• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Życie na wózku od innej strony

  • 05.09.05, 12:20
    Narzekacie na ograniczenia wynikajace z poruszania sie na wozku.
    Nie wiem, czy ktos przezyl meke wielomiesiecznego przykucia do lozka! Ja tak -
    jestem po wypadku. Lezalam pol roku bez ruchu!
    Uwierzcie, kiedy usiadlam na wozku, w koncu poczulam sie samodzielna, wolna
    osoba!!! Moglam sobie zrobic herbate, wziasc sobie co chcialam .. itp. itd.
    Edytor zaawansowany
    • 05.09.05, 12:52
      Wiem o co ci chodzi.
      Kiedy chodziłam miałam problemy, takie które dziś będąc na wózku nie
      zaliczyłabym do problemów.
      Każdy wartościuje swoje porażki i smutki wg. jakości własnego życia.

      Np. zdrowe dziewczyny potrafią wpadać w dperesję z powodu fałdki na brzuchu czy
      tego, iż chłopak do nich nie zadzwonił.....
    • 05.09.05, 13:10
      Ale to chyba nie chodzi o licytacje - kto ma gorzej. Kazdy swoj problem odbiera
      najmocniej. I nie pociesza fakt, ze Ty tak dlugo lezalas w lozku bez ruchu
      --
      agaugu
      • 05.09.05, 13:15
        To nie jest licytacja, tylko... jakby to ujac... proba spojrzenia na zycie na
        wozku z innej strony. Co wozek daje, a nie tylko to, co on odbiera. Panimajesz?
        • 05.09.05, 13:48
          a fakt że sie z tego wózka nigdy nie wstanie nie ma waszym zdaniem znaczenia?
          bo jak dla mnie to zasadnicze ....
          • 05.09.05, 13:53
            antidotumm --- dla ciebie to jest jakby "wybawienie", bo wiadomo że jeśli ktoś
            miałby wybór: być przykutym do łóżka, a być przykutym do wózka - wiadomo że
            wybrałby wózek.
            Właśnie ty wartościujesz pod tym względem.
            Dla mnie wózek ma tylko jedna stronę, tą złą.
          • 05.09.05, 14:30
            A kuku, postepy medycyny ida bardzo szybko (nanotechnologie, klonowanie tkanek i
            narzadow) ze powiedziec "na pewno nie wstane z wozka" moze osiemdziesiecioletni
            dziadek.
            Wiecie ze mozliwy jest juz np... przeszczep glowy? U malp czlekoksztaltnych
            operacje powiodly sie. Co prawda jak na razie (!) 'pacjent' nie mogl sie
            poruszac, ale funkcje zyciowe zostaly zachowane. I nie mowie o przeszczepie
            twarzy, ale calej glowy, czaszka, mozg i cala reszta.
            Christopher Reeve wierzyl, ze kiedys wstanie, fakt, On nie doczekal, ale inni
            doczekaja na pewno.
    • 05.09.05, 14:30
      Ja nie jeżdżę na wózku, ale myślę, że Cię rozumiem. Sama przeżywam radość, gdy
      mam lepszy dzień i gdy uda misię coś zrobić albo przejść kawałek dalej!!! Tak
      bardzo potrafię się z tego cieszyć, że aż sama sobie się dziwię.
      Zdrowi ludzie nie liczą tak zapamiętale wszystkich odległości, ja np. mając
      gdzieś przejść, muszę mieć momentalnie w wyobraźni to, co mnie czeka i muszę
      szybko ocenić czy starczy sł na powrót. Często rezygnuję z tego po prostu.
      Cóż?? Ja jestem pogodzona z tym stanem rzeczy i umiem z tym żyć.
      • 05.09.05, 14:31
        Renata, mam dokladnie tak samo!!!
        • 05.09.05, 15:48
          może wiele zależy od tego z jakiego powodu siedzi sie na tym cholernym wózku.
          Mam wrażenie ze wypadek to nagły szok, katastrofa a co innego jak od urodzenia.
          Antidotum co Ty na to?
          • 05.09.05, 23:20
            To znaczy - Twoim zdaniem co mniej a co bardziej przygnebia?
            Jesli juz musimy zalozyc, ze wozek przygnebia. Bo unieruchomienie, lozko - jest
            obiektywnie (sprawdzone) stanem makabrycznym.
            Wozek to samodzielnosc, mobilnosc, niezaleznosc (o ile oczywiscie ma sie
            sprawne rece).
            • 06.09.05, 09:33
              oczywiście z alternetywy łóżko i wózek lepszy jest wózek przy jak napisałaś
              sprawnych rękach.
              Ale jak tu nie patrzeć wstecz i nie pamiętać o tym co było kiedyś jak człowiek
              był po prosty sprawny....
              Po wypadku świat ci sie wywraca do góry nogami ( może nie najtrafniejsze
              porównianie dla paraplegików) a jak ktos od urodzenia jest chory to nawet nie
              wie jak to byc sdrowym ....
              Co sądzisz?

              • 06.09.05, 16:57
                Ja myśle że to nie ma znaczenia. Moze w przypadku tych po wypadku jest żal i
                jest kogo obwiniać (siebie jeśli to skok na główkę, innych jesli wypadek
                samochodowy itp.) Ale to niczego nie rozwiązuje. Może im trudniej zaakceptować
                sytuację.

                Jednak mylisz się jeśli myślisz że ludzie chorzy od urodzenia nie mają ran w
                sercu i nie wiedzą jak to jest. OK może nie wiedzą jak to jest chodzić ale
                widzą co tracą. Nie można wejść po schodach. Do pociągu potrzebna pomoc itp.
                Przecież mamy rodziców, rodzeństwo i przyjaciół pełnosprawnych. A dorastanie
                będąc niepełnosprawnym. Nikt cię nie chce. Nie masz dziewczyny czy chłopaka bo
                przecież z kaleką nikt nie chce być. A osoby po wypadku np 17-20 lat miały to.
                Tak więc jest strata i doskonale zdajemy sobie z tego sprawę i tak samo nas to
                boli.

                Rodzą się pytania w stylu "Dlaczego nie było badań prenatalnych?", "A może
                gdyby była aborcja to by mnie nie było ale bym nie doświadczał
                bólu?", "Dlaczego ten lekarz nie zdiagnozował dobrze mojej choroby bo szłoby
                pomóc?", "Dlaczego źle odebrał poród?" itp.

                Jak więc widzisz życie jest podobne. W większość osób niepełnosprawnych od
                urodzenia łatwiej akceptują stan rzeczy bo wiedzą że inaczej nie będzie ale ból
                odczuwają taki sam. Ale znam przypadki że też nie akceptują tego stanu rzeczy.

                Ja humorystycznie podchodzę do tego i mówię "Ja jestem normalny bo się taki
                urodziłem to sprawni są inni." Jestem od urodzenia niepełnosprawny na
                przepuklinę oponowo-rdzeniową, mam 28 lat i jakoś sobie życie ułożyłem. Tak
                więc głowa do góry nie jest źle. Gaz do dechy i byle do przodu. Każdy ma
                kryzysy ale trzeba z nimi walczyć i do przodu.
                --
                Beer or not to beer?
              • 06.09.05, 19:51
                Przepraszam z góry jeśli nie powinno mnie tu być. Właściwie wiem, że nie
                powinno ale to jest teraz silniejsze. Nie jestem osobą na wózku, jestem osobą
                pełnosprawną. Jestem kobietą, która łysieje w b. szybkim tempie, a jestem tuż
                po 30-stce. Nie jestem tu na zasadzie - pocieszę się, że innym jest "gorzej".
                Jestem tu , bo zastanawiam się jak sobie z sobą poradzić. Nie oczekuję niczego.
                Podziwiam Was, chciałabym być silniejsza.
                • 07.09.05, 11:51
                  Wiele "serdecznych" osób próbowało mi tłumaczyć, że chorobę czy
                  niepełnosprawność trzeba zaakceptować/ pogodzić się.

                  Akceptację i pogodzenie sie już dawno wyrzuciłam do śmietnika, bo wiem że się z
                  wózkiem nie pogodzę, a ni że go nie zaakceptuje.

                  Mosik napisałas, że
                  <Jestem tu , bo zastanawiam się jak sobie z sobą poradzić.

                  Ja radzę sobie tylko tak, że mam dla kogo zyć i wierze ze każdy z nas ma kogoś
                  lub coś dla czego warto żyć i być....
                  Każdy swój ból i swoja strate przezywa inaczej, jedni akceptuja inni nie, jedni
                  walczą inni staczaja sie na samo dno aby juz nigdy się nie odbić...

                  i kończąc optymistycznie :) - możliwe że to forum jest po to aby komus mogło
                  pomóc, a przede wszystkim ludzie którzy tu nieśmiało klikają :)
                  • 07.09.05, 12:49
                    Dziękuję za ciepłe słowa, bo trochę mi wstyd. Dla Was mój problem to nie
                    problem. To jest tak, że są ludzie, którzy często z większymi problemami
                    potrafią sobie poradzić i tacy, jak ja. Dziękuję i przepraszam.
                    • 07.09.05, 12:51
                      mosik nie masz za co przepraszać, bo twój problem to też problem, tymbardziej
                      dla kobiety.

                      trzymaj sie :)
                      • 07.09.05, 19:40
                        DO Mosika!
                        Nie podchodzę do Twojego problemu z lekceważeniem, bo wiem ze do Ciebie to
                        poważna sprawa, która ma duże znaczenie.
                        Myśle ze nie powinniśmy porównywać swoich chorób która lzejsza a która cieższa
                        bo moim zdaniem chodzi tu o nasze podejscie do problemu, nasze nastawienie i
                        motywację do zycia ....
                        • 07.09.05, 20:16
                          Właściwie czytając Wasze komentarze odnośnie mojego tekstu czuję, że nie wiem
                          co czuć. Może ktoś mnie zrozumie...Codziennie rano od trzech miesięcy, kiedy
                          trudno to już ukryć, budzę się rano i przez chwilę mam nadzieję, że to tylko
                          sen. Mogliście "wyrzucić" mnie stąd i powiedzieć "wystarczy kupić perukę". Może
                          właśnie dlatego nie wiem co czuć.
                          • 07.09.05, 20:35
                            ale dlaczego za wszelka cene chcesz cos czuć???
                            To nie tak - każdy ma własnie swój problem na swoja miarę, chodzi mi o chorobę -
                            żadna nie jest przyjemna, są gorsze i lepsze.
                            Na wózku siedze 2 lata a też mam wrażenie ze to jakiś koszmar który sie skończy
                            jak sie obudzę.

                            Mosik bądz sobą i czuj to co w danej sytuacji jest dla ciebie ważne, a nie to
                            co powinnaś.
                            I dlaczego ktos miałby cie "wyrzucać"?
                            • 07.09.05, 21:28
                              Nie wiem, co czuć, bo psychicznie wykańczam sama siebie, męża, paroletnie
                              dziecko. Zazdroszczę innym siły. Wizja dalszego życia przeraża mnie, ludzie
                              potrafią być bardzo okrutni. Zastanawiam się co będzie z moim małżeństwem, choć
                              dla męża (tak twierdzi) to po prostu choroba jak każda inna i należy nauczyć
                              się z nią żyć. Tylko, że teraz moja wyobraźnia tego nie ogarnia.
                              • 08.09.05, 11:09
                                MOSIK!
                                Jesteśmy z Tobą całym sercem. Trzymaj się mocno i pisz na naszym forum.
                                Jesteśmy po to aby Cie wysłuchac i pocieszyc jakims dobrym słowem ...
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.