Dodaj do ulubionych

lekcje wf-u -co zrobić?

03.09.07, 16:45
więc jest tak:

lekarz i pielegniarka z przedszkola wypisali Mai gimnastykę
indywidualną
w szkole takiej nie ma

więc Pani pyta czy Maja bedzie chodzic czy nie. Ja mówię nie wiem bo
miałaby byc indywidualna. Lekarz nie zabronił bo Maja może wszystko
zrobic ale nie wszystko (potrafi) tzn. moze w sensie że sie nie
uszkodzi itp. Ale pani mówi że ona nie weźmie odpowiedzialności bo
to dziecko niepełnosprawne i lekarz musi napisac: moze albo nie może
ćwiczyc na wf. i na wf nie ma nauczyciela wspierającego

i nie wiem co robic. czy ja puszczac na wf i mówić lekarzowi że może
czy nie puszczac i mówić żeby napisał że nie może. co radzicie?
--
fotoforum.gazeta.pl/5,2,guderianka.html
Edytor zaawansowany
  • gorgona_1 03.09.07, 18:01
    Może najpierw zapytaj wf-mana jak będą wyglądały zajęcia, a potem
    poproś lekarza o opinię, co Maja może, a czego nie. Myślę, że
    lepiej, żeby uczestniczyła w lekcjach, jeżeli nie ma przeciwwskazań
    medycznych. Będzie się lepiej czuła. Poza tym w szkole powinna chyba
    być dodatkowo gimnastyka korekcyjna.
  • guderka 03.09.07, 20:07
    gimnastyka korekcyjna jest

    a wf-mann to "mannka"smile-właśnie z nią gadałam i mówiła że nie weźmie
    odpowiedzialności dopóki lekarz nie napisze ble ble
    --
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,guderianka.html
  • gorgona_1 05.09.07, 12:24
    To dziwne, że na wf-ie akurat nie ma nauczyciela wspomagajacego...
  • memenka 06.09.07, 10:56
    to że na wf nie ma nauczyciela wspomagającego to dla mnie żadna nowość, syn
    chodzi do 6 klasy i "musi być" (powinien chodzić, wszystkiego nie zrobi ale to w
    koncu klasa integracyjna!!!!!) zwolniony z wf, poniewaz:
    - nie ma 2 nauczyciela,
    - ten co jest nie bierze odpowiedzialności
    - pani wspomagającej okrojono godziny i nie ma jej na plastyce, muzyce,
    technice, angielskim, informatyce i wf
    - przy szkole jest rehabilitacja i oni korzystają z naszego basenu a na lekcje
    jak mieli basen tez nie mógł chodzić, mimo że rehabilitacja jest w tym samym
    budynku, za rog
    iem
  • elmalina 07.09.07, 18:57
    Jeżeli w szkole nie ma takiej gimnastyki indywidualnej to szkoła
    musi zapewnić odpowiednią realizację wf (tj. obowiązek szkoły) i
    rodzice nie muszą przynosić od lekarza zgody. Nauczyciel może
    poprosić o opinie czy nie ma jakiś przeciwskazań do wykonywania
    niektórych ćwiczeń.
  • memenka 08.09.07, 00:28
    w teorii tak jest, gorzej z praktyką (w niektórych szkołach, mam nadzieją, że w
    nielicznych)
  • elmalina 08.09.07, 20:56
    Tak, tylko szkoły wymuszają na rodzicach zwolnienie z wf od lekarza
    i wtedy mają "problem" z głowy.
  • igge 12.09.07, 21:53
    o rany ja mam identyczny problem. Wstępnie pokłóciłam się lekko z
    nauczycielem wspomagającym a jutro przy zakładaniu gipsów w szpitalu
    poproszę o odpowiednią opinię lekarza i jeśli będzie negatywna to
    znajdę takiego lekarza, który zaleci małej wf bo ona strasznie chce
    na niego chodzić chociaż po godzinnej dyskusji ze mną poddała się
    trochę i stwierdziła, że jeśli panie mają kręcić nosem i mieć krzywe
    miny to ona nie chce. Panie idą na łatwiznę, kolejny raz. Wydaje mi
    się, że mam prawo chcieć, żeby robiła w miarę możliwości to co inne
    dzieci, czasami jeśli coś jest niewykonalne nawet na jej szczególny
    sposób to może dostać inne ćwiczenia, chętnie pokażę jakie. W
    przedszkolu uczestniczyła w rytmice i zajęciach ruchowych tylko
    tamtym paniom bardziej się chciało i nie zakładały z miejsca, że coś
    jest dla małej za trudne lub niebezpieczne. Inne dzieci sorry muszą
    nauczyć się delikatniej obchodzić się z niepełnosprawnymi kolegami
    ale najwygodniej posadzić
    "innego" dzieciaka na ławce i niech się patrzy jak reszta się bawi.
    Ciekawa jestem co nasz ortopeda o tym powie. Ale decyzję i tak
    podejmę biorąc przede wszystkim pod uwagę zdanie i chęci córki.
  • guderianka 12.09.07, 22:49
    ja już z panią uzgodniłam- i z mamą dziewczynki niedowidzącej że
    weźniemy zaświadczenie od lekarza że dziecko może uczestniczyć w
    lekcjach w f , brać udział w takich a takich zajęciach i że nie może
    wykonywac tego i tego (w Mai przypadku będą to np. wszelkiego
    rodzaju skoki)
    panie na zebraniu powiedziały że jesli będą zaświadczenie to
    pedagogg wspomagający ma obowiazek byc
    --
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,guderianka.html
  • igge 14.09.07, 23:18
    ma obowiązek ? u nas nie ma mowy. Zaświadczenie dostałam,
    że "powinna" chodzić na wf i ćwiczyć na nim w ortezach, mała śmieje
    się, że panie stwierdzą, że ma "kuku na muniu" kiedy zobaczą ją na
    wf-ie w gipsach na obu nogach, zobaczymy. Może starszy brat będzie
    pomagał a może panie zmobilizują się do jakichś rozwiązań same.
    Dzisiaj miałam dość wszystkiego bo dzieciaki znowu dokuczały i młoda
    po odebraniu ze świetlicy wtulona we mnie szlochała godzinę, jeszcze
    nigdy nie była tak długo taka zrozpaczona. Zazdroszczę Guderko, że
    Twoja córa umie jakoś nie przejmować się przykrymi
    uwagami/zachowaniami kolegów/nauczycieli.
  • guderka 15.09.07, 08:02
    igge-ona JUŻ się nie przejmuje,zwłaszcza gdy mówią to dzieci o
    których wie bywają złośliwe, zazdrosne, mają trudną sytuację w domu.
    Ale ponad 1,5 roku było FATALNIE. była wypychana za ogrodzenie
    podwórka-a ją wystarczy popchnąć i już leży więc się wywracała. Była
    przezywana i baardzo płakała, dużo rozmawiałaysmy o jej chorobie, o
    dzieciach, podłości ludzkiej..to były ciężkie tygodnie
    teraz np. jest taka sytuacja że dziewczynka która ją wyzywa
    przywaliła jej pięścia w twarz. zakzałam zabawy, byłam na rozmowie z
    matką i wygarnełam (dziecko po lekcjach samo bo nikogo w domu nie ma
    więc je przygarniałam wiele razy itp sytuacje, wychowuje sie bez
    ojca, jest bite i duzo sie na nie krzyczy). i ta dziewczyna jest
    typem dykttoa-"namawia" inne dzieci na maje żeby sie z nią nie
    bawic, szepcze do ucha, odciąga od zabawy z nią..czaisz?...Maja
    póbuje dalej-jest uparta i przez łzy potrafi nadal być na podwórku i
    nie dać sie
    --
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,guderianka.html
  • gorgona_1 15.09.07, 10:22
    O ile pamiętam Twoja córka chodzi do szkoły integracyjnej. Przecież
    takie szkoły są nie tylko po to, żeby niepełnosprawne dzieci miały
    gdzie chodzić, ale także po to, żeby wychowywać, uczyć pewnych
    zachowań.

    Jak nauczycielka może mówić, że dziecko ma kuku na muniu?
    Co to za pomysł, żeby angażować starszego brata do pomocy - a jego
    lekcje?
    Chyba, żeby przyjąć, że pomagają np. wszyscy ze starszych klas w
    ramach jakiś wspólnych zajęć.
    Dlaczego w czasie roku szkolnego panie dopiero mają mobilizować się
    do szukania jakiś rozwiązań?
    Jak świetliczanki mogą dopuścić, żeby dzieci doprowadziły koleżankę
    do takiej rozpaczy?

    Moim zdaniem powinnaś wyjaśnić czy szkoła ma jakąś koncepcję
    wspólnego wychowywania dzieci zdrowych i niepełnosprawnych,
    porozmawiać z dyrekcją.
    Trzeba rozmawiać o tym na zebraniach z rodzicami zdrowych dzieci.

    Takie sytuacje nie powinny zdarzać się w żadnej szkole, a zdarzanie
    się ich w szkole integracyjnej to skandal.

    Strasznie mi Was żal.
  • memenka 16.09.07, 01:10
    eh szkoda słów, jeśli ktoś tego nie doświadczył to nie zrozumie, co innego
    zapisane w statucie placówki, co innego mówią a inaczej jest na co dzień, szara
    rzeczywistosc, np w klasie integracyjnej mojego syna na 10 przedmiotów, pani
    wspomagająca jest na tylko 4
  • igge 20.09.07, 00:09
    gorgona kuku na muniu to słowa małej, nie pani smile)) ale to co
    napisałaś na końcu to ideał, niestety nieosiągalny dla nas na razie
    ale walczymy, mąż kiedy wreszcie wróci z wyjazdów umówi się na
    rozmowę z dyrektorką , ja nie mam siły, za bardzo emocjonalnie
    reaguję i nawet na rozmowę z rodzicami sprawnych dzieci na
    zebraniach nie mam odwagi. guderka straszne rzeczy na tym podwórku,
    może i dobrze, że nam na razie na podwórko brakuje czasu,
    dostatecznie dużo stresów funduje dzieciakowi szkoła
    generalnie od kilku dni jest lepiej, mimo czerwonego gipsu na nogach
    nikt nie robi chyba więcej uwag, nie słyszę o dokuczaniu, na wfie
    mała ćwiczy i jest zadowolona, pomoc brata została odrzucona przez
    panią pedagog wspomagającą, która na razie widziałam jest obecna na
    zajęciach (mówiła wcześniej że jej nie będzie i córka miała być
    posadzona na ławeczce) Ale co tu dziwić się szkole skoro nawet jakaś
    nowa lekarka w przychodni stwierdziła, że bałaby się mieć młodą na
    wfie. Wszyscy mają jakąś barierę w głowie i nienowoczesne podejście
    do kwestii niewykluczania niesprawnych dzieci/ludzi z zajęć pozornie
    dla nich za trudnych. Ja jestem za wfem o ile dziecko ma na niego
    ochotę, za nauką obcych języków nawet jeśli niesprawność jest także
    intelektualna o ile nauka sprawia frajdę etc W każdym razie kolejny
    raz okazało się, że jeśli się chce to można. Możliwe też, że
    niedługo mała będzie miała w szkole SI. Moja koleżanka stwierdziła,
    że szkoła powoli ale zaczyna stawać się integracyjna nie tylko z
    nazwy.
  • guderka 20.09.07, 07:32
    igge-podwórka nie da się uniknąć. Mała sama wychodzi odkąd skończyła
    6lat-nie bede przeciez za nią łazic, obserwowac na każdym kroku i
    pilnować. Niech się uczy życia, nawet tak brutalnego ;/
    Pamietam jak raz dyrektorka w przedszkolu jeszcze po mojej kolejnej
    interwencji (tym razem że każą Mai gdy chce do wc a jest na dworze
    biec do ubikacji i ściagac buty bo pani podłogę umyła. Przez co ona
    skupia sie na ściaganiu butów, wstawaniu z podłogi i w rezultacie
    majtki popuszczone)stwierdziła : pani robi z niej taką
    niepełnosprawną a ona na podwórku na rowerze jeździ i się wywraca i
    nic jej nie jest. i to powiedział pedagog z 30letnim stażem któremu
    jak krowie na rowie tłumaczyłam że dziecka największy problem to
    pęcherz i toalete musi mieć JUZ a nie zaraz

    co do ortopedy-M pojechał. I doopa z niego. Lekarza powiedział że
    nie da zaświadczenie bo....się BOI! bO JESZCZE cos sie jej stanie.
    ale nie dal tez zwolnienia z wf. jutro wiec ide do rodzinnej po
    zaświadczenie na wf i napisanie jak krowie na rowie czego dziecko
    nie może robic a co może robic
    --
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,guderianka.html
  • gorgona_1 20.09.07, 08:09
    > >>gorgona kuku na muniu to słowa małej, nie pani smile))

    Jako żywo - "panie stwierdzą" a nie "panie twierdzą".....
    Niestety należę do większości społeczeństwa nierozumiejącej słowa
    pisanego, przykro mi. Ostatnio mam też chyba coraz większe kłopoty
    ze zrozumieniem słowa mówionego, zwłaszcza płynacego z TV....

    Spróbuję się usprawiedliwić tym, że na takie zdarzenia reaguję dość
    emocjonalnie, bo takie zachowania są niedopuszczalne, nie oznaczają
    braku integracji, ale brak elementarnej kultury i wychowania.

    Cieszę się,że jest lepiej. Dziwi mnie i boli, że czasem pewne rzeczy
    najtrudniej jest zrozumieć i wprowadzić w szkole.
  • gorgona_1 20.09.07, 08:18
    sądze, że z rodzicami zdrowych dzieci o sprawach wychowania powinni
    rozmawiać wychowawcy i nauczyciele, a nie rodzice dzieci
    niepełnosprawnych.

    Czy Twoja córka ma jakieś kontakty towarzysko-pozalekcyjne z
    koleżankami z klasy?
  • guderianka 20.09.07, 08:37
    a ja sie nie zgadzam jesli pozwolisz-choc małolata jestem wobec
    ciebie i mam mniejsze doświadczenie
    w przedszkolu popełniłam błąd i nie powiedziałam na forum grupy-
    rodziców i dzieci co jest mai. nie wprowadziłam jej przez to w
    środowisko i bywało....ciężko. W szkole postąpiłam inaczej-ponieważ
    juz zaczął sie robic ferment wynikający z ludzkiej ciekawości "a co
    jej jest, a to wypadek czy tak od zawsze" itp. Więc na zebraniu
    poprosilam o głos, opowiedziałam co jest mai, poprosiłam na co
    uczulic dzieci i..zauważyłam ze rodzicie byli wdzieczi i odetchneli
    z ulga! I przede wszystkim-uciełam niezdrowe domysły ktore snute w
    domu mogły wpływac na zachowanie dzieci
    --
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,guderianka.html
  • gorgona_1 20.09.07, 10:00
    Bardzo słusznie zrobiłaś, bo po prostu poinformowałaś w sposób jaki
    uznałaś za właściwy. Ludzie bardzo często nie wiedzą jak się
    zachowywać i nie wiedzą jak zapytać, żeby nikogo nie urazić.

    Chodziło mi raczej o to, że rolą szkoły jest uczenie dzieci
    właściwych zachowań wobec wszystkich, także wobec niepełnosprawnych.
    O to, że rodzice niepełnosprawnych dzieci nie mogą w pewnych
    sprawach zastępować nauczycieli i tłumaczyć rzeczy podstawowych,
    np.,że nie wolno dokuczać.

    PS. Nie martw się, że jako małolata musisz nie zgodzić się z osobą
    sędziwą i doświadczoną. Wiem (po sobie), że z wiekiem się specjalnie
    nie mądrzeje, a w każdym razie nie z automatu.

    To forum pokazało mi jak niewiele wiem, o ilu sprawach nawet nie
    słyszałam, ile w ogóle nie przeszłoby mi przez myśl. I m.in.
    dlatego, droga małolato, dziekuę Ci za jego założenie.

    A poza tym szacunek dla siwych włosów (u mnie nie widać,
    sprawdziłam - ale może wzrok nie ten?) nie oznacza, że z
    właścicielką takowych trzeba się we wszystkim zgadzać i przez
    grzeczność potakiwaćsmile
    Pozdrawiam serdecznie.
  • guderianka 20.09.07, 16:35
    masz zadatki na fajną teściową big_grin

    O to, że rodzice niepełnosprawnych dzieci nie mogą w pewnych
    > sprawach zastępować nauczycieli i tłumaczyć rzeczy podstawowych,
    > np.,że nie wolno dokuczać

    tez sie nie zgadzam do końca. bo dziecko to dziecko-zawsze bedzie
    dokuczac bo ma emocje. bedzie dokuczac z zazdrości, złości, agresji,
    dla żartu. a dziecko któremu sie dokucza powinno umieć sie zachowac
    w tej sytuacji. Powinno wiedziec co zrobic, na ile pozwolić tamtej
    osobie i kiedy podjąć działanie. A to juz kwestia wychowania w domu -
    a nie w szkole.
    Poza tym-nauczyciel często jest istotą ułomną i nie wie jak
    postepowac z dzieckiem niepełnopsrawnym. No bo skąd? Ja sama nie
    wiedziałam jakimi specyficznymi prawami rządzi się nasz światek
    dopóki sama w niego nie weszłam. Jako mama zdrowego dziecka (do 2
    roku zycia Mai)- nie wiedziałabym jak tłumaczyc mojemu dziecku co
    dolega innemu, dlaczego tak sie dzieje, co mu sie stalo, że ma nie
    patzec (dlaczego ma nie patrzec??przeciez to ciekawe-bo takie inne)-
    a potem spojrzałam na świat z drugiej strony lustra.nauczyciel ktory
    nie przezywa na codzien w domu radości i smutków związanych z
    wychowaniem dziecka niesprawnego nie bedzie w stanie wpaść na pewien
    pomysł, inicjatywe, podjąć działania. to My rodzice musimy ich tego
    nauczyc-dla dobra nas, naszych dzieci i przyszłych pokoleń. wiem że
    brzmi to jakbym nawiedzona była ale powtarzam po raz któryś-to od
    nas i naszych dzieci zalezy jak beda niepełnosprawność postrzegac
    inni, jak beda ją traktowac. Naprawde-uważam że żyjemy w świetnych
    czasach do łamania pewnych stereotypów, do wychowywania nowego
    pokolenia które moze miec ogromny wkład w traktowanie
    niepełnopsrawnych w przyszłości. tylko nie mozemy sie bac, wstydzic,
    ukrywac-udawac że nic sie nie dzieje. BO SIE DZIEJE. i traktujac
    normalnie nasze dzieci musimy wiedziec że nigdy nie osiągną one tyle
    co zdrowi rówieśnicy, zawsze bedą miały na grzbiecie o ten jeden
    kamień więcej.

    w klasie na 4 dzieci tylko ja powiadomiłam na forum klasy co jest
    mai. pozostałe mamy stwierdziły " a co innych to obchodzi" " to
    nasza sprawa", "nie bede innym mówić co jemu jest" "poczekam na
    rozwój sytuacji"
    TO ZŁE POSTEPOWANIE-trzeba wyprzedzac pewne kroki innych, wyprzedzac
    pewne słowa, dusic nim powstaną.

    uff..
    wink
    --
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,guderianka.html
  • gorgona_1 20.09.07, 17:34
    >>> tez sie nie zgadzam do końca. bo dziecko to dziecko-zawsze
    bedzie
    > dokuczac bo ma emocje. bedzie dokuczac z zazdrości, złości,
    agresji,
    > dla żartu. a dziecko któremu sie dokucza powinno umieć sie
    zachowac
    > w tej sytuacji. Powinno wiedziec co zrobic, na ile pozwolić tamtej
    > osobie i kiedy podjąć działanie. A to juz kwestia wychowania w
    domu -
    > a nie w szkole.

    Tak, ale mówimy o sytuacji dziecka w szkole integracyjnej, które
    dokuczanie w świetlicy, pod okiem nauczycielek, doprowadziło do
    rozpaczy. Dzieci czasem sprawiają przykrość nawet nieświadomie.
    Każdy - zdrowy też - musi się nauczyć żyć z tym, że nie każdy jest
    dla niego miły, i że nie zawsze to, co co odbiera jako złośliwość i
    dokuczanie tym właśnie jest. Ale nie zwalniałabym w żadnym razie
    nauczycieli z wychowywania i uczenia właściwych zachowań.

    >>>> Poza tym-nauczyciel często jest istotą ułomną i nie wie jak
    > postepowac z dzieckiem niepełnopsrawnym. No bo skąd?

    Nauczyciel jest profesjonalistą. Jeżeli pracuje w szkole
    integracyjnej musi wiedzieć, jak postępować z dziećmi
    niepełnosprawnymi. Skąd - z książek, kursów, studiów podyplomowych,
    o specyficznych problemach konkretnego dziecka może dowiadywać się
    od jego rodziców i z dokumentów.
    Guderko, nie wszyscy rodzice wszystko wiedzą o chorobie dziecka.
    Nauczyciel w szkole integracyjnej powinien umieć pokierować
    rehabilitacją dziecka, w razie potrzeby pomóc także rodzicom. Do
    przedszkoli i szkół trafia mnóstwo dzieci niezdiagnozowanych,
    nauczyciele muszą umieć sobie z tym poradzić.

    >>>>>> TO ZŁE POSTEPOWANIE-trzeba wyprzedzac pewne kroki innych,
    wyprzedzac
    > pewne słowa, dusic nim powstaną.

    Podoba mi się to sformułowanie.
    Już gdzieś pisałam, że ja też tak robiłam, ale wiem, że to sporo
    kosztuje i rozumiem, że nie wszyscy mają na to ochotę.


    PS
    >>> masz zadatki na fajną teściową big_grin
    Nie wiadomo jaką będę teściową, ale mój starszy syn ma
    fantastyczną "koleżankę".

    Swoją drogą w realu rzadko rozmawia się z ludźmi spoza rodziny
    starszymi lub młodszymi o 10, 20 lat. Może dlatego tyle problemów na
    linii synowa - teściowa?
  • guderka 20.09.07, 19:03
    Ale nie zwalniałabym w żadnym razie
    > nauczycieli z wychowywania i uczenia właściwych zachowań

    ja też nie zwalniałabym. ale szkoła nie jest-wg mnie od tego by
    wychowac-ale kształtować. Główny wysiłek spoczywa na barkach
    rodzica, on musi "naladowac akumulator "dziecka tak by docinki
    innych nie były tragedią a tylko przykrością, nauczyć odrózniac
    dobro od zła

    Nauczyciel jest profesjonalistą. Jeżeli pracuje w szkole
    > integracyjnej musi wiedzieć, jak postępować z dziećmi
    > niepełnosprawnymi. Skąd - z książek, kursów, studiów
    podyplomowych,
    > o specyficznych problemach konkretnego dziecka może dowiadywać się
    > od jego rodziców i z dokumentów.

    nauczyciel jest człowiekiem. może gdybac, mniemac, znać teorie-ale
    sytuacje rzeczywiste przerastają. np.z czym innym wiązałabym
    drapanie sie po brzuchu przez dziecko zdrowe a z czym innym -
    niepełnosprawne. Ja miałam za sobą wolontariat z dziecmi z MPDZ,
    kursy ratownicze (ratownik wodny), semestr fizjoterapii zaliczony.
    Poza tym psychologie na studiach i dużą wiedze z pedagogiki.fajnie-
    wszystko to sie ładnie układa na kartach ksiązki. W życiu tak fajnie
    nie bywa. "syty głodnego nie zrozumie"-i tak jest tez w tym
    przypadku. zdrowy chorego nie zrozumie choćby na rzęsach stanął

    Nauczyciel w szkole integracyjnej powinien umieć pokierować
    > rehabilitacją dziecka, w razie potrzeby pomóc także rodzicom. Do
    > przedszkoli i szkół trafia mnóstwo dzieci niezdiagnozowanych,
    > nauczyciele muszą umieć sobie z tym poradzić

    bo nie mamy takich placowek które miałyby takich nauczycieli. trzeba
    dążyć by to zmienic i równiez samemu kształcic nauczyciela


    >>>>>> TO ZŁE POSTEPOWANIE-trzeba wyprzedzac pewne krok
    > i innych,
    > wyprzedzac
    > > pewne słowa, dusic nim powstaną.
    >
    > Podoba mi się to sformułowanie.
    > Już gdzieś pisałam, że ja też tak robiłam, ale wiem, że to sporo
    > kosztuje i rozumiem, że nie wszyscy mają na to ochotę

    a ja nie rozumiem-przeciez nie mówienie, nie wdrażanie działań
    prwencyjnych SZKODZI. nie można świadomie szkodzic własnemu
    dziecku...

    Swoją drogą w realu rzadko rozmawia się z ludźmi spoza rodziny
    > starszymi lub młodszymi o 10, 20 lat. Może dlatego tyle problemów
    na
    > linii synowa - teściowa?
    pewnie tak. i pewnie stąd że obie- i tesciowa i synowa kochają tego
    samego faceta. a gdzie kucharek sześć...nie ma nic gorszego niz
    zaborcza miłość matki wink
    ja z moją tesciową najgorsze szlaki juz przetarłam-umiemy szczerze
    rozmawiac, doradzac, dogryzac jak trzeba i krytykowac. fajnie nam wink


    --
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,guderianka.html
  • gorgona_1 20.09.07, 22:39
    Myślę, że nasze zdania nie różnią się zbytnio. Tylko Ty piszesz o
    idealnych rodzicach i realnych nauczycielach, a ja o idealnych
    nauczycielach i realnych rodzicachsmile
  • igge 26.09.07, 01:12
    do mnie bardziej przemawiają argumenty gorgony .. chociaż myślałam
    przez chwilę po przeczytaniu Waszej dyskusji, że może powinnam
    wywiesić na świetlicowej tablicy jakąś kartkę z prośbą o ludzkie
    traktowanie córki (nie wiem, z historią choroby ???? tylko po co, co
    jej jest każdy od razu widzi)
    W klasie nie ma problemów, w świetlicy zdarzają się niestety. Do
    świetlicy chodzą dzieci z całej szkoły - mam urządzać pogadankę na
    zebraniu w każdej klasie??? Bez sensu. Małej kazałam stanowczo
    pamiętać o tym, że nikt nie ma prawa źle jej traktować i nie bać się
    skarżenia tylko informować o każdym incydencie panią. Na szkolnych
    korytarzach wiszą plakaty mówiące między innymi o tym, że nie wolno
    nikogo obrażać, wyśmiewać, robić mu przykrości, dokuczać, patrzeć
    obojętnie jak komuś się dokucza i że należy o takich faktach komuś
    powiedzieć. Tak samo można być dla kogoś niemiłym z powodu piegów,
    rudych włosów, okularów, niemodnego koloru tornistra, braku
    tamagottchi, "brzydkiego" rysunku, za dużych butów czy noszenia
    łusek na stopach, innego sposobu chodzenia i braku równowagi.
    Ostatnio ktoś czepiał się małej z tego powodu, że nie jest w stanie
    unieść swojego tornistra. Generalnie zasada bycia miłym dla kolegów
    obowiązuje zawsze i to jest elementarna rzecz, którą dziecko
    przyswaja w domu i w szkole też. Ja po prostu chcę tego samego co
    rodzice i wychowawcy wymagają od wszystkich od mojej córki też czyli
    zwyczajnego kulturalnego i cywilizowanego podejścia do innych ludzi.
    Nie wiem czemu ja mogę wytłumaczyć córce, że nie wolno lekceważąco
    wypowiadać się o nauczycielce i koleżankach bezlitośnie
    popełniających podstawowe błędy na angielskim a inny rodzic nie może
    sam z siebie zwrócić uwagi swojemu dziecku, żeby nie dokuczało
    koleżance z powodu jej wolniejszego chodzenia? To przecież
    oczywiste. Odpukać kochane mamy ale na razie jest lepiej, od
    tygodnia nie było żadnego płaczu a świetlica jest coraz bardziej
    lubiana przez małą. W zeszłym roku nikomu nie mieściło się w głowie,
    żeby przyjąć do niej niepełnosprawne dziecko. Serdecnie pozdr.
  • guderka 26.09.07, 07:46
    igge-to chyba nie kwestia argumentów ale podejscia do wychowania. a
    wychowanie zależy od :rodzaju niepełnosprawności dziecka, naszych
    doświadczeń z ludźmi w tym względzie, tego jak my zostaliśmy
    wychowani przez naszych rodziców, środowiska w jakim się obracamy.
    Ty np. napisałaś (kiedyś) że twoja córka nie doświadcza przykrych
    sytuacji bo ciagle jest z tobą. A moja odkąd skonczyła 6lat CAŁY
    dzien jest sama na dworze (przy sprzyjającej aurze)-i przychodzi
    tylko na jedzenie i tylko na siku. W ogóle dość szybko poszła w
    dziki świat beze mnie -najpierw żłobek, potem gdy miała 4,5 roku
    prywatne przedszkole, potem zerówka i teraz szkoła. Mamy zatem inne
    doświadczenia związane z ludźmi i równieśnikami. Moje doświadczenia
    pokazują że problemy trzeba ukręcac przy samej doopie. że trzeba
    zaspokoic ludzką ciekawość w zakresie inności dziecka bo wtedy nie
    powstaje masa niepotrzebnych pytan, domysłów, plotek


    piszesz : Generalnie zasada bycia miłym dla kolegów
    > obowiązuje zawsze i to jest elementarna rzecz, którą dziecko
    > przyswaja w domu i w szkole też

    genralnie. a w życiu to utopia. bo nawet my -dorośli-nie potrafi byc
    zawsze mili chociaz znamy zasady poprawnego zachowania się. Dzieci-
    były, są i będą: ciekawe, złośliwe, okrutne. Prawda jest taka że
    zawsze bedzie wybierana ofiara w klasie i zawsze bedzie jej
    przywódca. Miedzy innymi umiejteność radzenia sobie z takimi
    złośliwości o tym decyduje. I przywódcą klasowym nie bedzie ten
    który jest zawsze miły. Za to ten zawsze miły ma szanse byc ofiarą.
    Wiem co mówię-bo jak pisałam-przeszłyśmy niezłą szkołe przez te
    wszystkie lata przedszkoli,zerówki, podwórka-na którym przewineła
    sie masa dzieciaków.

    Ja po prostu chcę tego samego co
    > rodzice i wychowawcy wymagają od wszystkich od mojej córki też
    czyli
    > zwyczajnego kulturalnego i cywilizowanego podejścia do innych
    ludzi.
    znowu utopia...ty możesz chciec ale zycie to zweryfikuje. szkoła do
    której chodzi twoja córka to nie szkoła dla wybrańców którzy mają
    odpowiednie cechy charakteru i status społęczny ale zbieranina
    różnych środowisk. I są tacy którzy wychowują dzieci w świetle ducha
    cywilizacji i kultury i są tacy którzy w ogole nie wychowują.łatwo
    odróżnic jedne dzieci od drugich

    > Nie wiem czemu ja mogę wytłumaczyć córce, że nie wolno lekceważąco
    > wypowiadać się o nauczycielce i koleżankach bezlitośnie
    > popełniających podstawowe błędy na angielskim a inny rodzic nie
    może
    > sam z siebie zwrócić uwagi swojemu dziecku, żeby nie dokuczało
    > koleżance z powodu jej wolniejszego chodzenia?

    wolno lekceważąco sie wypowiadac, wolno krytykowac , wolno ganic.
    taki jest świat. nie unikniesz podstawowych praw. jesli ktos robi
    coś niewłaściwie musi byc gotowy na to, ze zostanie skytykowany. Czy
    ty sama nigdy nikogo nie krytykujesz? Nie mówisz z noszalancja i
    lecewazeniem? Ludzmi jestesmy a nic co ludzkie,...Nikt nie jest
    idealem więc nie powinno sie uczyc dziecka życia w idealnym świecie
    bo ten taki nie jest.

    Odpukać kochane mamy ale na razie jest lepiej, od
    > tygodnia nie było żadnego płaczu a świetlica jest coraz bardziej
    > lubiana przez małą. W zeszłym roku nikomu nie mieściło się w
    głowie,
    > żeby przyjąć do niej niepełnosprawne dziecko. Serdecnie pozdr
    Bardzo dobrze wink pomalutku az do skutku smile

    --
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,guderianka.html

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.