie dostawac slinotoku na widok zdjecia golabkow badz pyz?
    ze sa cale rodziny w ktorych od wojny nikt nie mieszkal na wsi ktore sila rzeczy o kuchni wiejskiej nie maja pojecia?
    u mnie w domu od lat 70tych cala kase przeznaczalo sie na ksiazki (w tym wszystkie kucharskie jakie tylko wychodzily) i na podroze.
    dlugo, wrecz bardzo dlugo nie mielismy dlatego kolorowego telewizora, pralki automatycznej ani porzadnego samochodu. nie kupowalo sie wodki ani papierosow.
    za to wieczorami siadalismy przegladajac wystne w kolejkach pozycje typu "potrawy z roznych stron swiata", czy "co jedza nad dunajem" ustalajac jadlospis na niedziele. my sami, rodzina i znajomi przywozili z zagranicznych wojazy przyprawy. na dzialce hodowalismy ziola, skorzonere, jarmuz, salate amerykanska, chodzilismy do herbapolu kupowac glutasol, lebiodke, czyli oregano i tym podobne. to wszystko za czasow gierka. potrafilsmy wtedy pojechac do slupska czy warszawy tylko po to, aby zjesc obiad w restauracji wyroznionej w plebiscycie o srebrna patelnie miesiecznika "swiatowid". albo na lody do hortexu w olsztynie. jeszcze zanim poszlam do szkoly podstawowej jadalam wiec u wierzynka, w bazyliszku, krokodylu, karczmie slupskiej i nigdy pozniej nie przyszlo mi do glowy, ze to nienormalne, albo snobistyczne.
    dla mnie od dziecka w kuchni panuje pelne rownouprawnienie. nie ma potraw lepszych czy gorszych. dziele je na te ktore lubie i nie.
    pozdrawiam psychologow - amatorow


    --
    Six afraid of seven, ‘cause seven eight nine/I’m afraid of losing the places I find/If I was made equal, is this what I get:/A bunch of stories to interpret? It’s so tricky tricky, this little one too,/Well, if it is a lunatic we’ll name it after you./Put it in your pocket and pick it up/We’re here to entertain, show them what you got.
  • 27.03.10, 23:40
    ania_m666. Zna sie na wszystkim, wszystkie kulinaria przerobila juz w
    dziecinstwie, w przedszkolu jeszcze pisala recencje , a niedawno Adria poprosil
    ja by mowila mu na ty. Jednym slowem: ideal

