Dodaj do ulubionych

Kronika wypadkow kuchennych czyli...

13.06.08, 10:05
..element horroru na Pogaduszkachtongue_outP
Wiadomo-kuchnia miejsce niebezpiecznesmileKazdemu "cos" sie pewnie wydarzylo.No
nie chodzi mi o przypadki strasznie dramatyczne konczace sie szpitalem np.O
takie drobne rzeczy.
Np-moja mikrowela miala zepsuty zegar i wybuchla po wlozeniu do niej filizanki
z maslem-ofiar na szczescie nie bylosmile
Na goracym palniku na starym piecu(nie bylo wtedy swiatelka)ktos postawil
wiklinowy kosz i zaczal sie pieknie dymic i kopcicbig_grin Innym razem na goracej
plycie przez przypadek polozona zostala szklana podkladka i rozprysnela sie na
milon czescismile
Kolej na Wassmile
--
la donna e mobile smile
no i jeszcze Pinezka
Kuchenne Pogaduszki
Obserwuj wątek
    • ilekobietamalat Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 13.06.08, 11:08
      swego czasu tatus zdematerializowal nam wszystkie naczynia
      zaroodporne;> nie wiem jak on to robil,ale kazde jedno ktore
      wyjmowal z pierkanika, znikalo;>

      oczywiscie myk polegal na tym ze obok kuchenki mamy waski balt, i
      zlew.. blat wiec byl wilgotny,i najwyrazniej,naczynka tego nie
      lubily;>
      --
      "A kobieta ma tyle lat, co na stodole łat, jak mawiała Babcia"

      bo ja tyz gotuje
    • iwu Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 13.06.08, 11:22
      Wypadek pierwszy.
      Kiedy mieszkałam jeszcze z rodzicami zdarzyło mi się machnąć
      nieopatrznie ręką w kuchni i strącić z kuchenki gar ze smażącym się
      smalcem. Nie wyobrażacie sobie jaka przednia jest zabawa z myciem
      całej kuchni po czymś takim.

      Wypadek drugi.
      Mama zapomniała o podsuszających się w piekarniku grzybach. Dym był
      okrutny, smród straszliwy, panika wśród sąsiadów, syfu nie można się
      było pozbyć z domu przez ładnych parę dni.

      Wypadek trzeci - luźny związek z kuchnią, ale napiszę.
      Mama zawsze wygania tatę z papierosem na korytarz. Tata wstawił wodę
      na makaron i wyszedł na fajkę. Po jakimś czasie dialog:
      - Leszek, co ty tam przypalasz, że tak śmierdzi?
      - Nic, no przecież wodę tylko gotuję.
      - No to jakie ty papierosy palisz?!
      - Oj, te co zwykle, nie przesadzaj.
      - Co skąd ten dym???
      Pobiegli sprawdzić do kuchni co się dzieje, wszystko było w
      porządku, a w tym czasie pod blok przyjechał wóz strażacki. Okazało
      się, że tata zgasił papierosa na korytarzu w doniczce z suchymi
      pelargoniami. Dym i swąd zaniepokoił sąsiada z góry, który pomyślał,
      że u innego sąsiada będącego na urlopie zapaliła się instalacja
      elektryczna czy coś. Oczywiście tata nigdy się nie przyznał, że miał
      w tym swój udział.

      --
      Jadłospisy
      • iwu Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 13.06.08, 11:26
        Jeszcze wypadek czwarty.
        U mnie w domu. Oglądamy film, otwarty balkon.
        Ja: - Ktoś pali papierosa.
        On: - Pewnie po udanym seksie.
        (chichot z domieszką zazdrości)
        Po paru minutach mówię:
        - Jakiś dziwny ten papieros.
        On biegnie do kuchni z wrzaskiem: - Moje jajka! Palą się!!!
        Ja: - Po udanym seksie???
        Okazało się, że nie powinno się gotować jajek na twardo dwie
        godziny.

        --
        Jadłospisy
          • achulaw Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 20.06.09, 15:12
            IWU!!!Jesteś genialnasmile)))
            Mój przypadek:
            W moim nowo kupionym mieszknku była stareńka kuchenka gazowa
            (pamiętała chyba 1 poł.lat 70-ja też pamiętam ,ale sprawniejsza
            jestemsmile)
            Postanowiłam upiec pierwsze ciasto "na nowym mieszkaniu"
            Jako pewniaka wybrałam ucierane z orzechami i jabłkami z
            cynamonem.Pięnie wyrobiłam.Nagrzałam piekarnik(gazowy)
            Otwarłam na wszelki wypadek blaszkę zakrywającą płomień aby ciasto
            nie byłó surowe!!!Termometru oczywiście piekarnik nie miał ,szybkę
            całkiem zbrązowiałą.
            Wstawiłam ciacho.NADMIENIIE , ze w owym czasie byłam potwornie
            zakataqrzona , a z oczu lały się łzy.
            Po 40 dzwonek do drzwi.Lęcę otworzyć -mama-z krzykiem jejku Asia!!Aj
            a: Co ślicznie pachnie?smile)Ciacho Ci piekę!Mama pędem do kuchni.Chyba
            wiecie co było w piekarniku???
            Smrodu nie czułam , a łzy lecące z oczu wzięłam za objaw kataru.
            MIESZKANIE WIETRZYŁAM 5 dni !!! Ciastowy węgiel skończył w piecu jako
            podpałkasmile
    • pasqoodnikowo Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 13.06.08, 11:31
      Dziecięciem będąc zostałam w domu z tatą. Mama była w delegacji.
      Tata chciał się mamie przypodobać i pod jej nieobecność odmalował
      kuchnię. Następnego dnia dziecko, czyli ja zażyczyło sobie zupę
      pomidorową. Zupa najprostsza w świecie, potrzebny do niej jednak
      koncentrat. Tatuś wziął malutką puszeczkę i zaczął otwierać. I w tym
      momencie dziecko po raz pierwszy usłyszało z ust tatusia "k.wa mać"!

      Koncentrat był sfermentowany. Próba otwarcia zakończyła się
      upstrzeniem całej kuchni w czerwony wzorek.
    • joanna784 Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 13.06.08, 12:01
      mój wujek:
      sosik sobie podgrzewał a że był po pracy zmęczony to zdrzemną się
      krótko. tak z godzinkę smile sosik się grzał grzał aż sąsiedzi zaczęli
      dobijac się do domu bo mu sie z kuchni z okien dymiło. ale że wujek
      ma mocny sen to go dopiero strażak obudził który wlazł przez onkno w
      kuchni. sosik "poszedł z dymem".
      mój tata:
      gotował wodę w czajniku. zaponiał i wygotował całą wodę. a że cciał
      sprawdzić czy spalił czajnik wsadził nos tam gdzie był gwizdek.
      potem przez kilka dni miał nos jak czerwony wiśnia smile
      i mój wujek:
      ciocia robiła takie placki z ciasta nalesnikowego gęstego z
      dodatkiem cebuli, sera, papryki,wędliny itp.(a'la pizza) zostawiła w
      miseczce to surowe ciasto dla wujka, gdy wróci z pracy to sobie miał
      usmażyć.a że wrócił podpity to zjadł to na surowo a rano się
      poskarżył że sałatka była niedoprawiona smile
      --
      " jak ja nawidzę mandarynki..." smile
      • aniaiewa Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 13.06.08, 14:23
        Salatka rulezwink))))

        Ja wiekszych wpadek nie odnotowalam poza 2 W b. wczesnej mlodosci albo nawet w
        dziecinstwie
        1. Naogladalam sie Slodowego albo moze Domowego przedszkola i postanowilam
        zrobic pisanki malowane woskiem Bylam moze w 2 klasie podstawowki, a zawsze rece
        mi sie rwaly do takich glupotek Wiec wstawilam do garnuszka swiece, zeby sie
        topila... i zapomnialam o calym interesie Ocknelam sie jak dym zaczal sie z
        kuchni wydobywac i jakis nieokreslony smrodzik Chcialam wylaczyc ogien ale wtedy
        cala zawartosc garnuszka, mocno juz przywarta do jego scianek zapalila mi sie i
        buchnal slup ognia A ja... oniemialam i pobieglam do sasiadki, grzeczenie mowiac
        "czy moze pani do mnie na chwile przyjsc, bo chyba sie w kuchni pali?" Sasiadka
        na szczescie szybko zdusila ogien w zarodku Mama do tej pory nie wie co ja
        takiego tam gotowalamwink
        2. To ju pisalam - gotowalysmy z przyjaciolka jakis deser Tutti-Frutti czy cos
        tam W ulubionym i tylko TYM JEDYNYM garnku do ryzu mojej mamy Oczywiscie propba
        sie nie powiodla, zawartosc garnka byla nie zjadliwa, wiec zeby ostygla przed
        wyrzuceniem, odstawilam na parapet u siebie w pokoju Po czym o wszystkim
        zapomnialam Przypomnialam sobie jak mama potrzebowala garnek do ryzu... ktory
        prawie zaczal w tym momencie juz chodzic, wiec wszystko trzeba bylo wywalic
        Lacznie z nieodzalowanym garnkiem mamusiwink
        Reszta moich osiagniec jest pozakuchenna Ale teraz jak mam wlasne dziecko, ktore
        na szczescie nie robi mi takich niespodzianek jak ja wtedy mamie (dodatkowy
        smaczek - ciezkie lata stanu wojennego), to dziwie sie ze mnie nie ukatrupila
        zywcemwink
        A.
        --
        εïз Nasza Ewcia εïз
    • kraabik Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 13.06.08, 14:12
      Ja napiszę o tym, co pewnie przydarzyło się w niejednym domu. Gotowanie puszki
      mleka słodzonego, skondensowanego... i wygotowanie wody, puszka pęka i zawartość
      ozdabia całą kuchnię smile
      Ja kiedyś ugotowałam botwinkę, zjedliśmy, mówimy, coś w smaku nie tak, ale da
      sie zjeść. Na drugi dzień oprzytomniałam - zapomniałam zabielić zupy smile
      • aniaiewa Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 13.06.08, 14:26
        Aaa, przypomniala mi sie wpadka mojej mamy - super kucharki
        Gotowala wielki gar bigosu dla gosci pogrzebowych (zmarl wtedy moj dziadek a
        tata mamy) To tak na usprawiedliwienie, zeby Wam sie wlasciwy obraz
        zkrystalizowal, a nie ze u nas tak bylowink No i pol dnia szukamy z mama zmywaczka
        do naczyn Nie ma... wsiakl Odnalazl sie jak juz goscie wyszli a mama resztki
        bigosu przekladalam do miski, zeby zamrozic "na potem". Caly czas "dosmaczal"
        bigos stypowy...
        Ania
        --
        εïз Nasza Ewcia εïз
        • ewa9717 Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 13.06.08, 18:12
          Chyba już przedawnione, więc się przyznam. Lata siedemdziesiate,
          zaprzyjaźniony akademik, noc, sesja, więc naukowo rzniemy w brydza.
          Ktoś wstawia na herbatę we wspólnej kuchni na korytarzu, ale
          zapominamy wszyscy, bo rozgrywka się az iskrzyła. Kiedy sobie
          przypomnieliśmy, wody w czajniku dawno nie było, czajmnik
          czerwony.Lejemy na drania zimną wodę, ostygł, ale się do kuchenki
          chyba przylutował. Wyrzucilismy go razem z kratką z kuchenki (luzem
          nie dało rady) i był to wyczyn, bo trzeba się było przemknąć obok
          portierni, a niektórzy jeszcze pamiętają, jakie oczy na szypułkach
          miały ówczesne portiery!
          • legwan4 Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 13.06.08, 21:23
            Rodzicielka pracowała na popołudnie.Przed wyjściem postawiła garnek z mięsem na pasztet.Właściwie,to był kociołbig_grinD Tata miał tylko mięsiwo kilkakrotnie zmielić.Mięso ugotowało się,a Tata wrócił z pracy.Niestety był lekko podcięty;PP Maszynkę przykręciłam do stołu,przygotowałam miski.Tato odlał mięso i zmielił.Pech chciał,że umył kocioł wylewając cały tzw "smak"...do zlewu.Po zmieleniu masa była sucha.Wróciła rodzicielka i okropnie się wq..ła.Były próby ratowania,typy smalec,bulion...Od tamtej pory,pamiętam o ochronie wywaru;PPPP
    • ciociapolcia Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 14.06.08, 16:05
      Kiedyś kapnęła mi kropla wody na szybę od piekarnika - milion elementów było. wink
      Już w nowym mieszkaniu używałam swoich nowych noży... Ten do chleba wyjątkowo
      ostry był i lepiej kroił palec niż bagietkę...
      Dzisiaj miałam wypadek w kuchni, choć przy czynności mało kuchennej. Ech. sad
      --
      MWaN
    • mala300 Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 16.06.08, 00:01
      plyta, garnek woda na ryz, woreczek z ryzem. odpalilam, po paru
      minutach poczulam swad. okazalo sie, ze odpalilam kuchenke pod
      woreczkiem z ryzem.

      mam blender brauna. ma on 3 noze, 2 tego samego typu, tylko rozne
      rozmiary i jeden do kruszenia lodu. kiedys chcialam cos zmielic w
      malej misce, ale jakos noz nie chial wejsc do podstawki, lekko sie
      koncowka ulamala. poddlam sie, zmieliam w duzej misce. po jakims
      czasie znalazlam ten maly noz. gratulacjewink)
      --
      Schlawiner

      Ze sloncem w twarza w twarz
      • kaszatkow Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 16.06.08, 10:54
        KOCHAM TAKIE WĄTKIsmile))
        Teraz ja: pierwsze próby gotowania w szybkowarze. Oczywiscie jak łatwo sie domyślic zapomniałam wypuścic z gara parę przed otworzeniem. Jarzynowa zupa to była. A była wszędzie.
        Następne: kawusia z makinetki. Pyszna jak zwykle. Po paru godzinach od wypicia kawy ściągałam makinetkę z kuchenki. Ebonitowa rączka w mej rączce została, pusta makinetka rozgrzana do czerwoności.
        Przedwczoraj: brzęk stłuczonej, szklanej pokrywy od garnka. Zabawa w "kto znajdzie jeszcze jeden odłamek i w jakiej odległości od kuchni". Mało tych pokrywek już zostało...
        Zawsze przy pieczeniu: ślady poparzeń na rękach po otwieraniu piekarnika. Nie wiem jak innym się to udaje w bezpieczny sposób.
        • ancza7 Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 17.06.08, 07:54
          kaszatkow napisała:

          > KOCHAM TAKIE WĄTKIsmile))
          ..............................
          > Zawsze przy pieczeniu: ślady poparzeń na rękach po otwieraniu >piekarnika. Nie
          wiem jak innym się to udaje w bezpieczny sposób.

          Tiaaa... Ja to sobie nawet kupiłam piekarnik z wysuwanymi blachami, co by się
          nie poparzyć. A i tak w ferworze wielkanocnych przygotowań zapomniałam i nowa
          blizna do kolekcji sad
        • turzyca Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 18.06.08, 21:46
          kaszatkow napisała:

          > Zawsze przy pieczeniu: ślady poparzeń na rękach po otwieraniu piekarnika. Nie w
          > iem jak innym się to udaje w bezpieczny sposób.

          Nie wiem jak inni, ale ja sie tego panicznie boje i strasznie uwazam, wiec
          zazywczaj obywa sie bez uszkodzen, mimo ze nie mam zadnych lapek czy rekawic.
          Ale jak sie mi juz zdarzy to zgodnie z naukami siostry, wkladam lape pod lejaca
          sie zimna wode i stoje cierpliwie baaaardzo dlugo. Po jakims czasie mozna
          przylozyc zawiniety w czysta sciereczke lod. Irytujace to, ale sladow po
          oparzeniach brak. smile
    • sinistra80 Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 16.06.08, 14:59
      Parzę i kaleczę się w kuchni notorycznie.
      Kiedyś zawsze, ale to zawsze zapominałam o gotującej się fasolce.

      Robiłam cynamonową kruszonkę. Wymieszałam suche, tyle, że wcale nie czułam
      zapachu cynamonu. Dosypałam jeszcze. Dalej nic nie czułam. To było chilli w
      proszku.....

      Ale w zasadzie niczego spektakularnego w kuchni nie dokonałam (niestety w sensie
      pozytywnym też).
      --
      wolę torty, które mają swój smak, a nie są z założenia śmietnikowe i wrzuca się
      tam wszystko co słodkie...© Ago_72 w GP
    • kreola Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 18.06.08, 12:21
      Ale ubaw big_grinDD
      Ja nie mialam spektakularnych wydarzen, poza tym, ze wciaz jestem poparzona i
      pokrojona (tez nie wiem jak ludzie to robia, ze sie nie uszkadzaja w kuchni).
      W dziecinstwie notorycznie zapominalam o frytkach, ktore sie smazyly w
      garnuszku, bo specjalnych garow jeszcze wtedy nie bylo. Frytki wychodzily
      czekoladowe, niejadalne, ale za to garnek zawsze byl do wyrzucenia i zapach
      spalonego oleju utrzymywal sie kilka dni.
      Potrafie tez wlac wrzatek do szklanki odwroconej do gory dnem albo na spodeczek
      od filizanki.

      W liceum tez dalam kilka popisow. Rodzice pracowali wtedy dosc dlugo, wiec ja po
      powrocie ze szkoly cos tam zawsze gotowalam po uprzednim skonsultowaniu z mama.
      Ale udalo mi sie zrobic przepyszny gulasz z poledwicy wolowej, bo mi sie
      paczuszki z miesem pomylily.
      Kiedys tez udalo mi sie zwymiotowac do gotujacych sie flakow. Mama przywiozla ze
      wsi flaki, takie jeszcze nie gotowe, nieoczyszczone. Mialy byc flaczki, bo sie
      zblizalo swieto zmarlych, my mieszkalismy blisko cmentarza, wiec sie cala
      rodzina u nas na obiad meldowala.
      Te flaki mialy sie gotowac wiele godzin i co jakis czas trzeba im bylo zmienic
      wode, tzn. przlozyc do innego gara ze swieza woda.
      Smierdzialo tak potwornie, ze sie wyrzygalam do flakow, po czym musialam je
      szybko umyc i zeby nikt nie zauwazyl wrzucic znowu do gara. Jak sie domyslacie
      nie jadlam tych flaczkow...
      Wiem, ze to obrzydliwe, ale nie moglam sie przyznac, bo to ciezkie czasy byly i
      nie bylo szans na "nowe" flaki czy tam inne danie.

      --
      Poważne podejście do życia nie polega na nienoszeniu czapeczki w żółwiki!!!
      ><crying((*> <*)))><
    • anndelumester Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 22.06.08, 14:37
      W czasach studencko- wynajmujacych notorycznie na gazie przypalałam
      gotujacą się pszenice, której specyficzny smród zapadła w pamieć
      mojemu przyszłemu męzowi i stworzył mój mit garotłuka z dwiema
      lewymi..
      Przez ostanie 7 lat jakos spoko udawało sie łaczyc w kuchni uwagę i
      energonomie i takie tam, do ostatniego piątku....kiedy to zrobiłam
      spektakularna katastrofę tak na porzegnanie starej kuchni wink)
      Nad płytą ceramiczną mam szafeczkę z pustymi słoikami i innymi
      przydasiami, zazwyczaj ułozonymi w porządku. I biorac dla dziecka
      pokrywkę zlekcewazyłam przy zamykaniu niepokojacy szczęk
      przesuwanych słoików...i zapomniałam o tym. Po jakimś tam czasie
      radosnie ułozyłam na płycie wszystkie umyte i wysuszone naczynia -
      do schowania...i z rozmachem otworzyłam ową szafeczkę...Posypał sie
      grad słoików w słoikach, z hukiem spadając na stosy miseczek,
      talerzy, maselniczke, filizanki, kubki...fanty odbijały sie jedne od
      drugich spadając na posadzkę z płytek, rozpryskiwały sie na całą
      kuchnie i czesc jadalną...wszystko było w kawałkach szkła. Moj syn
      siedząc przy stole, tylko krzyczał łoł..a potem podsumował, ze było
      jak na filmie big_grin
      Płyta ocalała chyba cudem.

      ---
      Every need got an ego to feed...
      • almohada Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 23.06.08, 15:43
        smile)) Ale się uśmiałam. Zdarzyła mi się kiedyś przygoda z jajkiem.
        Mieszkałam wtedy w niezbyt bezpiecznej dzielnicy, gdzie kiedyś była
        strzelanina - gangi złodziei samochodów strzeliły w d... jakiemuś
        gangsterowi. Wtedy nie było mnie w domu, ale sąsiedzi wszystko
        opowiedzieli. Parę dni później gotowałam jajko na twardo.
        Oczywiscie zapomniałam o nim, bo przyszli znajomi. Siedzimy,
        gadamy, a tu nagle pojedynczy wystrzał. Jakby jeden strzał. Kolega
        ryknął: na ziemię. My posłusznie z koleżanką przywarłyśmy do
        podłogi. Kolega wskazał bezgłośnie kierunek i zaczęliśmy się w
        trójkę czołgać w stronę kuchni. Leżelismy chwilę w ciszy na
        podłodze, aż drzwi wejściowe otworzyła moja współlokatorka i
        zamarła. Zapytała co robimy, a my na nią z wrzaskiem: na ziemię,
        strzelają. Postukała się w glowę. No to wstaliśmy. Zaglądamy do
        kuchni, a tam rozgrzany pusty garnek, a jajka w nim nie ma. Resztki
        jajkowe na suficie były.
        --
        Prosze nie wchodzic, pulkowniku - powiedziala. - Pan rzadzi na
        swojej wojnie, a ja w moim domu
        sniezkagotuje.blogspot.com
        • pietnacha40 Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 23.06.08, 23:45
          Wszystkie katastrofy śmieszne,ale dla mnie wygrywa czołganie się pod obstrzałem
          jajka big_grinDDD
          Moja ostatnia katastrofa,to było podgrzanie leniwego karczka w naczyniu
          żaroodpornym na płycie elektrycznej.Naczynie pięknie strzeliło i podzieliło się
          na trzy.Karczek ocalał cudem .Tydzień póżniej załatwiłam tak samo drugie
          naczynie.Więc chyba nie można tak podgrzewać ?

          --
          FORUM TYCHY DOBRE MIEJSCE - WIRTUALNY CZŁONEK ZWYCZAJNY
          • malosia06 Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 30.06.08, 13:04
            pietnacha40 napisała:

            > Naczynie pięknie strzeliło i podzieliło się
            > na trzy. (...)Tydzień póżniej załatwiłam tak samo drugie
            > naczynie.Więc chyba nie można tak podgrzewać ?

            Nie można. Ale jeśli postawisz szklane naczynie na płytce
            żaroodpornej, można.
            • shachar Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 04.07.08, 01:33
              mam dwie, obie z lat 80tych, czasow trudnych i komicznych zarazem
              historia nr 1
              nie ma nic do jedzenia, co tu robic, robie z moim chlopakiem bardzo
              powazny zaklad o to, kto usmazy lepszego placka z maki ,jajka i wody
              ukreconych w kubeczku
              osobne kubeczki, osobne patelnie, start
              wylalismy swoje produkcje na patelnie, smazymy
              moj wygladal ladniej , juz sie smialam hyhyhy, poprawiajac na
              patelni rumianego mojego placuszka lopatka, jeszcze tylko podleje
              troche oliwy...
              dopiero jak juz bylo podlane, zobaczylam, ze dodalam plynu 'skrzat'
              rozowego do czyszczenia zlewu
              a ten moj kolega myslalam ze sie nie uspokoi nigdy uncertain

              2) znowu lekki niedosyt i burczenie w brzuchu, co tam lekki, bardzo
              glodne bylysmy z mama, ja po szkole, ona po pracy, na szczescie
              udalo jej sie wystac jakas kurice
              smazenie, ciach do gara zeby sie poddusilo
              a pokrywka do gara byla aluminiowa, zwyczajna, zaden szybkowar
              nie wiem jak to sie stalo ,ale jak juz przyszedl czas konsumpcji i
              gar zostal zestawiony z ognia, ta pokrywa jakos tak sie zassala, ze
              nie chciala sie od gara oderwac!! kurde, ciagniemy za pokrywe, w
              koncu urwalysmy ten czarny fiutek do podnoszenia! zrobila sie
              dziura, czyli otwor techniczny, ale pokrywa dalej nie dala sie
              otworzyc, widelcem, nozem, srubokretem, niczym...
              to byly prawdziwe jaja, jak w jakiejs slapstickowej komedii,
              dostalysmy ataku smiechu z tego wszystkiego..
              dopiero po jakiejs polgodzinie jak wszystko przestyglo pokrywa
              puscila



              • advancia Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 05.07.08, 20:35
                To teraz ja....
                Pomyliłam butelki i na gorącą patelnię nalałam zamiast oliwy soku malinowego. Co
                więcej, miałam tego dnia koszmarny katar i nie wyczułam słodkiego zapachu.
                Zorientowałam się, że coś jest nie tak, gdy wrzucony na patelnię kawałek
                kurczaka nie zaskwierczał, a przykleił się żałośnie do kleistej mazi...

                Kilka razy zdarzyło mi się wybuchnąć parówki w mikrofali, spalić zupę na węgiel,
                potłuc żaroodporne naczynia pełne jedzenia (i potem jedliśmy z duszą na
                ramieniu, a ja widziałam siebie na ostrym dyżurze, jak mi wyciągają okruszek
                szkła z przełyku).

                No i jeszcze historia z pralką - a że pralkę mam w kuchni, to się kwalifikuje do
                tego wątku. Na zakończenie wielkich porządków w domu postanowiłam urządzić
                pranie. Nasypałam proszku do pralki, nastawiłam programator na gotowanie i
                wcisnęłam start. Usiadłam cała dumna przy kuchennym stole i mieszając herbatę
                obserwuję jak się radośnie kręci bęben w pralce i myślę sobie, że fajnie, że
                tyle dziś zrobiłam i że to już koniec.... Po dłuższym czasie zauważyłam, że
                jakoś dużo piany jest bębnie, dziwne.... Okazało się, że zapomniałam do pralki
                włożyć prania......



                --
                Танцующий должен исполнять танец правильно, четко и одинаково хорошо как правой,
                так и левой ногой.
    • sorbetowa Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 05.07.08, 23:25
      kiedys dalam cynamonu zamiast papryki do golabkow...brrrr
      wypadki kuchenne to u mnie codziennosc, wysypywanie, przypalanie rzeczy
      stojacych na kuchence-moj maly wlacza sobie kuchenke-kiedys slysze cos strzela,
      ide z ciekawosci a tam sie pokrywka fajczysad
      czesto zapominam wylaczyc sama kuchenke, np pieke cos, wyciagam i zapominam
      wylaczyc, albo wstawiam cos ide na kompa i zapominam o swieciebig_grin
    • mrockata Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 19.06.09, 13:36
      przyszedl /kiedys tam/nowiusienki czajnik elektryczny. Nie mialam blisko mojego
      aneksu kuchennego kontaktu oprocz przy kuchence elektrycznej. Chcialam zagotowac
      wode na kawe, a ze przed czajnikiem gotowalam w garnku na kuchence to wlaczylam
      tez i kuchenke intuicyjnie i poszlam usiasc do kompa, za jakies 10 minut mysle
      kurde ale sie ta woda dlugo gotuje i jakis smrod poczulam. Wpadam do kuchni a
      tam en nowy czajnik SKWIERCZY na kuchence. W zlosci zamowilam zaraz TEN SAM, bo
      mi sie tak podobal! No! zyje na szczescie do dzis i zajmuje miejsce dokladnie
      kolo kuchenki big_grin

      --
      Biore odpowiedzialnosc za to co mowie, ale nie za to co rozumiesz.
    • mrockata Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 19.06.09, 13:38
      wypadek znajomej. Nastawila piekarnik na 220, za kilka minut zaglada do
      piekarnika, zeby wstawic jedzenie, a tam juz potrawa lezy...z telefonu
      komorkowego big_grin
      Co smieszne ze telefon nadal funkcjonuje. Syn sie bawil i postanowil przez
      zoladek do serca mamusi wink

      --
      Biore odpowiedzialnosc za to co mowie, ale nie za to co rozumiesz.
    • olusinska Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 19.06.09, 14:53
      Ech, piękne te Wasze opowieści. Zwłaszcza strzelające jajka i flaczki. Kreola - podziwiam Cię, że mimo wszystko zebrałaś je w sobie i opłukałaś je i postanowiłaś uratować.

      Z opowiadań rodzinnych : pewnego razu Wigilia odbywała się u wujka i mieli przyrządzić karpia w galarecie. Szkoda tylko, że ciocia nie domyśliła się, że może warto byłoby go oskrobać i pozbawić łusek. Przy okazji innych świąt zdarzyło im się ugotować flaczki na zmywaku - cała rodzina ponoć szukała (mnie jeszcze na świecie nie było).

      Jak byłam mała mama często robiła placki z jabłkami (ciasto naleśnikowe plus wkrojona antonówka w plastry. Używała do tego takiego małego ręcznego miksera (nie wiem jak to nazwać, ale dwie takie jakby ubijaczki, którymi się kręciło za pomocą korbki, to tak, żeby było szybciej i żeby nie wyciągać miksera. I pewnego razu zajadamy się plackami aż tu nagle tata poczuł coś twardego. Okazało się, że jakieś śrubki z tego przydasia się wykręciły i znalazły się w cieście naleśnikowym.
      Ostatnio postanowiłam takie placki zrobić z truskawkami. Jako że moja mama nigdy takich nie robiłam, zasięgnelam porady internetu i stwierdziłam, że skoro inni robią takie placki to i mi wyjdą. Otóż nie. Truskawki wkrojone do takiego ciasta puszczają wodę i tłuszcz niemiłosiernie strzela, nie mówiąc już o tym, że to się przypala z prędkością światła.

      A z takich innych standardowych bardziej rzeczy to oczywiście nadmielenie palca podczas mielenia mięska na kotlety wink oraz namiętne poważne skaleczenia zwykle w okresie świąt różnego rodzaju kiedy to człowiek co chwilę myje łapy i rana się nie może goić.
      O spalonych czajnikach nie wspomnę. Ciągle zdarza mi się zapominać o czajniku i zupie pozostawionych na gazie.

      To by było na tyle, jak coś mi się przypomni to dopiszę. Ech ten wątek ogromnie poprawił mi nastrój!
      • smutas13 Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 19.06.09, 15:38
        big_grinDDDDD
        Świetny wątek na ten pochmurny deszczowy dzień. smile


        Przypadek z udziałem męża.
        Młodsza córka podczas podwórkowych zabaw miała poobijaną rękę.
        Aby ulżyć jej cierpieniom zrobiłam kwaśną wodę na okłady. Stała
        sobie woda w szklance na blacie kuchennym.
        Wieczorem przed snem, chciałam córce zrobić świeży okład
        a tu wody nie ma.
        Mąż ją wypił.
        Spytał tylko co to było, jakieś takie bez smaku?
    • alinka_li Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 19.06.09, 15:34
      Świetny wątek, szkoda, że go wcześniej nie widziałamsmile
      Flaczki- mega obrzydliwe, ale ja lubię czarny humor; strzelające jajko też supersmile
      Ja nie mam niczego tak spektakularnego do opowiedzenia, ale coś tam się wygrzebie:
      - 2 lata temu- po generalnym remoncie kuchni, wkładam naczynie żaro do
      najwyższej szafki (a mam aż pod sufit)i bum! Naczynie w milionie kawałków a
      nowiuśka podłoga z płytek już ma ubytkismile
      - mój absolutnie nie gotujący mąż, we wczesnym stadium znajomości szarpnął się
      na zrobienie tortu z bitej śmietany. Zapomniał tylko o dodaniu cukru do
      kremówki. Tzn. nie zapomniał- nie wiedział, że trzeba....
      - goście. Mamy zjeść obiad i deser a potem razem iść na koncert. Deser w
      piekarniku (boski rabarbarsmile, a my czekamy, i czekamy, i czekamy... czas zaczyna
      naglić, a ja chciałam piec przy zapalonym tylko świetle w piekarniku,
      zapomniałam o nastawieniu temp.
      --
      "Podawajmy przepisy w formie rebusów - śmiechom i dyskusjom nie będzie końca"
      Bobralus, Forum Kuchnia
    • irishcream Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 20.06.09, 13:17
      Ja pochlebiam sobie, że gotuję dobrze, problemów raczej nie miewam. Mój małżonek
      dobrze o tym wiedział przed ślubem, gotowaliśmy czasami razem, często obserwował
      jak działam w kuchni. Stąd muszę przyznać, że kwestia "pierwszego wspólnego
      obiadu" po ślubie i zamieszkaniu razem (a wprowadziłam się dopiero po obiedzie
      weselnym, wcześniej razem nie mieszkaliśmy) była dla mnie ważna. Miało być
      ekstra, miały być fajerwerki, same pyszności i w ogóle.

      Miały... ale nie wyszło. Pierwsze wspólne śniadanie, świeże bułki, serek, kawa i
      super noże w prezencie od przyjaciółki. Jak sobie rozcięłam rękę przy
      rozkrawaniu bułki i rozchlapałam krew po połowie kuchni, to stwierdziłam, że na
      wyrafinowane czynności kuchenne zdecydowanie nie mam siły ani ochoty i zrobiłam
      naleśniki, bo to mogłam ukręcić i usmażyć li i jedynie jedną ręką smile
      --
      Pozdrawiam, Aleksandra
    • jolunia01 Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 22.06.09, 11:19
      Na ogół udaje mi się przetrwać w kuchi, ale wpadke miałam. Robiłam
      szarlotkę, ciasto jak należy, jabluszka pięknie pokrojone w talarki,
      cynamonem posypane, tylko jeszcze cukier - siegnęłam po słoik,
      posypałam, oblizałam łapę z przyczepionych drobinek i ... coś mi
      nie tak smakuje. To była gruba sól.
      --
      O, to ja - taka mądra jestem?!
    • mysiulek08 Re: Kronika wypadkow kuchennych czyli... 22.06.09, 12:07
      Urzeduje w kuchni lat ponad trzydziesci smile i za nic nie moglam sobie wlasnych
      wpadek przypomniec (samochwala w kacie stala tongue_out), ale juz mam smile
      W ostatni piatek postawilam na gazie w rondelku dwa jajka by sie na twardo
      ugotowaly. Popczytalam forum smile, zadzwonilam do rodzicow, gadam z mamcia, gadam,
      kwadranse mijaja.Slysze jakis halas ale gadam, bo co tam, budowa na przeciwko
      wiec halas rzecza normalna jest.
      Przychodzi MD :
      - gotujesz cos?
      - nie
      - no, juz nie, bo wlasnie jajka ci eksplodowaly smile

      Woda w rondelku sie wygotowala, jajka sie przypalily w piekny
      zolty-bialo-brazowy rzucik znalazly sie na okapie i pobliskiej szafce. Mamcia
      smiala sie jak szalona, a ja sprzatajac mialam ochote siebie zabic wink

      Ilekroc czytalam jak to Mira Michalowska miala klopoty aby na czas byc w kuchni
      i taka historie jajeczna przezyla, nie chcialam wierzyc, ze jajka az takiego
      balaganu moga narobic. Niewiara zostala ukarana tongue_out

      --
      Jest sobie Kot
      Ślimak Made in Chile
      Archiwum Babci Volviny
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka