Dodaj do ulubionych

diecko przestymulowane

09.12.07, 12:59
witam1 może mi coś poradzicie. Jestem logopedą i pedagogiem specjalnym,
pracuję długo. W ramach usług specjalistycznych, prowadzę terapię 3- letniego
Wojtka. Chłopczyk jest głęboko upośledzony ma 80% mózgu w zaniku, jest
śliczny, bardzo dużo umie, mówi parę słów, nie siedzi, nie trzyma
głowy.problemem są rodzice jeżdżą do 3 ośrodków naraz, ćwiczą vojtą, bobatami
naraz,Wojtek ma zajęcia od rana od 8 do13 30.Czasem płacze, zasypia na moich
zajęciach. Jak z nimi rozmawiać, że to za dużo, na delikatne sugestie nie
reagują albo są agresywni.
Edytor zaawansowany
  • guderianka 09.12.07, 18:27
    co to znaczy że są agresywni ?
    --
    "Istoty ludzkie spędzają życie w labiryntach. Kiedy wychodzą i nie
    mogą znaleźć nowego labiryntu, budują go. Czy to jest pasja
    poddawania się próbom" ?
  • dorka1971 09.12.07, 19:26
    To rodzice,którzy są przekonani,że robią dobrze.Szkoda tylko,że kosztem
    dziecka.Każda z nas matek,gdy widzi chociaż minimalną poprawę u dziecka,nabiera
    wiary,że będzie lepiej.Tylko to nie zawsze jest prawda.Rehabilitacja jest bardzo
    męcząca dla niepełnosprawnego dziecka i masz rację ,że rodzice wyraźnie
    przesadzają .Może nie do końca mają świadomość na co cierpi ich dziecko i jakie
    są tego następstwa.Może wierzą ,że będzie zdrowy jak będą dużo ćwiczyć?Nie wiem
    czy dziecko podlega pod jakiś ośrodek,ponieważ jest tam określony harmonogram i
    dzieci ćwiczą góra 2 godziny ,a i tak mają dość i zasypiają.Przydała by się
    dyskretna rozmowa z psychologiem ,ale jak to zrobić?
  • izabela966 12.12.07, 16:30
    dziękuję za odpowiedz. Wojtuś chodzi do nas do ośrodka, gdzie ma zajęcia ze mną
    czyli neurologopedą, z pedagogiem i rehabilitację. W drugim ośrodku oddalonym od
    miejsca zamieszkania o 34km w te same dni ma zajęcia z
    psychologiem,rehabilitację inną metodą. Jeszcze jeździ na
    do trzeciego ośrodka na vojtę. Wszyscy rozmawiamy z rodzicami nawet Pani
    kierownik, że dziecko ma za dużo zajęć. Nic to nie daje. Mały jak na swoje
    uszkodzenia rozwija się świetnie, dużo umie ale rodzice go nie chwalą , bo ich
    takie umiejętności nie interesują. szkoda nam Wojtusia
  • salomea385 12.12.07, 18:56
    Witaj!Postanowiłam odpowiedzieć na Twój post,chociaż zdaję sobie
    sprawę z tego,że moja wypowiedż moze wzbudzić ogromny protest ze
    strony innych mam.Po pierwsze nie wydaje mi się,żeby Wojtuś
    był "przestymulowany".Napisałaś,że jak na swoje możliwości rozwija
    się bardzo dobrze,więc wydaje mi się,że nie pracuje za dużo.Nie
    robiłby takich postępów,gdyby ćwiczenia przekraczały jego
    możliwości.Pewnie,że jest zmęczony-ale wg mnie to i tak mała cena
    jaką płaci za nabywanie nowych umiejętności.Po drugie-wg mnie nie
    powinniście zwracać uwagi rodzicom,że męczą tak bardzo
    małego.Ryzykujecie tym,że nie będą robić nic.Są takie typy
    ludzi,którzy albo robią wszystko i jeszcze trochę,albo nie robią
    zupełnie nic.A dla Wojtusia układ taki,jaki jest,jest zdecydowanie
    korzystny.Wg mnie jedyną poważną sprawą w tym wszystkim jest to,że
    rodzice Wojtusia go nie chwalą.Ja jestem osobą dość otwartą,więc
    powiedziałabym im wprost,że brak pochwał po prostu może spowalniać
    jego rozwój.Może to ich przekona.