    A teraz na powaznie: masz zdecydowany talent do wynoszenia sie nad innych(zeby
    nie nazwac tego snobizmem= i obrazania inteligencji czytelnika przy jednoczesnym
    braku tolerancji. Kotlet schabowy nie musi ociekac tluszczem, a twoje komentarze
    o polskiej kuchni potwierdzaja moja teze, ze niektorym woda sodowa do glowy uderza.
    --
    wloszczyzna.blogspot.com/
  • 28.03.10, 12:58
    coz, dziecinstwo funduja nam rodzice i nie jest ono w zadnej mierze nasza zasluga.
    ja mialam szczesci i moje bylo bardzo fajne, twoje jo.hanno sadzac ze
    zgryzliwego tonu nie.
    i wyobraz sobie, ze mialm rowniez to szczescie jeden raz w moim zyciu jesc w el
    bulli, ale bylo to dobre 10 lat temu i pan adria nie zaproponowal mi niestety
    bruderszaftu sad
    gorzej nawet, nie moglam nawet popisac sie moja wiedza na temat kuchni
    molekularnej, ktorej ani wtedy ani dzis nie posiadam, nie gotuje bowiem za
    pomoca cieklego azotu i innych utensylii z zestawu "maly chemik".
    bawi sie w to narzeczony przyjaciolki prowadzacy party service we frankfurcie
    nad menem.
    ile razy go widze, jest w okolicy ust i nosa tym cieklym azotem poparzony smile
    --
    Six afraid of seven, ‘cause seven eight nine/I’m afraid of losing the places I
    find/If I was made equal, is this what I get:/A bunch of stories to interpret?
    It’s so tricky tricky, this little one too,/Well, if it is a lunatic we’ll name
    it after you./Put it in your pocket and pick it up/We’re here to entertain, show
    them what you got.
  • 28.03.10, 00:18
    a tak z ciekawosci :w ktorym roku otwarty zostal Hortex w
    Olsztynie ?
    Zawsze myslalam ze warszawski byl pierwszy smile
    --
    Fotoforum Wielka Brytania i Irlandia
  • 30.03.10, 21:53
    warszawski byl na pewno pierwszy. do dzis pamietam dlugasna kolejke na zewnatrz
    w tym na marszalkowskiej (tak sie ta ulica nazywala?) i na rogu jeszcze jakiejs
    - aleji jerozolimskich? - warszawiacy nie bic, a bylam wtedy w okolicach
    pierwszej klasy podstawowki. pierwszy punkt kazdej naszej wizyty w stolicy to
    byl deser lodowy "ambrozja" w pucharku wlasnie tam. obiadokolacja przewaznie w
    "bazyliszku" z ktorego do dzis najbardziej pamietam przepyszne dauphinki.
    chodzilismy tez do "krokodyla", a w pozniejszych latach do hortexowskiej
    pieczarkarni ktora byla gdzies w okolicy domow centrum na pietrze, dobrze mam
    topografie w pamieci?
    ale z 3miasta do warszawy na same lody i spowrotem nie wyskoczysz smile
    a do olsztyna, w szczegolnosci kiedy niedzielny obiad wypadal u rodziny w
    elblagu, tak.
    ale to mogla byc juz koncowka lat 70tych albo sam poczatek 80tych.
    reasumujac, ksiazkami kucharskimi bylam zafascynowana od dziecinstwa, a czytac
    nauczylam sie b. wczesnie. pasje kulinarna i zbierania kuchennej literatury mam
    po rodzicach. obecnie zbiory wraz z rocznikami ulubionego niemieckiego
    miesiecznika zajmuja prawie 2 ikejowskie regaly i dalej sa uzupelniane tudziez
    intensywnie czytane. towarzysz zyciowy z racji zawodu i zamilowan wloczyl mnie
    po calych niemczech i kawale europy po tzw "lepszych" restauracjach, pamiec mi
    nie szwankuje, wiec mam prawo przez te lat to i owo z zagadnien kulinarnych
    podlapac. czytaj - mam prawo wiedziec cos na temat nie ze szpanu, a z pasji.
    --
    Six afraid of seven, ‘cause seven eight nine/I’m afraid of losing the places I
    find/If I was made equal, is this what I get:/A bunch of stories to interpret?
    It’s so tricky tricky, this little one too,/Well, if it is a lunatic we’ll name
    it after you./Put it in your pocket and pick it up/We’re here to entertain, show
    them what you got.
  • 28.03.10, 00:25
    Dałaś pokaz klasy nie raz i nie dwa na FK, ostatnio w wątku z kotletami to już
    wbiłaś sobie gwóźdź do trumny. Doprawdy przecieram oczy ze zdumienia czytając
    Twój post w obecnym wątku. sad
    --
    Zmysły w kuchni
  • 28.03.10, 00:45
    przyznam, ze nie zauwazylam watku o kotlecie. wlasnie przeczytalam i
    szkoda mi poczciwego schabowszczaka.
    p.s. a pyszne, gigiantyczne i legendarne schabowszczaki, to byly u
    endziora na placu nowym w krakowie. w grubej, ale bardzo chrupiacej
    panierce (wypiekal je w piekarniku). potem niestety zaczal robic z
    kuraka i to juz co innego bylo. choc mimo to, w piatek w nocy albo
    raczej w sobote nad ranem mozna bylo "spotkac" pod endziorem
    owczesnych warszawskich celebrytow, co to na dzien dbaja o lynie i
    jedza gotowany szpynak z tofu, hehehe.
  • 28.03.10, 11:40
    Bo ten moj post przeznaczony byl na TO forum i TEN watek i skutkiem
    nierozbudzenia po zmianie godziny znalazl sie w jednym garnku z kotletem:
    " Byla jeszcze druga "szkola przezycia" za tych "wspanialych" czasow.
    Z gory przepraszam, jesli w dalszym ciagu tego postu uraze czyjekolwiek uczucia
    religijne.
    ämietacie te slawetne "dary", ktore przychodzily do parafii? Ja owszem,
    pamietam, ze przychodzily a potem wiesc o nich ginela....no, nie calkiem:
    mielismy dwie dosc zaprzyjaznione, wiec szczere znajome moich Rodzicow, ktore z
    osciennej parafii przyjezdzaly na niedzielna sume do naszej.
    I top nie tramwajem czy rozklekotanym autobusem, ale samochodem, jakikolwiek on
    by nie byl. Przyjezdzaly regularnie, czy upal czy mroz - zimno zreszta niezbyt
    im doskwieralo, chronily je zgrabniutkie futerka - nie, nie z jakichs
    wulgarnych nutrii, ale zkarakulow zamawianych przez Pewex u hodowcy w Grecji.
    W drodze powrotnej wpadaly do Rodzicow bardzo ucieszone, ze na najblizsza
    uroczystosc rodzinna beda mogly upiec swoje "sztandarowe" torty, bo "ta maka z
    darow u Was lepiej sie do tego nadaje niz ta, ktora daja w naszej parafii.
    Szczodrzy ksieza regularnie uczestniczyli w podziale tortu.Oooch, ja tez
    "swieta" nie bylam: kiedy udalo mi sie w pracowym bufecie kupic 5 kostek masla 2
    odstapilam mamie mojej kolezanki, co mi ona na lata dlugie zapamietala.
    Byl jeszcze jakis Pan Prezes Warzyw i Owocow, ktory mnie sobie ulubil za
    malowanie mu roznych reklamek (juz nie pamietam, co moglam wtedy reklamowac -
    moze wlasnie wyroby "Hortex'u", ze przysylal mi do owczesnej roboty kosze
    cytrusow i bakalii, ktorymi dzielil sie caly Wydzial - to wtedy nauczylam sie
    jesc ...mango.
  • 28.03.10, 08:08
    nie wiem, dlaczego sie ne przyznaja...moze naprawde nie lubia

    choc tak naprawde nie chce mi sie wierzyc by w mlodosci naszej(m nie
    jadalo sie schabowychm,ziemniakow z siadlym mlekiem i pyz tudziez
    plackow ziemniaczanych (czy czego tam jeszcze) i nie docenialo sie
    ich smaku, bo.... smaczne sa

    nawet jesli tluste... amoze wlasnie dlatego, ze tluste (fat means
    taste - mawiaja wspolczesni kuchenni celebryci)

    ja rzadko jadam polskie specjaly, bo do takich prawdziwych dostepu
    prawie nie mam ( moge sobie wpardzie zamowic kabanosy i krakowska
    obsuszana, ale ostatnio wedrowaly do mnie przez miesiac i panie na
    poczcie malo sie nie potruly wonia jadu kielbasianego) ;DD

    jak prawdziwa polska baba " ...tak zona gotuje, jak mezowi smakuje"
    wiec sa curry indyjskie, i chilli prwns, i kway teow, i rozniste
    nonya potrawy - gotuje je nie tylko ze wzgledu na meza ale i
    dlatego, ze mi ogromnie smakuja...

    co nie zmienia faktu ze od czasu do czasu nachodzi mnie ogromna
    ochota na polski salceson wiec kupuje najblizszy zamiennik
    czyli 'pork brawn' i podjadam az mi sie znudzi


    dosc trudno jest przekonac kogos wychowanego na kuchni pelnej
    mocnych smakow i przypraw by docenil smak mlodych ziemniakow z
    koperkiem, choc bigos i golabki do niedawna byly daniem pojawiajacym
    sie regularnie na moim stole


    musze jednak przyznac, ze wszelkie nowe smaki sa mi teraz blizsze ze
    wzgledu na latwosc dostania skladnikow i w zwiazku z tym latwosc ich
    przyrzadzania

    niemniej jednak, kiedy tylko mam szanse dostania czegos, co
    przypomina polska klasyke to draze do oporu - ostatnio jest to chleb
    na zakwasie, taki jak w pl....na sniadanie zajadam kromke z zimnym
    mlekiem (wiem, wim, dlaczego sama nie pieke? A: bo mi sie nie
    chce ;P)

    oj jak to smakuje!

    lepiej niz dakltyle mlekiem zapijane

    o kanapce z rzodkiewka czy pomidorem nawet nie wspomne wink)

    ale peanow na ten temat nie wypisuje... bo jest tylu innych, ktorzy
    to tobia, po co mam to powielac

  • 28.03.10, 09:16
    Historyjka, bardzo mi tu pasujesmile
    Poszliśmy sobie pracowo na piwko. Każdy zamówił coś do jedzenia.
    Wszedł spóźniony kolega i zapytał koleżankę co je. Odpowiedziałam za
    nią, że kluski z sosem. Koleżanka bardzo się oburzyła, jakie kluski
    z sosem, przecież ona je paste. Dodam tylko, że był to makaron
    wstążki z sosem mięsno pieczarkowym, w kolorze szaro-burym.

    Ja jem to co lubię. A lubię schabowego i łososia wędzonego (no tego
    to niestety zbyt czesto nie jem, drogi piorun). Zachwycam się
    plackami ziemniaczanymi, bigos mi szkodzi, owoce morza nie smakują,
    ale pizza mniam. Wyznacznikiem jest przede wszystkim czy lubię
    danie, czy mnie na nie stać, ile to ma kalorii (czasami muszę się
    nad tym zastanowić niestety), czy danie można przygotować szybko.
    Dodam tylko, że miastowa jestem od pokoleń, warszawska, jeśli to ma
    jakiekolwiek znaczenie statystycznesmile Aaa, jeszcze napiszę, że z
    wyksztalcenia jestem księgarzem (teraz wykonuję inny zawód) i też
    kupowałam zawsze mnóstwo książek. Po knajpach niestety rodzice mnie
    nie prowadzali, nie podróżowaliśmy też niestety (bo takie wyjazdy do
    lasu pod miasto to się pewnie nie liczą). Ale cóż zrobić, takie
    czasy były.
  • 28.03.10, 10:56
    > nią, że kluski z sosem. Koleżanka bardzo się oburzyła, jakie kluski
    > z sosem, przecież ona je paste.

    z 'pastą' to śmiesznie wyszłobig_grin, ale w zasadzie jak się tak zaczynam zastanawiać
    to w sumie dla mnie makaron to nie kluski - kluski mogą być śląskie, lane,
    szare, ale makaron to makaronbig_grin (chociaż faktycznie - nie pasta, chyba, że
    jestem za granicą)
    - ot, taki OTsmile

    A jeśli chodzi o schabowego to muszę się przyznać, że ja od dzieciństwa nie
    znosiłam, nauczyłam się robić dopiero w zeszłym roku - teraz lubię bardzo,
    takiego dużego z panierką....mniam..... (oczywiście jak przed panierowaniem się
    pozbędę wszelkiego tłuszczu i żyłek... - to chyba dlatego go kiedyś nie lubiłamsmile
  • 29.03.10, 22:34
    dla mnie makaron to tez nie kluski ale dla mojego meza juz tak bo tak sie u
    niego w domu mowilosmile a to co dla mnie jest kluskami to u niego przewaznie
    nazywa sie jakos inaczej. ale po kilku latach razem to juz w miare wiem o co mu
    chodzi jak mowi o jedzeniu smile
  • 29.03.10, 23:05
    kiedyś do zupy Mama zagniatała kluski sama i własnie kluski, bo
    zagniatanie makaronu jakoś mnie nie pasi. Sama nie wiem jak to jest
    prawidłowo, makaron to dla mnie ze sklepu, a kluski własnej roboty.
    Kopytka zaś to były po prostu kopytka, tak samo leniwe.
    A teraz przez was będę latac po słownikach i sprawdzać jak jest
    prawidłowo, sama jestem ciekawasmile
  • 29.03.10, 23:24
    > A teraz przez was będę latac po słownikach i sprawdzać jak jest
    > prawidłowo, sama jestem ciekawasmile

    ciekawa też jestem, ale przy tym leniwa, więc jak sprawdzisz to się podziel wiedząsmile
  • 30.03.10, 13:20
    makaron [wł.], produkt spoż., wysuszone ciasto z mąki pszennej z
    dodatkiem jaj i soli, formowane w rurki, nitki (m.in. spaghetti,
    wermiszel), kolanka, muszelki itp.


    (jak widac PWN nie odnotowal faktu, ze w wielu domach robilo sie i
    robi swiezy makaron, jest on takze do kupienia w niektorych
    sklepach, ale i tak wiadomo z grubsza, o co cho)

    kluska
    1. «potrawa z ciasta, różnorodnie formowana, podawana do zup lub
    jako drugie danie»
    2. «osoba otyła lub niezdarna; też: grube zwierzę»


    Wychodzi na to, co podejrzewalismy tu wszyscy: makaron to
    specyficzny rodzaj klusek. Kazdy makaron to kluska, nie kazda
    kluska to makaron. Nie kazda kluska to grube zwierze smile




    --
    a moja mama zawsze mi powtarzala: 'maksiu, badz grzecznym kotkiem,
    bo odrodzisz sie czlowiekiem'
  • 30.03.10, 10:58
    podobno w kieleckiem na makaron mowi sie kluski smile - niewazne czy
    domowe czy sklepowe
    dowiedzialam sie otym gdym kolezanke z kielc zapoznala na studiach
    --
    Tasty Colours
  • 30.03.10, 11:08
    Wg niemieckiej wiki kluski to polskie okreslenie kluch/knedle oni nazywaja /ale
    bez nadzienia oraz jednak makaronu czasem tezsmile
    czyli interpretacja dowolnabig_grin
    dla mnie kluski to np slaskie,lane,leniwe,na parze itd a makaron to makaron
    wszelkiej masci-czy to penne czy spaghettismile
    --
    no i jeszcze Pinezka
    Kuchenne Pogaduszki
  • 30.03.10, 11:09
    a na Boże Narodzenie robicie kluski z makiem czy makaron z makiem? i
    co to wtedy jest?smile
  • 30.03.10, 11:12
    Ha-to juz jest nazwa regionalna zapozyczonasmileZreszta kiedys robilo sie
    kluski/cos pomiedzy lanymi a zacierkami/ do tego dania.Pozniej zastapiono makaronem.
    Tu tez ktos to zauwazyl w komentarzachsmile
    www.palcelizac.pl/przepis/266/kluski_z_makiem/
    --
    no i jeszcze Pinezka
    Kuchenne Pogaduszki
  • 30.03.10, 14:15
    sprawdziłam w najstarszej kuchni polskiej jaką posiadam, znaczy rok
    wydania 1963. Jest przepis na kluski krojone i na makaron, jedyna
    różnica to że do klusek 1 jajko do makaronu 2-3. Sposób wykonania
    identyczny. Napisane jest pokroić makaron na małe kluski. Z dalszych
    opisów wychodzi mi, ze określenia te stosowane są wymiennie. Można
    by sprawdzić jeszcze u Ćwiercakowiczowej, ale nie posiadam niestety.
    Nie ukrywam, że temat za mną chodzi i będę drążyć dalejsmile
  • 30.03.10, 14:28
    Ja mam ksiazke z 1938 roku i wyraznie jest oddzielony makaron od klusek.Makaron
    jako maka,jajo i woda zdecydowanie musi przeschnac na stolnicy i pozniej sie
    dopiero kroi w dowolny kszalt.
    Kluski to nie tylko jajko i maka,ale rowniez np ziemniaki,ser,maslo.
    --
    no i jeszcze Pinezka
    Kuchenne Pogaduszki
  • 30.03.10, 15:11
    a to ja sie tez ksiazka pochwale. roku wydania nie udalo mi sie znalezc ale
    odznaczona na wystawach higienicznych w warszawie w 1910 i 1926roku a w necie
    znalazlam ze moze byc w 1926 wydana.

    no i w niej napisali w jednym punkcie - makaron, lazanki, kluski.
    przepis na ciasto ten sam. na makaron rozwalkowac cieniutko, podsuszyc i pokroic
    w cienkie paski na makaron badz w kostke na lazanki.
    jesli maja to byc kluski to trzeba ciasto grubiej rozwalkowac no i pozniej
    pokroic na wieksze kawalki niz makaron. ale jak grubo walkowac to nie napisalismile
  • 28.03.10, 12:31
    ale ja rowniez uwielbiam ziemniaki i kwasne mleko, kasze, twarog.
    nie przepadam za to za miesem i ryba w panierce i za wieprzowina ogolnie. no
    chyba, ze w marynacie ktora cakowicie zabija ten charakterystyczny smaczek, np
    taki boczek glazurowany w stylu azjatyckim raz do roku.
    i nic na to nie poradze. nie interesuja mnie golonki (chyba ze peklowane),
    schabowe i tym podobne.
    co za glupota dorabiac do niecheci do wieprzowiny ideologii o pogardzie dla
    kuchni polskiej i snobizmu!
    p.s. nie mam partnera muzulmanina smile
    --
    Six afraid of seven, ‘cause seven eight nine/I’m afraid of losing the places I
    find/If I was made equal, is this what I get:/A bunch of stories to interpret?
    It’s so tricky tricky, this little one too,/Well, if it is a lunatic we’ll name
    it after you./Put it in your pocket and pick it up/We’re here to entertain, show
    them what you got.
  • 28.03.10, 18:03
    od twierdzenia, ze polska kuchnia prymitywna jest (to w starym watku o menu dla
    'eleganckiego' towarzystwa), poprzez opowiesci o braku kultury ludzi ktorzy maja
    odwage pachniec czosnkiem, za watek o kotletach.
    --
    wloszczyzna.blogspot.com/
  • 28.03.10, 19:50
    ziemianskiej, czy arystokra, czy szlachty dawnej nie jest i nie bedzie charakterystyczne dla kuchni polskiej, oj nie - mimo, ze tylko stad pochodzi wiekszosc zapisow i wspomniensmile

    Polska kuchnia prawdziwa, czyli "przaśna" to to wlasnie.

    Ja tez z kretenskiej znam doskonale - mieso tylko raz w tygodniu o ile nie raz na miesiac. Choc pewnie dlatego tak duzo swiat i specjalnych okazjismile zeby wiecej razy moc zamiesicsmile)

    Ale i klusownicy - ponad 40% spoleczenstwa swego czasu... - nie jadali bazantow w tygodniu, oj nie.
  • 30.03.10, 00:09
    Ja się nie wstydzę - wszyscy znajomi znają moją szczególną słabość
    do ziemniakówsmile, w każdej postaci. Z ziemniakiem jest zabawnie, bo
    jak tylko zostanie podany na sposób hiszpański, to od razu przestaje
    być ziemniakiem, a staje się Ziemniakiem, żeby go nawet na tę
    hiszpańską modłę jak najbardziej spaskudzić.


    16%VOL
    22%VAT

    --
    takie tam... forum homeopatia
  • 30.03.10, 09:35
    "w polsce niefajnie jest byc dumnym ze swojskiego jedzenia i
    regionalnych smakow."---- to nie prawda, ze komuna zrobila swoje, wrecz
    przeciwnie, wszyscy, ktorych znam z przyjemnoscia wspominaja smaki i zapachy z
    okresu dziecinstwa i czesto chcieliby na chwile miec do nich dostep, nie sa to
    znajomi wirtualni, wiec ich pragnienia rzetelne smile

    ja poprosze o nie uogolnianie, zurek na przyklad jest potrawa na ktora ochote
    mam zawsze, wlasnie dzisiaj go robie, srednio raz na tydzien i robie z wlasnego
    zakwasu, na dodatek wlasnie taki uzyskuje smak, jaki pamietam z dziecinstwa (mam
    nadzieje ze bardzo zlizony) i moje dzieci bardzo lubia smile

    bigos, kapusniak z ziemniakami, kotlety z jajek tez bardzo lubia, zwykle potrawy
    jak buraczki, kluski,kluseczki, krokiety (+barszczyk) takze lubimy i dosc
    czesto robimy i polityka tutaj nie gra zadnej roli
    --
    Biżuteria's Blog
  • 30.03.10, 10:50
    no no no, z wiatrem, kto tu teraz ugololnia smile ?

    tesknota za smakami dziecistwa chocby byly to lazanki ze smalcem, bo
    nie mozna bylo nigdzie dostac miesa - nie oznacza jeszcze, ze komuna,
    swojego nie zrobila. zrobila i to duzo, bo odpowiednie jedzenie w
    prlu, zwlaszcza w czasach stalinizmu, bylo przedmiotem ideologizacji

    zawsze budzi moj niesmak wspominanie jak to wtedy fajnie bylo,
    bo dla mnie to byl jeden rodzaj jogurtu (sorry - dwa - naturalny i
    truskawkowy), kubanski ohydne pomarancze, i jedzenie w zakladach
    zbiorowego zywienia, ktore bylo tragiczne.

    nie powiem, mieso w domu przewaznie mielismy - glownie dlatego moja
    ciotka miala na krakowskim Kleparzu sklep i znala wszystkich, ktorzy
    pod lada sprzedawali niebadane mieso.

    ja tez przyjemnie wspominam smaki dziecinstwa jako kuchnie rodzicow i
    babci, uwazam, ze polska kuchnia taka jak kazda inna warta jest nawet
    wyeksportowania po lekkim liftingu, to taki moj konik ostatnio, ale z
    drugiej strony nieprzyjemnie wspominam braki zaopatrzeniowe, zaklady
    zbiorowego zywienia, to ze musialam stac z mama w kolejkach.

    ja tam jeszcze nie zapomnialam jak to swietnie w prlu bylo i za nim
    nie tesknie smile
  • 30.03.10, 13:24
    Prawda jest tez taka, ze mleko smakowalo wtedy nie UHTczem, ale
    mlekiem, sery to byly sery a nie seropodobne, szynka, o ile byla,
    rozplywala sie w ustach, a na kazdym glupim ryneczku mozna bylo
    kupic ze trzydziesci gatunkow jablek, o ktorych dzisiaj nikt nie
    slyszal, tanszych niz gdziekolwiek i do bolu ekologicznych.


    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • 30.03.10, 14:33
    Za bene: e tam!
    baby za komuny przynosily, bo nie mozna tego bylo kupic w sklepie,
    komuna tepila kulakow i chlopow, nie?
    teraz za to baby co prawda nie przynosza, ale np na krakowskim
    Kleparzu mozesz kupic smietane, mleko, maslo, sery od bab. stoja tam
    codziennie.
    a co do jablek i innych takich tam: to akurat moim zdaniem ma
    niewiele wspolnego z peerelem.
    we francji dwadziescia-trzydziesci lat temu tez nie bylo plastikowej
    zywnosci. Mc donald w tym kraju wystartowal bardzo pozno i byly duze
    obawy, ze nie przetrwa, gdyz francuzi mieli wlasny fastfood – np
    crock monsieur, crock madame, kanapki ze swiezej bagietki
    sprzedawane w kazdej boulanzerii, chrupiace croissanty.

  • 30.03.10, 14:36
    W moim miescie na targu juz niestety nie stoja..
    A co do jablek-to jednak byl wiekszy wybor,nie pryskane no i nie na kartkismile
    Wlasciwie to nie za prlem tesknimy,tylko za dziecinstwem i mlodoscia w owych
    czasach-obojetnie kiedy one by nie bylysmileTak jak dziadki ze znanych dowcipow "za
    moich czasow..itd"big_grin
    --
    no i jeszcze Pinezka
    Kuchenne Pogaduszki
  • 30.03.10, 14:41
    no wlasnie fetti, za dziecinstwem tesknimy i latami beztroski, nawet
    jezeli trzeba bylo wystac sie w kolejkach po srajtasme!
    a teraz sobie przypomnialam, ze w stanie wojennym moi rodzice i
    sasiedzi organizowali na klatce - tak na klatce schodowej (akurat
    przestronna byla)- wspolne sniadanie wielkanocne. byly stoly
    wyniesione z mieszkan i polaczone w jeden wielki stol, dzieciaki
    ganialy po pietrach (w tym i ja). To se ne vrati, teraz kazdy sobie
    rzepke skrobie.

    --
    Tasty Colours
  • 30.03.10, 17:03
    emigrantka34 napisała:

    > Za bene: e tam!
    > baby za komuny przynosily, bo nie mozna tego bylo kupic w
    sklepie,
    > komuna tepila kulakow i chlopow, nie?
    > teraz za to baby co prawda nie przynosza, ale np na krakowskim
    > Kleparzu mozesz kupic smietane, mleko, maslo, sery od bab. stoja
    tam
    > codziennie.
    > a co do jablek i innych takich tam: to akurat moim zdaniem ma
    > niewiele wspolnego z peerelem.

    O ile wiem, 'prymitywne' gatunki jabloni i innych owocow to wynik
    archaicznego rolnictwa. Kiedysmy pierwszy raz pojechali na nasza
    wioskę (domek tam kupilismy trzydziesci lat temu), mi, malemu
    knypkowi, utkwil w glowie zachwyt ojca - 'popatrz, te rase swin
    hodowalo sie w sredniowieczu'). Swinie mialy maly przyrost masy i
    malo tkanki tluszczowej, wiec tuczenie ich bylo srednio oplacalne,
    wiec mlode swiniaki czesto puszczano na zadomowe bagienko i las,
    zeby sobie same costam wygrzebaly - zamiast tuczyc w tuczarni.
    Takie mieso i mieso puszczanych samopas po wiosce kur i gęsi mialo
    niesamowity aromat i smak. To, co bylo slaboscia polskiego
    rolnictwa (prymitywne metody upraw, archaiczne gatunki, brak -
    chroniczny - nawozow sztucznych i reczne, a nie chemiczne
    niszczenie szkodnikow, takze struktura ludnosci - 30% mieszkancow
    Polski utrzymywalo sie czesciowo badz calkowicie z roli) bylo jego
    siłą. Owszem - byl i brak higieny, i okrucienstwo wobec zwierzat, i
    zwyczajna bieda. Byly tez wypasione gospodarstwa i PGRy z
    nowoczesnymi urzadzeniami, bogate i idace niemal krok w krok z
    Zachodem, z pestycydami i solidnie wykalkulowana oplacalnoscia. Ale
    wiekszosc tego, co produkowalo polskie rolnictwo bylo o wiele
    lepsze od tego, co mozna kupic teraz.

    Wlasnie teraz rozgrywa sie los gatunkow GMO w Polsce - bardzo
    bogaci lobbysci przekonuja naszych politykow, kuszac bogwieczym.
    Nie wiem, jak w centrum Krakowa, ale na Mokotowie w Wawie
    ekologiczne - a raczej 'ekologiczne' produkty mozna kupic w
    ekologicznych sklepach, za kretynskie pieniadze. Itd. Nie ma juz
    chlopow, ktorym sie oplacalo tluc do miasta z paroma skrzynkami
    koszteli albo mirabelek.


    --
    Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi,
    mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie
    oraz zdobywa żywność na polowaniu.
  • 30.03.10, 17:22
    to wszystko prawda co piszesz. dorzuce jednak trzy grosiki: ochrona
    srodowiska w polsce w czasie komuny nie istniala, bylo znacznie
    gorzej nize teraz ... czystosc wod gruntowych wolala o pomste do
    nieba;
    w sprawie gmo to polska to teraz pole do popisu; na stronach
    slowfoodowych mozna znalezc rozne informacje, choc szkoda, ze strona
    dziala na "polgwizdka";
    www.slowfood.pl/
    krakow blizej gor, bliskie zwiazki z podhalem; panie z koninek
    przyjezdzaja pekaesami jak dawniej, choc to oczywiscie skromny
    wycinek rzeczywistosci i na podstawie tego nie mozna wyciagac
    ogolnych wnioskow;
    cena zywnosci ekologicznej zalezy tez moim zdaniem od miejsca, w
    ktorym jest sprzedawana. I bardziej lub mniej snobistyczna kliental .
    np tu na snobistycznym markecie bio mleko bio tej samej firmy jest o
    30-40 procent drozsze niz w bio sklepie dla "plebsu".
    ceny zywnosci w stolicy moga tez podbijac ceny czynszu i transportu.
    wielowatkowe zagadnienie, niestety teraz musze uciekac i na tym
    koncze.

    --
    Tasty Colours
  • 30.03.10, 18:47
    Jeżeli mam być szczera, to wolę mądrze nadzorowane, obostrzone
    odpowiednimi przepisami prawnymi gospodarowanie GMO niż puszczone
    samowolnie naworzenie i "herbicydowanie".
    Jestem po A.R. i troszkę się naoglądałam. Liznęłam fitogenetykę i
    genetykę, dlatego uważam, że dużo mniej ( albo zadnej ) szkody dla
    zdrowia przyniesie ziemniak z genem pomidora niż ziemniak zwalonony
    herbicydami "antybiedronce w paski".Oczywiście świni genetycznie
    modyfikowanej ( geny ludzkie lub inne) karpia z genem świni jestem
    PRZECIW! ale jeżeli GMO ma OGRANICZYĆ STOSOWANIE NAWOZÓW SZTUCZNYCH I
    HERBICYDÓW JESTEM ZA!!!!
    A,propos "starych" ras- rasa " polska biała wielkoucha" dziś jest za
    wszelką cenę odnawiana - jako cenna i " prawdziwa". Kto chce zjeść
    prawdziwy kotlet schabowy ten nie zrobi go z preparowanych świń
    duńskich i innych " tworów" krzyżówek - fakt,to nie GMO, ale sztuczne
    tworzenie nowych ras które są wbrew baturze niezdolne do egzystencji
    poza laboratoriami i " fabrykami" świń.
    Zdenerwowałam sięwink idę robić galaretę z nóżek ( na święta)i gotować
    ozorki w sosie chrzanowymtongue_out
  • 30.03.10, 19:19
    To nie tylko o to chodzi.
    Przeczytalam ostatnio pare artykulow o praktykach wielkich firm w
    rodzaju Monsanto w USA i wlos mi sie zjezyl na glowie. Jesli tak ma
    wygladac polskie rolnictwo za 30 lat, to bardzo nędzna perspektywa.
    --
    a moja mama zawsze mi powtarzala: 'maksiu, badz grzecznym kotkiem,
    bo odrodzisz sie czlowiekiem'
  • 30.03.10, 22:24
    ale ja zupelenie nie o prlu ....

    mimo ze Nowa Huta dla mnie nie byla mlekiem i miodem plynaca

    naprawde lubimy w mojej rodzinie proste potrawy i ja o tym jakby co
  • 30.03.10, 21:42
    A zjadlabym maslo z lat *60-70 i chleba prawdziwego,
    takiego cieplego z prywatnej piekarni lub GS-u.Slodkie rogale.
    Ziemnaki z maslem i koperkirm od rolnika.Rosol z wiejskiej kury z oczkami zoltymi jak zonkile.
    Pachnace pomidory.Ale mi sie ckni.
  • 30.03.10, 23:11
    A ja prosze pan, po latach gotowania dan zagranicznych wloskich, hiszpanskich,
    meksykanskich, arabskich etc wracam do kotletowwink No moze nie doslownie bo
    jakos miesozerna to nie jestem ale ostatnio na moim stole z pomyslami kroluje
    ksiazka "Polska kuchnia tradycyjna" i za kazdym razem nie moge sie doczekac co
    to bedziemy dalej gotowac wink wiec niech zyja te kotlety i niech sie nikt nie
    przejmuje tym co znani kucharze gotuja oni tez kotlety robia w domu.
    Duzo smiechu dla kazdego
    Dorota

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.