Dodaj do ulubionych

Argumenty przeciw

29.08.07, 12:00
Już gdzieś kilka napisałem. Ale temu tematowi należy chyba poświęcić
odrębny wątek.
1. W przypadku śnieżnej zimy - problemy z dojazdem do pracy (no,
chyba, że pracuje się na miejscu - jakieś gospodarstwo
agroturystyczne, albo co...),
2. W przypadku posiadania dzieci - problem z dostarczaniem ich do
szkoły,
3. Jak zechcę pójść do knajpy na piwo ze znajomymi, to będą problemy
z dojazdem,
4. Codzienne dojazdy do pracy, chyba. że (patrz punkt 1),
5. Problem z pozostawieniem domu np. podczas wyjazdu na urlop,
6. W przypadku jakiejś awarii typu ukąszenie żmiji, szerszenia itp.
może być problem z dotarciem do szpitala.
Na razie mam tyle. Są jeszcze jakieś?
Edytor zaawansowany
  • veronix 31.08.07, 12:01
    Mam minus:punkt siódmy:brak bezpośredniego sąsiedztwa do wysokiej
    klasy ośrodków kultury-kin,teatrów,filharmonii;a co się z tym wiąże
    mała ruchliwość gości dostarczajacych dobrych wrażeń sztuk różnych.
    Chyba,że ma się niezbyt daleko i można dość często dojeżdżać.
    To też zależy,jakie miasto się opuszcza; czy tam było wystarczająco
    zapewnione to,co rozwoju duchowego potrzebne.
    Dla mnie ten niedosyt bardzo odczuwalny.
  • mgilewska 06.04.10, 12:32
    veronix napisała:

    > Mam minus:punkt siódmy:brak bezpośredniego sąsiedztwa do wysokiej
    > klasy ośrodków kultury-kin,teatrów,filharmonii;a co się z tym wiąże
    > mała ruchliwość gości dostarczajacych dobrych wrażeń sztuk różnych.
    > Chyba,że ma się niezbyt daleko i można dość często dojeżdżać.
    > To też zależy,jakie miasto się opuszcza; czy tam było wystarczająco
    > zapewnione to,co rozwoju duchowego potrzebne.
    > Dla mnie ten niedosyt bardzo odczuwalny.


    --
    www.martagillner.com

    Zdecydowanie zgadzam się, możliwe że to nawet największy problem. Dla ducha
    funkcjonuje jedynie kościół i przykościelne "koła" zainteresowanych katolicyzmem
    itp. Innym miejscem spotkań i wymiany poglądów jest bar - mało pomocny w
    poszukiwaniu rozwoju intelektualnego.
    To doskwiera mnie najbardziej.
  • naturelovers 31.10.07, 13:04
    Dodam jeszcze jedno - samotnosc. Z chlopami jest fajnie przez pol roku, rok -
    mozesz pogadac, bimbru sie napic itd. Dlugo sie nie da. Musisz znalezc
    rozwiazanie jakies na to, zeby chetnie i czesto odwiedzali Was znajomi. Ew.
    bedziesz musial z wielkim trudem poszukac nowych w okolicy, z ktorymi bedziecie
    nadawali na tych samych falach. Inaczej skisniecie. Znam kilka osob, dla ktorych
    to byl najwiekszy problem i to on zadecydowal o powrocie do miasta. A nie snieg,
    czy inne bzdury.

    My tez myslelismy o agroturystyce. Bo daje dochod na wsi oraz dostarcza wlasnie
    nowych porcji ciekawych historii ze swiata, z ktorego pochodzisz. Ale
    pojezdzilismy specjalnie po gospodarstwach i jak widzielismy te podkrazone oczy
    gospodarzy, ktorzy ostatni chodzili spac i pierwsi sie budzili, by powitac nas
    sniadaniem i wymuszonym troche usmiechem, to powiedzielismy sobie pass. To nie
    dla nas. Takze jesli powaznie myslisz o agrotustyce, naprawde polecam zrobienie
    takiego testu. Pojezdzij, poprzygladaj sie, jak to wyglada od kuchni (w
    przenosni i doslownie) i wtedy sobie wyrob zdanie.

    Co do problemow ze zdrowiem, to masz racje, ale umowmy sie, zmij tak duzo nie
    ma, a szerszenie czy osy moga Cie dziabnac w miescie. Od tego jednak sie nie
    umiera, chyba, ze jestes (lub ktos z rodziny) uczulony. Wowczas trzeba by sie
    naprawde zastanowic nad przeprowadzka. Pogotowie moze jechac i poltorej godziny,
    badz na to przygotowany. Policja z reguly krocej, jakby co.
  • aniazolsztyna 31.10.07, 20:21
    Od trzech lat mieszkam na kolonii wsi. Znam dzięki temu wiele za i przeciw. Tu
    wpisuję przeciw
    - Muszą być dwa sprawne samochody a każdy dorosły członek rodziny musi mieć
    prawo jazdy. Najlepiej mieć terenówkę w zapasie, bo dojazdy zimą czasami są są
    tak tragiczne, że aż śmieszne - długo się je pamięta
    - Gdy ma się zły dzień nie da się "wyskoczyć do miasta"
    - Zakupy trzeba dobrze planować. Ostatnio wieczorem chciałam upiec ciasto i nie
    miałam mąki (wyjazd do marketu ok 1,5 godziny)
    - Uwiązanie do miejsca - spróbujcie wyjechać na 3 tygodnie i załatwić opiekę
    nad domem i zwierzakami
    - Konieczność posiadania dużego psa z czym się wiąże powyższe uwiązanie
    - Dużo czasu się poświęca na np: przygotowanie drewna do kominka na zimę,
    remonty drogi dojazdowej, koszenie ogromnej ilości trawy
    - Dzieci mają mały kontakt z rówieśnikami
    - Kiedy nie ma prądu nic nie działa - mamy własną studnię i hydrofor i wszystko
    na prąd
    - Zimą jest naprawdę ciężko i rodzina musi współpracować i wspierać się
    wzajemnie, bo inaczej jest kiepsko
    - Własny dom na wsi to skarbonka bez dna
  • zwiazkowiec 03.11.07, 14:16
    Dodam do tego:
    -konieczność naprawy najdrobniejszej pierdoły i dużej usterki samemu: od naprawy
    buta po naprawę dachu.No chyba ze zorganizuje sie transport do miasta czy
    ekipę-ale to koszty są znowu
    -brak w wielu miejscach internetu-mimo dostępnej coraz bardziej telefonii
    komórkowej
    -w razie nagłej potrzeby lekarza(wypadek, choroba)-pogotowie jedzie kilka razy
    dłużej
    -konieczność stałego dozoru mienia- nowe domy na wsi są teraz niezłym łupem dla
    złodziei, bo wielu bogatych z miasta sie tam przeniosło
    -nawet jak się ma te 2 samochody i dojeżdża do miasta do pracy, to jeszcze
    trzeba dzieci dowieźć i odwieźć, wiec tak naprawde jest to wyprawa codzienna
    całej rodziny do miasta-nawet jeśli ta wieś jest w granicach 20km od tego miasta.
    -znajomi nie wpadną do Ciebie na kawkę czy piwko na godzinkę, oni już musza
    przyjechac albo na noc, albo w weekend
    -dla miejscowych jesteś outsiderem, bo takie wkupienie się w łaski wspólnoty
    trochę trwa, a dla ludzi ze wsi będziesz dziwakiem, albo wrogiem ("bogacz sie
    sprowadził-no bo ma 2 samochody i nie wiadomo z czego żyje", a bogacz to wróg)
    -te wszystkie marzenia o kawie przy śpiewie słowików, o zachodzie słońca, o
    ciszy-to bzdura. Mieszkańcy wsi nie mają czasu na oglądanie tego, no chyba ze w
    niedziele, ale w niedziele to miastowy też sobie moze pojechac za miasto i to
    oglądać.

    Rozmawiałem kiedyś z ludźmi którzy wybrali taki styl życia.Żyją w miarę
    normalnie tylko dlatego, ze on ma stolarnie na wsi, a ona zajmuje się domem i
    dziećmi. Ale nie jest im łatwo. Owszem, mają przyzwoity dom, wybudowali drugi
    dla córki itp. Tyle że jest to całodzienna praca, ciągłe doglądanie tego co sie
    tam na wsi ma: ogródek, psy, sad, grządki, ogrodzenie, swoja praca. A do tego
    dzieci co dzień do szkoły do miasta wysłać i odebrać, zimą zmartwienie czy
    przyjedzie pług i odśnieży, a nawet jak sie zapłaci prywatnie-to czy da rade
    odśnieżyc, czy bedzie prąd (bo wichura linie uszkodzi), czy telefon będzie
    działał, czy w sklepie we wsi chleba nie zabraknie.
    Ja stałem przed takim dylematem co wybrać, i sprzedaję właśnie działkę na wsi.
    W latach 70-tych i 80-tych wiele osób wyjechało ze wsi do miasta, za chlebem, w
    poszukiwaniu łatwiejszego(jak im sie wydawało) życia. Cześć osób teraz wraca,
    kupuje działki w okolicy swoich rodzinnych wsi, planuje tam starość(znam sporo
    takich, mam rodzinę na wsi). No ale oni już kiedyś żyli na wsi, są stamtąd,
    potrafią sie poruszać w tych warunkach, i było im źle w mieście. A teraz
    zjawisko migracji miastowych na wieś. Pewno skończy sie podobnie-zostaną tylko
    niektórzy, reszta wróci bo nie wytrzyma życia w środowisku i warunkach których
    nie znali nawet z opowiadań.
  • mimbla.londyn 03.11.07, 21:08

    Twoj list prosto i rzetelnie mowi jak trudno jest sie utrzymac na
    wsi -tzn nie poddac sie i nie zrezygnowac.
    Swietnie by bylo, gdyby kazdy mial szanse przez np. 3 miesiace
    sprobowac-jakie jest to wiejskie zycie,czy dam rade,czy codziennosc
    mnie nie przerosnie.
    Szkoda ze nie ma takich "probnych"przeprowadzek,sama bym
    skorzystala...

    Szanowny Zwiazkowcu, dzieki za prysznic.





    *****************************************************

    Chce wyjechac na wies !
  • babuka 04.11.07, 23:10
    Bzdury!
    Zaraz widać, że mieszczuchy wymyślają jakieś dziwne, bezsensowne
    argumenty...
    Jakie dowożenie dzieci do szkoły w mieście? To nie wiesz, że na
    wsiach też są szkoły? A jak przyjdzie czas na dojeżdżanie do liceum,
    to dzieciak sobie sam poradzi (autobus).
    Jaki problem z zakupami? A od kiedy na wsi nie ma sklepów? No chyba,
    że paniczowi z miasta przypomni się o 19, że zjadłby na kolację
    świeże bułeczki... a to już co innego...
    A dlaczego niby pogotowie ma dłużej jechać? Do mnie dojeżdża w 10
    minut. To długo?
    A po jaką cholerę znajomi mają zostawać u mnie na noc, gdy
    przyjeżdżają w odwiedziny na godzinkę? Nie rozumiem kompletnie...
    Co do konieczności naprawiania usterek samodzielnie - nie trzeba
    naprawiać samemu, ale większość mieszkańców wsi (przynajmniej tych
    prawdziwych, a nie przyjezdnych) zna się na hydraulice, budowlance,
    elektryce itp.
    Brak internetu? Hmm, są jeszcze miejsca, gdzie go nie ma, ale
    zakładam, że mieszkaniec dużego miasta nie wyprowadzi się w
    kompletną głuszę pod lasem, gdzie umrze ze strachu przy pierwszym
    pohukiwaniu sowy albo wyciu bezpańskiego psa (wilka?!:-P)

    Zgadzam się tylko z jednym punktem - mieszczuchy długo nie mogą
    zdobyć "sympatii" miejscowych, ale to tylko i wyłącznie dlatego, że
    są bardzo niezaradni i wymyślają problemy tam, gdzie ich nie ma.
    Trochę racji jest też w tym, że na wsi brakuje czasu na podziwianie
    zachodów słońca, bo praktycznie zawsze jest coś do zrobienia.

    Jednym słowem - jeśli jesteście miejskimi leniuchami i lubicie
    wynajdywać argumenty przeciw, nie wyprowadzajcie się na wieś - nie
    poradzicie sobie.


    Jeśli chodzi o problemy z dostawą prądu - zdarza się i jest to
    denerwujące, ale te kilka razy w roku można chyba przeżyć, co?
    Z odśnieżaniem można sobie spokojnie poradzić samemu i nie widzę
    powodu do załamywania rąk. Jeśli masz większą powierzchnię do
    odśnieżenia, kup odpowiedni sprzęt albo poproś sąsiada, który takim
    dysponuje o pomoc.
    Rąbanie drewna przed zimą? ROTFL No sorry, ale chyba nie palisz w
    piecu tym drewnem przez całą zimę 24 godziny na dobę?
    A jakim problemem jest codzienny dojazd do pracy? To w mieście się
    nie dojeżdża? Do najbliższego dużego miasta mam 30km i mogę tam
    dojechać w 20-30 minut, a w Warszawie tłukę się do centrum
    komunikacją miejską 40 minut albo stoję w korku 2 godziny...
    Ukąszenia przez żmiję nie nazwałabym awarią:-P Trochę już na tym
    świecie żyję i nie spotkałam jeszcze nikogo, kto zostałby ukąszony.
    Do szpitala dojeżdżam własnym samochodem w 20 minut.

    naturelovers - Matko bosko! Z chłopami bimber pijesz? I co? Poziom
    rozmowy Ci nie odpowiada? A że długo się tak nie da, to wiadomo, za
    słabą głowę masz;-)

    aniazolsztyna - a co to za zasada o dwóch samochodach? Pierwsze
    słyszę... i jeszcze terenówki?! Niejeden "chłop ze wsi" dalej
    zajedzie swoim poldkiem niż mieszczuch swoim wylizanym jeepem...
    Zgadzam się co do zakupów - jestem przyzwyczajona, że wszystko w
    domu mam - lodówka i spiżarka są zawsze dobrze zaopatrzone, ale
    szczerze mówiąc, to dla mnie naturalne, nie wyobrażam sobie lodówki
    z jednym jogurtem i butelką wody w środku.
    Dzieci mają mały kontakt z rówieśnikami? Wręcz przeciwnie! Można się
    wyszaleć do woli z dzieciakami sąsiadów i nie trzeba siedzieć pół
    dnia w nudnej świetlicy, bo rodzice nie mają czasu odebrać...

    Oj, wiecie co, mogłabym tak jeszcze długo, ale mój post się rozrasta
    i pewnie nikt go nie będzie chciał przeczytać;-)
    Nie zrozumcie mnie źle, nie chcę Was obrażać, ale na litość boską,
    ileż można wymyślać? Z Waszych argumentów zgodne z prawdą są może 3
    (konieczność zapewnienia opieki nad domem i zwierzakami, gdy się
    wyjeżdża, przerwy w dostawie prądu i poczucie wyalienowania -
    rozumiem, że to może być trudne), reszta to kompletne bzdury.


    Mimbla, a może weźmiesz miesiąc urlopu i spróbujesz jak to jest?
    Myślę, że znajdzie się rodzina, która za pomoc w gospodarstwie
    przygarnie Cię pod swój dach:-)
  • mimbla.londyn 05.11.07, 01:34

    Babuka!
    Co za post ! ;)
    Pewnie,ze nikt sie za niego nie obrazi,bo...
    masz nad nami przewage -znasz sprawe od podszewki(od urodzenia :)

    Podobal mi sie fragment o pohukiwaniu sowy (noo,juz nawet nie
    wspomne o wilkach)- ja bym umarlam ze strachu,na pewno ten pierwszy
    raz,pozniej juz chyba tylko troszke za kazdym razem(tak ze 30
    pierwszych nocy) ,a pozniej to pewnie i na poznowieczorny spacer
    moglabym isc.
    Podoba mi sie Twoje "bronienie" wsi (w pozytywnym znaczeniu).
    Ja chetnie wezme i 3 miesiace urlopu ,bo Wielka Przeprowadzka to
    zyciowa decyzja przeciez.

