Dodaj do ulubionych

Portugalia

15.05.19, 14:21
Właśnie kończę trzecie śniadanie i wracam z Porto w stronę mojej dżdżystej wysepki. Ktoś jeszcze był i co myśli o kulinarnej ofercie i tradycji tego zapomnianego morskiego imperium?
Edytor zaawansowany
  • kanuk 15.05.19, 22:48
    Podziel sie wiedza ,doswiadczeniem. Portugalia jest moim nastepnym celem.

    --
    Sorry I missed your call. I am currently sorting chickpeas. I will get back to you as soon as I can.
  • krysia20000 16.05.19, 20:49
    Tylko 10 dni bylem, glownie w Lizbonie i Porto, wiec ekspert luzytolog ze mnie zaden. Co jednak udalo mi sie zauwazyc to saudade, porywajaca topografie Porto, sloneczny a gniewny Atlantyk oraz rozczarowujaca nieco oferte kulinarna.

    Pasteis de Nata mistrzostwo swiata, ale to koniec koncow tylko koszyczki z ciasta listkowego zalane jajecznym kremem i zapieczone do przypalenia prawie. Stac godzine po nie w kolejce do piekarni pod Klasztorem Hieronimitow na Belém doprawdy szkoda. Lepiej zwiedzic wspomniany Klasztor i wejsc na Wieze w Belém, a same paszteciki wszamac gdzie indziej, praktycznie w kazdym miejscu Portugalii, gdzie sprzedaja kawe i slodkie. Oczywiscie masowka produkowana fabrycznie i rozwozona po calym kraju smakuje gorzej od swoezynki wypiekanej na miejscu, ale poza tym najpierwszym miejscem sprzedazy pasztecikow kremowych sa inne cukiernie wypiekajace je na miejscu, nie ustepujac przy tym jakosciowo. Ceny smieszne dla mieszkancow polnocnej Europy, USA i Kanady, bo za zestaw ciacho + kawa zazwyczaj nie zaplaci sie wiecej niz 2 jurki. No, ale przecietne zarobki w Portugalii naleza do najnizszych w strefie Euro i to widac w skromnym Portugalczykow prowadzeniu sie.

    Poza pasteis de nata w cukierniach szalu nie ma. No dobra, sa jeszcze jezuitki, zaskakujaco pyszne mimo prostoty platy francuskiego ciasta przesmarowane cienko jajecznym kremem, z wierchu posmarowane cienko beza i zapieczone na jasnobrazowo. Zahartowany custard (doce de ovo) to portugalska cukiernicza obsesja, nawet podpatrzone u Francuzow jablkowe ciastko (papuc) nadziane jest kremem jajecznym z zalosnie poskapionymi kawalkami jablek, a jedyny paczek jaki znaja - bolo de Berlim - nie tyle nadziany jest kremem jajecznym, co nieomal przekrojony na pol z zoltym owalnym usmiechem wyciekajacym na wierzch. Sintra oprocz gargamelowatego Palacu Pena (i kilku innych szpiczastych budowli na stromych wzniesieniach, ktorych paskudna pogoda nie pozwolila mi zobaczyc) slynie z travesseiros, prostokatnych zwojow listkowego ciasta wypelnionych - tak, zgadliscie! - kremem jajecznym, z dodatkiem migdalowego przemialu. Do tego jeszcze fios de ovos, budyn opata Priscos i miliardy innych pomyslow na spozytkowanie nadmiaru zoltek, na skosztowanie ktorych zabraklo mi zoladka. Poddalem sie przy szpiczastej kupce z zoltek i cukru i to bylo pierwsze od wielu lat slodkie, ktorego nie skonczylem i wyrzucilem z ulga do smietnika. Nadmiar zoltek ponoc wiaze sie ze sredniowieczna jeszcze metody krochmalenia upiorow za pomoca bialek jaj, stosowanej przez portugalskie zakonnice, z ktorych z kolei nadprodukcji swego czasu kraj ten slynal.

    Nieslodkie propozycje, szczegolnie te na zamienionym w turystyczne zoo centralnym deptaku Lizbony na Rua Augusta biegnacym od zespolu placow Figueira/Rossio/Pedro IV w strone Placu Handlowego, tez na jedno kopyto, a raczej na jedna sardynke, macke osmiornicy, dorsza i ziemniaka. Stolowka po horyzont z kelnerami w mundurkach, parasolkami i malo inspirujacym menu w szesnastu jezykach i piecdziesieciu fotografiach, jakby do kogos nie dotarlo. Plus namolni handlarze kulkami, bibulkami i woreczkami z tym i owym krecacy sie miedzy stolikami i uliczkami w okolicach podwieczornych.

    Na dobra wyzerke trzeba popolowac troche i samemu nie dac sie zlowic wystajacym w drzwiach maitres, obiecujacymi ze w ich lokalu sardynki smazy sie zupelnie inaczej niz w dokladnie tak samo wygladajacym lokalu obok. I dlatego wlasnie w menu figuruja dania pulapki, w trzycyfrowej cenie tak znikad wyskakujacej posrod innych, jeszcze w miare przyzwoitych cenowo pozycji. Jesli kelner zaczyna nawijke od tego, jak to dobrze nakarmi kogos takiego jak ty, zamiast po prostu podac karte dan, to lepiej nawet wody z kranu nie zamawiac.

    Ale to byl epizodzik, zabawny w sumie.

    W Lizbonie nocowalem w podupadlej okolicy placu Martim Moniz, za to 300 metrow od miejsca, gdzie w 2012 sam Anthony Bourdain sie wybral, czyli 'Ramiro', piwiarni z morska wyzerka. No i wybralismy sie tam i wbrew obawom czekalismy niedlugo na miejsce przy stoliku. Przerob konsumenta w wielu lokalach Portugalii jest tak wielki, ze pobiera sie numerek, jak w przychodni, czy na poczcie i czeka az wyskoczy na wyswietlaczu. Oczywiscie, numerki generowane sa bez specjalnej kolejnosci i nie wie sie do konca, czy skoro przed chwila wywolali numerek 1276 to nastepny bedzie 7942. Jedzonko ok, choc bez specjalnych umpfow po prostu owoce morza (zero ryb), chleb, oliwa i maslo. I alkohol. Lepsze okazy swoje kosztuja i cena jest od kg, wiec do konca nie wiesz, co na koncowym rachunku wyskoczy. W oczekiwaniu na swoja kolej mozna polac sobie piwka z automata, za 2 jurki.

    Na porzadne zwiedzenie Lizbony zabraklo czasu i pogody, bo przez pierwsze 3 dni siapil deszczyk. Komunikacja miejska sprawna, tania i wiozaca gdzie trzeba, wiec korzystac z taksowek czy Uberow specjlanie potrzeby nie ma. Urbanistycznie miasto tez czytelne i mimo smialych pofaldowan terenu niewiele sie znajdzie slepych uliczek, ktore wzbranialyby przed bezkarnym blakaniem sie tu i owdzie. Bezdomni, uzaleznieni i pracownicy sektora uslug cielesnych widoczni w pewnych miejscach, ale niebezpiecznych sytuacji nie bylo. Moze to przywilej sredniego wieku, jasnej karnacji i pci meskiej, ale nikt za mna specjalnie nie gwizdal, ze bucik mi sie rozwala. Tylko tam tacy raz po raz proponowali srodki odurzajace, ale tez bez wiekszego natrectwa, jak na przyklad pucybuci w Wietnamie.

    Wielu, zbyt wielu budynkom w Lizbonie przydfalby sie generalny remont. Spore kwartaly i to w centrum pozabijane dechami, z kwiecistymi lakami porastajacymi dachy.

    Porto za to zdecydowanie oczarowalo. Rozmiarowo kameralniejsze od Lizbony, za to krajobraz podkrecony dramatycznie na maksa. O ile Tag w Lizbonie rozlewa sie w szeroka zatoke i odniesc mozna mylne wrazenie ze jego brzeg to juz morze, a Most 24go Kwietnia jakby zywcem wyjety z zatoki San Francisco to przeplywajace przez Porto Douro, mimo rozsadnej szerokosci koryta wyrzezbilo w miescie gleboka doline, ktora smialo spieto kilkoma swego czasu naj... mostami swiata. Mam na mysli stalowy most Ludwika I oraz jego betonowego mlodszego brata, most Arrábida, z maksymalnym przeswitem miedzy szczytem jezdni a lustrem wody wynoszacym 70 metrow. Zaraz za tym drugim mostem jest Foz i Atlantyk. Zabudowa miejska Porto jest scisle przytulona do rzeki (Lizbona sprawia wrazenie odwroconej od Tagu), wiec wdrapywanie sie po ultrastromych uliczkach i schodach to nie jest przyslowiowy spacerek po parku.
  • roseanne 17.05.19, 15:16
    bardzo przyjemny reportaz
    jeszcze nie bylam
    syn ma skrzywiene na "frangascarija national" - nie wiem, jak sie pisze, slyszalam nazwe pare razy, ot kurczkownia

    --
    co bylo to bylo
    co moze byc jest
    a bedzie to co bedzie
  • kanuk 17.05.19, 17:08
    Jak wyzej, dziekuje za smaki informacyjne ,o ktorych sie nie przeczyta gdzie indziej .

    --
    Sorry I missed your call. I am currently sorting chickpeas. I will get back to you as soon as I can.
  • krysia20000 17.05.19, 19:55
    W 'Frangasqueira Nacional' nie bylem, ale skoro to 'ot kurczakownia', to pewnie ot kurczakownia jest. Nie wiem, moze mam zbyt zblazowane podniebienie i za duzo sie naogladalem programow prowadzonych przez podrozujacych smakoszy przezywajacych niebieskie uniesienia zarowno przy kazdym stoisku z ulicznym zarelkiem, czy w byle knajpce z plastkikowymi stolikami w jakiejs szemranej dzielnicy portowego miasta, czy w siedmiogwiazdkowym lokalu z muzyczna oprawa starannie dobierana do kotletow, no ale rajem kulinarnym Portugalii bym nie nazwal. Nie bylem porzadnie podjesc ani we Francji ani we Wloszech, wiec rzekomego arymistrzostwa kulinarnego Europy nie doswiadczylem tam na miejscu (bo oczywiscie do francuskich czy wloskich lokalow u siebie chadzam regularnie), wiec byc moze tam tez mozna sie rozczarowac tu i owdzie, ale i tak po Portugalii spodziewalem sie nieco wiecej. Badz co badz to potomkowie europejskich pionierow gospodarczej penetracji zamorskich rynkow, ktorzy kolonialne szlaki przetarli pozniejszym mocarstwom, przyprawy z Nowego Swiata zawozac do Indii i krajow Dalekiego Wschodu, Japonczykow uczac frytowania w ciescie, a i niemala czesc populacji Afryki przesiedlajac do obu Ameryk. Wiekszej swiatowosci i przytupu oczekiwalem od nich, a tymczasem tego nie widac, szczegolnie jesli przyrownac Portugalczykow do Hiszpanow, zdecydowanie od nich temperamentniejszych i charakterniejszych. Tak jakby Napoleon podczas Wojny na Polwyspie tym pierwszym przetracil kark podczas, gdy tych drugich pokiereszowal co najwyzej mocniej. Jasne, roznica wielkosci terytorium i potencjalu ludnosciowego spora, ale i tak jakos tak zahukani prowincjonalnie sa, mimo iz najbiedniejsze nawet zakatki miasta chodniki wylozone maja granitowa kostka, zadne tam baumy. Kuchnie w ich ulicznym wydaniu zdaje sie ominely przemiany ostatnich lat i cos co moglo byc rewelacja przelomu dziewatej i dziesiatej dekady ubieglego wieku dzis troche niedorobione sie jawi. Takie na przyklad bifany, czyli bulki z usmazonymi struzynami podmarynowanej wieprzowiny. Bulka z miesem i nic wiecej. No w dobie kolorowych tortill z fajita, czy pokrewnych bliskowchodnich plackow z szarma czy falafelem to troche za skromne. No nawet do bratwursta z preclem dostaniesz blonnikowy wypelniacz z kiszonej kapusty, o jankeskich sambosach ze wszystkim nie wspominajac. Popisowa uliczna bomba kaloryczna w Porto, czyli francesinha (francuzeczka) tez traci myszka: kanapka z tostowego chleba oblozonego szynka, kielbasa wedzona, kielbasa niewedzona, plastrem wieprzowej pieczeni (tak, tak, wieprzowina na kilka sposobow w jednej kanapce), zawinieta kilkoma plastrami zoltego sera, zapieczona, na koniec zalana na talerzu pikantnawym sosem z pomidorowego przecieru i piwa, plus frytki jakby sie komus bilans protein do wegli nie zgadzal. W wersji lux moga jeszcze dorzucic krewetke lub dwie, kto bogatemu zabroni?

    Inny uliczny 'ot przysmak' to pastel de bacalhau, w Brazylii nazyany bolinho de bacalhau: frytowane pulpety z solonego dorsza zmielonego z ziemniakami, czasem z plynnym jadrem zoltego sera. Stosunkowa slonosc skontrowac mozna kieliszkiem porto. Porto zreszta dobrze komponuje sie ze wszystkim, kontruje slonosc dorsza, poglebia niuanse smakowe bulki z wieprzkiem albo iberyjskiej szynki, podkresla slodycz pasteis de nata. Alkohol dostepny w kazdej kawiarni i o kazdej porze chyba.

    Mimo powyzszych spostrzezen reformacje gastronomiczna dostrzec mozna, inspirowana jednak bardziej czynnikami zewnetrznymi, niz jakas wewnetrzna przemiana: od Hiszpanow spatruja tapasy, luksusowe szynki, pieczone prosieta i paelle/fideua; od Francuzow eklerki, makaroniki i tarteletki ze swiezymi owocami; Brazylijczycy wprowadzaja troche luzu i smielej eksperymentuja z laczeniem roznych zdawaloby sie nieprzystajacych skladnikow. Znajdzie sie tez pizzerie przestrzegajace neapolitanskiego rygoru. W Lizbonie widoczne jest Chinatown, ale chyba niespecjalnie post-makaowskie, bo w ich menu kantonskich tradycji specjalnie nie dostrzeglem. Do indyjskich/goanskich lokali nie dotarlem. Jest tez troche argentynskich knajpek z... empanadami. Assado krowie pewnie tez gdzies serwuja, choc podejrzewam, ze cena wolowiny dla przecietnego Portugalczyka jest zaporowa. Wieprz, dorsz solony i sardynki rzadza.
  • kanuk 17.05.19, 22:33
    To ja chyba na te sardynki . Bo pasztele , kanapki z wieprzowina po portugalsku oraz rozplaszczone kurczaki tez po ichniemu ,sa wszedzie. Takoz solony dorsz . Pieczywo ,sery i desery. Most chce zobaczyc w tym Euro San Francisco. Porto odkryc atmosfere ,poczuc zapach Atlantyku.

    --
    Sorry I missed your call. I am currently sorting chickpeas. I will get back to you as soon as I can.
  • a74-7 19.05.19, 11:51
    A gdzie' tripas a mode do Oporto' ?
    A gdzie portugalskie "gesie pipki" big_grin
    Krysia, top marks za relacje!
    Jestem pod wrazeniem wink
  • krysia20000 21.05.19, 13:45
    Flaczki po portowsku zauwazylem dopiero na lotnisku juz w drodze powrotnej. Byc moze wyszly z mody, co troche dziwne, skoro Portosow w Portugalii przezywa sie flakozercami. Foty francuzeczek byly zdecydowanie widoczniejsze. No i moja towarzyszka podrozy jest wege - nieortodoksyjna co prawda, bo nabial, ryby i owoce morza jada, plasterek szynki iberyko tez skubnela - wiec specjalnie sie nie rozgladalem za odzwierzecymi 'hardkorami'.

    Dzieki za komplement. Jeszcze pozniej dorzuce kilka co ciekawszych fotek.
  • buka007 14.06.19, 20:40
    w Portugalii byłam kilkanaście lat temu, mieszkałam w małej wiosce w Alagrve, ale trochę też podróżowalismy po południowej części kraju: Sintra, Lizbona, lasy korkowe, to co mi zapadło w pamięci, to: ryby, owoce morza, ryby, sery, ryby, fantastyczna kawa i oczywiscie wino, właśnie w Portugalii rozpoczęła się moja przygoda z winem, mieliśmy szczęście mieszkać przy kawiarnio-winiarnym sklepie, gdzie chodziłam na kawę, a Pan Sprzedający przy okazji serwował nam do spróbowania przeróżne wina: porto, douro, alentejo, no i właśnie wtedy też odkryłam tę niezwykłą parkę: dobre wino + charakterny ser. i vino verde, młode, białe, mocno schłodzone wino, dobre na upały wink w Portugalii jadłam najlepsze w życiu krewetki, u przygodnego chińczyka, gdzieś pod Sintrą, więcej z kulinarnych spraw nie pamiętam, ale pamiętam, że woda w oceanie strasznie zimna była, aż dłonie drętwiały wink

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.