Dodaj do ulubionych

Strach przed Wielkim Krokiem

28.08.07, 12:30
Od zawsze marzyłem o mieszkaniu na wsi, na uboczu świata. A teraz -
masz ci los... Udało mi się kupić kawał ziemi, nie tak bardzo daleko
od miasta, w którym pracuję i mam coraz więcej wątpliwości.
Wiadomo - koszt wybudowania czegokolwiek jest niemały, ale nawet
gdyby nagle potrzebna kwota spadała z nieba, to chyba długo bym się
wahał. Dlaczego?
- a jak będzie śnieżna zima, to jak dojadę?
- a jak będę miał dzieci, to gdzie i jak będą chodzić do szkoły?
- a jak zechcę pójść do knajpy na piwo ze znajomymi, to jak wrócę?
- a jak znudzi mi się dojeżdżanie?
- a jak będę chciał wyjechać na wakacje i zostawić dom pod lasem bez
opieki?
Da się jakoś rozwiać te wątpliwości czy jestem skazany na dożywocie
w mieście..?
Edytor zaawansowany
  • bury_wilk 29.08.07, 07:40
    Ja mam problem zupełnie odwrotny, bo z przyczyn powiedzmy ekonomicznych
    przeprowadziłem się z Warszawy do Piaseczna i teraz za wszelką cenę chcę
    wrócić... Ale nie o tym ten temat, więc może rozwinę innym razem.
    Co zaś się tyczy wątpliwości, to, czy wybierzesz taki, czy inny styl życia,
    zawsze będą. Zastanawiając się, tak na prawdę tylko tracisz czas. Weź na plecy
    skrzynkę z narzędziami i jedź się budować. Ot tak, po prostu. Z tego, co się
    zdążyłem zorientować, to udaje się z reguły tylko tym, co biorą życie za rogi.
    Jasne, z byka można spaść, ale jeśli to naprawdę jest Twoje marzenie, to raczej
    warto zaryzykować. Zwłaszcza, jeśli jeszcze nie masz wspomnianych dzieci i za
    dużo zobowiązań. Im dłużej to potrwa, tym będzie trudniej...
    Pozdrawiam
    p.s. A turystyka, to dobre miejsce. W sumie też kocham klimat, o jakim
    wspominasz. Nie chciałbym tak mieszkać na stałe, ale wyjechać na jakiś czas,
    nawet na dłuższy, jak najbardziej.
  • stief 29.08.07, 08:38
    Być może właśnie tak się to powinno zrobić - skrzynka z narzędziami
    i do roboty. Czasem rzeczywiście w szaleństwie jest metoda i z
    perspektywy czasu to właśnie szaleństwo okazuje się najbardziej
    racjonalnym rozwiązaniem.
    A dlaczego nie chciałbyś na stałe? Bo rozumiem, że nawet gdybyś miał
    taką możliwość, to byś się na to nie zdecydował. To strach przd
    Wielkim Krokiem, czy są jakieś inne przyczyny?
  • bury_wilk 30.08.07, 07:22
    Nie, nie boję się, ale na stałe bym nie chciał. Uwielbiam się szwędać, uwielbiam
    się gdzieś zaszyć, gdzieś zniknąć, wyjechać, etc, etc, ale mieszkać na stałe
    mogę tylko w jednym miejscu, bo to miejsce w którym się urodziłem, w którym mi
    dobrze, z którym się identyfikuje, znów etc, etc... Próbowałem z Piasecznem i
    jest to moja porażka. Pomysł nie był dobry i mam nadzieję, że jak najszybciej
    wrócę do domu. Są nawet pewne szanse, więc powiedzmy z optymizmem patrzę w
    przyszłość. Ludzie mają różne zboczenia, ja muszę mieszkać w Warszawie...
  • stief 30.08.07, 08:53
    Czyli wybór w Twoim przypadku nie polega na wyborze "miasto albo
    wieś", tudzież "Warszawa albo wieś"... Chodzi natomiast o
    wybór "Warszawa albo inne miejsce na świecie" i tutaj Warszawa
    wygrywa. Szczerze powiedziawszy trudno mi sobie wyobrazić jakieś
    argumenty, które mnie mogłyby skłonić do mieszkania w Warszawie,
    natomiast być może byłoby inaczej, gdym się tam urodził.
  • bury_wilk 03.09.07, 07:44
    No mniej więcej jest tak, jak mówisz. Rozumiem też doskonale, że Warszawa jest
    specyficznym miejscem i nie każdemu podchodzi, ale to jakby nie jest mój
    problem. Nie jestem bezkrytyczny i widzę sporo wad mojego miasta, ale zdania nie
    zmienię.
    Natomiast bardzo chciałbym mieć kilka takich miejsc gdzie czekałby na mnie cichy
    samotny domek, albo i nawet nie domek, tylko kawałek ziemi. Mam na przykład
    działkę nad morzem, która, kiedy ją kupowaliśmy, była czymś takim. Kawałek łąki
    z dala od miast, do wsi też kawałek, bez prądu, bez wody, bez niczego (cyt.
    Kononowicz ;) ), za to 300 metrów od morza. Jeździliśmy co roku pod namioty i
    było super. Teraz ludzi tam już znacznie więcej, ale nadal z każdym kurortem
    wygrywa w blokach. Wciąż nie ma prądu, jest za to pompa i niezwykle cywilizowana
    wygódka, o którą toczymy wojny z szerszeniami. Zamiast namiotów są przyczepy
    kempingowe i jest też ogrodzenie, ale nadal jest spoko.
    Przymierzam się też do kupienia jakiejś ziemi nad jeziorem (jeszcze nie wiem czy
    na Mazurach, czy zupełnie gdzie indziej) i zdaję się, że na najbliższą
    pięciolatkę to będzie właśnie taki mały cel.
    A potem w górach, a potem koło Zwierzyńca, potem mieszkanko na poddaszu
    paryskiego Montmartre, potem na Cyprze, potem kawałek pustyni, potem, potem,
    potem... :D
    Ale przede wszystkim widzę perspektywy na Ursynów :)
  • stief 04.09.07, 14:04
    Nieco bym zmienił na Twoim miejscu kolejność...
    Po Ursynowie obrałbym azymut na okolice Zwierzyńca. Po pierwsze
    dlatego, że jest tam (wciąż) taniej, niż na Mazurach lub w górach,
    po drugie dlatego, że spokojniej, a po trzecie - dlatego, że ja tam
    często bywm i moglibyśmy od czasu do czasu pójść razem na piwo
    do "Alaxa"...:)

    --
    Forum: Chcę wyjechać na wieś
  • bury_wilk 05.09.07, 07:13
    Może to i nie takie głupie... W sumie, tam woda też się znajdzie :)
  • kadei 05.09.07, 12:30
    tak dla ciekawości, bury wilku...jak kształtują się ceny kawałka
    ziemi [niekoniecznie hektar ;)] na Mazurach?...jezeli oczywiscie coś
    już wiesz na ten temat...oczywiście gdzieś w pobliżu jakiegoś
    jeziora, może być małe, nieznane i....tanie :)
  • bury_wilk 06.09.07, 07:37
    Przyznam, że jeszcze nie robiłem rozeznania, głównie dlatego, że w tym roku, to
    i tak nie ma opcji, żeby to się udało. Chyba, że jakaś manna spadnie z nieba...
  • veronix 29.08.07, 10:40
    Nie ma się czego bać: więcej atutów i korzyści płynie z takiego
    wyboru.Obawom,o których wspominasz,da się zaradzić skutecznie. Jak
    ktoś poradzi sobie z osiedleniem w głuszy,to i rozwiąże problemy z
    tym związane.
    Moim marzeniem-od kiedy pamiętam moje świadome w tym kierunku myśli-
    było osiedlenie się w jakimś miejscu na kształt leśniczówki.Nie
    wyszło.
    Mieszkanie w mieście przytłacza o tyle,że nie ma oddechu świeżości
    ciszy (połączonej z naturalnymi odgłosami przyrody;tego mi
    brakuje).Nawet w nocy(z daleka od głównej ulicy)słyszę wszystkie
    trajtki,buczące samochody i motorki.Może nie potrafię się wyłączyć?
    Za to usypiam,jak dziecko przy szczekaniu psów,cykaniu owadów,szumie
    wiatru i przez niego-drzew,deszczu,czy burzy.
    Wszelkie krańce świata są zdecydowanie lepsze,bo niosą więcej
    walorów,możliwości,dystansu do codzienności,wszechstronności w
    przeróżnych aspektach.
    Życie nigdzie nie jest usłane różami.Warto jednak wybrać tak,by tego
    nigdy później nie żałować w nadmiarze,bo to bardziej zniechęca na
    codzień.
    I pomyśl,jaka zima tam (poza zawianiem,które też ma swoje uroki;a
    odśnieżanie jak najbardziej możliwe (umowy z drogowcami),nie tylko
    ręczne,na które,owszem,trzeba mieć sporo czasu),a jaka w mieście!
    I jaką dzieci będą miały radochę ze swobody i możliwości,i czego
    (więcej) mogą się nauczyć w takim miejscu.
    Moja rada taka:jeśli nie chcesz,to się nie skazuj.Miej odwagę,a siły
    Ci dopiszą.:)
    Powodzenia. Uda Ci się.:))
  • stief 29.08.07, 13:54
    A co to znaczy "nie wyszło"...? Czuć w tym zdaniu rezygnację, że się
    nie uda. Przecież żeby mieszkać w leśniczówce, albo w czymś na jej
    kształt, niekoniecznie trzeba wychodzić za leśniczego za mąż.
    Wiele słów otuchy dla mnie. A dla Ciebie? Dlaczego rezygnujesz z
    marzeń?
  • veronix 31.08.07, 11:21
    Heh,nie wyszło z różnych powodów.Ja nie widzę tam rezygnacji,ino
    stwierdzenie.:))
    Pewnie,że nie trzeba wychodzić za leśniczego;w ogóle nie trzeba.
    Ja kiedyś (jakieś dziewięć lat temu) spakowałam najpotrzebniejsze
    rzeczy i pojechałam do Nowego Targu w celu osiedlenia się tam.
    Oczywiście miałam taką możliwość.
    Chciałam być bliżej ukochanych gór i górek,a N.T. i okolice akurat z
    premedytacją sentymentalną sobie wybrałam.
    No i,po dość krótkim czasie,wróciłam.
    Poczułam (właściwie udowodniłam sobie,co przypuszczzałam,ale
    chciałam spróbować-może dałabym radę?),że nie będę potrafiła być tam
    sama.Nie jestem typem samotnika.Lubię i bardzo cenię czasową
    samotność,szanuje ją u in.,jako potrzebę pobycia sam na sam ze
    sobą.Tyle,że każdy potrzebuje jej inaczej, jedni mniej,inni więcej.
    Lubię wracać do ścian uśmiechniętych ludzkim wyrazem twarzy i
    ciepłem głosu.
    Wtedy ten brak bardzo mnie męczył i dezorganizował.
    To,że lubię być panią własnego życia nie znaczy,że zadowala mnie
    przemierzanie w pojedynkę 24-rech godzin na dobę.Czasem lubię sama
    ustalać kurs,stawiać żagle i uzgadniać cumowanie,a czasem wspólnie z
    kimś.
    Wtedy,w wieku,26 lat,nie potrafiłam dokonać tego wyboru skutecznie.
    Pewnie tak miało być,choć to powiedzonko powtarzam z dużym
    sceptycyzmem.
    Heh;no,to się odkryłam.Dobra,kiedyś trzeba.:)
    A co do marzeń i rezygnacji z nich,czy nie,wolałabym,żeby były
    skolidowane z realnymi zamysłami.Wtedy mają szanse na spełnienie.
    Dokonałam wielu czasowych wyborów w swoim,już trochę
    długim,życiu.Mam jednak nadzieję,że najważniejsze jeszcze przede
    mną. Zobaczymy.


  • stief 31.08.07, 11:31
    Właśnie (po przeczytaniu Twojego postu) sobie przypomniałem, że w
    czasie studiów zrobiłem już mały wielki kroczek. Zakupiłem szałas
    pasterski w Gorcach, które były (i chyba ciągle są) moimi ulubionymi
    górami. No i miałem go jakiś czas, dopóki się Baca (a właściwie jego
    żona, która mu nie dawała żyć) nie rozmyślił i nie zaczął namawiać
    mnie do cofnięcia transakcji. No i zgodziłem się, bo to w sumie było
    dość daleko, a na dodatek na całkowitym uboczu i gdybym wyremontował
    szałas, to pewnie niewiele by z niego zostało po imprezowych
    wizytach miejscowych...
    No ale - jak widać - mam ciągoty do mieszkania na końcu świata od
    bardzo dawna...:)

    --
    Forum: Chcę wyjechać na wieś
  • veronix 31.08.07, 11:40
    Ooo! Już jestem ciekawa,gdzie?
  • stief 31.08.07, 12:28
    :) Mniej więcej 10 minut marszu na wschód od mojego ukochanego
    gorczańskiego szczytu, czyli Gorca...:)
    --
    Forum: Chcę wyjechać na wieś
  • veronix 31.08.07, 19:35
    :)Noo,to rzeczywiście szkoda,że to nie Twoje.Tzn. z pewnych punktów
    widzenia,np. z tego,że piękny to punkt widzenia.:)
  • kadei 30.08.07, 11:03
    tak stief, przeprowadzka na wieś, to szczytny cel, wszak człowieka
    ciągnie do natury, jak wilka do lasu, bo i zdrowiej i
    modnie...zwłaszcza od paru lat, w pewnych kręgach...no
    właśnie...chyba zdajesz sobie sprawę, ze aby zamieszkać na wsi,
    pracując jednak w mieście, aby też zapewnić dzieciom "lepsze"
    szkoły, itp. potrzebne są peiniądze...powiem wprost, jeżeli je masz,
    to nic nie powinno stać na przeszkodzie, żebyś zdecydował się na ten
    krok....podpisuje się pod tym wszystkimi członkami ciała ;)...moze
    dlatego, że powoli dochodzę do wieku, w którym ceni sie ciszę i
    spokój...osobiście mam rodzinę na wsi, i muszę Ci powiedzieć, ze
    jeżeli chodzi o towarzystwo, nigdy nie słyszałem narzekania z ich
    strony na jej brak...zawsze znajdzie się ktoś, kto ma ochotę na
    chwilę kontaktu z naturą :)..a jeszcze jak jest to gospodarstwo
    rolne, to kontakt może się powiększyć o krówki, świnki, króliki,
    konie, kurki, kaczki, gęsi, czy co tam jeszcze :))...ciekaw jestem,
    czy Ty będziesz hodował coś z tych "drobiazgów" ;),jezeli oczywiście
    zdecydujesz się na życie bliżej przerody :)....i jeszcze jedno, w
    tym co napisała nix, jest dużo prawdy, nie ma się za dużo co
    zastanawiać nad wszystkimi szczegółami życia po przeprowadzce na
    wieś, czasem samo się ułoży...będzie musiało...osobiście mam
    znajomych, którzy zdecydowali się na życie bliżej przyrody, mając
    przy tym gromadkę dzieci!...dziś mają tam nawet małą
    sarenkę :).....i nie żałują...problemy mają jak wszyscy...ale żyją
    spokojniej
    idealnym rozwiązaniem byłoby chyba, mieć dwa domy, w mieście, gdzie
    ma się pracę, i na wsi, gdzie ucieka się w przy każdej okazji aby
    odreagować...niestety nie mogę się wypowiedzieć, bo nie znam z
    autopsji ;)
  • kadei 30.08.07, 12:29
    acha, co do budowy domu, bo i takie masz plany...ja swój dom
    zacząłem budować mając 23 lata, a skończyłem mając 27...trochę to
    trwało, ale budowałem sie w strasznych czasach, gdzie nic nie było
    można kupić...dziś jest inaczej, kiedy obserwuję jakie piękne domy
    się buduje i z jakich materiałów, i jak szybko, to łza się zakręca w
    oku :)...ale muszę jedno powiedzieć, swój dom, to fajna rzecz, choć
    wieczna skarbonka...jeżeli więc masz okazję, to się buduj :)...dziś
    możesz obie dowolnie wybierać projekty, nie tak jak kiedyś, gdy
    architekt narzucał plan ( a właściwie rżnął i powielał), i naprawdę
    możesz sobie postawić extra chałupkę, tym bardziej na wsi, gdzie nie
    ma praktycznie żadnych ograniczeń (prawnych i budowlanych)
  • kadei 30.08.07, 12:45
    przepraszam, ze z doskoków, ale czasem tak bywa ;)...doczytałem się
    jeszcze, że pytasz się z czego można żyć na wsi...jeżeli masz
    ziemię, to polecam gospodarstwo ekologiczne (jeżeli chce Ci się
    robić)..albo agroturystykę, duży nakład ale korzystny, jest chyba
    dofinansowanie na rozwój takich gospodarstw...
  • stief 30.08.07, 13:27
    Takiego drobnego inwentarza raczej nie planuję. Planuję o wiele
    grubszy...:) Myślę o założeniu winnicy (takiej dla siebie), bo
    miejsce jest do tego idealne.
    Natomiast co do gospodarstwa agroturystycznego, to nie wiem... Mój
    teren leży w okolicy niezwykle malowniczej krajobrazowo, ale mało
    znanej, poza tym nie ma tam żadnych typowych atrakcji turystycznych,
    czasem dość ciężko dojechać, tylko lasy, górki, dziki - jednym
    słowem koniec małej wsi położony pod samym lasem, więc dla wielu
    mogłoby to być nieco odstręczające.
    Ale dom - jak najbardziej w planach. Tylko właśnie cały czas się
    waham czy tylko letniskowy jakiś, czy całotoczny większy.
  • veronix 31.08.07, 11:36
    Całoroczny mniejszy,Stief.Taki z możliwością ewentualnego
    dobudowywania kolejnych cześci.(Całotoczny:),żeby mógł się roztaczać
    na większy,w miarę potrzeb.)
    Myślę,że dobrze jednak mieć możliwość przebywania tam o każdej porze
    roku-kiedy ma się na to ochotę.
    A w ogóle,to wg. mnie zależy gdzie takie miejsce jest:czy w środku
    wsi,czy na obrzeżach. Już napisałeś,więc jak na mój gust,to
    zdecydowanie lepsze usytuowanie-koniec wsi,pod lasem,malownicze
    tereny.Duże plusy umiejscowienia.
    Co do "minusów"...Dzieci i tak dowozi się do szkół,szczególnie tych
    dobrych.Wszystko zależy od odległości.W mieście też mnóstwo czasu
    traci się na dotarcie do pracy.No,zależy jak dużym i od dystansu od
    punktu A do punktu B.Poza tym,ile to ludzi wyjeżdża całą rodziną
    rano (rodzice do pracy,dzieci do szkoły) i wraca po skończonych
    zajeciach? Cało mnóstwo.Formuje sie to w normalny tryb.Niezły
    przecież.A co za róznica,czy to z A do B,czy ze wsi do miasta?
  • mirabel1 04.09.07, 13:16
    Witam,
    Ja zaryzykowałam spęłnić swoje marzenie. 12 lutego 5 lat temu było
    deszczowo i zimno. Pomimo tego postanowiłam wsiąść w somochód i
    pomarzyć bo co w taki dzień robić w domu? Kupiłam gazetę z
    ogłoszeniami. Tego dnia znalazłam swoje miejsce. 13 lutego tego
    samego roku byłam właścicielką domu na wsi 60km od Warszawy w której
    się urodziłąm, wychowałam i mam tam całą rodzinę. Dodam, że banki
    nie chciały mi udzielić kredytu bo nie miałąm zdolności jednak się
    udało i to w miesiąc. Szczerze - nie było łatwo. Pracowałam w Wawie,
    córka chodziła do szkoły również w Wawie. Zimą wstawałyśmy o 5.30
    wracałyśmy o 22. Dom był nie ocieplony okna jak się okazało
    rozeschłe i cieknące i kredyt na 25 lat w euro, które zaraz potem
    poszło w górę mocno. Rodzina radziła, abym dom sprzedała, znajomi
    wątpili, że sobie poradzę itd. Dzisiaj uważam, że była to moja
    najlepsza decyzja w życiu.Mieszkamy tutaj z córką już 5 lat. Nie
    chciałabym być nigdy zmuszona wrócić do miasta. Nie obrażając nikogo
    to są moje tylko subiektywne odczucia, gdy obserwuję ludzi w
    Warszwie czy innym dużym mieście uważam, że są ubożsi w niektóre
    doznanie natury duchowo-estetycznej. Apropos zimy. Mieszkając w
    stolicy 30 lat nienawidziłam zimy. Tutaj ją pokochałam w poprzednim
    roku, gdy było -30 stopni czułam się jak w krainie królowej śniegu.
    Swoje szczęście odczułam najbardziej przed Wigiliją Bożego
    Narodzenia , gdy weszłam w Wawie do supermarketu. Wojna na parkingu,
    wyścig w środku sklepu, złość, frutracja i ... zmęczenie. Po
    powrocie wyszłam z psami na spacer przy pięknym księżycu i po białym
    dywanie stąpając, wsłuchiwałam się w cudowną ciszę. Jestem
    szczęśliwym człowiekiem.
    Właśnie dzisiaj podjęłam decyzję, że za rok przeprowadzam się na
    roztocze do miejscowości której nawet nie ma na niektórych mapach.
    Od pewnego czasu zdaję sobie sprawę, że powiedzenie "życie mam tylko
    jedno" nie jest pustym banałem, dlatgo chcę je przeżyć a mogę nie
    zdążyć bo "nie znam dnia ani godziny". Powiało grozą, ale te prawdy
    dotarły do mnie po śmierci mojej koleżanki, która wracałą z majówki,
    zginęła będąc w ciąży zostawiła męża i dwoje dzieci.
    pozdrawiam
    Na koniec powiem tylko, że na wiosnę założę winnicę, podłoże już
    jest do tego przygotowane, już posadzone jest kilkaset krzaków
    borówki amerykańskiej, czekam na dotacje unijne aby przerobić budynki
    i dostosować do małej agroturystyki w siodle mam na razie 2 konie
    ale będzie więcej. Robię naturalne soki z jabłek i gruszek (bez
    dodawania cukru, konserwantów) w poprzednim roku na użytek własny
    starczyło na cały rok ale myśle, że znajdą się chętni aby je
    kupować, poza tym pyszne naleweczki. I tym optymistycznym akcentem
    kończę ipozdrawiam wszystkich nie zdecydowanych marzycieli

    www.pomocnalapa.pl
  • stief 04.09.07, 13:52
    Ogromne wrażenie zrobiło na mnie to, co napisałaś.
    Powiem szczerze, że właśnie zima na wsi jest jedną z najbardziej
    pociągających perspektyw. To jest zupełnie inny świat, niż w mieście.
    Szczerze gratuluję odwagi. To jest coś! W tak diametralny sposób
    zmienić swoje życie.
    Argument, któy przytoczyłaś (życie mam tylko jedno) też często
    kołacze mi się pod czaszką. I z każdym dniem pozostaje o jeden dzień
    mniej na spełnianie marzeń i na takie życie, jakiego by się chciało.
    Tyle na gorąco. Na pewno jeszcze będę wracał do tego postu.
    P.S.
    A Roztocze pięknym jest i to bardzo dobry wybór. Wiem coś o tym, bo
    się tam wychowałem...:)
    A co do winnicy - pisałem gdzieś powyżej, że o niej marzę. Mam na
    ten cel świetny teren i cóż... Wierzę, że się kiedyś uda..:)


    --
    Forum: Chcę wyjechać na wieś
  • kadei 05.09.07, 12:36
    stief!...bierz przykład z Mirabelli :)...winnice, ciekawa rzecz, ale
    wszystko zależy od pogody, która niestety szczególnie u nas potrafi
    być kapryśna...wiem, że ważna jest też ziemia, odmiany winnic, nie
    wszystkie możesz hodować...ale na początek mozesz przcież spróbować
    z niewielkim nakładem i zaryzykować, prawda?...
  • stief 11.09.07, 16:32
    Masz rację, Kadei...:) Do uprawy winorośli w Polsce potrzebne są:
    odpowiednia (południowa lub południowo-zachodnia) ekspozycja stoku,
    odpowiednie nachylenie terenu (od 5 do 15 %), odpowiednia wysokość
    nad poziomem morza (ok 300 m), możliwość odpływu zimnego powietrza
    do (najlepiej) głęboko wciętej doliny rzeki, możliwość utworzenia
    stawu u podnóża winnicy, odpowiednia (najlepiej gliniasta) gleba,
    osłona od zimnych, wschodnich wiatrów... To wszystko mam. Klimat też
    zmienia się na cieplejszy (znajomi mają winnicę i winogrona były w
    tym roku gotowe do zbioru już w drugiej połowie sierpnia).
    Do tego trzeba dorzucić odrobinę determinacji i odwagi. Nad tym cały
    czas pracuję...:)

    --
    Forum: Chcę wyjechać na wieś
  • pansloik 07.11.07, 12:09
    To wspaniałe że Ci się udało, jestem ciekaw jak uda Ci się z winnicą. Ja również
    2 lata temu miałem taki pomysł, aby założyć winnicę, ale rodzina stukała się w
    czoło więc na razie odpuściłem, tzn. odłożyłęm pomysł, ale mam nadzieję że
    kiedyś się uda. Mam trochę ziemi na zachodnich krańcach Roztocza, ciekaw jestem
    jakie gatunki winorośli zasadziłaś. Podziwiam Twoją odwagę i przedsiębiorczość,
    pozdrawiam
  • naturelovers 31.10.07, 12:44
    Stary, w ogole sie nie zastanawiaj! Choc nie warto tez robic planow na dluzszy
    okres niz 10 lat. Sadze, ze jestes na tyle mlody, ze jezeli zamieszkanie na wsi
    okaze sie niewypalem, zawsze bedziesz mogl zmienic plany - zamieszkac w miescie,
    albo za granica.

    Ja z narzeczona kupilem w grudniu siedlisko na Podlasiu. 5 ha w jednym kawalku.
    Poniewaz urodzilem sie w bloku, cale zycie mieszkalem w bloku, cala moja rodzina
    byla miastowa od pokolen, od najmlodszych lat moim marzeniem bylo zamieszkac na
    wsi. Wreszcie spelnilem to marzenie. Teraz jeszcze zarabiamy na remont
    istniejacego domku i przeniesienie drugiego - drewnianego.

    Moj dobry kolega po skonczeniu studiow przeniosl sie na wies, byl on i jest moim
    przewodnikiem i doradca. Popelnil wiele bledow, ale ja moge stac sie bogatszy
    jego doswiadczeniem.
    Wiele razy pomieszkiwalem u niego. Rowniez zima. Chalupe ma drewniana, stara,
    grzana drewnem. Wrazenia co do zimy, a nawet przedwiosnia, ktore w miescie jest
    przepotwornym depresyjnym doswiadczeniem mam takie same jak przedmowczyni. Na
    wsi jest pieknie nawet na przednowku.
    Podstwawowa roznica, jaka dostrzegasz, to ze na wsi kazdego dnia widzisz roznice
    w przyrodzie. Doslownie kazdego dnia! W miescie kazdy dzien wyglada bardzo
    podobnie. A na wsi kazdego dnia widzisz nowe ptaki, nowe listki, zamarzniete
    kaluze, ktore poprzedniego dnia byly plynne, szron malujacy nowe piekne wzory,
    nowe slady w sniegu, nowe slady w blocie...

    Podstawowy problem to z czego chcesz zyc.
    Poniewaz dojezdzanie do miasta jest uciazliwe, my wymyslilismy sposob na
    zarabianie pieniedzy na wsi. Ale mozesz przez jakis czas dojezdzac i zobaczyc
    jak to wyglada. Dojezdzanie, to prawda, jest meczace, ale za to wracanie... z
    kazdym kilometrem zostawiasz jakas czastke gwaru, stresu, zmeczenia za soba i
    wplywasz do swego azylu wypoczety i spokojny. Kazda podroz do domu moze byc
    malym rytualem przejscia. Mieszkalem wczesniej rok na wsi pod Poznaniem i
    uwielbialem powroty z niego.

    Co do Twoich watpliwosci:
    - Moj kolega, podobnie jak Adam Wajrak z Wyborczej zima zaklada biegowki i
    dojezdza do zaparkowanego u znajomych samochodu. Ew. mozesz namowic sasiada z
    plugiem przy traktorze, zeby Ci odsniezyl droge dojazdowa. Poza tym wcale az tak
    czesto snieg nie jest tak wysoki, zeby sie nie dalo jezdzic
    - podstawowki i gimnazja na wsi (lub w malych miasteczkach) wcale nie odbiegaja
    zasadniczo poziomem od tych z miast, a czesto maja bardzo fajny kameralny
    klimat, gdzie nauczyciele maja bliski kontakt z dziecmi, coraz wiecej jest
    pasjonatow, ktorzy tak jak Ty wyjechali na wies spelniac swoje marzenie
    Silaczki. Liceum moze stanowic problem, to prawda. Rozwiazan wiele.
    - chodzenie do knajp moze byc problemem, ale mozesz jezdzic z zona i zmieniac
    sie rola kierowcy, albo wpadac na weekendy do miasta, (nocujac u znajomych),
    zeby sie wybawic, jak wlasnie robi od czasu do czasu moj kumpel i jak planujemy
    robic my
    - jak Ci sie znudzi dojezdzanie, to moze Twoje winogrona beda juz na tyle duze,
    ze moze bedziesz sprzedawal wino :-)
    Moim zdaniem nie powinienes myslec o tym, co mozesz czuc kiedys, a czego nie
    czujesz teraz, ale boisz sie, ze zaczniesz. To bez sensu. Jak Ci sie znudzi
    dojezdzanie, to zaczniesz kombinowac, czy sie wyniesc ze wsi, czy wprost
    przeciwnie - na niej postawic obie nogi
    - dom bez wlascicieli w Polsce latwo staje sie lupem zlodziei - trzeba to
    traktowac jako pewnik, a nie mozliwosc. Na szczescie zabezpieczenia (dobre okna,
    drzwi, rolety, okiennice, a nawet alarm i subskrypcja ochrony) nie sa juz w tej
    chwili jakos bajonsko drogie, a poza tym jesli zyjesz dobrze z sasiadami, a oni
    maja Twoj dom na widoku, zawsze mozesz poprosic o dogladanie.

    Decyzja nalezy do Ciebie. Jak to ktos keidys powiedzial: miasto jest dla ciala,
    wies jest dla duszy. Ty musisz zdecydowac, co jest wazniejsze.

    Zycze powodzenia!

    Kochankowie Natury
  • mimbla.londyn 31.10.07, 14:28
    Dziekuje Ci bardzo za ten piekny list.
    Widac,ze naprawde zyjesz wsia i jej urokiem.
    Od dawna ,jak wielu z nas,marze o Siedlisku na wsi.
    Marze o wlasnych krzakach malin,herbacie z miodem z sasiedzkiej
    pasieki,spokoju.
    I tak jak wielu z nas,nie wiem jak sie do tego zabrac-od strony
    urzedowej,np czy musze miec jakies licencje czy cos w tym
    stylu ,zeby zalozyc malenkie gospodarstwo agroturystyczne? A jak np
    z noclegami dla turystow? Jak to jest z domami na wsi-od jakiej
    ilosci terenow placi sie KRUS a nie ZUS?
    Pragnienia i marzenia sa,jak najbardziej,ale wiem,ze
    takie "zwyczajne " organizacyjne sprawy musze poznac PRZED
    przeprowadzka.

    Jeszcze raz dzieki za piekny list,pozdrawiam serdecznie.

    Mimbla





    *****************************************************

    ...taki zwyczajny ,pogodny dzien - a tyle zmienil...
  • naturelovers 01.11.07, 13:50
    Droga Mimblo,

    Od strony urzedowej w dzisiejszych czasach wszystko sie da stosunkowo latwo
    zalatwic. Polecam skontaktowanie sie z dowolnym Osrodkiem Doradztwa Rolicznego.
    Tam Ci wszystko powiedza. Poczytaj tez w internecie. Wszystko tam jest - zarowno
    o KRUSie, jak i wymogach co do agroturystyki, oraz mozliwych doplatach do
    pozarolniczej dzialalnosci z UE - to na stronach Agencji Restrukturyzacji i
    Modernizacji Rolnictwa.
    Generalnie jesli chcesz mieszkac na wsi i z niej zyc, musisz tak:
    1. kupic siedlisko
    2. oplacac podatek gruntowy (US)
    3. zarejstrowac sie w KRUSie
    4. ubezpieczyc sie (ubezpieczenie rolnika, np. w PZU)

    Reszta, czyli np. doplaty - poprzez ARiMR.

    Hope this helps,

    Wloczykij
  • mimbla.londyn 01.11.07, 17:56

    Drogi Wloczykiju,

    bardzo dziekuje za jasno sprecyzowane wskazowki.
    pozdrowienia dla Twojej drugiej polowki :)


    Czy moze masz jakiegos swojego bloga? Chetnie poczytam ...





    *****************************************************

    ...taki zwyczajny ,pogodny dzien - a tyle zmienil...
  • naturelovers 06.11.07, 14:18
    Niestety, bloga nie mam. Widzialem, ze temat formalnosci rzucilas na innym
    watku. Pewnie teraz to juz Ty moglabys doradzac mi.
  • stukam_kopytkami 01.11.07, 23:59
    stief napisał:

    > Od zawsze marzyłem o mieszkaniu na wsi, na uboczu świata. A teraz -
    > masz ci los... Udało mi się kupić kawał ziemi, nie tak bardzo daleko
    > od miasta, w którym pracuję i mam coraz więcej wątpliwości.
    > Wiadomo - koszt wybudowania czegokolwiek jest niemały, ale nawet
    > gdyby nagle potrzebna kwota spadała z nieba, to chyba długo bym się
    > wahał. Dlaczego?

    Jak pomyślę ile kosztują mieszkania w mieście to naprawdę taniej wychodzi na
    początek mały domek na wsi, potem możesz się rozbudować.

    > - a jak będzie śnieżna zima, to jak dojadę?

    Spokojnie, pługowców zaskakuje zima jak co roku, ale da się wyjechać i wrócić.

    > - a jak będę miał dzieci, to gdzie i jak będą chodzić do szkoły?

    Z tego co słyszałam, ( kopytka dzieci nie mają, ale mają brata w wieku
    szkolnym), autobusy jeżdzą a jak nie, to na pewno będziesz dojeżdzał do pracy,
    więc jaki problem?

    > - a jak zechcę pójść do knajpy na piwo ze znajomymi, to jak wrócę?

    Taxi, albo zabawa bez piwa albo nocleg u znajomych :)


    No i pięknie, w wątku poniżej mylnie założyłam, że jesteś kobietą. Przepraszam.
    Ale pora robi swoje, już powinnam się nakryć kopytkami a jeszcze stukam tu ;)


    --
    Niski poziom skurwysyństwa & ogromne poczucie humoru.
  • popirna 08.11.07, 11:11
    Stief,
    ożeń się z właściwą kobitą i połowa wątpliwości zniknie.
  • roolsy 11.11.07, 08:57
    stief napisał:

    > Od zawsze marzyłem o mieszkaniu na wsi, na uboczu świata. A teraz


    i słusznie - ---------
    > masz ci los... Udało mi się kupić kawał ziemi, nie tak bardzo

    fajnie-------------


    > od miasta, w którym pracuję i mam coraz więcej wątpliwości.
    ?
    > Wiadomo - koszt wybudowania czegokolwiek jest niemały, ale nawet
    > gdyby nagle potrzebna kwota spadała z nieba, to chyba długo bym
    się
    > wahał. Dlaczego??
    ?
    > - a jak będzie śnieżna zima, to jak dojadę?

    ja mieszkam w lesie. Nie ma zawieji, zamieci,pługi nie spychaja
    wszystkiego na kupe,nie ma tuneli aniwaskich traktów

    > - a jak będę miał dzieci, to gdzie i jak będą chodzić do szkoły?
    do najblizszej!!małej fajnej! zawsze dowioza szkolne autobusy--------
    > - a jak zechcę pójść do knajpy na piwo ze znajomymi, to jak wrócę?
    to jest nowy rodzaj zycia.Ty postzregasz to przez pryzmat Mieszkańca
    miasta. Bdziesz miała nowuch znajomych.Zobaczysz co to znaczy
    sąsiedzto (nawet 20km)spotkania spacery (jakie bary? puby? knajpy?)
    siedż w mieście:)
    > - a jak znudzi mi się dojeżdżanie?
    do czego??--------- na pewno będiesz tu szybciej miała i krócej ni
    z.np.w W-wie---------
    > - a jak będę chciał wyjechać na wakacje i zostawić dom pod lasem
    bez
    > opieki?
    heheeh---------
    > Da się jakoś rozwiać te wątpliwości czy jestem skazany na
    dożywocie
    > w mieście..?
    wpadnij do mnie.zobaczysz ...pogadamy...przemyslisz....ja jestem juz
    10 lat w lesie i wiem ze to jest to:)
    popatrz: www.lesniczowkajednorozec.prv.pl
    Pozdrawiam
    i odwagi:)
  • ewa_naranjes 11.11.07, 22:27
    hmmm ...
    w sumie to krok doradzam ale na śnieg w zimie nic ci nie pomoże
    ja mam sasiada co przejeżdza traktorem i ubija mi dojazd do
    drogi.Wczesniej wiele razy nie udało mi się przejechać.
    Szkoła tak wiejska tak, a potem... 2 autobusy dziennie do
    gimnazjum.Zajęcia dodatkowe odpadają jeśli pracujesz w mieście.
    Nie dasz rady jak masz wiecej niż jedno dziecko.Piwo - sklepik i
    wszyscy od sklepikiem. U nas problem pojawił się wraz z chorobą
    syna.Dojazdy do szpitala i rehabilitacja to jakis dramat
    nie liczac kosztów dojazdu.
    ale mimo to warto .. chcoćby po to żeby rano popatrzeć na sarny
    przed domem i zjeść miód z włąsnej pasieki.
    Nic łatwo nie przychodzi.Wg mnie ważne jest nawiązanie kontaktów z
    miejscowymi bo można mieszkać na wsi będąc otoczonym murem i cieszyć
    się z własnego ogródka


  • kresowysamowar 09.11.08, 20:47
    Ciekawe myśli tu się niejedne przewinęły. Może niech tu jeszcze pobędą na forum.
    Ja choć kupiłem domek na obrzeżu kraju,to ten Wielki Krok mam jeszcze przed
    sobą. To znaczy przenosiny z miasta i zamieszkanie.Patrzę na to
    optymistycznie,choć wiadomo,że to poważna i wielka zmiana. Teraz kusi mnie choć
    raz tej zimy zajrzeć,już w te swoje okolice,zażyć powietrza i zobaczyć jak tam
    będzie wówczas inaczej. Może się uda...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Booking.com
Nakarm Pajacyka