    Pozdrawiam serdecznie


    Mimbla



    *****************************************************

    Chce wyjechac na wies !
  • magdam110 05.11.07, 10:55
    Babuka super napisane. My własnie chcemy kupić działkę na wsi i na
    razie korzystać z niej tylko rekreacyjnie ale później marzymy o
    przeprowadzce. Smieszą mnie wcześniejsze posty o odległościach, o
    braku znajomych, o zakupach, Myślę, że większość osób nigdy nie była
    na wsi. Twój post wcale nie był za długi fajnie się go czytało.
  • verdana 05.11.07, 14:47
    Taak, ale możliwość dojazdu do szkoly - to nie jest takie proste.
    Moi znajomi - dobrych pare rodzin - mieszkaja na wsi. Pod miastem,
    dojazd do miasta samochodem - pół godziny, autobusem - bez korkow
    ok. godziny.
    Wszystko bylo pieknie, poki dzieci chodzily do podstawowki. Do
    gimnazjum trzeba już było djezdzać - a to dwie godziny do tylu - 13-
    latek wychodził z domu o 6.30., wracał miedzy 16 a 18, w zaleznosci
    od rozkladu autobusow i ilosci lekcji. O kółkach zainteresowań,
    dodatkowym angielskim, spotkaniach z kolegami nie bylo mowy bez
    pomocy rodzicow - tak więc przez trzy lata rodzice słuzyli za
    kierowców.
    W liceum sprawa byla jeszcze bardziej skomplikowana, bo wybrane
    specjalistyczne liceum bylo dalej. Niby specjalistyczne nie jest
    konieczne, ale szkoda chyba zrezygnować z najlepszego w Polsce
    matematycznego liceum, tylko dlatego, ze dziecko mieszka na wsi?
    Efekt? Chłopak wstawał codziennie o 4.30. Niby mozna. Ale jednak...
    Córka mojej kolezanki zawaliła I licealną m.in. z powodu dojazdow.
    Byla tak zmeczona, ze w domu się kładla i nie miala na nic sily -
    dwa razy w tygodiu byla w domu o 18, raz- o 21.
    Trzeba liczyć się z tym, ze albo rezygnuje się z pewnych aspiracji
    starszych dzieci, albo bedzie się im slużylo za kierowcę.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • babuka 05.11.07, 20:51
    Oj, widzę, że ciężko Cię będzie przekonać, Verdana. Tak to jest,
    kurcze, ludzie tworzą legendy, mity.
    Jakiś rozlwekły plan lekcji musiały mieć dzieci znajomych, skoro do
    domu wracały o 21... Całe liceum wstawałam o 6:00, żeby zdążyć na
    autobus o 6:30. Lekcje zaczynałam o 8 i kończyłam po 14. Dojazd do
    domu zajmował góra 1,5 godziny (przy niesprzyjającym połączeniu -
    dojazd z przesiadką). Niektórzy potrafią, inni nie. Ja nie widzę
    powodu do narzekania... I nie rozumiem co to za szkoła, w której się
    siedzi po 8, 10 godzin. Aha, co do zajęć dodatkowych - dwa razy w
    tygodniu chodziłam na dodatkowy angielski i dwa razy tygodniu na
    kurs tańca. Dałam radę, pozdawałam wszystko, miałam czas na
    spotkania ze znajomymi. Aaaaa, założę się, że dzieci znajomych nie
    musiały po lekcjach pomagać w gospodarstwie! Mam rację? Dojenie
    krów, wykopki, zbieranie owoców sezonowych - nie mówiąc o bardziej
    skomplikowanych czynnościach - pewnie oglądały tylko przez płot u
    sąsiada, co?
    Czytając niektóre z Waszych postów dochodzę do wniosku, że miastowi
    są nieprzystosowani do prawdziwego życia. A może leniwi? Sama nie
    wiem...

    I jeszcze a propos sklepów: w mojej wsi są cztery spożywcze, z czego
    jeden jest czynny siedem dni w tygodniu, od 6 do 22.
    A! I jeszcze hit tego roku:-) Wyobraźcie sobie, że w mojej
    miejscowości można zamówić pizzę z dostawą do domu:-)

    Magdam gratuluję odwagi i pozytywnego nastawienia! Powodzenia:-) Na
    pewno się Wam uda:-)
  • naturelovers 06.11.07, 13:49
    Babuka, podoba mi sie, ze walisz prosto z mostu, mowisz jak jest. Ale miej
    troche pokory w absolutyzownaiu swojego, co by nie bylo jednak nie do konca
    reprezentatywnego, doswiadczenia.
    Pamietaj, ze rozne sa wsie. Tam, gdzie my kupilismy siedlisko (na kolonii) jest
    takie wypizdziejewo, ze wszystkie wymienione wczesniej problemy sa realne, a nie
    wymyslone. Moze z wyjatkiem sklepu, ktory jest we wsi obok - 4 km od domu...
    Mam znajomych pod Szczyrkiem - zima kaplica (ew. biegowki), mam znajomych na
    Kurpiach (najblizsi znajomi 40km od nich). Nie jest im lekko, choc i tak ciesza
    sie ze swoich wyborow.
  • babuka 07.11.07, 23:38
    Naturelovers masz rację, być może trochę generalizuję i wrzucam
    wszystkie wsie do jednego worka, ale nie robię tego nieświadomie:-)
    Chcę pokazać wszystkim narzekającym i stwarzającym problemy, że są
    wsie, na których można wygodnie mieszkać.

    I może jeszcze dodam, że mamy też takie swoje miejsce w górach,
    gdzie się wybieramy kilka razy w roku. Wjechać można tam tylko
    solidnym terenowym samochodem (ale nie z typu limuzynowatych, bo
    lakier byłby zdrapany po pierwszym przejeździe) albo polonezem lub
    maluchem:-) W zimie tylko i wyłącznie zaprzęgiem konnym. Odludzie.
    Ale można żyć i w takim miejscu. Kwestia dobrego zorganizowania.
    Zgadzam się jednak, że bardziej odczuwa się tam niewygody -
    wspomniane problemy z dojazdem do szkoły (najbliższa podstawówka 5
    km przez las) czy brak prądu z powodu częstych wichur. Za to
    pogotowie w razie potrzeby przybywa w ekspresowym tempie...
    helikopterem.
  • dominikjandomin 16.11.07, 15:54
    naturelovers napisał:

    > Babuka, podoba mi sie, ze walisz prosto z mostu, mowisz jak jest.
    Ale miej
    > troche pokory w absolutyzownaiu swojego, co by nie bylo jednak nie
    do konca
    > reprezentatywnego, doswiadczenia.

    A moim zdaniem to po prostu INNA FILOZOFIA.

    Jedni wyjeżdżają na wieś, aby ŻYĆ na wsi. Inni, ci z problemami,
    wyjeżdżają na wieś, którą traktują jako kolejne "osiedle-sypialnia"
    miasta, tylko miast blokowiska sa domowiska betonowych klocków na
    działce max. 600 m2.
  • uczula 09.05.09, 10:06
    wiesz, babulka, to , ze tobie sie udalo tak z liceum to nie znaczy ze wszedzie
    sa takie rozklady zajec.
    Moje dziecko 3 razy w tygodniu konczy zajecia (liceum)przed 16. do domu na
    piechte ma okolo 30 min.(a mieszkamy w centrum! i nie jest to jakies wielkie miasto.
    wiec 3x w tygodniu jest po 16 w domu...
    uklad zajec w szkole nie zalezy od dzieci ani od rodzicow :)
    --
    Michalek
    12.07.07 godz.10.15
    4,04 kg i 61 cm
    daje czadu!!!
  • ppo 30.07.13, 12:30
    Teraz już nie ma? Na wsiach są za to teraz gimbusy i wożą dzieciaki "door to door", więc też problemu nie ma.
    "Dziecko" 16+ jest już w takim wieku, że odseparowanie od rodziców w internacie zrobi dobrze i jemu i im. W bursach był rygor, po 20:00 zakaz wychodzenia na miasto, brak telewizji w pokojach, więc dzieciaki się uczyły. Najlepsi uczniowie z mojej klasy (dobre, warszawskie liceum) w większości właśnie tam mieszkali.
    --
    God = Gold, Oil, Drugs
  • bydgoszczanin1951 06.11.07, 13:28
    Bardzo dokładnie wszystko przeczytałem.
    Mam dom w mieście i na wsi.Ten na wsi to rewelacja.
    Miał być czymś wspaniałym i na starość.
    Wynajmuję go bo samotne siedzenie tam stało się wręcz wygnaniem dla mnie. Ale to
    są moje osobiste sprawy. Rodzina nie podzielała moich ciągot.
    Babuka słusznie zauważył(a),że to co ludziska tu wypisują to bełkot.
    Zgadzam się we wszystkim z wyjątkiem pracowitości tych ze wsi. Za to są okropnie
    zawistni. Gdy całe miesiące każdą wolną chwilę (łącznie z niedzielami i
    świętami) ciężko pracowałem to nikt nie pomógł. Za ewentualną pomoc liczą sobie
    podwójnie. Taniej wozić do pracy miastowych. Nie warto im również pomagać bo
    biorą i uważają, że im się to należy oraz, że miastowe mają dosyć i powinni się
    z nimi dzielić. Nie raz obserwowałem ich sielskie życie. Rękawów poza akcjami
    sobie nie wyrywają. Mają bardzo dużo czasu na politykowanie i imprezki. O życiu
    w zgodzie z przyrodą bym nawet nie wspominał. należy się spodziewać, że w
    pobliskim parowie nad jeziorem zrobią sobie wysypisko śmieci a spod budy zginie
    łańcuch (za 3zł)gdy z całą rodziną i psem pójdziemy na daleki spacer. Żyjąc tam
    powinniśmy się liczyć, że właściciel znajdującego się w pobliżu gospodarstwa 40
    ha przyjdzie nam wyciąć świerki przed gwiazdką.
    Zaznaczam, że moja rodzina pochodzi ze wsi. Chciałem wrócić do korzeni. Lubię
    się babrać w ziemi. Ale to już nie jest ta wieś. Dzisiaj wieś jest terroryzowana
    przez tych których komuna wyzwoliła z czworaków. Inteligencja w Polsce została
    wymordowana przez Niemców, Rosjan i na końcu swoich.
    Chyba więcej nie potrzeba.
    Powodzenia!
    --
    A mnie się marzy kurna chata.......
  • babuka 07.11.07, 23:44
    Bydgoszczaninie, wszystko zależy od tego, jakich ludzi się spotka...
    Zarówno na wsi, jak i w mieście spotkasz się z chamstwem i zawiścią.
    Tak samo sprawa ma się z kombinowaniem. Na wsi ktoś Ci podwędzi
    łańcuch albo wykopie dwa krzaki ziemniaków, w mieście pracownicy
    kserują sobie swoje materiały na firmowych kserokopiarkach i wynoszą
    z pracy artykuły biurowe.
    Przykro mi, że trafiłeś na takich akurat ludzi.
  • dominikjandomin 16.11.07, 15:50
    Generalnie popieram cię, choć ja z miasta, co widac, słychać i czuć.

    > Jeśli chodzi o problemy z dostawą prądu - zdarza się i jest to
    > denerwujące, ale te kilka razy w roku można chyba przeżyć, co?

    A u mnie w mieście to co, prąd nie siada? Siada i też problem jest.
    W domku na wsi jeszcze bym sobie lepiej poradził niż w mieszkanku w
    miescie, zwłaszcza, że nie budowałbym debilnego miejskiego klocka,
    tylko DOM.

    Siadł prąd? To się napali pod blachą. A jak mi w mieście siądzie
    prąd, to o głodnym pysku musze siedzieć i nawet kawy nie wypiję.
  • lkt33 20.03.09, 14:19
    Podpisuję się wszystkimi czterema kopytami pod tą wypowiedzią. Hrabinom i
    hrabiom z miasta sam się odśnieza chodnik pod blokiem ( patrz gospodarz domu )
    dlatego byle pierda jest problemem. Fakt, ludzie są tam zajęci i nie mają czasu
    na rozrywki. Stąd uczucie osamotnienia u Przyjezdnych miastowych. Trzeba się
    trochę ogarnąć i nauczyć zyć na nowo w nowym środowisku. A będzie dobrze.
    Wszędzie są ludzie. Można wymieniać się usługami.
  • jael53 19.03.10, 02:43
    babuka napisała:

    > Bzdury!
    > Zaraz widać, że mieszczuchy wymyślają jakieś dziwne, bezsensowne
    > argumenty...
    > Jakie dowożenie dzieci do szkoły w mieście? To nie wiesz, że na
    > wsiach też są szkoły?

    Jasne, są. Poziom też mają... Główne ambicje intelektualne to mieć 6-tkę z
    religii. Katolickiej, bo niby jest jaka inna? A matura w najbliższym liceum
    zapewnia piękną polszczyznę: "aaatooowezneeeeseikupieeeeseee..
  • thlaspi_arvense 10.08.13, 15:42
    Miałem do czynienia z wieloma 'wieśniakami' w trakcie podróży autostopem po Polsce. Nie miałem problemu żeby z nimi pogadać. A na szkołę o niskim poziomie, to nietrudno trafić i w mieście.
  • izyrider 21.05.13, 13:21
    ile jest mlodych kobiet w wieku 18-30 lat - mezatki czy nie jest bez znaczenia - w jednej wsi?
  • usiakk 17.07.13, 01:16
    Problemy można mnożyć, tylko po co?

    Ja się wyprowadziłam na wieś (mieszczuch od urodzenia) 5 lat temu i nie żałuję.
    Nie czułam się nigdy obca, ludzie byli do nas przyjaźnie nastawieni, ale i my byliśmy do ludzi nastawieni pozytywnie. Do pracy dojeżdżamy, córcia chodzi do przedszkola na miejscu - prywatne, 25 dzieci, a cena tak z 30% tego co w mieście...
    Sklepów jest co najmniej kilka, najbliższy tak z 3 minuty od domu. Tak z 15 minut spacerkiem jest sklep czynny 7 dni w tygodniu i w święta (wtedy właściciel za ladą) od 6 - 22.
    Jest kiosk w którym mogę kupić wszystko, a jak czegoś nie ma to pani dowiezie.
    Jest sklep gospodarczy, w którym jak kupiłam kosę (a tak na początku kosiłam kosą, nie kosiarką ;p ) to Pan mi ją jeszcze wyklepał i naostrzył. I w tym sklepie jest wszystko to czego w tzw. kiosku przez przypadek nie ma ;-)
    Dojeżdża autobus miejski (ok, strefowy) i busy, a panowie z busów wysadzają mnie pomiędzy przystankami, prawie pod domem.
    Jest szkoła i gimnazjum i poziom wcale nie jest kiepski.
    Jest przychodnia od domu 20 minut na nogach (czyli autem nawet nie 5) i w niej lekarz rodzinny, który ZAWSZE przyjmie, nawet jak siedzi od rana i dyżur skończyła godzinę temu - nie da do zrozumienia, że jest się nie w porę. W końcu do lekarza nie chodzi się dla przyjemności.
    Knajpa, żeby skoczyć na piwo? A po co? Do mnie mogą wpaść znajomi i piwo można wypić w ogródku. Albo w domu - zależy jaka aura.

    Odśnieżanie też nie problem - po głównej pługi szybciej przejadą niż w mieście, a koło domu - a od czego niby jest łopata? ;-)

    Wszystko zależy od nastawienia.
    Z negatywnym - nigdzie nie będzie dobrze.
  • ciotka_scholastyka 17.07.13, 09:22
    Co za pogardliwy, protekcjonalny post.
  • popirna 08.11.07, 10:39
    Mam takie same wrażenia jak babuka, dyrdymały miastowe wypisujecie, dyrdymały. I przyznac się, kiedy ostatnio było się w filharmonii?
    No i czy lepiej swojego (domu, obejścia) doglądać, czy na godziny do pracy za 1200 latać i 500 czynszu płacić. I tak jesteś uwiązany, i tak, tylko że u siebie ty jestes kierownikiem całej przygody.
    Z jednym się tylko zgadzam: problemem jest szkoła, jej często niższy poziom, za to w wiejskich szkołach nie ma narkotyków, licytowania się na ilośc posiadanych lalek barbi i inne takie. Więc coś, za coś.
  • nchyb 12.11.07, 15:16
    > to w wiejskich szkołach nie ma narkotyków, licytowania się na
    ilośc posiadanyc
    > h lalek barbi i inne takie. Więc coś, za coś.

    naprawdę w to wierzysz? Może ie jest to problem naskalę masową, ale
    jest. Zarówno z lalkami i witchami, jak i z narkotykami.Tam też
    dilują i to wcale nie najgorzej...

    A wracając dopostu Babuki, coś chyba pamięć szwankuje z tąilością
    godzin. 8 godzin lekcyjnych w szkole średniej to normalka. Dołożyć
    jeszczefakultet bądź kółko i do 10 bez problemu się dojdzie. I za
    moich czasówlicealnych tak bywało i syn w gimnazjum też miewa po 8
    godzin samych lekcji...
    Dołączyć do tego dojazd. A nie da się ukryć,że z tym różnie bywa i
    PKSy i PKP po wsiac wcale nie są dostosowane do godzin lekcyjnych w
    szkołach, bardziej do pracy w pobliskim zakladzie pracy, do którego
    z niedalekiego miasteczka dojeżdżają.

    Na Dlnym Śląsku polikwidowano mnóstwo połaczen regionalnych
    kolejami, PKS raz dziennie potrafi kursować. I wielu zostaje albo
    transport rodzinny, albo autostop, albo piechotą kilanaście km do
    stacji dojść.

    Owszem, bywają wsie tuż przy węzłach transportowych tranzytówki z
    dobrym połączeniem, ale to jest jakiś procent wszystkich wsi.
    Podobnie ze sklepami. Są z kilkoma, a są z małym kioskiem, gdzie
    chleb jest dzie wcześniej na zapisy i nic wyszukańszego się
    jużniekup. Nie piszę tu już nawet o kawiorze, alewystarczy
    pełnoziarnisty chleb chcieć zamówić...


    Czyli zależy,jak się z tą wsią uda. W jednej będzie bezproblemowo, w
    innej już nie... Bo bywają miasteczkabez prawiejskich, które zwie
    się wsiami i pewieBabuka w takiejmieszka, a bywają prawdziwe wsie...
    --
    Kryminały i sensacje
  • jess1611 20.05.13, 18:24
    Co do poziomu w miejskich szkolach to bym chetnie podyskutowala . Owszem sa szkoly o wysokim poziomie ale nauczyciele czesto alarmuja o coraz nizszej wiedzy u uczniow z miasta . Uczniowie na wsi chetniej chlona wiedze a ci z masta czesto sa znudzeni i leniwi do nauki . To jest opinia nauczycielki pracujacej w szkole w miescie i na wsi .
  • marta_ewa 28.12.07, 18:50
    Mieszkanie na wsi to wybór w dużej mierze wiejskiego trybu życia.Trzeba sie po
    prostu przestawić.Ja przeprowadziłam sie z miasta na wieś 1,5 roku temu i nie
    uważam aby była to najlepsza decyzja.Oczywiście nie mówię, ze wszyscy będą
    niezadowoleni pewnie cześć ludzi właśnie na wsi odnajdzie swoje miejsce na
    ziemi.Moja wieś leży 17 km od miasta, jak dla mnie to daleko.Jest szkoła,
    przedszkole, ośrodek zdrowia, gmina itp.Cisza, spokój, las, jeziora.
    minusy
    - dowożenie dzieci na zajęcia pozalekcyjne do miasta to koszmar
    angielski,basen,zajęcia plastyczne
    - jedzenie kupić można w wiejskim sklepie ale cala reszta = wyjazd do miasta
    - posiadanie dwóch sprawnych samochodów= duże koszty
    - cisza- czasem,za cicho
    -daleko do kina, siłowni itp.czasem naprawdę odechciewa sie jechać
    -zima na wsi nie ma gdzie pójść
    -znajomi,rodzina daleko, nie da sie spontanicznie wyskoczyć na kawę itp
    Ja tych minusów mogę jeszcze trochę napłodzić, pewnie dla części ludzi to nie
    problem.Dla mnie tez nie był dużym problemem dopóki planowałam
    przeprowadzkę,teraz mam dość.
    Ja osobiście chyba nie nadaje sie do mieszkania na wsi.
    -
  • kresowysamowar 27.12.08, 23:24
    Tyle tu rozmaitych uwag,także i tych negatywnych,ale zawsze przegrywają w
    zderzeniu z największymi plusami mieszkania w większym spokoju,mniejszym ruchu i
    co najważniejsze w zdrowym środowisku,a nie myśleniu,aby na momencik wyskoczyć
    parę kilometrów,aby się dotlenić.

    Argumenty przeciw - owszem,choć to mało ważne,no i nie argument,to brakiem jest
    utrudniony codzienny dostęp do szerszego wyboru prasy/jeden kiosk,lub i żaden/.Z
    drugiej strony może to czasem i lepiej... Zawsze są dwie strony medalu.
  • nieryba 25.01.09, 19:38
    Myślę,że są ludzie stworzeni do miasta,są do wsi,są tacy co się przystosują do
    wszystkiego i są tacy co im wszędzie jest zle.Po prostu jesteśmy różni.
    Co do tematu-każdą sprawę trzeba rozpatrzeć indywidualnie-miejsce,czas.zródło
    dochodu.Np.jeśli dzieci w wieku szkoły średniej to jak szkoła,ile km,itp,itd.Czy
    dojedzie samo,czy stać nas na utrzymanie dodatkowego auta itp.Jeśli nie to
    urządzac gniazdko i czekać,az dzieci się usamodzielnią.Co do zajęcia na wsi-typu
    agroturystyka,ekogospodarstwo,warzywa itp to jest ciężka praca,a zysk
    niepewny,trzeba być na to przygotowanym.Ptaszki,widoczki,owszem,ale przy stałym
    dochodzie-na wsi stosunkowo niewielkim..Podstawa to wszystko przemyśleć i temu
    jak rozumiem służy to forum?
  • jagoda5 16.02.09, 22:50
    Mały minus- nieprzewidywalne problemy z prądem. Duży plus- nie trzeba
    wyprowadzać psa na spacer.Sam się wyprowadza.
  • dominikjandomin 18.02.09, 14:08
    jagoda5 napisała:

    > Mały minus- nieprzewidywalne problemy z prądem.

    Na osiedlach miejskich też bywa... Juz się trochę polepszyło, ale...
  • lellapolella 14.04.09, 15:51
    Dwadzieścia lat temu oboje z miasta od urodzenia przeprowadziliśmy się na wieś.
    W tych czasach był to wybór drogi życiowej: wiadomo było, że z wielu rzeczy
    trzeba będzie zrezygnować. Trzeba ustalić sobie listę priorytetów i oprzeć się
    na niej. A kiedy okaże się, że tak, chcemy na wsi, nie oglądać się na sprawy
    utracone. W życiu i tak nie można mieć wszystkiego, nawet nie ruszając się z
    miejsca, wciąż podejmujemy wybory:)
    Szkoła: córka jest na renomowanych studiach, syn skończył na dobrej szkole
    średniej, bo nie był zainteresowany dalszą nauką, chciał zmierzyć się z
    dorosłością. Dojazdy do podstawówki i gimnazjum organizowała gmina, w średniej
    mieszkali oboje w internatach, co, jak twierdzą, nauczyło ich samodzielności i
    współżycia z innymi.
    Prawdziwym problemem jest zima i odległości, bo człowiek zostaje sam ze sobą,
    kto tego nie potrafi, nie ma pasji, będzie miał zgryz.
    Ciężko wejść jako obcy w wiejską społeczność- trzeba pokazać, że jest się
    pracowitym i rzetelnym, dać ludziom czas, nie narzucać się. A co do śmieci w
    rowach- odkąd u nas na wsi postawiono wreszcie kontenery i zorganizowano wywóz
    śmieci, zrobiło się czysto, niestety, poza sezonem wakacyjnym, kiedy "miastowi"
    zostawiają syf nad jeziorami a przy drogach wyrzucają z samochodów pękate wory.
    W ciągu 20 lat bywało bardzo ciężko ale nigdy nie żałowaliśmy. Teraz, gdy
    okrzepliśmy, tym bardziej:)
  • pani.serwusowa 31.03.10, 13:02
    1. W przypadku śnieżnej zimy - problemy z dojazdem do pracy (no,
    chyba, że pracuje się na miejscu - jakieś gospodarstwo
    agroturystyczne, albo co...),


    Mam samochod z napedem na 4 kola. Zero problemu z dojazdem w najbardziej sroga zime od 40 lat.


    2. W przypadku posiadania dzieci - problem z dostarczaniem ich do
    szkoły,


    Nie ma problemu. Szkola organizuje dojazd dzieci do szkoly. Zabiera je codzinnie z naszego wsiowego przystanku, po zajeciach przywozi. Problem moze sie pojawic, gdy dzieci chca zostawac na dodatkowych zajeciach po szkole. Wtedy trzeba po nie pojechac.

    3. Jak zechcę pójść do knajpy na piwo ze znajomymi, to będą problemy
    z dojazdem,


    W sasiedniej wsi jest pub, wiec nie ma problemu. Po 2 pintach piwa mozna nadal prowadzic samochod zgodnie z prawem.

    4. Codzienne dojazdy do pracy, chyba. że (patrz punkt 1),


    Najblizsze miasteczko jest 10 mil ode mnie i tam pracuje. Jak nie trafie na traktor po drodze, to w pracy jestem za 15 minut.

    5. Problem z pozostawieniem domu np. podczas wyjazdu na urlop,


    Tak, to moze byc problem. Na szczescie mam przyjaciol, ktorzy mieszkaja 10 minut ode mnie i moge na nich liczyc. Takze w kwestii opieki nad kotami.


    6. W przypadku jakiejś awarii typu ukąszenie żmiji, szerszenia itp.
    może być problem z dotarciem do szpitala.


    Nie ma problemu. Najblizszy szpital polozony jest ok. 30km ode mnie i wysyla helikopter, tu gdzie mieszkam.

    Kocham mieszkac na angielskiej wsi. :)
    --
    Zmysły w kuchni
  • margonik 13.04.10, 14:22
    Witam wszystkich serdecznie!

    Też marzy mi sie wieś... Dla mnie główny argument przeciw to brak
    pracy. Tak sie składa, że mam typowo wielkomiejski zawód. Pozostaje
    ewentualnie wybór wsi pod dużym miastem. Niestety wielkie miasta
    rozrastają sie tworząc na obrzerzach sypialnie. W rezultacie wieś
    sie oddala, a dojazd wydłuża. Już nie mówiąc o zakorkowanych wlotach
    i wylotach z dużego miasta.

    Inna alternatywa - przekwalifikować się... Tylko na co?
    To oznacza dwie wielkie życiowe zmiany na raz. Trzeba mieć odwagę
    tak sie odciąć od dotychczasowego życia i odmienić wszystko w 100%.
  • colour_of_magic 15.04.10, 09:14
    Uśmiałam się:-)
    Mieszkałam na wsi 25 lat życia, obecnie niestety jestem w Warszawie, ale jak
    tylko skończymy edukację, to wracamy na wieś położoną w świętokrzyskim. Przez 25
    lat, nigdy nie miałam problemów z dojazdem w zimie, drogi były normalnie
    odśnieżane, jest asfalt. Jeżeli chodzi o dzieci, to mieszkańcom udało się
    zorganizować autobus szkolny, dzieci wystarczy podwieźć do "głównej drogi" i tam
    czekają na autobus. Knajpy...nigdy nie chodziłam do knajp, w lecie siedzieliśmy
    ze znajomymi nad rzeką, w zimie w domu kultury gdzie piwa nie sprzedawano, albo
    spotykaliśmy się w domach. Dojazdy...dojeżdzałam przez jakiś czas do pracy do
    miasta oddalonego 30 km, zajmowało mi to 45 min w jedną stronę, nigdy nie
    odczuwałam problemów. Zostawianie domu? Mamy sąsiadów, znajomych, nawzajem sobie
    pomagaliśmy, my im karmiliśmy kury, oni nam konie i psy, zresztą nasz dom nie
    jest szczególnie luksusowy.
    A ukąszenia? Dziwny argument, nigdy się nie bałam takich rzeczy, mój tato całe
    życie chodził na boso i nigdy go nie ukąsiła żmija. W przypadku szerszenia da
    się przeżyć, dla ludzi ze wsi to pestka.

  • podkominkiem 21.10.10, 09:24
    Witam.
    Zapraszam na stronę, www.podkominkiem.com,
    Sześć lat temu sprzedaliśmy wszystko i mieszkamy w Bieszczadach.
    Jest nas tu więcej.
    Maks
  • jess1611 20.05.13, 17:32
    Z wlasnego doswiadczenia ( 30 lat w miescie i 10 lat na wsi ) moge powiedziec ze duzo zalezy od lokalizacji . Mieszkam na wsi polozonej 7 km od miasta i to byl strzal w dziesiatke ! Wszedzie blisko szkoly ,sklepy , przychodnia lekarska . Dojazd do pracy w W-wie zajmowal mi wiecej czasu niz teraz .
  • 1magdalenka 17.07.13, 14:00
    watek stary, ale wciąż aktualny... z moich doświadczeń: całe życie w W-wie, wszystko w zasięgu ręki: komunikacja, usługi, szkoły, ośrodki zdrowia, etc. Po wyprowadzce pod miasto (jakieś 30 km od pałacu kultury) ta wygoda sie skończyla - z tym po prostu trzeba się liczyć, nie oceniam tego w żadnych kategoriach, ale wątek jest "argumenty przeciw" więc:
    - długi dojazd do pracy/szkoły (gimnazjum, liceum) - do 1,5 godz w jedną stronę. Niestety komunikacja publiczna nie jest tu świetnie rozwinięta - ok. 1,2 km (15 min) do autobusu, który chodzi średnio co 1,5-2 godz (trzeba się "wstrzelić"), dojeżdża się do autobusu lub pociągu jadącego do W-wy (podróż ok 40 min), zwykle trzeba się jeszcze raz przesiąść lub spory kawałek przejść. Z mieszkania w W-wie dojazd do większości miejsc znacznie łatwiejszy i szybszy
    - wszystkie lokalne sklepiki wygryzła biedronka, do której pieszo idzie się 20 min - skrajem drogi, bo chodnika brak. W praktyce każde zakupy/załatwianie spraw (poczta, szewc, apteka, drobne zakupy - o większych nie wspominając) wymagają wyprawy autem.
    - koszty związane z utrzymywaniem 2 aut - bo niestety pracujemy w różnych miejscach i zaczynamy o różnych godzinach
    - znajomi w tygodniu nie wpadną na kawę czy ploty, jak to nieraz robili, gdy mieszkaliśmy w mieście. Z tej prostej przyczyny, że nikt o zdrowych zmysłach nie będzie się do nas pchał w korkach (główna arteria zapchana w godz 15:30 - 19). My jadąc do znajomych rzadko oboje możemy napić się wina czy piwa - bo ktoś musi prowadzić, a taksówka do nas wieczorem to koszt 120 PLN...
    - częste wyłączenia prądu - no niestety, w mieście też się zdarza, ale ZNACZNIE rzadziej i tempo naprawy jest dużo szybsze. Wiadomo, kupa ludzi na to czeka, ciśnienie jest, a na wsi parę chałup może poczekać bez prądu. No i w mieście więcej linii energetycznych jest schowanych w ziemi, na wsi większość jest napowietrznych i ciągle a to wiatr, a to mokry śnieg a to inne licho jest przerywa. O ile w W-wie bez prądu miałam ogrzewanie i ciepłą wodę (CO miejskie), to na wsi piec nie działa (bo zapalnik jest na prąd - trzeba zainwestować w generator), więc jestem bez prądu, ogrzewania i ciepłej wody.
    - no i dzieci, problem zwłaszcza od pewnego wieku. Podstawówka, ewe gimnazjum - lokalnie można załatwić, jest dowóz. Ze szkołą średnią - wybór żaden, więc trzeba jechać do miasta. Dziecko marzy o klasie biol-chem z hiszpańskim, więc wybór liceum ze względu na lokalizację odpada, dojazdy - jak wyżej. Gorzej, że większość relacji nawiązuje się w szkole, tam dzieciaki w większości z miasta - więc po lekcjach hasło - to co, szybki obiad i za 2 godz. spotykamy się na - pizzę, koncert, kino, rower, etc. I dziecko "wiejskie" albo się tuła po mieście albo wprasza do kolegów na żarcie i "przechowanie" bo na wieś nie opłaca mu się wracać. W tym wieku życie towarzyskie jest mega ważne, żadne uroki wsi, posiadanie zwierząt, świeże powietrze i tym podobne kwestie nie są żadna alternatywą i atrakcją.
    - co do pracy - oczywiście miasto miastu i wieś wsi nierówne, ale w moim przypadku przyzwoita praca jest w mieście a i często nie da się jej wykonywać z domu. To oznacza dojazdy - czas i koszty z tym związane.
    - teraz może smutno, ale niestety samo życie - leczenie. Oczywiście jest jakiś ośrodek zdrowia i szpital powiatowy, jak ktoś jest młody, zdrowy - nie ma problemu. Problem może pojawić się w sytuacji ciężkiej choroby wymagającej specjalistycznego leczenia czy rehabilitacji - np. dojazdu chorego na chemio- czy radioterapie, rehablitację, dojazd pracowników hospicjum domowego (czyli opiekującego się chorym w domu). Centra onkologii, rehabilitacji, hospicja są w większych ośrodkach, chory nie będzie w stanie prowadzić auta, więc zorganizowanie leczenia staje się wielkim wyzwaniem - wiem, bo mam takie doświadczenia. W większym ośrodku będzie to łatwiejsze i tańsze.
    to tyle...
  • kleha 17.07.13, 17:47
    Dzisiaj zapadła decyzja, zostaję wieśniakiem. Niedaleko mojej działki stoi tablica Poznań 32 km, i to jest przerażające, chociaż do najbliższego centrum handlowego na obrzeżach miasta będzie max 20 km i 15 minut jazdy nową dwupasmówką.
  • ingalill23 22.07.13, 09:56
    Od zawsze jezdzilam do wsi na mazurach, ktora jest polozona ok 6km od wiekszego miasta i o 20 km od najblizszego szpitala w innym duzo wiekszym miescie. Rodzice id ziadkowie znaja rpzwie wszystkich w tejze wsi. We wsi jest: wodociag, kanalizacja, telefon internet, remiza strazacka, przepompownia wody. Owszem jak ejst burza to brakuje pradu,do tego niedawno zrobili droge laczaca jedna wies z druga i teraz bez problemu moze przejechac w zimie plug i odsniezyc. Wiec tu akurat jest wiecej plusow niz minusow.
    Moi rodzice sie wahaja. Mieszkaja pod Warszawa ok 35 km, w miasteczku, gdzie w sumie ejst wszystko, do Warszawy rzadko jezdza, predzej do centrum handlowego raz na miesiac lub rzadziej, ktore tez jest na trasie do Warszawy.
    W tej w/w wsi jest fajna dzialka do kupienia z ruinami stodoly i domu - mozna wyburzyc i postawic nowe, dzialka ma wszelkie media. Niemniej jednak moj tata mowi, ze nie wie co by na tej wsi robili. Z czego by zyli? Mama ma emeryture 1200zl, tata jeszcze nie, pracuje na ten dom w miasteczku pod Warszawa za granica, dom-willa po jego rodzicach to worek bez dna, bo niby nie zabytkowa, a cos zawsze trzeba dokladac. Zastanawiam sie jakby ich przekonac zeby sie wyprowadzili na ta wies. Z jednej strony moj tata i mama kochaja te wies, tata zlota raczka mysle ze mialby tam wiele pracy takze w czasie letnim - kiedy to wiekszosc ludzi letnikow przyjezdza do swich domkow na jeziorze. Tata tez jest szkutnikiem-samoukiem, jest takze zeglarzem z wieloletnim doswiadczeniem. Niestety na emeryture musi pracowac jeszcze kilka ladnych lat. W tym roku skonczyl 58 lat , mama poszla na wczesniejsza emeryture. No i nie wiem jak ich przekonac. Sama chcialam tam sie rpzeniesc zaraz po studiach, ale tata mi to wyperswadowal. Mowil - co Ty tam bedziesz robic? gdzie ty prace znajdziesz itp.
    Potem wyszlam za maz, mieszkamy z mezem poza Polska. Mi sie marzy mieszkanie w tej wsi, a moj maz ma tu swietna prace, do tego jest obcokrajowcem - znowu pytanie, co bysmy tam robili? Ja sie znam na koniach, niby moglabym je hodowac, sprzedawac, moglabym zatrudnic instruktora zrobic agroturystyke z jezdziectwem, ALE kurcze boje sie az tak finansowo ryzykowac...moj maz powiedzial NIE kategoryczne, tata mowi, ze go rozumie.
    Ciagnie mnie tam chociaz w sumie tu gdzie mieszkamy jest pieknie, cudownie itd niemniej jednak moje serce zostalo tam na tej wsi, ostatnio nie wytrzymalam i polecialam w pazdzierniku odwiedzic na weekend razem z tata (stad wiemy o tej taniej dzialce we wsi). NA dzien dzisiejszy rodzice musieliby sprzedac dom pod Warszawa, aby ja kupic, zburzyc te ruinki i postawic nowy domek.
    Mam do Was zatem pytanie: co mozna robic na wsi, w sensie zarobku? Jak wspomnialam tacie zostalo kilka lat do emerytury, mama juz ja ma, ale jak mowilam to 1200zl na miesiac, gdyby nie to, ze do zycia doklada sie tesciowa, z ktora mama mieszka (babcia ma 900zl renty) to by bylo krucho, bo jak tata zarobi mniej lub więcej to cala kasa idzie w remont tego domu pod Warszawą gdzie mieszkają...
    No i dylemat, czy jest sens i warto sie przeprowadzić tam na wieś czy jednak nie...?
    Co można robić na wsi poza mieszkaniem?
    Czy np agroturystyka z jeździectwem, albo z wypożyczalnia żaglówek + ich remontem by wypaliło na Mazurach? (wies jest nad jeziorem,ale slabo uczęszczanym przez żeglarzy).
    Czy np zimowanie yachtow ma sens na wsi? (bo o tym tez myslałam+patrz punkt wyzej odnosnie jeziora).
    Czy mieszkając na wsi można zbankrutować?
    Czy emerytura 1200zl + renta 900zl (babcia musi mieć opiekę 24h, wiec musiałaby tam zamieszkać) + emerytura taty szacuje ze ok 3000zl maks (pewnie będzie mniej, bo nie wiemy jak ZUS przeliczyć emeryturę zagraniczna) wystarczy do utrzymania się na wsi (3 osoby+pies+kot+ewentualne zwierzęta gosp. koza, kury.kaczki)?

    Gdyby ktoś mi mógł odpowiedzieć najbardziej racjonalnie i szczerze, z tych osób, które mieszkają już na wsi (np od dziecka), albo sie wyprowadzili z miasta na wieś, to bylabym wdzieczna!!! bo moze moj tata i maz maja racje, ze to worek bez dna , ze w zimie depresja i ogolnie szybkie bankructwo?
  • yennefer_yennefer 01.08.13, 16:15
    Witam
    Jeśli podoba Wam się działka na Mazurach, to ją kupcie, postawcie domek mały i... za jakiś czas się zastanowicie czy chcecie tam mieszkać(lub rodzice). Osobiście odradzam Ci namawianie rodziców do takiej zmiany, wiek 50+ to nie starsi ludzie, ale mają już przyzwyczajenia, czas biegnie nieubłaganie, będą coraz starsi. Nie będą mieli tam rodziny, a iść w zaspach po chleb ok 1 km dla osoby starszej to wyzwanie. A jeśli któreś z rodziców postanowi nagle opuścić ziemski padół? To już nie kwestia posiadanych pieniążków, bo na wsi jednak życie jest tańsze. Hahaha zaraz mnie zlinczują
    Ale ale
    znam życie w mieście, znam na wsi (ok 600 mieszkańców) i znam realia życia na wsi na kolonii (ok 100 mieszkańców) i nikt mi nie powie, że czekanie na równiarkę, bo zwykły pług śnieżny zostałby w zaspie to takie fajne realia, a bieganie 2 km w jedną stronę w zaspach po kolanach to ani przyjemne ani łatwe. Karetka w zimie owszem dojedzie, ale ciągnięta w obydwie strony przez ciągnik, dodam, że droga była akurat odśnieżona :)
    Są wsie, miasteczka bez praw miejskich, ale mieszkanie w nich nie ma porównania do mieszkania na wsi gdzie jest sklep, ale droga kilka km przez pola, lasy i piękne zaspy w zimie po kilki metrów, to jak ten chleb ma się dostarczyć do sklepu? I dla mnie najważniejsze! Muchy, muchy, muchy w lecie!!! hahahaha nie lubię tego
    Osobiście kocham wieś,ale wyprowadzę się tam jak dzieci się usamodzielnią. W mieście :)
  • aneczkacool1984 05.08.13, 13:26
    Ja całe dzieciństwo sędziłam na wsi, oddalonej jakieś 20 km od miasta bardzo dobra komunikacja sklepy blisko (fakt że nie calodobowe jak w większych miastach) w zimie droga zawsze odśnieżona bez problemów z dojazdem. Własny domek, duży ogród, świerze powietrze sąsiedztwo idealne: każdy życzliwy i pomocny (oczywiście w obie strony to działa). Mama miała małą działkę na letnie warzywa i kwiatki i była todla mnie sielanka dopóki nie poszłam do miejskiego liceum! mnie rodzice nikgdy nie nastawiali przeciw mieszczuchom ale wychodzi na to że miastowi mieli inne zwyczaje. No po prostu dało sie odczuć że dla nich jest sie wieśniakiem np. choć każdy popełnia jakieś błedy jezykowe to osoba ze wsi mówiąc przyniose zamiast przyniosę (ęłłł) jest wieśniakiem (już nie mówiąc gdyby zdażył sie powiedzieć przyniese hahah) Tak więc szkoła średnia to niezłe wyzwanie dla nastolatka bo w późniejszym wieku to zdaje sie nie mieć znaczenia.
    Na studiach przeniosłam sie do miasta< bo jednak wygodniej było mi pogodzić pracę z dalsza nauką i tu po raz kolejny doznałam szoku!!! Szczekające psy u sąsiada obok, ubijane kotlety u sąsiadki z góry, płaczące dzieci u sąsiadki z dołu, kłótnia małżonków z naprzeciwka nie wspominając o hałasie z ulic przy otwartym oknie. Jak tak można żyć całe życie??? Obecnie nie mieszkam w pl ale mimo iż pracuję w centrum miasta mieszkam na jego spokojniejszych obrzeżach :-) Lubię spokój którego miejski zgiełk nie zapewnia, lubię mieć swoją przestrzeń której nie zakłóca dźwięk tłuczonych kotletów sąsiada...
    Tak więc każdy ma swoje teorie i przyzwyczajenia wybór miejsca zamieszkania staje sie sposobem na życie nie tylko miejscem gdzie jest dom czy mieszkanie. Kwestia by odnaleźć swoje miejsce na ziemi nie patrząc na opinie innych tylko kierować sie tym co dla nas jest najważniejsze: dostępnośc sklepów czy święty spokój :-)
  • thlaspi_arvense 10.08.13, 15:44
    Ładna wypowiedź.
    To mnie nakierowało na myśl "a może da się to połączyć"? Wiem, że utrzymanie dwóch domów/mieszkań to nie lada gratka. Ale nie trzeba tak radykalnie decydować się na rozwiązanie A lub B, nie?
  • aneczkacool1984 05.08.13, 14:00
    yennefer_yennefer napisała:To już nie kwestia posiadanych pieniążków, bo na wsi jednak życie jest tańsze. Hahaha zaraz mnie zlinczują>

    Nikt cię linczował nie będzie ale zwsze jak słyszę to stwierdzenie to śmiać mi sie chce... Skąd sie wogóle to podejście wzięło?? Finansów nawet nie ma co porównywać (ceny w sklepie na wsi są nawet wyższe niz miejskim lidlu czy tesco). A tak naprawdę jeżeli żyjąc na wsi wydasz troche mniej na żywnośc to tylko kosztem własnego czasu wolnego (uprawa warzyw i owoców czy nawet mała hodowla drobiu np.) Moja mama pracowała zawodowo w mieście a po pracy nie leżała plackiem przed tel tylko przez okres letni dłubała w ziemi żeby mieć własne ziemniaki czy marchewke (a na nasiona, nawozy i opryski też musisz wydać) Wydatki typu prąd gaz woda są bez znaczenia czy mieszkasz w mieście czy na wsi (no chyba że ktoś na wsi ma studnię to woda za darmo-ale studnie wykopał za własne pieniądze a jak jest wodociąg to wyobraź sobie że cały przyłącz musisz zapłacić z własnej kieszeni i zawodę płacisz czasem więcej niż w mieście-moi rodzice mają przyłacz do studni głębinowej o niskim wskażniku zanieczyszczenia i jak w pracy mówi ile za wodę placi to koleżanki z miasta sie za głowę łapią) A teraz ulubione- za mieszkanie w bloku miastowy płaci czynsz nawet gdy mieszkanie własnościowe ale wszelkie remonty klatek schodowych, elewacji, dachu a nawet żarówki na klatce schodowej go nie interesują bo to przecież należy do administracji, w zimie odkręca kaloryfer i jest cieplutko w mieszkanku woda ciepła bez problemu cały rok (chyba że prądu braknie hehe).
    Na wsi-żeby mieć cieplą wodę musisz kupić opał, tudzież zrobić w lesie kupić asygnatę przywieźć, pociąć, poskładać dokupić węgiel bo na samym drewnie nie pojedzie nie wspominając że w zimie potrzebujesz opału więcej i to są kolosalne wydatki. Ale to nie wystarczy żeby sie od razu ciepło zrobiło jak w piecu nie palisz to w chacie zimno więc musisz pilnować ogniska domowego hehe A jaki jest wydatek jak centralne ogrzewanie (piec) szlag tarafi? popatrz na stronach ile kosztują piece i tak na każdy nieplanowany wydatek taki wieśniak musi mieć-malowanie czy wymiana dachu, wymiana okien czy choćby malowanie w celu konserwacji ram okiennych i naprawdę wiele innych o których mieszczuchowi sie nie śniło. Tak wię po prostu nie ma sensu porównywać kosztów życia w mieście czy na wsi bo są one niemożliwe do sprawiedliwego oceniania...

  • stasi1 06.08.13, 21:18
    że się nie maluje.
    Ogólnie życie na wsi jest gorsze. Ma się mniej czasu na przyjemności jak też okazji na nie. W szkole średniej dało się odczuć że jest się ze wsi. Ci miastowi byli zdecydowanie bardziej przebojowi.
  • aneczkacool1984 07.08.13, 19:33
    prawie robi wielką różnicę ehehe jak masz okana z PCV to nie musisz ale jak wydasz mnówsstwo kasy na oszklenie domu z ramami drewnianymi (nie ukrywajmy że okna z PCV są o wiele tańsze i w sumie gorsze) to niestety ale musisz je raz na jakiś czas malować... Pozatym ja piszę o tym na jakie wydatki u mnie w domu się przeznacza pieniądze jak ktoś nie chce to przez całe swoje zycie złotówki do domu nie dołoży i mieszkał też będzie (dom nawet nieremontowany i tak stoi dłużej niż człowiek ma czasu na tym świecie)
  • ingalill23 05.08.13, 14:32
    Dziękuję bardzo za miłą i rzeczową odpowiedź :) Masz wiele racji i poruszyłaś te kwestie o których nawet nie myślałam.
  • ingalill23 05.08.13, 14:35
    Dziękuję również Tobie
    aneczkacool1984 za odpowiedz :)
  • krusnik02 23.07.13, 12:22
    Dawno tak się nie uśmiałem - tekst typowego mieszczucha, który zapłacze się na śmierć jak komórka straci zasięg :) Z posta wyłania się opis wsi jak z XIX wieku :D Gratuluję fantazji :)
  • ingalill23 23.07.13, 14:45
    krusnik02 napisał:

    > Dawno tak się nie uśmiałem - tekst typowego mieszczucha, który zapłacze się na
    > śmierć jak komórka straci zasięg :) Z posta wyłania się opis wsi jak z XIX wiek
    > u :D Gratuluję fantazji :)

    Ciesze się, że poprawiłam humorek "wieśniaka" :)
  • ppo 30.07.13, 13:04
    i traktują z góry "wieśniaków", "roboli", "moherów" czy kogo tam jeszcze. Tacy generalnie mają ciężkie życie, nikt ich nie lubi i im nie pomaga.
    W mieście wywyższają się nad kasjerką z tesco a na wsi nad sąsiadem "chłopem". A że kasjerka nie jest w stanie im zaszkodzić, a sąsiad owszem, to mają problemy na wsi większe.
    Raczej każdy potraktowany z góry, jak będzie miał okazję się zemścić to zaszkodzi niż pomoże.
    Traktuj drugiego tak, jak sam chciałbyś być traktowany, a twoje problemy się skończą!
    --
    God = Gold, Oil, Drugs
  • thlaspi_arvense 10.08.13, 15:39
    Na każdy z tych argumentów można wymyślić jakieś rozwiązanie. Wystarczy się trochę wysilić lub poświęcić. Pytanie kiedy Ty lub Twoje dzieci będziecie chcieli wrócić...
  • iygreek 11.08.13, 01:28
    Mi na wsi przeszkadzają różnego rodzaju smrody, na które mogę nie mieć żadnego wpływu:
    Znajomy miał taką sytuację , uciekł z miasta do "ciszy i czystego powietrza" i nawet na początku było ok, ale po 2 latach parę kilometrów dalej wybudowano przemysłowy kurnik - w mordę jak to śmierdzi..Z innych tego typu ciekawostek są jeszcze możliwe świniarnie , sąsiad oszczędzający na opale i palący różnego rodzaju świństwa , które lecą akurat w twoją stronę itd. , sąsiad grillujący, który przystawia grilla blisko twojej działki bo "jemu śmierdzi" itd. itd.
    Oczywiście sporą liczbę rzeczy możesz wyeliminować podczas wyboru działki, ale niestety wszystko nie przewidzisz, a czasem po prostu nie masz wpływu: jak wspomniane kurniki.. - protesty mieszkańców były i ... na tym się skończyło..
  • yennefer_yennefer 12.08.13, 13:42
    Masz rację z tymi smrodami. Albo sąsiad oszczędzający na poj zbiornika na gnojowicę z chlewni, która to gnojowica super poradzi sobie z najgorszymi chwastami na Twojej działce i nic tam przez lata nie urośnie
    I tak jak każda z osób wypowiadających się ma rację, bo tyle ile osób tyle opinii i nigdy nie wiadomo na jakich sąsiadów się trafi.
    Do tego nie można tak samo traktować wszystkich rejonów w Polsce, że o zagranicy nie wspomnę, jeśli chodzi o zimy ( temp, ilość opadów śniegu, czas trwania zimy), bo są na prawdę spore różnice.
    Mając na myśli to, że życie jest na wsi tańsze, chodziło mi właśnie o te swoje produkty spożywcze, nie kwestionuję, że trzeba się przy tym napracować. Ale mało kto, mieszkając na wsi musi wszystko do jedzenia kupić, a ten w mieści, jeśli nie ma rodziny z produkcją na wsi, niestety musi. A to potencjalne leżenie godz przed tv po pracy, to chyba ci co krótko pracują i mają gosposie w domu :), niestety praca niby 8 godz dziennie, plus dojazdy do pracy i plus obowiązki domowe...
  • atmosfera43 20.09.13, 18:07
    Tanie noclegi pod warszawą, kwatery pracownicze, hotel robotniczy, pensjonat, apartamenty, Rozalin, Pruszków Nadarzyn, grodzisk mazowiecki
    Zapraszamy na tanie [url=http://noclegi-atmosfera.strefa.pl]noclegi[/url] w spokojnej okolicy pod warszawą, które pozwolą dobrze wypocząć podczas służbowej podróży. Do dyspozycji naszych gości oddajemy nowo otwarte komfortowe pokoje. Obiekt przeznaczony jest dla osób indywidualnych jak i dla grup zorganizowanych, Jesteśmy otwarci na wszelkie propozycje, nasz obiekt jest wszechstronny można w nim przenocować 30 osobową grupę i zorganizować [url=http://noclegi-zacisze.strefa.pl] integrację firmową.[/url]
    Możemy Państwu zaoferować pokoje 2 i 3-osobowe.
    Pokoje wyposażone są w:
    • Łazienki z natryskami
    • Jednoosobowe łóżka
    • Miejsce do spożycia posiłku
    • TV LED
    • Internet Wifi
    • Ogólnodostępny dobrze wyposażony aneks kuchenny
    Ceny kształtują się w zależności od okresu pobytu i ilości osób. Okres jesienno - zimowy droższy o 20%. Ceny do negocjacji.
    Tanie noclegi pod warszawą, kwatery pracownicze, hotel robotniczy, pensjonat, apartamenty, Rozalin, Pruszków Nadarzyn, grodzisk mazowiecki

    kontakt:
    Noclegi "ATMOSFERA"
    05-831 Młochów
    Rozalin ul.Przyjazna 43
    Tel: 519-595-873 | 500-755-224
    E-mail: atmosfera.noclegi@gmail.com
    [url]http://noclegi-atmosfera.strefa.pl[/url]
    [url]http://noclegi-zacisze.strefa.pl[/url]

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Booking.com
Nakarm Pajacyka