Znajomy sprzedawca kamieni powiedział mi, że być może
> kamień nie był dostatecznie rozładowywany i po prostu przyjął za
> dużo energii.
bardzo możliwe, że pękł właśnie od tego.
mnie też się zdarzyło, że mi kamień pękł. był to bursztyn, pękł mi
na pół, nie wiem dlaczego. już go takiego wyciągnęłam z szuflady. na
jakiś czas zapomniałam o jego istnieniu i dosyć długo leżał
nieruszany w tej szufladzie. nie wiem nawet, czy go oczyszczałam i
energetyzowałam w tym czasie.
co do pękania. jeszcze jedna historia z mojego życia, tym razem z
ametystami w roli głównej, chociaż to nie one pękały. końcem
podstawówki chodziłam z chłopakiem i był właśnie dzień, kiedy
mieliśmy się spotkać. on jakiś czas wcześniej podarował mi
buteleczkę z małymi ametystami, taką w postaci wisiora do noszenia.
nosiłam ją na szyi, nie przypominam sobie, żebym nią w coś uderzyła
ani żeby była pęknięta. i tego dna pochyliłam się nad łóżkiem i w
tym momencie butelkę dosłownie rozsadziło, wszystkie ametysty
wysypały się na podłogę. oszukałam się ich, bo małe były, a dywan
gęsty dosyć. pozbierałam i myślałam, żeby do jakiejś innej
buteleczki wsypać. ale wcześniej poszłam na spotkanie. spotkanie, na
którym się dowiedziałam, że on już nie jest chętny na dalszą
znajomość. wróciłam do domu, stwierdziłam, że ta pęknięta butelka to
był znak, kamieni nie ma sensu trzymać i oddałam je ziemi.