29.11.07, 13:24
Grecy rozróżnali 4 rodzaje miłości;storge,eros,fileo i agape.Dwa
pierwsze niejako "spadaja 'na czlowieka w dniu jego przyjscia na
swiat razem z Losem.Dwa pozostale wymagają swiadomego
zaangażowania.Najwyzszym rodzajem milości jest agape,bo
oznacza/wymaga /pokochania kogos wbrew temu, kim jest/moralnie/ i co
nam uczynił.Czy kochacie kogoś miłością agape?
Edytor zaawansowany
  • shachar 29.11.07, 13:33
    nope smile
  • krytyk2 29.11.07, 13:43
    mam takie momenty ,ze wydaje mi sie ,ze tak,ale potem docieraja do
    mnie kolejne fakty ustanawiane przez tę osobę i wychodzi ze mnie
    człowiek..wink
  • shachar 29.11.07, 13:53
    a tak, ale to jeszcze nie milowanie

    nie na temat napisze, ale dzisiaj mnie to ogarnelo i trzyma
    dozprzezglebne zrozumienie, ze nie mozna komus dac czegos, czego sie
    nie ma

  • krytyk2 29.11.07, 13:58
    shachar napisała:

    > a tak, ale to jeszcze nie milowanie
    >
    > nie na temat napisze, ale dzisiaj mnie to ogarnelo i trzyma
    > dozprzezglebne zrozumienie, ze nie mozna komus dac czegos, czego
    sie
    > nie ma

    nawet bardzo na temat to jest
    bo -ciągnąc mysl dalej-jak sie to posiada, to bezwarunkowa
    akceptacja innych/wyjsciowa,powiedzmy/jest oczywista.Dziala tu
    zasada "wszystko albo nic".Jesli wyjsciowo kocham tylko
    niektorych ,to tak naprawdę do miłosci nie jestem zdolny i siebie
    nie akceptuje calkowicie
    mi sie czka ,ze tak chyba pisal Luty..smile
  • lola165 29.11.07, 14:56
    -tylko na Brzeska z tym dzisiaj nie idz, bo tam Imus nagi w lustrze
    stoi i podziwia swego fiuta.chyba Luty mu nie potrzebny w tym
    momencie.
  • shachar 29.11.07, 15:22
    no a jak juz przestaje byc wyjsciowo? a nawet jak jeszcze wyjsciowo
    jest
    te wszystkie bezwarunkowosci, calkowitosci, absolutyzmy to sa
    skrajnosci , nie zapominaj ze Luty byl bogiem smile ja sie mierze
    ludzka linijka

    hehe, Imek na Brzeskiej tez smile
  • jan_stereo 29.11.07, 19:29
    krytyk2 napisał:

    "Jesli wyjsciowo kocham tylko niektorych ,to tak naprawdę do miłosci nie jestem zdolny i siebie nie akceptuje calkowicie mi sie czka ,ze tak chyba pisal Luty."

    Gdyby ludzie potrafili kochac wszystkich innych ludzi hurtem, to wowczas nie bylo by zadnych zwiazkow milosnych dwojga ludzi, nie bylo by zwyczajnie takowej potrzeby. Nalezy tez powiedziec, ze czym innym jest pozytywne nastawienie do innych niz kochanie ich.Niekochanie innych nie przeczy posiadaniu umiejetnosci kochania, tak samo jak umiejetnosc klamania, nie uniemozliwia mowienia prawdy itp. (ta teoria to tak jest jedynie sztucznie walnieta coby to ladniej zabrzmiala i dala ludziom poczucie swej beznadziejnosci nakazujac dalsza prace nad soba).
  • elissa2 29.11.07, 19:51
    jan_stereo napisał:

    > krytyk2 napisał:
    >
    > "Jesli wyjsciowo kocham tylko niektorych ,to tak naprawdę do
    miłosci nie jestem zdolny i siebie nie akceptuje calkowicie mi sie
    czka ,ze tak chyba pisal Luty."
    >
    > Gdyby ludzie potrafili kochac wszystkich innych ludzi hurtem,
    >
    Ja też mam trudności z nazwaniem tego miłością choć z całą pewnością
    są ludzie, którzy tak czują ale jest to philos/łac.amicitia -
    przyjacielska, wierna, lojalna, bezinteresowna, bez erotyzmu
    >
    to wowczas nie bylo by zadnych zwiazkow milosnych dwojga ludzi, nie
    bylo by zwyczajnie takowej potrzeby.
    >
    A tu już mówisz o eros/łac.amor - miłość twórcza, kreatywna lub
    romantyczna, w której dominującą rolę odgrywa sentyment, tęsknota,
    oczarowanie, pragnienie coraz większej pełni.
    >
    > Nalezy tez powiedziec, ze czym innym jest pozytywne nastawienie do
    innych niz kochanie ich.Niekochanie innych nie przeczy posiadaniu
    umiejetnosci kochania, tak samo jak umiejetnosc klamania, nie
    uniemozliwia mowienia prawdy itp.
    > (ta teoria to tak jest jedynie sztucznie walnieta coby to ladniej
    zabrzmiala i dala ludziom poczucie swej beznadziejnosci nakazujac
    dalsza prace nad soba).
    >
    Teoria: katolicyzm zapożyczył sobie termin agape ale jest to coś
    zupełnie innego niż agape/łac.caritas - bezinteresowne uczucie
    oparte na silnej więzi duchowej i altruiźmie
  • jan_stereo 29.11.07, 20:10
    elissa2 napisała:


    > Ja też mam trudności z nazwaniem tego miłością choć z całą pewnością
    > są ludzie, którzy tak czują ale jest to philos/łac.amicitia -
    > przyjacielska, wierna, lojalna, bezinteresowna, bez erotyzmu

    Sa pewnie tacy ludzie co slowo 'dziekuje/prosze' nazwa miloscia.

    > A tu już mówisz o eros/łac.amor - miłość twórcza, kreatywna lub
    > romantyczna, w której dominującą rolę odgrywa sentyment, tęsknota,
    > oczarowanie, pragnienie coraz większej pełni.

    Wcale o takowym czyms nie mowilem :")) Jak mozna innych kochac miloscia totalna, to nie ma sensu sie babrac tu w jakies takie podzialiki, typu milosc do butow, milosc do ptaszkow,..zwyczajnie Milosc do istot zywych, to samo z jej tonacjami i barwami.

  • elissa2 29.11.07, 20:22
    jan_stereo napisał:

    > Wcale o takowym czyms nie mowilem :")) Jak mozna innych kochac
    miloscia totalna,
    >
    totalną????????? nie można!
    >
    to nie ma sensu sie babrac tu w jakies takie podzialiki, typu milosc
    do butow, milosc do ptaszkow,
    >
    do ptaszków???? no tu by można dużo o tym big_grinDD
    >
    ..zwyczajnie Milosc do istot zywych, to samo z jej tonacjami i
    barwami.
    >
    albo się droczysz albo masz muchy w nosie ...
    a Fromm, Lee, Sternberg i wielu innych bzdetami się zajmowali ...
  • jan_stereo 29.11.07, 20:25
    elissa2 napisała:

    > totalną????????? nie można!

    Caly czas to pisze, zatem uwazam ze Ci co to kochaja wszystkich plota bzdury (skoro kochanie tylko jednej osoby wyklucza kochanie kogokolwiek) :"))
  • elissa2 29.11.07, 18:38
    krytyk2 napisał:

    > mam takie momenty ,ze wydaje mi sie ,ze tak,ale potem docieraja do
    > mnie kolejne fakty ustanawiane przez tę osobę i wychodzi ze mnie
    > człowiek..wink
    >
    I wszystko w porządku! To nie jest sztywny model jakiś. Czasami jest
    to tylko filape ... Chyba nawet Dalajlama nie emituje agape przez 24
    godziny na dobę. smile
  • elissa2 29.11.07, 18:31
    shachar napisała:

    > nope smile
    >
    No nieee!!!
    O żesz Ty niewdzięcznico jedna!!!
    sad

    (hihihihihi...)
  • shachar 29.11.07, 19:17
    aaaaaa@@@@@ aAAAAA smile))
    zapomnialam na 5 minut, sorki, jagape!
  • kryskaedka 29.11.07, 15:06
    dzieci tak sie kocha...

    chyba nie potrafiłabym kochac w ten sposob mezczyzny..a to z powodu
    tego ze kocham rowniez siebie.. i jezeli np. ktos krzywdzi
    mnie... to nie potrafie go kochac..inaczej mowiac nie potrafie
    kochac osoby ktora mnie nie kocha (pokochanie osoby wbrew temu kim
    jest-nie działa)


    ale czuje ze dobrze by bylo agape miec w sobie..tylko ze to bardzo
    trudne
    --
    Zapraszam w imieniu Pauli na nowe forum:
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=49387
  • 7zahir 29.11.07, 16:58
    Bezwarunkowa miłośc do dziecka,
    jest takim ideałem za ktorym róznie doswiadczeni
    przez los chyba wszyscy tesknimy.

    Ja mam cos takiego, że nie potrafię sie gniewać,
    na kogos kto mnie skrzywdził,
    i od razu szukam przyczyny,
    tłumaczacej takie zachowanie.



    --
    beata.hox.pl/nigdy.htm
  • elissa2 29.11.07, 18:42
    7zahir napisała:

    > Bezwarunkowa miłośc do dziecka,
    > jest takim ideałem za ktorym róznie doswiadczeni
    > przez los chyba wszyscy tesknimy.
    >
    Zgadza się i agape jest trochę podobna do miłości rodzicielskiej a
    jednak to coś innego.
    >
    > Ja mam cos takiego, że nie potrafię sie gniewać,
    > na kogos kto mnie skrzywdził,
    > i od razu szukam przyczyny,
    > tłumaczacej takie zachowanie.
    >
    Bo bardzo często jest powód dla którego coś takiego zrobił. I
    absolutnie nie mam na myśli tego, że to jakaś wina ofiary jest tym
    powodem.
  • 7zahir 29.11.07, 19:04
    elissa2 napisała:

    > > Ja mam cos takiego, że nie potrafię sie gniewać,
    > > na kogos kto mnie skrzywdził,
    > > i od razu szukam przyczyny,
    > > tłumaczacej takie zachowanie.
    > >
    > Bo bardzo często jest powód dla którego coś takiego zrobił. I
    > absolutnie nie mam na myśli tego, że to jakaś wina ofiary jest tym
    > powodem.>

    Dlatego nie umiem sie gniewać - Oczywista oczywistośc smile))



    --
    beata.hox.pl/nigdy.htm
  • krytyk2 29.11.07, 22:40
    elissa2 napisała:
    > Zgadza się i agape jest trochę podobna do miłości rodzicielskiej a
    > jednak to coś innego.

    Zgadza sie.Agape to pewien wybór,ale oparty na głebszej
    identyfikacji z naszym losem ludzkim ,z nasza kondycją ,w ktorej
    wszyscy jesteśmy zanurzeni.Więc jest to wybór oparty na głeboko
    przezytej tożsamości ze wszystkimi ludxmi i ich nędzą
    egzystencjalną.Bo wlasnie z nieumiejetności poradzenia sobie z tą
    sytuacją ludzie popelniaja czyny przeciwko innym i samym sobie
  • krytyk2 29.11.07, 22:36
    ta danośc i bezwarunkowość wiezow krwi cechuje wlasnie storge-tu nie
    ma sie do czego odwolać w sensie moralnym.W te miłośc jestesmy
    wrzuceni.Nawet jesli odrzucamy ojca czy matke bo on/ona/ nas
    od/po/rzucil,to ta pierwowtna milośc bedzie wracala w snach...
  • elissa2 29.11.07, 19:00
    kryskaedka napisała:

    > dzieci tak sie kocha...
    >
    Tak tak się kocha dzieci ale agape to coś innego ...
    >
    > chyba nie potrafiłabym kochac w ten sposob mezczyzny..a to z
    powodu tego ze kocham rowniez siebie.. i jezeli np. ktos krzywdzi
    > mnie... to nie potrafie go kochac..inaczej mowiac nie potrafie
    > kochac osoby ktora mnie nie kocha (pokochanie osoby wbrew temu kim
    > jest-nie działa)
    >
    Dam Ci konkretny przykład
    Dobrali się jak w korcu maku. Wspaniała para. Urodziło się dziecko.
    Drugie było w drodze ... gdy coś się zmieniło w ich życiu. Bardzo
    kochał żonę i dzieci ale też jego hobby był jego wielką miłością. To
    jego zawód, jego pasja życiowa (taka na granicy nawiedzenia) ale
    niosąca ze sobą wiele ryzyka. Nie dość że troje najbliższych na
    świecie ludzi (żona i dwójka dzieci) zeszło na drugi plan to skazane
    zostało na wiele trudów, niedostatków i dramatów. I wspomniane
    przeze mnie niebezpieczeństwo wyszczerzyło zęby. Uległ bardzo
    poważnemu wypadkowi. Został bardzo poważnie okaleczony. To było z 10
    lat temu.
    Nie od razu ... ale wróciła do niego. Są razem i zdają się być coraz
    szczęśliwsi. Znam ich na tyle dobrze by przypuszczać że to co ona mu
    teraz daje to agape w czystej postaci.
    >
    > ale czuje ze dobrze by bylo agape miec w sobie..tylko ze to bardzo
    > trudne
  • kryskaedka 29.11.07, 20:06
    ale to co innego..on jej nie skrzywdzil i nie przestal jej
    kochac...kazdy ma jakies hobby,pasje,zainteresowania...itp..i wcale
    nie trzeba poswiecac sie rodzinie aby udowadniac swoja milosc
    --
    Zapraszam w imieniu Pauli na nowe forum:
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=49387
  • elissa2 29.11.07, 20:31
    kryskaedka napisała:

    > ale to co innego..on jej nie skrzywdzil i nie przestal jej
    > kochac...kazdy ma jakies hobby,pasje,zainteresowania...itp..i
    wcale nie trzeba poswiecac sie rodzinie aby udowadniac swoja milosc
    >
    Skrzywdził i to bardzo! Pod wieloma względami. Był ponad
    podstawowymi potrzebami najbliższych. Jego praca-pasja i ambicje
    osiągnięcia sukcesu były priorytetem ważniejszym niż nakarmienie
    najbliższych, ubranie ich, ciepły kąt ... Ona, w ciąży, z małym
    dzieckiem samotnie walcząca z problemami codziennymi i
    niecodziennymi, brakiem środków do życia itd itd
  • kryskaedka 29.11.07, 22:14
    aa to co innego..to swir jakis..sorka ale tak mysle o ludziach co
    wlasnym egoizmem krzywdza innych...a szczegolnie niewinne dzieci
    no coz taki ktos nie zasluguje na to aby miec kochajaca rodzine..a
    ta kobieta to albo typ Matki Teresy (chwalebne) albo nie potrafiaca
    zrobic odwaznie skrętu w swoim zyciu (dla dobra dzieci! chociaz)-i
    zczac nowe zycie z kims innym
    --
    Zapraszam w imieniu Pauli na nowe forum:
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=49387
  • elissa2 29.11.07, 22:41
    kryskaedka napisała:

    > aa to co innego..to swir jakis..
    >
    takie świry najczęściej dostają Nobla
    >
    > sorka ale tak mysle o ludziach co
    > wlasnym egoizmem krzywdza innych...a szczegolnie niewinne dzieci
    > no coz taki ktos nie zasluguje na to aby miec kochajaca rodzine..a
    > ta kobieta to albo typ Matki Teresy (chwalebne) albo nie
    potrafiaca zrobic odwaznie skrętu w swoim zyciu (dla dobra dzieci!
    chociaz)- i zaczac nowe zycie z kims innym
    >
    napisałam przecież że nie od razu do niego wróciła
    zrobiła odważny skręt w życiu, rozpoczęła samotne życie, potem
    próbowała związków z innymi i to właśnie okazało się niekorzystne
    dla jej dzieci ...
  • kryskaedka 30.11.07, 12:30
    ..nie znam sprawy.ale .wiem ze jest typ ludzi (może i nobliści)
    którzy nie nadają sie do tworzenia rodziny i nie należy tego na sile
    zmienic..chcą poswiecic sie pasji..proszę bardzo.. bo inaczej bedą
    wlasnie krzywdzić innych (niektóre kobiety tego nie rozumieją)

    wydaje mi sie ze nie jest to dobry przykład na milosc agape (w
    przypadku męsko damskim)..aby kochać agape ..nie można być
    uzależnionym od drugiego człowieka..(jeśli niepelnosprawnosc to
    jedyny smutny powód dla którego ten człowiek pozostał z rodzina)

    w jej przypadku to miałoby sens gdyby on zrozumiał swój blad i przez
    resztę życia chciał go naprawić rezygnując z egoistycznych
    zachcianek (nawet nobli-stycznych)

    ale jeżeli frustracja wynikła z powodu kalectwa przelewa sie na
    rodzinę..a kobieta mimo to jest z nim ( z milosci)..to ja
    mowie..nie!..to nie jest milosc..to jest uzależnienie i slabosc
    obydwojga a szczególnie jej

    ale Eliso to moje odczucia...Ty masz pewnie inne ..na tym polega
    roznorodnosc ludzka i nie nalezy sie spierac kto tu ma racjesmile
    --
    Zapraszam w imieniu Pauli na nowe forum:
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=49387
  • elissa2 30.11.07, 13:31
    kryskaedka napisała:

    > ..nie znam sprawy.ale .wiem ze jest typ ludzi (może i nobliści)
    > którzy nie nadają sie do tworzenia rodziny i nie należy tego na
    sile zmienic..chcą poswiecic sie pasji..proszę bardzo.. bo inaczej
    bedą wlasnie krzywdzić innych (niektóre kobiety tego nie rozumieją)
    >
    "nobliści" użyłam jako symbol wielkiego zaangażowania
    profesjonalnego, jest wiele zawodów, pełnionych funkcji, które tak
    trudno skombinować z życiem rodzinnym
    >
    > wydaje mi sie ze nie jest to dobry przykład na milosc agape (w
    > przypadku męsko damskim)..aby kochać agape ..nie można być
    > uzależnionym od drugiego człowieka..(jeśli niepelnosprawnosc to
    > jedyny smutny powód dla którego ten człowiek pozostał z rodzina)
    >
    Ona nie jest uzależniona od niego
    Jego kalectwo nie jest jedynym powodem dla którego z nim jest - to
    byłaby litość a z pewnością nie jest
    Przychodzi opiekun, przychodzi pielęgniarka, rehabilitant
    >
    > w jej przypadku to miałoby sens gdyby on zrozumiał swój blad i
    przez resztę życia chciał go naprawić rezygnując z egoistycznych
    > zachcianek (nawet nobli-stycznych)
    >
    O, myślę, że zrozumiał; zresztą zawsze rozumiał był to tylko
    konflikt dwóch kwestii najwyższej wagi
    Nie sądzę aby marzył mu się Nobel (jak już pisałam użyłam tego
    określenia jako symbol) ale gdyby pracę dokończył mógłby odnieść
    wielki sukces i przypuszczalnie ktoś to dokończy ("sprzedał" ją)
    >
    > ale jeżeli frustracja wynikła z powodu kalectwa przelewa sie na
    > rodzinę..a kobieta mimo to jest z nim ( z milosci)..to ja
    > mowie..nie!..to nie jest milosc..to jest uzależnienie i slabosc
    > obydwojga a szczególnie jej
    >
    W tym przypadku raczej nie ma mowy o frustracji
    Ale rozumiem że w tym momencie mówisz ogólnie o takiej sytuacji
    >
    > ale Eliso to moje odczucia...Ty masz pewnie inne ..na tym polega
    > roznorodnosc ludzka i nie nalezy sie spierac kto tu ma racjesmile
    >
    Tu w ogóle nie ma mowy o spieraniu się kto ma rację, przynajmniej
    mnie ani przez chwilę nie przyszło coś takiego do głowy;
    Wiesz, podałam Wam pod rozwagę znany mi przykład bo pasował mi do
    tematu;
    A w gruncie rzeczy to nie jestem zwolenniczką szufladkowania takich
    zjawisk gdzie granica jest niezwykle płynna i gdzie raczej trudno
    jednoznacznie sklasyfikować.
  • krytyk2 29.11.07, 22:53
    kryskaedka napisała:

    > ale to co innego..on jej nie skrzywdzil i nie przestal jej
    > kochac...

    Kurczę ,Kryska,zgubilas gdzies podstawowy sens miłości-
    bezwarunkowośc.Chcesz powiedzieć ,że bezwarunkowo to mozna kochac
    tylko wlasne dzieci a innych to tylko pod pewnymi względami?
  • kryskaedka 30.11.07, 12:50
    Kurczę ,Kryska,zgubilas gdzies podstawowy sens miłości-
    > bezwarunkowośc.

    ja to raczej krytyku nazywam zdrowym rozsadkiem... nie moglabym
    kochac mezczyzny ktory krzywdzi mnie i nasze dzieci..tak to jest
    warunek..a wiec masz racje bezwarunkowosc milosci u mnie nie dziala
    przynajmniej w tym aspekcie...
    dawanie przyzwolenia na krzywde (w imie milosci) to tak jakby brac
    udzial w tym krzywdzeniu.

    na pewno nie nalezy trzymac w sobie nienawisci..lecz wspołczuc..ale
    lepiej na odleglosc..jak najdalej od trucizny krzywdzacego


    --
    Zapraszam w imieniu Pauli na nowe forum:
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=49387
  • e_w_a_g_5 30.11.07, 08:39
    elissa2 napisała:


    > teraz daje to agape w czystej postaci.


    to nie jest agape w czystej postaci
    To nawet nie ma nic wspólnego z agape
    Jest to troska, przebaczenie i miłość do jednostki, którą sobie wybrała
    Agape, to miłość wyłącznie bezwarunkowa, niezaleznie od tego, czy sa to dzieci,
    rodzice, mąż, żona...

    Pozbawiona, jakichkolwiek więzi rodzinnych, erotycznych

    Taka miłość z nam współczesnych, ukazywał Jan Paweł, kiedy przebaczył
    zamachowcowi. On go z pewnością kochał taką miłością, której przeciętna ludzka
    jednostka, nie jest zdolna sobie w ogóle wyobrazić

    Bitych i poniżanych żon, rodziców, czy dzieci, tez nie można zaliczyc
    do kochających miłością agape. Jest to współuzależnienie w najczystrzej postaci




    --
    przemiana
  • elissa2 30.11.07, 11:57
    e_w_a_g_5 napisała:

    > elissa2 napisała:
    >
    > > teraz daje to agape w czystej postaci.
    >
    > to nie jest agape w czystej postaci
    > To nawet nie ma nic wspólnego z agape
    >
    Cóż, skoro tak uważasz ... sad
    >
    > Jest to troska, przebaczenie i miłość do jednostki, którą sobie
    wybrała
    >
    Ewa, a to co poniżej napisałaś świadczy o tym, że widzisz to
    dokładnie tak samo jak ja.
    >
    > Agape, to miłość wyłącznie bezwarunkowa, niezaleznie od tego, czy
    sa to dzieci, rodzice, mąż, żona...
    >
    > Pozbawiona, jakichkolwiek więzi rodzinnych, erotycznych
    >
    > Taka miłość z nam współczesnych, ukazywał Jan Paweł, kiedy
    przebaczył
    > zamachowcowi. On go z pewnością kochał taką miłością, której
    przeciętna ludzka
    > jednostka, nie jest zdolna sobie w ogóle wyobrazić
    >
    > Bitych i poniżanych żon, rodziców, czy dzieci, tez nie można
    zaliczyc
    > do kochających miłością agape. Jest to współuzależnienie w
    najczystrzej postaci
  • jan_stereo 29.11.07, 19:33
    krytyk2 napisał:

    >Najwyzszym rodzajem milości jest agape,bo oznacza/wymaga /pokochania kogos wbrew temu, kim jest/moralnie/ i co nam uczynił.Czy kochacie kogoś miłością agape?

    O, wielu kocha innych wlasnie ze wzgledu na to co im uczynili i kim sa moralnie, nawet jesli mowa tu o karygodnych czynach w naszym pojmowaniu przecietnym. Pytanie w ktorym momencie pada to pytanie, tuz po 'krzywdzie', w czasie jej dziania sie,dlugo po, inne ?
  • krytyk2 29.11.07, 22:47
    wielu kocha innych jako eros-bo im sie podobaja cielesnie,jako fileo-
    bo im odpowiadaja charakterami i zachowaniem jako kumple,jako storge-
    bo sa ich ojcami ,braćmi, matkami
    Miłośc agape to jednostki -takie jak Jezus czy Kolbe.
    . Py
    > tanie w ktorym momencie pada to pytanie, tuz po 'krzywdzie', w
    czasie jej dzian
    > ia sie,dlugo po, inne ?

    To twoje pytanie ja sobie definiuje jako pytanie o to czy w pojeciu
    miłości zawarty jest emocjonalności,a jeśli tak -to w jakim
    procencie.Bo jesli jest tak ,ze kochamy tylko wtedy ,kiedy
    kochamy ,tj czujemy silne emocje przyciągania do kogos i akceptacji
    kogoś,to co sie staje z tak zdefiniowaną miłościa ,gdy emocje eminą?
  • jan_stereo 29.11.07, 22:57
    krytyk2 napisał:

    > Miłośc agape to jednostki -takie jak Jezus czy Kolbe.

    Eeetam, ilez to juz przypadkow bylo gdzie kobieta lub dziecko bite przez meza lub rodzicow pala wciaz do nich uczuciem zwanym miloscia... Jezus kochal inna miloscia niz owa agape, on zwyczajnie (przypuszczam)byl zmuszony ustawic sobie horyzonty nieco dalej i wyzej, swego rodzaju wywyzszenie sie,zdegradowanie owej krzywdy mu czynionej na zasadzie takiej samej jak czyni wielu ludzi gdy osy ich przczoly ich pogryza dotkliwie. Z jednej strony boli a z drugiej rozum mowi, ze to tylko biedne przszczoly, Miloscia szelenczo porazajaca, bylo by takie zajscie gdzie przykladowo Hitler nienawidzacy Zydow, mowi do jednego z nich nienawidze Cie,ale zmusilem sie by Cie pokochac najlepiej jak tylko potrafie, nic zlego Ci z mojej strony nie grozi i nie pozwole innym Cie skrzywdzic mimo mej niecheci do Ciebie :"))

    Moje pytanie dobrze interpretujesz, bez emocji nie ma milosci, bez emocji nie ma tez zalu,zlosci, niecheci, itd.
  • krytyk2 29.11.07, 23:14
    jan_stereo napisał:

    > krytyk2 napisał:
    >
    > > Miłośc agape to jednostki -takie jak Jezus czy Kolbe.
    >
    > Eeetam, ilez to juz przypadkow bylo gdzie kobieta lub dziecko bite
    przez meza l
    > ub rodzicow pala wciaz do nich uczuciem zwanym miloscia... Jezus
    kochal inna mi
    > loscia niz owa agape, on zwyczajnie (przypuszczam)byl zmuszony
    ustawic sobie ho
    > ryzonty nieco dalej i wyzej, swego rodzaju wywyzszenie
    sie,zdegradowanie owej k
    > rzywdy mu czynionej na zasadzie takiej samej jak czyni wielu ludzi
    gdy osy ich
    > przczoly ich pogryza dotkliwie. Z jednej strony boli a z drugiej
    rozum mowi, ze
    > to tylko biedne przszczoly, Miloscia szelenczo porazajaca, bylo by
    takie zajsc
    > ie gdzie przykladowo Hitler nienawidzacy Zydow, mowi do jednego z
    nich nienawid
    > ze Cie,ale zmusilem sie by Cie pokochac najlepiej jak tylko
    potrafie, nic zlego
    > Ci z mojej strony nie grozi i nie pozwole innym Cie skrzywdzic
    mimo mej nieche
    > ci do Ciebie :"))

    Nie ,nie o akt miłości polegający na wywyższaniu sie mi
    chodzi.Najblizszym psychologicznie przykładem/nie wiem jednak czy
    przyklady trafią tu w to o co mi chodzi/byłoby tu znowu nastawienie
    drugiego policzka po otrzymaniu pierwszego.Dla mnie to
    znaczy:akceptuję Cie nawet w tym co czynisz,nie nienawidzę Cię.W 99%
    przypadkow agresor zaklada ,że skoro on nienawidzi kogos ,to ten
    ktoś też go nienawidzi,więc nalezy podjąc agresję.Jesli agresja
    spotyka sie ze spokojem i akceptacja absolutna agresorowi wypada
    bron z reki.To troche na zasadzie -nie bije sie leżącego.

    > Moje pytanie dobrze interpretujesz, bez emocji nie ma milosci, bez
    emocji nie m
    > a tez zalu,zlosci, niecheci, itd.

    I tu sie chyba róznimy ,bo to agape jest dla mnie postawą a nie
    emocją.Dopiero z tej głeboko przezytej postawy moga rodzic sie w
    konkretnych sytuacjach konkretne emocje..
  • jan_stereo 29.11.07, 23:30
    krytyk2 napisał:


    > Nie ,nie o akt miłości polegający na wywyższaniu sie mi
    > chodzi.Najblizszym psychologicznie przykładem/nie wiem jednak czy
    > przyklady trafią tu w to o co mi chodzi/byłoby tu znowu nastawienie
    > drugiego policzka po otrzymaniu pierwszego.


    Podales przyklady Jezusa i KOlbego, a one tak mi sie widza zwyczajnie.

    >Dla mnie to znaczy:akceptuję Cie nawet w tym co czynisz,nie >nienawidzę Cię.W 99% przypadkow agresor zaklada ,że skoro on >nienawidzi kogos ,to ten ktoś też go nienawidzi,więc nalezy podjąc >agresję.

    Agresor podejmuje raczej agresje celem dopelnienia swej nienawisci, bez wzgledu co tam sobie mysli znienawidzony, a jesli ten sie nie broni, to agresor jedynie korzysta rzadziej ze swej sily do przeforsowania wlasnej woli i tego jak ma byc na swiecie.



    >Jesli agresja spotyka sie ze spokojem i akceptacja absolutna >agresorowi wypada bron z reki.To troche na zasadzie -nie bije sie >leżącego.

    No Jezusa ukrzyzowano, zatem srednio to zadzialalo na jego przykladzie...

    > I tu sie chyba róznimy ,bo to agape jest dla mnie postawą a nie
    > emocją.Dopiero z tej głeboko przezytej postawy moga rodzic sie w
    > konkretnych sytuacjach konkretne emocje..

    Piszesz, ze dopiero z tej gleboko przezytej postawy, to jak nie jest emocja, znaczy sie, ze nie mozemy jej tez i gleboko przezywac, to jest dla mnie emocja, przeciez nie ma emocji zawieszonych w powietrzu, one zawsze sa z czyms powiazane, na czyms osadzone, swym zrodle, i to dopiero twozy calosc emocjonalna.

    ps. ja jak bywalem swego czasu notorycznie okrutnie zmeczony (znuzony,znudzony, to byly dziwne stany)to mogles smialo podejsc do mnie na ulicy i zabrac mi wszystkie pieniadze i jeszcze w morde mi przywalic, nawet bym sie nie zdecydowal ruszyc palcem, zwyczajnie nie moglbym wygenerowac wowczas w sobie zadnej emocji, o tych silnych negatywnych juz nie wspominajac. Nie sadze jednak, ze to dla Ciebie bylo by przykladem agape :"))
  • jan_stereo 29.11.07, 23:40
    A jeszcze mi przemknelo przez glowe, ze to co opisywales jako zlagodnienie agresora na widok uleglosci, to sie odnosi do sytuacji gdzie nie mamy tak naprawde agresji opartej na nienawisci,a raczej na strachu wobec osob nieznanych/obcych,ktorych podejrzewamy ze moga zrobic nam krzywde jesli sie ich nie pozbedziemy. Wowczas taki agresor (kierowany troska o siebie i bliskich, majacych rowniez na celu chronienie swych praw do zycia lagodnie)widzac niegroznosc wroga, traci swa agresja gdyz jej podstawy znikaja natychmiast. W przypadku nienawisci, jej pobudki nie nikna w takim momencie zazwyczaj...
  • elissa2 29.11.07, 23:57
    krytyk2 napisał:

    > Miłośc agape to jednostki -takie jak Jezus czy Kolbe.
    >
    Nie, nie zgodzę się. To też agape ale tylko nazwę mają wspólną.
    Ja rozróżniam agape motywowaną religią, mistycyzmem (JPII, Kolbe)
    lub filozofią(Dalajlama)
    i agape jako uczucie do innej osoby (ewentualnie do kilku); nie
    wyobraam sobie TEJ agape w stosunku do wszystkich istnień
    >
    > > Eeetam, ilez to juz przypadkow bylo gdzie kobieta lub dziecko
    bite przez meza lub rodzicow pala wciaz do nich uczuciem zwanym
    miloscia...
    >
    To nie miłość!!!
    >
    > Jezus kochal inna miloscia niz owa agape, on zwyczajnie
    (przypuszczam)byl zmuszony ustawic sobie horyzonty nieco dalej i
    wyzej, swego rodzaju wywyzszenie sie,zdegradowanie owej krzywdy mu
    czynionej
    >
    To wydaje mi się bardzo logiczne i prawdopodobne.
    >
    > na zasadzie takiej samej jak czyni wielu ludzi gdy osy czy
    pszczoly ich pogryza dotkliwie. Z jednej strony boli a z drugiej
    > rozum mowi, ze to tylko biedne przszczoly,
    >
    ale to to już chyba nie ...
    nie ta mentalność, zresztą jego motywacja jest chyba jedną z
    tajemnic kk
    >
    > Miloscia szalenczo porazajaca, bylo by takie zajscie gdzie
    przykladowo Hitler nienawidzacy Zydow, mowi do jednego z
    > nich nienawidze Cie,ale zmusilem sie by Cie pokochac najlepiej jak
    tylko potrafie, nic zlego Ci z mojej strony nie grozi i nie pozwole
    innym Cie skrzywdzic mimo mej niecheci do Ciebie :"))
    >
    No to to już z pewnością nie smile
    >
    > Nie ,nie o akt miłości polegający na wywyższaniu sie mi
    > chodzi.Najblizszym psychologicznie przykładem/nie wiem jednak czy
    > przyklady trafią tu w to o co mi chodzi/byłoby tu znowu
    nastawienie drugiego policzka po otrzymaniu pierwszego.
    >
    Nie, nie zgadzam się.
    Trzeba się uzbroić w egidę. Z pewnością nie nadstawiać drugiego
    policzka ale powstrzymać "rękę zamierzającą zadać cios", "przytulić
    do serca", złość rozbroić ciepłem, miłością i nauczyć delikwenta
    miłości, pokazać mu inny świat
    To ma być mądra miłość, która sprawi coś dobrego a nie męczeństwo,
    choć natrudzić się trzeba, żeby krzywe spróbować wyprostować
    >
    > Dla mnie to znaczy:akceptuję Cie nawet w tym co czynisz,nie
    > nienawidzę Cię.
    >
    Akceptuję to, że jesteś skrzywiony ale pomogę Ci nauczyć się żyć
    inaczej, odkryć inne możliwości
  • jan_stereo 30.11.07, 10:03
    elissa2 napisała:

    > To nie miłość!!!

    A dlaczego to milosierne uczucie juz nie nazywasz miloscia, nawet
    jesliowa kobieta widzi tego meza jako osobe slaba,ktora nie radzi
    sobie z soba, ta kobieta godzi sie cierpiec bo chce mu pomoc,
    opiekowac sie nim... ?

    > Akceptuję to, że jesteś skrzywiony ale pomogę Ci nauczyć się żyć
    > inaczej, odkryć inne możliwości

    To musi byc do Krytyka :"))


    Powiem cos jeszcze, uwazam, ze te podzialy na milosc taka i smaka,
    za mocno niepotrzebne, bo moglbym mowic ze: Elke kocham trzema
    milosciami, a Zbycha jedna, natomiast rodzine dwoma itp.


    ps. alez zes Elissa mix cytowanych osob zrobila w jednym poscie :"))
  • elissa2 30.11.07, 11:38
    jan_stereo napisał:
    >
    > ps. alez zes Elissa mix cytowanych osob zrobila w jednym
    poscie :"))
    >
    Przepraszam, to z powodów technicznych coś poszło nie tak.
    sad
  • shachar 30.11.07, 12:59
    jasiek, ty przszczolo smile))
    wczoraj sie radowalam, ale w taki dobry sposob wink
  • jan_stereo 30.11.07, 19:50
    shachar napisała:

    > jasiek, ty przszczolo smile))
    > wczoraj sie radowalam, ale w taki dobry sposob wink


    Co Cie radowalo wczoraj ?

    ps. jak mam interpretowac owa 'pszczole' ? :"))
  • shachar 30.11.07, 20:50
    a bo ja wiem? smilenajlepiej zinterpretuj tak: napisales
    przszrzczola, a mi sie wesolo zrobilo , jak zobaczylam, nie wiem,
    moze to niewesole jest, choliera? ;
  • jan_stereo 30.11.07, 21:24
    wesole, wesole :")))
  • elissa2 30.11.07, 21:36
    shachar napisała:

    > a bo ja wiem? smilenajlepiej zinterpretuj tak: napisales
    > przszrzczola, a mi sie wesolo zrobilo , jak zobaczylam, nie wiem,
    > moze to niewesole jest, choliera? ;
    >
    Ja też myślę, że wesołe.
    smile
    (Gdy go cytowałam to tak nie brzęczał)smile
  • elissa2 30.11.07, 21:31
    Wiecie co? Grecy to w ogóle nie mają problemu. U nich każdy rodzaj
    miłości to agape. Agape- miłość, agapi - kochanie, sagapo - kocham
    cię

    A u nas???
    Apage, agape!

    smile))
  • mskaiq 01.12.07, 11:08
    Agape jest miloscioa ktora nie boi sie strachu i ktora potrafi
    wybaczac.
    Czy mozna kochac w taki sposob? Mysle ze tak ale trzeba rozumiec
    czlowieka ktory krzywdzi. Czlowiek ktory posiada wiele milosci
    rozdaje ta milosc wokol siebie, ten ktory posiada wiele strachu
    rozdaje cierpienie.
    Czlowiek krzywdzi innego czlowieka dlatego ze brak mu milosci, ze
    kieruje sie zloscia, zalem albo strachem.
    Jesli potrafimy odebrac negatywne uczucia drugiej osobie wtedy mozna
    zmienic czlowieka, nauczyc go wybierac milosc zamiast strachu zalu i
    zlosci.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • elissa2 01.12.07, 12:26
    mskaiq napisał:

    > Agape jest miloscioa ktora nie boi sie strachu i ktora potrafi
    > wybaczac.
    > Czy mozna kochac w taki sposob? Mysle ze tak ale trzeba rozumiec
    > czlowieka ktory krzywdzi. Czlowiek ktory posiada wiele milosci
    > rozdaje ta milosc wokol siebie, ten ktory posiada wiele strachu
    > rozdaje cierpienie.
    > Czlowiek krzywdzi innego czlowieka dlatego ze brak mu milosci, ze
    > kieruje sie zloscia, zalem albo strachem.
    > Jesli potrafimy odebrac negatywne uczucia drugiej osobie wtedy
    > mozna zmienic czlowieka, nauczyc go wybierac milosc zamiast
    > strachu zalu i zlosci.
    >
    A gdy to się uda, to co jest wtedy? Nadal jest to agape czy też
    agape zmieni się w inny rodzaj miłości?
    >
    > Serdeczne pozdrowienia.
    >
    Wzajemnie, Serdeczności.
  • kryskaedka 01.12.07, 21:55
    no ale mskaiqu

    jak to sie ma do przykładu patologicznego ojca co bije dziecko i zone
    np. ona mu wybacza bo rozumie ze to z powodu jego strachu,kompleksow
    itp..i pracuje nad odebraniem mu negatywnych uczuć i jego przemiana
    duchową..ale w tym czasie on katuje syna i gwałci core..bo mu jakoś
    topornie idzie ta przemiana...

    kochac tak!! ale nie tracic zdrowego rozsądku...moim zdaniem należy
    unikać ludzi którzy maja chec skrzywdzenia ciebie..lub ewentualnie
    kohac ich na odleglosc..bo Tobie moze cos sie stac niedobrego
    --
    Zapraszam w imieniu Pauli na nowe forum:
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=49387
  • krytyk2 03.12.07, 10:59
    mskaiq napisał:
    > Czy mozna kochac w taki sposob? Mysle ze tak ale trzeba rozumiec
    > czlowieka ktory krzywdzi

    Wydaje mi sie ,ze ten rodzaj empatii,umiejetnośc /wola?/calkowitego
    wnikniecia we wszystkie zakamarki duszy drugiego człowieka i
    całkowite zaakceptowanie jego we wszystkim co niesie,to jest
    agape.Czyli akceptacja oparta na poczuciu tozsamosci odczuwanym w
    takim akcie empatii.Byc moze jest tak ,ze to jest chwilowe-jako
    emocja/to do Jasia Stereo/,ale slad jaki pozostawia jest nie do
    zatarcia.
  • mskaiq 03.12.07, 12:36
    To jest zaakceptowanie osoby Krytyku2 ale nie oznacza akceptacji jej
    dzialania. Rozumienie z czego wynika to dzialanie, rozumienie ze
    wszystko co zle bierze sie ze zlych przezyc i ze to zlo przynioslo
    zycie.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • dingdong 01.12.07, 22:15
    tylko taka milosc akcepuje, te majbardziej podniecajaca,
    nieprzewidywalna...maksymanie ryzykowna...a jak piekna i budujaca...smile))
  • mskaiq 01.12.07, 23:49
    Kryskaedka napisala
    >jak to sie ma do przykładu patologicznego ojca co bije dziecko i
    >zone np. ona mu wybacza bo rozumie ze to z powodu jego
    >strachu,kompleksow itp..i pracuje nad odebraniem mu negatywnych
    >uczuć i jego przemiana duchową..ale w tym czasie on katuje syna i
    >gwałci core..bo mu jakoś topornie idzie ta przemiana...
    Wybaczenie jest miloscia, a ona nigdy nie jest slepa. Nie mozna
    akceptowac gwaltu, przemocy fizycznej bo akceptacja nie pomaga
    sprawcy a przynosi mu wielka szkode.
    Sprawca nie rozumie ze robi zle, jest negatywny, depresyjny a to
    oznacza przeciwne wartosci do normalnych. U takich ludzi zlo jest
    pozytywna wartoscia, dobro negatywna. Sprawca dziala w swoim pojeciu
    dobrze.
    Kiedy zabierzesz bol, zlosc, nienawisc, strach chocby na chwile
    wtedy taki czlowiek zaczyna widziec w normalny sposob. Wracaja
    wartosci, dobro jest dobrem a zlo jest zlem.
    Wtedy mozesz zaczac zmieniac czlowieka. Im wiecej bedzie mial takich
    chwil gdzie bedzie z nim milosc tym wiecej bedzie rozumial ze to co
    robi jest zlem. W pewnym momencie nastepuje zmiana, kiedy ona
    nastapi jest to juz inny czlowiek, jest z nim milosc.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • e_w_a_g_5 02.12.07, 21:24
    wszystko jedno, ja tez mam takie watpliwości jak kryska

    po pierwsze, to czyniacy źle, nie zawsze jest nieświadom, że tak czyni
    Robi tak, bo tak mu pasuje i raczej zdanie innych go nie tyka

    nikt mnie nie przekona, że sprawca uważa gwałt, za czyn godny pochwały
    --
    przemiana
  • mskaiq 04.12.07, 11:50
    Ten kto robi zle najczesciej jest przekonany ze to co robi nie jest
    zlem. Czasem akceptuje ze jest to zlo ale nie rozumie zasiegu tego
    zla.
    Popatrz jak wyglada sprawa z biciem dziecka czy pojeciem kary jako
    srodka wychowawczego. Ci ktorzy wierza ze bicie i kara wychowuja nie
    rozumieja jak wiele szkody przynosi takie dzialanie dzieciom.
    Bije albo karze sie dzieci nie dlatego ze komus tak pasuje a dlatego
    ze wierzy ze przemoc jest srodekiem wychowawczym.
    Podobnie wyglada sprawa z gwaltem. Ci ktorzy to robia uwazaja to za
    normalne bo zycie nauczylo ich gwaltu jako sposbu osiagania tego
    czego chca.
    Zmienic to moze tylko milosc, bez niej taki czlowiek zginie. Czy
    zasluzyl na to? Dla mnie nie zasluzyl. To zycie przynioslo tyle bolu
    i gwaltu ze stracil milosc, ze nauczyl sie dzialac w taki sposob.
    Mysle ze kazdy z nas kiedy straci milosc jest w stanie popelniac to
    co uwaza za nieludzkie i nieakceptowalne. Nie twierdze ze gwalt jest
    godny pochwaly, twierdze tylko ze bierze sie on z braku milosci.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • kryskaedka 02.12.07, 21:46
    tak..ale to w ośrodkach resocjalizacji, Kościołach itp...ale nie
    należy narażać rodziny a szczególnie dzieci
    --
    Zapraszam w imieniu Pauli na nowe forum:
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=49387
  • mskaiq 04.12.07, 11:59
    Nie mozna narazac dzieci i siebie na dzialanie gwalciciela bo to nie
    pomoze sprawcy a zaszkodzi wszystkim.
    Nie mniej gwalciciel to nie takie czeste zjawisko, powszechnym
    dzialaniem jest za to kara jako sposob wychowawczy, uczenie
    podejrzliwosci, strachu, itp. Zwykle przekazujemy dzieciom nasz
    wlasny strach, zlosc, zal, krytyke, itp. Te wartosci sa czesto
    rozpoznawane jako istotne doswiadczenie zyciowe.
    Serdeczne pozdrowienia.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka