Dodaj do ulubionych

Wyciek kontrolowany

09.10.12, 14:42
No dobra, tak w zupełności stronić od wirtualnych pogaduch nie potrafię, zatem w ramach interesującego przerywnika od arcyniepoważnej ogólnonarodowej debaty nad prześladowaniem wyznawców ateizmu w Ojczyźnie podrzucę Wam ułamek konceptu, w którym sobie w wolnych chwilkach dłubię.

(Swoją drogą to zadziwiające, jak się to wszystko do dołu głową poprzewracało, panie dzieju: pamiętam jeszcze katechetyczne salki ze stołami pinpągowymi robiące za siedliska kontrkulturowego oporu, a tera jak chcesz być kolo niepokorny i panna wyemancypowana to zaznacz ptaszkiem "nie wierzę", zaraz obok "nie kradnę". A co jeśli nie uwierzę, że nie kradniesz?)

Bawię się obecnie obmyślaniem kulinarnych formuł, na początek wypiekowych, które po zebraniu i pogrupowaniu w odpowiednie kategorie opublikuję w postaci darmowej (!) podręcznej ściągawki, w sam raz dla tych pasjonatów pichcenia, którzy wolą w kuchni działać z marszu, zamiast trzy dni ślęczeć nad pięcioma książeczkami z przepisami i utytłanym ciastem paluchem wodzić linijka po linijce tekstu. Zatem poniżej wzór na ciacho na proszku, na bazie którego wykonać można najprzeróżniejsze przeróżności.

Na początek przypomnę zaproponowany kiedyś przeze mnie rozbiór - choć daleki jestem od uzurpowania sobie tytułu twórcy tego rozgraniczenia - wypieku na cztery podstwawowe grupy składników:

- mączywo, czyli przemiał, najczęściej pszenny, wraz z ewentualnym dodatkiem środka spulchniającego;

- spoiwo, czyli bogaty w wodę składnik, który po połączeniu z mączywem doprowadza do wytworzenia się glutenowej masy, czyli substancji ciasta;

- tłuszczywo, wysokotłuszczowy dodatek wzbogacający ciasto poprzez opóźnianie procesów czerstwienia gotowego wypieku, a także przerywanie struktury glutenowych wiązań, co sprzyja kruchości miąższu;

- słodziwo, nośnik głównego smaku w słodkich wypiekach, w wielu wypadkach jedyny powód, dla którego zdołowana gospodyni domowa zakasuje rękawy i rozgrzeje piekarnik, przekonana, że nic poza niezdrową dawką węglowodanów nie jest w stanie przywrócić jej światu.

To teraz prosta formuła wyrażająca platynowe proporcje tych czterech składników:

1 część mączywa na 1 część spoiwa na 1 część tluszczywa na 1 część słodziwa

Złota formuła dla spuchniaczy chemicznych brzmi natomiast tak:

Na każdą szklankę mąki (ok. 110-120g) przypadać winna 1/4 łyżeczki sody oczyszczonej, lub 1 łyżeczka proszku do pieczenia, lub mieszanka 1/4 łyżeczki sody oczyszczonej i 1/2 łyżeczki kamienia winowego

Zatem:

Po podstawieniu rzeczywistych składników, uwzględnieniu dodatku spucniaczy i wyliczeniu ilości akuratnych na blaszkę rynienkową o rozmiarach ok. 13 na 24 cm otrzymujemy:

- 2 szklanki (240g) mąki,
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia, lub 1/2 łyżeczki sody i 1 łyżeczkę kamienia winowego;
- 1 szklankę (220g) cukru;
- niecałą kontynentalną kostkę masła lub szklankę oleju;
- 4 duże jaja.

I voila! Jeśli się teraz masło ubije na puszysto z cukrem, wkręci w to jaja, po jednym naraz dla zachowania gładkości, a na koniec doda przesianą mąkę ze spulchniaczem to wyjdzie puszysty funciakowiec (a raczej półfunciakowec). Jeśli dodatkowo gorącego jeszcze półfunciakowca podlać gorącym syropem z 80g cukru i soku z 2-3 cytryn, to będzie lemon drizzle cake jak ta lala. A jeżeli masło z cukrem wpierw się rozpuści, doda do tego 4 do 5 łyżek ciemnego kakao a zamiast proszku do pieczenia da się sodę oczyszczoną kontrując ją kwasem z dwóch łyżek dżemu z leśnych owoców, to murzynkowi nie odmówią nawet dzieci uczulone na czekoladę. Zastąpienie części jaj i tłuszczu odpowiednią ilością kremowej śmietanki, połączonej z cukrem obróconym w karmel zaskutkuje toffiakiem, że palce lizać. Possibilities are endless.

--
"Scratch a konik and find a romantic..."
Edytor zaawansowany
  • kanuk 09.10.12, 16:19
    Fascynujace ! A temperatura jaka Chef poleca dla pieca?
  • bucefal_macedonski 09.10.12, 22:38
    Jeśli chodzi o temperatury piekarnika, to myślę, że wystarczy znajomość następujacych nastaw:

    - 80-100 stopni Celsjusza - stosowany przy baaaardzo wolnych pieczeniach, takich na kilkanaście godzin, aż mięso samo zacznie się zsuwać z gnatów, ale także do bezpiecznego wypieku (a raczej osuszenia) ciastek bezowych: niska temperatura zapewnia odparowanie wilgoci bez wyraźnego unosu związanego z termiczną rozszerzalnością gazów oraz zapobiega zrumienieniu cukru w masie - bezy pozostają tak samo białe i niewyrosłe/niespękane po wyjęciu z piekarnika, jak były przy ich wkładaniu;

    - 110-130 stopni Celsjusza - nieco wyższa temperatura, dobra przy wypiekaniu mas kustardowych (czyli jajecznych takich jak, creme brulee, flan, sernik, czekoladnik), kiedy zapewnić chce się równomierne wypieczenie masy bez nadmiernego zrumienienia wierzchu i niepożądanego unosu termicznego, którego masy jajeczne bez pomocy środków usztywniających (np. mąki) nie są w stanie utrzymać po ostudzeniu i zapadają się, często pękając przy okazji. (efekt ten często bywa pożądany, jak na przykład w prawidłowo wykonanym mud cake) Równie dobrze omawiane tu warunki zapewnić można piekąc w wyższej temperaturze, ale w kąpieli wodnej, ale to tak trochę po hebrajsku: podwyższać żar, i jednocześnie schładzać wodą. No chyba, że piekarnik jest dziki i kontrolować można go jedynie przez włączenie i wyłączenie.

    - 150-160 stopni Celsjusza - temperatura już na tyle raźna, że zapewni aktywację podwójnie działających spulchniaczy (proszków do pieczenia), jednocześnie pozwalającą na bezpieczniejszą kontrolę rozrostu i zrumienienia ciasta. Niektórym wypiekom najładniej jest w bladozłotym kolorze: tak powinien wyglądać wzorcowy szortbread na przykład.


    - 170-180 stopni - najpopularniesza chyba nastawa, w sam raz dla omawianych tu ciast proszkowych, którym w zaproponowanej wielkości zazwyczaj wystarcza 45-55 minut pieczenia. Jeżeli natrafi się na jakikolwiek przepis na ciasto, w którym nie podano temp. i czasu wypieku, to standardowo powinno się zakładać ww. parametry.

    - 190-200 stopni - temperatura odpowiednia dla ciast, którym unos zapewnia... termiczna rozszerzalność gazów i gwałtowne odparowywanie wody. Ciasta listkowe (francuskie, półfrancuskie), parzone, gąbkowe oraz suflety i jorkowskie puddingi najlepiec piecze się w takich okolicznościach.

    - 220 i więcej stopni Celsjusza dobrze służy wypiekom gęstym i niewzbogacanym, czyli generalnie chlebom.

    --
    "Scratch a konik and find a romantic..."
  • at.at 09.10.12, 21:06
    Dzięki, spróbuję z olejem, bo masła ani innych mlecznych przetworów nie mogę.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/zem3e6yd7lh803u7.png
  • bucefal_macedonski 09.10.12, 22:35
    W przypadku stosowania oleju ucieranie na puszysto z cukrem jest oczywiście daremne. W ramach erraty proponuję także nieco zmniejszyć wsad oleju, tak do 3/4 a nawet 2/3 szklanki, jako, że olej jest nieco tłustszy od masła (tak jak 99,99% do 82%, lub 80% dla masła solonego) to raz, a dwa to będąc smakowo neutralnym (mam na myśli tu typowe oleje rafinowane, a nie dziewicze oliwy) nie ma sensu z nim przesadzać.

    All the health reasons aside, różnice pomiędzy poszczególnymi tłuszczywami przejawiać się będą w ich twardości, co z kolei ma wpływ na odbieraną twardość miąższu, czyli inaczej jego czerstwość/świeżość. Tłuszcze twarde takie jak masło, margaryna, czy świński smalec sprawią, że ciasto będzie nieco twardsze dla zębów, szczególnie po schłodzeniu w lodówce, natomiast wypieki na oleju charakteryzować się będą większą puszystością, jednakowoż jego nadmiar zatuczyć może miąższ do tego stopnia, że tłuszcz zacznie wysiąkać, a całość zrobi się soggy. Masło, pod warunkiem, że nie przesadzono z temperaturą oraz czasem pieczenia i nie doszło do jego przypalenia, o wiele wdzięczniej wchłania się w stygnące ciasto - chyba nie trzeba nikogo przekonywać o wyższości prawdziwie maślanych szortbreadów nad olejowymi ciasteczkami, chociaż de gustibus...

    --
    Jaki jestem, każdy widzi.
  • wilowka 12.10.12, 20:40
    Jupi! Poczytam sobie, wyuczę będę mądra i utrwalę w robocie swoją pozycję wypiekowego guru wink Dziękuję smile
    --
    www.kot-malenstwo.blogspot.com małżeński do czytania
    www.ztworzonka.blogspot.com mój robótkowy
  • bucefal_macedonski 12.10.12, 21:00
    Dotycząca rozmiarów foremki. Napisałem, że te wielkości składników pasować będą do foremki 13*24cm. Owszem, będą, ale ciasto trochę za wysokie i rozcapierzone u góry wyjdzie. W foremce długiej (13*34cm) będzie mu lepiej.

    Natomiast dla foremki 13*24cm proponuję ilości składników zmniejszyć o ok. 40%, co przedstawiać się będzie następująco:

    — 150g (1¼ szklanki, albo 1 szklanka i 3 łyżki) mąki;
    — 150g (2/3 szkl.) cukru;
    — 150g (2/3 szkl.) masła;
    — 3 średnie jaja.

    Acha, i maffinki też z tej formuły wyjdą.

    --
    Jaki jestem, każdy widzi.
  • bucefal_macedonski 12.10.12, 21:45
    Pokażę teraz, jak na tej formule upiec można ciacho o smaku toffee, zachowując przy tym postulowane umowne proporcje 1:1:1:1. Sekretem toffee jest połączenie karmelu z mlecznymi proteinami, zatem osoby, które wystrzegać się muszą przetworów mlecznym w każdej postaci niestety muszą obejść się smakiem.

    - 2 szklanki mąki
    - 2 łyżeczki proszku do pieczenia lub 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej i 1 łyżeczka kamienia winowego;
    - 1 szklanka cukru;
    - odrobina wody;
    - 250 ml śmietanki kremowej (przynajmniej 33% tłuszczu, a idealnie heavy cream - 48%)
    - ok 60g (jakieś pół sticka) masła.

    W oczy rzuca się zmniejszenie o dwa ilości jaj oraz znaczne zmniejszenie tłuszczowego wsadu, które rekompensowane są śmietanką.

    Jak teraz z tego uzyskać smak toffee? Nic prostszego, a przy okazji nauczyć się można bez ceregieli wykonywać karmel i sos karmelowy (czyli rzadkie toffee).

    W rondel wsypać cukier i zalać go taką tylko ilością wody, żeby cały zamókł. Jeśli za dużo wody się da, to nie ma problemu - po prostu dłużej będzie woda z syropu odparowywała i proces karmelizacji tak samo się przeciągnie. W każdym razie na średnio-wysokim ogniu gotuje się syrop tak długo, aż się zezłoci na karmel. Gotującego się syropu nie mieszamy, aby nie spowodować rekrystalizacji cukru. Jeśli jednak do tego doprowadzimy, to bez paniki: dolać wody, rozpuścić w niej cukier i zacząć od nowa. Złocący się karmel zdjąć czem prędzej z ognia, ze względu na to, że zakumulowane w nim ciepło w dalszym ciągu kontynuuje proces karmelizacji i opiszałość doprowadzić może do spalenia karmelu, a taki spalony karmel zamiast orzechową słodyczą węglową goryczą co najwyżej urzec może. Bezzwłocznie jeszcze gorący, miękki karmel zalać śmietanką, uważając przy tym, aby nie poparzyć się rozbryzgującymi drobinami karmelu. Powrócić rondel na słaby już ogień i teraz już mieszając równomiernie rozpuścić karmel w śmietance aż do ich całkowitego połączenia. Podgotować trochę, aby zredukować i zagęścić sos. Na sam koniec zdjąć z ognia i wrzucić zimne masło, i mieszać aby się na gładko włączyło w sos. I sos toffee gotowy. (Wykorzystuje się go często jako polewę do deserów, zarówno zimnych - lody - jak i ciepłych - szarlotki, smażone banany.

    Teraz wystarczy w wystudzony do temperatury pokojowej sos wmiksować mąkę ze spulchniaczami i jaja i masa na ciasto gotowa. Dorzucić można do niej kawałki jabłek (najlepiej suszone, żeby się nie rozpuściły podczas pieczenia).

    Piec standardowo: 180 st (lub 160-170 dla termoobiegu) przez 45 do 55 minut.

    --
    Jaki jestem, każdy widzi.
  • daxter 13.10.12, 17:33
    Mniam mniam ,slinotoku dostalam lece upiec na niedziele toffiak ,dzieki za przepissmile
    A sosem potraktuje gruszki smile
  • buka007 10.04.19, 07:26
    w przepisie nie ma podanej ilości jaj, czy ma być jedno?

    bucefal_macedonski napisał:

    > Pokażę teraz, jak na tej formule upiec można ciacho o smaku toffee,

    > - 2 szklanki mąki
    > - 2 łyżeczki proszku do pieczenia lub 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej i 1 łyżecz
    > ka kamienia winowego;
    > - 1 szklanka cukru;
    > - odrobina wody;
    > - 250 ml śmietanki kremowej (przynajmniej 33% tłuszczu, a idealnie heavy cream
    > - 48%)
    > - ok 60g (jakieś pół sticka) masła.
    >
    > W oczy rzuca się zmniejszenie o dwa ilości jaj oraz znaczne zmniejszenie tłuszc
    > zowego wsadu, które rekompensowane są śmietanką.
    >
  • krysia20000 10.04.19, 19:39
    Heh, ale starocie wygrzebała Buka. Jedno duże jajo, albo dwa małe.
  • buka007 12.04.19, 15:38
    ano dopiero teraz wpadło mi to w oko, choć korzystam z tego wątku dość często wink
  • bucefal_macedonski 14.10.12, 15:52
    - 2 szklanki mąki, przesianej i opowiednio przyprawionej chemicznym spulchniaczem;
    - sok wyciśnięty z 5 pomarańczy (ok. 300ml) plus starta skórka z 2 z nich;
    - szklanka cukru;
    - 200g masła (lub margaryny lub niecała szklanka oleju);
    - 2 duże jaja,
    - podprażone migdały i kandyzowane skórki cytrusowe (opcjonalnie).

    W rondelku zredukować sok (razem ze startą skórką) do ok. 100-120ml objętości. Dzięki temu nie tyle odparuje się nadmiar wody z soku (przecież można było mniej go wycisnąć in the first place), co skoncentruje jego pomarańczowość. W zredukowanym soku rozpuścić cukier i masło (albo margarynę, czy olej). I dalej tak samo: wmieszać mąkę i jaja, ewentualnie dodać bakalie, do foremki, 180 stopni i 3 kwadranse. Na przestudzone ciasto sypnąć można cukier puder, albo wylać lukier (z cukru pudru i łyżki lub dwóch pomarańczowego soku) i na to sypnąć stostowanymi płatkami migdałowymi.

    I na razie tyle. Jeśli ktoś chciałby zapoznać się z innymi recepturami, jak i z całą koncepcją pieczenia "formułowego", a jednocześnie włada czytaną angielszczyzną na tyle dobrze, że przy okazji mógłby pomóc mi w redakcji rozdziałów, to zapraszam.

    --
    Jaki jestem, każdy widzi.
  • buka007 20.10.12, 19:16
    o, to jest fajny przepis zimowy! W grudniu zrobię - jak się wyrobię, a jak nie, to w styczniu juz na pewno smile
    (Ale może moja mamusia to czyta i przetestuje i da znać jak poszło i czy warto? kiss )
    Ja mam jedno pytanie dotyczące do jajek. Czy jajka wkręcac w ciasto w całosci, czy tylko zoltka, a białka ubite na pianę dodac na koniec? I czy to robi jakąś roznicę?
  • bucefal_macedonski 20.10.12, 22:07
    > Ja mam jedno pytanie dotyczące do jajek. Czy jajka wkręcac w ciasto w całosci,
    > czy tylko zoltka, a białka ubite na pianę dodac na koniec? I czy to robi jaką
    > ś roznicę?

    Udzielając odpowiedzi na to pytanie w mojej książeczce posłużę się metaforą średniowiecznej egzekucji przez powieszenie, utopienie i poćwiartowanie. Overkill.

    Wdrożenie i udoskonalanie chemicznych spulchniaczy w cieście służyć miało zelżeniu fizycznego wkładu w produkcji ciast. Jaki bowiem byłby sens inicjowania reakcji kwasowo-zasadowej, lub termicznego rozpadu sody - których produktem oczekiwanym jest dwutlenek węgla - w masie skądinąd spulchnionej? Nie traćmy czasu i energii.

    Zaletą ciast proszkowych jest ich szybkość i łatwość. Kolejność dodawania składników NIE MA znaczenia. (Jeżeli tutaj podawałem co robić najpierw, a co potem, to należy to traktować jako moją propozycję, moim zdaniem oszczędzającą wysiłek i zużycie naczyń, czy inne takie - w żadnym wypadku nie jest to algorytm do ścisłego stosowania) Jakieś dzielenie na suche i mokre, ucieranie z ubijaniem to są relikty z czasów przedproszkowych, o ile nie najzwyczajniejsze w świecie kuchenne zabobony. Jeśli stosujemy masło, to owszem, warto je najpierw utrzeć z cukrem, żeby połączyło się na gładko z resztą składników, ale... ten sam efekt uzyskamy po prostu masło topiąc.

    > W grudniu zrobię - jak się wyrobię...

    To naprawdę zero roboty, więc o wyrabianiu nie ma mowy. Więcej czasu zajmuje wyjęcie mąki z szafki i jaj z lodówki, niż wyrobienie ciasta proszkowego - stosowanie do tego celu miksera elektrycznego to walenie do komara z armaty. Micha, łopatka i tuzin machnięć w prawo. Plus trzy w lewo. A jak wbijanie jaj masz opanowane po szefsku - tak trzymając sztukę palcami wskazującym i środkowym lewej ręki, pac! o michę w szparę między palcami, palce rozszerzyć, zawartość jaja opróżnić, skorupkę do kosza upuścić, rinse and repeat... to wolniej się woda w czajniku na herbatę będzie grzać.

    --
    IHAHAHA!!!
  • buka007 20.10.12, 22:31
    bucefale, no ja nie wiem, bo tak do konca nie jestem przekonana o tym, czy masło rozpuszczone i na koncu dodane, czy wykręcone z cukrem spowoduje tę samą konsystencję ciasta. Z moich obserwacji wynika, ze--> ciasto na masle rozpuszczonym (podobie jak na oleju) jest wilgotniejsze i delikatniejsze od ciasta na masle kręconym z cukrem.
    Przepis na pomaranczaka przypomina mi trochę przepis na murzynka: rozpusczenie masła i cukru w cieplym mleku i wkrźcenie do tego zołtek z mąka a na koniec dodanie ubitych białek -- i stąd pytanie.

    i na koniec: Wiem, wiem, ze to nie jest czasochlonne ciasto, ale pomarancze to dla mnie zimowy owoc, a grudzien to czas na pieczenie piernikow, pierniczkow i adwentowych ciasteczek i przeciez! smile
  • buka007 21.10.12, 07:02
    Aha! Chef juz pisał przecież o tym, tylko ja nie uwazałam na lekcji! wink
    "All the health reasons aside, różnice pomiędzy poszczególnymi tłuszczywami przejawiać się będą w ich twardości, co z kolei ma wpływ na odbieraną twardość miąższu, czyli inaczej jego czerstwość/świeżość. Tłuszcze twarde takie jak masło, margaryna, czy świński smalec sprawią, że ciasto będzie nieco twardsze dla zębów, szczególnie po schłodzeniu w lodówce, natomiast wypieki na oleju charakteryzować się będą większą puszystością, jednakowoż jego nadmiar zatuczyć może miąższ do tego stopnia, że tłuszcz zacznie wysiąkać, a całość zrobi się soggy."
    Okej, ale teraz to juz nie wiem, czy nie mieszam dwoch różnych rzeczy: jajek i tłuszczy? uncertain
    Moge o jeszcze jedną rzecz zapytać, dotyczącą kolejnosci?
  • bucefal_macedonski 21.10.12, 11:43
    > Okej, ale teraz to juz nie wiem, czy nie mieszam dwoch różnych rzeczy: jajek i
    > tłuszczy?

    Mieszasz i to nie dwie, a cztery rzeczy: mączywo, spoiwo, tłuszczywo i słodziwo. big_grin

    Ubijanie jaj ma sens wtedy, kiedy stosujemy mechaniczne spulchnianie, polegające na napowietrzaniu masy i takim ostrożnym połączeniu składników, aby nie doprowadzić do jej załamania przed włożeniem do piekarnika. Tak czynimy w przypadku ciast po angielsku zwanych gąbkowymi, po francusku - genueńskimi, po włosku - hiszpańskimi, a po polsku, nieco mylnie - biszkoptowymi; a także przy sufletach, czy funciakowcach. Dla tego ostatniego typu, wskazanym tłuszczywem jest masło, z tego względu, że jest na tyle twarde, iż również (obok jaj) nadaje się do ubicia na puszysto, zatem także spełniać będzie rolę spulchniacza. Tym niemniej pamiętać trzeba o tym, że klasyczny (nieproszkowy) funciakowiec będzie miąższ mieć nieco gęstszy od ciasta na proszku, a spuchniający efekt uzależniony będzie w dużym stopniu od staranności ubicia.

    Proszki do pieczenia uwalniają od tego znoju i niepewności. Działają na zasadzie podwójnej (double acting): typowy proszek do pieczenia składa się z zasady sodowej (sody oczyszczonej), soli kwasowej aktywowanej w niskich temperaturach (kamień winowy, choć obecnie coraz częściej diwodorofosforan wapnia), soli kwasowej aktywowanej w wysokich temperaturach (pirofosfat sodu) oraz środka przeciwzbrylającego, kontrolującego wilgotność mieszanki (najczęściej zwykły krochmal). Zamoczenie takiego proszku przez włączenie do mokrego ciasta inicjuje spuchnienie wstępne (zimne), co zastępować ma mechaniczną pracę spulchniającą, czyli ucieranie żółtek czy masła z cukrem, ubijanie białek na sztywno i delikatne wkręcanie w to podsypywanej po łyżce mąki. Druga faza spulchniania zachodzi w piecu, kiedy oprócz zwykłego termicznego unosu aktywowane są sole kwasowe wysokotemperaturowe... Już Alfred Bird, doktór Oetker, bracia Hoagland, Eben Horsford i Byron Smith zadbali o to, aby się przy pieczeniu nie przemęczać, w rezultacie doprowadzając do emancypacji kobiet i epidemii otyłości na Zachodzie.

    Nic to, idę dorzucić chlebusie do piecusia.

    --
    Zamienię żonę na królestwo - najlepiej mieszczące się na małej tropikalnej wyspie, nieprzesadnie upstrzonej turystami.
  • momas 22.10.12, 12:04
    "zasady sodowej (sody oczyszczonej)",


    AAAAAA!!Moja chemiczna strona nie zdzierżyła i się czepnę! smile
    Soda oczyszczona to nie zasada!
    To wodorosól kwasu węglowego, w którym jeden sód jest zastąpiony wodorem....
    Sól, sol!
    Owszem wodny roztwór tejze soli ma odczyn lekko alkaliczny w związku z tym zachowuje sie jak słaba zasada w wielu reakcjach, jednak nadal to sól.

    Mimo wszystko silnej zasady sodowej nie pakowałabym do jedzenia. To niezbyt dobry pomysł big_grin



    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • bucefal_macedonski 22.10.12, 13:39
    momas napisała:

    > "zasady sodowej (sody oczyszczonej)",
    >
    >
    > AAAAAA!!Moja chemiczna strona nie zdzierżyła i się czepnę! smile
    > Soda oczyszczona to nie zasada!

    Oczywiście nie miałem na myśli wodorotlenku sodu. Słowo "zasada" użyłem w kontekście reakcji kwasowo-zasadowej. Kreta do rur na myśli nie miałem, chociaż...

    > Mimo wszystko silnej zasady sodowej nie pakowałabym do jedzenia. To niezbyt dob
    > ry pomysł big_grin

    Najwyraźniej producenci preclów o tym nie wiedzą. ;o) Co prawda moczą te plecionki w słabym ługu (coś chyba jedna łyżka NaOH na litr wody, ale proszę mi nie wierzyć na słowo) i potem pieką, ale zasada sodowa it is. Skandynawowie robią lutefisk, Filipińczycy rozpuszczają ługiem ryż do deseru, Chińczycy też ługiem sodowym kolorują pierożki na żółto. Hominy czy inaczej nixtamal to znowu rdzennie mezoamerykański sposób na obróbkę kukurydzy za pomocą ługu (co prawda oryginalnie używano do tego wody wapiennej lub popiołowej), ale... chyba wiadomo, o co mi chodzi.

    --
    Zamienię żonę na królestwo - najlepiej mieszczące się na małej tropikalnej wyspie, nieprzesadnie upstrzonej turystami.
  • daxter 12.04.19, 16:13
    Podnoszę wątek bo na czasie jako,że baby i babki i inne fuciankowce będziemy na Wielkanoc piec smile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.