Dodaj do ulubionych

Jakimi jesteście smakoszami?

16.01.11, 21:32
Bo tak ostatnio, nie wiem czy zauważyłyście te z Was, które na GP zaglądają, stronię od, wręcz jeżę się na kuchenne popisy. Szczególnie jeden mój "ulubieniec" derenwuje mnie, sama nie wiem czemu. A właściwie to wiem. Nie żebym nie lubiła ładnie i wyszukanie zjeść, ale...

No właśnie ale. Zajrzałam dziś po raz kolejny na lanczyk do libańskiej restauracyjki w centrum mojej wsi i uświadomiłam sobie po raz kolejny, co tak naprawdę naprawdę lubię w jedzeniu. Może "libańska restauracyjka" zabrzmieć dla niektórych cokolwiek ą-ę, ale jest wręcz przeciwnie. Bo co takiego ą-ę jest w podpłomyku, nadzianym siekaną jagnięciną, z góry obłożonym spoconym zaledwie piecowym żarze pomidorku i czerwonej cebuli? Przyprawione też bez większej filozofii: kmin i cynamon. Albo taka zupa z soczewicy, dosmaczana sokiem z ćwiartki cytryny i do tego świeżutka pita na zagryzkę. I na główne danie pulpeciki jagnięce w sosie pomidorowym z orzeszkami nerkowca i ryżem. Podane w kamionkowej kaserolce, tak rustykalnie przeuroczej, że nic tylko schować do torebki... Prościej i piękniej zarazem nie można. I tak właśnie chyba lubię najbardziej: przyziemnie, naturalnie, bez zadęcia w formie, bez cackania się, bez przedobrzania z obróbką tak, że już trudno w daniu rozpoznać, z czego właściwie powstało. Nie powiem, fajnie jeśli kucharz postarał się i poszedł o krok dalej w upiększaniu, tylko... zdaje mi się, że w minionym okresie gastronomicznego boomu, wielu szefów tak dalece zapędziło się w tym wyścigu o umpf!, że zapomnieli o najważniejszym. O gotowaniu. I karmieniu. Żołądka, nie oczu.

Nie wiem, czy w moich dotychczasowych popisach widać to, o czym właśnie piszę, czy też może sama przyłączyłam się do peletonu gastroiluzjonistów. O wiele bardziej pragnę teraz zgłębiać tradycyjne techniki, niż się podniecać ciekłym azotem, sous vide i innymi takimi.

A Wy, powiedzcie mi, jak lubicie mieć podane? Nie mam na myśli tutaj własnych umiejętności i dostępnego w domu sprzętu, lecz zakładam, że macie duuuuużo pieniążków, jest leniwe niedzielne popołudnie i znajdujecie się w centrum utopijnej ekumenopolii, usianej gęsto lokalami gastronomicznymi najprzeróżniejszej maści. Popołudnie jest na tyle leniwe, że możecie prosto z ulicy, bez uprzedniej rezerwacji wejść i zjeść gdzie chcecie. I co Was uwiedzie najszybciej? Egzotyka? Swojskość? Przytulna, niezobowiązująca atmosfera, czy może wysokie progi i marmurowe schody? Duże, od serca porcje, czy orgia zmysłów bez kalorycznego obciążenia? Wypieki, stryrfraje, czy może świeże sałatki? Pełen obiad, czy tylko starterek i kawa do deserku? Na talerzu jasno i prosto, na środku mięso, po lewej ziemniaczki, po prawej suróweczka, czy też organiczna architektura na miarę Gaudiego? I co częściej, a co rzadziej?

--
To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
Edytor zaawansowany
  • jacek1f 16.01.11, 22:00
    udokumentowanych 20 latach zawsze wybiore tawerne kretenska
    z milionem takerzykow z mezedes, nie zbieranych w trakcie calego 3-4 godzinnego posiedzenia, narastajacymi stosami talerzykow, chlebem wszedzie na obrusie,
    i wybiore paidakia, czyli stos kotlecikow jagniecych, miche osemek cytryn do skrapiania i bede jadl rekami,
    a potem tez rekami bede jadl dorade z rusztu kropiąc ja cytrna, wycierajac chlebem sosu lemonolade, z jagnieciny, z ryby, z zalewy salatki greckiej, i nastu talerzykow z roznosciami.

    O, juz niedlugo....


  • at.at 16.01.11, 22:40
    W zależności od tego, gdzie się znajduję w to leniwe popołudnie- zawsze wybiorę coś lokalnego, coś miejscowego. Czy to będzie pizza, czy flan, czy pierogi czy też talerz z lokalną szynką i serem, na pewno będzie to dobry posiłek, jeśli będzie autentyczny i świeży.

    A generalnie to wybiorę miejsce swojskie, ale z klimatem, sympatyczne i zapraszające, przyjazne.
  • krysia2000 17.01.11, 00:14
    No w Grecji jeszcze nie byłam, choć w greckiej knajpce i owszem. I z tego co pamiętam, to ouzo zepsuło mi całe doświadczenie. Co jak co, ale anyżowych likierów nie trawię - ani pastisów, ani sambuki. W ogóle na likiery to mam długie zęby, no chyba, że jako dosładzacze w drinkach. Dosładzacze, a nie główne składniki.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • 363636r 16.01.11, 22:36
    Słuchajcie no Krystyno, miewam podobne wrażenia kiedy oglądam przeróżne programy w których ścigają się mistrzowie kuchni. Za cholerę jasną nie trafiają do mnie piramidki układane przez nich pracowicie na talerzu, poobkładane przeróżnymi fikuśnymi dodatkami niby misterne dzieła sztuki, istny popart czy inne pieroństwo. Tylko jak taką śliczną konstrukcyjką wielkości pudełka od zapałek pojeść?
    Zdecydowanie lubię tak jak się u mnie na wsi jadało, porcja solidna ( na wadze to niestety widać smile ), kawał mięcha najlepiej z jakimś konkretnym zapełniaczem na dodatek, dobry zawiesisty sos i kufel piwa do tego. Właśnie tak, jakbym się zastanowił, to najbardziej w świecie lubię duszone mięso i sos. I kiszoną kapuchę.
    Akurat libańskich czy greckich klimatów nie znam, raczej bliższe nam kuchnie są mi drogie - czeska, węgierska, niemiecka. No i nasza oczywiście smile
    Mało to może światowe, może kotleciarstwo, ale cóż big_grin

    --
    BETTER MOTORHEAD THAN DEAD
  • krysia2000 17.01.11, 00:02
    Heh, kumie!

    Ty się tym kotleciarstwem nie przejmuj tak, bo powiem Ci, co to jest światowość. Taka prawdziwa światowość to jest wtedy, kiedy po odbyciu wszystkich podróży we wszystkie miejsca na świecie zrozumie się, że wszędzie jest tak naprawdę blisko i... podobnie. W każdej chacie trochę inaczej, ale głód zaspakajają ludzie wszędzie. I prawie wszędzie wygląda to podobnie: skrobiowy podkład, a na nim proteinowa wkładka i to wszystko zaokrąglone czymś tłustym. Czy to będzie kari z ryżem basmati, czy kaeng z khao, czy tadżin z kuskusem, czy przesmażone w oleju krewetki z makaronem, czy gulasz z gryczaną kaszą, to koniec końców przecież to to samo: porcja mięsa w sosie z napęczniałym wielowęglowodanem. Od czasów agrarnej rewolucji większość cywilizowanych ludzi tak się żywi. Chyba... Jeśli nie mięso, to jakieś inne źródło protein.

    Wielkość porcji to już insza inszość. Powiem Ci tak, że w głębi żołądka jestem obżartucha straszna. Wczoraj wtrząsłam 2/3 cytrynowej tarty, dziś już pół serniczka nie ma... No dobra, obdzieliłam chłopaków w robocie, bo dzielnie mi tyrają, ale do tego ten lanczyk, i wczoraj stroganow z tłustą kwaśną śmietaną. I do czego zmierzam to, że warto wielkość porcji dostosować do przeciętnego dziennego spalania. Co się zaś tyczy restauracji to chyba wolę, kiedy płacę za jedzenie, które mnie nakarmi, niż za prezentację i ekskluzywne składniki. Bez przesady ofc, wynalazki typu "all-you-can-eat for 9.99" mnie nie interesują, bo to się niczym nie różni od koryta. Co innego oczywiście towarzyszący element bajkowy. Tu lubię, nie powiem, na troszkę wyższe półki zaglądać, jednocześnie zmniejszając objętość spożycia. Nad piwo przedkładam wino, a nad wino koniak czy kalwados. Bardzo to chłopaków derenwuje, kiedy w pabie oni żłopią ginesy a ja sobie przez zęby sączę martelka, tudzież henesjego. Tym bardziej, kiedy to oni stawiają kolejkę.

    I se tam tego kotleciarstwa nie nabijaj do łba, tylko więcej ruchu. I będzie ok. ;o)

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • achulaw 17.01.11, 20:18
    Baaaardzo lubię piękne podanie. Zawsze nawet pyszniuśkie placki ziemniaczane, cudne kluchy i modro kapusta+ R0LADY, zapiekanka z ziemniaków staram się jakoś " zabajerować"wink im prostrze danie tym chcę je przyozdobić. NIE UZNAJĘ !!! talerza wielkości koła młyńskiego, gdzie głównym atrybutem i składnikiem są: kropki z sosu, oprósznie z piprzu i piramidka z natki lub czegoś tam...
    Najpiękniejszą ozdobą jest apetyt spożywającego.
  • jo.hanna 16.01.11, 23:00
    Absolutnie nie przeszkadza mi, ze podobny makaron czy jagniecine jadlam trzy dni lub dwa tygodnie temu; niekoniecznie zalezy mi na coraz to nowych wrazeniach. Najbardziej lubie zjechac do miejscowej trattorii, gdzie wlasciciel przywita mnie usciskiem reki, poleci cos specjalnego, naleje wina do karafki, postawi talerzyk z grzankami polanymi swieza oliwa. A nowym miejscach pytam miejscowych o rekomendacje.
    --
    wloszczyzna.blogspot.com/
    wloszczyznawobiektywie.blogspot.com/ czyli (nie)obiektywnie
  • amused.to.death 16.01.11, 23:13
    ja najczęściej pójdę tam skąd mam dobry widokbig_grin
    --
    a tak było w Meksyku... - zdjęcia i słów paręsmile
  • keepersmaid 16.01.11, 23:20
    Prosto, bez zadecia, bezmiesnie, czysto... przyjaznie.
    Najczesciej w soboty jadam pizze + wino + tiramisu + kawe w ulubionej wloskiej knajpie albo u pobliskiego Hindusa cos w gestym sosie + garlic naan. Umiem sie zachowac przy stole ale lubie miejsca gdzie ten naan i pizze moge jesc rekami i dolewac sobie wina kiedy chce...
    A, nie lubie zeby mnie ktos pouczal na temat "wlasciwych" dodatkow, kolejnosci czy win... Bo potrafie zjesc zamiast obiadu rybna przystawke z czerwonym winem i deser.
    --
    Non, rien de rien
    Non, je ne regrette rien
    Ni le bien qu'on m'a fait
    Ni le mal, tout ça m'est bien égal
  • krysia2000 17.01.11, 00:08
    keepersmaid napisała:

    > Prosto, bez zadecia, bezmiesnie, czysto... przyjaznie.
    > Najczesciej w soboty jadam pizze + wino + tiramisu + kawe w ulubionej wloskiej
    > knajpie albo u pobliskiego Hindusa cos w gestym sosie + garlic naan.

    Piccochę rozumiem, że małgośkę albo szpinakową?

    > Umiem sie
    > zachowac przy stole ale lubie miejsca gdzie ten naan i pizze moge jesc rekami i
    > dolewac sobie wina kiedy chce...

    To znaczy, że umiesz się zachować przy stole. Dla mnie, jeśli ktoś przy stole bardziej dba o maniery niż o jedzonko, to znaczy, że albo nie jest głodny, albo w ogóle ma problemy z jedzeniem, skoro się tak krępuje siedzeniem prosto, niepodpieraniem, nierozmawianiem, itp.

    > A, nie lubie zeby mnie ktos pouczal na temat "wlasciwych" dodatkow, kolejnosci
    > czy win...

    Pouczać to nie, ale gorąco podyskutować, co po czym lepiej wchodzi...?

    > Bo potrafie zjesc zamiast obiadu rybna przystawke z czerwonym winem
    > i deser.

    To jest stanowczo za mało! Potem w nocy będziesz lunatykować do lodówki. ;o)

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • keepersmaid 17.01.11, 13:10
    U "mojego" Wlocha zazwyczaj pizza caprese (swieze pomidory i swieza mozarella), albo szpinak/gorgonzola, albo pizza ogolnowarzywna - z plastrami oberzyny, grzybkami i czym tam jeszcze.

    --
    Non, rien de rien
    Non, je ne regrette rien
    Ni le bien qu'on m'a fait
    Ni le mal, tout ça m'est bien égal
  • kingaolsz 17.01.11, 09:23
    Zdecydowanie smak, ale tak sie zlozylo, ze najsmaczniejsze jedzenie w zyciu jadlam w nadetej restauracji, gdzie normalny czlowiek z ulicy ma problem sie dostac ( mozliwe, ale nie proste). Kuchnia byla fusion japonskiej i portugalskiej, bylo lekko, rybnie i troche miesnie ( wzielismy chyba 15 dan na sprobowanie miedzy 5 osobami - kazdy bral z talerza co chcial). Ale smaki byly poprostu niesamowite, wszystko bylo idealnie wywazone, mialam wrazenie, ze kazdy miligram byl dopasowany. Przezycie smakowe bylo powalajace. Jesli kiedys bede miec znow taka okazje i gryby portfel to zdecydowanie chcialabym to powtorzyc.

    Co nie zmienia faktu, ze dobra pizza, lokalny przysmak przyprawiony przez lokalnych ludzi jest dla mnie rowniez rarytasem.
  • a74-7 18.01.11, 21:23
    kingaolsz, ze zapytam z babskiej ciekawosci - ktora to restauracja az tak nieosiagalna dla nas smiertelnikow z ulicy ?
  • fettinia 17.01.11, 09:34
    swojsko,lokalnie,czysto i smaczniesmile
    Czesto "piramidki" i wachlarzyki i nadete nazwy to podanie zbyt wyszukane zwyklych potraw nie zawsze jadalnych..to tak na podstawie Das Perfekte Dinner-oczami widzimy cuda a okazuje sie,ze w skali od 1 do 10 punktow danie dostaje 4 lub 5.
    Bardzo lubilam swego czasu bary mleczne-wiem wiem niezbyt wyszukanebig_grin ale nalesniki czy inne leniwe byly bezkonkurencyjne i nie do podrobienia.
    --
    Kuchenne Pogaduszki
  • a74-7 17.01.11, 10:14
    Lebanskie knajpki dbaja bardzo i swoich klientow ,zazylosc z nimi i zaspokojenie kubkow smakowych .Ilosc i jakosc nade wszystko .
    Oko karmie w japonskich , ale tu obrazek poparty jest ciekawa kompozycja smakow odmiennych od europejskich .
    Do polskich knajpek chodze bo nostalgiczny wystroj,kelnerki ktore krzycza pierogi dwa razy prosze , zazwyczaj pogawedzic z wlascicielem, ba na polska kaczke z jablkiem i polski porter.Pozostaja jeszcze rozne trendy lokale ,Carluccio's, Jamie's,waga mama, zaczelam przerabiac restauracyjki w nowym shopping centre - Westfield, maja ich ok 50 ,fajne zarelko .

    Nie mozna narzekac na nude .W kazdym razie chodzimy zeby jesc , ale nie przerabiamy ogromnych ilosci smileNie bede sie zapierala ze moj wybor to ten jedyny i najlepszy - nie mam ulubionych , bo za rogiem zawsze czeka nowy eksperyment.Wracam do niektorych po dokladki , ale nie jestem wierna smile)
    Mialam kiedys wielka ochote isc do restauracji "dla niewidomych " gdzie w ciemnosciach spozywa sie posilek , ale nie lubie ciemnosci , Ale interesuje mnie jak wplywa to na apetyt i doznania smakowe...
    Do fat duck blumenthala pewnie tez poleciala bym z ciekawosci ... ale chyba musze smakowo dojrzec do tego momentu
    Mowilam - poezji nie bedzie ...wink
  • momas 17.01.11, 11:04
    Bardzo czesto zwykla GS-y tez dobrze karmily (ale one chyba juz calkowicie znikly z krajobrazusad )
    smile
    Obecnie smakosz ze mnie zaden. Mam ostry kryzys kuchenny i dlatego zjem cokolwiek, czego sama nie musze ugotowac.

    ale tez nie lubie przerostu formy nad trescia, zadecia i jedzenia typu bulkĘ przes bibulkĘ



    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • a74-7 17.01.11, 09:47
    nie umiem pisac peanow na temat jedzenia,ani poezji , ale lubie testowac . Rzadko zdarza mi sie zjesc cale danie na miejscu - ale czasami zabieram pozostalosc w doggy bag( u nas popularne zwlaszcza w azjatyckich jadlodajniach )
    Powiedzenia z niejednego pieca jadlam - w nowym tego slowa znaczeniu.Od lat robimy sobie weekend wolny od gotowania, a wybor dookola - fantastyczny. I tak w zaleznosci czy chce sie nakarnic oczko ,czy zoladek , czy ma sie ochote zostac turysta na 45 minut, lub obchodzi wazna uroczystosc urodzinowa-formalna , lub masz ochote poeksperymentowac z czyms nowym - wszystko w zasiegu od kilku kwid do magicznego numeru karty kredytowej .
    I to najbardziej lubie
    Mam bad hair day i long face- zawsze mozna skoczyc incognito do malego chinskiego lokalu gdzie zupa won ton smakuje tak jak rosol mamy,mozna cos wybrac z malej zatluszczonej karty w chinskim alfabeciei delektowac sie niespodzianka ktora po mistrzowsku ptzygotowuja dla swoich .No i niezastapione towarzystwo malutkich ludzi o skosnych oczach dookola siorbiacych kluseczki z miski ...
    Turystycznie oznacza pojsc kawalek dalej w strone glownej ulicy gdzie mozna zamowic kilka reprezentacyjnych dan z kuchni , szybko zjadac i placic, zreszta sami wyciagaja obrus spod niedokonczonego obiadu, bo horda turystow czeka na stol. Zupa won ton ma tam zazwyczaj smak i zapach scierki do zmywania ...
    podobnie z z rest hinduskimi - wszedzie inaczej smakuje, wiecej koloru lub mniej dodaja do tikki czy tandoori, w niektorych knajpkach w typowych bialych dzielnicach zjesz curry bez problemu, gdy natomiast autentyk powali na kolana i wycisnie z ciebie wszystkie poty ...
    Wczoraj wrocilam znowu z doggi bag tandoori chicken , wypieczony slicznie w tandoorze ,delikatny ale chyba tylko krycha machnie na raz pol kurczaka .-)
  • ewa9717 17.01.11, 10:17
    Phi, pół kurczaka wink
    No dobra, próbować próbowałam rózności, bo moja szaleńczo ęą babka mawiała, że dobrze wychowany człowiek powinien się elegancko uporać ze wszystkim, co podana, ale...
    Najbardziej lubię kuchnię śląską, od której mnie na ileś lat oderwano przemocą wink
    I kotleciara jestem
    I kartoflara też wink
  • a74-7 17.01.11, 10:38
    dobre wychowanie ma niewiele wspolnego z pojemnoscia zoladka i wielkoscia porcji serwowanej przez goscinnego restauratora smile)
    Elegancko uporac ze wszystkim oznacza raczej jesc w elegancki sposob niezaleznie czy jest dlubanie sztuccami w rybie przy oddzielaniu osci czy czyszczenie drobiu z kosci .
    Tak to przynajmniej w moich stronach sie tlumaczylo .

    Kotlety rowniez kocham , zwlaszcza wiedenskie sznycle smile)
  • ewa9717 17.01.11, 12:26
    a74-7 napisał:

    > dobre wychowanie ma niewiele wspolnego z pojemnoscia zoladka i wielkoscia porcj
    > i
    Ja nie o tym, babka uczyli, że choćby mi w tzw. gościach podano najbardziej znienawidzoną potrawę, mam robić dobrą minę do złej gry.
    > Elegancko uporac ze wszystkim oznacza raczej jesc w elegancki sposob niezalez
    > nie czy jest dlubanie sztuccami w rybie przy oddzielaniu osci czy czyszczenie
    > drobiu z kosci .
    > Tak to przynajmniej w moich stronach sie tlumaczylo .
    A to swoją drogą.

  • pani.serwusowa 17.01.11, 10:35
    Ma byc smacznie, swiezo przyrzadzone i schludnie, czysto podane. Piramidek nie musze miec, ani pianek z parmezanu, czy dymu wychodzacego spod szklanych kopul.

    Najsmaczniejsze jednak jedzenie w knajpie, w UK jadlam w takiej knajpie, ktora podaje bardzo, bardzo elegancko, szef kuchni moze nie uklada piramidek, ale widac, ze sie bawi prezentacja, ceny sa dosc wysokie (chyba, ze sie zalapiesz na early bird menu) automatycznie doliczaja tam napiwki, ale z drugiej strony porcje sa sluszne, a jedzenie swietnie przyprawione i bez zadecia typu 3 linijkowymi opisami w menu na rybe w kapieli kokosowej na lozeczku z ryzu i kolderce ze smazonej bazylii tajskiej. wink

    Najbardziej jednak lubie atmosfere tapas barow, tak dokladnie jak to opisal Jacek. Jesli mialabym duzo pieniedzy i wolnego czasu, to pewnie w takich knajpach bym przesiadywala. Gdzie moge taplac chleb w oliwie, palcami wyjadac oliwki, gdzie kelner moze nie chodzi jak w zegarku, ale zagaduje, ze jestem bello (tylko po to, aby odwrocic moj auwage od tego, ze znowu zapomnial przyniesc nam chleb) wink
    --
    Zmysły w kuchni
  • daxter 17.01.11, 12:55
    Wolę prostotę od przepychu na talerzu i 10 pierogów niz 3 ułożone fikusnie
    ładnie i czysto w resatauracji i na talerzu,miła obsługa.
    Nie kieruję sie modą i np na siłe pojdę na sushi choć nie znosze ryb na surowo nawet z pysznymi dodatkami.
    Lubię potrawy regionalne oraz wszystkie na które mam akurat ochotę.
    Moi rodzice często zabierali mnie w niedzielę na obiad do restauracji , bardziej był to pomysł taty ,który lubił te wszystkie gicze cielece podane na srebnej tacy. Mama troche mniej przepadała za tymi wypadam stresowała sie tym ą i ę .Tata cieszył się jak jej mógł podarowac wolną niedzielę od garów i zmywania.
    U mnie podobnie ja lubię wyjsc na dobry obiad , mój mąż preferuje kuchnie domową.

  • amused.to.death 17.01.11, 12:58
    > Wolę prostotę od przepychu na talerzu i 10 pierogów niz 3 ułożone fikusnie

    dla mnie akurat trzy pierogi wystarczą (no chyba, że to ruskie, wtedy mogę jeść, aż padnęsmile więc trzy fikuśne by mnie zadowoliłybig_grinbig_grinbig_grin
    --
    a tak było w Meksyku... - zdjęcia i słów paręsmile
  • a74-7 17.01.11, 13:20
    a dla mnie wlasnie moga byc 3 rzucone na talerz, polane skwareczkami , lub ulozone fikusnie - byle by mialy dopieszczony smak nadzienia smile
    Taki Anthony Bourdain ma fajnie : wsunie wszystko w kazdych warunkach ,noskiem nie kreci, om em tez ma chyba w powazaniu winkwszedzie naturalny i jakie body smile)
    Wiadomo ze jak sie je chinska zupe - siorbanie nawet zalecane ( jest powod do tego ,mozna sobie wygooglowac ) , oki przy rosole krajowym juz nie, ale z kolei w Austrii czy Niemczech fraulain mowila na zdrowie po wypuszczeniu gazow .( bekniecie czy...)
    Biorac pod uwage te wszystkie obyczaje - czym sie stresowac ;-D
    O Kilka sztuccow wiecej na stole i szklanek do wina ,to ma byc stres?
    Wazne, ze za nas pozmywaja big_grin
  • daxter 17.01.11, 15:12
    ja smakoszem nie jestem wolę 10 sztuk z dopieszczonym nadzieniem bo innego nie uznaje a siorbanie mi przeszkadza nawet jakby to było zalecane smile
  • a74-7 17.01.11, 15:57
    no wiesz ,mnie siorbanie , mlaskanie ,lokcie na stole i jedzenie z otwarta geba tez raza.
    Ale bez przymnkniecia jednego oka wink, byc moze nie poznalabym ze np. pierogi pojawiaja sie w kilkudziesieciu smakach w roznych kuchniach ,tylko polegala bym na opinii meza, ze moje najlepsze smile))
  • daxter 17.01.11, 21:15
    Moja mama jednak miała fajnie , mój tata smakosz ją ciągał po wytwornych restauracjach jak na czasy PRL-u w niedzielę miała zatem spokój z gotowaniem jeszcze kwiaty były i czekoladki taki to był fajny gość , mój mąż nie jest zły ale preferuje kuchnie domową i to głównie moją no to mam trzy godziny gotowania w niedzielę 10 min jedzenia i półgodziny zmywania ale to juz mężowska działka czyli w sumie nie żle .
    A tak poważnie to na śląsku przynajmniej ciężko o dobrą w miare z rozsądnymi cenami restaurację.Ludzie po prostu nie mają pieniędzy na wytworny obiad i wolą coś fajnego w domu upichcić z gwaracją siewżości niż zapłacić krocie w restauracji i się struć lub zjeśc 4-ty raz odgrzewane danie nie czarujmy sie w Polsce niestety gastonomia kuleje.smile
  • zwiatrem 17.01.11, 13:11
    Gdybym miala mozliwosc wyjsc/wyjechac i zjesc w lokalu, to pragnelabym zeby bylo bez pompy.
    Nie zapomne kolacji w Wierzynku, gdzie nie moglam zapalic papierosa, bo kelner ciagle stal z ta swoja zapalniczka. Jakbym sie nie obrocila, on znowu swoje. Teraz nie pale, ale gdyby mnie naszlo, sama chcialabym zapalic, sama sie poprawic na krzesle, sama wstac do stolu i do niego usiasc i sama nalac sobie wina.
    Uwiodloby mnie miejsce polaczone z widokiem, aromat ktorego nie znam, wino, ktorego zazwyczaj nie pije, powiew wiatru inny niz pomorski i wszystko ze soba polaczone w umiarze.
    Wynika to z tego, ze nie bywam w lokalach, jesli juz to sa to gdynskie smazalnie ryb, ale tam wiem, czego sie spodziewac.
    Najchetniej zjadlabym cos na wolnym powietrzu, tarasie wzniesionym nad morzem, w lesie, moze w ciasnej uliczce ale nie w lokalu.
    Mysle, ze mniej zachwycilaby mnie potrawa, a juz na pewno nie dla niej bym gdzies zasiadla, wiecej otoczenie, egzotyka (nie chodzi o palemki, Hawaje itp), niecodziennosc.
    Poza tym jedzenie na powietrzu smakuje zawsze inaczej.
    Wtedy zamowilabym cos surowkowego, salatkowego, moze tez ryba + rodzime pieczywo, bo zakladam, ze znalazlabym sie majac ta kase daleko od Polski. Najchetniej w naczyniu , z ktorej mozna dobierac na talerz.
    A jezeli juz o smakach, to kuchnia srodziemnomorska - mam tutaj na mysli poznanie smaku potraw przyrzadzanych i spozywanych w specjalnych naczyniach, bo jestem pewna, ze energetycznosc tych potraw jest inna niz gotowanych na gazie, w woku. Jak dla mnie mogliby mi to przyrzadzic i podac na kutrze, na drewnianej lawce na plazy albo na lisciu palmowym.
    Jak tak mysle, to inne kuchnie tez koniecznie bym chciala sprobowac, tyle, ze w sposob lokalny, podane wg zwyczaju. Porcje lokalne na pewno nie sa dla karmienia oczu, wiec wlasnie taka opcja bylaby dla mnie najlepsza.
    Fajnie pogdybac wink.

    --
    Witryna z pasją.
  • pietnacha40 17.01.11, 18:50
    oj ta kuchnia grecka za mną od weekendu chodzi big_grin W weekend zostałam przykuta do kanapy na kilka godzin programem Rick Stein i Kuchnia Śródziemnomorska.I dokładnie,to co w tym programie,to moja miłość - proste,kilka produktów z ogrodu i morza - do gara,zamieszać i gotowe.Dodajemy wino i biesiadujemy.Palcami,chleb wycierający sos,łokciami podparta,wolno i swobodnie.Ouzo smakuje tylko w Grecji big_grin

    --
    http://tiny.pl/hx4sx
  • czekolada72 17.01.11, 18:37
    Tak szczerze mowiac to ja najbardziej bym chciała zasiasc do zarełka z Makłowiczem - pogadac o zwyczajach tubylczych, o historii dań, i nie martwic sie, ze kapnie, ze spadnie;
    i nie chodzi o to, ze mi zawsze kapnac i spasc musi wink
    Kulturalnie zjesc potrafie, ale zeby forma nie przerosła tresci.
    Najbardziej chyba lubie jednak slowackie i czeskie knajpy, ale nie te przy narciarskich wyciagach, ale takie swojskie mordownie w małych dziurach, ktorych to dziur w zadnym przewodniku nie uswiadczysz, gdzie to ja, przyjezdna, jestem swoista ciekawostka ornitologiczna i wzbudzam zachwyt tubylcow zachwycajac sie tubylczym posiłkiem smile)
    Acz - jak juz dziewczyny wspominały - jak jestem "gdzies" to chce zjesc "tamtejsze" - i wlasnie nie ma znaczenia czy to jest oryginalna margherita, zapiekane winniczki czy smażone śledzie prosto z bałtyckiego kutra.
    A z takich super eleganckich - to z wielkim sentymentem wspominam nieistniejaca litewska restauracje na Mikołajskiej - była naprawde elegancka, ale obsluga przeujmujaca i dyskretna - niezapomne, jak delikatnie mi szepnieto o sposobie spozywania cepelinów.
    Natomiast nietrawie wrecz knajp typu wloska, chinska, zydowska, gdzie obslugujacy w "narodowym ww" stroju rodowity Małopolanin ocenia mnie krytycznie "wy tego nie macie, wy tego nie znacie" a ja dostaje od jego wzroku niestrawnosci i wielkiej checi opuszczenia miejsca natychmiast.
    --
    Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą.
    — św. Augustyn (Aureliusz Augustyn z Hippony)

    "Kto nie naraża się na szwank - ten głównej stawki nie wygrywa"
  • jo.hanna 17.01.11, 19:21
    czy przezuwanie z otwartymi ustami przeszkadza mi palenie papierosow. Dlatego tak bardzo lubie chodzic do knajp we Wloszech. Palacze wychodza na zewnatrz, nawet jesli knajpa jest typu nozownia.
    --
    wloszczyzna.blogspot.com/
    wloszczyznawobiektywie.blogspot.com/ czyli (nie)obiektywnie
  • a74-7 17.01.11, 19:31
    kompletny smoking ban juz mamy od 2007 ,smile
    Nie wychodzi sie z knajpy smierdzac papierosami , natomiast palacze wychodza na zewnatrz po nastepny fix ;-D
  • sylwia1607 17.01.11, 19:40
    U nas tez zakaz palenia obowiazuje, choc w niektorych lokalach mozna palic w osobnym pomieszczeniu. Uwazam to za dobry pomysl.
  • pietnacha40 17.01.11, 20:19
    zdecydowanie wolę palacza niż mlaskacza ,a już jedzenie z otwartymi ustami sad brrrrrr


    --
    http://tiny.pl/hx4sx
  • krysia2000 17.01.11, 22:27
    Szczerze mówiąc nie spodziewałam się aż takiego odzewu na postawione w tytule pytanie. Bardzo się cieszę, zarówno z ogromu odpowiedzi, jak i z generalnie podobnych poglądów na zajadanie się. Teraz nie wiem, czemu to zawdzięczać. Być może wypowiedziały się tylko kumy, które podzielają moje zdanie, a reszta się wolała nie kłócić, czy też może to jakaś poważniejsza sprawa. ;o)

    Zaraz coś dodam jeszcze, tylko się napełnię ryżotem, bo głodna jestem po 13 godzinach tyrki.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • 363636r 18.01.11, 11:32
    Kryśka, ja też tu byłem. Bo się obrażę big_grin
    --
    BETTER MOTORHEAD THAN DEAD
  • 363636r 18.01.11, 11:32
    I Jacek też!
    --
    BETTER MOTORHEAD THAN DEAD
  • krysia2000 18.01.11, 22:26
    Sorki, zapomniałam o Was, rodzynkach. Bylebym przy jutrzejszym serniczku nie zapomniała.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • senin1 18.01.11, 13:09
    >Teraz nie wiem, czemu to zawdzięczać. Być może
    > wypowiedziały się tylko kumy, które podzielają moje zdanie, a reszta się wolał
    > a nie kłócić, czy też może to jakaś poważniejsza sprawa. ;o)

    no sprawa jest zdecydowanie powazna - wg mnie tylko kolko wzajemnej itd. siem wypowiedzialo


    co do mysli przewodniej :

    nie lubie przerostu formy nad trescia

    nie lubie zawracania glowy 'zawijancami' bez-smakowymi
    nie lubie 'uzdatniania' potraw pod lokalne gusta

    chodze do knajp (glownie azjatyckich, bo to mnie kreci) by zapoznac sie z tzw. oferta

    zazwyszaj pierwszy raz jest ok (!!!!OO nareszcie znalezlismy knajpe w ktorej podaja cos smacznego!!) - za drugim razem: ooo!! ale dlaczego curry z kurczaka smakuje dokladnie tak samo jak warzywne

    albo: dlaczego pad thai jest takie bezplciowe itd

    czyli:
    'smakosz we mnie' czesto decyduje: o 'k...a
    lepiej chyba gotowac w domu

    choc nie zawsze - lubie nowe knajpy, takie, co to egzystuja od miesiaca czy dwoch... zwykle serwuja oryginalne potrawy, smaczne, nie napietnowane potrzeba przypodobania sie lokalnym gustom.... niestety, za trzecim, czy czwartym razem okazuje sie ze curry to nie jest curry a pad thai to... (czyli lokalny gust jest sila tworzaca nowe kulinarne obszary wink

    podsumowujac: chodze do restauracji baardzo rzadko, zwykle probuje te "nowe" , i jesli po trzeciej wizycie jedzenie jest wciaz pobudzajace zmysly znaczy sie knajpa jest znakomita


    ...znaczy to rowniez, ze pewnie nie przetrzyma nastepnego sezonu crying((( ( wiadomo, kazdy lubi egzotyke ale na swoj sposob;P w Polsce z majonezem, w Au z cukrem;DD)


    jednym slowem - jestem bardzo rozczarowana restauracjami 'narodowymi" (tu w Au)
    bo ja lubie w zarciu SMAK...konsystencje,tekstute , fakture itd.

    ale w Singapurze fajnie bylo - paluchy, plastikowe talerze, ale takze ryba (w calosci) i w calej krasie o 7mej rano......

    nie lubie nadetych knajp z 5-ma kelnerami wijacymi sie wokol stolu z jakas tam przystawka za 50 dolcow (ostatnio pamietam byl to kwalek pasztetu rozsmarowany na jednej dziesiatej ogromniastego talerza)

    nie lubie tez tych 'pasztetow' - ktorych za boga nie da sie zgarnac widelcem

    jednym slowem: lubie smak - podane przyzwoicie dania , ktore oddaja smak regionu

    niestety, podobnie jak wielu moich znajomych, zdecydowalam ze knajpy to tylko wtedy gdy naprawde nie ma sie ochoty na gotowanie

    ...jak sie chce NAPRAWDE dobrze zjesc to nie ma cudow...albo zakasac rekawy, albo zatrudnic kucharke (rza)

    co do palemek i innych takich:
    lubie ladnie... ale bez przesady, kolory, tekstury, jajo z majonezem;P, zielony groszek z czyms czerwonym itd...
  • a74-7 18.01.11, 17:39
    senin1 napisała:

    > >Teraz nie wiem, czemu to zawdzięczać. Być może
    > > wypowiedziały się tylko kumy, które podzielają moje zdanie, a reszta się
    > wolał
    > > a nie kłócić, czy też może to jakaś poważniejsza sprawa. ;o)
    >
    > no sprawa jest zdecydowanie powazna - wg mnie tylko kolko wzajemnej itd. siem w
    > ypowiedzialo
    >
    >
    > co do mysli przewodniej :
    >
    > nie lubie przerostu formy nad trescia
    >
    > nie lubie zawracania glowy 'zawijancami' bez-smakowym

    rozne kuchnie maja rozne zawijance, nie tylko sie ze tylko azjatycka kuchnia "ma smak"
    > nie lubie 'uzdatniania' potraw pod lokalne gusta

    nie wiem czy np obserwujesz ludzi w restauracji : ilekroc do chinskiej rest. przychodza hindusi 90 % wybiera potrawy o kolorze podobnym do hinduskich potraw.
    Biali zazwyczaj prosza o mild w hinduskiej rest smile
    Czyli ci co gotuja pod gusta - robia to swiadomie , wreszcie jest to biznes ktory ma ich utrzymac .
    Jesli chcesz autentyk idziesz do np chinskiej ,w ktorej chinczyk z krwi i kosci gotuje dla swoich , i glownie chinczycy tam sie stoluja . Na pewno nie popelnisz bledu .Menu zazwyczaj po chinsku i ang .
    Wiele razy spotkalam sie z opinia ze np w Londynie mozna zjesc o wiele lepsze curry niz w Indii, gdzie a i owszem w wiekszosci wypadkow jest to curry in hurry . Nie wszyscy turysci na wakacjach wIndii stoluja sie w miejscach gdzie szef kuchmni prowadzi restauracje z dziada pradziada i polega na przepisie zlozonym z 267 przypraw ktory strzezony jest rodzinna tajemnica smile)
    >
    > chodze do knajp (glownie azjatyckich, bo to mnie kreci) by zapoznac sie z tzw.
    > oferta
    >
    > zazwyszaj pierwszy raz jest ok (!!!!OO nareszcie znalezlismy knajpe w ktorej po
  • krysia2000 18.01.11, 22:37
    > no sprawa jest zdecydowanie powazna - wg mnie tylko kolko wzajemnej itd. siem w
    > ypowiedzialo

    Ja Cię też kocham! :o)

    Ale no właśnie: skoro nawet Ty i ja i wiele wiele osób nie lubi przerostu formy nad treścią, to dlaczego aż tylu kucharzy i restauratorów tyle wysiłku w to wkłada? I tyle przy tym marnotrawi. Tak, marnotrawi. Im bardziej wyszukana restauracja, tym więcej żywnościowych odpadków będzie produkować. Wiem coś o tym: najpierw robiłam w wyszukanej restauracji, a teraz siedzę w odpadkach.

    Człowiek to jednak kapryśna bestia, co? Na mojego czuja to jest pewnie tak, że im mniejsze umiejętności w kuchni będzie prezentował klient, tym bardziej zblazowany będzie w lokalach, żądny nie wiadomo właściwie czego. Jak to powiedział wielce ceniony przeze mnie komik negatywny, Dylan Moran, większość świata anglosaskiego jest tak przekarmiona, nawet biedota, że jedzenie stało się czystą rozrywką. Czy gdzieś jeszcze podnosi się z ziemi czerstwy chleb, całuje i odkłada w czystsze miejsce? - tak się zastanawiam, zaglądając w kosze na odpadki żywnościowe, po brzegi wypełnione bochenkami... Nie spleśniałymi, nawet nie czerstwymi. Po prostu przeterminowanymi.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • a74-7 18.01.11, 23:19
    podziekuj sanepodowi kochana big_grin
  • a74-7 18.01.11, 23:21
    ofkors sanepid autor mial na mysli ...., no tym co tym kreca, ja prosta kobitka , znac sie nie powinnam smile
  • krysia2000 18.01.11, 23:27
    Helf end sejfeti bord, znaczy się? Też pewnie paluchi w tym maczali obsesjonaci sterylnej higieny. W ramach protestu powinnam pewnie iść dziś spać na brudaskę, żeby udowodnić im, że nie umrę na sepsę we śnie. Sęk w tym, że właśnie wylazłam spod prysznica, jeszcze mokra, parująca i pachnąca...

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • a74-7 19.01.11, 09:22
    kochaniutka ,nie zbaczaj z tematu , mamy tu wprawdzie kilku panow , ale zdaje sie zajeci , a co do lesbijek - to nie wiem , niech podniosa reke ;-0
    wracajac do tego smakowania , w krajach azjatyckich jada sie na zewnatrz ,knajpka knajpke pogania tudziez stragany ze specjalami gotowe podac ci swiezo upieczone robaki na patyku ,Pewnie Cejrowski by to pieknie wytlumaczyl dlaczego "bieda " chodzi "do restauracji "raczej niz w domu gotuje ,tak jak swietnie wywiodl dlaczegio "bieda" jest kolorowa .
    zreszta sama doswiadczylas to wiesz;
    : troszke jest offputting dla mnie np.jedzenie w towarzystwie pelzajacych szczurow pod stolem ,choc to bardzo madry vermin , a juz nie daj bosz la kukaracza wielkosci 10cm ... tu by mnie wszelkie checi do jedzenia zawiodly .W takich warunkach cala moja uwaga koncentruje sie na otoczeniu -podloga sciany ,mniej na smakowaniu sad
  • a74-7 19.01.11, 09:29
    zreszta sama doswiadczylas to wiesz;
    chodzilo mi o wrazenia wakacyjne , nie personalny status, sorki krycha
  • 363636r 19.01.11, 11:51
    A propos marnotrawienia.
    Oglądałem ostatnio program BBC w którym znani kucharze rywalizują, gotując wykwintne, brytyjskie potrawy na okoliczność przyjęcia urodzinowego królowej. Jedna kuchmistrzyni (jedyna kobieta zresztą) gotowała tam zupę porowo-ziemniaczaną z bulionem drobiowym jako bazą. W garnku pływały dwa całe kurczaki z warzywami i przyprawami i z tego garnka chochelką nabierała wywaru, dolewała do warzyw i miksowała na zupę krem. Naszła mnie taka refleksja - kucharka gwiazdkowa, znaczy z gwiazdką Michelina, knajpa ekskluzywna, droga okrutnie, to i na pewno wszystkie takie gotowane kurczaki i inne półprodukty lądują w koszu. Ekonomicznie jest to na pewno jak najbardziej uzasadnione, klient zapłaci za miseczkę takiej zupy ileśtam funciaków i restauracja zarobi, ale czy to jest etyczne? Ja, przyznam się, mam wątpliwości. Jest to na pewno jedna ze składowych zjawiska marnotrawienia olbrzymich ilości jedzenia przez bogaty, zachodni świat.
    --
    BETTER MOTORHEAD THAN DEAD
  • jo.hanna 19.01.11, 13:03
    to, że klient za coś już zapłacił, to nie znaczy że od razu musi lądować w koszu: kości przydają się na buliony, z wygotowanych tuszek kurzych można zrobić kluseczki do zupy. Nie mówię, że będą one na jutrzejszym menu, ale może 3 gwiazdki Michelina mają obok tańszą knajpę? Byłam kiedyś w takiej byłam w kiedyś w restauracji z gwiazdkami; obok tej michelinowej była też restauracja typu knajpa: jestem przekonana, że półprodukty trafiają właśnie tam, zwłaszcza że menu jest zmieniane sezonowo, czyli tak jak w głównej restauracji.
    --
    wloszczyzna.blogspot.com/
    wloszczyznawobiektywie.blogspot.com/ czyli (nie)obiektywnie
  • a74-7 19.01.11, 14:19
    u nas w azjatyckich arabskich rest nie wiele sie zmarnuje , jak powyzej na kosciach i korpusach gotuje sie wywary poza tym jest tak zwany chef's special na menu - czyli
    np chicken ,lub veg biryani w ktore doskonale komponuja sie resztki miesa czy warzyw,tudziez chicken czy veg chow main ( czyli wczorajsze mieso ,warzywa z kluskanmi lub ryzem jak ktos woli .Ale w top gar -houses pakuja i wysylaja ( moze to byc dotanszych garkuchni .)
    Natomiast w sprawie waste of food- taki np Sainsbury/s : jesli w delikatessen dept kawalek wedliny upadnie na podloge , - do smieci , wspaniale kosci od szynki do smieci ( a 15 lat temu sprzedawali smilewszystkie produkty swieze z data terminu na dzien nastepny - jesli nie sprzedadza ich po minimalnej cenie - do smieci , tudziez wszystkie pakowane kanapki ,salatki z terminem do spozycia na koniec dnia. Smutne to , bo wiele z produktow jest jeszcze jadalnych i nie posiada nawet sladow starzenia sie . Przepisy sa okrutne !smile)
  • misia72 18.01.11, 20:39
    a ja powiem tak : prosto, swojsko na czerwonym obrusie w kratke to mam w tygodniu w domu. wink Idac do restuaracji szukam czegos spacjalnego. I niestety chyba rozbestwilam sie juz za bardzo ale to zwyczajne mnie juz nie satysfakcjonuje. Oczywiscie nadal potrafie docenic dobre rzemioslo, swieze skladniki, przyzwoity smak i mile podanie. Docenie i podziekuje, absolutnie nie skrytykuje. Ja nie z tych. Jednak dla siebie szukam juz czegos innego, cos co mnie przyslowiowo powali na kolana lub doprowadzi do kulinarnego orgazmu. Nie jest to latwe, ale ciagle nadal sie zdarza, tym bardziej ze moja przygoda z odkrywaniem nie trwa az tak dlugo. Najbardziej cenie sobie miejsca gdzie kuchnia na wysokim poziomie laczy sie ze wspaniala swobodna atmosfera i malo pretensjonalnym wystrojem.
    Znam takich kilka a nastepne zamierzam poznac w tym roku smile
    --
    Wer Schmetterlinge lachen hört, der weiß, wie Wolken schmecken
  • nikanik 18.01.11, 21:19
    na "swoim" terenie mamy jedno miejsce ulubionesmile
    bąki nie przeszkadzają nikomu!!!
    jest dużo miejsca - nawet wózkiem się dało wjechać i nikt nie marudził że przejścia nie ma
    monotematycznie wszystkie rodzinne wyjścia jadamy tamwink
    są duuuże stoły i bardzo wygodne krzesła
    wybór jedzenia zadowoli wszystkie smakismile
    szef kuchni to normalny facet którego bawi przyrządzanie żarcia - i jest smaczne, bez ąsówdąsów, jest normalniesmile

    a wyjazdowo
    wakacyjnie uwielbieam miejsca gdzie można umyć ręce w ciepłej wodzie i jeść jak się lubiwink jak kto woli to cywilizacja i śtućce, jak nie to małże z których kapie po rękachsmile albo bardziej lokalnie - koleżanka z firmy zabrała mnie po konferencji ĘĄ do knajpy Wojka Szwejkawink obydwie jak damy - sukienki, szpilki, żakiety... kelner podał kufle piwska, przyniósł skrzydełka i chyba miał niezły ubaw jak nam ciekło po rękach i zanim przyniósł ręcznik i wode to my jak małpy prawie zębami rękawy zakasałyśmysmile

    a poza tym to ważne z kim się jesmile
    i jużsmile

    --
    wole masakre, MASAKRE!!!
  • amused.to.death 19.01.11, 11:15
    faktycznie kółko wzajemnej adoracji się wypowiedziało - jak zauważyła Senin.
    W sumie to nie dziwi - w końcu z jakiegoś powodu spotykamy się na jednym forumsmile
    Tyle tylko, że wychodzi, że znowu moja opinia nie pasuje - no nie wiem, może inni z podobnymi się chowają?
    smile

    I mimo, że trzymam się tego co napisałam powyżej - że widoki są dla mnie najważniejszebig_grin,( potem będzie towarzystwo) to ja jednak lubię to ą i ę od czasu do czasu.
    Dlatego, że lubię ładne rzeczy - lubię na nie popatrzeć, nawet jeśli za chwilę trzeba je zniszczyć (tj. zjeść), fajny jest fakt, że ktoś to dla mnie zrobił - coś czego w domu mi się nie chce robić. Bo ja jem przede wszystkim oczami - i często się skuszę na coś co ładnie wygląda - eksperymenty różnie wychodząsmile
    No i bardzo lubię w takich miejscach fakt, że porcje nie są ogromne tylko małe - Rafał wspomniał o solidnych 'chłopskich' porcjachsmile - dla mnie to jest problem, bo nie lubię jak mi więcej niż pół zostaje na talerzu... zresztą w sumie to przestał być problem ostatnio - pisałam niedawno o soli - takie potrawy w różnego rodzaju tzw. karczmach zawsze są za słone więc sobie darowałam jedzenie. W warunkach domowych problemu nie mam - łatwiej o małą porcję.

    Das Perfekte Diner o którym wspomina Fetti to tacy nasi polscy "Ugotowani", tak? Przyznam, że jakoś wcześniej nie myślałam o sobie, że jestem tak tolerancyjna jeśli chodzi o jedzenie - nowe smaki, sposób podania, et. - po programie zmieniłam zdanie. Więc te punkty to.... big_grin

    Krysia się pyta, dlaczego skoro tyle osób nie lubi przerostu formy nad treścią to dlaczego tyle kucharzy to robi. W sumie odpowiedź jest prosta - nie wydaje mi się, żebyśmy byli reprezentatywni na tym naszym forum dla całego społeczeństwa.
    smile))

    Czasami jak sobie czytam wypowiedzi na forach i zachwalanie jedzenia rękami to się nie mogę nadziwić: czy jedzenie sztućcami to coś wymyślnego? sprawiającego problem? coś do czego mimo wszystko trudno się przyzwyczaić po tylu latach praktyki?
    No ja potrafię zrozumieć, że ktoś LUBI tak jeść, ale ta niemal 'ulga' kiedy o tym piszemy, skąd to się bierze?

    Po zastanowieniu odpowiem jeszcze raz na pytanie zadane w pierwszym poście:
    Cytat> rwacji wejść i zjeść gdzie chcecie. I co Was uwiedzie najszybciej? Egzotyka? Sw
    > ojskość? Przytulna, niezobowiązująca atmosfera, czy może wysokie progi i marmur
    > owe schody? Duże, od serca porcje, czy orgia zmysłów bez kalorycznego obciążeni
    > a? Wypieki, stryrfraje, czy może świeże sałatki? Pełen obiad, czy tylko starter
    > ek i kawa do deserku? Na talerzu jasno i prosto, na środku mięso, po lewej ziem
    > niaczki, po prawej suróweczka, czy też organiczna architektura na miarę Gaudieg
    > o? I co częściej, a co rzadziej?


    Mnie to wszystko jest w stanie uwieść - wszytko w sumie z wyjątkiem tych dużych porcjismile
    Jedno nie wyklucza drugiego.

    --
    a tak było w Meksyku... - zdjęcia i słów paręsmile
  • fettinia 19.01.11, 11:32
    smile
    Wiesz-nie mialabym nic przeciwko temu by jakis renomowany mistrz ulozyl mi wachlarzyki i piramidki na talerzu i doznalabym orgazmu na jezykutongue_out
    Oczywiscie,ze lubie ladnie podanesmile
    Tylko..tego typu atrakcje jak dla mnie /przynajmniej w tej chwili/ sa nieosiagalne..smile
    Dlatego wole swojsko bo to lezy w granicach moich mozliwoscismile
    Gdyby to byl watek o tym na co mielibysmy ochote po wygraniu w totka to pewnie wiele z nas by inaczej odpowiedzialobig_grin
    A programu Ugotowani nie widzialam.
    Das Perfekte Dinner to losowo wybrane osoby-5-z danego miasta,ktore spotykaja sie codziennie caly tydzien.Kazdego dnia ktos inny gotuje-przystawka,danie glowne,deser-i dostaje za to punkty.Zwyciezca dostaje 1500eurosmile
    --
    Kuchenne Pogaduszki
  • amused.to.death 19.01.11, 11:44
    to to faktycznie podobne - tylko 'ugotowani' trochę okrojeni - nie wiem jak w niemieckiej wersji, ale w polskiej to mi się najbardziej rzuciły wredne charaktery niektórych uczestnikówbig_grin jak również ich brak tolerancji (w wielu przypadkach) dla smaków inne niż znane - dlatego stąd to moje negatywne nastawienie do punktacji tam.

    > Dlatego wole swojsko bo to lezy w granicach moich mozliwoscismile
    > Gdyby to byl watek o tym na co mielibysmy ochote po wygraniu w totka to pewnie
    > wiele z nas by inaczej odpowiedzialobig_grin

    Fetti,
    ale Krysia napisała:
    Nie mam na myśli tutaj własnych umiejętności i dostępnego w domu sprzętu, lecz zakładam, że macie duuuuużo pieniążków, jest leniwe niedzielne popołudnie i znajdujecie się w centrum utopijnej ekumenopolii, usianej gęsto lokalami gastronomicznymi najprzeróżniejszej maści. Popołudnie jest na tyle leniwe, że możecie prosto z ulicy, bez uprzedniej rezerwacji wejść i zjeść gdzie chcecie.

    no czyli pyta tak hipotetycznie.
    No to ja hipotetycznie odpowiadambig_grin

    w realnym życiu to najbardziej lubię nieformalne proste kolacje domowe z dużą ilością wina i rozmowami ciągnącymi się do późnej nocy.
    Ponieważ nie gotuję też prawie dań z polskiej kuchni (bo za dużo roboty) to uwielbiam odwiedzać kogoś kto jest w tym dobrysmile
    Kiedy mam przerwę w trakcie pracy to numerem nr 1 jest dla mnie mini-twister z KFC...
    A w czasie podróży to różnie się trafia.


    --
    a tak było w Meksyku... - zdjęcia i słów paręsmile
  • fettinia 19.01.11, 11:47
    Neagatywne wrecz zolzowate nastawienie czasami a jakzesmileNa nowe smaki sa jednak bardziej otwarcismile

    A te "pieniazki" to widac przeoczylam-nie ma to jak czytac ze zrozumieniembig_grin

    To w takim razie do mnie prosze na polska kuchniebig_grin
    --
    Kuchenne Pogaduszki
  • amused.to.death 19.01.11, 11:50
    > To w takim razie do mnie prosze na polska kuchniebig_grin

    no wiesz, jakbyś nie była tak daleko to po tych wszystkich zdjęciach, które wklejasz to ja bym na pewno kiedyś stanęła pod twoimi drzwiamibig_grin
    --
    a tak było w Meksyku... - zdjęcia i słów paręsmile
  • fettinia 19.01.11, 11:55
    Daleko??Dla Ciebie???big_grin
    Zapraszam-jak tylko wiadoma osoba znikniesmile
    --
    Kuchenne Pogaduszki
  • czekolada72 19.01.11, 13:38
    Znaczxy ja nigdzie nie napisałam, ze w kazdej lokalnej knajpie to podawana jest wylacznie szarobura breja, ktora trza spozyc z zamknietymi slepiami, bo widok odrzuca1 smile)
    O nie!
    Tez lubie sobie poogladac i np takie dodatki jako jarzynka do panierowanego zoltego sera moga byc podane jako kolorowe arcydzieło (bo np kucharka sie nudzi i nie ma co z czasem robic wink

    A z renomowanych kucharzy - to dla mnie istnieje wylacznie Maklowicz i prosze bardzo - moglby mi podac zarełko na talerzu z sosowym ornamentem smile)
    --
    Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą.
    — św. Augustyn (Aureliusz Augustyn z Hippony)

    "Kto nie naraża się na szwank - ten głównej stawki nie wygrywa"
  • shachar 19.01.11, 12:13
    zastanowił mnie , wiekszy niz srednia w przyrodzie, odsetek osob lubiących jeść rękami smile)
    Osobiście nie znam nikogo takiego, oprócz jednego niewidomego.
    Ja lubię dobre, a dobre może być z róznych żródeł. Moze mieć piramidalne fiku-miku na gorze(zwlaszcza deser), czemu nie?
    Proste i regionalne wcale nie oznacza smaczniejsze. Jesli zdarza mi sie jesc cos regionalnego ,kupionego na zadupiu wszechswiata, to czesto łapie sie na tym, ze jest to pewnikiem smaczne, ale najbardziej dla lokalnych mieszkanców, przyzwyczajonych do smaku i wychowanych w tradycji spozywania tej potrawy, tak jak my barszczu.

    z drugiej strony sampling menus po pincet od osoby tez nie mają sensu ze wzgledu na porcje wielkosci orzecha włoskiego i kieliszek pasującego wina do tego. Po ósmym daniu przerywa się i wychodzi sie na czworaka i nie pamietając, w jakim mieście sie jest.


  • pietnacha40 19.01.11, 15:38
    Tu nie chodzi o jedzenie rękami ziemniaków ze schabowym,tylko o swobodę ogólnie.Wiadomo,ze są takie knajpy,że nawet owoce jada się nożem i widelcem.Nie ma opcji oderwania kawałka chleba i wytarcia nim resztki sosu,a i zupę nie wiadomo kiedy skończyć big_grin
    Co do porcji,to wolę tak jak Amused - raczej mniejsze,żeby więcej pokosztować.Nie lubię restauracji zachwalanych - wiesz płaciłam tylko 20,- a nie mogłam wszystkiego zjeść i mąż też rady nie dał big_grin Nie lubię też piramidek i budowli.I knajp robionych na ....... w Warszawie na chatę góralską,w Tychach na meksykańską ( hehehe )

    --
    http://tiny.pl/hx4sx

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka