Mieszkam od 2005 r. na wsi, niedaleko Rzeszowa. Do tej pory we dwójkę
przeżywamy szok kulturowy - ja się czuję, jakbym wróciła w krainę dzieciństwa,
do Warszawy za późnego Gomułki. Moja para, z Wielkopolski - jeszcze bardziej
egzotycznie. Poraża nas to, co na własny użytek nazywamy "socjalizmem
parafialnym": wyzerowana sfera prywatności (wystarczy oryginalna biżuteria,
żeby być "ekscentrycznym"), potworny paternalizm (przykład Wojciecha Jamy
najświeższym dowodem), powszechne "manie w du...żym poważaniu" jakiej takiej
przyzwoitości prawnej, bufonada urzędasów wszelkiej maści, nieustający konkurs
nadpobożności...i wazeliniarstwa wobez wszystkiego, co sukienkowe; to pewnie
dlatego niewiasty sukienek unikają i zamiast kobiet ganiają stada babochłopów
w bylejakich portusiach...
Okolice piękne, acz bezlitośnie dewastowane - tnie się wspaniałe drzewa tylko
po to, żeby "było po miastowemu" i żeby bmw (bryki młodych wieśniaków) mogły
jeszcze większą bandyterkę uprawiać.
Oferta kulturalna zawiera się pomiędzy łody-rydy-uha-ha a umfa-umfa-łup-cup-cup.
Zastanawiam się, czy doczekam początku czegoś w rodzaju transformacji
mentalnej...
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.