    Chcę zaznaczyć,że pisząc ten list kierowałam się tylko
    informacjami,które były podane w Twoim poście.Mogę się mylić w
    ocenie sytuacji-przecież nie znam Wojtusia i jego rodziny.Z drugiej
    jednak strony jestem matką 13-letniego chłopca,o którym powiedziano
    8 lat temy,że "nie powinnam go męczyć nauką","bo to cud ,że wogóle
    mówi".A mówi-obecnie nawet specjaliści w pierwszej chwili nie mogą
    dopatrzeć się upośledzenia umysłowego,które tak naprawdę jest
    umiarkowane(w dolnej granicy normy).A to,ile to wymagało pracy,to
    lepiej nie mówić.Łzy,walka,szamotanie,gehenna.I ogromna satysfakcja
    z tego,co udało nam się osiągnąć.Uważam,że było warto-pomimo
    ciągłych uwag specjalistów,że to dla mojego syna za dużo,że jest
    zmęczony ,przepracowany.
    Pozdrawiam serdecznie Ciebie , Wojtusia i jego rodzinę.
    Anka
  • guderka 12.12.07, 19:33
    nie znam sytuacji, nie wiem ile pracy rodzice wkładają w
    rehabilitację (w godzinach)-ale mam podobne zdanie do salomei.
    Uwierz-znam "przypadki" gdy dziecko ma o wiele więcej zajęć i wtedy
    faktycznie można mówić o przestymulowaniu
    Wydaje mi się-przynajmniej tak powinno być- że specjaliści wiedzą,
    jakie zabiegi i zadania dziecko wykonuje z innych specjalistom.
    Dlatego nie sądzę , że mając taką wiedzę celowo i świadomie
    dopuszczali by do "przemęczenia"

    Jeszcze podam Ci przykład mojej córki. W sanatorium podczas 3
    tygodni zabiegów- bardzo intenstywnych i męczących, róznego rodzaju+
    spacerów po kilka kilometrów dziennie (dziecko praktycznie nie
    chodzące tyle chodziło !) -córce wyraźnie poprawił się chód. Po
    powrocie do domu i zmianie trybu zycia, uspokojeniu córka ..leżała.
    Dziecko które zaczęło biegac nagle padło, nogi uginały się pod nią,
    nie umiała chodzić, musieliśmy kupić jej kule żeby mogła poruszac
    się inaczej niż na czworakach. Wiesz co sprawiło,że na nowo staneła
    na własnych nogach? AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA I MOCNE STYMULOWANIE
    chcę przez to powiedzieć, że chłopiec mógłby doznać regresu w
    rozwoju gdyby zmniejszono mu liczbę zajęć
    --
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,guderianka.html
  • gofer73 12.12.07, 19:55
    Słuchajcie ale to że dziecko zasypia na zajęciach coś oznacza.
    Granica pomiędzy uzyskaniem wyników a przemęczeniem dziecka jest
    bardzo cienka. Wiemy to po sobie, że takie same ba nawet lepsze
    wyniki uzyskujemy nie przemęczając Szymona. I są takie dni kiedy
    czasem zbiegnie mu się rehabiliacja z zajęciami wczesnego
    wspomagania rozwoju i wtedy jest cięzko dokończyć przynajmniej jedno
    z nich bo Szymek ewidentnie protestuje i nie chce współpracować.
    Kiedyś ćwiczyliśmy 3x dziennie i robilismy tysiace innych rzeczy.
    teraz ćwiczymy raz i efekty mamy lepsze.
    Bo takie zajęcia potrafią zmęczyć malucha - jest mniejszy i dużo
    słabszy od nas.
    Mniej zmęczony może mieć jeszcze lepsze efekty.
    --
    Gofer Mama Maksia (ur 01.05.00) i Precla Szymka (30.10.05)
    Blog o Preclu
  • dorka1971 12.12.07, 20:04
    Nie chodzi tutaj o obrażanie się itp.Każda z nas ma inne doświadczenia i widać
    jak różne są nasze dzieci.Moja córka jest w ciężkim stanie i nawet kilka minut
    pracy z nią są bardzo wykańczające.Jednak jeśli faktycznie dziecko jest
    przestymulowane to też może dojść do zatrzymania rozwoju .Dziecko się zniechęci
    i wtedy skutki są inne do przewidywanych.Wszystkie walczymy o to samo i wiem ,że
    gdyby nie własna determinacja nic byśmy nie zdziałały,ale musimy też wyłapać to
    co dla naszych pociech najlepsze.Skrzywdził ich los i jak jeszcze nie mają
    chociaż namiastki dzieciństwa to podwójna tragedia.Każdy by chciał mieć dzieci
    doskonałe.Jednak dla rodziców ,którzy akceptują swoje dziecko tylko dlatego ,że
    ono jest, znajdą w nim doskonałość.Inną ,ale niepowtarzalną.Oczywiście też
    ubolewam nad tym,że Wojtusia nikt nie chwali ,co na pewno nie ułatwia mu
    przejścia przez te wszystkie zestawy ćwiczeń.Tu współczuję rodzicom,bo nie
    wiedzą jakiego mają wspaniałego syna i dla kogo on to wszystko znosi ?
  • guderianka 12.12.07, 22:02
    no ale tak sobie myślę nad tym co gofer napisała...przeciez gdyby
    dziecko było przemęczone nie rozwijało by się, nie miałoby efektów
    pracy nad nim. Może to godziny zajęć są źle dobrane a nie ich ilość?
    --
    "Istoty ludzkie spędzają życie w labiryntach. Kiedy wychodzą i nie
    mogą znaleźć nowego labiryntu, budują go. Czy to jest pasja
    poddawania się próbom" ?
  • gofer73 12.12.07, 22:26
    chciałam jeszcze zauważyć że jest róznica pomiędzy przemęczeniem
    permanentnym a chwilowym wynikającym ze źle dobranych godzin zajęć.
    Z jakim mamy do czynienia w tym konkretnym przypaku? Nie mam
    pojęcia....
    --
    Gofer Mama Maksia (ur 01.05.00) i Precla Szymka (30.10.05)
    Blog o Preclu
  • mamaronja 13.12.07, 14:45
    Nie rozumiem, nad czym się zastanawiacie - Mały zasypia podczas
    zajęć !!!! A czy te intensywne zajęcia wrócą mu zdrowie ? Nie !
    SŁUŻĄ TYLKO ZASPOKOJENIU POCZUCIA OBOWIĄZKU RODZICÓW !!! Tylko, że
    potem powstają rózne traumy i depresje gdy taka mama i tata po tych
    setkach godzin ćwiczyń nie widzą upragnionego przez siebie efektu
    (nie wiem, czego ci rodzice oczekują od dziecka z 80 % uszkodzeniem
    mózgu - że zatańczy w "Jeziorze Łabedzim", albo skoordynuje załogową
    wyprawę na Marsa ??? Wariaci po prostu, męczą dziecko.
    Wiem, co mówię, bo moją mocno uposledzoną córkę przez rok podobnie
    męczyliśmy.
    Normalnie bym im do rozumu przemówiła.
    Ech, wkurzam się strasznie na takich !
  • salomea385 14.12.07, 07:08
    Rehabilitacja dziecka niepełnosprawnego NIE JEST ZASPOKOJENIEM
    POCZUCIA OBOWIĄZKU RODZICÓW.To jest po prostu NASZ OBOWIĄZEK
    WZGLĘDEM WLASNEGO DZIECKA.Zrobiło mi się bardzo przykro,kiedy
    przeczytałam w Twoim poście,że wkurzasz się na takich
    rodziców.Dlaczego???!!!Mój syn podczas ćwiczeń
    płakał,krzyczał,zasypiał,miewał ataki epi,kopał mnie,zrzucił na
    siebie całą meblościankę(!).Jego stan określano jako "upośledzenie
    głebokie"-to mówili ci sympatyczniejsi specjaliści,lub "zupełnie
    nierokujący".NIGDY NIE WIESZ,CO MOŻE OSIĄGNĄĆ TAKI MAŁY CZŁOWIEK!!!
    Piszesz,że Twoja Córeczka jest mocno upośledzona,a czy naprawdę masz
    pewność,że Jej osiągnięcia będą tylko osiągnięciami dziecka
    upośledzonego w mocnym stopniu?Nie możesz tego wiedzieć.I nie
    dowiesz się,jeśli nie będziesz z Nią pracować-maksymalnie!Zarzekam
    się od razu,że wcale nie chcę w tym momencie insynuować,że Ty z Nię
    nie pracujesz-napewno to robisz.Chcę Ci tylko powiedzieć,że pisanie
    o takich rodzicach,jak ja,Elmalina-że zaspokajamy tylko własne
    poczucie obowiązku,może być dla nich bardzo krzywdzące i
    niesprawiedliwe.Robimy to dla własnych dzieci.Ja miałam to
    szczęście,że nie uwierzyłam specjalistom,że mój syn
    jest "nierokujący".Obecnie niewiele osób jest w stanie "wyłapać"
    jego niepełnosprawność,choć jego orzeczenie mówi o umiarkowanym
    stopniu upośledzenia.A osiągnęłam to właśnie taką pracą,jaką Ty
    krytykujesz-jeżdżeniem do przysłowiowych"trzech ośrodków
    naraz"i "męczeniem dziecka".Tak naprawdę pierwsze efekty tej pracy
    przyszły dopiero po około dwóch latach.Najważniejsze,to się nie
    poddać-bo naprawdę jest o co walczyć!
  • guderianka 14.12.07, 09:08
    mamaronja ma rację -niestety. zgadzam sie odnośnie ZASPOKOJENIA
    POCZUCIA OBOWIĄZKU RODZICÓW. Przeciez nie napisała nic zlego.
    Rodzice często - co nie znaczy że zawsze- uwazają , że jedyne co
    mogą dla dziecka zrobić to rehabilitowac. Bo przecież skoro
    niepełnosprawne to usprawniać trzeba. Zdarzają się jednak sytuację,
    gdy dziecku nic nie pomaga a już na pewno nie intensywna
    rehabilitacja. Przecież tak wiele zależy od rodzaju schorzenia i
    innych indywidualnych czynników. Każda z nas mierzy swoją miarą ale
    nie zapominajmy-że są różne dzieci, różne sytuacje i różni rodzice
    Myslę, że ważne jest jedno. Rodzice często nie mają pomocy
    psychologa i terapeuty, który potrafiłby ich ukierunkowac i wyjasnic
    pewne sytuacje, który wytłumaczyłby zachodzące w nich samych
    procesy , wyjasnił emocje tak skrajne jak nienawiść do dziecka,
    niechęć życia, załamanie,bunt, wyrzuty sumienia itp
    --
    "Istoty ludzkie spędzają życie w labiryntach. Kiedy wychodzą i nie
    mogą znaleźć nowego labiryntu, budują go. Czy to jest pasja
    poddawania się próbom" ?
  • izabela966 14.12.07, 17:55
    dziękuję za rady.Wczoraj Wojtek był z nami na teatrzyku bardzo mu się podobało,
    patrzył cały zachwycony, nic mu nie było troszeczkę kaszle od 2 tyg nie ma ani
    kataru ani zmiany zachowania. W andrzejki też był na zabawie, taki był
    zadowolony. A dzisiaj była nasza ośrodkowa wigilia, zapraszaliśmy już tydzień
    temu rodziców, tłumacząc, że to są nowe bodźce dla mózgu.Wczoraj normalnie
    umawialiśmy się na dzisiaj , o ósmej rano telefon do szefowej, że nie będą na
    zajęciach Wojtek chory. Nie wiem czy to wykręt, szkoda, że nie byli z nami na
    wigili jak wszyscy.
  • elmalina 13.12.07, 20:51
    Witaj! Jestem mamą, która też korzysta "z trzech ośrodków naraz".
    I również na sugestie niektórych specjalistów robię się agresywna.
    Uważam, że jeżeli z dzieckiem pracują specjaliści, to niepowinni mu
    zaszkodzić.


  • salomea385 14.12.07, 07:12
    Elmalinko,chciałam Ci tylko podziękować za Twój list!Zrobiło mi się
    o wiele lepiej,jak przeczytałam,że nie jestem osamotniona w swoich
    poglądach.Pozdrawiam cieplutko!
  • mamaronja 14.12.07, 09:13
    Bogatsza o własne doświadczenia wiem, że dla mojej Zośki
    najwazniejszy jest spokój, pobyt w domu z rodzicami. Może to
    dlatego, że gdy ją tak intensywnie usprawnialiśmy miała zaledwie
    roczek ? Wiem, jak się poprawiła psychicznie, fizycznie a przede
    wszystkim intelektualnie gdy przystopowaliśmy. Po prostu każde
    dziecko jest inne.
    No cóż, po prostu się nie zgadzamy.
    I po to jest to forum.
    Bardzo serdecznie Was pozdrawiam ! Serio !
  • piesfafik 14.12.07, 20:29
    Pamietam podobna dyskusje z jednego z forum w stanach. Ktos tam
    slusznie zauwazyl ze wazne jest nie tylko to co dziecko robi w
    czasie terapii, ale to czego nie robi jezeli terapia wypelnia cale
    zycie dziecka. Takie zajecia jak zabawa, przytulanie sie do mamy czy
    zwyczajny sen sa potrzebne dla normalnego rozwoju dziecka i chyba
    warto o tym pamietac i zostawic na to czas nawet przy intensywnej
    terapii. Mysle ze dziecko jest przede wszystkim po prostu dzieckiem -
    kochanym i przynoszacym radosc rodzicom , a dopiero potem
    niepelnosprawnym ktory potrzebuje intensywnej rehabilitacji. Mysle
    ze da sie to pogodzic a rodziece na ogol wiedza jak. Tyle ze to jest
    pewnie trudniejsze jezeli korzysta sie z pomocy kilku roznych
    specjalistow. Czesto wtedy kazdy mysli o swojej dzielce a
    niekoniecznie o rozwoju osobowosci dziecka. Dziecko w tym wieku
    uczy sie nie tylko chodzic i myslec ale i kochac.
  • verdana 15.12.07, 17:30
    Nie powinnam tu pisać, bo moje dzieci są zdrowe - za wyjątkiem
    ciężkiej dysortografii, która w kontekście schorzeń Waszych dzieci
    na pewno nie jest powaznym schorzeniem.
    Mam wrazenie, ze tu piszecie o dwóch różnych sprawach. Warto stanąć
    na głowie i nawet męczyć dziecko, o ile jest cień szansy, ze będą
    tego efekty, umożliwiające dziecku późniejsze, lepsze zycie. Ale
    niektórych wypadkach mozliwość osiągnięcia minimalnej poprawy nie
    jest warta ckyba zmarnowania dziecku i tak trudnego dzieciństwa.
    Piszę to, bo mioją uczennicą była dziewczyna upośledzona umysłowo,
    ktorej matka powiedziała, ze "zrobi wszystko", aby córka rozwijała
    się jak najlepiej i skończyła szkołę. Dziewczyna miała bezustanne
    zajęcia ze wszystkimi mozliwymi nauczycielami. Nawet wycieczki z
    matką w niedzielę były "dydaktyczne" - musiała potem pisać z nich
    sprawozdanie.
    Udało się? Czy nie? Dziewczyna skończła zwykłą podstawówkę, liceum
    zawodowe (po znajomosci, prywatne), teraz od pięciu lat zdaje
    maturę.
    W życiu nie widziałam bardziej nieszczęśliwej osoby. To dziecko (już
    kobieta własciwie) nie uśmiecha się nigdy!!!, zawsze jest smutne,
    przygaszone. I myslę sobie - gdyby była trochę gorzej rozwinięta, a
    skończyła szkołę specjalną, a za to byla choć trochę szczęśliwa,
    miała choć parę dni beztroskiego dzieciństwa - czy nie byłoby jej
    lepiej?
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • gorgona_1 15.12.07, 18:49
    Dlaczego nie powinnaś tu pisać - jeżeli Cię te sprawy interesują,
    jeżeli chcesz porozmawiać z nami, będzie nam (a w każdym razie mi)
    bardzo miło.

    Piszesz:
    Warto stanąć
    > na głowie i nawet męczyć dziecko, o ile jest cień szansy, ze będą
    > tego efekty, umożliwiające dziecku późniejsze, lepsze zycie. Ale
    > niektórych wypadkach mozliwość osiągnięcia minimalnej poprawy nie
    > jest warta chyba zmarnowania dziecku i tak trudnego dzieciństwa.

    A jak to rozróżnić?
    Decyzje w tych sprawach podejmują rodzice, korzystając z porad
    mnóstwa specjalistów. Nie ma nikogo, kto kompleksowo kieruje
    leczeniem i rehabilitacją dziecka, kto chociaż odpowiedzialnie
    doradzi co warto robić, a czego nie. Rodzice muszą rozwiązywać co
    chwilę równanie z wieloma niewiadomymi, bo sytuacja się zmienia, a
    trzeba brać pod uwagę także potrzeby innych członków rodziny.
    Sprawy nie ułatwia świadomość, że dobrego rozwiązania właściwie nie
    ma i że na 100% coś się nie udasmile Bo dziecko (zwykle)sprawne nie
    będzie. Bo do końca nie wiadomo, co właściwie można (można było)
    osiągnąć - w jaki sposób i jakim kosztem. Bo zawsze można mieć
    wyrzuty sumienia, że się coś zaniedbało, z czymś przesadziło, a o
    czymś w ogóle nie pomyślało.

    Myślę, że to co piszesz o swojej uczennicy wynika z troski, a nie z
    chęci oceniania jej matki.
    Ale gdyby tę dziewczynę posłano do szkoły specjalnej mogłaby być
    równie smutna, bo jej nastroje mogą nie być skutkiem nadmiernych
    wymagań stawianych przez matkę.
    A ktoś inny mógłby wtedy powiedzieć, że dziewczyna mogła skończyć
    normalną szkołę, ale mamie się nie chciałosmile

  • piesfafik 15.12.07, 20:29
    Sytuacja rodzica dziecka niepelnosprawnego nie jest latwa. Z jednej
    strony musismy walczyc ile sil o zdrowie dziecka. Z drugiej, w
    pewnym momencie musimy te niepelnosprawnosc zaakceptowac czy nawet
    polubic, bo w jakis sposob jest czescia naszego dziecka a ono nie
    widzi granicy miedzy soba a niepelnosprawnoscia. Dziecko chce byc
    akceptowane takie jakie jest, a nie poprawione.
    To nie o to chodzi ze nawet drobna poprawa nie jest warta walki bo
    czesto jest. Ale dziecko nie moze myslec ze ta drobna poprawa to
    warunek maszej milosci i akceptacji.
  • verdana 18.12.07, 19:33
    O, to, to - dokładnie o to chodzi. Wydaje mi się, ze w momencie, gdy dziecko
    zaczyna sie załamywać , choć nawet osiąga drobne sukcesy, warto zacząć
    zastanawiać się - czy warto?
    Wracając choćby do mojej uczennicy - sukcesem było - teoretycznie - skończenie
    liceum. Tylko jest to wyłącznie sukces matki, bo dla dziewczyny nic z tego nie
    wynika, i tak pracy nie znajdzie, prędzej dostałaby ja jako osoba
    niepełnosprawna, niż jako upośledzona umysłowo osoba ze średnim wykształceniem...
    Piszę tak, bo mnie samej udalo się starannie zmarnować dzieciństwo dziecku z
    drobną dolegliwoscią - dysleksją. Uznałam, ze sukces to dziecko piszace
    poprawnie, chocby totalnie sfrustrowane i nieszczęśliwe.
    To nie był dobry pomysł, i to nie byłby sukces.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • guderianka 18.12.07, 20:11
    Brakuje w Polsce poradnictwa z zakresu psychologii i może nawet
    psychiatrii dla Rodziców, którzy często nie potrafią nazwać swych
    emocji i odnaleźć sie w niepełnosprawnosci sad
    --
    "Istoty ludzkie spędzają życie w labiryntach. Kiedy wychodzą i nie
    mogą znaleźć nowego labiryntu, budują go. Czy to jest pasja
    poddawania się próbom" ?
  • gorgona_1 18.12.07, 20:29
    To na pewno nie był sukces dziewczyny, ale czy to był sukces matki?
    Wyobrażacie sobie konsternację słuchaczy, gdy mówi na imieninach, że
    córka właśnie za szóstym podejściem zdała maturę?

    Myślę, że kiedy ma się dziecko upośledzone umysłowo, sukcesem jest w
    miarę sensowne i dobre funkcjonowanie z tym dzieckiem, a nie tylko
    wokół niego. Życie z nim a nie jego życiem.
  • izabela966 19.12.07, 18:54
    Pisałam o Wojtku na wigilii, tylko źle umieściłam post. Dziecko trzeba
    rehabilitować,stymulować.Ale tak myślę,powinna to być wspólna walka rodziców
    ,terapeutów.Ale każde dziecko ma prawo do dzieciństwa, bycia dzieckiem.Chce się
    bawić z rodzicami. Nie wszyscy specjaliści i ośrodki są chętne do współpracy z
    inną placówką, ujawnia swoich metod terapii.
    U nas współpracujemy między sobą, mamy jeden plan pracy.Ale mamy super szefową,
    kontaktujemy się z innymi placówkami,które wyrażają wolę współpracy nie wszyscy
    chcą a może rodzice korzystając z kilku placówek , nalegaliby na to aby był
    między nimi kontakt, konsultacje.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka