23.01.16, 13:35
Moglbym w ramach tej samej firmy, przeniesc sie do biura w ....... Singapurze (min rok), no i mam dylemat, czy mi sie chce w takie miejsce tarabanic, na razie siedze i intensywnie mysle, zwlaszcza jakbym musial spakowac do jakiegos schowka moje plyty z muzyka, to byloby wyczerpujace ;D

Z drugiej strony, tam maja fajna kuchnie, i cos by ,mozna pozwiedzac w okolicy, ale tutaj tez mam wygodnie, wszystko pod nosem, hmmm....
Edytor zaawansowany
  • elissa2 23.01.16, 21:39
    Ale mógłbyś potem wrócić na stare śmieci? Jeśli tak, to jechałabym na Twoim miejscu. Rok, dwa (lub ile tam byś wytrzymał) pobytu na takich zasadach to może być wspaniała sprawa. No i ta kuchnia... I okoliczności przyrody... (Gorzej z temperaturami bo Ty chyba raczej nie trawisz takiego ciepełka.)
    Tylko się upewnij jak wyglądają tam warunki pracy. Tzn czy aby nie ma tam tempa w japońskim stylu.
  • jan_stereo 24.01.16, 01:03
    No moglbym wrocic, zdaje sie ze tam pracuja dosc dlugie godziny, wiec pozostaja jedynie weekendy w ramach czasu wolnego, zapewne. Tam panuje wysoka wilgosc i to ona wydaje sie daje we znaki i jeszcze jakies kary za sluchanie obscenicznych piosenek lub przeszkadzanie innym, mozna niechcacy nawet podpasc, bardzo surowe prawo ;'))
  • elissa2 24.01.16, 20:42
    A tak, surowy muzułmański system prawny, szariat.

    Faktycznie spora zagwozdka. Z jednej strony kusząca możliwość, a z drugiej dużo minusów.
    Najlepiej by było gdybyś mógł najpierw pojechać tam służbowo na kilka tygodni, na rekonesans.
  • jan_stereo 24.01.16, 21:10
    Jak pojade do Singapuru to mi przepadnie wyjazd za kolo arktyczne na koniec maja, bo sie wybieram na norweskie Lofoty, to mi pomaga w decyzji w duzym stopniu ;'))

    Moze jeszcze sie trafi taka opcja, a jak nie to nie ;')
  • krytyk2 25.01.16, 18:56
    Być może spotkasz się z moim synem ,który na Lofotach prowadzi calymi okresami hotelik smile

    --
    uprawiasz intelektualne disco polo. od dawna /by rzeka.suf/
  • jan_stereo 25.01.16, 19:50
    Niezle, to bardzo ciekawe. Nocuje w miejscowosci zwanej Fredwang, a motelik sie nazywa Milas House, w bardzo uroczej okolicy ;'))
  • krytyk2 25.01.16, 20:47
    Jeśli dobrze pamiętam syn prowadzi hotel w Reine ,nad piękną zatoką,jest to chyba ostatnia wyspa na południe w archipelagu Lofotów.w czasie ostatniego pobytu wybrał się ze swoja dziwczyna na nocny wypad motorówką na jakąś bezludna wysepke ,gdzies o drugiej w nocy w połowie drogi do wysepki wypłynęły obok nich dwie olbrzymie orki,na wyciagniecie ręki,byli posrani ze strachu i adrenaliny wink

    --
    uprawiasz intelektualne disco polo. od dawna /by rzeka.suf/
  • jan_stereo 25.01.16, 20:58
    No ja sie wlasnie na Reine udaje, ale ten hotelik we Fredvang wydal mi sie byc polozony duzo ciekawiej, a ze samochodem to sie wiele nie zastanawialem. Dobrze, ze sie nie udal syn jeszcze dalej na polnoc, jakby mu niedzwiadki polarne wyszly to dopiero mialby emocje ;')
  • elissa2 25.01.16, 23:17
    A już miałam zapytać 'czy wybierasz się statkiem wzdłuż wybrzeża?'.
    Ale skoro czytam o samochodzie to chyba nie statkiem.
    Będziesz jechał samochodem przez całą Norwegię (ciężko się jedzie, i strasznie długo, przez Szwecję do Kiruny o wiele lepiej)?
    Może jeszcze się załapiesz tam na północy na zorzę polarną...
  • jan_stereo 25.01.16, 23:30
    Lece do Trondheim, a potem sie chwile jedzie do Mo i Rana (fajna okolica), a nastepnego dnia na prom.
  • jan_stereo 25.01.16, 23:32
    Rok temu lecialem do Bergen a z tamtad samochodem do Alesund. Jazda dluga, ale jakie widoki po drodze, wlasnie sama podroz najciekawsza byla.
  • jan_stereo 25.01.16, 23:35
    A do Kiruny nie ma bezposrednich lotow z UK i ceny sa przez to kismiczne.
  • jan_stereo 25.01.16, 23:59
    Jeszcze dodam, ze tam od srodkowej czesci Norwegii w gore jedzie sie dosc sprawnie, z Trondheim do Bodo (gdzie jest prom na Lofoty), to calej jazdy 9h, ale jak sie jedzie z noclegiem ( w pierwszy dzien tylko 2/3 tej trasy), to nawet nie czuc bedzie. Co innego kiedy sie z Bergen przeprawialem do Alesund, co chwila trzeba byla na prom polowac, a to wlasnie ten element glownie wydluzal czas jazdy, jak i dosc spore ograniczenie predkosci na drogach, nie ma zadnych autostrad wink) Koniec maja i poczatek czerwca to juz praktycznie 23 godzinny dzien bedzie i biale noce, mozna zatem zmaksymalizowac wydajnosc pobytu (z gor se wrocic o polnocy) i odespac po powrocie ;D

  • elissa2 26.01.16, 00:53
    Aaaa, to znaczy, że polecisz do Trondheim i tam wynajmiesz samochód? Myślałam, że będziesz jechał przez całą Norwegię (do tego samochodem z kierownicą po niewłaściwej stronie smile choć tam to akurat chyba aż tak dużego znaczenia nie ma).
    My tak jechaliśmy (w 2005) z Ystad do Oslo (to 'piorunem) i potem do Trondheim (ten odcinek był ciężki bardzo) i dalej Mo i Rana, Narvik i na Kirunę i do Jokkmokk, który był jednym z głównych celów. Kolejne 'wyprawy' miały być właśnie na Lofoty, ale promem do Szwecji (albo do Ystad albo z Trójmiasta do Stockholmu) i przez Szwecję na Kirunę i stamtąd kierunek Lofty a jeszcze inna wprawa wzdłuż wybrzeża, Stavanger(?)-Bergen-Trondheim, ale nie wypaliło, niestety.
    Znowu realizujesz moje marzenie. smile
    Czy znowu 'doczekam' się relacji, tak jak ze Skye? smile
  • shachar 15.02.16, 18:25
    Co Ci powiem Janie nie będzie zbyt odkrywcze, i poniewczasie, ale...kiedy się potem myśli o tym wszystkim, to takie znoje jak pakowanie płyt nie mają znaczenia, nie pamięta się o nich. Owszem, są to znoje niebanalne, ale tak jak wspomniałam...Pamięta się za to nowe doświadczenia, nowe smaki, kolory. Rok to nie wyrok, jak mówią.
  • jan_stereo 07.08.16, 07:57
    No i zlamalem sie i siedze od 10dni w Singapurze, ale tak naklamalem w pracy ze jestem tu tylko na miesiąc smile Wszystko drogie ale piwo droższe od zlota..upal, wilgosc i pot, wlasnie siedze na moscie do wyspy Sentosa i sacze piwo w Brewerkz, co zrobic.
  • jan_stereo 07.08.16, 08:00
    A w pracy lubie siedzieć (nawet jesli dluzej niz w UK, nie czuje sie tego wcale), biuro ma 6 osob, jak w domu, slychac ptaki z ulicy i mam najwygodniejsze krzeslo na świecie.
  • elissa2 13.08.16, 20:09
    A to ci nowina!
    Super, że udało ci się na miesiąc, na rekonesans, a potem zobaczysz...
    Powodzenia!
  • shachar 13.08.16, 22:33
    Luuuu, a to ci dopiero! Zdjecia, zdjecia, nadawaj, jak tam, co tam.
    Ja oczywiscie w pracy w sobote , ale zaraz wychodze. Upal niemozebny, zwariowac mozna , singapurski zaiscie.
    W Singapuze bylam raz, nic z tego nie pamietam, bo to bylo chyba ze 25 lat temu, kiedy kamery do robienia filmikow byly wielkosci glazu I kasety do nich wielkosci ksiazki byly. Pamietam ze nie chcialam pojsc z dziewczynami do hotelu Raffles , zamowic herbate jeno I siedziec w kawiarni tamtejszej , podziwiajac wnetrza. Powiedzialam, ze pojde tam, jak mnie bedzie naprawde na to stac. To sie jeszcze nie zdarzylo smile A, mam jeszcze zdjecie z lwem , rzezba wystajaca z wody, czy jakos tak.Wpisz swoją odpowiedź
  • jan_stereo 15.08.16, 07:06
    Wiecie, zdjecia beda jak juz wroce, bo musze na wlasnym komputerze zobaczyc co tam faktycznie wypstrykalem...ten Raffles kilka razy mijalem ale jakos nie wchodzilem, nie ciagnie mnie do budynkow o dziwo tylko do natury (po parkach roznych laze), poza tym, piwo po 55PLN wiec szalenstw nie ma ;'))

    Klimat cieply, za dnia tylko troche mniej goraco niz w Polsce, za to w nocy cieplej, bo temperatura spada moze o 1stopien, wiec klimatyzacja chodzi non-stop, co mnie akurat rozprasza bo halasuje w nocy...

    Samo miasto dziwne o tyle, ze nie slychac zadnych karetek/policji na sygnale, a 5mln tu mieszka, takie chyba maja wytyczne odnosnie ciszy, jedynie kierowcy nawalaja po klaksonach, bo tak jezdza...

    15min spaceru i czlowiek jak po wyjsciu z sauny, no chyba ze mu zalezy na prezencji to idzie ulicami wzdluz centr handlowych (a tych od nasrania), maja takie drzwi otwarte i nawala z nich chlodem, wiec na dobra sprawe mozna uznac ze ulice sa tez klimatyzowane..

    Mialem isc wczoraj do Zoo, ale jak tak szedlem (bo nie chcialem jechac autobusem badz taksowka, a nie wiedzialem jeszcze ze sie pieszo nie da dojsc, bo nie ma finalnie sciezki) przez jakis park, ktory w zasadzie wygladal jak dzungla, to co chwila malpy zwisaly z galezi, albo maszerowaly po sciezce zaciekawione, albo zolwie sie wygrzewaly w sloncu na skraju jeziora, albo jakis zielony waz, o wielkich jaszczurach zwanych Monitorami (monitor lizard, sa 2 odmiany, mniejsza ladowa i wieksza 'przywodna') nie wspominajac..no to tak sobie pomyslalem, to po co ja do tego Zoo ide...i sie wrocilem, a cykady tak nawalaja ze chwilami nic innego sie nie slyszy...

    Jedzenie ichnie mi sie po tygodniu zaczelo nudzic i zapragnalem pizzy ;'))
  • shachar 16.08.16, 01:58
    No widzisz jak fajnie? Małpy na ścieżce i w ogóle.... smile Cieszę się za Ciebie i trochę zazdroszczę, bo ja tu jeno śpiących na kafelkach metra mijam, dziś minęłam rzygającego...
    Pamiętam piąte przez dziesiąte te wyziewy ze sklepów markowych- paski Gucci, torebki Pierducci, wszystko po cenach okazyjnych , bo to jedna wielka strefa wolnocłowa, ale wtedy mimo wszystko nie na moją kieszeń początkującej stewy. Hehe, ile ja się z Magdą M. ochodziłam po sklepiszczach, kiedy ona szukała kamery video, to tylko ja wiem. Oczywiście kupiła takiego grzmota, 10 kilo na plecy, no może przesadzam, ale to było wielkie, nikt by sie teraz nie zgodził na dzwiganie czegos takiego. Ja sama tez nie lepsza, kupiłam jakiegoś robota wieloczynnosciowego kuchennego, bo zapragnęłam "nowoczesności w domu i zagrodzie". Ciągnęłyśmy to potem przez półświatu, a trzeba było jeszcze w Delhi tydzien odsiedzieć, bo lot Delhi-Singapur trwał 3 tygodnie. Jedno z moich najulubieńszych wspomnien, przyznam szczerze. Znoje, Delhi belly, obrzydliwości indyjskie innego sortu , tego już nie pamiętam, zostało mi wspomnienie niebywałej egzotyki w której tak samo wszystko się kręci do przodu, mimo że inaczej niż u nas.

    Tak mnie na wspominki naszło, przepraszam.

    To ile Jasiek tam będziesz? Nie rok, tylko krócej? Bo rok czekać na fotki to trochę długowato.

    Mam poradę odnośnie hałasów-spi się z dwiema poduszkami, jedna pod głowę, druga na głowę, i ręka na to, dociskająca poduchę do uchasmile. Serio, wypróbowana metoda, inaczej już nie potrafię spać. Jeśli za gorąco to podkręć AC do maxa.
  • jan_stereo 16.08.16, 04:25
    Miesiac bede w tym Singapurze ale sie ustawilem na tyle wyjazdow na najblizsze 6tygodni, ze nie wiem kiedy to wszystko przetrawie, taka kumulacja podroznicza...

    Tutaj w zasadzie nic nie jest okazyjne, ceny takie same jak w Londynie na Oxford Street, wiec nawet nie spogladam na zakupy, ktore pewnie by sie nie zmiescily do mojej skromnej walizeczki powrotnej.

    W piatek lece w jakies kolejne egzotyki, tylko na weekend, moze byc ciekawiej niz tutaj ;'))

    Najbardziej wnerwia mnie zajmowanie stolikow przez tubylcow w czasie lunchu, rzuci taka husteczki higieniczne na stolik i zajety, albo portfel poloza i zadowoleni, ida potem na oglad calego pietra z kuchniami regionalnymi, wiec omijam duze centra i chodze w boczne uliczki sie pozywic...
  • elissa2 17.08.16, 22:37
    a co jadasz? smile
  • jan_stereo 18.08.16, 04:07
    Nie wiem co oni tam wrzucaja do jedzenia ;'))

    Z grubsza pochodzi to albo z morza albo jest kurczakiem lub pozostalym miesem, a do tego ryz/makaron i rozne warzywne zakaski w znikowym ilosciach, dla dekoracji. Moze zrobie kilka zdjec. Smaczny byl ryz z suszona ryba oraz surowa ryba z limonka.

    Wiem co pije za to, kokos to kokos. Otwarty podaja, biore slomke i wypijam, a na koniec lyzka zjadam miazsz, albo herbate z mlekiem i imbirem, ciekawe w smaku...
  • jan_stereo 18.08.16, 04:33
    Najistotniejsze w tej kuchni, moim zdaniem, sa bardzo dobrej jakosci przyprawy dodawane (choc nie wszedzie, stad nie zawsze mi smakuje), to one nadaja smak (inaczej nie byloby wiekszej roznicy pomiedzy budka z chinszczyzna w Warszawie) tym potrawom, jak i ladny kolor ;'))
  • elissa2 19.08.16, 09:53
    Mniam, mniam...

    Powiadają, że w Sinapurze jest najlepsza na świecie kuchnia chińska...
    Bo malajska jest chyba strasznie pikantna, co?
  • shachar 18.08.16, 00:35
    I jakie wycieczki masz zaplanowane, chyba nie do Australii? Spojrzałam na mapę, to jest dobre miejsce wypadowe do wielu wycieczek, tylko trzeba przemieszczać się samolotem.

    Ze stolikowcami lepiej sobie radzic we dwoje niz solo, chyba , ale solo też można, jak się uprzeć. Po prostu zrób przedramieniem ruch jak wycieraczką w aucie, a jak ktoś się przyczepi, choć nie sądzę, powiedz, że w Londynie takie obyczaje nie są praktykowane. Jeśli sytuacja się zaogni, zacznij krzyczeć, że jesteś napadany jako obcokrajowiec , chcący tylko zjeść skromny posiłek w miarę szybko i że tubylcy są bardzo nieuprzejmi smile to powinno pomóc .
    Jakoś wątpię abyś zaczął krzyczeć, hehe, ale takim procedurom należy dać odpór. W NY w chusteczke by sie zesmarkano, a jeszcze by dodano 'go fuck yourself' wlascicielowi. No może przesadzam, ale chusteczkowców jakoś nie ma, chyba przyczyna jakaś jest.

  • jan_stereo 18.08.16, 04:34
    Z wycieczek sie wytlumcze po weekendzie ;'))

    ps. do Australii to sie 5-6h leci i to do czesci polnocnej, na poludnie pewnie ze 2 razy tyle. Wypad na min tydzien.
  • elissa2 19.08.16, 09:49
    do Sydney 12 godzin, do Brisbane (Gold Coast) też tak jakoś, ale tam za to jest Wielka Rafa, która ... umiera

    p.s. jeśli pijasz kawę to Robert Timms ma przepyszną kawę, ale może sam już to odkryłeś
  • jan_stereo 20.08.16, 10:52
    Kawy sa takie sobie wrocilem do Starbucksa. Juz predzej do Darwin polece,jak ma byc na weekend. Dzis pilem włoskie wino i pizze.
  • jan_stereo 20.08.16, 10:50
    No dobra, jestem teraz w Kambodzy, Phnom Penh, śmierdzi jak nigdzie, wiec jutro spadam poza miasto w gory...chuj z palacykami i muzeami dla uczniusiow.
  • elissa2 24.08.16, 15:05
    big_grin
  • jan_stereo 13.05.16, 23:46
    Mam jeszcze opcje 6 miesiecy w Dublinie, to moze by to wziac ;'))
  • shachar 14.05.16, 01:07
    Można wziąć, można nie brać, w końcu to ty wylądujesz na delegacji, a takie rady jak moja uprzednio są spowodowane tym, że ludzie lubią mieć przygody na czyjś koszt wink
    A może dlatego też mój komentarz, że wydajesz mi się być młody wariat i takie od czapy destination jak Singapur wydawało się być bardzo a propos w tym całym obrazku.
    Albo może nareszcie dlatego że sama mając niebywałe okazje grałam zachowawczo i teraz tego żałuję, serio. Wszystko co nie było szokiem dla organizmu, wszystkie te oszczędności energii i pieniędzy, to poszło w chuj. Tego nie ma, wspomnień też nie ma. Znaczy są, ale mogłoby być tego znacznie więcej. Gdybym miała ten talent rzucania się głową do przodu bardziej niż obecnie, jaki to byłby fun!
    czasami myślę, stąd te projekcje bywszej bywalczyni forum psycho smile
  • elissa2 15.05.16, 21:22
    jan_stereo napisał:

    > Mam jeszcze opcje 6 miesiecy w Dublinie, to moze by to wziac ;'))

    A może to całkiem niezła opcja?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka