Dodaj do ulubionych

A na zgliszczach psy wyły na chwałę Samostijnej

09.05.08, 23:45
Kolejna okrągła rocznica skłania do przypomnienia barbarzyńskich
postępków tych, którym dziś za torturowanie i mordowanie polskich
dzieci i kobiet nasz "strategiczny partner" płaci wysokie
kombatanckie renty.

Raporty Komendy Armii Krajowej Lwów „Rzezie Wołyńskie” koniec
lipca/ początek sierpnia 1943 /fragmenty/

„Akcja mordowania Polaków zaczęła się na Wołyniu właściwie przed
trzema miesiącami. Początkowo były to morderstwa indywidualne,
głównie wśród nauczycielstwa, urzędników, byłych wojskowych, księży,
organistów, byłych sekretarzy gnuśnych, ekonomów, zarządców
majątków.
W powiecie chorochowskim Ukraińcy już w kwietniu otoczyli 17
polskich osad lub wsi, w których była przewaga Polaków, odcinając
ludnośc od jakiegokolwiek kontaktu ze światem i przez kilka tygodni
dokonywali tam niesamowitych okrucie ństw , plądrując wszystkie domy
i rabując mienie.
Prawie we wszystkich wypadkach napady organizowali sołtysi ukraińscy
i ich sekretarze. Ostatnią akcję poprzedziły ukraińskie cwiczenia
wojskowe w lasach zabłocickich (k. Zabłociec pow. Włodzimierski),
lachowskich (k. Lachowa gm. Poryck, pow. Włodzimierski), w
Marysinie (gm. Poryck), i w Zawidowie (gm. Poryck). Tam obradowały
sztaby i tam zapadały decyzje.

Na cztery dni przed akcją obejmującą wymienione wyżej miejscowości
odbyły się w budynkach szkolnych specjalne wykłady, na których
mówiono o konieczności wymordowania wszystkich Polaków na Wołyniu.
Operowano przy tym hasłami: Wyrżnąc Lachów aż do 7 pokoleń, nie
wyłączając tych, którzy nie mówią już po polsku. Agitatorami byli
ludzie z Małopolski Wschodniej.

Pierwszorzędną rolę propagandową pełnił kler ukraiński nawołując
do mordowania Polaków: „Dośc już Lachy paśli się na ukraińskiej
ziemi, wyrywajcie każdego polskiego pionka z korzeniami”.

Na dwa dni przed jednoczesnym zorganizowanym napadem na wszystkie
wsie w zagrodach polskich podrzucono podpisane przez OUN ulotki
w języku polskim i ukraińskim, nawołując do zjednoczenia się
Polaków z Ukraińcami w obliczu wspólnego wroga, jakim są Niemcy
i Moskale.
W rozmowach z Polakami, którzy przeczuwali już niebezpieczeństwo,
sąsiedzi Ukraińcy, uspokajali ich , aby niczego się nie obawiali,
gdyż nikt im krzywdy nie zrobi. Często byli to kumowie, koledzy,
ludzie mówiący sobie po imieniu. W wielu przypadkach grozili, że
gdyby który Polak uciekł ze wsi , to gospodarstwo jego puszczą
z dymem. Powtarzali: gdy Polak opuszcza ukraińską wieś - jest
wrogiem Ukraińców. W ten sposób do ostatniego dnia zachowywali
Ukraińcy pozory solidarności, aby uśpic czujnośc ludności polskiej,
a gdy padło hasło pogromu, na domy polskie rzucili się najbliżsi
Ukraińcy – sąsiedzi mordując Polaków, z którymi często żyli
w najlepszej zgodzie i przyjaźni od dziesiątków lat.
Ofiarą band padły przede wszystkim pierwsze kolonie polskie od Bugu,
gdzie najpierw też padły hasła : Smert Lacham – Sława Ukrainie.
Pierwsze szeregi band posiadały mundury sowieckie i niemieckie ,
zawsze jednak byli to miejscowi Ukraińcy i zawsze w napadach
przewodzili umundurowania – milicjanci ukraińscy, którzy - jak
wiadomo - z całego Wołynia zbiegli w lasy. Bandu uzbrojone były
w lekkie sowieckie karabiny maszynowe typu fink, w 70- strzałowe
karabiny maszynowe typu dechtarew, w sowieckie maximy, w karabiny
ręczne, w 12-strzałowe browningi, mieli też stare nagany rosyjskie,
oraz inne najrozmaitsze typy broni i granaty.
Za uzbrojonymi szeregami bandy sunęła czerń miejscowych
Ukraińców , mężczyzn i kobiet, których narzędzia zbrodni stanowiły:
widły, kosy, motyki, piły, siekiery, młoty, noże i kije.

W 40% banda była umundurowana, zdarzało się jednak, że w wielu
wsiach pogromy przeprowadzała ludnośc nieuzbrojona i nieumundurowana
pod kierownictwem 3-4 osobników umundurowanych i uzbrojonych.
We wszystkich bez wyjątku wsiach, osadach, koloniach, akcję
mordowania Polaków przeprowadzali Ukraińcy z potwornym
okrucieństwem, Kobiety – nawet ciężarne - przybijali bagnetami do
ziemi, dzieci rozrywali za nogi, inne nadziewali na widły i rzucali
przez parkany, inteligentów wiązali kolczastym drutem i wrzucali
do studzien, odrąbywali siekierami ręce, nogi, głowy, wycinali
języki, obcinali uszy, nosy, wydłubywali oczy, wyrzynali
przyrodzenia, rozpruwali brzuchy i wywlekali wnętrzności, młotkami
rozbijali głowy , żywe dzieci wrzucali do płonących domów.

Szał barbarii doszedł do tego stopnia, że żywych ludzi przerzynali
piłami, kobietom obrzynali piersi, inne nadziewali na pale, lub
uśmiercali kijami. Wielu ludzi skazywali na śmierc – z wyroku -
odrąbując im ręce i nogi a dopiero potem głowę. Za uciekającymi
przez pola organizowali nagonki, wyłapując lub zabijając na miejscu
kogo dopadli. Do kryjówek podziemnych w zabudowaniach i do piwnic,
gdzie zdołała się schronic większa ilośc ludzi, wrzucali granaty
lub pęki zapalonej słomy. Z wielu miejscowości ucieczka była po
prostu niemożliwa, gdyż we wsiach nadrzecznych pozrywali mosty,
a na drogach wylotowych postawili posterunki.
Wszystkie domy polskie ulegają spaleniu, z trupów ściągają ubranie
i buty, całe mienie mordowanych – inwentarz żywy i martwy –
rabują. „
Edytor zaawansowany
  • mat120 22.05.08, 22:34
    "W Małopolsce Wschodniej mamy wojnę. Wojnę bezwzględną, okrutną,
    nieuniknioną dla nas. Mamy ją bez względu na to czy chce jej
    polityczna Warszawa, hołubicielka ideologii ukraińskiej na Wołynia
    (...). Dziś pupile doniedawni, idą na nas z nożami w zębach, pójdą
    bez żenady na swych patronów i opiekunów. (...) Bo wojnę tę mamy bez
    względu na to czy my w ogóle chcemy się bic, czy do wojny tej
    jesteśmy gotowi, bez względu na to czy my w ogóle potrafimy się
    obronic lub czy czekają nas nowe jakie Żółte Wody. (...) Najwyższy
    czas wbic sobie w głowę, że (...) NIC nie wpłynie już na zmianę
    nastrojów w społeczeńsxtwie ukraińskim w stosunku do nas i do
    Polski. Oni chcą nas na zimno wyrżnąc! To musi stac się kamiemniem
    węgielnym naszego poglądu na rzeczywistośc i podstawą każdej naszej
    akcji zarówno politycznej, jak też wojskowej w przyszłości".

    Archiwum Wschodnie. Zbiór Wojciecha Bukata. Memoriał "Polityczne
    i wojskowe położenie Małopolski Wschodniej w świetle ostatnich
    wydarzeń" - cytat za Grzegorzem Motyką (Ukraińska partyzantka....).

    "Na "Hajdamakach" Szewczenki wychowywał się ten naród - na
    zbrodniarzy i rizunów wychowuje go kler. Przez mord i rzeź chcą iśc
    do niepodległości (...). Czy ten naród zasługuje aby byc
    współgospodarzem w naszym państwie w przyszłości?"

    Przedruk z Małopolskiego Biuletynu Informacyjnego - za Grzegorzem
    Motyką - "Ukraińska partyzantka....".

    Tezy i pytania abstrakcyjne i nieaktualne?


  • mat120 05.06.08, 21:07
    ..jakie stosują ukraińskie rezuny. Nie będziemy w odwecie palili
    ukraińskich zagród lub zabijajli ukraińskich kobiet i dzieci.
    Samoobrona ma bronic się przed napastnikami lub atakowac
    napastników, pozostawiając ludnośc i jej dobytek w spokoju".

    Fragment rozkazu nr 2 komendanta Okręgu Wołyń płk. Kazimierza
    Bąbińskiego "Lubonioa" - meldunek sytuacyjny nr 123 z 22 kwietnia
    1944 skierowany do Komendanta Głównego AK
  • mat120 05.06.08, 21:39
    Miejscowośc Chinocze, gmina Włodzimierzec, pow. Sarny.
    "W sierpniową ciepłą noc zwiad konny przyprowadził chłopaka, lat
    około 5, do namiotu sztabowego. Chłopaczek w jednej koszulce drżał
    jak liśc osiki ze strachu. Skąd go wzieliście zapytałem. Szedł
    prosto do naszego Zjednoczenia od strony Chinoczy. Jak się nazywasz
    syneczku - zapytałem? Stasio, prosę pana. A nazwisko twoje? Stasio
    prosę pana. Skąd ty jesteś? Z domu. A z jakiej wioski? Z domu. A po
    co tutaj przyszedłeś? Tatuś mi powiedział, że wtej stronie są
    partyzanci polscy. A kiedy ci mówił? Dawno. A gdzie jest tatuś? Leży
    na podłodze bo mu główkę odrąbali. Kto odrabał? Ludzie siekierą. A
    gdzie twoja mama? Yeż leży i Wanda leży i Helunia leży i Romek leży,
    wszyscy leżą. A ty gdzie byłeś? Ja leżałem pod łóżkiem.
    Alarm! Krzyknąłem.
    Ruszyliśmy pełnym galopem (,,,) a dwa plutony piechoty ruszuły ile
    sił w nogach na przełaj do Chinoczy. Na zastawie przy drodze oparty
    o drzewo siedział człowiek o kolorze dojrzałej sliwki z czerwonymi
    oczyma. Co to za murzyn zapytałem dowódcę zastawy? To nie murzyn to
    Ukrainiec, nasz informator z Chinoczy - Andrij. Czy on jest ranny? -
    zapytałem. Nie tylko mówic nie może bo był duszony postronkiem przez
    bulbowców i wszystko nam pisze na papierze. Złapałem ten papier i
    zacząłem czytac; (...) przed północa przyszli do mnie moi sąsiedzi
    z Chinoczy, związali mi ręce do tyłu, zarzucili mi postronek na
    szyję i zaprowadzili mnie w olszynę, gdzie było bagno i tym
    postronkiem dusili mnie tak, że dwóch ciągnęło za jeden koniec a
    jeden za drugi koniec i ja upadłem w płytkie bagno i mysleli, że ja
    już nie żyję, że mnie zadusuli, wówczas rozwiązali mi ręce, zdjeli
    postronek z szyi i wrzucili mnie w bagno dalej od brzegu i poszli do
    domu. Akto wymordował Polaków? Ci wymordowali, co mnie dusili. A
    skąd wiesz, że to oni? Sami mówili, że twoi przyjaciele Lachy leżą
    pokotem bez głów. Rugali mnie, że jestem zdrajcą, że zdradziłem
    Ukrainę, a poszedłem służyc Lachom i czerwonej Moskwie. "Koniec z
    Tobą ty podły psie. Wszystkich takich jakj ty zdrajców i wrogów
    wyrżniemy i wydusimy" i tym postronkiem zaczęli mnie dusic.
  • mat120 05.06.08, 22:00
    Wkroczyliśmy do osady Chinocze. Trzy grupy konnych partyzantów
    okrążyło zabudowania zbrodniarzy a trzy plutony piechoty okrążyło
    osadę Chinocze i wszystkich dorosłych mieszkańców zebrali na końcu
    ulicy, od strony lasu na zebranie w miejscu dokonanej ostatniej nocy
    zbrodni. Na ogromnym podwórku zamordowanej polskiej rodziny zebrało
    się około 300 osób i z zaciekawieniem czekało co będzie dalej. Na
    mój znak podniesionej ręki partyzanci wynieśli 5 skrwawionych trupów
    z obciętymi głowami i ułożyli przed zebranymi na trawie. Przynieśli
    też z drugiej 6 polskich trupów. Wśród zebranych powstał nieopisany
    pomruk.
    Mordercy są wśród was - doniosłym głosem oświadczyłem. Nie panie nie
    zaprzeczył rachmistrz gminny. Zbrodniarze wystą na środek podwórka -
    krzyknąłem z całej siły. Tłum znieruchomiał, oglądając się na
    wszystkie strony. Nikt nie wystąpił. Powtórzyłem to trzy razy. Aż
    wskazałem palcem na pierwszego siedzącego na zagacie. Wstał,
    Zamordowałeś Polaków i Andrija? Nie panie. Więc proszę podejśc do
    tamtej, parokonnej furmanki, umajonej brzózkami, odgarnąc brzózki i
    zajrzec co tam jest, a po odejś ciu od fury w powrotnej drodze
    podnieśc ręce na znak, że jesteś mordercą. Jeżeli jesteś niewinny,
    swobodnie i z usmiechem odejdziesz do domu. Zbrodniarz powoli
    podchodził do furmanki i odgarnął brzózki na bok i z przerażeniem
    zobaczył żyjącego Abdrija. Andrij powoli podniósł rękę, palcem
    tyknął w twarz i lekko splunął mu w oczy, bo jeszcze siły nie miał.
    Twarz bandyty zczerniała, pokryła się gęstymi kroplami potu, a z
    przerażenia oczy wybałuszył i cały zesztywniał. Tys go dusił? -
    zapytałem bandytę? Andrij bez przerwy tykał palcem mu w oczyI(...).
    Bandyta szeroko otworzył usta z grymasem błagającym o litośc i
    drżącym głosem przemówił: Andriju daruj. Ty go mordowałeś -
    zapytałem? Morderca milczał. Polaków też mordowałeś? Bandyta zwiesił
    głowę. Podnieś ręce do góry i wracaj do zagaty. Dawc drogiego! A
    potem i trzeciego. Historia była taka sama.

  • mat120 05.06.08, 22:17
    Mordercom kazałem usiąśc na zagacie i jeszczeraz ich zapytałem; o co
    prosicie, ośmierc czy o życie. Zycie panoczku, życie. Wtem
    usłyszałem spazmatyczny żeński głos i gdy spijrzałem w tamtą stronę,
    to zabaczyłem jak z tłumu matki i żony bandytów popychają poprzód
    siebie swoje dzieci z krzykiem: "Całujcie pana ręce i nogi, żeby nie
    zabijał naszego tatka" i same też rzuciły się do mych nóg. Żony i
    dzieci kazałem usunąc na poprzednie miejsce w tłum, a sam doniosłym
    głosem oświadczyłem, że my partyzanci nie chcemy zabierac życia
    ludzkiego, którego myśmy nie dawali. Nie chcemy zabierac mężów od
    żon, ojców od dzieci. Jednego tylko chcemy - żądamy, żeby ci
    mordercy żyli długie lata, ale już nie mordowali więcej niewinnych
    ludzi. Żebyśmy my partyzanci i wy wszyscy tu zebrani byli pewni w
    stu procentach, że mordowac już więcej nie będą, więc trzeba ich
    unieszkodliwic raz na zawsze. Rozkazuję każdemu bandycie z bliskiej
    odległości przestrzelic z pistoletu kolana u nóg i łokcie u rąk.
    Tak, żeby oni nie mogli władac rękami ani też nogami. Rozkaz
    wykonano. Już nigdy mordowac nie bedą".

  • mat120 05.06.08, 22:36
    Podczas Konferencji Warszawskiej wystąpiła pani, emerytowana
    nauczycielka z południa Polski, która przeżyła dzięki partyzantom
    Kunicy. Spędziła, jako małe dziecko, kilka miesięcy w tym oddziale
    partyzanckim.
  • mat120 07.06.08, 18:11
    To musiało wyglądać makabrycznie. Ciała, które kilka dni leżały w
    ziemi, wykopano, załadowano na wozy i przywieziono do Przebraża.
    6 maja 1943r. grupa 22 Polaków z Przebraża, którzy udali się do
    niemieckiego majątku Czetwertnia po zakup żywności, została
    schwytana k. ukraińskiej wsi Ostrów przez bojówkę banderowską.
    Zamknięto ich w samotnie stojącej chacie, po czym pojedynczo
    wyprowadzano i mordowano. Dwóm mężczyznom udało się uciec, trzecim
    ciężko rannym zaopiekował się pewien Ukrainiec i przywiózł do
    Przebraża. Dzięki nim polska samoobrona wiedziała, gdzie szukać
    zwłok.
    Kilka dni później 40-osobowy oddział udał się w miejsce mordu. W
    wiosce zastano tylko kobiety i starców; młodzież ukraińska zbiegła.
    Miejscowi wskazali zbiorową mogiłę i pomagali w jej rozkopaniu;
    następnie wzięto ich na tzw. podwody czyli zawiezienie zwłok do
    Przebraża.
    Po przybyciu na miejsce wokół trupów zebrał się tłum ludzi
    lamentujących i wygrażających zabójcom. Płakali i Ukraińcy, pewni,
    że czeka ich śmierć za czyn swoich ziomków. Wówczas komendant
    cywilny Przebraża Ludwik Malinowski powiedział: “Możecie wrócić do
    domu i powiedzieć swoim, że Polacy dzieci, kobiet i starców nie
    mordują, ale nie będą mieli miłosierdzia dla bandytów”. Ukraińcy
    padli na kolana i zawołali: “Pane u Was Boh żywe!”.

    65-lat-temu.salon24.pl/73937,index.html
  • bastion44 03.07.09, 22:50
    ktos_021 napisał:

    > niss26an49.blox.pl/2009/05/Przemilczane-zbrodnie-na-Wolyniu.html
    > niss26an49.blox.pl/2009/06/Historia-OUN-i-UPA.html

    > niss26an49.blox.pl/2009/05/Hymn-UPA.html
    To znak,że V-ta kolumna banderowskich ścierwojadów ma macki jak włoska mafia!.Zresztą nie jest to jedyny przypadek "wyparowania",zdarzały się nie takie "kamforowe" zniknięcia,nawet z archiwów państwowych potrafią ukraść nie jeden dokument,który jest niewygodny dla nich.
  • mat120 20.06.08, 01:07
    Pisałem już na tym forum o zbrodni UPA na ludności polskiej,
    mieszkającej na osiedlu Szlachta w podolskiej wsi Łanowce. Miało to
    miejsce w dniu 12 lutego 1944r. Przytaczałem, nigdzie dotąd nie
    publikowane, relacje naocznego świadka. Znam również osobę, której
    na jej oczach zaszlachtowano siekierami rodziców. Przeglądając
    meldunki tygodniowe AK z 1944r z Okręgu Tarnopol znalazłem taki oto
    zapis:

    "B. Terror ukraiński
    Miesiąc luty zapisał się na terenie omawianych powiatów b.
    tragicznie krwawą działalnością rizunów ukraińskich, którzy od
    sporadycznych mordów i uprowadzeń przeszli do naopadów masowych,
    których ofiarą pada przerażająco zwiększająca się liczba ludności
    polskiej, ginącej wśród niesłychanej męczarni. Makabrycznośc ich
    budzi grożę nawet wśród zaprawionych w tym procederze Niemców.

    Powiat Borszczów najbardziej zagrożony

    (...)
    3. Bestialski mord w Łanowcach. Jakoby najazd tatarski. Ok. 70 ofiar

    Późnym wieczorem dnia 12.02 br silna banda ukraińska wtargnęła
    niespodziewanie do wsi Łanowce, otoczyła przeważnie polską
    dzielnicę "szlachta", a podpaliwszy kilka gospodarstw polskich,
    prowadzona przez miejscowych Ukraińców, którzy wskazywali domy
    polskie, w tym niesamowitym oświetleniu, dokonywała spustoszenia
    według wzorów dziczy tatarskiej, strzelając do ratujących się
    ucieczką, pastwiąc się nad bezbronnymi, żywcem obcinając dzieciom
    języki, uszy, nosy, dłonie, stopy, wydłubując oczy.
    Jest w tym coś potwornego, że nasuwa się pytanie: w jakim świecie
    żyjemy. Chyba świat nie uwierzy, że może istniec w Europie naród o
    tak pierwotnych, najdzikszych instynktach, na które nie może byc
    innej reakcji jak tylko zagłada. Bo nawet w najdzikszych zakątkach
    świata nie bytują już chyba podobne ludzkie istoty.Ogółem śmierc
    znalazło w tej rzezi ok. 70 Polaków(...)."

  • mat120 03.02.09, 17:05
    Kiedyś, po obu stronach drogi stały domy polskiego osiedla Szlachta we wsi
    Łanowce na Podolu...

    fotoforum.gazeta.pl/3,0,795285,2,56.html
  • mat120 04.02.09, 19:38
    65 lat temu...

    "Ja mieszkałem w dzielnicy Szlachta, gdzie mieszkali prawie sami Polacy. 12 lutego 1944r. o godz. 20.00 był silny mróz i duży śnieg. Przyjechali banderowcy. Przyjechali i zaczęli mordować Polaków. Szli od mieszkania do mieszkania. Zabijali kogo spotkali. Zabijali przeważnie siekierami, nożami, bagnetami. Starcom, chorym na łóżkach obcinano głowy. ....Siedzimy na poddaszu i słyszymy jak idą do naszego sąsiada. Wyłamali drzwi na korytarzu i zabili sąsiadkę; była to już starsza kobieta. Słyszałem jak krzyknęła: "Co chcecie?" -
    i w tym momencie głuche uderzenie. Jęk tej kobiety trwał może z pół godziny, może trwałby dłużej, ale gdy zapalono mieszkanie jęki ucichły. Syn z córką uciekli z mieszkania. Mąż tej kobiety leżał na łóżku, był chory, Na tym łóżku obcięto jemu głowę. Nazwisko sąsiada Jaworski Paweł. ... Dwojgu dzieciom - było to rodzeństwo, chłopaczek miał sześć lat, siostrzyczka miała pięć lat - odcięto języki - nazwisko ich to Skórski. ... Druga rodzina nazwiskiem Żołyński; męża nie było w domu. Przyszli banderowcy, wyłamali drzwi; wyprowadzili żonę na dwór i siekierą zabili. Widziałem ją jak leżała na podwórku,.. , .....Obok niej leżało małe dzieciątko, może miało sześć miesięcy.
    Leżało obok swojej mamy, brzuszkiem do góry, na piersiach i brzuszku było widać kłucia bagnetem. Buzię miało bielszą od śniegu, nadzwyczaj białą. ... A oto przebieg morderstwa rodziny Adamowskich. Adamowski miał z drugą żoną Ukrainką czworo dzieci: trzech synów i jedną córkę. Dobrze ich znałem bo my się razem bawili. Gdy banderowcy weszli do mieszkania, wyprowadzili trzech chłopaczków na
    podwórko i siekierami pozabijali. Widziałem ich potem jak leżeli oni w kałuży krwi, jeden przy drugim. Najstarsza córka Marysia, jak już wyżej wspomniałem od pierwszej żony, leżała już w łóżku. Banderowcy przyszli i kazali jej wyjść na dwór - ona nie chciała (tak opowiadała jej macocha). Oni ją zakłuli bagnetami na tym łóżku, tak, że krew opryskała całą ścianę. Natomiast macocha ze swoją
    córką schowała się na piecu. Gdy banderowcy skończyli morderstwo, to ona zeszła z tego pieca i strasznie płakała, rozpaczała i krzyczała. I poszła z tą dziewczynką do grupy banderowców, którzy stali na podwórku. I mówi do nich; "Coście zrobili? Pozabijaliście moje dzieci, to i mnie zabijcie". Oni się nic nie odzywali, obrócili się i poszli. Jej bracia byli w banderowcach.
    Było podejrzenie, że i oni brali udział w morderstwie na Szlachcie. Następna rodzina - nazwisko Matkowski. Przyszli banderowcy do mieszkania i wyprowadzili całą rodzinę na podwórko; było ich pięcioro, ojciec, matka, syn z córką i żoną.
    Zabijano ich siekierą, każdego po kolei. Obok ich mieszkania, może ze dwadzieścia metrów płynął strumyk, krew tych ludzi płynęła przez drogę do tego strumyka. Widok był straszny i przejmujący." Ogółem w ciągu dwóch godzin zamordowano 72 osoby /66 znanych z imienia i nazwiska/."

    Tę barbarzyńską "walkę" o samostijną potwierdzili Ukraińcy, którzy następnego dnia oglądali teren "walki". Jeden z nich powiedział mi "To było straszno...".
    Dziś na miejscu tej ohydnej zbrodni, jednej z wielu tysięcy, stoi krzyż poświęcony... trzem banderowskim barbarzyńcom, których Rosjanie otoczyli tam przy końcu 1945r!!!

  • mat120 14.02.09, 08:29
    "Szlachta
    Tagi:
    * Galicja Wsch.
    * karty
    * Historia
    „Gdzie ten Matkowski się podziewa?” – pomyślał stary Niedzielski wyglądając
    niecierpliwie przez zamarznięte okno. Siarczysty mróz wymalował na szybie
    kwieciste wzory i nawet chuchanie nie pomagało. Za mętną szybą w świetle
    księżyca majaczyły niewyraźne kształty – choćbyś oczy wypatrzył, nie rozpoznasz
    – pień to, chochoł czy może człowiek stoi.
    Chłopak Buczyńskiego, drugi do gry, z nudów tasował kolejny raz przetasowaną już
    talię, gdy Niedzielski postanowił wyjść przed chałupę. Odsunął zdrową ręką
    rygle, nałożył baranicę, postawił wyżej kołnierz i wyszedł na zewnątrz. Mróz
    zaszczypał w ręce i policzki, zimne powietrze wpadło do płuc i otrzeźwiło. „Ki
    czort?” – pomyślał Niedzielski i przetarł oczy. Między domami uwijały się czarne
    sylwetki z toporami w rękach. Ktoś gdzieś rozpaczliwie wzywał pomocy. Rozjaśniło
    się – to buchnął ogień.
    Niedzielski rzucił się z powrotem do izby. – Uciekaj, bandery mordują! –
    krzyknął do chłopaka, któremu nie trzeba było dwa razy powtarzać. Zaczął szarpać
    śpiącą żonę i dzieci. Wydawało mu się, że minęły godziny, zanim zwlekły się z
    łóżek. Kwiaty na szybach zajaśniały i nabrały kolorów, jakby oświetlone
    jaskrawym świtem. To chaty w pobliżu już płonęły. Wszędzie kręciły się złowrogie
    sylwetki.
    – Schowajcie się pod łóżka! – krzyknął. Sam wziął siekierę w garść, otworzył
    drzwi i stanął w sieni. „Niech no który przyjdzie, dostanie w łeb, a później
    niech się dzieje wola Boża.” – pomyślał dodając sobie otuchy. Mimo ogarniającego
    zimna, pot wystąpił mu na czoło a serce waliło jak młotem. Długo nie czekał –
    zaraz pod chatą zaskrzypiał śnieg, na próg padły dwa drgające w pożodze cienie.
    Znajomy głos powiedział:

    - Chodźmy tego kalekę Niedzielskiego wykończyć.

    Na co odezwał się drugi:

    - Tu już nasi byli, wszystko pootwierane.

    I odeszli.

    ***
    „Jak ich policzyć?” – zastanawiał się Holz patrząc na wozy drabiniaste
    wypełnione odrażającym ładunkiem. Mdłości mu minęły, zjedzone niepotrzebnie
    śniadanie uwolniło go już od swego balastu. Zasłonił tylko usta chusteczką, by
    nie czuć swądu spalonego mięsa. „Ta ręka na przykład – czyja? Przecież nie będę
    przymierzał. Tak, trzeba liczyć głowy. Co za dzicz, mein Gott!” – zaniósł się w
    myślach słusznym oburzeniem.
    Dudnienie dochodzące ze wschodu zapowiadało, że niedługo szlag trafi wszystkie
    niemieckie rachunki, ale taka wątpliwość nie mieszała myśli służbistego Niemca.
    Statystyka musiała się zgadzać. Może w gminie zechcą skorygować plan wywózek na
    roboty?

    - ... neunundsechzig, siebzig! – policzył Holz ostatniego trupa wrzuconego do
    dołu. Na dany znak chłopi zaczęli posypywać czubatą zawartość jamy cienką
    warstwą ziemi. Wtem od strony Łanowiec pojawiła się jeszcze jedna furmanka z
    dwoma poszlachtowanymi ciałami.

    - Tu już nie ma miejsca. – powiedział Holz. – Wrzućcie ich tam – pokazał na
    nieodległe zapadlisko, niemego świadka wydarzeń sprzed pół roku.

    - To ne Żydy pane, ałe chrestijany. Treba wykopaty nowu mohyłu.

    - Róbcie, co chcecie. Ja już się stąd wynoszę.

    Na kartce wpisał liczbę 72, złożył podpis i oddał kartkę jednemu z chłopów.
    Szofer zapalił silnik. Holz usiadł obok niego poprawiając zawieszony na szyi
    aparat fotograficzny. Przynajmniej będzie mieć pamiątkę z Rosji. Przecież w
    Heimacie nikt w coś takiego na słowo mu nie uwierzy.
    __________________

    Oparte na faktach. 12/13 lutego 1944, osiedle Szlachta we wsi Łanowce, pow.
    Borszczów, woj. Tarnopol."

    65-lat-temu.salon24.pl/386395.html
    Od siebie dodam, że kilka lat temu , będąc w Łanowcach, usiłowałem odnaleźć tę
    zbiorową mogiłę. Bezskutecznie. Pytani o nią miejscowi Ukraińcy wzruszali
    jedynie ramionami.
  • mat120 21.06.08, 17:21
    1944, 5-11 marca - Meldunek tygodniowy Wydziału Informacji i Prasy
    Okregowej Delegatury Rządu we Lwowie do tyczący terroru
    ukraińskiego, opracowany przez dr. Kazimierza Świrskiego
    (pseud. "Brat"):

    B. Terror ukraiński
    (...)
    Powiat Kopyczyńce
    1/Mord w Horodnicy - objaw najdzikszych instynktów tłuszczy
    ukraińskiej - 7 trupów

    W nocy na 3 lutego br. miejscowi i okoliczni Ukraińcy dokonali w 3
    grupach planowego napadu na plebanię i domy polskie. Jedna grupa
    wtargnęła na probostwo, gdzie proboszcz Franków brobił się, zranił
    ciężką popielniczką 1 z napastników i zdołał uciec. Po dokonanym
    rabunku napastnicy podpalili budynki. Plebania spłonęła doszczętnie.
    Napastnicy sądzili, że spalony został i ks. Franków. Ten jednak
    ocalał. Druga grupa napadła na domostwo Polowego Karola, którego
    wraz z żoną zastrzelili, następnie siekierą rozbili głowy
    i wyrzucili mózgi. Trzecia grupa operowała w domostwie Antoniego
    Kaczana, którewgo żonę zamordowali, a samego Kaczana zaprowadzili do
    stodoły i kazali kopac dół. W pewnej chwili Kaczan rzucił się do
    ucieczki. Napastnicy strzelali za nim, lecz on wskoczył do rzeki,
    zanurzył się. I tak uszedł pewnej śmierci.
    Oprócz Karola (l.46) i Macieja (l.44) Polowych oraz Barbary Kaczan
    (l.38) zostalui zamordowani:: Gajda Maria l.78, Gajda Franciszka
    l.34, Gajda Barbara l.32, Cirko Józef l. 18. (...)
    Trupy zamordowanych zgromadzili mordercy w stodole Kaczanów w
    wykopanym dole a stodołę spalili. Znaleziono zupełnie zwęglone
    szczątki, przedstawiały okropny wygląd.(...)."

    PS. Proszę zwrócic uwagę na bestialskie zachowanie polskiego
    proboszcza Frankowa, który nie bacząc, że napastnicy walczyli
    o wolnośc Ukrainy, zranił jednego z nich popielniczką.
  • mat120 21.06.08, 17:28
    Z meldunku jak wyżej:

    "Powiat Kopyczyńce

    2/mord w Słobódce Wasylkowieckiej - dziecko przybite do kołyski

    W nocy na 16 lutego br. zbrodniarze ukraińscy zamordowali 5 osób z 3
    rodzin Międzybrodzkich i 3 mężczyzn z innych rodzin. Między ofiarami
    jest niemowlę, któremu zbrodniarze połamali rączki i przybili do
    kołyski".
  • mat120 24.06.08, 20:17
    1944, 22 kwietnia - Fragment meldunku tygodniowego, opracowanego
    przez pracownika lwowskiej ODR Kazimierza Świrskiego (pseud. "873",
    dotyczącego terroru ukraińskiego, stosunku Niemców do zachodzących
    wydarzeń oraz nastrojów wśród ludności polskiej.

    "Meldunek tygodniowy

    (...)

    Stosunek Niemców do akcji eksterminacyjnej ukraińskiej
    przeciwpolskiej

    Mimo ogólnej proukraińskiej polityki niemieckiej, nieofocjalne
    sympatie Niemców skłaniały się w stronę Polaków, wyrażając się tu i
    ówdzie w braniu w obronę a nawet w represjach stosowanych do
    zbrodniarzy ukraińskich. W miarę zbliżania się nawały bolszewickiej
    ujawniała się w kołach oficjalnych niemieckich tendencja zjednywania
    sobie Polaków, co stwarzało dla nas duże możliwości wyzyskania jej w
    akcji obronnej przeciwko terrorowi ukraińskiemu. Niestety, moment
    ten nie został przez na wyzyskany, a gdy współdziałanie Armii
    Krajowej z Sowietami przeciwko Niemcom z rozkazu Rządu Polskiego
    zostało na cały czas rozgłoszone, pogorszyła się nasza sytuacja, co
    Ukraińcy umiejetnie wykorzystują mordując Polaków i paląc ich mienie
    bez reakcji ze strony władz niemieckich.
    Nawet ci Niemcy, którzy ze stanowiska ludzkiego stawali w obronie
    męczonej ludności polskiej, zmienili swe nastawienie wobec Polaków,
    gdy ci najoficjalniej wypowiedzieli się za Sowietami, a przeciwko
    Niemcom. Ci spośród Niemców, którzy potrafią zdobyc się na
    bezstronną ocenę sytuacji, wyrażają ujemną opinię w tej naszej
    polityce, której skutki wyrażają się w wydaniu bezbronnej ludności
    polskiej na łup tłuszczy ukraińskiej, prowadzonej przez przywódców
    potrafiących wyzyskac nasze błędy na swoją korzyśc. Politykę tę
    nazywają oni samobójczą i pozbawioną wszelkiego realizmu.
    Dowodem szkodliwości tej polityki są represje stosowane przez
    Niemców, a jako typowy przykład podajemy wieś Adamy w pow. Kamionka
    Strumiłowa, w całości polska, zagrozona napadami ukraińskimi. Wieś
    ta zorganizowała silną samoobronę i otrzymała od Niemców ok. 40
    karabinów ręcznych i automatów wraz z dostateczną ilością amunicji
    oraz spora ilośc ręcznych granatów. Dzięki temu wieś odparła dwa
    silne napady band ukraińskich, Przed niespełna tygodniem Niemcy całe
    zaopatrzenie w broń odebrali z powodu współpracy Polaków z
    komunizmem i oficjalnego wystapienia do walki przeciwko Niemcom
    wspólnie z bolszewikami.
    Zaeaz następnej nocy bandy ukraińskie dokonały zorganizowanego
    napadu na wieś Adamy, a bezbronna wieś polska poszła cała z dymem.
    O ofiarach w ludziach brak dotychczas wiadomości.
    Tak zmieniała się postawa Niemców w czynne popieranie Ukraińców w
    ich akcji przeciwpolskiej na terenie powiatu Kamionka Strumiłowa."
  • pisz_pan_na_berdyczow 24.06.08, 21:54
    no...to wniosek taki...gdybyśmy nie wspólpracowali z Sowietami, to
    Niemcy nie pozwoliliby nas rezać Ukraińcom...
  • mat120 08.07.08, 00:05
    "O tym co panu opowiem powinien wiedziec cały swiat - każdy
    człowiek, a przeważnie Polacy - synowie córki, wnuki, prawnuki,
    każdy Polak.
    O tym nie wolno nigdy zapomniec, pomimo, że historia milczy o tej
    strasznej zagładzie rzeszy Polaków za Bugiem, z Wołynia, jego
    eksterminacji - kompletnego bestialskiego wymordowania - rzezi
    najprymitywniejszej, dokonanej przez Ukraińców. Świat zna jedną
    eksterminację ludzi - Żydów przez Niemców i o tem głosno krzyczy.
    Drugą taką eksterminacją ludzi - Polaków - w skali światowej, była
    eksterminacja ludzi narodowości polskiej - nieopisane ich mordy na
    ziemiach wschodniej Polski, (...) o której cicho, nic się nie mówi.
    Ja, który przeżyłem to piekło i widziałem na własne oczy, bedę
    krzyczał - może ktoś usłyszy - opublikuje, rozpowie, że każdy
    kawałek ziemi nazwanej obecnie Ukrainą jest znaczony Polską krwią i
    na każdym jej skrawku leżą polskie kości.
    Przed lipcem 1943r. chodziły pogłoski, że Ukraińcy mają wybijac
    Polaków, mordowac. Ludnośc polska - kobiety, dzieci i starcy oraz
    młodzeż - pod koniec lipca 1943r. spakowała się na wozy, ludzie
    zabierali tylko żywnośc, w wszystko poza nią pozostawili. Na drodze
    w miejscowości Chrostów, w dzień wyszło trzech Ukraińców z rkm i
    zatrzymali kolumnę wozów i zaraz zaczęli strzelac do ludzi i koni -
    zabili jedną osobę, (...) ranili mojego teścia Kaniczuka Pawła,
    który pozostał z zabitymi, mocno okrwawiony - później został zabrany
    ale za tydzień zmarł. (...) Z wozu zdjęli dwuletnie dziecko, jeden z
    Ukraińców strzelił mu w ucho - zabił. Dopiero wtedy z matką dziecka
    podnieslismy straszny wrzask. Ukraińcy przestali strzelac i zaczęli
    pytac się - Kydy wy jedzieta - powiedzieliśmy, że jedziemy do
    Włodzimierza a oni kazali nam wrócic do swoich domów. W tym czasie
    niedaleko paliła się duża wieś - duży ogień był przed nami. Myśmy
    zawrócili a młodzeż - młodzi mężczyźni i kobiety - w trakcie
    strzelaniny uciekli pomiędzy olchy i bagna w kierunku Włodzimierza.
    Za kilka dni Ukraińcy przysłali kartke pisaną po polsku, azeby się
    nie bac, sprzatnąc zboże z pola, nic nikomu się nie stanie. Mysmy
    zboże pokosili i częściowo zwieźli do stodół. Przy końcu sierpnia w
    dzień usłyszeliśmy krzyki, piski, wrzask, słowa "O Boże, o jej ,
    ratunku", od strony Władysławówki. Dośc młody mężczyzna, w porwanym
    ubraniu i cały pokrwawiony, biegł z tamtej strony i krzyczał "rano
    bili - mordują". Zorientowaliśmy sie, że na wieś Władysławówke
    napadli Ukraińcy i mordują Polakó - wieś odległa o około 1,5 km od
    nas. Ludnośc naszej wioski zaczęła uciekac w pole, do lasu, gdzie
    kto mógł, to sie chował. Ja uciekłem z trojgiem małych dzieci
    (2,4,10 lat) i żoną do lasu, około 400 m. od domu mojego. Za dwie
    godziny na skraju lasu usłyszałem gwizdnięcie - wyszedłem i
    zobaczyłem, że przed lasem w rowie stoi Pawluk Józek, Ukrainiec z
    mojej wioski, kolega. Powiedział, że widział jak mysmy uciekali i
    gdzie. Przyniósł chleb, słoninę dla dzieci i powieział ażeby cicho
    siedziec, bo Ukraińcy mordują Polaków. Powiedział też, że idzie do
    wsi Władysławówka, gdzie odbywa się rzeź Polaków, zobaczyc co sie
    stałoz jego ojcem zamieszkałym we Władysławówce. Po tym przeszedł w
    to samo miejsce do lasu za jakieś 3 godziny, t.j. ok. godziny 14.00 -
    wizdnął umówiony znak. Ja wyszedłem i on podszedł do ukrytej mojej
    rodziny. Powiedział - "Siedźcie cicho" - nie wracajcie do domu, bo
    Ukraińcy mordują wszystkich Polaków co do nogi w naszej okolicy" -
    Priwidnik ich powiedział, że taka rzeź jednoczesnie jest
    przeprowadzana , odbywa sie na całej Ukrainie, że jest nakaz wybicia
    wszystkich lachiw - żeby nikt nie pozostał - komunistów i Żydów
    też."
  • mat120 09.07.08, 23:21
    Powiedział, że we Władysławówce wybili wszystkich, 40 rodzin -
    ogółem 250 osób, leżą martwi , trupy. Zapytany jak to sie stało,
    opowiedział, że rano napadli na kolonię, 50 Ukraińców - UPA,
    uzbrojonych, otoczyło i "zdobyło" wieś, podczaas "zdobywania" wsi
    zastrzelili kilku Polaków, którzy uciekali. Pozostali bezbronni
    i sterroryzowani, zostali oddani Ukraińcom, którzy oczekiwali
    w rejonie wsi przed jej "zdobyciem". Była to zbieranina ludzi bez
    broni palnej, ze 150 osób, nawet pomiędzy nimi były kobiety -
    wszyscy posiadali kosy, sierpy, siekiery, widły, noże, cepy,
    szpadle, grabie, kłonice, orczyki i inne narzędzia stosowane
    w rolnictwie. Tak na dany znak przez uzbrojonych Ukraińców rzucili
    się na Polaków. Rozpoczęła się straszna rzeź, w tym zamieszaniu
    pobili i swoich. O tym opowiedział mi ojciec, a sam widziałem koniec
    tego mordu - najgorzej znęcali się nad ostatnimi Polakami -
    rozszarpywali ludzi, ciągali za ręce i nogi, a inni ręce te odżynali
    nożami, przebijali widłami, cwiartowali siekierami, wieszali żywych
    i już zabitych, rozcinali kosami, wydłubywali oczy, obcinali uszy,
    nos, język, piersi kobiet i tak ofiary puszczali. Inni je łapali
    i dalej męczyli aż do zabicia. Przy końcu ofiara była otoczona grupą
    ryzunów - widziałem, opowiadał dalej, jak jeszcze żyjącym ludziom
    rozpruwali brzuchy, wyciągano rękoma wnętrzności - ciągneli kiszki,
    a inni ofiary trzymali, jak gwałcili kobiety, a później je zabijali,
    wbijali na kołki, stawiali żywe kobiety do góry nogami i siekierą
    rozcinali na dwie połowy, topili w studniach. Powiedział Paqwluk, że
    nigdy w życiu nie widział i nie słyszał o takiej rzezi, i nikt kto
    tego nie widział, nigdy w to nie uwierzy, że jego pobratymcy to
    dokonali. Po wybiciu ofiar wszyscy rzucili się na dobytek - rabowali
    wszystko, nawet jedni drugim zabierali, były bratobójcze bójki
    (...). Nie mogłem patrzec się na dzieci z roztrzaskanymi głowami
    i mózgiem na ścianach, wszędzie trupy zmasakrowane, krew - aż
    czerwono, sam się pochlapałem, aż się rzygac chciało, w zamieszaniu
    odszedłem - opowiadał Pawluk.
  • mat120 10.07.08, 23:45
    Myśmy siedzieli w tym lesie ze trzy dni. a on Pawluk Józef,
    Ukrainiec - przynosił jedzenie - chleb, słoninę i inne. Mówił, że
    musimy uciekac bo on nie może się narażac - Ukraińcy są czyjni i za
    to mogą jego i jego rodzinę zabic. Myśmy usłuchali i jego i przez
    całą noc szliśmy do Włodzimierza - przez las, bagna. Rano dotarliśmy
    do Włodzimierza całkiem wykończeni. Zatrzymaliśmy się u siostry
    ciotecznej Pawliny. Tam był już mój syn Zbigniew. (,,,) Z
    Włodzimierza w miesiącu lutym 1944 wyjechałem do Hrubieszowa -
    przewieźli nas Niemcy samochodami.
    W Hrubieszowie spotkałem Cis Kajetana - lat 52, sąsiada z Augustowa,
    który powiedział, że nie zdążył uciec przed ryzunami do lasu -
    chmara rozjuszonych ryzunów już szła, więc schował się w kopę zboża
    tzw. "dziesiatkę" blisko domu Malinowskiego Franciszka, mego brata z
    Augustowa. Widział przez szpary w snopkach jak cała rodzina
    Malinowskich; żona Kazimiera, dzieci czworo (2, 3, 4 i 5 lat) i
    teściowa usadowili się na wozie i czekali na ojca Malinowskiego
    Franciszka, który poszedł do mnie, brata Malinowskiego Władysława,
    zobaczyc co z nim się dzieje. Na tej furmance Ukraińcy dopadli
    Polaków - rodzinę Malinowskich. Rozjuszona banda, jeszcze okrwawiona
    i rozgrzana we Władysławówce - widłami, siekierami, sierpami i
    kosami - zabijali, maltretowali te rodzinę, kobiety, żonę
    Malinowskiego i teściową - rozebrali do naga i gwałcili - chyba
    gwałcili już nieżywe kobiety bo leżały bez ruchu i co rusz jakis
    rezun kładł się na nie, były całe we krwi. Żywe dzieci podnosili na
    widłach do góry - straszny krzyk. Gdy Malinowski Franciszek
    podchodził, jego dopadli i zmaltretowali - zabili. Było ich dużo,
    około pięcdziesięciu, kilku miało broń palną - strzelali na wiwat.
    Kilku ryzunów poznałem - opowiadał sasiad - mieszkali w przyległych
    wioskach, sąsiedzi. Ofiar było siedem. Potem zaczęli grabic
    gospodarstwo, przeszukiwac i rozeszli się po wiosce. Częśc została,
    jakiś priwydnyk kazał zwłoki zakopac. Widziałem, mówił sąsiad jak
    wybrali miejsce - dołek koło drogi przy froncie mieszkania
    Malinowskiego Franciszka. Do tego dołka wrzucili 7 osób - liczyłem -
    trupy te jeszcze zmasakrowali, jak kto mógł i zasypali ziemią.
    Miejsce to jest dobrze znane - kolonia Augustów - koło Włodzimierza,
    dom stał na samym środku wsi, zwłoki zakopano płytko, przy samej
    drodze, vis a vis domu. Nawet dzisiaj można sprawdzic, bo kości
    długo leżą w ziemi.
  • mat120 26.02.09, 17:24
    Kiedy skończyliśmy odmawiać druga bolesną część świętego różańca, mama
    pobłogosławiła nas i dała nam święte obrazki. Ja dostałem obrazek z Aniołem
    Stróżem, który przeprowadza przez wąską kładkę położoną nad rwącą rzeką dwoje
    małych dzieci. Z nim to przeszedłem przez śmierć do życia, bym , bym mógł teraz
    zdać Światu relację z tych zbrodni.

    genocide007.webpark.pl/dokumenty_1.htm
  • mat120 04.04.09, 16:52
    Częściowe rozbicie przez oddziały AK i BCH kuszcza sachryńskiego,
    szychowieckiego, werbkowickiego, bereściańskiego i uhrynowskiego nie położyło
    kresu bandyckiej i eksterminacyjnej działalności UPA.
    W dniu 16.03.1944r. ukraińscy nacjonaliści przystąpili do działań
    w płd.-wsch. części powiatów hrubieszowskiego i tomaszowskiego "popisując" się
    jak zwykle niesłychanym barbarzyństwem wobec polskiej ludności cywilnej:

    To była dobrze zaplanowana akcja. UPA miała za zadanie wymordować wszystkich
    mieszkających w Tarnoszynie Polaków. Jutro mija 65. rocznica zagłady.
    - Mój dziadek leżał na podłodze. Bez głowy. Do końca swoich dni będę o tym
    pamiętał - mówi drżącym głosem 75-letni Tadeusz Wolczyk, świadek zbrodni i autor
    wspomnień "Tarnoszyn w ogniu”.

    Jemu udało się przeżyć. - O planowanej akcji rodziców uprzedził Ukrainiec Maksym
    Bida, który udzielił nam schronienia w komorze - wspomina pan Tadeusz.
    www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090317/ZAMOSC/319479889
    Gdy pod koniec lutego 1944 roku banderowcy wyrżnęli rodzinę Wolaninów, a kilka
    dni później zamordowali napotkanych przypadkowo na drodze czterech Polaków,
    mieszkańcy Tarnoszyna zaczęli trzymać warty. Ale na niewiele to się zdało.

    Do zagłady doszło w nocy z 17 na 18 marca 1944 roku. Kilka sotni UPA okrążyło
    wioskę, a łuny płonących zabudowań szybko rozświetliły mroki nocy.

    - Wszędzie słychać było krzyki mordowanych i serie z karabinów - wspomina ze
    łzami w oczach 78-letnia Tekla Nowak, której udało się przeżyć, bo ukryła się u
    życzliwego sąsiada Ukraińca.

    To było piekło. - I tylko jeden przypadek litości - wskazuje Wolczyk. - Zwykły
    strzelec, gdy dostrzegł ukrytą w komórce z torfem kobietę z malutkim dzieckiem,
    miał odwagę skłamać. Widział ich dokładnie, ale powiedział swojemu dowódcy, że
    nikogo tam nie ma.

    Akcją kierował Mirosław Onyszkiewicz, komendant zachodniego rejonu UPA. W
    tragiczną noc zginęło ponad 70 osób, w tym trzynaścioro dzieci. Najmłodsze miały
    po dwa latka. Banderowcy puścili z dymem 36 gospodarstw. Polacy, którym udało
    się przeżyć pożogę, opuścili wioskę. Ale niektórzy nie chcieli się nigdzie ruszać.

    Dziesięć dni później - przy udziale funkcjonariuszy policji ukraińskiej pod
    dowództwem Iwana Maślija - upowcy dokończyli dzieła. Aresztowano pozostałych
    Polaków i pod pozorem spisania danych osobowych doprowadzono na posterunek w
    Szczepiatynie.

    W przydrożnym rowie zamordowano kilkunastu mieszkańców Tarnoszyna
    i Szczepiatyna.
  • mat120 01.01.10, 21:55
    Podczas napadu UPA na Hnidawę (pow. Zborów, 26.11.1944) pięcioletnią dziewczynkę
    o imieniu Zofia zmuszono do wypicia krwi jej zabitego ojca. Innej dziewczynce,
    Hannie, kazano zjeść kawałek ciała rodzica i następnie pozwolono jej żyć „na
    chwałę Stepana Bandery”. Napadu dokonała sotnia „Bondarenki”. W Wasylkowcach
    (pow. kopyczyniecki) Pelagię Węgrzynowicz przywiązano do drzewa, wydłubano jej
    oczy, odcięto język i okaleczono piersi.

    W Kurnikach Szlachcinieckich (pow. Tarnopol) sąd doraźny OUN skazał na śmierć
    Ukraińca Ołeksę Majołowskiego za pomoc Polakom. Zabito także jego kuzyna za to,
    że odmówił wykonania wyroku na Majołowskim. To samo spotkało Hryhorija Chinija i
    pięć osób z jego rodziny w Prosowcach (pow. Zbaraż) za piętnowanie mordów
    dokonywanych na Polakach. Takich przypadków było więcej.

    65-lat-temu.salon24.pl/141477,galicja-wolyn-listopad-1944
  • venus99 02.01.10, 09:06
    jak widać walka o "wyzwolenie" Ukrainy prowadzona była w bardzo
    humanitarny sposób(jak zawsze).kolejne zwycięstwa nad kobietami i
    dziećmi przynoszą upowskim zwyrodnialcom chwałe.
    --
    dum spiro,spero

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.