ks. Isakowicz-Zaleski: Spór o ludobójstwo Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski 2008-07-08
    Dzisiaj o g.18.15 w Telewizji Kraków w Tematach Dnia będę mówił o
    sporach środowisk kresowych i kombatanckich z prezydentem Lechem
    Kaczyńskim, który wycofał się z patronatu na obchodami uroczystości
    ku czci Ofiar Ludobójstwa na Kresach, obejmując równocześnie
    patronat na odbywającym się w tym samym czasie kankurencyjnym
    Festiwalu Kultury Ukraińskiej.
    Program już po 20.00 można będzie zobaczyć na stronie internetowej
    Telewizji Polskiej w dziale Kraków.
    Rozczarowanie postawą Pana Prezydenta jest bardzo wielkie, czego
    przykładem jest poniżej cytowany list otwarty.
    Z kolei w innym dzisiejszym wpisie polecam tekst "Polacy przeciwko
    Polakom", mówiący o sterpedowaniu w Parlamencie Europejskim
    inicjatywy w sprawie ludobójstwa na Kresach. Jutro z kolei
    opublikuję liste Polaków występujących przeciwko budowanie pomnika w
    Warszawie.
    Przypominam o uroczystościach kresowych, które w czwartek odbędą się
    w Warszawie, a których informacja szczegółowa jest na mojej głównej
    stronie. Z kolei w dziale "Kresy Wschodnie" umieściłem relację z
    odsłonięcia pomnika w Ihrowicy k. Tarnopola, a także relację z
    Pielgrzymki Kresowian. Są tam doskonałe zdjęcia ze strony oficjalnej
    Klasztoru Jasnogórskiego.
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=942&PHPSESSID=e07a53e027a5de6b32b4d9bb4e9d2cb6
  • Ksiądz Zaleski udowodnił, że nie boi się mówic nie tylko o ubekach
    w Kościele ale także o bezwstydnych polskich faryzeuszach, tych ze
    świecznika nie wyłączając.
    Jednego można byc pewnym; kończą się powoli czasy dwulicowych
    moralistów i zamiatania pod dywan, rzekomo w imię jakiś wyższych
    nikomu niezrozumiałych polskich interesów, sprawy Wołynia.
    I całe szczęście!
  • TVP Kraków, Tematy dnia 8 VII 2008
    Ks. Isakowicz-Zaleski apeluje o uczczenie pamięci Polaków
    pomordowanych "w latach 1939-1947 przez faszystów z OUN-UPA"
    ww6.tvp.pl/6273,20080708749757.strona
    Bardzo mądre wypowiedzi. HAŃBA WŁADZ POLSKI!!!
  • Wątpliwa to satysfakcja, ale to my pierwsi nazwaliśmy rzecz po
    imieniusad I okazuje się, że mieliśmy rację.
  • "Zapalmy znicze na pomnikach ofiar, bo nie zrobią tego za nas
    politycy, którzy pamięć o naszych rodakach sprzedali za Euro 2012" -
    napisał ks. Zaleski w liście do Kresowian i przyjaciół Kresów
    Wschodnich. Dziś wyjaśniał to na antenie Radia Lublin...
    Zapis wywiadu:
    www.radio.lublin.pl/index.php?site=news_details&id=41164
  • liberum_veto napisał:
    politycy, którzy pamięć o naszych rodakach sprzedali za Euro 2012"

    ... i za orderysad
  • Kurier Lubelski, 8 lipca 2008 r.
    * Anna Gwozdowska: Wczoraj na swoim blogu zadeklarował ksiądz, że
    nie zagłosuje powtórnie na prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Co się
    stało? Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, polski Ormianin, duchowny
    katolicki obrządków: ormiańskiego i łacińskiego, działacz społeczny,
    opozycjonista w okresie PRL: Wierzyłem dotąd, że prezydent prowadzi
    politykę historyczną ponad podziałami. Zaprzeczył temu, kiedy
    zrezygnował z patronowania obchodom upamiętniającym polskie ofiary
    ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na Kresach.
    * Może nie chciał psuć dobrych stosunków z Ukrainą?
    Nie tędy droga. Nie odmówił za to Związkowi Ukraińców i objął
    patronat nad Festiwalem Kultury Ukraińskiej, który odbywa się w tych
    samych dniach w Sopocie. Oczywiście szanuję kulturę ukraińską, ale
    uważam, że prezydent powinien patronować albo obu imprezom, albo
    żadnej.
    * Czy inni polscy politycy zdecydowali się objąć patronat nad
    obchodami?
    Zgodził się tylko wicemarszałek Sejmu Jarosław Kalinowski z PSL. Od
    1990 roku nie ma wśród polityków żadnego pomysłu na to, co zrobić z
    pamięcią o mordach dokonanych przez Ukraińską Powstańczą Armię na
    polskich chłopach z Wołynia i okolic Tarnopola. Nazywam to chorą
    poprawnością polityczną. Polski Sejm nie potępił nigdy tej akcji, a
    poszczególne partie polityczne boją się tego tematu jak diabeł
    święconej wody.
    * Bo zależy im na pojednaniu z Ukrainą.
    Nie będzie żadnego pojednania bez publicznego ujawnienia prawdy o
    tych bolesnych wydarzeniach.
    * Może to Ukraińcy oczekują od nas przemilczania tej zbrodni?
    W tej sprawie na Ukrainie także istnieją podziały. UPA – organizację
    faszystowską – gloryfikuje się tylko na zachodniej Ukrainie. Na
    wschodzie UPA traktuje się jako organizację zbrodniczą. Ona
    mordowała nie tylko Polaków, ale także Ukraińców, Żydów i Ormian.
    Kresowianie zaczną traktować Polskę jak macochę. A przecież korzenie
    kresowe ma, tak jak ja, prawie dwa miliony Polaków. Będzie tak jak z
    lustracją – ukrywanie prawdy zamieni się w rosnący wrzód, który ktoś
    wykorzysta na naszą niekorzyść. Obawiam się także, iż przemilczanie
    prawdy o tej zbrodni, tak jak kiedyś o mordzie dokonanym na
    Ormianach, doprowadzi do przyzwolenia na kolejne masowe zbrodnie.
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=69&nid=958
  • liberum_veto napisał:

    To sie nazywa sprzedajnosc !
  • O rocznicy zbrodni na Wołyniu:

    pl.youtube.com/watch?v=LpC3hMFvdj0
  • To nie sprzedajność, ale zwykłe, pospolite qrestwo. Polscy politycy
    dają d... za darmo, i to od lat, i nie tylko Ukrainie...

    Link do wywiadu ks. Isakowicza-Zaleskiego w "Kurierze Lubelskim":
    www.kurierlubelski.pl/module-dzial-viewpub-tid-9-pid-58113.html
  • Volta prezydenta Lecha Kaczyńskiego
    2008-07-07
    Głosowałem na Lecha Kaczyńskiego, ale drugi raz już tego nie zrobię.
    Pan Prezydent bowiem, wbrew wcześniejszym deklaracjom, wycofał się z
    patronatu nad uroczystościami ku czci Ofiar Ludobójstwa dokonanego
    na Kresach przez nacjonalistów ukraińskich.
    Równocześnie przyjął patronat nad Festiwalem Kultury Ukraińskiej w
    Sopocie, który odbywa się w tym czasie, co uroczystości, czyli w
    dniach 10-13 lipca. To kolejny policzek wymierzony pomordowanym i
    ich rodzinom, tym razem z ręki tego, co obiecywał przywrócić pamięć
    historyczną o przemilczanych wydarzeniach.
    Wstydzę się za Pana Prezydenta, którego tyle razy broniłem w różnych
    dyskusjach i publikacjach.
    Jak napisałem ostatnio w "Gazecie Polskiej", jest to skandal, a Pan
    Prezydent ma obowiązek publicznie to wyjaśnić, o ile w czasie swej
    reelekcji chce liczyć na głosy polskich patriotów.
    Przy okazji, wczorajszy apel z Jasnej Góry został zacytowany we
    wszystkich ogólnopolskich mediach, niezależnie od ich opcji
    politycznych. Poniżej na stronie Radia Jasna Góra można wysłuchać
    mojego kazania w ramach Zjazdu.
    (ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski)
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=939
  • Rzeczpospolita, 11 lipca 2008 r.
    Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Ksiądz obrządków łacińskiego i
    ormiańskiego, autor książki „Księża wobec bezpieki”
    Rz: Czy polscy politycy uczcili we właściwy sposób pamięć o ofiarach
    rzezi na Wołyniu?
    Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Niestety, nie. I lewica, i partie
    postsolidarnościowe torpedują próby mówienia prawdy. To wstrząsający
    dowód całkowitego wyrzeczenia się Kresów i ludzi, którzy są z nimi
    związani. Parlament polski powinien potępić ludobójstwo na Wołyniu,
    tak jak wcześniej potępił ludobójstwo Ormian czy akcję „Wisła”. W
    uchwale trzeba oddać cześć Ukraińcom, którzy ratowali Polaków i
    którzy byli ofiarami UPA. A potem zbudujmy pomnik tych ofiar w
    Warszawie.

    Skąd ta niechęć?
    To głupota elit politycznych, które sądzą, że jeśli będziemy udawać,
    że nie ma jakiegoś problemu, to on zniknie. Milczenie w sprawie
    Wołynia szkodzi nie tylko Polsce, ale także Ukrainie, bowiem jest –
    w pewnym sensie – uznaniem, że zbrodniarze z UPA reprezentują cały
    naród ukraiński. A przecież tak nie było, banderowcy zabijali także
    Ukraińców. I te ofiary, choćby bohaterskich księży
    greckokatolickich, którzy ratowali Polaków, również powinniśmy
    upamiętnić. Milczy też polski Kościół.

    Może milczenie jest wywołane obawą przed „polskim rewanżyzmem”?
    Gdyby tak było, to dowodziłoby nieznajomości narodu polskiego. Mój
    ojciec był świadkiem wymordowania całej wsi przez banderowców, a ja
    nigdy nie słyszałem od niego złego słowa o Ukraińcach. Większość
    Polaków doskonale odróżnia ukraińskich faszystów od Ukraińców. Jeśli
    politycy i hierarchowie tego nie rozumieją, to znaczy, że w ogóle
    nie rozumieją Polaków.

    Ogłosił ksiądz, że już nie zagłosuje na Lecha Kaczyńskiego z powodu
    jego uników w sprawie Wołynia.
    Bo jest przerażające, że na obchodach rocznicy ludobójstwa na
    Polakach nie będzie prezydenta. Lech Kaczyński, zasłużony dla
    budowania pamięci o powstaniu warszawskim, wycofał się z patronatu
    nad konferencją o rzezi Wołynia. A jednocześnie objął patronat nad
    festiwalem kultury ukraińskiej zorganizowanym w tym samym czasie co
    obchody rocznicy ludobójstwa! Nie chodzi o to, by go nie obejmował,
    ale by zachował minimum równowagi. Taki festiwal nie powinien
    odbywać się w tym terminie.
    rozmawiał Tomasz P. Terlikowski „Wprost”
    www.rp.pl/artykul/161085.html
  • liberum_veto napisał:
    Skąd ta niechęć?
    To głupota elit politycznych, które sądzą, że jeśli będziemy udawać,
    że nie ma jakiegoś problemu, to on zniknie. Milczenie w sprawie
    Wołynia szkodzi nie tylko Polsce, ale także Ukrainie,

    To temat wart oddzielnego wątku. Głupota to bez wątpienia a taktyka
    komunistów, którzy też zamiatali niewygodne dla nich kwestie pod
    dywan. Wybuchły potem ze zdwojoną siłą. Tak i w tym przypadku będzie.
  • mat120 napisał:
    > To temat wart oddzielnego wątku. Głupota to bez wątpienia a taktyka
    > komunistów, którzy też


    a czy w Polsce odbyła się kiedykolwiek dekomunizacja ?
  • sadova napisał:
    > a czy w Polsce odbyła się kiedykolwiek dekomunizacja ?

    Pytanie retoryczne. Oczywiście nie. Jedno jeszcze należy koniecznie
    zauważyc i podkreslic; swoisty, trwający od przedwojnia, sojusz
    ukraińskich nacjonalistów z obecnymi postkomunistami. Przypomnę, że
    przed wojną Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy, której
    prominentnym działaczem był Ozjasz Szechter, ojciec A, Michnika,
    stawiała sobie m.in. za cel rozbicie Polski, bo tak trzeba nazwac
    ich żądania oderwania od II RP Kresów, przyłączenia z powrotem do
    Niemiec "Korytarza" i Śląska. Co ich dzisiaj łączy?
  • Swoją drogą - chwała księdzu Zaleskiemu! To kolejna znana
    powszechnie osoba, która donośnie i bez oporów upomina się
    o sprawiedliwą pamięc o ofiarach polskiego genocydu.
    Polscy, państwowi faryzeusze wygladają już naprawdę żałośnie.


  • wymyślono, że można zabijać ludzi tylko, dlatego, że są innej
    narodowości

    www.wolgal.pl/
    Mądre słowa.
  • Witam Państwa !
    Powyższe odkrycie Wielkiego Astronoma dotyczące ekonomii, niestety odnosi się również do stosunków społecznych. W czasie ostatniej wojny ponieśliśmy straszliwe straty również intelektualne. O ile odbudowanie takich czy innych obiektów przemysłowych, kulturalnych bądź infrastruktury gospodarczej nie nastręcza specjalnych trudności (to bardziej kwestia posiadanych środków finansowych), o tyle odtworzenie elit naukowych i inteligenckich jest o wiele bardziej skomplikowane, niestety to bardzo złożony i długotrwały proces.
    Jeszcze przez wiele lat na polskiej scenie politycznej i gospodarczej (nie tylko zresztą tam) brylować będą osoby pokroju A. Leppera, Kononowicza, J. Kurskiego czy H. Stokłosy. Nie oczekujmy więc cudów, nie wymagajmy zbyt wiele od polityków i biznesmenów, starają się jak mogą, ale ... - "Nie jedna, nie dziesięć takich Fabrik robić kultura technische, ja naprawdę mówić to życzlifie panie Borowiecki ...".
    Pozdrawiam Koleżanki i Kolegów
    L. Bodio

    PS.
    Cytowałem z pamięci, więc mogłem nieco przekręcić ów tekst.
    LB
  • Witam !
    Podaję link do artykułu dotyczącego Rocznicy na serwisie Onet.pl, zob.:
    wiadomosci.onet.pl/1787877,11,item.html
    Pozdrawiam
    L. Bodio
  • Ks. T. Isakowicz-Zaleski: Rzeź wołyńska była dla Polaków jak
    holocaust dla Żydów
    KATOLICKA AGENCJA INFORMACYJNA
    Rzeź wołyńska była holocaustem Polaków - powiedział KAI ks. Tadeusz
    Isakowicz-Zaleski z Krakowa. W wielu miejscach Polski rozpoczynają
    się dziś uroczystości upamiętniające 65. rocznicę masakry, którą
    nacjonaliści ukraińscy i banderowcy z UPA rozpętali na Wołyniu i
    Ukrainie.
    Rozmówca KAI podkreślił, że "przemilczanie, zapominanie lub
    zakłamywanie" kwestii Wołynia będzie prowadziło do nowych
    konfliktów. Jego zdaniem, relacje między sąsiadami muszą być oparte
    na prawdzie. Jako przykład normowania stosunków między narodami po
    dramatycznych wydarzeniach wojennych podał list biskupów polskich do
    biskupów niemieckich z 1965 roku.
    Kapłan podkreślił konieczność uznania rzezi wołyńskiej za
    ludobójstwo. "Kolejne ekipy rządzące po roku 90 nie miały
    konkretnego pomysłu, jak to rozwiązać; próbowano to odpychać tak,
    jak z wieloma rzeczami historycznymi a wrzód rośnie..., staje się
    większy i coraz boleśniejszy" - powiedział ks. Isakowicz-Zaleski.
    Przyznał, że nie rozumie odcinania się władz od tego
    zagadnienia. "Uważam że jedyną możliwością rozwiązania tego problemu
    jest powiedzenie prawdy. Chodzi o to, żeby Sejm polski uznał ten
    mord za ludobójstwo i oddał cześć wszystkim pomordowanym" -
    stwierdził duchowny.
    Zaznaczył, że tak jak Żydzi pamiętają o holocauście a Polacy o
    Powstaniu Warszawskim czy o Katyniu, tak samo powinniśmy apelować o
    pamięć dla ofiar rzezi wołyńskiej. "Musimy pamiętać, że oni ginęli
    tylko dlatego, że byli Polakami" - podkreślił.
    Ks. Isakowicz-Zalewski wezwał do zapalenia zniczy pod tablicami i
    miejscami upamiętniającymi ofiary rzezi wołyńskiej, zwłaszcza w
    nadchodzących dniach, podczas rocznicowych obchodów.
    Dziś w katedrze polowej wierni modlili się w intencji ofiar rzezi
    wołyńskiej. Zapalone zostały znicze i złożono kwiaty w stołecznej
    archikatedrze św. Jana pod tablicą upamiętniającą ofiary tragedii.
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=961
  • liberum_veto napisał:

    Chodzi o to, żeby Sejm polski uznał ten> mord za ludobójstwo i oddał
    cześć wszystkim pomordowanym" - > stwierdził duchowny.

    Dokładnie w tym rzecz! Nie ma się co oglądac na to czy rezunom się
    to bęzie podobało czy nie. Wiadomo, że nie. To jednak jedyna droga
    aby ich ucywilizowac. A jeśli się obrażą i znowu jak w Perejasławiu
    oddadzą Rosji - to ich sprawa. Wątpię jednak żeby tak się stało
    jeśli mają jako taką pamięc. Tylko u boku Rzeczpospolitej coś
    znaczyli i korzystali ze swobód, za co odwdzięczyli się nam mordem
    i rabunkiem.
  • lokis1271 napisał:

    > Witam !
    > Podaję link do artykułu dotyczącego Rocznicy na serwisie Onet.pl, zob.:
    > wiadomosci.onet.pl/1787877,11,item.html
    > Pozdrawiam
    > L. Bodio


    ale jazda na forum 2500 wątków smile
  • Próbowałem się tam kilka razy wpisac, ale bez skutku. Cenzura
    celowana?
  • Trochę niespodziewanie, to właśnie ks. Isakowicz-Zaleski stał się
    liderem środowisk dążących do jednoznacznego potępienia
    barbarzyńskich zbrodni ludobójstwa OUN-UPA popełnionych na ludności
    polskiej Kresów Wschodnich. Wydawało się, że taką rolę może spełnić
    wicemarszałek Sejmu Kalinowski. Okazało się jednak, że jest on mało
    wpływowy, jego głos w rocznicę rzezi wołyńskiej był słabo słyszalny.
    W przeciwieństwie do ks. Isakowicza-Zaleskiego, który ze swoim
    przesłaniem zdołał dotrzeć do wszystkich mediów ogólnopolskich (TVP,
    TVN, Polskie Radio, Rzeczpospolita, KAI) oraz wielu lokalnych. To
    postać medialna, cechująca się wielką odwagą w walce o prawdę. Dał
    temu dowód w sprawie lustracji w Kościele, wbrew naciskom ze strony
    wysokich hierarchów katolickich. Na taką charyzmatyczną postać było
    w środowiskach kresowych duże zapotrzebowanie...
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=926
    ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, 2008-07-02
    Dostaję tak ogromną korespondencję w sprawie Kresów i ludobójstwa
    dokonanego przez faszystów z UPA, że nie jestem w stanie wszystkich
    tych informacji zamieszczać na swojej stronie. Zamieszczam więc
    tylko najważniejsze, do których zaliczam poniższy list otwarty. Z
    kolei w najnowszym felietonie w "Gazecie Polskiej" (od dziś w
    kioskach) poruszam sprawę skandalu z konferencją w Warszawie i z
    wycofaniem się Prezydenta Lecha Kaczyńskiego (po raz pierwszy go
    krytykuję.
    W felietonie tym polecam kilka książek o ludobójstwie wydanych w
    Wydawnictwie Nortom www.nortom.pl Warto zapoznać się z ofertą
    tego wydawnictwa.
    Proszę też w dziale "Kresy Wschodnie" obejrzeć galerię z mszy św.,
    odprawionej 29 czerwca 2008 r. w Łodzi w intencji ofiar ludobójstwa
    dokonanego przez UPA.
  • List otwarty do posłów Platformy Obywatelskiej i Prawa i
    Sprawiedliwości
    "Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary"
    Szanowne Panie Posłanki!
    Szanowni Panowie Posłowie!
    Premier Donald Tuski w dniu 10 maja 2008 r. w obozie hitlerowskim KL
    Stutthof powiedział dobitnie mądre słowa: "
    "Prawda jest jedynym fundamentem, na którym może powstać autentyczna
    przyjaźń i zrozumienie w tej części świata”.
    Z kolei pięć lat temu, w dniu 9 lipca 2003 r., Jarosław Kaczyński,
    ówczesny poseł PiS, powiedział w polskim Sejmie:
    "To, co się stało przed 60 laty na Wołyniu, a później w innych
    częściach Galicji Wschodniej, to było ludobójstwo. To było
    ludobójstwo w najczystszym tego słowa znaczeniu. To było ludobójstwo
    na wielką skalę. I każdy, kto nie chce tego powiedzieć, każdy, kto
    tego po prostu nie mówi, kapituluje przed zbrodnią, zapewnia triumf
    zbrodniarzom, wykazuje słabość, która zawsze w takich sytuacjach,
    dziś, jutro albo pojutrze, jest wykorzystywana. (...)
    Każdy, kto się cofa, kto wykazuje nieśmiałość choćby poprzez
    używanie nieadekwatnego języka, nie tylko kapituluje przed zbrodnią,
    nie tylko dokonuje wielkiego moralnego nadużycia, nie tylko
    zachowuje się tak, jak przyzwoity człowiek i przyzwoity Polak
    zachowywać się w żadnym wypadku nie powinien. Godzi także w polskie
    interesy polityczne."
    Natomiast w czasie kampanii wyborczych w 2005 i 2007 r. oba Wasze
    ugrupowania, wyrastające z tradycji Polskiego Sierpnia 1980 r., szły
    pod sztandarami przywrócenia pamięci narodowej, tak okrutnie
    okaleczonej w czasach PRL.
    Pomimo tych publicznych deklaracji przywódców obu Waszych partii
    doszło w ubiegłym tygodniu do żenującego postępowania marszałka
    Bronisława Komorowskiego i władz klubów parlamentarnych obu Waszych
    partii, w wyniku czego pod obrady Sejmu nie trafiła uchwała
    potępiająca ludobójstwo ponad 100 tysięcy naszych rodaków,
    pomordowanych w tak barbarzyński sposób na Wołyniu, Galicji
    Wschodniej oraz Ziemi Lubelskiej, Rzeszowskiej i Przemyskiej przez
    członków Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Armii
    Powstańczej. Uchwała ta miała również ustanowić dzień 11 lipca dniem
    pamięci narodowej o tych wydarzeniach.
    W ten sposób oba Wasze ugrupowania, współdziałając ściśle z
    postkomunistami, po raz kolejny przyczyniły się do zafałszowania
    historii oraz wyrządziły ogromną krzywdę tak pamięci narodowej, jak
    i rodzinom ofiar ludobójstwa. Krzywdą jest też postępowanie Pana
    Prezydenta RP i Pana Premiera oraz Marszałków Izb Parlamentarnych,
    którzy nie raczyli przybyć osobiście na żadną z uroczystości ku czci
    pomordowanych Polaków, choć dla innych uroczystości mają zawsze
    czas.
    Zawstydzający był także list Pana Prezydenta RP z dnia 11 lipca 2008
    r., zawierający zafałszowany obraz ludobójstwa dokonanego na
    polskich obywatelach. Do listu tego odnosi się m.in. powyżej
    zacytowana krytyka, wypowiedziana pięć lat temu przez posła
    Jarosława Kaczyńskiego.
    Jako krewny ofiar ludobójstwa - Polaków pomordowanych w dniu 28
    lutego 1944 r. w Korościatynie k. Monasterzysk na Tarnopolszczyźnie
    i Ormian pomordowanych w dniach 21-23 kwietnia 1944 r. w Kutach nad
    Czeremoszem na Pokuciu - wzywam Was, wierząc nadal w Waszą uczciwość
    i miłość do Ojczyzny, do ponownego rozpatrzenia wspomnianej uchwały
    lub innego dokumentu, który przywróciłby prawdę historyczną o tym
    ludobójstwie oraz byłby satysfakcją dla Kresowian i ich rodzin,
    którzy za wierność Polsce zapłacili krwią.
    Szanowni Państwo! Polski Sejm przyjął w ostatnim wiele ważnych
    uchwał, potepiając m.in. ludobójstwo Ormian w Turcji w 1915
    r., "Wielki Głód", dokonany przez komunistów w latach trzydziestych
    na Ukrainie Wschodniej oraz akcję "Wisła" także dokonaną przez
    komunistów. Dlatego też tym bardziej mam nadzieję, że oba Wasze
    ugrupowania również i w tej sprawie wzniosą się ponad doraźne
    interesy polityczne i dotrzymają złożonych obietnic.
    Oddanie w formie oficjalnego dokumentu czci polskim męczennikom, a
    także tym Ukraińcom, którzy pomagali naszym rodakom, oraz nazwanie
    ludobójstwa po imieniu będzie nie tylko sprawiedliwością dziejową,
    ale i krokiem milowym w pojednaniu polsko-ukraińskim. Nigdy bowiem
    żadnego pojednania nie da się zbudować na kłamstwie i przemilczeniu.
    Z należnym szacunkiem
    Szczęść Boże!
    ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
    Radwanowice, 14 lipca 2008 r.
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=968
  • Warto tu przypomnieć, że ukraińscy faszyści banderowscy spod znaku
    OUN i UPA mają też wybitne zasługi w eksterminacji narodu żydowskiego
    www.naszawitryna.pl/ksiazki_117.html
    "Holocaust po banderowsku", to pionierska praca prof. Edwarda Prusa
    na temat martyrologii Żydów i Polaków w okresie II wojny światowej
    na kresach wschodnich Rzeczpospolitej. Na skutek współpracy
    hitlerowców i nacjonalistów ukraińskich spod znaku OUN-UPA w latach
    1941-1945 zamordowanych zostało ponad półtora miliona obywateli
    polskich, z tego większość stanowili Żydzi. W książce niezbicie
    udokumentowano zbrodnie nacjonalistów OUN-UPA dokonane na Żydach,
    najpierw pod komendą niemiecką, a następnie samodzielnie. Ogromna
    skala tych zbrodni zobowiązuje do tego, ze nie można obok nich
    przejść obojętnie, ani o nich zapomnieć. Na podkreślenie zasługuje
    postawa Polaków, gdyż dzięki ich odwadze i determinacji, udało się
    uratować 200 tysięcy Żydów, mimo ze za ich ukrywanie groziła w
    Polsce kara śmierci - i ponad 40 tysięcy Polaków przypłaciło życiem
    chęć pomocy swoim pobratymcom.
  • Cześć Mat !
    Jeżeli chodzi o fora Onet.pl, to akurat nie jest to cenzura. Portal dysponuje dość słabym serwerem, więc Twoje wpisy pokażą się za kilka lub nawet kilkanaście godzin, o ile się nie "zgubią" w natłoku postów. Wielu forumowiczów narzeka na obsługę Onet.pl i z tego co jest mi wiadomym, spora część zniechęcona "żółwim" tempem tamtego portalu przeszła mn. na fora GW.
    Pozdrawiam
    L. Bodio
  • Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski w programie "Kwadrans po ósmej"
    www.itvp.pl/rozrywka/video.html?channel_id=463&site_id=851&genre_id=502&form_id=473&video=37682
    Gośćmi w studio są Ewa Siemaszko i Romuald Niedzielko, którzy
    poświęcili swoje życie badaniu historii polskich kresów, historii
    rzezi wołyńskiej, której 65 rocznicę obchodziliśmy niedawno. Według
    sondażu CBOS z ubiegłego tygodnia wynika, że 59 procent
    ankietowanych słyszała o zbrodni na Wołyniu, ale tylko co piąty
    deklaruje, że wiele słyszał o wydarzeniach. 41 procent twierdzi, że
    nigdy o tym wydarzeniu nie słyszała. Jak interpretować te wyniki?
  • Dziennik "Polska" przedrukował cały tekst mojego listu otwartego do
    posłów PO i PiS. Można go przeczytać na stronie:
    polskatimes.pl/opinie/20999,ofiary-masakry-na-wolyniu-wolaja-o-pamiec,id,t.html
    Z kolei szefowie rządów polskiego i ukraińskiego zaczęli wreszcie
    rozmawiać o ludobójstwie na Kresach. Okazuje się więc po raz
    kolejny, że tylko ostre bronienie swoich racji - jak to ostatnio
    czynią środowiska kresowe i kombatanckie - a nie "strusia" polityka
    kolejnych szefów polskiej dyplomacji, prowadzi do skutecznej ochrony
    pamięci ofiar ludobójstwa.
    Spór z prezydentem RP był dla mnie trudniejszy niż wiele innych
    spraw, ale nie było innej drogi. Wierzę, że i Lech Kaczyński, i
    Donald Tusk zaczną w końcu troszczyć się o prawdę historyczną o
    Kresach i męczeństwie ich mieszkańców.
    (ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski)
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=974
  • "Mam żal nie tyle do banderowców, często otumanionych analfabetów,
    ile do polskich władz, które boją się prawdy o ludobójstwie".
    Te gorzkie słowa wypowiedział płk Jan Niewiński, człowiek legenda. W
    czasie wojny był dowódcą polskiej samoobrony w jednej z wiosek na
    Wołyniu. Dziś, mając już 88 lat, walczy nadal, tym razem o prawdę.
    Jest inicjatorem budowy w Warszawie pomnika ku czci ofiar
    ludobójstwa dokonanego przez bandytów z UPA na Polakach. Ostatnio
    stał się obiektem niewybrednych ataków personalnych ze strony osób,
    które jedna z nacjonalistycznych gazet ukraińskich nazwała "polską
    inteligencją", a które sprzeciwiają się budowie tego pomnika. Ów
    monument, mający stanąć na placu Grzybowskim, przedstawia
    zamordowaną polską matkę, która wraz ze swymi dziećmi została
    przybita do drzewa. Takie barbarzyńskie mordy są faktami
    historycznymi. Dla przykładu, opowiadał niedawno Szczepan Siekierka,
    rodem z Tarnopolszczyzny, jak sam jako młody żołnierz Armii Krajowej
    zdejmował ze sztachet dwoje małych polskich dzieci, nadzianych na
    nie przez banderowców.
    Ilustracją słów płk. Niewińskiego są losy uchwały, którą
    przygotowali posłowie PSL, a poprzez którą polski Sejm miał w tych
    dniach potępić wreszcie ludobójstwo dokonane na Polakach.
    Skandalicznie jednak zachował się marszałek Bronisław Komorowski.
    Otóż polityk ów, lubiący się afiszować szlacheckim pochodzeniem,
    oświadczył, że owej uchwały nie wprowadzi pod obrady Sejmu. Jako
    powód odmowy podał jakiś artykuł, który ukazał się w prasie naszych
    wschodnich sąsiadów, zarzucający, że działania Kresowian są...
    podejmowane pod wpływem agentów Moskwy. Po takim zachowaniu
    marszałka chyba wszyscy zmarli z rodziny Komorowskich, bardzo
    zasłużonej i znanej ze swego patriotyzmu, poprzewracali się w
    grobach. Szkoda tylko, że gen. Tadeusz Bór-Komorowski, dowódca
    Powstania Warszawskiego, nie może powstać z grobu, aby przypomnieć
    swemu krewniakowi, który wcześniej - o, ironio! - był ministrem
    obrony narodowej, co to honor i odwaga. Trzeba do tego dodać, że
    usunięcie uchwały z porządku obrad odbyło się nie tylko przy
    aprobacie postkomunistów, którzy ze zrozumiałych względów boją się
    każdej prawdy historycznej, ale i polityków PO i PiS. Ci ostatni
    wyrośli na ideałach "Solidarności", ale w sprawach tragedii
    mieszkańców Kresów zachowują się kunktatorsko. Plamę na honorze mają
    też ci polscy eurodeputowani (głównie z lewicy i PO), którzy
    odmówili swoich podpisów pod projektem analogicznej uchwały
    przygotowywanej dla Parlamentu Europejskiego.
    Niestety, kontrowersje budzi także postępowanie prezydenta Lecha
    Kaczyńskiego, który nie pojawił się na żadnej z trzech warszawskich
    uroczystości, odbywających się 10 i 11 lipca. Co więcej, w liście do
    uczestników nie nazwał prawdy po imieniu, posługując się eufemizmami
    typu "tragedia Wołynia" czy "bolesne wydarzenia". Ani razu też nie
    padło słowo "ludobójstwo". Najbardziej jednak zaskakujące jest to,
    że pan prezydent nie napisał, kto dokonał owego ludobójstwa, a nazwa
    Ukraińskiej Armii Powstańczej w ogóle w liście tym się nie pojawiła.
    To tak, jakby pisać o podwójnej agresji z 1939 r. bez wymieniania
    III Rzeszy i Związku Radzieckiego z imienia. I to ma się nazywać
    przywracaniem pamięci narodowej? Z kolei objęcie patronatem
    prezydenckim Festiwalu Kultury Ukraińskiej jest w tej sprawie
    przysłowiowym gwoździem do trumny. Nie mam nic przeciwko samemu
    festiwalowi, ale organizowanie go w dniach, w których Polacy
    wspominają ofiarę 150 tysięcy swych rodaków, wymordowanych w
    barbarzyński sposób przez nacjonalistów ukraińskich, jest rzeczą
    niegodziwą, a nawet wręcz bezczelną ze strony Związku Ukraińców w
    Polsce. To jest też policzek dla rodzin kresowych, opłakujących
    swoich krewnych. Poza tym, czy ktoś uczciwy chciałby w naszym kraju
    1 września organizować festiwal kultury niemieckiej, a 17 września
    festiwal kultury rosyjskiej?
    Na żadnej z uroczystości warszawskich nie było też ani premiera
    Donalda Tuska, który nie przyjechał także na odsłonięcie pomnika ku
    czci pomordowanych w Ihrowicy i innych polskich wioskach pod
    Tarnopolem, ani prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz, ani marszałków
    Senatu czy Sejmu, ani nikogo z rządowych ministrów. Na dwie pierwsze
    uroczystości nawet nie wysłali nikogo w zastępstwie, a na trzecią -
    na skwerze Wołyńskim - oddelegowali trzeciorzędny garnitur
    urzędników. No cóż, w 19. roku III RP mamy taką a nie inną tzw.
    klasę polityczną. Nie pojawił się również żaden z biskupów polskich,
    choć w samej Warszawie jest ich kilku. Nie było też ani hierarchy
    obrządku bizantyjsko-ukraińskiego, ani prezydenta Ukrainy, którzy
    powinni wspólnie w imieniu swego narodu na klęcząco błagać Polaków o
    przebaczenie. Z kolei wicemarszałek Jarosław Kalinowski, który w
    przeciwieństwo do Komorowskiego, choć chłop a nie szlachcic, nie
    przestraszył się ukraińskich nacjonalistów i był na mszy św. w
    warszawskiej katedrze polowej. Przybyli też byli marszałkowie:
    Wiesław Chrzanowski i Maciej Płażyński, a także rzecznik praw
    obywatelskich Janusz Kochanowski, prezes IPN Janusz Kurtyka oraz
    urzędnicy w randze ministrów: Ryszard Legutko, Andrzej Przewoźnik i
    Janusz Krupski.
    ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska 16 lipca 2008 r.
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=975
  • Fotorelacja:
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=69&nid=979
    Uroczystości ku czci ofiar ludobójstwa na Kresach, pomimo
    nieobecności prezydenta, premiera i marszałków Sejmu i Senatu oraz
    prezydent stolicy, odbyły się w Warszawie.
    Wobec dezercji najwyższych władz państwowych przybył tylko były
    marszałek Maciej Płażyński ...
    .... i rodziny ofiar, pierwszy z lewej Szczepan Siekierka,
    przewodniczący Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni
    Nacjonalistów Ukraińskich" i współautor monumentalnych dzieł o
    ludobójstwie na Kresach Południowo-Wschodnich.
    Pozostali politycy, choć byli wtedy w Warszawie, przestraszyli się
    ambasadora Ukrainy, który był na uroczystości, ale żadnej, nawet
    najmniejszej, wiązanki kwiatów nie raczył złożyć.
    Na żadnej z powyższych uroczystości nie było też żadnego polskiego
    biskupa.
  • fotoreportaż:
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=69&nid=938
    Uroczystośc była transmitowana przez Telewizję Trwam i Radio Jasna
    Góra. Ukazały się też relacje w Polskim Radio, TVP 1, TVN 24 i TV
    Info. Poniżej zdjęcia oraz tekst z Polskiej Agencji Prasowej.
    Informacja telewizyjna jest na stronie
    www.tvp.info/news.html?directory=2788&news=748352
    Po mszy św. odbyła się konferencja kresowa w Sali Papieskiej. W
    czasie konferencji padło m.on. szereg krytycznych uwag pod adresem
    Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, na którego wielu zebranych głosowało,
    a który wycofał się z patronatu nad uroczystościami ku czci
    pomordowanych Polaków na Kresach.
    W czasie konferencji największe wrażenie zrobiło wystąpienie 88-
    letniego płk Jana Niewińskiego, który 65 lat temu dowodził
    samoobroną w swojej wiosce na Wołyniu, a dziś heroicznie walczy o
    ustawienia w Warszawie pomnika ku czci Ofiar Ludobójstwa.
    Jego działania z powodu "poprawności politycznej" są torpedowane tak
    przez prezydent Hannę Gronkiewicz-Waltz, jak sekretarza Andrzeja
    Przewoźnika z Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.
    W czasie spotkania po raz kolejny wystąpił płk Jan Niewiński, który
    powiedział:
    "Nie mam żalu do banderowców, bo to często byli otumanieni
    analfabeci, ale mam żal do polskich władz państwowych, które
    fałszują prawdę o ludobójstwie."
    Wiecej zdjęc można zobaczyć na stronie internetowej Jasnej Góry pod
    linkiem www.jasnagora.com/galZdjecMiniNews.php?ID=3945
  • W niedzielę 29 czerwca 2008 r. ....
    .... w kościele Matki Bożej Królowej Polski przy ul. Zgierskiej 230
    w Łodzi ...
    ... odprawiona została msza św. za Polaków pomordowanych na Kresach
    Wschodnich w czasie ludobójstwa dokonanego przez faszystów z UPA.
    fotorelacja:
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=69&nid=928

  • Dzisiaj, gdy wspominamy te ofiary, zastanawiamy się,
    dlaczego doszło do takiego ludobójstwa i odpowiedź jest jedna, a
    sięga ona początków Starego Testamentu. Był Kain i Abel. […] Dobry
    Bóg dał człowiekowi przykazanie „Nie zabijaj”. To jest przykazanie
    święte. Ks. Zaleski mówił o kolejno przeprowadzanych ludobójstwach,
    tym dokonanym przez Turków oraz o wielkim głodzie na Ukrainie. Te
    ludobójstwa nie zostały potępione. Hitler, wysyłając wojska do
    Polski, powiedział, że mogą zabijać ludność cywilną i nie muszą się
    usprawiedliwiać, bo któż dzisiaj pamięta o Ormianach? I to
    ludobójstwo otworzyło drogę do holocaustu – zagłady Żydów, tylko z
    tego powodu, że byli Żydami. Następnie Niemcy dokonywali ludobójstwa
    na narodach słowiańskich. Później zaistniało ludobójstwo dokonywane
    przez komunistów. Wszystkie te ludobójstwa, które nie zostały
    potępione – odnawiają się.

    www.wolgal.pl/

  • ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski:
    Kolejną wielką uroczystością kresową były wydarzenia w Legnicy,
    które odbyły się w niedzielę 13 lipca.
    Najpierw wraz 7-mioma innymi księżmi odprawiałem w kościele
    franciszkańskim pw. św. Jana mszę św. za ofiary ludobójstwa
    dokonanego na Kresach przez faszystów z UPA.
    Głównym organizatorem był dr Tadeusz Samborski, Kresowian i były
    poseł PSL ...
    O Kresach i ludobójstwie mówiłem wraz ze Stanisławem Srokowskim,
    rodem z Tarnopolszczyzny, autorem doskonałych książek
    pt. "Nienawiść" i "Ukraiński kochanek".
    Byli tez uczniowie z różnych szkół, którzy deklamowali wiersze i
    śpiewali pieśni patriotyczne.
    W międzyczasie byłem w legnickiem Radiu Plus, gdzie wraz z dr
    Samborskim miałem długą rozmowę o ludobójstwie.
    Wracałem do Radwanowic tego samego dnia, a po drodze złapała mnie
    straszliwa ulewa. Z jej powodu nie pojechałem już do Chojnowa i
    Wojciechowa pod Legnicą, gdzie pochowana jest moja śp. babcia,
    Rozalia z Muraszków Zaleska, oraz moi liczni krewni, wszyscy z
    Korościatyna k. Monasterzyska, który w nocy z 28 na 29 lutego 1944
    r. przeżył straszliwą rzeż, dokonaną przez bandytów z UPA.
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=69&nid=981
  • Charakter uroczystości kształtowała Danuta Skalska. Zjazd prócz
    spraw współczesnych poruszał mocno, rzecz jasna, sprawy historyczne.
    Ludzie, którzy się na nim zgromadzili albo byli świadkami historii,
    albo po prostu świetnie ją znali. Początek zjazdu uświetniła msza,
    podczas której ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski wygłosił kazanie o
    zbrodni ludobójstwa dokonanej przez OUN-UPA. Najpierw opisał
    tolerancję Rzeczpospolitej następnie powiedział, że w sprawie
    wspomnianej zbrodni mówi się wiele rzeczy, ale nie mówi się prawdy,
    a prawda jest straszliwa albowiem na tych terenach, na których
    panowała kultura jagiellońska wymyślono, że można zabijać ludzi
    tylko, dlatego, że są innej narodowości i to straszliwe [masowe]
    zabijanie miało miejsce już od roku 1942, ale apogeum tych
    straszliwych mordów przypada na 11lipca 1943. Ksiądzopisał specyfikę
    kulminacji ludobójstwa nacjonalistów ukraińskich – uderzenie
    zaplanowane przez dowództwo OUN-UPA na niespodziewających się
    Polaków w niedzielę, jednocześnie będącą prawosławnym świętem Piotra
    i Pawła. Wymordowano cywilów, przeważnie kobiety i dzieci, w 163
    wsiach. […] Mordowano w kościołach. […]Zabijano tylko, dlatego, że
    ktoś był Polakiem, tak jak faszyści niemieccy zabijali kogoś tylko,
    dlatego, że był Żydem. Mówię te słowa w tym świętym miejscu nie
    dlatego, żeby rozdrapywać rany, ale odwrotnie - właśnie dlatego,
    żeby te rany mogły się zagoić. A one się mogą zagoić tylko wtedy,
    kiedy powie się prawdę. Ksiądz opowiedział o osobistych
    doświadczeniach swojego ojca z upowskimi zbrodniarzami. Przypomniał
    słowa: „Jeżeli ja zapomnę o nich, Ty Boże zapomnij o mnie”.
    www.wolgal.pl/art48.html
  • ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski w Legnicy:
    Dzień 11 lipca miał zostać dniem pamięci narodowej o zbrodni OUN na
    Polakach. To było najważniejsze z tego wszystkiego. I nagle
    marszałek Bronisław Komorowski, nawiasem mówiąc krewny dowódcy Armii
    Krajowej „Bora” Komorowskiego mówi: „Przyszedł do mnie ambasador
    Ukrainy i trzeba to wycofać.”. Jeżeli sejm działa w ten sposób, że
    przychodzą ambasadorowie i mówią: Panie Marszałku, to wam wolno a
    tego nie wolno – to przypomina Targowicę, bo tak wtedy było.
    Przychodzili ambasadorzy i mówili, co polski sejm może, a czego nie
    może, kiedy może być niemy, a kiedy może się na pewne tematy
    wypowiedzieć. Pan Komorowski się wycofał, ku mojemu przerażeniu,
    rzeczywiście [walczył] tylko klub PSLu. Pozostałe partie np.
    Platforma Obywatelska, Prawo i Sprawiedliwość, na którą też
    głosowałem swego czasu, jakie wyrosły na tradycji solidarnościowej –
    a więc walki o prawdę i sprawiedliwość, walki choćby o prawdę o
    Katyniu – te kluby wycofują się rakiem argumentując się „Euro 2012”.
    Co się stało? Czy Kresowianie, z których coraz więcej ludzi odchodzi
    na wieczną wartę – mają sobie te uroczystości urządzać jako prywatną
    inicjatywę? Po mojej wypowiedzi usłyszałem to, co powiedzieli
    przedstawiciele klubów poselskich. Gdzie Ci ludzie mają oczy? Jest
    tak jak to było w ewangelii „Mają oczy a nie widzą, mają uszy a nie
    słyszą.”. Chcę jednak uciec od spraw politycznych, ponieważ każdy ma
    prawo do swoich poglądów. Myślę jednak, że stało się bardzo źle. Sam
    naród polski nie upomina się o swoich męczenników. Rzezie nie są
    właściwym określeniem, to było ludobójstwo. To była masakra ze
    straszliwymi okrucieństwami, jakich nie dokonywali nawet Niemcy czy
    bolszewicy. To wbijanie gwoździ w czaszkę, rozrywanie końmi, palenie
    żywcem, nabijanie niemowląt na sztachety. To było okrucieństwo,
    którego nawet naziści nie mogli zrozumieć. Nie wolno milczeć,
    ponieważ może się ono odrodzić. Piszę - co tydzień felietony do
    Gazety Polskiej na ostatniej stronie. Napisałem kilka felietonów
    kresowych, a ostatni felieton jest o tym, że jeden z moich
    przyjaciół był 25 maja we Lwowie, gdzie odbywała się uroczystość, ku
    czci bohaterów Ukrainy. Wbrew pozorom nie był to Bohdan Chmielnicki,
    ale głównymi ulicami Lwowa maszerowali chłopcy – praktycznie
    umundurowani. Krzyczeli „Niech żyje UPA! Niech żyje SS!”. Takie
    marsze były ostatnio w Niemczech w latach 30-tych”. Faszyzm odradza
    się, jednak teraz nie za zachodnią granicą, tylko za wschodnią.
    Dzisiaj dzieje się tak przez słabość polskiej polityki i przymykanie
    oczu. Tam, gdzie będzie Euro 2012 i zostaną rozgrywane mecze
    piłkarskie będą już może wisieć nazistowskie symbole. Nie wolno
    milczeć na te tematy. Jest jeszcze jedna rzecz, którą uważam za
    szalenie ważną. Trzeba odróżnić faszystów z UPA od narodu
    ukraińskiego.
    www.wolgal.pl/art49.html
  • Cotygodniowy felieton ks. Isakowicza-Zaleskiego w Gazecie Polskiej
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=996
    Gloryfikacja zbrodniarzy nie przeszkadza też władzom III RP, które
    nadskakują Ukrainie, jak tylko mogą, godząc się m.in. na
    zafałszowaną uchwałę sejmową z 2003 r. Doprowadza to do zatarcia
    pamięci narodowej o ofiarach ludobójstwa, a także do tego, że na
    dawnych Kresach na setkach masowych mogił pomordowanych Polaków nie
    ma nawet znaku krzyża św. Milczą też podręczniki szkolne po jednej i
    drugiej stronie Bugu. Przykładem tego jest relacja byłego mieszkańca
    wsi Puźniki (powiat Buczacz na Tarnopolszczyźnie), wymordowanej
    przez UPA. Cytuję za jedną z książek: "Zapytani młodzi Ukraińcy na
    Zalesiu, gdzie była suszarnia, w której banderowcy w 1945 r. spalili
    żywcem kilkudziesięciu Polaków, niewiele wiedzą o tamtych
    tragicznych czasach [...] Inny młody Ukrainiec, zapytany, "Czy on
    walczył za Samostijną Ukrainę?", odpowiedział, że nie, bo wtedy był
    jeszcze za mały i żałuje, że nie mógł tego robić, ale dodał: "mój
    ojciec za to dobrze rąbał". Nie potrafił jednak odpowiedzieć, za
    co "rąbał" sąsiadów - Polaków".
    Najwyższy więc czas, aby o tym, za co rąbano niewinnych ludzi i za
    co prezydent Juszczenko wiesza ordery, dowiedział się Michel Platini
    i władze UEFA. Rozgrywanie bowiem w takiej faszystowskiej atmosferze
    meczów we Lwowie i Kijowie będzie międzynarodowym skandalem.
    ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska 23 VII 2008
  • Brednie o historii Kresów, wypowiadane przez Bronisława
    Komorowskiego, są dla faszystów ukraińskich jak miód na serce.
    Po artykułach o ludobójstwie na Kresach Wschodnich dostałem tak
    wiele listów, że nie jestem w stanie na wszystkie odpisać. Dlatego
    też tą drogą odpowiadam na pytania w nich zawarte. W obliczu
    rocznicy Powstania Warszawskiego zacznę od tego: czy Ukraińcy
    tłumili to powstanie? Tak, chodzi tu o Legion Wołyński, który
    zorganizowała jedna z frakcji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.
    Uzbrojony przez Niemców, brał on udział w wielu mordach, dokonanych
    na bezbronnych Polakach na Kresach. W 1944 r. został przerzucony do
    Warszawy, gdzie walczył na Czerniakowie, odznaczając się ogromnym
    okrucieństwem wobec cywilnej ludności, w tym zwłaszcza wobec
    rannych, których dobijano lub palono żywcem. Jego dowódca, Petro
    Diaczenko, za swoje "zasługi" otrzymał nawet od Hitlera Krzyż
    Żelazny.
    Jeżeli już mowa o orderach, to wiele pytań dotyczy oceny
    przyjmowania przez polskich obywateli Orderu Jarosława Mądrego. Otóż
    ocena ta powinna być negatywna, bo patron odznaczenia był agresorem.
    W sojuszu bowiem z Niemcami (taki średniowieczny pakt Ribbentrop-
    Mołotow) najechał w 1031 r. Polskę, odrywając od niej Grody
    Czerwieńskie, czyli tereny ziem przemyskiej, chełmskiej i lwowskiej.
    Poparł też księcia-uzurpatora Bezpryma, co doprowadziło do
    destabilizacji państwa Piastów. Później wprawdzie pomagał swemu
    powinowatemu, Kazimierzowi Odnowicielowi, ale wspomnianych Grodów
    oczywiście nie oddał, co stało się zarzewiem wielowiekowych
    konfliktów. Dlatego też Polacy orderu takiego imienia przyjmować nie
    powinni, tak jak np. od Niemców nie powinno się przyjmować wszelkich
    odznaczeń imienia Otto Bismarcka lub od Rosjan imienia Katarzyny II.
    Co do pytań, dlaczego oświadczenie Sejmu RP z 2003 r. w sprawie
    Kresów jest kłamliwe, odpowiadam, co następuje. Po pierwsze, nie
    pada w nim słowo "ludobójstwo" ani nazwy organizacji za niego
    odpowiedzialnych, czyli OUN i UPA, ani liczba ofiar (prawie 150
    tys.) Po drugie, uchwała zawęża czas tylko do okupacji niemieckiej,
    a w rzeczywistości ludobójstwo trwało także za obu okupacji
    radzieckich, czyli w latach 1939-1941 oraz od 1944 r. wzwyż. Po
    trzecie, oświadczenie równoważy ofiary ludobójstwa z ofiarami
    nielicznych akcji odwetowych, doliczając do tych ostatnich także
    tych Ukraińców, których zamordowali ich właśni rodacy. Po czwarte,
    nie oddaje czci tym Ukraińcom, którzy pomagali Polakom. Dlatego tak
    ważne jest, aby Sejm RP wreszcie powiedział o tym ludobójstwie
    prawdę.
    Niestety, zamiast prawdy mamy kolejne hucpy polityczne, do których
    zaliczyć należy przyniesienie do parlamentu tzw. niegasnącej
    świeczki, która teoretycznie ma upamiętniać ofiary "Wielkiego
    Głodu", a w rzeczywistości jest wyrafinowaną prowokacją ze strony
    ambasadora Ukrainy, Olexandra Motsyka. Ten ostatni próbuje w naszym
    kraju wejść w taką rolę, jaką w XVIII w. odgrywali ambasadorowie
    Prus czy Rosji. Oczywiście trzeba uczcić ofiary ludobójstwa, którego
    na Ukrainie Wschodniej dokonał Stalin, ale niech wreszcie, na Miłość
    Boską!, władze polskie zaczną bronić pamięci swoich obywateli,
    pomordowanych w nie mniej okrutny sposób na obecnej Ukrainie
    Zachodniej, gdyż na setkach polskich mogił nie pali się nadal
    najmniejsza nawet świeczka. Prowokacją jest też projekt uchwały
    potępiający burzenie w 1938 r. cerkwi prawosławnych na
    Chełmszczyźnie. Ta akcja była rzeczywiście naganna. Nie można jej
    jednak w żadnym wypadku też równoważyć z ludobójstwem Polaków, bo w
    czasie tej akcji nikt nie zginął. Warto również przypomnieć, że
    inicjator uchwały, poseł Eugeniusz Czykwin z SLD, był swego czasu
    prominentnym działaczem Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, a
    w stanie wojennym skompromitowanego PRON, o którym żartowano "PRON
    za Don", słusznie wskazując odpowiedni kierunek geograficzny. O
    pośle możemy też przeczytać w Wikipedii: "Według katalogów
    opublikowanych przez IPN został w 1983 r. zarejestrowany przez SB
    jako TW "Izydor", następnie kryptonim zmieniono na "Wilhelm". W
    składanych kilkakrotnie oświadczeniach lustracyjnych od 1997 r.
    Eugeniusz Czykwin za każdym razem podawał, że nie był
    współpracownikiem tajnych służb PRL". O służby specjalne, mówiąc
    najdelikatniej, otarł się też wspomniany ambasador, rodem z Wołynia.
    Od 1981 r. był bowiem ustawicznie pnącym się w górę dyplomatą ZSRR,
    a nawet dzieci wiedzą, że gdzie jak gdzie, ale w radzieckim MSZ
    żadna osoba bez stempla od KGB kariery robić nie mogła. Nawiasem
    mówiąc, w czasie uroczystości na skwerze Wołyńskim nie zdobył się on
    nawet na złożenie kwiatów ku czci swoich pomordowanych sąsiadów.
    Najwięcej pytań dotyczyło jednak marszałka Komorowskiego, który
    odpowiedzialność za ludobójstwo na Kresach przerzuca z UPA na
    Sowietów, tak jak ci ostatni odpowiedzialność za ludobójstwo w
    Katyniu wciąż przerzucają na Niemców, i jak niektórzy Żydzi z
    Ameryki za Holokaust winią nie Niemców, lecz Polaków. Marszałek ma
    prawo szczerze nienawidzić Sowietów za zabrane Komorowskim majątki,
    ale nie ma prawa do fałszowania historii Kresów, bo jest to rzeczą
    podłą. Słusznie więc Ewa Siemaszko powiedziała: "Bronisław
    Komorowski powinien się zastanowić, czy jest rzecznikiem
    ukraińskiego nacjonalizmu, czy marszałkiem polskiego Sejmu". W sumie
    to żal marszałka, bo stara się jak może, ale Orderu Jarosława
    Mądrego ambasador, cóż za niewdzięcznik, jeszcze mu nie załatwił.
    Niech się jednak nie martwi, bo ukraińscy faszyści załatwią mu
    szybko inny order, tym razem Stepana Bandery. Ten z trupimi
    czaszkami.
    ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 30 lipca 2008 r.
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=1017
  • Kapłan przecięty piłą
    Do polskich błogosławionych, wśród których godne miejsca zajmują już
    bohaterscy kapelani Powstania Warszawskiego, winni dołączyć też
    kapłani-męczennicy z Kresów Wschodnich.
    Wiele lat temu śp. Stanisław Pruszyński (rodem z Wołynia) opowiadał
    mi o swoim wuju, dominikaninie Michale Czartoryskim, którego
    niezbadane plany Boże z książęcego pałacu w Pełkiniach k. Jarosławia
    doprowadziły na ubogie Powiśle, gdzie w czasie Powstania
    Warszawskiego pełnił posługę kapelana. Zginął tam śmiercią
    męczeńską, nie chcąc opuścić rannych w szpitalu. W 1999 r. został
    zaliczony w poczet błogosławionych wraz z innym bohaterskim
    kapelanem, ks. Józefem Stankiem. Ten ostatni odmówił ewakuacji z
    Czerniakowa na drugi brzeg Wisły. Wzięty do niewoli był okrutnie
    torturowany. Władze kościelne, słusznie wynosząc owych męczenników
    na ołtarze, wciąż jednak nie chcą (głównie ze względów politycznych)
    dołączyć do ich grona kapłanów z Kresów Wschodnich, zwłaszcza tych,
    którzy zginęli z rąk rezunów z UPA. Spełniając więc obowiązek
    pamięci, przypomnę tylko niektóre postacie.
    Znanym księdzem w Galicji Wschodniej był ks. Marian Bosak. Rozpoczął
    nie tylko budowę kościoła-sanktuarium w Mariampolu nad Dniestrem,
    ale zainicjował wiele działań społecznych. Kres jego niezwykle
    aktywnemu życiu położyli nacjonaliści ukraińscy, którzy w nocy z 23
    na 24 sierpnia 1941 r. pod pretekstem załatwienia spraw urzędowych
    uprowadzili go z plebanii. Rano, idąc śladem wyrwanej z sutanny
    koloratki, znaleziono jego zmasakrowane ciało. W następnych
    miesiącach w najróżniejszych okolicznościach zamordowano 160 jego
    parafian. Trwałą pamiątką po męczenniku jest obraz Matki Bożej
    Zwycięskiej, który przewieziony z Mariampola do kościoła na Piasku
    we Wrocławiu został koronowany w 1989 r. W podobny sposób, często
    pod pretekstem wezwania do chorego, banderowcy uprowadzili i
    zamordowali kilkunastu kapłanów. Tak zginął np. karmelita Bartłomiej
    Czosnek z sanktuarium maryjnego w Bołszowcach. Przed zgładzeniem był
    torturowany, wyrwano mu język i genitalia. Dziesiątki innych
    kapłanów, zakonników i zakonnic zamordowano w czasie bandyckich
    napadów UPA na polskie wioski. Dla przykładu, we wsi Ostrówki na
    Wołyniu zginął ks. Stanisław Dobrzański (obcięto mu głowę, którą
    nabito na pal) wraz tysiącem parafian, a w sanktuarium maryjnym w
    Podkamieniu wymordowano ojców dominikanów wraz z setkami Polaków,
    szukających tam schronienia. Ks. Karola Barana z Korytnicy zadźgano
    nożami. Ks. Bolesław Szawłowski zginął wraz z 500 parafianami w
    kościele w Porycku. Podobny los spotkał ks. Jana Kotwickiego,
    zabitego przy ołtarzu, oraz ks. Józefa Aleksandrowicza z Zabłocia,
    któremu podczas mszy św., na oczach wiernych, banderowcy skręcili
    kark. Z kolei ks. Błażej Czuba został spalony wraz wiernymi w
    kościele w Dołhej Wojniłowskiej. Natomiast na Ihrowicę k. Tarnopola
    bojówki UPA napadły - uwaga! - w noc Bożego Narodzenia. Przy
    wigilijnych stołach porąbano siekierami wiele osób, w tym ks.
    Stanisława Szczepankiewicza oraz jego matkę. Innej z kolei tragedii
    doznał ks. płk Roman Daca, kawaler Orderu Virtuti Militari i kapelan
    Lwowskiego Okręgu AK. Gdy na jego plebanię w Nowosielcach napadli
    banderowcy, zdążył się schować w skrytce pod podłogą. Jednak jego
    matkę zarąbano siekierami, a jej krew spływała na niego przez
    szczeliny w deskach.
    W ten sposób rezuni z UPA zamordowali 70 duchownych
    rzymskokatolickich, a także kilku księży greckokatolickich, którzy
    pomagali Polakom. Do tej liczby dochodzi ponad setka duchownych,
    zabitych na Kresach przez Niemców i Rosjan, a wśród nich trzech
    księży ormiańskich: ks. Bogdan Agopsowicz, zastrzelony w Kutach, ks.
    Adam Bogdanowicz, zamordowany we Lwowie, i ks. Dionizy Kajetanowicz,
    ostatni administrator archidiecezji, zamęczony w 1954 r. w
    radzieckim łagrze. W najbardziej jednak barbarzyński sposób
    zgładzono o. Ludwika Wrodarczyka ze zgromadzenia misjonarzy oblatów,
    rodem ze Radzionkowa k. Bytomia, pełniącego posługę duszpasterską w
    Okopach na Wołyniu. Byli parafianie na stronie internetowej tak go
    wspominają: "Był kapłanem z powołania. Żył sprawami Kościoła i niósł
    wszelką pomoc swoim parafianom. O każdej porze dnia i nocy można go
    było spotkać spieszącego do chorego z lekarstwami lub Ostatnim
    Namaszczeniem. Śledząc jego posługę kapłańską możemy się dopatrzyć
    we wszystkim naśladowania Chrystusa". Poniósł śmierć męczeńską w
    dniu św. Mikołaja w 1943 r.
    Zachował się jej opis: "6 grudnia bandyci ukraińscy rozpoczęli swój
    morderczy pochód ku Borowskim Budkom, Dołhani i Okopom. Ludzie
    uciekali w stronę lasu, pierwsze domy płonęły. O. Ludwik dobrowolnie
    postanowił udać się z probostwa do kościoła, by chronić
    tabernakulum. Tam ostatni raz w życiu uklęknął i modlił się, i na
    klęczkach wyczekiwał swoich oprawców, aż przyjdą go pojmać.
    Barbarzyńcy wpadli do kościoła, dopadli go klęczącego na stopniach
    ołtarza. Na jego oczach zamordowali dwie kobiety - 18-letnią
    Weronikę Kosińską i 90-letnią Łucję Skurzyńską - które prosiły ich o
    darowanie mu życia. Został porwany przez morderców i męczony w różny
    sposób: był rozebrany do naga, chłostany, nakłuwany igłami i
    przysmażano mu stopy gorącymi żelazami. W miejscowości Moczulanki
    dokonano na nim męczeństwa. Przywiązano go do kloca drzewa na koźle,
    na którym rżnie się drzewo, i piłą do cięcia drzewa dwanaście
    ukraińskich kobiet piłowało go jak kloc drzewa. Po kilku godzinach
    męczarni zmarł".
    Świat o tych męczennikach nie chce pamiętać. My jednak o nich nigdy
    nie zapomnijmy, bo to dzięki nim Kościół w Polsce jest wolny.
    ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 6 sierpnia 2008 r.
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=1034
  • pod takim tytułem oddałem do druku kolejną książkę, tym razem o
    ludobójstwie dokonanym przez faszystów ukraińskich z OUN-UPA. Trzy
    czwarte napisałem wcześniej, ale pracę przerwało w 2005 r.
    zetknięcie się z aktami IPN. Dziś jednak pracę tę dokończyłem, a
    zmobilizowały mnie do tego prośby Czytelników, jak i toczący się w
    Polsce i na Ukrainie spór o historię. Dlatego też o obok
    historycznych opracowań, opartych na relacjach świadków, książkę
    będzie zawierała żywą polemikę z tymi, którzy świadomie chcą
    przemilczeć, a nawet i zafałszować, tragedię Kresów.

    O założeniach i zawartości nowej publikacji, która ukaża się już we
    wrzesniu 2008 r., pisze szerzej we wstępie do niej, który
    zamieszczam poniżej. Ksiązka będzie miała dobrą dystrybucję, więc
    każdy zainteresowany bez trudu ją otrzyma. Będzie też wiele
    bezpłatnych egzemplarzy, które trafią do szkolnych bibliotek.

    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=6&PHPSESSID=8d3b92a6dc7e2f82152c52987a093beb
  • 02.10. br w Jarosławiu uczestniczyłam w sesji promującej ww książkę
    Ks. Zaleskiego pt. "Po Katyniu był Wołyń". Na sesji był również
    kolega Bastion44.

    Odczucia po sesji mam mieszane. W sumie to nie dowiedziałam się
    niczego więcej niż wiedziałam wczesniej (a przepraszam - przeciez
    koledzy z PuK w każdej chwili gotowi sa przedstawić "odmienny i
    jedynie słuszny" punkt widzeniawink))

    Wystawa zdjęć była również uboga. I ta jednostronność, męczeństwo
    kościoła rzymskokatolickiego, które przecież jest dramatem
    drugorzędnym wobec tragedii tysięcy niewinnych mieszkańców wsi.

    Nabyłam książke S. Srokowskiego "Nienawiść" (z dedykacją autorasmile).
    Książka jest rzeczywiście wstrząsająca i bez
    wcześniejszego "przygotowania" przeżyłabym niewątpliwy szok. ale z
    całą pewnościa jest częścią tragicznej prawdy.

    Nabyłam również "Przemilczane ludobójstwo..." ale ta pozycja musi
    chwilę zaczekać.
  • hurra! moje zdjęcie z Ks. Zaleskim - odnalezionesmile)

    2 tyg. temu przerzucałam je z aparatu do nowego folderu. Po
    zakończniu "operacji" zdjęć ani widu ani słychu. Szukałam wydawało
    się wszedzie, przekopałam wszystkie foldery. A tu ops - są w
    folderze "Szlakiem ikon", gdzie zamiesciłam głównie zdjęcia cerkwii.
    Mam słabość do pięknych budowlismile
  • w linku pt. wołyń-galicja - fragment opisu jarosławskiej sesji:

    "Wypowiedź Mirona Michaliszyna

    Po zakończeniu sesji wstał greckokatolicki ksiądz Miron Michaliszyn
    i poprosił o zabranie głosu. Kto go do tej pory nie zobaczył teraz
    miał okazję, a ogromny złoty krzyż na jego piersi zwracał na siebie
    uwagę. Nastąpiła chwilowa konsternacja, a organizatorzy przez moment
    nie wiedzieli, co postanowić. Nie chodziło tyle o to, że obawiano
    się, iż powie jakieś bzdury, co zapoczątkuje dosyć ostrą polemikę
    czy też awanturę, chciano uniknąć spóźnienia, a referenci spieszyli
    się na pociąg. Nie była więc przewidziana dyskusja i zabieranie
    głosu przez publiczność. Ks. Miron najwyraźniej tego nie zrozumiał,
    wysunął bowiem za chwilę argument, ze jest demokracja. Trochę mnie
    to zdziwiło, ponieważ nie były to obrady parlamentu, a w ten sposób
    każdy włącznie ze mną mógł argumentować swoją prośbę o głos.
    Na początek ks. Miron zaatakował ks. Tadeusza Isakowicza-
    Zaleskiego względem osądzania nieodpowiedniego zachowania innych
    duchownych. Powiedział, że łatwo można przekręcić fakt pracy dla
    idei jednego człowieka, posiłkując się przykładem Iwana Franko,
    którego wiele lat uważano za komunistę. Zaczął też bardzo szybko
    cytować ukraińską pieśń w oryginale, „szanując”, jak to
    ujął „obecność młodego pokolenia”. Oczywiście młodzież nic nie
    zrozumiała. Być może część zrozumiałaby, gdyby zechciał mówić
    wolniej, a całość - gdyby zechciał przetłumaczyć. Wspominał o nie
    znalezionych ciałach Ukraińców z Kijowa poległych w walce z
    bolszewikami, o których też się nie mówi. Nie wiem jednak, czy był
    to argument, by usprawiedliwić milczenie o zbrodniach UPA tylko
    dlatego, że o innych ofiarach też się nie mówi. Żalił się również,
    iż jego ojciec, choć nie miał nic wspólnego z UPA, także został
    wysiedlony w operacji „Wisła”, co miało być może sugerować innej
    cele tej operacji niż zakończenie terroru UPA oraz uratowanie
    miejscowej ludności.

    Ciekawe jest, że podziękował prof. Pawłowi Wieczorkiewiczowi za
    omówienie „przyczyn” zbrodni UPA, bowiem dobry lekarz szuka źródeł,
    jak wspomniał. Najwyraźniej jednak albo profesora nie zrozumiał,
    albo, co bardziej prawdopodobne zrozumiał jego słowa tak jak chciał.
    Prof. Wieczorkiewicz, bowiem nie twierdził, że ludobójstwo dokonane
    przez OUN-UPA spowodowała polityka II Rzeczypospolitej (a tak
    interpretował to ks. Michaliszyn). Z całego referatu wręcz wyraźnie
    wynikało, że nie są to przyczyny zbrodni i być nimi nie mogą
    (profesor silnie akcentował przykład tego, co działo się na wschód
    od Zbrucza, gdzie później Ukraińcy nie mordowali). Błędna poprzez
    swoją chwiejność polityka II RP mogła stanowić, co najwyżej pewien
    katalizator. Obie strony zdaniem profesora, pomimo wszystko wbrew
    pozorom za mało skupiały się na niebezpieczeństwie sowieckim.
    Ks. Miron próbował także polemizować z prof. Partaczem:
    Skoro pan profesor Partacz mówił o tym, że greckokatolicki biskup
    stanisławowski potępiał nacjonalizm ukraiński, mówiąc, że jest
    dziełem szatana, to dziwne jest, że biskup lubelski w 1938 roku
    błogosławił rozbieranie cerkwi. [...] To proszę się nie dziwić, że
    reminiscencje mogły być potem różne.
    Należy te zdania skomentować. Decyzja o rozbiórce cerkwi była
    błędem tak samo, jak i jakiekolwiek przyłożenie do tego ręki
    duchownego rzymskokatolickiego, nie jest to natomiast błogosławienie
    narzędzi przygotowanych do mordowania bezbronnej ludności cywilnej,
    jak tego dokonywali duchowni greckokatoliccy. O ile taka współpraca
    przez duchownego w rozbieraniu cerkwi była błędem, to nie była
    zbrodnią - tak jak błogosławienie narzędzi zbrodni. Zbrodni nie
    należy zaś mylić z błędami oraz stawiać między nimi znaku równości,
    przed czym przestrzegał prof. Paweł Wieczorkiewicz. Natomiast drugie
    z cytowanych zdań mówiące, że po rozbiórce cerkwi reminiscencje mogą
    być różne, jest po prostu poniżej krytyki. A gdyby powiedzieć: Po
    rozbiórce cerkwi w ramach odwetu rozprucie brzucha kobiecie w ciąży,
    czy nabicie noworodka na sztachety jest możliwe, wszak reminiscencje
    mogą być różne. Więc nie musi być dziwne, że UPA po tym wyżynała.
    Czyżby była to klasyczna próba przerzucenia odpowiedzialności za
    zbrodnie UPA na samych Polaków, więc najmniej częściowo wybielenia
    morderców lub nakłonienia do zrozumienia ich wątpliwej motywacji?
    Może to Polacy poprzez naruszenie świętości cerkwi sami przygotowali
    katusze swoje oraz swoich rodaków… Zaiste byłaby to argumentacja
    godna hiszpańskich konkwistadorów i świętej inkwizycji.
    Pomijanie przy wyborze do beatyfikacji duchownych pomordowanych
    przez UPA skwitował tym, że ludzie zmarli w czasie wielkiego głodu
    też nie są ogłoszeni świętymi. Z całym jednak szacunkiem, ksiądz
    chyba nie dostrzegł różnicy między przeciętną osobą zmarłą z głodu
    (a beatyfikować można by sporą część mieszkańców kontynentu
    afrykańskiego), a osobą duchowną, która z własnego wyboru pozostaje
    z wiernymi narażonymi na rzeźnię, osobą, jaka ma szansę, posiadając
    odpowiednią wiedzę i możliwości, uciec, a jednak tego nie robi. To
    wtedy jest nie tylko złożenie ofiary ze swego życia, ale i
    cierpienie Chrystusowe.

    Ks. Miron Michaliszyn mówił też o przebaczeniu i zaznaczył,
    że często w dyskusjach słyszy się chęć zemsty. Nie wiem czy ci,
    którzy po prostu mówią prawdę - nie mają chęci przebaczyć i czy to
    sugerował ks. Michaliszyn. Nie mógł też zauważyć na spotkaniu
    jakiejkolwiek chęci zemsty, chyba, że przeciwdziałanie gloryfikacji
    morderców i wynoszenia ich na piedestały traktuje jako jej formę, a
    to już kompletny absurd.
    Następnie powiedział dość niejasno coś, co można było
    zrozumieć, albo przebaczamy, co już zrobili nasi prezydenci oraz
    biskupi czy [albo?] dalej będziemy pomagać [w jątrzeniu?]. Na końcu
    zaś dodał: Chcę wznieść taką prośbę do Pana Boga, aby w narodzie
    polskim i ukraińskim w miarę możliwości zachował nas od faryzeuszy i
    od tych, którzy w taki czy inny sposób, może czasami nieświadomie,
    dalej pomagają Rosji w tym, aby dzielić nasze narody. Muszę
    przyznać, że ten akurat argument księdza jest typowy dla
    nacjonalistów ukraińskich. Jeśli ktokolwiek działa wbrew ich planom,
    chce osądzić ich zbrodnie lub jest dla nich niewygodny przyczepiają
    mu automatycznie łatkę działania na korzyść Rosji by skłócić Polaków
    i Ukraińców. To niestety notorycznie przez nich nadużywane. Ten
    argument podłapują natychmiast Ci, których rodziny były ciężko przez
    Sowietów doświadczone. Co ciekawe nie idzie on w drugą stronę –
    tj. : Wprowadzanie w życie antypolskich postanowień czy też
    postanowień niekorzystnych dla Polaków, nie jest postrzegane jako
    działanie na korzyść Rosji by Polaków i Ukraińców skłócić .
    Pozytywem w wypowiedzi księdza były natomiast na końcu
    podziękowania za wiedzę, którą zdobył i wiele faktów, o których się
    dowiedział. Ocenił też konferencję jako bardzo pouczającą i z tym
    się całkowicie zgodzę."


    oburzył mnie ww opis wypowiedzi Ks. M. Michaliszyna przez P.
    Aleksandra Szychta. Co za nieobiektywny kretyn! Ksiadz grzecznie
    zapytał, czy w imie zasad demokracji może zabrac głos. A że
    referenci spieszyli sie na pociąg...

    Mówił krótko, rzeczowo i miał raczej na celu pojednawczy dialog
    między Polakami a Ukraińcami, jak równiez kościołami RK i GK.

    Czytajac tak nieobiektywne wypociny nie ma sie czemu dziwić, że tzw.
    towarzystwo kresowe i parający sie głównie (lub wyłącznie) ww
    tematyką felietoniści czy dziennikarze nazywani są krętaczami, bo to
    oni właśnie skłócają strony "konfliktu".

    Moja wypowiedź może się komuś nie podobać ale ja nie znoszę takiej
    nierzetelności, żeby nie rzec: kłamstwa.
  • Dobrze,że zamiast pieśni nie zaczął mówić dekalogu ukraińskiego
    nacjonalisty.
    "Ja-duch odwiecznego żywiołu-który uratował ciebie przed tatarskim
    potopem i postawił na granicy dwóch światów,aby tworzyć nowe życie
    przekazuję:{...}."
    Jego wystąpienie było zgodne z drugim "przykazaniem" tego
    dekalogu.Brzmi ono:
    "Nie pozwolisz nikomu plamić chwały ani czci Twojego Narodu."
    Oto cały pan M.M,alias,dr.rizun,alias,ares 19,lub po prostu piotrzr
    z P-uK-niętego bunkra.
  • Piotrus na P-uK sie przebudził i zaskoczyłsmile
  • Tym razem z forum Antiorange:

    szturman.livejournal.com/105243.html?mode=reply
  • Witam !
    Podaję link do wywiadu ks. T. Isakowicza-Zalewskiego udzielonego 12.11.2008 r. w TV Puls w programie z cyklu "Wydarzenia dnia", zob.:

    lokis1271.wrzuta.pl/film/hNp5Ail2p1/wydarzenia_dnia_-_przemilczane_ludobojstwo_12.11.2008_tv_puls
    Zwracam uwagę na logiczną argumentację ks. Isakowicza dot. kwalifikacji czynów OUN-UPA wobec "czyżyńców" poprzez analogię do Rzezi Ormian z okresu I WŚ.
    Pozdrawiam
    L. Bodio
  • Dziś za swoją książkę "Przemilczane ludobójstwo na Kresach"
    atakowany jest Ksiądz Tadeusz Sakowicz - Zaleski.

    Apelujemy
    Do wszystkich, którym milczenie o tragedii Kresów sprawia ból.
    Stańmy w obronie księdza Tadeusza Isakowicza - Zaleskiego!

    Ataki na księdza nasilają się.

    Ksiądz pisze "Żenujące jest to, że za pomocą listów-donosów
    kierowanych do ks. kard. Stanisława Dziwisza władykowie bratniego
    obrządku katolickiego chcą zablokować wydawanie książek o
    ludobójstwie na Kresach. Nawet, gdy mnie zakneblowano, to jak
    zakneblować publikacje naukowe prof. Pawła Wieczorkiewicza i Ewy
    Siemaszko z Warszawy, prof. Czesława Partacza z Koszalina, Szczepana
    Siekierki z Wrocławia czy dr Lucyny Kulińskiej oraz księży
    profesorów Józefa Wołczańskiego i Józefa Mareckiego z Krakowa?
    Przecież oni wszyscy piszą dokładnie to samo, co ja, używając za
    każdym razem słowa ludobójstwo, a nie - jak arcybiskup Martyniak -
    eufemizmu "problem Wołynia". Jako praprawnuk ukraińskiego księdza
    greckokatolickiego wstydzę się za tych władyków. Wobec ewidentnego
    przekłamywania i relatywizowania naszej historii środowiska kresowe
    powinny reagować. Brak reakcji będzie, bowiem zgodą na dalsze
    kłamstwa.

    Szczęść Boże!
    Ks. Tadeusz Isakowicz- Zaleski"

    Proszę o kilka słów do Kardynała Stanisława Dziwisza.
    Grożenie księdzu Tadeuszowi usunięciem ze stanu duchownego jest
    podłym szantażem i nam, kochającym Kresy i prawdę, ust nie zamknie.

    www.kresowianie.com/
  • Witam !
    Podaję link do nagrania video wywiadu z ks. T. Isakowiczem-Zalewskim na kanwie nowej książki "Wołyń-zapomniane ludobójstwo" w programie "Pod prąd" TVP Info - 14.11.2008 r., zob.:

    lokis1271.wrzuta.pl/film/aHPxCwRTXq/pod_prad_wywiad_z_ks._t._isakowiczem_cz1_14.11.2008__tvp_3

    Pozdrawiam
    L. Bodio

  • Biskupowi Włodzimierzowi Juszczakowi w odpowiedzi
    Aktualizacja: 2008-10-9 9:47 am

    www.bibula.com/?p=2570
    Od greckokatolickiego biskupa Włodzimierza Juszczaka z Wrocławia, dostałem list
    w którym domaga się on ode mnie usunięcia z mojej strony internetowej innego
    listu, którym jest świadectwo prof. Bogusława Pazia z Uniwersytetu Wrocławskiego.

    Zamieszczone ono zostało pod datą 27 lipca 2008 r. Link do niego:
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=1013
    Świadectwo to, które umieściłem na blogu za zgoda autora, mówi m.in. o tragedii
    rodziny profesora, wymordowanej na Wołyniu przez banderowców. W liście biskupa
    padają ostre słowa o agresji i budzeniu waśni narodowych. Co więcej, biskup był
    łaskaw kopie swego listu rozesłać do metropolity krakowskiego i metropolity
    greckokatolickiego w Przemyślu, a nawet i do - uwaga! - nuncjusza papieskiego w
    Warszawie.

    Ze względu na takie nagłośnienie sprawy odpowiadam publicznie, że niczego ze
    swojej strony nie usunę. Wszystkim którzy żyją w strachu, w tym też przed trudną
    historią, pragnę przypomnieć słowa Jana Pawła II z mszy św. sprzed 30 lat: „Nie
    lękajcie się!”.

    Powyższa odpowiedź znajdzie się w najbliższym wydaniu "Gazety Polskiej".

    Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski


    List do biskupa greckokatolickiego Włodzimierza Juszczaka 2008-07-27

    dr hab. Bogusław Paź

    Wydział Nauk Społecznych Uniwersytetu Wrocławskiego



    J.E. Ks. Bp Włodzimierz R. Juszczak

    Kuria Biskupia Greckokatolicka

    Plac Bpa Nankiera 15a

    50-140 Wrocław



    Ekscelencjo, Wielebny Księże Biskupie!

    Przechadzając się przez Plac Nankiera, moją uwagę zwróciła tablica
    umieszczona na ścianie odremontowanego przez polskie społeczeństwo kościoła i
    przekazanego parafii grekokatolickiej dekretem śp. Jana Pawła II. Ku swojemu
    zaskoczeniu przeczytałem na niej, że dedykowana jest ona OFIAROM operacji
    (pozwalam sobie zwrócić uwagę, że była to „operacja” a nie „akcja”wink „Wisła”. Na
    oficjalnej stronie internetowej Dekanatu Diecezji Wrocławsko-Gdańskiej Kościoła
    Greckokatolickiego, na której zbierane są podpisy w związku z operacją Wisła,
    jest z kolei mowa o wysiedlonych w wyniku tej operacji.

    Pozwalam sobie więc zapytać, czy „ofiary”, o których informuje tablica, to tyle
    samo, co „wysiedleni”?

    Pytam z dwóch powodów: po pierwsze, nie słyszałem nigdy – pomimo
    komunistycznego terroru po wojnie – o ofiarach w ludziach wśród wysiedlanych w
    ramach „akcji Wisła”. Zatem pozwalam sobie zapytać Ekscelencji, o jakich
    ofiarach mowa, gdy czytamy treść dwujęzycznej tablicy umieszczonej na świątyni
    przy Pl. Nankiera?

    Po drugie, jestem potomkiem polskich kresowiaków ze strony matki (ojciec,
    urodzony na dzisiejszym pograniczu polsko-ukraińskim uniknął śmierci z strony
    UPA tylko dlatego, że wcześniej Sowieci zesłali go na tereny dzisiejszej
    Mołdawii), którzy z dziada pradziada zamieszkiwali takie miejscowości, jak:
    Kołomyja, Stanisławów i Obertyn. Około 2/3 z nich zostało okrutnie wymordowana
    przez OUN-UPA. Jedna z moich prababek, stara już wówczas kobieta, której nie
    udało się uciec do lasu, została przez UPA-wców najpierw nadziana na zaostrzone
    kije (wbito jej te kije w uszy i kazano „słuchać, jak do niej Polska idzie”wink,
    potem podpalona benzyną, a na końcu wrzucona do studni i zasypana stosem
    kamieni. To samo spotkało około 120. – 160. tysięcy innych Polaków, ale i
    Czechów i Żydów. (Fakty te zostały z całą dokładnością opisane m.in. w
    monumentalnym dwutomowym dziele Władysława i Ewy Siemaszków, Ludobójstwo
    dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1944,
    Warszawa 2000 T. I- II - łącznie prawie półtora tysiąca stron faktograficznego
    materiału). Dokładnie taki sam spotkał rodzinę mojej teściowej, Stanisławy
    Wiśniewskiej, która pochodziła z Równego (tam była urodzona). Ukraińcy z OUN-UPA
    palili tam żywcem nie tylko tych, którzy nie chcieli opuścić swoich domów, ale i
    tych, którzy uciekając z dziećmi, kryli się w napotkanych stodołach czy łanach
    zbóż. Ucieczkę z takiego właśnie podpalonego łanu zboża jako małe dziecko
    przeżyła moja teściowa. Do teraz, kiedy wspomina te wydarzenia, z jej oczu płyną
    łzy a ręce drżą.

    W mojej rodzinie powtarzano jednak i to, że byli i zacni Ukraińcy, którzy
    często narażając swoje życie, ratowali polskich sąsiadów. Wielu z nich zginęło z
    rąk oprawców z UPA. Historycy oceniają tę liczbą na ok. 5 tysięcy, a niektórzy
    podają liczbę nawet trzyrokrotnie większą! Jeśli więc los przeszło setki tysięcy
    polskich i czeskich ofiar zgładzonych barbarzyńsko z rąk UPA Ekscelencję nic nie
    obchodzi (nb. na Ukrainie zbrodniarzom z UPA stawiane są pomniki, zaś ulice
    miasta, z których wypędzono miliony Polaków noszą imiona ich oprawców), to może
    warto by postawić drugą tablicę – tym prawdziwym ukraińskim ofiarom, ofiarom
    działalności UPA, którzy w czasie barbarzyństwa dali najwyższe Świadectwo-Ofiarę
    (po grecku: martyria) człowieczeństwa i Chrystusowej Ewangelii? Ściana
    chrześcijańskiej świątyni jest chyba stosownym miejscem, aby właśnie ich głęboko
    chrześcijańską martyrologię upamiętnić, łącząc przy tym ludzi ze sobą bez
    generowania szowinistycznego resentymentu. Braku tej tablicy dedykowanej właśnie
    tym ludziom nie sposób zrozumieć. Podobnie trudno zrozumieć intencję
    umieszczenia obecnej tablicy.

    Ekscelencjo, w najbliższą niedzielę przypada 65 rocznica rzezi wołyńskiej. Czy
    Ekscelencja zamierza w jakiś sposób uczcić tę rocznicę? - Może tablicą przy
    wejściu do świątyni przy pl. Nankiera? Mam nadzieję, że skoro należymy do
    jednego Kościoła i wierzymy w jednego Boga, to chyba nie tylko możemy, ale i
    powinniśmy uznać jedną prawdę o zbrodni i jej ofiarach.

    Laudetur Iesus Christus!

    Z wyrazami głębokiego poważania

    dr hab. Bogusław Paź

    P.S. Pozwoliłem sobie podarować Ekscelencji album, dotyczący ofiar UPA
    autorstwa Aleksandra Kormana (Ludobójstwo UPA na ludności polskiej). Uprzejmie
    proszę o jego przyjęcie i zapoznanie się z jego zawartością


  • i proponuje przyznanie go Lesławowi Maleszce

    Moją odpowiedzią na teksty ks. Adama Bonieckiego i ks. Andrzeja Lutra,
    opublikowane we wczorajszej "Gazecie Wyborczej", jest odesłanie "Tygodnikowi
    Powszechnemu" Medalu św. Jerzego, który otrzymałem od niego w 1997 r. za
    „zmagania ze złem i uparte budowanie dobra w życiu społecznym”.

    Odsyłam równiez dlatego, ze moja skromna osoba nie pasuje do innych laureatów
    owego Medalu, czyli do takich autorytetów moralnych jak Adam Michnik, Tadeusz
    Mazowiecki, Tadeusz Pieronek czy Józef Zyciński. Myślę, że osoby te z tej
    decyzji naprawdę ucieszą się. Od dziś bowiem mogą byc wyłącznie we własnym gronie.

    Odsyłając ów Medal (fizycznie uczynię to zaraz po powrocie z Nowego Yorku),
    zasugeruję, aby został on wręczony komuś z takich kolejnych autorytetów
    moralnych jak np. ks. Michał Czajkowski. Lesław Maleszka, Halina Bortnowska czy
    wspomniany ks. Andrzej Luter. Wtedy krąg laureatów, wyznających te same
    wartości, jeszcze bardziej się poszerzy. A wówczas nie będą im już potrzebne
    "listki figowe" w postaci osób opiekujących się chorymi czy niepełnosprawnymi.

    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=1232
  • Spotkanie w Obornikach Śląskich było bardzo udane. W Domu Kultury "Cztery muzy"
    najpierw czytano moje wiersze, później odbyła się promocja książki "Zapomniane
    ludobójstwo na Kresach". Na koniec była długa dyskusja o Kresach. To wielka
    zasługa władz samorządowych.
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=1244
    Jedynym incydentem, który zakłócił spotkanie była obecność pwenego Ukraińca,
    który cały czas atakował, a następnie podnióśł rękę w faszystowskim
    pozdrowieniu, krzycząc "Sława Ukrainie!". Za taki gest w Niemczech byłby skazany
    na grzywnę. Nocowałem u niezwykle gościnnych księży salwatorianów. Rano ruszyłem
    w drogę do Torunia, gdzie Fundacja im. Brata Alberta otwiera nowy dom dla osób
    niepełnosprawnych. Stamtąd jadę na spotkanie do rzecznika praw obywatelskich dr
    Janusza Kochanowskiego w Warszawie, a nastepnie na spotkanie autorskie w
    Ostrołęce i do Olsztyna na sympozjum o ludobójstwie na Kresach

  • Dla wroga tylko sucha gałąź i konopny sznur.",

    „Wrogowie Ukrainy i Ukraińców muszą być tępieni w każdym miejscu, a
    szczególnie na Ukrainie i w ukraińskim Lwowie, najbardziej ukraińskim mieście ze
    wszystkich ukraińskich miast."

    Czy to jakieś upowskie hasła sprzed 65-lat? Nie, to współczesne wypowiedzi
    niejakiego Romana Bazylewicza z Leżajska przytoczone przez ks. Tadeusza
    Isakowicza-Zaleskiego na blogu. Furię u p.Bazylewicza sprowokował artykuł
    Bohdana Huka, dziennikarza „Naszego Słowa", tygodnika mniejszości ukraińskiej w
    Polsce, umieszczony stronie internetowej czasopisma. Już sam tytuł wiele mówi:
    „Tadeusz Isakowicz-Zaleski to nienawiść w Polsce".

    Poniżej zamieszczam moje tłumaczenie tego tekstu, na dowód, że sprawy sprzed 65
    lat nie są jakimiś „zaszłościami", które należy zapomnieć. Brak potępienia
    zbrodni, gloryfikacja morderców budzi bowiem „demony, które - wielu miało taką
    nadzieję - zostały uśpione na zawsze".

    Osobom krewkim radzę przygotowanie zawczasu dużej ilości waleriany, którą należy
    zażywać w trakcie czytania. Nie dajmy się sprowokować - jest to tekst, który ma
    sprowadzić dyskusję o ludobójstwie OUN-UPA do poziomu pyskówki. Nie mają
    sympatycy banderowców zbyt wielu merytorycznych argumentów, więc starają się
    temat zagadać, omotać relatywizującą retoryką, zakłamać i w końcu doprowadzić do
    rynsztokowej polsko-ukraińskiej awantury, od której przeciętny człowiek odwróci
    się z niesmakiem. Powtarzam: NIE DAJMY SIĘ SPROWOKOWAĆ!

    "Nasze słowo" № 47, 23 listopada 2008

    65-lat-temu.salon24.pl/104862,index.html
    Oj Boguś, Boguś...

  • Huk sam przepełniony jest jadem i nienawiścią do Polaków a sam
    zarzuca nienawiść ks. Isakowiczowi! Już dawno pisałem tu, że to
    wredny i niebezpieczny typ. Widziałem go raz w życiu i wrażenie moje
    było straszliwe...
    Natomiast nie zgodzę się z nazywaniem Piotra Tymy "polakożercą" itp.
    Ten jest po prostu konformistą, zawsze dostosowującym się do swojego
    środowiska - pewnie głównie dlatego zaszedł tak wysoko w ich
    hierarchii. Niestety jest w związku z tym reprezentatywny dla
    Ukraińców w Polsce....no tych "zaangażowanych"...
    --
    TVG-9 - niezależna internetowa TV
    www.geocities.com/klaudiuszwesolek/
  • Ks. Tadeusz Isakowicz - Zaleski Człowiekiem Roku 2008 Klubów Gazety Polskiej

    Na tradycyjnym corocznym spotkaniu opłatkowym w klubie krakowskim "Gazety
    Polskiej" odbyła się niezwykle miła uroczystość uhonorowania przez kluby "Gazety
    Polskiej" ks. Tadeusza Isakowicza - Zaleskiego tytułem Człowieka Roku 2008.

    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=1308
    Tytuł jak najbardziej zasłużony. Gratulujemy.
  • Przyłączam się do gratulacji!
    --
    TVG-9 - niezależna internetowa TV

    www.tvg9.cba.pl
  • Ksiądz Isakowicz-Zaleski otrzymał medal od Solidarności. Reportaż:
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=1451
  • Jakis czas temu ks Zaleski wezwał P. Tymę do debaty...Pani Siemaszko
    Tyma i jego załoga się bali (może gryzie?)...czy księdza też się
    przestraszyli???
    --
    TVG-9 - niezależna internetowa TV

    www.tvg9.cba.pl
  • pisz_pan_na_berdyczow napisał:

    Z tego co wiem, Tyma wyzwania nie podjął.smile
  • Właśnie wróciłem ze spotkania z ks. Zaleskim, które odbyło się w Kresowym Domu
    Kultury w Żarach. Zainteresowanie przekroczyło najśmielsze oczekiwania; sala
    pękała w szwach. Ks. Tadeusz jak zwykle mówił bardzo ciekawie i odpowiadał na
    pytania. W spotkaniu uczestniczyli również, nieliczni już, świadkowie
    banderowskiego barbarzyństwa. Jeden z nich opowiadał jak będąc kilkuletnim
    dzieckiem zbierał wraz z matką poćwiartowane ciało swego ojca. Oczywiście i ja
    zadałem ks. pytanie; czy nie odniósł wrażenia podczas ostatniego spotkania z
    prezesem Kaczyńskim, że wstydzi się on za własne i swego brata zachowanie w tej
    sprawie. Pan Jarosław K. słucha swego brata - brzmiała odpowiedź.
    Fotki ze spotkania zamieszczę trochę później.
  • relacja "Gazety Lubuskiej" ze spotkań w Żarach
    www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090305/POWIAT18/50348921
    Znany publicysta, historyk i badacz wydarzeń na Kresach Wschodnich
    ks. Tadeusz Zaleski spotkał się najpierw z mieszkańcami w sali
    ratusza. Na to spotkanie przyszli głównie młodzi ludzie, uczniowie
    szkół średnich. Po południu spotkał się z kresowiakami.
    Ksiądz mówił o tym, że do dziś nie doczekano się ujawnienia pełnej
    prawdy o ludobójstwie Polaków na Kresach Wschodnich. - Naród
    niemiecki po drugiej wojny światowej odciął się nazizmu, w szkołach
    niemieckich mówi się o obozach w Oświęcimiu i Auschwitz, dawno już
    otwarto akta z czasów komunistycznych, a w Polsce nie mówi się o
    zbrodniach na Kresach.
    Relacje polsko niemieckie doprowadzono do normalności, natomiast
    relacje polsko ukraińskie nie są normalne. Ciągle zaprzecza się
    prawdy historycznej, to boli, że na polskich grobach na Ukrainie nie
    ma nawet krzyży - mówił ks. Zaleski.
    Ks. Tadeusz Zaleski mówił także o zagrożeniach nacjonalizmu na
    Ukrainie. Opowiadał, że we Lwowie buduje się pomniki oprawców
    polskich ofiar, wznosi się hasła ku chwale UPA i SS, a w miejscach
    kaźni Polaków nie ma pomników. - Pojednanie narodu polskiego i
    ukraińskiego musi być oparte na prawdzie, nie na zakłamaniu i
    przemilczaniu - stwierdził ksiądz Zaleski.
  • Tegoroczne uroczystości ku czci ofiar ludobójstwa na Kresach będą
    dla Sejmu i Senatu oraz całego polskiego establishmentu kolejnym
    testem na patriotyzm.
    65 lat temu ukraińscy nacjonaliści i faszyści z Ukraińskiej
    Powstańczej Armii i SS "Galizien", po wymordowaniu ludności polskiej
    na Wołyniu, rozpoczęli systematyczną akcję ludobójczą w Małopolsce
    Wschodniej, czyli na terenie województw tarnopolskiego,
    stanisławowskiego i lwowskiego. Był to obszar zamieszkany przez
    wiele narodowości, w tym przez Rusinów (nazywanych od XIX w.
    Ukraińcami), Polaków, Żydów i Ormian. Wszyscy mieszkali tam od
    wieków, tworząc barwną mozaikę dawnej Rzeczypospolitej. Prawie
    wszyscy też, oczywiście poza wyznawcami religii mojżeszowej, byli
    katolikami, należąc do trzech obrządków: grecko-, rzymsko- i
    ormiańskokatolickiego. Z kolei stolica tego regionu, Lwów, była
    jedynym miastem w Europie, w którym siedziby miały aż trzy
    katolickie arcybiskupstwa. Jeśli chodzi o Polaków, to w
    przeciwieństwie do Wołynia i Polesia, było ich na tym terenie sporo -
    prawie tyle, ile Ukraińców, a w niektórych powiatach nawet znacznie
    więcej. Dla przykładu, w 1939 r. na język polski jako swój ojczysty
    wskazywało aż 49 proc. mieszkańców województwa tarnopolskiego, a na
    język ukraiński 45 proc. W wypadku województwa lwowskiego proporcje
    te układały się 58 proc. i 34 proc., a stanisławowskiego 22 proc. i
    69 proc. Nawiasem mówiąc, były to tereny bardzo zaludnione, a ruch
    emigracyjny do USA i Kanady był stąd bardzo duży.
    Pierwsze zbiorowe mordy na bezbronnej ludności polskiej dokonane
    przez wyznawców ideologii Dmytro Doncowa i Stepana Bandery miały
    miejsce już we wrześniu 1939 r. Znana jest np. tragedia osady
    Kołodne w powiecie buczackim, wymordowanej 18 września, czyli w
    dniu, w którym wojska polskie wycofały się do Rumunii, a sowieckie
    jeszcze nie wkroczyły. Podobnie było w okolicach Brzeżan. Następna
    fala zabójstw nastąpiła po wycofaniu się Rosjan, a więc w czerwcu i
    lipcu 1941 r. Przykładem są mordy we wsi Czechów, także pod
    Monasterzyskami, gdzie podburzeni przez banderowców ukraińscy chłopi
    uśmiercali widłami zarówno Polaków, jak i swoich pobratymców z
    rodzin mieszanych, w tym kilkoro dzieci. Do kolejnych aktów
    ludobójczych zaliczyć należy także poczynania kolaborantów z
    Ukraińskiej Policji Pomocniczej, którzy wzięli czynny udział w
    zagładzie Żydów, obławiając się mieniem swoich ofiar. Mordowali oni
    też Polaków, a także tych Ukraińców, którzy nie popierali
    nacjonalistów.
    Najkrwawsza fala ludobójstwa rozpoczęła się jednak na początku 1944
    r. Tylko 28 lutego zrównano z ziemią czysto polskie wsie Korościatyn
    (akcją dowodzili ksiądz greckokatolicki wraz z córką oraz syn innego
    ukraińskiego księdza) oraz Hutę Pieniacką, w której banderowcy
    spalili żywcem ponad 1000 osób spędzonych do stodół. Napastników
    wspierali żołdacy z 14 Dywizji SS "Galizien", wśród których, jak
    pisze Aleksander Korman, "znaleźli się synowie duchownych
    greckokatolickich i bogatych chłopów, inteligenci i półinteligenci,
    elementy kryminalne i zdeklasowane oraz będąca pod wpływem
    ukraińskiej ideologii faszystowskiej młodzież". Esesmani, którzy na
    froncie zazwyczaj odznaczali się zwykłym tchórzostwem i skłonnością
    do dezercji, swoją "bohaterszczyzną" potrafili się wykazywać jedynie
    wobec starców, kobiet i dzieci, mordując i paląc dziesiątki polskich
    wiosek na Tarnopolszczyźnie. W ten sposób zamordowali oni tysiące
    niewinnych ludzi, m.in. w Palikrowach (950 ofiar), Chodaczkowie
    Wielkim (860 ofiar) czy w sanktuarium maryjnym ojców dominikanów w
    Podkamieniu (600 ofiar). Dywizja SS "Galizien" została nadzwyczaj
    łatwo rozbita pod Brodami przez nacierającą od wschodu Armię
    Czerwoną. Jednak przesunięcie się frontu w niczym nie zmieniło
    tragedii w Małopolsce Wschodniej. Oddziały UPA bowiem, dowodzone
    przez Romana Szuchewycza ps. "Taras Czuprynka", przy bierności, a
    nawet cichej aprobacie władz sowieckich, kontynuowały zbrodnie do
    1946 r., czyli do chwili wypędzenia stamtąd ocalałych Polaków. Co
    więcej, ukraińskie kurenie dokonały także zabójstw za Bugiem, czyli
    w ziemi przemyskiej i rzeszowskiej. W całej Małopolsce Wschodniej
    wymordowano łącznie ponad 100 tys. osób.
    Z tej okazji środowiska patriotyczne i kombatanckie organizują
    liczne uroczystości ku czci ofiar. Środowiska te pozbawione
    odpowiednich funduszy, jak i niejednokrotnie wsparcia
    organizacyjnego ze strony władz państwowych, w przygotowania te
    wkładają wiele energii. Osobiście jestem ciekaw, czy polscy politycy
    będą mieli odwagę oddać cześć pomordowanym obywatelom Drugiej
    Rzeczypospolitej, czy też pozostaną w domowych pieleszach, dając się
    omamić demagogii Wiktora Juszczenki. W swoich felietonach będę więc
    bardzo dokładnie opisywać, kto przyszedł, a kto nie. Nie omieszkam
    też nieobecnym wytknąć tego w czasie ich kampanii wyborczych.
    I jeszcze jedno, we Lwowie katom Polaków i Żydów stawiany będzie
    kolejny pomnik, a w Warszawie ku czci pomordowanych Polaków na
    Kresach, jak go nie było, tak nie ma. Nie ma też pomników ani nawet
    krzyży na setkach zbiorowych mogił.
    ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, 17-02-2009
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=1508
  • Symbolem tej fazy ludobójstwa stała się zagłada Huty Pieniackiej -
    osady czysto polskiej. W czasie wojny miała ona zorganizowaną
    samoobronę, więc Polacy z Wołynia chronili się tutaj. Samoobrona ta
    23 lutego 1944 r. odparła pierwszy napad Ukraińców. Kolejny nastąpił
    28 lutego. Na podstawie relacji świadków IPN opracował następujący
    przebieg wydarzeń: "Po ostrzelaniu wsi do Huty Pieniackiej wkroczyli
    żołnierze SS Galizien i grupy cywilów narodowości ukraińskiej.
    Strzelali do mieszkańców, którzy próbowali uciekać. Dowodził nimi
    oficer niemiecki w stopniu kapitana. Pozostałych mieszkańców
    wyprowadzono z domów i grupami doprowadzono do kościoła. Odbywało
    się to w bardzo brutalny sposób, np.: siedemdziesięcioletniej
    Rozalii Sołtys bagnetem rozpruto brzuch, innej kobiecie wyrwano z
    objęć noworodka i rzucono nim o mur, zastrzelono rodzącą kobietę.
    Spośród doprowadzonych do kościoła osób około dwudziestu udało się
    ukryć w piwnicy oraz na wieży kościelnej. One przeżyły. W kościele,
    gdy rozeszła się wieść, że jest zaminowany i zostanie wysadzony w
    powietrze, działy się dantejskie sceny. Ludzie chcieli wydostać się
    na zewnątrz, w obłędnym strachu, nie panując nad swoim zachowaniem.
    Kościół jednak był chroniony bardzo solidnymi drzwiami.
    Do kościoła wciąż doprowadzano kolejnych ludzi, inni ginęli na
    terenie wsi. Każdy dom i zabudowanie gospodarcze, po wcześniejszym
    ostrzelaniu, były plądrowane i grabione przez przybyłych razem z
    oddziałem SS Galizien cywilnych Ukraińców, którzy zabierali wszelkie
    przedstawiające jakąkolwiek wartość przedmioty, żywność, bydło,
    drób, trzodę chlewną itp. Zrabowany dobytek ładowano na podwody,
    zorganizowane przez oddział dywizji w drodze do Huty Pieniackiej z
    Ukraińców, mieszkańców wsi położonych na trasie jego pochodu.
    Dowódcę samoobrony wsi, doprowadzonego na plac przed kościołem,
    oblano płynem łatwopalnym i żywcem spalono. Wcześniej zbrodniarze z
    SS Galizien zamordowali w mieszkaniu jego żonę i córkę oraz trzy
    ukrywające się u nich Żydówki. W godzinach popołudniowych rozpoczęto
    wyprowadzać z kościoła kilkudziesięcioosobowe grupy, które kierowano
    do stodół i drewnianych zabudowań gospodarczych. Po wpędzeniu do
    nich ludzi obiekty te ostrzeliwano z broni maszynowej, a następnie
    po oblaniu płynem łatwopalnym podpalono. W tej sytuacji "szczęśliwy"
    los spotkał tych, którzy zginęli od kul, większość bowiem
    uwięzionych spłonęła żywcem. Akcja pacyfikacyjna w Hucie Pieniackiej
    zakończyła się około godziny 17, gdy pijani sprawcy ze zrabowanym
    dobytkiem, śpiewając opuścili wieś".
    Łącznie zamordowano ok. 1200 osób, a wieś zrównano z ziemią. Sprawcy
    nigdy nie zostali ukarani, a wielu z nich do dziś żyje spokojnie w
    Kanadzie i Wielkiej Brytanii. Nazwy wioski zaś trudno szukać w
    podręcznikach polskich i ukraińskich.
    ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 25 lutego 2009 r.
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=1523
    --
    "Znaczy byłem także i prezesem PiS-u, chociaż nie kryję, że
    faktycznie tę funkcję wykonywał Jarosław Kaczyński".
    Prezydent RP, listopad 2007 r.
  • Prezydent Lech Kaczyński znów nie powiedział prawdy o ludobójstwie,
    a prezydent Wiktor Juszczenko nie przeprosił narodu polskiego

    Żadnym przełomem moralnym lub politycznym nie stała się wizyta
    prezydentów Polski i Ukrainy na miejscu męczeństwa, gdzie kiedyś
    rozciągała się polska wieś Huta Pieniacka. Z wizytą tą rodziny
    pomordowanych nie wiązały wprawdzie wielkich nadziei, po cichu
    oczekiwały jednak, że prezydent Lech Kaczyński, jak przystało na
    kogoś, kto szedł do wyborów pod sztandarami prawdy historycznej,
    powie wreszcie ową prawdę o ludobójstwie Polaków na Kresach
    Wschodnich. Oczekiwały też, że z kolei prezydent Wiktor Juszczenko
    wypowie słowo "przepraszam". To jedno słowo, od którego tak wiele
    zależy. Niestety, w obu przypadkach znów nastąpiło rozczarowanie.

    Prezydent Polski nie nazwał bowiem ludobójstwa po imieniu i nie
    ukazał jego sprawców, czyli zbrodniarzy z Organizacji Ukraińskich
    Nacjonalistów, Ukraińskiej Powstańczej Armii i SS "Galizien". Użył
    eufemizmów i półprawd w postaci słów "rzeź", "tragedia"
    i "prowokacja", choć jako prawnik doskonale wie, czym one się różnią
    od opisanego w prawie międzynarodowym pojęcia ludobójstwa. Co
    więcej, winę za zagładę Polaków starał się przerzucić na Niemców i
    Rosjan, choć UPA mordowała na polecenie własnych dowódców, a nie
    Hitlera czy Stalina. Wycofał się nawet z pozycji zajętej przez
    Aleksandra Kwaśniewskiego, który w 2003 r. w Porycku
    powiedział: "Trzeba jednak tutaj wyrazić moralny protest wobec
    ideologii, która doprowadziła do "akcji antypolskiej", zainicjowanej
    przez część Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej
    Powstańczej Armii. Wiem, że te słowa wielu mogą zaboleć. Ale żaden
    cel, ani żadna wartość, nawet tak szczytna jak wolność i suwerenność
    narodu, nie może usprawiedliwiać ludobójstwa, rzezi cywilów,
    przemocy i gwałtów, zadawania bliźnim okrutnych cierpień". Fatalnym
    posunięciem było również to, że ów krok do tyłu obecny prezydent
    wykonał pod ewangelicznym wezwaniem "prawda was wyzwoli",
    podchwyconym zresztą od osób, które walczą właśnie ze wspomnianymi
    eufemizmami i półprawdami. Jeżeli więc Lech Kaczyński w ogóle
    jeszcze rozważa swoją reelekcję, to niech wreszcie dokona
    radykalnego zwrotu. Jego potencjalnymi wyborcami są bowiem nie
    członkowie Związku Ukraińców w Polce czy czytelnicy "Gazety
    Wyborczej" i wydawanego po ukraińsku "Naszego Słowa", ale
    Kresowianie i ich dość liczni potomkowie oraz czytelnicy "Gazety
    Polskiej" i innych pism patriotycznych. Zachęcam przy okazji, aby
    naiwnie proukraińskiego min. Michała Kamińskiego zastąpić p. Ewą
    Siemaszko i dr Lucyną Kulińską, autorkami doskonałych opracowań o
    ludobójstwie, a wówczas zyska na tym nie tylko sprawa owej
    reelekcji, ale i przede wszystkim polska racja stanu.

    Zawiódł też Wiktor Juszczenko, który po raz kolejny nie przeprosił
    Polaków w imieniu swego narodu. Inna sprawa, że jego słowa nie mają
    już żadnego znaczenia, bo lada moment odejdzie on - na szczęście! -
    do lamusa historii. Poza tym, za gloryfikację morderców Polaków,
    Żydów i Ormian powinien już dawno być w cywilizowanej Europie
    traktowany jako persona non grata, tak jak są traktowani ci, którzy
    negują Holokaust. Reasumując, uroczystości w Hucie Pieniackiej nie
    stały się drogą do pojednania. Rodziny pomordowanych, przepojone
    bólem, pozostają nadal w osamotnieniu i niezrozumieniu, nie mogąc
    nawet skromnym znakiem krzyża upamiętnić setek zbiorowych mogił, na
    których rosną chaszcze i wyją wilki. Ani prezydenci Lech Wałęsa i
    Lech Kaczyński, ani walczący o ten urząd Donald Tusk, pomimo swej 20-
    letniej aktywności politycznej w strukturach Trzeciej RP, nie
    zrobili prawie nic, aby krzyże te wreszcie ustawiono. Przykładem
    tego jest rodzinna wieś mego ojca, Korościatyn k. Monasterzysk,
    którą w tym samym dniu co Hutę Pieniacką wymordowali banderowcy z
    UPA, a w której na mogiłach ofiar do dziś nie ma żadnego
    upamiętnienia. Politykom z Warszawy i Gdańska zabrakło bowiem
    elementarnej troski o prawdę o tych rodakach, których wyrzynano
    tylko dlatego, że byli Polakami.
    ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 4 marca 2009 r.
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=1540
  • Wymordowanie zakonników i osób świeckich w klasztorze dominikańskim jest jednym
    z wielu przykładów podeptania przez członków SS "Galizien" i UPA wartości
    chrześcijańskich

    Ruś od czasu przyjęcia chrztu w 988 r. jest krainą na wskroś chrześcijańską.
    Dlatego też ze zdziwieniem przyjmowane są fakty okrutnego barbarzyństwa, jakiego
    niektórzy Ukraińcy dopuszczali się w czasie II wojny światowej. Niestety, część
    naszego pobratymczego narodu, który wydał tylu świętych i błogosławionych, dała
    się na początku XX w. opętać obłąkanej ideologii Dmytro Doncowa. Ten
    wykształcany na uniwersytetach w Petersburgu, Wiedniu i Lwowie doktor prawa w
    swojej publikacji pt. "Nacjonalizm" zawarł tezę, że aby powstała "samostijna"
    Ukraina, można stosować tzw. twórczy terror, czyli zabijać zarówno
    obcoplemieńców, jak i Ukraińców, którzy nie popierają nacjonalizmu. Początkowo
    przejawami tego terroru były zabójstwa urzędników. Jednym z pierwszych zamachów
    było zastrzelenie w 1908 r. namiestnika Galicji, hr. Andrzeja Potockiego.
    Nawiasem mówiąc, dokonał tego syn księdza greckokatolickiego, co jest bardzo
    charakterystyczne, bo dzieci unickich duchownych, niepomne na przykazania
    Dekalogu, stanowiły awangardę Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.

    Przykładów stosowania owego "twórczego" terroru są tysiące. Warto przypomnieć
    np. przypadającą w tym tygodniu rocznicę zbrodni w klasztorze dominikańskim w
    Podkamieniu, o której piszę szerzej w swojej najnowszej publikacji. Klasztor ów,
    posiadający strzelistą wieżę i leżący na wysokim wzgórzu, doskonale widoczny
    jest od strony Poczajowa i Krzemieńca. Wypisz, wymaluj Jasna Góra, tyle że na
    pograniczu między Wołyniem a Podolem. Klasztor ten ze względu na napady Tatarów
    miał charakter obronny. Jego perłą był przywieziony z Włoch obraz Matki Bożej.
    Cieszył się on tak wielkim kultem, że już w 1727 r. został koronowany koronami
    papieskimi. W zimie 1944 r. zaczęli tutaj ściągać ludzie z różnych stron. Byli
    to jednak nie tyle pielgrzymi, ile uciekinierzy z Wołynia, którzy szukali tu
    pociechy duchowej i schronienia przed grasującą UPA. Zza murów klasztoru
    dochodziły przerażające wieści. 28 lutego tegoż roku w pobliskiej Hucie
    Pieniackiej ukraińscy najemnicy z 14 Dywizji SS "Galizien" dokonali
    przerażającej zbrodni. Z kolei 12 marca ci sami zbrodniarze, wsparci przez
    banderowców, wymordowali 365 osób w Palikrowach, rozstrzeliwując Polaków z
    karabinów maszynowych, co uchodziło za "szczęśliwą" formę śmierci.

    Tego samego dnia zaatakowali też klasztor. Wobec przewagi wroga załamała się
    polska samoobrona. Wrota zostały wyważone i rozpoczęła się rzeź, która trwała
    przez trzy dni. Rozpoczęło się polowanie na ukrywających się. Banderowcy, opici
    "horiłką", wyciągali ich z najróżniejszych zakamarków, a po obrabowaniu z
    ubrania katowali siekierami, sierpami i nożami. Kul używali rzadko, gdyż
    własnoręczne "zaszlachtowanie Lacha" było nobilitacją, zwłaszcza dla nowo
    zaciągniętych w szeregi UPA mołojców. Mordowali też w samym kościele, gdzie
    niektóre ofiary kurczowo trzymały się ołtarza przed cudownym wizerunkiem.
    Poćwiartowali też trzech braci zakonnych wraz z ks. Stanisławem Fijałkowskim,
    proboszczem z Poczajowa. Łącznie w klasztorze i wiosce wymordowano 600 Polaków.
    Do dziś większość ich nazwisk nie jest znana. Jeden ze świadków (cytuję za
    monografią o ludobójstwie Szczepana Siekierki i Henryka Komańskiego) tak to
    opisuje: "Po kilku dniach poszliśmy do klasztoru. Pomieszczenia klasztorne były
    obrabowane i zdemolowane. Korytarze przedstawiały okropny widok. Podłogi pokryte
    tłuczonym szkłem, pierzem z porozrywanych poduszek i pierzyn, zbożem i
    wszelkiego rodzaju przedmiotami. W najróżniejszych miejscach widniały ślady
    krwi. W jednym pomieszczeniu leżało dwadzieścia, a może więcej ciał w
    najróżniejszych pozycjach. Cała podłoga była zaścielona trupami. Zamordowane
    osoby były mi znane z widzenia, lecz nazwisk ich nie pamiętam. Najwięcej ludzi
    pochodziło z Wołynia. Niektórzy w zastygłych dłoniach trzymali różaniec.
    Mężczyźni rozebrani, bez butów, koszul, jedynie w kalesonach. Głowy rozrąbane na
    pół siekierą lub jakimś innym ostrym narzędziem. Jeszcze dziś po tylu latach
    śnią mi się te makabryczne sceny".

    Po ekspatriacji dominikanie opuścili klasztor i przewieźli obraz Matki Bożej do
    swojego kościoła we Wrocławiu. Tam po jego prawej stronie wmurowali tablicę
    pamiątkową ku czci pomordowanych braci zakonnych i mieszkańców Tarnopolszczyzny.
    Z kolei w podkamieńskim klasztorze Rosjanie urządzili więzienie polityczne, a
    następnie zakład dla chorych psychicznie. Ostatnio władze Ukrainy sam kościół
    przekazały unickim zakonnikom, których pytałem kiedyś, co wiedzą o wydarzeniach
    z 1944 r. Jak można było przypuszczać, nie wiedzieli praktycznie nic, a raczej
    nie chcieli wiedzieć. Tylko jeden z nich powiedział, że tutaj w czasie wojny
    Niemcy rozstrzelali, jak to określił, "braci Słowian". Równocześnie użalał się,
    że Polacy wyjeżdżając zabrali im "ukraińską ikonę". W Podkamieniu do dziś nie ma
    żadnego epitafium ku czci pomordowanych. Jedynie w zrujnowanym kościele
    doskonale zachowały się ślady po kulach. Jednak gdy nowi gospodarze położą tynki
    i pokryją je swoim zwyczajem olejną farbą, to nawet te ślady po mordach tutaj
    dokonanych znikną bezpowrotnie.

    ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 11 marca 2009
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=1560
  • Nadanie doktoratu honoris causa Wiktorowi Juszczence,
    gloryfikatorowi zbrodniarzy z OUN-UPA i SS "Galizien", jest blamażem
    zasłużonego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego

    Odpowiadam na zarzuty zawarte w artykule "Trzeba penetrować sowiecki
    trop", który Antoni Zambrowski opublikował niedawno w "GP". Po
    pierwsze, województwa południowo - wschodnie Drugiej RP, czyli
    województwa tarnopolskie, stanisławowskie i lwowskie, nie należy
    nazywać Galicją. Nazwa ta bowiem w okresie zaborów była narzucona
    przez Habsburgów, a po ich upadku straciła rację bytu. Jej używanie
    do opisu wydarzeń dziejących się po 1918 r. przypomina sytuację, w
    której nadal Polskę centralną do dziś nazywano by Krajem
    Przywiślańskim, Lubelszczyznę Nową Galicją, Pomorze Westpreussen,
    Dęblin Iwanogrodem, a Zabrze Hindenburgiem. Być może komuś w wolnej
    Polsce nazwy te się podobają, ale szanujący się historyk i
    publicysta powinien wiedzieć, które z nich do jakiej epoki
    przypisać. Po drugie, to co w latach 1939-1947 wydarzyło się na
    Kresach Wschodnich, nie można klasyfikować jako rzezie, ale jako
    ludobójstwo. Są to bowiem dwa różne pojęcia. Dlatego też tylko to
    ostatnie używane jest we wszystkich znaczących publikacjach
    historycznych. Vide: prace Ewy Siemaszko, ks. prof. Józefa
    Wołczańskiego, ks. prof. Józefa Mareckiego, prof. Czesława Partacza,
    prof. Ryszarda Szawłowskiego, dr. Leona Popka czy dr Lucyny
    Kulińskiej. Pojęcia tego używam także we wszystkich swoich
    publikacjach.

    Po trzecie, nie negując negatywnych skutków, które dla Kresów
    przyniósł pakt Ribbentrop - Mołotow, trzeba podkreślić, że omawiane
    ludobójstwo było owocem nacjonalizmu ukraińskiego, a nie podszeptów
    Berlina czy Moskwy. Poza tym, nacjonalizm ten dał znać o sobie
    jeszcze przed dojściem do władzy Hitlera czy Stalina. Przykładem
    tego jest wspomniane w jednym z moich felietonów zabójstwo Andrzeja
    Potockiego, dokonane przez ukraińskiego studenta jeszcze w 1908 r. Z
    kolei w okresie międzywojennym owocem nacjonalizmu była fala mordów
    dokonywanych na polskich urzędnikach i oficerach. W ten sposób
    bojówki OUN kierowane przez Stepana Banderę zamordowały min.
    Bronisława Pierackiego i posła Tadeusza Hołówkę, a także próbowały
    zabić nawet Józefa Piłsudskiego. Bojówkarze mordowali, co też trzeba
    wyraźnie podkreślić, także tych Ukraińców, którzy chcieli zgody z
    Polakami. W ten sposób zginął Iwan Babij, dyrektor gimnazjum
    ukraińskiego. Nacjonaliści strzelali także do przedstawicieli władzy
    sowieckiej, organizując zamach na konsulat radziecki we Lwowie.
    Działalność OUN była oczywiście na rękę Trzeciej Rzeszy, która
    banderowcom dawała broń i pieniądze, a nawet prowadziła dla nich
    obozy szkoleniowe. To właśnie z Niemcami, a nie z Sowietami główni
    ukraińscy ideolodzy wiązali swoje nadzieje. Dlatego też przy boku
    tych pierwszych powstał Legion Ukraiński, który we wrześniu 1939 r.
    wkroczył do Polski, oraz bataliony "Nachtigall" i "Roland", które w
    czerwcu 1941 r. wkroczyły do Lwowa. Jednostki te dopuściły się
    okrutnych zbrodni na Żydach i Polakach. Podobnych zbrodni dopuściły
    się inne ukraińskie formacje kolaboranckie, jak Ukraińska Policja
    Pomocnicza i SS "Galizien".

    Co do samego ludobójstwa na Kresach, była to samodzielna decyzja
    dowódców UPA, którzy nie uznawali ani zwierzchnictwa niemieckiego,
    ani sowieckiego. Czy byli wśród banderowców agenci wywiadu
    sowieckiego? Z pewnością tak, ale nie wśród - jak tego chciałby
    Antoni Zambrowski - "prominentnych działaczy OUN-UPA". Poza tym ich
    liczba była tak samo niewielka jak i liczba agentów niemieckich w
    Armii Krajowej. Dlatego też z powodu ich przeniknięcia nie można
    wnioskować, że działalność UPA była inspirowana przez NKWD, a
    działalność AK przez gestapo. Autor artykułu pisze wprawdzie: "We
    Lwowie działacze ukraińskiego Ruchu opowiadali mi o oddziałach UPA
    dowodzonych przez sowieckich agentów". Te jednak opowieści można
    porównać do tych, które słyszałem od działaczy tej samej
    organizacji, że Ukraińcami byli także rodzice... Karola Wojtyły. No
    cóż, demagogia tzw. pomarańczowej rewolucji daje naprawdę
    piorunujące efekty.

    Z omawianej polemiki najbardziej zafrapowało mnie
    sformułowanie: "chciałbym bronić przed ks. Tadeuszem dobrego imienia
    prezydenta Wiktora Juszczenki". Nie wchodząc w sprawy
    międzynarodowe, muszę stwierdzić, że ten ukraiński polityk ma w
    Polsce niewielkie prawo do dobrego imienia. Od kilku lat bowiem
    gloryfikuje katów społeczności polskiej, żydowskiej i ormiańskiej.
    Co więcej, nadaje zaszczyty zbrodniarzom, stawia im pomniki oraz
    walczy o ich prawa "kombatanckie". Taka polityka wymaga jak
    największego potępienia. Nie tylko w imię prawdy historycznej, ale
    przede wszystkim ze względu na pamięć setek tysięcy pomordowanych,
    których kości do dziś rozsypane są bez należytego pochówku. Dlatego
    też przeciwko żenującej decyzji KUL, niedawno ogłoszonej, mam zamiar
    protestować wraz z potomkami Kresowian.
    ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska 15 kwietnia 2009 r.
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=1647
    --
    Śmierć jednego Lacha to metr wolnej Ukrainy. Albo będzie Ukraina,
    albo lechicka krew po kolana. Polaków w pień wyciąć.
    (Roman Szuchewycz, juszczenkowski "bohater Ukrainy")
  • www.youtube.com/watch?v=mh0qMvKVcXM
    --
    TVG-9 - niezależna internetowa TV

    www.tvg9.cba.pl
  • Niestety, w podtrzymywaniu fałszywych legend ma swój udział w
    ostatnim czasie także Katolicki Uniwersytet Lubelski, który ubzdurał
    sobie doktorat honoris causa dla gloryfikatora banderowców i
    esesmanów. Nie chcę tu po raz kolejny pisać o poczynaniach Wiktora
    Juszczenki, który zawiódł nadzieje nie tylko swoich rodaków (obecnie
    poparcia dla niego spadło do 2 proc.), ale i Europy. Chcę jedynie
    zwrócić uwagę, że sama data wręczenia doktoratu została fatalnie
    wyznaczona. Jest to bowiem rocznica zawarcia unii lubelskiej, tej
    unii, która była korzystna dla Polaków, a zła dla Ukraińców. Ziemie
    bowiem tych ostatnich, w tym Wołyń i Zaporoże, za jednym
    pociągnięciem pióra przerzucono z Litwy do Polski. Gdyby więc
    ukraiński prezydent odebrał w tym dniu laur od polskiego
    uniwersytetu, to tak jakby polski prezydent w rocznicę pierwszego
    rozbioru odbierał laur od uniwersytetu w Wiedniu. Prawdopodobnie
    wkrótce nacjonaliści ukraińscy zorientują się w pułapce zastawionej
    przez KUL i będą usilnie prosić Juszczenkę, aby tego dnia w Lublinie
    się nie pokazywał.
    W uzupełnieniu ostatniego felietonu dodaję, że rektor KUL, ks. prof.
    Stanisław Wilk, salezjanin, w końcu raczył przyjąć płk Jana
    Niewińskiego, lecz jeszcze tego samego dnia zapowiedział, że nie
    wycofa się ze swego szalonego pomysłu, a potem obraził rodziny
    pomordowanych Kresowian, zarzucając im, że "sycą się żądzą zemsty".
    Po takich słowach św. Jan Bosko, założyciel salezjanów, chyba
    przewracał się w grobie.
    ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 6 maja 2009
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=1725
    --
    Śmierć jednego Lacha to metr wolnej Ukrainy. Albo będzie Ukraina,
    albo lechicka krew po kolana. Polaków w pień wyciąć.
    (Roman Szuchewycz, juszczenkowski "bohater Ukrainy")
  • www.kresy.pl/wydarzenia?zobacz/szeptycki-postepowal-jak-kolaborant
    Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski tłumaczy Kresom.pl dlaczego protestuje
    przeciwko sesji ku czci arcybiskupa Andrzeja Szeptyckiego, która
    odbywa się dziś w Krakowie.
    Kresy.pl: Dlaczego protestuje Ksiądz przeciwko sesji ku czci
    arcybiskupa Andrzeja Szeptyckiego, która odbędzie się 25 listopada w
    Krakowie?
    Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Protestuję z dwóch powodów. Pierwszym
    jest 70. rocznica wybuchu II wojny światowej i jest rzeczą
    niestosowną, żeby organizować uroczystość ku czci osoby, która
    poparła Adolfa Hitlera i oddelegowała kapelanów do SS-Galizien. A
    drugi, że to nie to nie jest sesja naukowa, gdzie ścierają się
    poglądy, tylko akademia ku czci, gdzie z założenia osoby mające
    krytyczne zdanie na temat Szeptyckiego nie mogą się wypowiedzieć.
    *** Czy może Ksiądz w kilku zdaniach podsumować, jakie główne
    zarzuty stawia tej postaci?
    - Nie zarzucam mu tego, że wybrał narodowość ukraińską i że chciał
    wolnej, samostijnej Ukrainy. To jest jego prawo. Ale zarzucam mu to,
    że występował przeciwko państwowości polskiej i to przez bardzo
    długi okres czasu, przez całą pierwszą połowę XX wieku. Przymykał
    oczy na bardzo gwałtowne zaangażowanie księży greckokatolickich w
    działalność Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Druga rzecz,
    poparł Adolfa Hitlera w 1941 roku, wystosował odezwę witającą go,
    wysłał mu podziękowanie za zdobycie Kijowa i nakazał modlitwy w
    cerkwiach greckokatolickich za zwycięstwo Hitlera.
    Kolejna sprawa to oddelegowanie w 1943 roku kapelanów do SS-
    Galizien. Szeptycki był obywatelem polskim, był członkiem Episkopatu
    Polski i postąpił jak kolaborant, czyli wbrew stanowisku wszystkich
    innym biskupów. A były przecież w Polsce trzy obrządki,
    greckokatolicki, rzymskokatolicki i ormiańskokatolicki. On jedyny
    się z tego wszystkiego wyłamał.

    I rzecz chyba najtrudniejsza, że korzystając z tego poparcia dla
    nacjonalizmu, niektórzy księża zaangażowali się również w sprawy
    ludobójstwa. Opisałem przypadki z rodzinnej wsi mego ojca,
    Korościatyn koło Monasterzysk, gdzie ksiądz greckokatolicki razem z
    córką kierował napadem i sprawę Kut, gdzie wymordowano Ormian,
    Polaków i Żydów w 1944 roku i także kierował tym ksiądz. Szeptycki
    wiedział o tych sytuacjach, natomiast nigdy tego oficjalnie nie
    potępił, nie suspendował żadnego z księży, nigdy nie wyciągnął
    żadnych konsekwencji, przez to niektórzy odczytywali to jako to
    zielone światło. Ostatnie sprawa, to jest list do Stalina, gdzie z
    kolei dziękował Stalinowi za przyłączenie Lwowa i Kresów do Związku
    Radzieckiego. Czyli dokonał szeregu aktów kolaboranckich.
    Rozmawiał: J. Zalewski
    --
    Śmierć jednego Lacha to metr wolnej Ukrainy. Albo będzie Ukraina,
    albo lechicka krew po kolana. Polaków w pień wyciąć.
    (Roman Szuchewycz, juszczenkowski "bohater Ukrainy")
  • Szeptycki znów podzielił
    Wezwanie policji przez władze Polskiej Akademii Umiejętności skompromitowało do
    reszty sesję "ku czci" hitlerowskiego kolaboranta
    25 listopada br. odbył się protest przeciwko gloryfikacji abp. Andrzeja
    Szeptyckiego, przygotowany przez organizacje niepodległościowe i kresowe. Zaczął
    się on od pikiety przed siedzibą PAU w Krakowie. Przybyło 40 osób, w tym
    delegacje z Opolszczyzny i Lublina. Były trzy transparenty i jedna tablica. Na
    transparentach widniały napisy "Szeptycki popierał Hitlera i SS Galizien", "Nie
    o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary" i "Ukraino, gdzie są krzyże na grobach
    150 tysięcy pomordowanych Polaków?". Wszyscy wchodzący do budynku musieli pod
    tymi transparentami przejść. Był też jeden megafon, przez który przemawiało
    kilka osób, m.in. Witold Listowski, prezes Towarzystwa Miłośników Lwowa w
    Kędzierzynie-Koźlu. Rozdawano kopie listu otwartego, który podpisało 650 osób, w
    tym wielu pracowników naukowych. Adresaci listu, czyli ks. kard. Stanisław
    Dziwisz i prezes PAU Andrzej Białas, do dziś nań jeszcze nie odpowiedzieli.
    Następnie protestujący weszli do budynku, choć ochrona próbowała to udaremnić.
    Zabrano dwa transparenty, ale najważniejszy, ten o Szeptyckim, oraz megafon
    udało się wnieść do auli. Zaskoczenie organizatorów - co dało się zauważyć na
    twarzach niektórych osób z rodziny Szeptyckich - było spore. Sala świeciła
    pustkami, dużo wolnych miejsc, dopiero później dopchano studentów z
    ukrainistyki. Z hierarchów był tylko greckokatolicki bp Włodzimierz Juszczak z
    Wrocławia, który widząc transparenty, wszedł do gmachu bocznym wejściem. Biskup
    ten znany jest z poglądów relatywizujących ludobójstwo na Kresach. Swego czasu
    domagał się usunięcia z mojej strony internetowej listu skierowanego do niego
    przez dr hab. Bogusława Pazia z Uniwersytetu Wrocławskiego, który polemizował z
    tymi poglądami. Patroni sesji, ks. kard. Stanisław Dziwisz i abp Jan Martyniak z
    Przemyśla, w ogóle nie przybyli. Metropolita krakowski nawet nie przysłał
    delegata w osobie biskupa pomocniczego czy kanclerza kurii. Nie odczytano też
    żadnego listu od niego, co było rzeczą bardzo znamienną. Nie prezentowano
    również listów od innych nieobecnych patronów sesji, ks. kard. Lubomyra Huzara i
    znanego z nacjonalistycznych poglądów ukraińskiego abp Ihora Wozniaka. Nie
    przybył też prezydent miasta, wojewoda, marszałek ani nikt z posłów czy
    senatorów. Totalna klapa.
    Atmosfera w auli była napięta. Wyraźnie wyczuł to prof. Andrzej Białas, który
    niespodziewanie, wbrew pompatycznej nazwie konferencji, powiedział, że Szeptycki
    był "postacią tragiczną". Później, burząc porządek obrad, przez megafon
    przemawiali Ryszard Bocian, szef krakowskiego klubu "Gazety Polskiej", oraz ja.
    Pierwszy wyjaśnił przyczynę protestu, ja mówiłem o kolaboracji Szeptyckiego z
    Hitlerem i SS "Galizien". Bp Juszczak nie odwrócił głowy, ale zareagował, gdy
    przypomniałem dwa fakty. Pierwszy to msza św. odprawiona przez bp Josefa Slipyja
    w 1943 r. dla SS "Galizien". Drugi to poświęcenie przez wspomnianego abp Ihora
    pomnika Bandery we Lwowie. Powiedziałem także: "Protestujemy przeciwko sesji ku
    czci hitlerowskiego kolaboranta, bez elementów krytycznych. Sesji, która obraża
    uczucia rodzin ofiar". Oczywiście organizatorzy spotkania próbowali nie dopuścić
    do dalszych wystąpień, na co protestujący reagowali bardzo żywo. Skandowali
    "hańba, hańba!" oraz głośno pytali rodzinę Szeptyckich: "Dlaczego się boicie
    prawdy?". Następnie osoba prowadząca zarządziła 20-minutową przerwę. W jej
    trakcie do protestujących podszedł prof. Włodzimierz Mokry, ukrainista, który
    obiecywał, że zostanie zorganizowana druga sesja, ale nikt w to nie uwierzył.
    Przy okazji "wypomniał" mi, że moja babcia była Ukrainką. Oczywiście jest to
    zgodne z prawdą, z tym jednak, że babcia ta (a raczej prababcia), córka
    greckokatolickiego księdza, miała zdecydowanie antybanderowskie poglądy. Po
    chwili na salę weszła policja, która została wezwana przez władze PAU. Wobec
    takiego obrotu sprawy protestujący spokojnie wyszli, a drzwi auli zostały
    zamknięte od wewnątrz. Tak wygląda wolność słowa w wydaniu Fundacji Rodu
    Szeptyckich i PAU!
    Organizatorzy sesji ponieśli druzgocącą porażkę. Na pewno nie pomoże to
    beatyfikacji lwowskiego metropolity. Nie pomoże też histeryczna wypowiedź
    greckokatolickiego duchownego Stefana Batrucha, który od pewnego czasu narzuca
    się różnym środowiskom na Lubelszczyźnie, a który w wywiadzie dla KAI zaatakował
    w bezwzględny sposób protestujące rodziny pomordowanych Polaków. Podobnie jest z
    ziejącymi nienawiścią wypowiedziami "przypadkowych" internautów, które
    działający w Polsce Ekumeniczny Portal Grekokatolików zamieszcza z wielką
    satysfakcją. Aby było bardziej groteskowo, to w nocie prawnej owej strony
    napisano: "Zastrzegamy sobie prawo do edycji i usuwania takich wypowiedzi, które
    uważamy za nieodpowiednie lub zawierające treści, które są sprzeczne z prawem
    polskim i międzynarodowym, nawołujące do nienawiści rasowej, wyznaniowej czy
    etnicznej itp.". Czysta hipokryzja.
    Co do procesu beatyfikacyjnego, to wątpię, aby papież Niemiec zdecydował się na
    wyniesienie na ołtarze kogoś, kto pisał listy dziękczynne do Hitlera. Niemniej
    jednak warto zbierać tego typu "kwiatki" i wysyłać je do kongregacji
    watykańskiej. Jak napisał bowiem jeden z prawników kościelnych: "Kandydatowi na
    ołtarze szkodzą nie tyle wypowiedzi jego krytyków, ile nienawiść i głupota jego
    obrońców". Święte słowa.
    ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 2 grudnia 2009 r.
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=2411
    --
    Śmierć jednego Lacha to metr wolnej Ukrainy. Albo będzie Ukraina, albo lechicka
    krew po kolana. Polaków w pień wyciąć.
    (Roman Szuchewycz, juszczenkowski "bohater Ukrainy")
  • Strach przed ambasadorem 26-05-2009
    Bogu dziękować, że Radek Sikorski nie został sekretarzem NATO, a
    Andrzej Przewoźnik szefem IPN
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=1781
    Rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski, jeden z nielicznych
    odważnych w establishmencie Trzeciej RP, zorganizował w zeszłym
    tygodniu konferencję nt. ludobójstwa dokonanego przez UPA na Wołyniu
    i w Małopolsce Wschodniej. 8 kwietnia minister spraw zagranicznych
    Radek Sikorski i sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa
    Andrzej Przewoźnik otrzymali odpowiednie zaproszenie do wygłoszenia
    referatów. Tydzień później Beata Żuk z MSZ potwierdziła udział
    przedstawiciela ministra, dlatego w zatwierdzonym programie znalazł
    się następujący punkt: "Stanowisko i działania Ministerstwa Spraw
    Zagranicznych w sprawie polskich miejsc pamięci na Ukrainie -
    Wojciech Tyciński, dyrektor Departamentu Współpracy z Polonią,
    Ministerstwo Spraw Zagranicznych". Niestety, dzień przed konferencją
    minister zabronił swojemu podwładnemu udziału w niej. Co więcej, w
    piśmie skierowanym do rzecznika praw obywatelskich (kopia jest na
    mojej stronie internetowej) obraził zaproszonych prelegentów. Z
    nieoficjalnej informacji wynika, że decyzja ta została podjęta pod
    naciskiem ambasadora Ukrainy. Ciekawe, czy Sikorski tak łatwo
    uległby presji, gdyby sprawa dotyczyła konferencji np. o
    Holokauście. Śmiem twierdzić, że nie. Z pewnością wtedy starałby się
    siedzieć w pierwszym rzędzie, brylując jak zwykle przed
    amerykańskimi dziennikarzami. O strusiej polityce MSZ pisałem już w
    listopadzie ub.r. w felietonie "Milczenia ministra Sikorskiego".
    Niestety, wszystkie problemy przedstawione w tym artykule są wciąż
    aktualne. Dobrze się więc stało, że Radek Sikorski nie został
    sekretarzem NATO. Panu Bogu za to wielka chwała!

    Z konferencji wycofał się także Andrzej Przewoźnik, choć biuro Rady
    w osobie Iwony Gałędowskiej potwierdziło udział swojego szefa oraz
    zgodziło się na tytuł jego wystąpienia: "Problemy stosownego
    urządzenia miejsc polskiej pamięci narodowej na Ukrainie w świetle
    20-letnich doświadczeń Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa". Czy
    na ministra - sekretarza też naciskała ukraińska dyplomacja, tego
    nie wiem. Wiem jednak, że od pewnego czasu Przewoźnik niewiele
    troszczy się o polskie miejsca męczeństwa na Kresach. Przykładem
    tego jest brak jakiegokolwiek upamiętnienia setek zbiorowych mogił,
    w tym "dołu śmierci" w rodzinnej wiosce mojego ojca, w Korościatynie
    k. Monasterzysk na Tarnopolszczyźnie. W tej ostatniej sprawie,
    występując w imieniu rodzin pomordowanych, rok temu osobiście
    spotkałem się z ministrem, który w czasie rozmowy złożył wiele
    oficjalnych deklaracji. Rozmowa była długa i mało przyjemna, bo
    sekretarz Rady skierował przy okazji wiele gorzkich słów pod adresem
    całego świata, głównie z powodu tego, że nie udało mu się uzyskać
    posady prezesa IPN. Słuchałem tego cierpliwie, gdyż wierzyłem, że
    mój rozmówca, bądź co bądź urzędnik państwowy, zrealizuje owe
    deklaracje. Niestety, moje nadzieje były daremne, a bezimienne
    mogiły nadal porastają chwasty i chaszcze. Nie ma na nich nie tylko
    pomnika, ale nawet zwykłego krzyża. Kolejnym przykładem braku
    skutecznych działań Andrzeja Przewoźnika jest wciąż pusty grób
    arcybiskupa Józefa Teodorowicza na Cmentarzu Orląt Lwowskich. W tej
    sprawie różne organizacje korespondują z sekretarzem Rady od wielu
    lat, ale zamiast konkretów dostają wykrętne odpowiedzi i puste
    obietnice, w myśl zasady "obiecanki - cacanki, a głupiemu radość".
    Co więcej, minister osobiście jest odpowiedzialny za to, że nie
    rozwiązał tego problemu w 2005 r., kiedy to odsłaniano
    odrestaurowaną nekropolię. Sprawa ta nie została też wpisana do
    protokołu rozbieżności pomiędzy Polską a Ukrainą. Ten wciąż pusty
    grób to wielkie cierpienie dla polskich Ormian, zawsze wiernych
    Rzeczpospolitej. Co trzeba jeszcze uczynić, aby minister doprowadził
    wreszcie, jak to wielokrotnie obiecywał, do godnego pochówku owego
    wielkiego polskiego patrioty i senatora RP? Bić pokłony i całować po
    rękach? Trzeba przypomnieć, że słowo "minister" pochodzi od
    łacińskiego czasownika "ministrare" - służyć. Jak widać, postawa
    niektórych ważnych urzędników, suto opłacanych z naszych podatków,
    stoi w jawnej sprzeczności z tą prawdą. Jedynym sprawiedliwym okazał
    się Janusz Kochanowski. Jak mówi stare porzekadło: "Ministrem się
    bywa, a człowiekiem się jest".

    Z ostatniej chwili. Rektor Uniwersytetu Wrocławskiego Marek
    Bojarski, pomimo wcześniej rozesłanych zaproszeń i wydrukowanych
    plakatów, odwołał konferencję naukową "Prawda historyczna a prawda
    polityczna w badaniach naukowych. Przykład ludobójstwa na Kresach
    Wschodnich RP w latach 1939-1946", która miała się odbyć 3 czerwca
    br. Patronat nad konferencją objął wicemarszałek Jarosław
    Kalinowski, a udział w niej mieli wziąć wybitni specjaliści, m.in.
    prof. dr hab. Bogumił Grott, prof. dr hab. Jan Kęsik, dr hab.
    Bogusław Paź, dr Lucyna Kulińska. Ja również miałem wygłosić
    referat: "Ludobójstwo Polaków na Kresach na tle ludobójstwa Ormian w
    Turcji i Holokaustu Żydów". Powodem były kolejne naciski ze strony
    ukraińskiej, która straszyła bojkotem Dni Lwowa we
    Wrocławiu. "Polska nierządem stoi" - mówili władcy sąsiednich państw
    o Rzeczpospolitej w XVIII wieku. Dziś, na początku XXI wieku, można
    to zdanie powtórzyć. Pod naciskami ambasad uginają się bowiem nie
    tylko ministrowie, ale i rektorzy uniwersytetów, które z założenia
    powinny być niezależne. Co będzie dalej? Wsadzanie do więzień osób,
    które zostaną wskazane przez przedstawicieli obcych państw? A może
    potulna zgoda na oddanie Szczecina, Przemyśla czy Hrubieszowa?

    ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=1781
    --
    Panowie, ja Was przepraszam. Ja Was bardzo przepraszam.
    (Piłsudski do Ukraińców internowanych w Szczypiornie, maj 1921)
  • Dopuki faszysci polscy beda poslugiwac sie klamstwem oczerniajac w
    wyjatkowo podly sposob Ukraincow i ich zdecydowana walke z krwawymi
    okupantami polskimi,jakakolwiek dyskusja z ta banda niema sensu.
    Dla nich jedynie osika,ktora juz wyrosla i konopny sznur.
  • Kobiety wołać będą 23-06-2009, 11:54
    Sierota z Wołynia wykrzyczała to, czego Lech Kaczyński, Donald Tusk
    i Radek Sikorski nie chcą wypowiedzieć nawet szeptem
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=1876
    14 czerwca br. uroczystości ku czci pomordowanych Kresowian odbyły
    się w Rotundzie Męczenników w Zamościu, w której w czasie II wojny
    światowej Niemcy wymordowali tysiące Polaków. Dziś jej cele
    zamieniono na izby pamięci. Swoje pomieszczenia mają też Wołyniacy,
    którzy umieścili tutaj setki tablic z nazwami wsi zrównanych z
    ziemią przez nacjonalistów ukraińskich. Uroczystości rozpoczęły się
    od polowej mszy św. za pomordowanych przez UPA, podczas której
    wygłosiłem kazanie. Wzięło w niej udział wiele osób, w tym naoczni
    świadkowie ludobójstwa. Po nabożeństwie w jednej z cel poświęciłem
    tablicę pamiątkową ku czci ks. Jana Kotwickiego z parafii Chrynów k.
    Łucka, zamordowanego przy ołtarzu w czasie odprawiania mszy św. w
    krwawą niedzielę 11 lipca 1943 r. Poświęciłem także w kościele
    garnizonowym pw. Jana Bożego (przebudowanym ze stołówki żołnierskiej
    przez ks. płk. Bogusława Romankiewicza) kopię obrazu Matki Bożej
    Swojczowskiej. Oryginał pochodzi z polskiej parafii na Wołyniu,
    leżącej koło Włodzimierza Wołyńskiego, a wymordowanej
    przez "rycerzy" spod znaku tryzuba. Tamtejszy kościół wysadzono w
    powietrze, ale obraz ocalał i dziś znajduje się w Otwocku.

    Jedną z uczestniczek uroczystości była Janina Kalinowska. Historia
    jej życia jest szczególna. W czasie jednego z banderowskich napadów
    jej rodzina został wymordowana, a ona, wówczas mała dziewczynka,
    cudem ocalała. Sierota tułająca się po lasach została przygarnięta
    przez przypadkowe osoby. Nigdy nie ustalono jej tożsamości, więc do
    dziś nie zna swojego prawdziwego nazwiska ani daty urodzenia. Jest
    to osoba skromna, ale o ogromnej odwadze moralnej. W czasie
    wystąpienia przed mszą św. publicznie skrytykowała KUL za nadanie
    doktoratu h.c. Wiktorowi Juszczence. Silnym, podniesionym głosem
    wypowiedziała całą prawdę o fałszowaniu i przemilczaniu ludobójstwa
    na Kresach, a także o bólu, jakiego jego ofiary wciąż doznają,
    wcześniej od komunistycznych polityków z PRL, a dziś od lękliwych
    polityków Trzeciej RP. Jak napisał jeden z pamiętnikarzy: "Kresowian
    zabito dwukrotnie, raz przez ciosy siekierami, drugi raz przez
    przemilczenia. A ten drugi sposób zabijania jest jeszcze
    okrutniejszy od pierwszego".

    Słuchając wypowiedzi pani Janiny, miałem przed oczami Annę Dorotę
    Chrzanowską z kresowej Trembowli, która w XVII w. w czasie oblężenia
    przez Turków, gdy mężczyźni stchórzyli, wzywała mieszkańców miasta
    do obrony. Więcej - z szablą w dłoni atakowała wroga i groziła
    mężowi, komendantowi twierdzy, że jeżeli się podda, to go zabije.
    Miałem też przed oczami pielęgniarkę Alinę Pieńkowską i suwnicową
    Annę Walentynowicz, które w sierpniu 1980 r. swoją determinacją
    uratowały strajk w Stoczni Gdańskiej, gdy pewien "wielki człowiek"
    chciał go zakończyć już trzeciego dnia. I jeszcze wiele innych
    znanych mi działaczek "Solidarności", zwłaszcza niedawno zmarłą
    Marysię Hernadez-Paluch z redakcji podziemnego "Hutnika". Tę
    ostatnią nazywałem "Ibarruri", ze względu na jej autentycznie
    rewolucyjny charakter. Ten jej charakter nieraz się przydał, gdy w
    latach 80. trzeba było walić głową w mur.

    Czy głos sieroty z Wołynia dotrze do prominentów, którzy wprawdzie
    wyrośli na ideałach "Solidarności", ale dziś tkwią w
    pułapce "poprawności politycznej"? Czy dworscy doradcy otaczający
    pana prezydenta, pana premiera czy ministra spraw zagranicznych w
    ogóle kiedykolwiek będą mieli cywilną odwagę powiedzieć swoim
    chlebodawcom, że zwykła ludzka uczciwość każe wysłuchać głosu wciąż
    cierpiących Kresowian, a uczciwość wobec wyborców nakazuje
    dotrzymanie obietnic wyborczych w sprawie przywrócenia prawdy
    historycznej o polskich tragediach? Nieraz zastanawiałem się, czym
    różni się w tej kwestii Lech Kaczyński od Donalda Tuska, Radka
    Sikorskiego czy Bronisława Komorowskiego. Otóż niczym. Po prostu
    niczym! I to jest największą porażka tego, który miał być
    prezydentem Czwartej RP.

    Lipiec jest dniem pamięci o pomordowanych Kresowianach. A w tym roku
    w pierwszym dniu tego miesiąca prezydent Najjaśniejszej
    Rzeczypospolitej, idąc pod rękę z gloryfikatorem morderców Polaków,
    Żydów i Ormian, przyjmie wraz z nim najwyższe odznaczenie naukowe.
    Żeby było bardziej tragikomicznie, przyjmie je z rąk tego, który
    przez 13 lat był zarejestrowany jako tajny współpracownik SB o
    ps. "Filozof", a który przez ostatnie lata ustawicznie go
    krytykował, nie zostawiając na nim, na jego bracie i na całym PiS
    suchej nitki. Będzie to prawdziwy chichot najnowszej historii.
    Będzie to także, a raczej przede wszystkim, kolejny cios dla
    Kresowian i ich potomków, którzy krwią płacili za wierność
    Rzeczypospolitej, a dziś są traktowani jak "dzieci gorszego Boga".
    Dlatego ich reprezentanci zbiorą się 30 czerwca o godz. 13.00 na
    konferencji prasowej w Lublinie (miejsce podam w przeddzień na
    stronie internetowej), aby po raz kolejny zaapelować do sumień
    polskich i ukraińskich polityków. O ile ABW, wysłane pod naciskami
    ambasadora Ukrainy czy rektora KUL, nie rozpędzi tego spotkania, to
    w czasie jego trwania (jak i w czasie wykładu o ludobójstwie, który
    1 lipca o godz. 18.00 odbędzie się w hotelu Mercure Unia Lublin przy
    al. Racławickiej 12) mam zamiar odczytać nazwiska 180 polskich
    duchownych, o których wciąż nie pamięta nawet Episkopat Polski,
    pomordowanych przez tych, których czci Wiktor Juszczenko.

    ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska 23 czerwca 2009 r.
    --
    Śmierć jednego Lacha to metr wolnej Ukrainy. Albo będzie Ukraina,
    albo lechicka krew po kolana. Polaków w pień wyciąć.
    (Roman Szuchewycz, juszczenkowski "bohater Ukrainy")
  • rom-baz znowu wyciągnął rękę na "zgodę" ?

    Toż to książkowy skrajny przypadek umysłu ogarniętego nienawiścią.
    Publicznie nawołuje do przestępstwa!!!
    Strach pomyśleć, że człowiek może go mijać na ulicy.
    bm
  • Odważne Prabuty 30-06-2009
    Zadufani w sobie Józef Życiński i senat KUL winni uczyć się patriotyzmu od
    miasta na północnych Kresach albo od Polonii na Antypodach

    W Prabutach odbyły się uroczystości ku czci pomordowanych przez nacjonalistów
    ukraińskich. W mieście tym mieszka wielu Polaków wypędzonych z Kresów, a ze
    względu na zaangażowanie burmistrza Bogdana Pawłowskiego i prezesa
    Stowarzyszenia Kresowian, Andrzeja Mosiejczyka, panuje tam wielka przychylność
    dla tych spraw. Uroczystości rozpoczęły się mszą św. w konkatedrze, będącej
    pozostałością po dawnej diecezji pomezeńskiej, założonej w XIII w. przez
    Krzyżaków, a zniesionej przez reformację. Świątynia ta została spalona przez
    pijanych czerwonoarmistów, a odbudowana dzięki wysiłkowi obecnego proboszcza.
    Nawiasem mówiąc, jedna z autochtonek opowiadała o dramacie polskiej ludności na
    Warmii i Mazurach, która w 1945 r. poddawana była okrutnym gwałtom ze strony Rosjan.

    Po mszy św. wierni złożyli kwiaty pod pomnikiem Kresowian. Na drugi dzień odbyła
    się sesja naukowa. Autentyczną gwiazdą był gen. Mirosław Hermaszewski, ocalały z
    masakry Lipnik na Wołyniu. Jako niemowlę uratowała go matka, postrzelona przez
    "rycerza" z UPA. Ojca zabił ukraiński sąsiad. Losy generała opisałem rok temu w
    felietonie "Świadectwo kosmonauty". W czasie uroczystości, na którą licznie
    przybyli uczniowie szkół średnich, Hermaszewski dał piękne świadectwo
    bohaterstwa swojej matki, która nie tylko go uratowała, ale też w nadzwyczaj
    trudnych warunkach będąc wdową wychowała siedmioro dzieci. Bez ogródek też
    przedstawił młodzieży, czym był nacjonalizm ukraiński. Jego wystąpienie skłoniło
    mnie do pewnych refleksji. Oto bowiem były członek PZPR i WRON, niedoszły
    kandydat do Senatu z listy SLD, mówi odważnie to, czego członkowie PO i PiS,
    partii zbudowanych na ideałach "Solidarności", boją się powiedzieć nawet przez
    sen. To kolejny polski paradoks.

    Wzruszającym elementem sesji było wręczenie nagród młodzieży z Prabut i okolic
    za udział w konkursie "Kresy - moje korzenie". W konkursie tym uczniowie różnych
    szkół przedstawili prace plastyczne i multimedialne oraz literackie, pisane
    prozą lub wierszem, które powstały na podstawie wspomnień ich dziadków. Dorobek
    jest naprawdę imponujący. Najważniejsze jest jednak to, że tą drogą można
    przekazać następnym pokoleniom tradycję odchodzących Kresowian.

    Kolejnym mocnym elementem sesji był wykład dr Leona Popka, pracownika IPN w
    Lublinie, potomka pomordowanych w wołyńskich Ostrówkach. W tej wsi oraz w
    sąsiedniej Woli Ostrowieckiej
    29 sierpnia 1943 r. bandyci z UPA wymordowali 1040 Polaków, w tym 500 dzieci. Do
    dziś polscy politycy boją się tutaj zapalić zniczy. Wszechwładny ambasador
    Ukrainy w Warszawie Ołeksander Mocyk, pochodzący z tych samych stron, groźnie
    pogroziłby im palcem, gdyby się na to odważyli. Pana doktora słuchałem wiele
    razy, ale zawsze jestem pod ogromnym wrażeniem zarówno jego rzetelnej wiedzy,
    jak i ogromnej miłości do ojczystych stron jego dziadków.

    Co do protestu w Lublinie przeciwko hańbiącej decyzji KUL, zacytuję ważną
    informację z Australii "W dniu 6 czerwca 2009 w Canberze odbył się XLI Zjazd
    delegatów organizacji członkowskich Rady Naczelnej Polonii Australijskiej i
    Nowozelandzkiej, na który przyjechali delegaci z 17 organizacji, dysponujący
    łącznie 65 mandatami. Do Zjazdu zgłoszone zostały dwa wnioski specjalne. Drugi
    wniosek, aby Zjazd wystąpił z protestem do rektora KUL przeciw propozycji
    nadania prezydentowi Ukrainy Wiktorowi Juszczence doktoratu h.c., przeszedł z
    jednym głosem wstrzymującym się. W uzasadnieniu wniosku jego autor podkreślił,
    że Juszczenko jest zagorzałym zwolennikiem uznania band UPA, które
    odpowiedzialne były za zamordowanie Polaków na Wołyniu, za regularne
    narodowo-wyzwoleńcze wojsko ukraińskie".

    Przy okazji obecnemu rektorowi KUL ks. Stanisławowi Wilkowi, dedykuję pod
    rozwagę słowa jego wielkiego poprzednika, śp. ks. prof. Mieczysława Krąpca,
    rodem z Berezowicy Małej (wymordowanej przez UPA):

    "Prezydent [Juszczenko] nie wypowiada się w swoim imieniu, lecz w imieniu
    narodu. A to, co powiedział, to w istocie pochwała strasznej, szczególnie
    wyrafinowanej zbrodni ludobójstwa, którą przedstawia się jako chwalebny środek
    do uzyskania niepodległości Ukrainy. Państwo, które nie potępia tej zbrodni ani
    nawet się jej nie wstydzi, ale publicznie ją sławi, naraża się na zarzut, że
    jest państwem powstałym ze zbrodni, na gruncie zbrodniczym. [...] To jest
    ogromny krok wstecz w procesie pojednania polsko-ukraińskiego. Trudno rozmawiać,
    a tym bardziej jednać się z ludźmi, którzy bestialskie zbrodnie traktują jako
    chwalebną postawę obywatelską. Takie stanowisko prezydenta Juszczenki, a więc
    najwyższej władzy w państwie, tylko może zachęcać, aby kiedyś znów spróbować
    sięgnąć po tego rodzaju działania. To daje wiele do myślenia. Jak można
    rzetelnie rozmawiać z takim mężem stanu, przyjmować go w Polsce ze szczególnymi
    honorami, nadawać mu honorowe doktoraty polskich uczelni, skoro uważa on
    zbrodnię za bohaterstwo? Kresowianie zadają dziś pytanie całemu Narodowi, a
    zwłaszcza klasie rządzącej: Jak można budować przyjazne, sąsiedzkie relacje z
    państwem, którego głowa chyli czoło przed zbrodniczą organizacją odpowiedzialną
    za wymordowanie tysięcy bezbronnych polskich obywateli".

    ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska 1 lipca 2009
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=1898
    wątek o gen. Hermaszewskim na forum Polska-Ukraina
    forum.gazeta.pl/forum/w,48782,77524117,77524117,kosmonauta_niedoszla_ofiara_bohaterow_UPA.html
    --
    Śmierć jednego Lacha to metr wolnej Ukrainy. Albo będzie Ukraina, albo lechicka
    krew po kolana. Polaków w pień wyciąć.
    (Roman Szuchewycz, juszczenkowski "bohater Ukrainy")
  • W dniu 9 czerwca br., ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski odebrał,
    przyznaną mu przez Instytut Pamięci Narodowej, na wniosek Światowego
    Kongresu Kresowian w Bytomiu, nagrodę Kustosz Pamięci Narodowej.
    Otrzymał ją między innymi za upominanie się o prawdę o ludobójstwie
    na Kresach.
    www.kresy.pl/idee?zobacz/spory-o-historie-moga-przyniesc-porozumienie
    Na Ukrainie, w dziedzinie polityki historycznej, obowiązuje zasada
    wahadła. Są dwie skrajności. Jedną skrajność reprezentują
    nacjonaliści gloryfikujący Stepana Banderę i UPA. Druga skrajność to
    politycy prorosyjscy, którzy gloryfikują Armię Czerwoną i wszelkie
    związki Ukrainy z Rosją. Niestety, dzisiaj nie mamy do czynienia z
    obiektywnym traktowaniem historii.
    Dla Polski najgorszym rozwiązaniem jest promowanie postaci Stepana
    Bandery. Z postacią tą wiąże się ideologia faszystowska, sławiąca
    zbrodniarzy wojennych, ludzi, którzy mordowali Polaków, którzy byli
    i działali przeciwko II Rzeczypospolitej. Z jednej strony bardzo
    dobrze, iż ekipa Wiktora Janukowycza odrzuca tę ideologię. Z drugiej
    jednak - nie miejmy złudzeń, że są to przyjaciele Polski. Będą oni
    po prostu manipulować historią w kierunku przeciwnym.
    Pozytywy niosą spory historyczne dotyczące stosunków polsko-
    ukraińskich. Ale muszą być dla nich stworzone odpowiednie warunki.
    Kiedy profesor Bogusław Paź z Uniwersytetu Wrocławskiego organizował
    rok temu sesję na temat ludobójstwa na Kresach Wschodnich - sesję, w
    trakcie której miały się ścierać poglądy osób z Polski, Ukrainy,
    Rosji i Kanady - to zaprotestował ambasador Ukrainy w Polsce,
    Ołeksander Mocyk. Rektor UWr wtedy ustąpił. A dziś, kiedy nie ma już
    protestów ze strony ukraińskiej, konferencja na taki temat się
    odbywa. I gdyby takie konferencje odbywały się w Polsce i na
    Ukrainie - prelegenci wprawdzie nie dochodziliby do wspólnych
    wniosków, ale przynajmniej by dyskutowali - wówczas jest szansa na
    porozumienie historyczne.
    Za pozytyw należy też uznać otwartą 8 kwietnia br. w Kijowie,
    pierwszą w historii niepodległej Ukrainy wystawę na temat
    ludobójstwa dokonanego przez UPA. I ta wystawa jeździła do różnych
    miast tego kraju. To jest właśnie rozwiązywanie problemów polsko-
    ukraińskich. Dzisiaj Ukraina pozostaje na tyle podzielona - również
    w sensie politycznym - że mamy do czynienia ze skrajnościami i tym
    centrum, szalenie niezdecydowanym, które nie wie, w jaką stronę
    pójść. Niemniej jestem za tym, żeby badania polsko-ukraińsko-
    rosyjskie były prowadzone.
    W Polsce jest obecnie szansa na obiektywną dyskusję. Niestety, na
    Ukrainie wszystko zależy od terytorium, na którym ma miejsce dane
    wydarzenie. Jeśli dyskusja toczy się w zachodniej części kraju, to
    ma ona charakter probanderowski. Jeśli toczy się w Charkowie, to
    wręcz przeciwnie. Sprawa więc jest bardzo trudna.
    Dostrzegam jednak pewien plus w działaniach ekipy Janukowycza, w tym
    ministra oświaty Dmytro Tabacznyka. Ekipa ta wykonała pewien krok
    wymagany również przez Parlament Europejski. Doszło do uchylenia
    dekretu o gloryfikacji Bandery i Romana Szuchewycza. To jest punkt
    wyjścia do dalszej dyskusji. Natomiast dopóki mieliśmy ten dekret,
    dopóty dyskusja była niemożliwa.
    ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
  • Kiedyś uważałem go za dobrego człowieka, jednak poczytałem trochę o jego
    działaniach i uważam że Ormianin nie ma żadnego prawa nazywać się patriotą.
    Teraz pozostaje zasadnicze pytanie - NA CZYJE POLECENIA TEN MARNY CZŁOWIECZEK
    DZIAŁA? Co to za kapłan, skoro łamie wszystko to o czym mówił Jan Paweł II. Za
    czyje pieniądze on w ogóle działa?
    Czemu ten, za przeproszeniem, gad nie domaga się budowy grobów dla Polaków na
    Białorusi oraz w Rosji bestialsko mordowanych przez NWKD.
    UPA, SS Galizien -be, a NWKD, Armia Czerwona - cacy? Może niech ksiunc Zalewski
    czy Zaleski pokaże swój prawdziwy rodowód, może wcale nie jest Ormianinem, a
    Żydem, którego rodzice byli komisarzami w Rosji radzieckiej mordujących ludzi
    tysiącami, a swoim działaniem chce zmyć winę swoich przodków?
  • Ksiądz katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego. W PRL
    działacz opozycji antykomunistycznej, kapelan
    podziemnej „Solidarności”. Opiekun niepełnosprawnych – prezes
    Fundacji im. Brata Alberta. Historyk Kościoła, zwolennik lustracji
    duchownych; publicysta, rzecznik upamiętnienia ofiar i potępienia
    sprawców ludobójstwa dokonanego na Kresach Wschodnich przez
    nacjonalistów ukraińskich. Poeta.
    Urodził się w Krakowie w 1956 r. Matka, z ormiańskiej rodziny
    Isakowiczów, osiadłej na Kresach Wschodnich, była nauczycielką.
    Ojciec, Jan Zaleski, urodzony w Monasterzyskach, woj. tarnopolskie,
    był językoznawcą, docentem w Wyższej Szkole Pedagogicznej w
    Krakowie.
    W 1975 r. Tadeusz Isakowicz-Zaleski wstąpił do seminarium
    duchownego, które ukończył po przymusowej dwuletniej przerwie na
    odbycie służby wojskowej. Pracę magisterską napisał pod kierunkiem
    ks. prof. Bolesława Kumora. W 1983 r. przyjął święcenia kapłańskie.
    W czasie studiów związany z opozycją demokratyczną, m.in. Studenckim
    Komitetem Solidarności, a następnie z podziemną „Solidarnością”.
    Kolportował wśród duchownych pisma drugiego obiegu,
    współredagował „Krzyż Nowohucki” (jako Jacek Partyka). Działał w
    prowadzonym przez ks. Kazimierza Jancarza Duszpasterstwie Ludzi
    Pracy w Nowej Hucie–Mistrzejowicach. W 1985 dwukrotnie pobity przez
    funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa (zob. dokumentalny film
    Macieja Gawlikowskiego „Zastraszyć księdza”wink. W 1988 r. kapelan
    strajku w Hucie im. Lenina. Członek honorowy Komisji Zakładowej NSZZ
    Solidarność. Angażował się też w działalność dobroczynną i pomoc
    niepełnosprawnym.
    W 1987 był współzałożycielem Fundacji im. Brata Alberta, zajmującej
    się osobami upośledzonymi umysłowo, prowadzącej schronisko w
    podkrakowskich Radwanowicach. Dziś w jej ramach działa 30 ośrodków
    terapeutycznych w całej Polsce.
    Od lat 90. uczestnik i organizator konwojów humanitarnych do krajów
    byłej Jugosławii, Czeczenii, Albanii, na Ukrainę.
    Od r. 2000 jest duszpasterzem środowiska polskich Ormian w Krakowie,
    od 2009 r. proboszczem parafii ormiańskokatolickiej w Gliwicach,
    obejmującej południową Polskę.
    Autor głośnej książki „Księża wobec bezpieki. Na przykładzie
    archidiecezji krakowskiej”, za którą w 2007 r. otrzymał Nagrodę
    Literacką im. Józefa Mackiewicza, oraz autobiografii „Moje życie
    nielegalne”.
    Wydał szereg publikacji z dziejów kościoła ormiańskiego,
    m.in. „Arcybiskup ormiański Izaak Mikołaj Isakowicz »Złotousty«
    (1824–1901). Duszpasterz, społecznik i patriota” i „Słownik
    biograficzny księży ormiańskokatolickich i księży rzymskokatolickich
    pochodzenia ormiańskiego w Polsce w latach 1700–2000”.
    Przedmiotem jego szczególnego zainteresowania jest ludobójstwo
    dokonane przez rząd turecki w 1915 roku na Ormianach oraz
    ludobójstwo dokonane przez OUN-UPA w czasie II wojny światowej na
    Kresach Wschodnich. Autor książki „Przemilczane ludobójstwo na
    Kresach”, Kraków 2008.
    Wydał kilka tomów poetyckich, m.in. „Wiersze”, Kraków 2006.
    W 2006 r. za działalność opozycyjną odznaczony przez prezydenta
    Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. W
    2007 r. laureat Nagrody Rzecznika Praw Obywatelskich im. Pawła
    Włodkowica i nagrody „Niezależnej Gazety Polskiej” im. św. Grzegorza
    I Wielkiego za „szczególny wkład w obronę prawdy w życiu publicznym”.
    www.ipn.gov.pl/portal/pl/743/13187/Ksiadz_Tadeusz_IsakowiczZaleski.html
    Monasterzyska to miasteczko w powiecie Buczacz na Tarnopolszczyźnie
    (styk Podola i Rusi Czerwonej). Urodził się tutaj mój śp. Ojciec.
    Obok, w odległości 8 km, leży Korościatyn, w którym urodzili się moi
    dziadkowie i pradziadkowie. Wieś tę w nocy z 28/29 lutego 1944 r.
    spalili i w znacznym stopniu wymordowali nacjonaliści ukraińscy spod
    znaku UPA. Łącznie z ich rąk zginęło 176 Polaków. Obecnie
    Korościatyn nazywa się Krynica, gdyż po wypędzeniu Polaków w 1945 r.
    napłynęli tutaj Łemkowie z okolic Krynicy w Małopolsce. [TIZ]
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=142&nid=189
    PS. Czytając Twój post, pełen agresji, nienawiści i insynuacji wobec
    ks. Isakowicza, można Cię uznać za człowieka podłego. Miotającego
    oszczerstwami. Biografia ks. TIZ jest dobrze znana, trzeba
    wyjątkowego lenistwa umysłowego albo złej woli, aby w jego ocenach
    opierać się nie na faktach, ale na wyssanych z brudnego palca steku
    bzdur i insynuacji.
    --
    Przyjrzyjcie się mi, bo patrzycie na Łukaszenkę.
    (Jarosław Kaczyński, prezes IV RP)
  • wstępu do takich krajów jak Turcja, Azerbejdżan czy Gruzja???
    Z tą Gruzją to nie jestem pewny, ale swoją działalnością PODJUDZANIA I OPLUWANIA
    PAŃSTWA TURECKIEGO I NARODU ma PERMANENTNY, NA CAŁE ŻYCIE wprowadzony zakaz
    wjazdu do tego kraju. Jego nienawiść do Turcji i Turków, oczywiście prowadzona w
    "dobrej wierze", bo ten ksiundz chce tylko "upamiętnić" ofiary mordu na
    Ormianach z początku lat 20-ych XX wieku. Turcy powiedzieli wprost, że z
    terrorysta, który chce torpedować proces pokojowy i pojednanie
    turecko-ormiańskie ROZMAWIAĆ NIE BĘDĄ.
    Moim zdaniem ten ksiudz to taki właśnie PODJUDZACZ, DOSTAJĄCY PIENIĄDZE Z
    ZAGRANICY, aby torpedować proces normalizacji stosunków polsko-ukraińskich.
    Polaczki zamiast brać przykład z Ormian, którzy w końcu doświadczyli DUŻO
    GORSZEJ ZBRODNI OD TURKÓW NIŻ POLACY OD UKRAIŃCÓW, słuchają takich idiotów,
    bezmózgowców i podjudaczy, którzy działają charytatywnie wyłącznie w celach PR i
    chęci zmycia swoich win w sączeniu nienawiści.
    Różnica między przypadkiem tureckim , a ukraińskich tego ksiundza jest taka, że
    Turcy w ogóle odżegnują się od ludobójstwa na Ormianach, podczas gdy 2/3 Ukrainy
    wie, przyznaje się, a nawet i przeprasza i wyraża skruchę za działalnośc UPA.
    Nie zmienia to faktu, że ten ks. Izakowicz - Siewca Nienawiści i Niezgody między
    Narodami-Zalewski powinien dostać PERMANENTY, NA CAŁE ŻYCIE ZAKAZ WJAZDU NA
    UKRAINĘ ORAZ BIAŁORUŚ (w tym przypadku na wszelki wypadek, bo jeszcze coś mu
    odbije i wezmie się za podjudzanie tutaj).
  • wiadomosci.gazeta.pl/kraj/1,34309,2206821.html
    Teraz pozostaje pytanie co to "nasz patriota". Z tego co czytałem to on idzie w
    zaparte i pieprzy raz po raz ten sam antyturecki bełkot, chcąc być świętszym od
    papieża. A tymczasem Armenia nawiązuje stosunki dyplomatyczne z Turcją i
    rozpoczyna rozmowy pokojowe z Azerbejdżanem, w sprawie Karabachu
    wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80538,7132227,Turcja_i_Armenia_nawiazaly_stosunki_dyplomatyczne.html
    wyborcza.pl/1,75477,7751797,Turcja_i_Armenia_ku_normalizacji.html
    wyborcza.pl/1,75477,7809992,Turcja_po_raz_pierwszy_upamietnia_Ormian.html
    INNYMI SŁOWY - ZALESKI TO ROZBÓJNIK, KTÓRY POWINIEN MIEĆ ZAKAZ WJAZDU WSZĘDZIE,
    POZA ARMENIĄ. Każdy kraj winien nie wpuszczać tego siewcy nienawiści i kłamcy.
  • pultorakh napisał:
    > wstępu do takich krajów jak Turcja, Azerbejdżan czy Gruzja???
    > Z tą Gruzją to nie jestem pewny, ale swoją działalnością
    > PODJUDZANIA I OPLUWANIA PAŃSTWA TURECKIEGO I NARODU ma
    > PERMANENTNY, NA CAŁE ŻYCIE wprowadzony zakaz wjazdu do tego kraju.

    1. Turcja uporczywie zaprzecza faktom historycznym. Obiektem nagonki
    stał się tam swego czasu Orhan Pamuk, laureat literackiej Nagrody
    Nobla. Palono jego książki, wytoczono mu proces. Tylko dlatego,
    że "ośmielił się" coś wspomnieć o rzezi Ormian i Kurdów.
    2. Rzeź Ormian z lat 1915-17 (a nie z lat 20-tyc, jak podajesz) za
    ludobójstwo uznało już 25 państw, m.in. USA, Polska, Francja,
    Kanada, Holandia, Niemcy, Szwecja, Szwajcaria, Włochy, Belgia. Kraje
    o znacznie wyższych standardach demokratycznych niż Turcja, gdzie
    łamane są prawa człowieka, stosowane tortury i kara śmierci.
    Gratuluję więc takiego "sojusznika" w opluwaniu i zwalczaniu ks.
    Isakowicza-Zaleskiego. Ten zakaz wjazdu do Turcji to raczej powód do
    dumy, a nie coś wstydliwego.
    3. Twoim zdaniem, papież Jan Paweł II, Sejm RP, Parlament
    Europejski, Rada Europy czy Światowa Rada Kościołów też zajmowały
    się "podjudzaniem i opluwaniem państwa i narodu tureckiego"???
    pl.wikipedia.org/wiki/Ludob%C3%B3jstwo_Ormian
    Choć zdecydowana większość historyków potwierdza, że na ludności
    ormiańskiej dokonano ludobójstwa, to przez wiele lat nad tą zbrodnią
    panowała zmowa milczenia – Turcja była zbyt ważnym sojusznikiem dla
    światowych mocarstw. Jednak w ostatnich latach kolejne parlamenty
    podejmują uchwały, w których stwierdzają, że Rzeź Ormian była
    ludobójstwem. Do tej pory ludobójstwo Ormian oficjalnie uznały
    następujące państwa: Argentyna, Armenia, Austria, Australia, Belgia,
    Chile, Cypr, Francja, Grecja, Holandia, Kanada, Liban, Litwa,
    Niemcy, Polska (gdy 19 kwietnia 2005 r. Sejm dokonał tego poprzez
    aklamację), Rosja, Słowacja, Szwajcaria, Szwecja, Urugwaj, Walia,
    Watykan, Wenezuela i Włochy oraz w 2010 roku USA. Spośród ciał
    międzynarodowych uznających Rzeź Ormian za fakt historyczny wymienić
    można: Parlament Europejski (dwukrotnie: w 1987 i 2004 r.), Radę
    Europy, Podkomisję ONZ ds. Zapobiegania Dyskryminacji i Ochrony
    Mniejszości, Międzynarodowe Stowarzyszenie Badaczy Ludobójstw,
    Światową Radę Kościołów czy Amerykańską Unię Organizacji Żydowskich.
    Fakt ten uznał też podczas swojej pielgrzymki do Armenii papież Jan
    Paweł II.
    --
    Panowie, ja Was przepraszam. Ja Was bardzo przepraszam.
    (Piłsudski do Ukraińców internowanych w Szczypiornie, maj 1921)
  • Ludobójstwo, ludobójstwem, a Armenia zaczyna powoli z Turcją się dogadywać.
    Skoro Turcy zaczynają powoli przyznawać się do swoich zbrodni, a Armenia
    prowadzi doskonałą politykę, polegającą na tym, że wilk syty i owca cała, to
    Polacy sami powinni się od nich uczyć. Zamiast zakazywać jakichś rajdów,
    szczekać jak mały piesek na jakieś "wybryki" nacjonalistów ten temat po prostu
    olać i odsunąć takich szajbusów i "faszystów-imperialistów polskich" jak Zaleski
    czy "środkowiska kresowe"(jego i ich tezy i tęsknoty za "Kresami" to wypisz
    wymaluj to teorie hitlerowskie " przestrzeni na Wschodzie").
    Jeśli Polska będzie prowadzić politykę podobną jak Armenia to można się
    spodziewać, że w okolicach 2020r. na trochę bardziej rozwiniętej ekonomicznie,
    społecznie i mentalnie Ukrainie nikt nie będzie tematu "gloryfikacji" podnosił.
    Ukraińcom wystarczy duma z własnego, obecnego państwa i niepotrzebne im będzie
    żadne odwoływanie się do bohaterów.
    Jest taka zasada - szajbusów olewaj, nie wdawaj się w polemiki, sami prędzej czy
    później ucichną i się uspokoją. To co robi Zaleski SŁUŻY TYLKO I WYŁACZNIE
    UTWARDZANIU I POPIERANIU NACJONALISTÓW UKRAIŃSKICH, MOIM ZDANIEM ZALESKI I
    "KRESOWIACY" TO AGENCI: albo rosyjscy albo ukraińscy opłacani przez
    nacjonalistów, np. kanadyjskich.
  • Linki otworzyłem. Nawet i one dają ponury obraz Turcji, jako kraju w
    którym za głoszenie prawdy historycznej można trafić do więzienia.
    No ale niektórym stalinowcom takie metody bardzo się podobają...
    "Według Ormian - i niemal wszystkich historyków - był to przykład
    tureckiego ludobójstwa. W Turcji za samo określenie tamtych wydarzeń
    słowem ludobójstwo można pójść do więzienia."
    Przykład zmiany podejścia Turcji najlepiej świadczy o tym, że
    konsekwentne i zdecydowane podnoszenie sprawy przez Armenię i osoby
    takie jak ks. Isakowicz-Zaleski przynosi oczekiwane efekty, nawet
    jeżeli trzeba na nie czekać 100 lat. Chowanie głowy w piasek nie
    daje niczego. Utwierdza tylko nacjonalistów ukraińskich w słuszności
    swoich działań. Milczenie stanowi w tym przypadku rodzaj
    przyzwolenia na gloryfikację faszystowskich zbrodniarzy.
    www.se.pl/wydarzenia/kraj/rzez-ormian-bya-pierwszym-ludobojstwem-xx-wie-ku_95951.html
    - W 1923 roku do władzy w Turcji doszedł Mustafa Kemal Ataturk.
    Grzebiąc Imperium Osmańskie, zreformował i zmodernizował kraj.
    Dlaczego nie chciał ujawnić jego zbrodni?
    TIZ: Ataturk uważał, że przyznanie się do prawdy będzie przeszkodą w
    tworzeniu nowego społeczeństwa. To był zasadniczy błąd. Naród
    niemiecki po drugiej wojnie światowej odciął się wyraźnie od
    nazizmu. Turcy nie zdobyli się na coś takiego. Już 94 lata w imię
    dobra swojego państwa tępią prawdę o tej zbrodni. Prześladują swoich
    obywateli, którzy mówią, że ludobójstwo miało miejsce. Doświadczył
    przecież tego jedyny turecki noblista, Orhan Pamuk. W zeszłym roku
    na apel części tureckich intelektualistów wzywający do przeproszenia
    Ormian premier Turcji oświadczył: "Ci, którzy przepraszają, musieli
    dopuścić się ludobójstwa, żeby czuć taką potrzebę. Turecka Republika
    nie ma niczego takiego na sumieniu. Jeżeli takie zbrodnie miały
    miejsce, mogą przeprosić ci, którzy w nich uczestniczyli. Jednakże
    ani ja, ani mój kraj, ani też ten naród takowych się nie dopuścili".
    Nie rozumie więc, że nierozliczone, nieuświadomione zło ma tendencję
    do tego, żeby się powtarzać. 24 lata po ludobójstwie dokonanym na
    Ormianach, w sierpniu 1939 r., Adolf Hitler - przygotowując swoich
    dowódców do ataku na Polskę - mówił: "Nie miejcie litości. Bądźcie
    brutalni. Słuszność jest po stronie silniejszego. Działajcie z
    największym okrucieństwem". Wierzyli, że ujdzie im to płazem, bo
    przecież - jak to ujął Führer: "Kto dziś pamięta o rzezi Ormian?".

    - No właśnie, kto dziś pamięta o rzezi Ormian? Holocaust Żydów jest
    powszechnie znany...
    TIZ: Na szczęście coraz więcej państw uznaje ludobójstwo Ormian za
    fakt historyczny. 19 kwietnia 2005 r. polski Sejm przyjął przez
    aklamację odpowiednią uchwałę. Co ciekawe, autorem
    terminu "ludobójstwo" był polski prawnik żydowskiego pochodzenia,
    Rafał Lemkin. Stworzył je, starając się opisać to, czym była zagłada
    Ormian i Żydów. Ludobójstwo nie ulega przedawnieniu, więc różne
    narody, które mają takie zbrodnie na sumieniu, nie chcą się do nich
    przyznać, np. władze Ukrainy nie chcą przyznać, że wyniszczenie
    ludności polskiej na Wołyniu było ludobójstwem, choć według
    kryteriów Lemkina, uznawanych przez ONZ, było to ludobójstwo.

    - W 2005 r. władze Turcji zaproponowały władzom Armenii
    zorganizowanie dwustronnej komisji historyków. W zeszłym roku
    prezydenci Turcji i Armenii spotkali się przy okazji meczu
    piłkarskiego obydwu reprezentacji. Może idzie odwilż?
    TIZ: Komisja historyczna nie ma nic do roboty. W ciągu prawie stu
    lat ten temat został opisany bardzo dokładnie. Co się tyczy meczu:
    piłkarze ormiańscy mieli na koszulkach wizerunek świętej góry
    Ararat, która teraz znajduje się tuż za granicą, po stronie
    tureckiej. Wokół niej, na miejscu Ormian, mieszka napływowa ludność
    turecka i kurdyjska. Jednym z warunków dla odbycia się tego meczu
    postawionym przez stronę turecką było to, aby ormiańscy piłkarze
    grali w koszulkach pozbawionych tego symbolu.
    Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
    --
    Panowie, ja Was przepraszam. Ja Was bardzo przepraszam.
    (Piłsudski do Ukraińców internowanych w Szczypiornie, maj 1921)
  • pultorakh napisał:

    > Polaczki zamiast brać przykład z Ormian, którzy w końcu
    doświadczyli DUŻO
    > GORSZEJ ZBRODNI OD TURKÓW NIŻ POLACY OD UKRAIŃCÓW,
  • Rodziny pomordowanych mają do dzisiaj ogromny żal do wszystkich
    ugrupowań politycznych, które powstały po roku 1989, że traktowały
    one problem ludobójstwa na Wołyniu niewłaściwie, czyli krok do
    przodu, krok do tyłu.

    Ogromnym rozczarowaniem Kresowian było to, że po roku 1989 polskie
    elity polityczne nie zdecydowały się o powiedzeniu pełnej prawdy o
    ludobójstwie na Wołyniu i nie podjęły stosownych działań, które
    służyłyby upamiętnieniu męczeństwa Polaków. Wynikało to z błędnej
    interpretacji tak zwanej koncepcji Giedroycia.

    Jednym z objawów tego było przyjęcie założenia, iż dla dobrych
    relacji polsko-ukraińskich, warto zalać betonem przeszłość. W imię
    antyrosyjskiego sojuszu z narodami na wschód od Bugu zaczęto
    świadomie skazywać na zapomnienie wszystkie drażliwe sprawy.
    Tymczasem przeszłości nie da się zalać betonem. Historia wraca jak
    bumerang. Ale pamięć wykorzystywana jest w kategoriach "za"
    albo "przeciw". Mamy więc "dobrych" męczenników, czyli ofiary
    Katynia, bo można je wykorzystywać przeciw Rosji. I mamy "złych"
    męczenników, czyli ofiary Wołynia, bo rzekomo psują nam relacje z
    Ukrainą. To jest skandaliczne podejście. Powoduje ono, że ofiary
    dzielone są w zależności od tego, jakich miały katów, "dobrych"
    czy "złych". Ale to w tej chwili legło w gruzach.

    Rodziny pomordowanych mają do dzisiaj ogromny żal do wszystkich
    ugrupowań politycznych, które powstały po roku 1989, że traktowały
    one problem niewłaściwie, czyli krok do przodu, krok do tyłu.
    Spowodowało to wzburzenie tych środowisk. W związku z tym pojawiły
    się dwa zjawiska. Pierwsze: mimo odejścia ludzi urodzonych na
    Kresach, dzieci, wnuki, a często prawnuki tych osób, ciągle uważają
    tę sprawę za bardzo ważną. Tak więc pałeczka w tej sztafecie pokoleń
    została przekazana. Drugie zjawisko to bunt tych środowisk. Jego
    apogeum nastąpiło dokładnie dwa lata temu, kiedy 11 lipca 2008, w
    65. rocznicę Krwawej Niedzieli na Wołyniu, na uroczystości na
    Skwerze Wołyńskim w Warszawie, nie przyszedł nikt z władz polskich.
    Nie było ówczesnego prezydenta RP, ś.p. Lecha Kaczyńskiego ani
    premiera Donalda Tuska ani prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-
    Waltz. Zamiast prawdy padły eufemizmy w rodzaju "bolesne
    wydarzenia", "tragedia Kresów" itd. Byłem naocznym świadkiem tego i
    widziałem, że stało się to kroplą, która przechyliła czarę goryczy.

    Natomiast w ciągu minionych dwóch lat doszło do spontanicznego
    działania środowisk kresowych, ale nie tylko, bo także ludzi nie
    mających z Kresami nic wspólnego, ale angażujących się z pewnego
    sentymentu czy też z poczucia obowiązku wobec Ojczyzny. Miało
    miejsce kilka spektakularnych akcji pod ambasadą i konsulatami
    Ukrainy. Chodziło o protesty wobec nadania tytułu doktora honoris
    causa Wiktorowi Juszczence oraz wobec Rajdu Bandery. Doszło do
    pewnej konsolidacji organizacji kresowych, które są podzielone,
    również ze względów politycznych. Jednak kroki te przyniosły pewne
    efekty.

    To uchwała Sejmu z 15 lipca zeszłego roku, która ma jedną zasadniczą
    wadę, że zamiast jednoznacznego terminu "ludobójstwo" pojawia się
    sformułowanie "masowe mordy o charakterze czystki etnicznej i
    znamionach ludobójczych". Niemniej jednak w uchwale tej wskazano z
    imienia i nazwiska sprawców zbrodni - członków OUN i UPA, a także
    oddano cześć tym sprawiedliwym Ukraińcom, którzy ratowali Polaków.
    Co więcej, inicjatywy przejęły samorządy. W ciągu ostatniego roku
    pięć kolejnych sejmików wojewódzkich - idąc chronologicznie:
    dolnośląski, opolski, podkarpacki, lubuski i lubelski - podjęły
    uchwały potępiające ludobójstwo. Z kolei 7 lipca br. rezolucję
    potępiającą gloryfikację Bandery i Szuchewycza skierowali do radnych
    miasta Lwowa radni miasta Krakowa.

    Niestety, przełomem w tych sprawach okazała się dopiero sromotna
    porażka Wiktora Juszczenki w wyborach prezydenckich. Pod koniec
    swojej prezydentury wydał on dekrety gloryfikujące Banderę i UPA.
    Nawet jego sojusznik, prezydent Kaczyński zmuszony był to potępić.
    Chociaż nadal w tych sprawach zachowanie większości polskich
    polityków pozostaje dla Kresowian niezadowalające.

    Wygrana Wiktora Janukowycza oczywiście też nie jest korzystna dla
    Polski. To polityk prorosyjski. Ale w trakcie pierwszych miesięcy
    jego prezydentury odwołano dekrety o gloryfikacji Bandery i
    Szuchewycza. Ważne jest również to, że poszczególne działania
    Janukowycza dążą do zrewidowania polityki Juszczenki.

    Podobne stanowisko zajął Parlament Europejski. Dzięki inicjatywie
    polskich europosłów uchwalona została rezolucja przeciwko
    gloryfikacji UPA. Trzeba też wspomnieć o wsparciu dla działań
    Polaków ze strony organizacji żydowskich. Bo przecież Żydzi także
    byli mordowani przez Banderę. Są więc naszymi naturalnymi
    sojusznikami. Bardzo krytycznie jednak oceniam politykę ministra
    spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. Postrzegam ją jako
    lekkomyślną, służącą interesom amerykańskim. Brakuje w niej
    natomiast troski o Polaków, którzy nadal mieszkają na Kresach.

    ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski - duchowny katolicki obrządków
    ormiańskiego i łacińskiego, działacz społeczny, historyk Kościoła,
    wieloletni uczestnik opozycji antykomunistycznej w PRL
    www.kresy.pl/idee?zobacz/nie-wolno-dzielic-ofiar-na-dobre-i-zle
  • Zapalmy znicze pamięci! 07-07-2009, 19:21
    Wystarczył jeden megafon i trzy transparenty, aby w zmowie milczenia
    budowanej przez polityczny establishment powstały spore wyrwy.

    Protest w Lublinie przeciwko nadaniu doktoratu h.c. Wiktorowi
    Juszczence zaczął się 30 czerwca br. od konferencji, na którą
    przybyło sporo dziennikarzy. Głos zabrali: płk Jan Niewiński,
    dowódca samoobrony wsi Rybcza, p. Janina Kalinowska, ocalona jako
    dziecko z zagłady, oraz p. Ewa Siemaszko, autorka monografii o
    ludobójstwie na Wołyniu. Ich wypowiedzi wspierane były multimedialną
    prezentacją. Następnie wszyscy przeszli pod KUL, gdzie zastali
    pospiesznie zamknięte drzwi. Tak uniwersytet katolicki powitał tych,
    którzy łożą na niego datki. Przeczytałem tam nazwiska księży
    pomordowanych przez UPA, a Kresowianie rozwinęli transparenty m.in.
    z napisami: "Doktorat dla Juszczenki - hańbą dla KUL" i "Nie o
    zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary". Następnego dnia pikieta pod
    KUL ustawiona była od rana. Ktokolwiek chciał wejść do auli, musiał
    przejść przez szpaler rodzin pomordowanych i wysłuchać ich
    protestów. Jakiś pracownik uczelni chciał te rodziny przepędzić, ale
    przestraszył się rozstawionych kamer. W końcu limuzyny zajechały,
    ale nie pod główne wejście, lecz pod drzwi kuchenne, którymi
    przemknął się Juszczenko. Co za wstyd! Tak się bać spotkania ze
    zwykłymi ludźmi!

    Pikieta rozstawiona była także na wprost trybuny na pl. Litewskim.
    Zarówno w czasie odgrywania hymnów narodowych, jak i wystąpień
    polskich i litewskich gości protestujący milczeli. Megafon został
    uruchomiony dopiero wtedy, gdy głos zabrał prezydent Ukrainy. W
    imieniu pikietujących wyjaśniałem powody protestu, zwracając uwagę
    na gloryfikację przez prezydenta zbrodniarzy z OUN-UPA. Po
    przemówieniach goście mieli przemaszerować pieszo specjalnie
    wyremontowanym na tę okazję traktem na Zamek Lubelski, aby podpisać
    tam wspólną deklarację. Do tego jednak nie doszło, bo na widok
    Juszczenki Kresowianie zaczęli skandować "Hańba, hańba". Prezydent
    Ukrainy od razu więc salwował się ucieczką, pospiesznie wyjeżdżając
    z Lublina. Przedstawiciele establishmentu też powsiadali do
    samochodów, a zgromadzeni na trasie mieszkańcy pozostali zawiedzeni.
    Policja nie interweniowała, a jej zachowanie było kulturalne.
    Jedynie "Gazeta Wyborcza" napisała: "Pod koniec uroczystości
    funkcjonariusze BOR zabrali megafon księdzu, gdy krzyczał "Hańba" w
    kierunku przechodzącego kilka metrów obok Juszczenki". Zdanie to
    jest ordynarnym kłamstwem, gdyż funkcjonariusze BOR nie zabrali
    megafonu ani mnie, ani nikomu innemu. Na cóż, jaka gazeta, taka
    prawda.

    O tym, że protestujący mieli rację, świadczy fakt, że zaledwie dwa
    dni po uhonorowaniu Juszczenki jego najbliższy współpracownik, a
    zarazem szef ukraińskiej policji politycznej, Walentyn
    Naływajczenko, obraził we Lwowie pamięć polskich policjantów,
    porównując ich do funkcjonariuszy NKWD i gestapo. Tego nie
    dostrzegła jednak p. redaktor Dominika Wielowieyska w swoim
    przeglądzie prasy w "GW". Zauważyła natomiast mój wywiad pt. "To był
    krzyk rozpaczy". Nawiasem mówiąc, pisze o mnie per "ks. Tadeusz", co
    sugeruje czytelnikom jakąś nić koleżeństwa. Stwierdzam więc, że z p.
    redaktor Dominiką Wielowieyską, którą widziałem raz w życiu, żadne
    związki mnie nie łączą, a to publiczne spoufalanie się jest
    jednostronne. Napisała ona:

    "Ks. Tadeusz zorganizował protest przeciwko nadaniu doktoratu
    honoris causa KUL prezydentowi Ukrainy Wiktorowi Juszczence. A
    protest polegał przede wszystkim na wznoszeniu okrzyków "Hańba!" w
    czasie tej uroczystości. Ks. Isakowicz-Zaleski nie widzi jednak w
    swoim zachowaniu nic złego, bo uważa, że reprezentuje interesy
    Polaków-ofiar UPA. Prezydent Kaczyński i prezydent Juszczenko
    zrobili gigantyczny wysiłek, by bardzo trudne relacje polsko-
    ukraińskie, pełne wspomnień krzywd, zaznanych przez obie strony,
    były naznaczone wzajemnym wybaczeniem win. Ks. Tadeusz niestety chce
    to wszystko zniszczyć. Miejmy nadzieję, że mu się to nie uda".

    Moja odpowiedź: Wspomniany "gigantyczny wysiłek" polega na razie na
    tym, że ludobójstwo na Kresach jest nadal przemilczane przez
    polskich i ukraińskich polityków. Od 20 lat politycy ci nie
    potrafili postawić (z małymi wyjątkami) nie tylko pomników, ale i
    nawet krzyży na mogiłach setek tysięcy polskich obywateli
    pomordowanych przez UPA. Równocześnie na Ukrainie powstają pomniki
    katów. Sprawa ludobójstwa jest też nadal nieobecna w podręcznikach
    szkolnych po obu stronach rzeki Bug. Jak napisał w swoim pamiętniku
    mój śp. Ojciec: "Kresowian zabito dwukrotnie, raz przez ciosy
    siekierą, drugi raz przez przemilczenie, a to drugie morderstwo jest
    gorsze od pierwszego". Protest w Lublinie polegał przede wszystkim
    na przełamaniu tej zmowy milczenia. Udało się to znakomicie.

    11 lipca br. minie kolejna rocznica "Krwawej Niedzieli" na Wołyniu,
    w czasie której UPA zaatakowała 167 polskich kościołów, mordując
    księży i tysiące bezbronnych wiernych. W sumie w czasie ludobójstwa
    zamordowano 150 tys. Polaków, a także wielu Żydów i Ormian oraz tych
    sprawiedliwych Ukraińców, którzy ratowali Polaków. Zapalmy więc w
    miejscach pamięci narodowej znicze i wywieśmy polskie flagi z czarną
    wstążką! Zapalmy je także w tym dniu w oknach o g. 21.00.

    W przeddzień rocznicy, w piątek 10 lipca, o g. 12.00 spotkajmy się
    pod konsulatem Ukrainy przy ul. Beliny-Prażmowskiego 4 w Krakowie,
    gdzie rodziny pomordowanych wręczą konsulowi apel do władz Ukrainy o
    postawienie krzyży na wszystkich zbiorowych mogiłach. Kto chciałby
    wesprzeć tę walkę o prawdę i pamięć, niech przyjdzie pod konsulat ze
    zniczem.
    ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 7 lipca 2009 r.
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=1926
    --
    Panowie, ja Was przepraszam. Ja Was bardzo przepraszam.
    (Piłsudski do Ukraińców internowanych w Szczypiornie, maj 1921)
  • Moim zdaniem ten ksiudz to taki właśnie PODJUDZACZ, DOSTAJĄCY PIENIĄDZE Z
    ZAGRANICY, aby torpedować proces normalizacji stosunków polsko-ukraińskich.
    Polaczki zamiast brać przykład z Ormian, którzy w końcu doświadczyli DUŻO
    GORSZEJ ZBRODNI OD TURKÓW NIŻ POLACY OD UKRAIŃCÓW, słuchają takich idiotów,
    bezmózgowców i podjudaczy, którzy działają charytatywnie wyłącznie w celach PR i
    chęci zmycia swoich win w sączeniu nienawiści.

    Aj, waj, dlaczego skatina nie słucha sama swoich rad dawanych innym? A kto to
    cały czas szczuje na Rosję, wmawiając jej odpowiedzialność za to, że trochę
    skatiny miało problemy z dietą po I wojnie? Nie trzeba dojść do porozumienia i
    wyświetlenia wszystkich okoliczności tego przykrego zdarzenia? No bo przecież
    był to zrozumiały rewanż za mordy ludnośc nierosyjskojęzycznej, która była
    masakrowana przez kozaków, protoplastów skatiny? I taeraz zamiast uderzyć się w
    piersi, wyciąga się jakies problemy zaopatrzeniowe, żeby swoje zbrodnie pokryć!
  • Krzyże i pikiety 15-07-2009, 05:37
    Donaldowi Tuskowi zabrakło honoru i odwagi, aby w drodze do Kijowa złożyć kwiaty na polskich mogiłach na Wołyniu

    Po raz pierwszy środowiska kresowe, kombatanckie i patriotyczne, pomimo różnic politycznych i pokoleniowych, podjęły wspólne działania w sprawie uczczenia pamięci Polaków zgładzonych na Wołyniu w krwawą niedzielę 11 lipca 1943 r. Po raz pierwszy też głos rodzin kresowych tak mocno przebił się do mediów. Po raz pierwszy także w Telewizji Polskiej przez kilka dni pokazywano (w sobotę 11 lipca br. w TVP Info prawie non stop) prawdę o tych wydarzeniach. Paradoksalnie do tego przyczyniły się haniebna decyzja KUL, jak również kamienne serca wielu polskich polityków, nieczułych na cierpienie rodzin kresowych, które wciąż nie mogą po katolicku pochować kości swoich krewnych.

    Wstępem do obchodów była XV Pielgrzymka Kresowian na Jasną Górę. Wydarzenia te odbyły się dzięki gościnności i odwadze paulinów, którzy po raz kolejny udowodnili, że otoczone ich opieką sanktuarium narodowe było i jest oazą wolności. Msza św. w kaplicy Cudownego Obrazu bardzo umocniła duchowo środowisko. Po mszy odbyło się Forum Kresowe, podczas którego mówiono m.in. o problemach polskiego szkolnictwa na Kresach, a także języka i własności polskiej na Litwie, o niszczeniu polskiego dorobku kulturalnego na Białorusi i Ukrainie, a także o sprawie upamiętnienia miejsc kaźni oraz o ukrainizacji archidiecezji lwowskiej. Po raz pierwszy patronat przyjął prezydent Lech Kaczyński, a prawie tysiącosobowa frekwencja przeszła najśmielsze oczekiwania.

    Kolejnymi wydarzeniami były pikiety Kresowian i ich przyjaciół pod konsulatami w Lublinie i Krakowie. Na tę drugą przyszło prawie 200 osób czujących potrzebę wyrażenia solidarności w tej sprawie. Bardzo pozytywną rolę odegrał krakowski klub "GP". Przed wejściem do konsulatu zapalono znicze ułożone w kształcie krzyża i rozwieszono kilka transparentów. Odczytano także apel do prezydenta Wiktora Juszczenki i premier Julii Tymoszenko, w którym rodziny pomordowanych napisały: "Pomimo 20 lat niepodległości Polski i 18 lat niepodległości Ukrainy krzyże ustawiono zaledwie na 8 proc. zbiorowych mogił. Pozostałe miejsca kaźni, kryjące szczątki 150 tys. okrutnie pomordowanych Polaków i dziesiątków tysięcy przedstawicieli innych narodowości, są nadal pozbawione jakiegokolwiek upamiętnienia. [...]. Prawo do upamiętnienia mogił pomordowanych należy do podstawowego katalogu praw człowieka oraz do norm obowiązujących w Unii Europejskiej, do której struktur tak bardzo pragnie wejść dzięki poparciu Polski Ukraina. [...] Jeżeli nasz apel nie odniesie pozytywnego skutku, to oświadczamy, że podejmiemy kolejne akcje protestacyjne przed placówkami konsularnymi Ukrainy w Polsce oraz wystąpimy do władz Unii Europejskiej i innych instytucji międzynarodowych z prośbą o stosowne interwencje dyplomatyczne". Obie pikiety były osłaniane przez policję, która jednak nie interweniowała. Jedynie w Lublinie zdarzył się przykry incydent, o którym napisał jeden z organizatorów: "W sobotę 10 lipca o g. 14.10 poświęcony brzozowy krzyż z biało czerwoną szarfą, umieszczony dwie godziny wcześniej przez pikietujących na ogrodzeniu konsulatu Ukrainy w Lublinie, został wraz ze zniczami przez pracowników konsulatu usunięty i ciśnięty pod mur ze śmieciami".

    Dalsze obchody odbyły się w Zielonej Górze (msza św. i złożenie wieńców pod pomnikiem Pomordowanych Kresowian), Bydgoszczy (wmurowanie w kościele Polskich Męczenników tablicy pamiątkowej ku czci ofiar UPA), Tarnowie (modlitwa pod Kurhanem Kresowym na Starym Cmentarzu), Legnicy (msza św. w kościele ojców franciszkanów i prezentacja unikalnych zdjęć z czasów ludobójstwa) oraz w wielu innych miejscowościach. Najważniejsze jednak uroczystości, z udziałem kompanii honorowych WP i Straży Granicznej, odbyły się w Chełmie, mieście zamieszkanym w dużym stopniu przez wygnańców z pobliskiego Wołynia i ich potomków. Kilkunastu księży odprawiło mszę św. polową, w czasie której ks. inf. Kazimierz Bownik najpierw wygłosił doskonałe kazanie o przemilczanym ludobójstwie, a następnie poświęcił dębowy krzyż i kamień węgielny pod pomnik Wołyński. Później odbyła się sesja naukowa. Wszystko dzięki wielkiemu zaangażowaniu samorządowców i społeczników było przygotowane perfekcyjnie.

    Jeżeli chodzi o rzeczy przykre, to nie jestem zdziwiony kolejnymi atakami personalnymi "Gazety Wyborczej" wymierzonymi we mnie. Zbyt dobrze bowiem pamiętam, jak 25 lat temu "Trybuna Ludu" atakowała tych księży, którzy mówili młodzieży prawdę o Katyniu czy prześladowaniu Kościoła w ZSRR. Koło historii znów się zatacza. Nie jestem też zdziwiony gwałtowną woltą wojewody lubelskiego Genowefy Tokarskiej, która najpierw w czasie wystąpienia w Chełmie wypowiedziała słowo "ludobójstwo", a zaraz po tym zaczęła gwałtownie tłumaczyć się, że to tylko jej prywatne zdanie, a nie stanowisko władz państwowych. No cóż, to tylko funkcjonariuszka rządowa, a nie mąż stanu. Dwie rzeczy mnie jednak zaskoczyły. Pierwsza z nich to żenująca postawa Donalda Tuska, który jadąc w wigilię rocznicy "krwawej niedzieli" do Kijowa na rozmowy w sprawie igrzysk piłkarskich, nie zdobył się na odwagę, aby złożyć kwiaty na polskich mogiłach, obok których przejeżdżał. Druga rzecz to zupełny brak na uroczystościach ku czci pomordowanych strony ukraińskiej, w tym ambasadora Ukrainy, nawiasem mówiąc urodzonego na Wołyniu. Także ukraińscy duchowni, w tym katoliccy, nie chcieli modlić się ze swoimi polskimi braćmi. To mówi samo za siebie.
    ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 15 lipca 2009
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=1957
    --
    Przyjrzyjcie się mi, bo patrzycie na Łukaszenkę.
    (Jarosław Kaczyński, prezes IV RP)
  • Wspomnienia Dąbskiego - "Egzekutor", wydane w formie książkowej przez wydawnictwo "Karta". Pytanie, czy Dąbski jest wiarygodny i jak to co napisał ma się do rzeczywistości?
    Dwa fragmenty:
    „Nasze operacje zbliżone były w swojej jakości do ukraińskich, z tą tylko różnicą, że wybieraliśmy wioski, w których przeważała ludność polska, bo w ten sposób było nam łatwiej wykończyć Ukraińców. Nie było w tych akcjach żadnej litości, żadnego pardonu. Nie mogłem też narzekać na swoich towarzyszy broni. Szczególnie „Twardy”, który miał osobiste porachunki z Ukraińcami, przechodził samego siebie.
    Gdy wchodziliśmy do ukraińskiego domu, nasz „Wilusko” dostawał dosłownie szału. Zbudowany jak dobrze rozwinięty goryl, gdy tylko zobaczył Ukraińców, oczy wychodziły mu na wierzch, z otwartych ust zaczynała mu kapać ślina i robił wrażenie człowieka, który dostał obłędu. Ja z „Luisem” przeważnie obstawialiśmy drzwi i okna, natomiast półprzytomny „Twardy”, stary nożownik z lwowskich Pasiek, rzucał się na skamieniałych ze strachu Ukraińców i krajał ich na kawałki. Z niesłychaną wprawą rozpruwał im brzuchy lub podrzynał gardła, aż krew tryskała po ścianach. Silny niesamowicie, często zamiast noża używał zwykłej ławy stołowej, którą gruchotał czaszki, jakby to były makówki.
    Pewnego razu zebraliśmy trzy rodziny ukraińskie w jednym domu i „Twardy” postanowił wykończyć je „na wesoło”. Założył sobie znaleziony na półce kapelusz i wziąwszy leżące na stole skrzypce, zaczął przygrywać na nich Ukraińcom. Podzielił ich na cztery grupy i przy dźwiękach muzyki kazał im śpiewać na głosy: „Tu pagórek, tam dolina, w dupie będzie Ukraina …”. I pod groźbą trzymanego przeze mnie pistoletu śpiewały biedne kacapy, aż szyby w oknach drżały, łudząc się, że nasza brać partyzancka będzie miała więcej sumienia od nich samych. Niestety, była to ich ostatnia piosenka na tym padole. Po skończonym koncercie „Twardy” tak się żywo wziął do pracy, że obaj z „Luisem” uciekliśmy do sieni, ażeby też nas czasem przez pomyłkę nie zarąbał.”

    „Gdy wracaliśmy pod wieczór na swoje kwatery w Laskówce, [„Twardy”] zaczepił obcego, spokojnie idącego gościa i zapytał go, czy przypadkiem nie jest Ukraińcem. Tamten, choć zalatywał trochę dziwnym akcentem, z cała werwą oświadczył: „Ja, panowie, jestem grekokatolikiem, ja nie Ukrainiec!”. „Twardy” jednak, nie dawszy za wygraną, poprosił mnie, ażebym potrzymał gościa pod pistoletem, a sam zdjąwszy pasek od spodni, zaczął walić go niemiłosiernie po twarzy. Z początku biedak zaczął nawet protestować i krzyczeć, co to za porządki, że my go atakujemy, kiedy on nie jest żaden Ukrainiec, tylko grekokatolik. Ale „Twardy” walił go coraz mocniej i coraz bardziej zapamiętale. W końcu widocznie ból był nie do zniesienia, bo nagle gość podskakując na jednej nodze, jak raniony zając zgodził się z nami we wszystkim: „Tak, Ukrainiec jestem, skurwysyn jestem …”. W tym momencie przesłuchanie zostało zakończone, a wyrok wykonany przez „Twardego”, który zręcznym ruchem poderżnął skazanemu gardło.”
  • Wygląda to bardzo wiarygodnie. Po co miałby zmyślać?...
    Szykuje się ciekawa dyskusja... Prawda jest taka, że Polacy także nieraz mordowali, dopuszczali się aktów ludobójstwa na bezbronnej ludności cywilnej, w tym na kobietach i małych dzieciach. Tak było np. w Sahryniu, gdzie przez pomyłkę, w amoku mordowania Ukraińców, zamordowano też i Polkę wraz z dwójką dzieci w wieku 5 i 8 lat. Było już o tym na forum
    forum.gazeta.pl/forum/w,48782,75950306,89315706,Re_akcja_odwetowa_.html
    Wojna wyzwala najgorsze instynkty i poczucie bezkarności. Wśród Polaków też nie brakowało bandziorów i sadystów, lubujących się w torturowaniu ofiar...
    Tak że mnie ta relacja jakoś specjalnie nie dziwi, choć przeraża szczegółami okrucieństwa...
    --
    Przyjrzyjcie się mi, bo patrzycie na Łukaszenkę.
    (Jarosław Kaczyński, prezes IV RP)
  • Dąbski czerpie wyraźną radochę z opisywania szczegółów mordów. Przerażająca książka.
  • Można to zrozumieć. Był wtedy panem życia i śmierci... Czyż można mieć większą władzę...
    Swoją drogą, trzeba być skończoną kanalią i człowiekiem bez sumienia, aby wykonywać taki "zawód"... I jeszcze się tym chlubić po latach...
    --
    Śmierć jednego Lacha to metr wolnej Ukrainy. Albo będzie Ukraina, albo lechicka krew po kolana. Polaków w pień wyciąć. (Roman Szuchewycz, juszczenkowski "bohater Ukrainy")
  • Trzeba jeszcze powalczyć 21-07-2009
    Uchwała sejmowa, wymuszona pod naciskiem protestów, jest zwycięską bitwą Kresowian i ich przyjaciół, ale koniec wojny wciąż jest daleki

    Od 1991 r. spełnia się sen Józefa Piłsudskiego, który marzył, aby pomiędzy Polską a Rosją powstał pas państw buforowych. Dzieje się to jednak z ogromnymi oporami, bo rosyjskimi bastionami wciąż są Białoruś i Naddniestrze, nie mówiąc o Królewcu, którego bazy wojskowe trzymają w szachu naszą część świata. Osobnym problemem jest Ukraina, podzielona dokładnie na pół. Jej wschodnia część to nadal bardziej dawny ZSRR niż niepodległe państwo. Parę lat temu wydawało się, iż przełomem będzie tzw. pomarańczowa rewolucja, ale szybko okazało się, że to tylko walka dwóch obozów postkomunistycznych, a członkowie KPZR czy Komsomołu, przefarbowani na nacjonalistów, czasami są jeszcze gorsi. Jeden z moich przyjaciół z Kijowa opowiadał taki dowcip. Czym różni się kolor pomarańczowy francuski od ukraińskiego? Otóż ten pierwszy uzyskuje się w sposób klasyczny, mieszając w jednakowych proporcjach farbę żółtą i czerwoną. Natomiast ten drugi uzyskuje się przez wpuszczenie do wiadra farby czerwonej tylko trzech kropel żółtej.

    Niestety na te pojedyncze krople dały się nabrać USA i Europa Zachodnia, które uwierzyły - o, święta naiwności! - że Wiktor Juszczenko i Julia Tymoszenko przyczynią się do oswobodzenia Ukrainy spod rosyjskiej dominacji. Wyrwanie naszego sąsiada z paszczy Putina to rzecz chwalebna i zgodna z polską racją stanu. Jednak wspomniani ukraińscy politycy to ludzie zakłamani, a wspierające ich środowiska widzą wroga nie w Rosji, lecz w Polsce. Co więcej, KGB zrobiła wszystko, aby z mitu Stepana Bandery uczynić beczkę prochu, która tkwi tuż za naszą granicą. Paradoksem jest bowiem fakt, że to właśnie Rosjanom najbardziej zależy, aby budzić demona nacjonalizmu ukraińskiego, który od zawsze miał skrajnie antypolski i antysemicki, a zarazem proniemiecki charakter. Demon ten jest też antyrosyjski, ale Kreml się z tego śmieje, bo jeżeli czciciele UPA kiedyś, nie daj Boże, chwycą za siekiery i bagnety, będą one skierowane nie przeciwko Rosjanom, ale - jak 60 lat temu - przeciwko Polakom i Żydom.

    Owej naiwności dało się omotać wielu polskich polityków. Uwierzyli oni, że w historycznych rozliczeniach trzeba stosować zasadę, którą można streścić w słowach: Holokaust - tak, KL Auschwitz - tak, Wołyń - nie. Doprowadziło to do absurdów, które spowodowały, że Trzecia RP bała się upomnieć o pamięć o tych obywatelach Drugiej RP, którzy ginęli na Kresach z rąk nacjonalistów ukraińskich i to tylko dlatego, że byli wierni swojej ojczyźnie. Zasada ta obowiązywała także na polskich uniwersytetach, które, poza kilkoma szlachetnymi wyjątkami, uciekały od podjęcia tej problematyki. Wyłomu dokonali więc nie historycy zawodowi (chociaż prace niektórych z nich są nie do przecenienia), lecz pasjonaci historii, wydający swoje prace poprzez Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Nacjonalistów Ukraińskich z Wrocławia i Wydawnictwo Nortom. Wyłomu dokonała także działalność Kresowego Ruchu Patriotycznego i Światowego Kongresu Kresowego oraz wielu innych stowarzyszeń. Od tej pory ukrywana prawda zaczęła wychodzić na jaw.

    Gdy ludobójstwa nie dało się już ukryć, politycy próbowali je zrelatywizować, przyjmując w 2003 r. uchwałę sejmową pełną hipokryzji i historycznych przekłamań. Kolejną uchwałę zgłosił rok temu PSL, ale marszałek Bronisław Komorowski schował ją do szuflady. Oj, zasłużył sobie pan hrabia na medal im. Stepana Bandery; zasłużył jak mało kto. Jednak protesty Kresowian i ich przyjaciół, wspierane przez wiele różnych środowisk (w tym przez młodzież), rozpoczęte przed KUL, a kontynuowana przed konsulatami Ukrainy, zrobiły swoje i uchwała musiała zostać wyjęta z szuflady. Jest to ogromna porażka nie tylko samego Komorowskiego, ale również "Gazety Wyborczej" i ukraińskiego "Naszego Słowa", a także tych środowisk, które liczyły, że za "marchewkę" w postaci Euro 2012 społeczeństwo polskie zapomni o męczennikach ze Wschodu.

    W uchwale sejmowej przyjętej przez aklamację 15 lipca br., noszącej tytuł "o tragicznym losie Polaków na Kresach Wschodnich", niestety nie ma właściwego określenia, czyli słowa "ludobójstwo". Jest za to zdanie mówiące o przebiegu "tzw. akcji antypolskich - masowych mordów o charakterze czystki etnicznej i znamionach ludobójczych". Ach, ta "poprawna politycznie" nowomowa! Poza tym w uchwale jest błąd, bo ludobójstwo nie rozpoczęło się 11 lipca 1943 r., lecz o wiele wcześniej. Wspomniana data zaś była apogeum, a nie początkiem zbrodni. Wielka szkoda, że posłom (głównie z PO i SLD) zabrakło odwagi, aby powiedzieć całą prawdę, ale na razie dobre i to. To bardzo duży sukces rodzin pomordowanych i ich przyjaciół. Dobrze też, że w uchwale wymieniono po imieniu sprawców zbrodni, czyli Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armię, a także oddano cześć tym sprawiedliwym Ukraińcom, którzy ratowali Polaków.

    Trzeba nadal iść tą drogą i domagać się całej prawdy oraz tego, aby na Kresach na wszystkich mogiłach pomordowanych Polaków i obywateli innej narodowości wreszcie stanęły krzyże. Jest to prawny i moralny obowiązek władz Trzeciej RP. Wielkie słowa uznania dla tych, którzy wsparli protesty, zwłaszcza dla Organizacji Monarchistów Polskich za pomoc na terenie Lublina, a przede wszystkim dla płk Jana Niewińskiego i dr Zbigniewa Girzyńskiego, posła PiS, którzy negocjowali uchwałę. W jedności siła!
    ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 22 lipca 2009 r.
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=1986
    --
    Panowie, ja Was przepraszam. Ja Was bardzo przepraszam.
    (Piłsudski do Ukraińców internowanych w Szczypiornie, maj 1921)
  • Dzieci jako żywe tarcze 04-08-2009, 15:15
    Bezmyślność niektórych podwładnych Schetyny i Sikorskiego przyczyniła się zarówno do promocji faszyzmu, jak i podeptania pamięci pomordowanych Polaków i Żydów
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=2033
    Czy byłoby możliwe w Europie Zachodniej, aby pogrobowcy z SS ubrani w koszulki ze swastykami organizowali rajdy szlakiem Goebbelsa i Himmlera? Czy byłoby możliwe w Europie Wschodniej (oczywiście poza Rosją i Białorusią), aby komuniści ubrani w koszulki z sierpem i młotem organizowali rajdy szlakiem Stalina i Berii? Czy szanujący się polityk amerykański przymykałby oczy na imprezy wychwalające ideologię al Kaidy i Czerwonych Brygad? Oczywiście, że nie. Niestety, to, co nie jest możliwe w innych częściach świata, stało się możliwe w Polsce, na dodatek w 70. rocznicę wybuchu II wojny światowej oraz 65. ludobójstwa dokonanego przez banderowców.

    Już w czerwcu br. niektórzy polscy działacze na Ukrainie alarmowali, że neofaszyści przygotowali wobec Polski prowokację. Zorganizowano rajd kolarski, którego patronem ogłoszono Stepana Banderę, szefa Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, która nie tylko odznaczyła się antypolonizmem i antysemityzmem, ale była także odpowiedzialna za wiele akcji terrorystycznych. Gdyby ten rajd odbywał się na trasie z Krymu do Charkowa i z powrotem, to pół biedy. Problem polega jednak na wyprowadzeniu tej imprezy poza kraj, planując trasę od Czerwonogradu, gdzie stoi pomnik owego zbrodniarza, do Monachium, gdzie znajduje się jego grób. Do Bawarii postanowiono jechać przez Polskę, Słowację i Austrię. Postoje zaplanowano m.in. w Sanoku oraz Krakowie i Oświęcimiu. Nawiasem mówiąc, w tym ostatnim mieście znajduje się KL Auschwitz, w którym, jak i w wielu innych obozach koncentracyjnych, znaczną część strażników stanowili ukraińscy esesmani. Uczestnicy rajdu zostali umundurowani w czerwone koszule z podobizną Bandery.

    Cynizm organizatorów imprezy polega na tym, że na pytania, dlaczego wybrano takiego, a nie innego patrona, odpowiadają, że prowadził on "zdrowy tryb życia". Szkoda, że nie dobrano kilku innych współpatronów, którzy także prowadzili podobny tryb życia. Do nich zaliczać można tego, który nie pił alkoholu i nie palił papierosów, czyli Adolfa Hitlera, czy też tego, który kochał dzieci i kwiaty, czyli Józefa Stalina. Historia zna jeszcze kilku innych zbrodniarzy, sadystów i dewiantów, którzy nie byli rozpustnikami, nie narkotyzowali się lub nie jedli mięsa. Z polskiego podwórka można by dorzucić tego, za którego rządów strzelano do robotników i organizowano antysemickie nagonki, a który żył i jadał skromnie, czyli Władysława Gomułkę.

    Największą jednak perfidią jest to, że do tej prowokacji organizatorzy rajdu wykorzystali młodzież, czyniąc z niej coś w rodzaju "żywych tarcz". Nie jest to pomysł nowy. Zarówno bowiem naziści niemieccy, jak i współcześni terroryści bardzo często wprzęgali nieletnich w swoje zbrodnicze cele. Dla przykładu, Führer III Rzeszy otumanionych chłopców z Hitlerjugend wysyłał z pancerfaustami w ręku na pewną śmierć. Z kolei terroryści z Afryki i Azji obwiązane granatami dzieci wysyłali na misje samobójcze. Oczywiście kolarzom nie grozi w Polsce fizyczne niebezpieczeństwo, ale z pewnością przeżyją stres, gdy spotkają się z protestami i gdy dowiedzą się, że Bandera to nie bohater, lecz zwykły rzezimieszek.

    Cała impreza nie mogłaby się odbyć, gdyby nie debilizm polityczny części podwładnych ministrów Schetyny i Sikorskiego. Zacytuję list od jednego z Polaków ze Lwowa: "22 lipca gościli u nas ministrowie Grzegorz Schetyna i Radosław Sikorski. [...] Nasze środowisko starało się dotrzeć do członków delegacji, aby opowiedzieć o różnych intrygach, które czynią pogrobowcy Bandery, w tym też o rajdzie do Polski, w czasie którego odbędzie się promocja owego zbrodniarza. Jednemu z członków delegacji powiedzieliśmy wszystko, od A do Z. [...] Dzisiaj, gdy dowiaduję się z polskiej telewizji i z internetu, że rzecznik MSZ twierdzi, że o niczym nic nie wiedział i że dopiero dowiedział się o tym z prasy, to szlag chce mnie trafić!".

    Nie ma wątpliwości, że ABW i inne służby wiedziały dobrze o przygotowywanej prowokacji. Nie zrobiły jednak nic, dosłownie nic, aby jej zapobiec. Co więcej, kolarze i kryjący się za ich plecami faszyści dostali wizy. I to pomimo stosownych zapisów art. 256 kk "Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2".

    Ta sytuacja spotkała się z protestem wielu środowisk, w tym Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych. Oczywiście "Gazeta Wyborcza" protest ten, przy wsparciu greckokatolickiego ks. Piotra Pawliszcze, nazwała antyukraińskim, tak jakby protest przeciwko promowaniu zbrodniarzy z gestapo był antyniemiecki, a z NKWD i KGB antyrosyjski. Nie ma się co dziwić "GW", bo cóż mogłaby ona innego napisać. Dziwię się natomiast ks. Pawliszcze, bo chyba jest on na bakier nie tylko z historią, ale i teologią moralną. Dziwię się ministrowi Schetynie, którego rodzina pochodzi z Kresów, a którego poprzednik, minister Bronisław Pieracki, zginął w 1934 r. z rąk ukraińskich nacjonalistów, dziwię się ministrowi Sikorskiemu, którego żona pochodzi z rodziny dotkniętej tragedią Holokaustu - że przymykają obaj oczy na promowanie kultu mordercy Polaków i Żydów. Wstyd, po prostu wielki wstyd.
    ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 5 sierpnia 2009
    --
    Śmierć jednego Lacha to metr wolnej Ukrainy. Albo będzie Ukraina, albo lechicka krew po kolana. Polaków w pień wyciąć. (Roman Szuchewycz, juszczenkowski "bohater Ukrainy")
  • Przyjaźń tak, faszyzm nie 11-08-2009, 09:18

    Zatrzymanie Tour de Bandera było krokiem w kierunku odbudowania prawdziwej, niezakłamanej przyjaźni pomiędzy Polakami a Ukraińcami

    Banderowcy nie wjechali do Polski. Panu Bogu chwała! Wydawało się, że głupota części polskich polityków zwycięży. Na szczęście stało się inaczej. Chwiejni Radek Sikorski i Grzegorz Schetyna w ostatniej chwili zamknęli szlaban. Jednak oficjalne uzasadnienie ich decyzji nie było szczere. Wprawdzie organizatorzy rajdu rzeczywiście okazali się zwykłymi oszustami, bo dla wyłudzenia wizy w polskim konsulacie we Lwowie jako powód przyjazdu podali chęć wzięcia udziału w rajdzie szlakami - uwaga! - wojaka Szwejka, wprowadzając w błąd także niczemu niewinne Towarzystwo Cyklistów z Ustrzyk Dolnych. Jednak jedynym powodem, dla którego "poprawni politycznie" ministrowie podjęli taką decyzję, był strach przed opinią publiczną, bo ta zaprotestowała jak nigdy dotąd. Widocznie jakiś spec od PR uznał, że Tuskowi w słupkach sondażowych więcej spadnie, jak wpuści banderowców, niż wtedy, gdy nie wpuści. A jak wiadomo, premier i cała PO od tych słupków są uzależnieni, tak jak inni od hazardu, nikotyny czy seksu. Oj, przydałby się odwyk.

    W tym miejscu należą się ogromne słowa uznania dla wszystkich protestujących. Drodzy Przyjaciele! Możemy sobie dziś szczerze pogratulować, naprawdę jest się z czego cieszyć. Nie udała się bowiem prowokacja "Swobody" i Kongresu Ukraińskich Nacjonalistów, które manipulując dziećmi, chciały upokorzyć rodziny pomordowanych Polaków, Żydów, Ukraińców i Ormian, a zarazem wybić dla promowania ideologii banderowskiej furtkę na Zachód. Szczególne słowa uznania dla portalu Kresy.pl, który jako pierwszy poinformował o zbliżającej się prowokacji, oraz dla Światowego Kongresu Kresowian, Podkarpackiej Ligi Samorządowej, b. europosła Andrzeja Zapałowskiego i Stanisława Szarzyńskiego z Przemyśla, prof. dr hab. Jerzego Roberta Nowaka i dr hab. Bogusława Pazia z Wrocławia, Jerzego Bukowskiego i POKiN z Krakowa oraz setek innym osób, zarówno prywatnych, jak i reprezentujących stowarzyszenia kresowe, kombatanckie i niepodległościowe. To było pospolite ruszenie. Przepraszam, że nie mogę wszystkich wymienić. Dużo uznania dla mediów, które przez kilka dni informowały o sprawie non stop.

    Oczywiście zaraz nastąpił atak "Gazety Wyborczej", która zaczęła straszyć agenturą KGB, tak jak dawniej "Trybuna Ludu" straszyła CIA. Straszyli też pogrobowcy z UD, zwłaszcza Henryk Wujec. Zawtórowali mu "ekspert od wszystkiego" Stefan Niesiołowski oraz ideolodzy z ukraińskojęzycznego "Naszego Słowa", wydawanego za pieniądze MSWiA. Jak podała "Rzeczpospolita": "Bogdan Huk, dziennikarz "Naszego Słowa" wydawanego przez Związek Ukraińców w Polsce, winą za całe kontrowersje związane z rajdem obciąża ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, który jego zdaniem pisze kłamstwa o UPA i Stepanie Banderze". Jeżeli ów dziennikarz uważa, że to kłamstwa, to niech wytoczy proces, a jeżeli nie ma odwagi cywilnej, aby to uczynić, niech zacznie pisać w języku esperanto. W ten sposób nie będzie obrażać języka mojego pradziadka, ukraińskiego księdza Izydora Łysiaka, duszpasterza z Sokala i Tyśmienicy, a także języka tych sprawiedliwych Ukraińców, których oprawcy z UPA ćwiartowali na kawałki za to, że nie popierali Bandery. Prawda to czy nie, panie Huk?

    Niestety nawet ks. Adam Boniecki i Jarosław Gowin, dyletanci w sprawie ludobójstwa na Kresach, dołożyli do tego swoje trzy grosze. Najbardziej dziwię się temu pierwszemu, który od wielu lat tropi antysemityzm w Polsce. Pamiętam jego sążniste artykuły o mordzie w Jedwabnem. Jednak, gdy trzeba było opisać ludobójstwo na Żydach dokonywane przez banderowców, nabrał wody w usta. Zresztą nie tylko on starannie selekcjonuje problem antysemityzmu. Czyni to też cały krakowsko-warszawski salon, w myśl zasady, że Polak jest antysemitą z założenia, a ci - jak UPA - co mordowali Żydów setkami tysięcy, są tylko "romantycznymi terrorystami".

    Jęków i biadoleń pełno jest też w mediach ukraińskich. Pokazują się tam różni "intelektualiści", którzy niedwuznacznie straszą Polaków odwetem. Szczególnie dużo wywiadów udzielił Paweł Sawczuk, szef rajdu. Najbardziej rozbawił mnie wywiad, w którym opisuje swoje "męki" w czasie odprawy paszportowej. Najgorsze według niego było to, że przez kilka godzin siedział w osobnym pomieszczeniu. A jak wiadomo, pokój na polskiej strażnicy to tyle samo co KL Auschwitz. Dobrze, że nie przytrzasnął sobie palca w toalecie, bo wtedy byłby wożony po Galicji jako "żywa relikwia".

    Ale to typowe strachy na Lachy. Poza tym relacje polsko-ukraińskie są tak złe nie dlatego, że zastopowano rajd, lecz z powodu rozwydrzonego nacjonalizmu podsycanego przez ekipę nowo upieczonego doktora h.c. KUL, Wiktora Juszczenkę. Ale na szczęście za kilka miesięcy zniknie on ze sceny. Na jego miejsce przyjdą Tymoszenko lub Janukowycz, też niezłe gagatki, ale niezdolni rozpoczynać wojny z Polską przed Euro 2012. Poza tym mafie gospodarcze z Donbasu, zaangażowane w mistrzostwa, po prostu im na to nie pozwolą.

    Za Bugiem jest wielu uczciwych braci Słowian, z którymi wspólnie można przeciwstawić się zakusom Putina. Z nimi szukajmy porozumienia, a nie z czcicielami bandziora Bandery.
    ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 12 sierpnia 2009 r.
    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=2058
  • Wiele się mówi na temat ks. Isakowicza-Zaleskiego i wiele się mu zarzuca na różnych forach.
    Nie jestem szczególnie przejęty wiarą, ale mam ogromny szacunek dla tego księdza za to, że głosi prawdę. Prawda jest potrzebna i Polakom i Ukraińcom. To nie jest wina ks. Isakowicza-Zaleskiego, że prawda wygląda tak okrutnie.
  • Bagatelizowanie incydentu w Łucku nie tylko toruje drogę do dalszych ataków, ale i kompromituje Polskę na arenie międzynarodowej.

    Polacy, nic się nie stało! Taką linię po skandalu w Łucku przyjęli zarówno doradcy z Kancelarii Prezydenta RP, jak i zagorzali (wywodzący się głównie z PO i kanapowego PJN) zwolennicy sojuszu z neobanderowcami i nacjonalistami ukraińskimi. Używając języka zakłamanych uchwał przyjętych ostatnio przez senat i sejm w sprawie zagłady Wołynia, niektórzy z nich próbują nawet stwierdzić, że ów skandal nie był znieważeniem majestatu Rzeczypospolitej Polskiej, lecz jedynie „czynem o znamionach znieważenia”.

    Czy rzeczywiście nic się nie stało? Przecież młody sympatyk faszystowskiej Swobody mógł uderzyć Bronisława Komorowskiego nie jajkiem, lecz kamieniem, a nawet granatem. Nikt by mu w tym nie przeszkodził, bo ochroniarze z BOR po raz kolejny spartaczyli sprawę. Ich reakcja sprowadziła się jedynie do złapania sprawcy. Inna sprawa, że ukraińskie władze od razu wypuściły go na wolność.

    Lekceważenie tego wydarzenia otwiera drogę do kolejnych incydentów. W pewien sposób została bowiem przełamana bariera psychologiczna. Może to zachęcić innych fanatyków, także w Polsce, do potraktowania Komorowskiego jak tarczę strzelecką. I to w pełnym tego słowa znaczeniu. Przecież w okresie międzywojennym zastrzelono prezydenta Gabriela Narutowicza, a z rąk terrorystów z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów ponieśli śmierć m.in. minister spraw wewnętrznych Bronisław Pieracki i poseł Tadeusz Hołówko. Zginęło także wielu sprawiedliwych Ukraińców, którzy chcieli zgody z Polakami. Zabójcy byli podwładnymi Stepana Bandery, którego na Ukrainie, zwłaszcza Zachodniej, nie tylko się nie potępia, ale i stawia się mu pomniki. Nic więc dziwnego, że niektórzy młodzi Ukraińcy chcą naśladować czyny swoich ojców i dziadków.

    Bronisław Komorowski nie jest bohaterem z mojej bajki. Co więcej, uważam, że swoimi przekłamanymi i kunktatorskimi wypowiedziami po raz kolejny skrzywdził rodziny pomordowanych przez UPA i SS Galizien. Do tej pory też nie miał odwagi spotkać się z tymi rodzinami, choć z taką radością witał się ze swoim towarzyszem partyjnym Mironem Syczem, synem banderowca z kurenia UPA „Mesnyki”, mordującego Polaków i Żydów.

    Prezydent jednak reprezentuje państwo polskie. Atak na niego jest atakiem na cały kraj. Bagatelizowanie zaś incydentu w Łucku nie tylko toruje drogę do dalszych tego typu wypadków, ale i kompromituje Polskę na arenie międzynarodowej.

    Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 24 lipca 2013 r.

    www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=8259
  • ks.Isakowicz-Zaleski ma niestety racje.
    aura wyrozumiałości dla ukraińskich nacjonalistów trwa.
    Sycz-jak sam to powiedział,że jest dumny ze swojego ojca.ojca-bandyty,mordercy skazanego na karę śmierci.syn Franka,też zbrodniarza ma jednak zupełnie inny system wartości niż Sycz.
    --
    Paranoja i Schizofrenia siłą przewodnią motłochu.
przejdź do: 1-100 101-108
(101-108)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.