Dodaj do ulubionych

Kolejna produkcja

24.03.12, 21:15
Komentarze mile widziane.

youtu.be/1H7LzO9_NW0
--
To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
Edytor zaawansowany
  • czarna9610 24.03.12, 22:00
    Ja nie jestem filologiem, ani purystką językową ale ten krem ciastkarski trochę tu źle brzmi. Jakby wyjęty z podręcznika "Ciastkarstwo dla klasy II " Poza tym wszystko super. Krysia jest nie tylko kulinarnie utalentowana, ale i artystycznie.
  • felinecaline 25.03.12, 15:04
    Gdzies chyba "wcielo" moj post z wczoraja na temat nazwy tego kremu.
    To dokladne tlumaczenie z jezyka kraju jego pochodzenia "crème patissière", najbardziej podstawowy z mozliwych kremow i terudno o njakas inna nazwe czy uruchamianie "licentia poética"
    Krem cukierniczy i fajnie - no, chyba, ze sie ...przypali.
  • mysiulek08 25.03.12, 16:49
    Ale to nie ma innej nazwy smile creme patissiere - krem do ciast/ciastkarski/cukierniczy

    od biedy mozna nazwac budyniowym smile
    --
    Kicia Yoda kocha Zare
    Jest sobie Kot
    Kicia.Yoda 4 lata z nami
  • miss_coco 24.03.12, 23:59
    Coraz lepiej, nawet sie usmiechnela raz czy dwa, moglaby wiecej. Mogloby byc troche mniej powaznie w ogole. I uwaga na niektore kadry, kiedy Krysia calym swoim ramieniem wszystko zaslania, moze juz lepiej takie kadry wyciac.(?)

    No i jesli ma byc lopatologicznie, to tylko 5 tarteletek wyszlo z tych 500 g maki ?


    --
    belgia od kuchni
  • kanuk 25.03.12, 03:25
    moze to zaslaniajace ramie-tak. ale rytm calosci jest w sam raz i podklad muzyczny tez ! wink
    i umknelo mi ,czym sa tarteletki smarowane na koniec ?
    ogolnie prezentacja sehr gut.
  • bene_gesserit 25.03.12, 12:57
    Duży postęp.
    Opis powinien byc dostepny i powinna być w nim chociaż lista skladnikow. Spisywanie z ekranu jest klopotliwe i mozna cos przeoczyć.

    Krycha powinna jednak się usmiechać, to telewizja jest. I troche widac, ze tekst pisany wisi nad kamerą - brak kontaktu wzrokowego z widzką. Oraz obcielabym jeszcze bardziej czas ucierania kruchego - 16 sekund obracającego sie misera zajmujacego caly ekran to stanowczo za dlugo. Plus brakuje informacji - no wlasnie, ile by takich tarteletek wyszlo z tej ilosci, co zrobic, jak sie nam nie chce wykorzystac calego ciasta itd. Plus jakies blysniecia chemią piekarniczą, ze dlaczego tak, a nie inaczej - przeciez Krysia to wie i lubi. Jak mają być podstawy, to niech będą. To tak, jakbym sie miala czepiac.
    --
    feminists aren’t humorless just because your jokes suck
  • shachar 25.03.12, 14:17
    moim zdaniem bardzo udana produkcja, zważywyszy na to ,że odbywa się (chyba) bez stu tysięcy pomagierów, pudermistrzów i telepromptera smile
    dla mnie, leworęcznej w kuchni to już wystarczy, żeby zrobić taki wyrób, który by przypominał nieco ten Krysiowy.Gadanie do ekranu jest kwestią wprawy, jak większość umiejętności, trzeba tylko trochę czasu zmitrężyć na kolejne duble, co jest żmudne i nudne.
    Litania ingredencji na ekranie może być -można zrobić sobie stopklatkę i spisac
    Fajna muzyczna w środku jak w niemym kinie smile
    Fajny pies na końcu.

    ps, właśnie co to jest ten glazur? cukier + woda?
    i w kwestii zagniatania, nie trzeba się tak strasznie martwić, żeby to chłodne pozostało, jak widze, tylko energicznie wymiętosic ?
  • krysia2000 25.03.12, 21:35
    Dzięki.

    W kwestii zagniatania, to zwrócić uwagę muszę Wam na pogodę panującą na mojej wsi. Temperatury powietrza w ciągu dnia rzadko przekraczają tu 20 stopni Celsjusza. Nawet latem i nawet w słoneczne dni. Ciasta kruche (w zależności oczywiście od zawartości w nich masła) optymalną plastyczność mają w temp. ok.... 20 stopni Celsjusza. Wałkują się zatem tutaj jak marzenie i tak samo zagniatają. O samej jakości masła irlandzkiego chyba przekonywać nikogo nie muszę. W zeszłym roku podczas gospodarskiej wizyty w Pl u kuleżanki wyrabiałam ręcznie kruche i upiekłam jej tartę i jako, że Miszka mieszka na 4 piętrze wczesnogierkowskiego bloku, a był środek lata, to trochę się z czasem ścigałam. Ale wyszło bez problemów.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • roseanne 25.03.12, 14:57
    no ladne , ladne
    muzyczka fajna
    tlumaczenie etapow wyrazne, poza syropem koncowym=glazura
    --
    Inny Swiat - Zespół Aspergera
  • kanuk 25.03.12, 16:14
    Znaczy my tu ,ze mna po sasiedzku..Shachar i Roseanne .mamy bardzo podobne zdanie wink
    A szesnatosekundowa ,uspokajajaca sekwencja krecenia sie miksera bardzo mi odpowiada,przypominajac pewien bardzo stary film gangsterski,gdzie kombajn zbozowy doslownie zjadal samochod na polu. Wraz z kierowca. . Tytul filmu ,widzianego w polskim kinie ,w latach 70-tych, 'Prime cut". Co, mam nadzieje , spokojnie kwalifikuje go na kuchenne forum wink))
  • mysiulek08 25.03.12, 16:47
    Przyczepie ale malo smile

    Krycha, koszulka! jak dla mnie wyprasowany gladki tiszert bylby idealny.
    Lapskiem zaslaniasz mikser smile
    Dodaj troche wiecej swiatla i wyspij sie przed produkcja wink

    W sumie swietne, trening czyni mistrza smile

    MD robi teraz reklamowo/informacyjne video na strone i za kazda sesja jest coraz lepiej. Efekty Wam w swoim czasie pokaze. Kuchenne nie sa smile

    ps
    nie ma potrzeby okrawac ciasta z naddatkiem nad foremka, starczy wykrawac strona z zabkami jak szklanka na pierogi,, albo ulozyc foremki, polozyc na nich plat ciasta, przewalkowac.

    --
    Kicia Yoda kocha Zare
    Jest sobie Kot
    Kicia.Yoda 4 lata z nami
  • a74-7 25.03.12, 21:10
    krycha , jesli mowisz /referujesz do mnie ( i nie tylko) jako do widza - patrz mi w oczy ,
    to basic !
    Szybko robisz postepy,gratulki smile
    Wrzuc te filmiki j na dysk , moga sie kiedys przydac jako portfolio , nigdy nie wiadomo wink)
  • krysia2000 25.03.12, 21:20
    Co do nazwy kremu, to nie wiem. Ciastkarstwo nie kojarzy mi się z drugą klasą, a z produkcją ciast najprzeróżniejszego rodzaju. Cukiernictwo u nas się na to mówi, chociaż tam, gdzie mieszkam cukiernictwo bardziej się ze słodyczami kojarzy, czyli czekoladkami, a nie pączkami. Od kremu budyniowego się wzdragam, bo mieszkając tu już tyle lat przyjęłam szeroką definicję budyniu.

    Mniej poważnie będzie w ogóle, jak mnie rozweselicie, czy cuś. Trochę tak nienaturalnie mi uśmiechać się do szklanego oka na statywie w skądinąd pustym pomieszczeniu. W ogóle nienaturalnie mi się uśmiecha, co łatwo zauważyć po uciekających na bok ustach. Może chociaż swoje zdjęcia podeślijcie, takie w kompromitujących sytuacjach najlepiej, to se wydrukuję i raźniej będzie.

    Ramię to myślałam, że odsłaniające będzie, ale cóż... bez tatuaża, ani 95cm bicepsa w obwodzie to już przeszkadza, tak?

    Moja droga Bene, normalnie czuję się urażona sugestią jakobym czytała z kartki. Wszystko z głowy, na bieżąco gadam, a że wzrok ucieka, to już najlepsi okuliści nic nie mogli na to poradzić. Ale postaram się, żeby było tak, jakbym do kogoś żywego mówiła. Chociaż w sumie to unikam kontaktu wzrokowego z ludźmi, bo mam na tym punkcie kompleksa. Spojrzenie mordercy, te sprawy...

    Z ilością tarteletek z tej ilości ciasta... No właśnie dobrze, że zagadnęłyście, bo zaniedbałam tę kwestię i żadnych, że to że tamto. Ciasto wykonałam z podwójnej porcji (500g mąki, 300g masła, 150g cukru pudru, 2 jaja...), ponieważ jedna seria wykorzystana została do produkcji wideo, a druga wczoraj na przyjęciu zniknęła. Zależne to oczywiście będzie od grubości rozwałkowania (i wielkości foremek), ale przyjmijmy, że ok. 10-12 tarteletek 10cm średnicy z ilości ciasta podanej na początku wyjdzie. I jeszcze coś zostanie. Na końcowych napisach ilość składników zmniejszona została o połowę. Spokojnie mogę to wyedytować.

    Jeśli chodzi o błyskanie wiedzą, to do kamery gadam to i owo, ale potem wycinam, żeby film nie trwał 2h40minut i żebym nie słyszała, że się wymądrzam. Już jedną robotę straciłam niedawno, bo za dużo gadałam. ;o)

    Czuję, że przydałaby się obecność na planie życzliwego operatora/ki, która to osoba w trakcie nagrywania całość procesu naturalniejszym uczyniła i na bieżąco korygowała (gramy na przykład), zadawała pytania, przypominała, że wzrok ucieka, że uśmiech teraz nr 503 zarzucić, itp.

    Tak samo brakuje lepszego oświetlenia "planu", ale to, moje drogie, bolączką większości domowych produkcji na youtubie jest. W chwili obecnej nie stać mnie na lampy, czy lepsze udźwiękowienie, a kuchnia jest, jaka jest - stosunkowo ciemna (ofiara energoszczędnych żarówek i okien od wschodu). Widzę dobrze, że niedobrze to wygląda, kiedy mam do dyspozycji światło słoneczne (ktorego nota bene irlandzka aura skąpi, jak tylko może) padające mi na plecy tak, że moją prawie dwumetrową sylwetką cień rzucam długi na blat, na którym robię. Blat wmurowany jest w ścianę, więc go gdzie indziej ustawić nie można. Dlatego właśnie pierwszy filmik zza pleców nagrywałam, ale wyszło tak sobie. Przy drugim, podczas siekania jabłek ustawiłam kamerę bokiem i wyszło ok. (może poza kawałkiem spodni wchodzącym w kadr i zdradzającym moją naturalną płeć) ;o) Ale z tego ujęcia znowuż trudno byłoby pokazać co się dzieje na stole, a mi zależy bardziej na pokazaniu jak, a nie z czego i w jakich ilościach i jak to obłednie potem na talerzu wygląda tak, że "o jejciu, może się kiedyś skuszę, jak w końcu cały czas i uwagę poświęcane na oglądanie programów kulinarnych przekieruję na pichcenie" ;o)))

    Za garderobę przepraszam i obiecuję zainwestować trochę w przebrania. Co powiecie na klasyczny uniform kucharza, taki z copkom i chustom na supełek zawiązaną?

    Podkrążone oczy i rozpoczynanie od kawy to wina (nie, nie wina i bedę się tego trzymać kurczowo) ścigania się ze światłem słonecznym. Między 8 a 10 rano jest kuchnia najlepiej oświetlona, a w chwili oboecnej, nie wiedzieć czemu, to jest bardzo trudna dla mnie pora. Pomyśleć, że jeszcze 3 miesiące temu o tej godzinie wszystkie śmieciory z ersajda wymiatałam solo...

    Mysiu, jasne, że można wykrawać ciasto inaczej i daleko mi od narzucania nieomylnych standardów w tym, czy innym względzie. Mi jest tak najłatwiej, szczególnie przy robocie z delikatniejszymi kruchymi. Mniejsze kawałki mniejszą mają szansę porwania mi się lub przycięcia nie tam, gdzie trzeba. Ale taka już ze mnie niezdara. I zawsze zostawiam sobie naddatek, bo już się przekonałam, że lepiej jak jest więcej ciasta, niż mniej, szczególnie w takiej płytkiej foremce. Jeśli brzeg będzie za niski, albo za słaby, to trudność jest potem z wypełnieniem gotowych spodów ciastkarskim kremem. No zjeść się da, ale wściec się można, jak brzeg puszcza i krem się rozlewa po stolnicy i jest skucha, tylko dlatego, że za krótko się przycięło. A ciasto kruche lubi się skurczyć przy wypieku/stygnięciu. Ale to może dokładniej w jakimś odcinku o problemach i niedoróbkach i sposobach im zaradzania.

    Z glazurą się zgadza, mogłam pokazać raz dwa jak się wykonuje, bo to w sumie praszczaste jest: rondelek, cukier, nieco wody i zagotować do prawie nitki. Chociaż może trochę dalej, sama nie wiem, na czuja to robię. I nie mieszać chyba, że ktoś lubi jak się syrop z powrotem krystalizuje.

    Co się zaś tyczy stylu, to właśnie do końca nie wiem, czy ma być z jajem (ale niewymuszonym), czy poważnie, prosto i łopatologicznie. Coś ostatnio straciłam kontakt ze swoim poczuciem humoru i nie chcę brzmieć jak jowialny pierdziel, co jakieś wysilone suchary zapodaje, aż przykro patrzeć. Kumacie, Karol S., te sprawy...

    Filmy zostaną na youtubie opisane i odpowiednio otagowane, kiedy już dojrzeją do wypłynięcia na szersze wody. Na razie ciągle to roboczo traktuję.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • mysiulek08 25.03.12, 22:26
    > Ramię to myślałam, że odsłaniające będzie, ale cóż... bez tatuaża, ani 95cm bicepsa w obwodzie to już przeszkadza, tak?

    aj tam, zaraz przeskadza, ze nie takie. Nie, tylko mi widok na mikser zaslania nawet jesli by bylo 95cm obwodu tongue_out

    > Od kremu budyniowego się wzdragam, bo mieszkając tu już tyle lat przyjęłam szeroką definicję budyniu.

    Ale jakby nie patrzec jest to w kierunku budyniu z dawnych czasow smile

    > Tak samo brakuje lepszego oświetlenia "planu", ale to, moje drogie, bolączką większości domowych produkcji na youtubie jest. W chwili obecnej nie stać mnie na
    lampy, czy lepsze udźwiękowienie, a kuchnia jest, jaka jest - stosunkowo ciemna (ofiara energoszczędnych żarówek i okien od wschodu)

    Znam ten bol, ale w warunkach domowych da sie zrobic calkiem sprawne studio. Mam takie wlasnie w jadalni smile Nagrywarki do dzwieku kupione na ebayu od chinczyka nie sa drogie, a do domowego uzytku wystarcza.
    Lampy zrobilismy sami, z kupnych zarowek filipsa w promocji - swiatlo biale 4000h 990 lumenow (wiekszych nie ma), pocietej w sklepie sklejki, oprawek przemyslowych i kilku metrow kabla i bialej farby. Dzialaja swietnie i jeszcze lepiej wygladaja. Jak chcesz fote Ci podesle. Pomysl autorski, bo kupic sie takiego sprzetu po prostu lokalnie nie da (na zamowienie za straszna kase tongue_out).
    Parasolki, o takie:

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/5/xe/yb/ncoj/07xdrrRWZVK8bvOJOX.jpg

    tez od chinczyka, statywy wykorzystane z czego innego. Jedyny wiekszy wydatek to duze zarowy ale one i tak do fot byly kupowane duzo wczesniej.

    > Za garderobę przepraszam i obiecuję zainwestować trochę w przebrania. Co powiecie na klasyczny uniform kucharza, taki z copkom i chustom na supełek zawiązaną?

    Zdecydowanie NIE, wg mnie smile

    Rob jak Ci wygodnie, poddalam tylko pomysl wykorzystywany przez moja babcie, ciotke i mnie smile

    Spoko, wszystko przyjdzie z czasem, nasza 'gwiazda' z odcinka na odcinek radzi sobie coraz lepiej i z gadka i oblaskawieniem oka kamery. Tylko ciuchy tez ma do poprawki.


    --
    Kicia Yoda kocha Zare
    Jest sobie Kot
    Kicia.Yoda 4 lata z nami
  • krysia2000 25.03.12, 23:36
    > aj tam, zaraz przeskadza, ze nie takie. Nie, tylko mi widok na mikser zaslania
    > nawet jesli by bylo 95cm obwodu tongue_out

    No i dogódź tu wszystkim! Jednym za długo mikser buczy, inni nie widzą dokładnie miksera... ;o)

    > Ale jakby nie patrzec jest to w kierunku budyniu z dawnych czasow smile

    Powiedziałabym, że to, co budyniem nazywamy, to jest krem ciastkarski, w najrozmaitszych smakach. Jeden tylko przykład budyniu. W Anglii, ojczyźnie budyniów, budyniem (puddingiem, i proszę nie mówić, że to co innego) określa się prawie wszystko, czego zasada opiera się na zagęszczęniu skleikowaną skrobią (może z wyjątkiem klasycznych sosów), a więc i ryż na słodko (rice pudding), i kaszankę (black pudding), i proste ciasto parzone (Yorkshire pudding), oraz gotowane/parowane/zapiekane ciasta z odzysku (bread and butter pudding, czy Xmas pudding). Owsianka jako taka to też pudding, chociaż porydż przyjęło się ją nazywać. Różne takie miszmasze, o zbyt małym udziale mąki, aby nazwać je pełnoprawnymi ciastami, też się nazywa budyniami (sticky toffee pudding, czy brownies).

    Oczywiście, że da się w warunkach domowych wygospodarować przyzwoite i niedrogie studio, tylko... muszę wpierw na czym innym się skoncentrować. Znalezieniu pracy i jakiegoś kąta, te sprawy.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • roseanne 25.03.12, 22:35
    stroj - wg mnie taki codzienny tshirt jest jak najbardziej ok, copke jak chcesz to sobie doluz, ale nie na sztywno w mundurku

    swiatlo w porownaniu z pierwsza produkcja jest ok

    syrop "do nitki" udalo mi sie po kilkunastu probach dopiero osiagnac, wiec jakies wskazowki dotyczace ilosci cukru, wody i przyblizonego czasu by sie przydalo, ot podstawa jak wgniatanie masla w make - nie dla kazdego oczywiste
    --
    Inny Swiat - Zespół Aspergera
  • krysia2000 26.03.12, 00:00
    Okej, w takim razie przy okazji robienia tarte Tatin oraz tarty cytrynowo-bezowej o syropie i karmelu wrzucę kawałek.

    Powoli mi się koncept poszczególnych odcinków zarysowuje. Taki w sumie przegląd "klasycznych" technik kulinarnych (tych co opanowałam, ofc), bez epatowania nowymi, rewelacyjnymi smakami i produktami (dość zachowawcza jestem w tym względzie, wbrew pozorom), a z położeniem nacisku na mechanikę procesu obróbki żywności. Wydaje mi się, że właśnie ostatnio tego jest za mało w kulinarnym eterze. Kuchenni celebryci, oraz podażający za nimi korowód food porn amatorów albo prześcigają się w prezentacji "oryginalnych", "autorskich" receptur, których i tak nikt nie wykona, albo po świecie jeżdżą od lat 35 i wciąż się nadziwić nie mogą różnorodności smaków, oczywiście zawsze rewelacyjnych, choćby bułkę z masłem jedli, no niby taką samą jak w domu, a jednak egzotycznie przygodową, albo widzom sprzedają arkadyjsko-gourmeciarski styl życia, gdzie największą troską codzienną jest doglądanie, czy aby w nocy stado dzikich lisków nie spustoszyło grządek z organicznymi markiewkami, bo przecież wieczorem 50 przyjaciół się zejdzie i nie będzie jak ich markiewkowym ciastem nakarmić, według receptury babuni pachnącej bukowym lasem.

    Dobra, kończę te farmazony i włączam końcówkę "Love and other drugs", bo to zaskakująco dobry rom-com jest.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • roseanne 26.03.12, 00:27
    I love this film!


    medykus zapyzialy sie we mnie odezwal
    --
    Inny Swiat - Zespół Aspergera
  • 363636r 26.03.12, 11:01
    Tak Krycha, nie ma jak babunia pachnąca bukowym lasem! smile
    --
    BETTER MOTORHEAD THAN DEAD
  • procesor 26.03.12, 14:02
    popieram koncept łopatologicznego tłumaczenia podstaw
    smile
    i niech się Krysia pozbywa tych kompleksów, dobrze Krycha wygląda
    akurat kruche ciasta słabo mi wychodzą a tu czas mazurków nadchodzi więc pewnie jeszcze sobie obejrzę parę razy

    humor też więcej nie zaszkodzi, bo mi tego brak w porównaniu z czytaniem krysinych forumowych wypowiedzi, a jakby co to mogę przetestować na dwóch zgryźliwych nastolatkach czy to lepsze od Karola S.
    smile
    --
    Nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągniecie go wymaga czasu ... czas i tak upłynie!
  • a74-7 26.03.12, 10:07
    juz drugi raz musze przyznac ze tartletki tzn .same miseczki z ciasta robisz perfekcyjne , 10 out of 10!
  • fettinia 26.03.12, 10:49
    ooo teraz jest swietnie!
    i muzyczka i kucharz sie pokazal-nawet usmiechnalbig_grin
    jedynie na poczatku jak ktos juz zauwazyl ramieniem zaslaniasz-ale to drobiazgsmile
    brawo-tak trzymajsmile
    --
    Kuchenne Pogaduszki
  • yellow_door 26.03.12, 13:07
    Profeska! Układanie owoców mnie zafascynowało, precyzja neurochirurga.
    No i Krysia ładnie się prezentuje, ale mogłaby patrzeć na mnie, bo cały czas mam wrażenie, że ktoś mi za plecami stoi. No i gramÓW. Pierwsza wymieniana rzecz jest dobrze, a później znowuwink)
    Aha, i jako adresatka, [dwuleworęczna] prosiłabym o niestraszenie mnie "a na koniec glazura, syrop 1go lub 2go stopnia". Ja wiem, że mogę użyć gogla, ale skoro ma być dla początkujących, to proszę o pokazanie. Groch ceramiczny już daruję wink
    A ogólnie super jest, mogłaby Krysia coś z mięs albo jakieś słone coś wink?
    --
    Nic nie gasim, nic nie palim ino paradujem.
  • krysia2000 26.03.12, 14:20
    > No i Krysia ładnie się prezentuje, ale mogłaby patrzeć na mnie, bo cały czas ma
    > m wrażenie, że ktoś mi za plecami stoi.

    To się nazywa przenikliwe spojrzenie. ;o) Albo nadwzroczność.

    > No i gramÓW. Pierwsza wymieniana rzecz
    > jest dobrze, a później znowuwink)

    Widzisz, człowiek z Poznania wyjedzie łatwo, ale Poznań z człowieka... ;o)

    O grochu ceramicznym będzie więcej przy następnym odcinku o ciastach kruchych, kiedy podpiekać będę większy spód. A potem wypełniać ganaszem! suspicious>>

    Na jutro planuję udusić wołowinę w tażynie, jeśli pogodynka będzie tak cudowna jak dziś. Będzie więc mięso, choć niekoniecznie niesłodkie.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • drzewko_szczescia 26.03.12, 14:38
    film pouczający, ale mi zabrakło instrukcji wyjmowania tartinek z foremek. Mnie się zawsze pokruszą uncertain
  • nie_wiem_nie 26.03.12, 15:24
    no i nie ma słowa, że pieczemy razem z drugą foremką, a w tej drugiej jest groch,
    myślałam, że ta druga foremka to tylko do dociśnięcia ciasta, a do pieczenia się ją zdejmuje
  • momas 26.03.12, 15:51
    oooo.... Krych z frakcji galarta i szabelka? big_grin
    nie uzywaj tylko szmata, proszę....
    big_grin

    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • yellow_door 27.03.12, 15:11
    krysia2000 napisała:

    > podpiekać będę większy spód. A potem wypełniać ganaszem! suspicious>>

    I znowu mnie Krysia straszy wink)

    Na mięcho czekam z utęsknieniem.


    --
    Panele sufitowe można układać zarówno w sposób prosty jak i w tzw. sosenkę.
  • krysia2000 27.03.12, 18:36
    Już materiał główny nagrany i zjedzony. Pozostaje tylko doprawić muzyką oraz jakąś anegdotką.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • ojka1 27.03.12, 14:59
    całkiem zgrabnie Krysi idzie ta produkcja smile

    tylko ja prosta kobieta jak zobaczyłam dwa jajka na poczatku filmu a na jego koncu w instukcji pisemnej jedno to całą noc myslałam dlaczego Krysia taką zmyłę na mnie popełniła ale rano juz mnie łolśniło big_grin

    Krysia zeby nie myliła sie z inną Krychą dobrze jak by na kazdym filmiku miała cos co by ją identyfikowało, coby ludzie wiedzieli ze to ta Krysia np ten sam kubeczek (np w łowickie albo górolskie kwiatuski albo chociaz jakis faruszek
    aha no i dobrze, ze Krysia czysta kobieta i palców nie oblizuje tak jak takie tam Magdy czy inne bo to fuuuuuuj.
    No to by było na tyle. Pozdrsmile
  • krysia2000 29.03.12, 11:06
    youtu.be/KqmWklAVSUo
    Nie wiem tylko, czy to w wielkopostnym klimacie wypada, ale specjalnie religijna nigdy nie byłam. W ogóle religijna nie jestem.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • fettinia 29.03.12, 12:16
    he he he-no teraz to Krycha pojechalas po bandziebig_grin
    jeszcze cie zamkna za drobny szczegoltongue_out
    a serio-bardzo mi sie podobalo-dowcipne i wogole
    ale..zeby nie bylo tak rozowo-troche bledow -np bakalii a nie bakaliow/chyba ze to specjalnie?big_grin/
    "odsaczyc na reczniku papierowym",i zgrabniej bedzie" nadziac figi"
    ale calosc swietna-mimo ze miecha nie jemtongue_out
    tylko tak dalejsmile
    --
    Kuchenne Pogaduszki
  • a74-7 29.03.12, 18:25
    eno meno!
    jeszcze zeby tak taniec brzucha do uwodzicielskiej muzyki...
    ps: Spajki ?nie zjadles......na szczescie... uff....
  • roseanne 29.03.12, 18:40
    co tym recznikiem nalezy zrobic?


    poziom humoru zwyzkuje smile
    --
    Inny Swiat - Zespół Aspergera
  • yellow_door 29.03.12, 21:23
    Ale się Krysia wylaszczyła!
    Mięcho pierwsza klasa, ale niech Krysia będzie uprzejma zauważyć, że dwuleworękie mają najczęściej jeden garnek, góra dwa i nie jest to tadżyn. To teraz muszę iść i szukać, w dodatku takiego, co na indukcji zadziała, bo stary chce takie mięcho od Krystyny i koniec :]
    No i mogłaby Krysia się o sekretarkę postarać do korespondencji prowadzenia, bo żal patrzeć jak się Krysia męczy .. wink)
    Aaaa, no i dzięki za patrzenie. Jest klasowo, pani kochana, tylko tak dalej.
    --
    Grafomani rozmawiają o sztuce, artyści - o kobietach, jedzeniu i pieniądzach
  • krysia2000 30.03.12, 11:53
    Krysia zdaje sobie sprawę, że nie wszyscy są takimi wariatkami, jak ona i się kuchennymi utensyliami tak nie obkupują. Mięso udusić można nie tylko w tażynie, choć wtedy trudno nazwać będzie danie tażynem - tak jak ciężko na babkę powiedzieć drożdżowy placek, choćby ciasto było dokładnie z tej samej receptury. Ale to są nomentklaturowe szczegóły. Garnek ze szczelną przykrywką też da radę, a jak jest ładny, to może nawet do stołu zostać podany. Następny odcinek o duszeniu mięsa poświęcony będzie "gulaszom" (czy może porkoltom), z wykorzystaniem narzędzi, składników i technik znajdujących się w zasięgu każdej gospochy, która kuchni używa nie tylko do parzenia kawy rozpuszczalnej i wyjęcia z lodówki danonka vitalinea. Będzie patelnia do obsmażenia, gar z przykrywką, wieprzowa łopatka (jak w ogóle zdobędę, i to tak tanią, jak ostatnio), cebula, lager, śmietana i znany wszystkim zestaw przypraw: kminek, papryka, liść laurowy i ziele angielskie. No i sól z pieprzem, bo sól jest przyprawą życia. Czyli zaprezentuję ten "właściwy", bo dwuetapowy sposób duszenia (obsmażanie i duszenie właściwe). Tażyna pokazałam jako przykład duszenia jednoetapowego (bez obsmażania), a nie po to, żeby się pochwalić pięknym, egzotycznym naczyniem. ;o) Z jednoetapowych duszeniaków zaprezentuję może jeszcze gulasz irlandzki (w końcu miejsce zamieszkania zobowiązuje), a z dwuetapowych zrobię przegląd po kuchniach Europy: węgierski gulasz, flamandzka karbonada, i wołowina po burgundzku. Potem z mięs będą pieczenie, a na sam koniec rzeczy najtrudniejsze, choć najszybsze: czyli styrfraje i steki smażone. Będzie więc trochę dalekiego wschodu, stroganoff, steki z wołowej polędwicy i kacza pierś (w pomarańczy oraz w sosie porzeczkowym). Przy okazji będą buliony i sosy (zarówno starożytne - zaklepywane chlebem, klasyczne - na zasmażkach jasnych i ciemnych, oraz nowoczesne - redukowane i emulsyfikowane masłem lub śmietanką.

    Choć brzmieć to może zbyt ambitnie, to zapewniam wszystkich, że nie święci garnki lepią i że te garnki co macie w zupełności wystarczą. Może jakiś odcinek o samych garach i innych utensyliach kuchennych też zrobię.

    Sekratarka, tak... Taka, co mówi "I'm your secretary!" Kto oglądał, ten wie. ;o)))

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • roseanne 30.03.12, 15:27
    przyznaj sie, podbierasz filmy z mojej kolekcji


    --
    Inny Swiat - Zespół Aspergera
  • yellow_door 30.03.12, 17:03
    Ależ ja nie z pretensją wystąpiłam w sprawie garnka, wręcz przeciwnie! Ino że niestety potrawa musi poczekać, aż gar znajdzie się, co mnie zmartwiło, bo wydawało mi się, że Krysia rada by zobaczyć wytwór leworęka jakiegoś, któren się zainspirował. Już nie wspomnę, że oba leworęki pożarłyby potrawę już.
    Plan ma Krysia 'tak szczwany, że można mu doczepić ogon i powiedzieć, że to lis'.
    A kto sprowadzał prasę do tortilli zza oceanu, tego program o utensyliach nader ucieszy.
    --
    Well, she turned me into a newt.
  • procesor 31.03.12, 15:35
    produkuj, produkuj smile

    zyskałeś dwie nowe fanki bo moja młodsza dziś znienacka zapytała czy masz jakiś filmik o robieniu słodkości a oprócz tego kazała zrobić chleb taki "jak Krysia robiła"

    czego zresztą na razie nie zrobię bo akurat dziś upiekłam mój pszenno-żytni
    --
    Nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągniecie go wymaga czasu ... czas i tak upłynie!
  • shachar 01.04.12, 14:02
    A dla mnie to była granica względem ktorej Krysia pozostanie na uboczu, a inne produkcje przejdą.
    Te, Krysia, masturbancje zostaw sobie na prywatne cookouty we dwoje, to jest forum dla dziewczynek, nie dla chłopaczysków, i jest różnica.
    poza tym: ile tych przypraw . ile tego mięsa? Sorry, ale nie każdy będzie wiedział o wątku na forum Kuchnia.
  • procesor 29.03.12, 22:09
    taaaaak
    smile
    obejrzałam w towarzystwie małoletnich, bardzo zainteresowanych co tez matka ogląda...

    co filmik to fajniejszy! z niecierpliwością czekam na następny, tylko najpierw sama obejrzę, hehe
    starsza chyba załapała, młodsza na szczęście nie
    ale gały wlepiały w ekran dusząc mnie w środku czyli podobało się
    i tylko nie wiem czy to Krystyna takie wrażenie na nich wywarła czy mięso (bo one chwilowo mięso tylko w niedzielę, takie sobie umartwienie zaordynowały), prawie się ślinić do tadżinu zaczęły

    ta koszula to specjalnie pod kolor do tadżinu, prawda? smile
    burczy mi teraz w brzuchu, a drugiej kolacji jeść nie będę, musze uważać na to kiedy te produkcje oglądam...
    --
    Nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągniecie go wymaga czasu ... czas i tak upłynie!
  • krysia2000 30.03.12, 11:54
    procesor napisała:

    > starsza chyba załapała...

    Szybko dojrzewa dzisiejsza latorośl, no nie? ;o)))

    > ta koszula to specjalnie pod kolor do tadżinu, prawda? smile

    Nie wiem, nie znam się na kolorach. ;o)

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • procesor 30.03.12, 15:36
    ano szybko ale ta starsza już nie taka młoda, hehe, za dwa lata dowód do odbioru
    rany, właśnie to do mnie dotarło z całą mocą!

    zapomniałam że faceci to daltoniści ;P
    ale jako Krysia musisz trochę odróżniać smile

    --
    Nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągniecie go wymaga czasu ... czas i tak upłynie!
  • daxter 01.04.12, 13:56
    Robie podobne z kremem budyniowym i i deklem smile
    Pozdrawiam i prosze o c.d.n. nastepnych produkcji smile
  • daxter 01.04.12, 16:12
    Tj chcialam powiedziec ciastkarskim ,tyle ze wylepam foremki babeczkowe surowym ciastem nakladam krem dekel czyli wieczko z ciasta i pieke mozna dac do kremu tez owoce .
    Twoje to mistrzostwo swiata smile
  • daxter 01.04.12, 16:19
    fotoforum.gazeta.pl/72,2,777,99039099,99039099.html
    No i zdjecie mi ucieklo http://fotoforum.gazeta.pl/photo/6/gf/hb/ylt2/PgesliV1lRVBM1hqJB.jpg
  • buka007 12.04.12, 19:59
    Krysiu! ale mnie zainspirowałas tym tadzynem! tak, ze dzisiaj poszlam do Turka po wolowine
    halal i jutro startuje z produkcją, bo dzis juz czterech godzin w kawalku mi zabrakło..
    bardzo jestem ciekawa co mi wyjdzie!!! smile Robilam kiedys fajna wołowine z cytrynami i cynamonem po marokansku, to chbba tez na kształt tadzyna było, pamietam, ze bardzo dlugo ja maltretowalam, pyszna wyszla.
    Daktyle mam nadziewane migdałem i pęczek pietruszki
    aaa..! i chlebek płaski tez kupiłamm, zeby bylo czym wybierac z garnka!
  • krysia2000 13.04.12, 10:51
    > Krysiu! ale mnie zainspirowałas tym tadzynem!

    I to chodzi! Nie, żeby się patrzeć mi w oczy, ani na dłonie, tylko natchnienie czerpać z tego, co z ich współpracy powstaje. ;o)

    Z wołowiny, czy to halalowej, czy koszernej, czy gojowskiej najlepiej do duszenia nadają się pośledniejsze części tuszy, te przy kończynach, dobrze przechodzone i przy gnatach: łopatka, kark, udziec. Dupsko (znaczy rump) też się nada, ale delikatniejsze jest, no i droższe. Raz, że steki smażone z nich bylejakie wychodzą, więc do takowego traktowania nie najlepsze są, a dwa to poprzerastane to mięso jest łojem i tkanką łączną (po angielsku się mówi na to "marbled" - marmurowe), czyli czymś, co przeestetyzowani smakosze (czyt. grymaśnicy) gardzą i wykrawają, a co powagi i smaku dodaje sosowi powstającemu podczas duszenia. Nie popełnij zatem błedu i nie proś rzeźnika, żeby Ci naughty bits odkroił.

    Ja tymczasem przygotuję wideło o mięsie duszonym po "europejsku", czyli dobrze przesmażonym, uduszonym w stoucie i podanym w paju.

    Co się zaś tyczy chlebków plaskatych, to przy okazji pichcenia jakiegoś kari, albo szaszłyków pokażę, jak szybko i bez grzania piekarnika można naany, pity, czy matlohy wykonać na patelni z przykrywką.

    Ale najpierw naleśniki. Z przytupem.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • shachar 13.04.12, 11:46
    Krysia, to może najpierw te naany i pity, coo? smile

    --
    forum.gazeta.pl/forum/f,49577,Kuchenka_eklektyczna.html
  • procesor 13.04.12, 20:48
    oooo
    to ja te na patelni poproszę!
    wymyślanie co by tu zrobić i sie nie narobić męczy więc inspiracje mile widziane smile
    --
    Nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągniecie go wymaga czasu ... czas i tak upłynie!
  • buka007 14.04.12, 16:03
    no i dzie te nalesniki? wink
    zrobilam tajine wolową, trochę zmodyfikowaną z Krysinego przepisu z GP. To znaczy tak: dałam daktyle bezposrednio do mieska, nie dawałam kurkumy, dałam troszke szafranu a reszta to tak jak Krysia przykazała. Podałam na picie (u Turkow podpatrzone- pita na talerzu i na to reszta) zes bulgurem i sałatką z jogurtem - niebo w gebie, zrobiłam zdjęcia pamiatkowe, wrzucę jak obrobię.
    A nalesniki gryczane Krysia by zrobiła, co?
  • krysia2000 14.04.12, 21:16
    Nalesniki nakrecilam, tylko troche czasu zajmie poskladanie w ogladalna calosc. Ale najpierw skoncze montaz gulaszu.

    Gryczane placki beda, po bretonsku, kompletne i w kilku innych ukladach. Tylko pewnie wczesniej chlebki plaskate z patelni pokaze.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • yellowl 15.04.12, 12:43
    krysia2000 napisała:


    >
    > I to chodzi! Nie, żeby się patrzeć mi w oczy, ani na dłonie, tylko natchnienie
    > czerpać z tego, co z ich współpracy powstaje. ;o)

    Jedno drugiemu nie przeszkadza, a nawet wręcz przeciwnie ;P

    Ale mam całkiem poważne pytanie. Czym kierować się przy zakupie naczynia-tadżynia? Znalazłam podkładkę na indukcję, więc mniemam, że zadziała.
    Ale naczyń skolko ugodno na allegro i na ebayu- Krysia - co wybrać?
  • krysia2000 15.04.12, 14:46
    Przy wyborze tazyna przede wszystkim warto zwrocic uwage na wielkosc. A to powinno byc zdeterminowane iloscia domownikow. Nastepnie wazne sa wzgledy estetyczne, czy sie dany tazyn podoba i jak na stole sie bedzie prezentowac. Uwazac przy tym nalezy na te zbyt pstrokate tazyny. Ludziska powiadaja, ze glazura ich zawierac moze zbyt duze ilosci zwiazkow olowiu. Co do dziurki u szczytu pokrywki to jest sprawa trzeciorzedna, o ile pamietac sie bedzie, aby nie przesadzac z iloscia wody dawana do tych bez dziurki. Odparowywanie wody z tak szczelnych tazynow jest praktycznie zerowe i mozna sie zdziwic, kiedy sos zacznie z tazyna kipiec, bo z duszonego miesa i warzyw uwolni sie dodatkowa wilgoc. Siostrze kupilam gigantyczny tazyn, taki na 6-8 osob, bez dziurki i wiecej niz szklanke wody nie ma sensu do niego wlewac. Ten z filmu jest nie za duzy, na 1-2 osoby i jesli zatkam w nim dziurke to na 100 ml udusze spokojnie. Nawet jesli potrwa to 3-4h. No i cena tez sie liczy. Jesli ktos bedzie w Maroko (albo w innych krajach Maghrebu) i ma mozliwosc bezpiecznego przetransportowania, to polecam tam nabyc tazyn. Za kilka euro mozna utargowac.
    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • yellowl 15.04.12, 15:35
    Dzięki, a jeszcze dopytam, bo są takie 'surowe' bez glazury znaczy się. To ma jakieś znaczenie?
  • krysia2000 10.04.12, 07:24
    www.youtube.com/watch?v=G0SNI1k6Uy8
    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • roseanne 10.04.12, 17:12
    akurat sernik moza dla mnie nieistniec, ale produkcja ok smile
    --
    Inny Swiat - Zespół Aspergera
  • daxter 11.04.12, 10:41
    Ciasto jedne z moich ulubionych ,zastanawialam sie jak robia te idealnie rowne serniki ja pieke w ok 160-170 st C ok godziny zaleznie od wagi no jedynie dodanie kokosu powoduje ze sernik nie opada .czlowiek sie cale zycie uczy nastepny upieke w nizszej temp 120stC
    Ja teraz piekac w elektryku ucze sie na nowo .
    Aha mam pytanie odnosnie watku z pieczeniem chleba nie otwiera mi sie filmik dlaczego ?
    Wszystkie inne mozna ogladac .czyzby bylo usuniete?
    Ciekawa wersja z konfitura pomaranczowa na pewno zrobie smile
    Co raz lepsze filmiki Krysia , kreci super podklad muzyczny.
    Czekam na dalsze odcinki .
  • krysia2000 11.04.12, 13:34
    Oczywiście sernik pofałdowany smakować będzie równie dobrze, jak taki gładki, jak stół. Gorzej tylko wtedy z dekoracją wierzchu. Poza tym, przy sernikach przykrywanych grubą warstwą ciasta (kruszonką, czy kratką) aż tak się nie uniesie.

    Co do filmu o chlebie, mi się odtwarza bez problemu pod tym adresem:

    www.youtube.com/watch?v=HSCjSl0zN8U
    Jeżeli jeszcze ktoś inny, szczególnie stacjonujące w polsce użytkowniczki, mają z tym wideło kłopot, to może to się wiązać z wykorzystaniem fragmentu utworu objętego prawami autorskimi. Chodzi o ten refren z Temple of the Dog na końcu. Zostałam o tym pouczona przez serwis youtube i problemu nie ma, pod warunkiem, że dorzucą mi na początek filmu reklamy. Wiem, że różne są zasady przestrzegania praw autorskich w różnych jurysdykcjach i być może w Polsce nie można tak i kropka. Wiele się znajdzie filmów na youtube, których polski użytkownik nie może obejrzeć, z podobnych względów.

    Dlatego obecnie wykorzystuję podkłady muzyczne ze strony, na której oferowane są pozbawione praw autorskich brzdękolenia. Za co jestem, biedna bezrobotna, ogromnie wdzięczna autorowi przedsięwzięcia, Kevinowi MacLeodowi.
    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • daxter 11.04.12, 13:53
    No niestety tez sie nie oddtwarza sad
  • yellow_door 11.04.12, 15:41
    To nie jest kwestia odtwarzania w Polsce. Mnie się bez problemu włącza i Kryśka lata do góry nogami.
    --
    Balkon z fontanną przedzielony elementem architektury drewnianej co daje pełny komfort odpoczynku.
  • yellow_door 11.04.12, 15:40
    Bardzo ładnie, chociaż nieco zbyt grzecznie wink
    --
    No, bo u mnie podłoga musi być równiuteńka!
  • pietnacha40 15.04.12, 11:33
    Ja wracam do tarteletek . Jak już je pięknie wgniotłaś w foremki i zacisnęłaś drugimi podduszając grochem ,to pózniej do piekarnika ,tak ? Bo chyba powiedziałaś , że do lodówki na 20 min . Jako gorzej niż leworęczna ciastkarka ,a kucharka taka sobie ,to bardzo bym prosiła o temperaturę i czas przed a nie po . Duży stres mam z czasem i temperaturą .
    Lekka posępność i powaga bardzo mi się podoba . Nigdy nie przepadałam za mizdrzeniem się
    Nigelli smile

    http://tiny.pl/hx4sx
  • krysia2000 15.04.12, 12:34
    Wylozone do forem ciasto warto przed upieczeniem wsadzic do lodowki, aby na stezalo przed pieczeniem. Kazda zmiana ksztaltu surowego ciasta (na dobra sprawe jakiegokolwiek) wymaga odrobiny czasu, aby jego wewnetrzna struktura do nowej formy "przywykla". To sie nazywa w piekarskiej gwarze odpoczywanie (resting). Szczegolnie ciasta kruche, ze wzgledu na zamierzona slabosc glutenowych wiazan, powinny odsapnac (najlepiej w chlodzie, co by maslo w nich zawarte stezalo po zmieknieciu podczas walkowania). Inaczej istnieje ryzyko obkurczenia sie podczas wypieku, a nie po to przeciez bawimy sie w formowanie, zeby nam ciasteczka nieforemne wyszly. Oczywiscie sa rozne standardy jakosci i obkurczone, przepieczone, czy jakkolwiek inaczej ulomne ciacha beda jadalne i sie nie ma co tym az tak bardzo przejmowac. Ale wiecie jacy sa ludzie kaprysni i prozni z jedzeniem, szczegolnie slodyczy: zawsze zwroca uwage na uadniejsze.

    Co sie zas tyczy stresu chronotermicznego, to najwazniejsze... nie stresowac sie. I pozwolic sobie na luksus eksperymentowania. No chyba, ze masz wyjatkowo ograniczony budzet i kazdy wypiek nie do konca udany, to jest kryzys w gospodarstwie domowym i grozba bicia papuciem po pupie. Ale nie wydaje mi sie. Przeciez to tylko maka, maslo (popraktykowac mozna i na innych tluszczach, np margarynie, albo smalcu - ten ostatni stosowniejszy bedzie przy nieslodkichciastach kruchych - i zobaczyc, jak ich uzywanie wplywa na wypiek koncowy), cukier i jaja. To swoja droga dziwne, jak ludzie potrafia panikowac przy wypiekach, nie tak znowu skomplikowanych, kosztownych i pracochlonnych rzeczach, a jak steka z argentynskiej poledwicy wolowej skopia, to tylko wiecej wina gosciom doleja i scieme z wyszczerzonym usmiechem walic beda, ze tak wlasnie mialo byc: zweglony kawal drewna. ;o)

    Kazdy piekarnik jest inny, to raz. Do ciast kruchych proponuje temp. ok. 180-190 stopni, najlepiej bez termoobiegu. Te slodsze lepiej piec w nizszej temperaturze i krocej, do lekkiego, bardzo lekkiego zrumienienia. Ciemny braz to jest dyskwalifikacja. Nawet jasny orzech to juz problem, bo ostygle ciasto bedzie ciut za chrupkie, co za mocno bedzie sie klocic z miekkoscia kremu ciastkarskiego i soczystoscia owocow. Wtedy kiedy myslisz, ze jeszcze 2 minutki powinno sie piec, wtedy wlasnie wyjmij. Ta lekka miekkosc tuz po wyjeciu z piekarnika, sugerujaca niedopiek, w czasie stygniecia zniknie, kiedy maslany tluszcz na powrot stezeje. Staraj sie nie dopuscic do sytuacji, w ktorej tluszcz w ciescie zaczyna sie gotowac, bo wtedy robia sie bable i azurek. To jest akceptowalne, a nawet urocze w nieslodkich ciastach kruchych, ale slodkie tarteletki powinny byc gladkie i regularne niczym Sztukateria. Oczywiscie na wlasna miare jakosci tak, aby wyuczony perfekcjonizm nie zabil naturalnej radosci tworzenia. Blad jest ludzki.

    Ale wracajac... Czas wypieku takze zalezny bedzie od ilosci ciasta na raz wepchnietego do pieca. Im wiecej foremek i im wieksze formy, tym dluzej. Z mojej praktyki wynika, ze najlepiej zostawic piekarnik bez dozoru na kwadrans, a potem dogladac. Czasem to bedzie 18 minut, czasem dwadziescia pare. Wplyw na to bedzie miala takze temperatura samego ciasta przy wkladaniu do pieca - jesli stalo przedtem w lodowce to jasne, ze piec sie bedzie nieco dluzej od takiego co z marszu spod walka poszlo na ogien. Ale wiesz jak jest: trust your instincts, Luke. Dzis rano tez szwagier sprawdza w necie pogode, a ja wyszlam na ogrod jak stalam w pidzamie i mowie 6 stopni, slonecznie, lekkie zachmurzenie, wiatr chlodny, umiarkowany, w ciagu dnia moze do 12 stopni dociagnie, padac nie powinno.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • pietnacha40 15.04.12, 13:04
    Krysiu dziękuję za cały wywód smile Przyda się na pewno . Z jednym się nie zgodzę - ciasta są bardzo pracochłonne . Pieczenie ciasta ,to dla mnie jak wyprawa na wojnę . Jak już poważę ,odmierzę , rozpuszczę , ubiję ,ugniotę, zawinę, rozwinę , rozwałkuję ,pouciskam w formie ,to w zasadzie mam ochote pisać wniosek o urlop wypoczynkowy . A gdzie kremy i nadzienia ? Dlatego ten czas i temperatura tak ważne są dla mnie . Z zazdrością patrzyłam na Twoje piękne,elastyczne ciasto . W zyciu takiego nie miałam big_grin
    --
    http://tiny.pl/hx4sx
  • krysia2000 17.04.12, 22:57
    youtu.be/-SnsxfWFu40
    Nie jestem zadowolona z tej produkcji, ale skoro tyle w nią trudu włożyłam, to niech będzie. Wartość bardziej dydaktyczna, niż artystyczna. ;o)

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • buka007 18.04.12, 06:52
    swietne!, moim zdaniem najlepsza produkcja, Krysia bardzo swobodna i naturalna,
    podobajä mi sie napisy, ze tyle i tyle, albo, ze teraz obsmazam,bo tak lepiej sobie przyswajam wink Dobrze, ze Krysia informuje, ze warto posypac makä, bo zatrzymuje wilgoc itepe.
    No i podchodzi mi temat, bo wiadomo, co ja sie mam z tym miesem
    wink
    Jeszcze pytanie techniczne, czy ja moge czyms zastapic piwo? Nie cierpie smaku piwa, czy ja to moge udusic w winie? Bo to co prawda produkcja pt.wolowina duszona w piwie, ale pozniej Krysia mowi: "wlewamy pol litra plynu w ktorym bedziemy dusili mieso", takze chyba moge, tak? Jak tak, to w sobote bede dusila smile

  • kanuk 18.04.12, 07:45

    a zeliwniaka czym Buka zastoupi ,jesli go nie ma ? wink
    prezentacja Krysi jest super. swobodna i znowu muzyka gra oraz gra muzyka.
    --
    Time wounds all heels.
  • buka007 18.04.12, 09:02
    jak to nie ma, jka ma! wink
    no wlasnie, i muzyczka fajna !
  • krysia2000 18.04.12, 16:39
    ... mogą być dowolne. Od biedy na wodzie też przecież gulasz wyjdzie, no nie? Piwo ma tę nad wodą przewagę, że ma kolor i smak. Podobnie wino.

    Ten "gulasz" dlatego nazwałam "europejskim", bo receptura trochę takim przekrojem jest kilku tradycyjnych potraw tego typu z różnych stron naszego kontynentu. Jeśli wyjąć z przepisu marchew i grzyby, a zamiast portera dać belgijski ale, to mamy Vlaamse stoverij, "gulasz flamandzki". Jeśli będzie to jakikolwiek inny ale, i przypadkiem znajdziemy się w UK, to będzie "beef and ale stew", u Serwusowej podawany z zielonym groszkiem i puddingami z jorkowskiego. Na tę samą modłę przeforsowano ostatnio kolejne "tradycyjne" danie kuchni irlandzkiej, czyli "beef and guinness". Jeśli zamiast piwa dać mieszaninę czerwonego burgunda i ciemnego bulionu wołowego, a na koniec dorzucić jeszcze skonfitowane w maśle małe cebulki, to wychodzi boeuf bourguignon (nie mylić z escargots bourguignon, bo w nich ani wina ani wołowiny), chociaż pewnie zaraz się ktoś przyczepi, że to nie tak, bo wołowinę trzeba najpierw macerować w winie, a mąki dosypać na koniec do sosu, itp... Węgrzy pewnie paprykę wrzucą, pomidory i pewnie czerwone wino też, może rozcieńczone wodą. Ale akurat u Madziarów nie stołowałam się, więc nie wiem.

    Dopóki kontrolujesz łyżką próbowaczką smak, to wszystko dozwolone. Z wyjątkiem fixów. U Krysi staramy się wszystko samemu skomponować, nawet ras el hanout. Oczywiście wołowina lubi ciemne szaty, dlatego stosowniej wino czerwone dać, piwo górnej fermentacji (+2 do koloru za porter, czyli ale z przypalonego słodu), przyprawić sproszkowaną papryką, dorzucić pomidory, leśne grzyby, a przede wszystkim obsmażyć i reakcją Maillarda wydobyć brąz. Szerzej o tym będzie w odcinku poświęconemu ciemnym bulionom i "klasycznym" ciemnym sosom.

    Zatem zachęcam do uduszenia w czerwonym winie, tylko polecam dać go połowę i zmieszać z ciemnym bulionem, bo tak z całej butelki trudno potem cierpkość garbników zniwelować. Trzeba będzie słodzić i słodzić... Czilijskie cab savy to w chwili obecnej najlepszy stosunek ceny do jakości, chociaż właśnie nabyłam nie za drogie apulijkie primitivo i po weekendzie mogę zmienić zdanie. Dobry burgund czy bordo to oczywiście klasyka, ale trudno nabyć (przynajmniej na mojej wsi) przyzwoitego francuza poniżej 10 euro. Albo beleco, odrobinę lepsze od niestarannej riochy, albo bez sukni wieczorowej i rezerwacji nie wpuszczamy. ;o) A takimi rzeczami szkoda zalewać wołowinę. No chyba, że steka na rare+, w żołądku.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • roseanne 18.04.12, 21:32
    piwa nie stosuje w kuchni pod zadna postacia, bo mi nie wolno
    popijanie przez M to inna para kaloszy smile

    natomiast czerwone wino czesto towarzyszy barankowi w moich potrawach
    --
    Inny Swiat - Zespół Aspergera
  • shachar 18.04.12, 11:47
    Ja też jestem za. Krysia ma teraz dwie kamerki i chiba jakiegoś kamerzystę, żeby za plecami stał?smile
    Mam dwa pytania techniczne: pierwsze dlaczego Krysia tak trącha to mięso po patelni, czy to nie chłodzi powierzchni zanadto, patelni powierzchni znaczy się. Just aksing. i drugie pytanie, co Krysia myśli o soleniu , chodzi mi o moment dodania soli. Bo ja proszę Krysi robiłam ostatnio gulasz, co prawda nie wołowy a cielęcy, o taki (przepis podaję, żeby mozna było dokładnie zobaczyć o co mi chodzi)
    www.epicurious.com/recipes/food/views/Veal-Bocconcini-with-Porcini-and-Rosemary-107812
    Robiłam go dwa razy, soląc za pierwszym razem gdzieś na początku, bo pomyślałam że to błąd w przepisie i mięso wyszło zdecydowanie bardziej suche i twarde niż za drugim razem, kiedy sól dodałam literalnie na końcu. Drugi raz to była rewelka, mięciusieńkie mięsko wyszło. No i co z tą solą, bo nigdy nie próbowałam woła nie solić, może ktoś wie?
  • buka007 18.04.12, 13:03
    kiedys na FK chopin_sc pisal o tym wlasnie fenomenie solenia miesa po obrobce i podobno to przesad, ze sol wode wyciaga, musze tego poszukac w koncu smile
    ja miesa krotko obsmazane sole po a duszone przed, tak jak Krysina na teledysku smile
    Ale fajny patent z ta pokrywka, nonie?
  • buka007 18.04.12, 13:11
    Re: Wołowina
    Autor: szopen_cn 13.02.12, 12:42

    Gość portalu: Kuba napisał(a):

    > Wolowiny nigdy sie nie soli az do momentu znim bedzie mieka. Inacze mozna ja sm
    > azyc, dusic, piec nawet i dwa dni a bedzie twarda i wiorowata.

    To jest jedna z porad zyciowych, ktora dzielono sie w maglu kiedzy szopen Misia Koralgora pewnego niedzielnego poranka nie mial jak obejrzec.

    Jako byly rzeznik masowy i kucharz z tygodniowym dosiwadczeniem powiem Ci, ze jedyny powod dla ktorego w wielu przepisach sol jest dodawana tylko i wylacznie na koncu gotowania/smazenia/pieczenia wolowiny to jest uzycie sporo mniejszej ilosci soli. Poniewaz w tych przepisach sol jest tylko i wylacznie na powierzchni kawalka miesa jest to pierwszy smak doznawany w ustach i smakuje odpowiednio slone.
  • shachar 18.04.12, 13:49
    dzięki Bucuś, to ja może zaeksperymentuję, bo mi te moje dwa gulasze dały do myślenia.
    W necie róznie piszą, głownie o stekach, nic nie mogę wygooglać.
  • krysia2000 18.04.12, 17:18
    > Mam dwa pytania techniczne: pierwsze dlaczego Krysia tak trącha to mięso po pat
    > elni, czy to nie chłodzi powierzchni zanadto, patelni powierzchni znaczy się.

    Hmm, a wiesz, że nigdy nie pomyślałam o tym, że mogę przewietrzać patelnię łopatką podczas smażenia. Bardziej się troskam, aby zanadto mi nie przywarło mięso do patelni, a to dlatego, że:

    - to moja ukochana, bo przygarnięta ze śmietnika, patelnia i chciałabym, aby służyła mi jak najdłużej, tym bardziej, że ma metalową rączkę i nadaje się do pieczenia... tart tatin;
    - jako była pracownica zmywaka, wciąż także w domu się tą czynnością zajmująca, jedną z najbardziej denerwujących rzeczy było czyszczenie patelni, rondlów i garnków, których sobie kucharz nie doglądał, tylko zostawiał na ogniu. Deglazacja deglazacją, ale węgiel węglem. Ta patelnia jest co prawda domowa, a palnik ceramiczny, więc transfer ciepła jest - w porównianiu z tym, co odchodzi w zawodowych kuchniach - wykastrowanym puszystym kotkiem, i żeby cokolwiek w tych warunkach przypalić, trzeba się naprawdę postarać, ale odruch styrfrajowy pozostaje.

    > i drugie pytanie, co Krysia myśli o soleniu...

    Hmm, nad tym się też nie zastanawiałam, mając do czynienia z naprawdę wysokiej jakości tutejszą wołowiną, którą duszę w szczelnym garnku przez prawie 4 godziny. Skłaniałabym się bardziej do bukowego wyjaśnienia zasady solenia na końcu. Raz, że sól wtedy jeszcze jest na wierzchu; dwa, że w przypadku zup, sosów i gulaszów mamy do czynienia z odparowywaniem płynu, choćby nie wiem jak minimalnym i to, co na początku wydawało się dosolone akuratnie, może na skutek koncentracji stać się przedobrzonym; a trzy zawsze łatwiej dosolić niedosolone, niż odsolić przesolone.

    A jeśli już mówimy o soczystości, to chciałabym przypomnieć, że to wrażenie bierze się z dwóch, skądinąd przeciwstawnych (albo może komplementarnych?) źródeł: zawartości wody i zawartości... tłuszczu. I w moim mniemaniu więcej szkody mięsu czyni nie dehydratacja przez prze(dwczesne)solenie, co odkrawanie "naughty bits". Dlatego szerokim łukiem omijam w sklepach paczkowaną, "zdrową" wołowinę gulaszową z dopiskiem "lean" i proszę rzeźnika o kawał łopatki z zastrzeżeniem, aby tłuste kawałki zostawił w spokoju. Sama potem decyduję, co odkroję. Ale wiecie, ja z tych, co szynkę zaczynają jeść od białej otoczki, bekon potrafią surowy zjeść, a po smażeniu naleśników kawałek wyprażonej słoniny ogołacają zębami aż do zdrewniałej warstwy dermy.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • miss_coco 18.04.12, 20:01
    Jedyne czego mi zabraklo to kes miesa na widelcu na samym koncu... Taki jakis niedosyt, takie jakies niedokonczone to video.


    --
    belgia od kuchni
  • krysia2000 19.04.12, 10:15
    Wiem i obiecuję poprawę.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • 363636r 18.04.12, 20:34
    Prawe mięsko, uwielbiam "gulasze" ( cóż na "kotletowa" purystka Krysia? ) na wszelkie możliwe sposoby - angielski, węgierski, austriacki, francuski, polski i wszelkie inne. I to krysine też bardzo mi się podoba, chociaż u mnie na co dzień świninka i jasny pils.
    --
    BETTER MOTORHEAD THAN DEAD
  • krysia2000 19.04.12, 10:14
    Widzisz, chciałam kiedyś na tego typu dania użyć określenia "sztufada", bo to najwłaściwszy odpowiednik, co dla angielskiego "stew", holenderskiego "stoverij", czy włoskiego "stufato". Nawet nie odpowiednik, co spolszczona pisownia i wymowa. Niestety, polska tradycja kulinarnych przeinaczeń jest silniejsza i tak, jak francuskim "żeberkiem" określa się beleco byle obtoczone w chlebowych okruchach... (i już uszyma wyobraźni słyszę "specjalistów" poprawiających mnie, że nie "chlebowych", bo to "bułka tarta", a to "zuuuuuuupełnie" dwie różne rzeczy i na odsyłanie do wyłuskania znaczenia rdzenia "pan" w panierce nie mam już ani sił ani ochoty), tak sztufadą mieni się... pieczeń... koniecznie wołową, koniecznie szpikowaną słoniną. I zanim ręce opadną do ziemi, a szczęka za nimi podąży obsychający mózg resztkami soków myślowych usiłuje skonstruować hipotetyczny przebieg głuchotelefonicznej rozmowy, która sprawiła, że jest tak, a nie inaczej. "Ragout" też odpada, bo zaraz frakcja włoska zacznie marudzić, że ragu to sos boloński i kropka.

    Tak a propo, to przypomniało mi się zdarzenie sprzed lat, z poważnego biura tłumaczeń, dla którego robiłam i którego szefowie, zarywający noce biedząc się nad przekłądem menu dla restauracji stwierdzili, że nie da się słowo w słowo przetłumaczyć na angielski słowa "panierowany", bo to taki... arcypolski koncept, w kuchni angielskiej najwyraźniej nieznany. Na "breaded" przystać nie chcieli, z powodu przytoczonego powyżej, że to bułka przecież tarta, nie chleb, a bułka to po angielsku "roll", ale "rolled" mogłoby zostać odczytane, jako zawijane w rulon, a o schaboszczaki chodziło, a nie rolady kijowskie, czy zrazy po poznańsku, takie ogórki kiszone zawinięte w wołowinę... Pamiętajcie, że to były głębokie lata późnodziewięćdziesiąte i ciocia Wiki nie służyła wtedy jeszcze pomocą w postaci

    en.wikipedia.org/wiki/Breading

    , a wujek Google, o cokolwiek by go nie spytać, to odpowiedzi zaczynał od linków do cycatych Azjatek. A może ja go wtedy o nic więcej nie pytałam?

    Więc Rafale, krwawą rewolucję należałoby wprowadzić i terror dekretów, żeby ponazywać wszystko jak należy i przede wszystkim teoretycznie uporządkować. Już nie raz i nie dwa z tego powodu oberwałam, a obrywać nie lubię. Więc jak z niemiecka chcą rodacy zawłaszczyć huński gulasz i nazywać nim wszystko, co jest trochę gestsze od zupy i pływają w tym kawałki (czegokolwiek), to proszę bardzo. "Mięso duszone" to za długa nazwa i się język będzie potykać.

    Świninka w lagerku, z papryką i kwaśną śmietaną będzie przy następnej odsłonie mięs duszonych i obiecuję, Miss Coco, że wtedy po bandzie nie pojadę i na talerzu, w pełnym dekorze pokazane będzie. Razem z półnagą modelką z Czech, żeby pokazać, jak spożywanie mięs i sosów od Krysi wpływa na sylwetkę.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • kanuk 19.04.12, 16:19
    Krysia Henrykiem Carusem jest patelni i komputerowej klawiatury,uwazam.
  • buka007 20.04.12, 09:46
    troszeczke mi przeszkadza zegarek na Krysi uapce
  • buka007 21.04.12, 10:24
    lista skladnikow na poczatku filmu bardzo ulatwilaby sprawe. I jeszcze moglaby Krysia na wstepie mowic: dzisiaj zrobimy mieso duszone. Potrzebne nam będzie: to to to i pokazywac łapką na poszczegolne miseczki, a na dole w tym czasie odpowiednie napisy dla utrwalenia.
    Dzisiaj obejrzałam 2 razy produkcje z miesem, bo nie wiedzialam, gdzie lista składnikow wink
    Aha, moim ulubionym fragmentem jest smazenie cebuli smile
  • kanuk 21.04.12, 15:57
    Ze smazeniem cebuli to zgoda wink Ale czeba Krysi zostawic artystyczna swobode dzialania. Ogladanie filmu po raz kolejny ,aby wylapac brakujace info to jest fun ,fun ,fun oraz cwiczenie pamieci wink
    --
    Time wounds all heels.
  • krysia2000 22.04.12, 14:16
    Jak Wam tak wesoło z powodu cebuli, to zrobię zupę cebulową, from scratch, i video będzie bez montażu, jak big brother extra. 3 godziny oglądania, jak się bulion ciemny robi, 3 kwadranse rumienienia cebuli, godzina gotowania, 5 minut polewania do misek, czapkowania chlebem i żółtym serem oraz 15 minut zapiekania.

    Składniki będę wrzucać na końcu, bo w sumie dopiero po obejrzeniu całości widz zadecyduje, czy zrobi, czy nie.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • shachar 22.04.12, 06:41
    Piękne ci wyszły potrawy, Buka! jakbym była Krysią, to by mi serce urosło! i tak mi urosło, ale jakbym była Krysią to bardziej smile
  • buka007 22.04.12, 07:36
    ojeju, Shacharu, ale sie wzruszylamsmile
  • krysia2000 22.04.12, 14:17
    Cieszę się bardzo. Zawsze to miło gotować (i cokolwiek czynić) nie tylko dla siebie.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • buka007 18.05.12, 21:56
    Krysiu, no kiedy ruszysz z następną produkcją? smile
  • krysia2000 19.05.12, 03:45
    Okej, jest ciemna noc i to bardzo niefortunna dla mnie pora na pisanie, bo nocami ostatnio zamiast snu sprawiedliwego dopadają mnie bezsenne samoudręki. Rano jest lepiej, dużo lepiej, tak gdzieś do drugiej, zanim na powrót nie ugrzęznę w ślęczeniu przy kompie playing video games i podniecaniu się niezrealizowanymi marzeniami, a coraz częściej karmieniu się oburzeniem czytelnika portalu wiadomości zawsze bulwersujących.

    Nie wiem, kiedy następne wideo zmontuję. Mam kilka nagrań i czekają na montaż, ale... kamera to lustro okrutne. Beznamiętnie patrzy się ślepym wzrokiem i ocenia, nic nie mówiąc. Zaczynam gadać i gadać i po chwili brak odzewu wzmaga się ten no... self-conciousness. Nie wiem, jak po polsku zgrabnie ująć ten nieprzyjemny stan samoświadomości, kiedy staje się człowiek na tyle zażenowany samym sobą, że słyszy własne sapanie, czuje motoryczną nieporadność, widzi niedostatki uroku oraz zeszłoroczność garderoby dostrzega i wie, że tak właściwie to nie ma nic do powiedzenia poza tym, co gdzieś kiedyś zasłyszał, o czym gdzieś kiedyś przeczytał i teraz próbuje, z coraz mniejszym przekonaniem, wcisnąć jako własne.

    I to przechodzi na resztę, albo z reszty wynika, sama już nie wiem. Tak się ostatnio odganiam od rachuneczków sumienia, od tych bolesnych szczerości z samą sobą, że tracę kontakt. Z ludźmi, bo oni są najważniejsi, nie? Nikt inny, jak oni, nie pokrzepi Cię wyznaniem, że nie jest tak źle, że "ja też czasem tak mam", "takie życie", no i "głowa do góry". To przecież po 100kroć lepsze od samobicia się myślami, że moja wina moja wina moja mała śmieszna wina... Wybuchowa, leniwa, przemądrzała, nieprzystępna, nieporadna, nierzetelna, cinka w te tamte i owamte klocki - tak sobie bzyczą nad głową, jak natrętne muchi.

    Zatem, czas mija, ja wciąż bez nagradzającego obiektywnie zajęcia, utajenie bezdomna, jawnie samotna, z wydłubaną przegrodą nosową i kilkoma innymi paskudnymi natręctwami niegodnymi osoby w moim wieku. Próbuję czasem słać smsy do starych znajomych, te współczesne listy w butelce, tylko się w trakcie zawaham i zaniecham, zawstydzona tym, że truć chcę dupę... mojej byłej, moim byłym, albo moim obecnie zniechęcanym. A w głowie coraz głośniej kołacze śpiewka Peggy Lee... Is that all there is?

    Sama rozumiesz, jak trudno w takich warunkach tfożyć. Ale wbrew sobie, na przekór i z żyłką pękającą na czole... zrobię! Taka jestem na opak!

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • buka007 19.05.12, 08:02
    to niech sie Krysia bierze do roboty i nie mysli za duzo.
    Krysia nawet celulitu nie ma a narzeka, ze zażenowana!
  • krysia2000 19.05.12, 18:51
    > Krysia nawet celulitu nie ma...

    Mylisz się, choć z wszystkich dolegliwości akurat celulit jeszcze znośnie mi się naprzykrza. Przynajmniej nie tak, jak banda tutejszych gnojków szydząca sobie otwarcie z mojego dżogingu za każdym razem, kiedy przebiegam obok ich komunalnego osiedla.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • shachar 19.05.12, 19:44
    Krysiu kochana, pojebac to. Self-consciousness to jest taka rzecz ktora sie przydarza tobie, a innym nie przychodzi do glowy w ogole.
    Zdradze ci jeszce tajemnice: nikt nie zauwaza twoich self-conscious potkniec oprocz ciebie samej.

    wiesz ,ze tak samo jak ty zapomnialas o cudzych potknieciach w pol minuty po zaistnieniu, tak samo ci wyimaginowani oceniacze zapomna szybko. To jest samokatowanie sie, ktore czemus tam sluzy, moze czerpaniu perweesyjnej satysfakcji z tego, ze kurwa nic nie mozna zrobic?
    bodnij sie w bulecke, jak mowi moj kolega forumowy Imagine
    my tu na ostatnich nerwach czekajac na cos od Krysi , a ty nam pierdoly smile
    Znaczy powiem inaczej, nie na ostatnich nerwach, tylko w blogim wyczekiwaniu na mile smile
    Krysia to wszystko wiesz, teraz tym pozyj troche i nie daj sie zbic z pantalyku, god bless.
  • shachar 19.05.12, 20:09
    najbardziej w takiej sytuacji jak ta irytuje mnie to, ze taka Krysia wie wiecej o idiotycznosci na sobie poczynionych obserwacji, niz ktokolwiek inny, ale jest zafiksowana i nie moze przestac.
    Krysia, ja to tez sama do siebie pisze wink
  • krysia2000 24.05.12, 17:49
    Będzie o tym:

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rf/qg/vvk5/8gJsliPgCQS88Ia5oB.jpg

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • krysia2000 24.05.12, 20:41
    youtu.be/IpiwSAGtsUM
    Nie wiem, czy wszystko dla wszystkich będzie dostępne w tym klipie, a to ze względu na wykorzystanie fragmentu muzyki objętej prawami autorskimi. Dajcie znać, jakby co.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • buka007 24.05.12, 21:53
    dla mnie niedostepne.
  • krysia2000 24.05.12, 22:07
    Pod tym adresem też?

    www.youtube.com/watch?v=IpiwSAGtsUM&feature=g-upl
    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • buka007 24.05.12, 22:20
    pod żadnym.
  • krysia2000 24.05.12, 22:29
    W takim razie muszę jeszcze raz ścieżkę dźwiękową opracować. Szkoda, bo akurat te kilkanaście sekund z Ojca Chrzestnego akurat mi pasowało.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • pani.serwusowa 24.05.12, 22:28
    Ja mogę obejrzeć bez problemu. I mam uwagi co do techniki wykonania risotto. Inaczej mnie szef kuchni uczył, inaczej prawią w moich książkach rodowici Włosi, ale nie czuję się ekspertem, może inni dorzucą trzy grosze.

    - ryż obsmażam na tłuszczu i jak zacznie się robić przezroczysty, to dopiero wtedy dolewam wino, ogień musi być duży, aby od razu wino zaczęło wrzeć.
    - zanim dodam ser i masło/oliwę w końcowej fazie, to ściągam risotto z ognia - ono nie ma być nawet na ciepłej płycie, bo proces gotowania ciągle postępuje i ryż się rozgotuje, a IMHO risotto musi odpocząć przed podaniem. Ser i masło mieszam z ryżem odstawionym z kuchenki i koniecznie zostawiam na 3 minuty, aby odpoczęło - nabiera wtedy większej aksamitności.
    - grzyby suszone - jednak obgotowałabym je w bulionie, a potem dodała albo na początku smażenia z szalotką, albo mniej więcej w połowie smażenia
    - pieczarek surowych jakoś tam nie widzę - znowu podsmażyłabym z szalotką.
    - wydaje mi się, że na szklankę arborio 750ml płynu to za mało, ale dziwi to mnie też, bo na Twoim filmie nie wyszło to risotto jakieś suche. Ja mam zawsze na podorędziu na tę ilość ryżu, ok. 1 litra bulionu i nigdy mi nie zostaje. Może to kwestia ryżu? Nie wiem, ale na szklankę ryżu miałabym gotowy litr bulionu, tak na wszelki wypadek - to uwaga dla początkujących, gdyby uczyli się z tego filmu.

    Ale to ja. Mam skrzywienie na punkcie risotto, to jak mój mały kulinarny kult. wink

    Z bulionem, to IMHO ma fajniejszy smak jeśli warzywa się obsmaży delikatnie, a potem zaleje wodą, zamiast wlewać olej do warzyw z wodą.
    --
    Zmysły w kuchni
  • krysia2000 24.05.12, 23:18
    Cenne uwagi. Czasem lepiej nie używać świętych nazw. ;o)

    Być może risotto nie wyszło mi za suche (a może wyszło, sama już nie wiem) dlatego, że wina nie odparowałam, a pozwoliłam ryżowi się nim nasycić. 250ml wina plus 750ml bulionu daje stosunek objętościowy ryżu do płynu jak 4:1. Dużo, mało? Czytałam gdzieś kiedyś, że rygor na takie bardzo płynne, kremowe risotto pojawił się dość niedawno i wcześniej gęstością/suchością bliżej mu było do paelli. Ale nie wiem, nie znam się, we Włoszech nie byłam, szef kuchni żaden mnie nie uczył. Samozwańcza kuchmistrzyni jestem.

    Chociaż wyglądało jak risotto?

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • pani.serwusowa 24.05.12, 23:44
    To Twoje? Wyglądało. smile
    --
    Zmysły w kuchni
  • krysia2000 25.05.12, 00:06
    To teraz nad smakiem muszę popracować. ;o)

    Co do grzybów, to tak jak w filmie mówiłam, lubię je z surowych uwarzyć razem z ryżem. Kwestia smaku, po prostu lubię jeszcze odrobinę krancza w pieczarkach i nie przesycenia ich tłuszczem, w którym są smażone. Suszone oczywiście wcześniej były odmoczone, więc nie jest tak, że jakieś chrupki były. Mogłam ugotować, mogłam...

    Ale co ja się tłumaczę! Trzeba przyjechać, pogadać, zobaczyć z bliska, skosztować i potem dopiero tsstssykać. ;o)))

    Aż się boję o naleśnikach filmik składać, bo bardzo rzadkie ciasto robię...

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • pani.serwusowa 25.05.12, 00:52
    Halooooooooooooo! tongue_out

    Kolejna produkcja
    krysia2000 24.03.12, 21:15
    Komentarze mile widziane.

    To pisałaś Ty, kuchmistrzyni samozwańcza. Chyba, że chodziło o komentarz: to musiało (z akcentem na musiało) być pyszne. smile
    --
    Zmysły w kuchni
  • krysia2000 25.05.12, 10:25
    Alez moja droga!

    Gdybym oczekiwala wylacznie sweet komciow, to ten watek mialby wpisow albo 5000 tysiecy (pod warunkiem, ze kreowalabym sie na osobe taka, jaka pragna byc moje fanki - czyli piekna, bogatozamezna, artystycznie wyrafinowana, trendownie odziana i podrozujaca po samych ciekawych miejscach, no i z Warszawy ;o)), albo mialby ich zaledwie 5 - w tym 4 mojego wlasnego autorstwa a piaty od innego uzytkownika, kategorycznie domagajacego sie, abym przestala trollowac.

    Tymczasem sporo z pozostawianych tutaj komentarzy, oprocz zagorzalych pochwal, zawiera oceny, uwagi i sugestie, ktore biore sobie do - i tu slowo kluczowe - serca. Dobrze chyba kazda gosposia wie, jak przewrazliwione potrafimy byc na punkcie wlasnych umiejetnosci kulinarnych. O wiele spokojniej przyjmiemy uwage o zle odprasowanych mankietach, niedokladnym odkurzeniu mieszkania, scianach odmalowanych w niedorzeczny kolorek, niz to, ze marchewka byla rozgotowana... ale troche tylko... ;o) Ale przyjmiemy. Gdybysmy nie przyjmowaly, to przeciez taka popularnoscia nie cieszylyby sie wszystkie te programy w telewizji, blogi, fora dyskusyjne, ksiegi i cala reszta odpowiedzialna za ustawiczne ksztalcenie w tym zakresie. Koniec koncow szukamy tam chyba porady i nauki, a nie natchnienia, bo przeciez wszystko umiemy, tylko tak jakos nie wiemy, co dzis na obiad ugotowac.

    Nieskomnie uwazam zatem, ze co jak co, ale na krytyke jestem otwarta i staram sie nie bronic przed nia ani demagogia osobistych wycieczek, ani bron boze, jakakolwiek cenzura. Jednoczesnie trudno sie spodziewac, ze bez slowa przyjme wszystkie uwagi. Wrecz przeciwnie - im cenniejsze beda, tym wiecej bede miec na ich temat do powiedzenia. Mozesz sie zatem, i to bez ironii pisze teraz - poczuc uznana za ekspertke w sprawie risotto, wlasnie dlatego, ze mialas cos na ten temat do powiedzenia, cos co zmusilo mnie do odparcia. Gdybys, Serwusowo, piala nieustannie z zachwytu, to stawialabys mnie w niezrecznej sytuacji. Bo przeciez jeszcze mloda jestes, niebrzydka, a ja w sumie lesbijskie ciagotki mam. ;o)))))))))) Zart oczywiscie - nie na temat wieku, ani urody, ani seksualnych inklinacji, ale w ogolnym wydzwieku.

    Uprzedzajac cyniczne obserwacje spostrzegawczych uczestniczek: moja otwartosc jest jak najbardziej kontrolowana. Nie mam zludzen, ze szersza publikacja moich wypocin przed szklanym okiem wywolalaby ogolna wesolosc na sali. Dlatego tez nie ide z tym w swiat, nie szukam producentow ani sponsorow. Po prostu dlubie sobie takie tam marzenia, na jakie mnie stac. Cos, co mnie - mimo coraz glosniejszego powtarzania sobie, ze to nie ma sensu, zycie jest gdzie indziej, a moje miejsce niekoniecznie w kuchni, a stanowczo nie w necie - budzi co rano, wyciaga z lozka i nie daje spac.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • shachar 25.05.12, 20:36
    mam pytanie techniczne. Mam ok 8 sztuk mrożonych surowych prawdziwków. Już je rozmroziłam, teraz jak mam dalej postąpić: korzenie najpierw czy wszystko na raz, i ile czasu dusić.
    Poza tym, jeśli chodzi o płyny, postanowiłam pomóc sobie gotowym ekologicznym bulionem grzybowym z kartonika. Czy w takim razie ma sens jeszcze moczyć suszone prawdziwki??
  • krysia2000 25.05.12, 21:49
    Jeśli prawdziwki są surowe, tylko odmrożone to ja bym od razu je na patelnię dała. Ale to ja, kuma Serwusowa pewnie innego będzie zdania. Suszone grzyby natomiast i tak bym odmoczyła, mimo gotowego bulionu grzybowego, po prostu, aby przywrócić im trochę miąższu.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • shachar 25.05.12, 22:59
    Znaczy chodziło mi bardziej o to, czy jeśli mam już poszatkowane rozmrożone surowe prawdziwki i grzybowy bulion, czy jeszcze bawić się w odmaczanie suszonych grzybów, ktore mam, ale mi się nie chce. Ot, i odpowiedziałam sobie sama na pytanie. Dziękuję bardzo i kłaniam się.smile
    jak się nie zbłaźnie, to wkleję zdjęcie ekszperymantu, bo jeszcze skirt steak ma być do akompaniamentu. Wszystko pierwszy raz w życiu robione, tak że nie dziwcie się, jak zawiśnie czarna chmura nad NY, a za rok powstanie o tym film.
  • shachar 25.05.12, 23:38
    czyli mówicie, że do risotto grzybowego nie dodaje się czosnku?
  • shachar 26.05.12, 00:42
    Melduję, że wolę kluski.
  • roseanne 25.05.12, 17:11
    jeden komcio krytyczny
    dlaczego Krysia ciagle na okraglo " wykonuje"?
    moze by tak ugotowac, przyrzadzic, przygotowac, zademonstrowac?


    wiem wiem - czepiam sie tongue_out
    --
    Inny Swiat - Zespół Aspergera
  • krysia2000 25.05.12, 17:37
    Być może dlatego, że nie umiem ugotować, przyrządzić, przygotować, zademonstrować, a przede wszystkim ładnie mówić. ;o)

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • shachar 25.05.12, 18:50
    ostatnio oglądałam Next Foodnetwork Star, taki program, głupi zresztą jak wszystkie na Bravo channel, Rozchodzi się o to, żeby gwiazdę=personality telewizyjne znaleźć. No i wyobraźcie sobie, nie bardzo nawet ważne jest to czy danie ugotowane jest najpyszniejsze na świecie, ale jakim głosem, w jakim tempie, jak krótko,długo, interesująco, lub nie kuchmistrz o nim opowiada. I to jest najtrudniejsze, jeśli chce się zostać the next star, ma się rozumiec.
    Tak więc ludzie poddawani są róznym testom na to jaką historię "z życia wziętą" opowiedzą przy okazji gotowania lub prezentacji dania. Tak więc miałam okazję wysłuchać juz i o bracie powracającym z Iraku, i o Dniu Matki, no po prostu można się rozpłakać.
    Patrzeć w oczy, zapomnieć o kamerze, wytworzyć intymny klimat na linii kucharz-widz.Normalnie więcej pracy niż ścigać się na prezydenta USA.

  • krysia2000 26.05.12, 09:29
    To wystarczy popatrzec na archiwalne programy kulinarne i przez porownanie z dzisiejszymi dostrzec, w ktorym kierunku to wszystko powedrowalo. Bardziej lifestyle niz skill. I w
    Sumie logiczne: po co uczyc kogos gotowac, kiedy mozna po prostu wielkiego smaka narobic?

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • edyta95 26.05.12, 19:58
    Krychu, ale przecież Ty jesteś mistrzem takiego gawędzenia. Twoje przepisy są bardzo długie, a można by je w żołnierskich słowach. Ile czego, w jaki sposób, jak długo. Te same informacje dotyczące gotowania. Tylko czegoś by brakowało, tego czegoś za co tłum Cię kocha. To proszę sie nie czepiać gawędzenia, bo to wcale nie takie złe.
  • krysia2000 26.05.12, 22:32
    Nie tyle o gawędzenie chodzi, co o... wstrzelenie się w wymagania widza. Ja się wciąż zastanawiam, po co w sumie i dla kogo kręcę te klipy. Jak na same przepisy w formie animowanej są za długie, jak na program kulinarny - za amatorskie. Czasem zauważycie, jak waham się z wypowiedzią. To wtedy, kiedy mnie nachodzą wątpliwości podczas nagrywania: mówić, nie mówić, błaźnić się, nie błaźnić? Ale co tam! Jadę dalej. Właśnie montuję filmik o chale i zdecydowałam, że mimo iż to tylko jeden (nie tak znowu złożony) wypiek, to ponad kwadrans czasu Wam zabiorę na omówienie przy okazji zasad rozczyniania drożdży suchych i zaplatanie poszóstnego warkocza. A nóż ktoś jeszcze nie wie, jak to się robi.

    Natomiast pisząc o najnowszych trendach w publikacjach kulinarnych (zarówno książkowych, jak i telewizyjnych oraz netowych), po raz kolejny zwróciłam uwagę na wzmożony nacisk na wizualny aspekt tego wszystkiego, a przede wszystkim nęcenie odbiorcy swego rodzaju "mitem" stylu życia smakosza. Przy dzisiejszych standardach programów - gdzie królują albo śliczna pani w kuchni marzeń co się nigdy nie brudzi, nie starzeje, i nie tyje; albo interesujący pan podróżujący po całym świecie w poszukiwaniu dań tak kolorowych, że nawet nazwy mają kolorowe; albo jakiś arkadyjski szczęśliwiec, co własną fermę ma i ogródek i zdala od zgiełku wielkiego świata codziennie przygotowuje biesiady dla niekończącego się korowodu przyjaciół i rodziny; albo aspirujący kucharze potyczkujący się na zawodową śmierć i życie pod surowym okiem oceniających ich mistrzów; - moje oldskulowe podejście typu "stoi pan przy stole, kręci w misce i mówi, że kręci w misce" no trochę niewydarzone jest. Na oryginalność odkrywcy sernika bez cukru się nie silę, do żonglowania tasakami trochę mi zręczności nie stawa, kuchni wypindrzonej nie mam... Moje propozycje są standardowe - chciałabym je tylko w uporządkowanej formie przedstawić tak, jak kiedyś pisane były książki kucharskie, w formie podręcznika raczej niż zbioru niebanalnych przepisów z fotkami, od których ślinka na kredowy papier długą sznurówką ścieka. Trochę jadę na renomie (o ile można tak powiedzieć) wyrobionej na GP, trochę na sympatii uczestniczek tego Forum, a trochę na szoku, że jak na Krysię to taka mało kobieca jestem. No, jeszcze kilku starych znajomych trafiło na te filmiki i zainteresowani śledzą, bo nigdy się nie spodziewali, że któregoś dnia zapragnę zostać kuchmistrzynią samozwańczą. Ale jadę...

    Co ja właściwie chciałam tym przekazać? Nieważne zresztą. Wracam do montażu. :o)

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • shachar 26.05.12, 23:10
    Haha smile !
    No właśnie. Krysia ma pisane, zawsze mnie rozbroi.
    A z tego co napisała, nerwancja i niepewność ją ogarnia, jak też Krysine walory ludzie przyjmą.
    To trochę w rwanym wstępie do ostatniego filmiku wyczuwam.Nie radzę się koki nawąchać, o nie. Po prostu dla mnie samej nauka płynie taka, że cokolwiek się robi, trzeba smiało na gracza, wtedy nikt się nie pokapuje.
  • emigrantka34 26.05.12, 01:22
    oj, już sę tak nie kryguj.
  • krysia2000 26.05.12, 09:30
    Noo doobra.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • a74-7 25.05.12, 09:18
    ekhmmmm, czy Cejrowski to krysienki starszy brother, bo caly poczatek tak jakby ...ekhmmm , bardzo go( Cejrowskiego ) zreszta lubie ,szybko mi w ucho wpada big_grin
    Co do" rizotto " nie bede sie upierala o wyzszosci swiat , bo osobiscie wole takie bardziej dry dlatego np robie je z basmati ryzu dla jego smaku ale bardziej w kierunku paelli , ktora w sumie tez jest ( hiszpanskim) "rizottem"
    Wazne ze mialo wyglad i smak no i tzw.touch na koncu big_grin
    Filmik niczego sobie . poza "rozwieszeniem sie "krychy na kuchni ktore wydawalo mi sie komiczne .
    W zasadzie nie ma do czego sieM czepnac .

    ode mnie - kciukas w gore - to lubie !
  • krysia2000 25.05.12, 10:34
    Cejrowskiemu pokrewna? W jakim sensie?

    Rozwieszenie wokol okapu to ciagle poszukiwanie odpowiedniego kadru, utrudnione teraz awaria jednego z obiektywow (i doszczetnym zniszczeniem drugiej kamery przez szwagra). Moglam w sumie uniesc troche kat patrzenia, to nie musialabym sie nachylac do okienka. Nastepne wideo mam nagrane stojac po drugiej stronie stolu, dla korzystniejszego oswietlenia, tylko kadr tez jest tam ciasny na tyle, ze sie nieco pochylam nad stolem, zeby lba nie scielo.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • krysia2000 30.05.12, 12:32
    Następny instruktaż będzie dostępny pod tym adresem:

    youtu.be/FZRwFHAWAE4

    ale dopiero za trzy i pół godziny (o ile modem znowu nie siądzie). Tyle ładuje się 15-minutowy klip w średniej rozdzielczości.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • shachar 30.05.12, 19:51
    Kupuję 1lb paczki drożdzy instant Fleischmanna. Zawsze myślałam, ze drożdze tracą swoją potencję po otwarciu i po paru miesiącach wywalałam. Ale też, po prawdzie, nigdy nie czekałam 15 min. zeby się aktywowały. Czyli przesypać do słoika i już? Nic im nie będzie? Acha, trzymam je w lodówce, w otwartej paczce spiętej clipem i jeszcze owinięte w folię.
    A jeśli chodzi o plecenie chały, to dla słabszych jakiś instruktażowy filmik jeszcze raz , albo co? bo nic nie skumałam. Znaczy pierwszy rząd tak, ale potem nastąpiła konfuzja, a potem film przyspieszył, i o!
  • krysia2000 30.05.12, 21:59
    Ten funt drożdży błyskawicznych Fleischmanna, jak widzę nie jest poporcjowany w saszetki. W Europie rządzi standard ustanowiony przez dr Oetkera, czyli siedmiogramowe saszetki, w sam raz na spulchnienie pół kilo (albo funta) mąki.

    Spokojnie możesz dłużej przechowywać susz drożdżowy, nawet instant (jest różnica między IDY a ADY, o czym w wideo wspomniałam). Moja puszka ADY już drugi rok jest przeterminowana, co jak widać, ciastu w żaden sposób nie zaszkodziło.

    Lodówka jest niepotrzebna suszowi drożdżowemu. Przy zniesionej prawie do zera wilgotności i tak znajdują się one w stanie metabolicznego odrętwienia i dopiero woda, odpowiednia temperatura oraz węglowodanowa karma je ożywi. To świeże drożdże zaleca się przechowywać w chłodzie, a długoterminowe zapasy w zamrażarce. Na suszone szkoda miejsca zabierać serom, wędlinom i szczepionkom. ;o) Wystarczy ciemna, sucha półka, ta sama na której trzymasz herbatę, cukier, kasze, czy przyprawy.

    Zaplatanie przyspieszyłam, żeby film nie trwał tyle co "Moda na Sukces". Ale spoko, jeszcze do oplotów i rzeźbienia ciast drożdżowych powrócę. Tylko się muszą łakomczuchy chętne na zjedzenie znaleźć, bo sama przecież drożdżówkami się obżerać nie będę. Niech chociaż szczupłą figurą narcyzm swój sycę. ;o)

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • buka007 07.06.12, 07:18
    suuuper!! dobrze zrozumialam, ze nie powinno sie ciasta na chaly maszyna wyrabiac?
  • buka007 07.06.12, 07:29
    dobrze zrozumialam, bo pod koniec filmu Krysia jeszcze raz podkresla, smile
    Poprzednia produkcja byla dla mnie niedostepna, ale w tej to mnie na serio wzruszylo, jak Krysia nasze tutaj rady do seca sobie bierze. Scena ostatnia swietna jest!! smile
    I lubie jak Krysia gada.
  • krysia2000 07.06.12, 12:25
    Ależ nie ma żadnych przeciwskazań, aby ciasto wyrabiać maszynowo, pod warunkiem, że ma się odpowiedni sprzęt. W blenderze ciast glutenowych (chlebowe, makaronowe) nie wyrabiamy, ręczny mikser się połamie, ale jeśli ktoś ma odpowiednią miesiarkę, to nie ma problemu.

    Na filmie wyrabiam ręcznie, aby udowodnić, że można i że wcale nie jest to robota ani wyczerpująca, ani brudna. Pomyślałam sobie, aby w tych klipach przy okazji pokazać jak najwięcej ręcznych technik, angażujących jak najmniej specjalistycznego sprzętu i urządzeń tak, aby brak tego, czy innego gadżetu nie przesądzał o tym, czy coś jest do wykonania czy nie. Stąd miska, kopycha i łapa, chociaż za plecami KitchenAid stoi. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, żeby sobie sprzętem robotę ułatwić, jeśli się sprzęt takowy posiada. (Zatem stopionego w mikrofali masła proszę mi nie wytykać ;o)) Brak sprzętu jednak nie powinien nikogo zrażać. Bo to maszyna imituje człowieka, nie na odwrót.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • procesor 30.05.12, 21:15
    hehe
    moja córka już cię Krystyno po głosie rozpoznaje z daleka
    druga oglądała mi przez ramię i od razu było - to kiedy upieczesz chałkę?!

    --
    Nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągniecie go wymaga czasu ... czas i tak upłynie!
  • krysia2000 02.06.12, 15:45
    www.youtube.com/watch?v=W7xTH-cwNg0
    Szybkie, łatwe i relaksujące wprowadzenie w świat spulchniaczy.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • roseanne 02.06.12, 19:56
    podklad muzyczny swietny
    wyltumaczone ok
    proszku cala lyzka?! bardzo duzo

    uwielbiam chlebek bananowy z dodatkiem mielonego kardamonu,

    musze wyprobowac jako bezglut - masa przepisow po samej zmianie maki nie dziala
    --
    Inny Swiat - Zespół Aspergera
  • krysia2000 06.06.12, 23:52
    Łyżka jest na podwójną porcję, czyli 3 szklanki mąki.

    Z bezglutenowych właśnie testuję pomysł na jedno piętro tortu weselnego.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • roseanne 07.06.12, 03:01
    ogolnie wariacje z mielonymi migdalami zamiast maki sa fajne, ale dosc ciezkie

    gotowce to mieszanka skrobii ziemniaczanej.kukurydzianej, maki ryzowej i xantam lub guar gum
    pozostawiaja bardzo charakterystyczny posmak, ktorego nawet jagody i galaretka nie maskuja sad
    --
    Inny Swiat - Zespół Aspergera
  • krysia2000 07.06.12, 12:09
    Jasne, że w porównaniu z pszenną mąką migdałowe ciasta są cięższe i bardziej chropowate, ale przetestowałam pod obciążeniem i będą trzymać. Dość ciężką i grubą warstwę masy czekoladowej nałożyłam i się nie złamał tort.

    Sama jestem pszeniczniarą i klasycznych, "niezdrowych" mąk używam do wypieków, ale matka panny młodej cierpi na celakię (bardzo częsta u Irlandczyków przypadłość, podobnie jak uczulenie na orzeszki), więc poproszona zostałam o wykonanie jednego piętra tortu sans gluten. Mieszanek z udziałem zbyt wielu zlepiaczy nie chcę używać, bo zależy mi na czymś eleganckim i nie udającym tego, czym nie jest, bo to w końcu tort weselny będzie. Pomyślam zatem o mące migdałowej, bo to w cukiernictwie bardzo popularny składnik, który jako "przydawacz ciała" dodawany do ubitych jaj z cukrem daje radę, w rezultacie dając akceptowalne - i smakowo i strukturalnie - ciasto gąbkowe. Jeszcze muszę zbalansować smak i konsystencję warstw (bo ta testowa masa czekoladowa zdecydowanie gęstsza w ustach wyszła od migdałowego ciasta, więc niebezpieczeństwo przytkania jest), ale myślę, że stanie na torcie z ciasta migdałowego przełożonego musem czekoladowym i kremem z kwaśnych owoców (albo marakuja, albo pomarańcza).

    Jeszcze do tego odpowiedni icing, dekoracja i jesteśmy w domciu. Ja pie... nigdy nie myślałam, że mi przyjdzie torty okolicznościowe składać.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka