Dodaj do ulubionych

Chca wyrzucic Zuzie ze szkoly!!!

12.11.09, 11:19
Zadzwonil do mnie dyrektor szkoly, ze Zuzia dzisiaj uswiadamiala w
temacie seksu kolezanki z klasy ,ze on tego nie pochwala, ze jak
tak mozna! w zeszlym tygodniu Zuzia zapytala czy to prawda, ze jak
dziewczyna po seksie pojdzie sie umyc dokladnie to nie zajdzie w
ciaze. coz ja moze i szurnieta jestem, moze malo dorosla ale
postanowilam uswiadomic swoje corki w miare wczesnie i w taki
sposob, zeby to nie bylo dla nich obrzydliwe a przekazane w jezyku
do ich wieku dostosowanym. Zuzka ma 11 lat, wiec jak na jej wiek
wie juz dosc duzo. ale po tym pytaniu jeszce raz wyjasnilam jej
zasady antykoncepcji od kalendarzyka po tabletki wlacznie!
a ten cwel zwany dyrektorem szkoly dzwoni bo moja corka jest
wulgarna!! i do tego rozglasza PORNOGRAFICZNE tresci w szkole wsrod
nielatow!! i on zbierze nauczycieli i postanowia czy Zuzke wyrzucic
ze szkoly ( sa ku temu podstawy? ) czy zawiesic w prawach ucznia i
ze jesli radapostanowi to on zglosi do opieki spolecznej, ze zle
wychowuje dzieci!
i musze dodac, ze ow dyrektor to syn przyjaciolki mojej tesciowej!

--
"A nie przyszło Ci do głowy, że wizyta u teściowej to nie czas i
miejsce na rozmowy z mężem?"
Made by: Horpyna4
Edytor zaawansowany
  • zolzatoja 12.11.09, 11:50
    Jesli żartujesz, to mało śmiesznie.
    Natomiast jeżeli mówisz poważnie, to moja szczęka leży na podłodze i
    nie wiem, czy kiedykolwiek sie podniesie. Do prasy z tym,
    natychmiast! Ale licz się z tym, że na wojnę idziesz! Trzymam kciuki
    z całej siły za powodzenie.
  • sadosia75 12.11.09, 11:54
    Chciala bym zartowac! wojna juz dawno jest. w zeszlym roku jako, ze
    w radzie rodzicow bylam zaproponowalam wychowanie w rodzinie, ale
    nie jakies mechaniczne tylko z dobrym psychologiem, seksuologiem
    itp. dyrektor powiedzial, ze absolutnie NIE, to rodzic ma sie tym
    zajac a nie szkola.
    ja doskonale wiem o tym, ze paluchy moja tesciowa w tym maczala, bo
    przezyc nie moze wielu spraw. tylko sie zastanawiam czy dyrektor
    moze cos takiego zrobic, i gdzie sie zglosic jesli juz cos takiego
    sie wydarzy? gdzie moge zlozyc skarge na dyrektora i czy najpierw
    uderzyc do tesciowej z awantura czy do dyrektora?

    --
    "A nie przyszło Ci do głowy, że wizyta u teściowej to nie czas i
    miejsce na rozmowy z mężem?"
    Made by: Horpyna4
  • justysialek 12.11.09, 16:27
    Sadosiu, skargę na dyrektora składa się w kuratorium - na pewno
    szkoła ma swojego wizytatora. Jednak pamiętaj o tym, że taki
    wizytator może być z dyrektorem dobrze zakumplowany, więc uważaj na
    słowa i postaraj się załatwić wszystko formalną drogą - grzecznie i
    na papierze!
    --
    My pretty mouth will frame the phrases that will
    Disprove your faith in man
  • and-a 12.11.09, 11:53
    Może sprawdź jakie macie w Białymstoku kuratorium? Mnie w Gdańsku kiedyś bardzo
    rozsądnie potraktowali (chodziło akurat o WF). Ja syna uświadamiałam na bieżąco
    tzn,odpowiadałam na wszystkie pytania i zawsze dopytywałam czy go ta odpowiedź
    satysfakcjonuje czy też chce więcej wyjaśnień.To chyba jedyne wyjście. Ten
    dyrektor to jakiś....,ale krzywdę dziecku może zrobić. Po takim telefonie
    pobiegłabym do szkoły i to raczej w bojowym nastroju. Daj znać jaki jest ciąg
    dalszy. Może to dyrektor-katecheta....
  • sadosia75 12.11.09, 11:56
    Do szkoly pojechal maz. ja nie jestem w stanie sie opanowac i moge
    zrobic komus krzywde. pozatym to koledzy z dziecinstwa wiec moze
    maz wiecej zdziala niz ja.
    a kuratorium zostanie zaatakowane jutro.
    --
    "A nie przyszło Ci do głowy, że wizyta u teściowej to nie czas i
    miejsce na rozmowy z mężem?"
    Made by: Horpyna4
  • and-a 12.11.09, 12:08
    Trzymaj się i daj znać co i jak! Pogłaszcz psa, weź na kolana kota (no Ty możesz
    kilka) i staraj się spojrzeć na to, że dyrektor jest kretynem i tyle. A że
    często rodzice w szkole też mają dziwne podejście (ja takie mamusie określam
    mianem "blondyna na perhydrol") i są przeciwni uświadamianiu dzieci to inna
    sprawa.Jak syn był w podstawówce to na zebraniu wychowawczyni powiedziała, że w
    pobliżu szkoły kręci się zboczeniec, policja zawiadomiona i trzeba uczulić
    dzieci,żeby uważały. Zaraz po zebraniu uprzedziłam syna, powiedziałam,żeby
    chodzili grupami, odprowadzali koleżanki, itp. i wkrótce potem miałam scysję z
    kilkoma mamami,że po co...stresuję dzieci, bo ich dzieci dowiedziały się o
    sprawie od mojego syna.
    Takich spraw nie przeskoczysz,ale nerwy sobie zszarpiesz.
    W najgorszym wypadku wojna, może nawet z wykorzystaniem nagłośnienia w prasie,
    wygrasz,ale zajmie to czas.
    A tak z ciekawości-co znowu Twoja teściowa w tej sprawie zrobiła?
  • sadosia75 12.11.09, 12:19
    tesciowa postanowila mi matkowac, wydzwania, udaje, ze interesuje
    sie mna i co ze mna. ostatnio dzwonila do meza zapytac czy oddala,
    juz wiosku do pzu na odszkodowanie po Mamie. bo maz w ubezpieczeniu
    ma tez taka opcje. wkurzylam sie bo wiem, ze ona chce te pieniadze
    przeznaczyc na swoja coreczke, bo znowu pieniedzy nie ma. maz
    powiedzial, ze nie oddalam a tesciowa w krzyk, ze jak to tak, zeby
    on sie tym zajmowal itp.
    uslyszala tez, ze Jula i Zuzia chodza na kursy jezykowe wiec tez
    zle, bo na pewno krzywde im robie narzucajac im dodatkowe
    obowiazki. choc to byl wybor dziewczynek nie nasz!
    no i podstawowy bol, bo budujemy dom co za tym idzie wyprowadzimy
    sie a tesciowa nie bedzie miala czym do nas dojechac.
    ona ma dobry kontakt z dyrektorem szkoly, w koncu syn przyjaciolki
    stary kawaler i ciagle z nimi przesiaduje.po moim pomysle o
    wychowaniu w rodzinie tesciowa malo zawalu nie dostala, baa nawet
    ten temat byl w niedziele na kazaniu poruszany.
    ogolnie chodzi o to, zeby udowodnic mojemu mezowi, ze dzialam na
    szkode rodziny i deprawuje dzieci
    --
    "A nie przyszło Ci do głowy, że wizyta u teściowej to nie czas i
    miejsce na rozmowy z mężem?"
    Made by: Horpyna4
  • and-a 12.11.09, 12:33
    Pięć minut strachu, mocne nerwy i...po teściowej. Współczuję! Ale jak rozumiem
    dom się wybuduje to i szkoła córek będzie inna? I teściowa daleko, same
    plusy.Ciesz się,że mąż stoi za Tobą murem,a ja grosza bym teściowej w tej
    sytuacji nie dała (a odszkodowanią z PZU w związku ze śmiercią Mamy tym
    bardziej). Obawiam się,że Ty Jesteś za dobra. Rozumiem na leki, pomóc jak
    trzeba,ale do teraz pamiętam jak opisywałaś,że córka nie pojechała na turnus
    rehabilitacyjny,a za pieniądze od Ciebie teściowa kupiła sobie jakiś sprzęt do domu.
    Sprawę ze szkołą wygrasz,w razie czego postrasz dyrektora naprawdę rozdmuchaniem
    sprawy w prasie. A odnośnie kościoła-sama już przetestowałaś (też w związku z
    teściową),że są księża i księża. Ja dlatego jak chodzę to chodzę nie do naszej
    parafii tylko do Dominikanów, gdzie nikt mojej inteligencji nie obraża i każde
    kazanie wnosi coś w moje życie.
    Wcześniej pisałaś (w innym poście) coś o chandrze-patrz na plusy - tu się uda
    wyjść z tej sytuacji, od teściowej się oddalisz też w sensie przestrzennym,
    córki fajne, mąż też, zwierzyniec, sama Jesteś super baba, pocieszyłam?
    Mogłabym napisać,że inni mają gorzej (sama też jestem akurat sfrustrowana),ale
    Ty nie z tych, którzy się tym podbudują.

    wszystkiego dobrego, trzymaj się
    Maja
  • sadosia75 12.11.09, 12:41
    No wlasnie to, ze inni maja gorzej mnie tylko upadla w moich
    oczach. jak ja moge rozpaczac nad swoimi problemami tak glupimi a
    inni maja naprawde duze problemy. Masz racje nowy dom, nowa szkola,
    daleko od tesciowej, daleko od jej wymyslow. nie wiem czy jestem za
    dobra, moze naiwna i glupia. ale nie za dobra. ciagle gdzies tam
    mam nadzieje, ze tesciowa moze zrozumie, moze sie zmieni, moze
    bedzie inna. a pozniej mysle, ze to moze moja wina. i tak w kolko.
    czy pocieszylas? Majeczko kto jak kto ale Ty to zawsze jako jedna z
    niewielu potrafisz wywolac usmiech na mojej twarzy smile
    --
    "A nie przyszło Ci do głowy, że wizyta u teściowej to nie czas i
    miejsce na rozmowy z mężem?"
    Made by: Horpyna4
  • otterly 12.11.09, 13:20
    Debilni dyrektorzy i nauczyciele to niestety chleb powszedni w naszych szkołach.
    Koniecznie postrasz dyrektora prasą, może nawet opisz sprawę i wyślij do Gazety?
    Co Ci szkodzi? A może się zainteresują, zadzwonią i dyrektor narobi w majty?wink
    Kuratorium też może tu bardzo pomoc, pod warunkiem, że trafisz na rozsądnych
    ludzi. Działaj koniecznie na wielu frontach. Zapytaj dyrektora wprost na
    podstawie jakie przepisu ma zamiar usunąć Zuzę ze szkoły, jaka jest podstawa
    prawna. O ile mi wiadomo bardzo trudno jest wyrzucić dziecko ze Szkoły
    Podstawowej. Ale najważniejsze jest to, żebyś sprawiła, że dyrektor poczuje, że
    nie ma władzy absolutnej, że ma przełożonych, przed którymi odpowiada i edukacja
    Twojego dziecka nie może zależeć od jego widzimisię. Powodzenia w walce!smile

    Co do teściowej: sprawa wygląda na dosyć beznadziejną, ale ciesz się, że mąż
    stoi po Twojej stronie. Ja bym wygarnęła teściowej wszystko co mnie boli,
    ograniczyła z nią kontakty (swoje i dzieci) i zobaczyła jak się zachowa. Może i
    jestem bezczelna, ale jeśli chodzi o rodzinę - walczę jak lwicawink Nie pozwól jej
    mieszać w wychowaniu dzieci. W końcu to Twoje dzieci. A zachowaniami typu
    "ksiądz na kazaniu" w ogóle bym się nie przejmowała. Jakie to ma znaczenie co
    ludzie powiedzą? Mądrzy spostrzegą, że to rozgrywki prymitywów, a głupimi nie ma
    się co przejmować. Nie pozwól teściowej grać pierwszych skrzypiec. Ściskam
    kciuki i pozdrawiam.
  • otterly 12.11.09, 13:33
    Kochana i jeszcze jedno: jesteś jedyna, wyjątkowa i niepowtarzalna i Twoje
    problemy w żaden sposób nie są ani mniej ważne, ani głupsze od problemów innych
    ludzi. Każdy ma jedno życie i każdy musi w tym życiu pewne zadania wykonać.
    Tobie przypadły właśnie takie i wierzę, że sobie poradzisz. Widzę z Twoich
    postów, że naprawdę dużo ostatnio przeszłaś i masz absolutne prawo czuć się
    przetłoczona. Zostałaś potraktowana bardzo niesprawiedliwie, a z
    niesprawiedliwością trzeba walczyć. Może, jeśli nie chcesz przyznać, że Twoje
    problemy są bardzo trudne i ważne, pomyśl o tym tak, że jeśli się z nimi
    uporasz, pomożesz nie tylko sobie, ale i wszystkim dzieciom w tej szkole,
    pomożesz w pewien sposób światu, bo będzie ciut lepszy, o tego jednego
    gbura-dyrektora? Wydajesz mi się bardzo mądrą kobietą, matką, człowiekiem.
    Odwalasz kawał dobrej roboty dla świata, bo najtrudniej jest być dobrym i
    walczyć o to. I to na pewno nie Twoja wina, że ktoś jest jakiś! Każdy z nas sam
    decyduje o tym, jaki chce być (świadomie lub nie). Jesteś najlepszą matką dla
    swoich dzieci i wiesz, co jest dla nich dobre. Ty, nie teściowa. Ona sama też
    musi chcieć mieć z Tobą dobre relacje, to nie zależny wyłącznie od Ciebie.
  • justysialek 12.11.09, 16:37
    Super post! Dawno nie czytałam tak pozytywnego postu w necie.
    Wszystkiego dobrego Otterly smile
    --
    My pretty mouth will frame the phrases that will
    Disprove your faith in man
  • alex_k 12.11.09, 14:30
    W kwastii wyrzucenia ze szkoły (abstrachujac od powodu, jeśli córka
    chodzi do szkoły w swoim rejonie, bez Twojej zgody nie można jej
    przenieść do innej szkoły.
    Ponadto w polskim prawie oświatowym (no chyba, ze coś się ostatnio
    zmieniło wink nie ma takiego pojęcia jak "zawieszenie w prawach
    ucznia". To taki modny gadżet zaczerpnięty z amerykańskich filmów. W
    szkole, w której uczy moja znajoma parę lat temu zawiesili jednago
    łobuziaka w prawach ucznia, jednak okazało się, ze jego ojciec jest
    prawnikiem, który natychmiast pani dyrektor wyjaśnił, jakiego
    rodzaju wykroczenie popełniła, zawieszając jego syneczka.
    Ja bym na Twoim miejscu spytała w kuratorium, jak wygląda prawnie
    takie zawieszenie smile


    --

    Mój decoupage
    Jak odszukać "tego przeklętego motyla, który-trzepocząc skrzydełkami-
    powoduje wszystkie burze, jakie nas nachodzą, i zmusić go, zeby
    przestał"?
  • ewa9717 12.11.09, 15:10
    Nie tylko z podstawówki, ale i z gimnazjum nie sposób ucznia
    wyrzucić, a już na pewno nie za to, że z koleżankami rozmawia o
    antykoncepcji itp. Wydaje mi się, że robisz problem na wyrost. Czy
    ktoś już z tym dyrektorem rozmawiał?
    I rzeczywiście, jeśli będzie straszył wyrzuceniem dziecka, zażądać
    podstaw prawnych takiego kroku. I też postraszyć.
    I nie podoba mi się, że pisząc o sytuacji, nazywasz faceta cwelem.
    Jakieś to prymitywne.
  • anu_anu 12.11.09, 15:12
    Z czym facet chce startować? Tak na zimno:
    Fakt 1
    Zuzka wie więcej od innych małolatów.
    Fakt 2
    Zuzka opowiedziała innym co wie.

    Reszta to jest już interpretacja.
    W mojej ocenie posiadanie wiedzy o tym skąd się biorą dzieci - jest
    takim samym posiadaniem wiedzy jak prawidłowe wyobrażenie o tym
    gdzie leży Afryka. Przy czym wiedza o dzieciach zwykle częściej się
    przydaje w wymiarze praktycznym.
    Można mieć różne poczucie co do wieku, w którym dzieci powinny taką
    wiedzę posiadać acz skoro Zuzka przyszła z tym pytaniem do Ciebie -
    to znaczy, że dziewczynki już o tym między sobą rozmawiały i lepiej
    aby wiedza była podana Zuzi przez matkę, która dostosuje przekaz do
    wieku dziecka.
    Zarzut do faktu 2 - nie sądzę, żeby przekazanie komuś wiedzy mogło
    być podstawą usunięcia kogokolwiek ze szkoły. W przeciwnym razie los
    nauczycieli byłby przesądzony wink. Acz jest tu dodatkowa uwaga, że
    Zuzka zrobiła to w sposób wulgarny. Sądzę, że powiedziała to tak jak
    usłyszała, czyli nie wulgarnie. Łatwo to sprawdzić odpytując córkę i
    innych uczestników rozmowy.
  • justysialek 12.11.09, 16:48
    Nie denerwuj się, bo dyrektor nie ma żadnych podstaw prawnych aby
    spełnić którąkolwiek ze swoich gróźb - więc wysuwanie ich wobec
    ciebie czyni z niego idiotę!
    Nie można dziecka wyrzucić ze szkoły podstawowej - bo jest obowiązek
    szkolny! Do zawieszenia trzeba mieć poważne podstawy - proponuję
    poczytać regulamin/statut szkoły ale wątpię, aby tam było coś
    kwalifikującego się do tej konkretnej sytuacji.

    Dyrektor wysunął 2 oskarżenia: wulgarności i szerzenia pornografii.
    Myślę, że nie zna definicji żadnego z tych słów i warto by mu je
    podsunąć w razie rozmowy w 4 oczy. Szerzenia pornografii komentować
    nie będe, bo nie trzeba nawet, natomiast za bycie wulgarnym to
    jeszcze nikt nie siedział - to nie przestępstwo - abstrahując od
    faktu, że nawet gdyby faktycznie zachowała się wulgarnie, to dziecku
    należy wytłumaczyć i uświadomić pewne rzeczy zanim zrobi się aferę.

    --
    My pretty mouth will frame the phrases that will
    Disprove your faith in man
  • kowalikm 12.11.09, 17:37
    szczerze mówiąc ja za tekst o "szerzeniu pornografii" uprzedziłabym Pana
    dyrektora, aby uważał z szafowaniem takimi oskarżeniami, bo to chyba pod kodeks
    karny podchodzi...

    - W pierwszej kolejności wybrałabym się do szkoły na rozmowę w 4 oczy z
    dyrektorem - o co tak na prawdę chodzi (po uprzednim porządnym przygotowaniu
    formalno-prawnym), z regulaminem szkoły w jednym paluszku + zasadami wydalenia
    ze szkoły;
    - takie zastrzeżenia jakie wysunął Pan dyrektor telefonicznie wolałabym mieć na
    piśmie, ewentualnie na "gwoźdźu".

    Wiem, że są wspaniali pedagodzy, ale moje doświadczenia z gronem pedagogicznym
    (i to poczynając od dyrektorów przedszkoli) są traumatyczne.
    Weź poprawkę, że jeśli nawet dziecko zmieni szkołę w obrębie jednego miasta to
    dyrektorzy się co najmniej znają spotykając w np. Urzędzie Miasta i przy innych
    okazjach. Większość z nich przynajmniej udaje, że się lubi. Oprócz tego
    wizytator - bardzo często są to ludzie, którzy znają się ze wspólnych studiów
    czy kursów. W Wydziale Edukacji też się wszyscy znają...

    Nie daj się, ale podejdź do tego merytorycznie i konsekwentnie. Jeśli
    przypuszczasz, że nie będziesz miała siły i czasu na "wojnę" - a Twoja córka ma
    dopiero 11 lat (parę lat w szkole) to lepiej nie zaczynać.
    Chyba, że "Twój dyrektor" jest bardzo nie lubiany i wtedy ewentualnie będziesz
    "taranem", który część osób poprze a część znienawidzi.

    Życzę powodzenia i odwagi.
  • sparxx 12.11.09, 17:39
    Najwyraźniej dyrektor tej podstawówki uważa, podobnie jak jeden z naszych
    posłów, że pornografia to wszystko, co kogoś podnieca - rozmowa, która dotyczy w
    pewien sposób seksu, również.
    Biorąc pod uwagę, że pan dyrektor jest kawalerem, podejrzewam, że odczuwa w tej
    dziedzinie poważny deficyt, ale obarczanie odpowiedzialnością za to 11-latki,
    jest co najmniej nie na miejscu.
  • anmala 12.11.09, 20:12
    Hmmmmm a może by tak bronią teściowej się bronić wink Ona spodziewa się, że jesteś
    na nią zła, wściekła i w ogóle wszystkie plagi egipskie. A może by tak zmienić
    taktykę. Poskarżyć się jaki to dyrektor jest zły i paskudny okropny i tak
    dokucza Zuzi, że się na nią uwziął. Że ty nie wiesz jak to będzie, że się tak
    potwornie boisz tego, że on skrzywdzi jej wnuczkę. Poproś ja o radę,
    wsparcie, wstawiennictwo. Domyślam się, że pewnie będzie to dla Ciebie trudne
    ale tego ona się nie spodziewa. Skołujesz ją, a może cos zwojujesz. Jak nie
    możesz pokonać wroga należy sie do niego przyłaczyć, a wtedy pieknie odkrywa
    swoje miękkie podbrzusze.
  • claratrueba 13.11.09, 08:52
    Na początek aforyzm Marka Twaina:"Na początku Pan Bóg stworzył idiotów- dla
    wprawy. Zaraz potem nauczycieli". Sama uczę i stwierdzam, że wielki pisarz
    mądrym człowiekiem był.
    Wyrzucenie ze szkoły to strachy na Lachy- bezprawne. Zawieszenie- podobnie.
    Natomiast bardzo skuteczne (sprawdziłam) jest poproszenie o przedstawienie
    zarzutów przeciwko Twojej córce na piśmie. Jako oczywiście przejaw troski
    rodzicielskiej o prawidłowy rozwój dziecka i Twojej chęci współdziałania ze
    szkoła w tej materii. Należy przy tym wspomnieć, że w/w spis problemów będzie
    przedstawiony psychologowi, do którego zamierzasz się udać z dzieckiem, bo
    uważasz, że każde dziecko powinno taki kontakt mieć. Skutek spodziewany- nagłe
    wycofanie sie z zarzutów pokrywane głupkowat0-przymilnym uśmiechem i
    wyjaśnieniami z gat. "nieporozumienie". Co "na teściową" nie doradzę. Po mojemu
    to tak jak z karaluchami- męczy sie człowiek i męczy, polubić nie potrafi, nic
    nie działa. Aż nagle wyprowadza się daleko, kontakt ma okazjonalny i zauważa, że
    to całkiem zabawne stworzenia.
  • truscaveczka 13.11.09, 12:00
    Clara, ja się wszystkimi kończynami podpiszę - koniecznie zażądaj na piśmie
    zarzutów. Z pieczątką i podpisem. Samo to powinno pomóc. A jak nie to powództwo
    cywilne wink
    Trzymaj się, dziewczyno, oni nic nie mogą ci zrobić.
    --
    "Mężczyźni myślą o seksie co 5 minut, a kobiety cały czas, tylko mają podzielną
    uwagę." /od K.W./
    http://trus.m-bit.pl/syg/dziergam.pnghttp://trus.m-bit.pl/syg/gledze.pnghttp://trus.m-bit.pl/syg/pichce.png
  • pitahaya1 13.11.09, 12:36
    Gdyby tak łatwo dało się ucznia ze szkoły usunąć...

    Aż strach pomyśleć co by się działo, gdyby córa swą wiedzę na czyny przełożyłasmile))

    Co do dyrektora, oni w gębie są mocni, z odpowiadaniem na pisma już u nich gorzej.

    Piszesz i składasz do sekretariatu, z kopią dla siebie: (przepraszam za błędy
    ale kiepski ze mnie polonista)

    Dnia (tego i tego) dotarła do nas, rodziców, informacja, jakoby nasza
    córka...(informowała kolegów i koleżanki na temat...) co zostało nazwane
    szerzeniem pornografii. Określenie to zostało przekazane podczas rozmowy...
    Podczas wspomnianej rozmowy obecny na niej rodzic został poinformowany o
    konsekwencjach takiego zachowania w postaci usunięcia naszego dziecka ze szkoły.
    Jako rodzice jesteśmy tym głęboko zaniepokojeni.
    Prosimy o PISEMNE wyjaśnienie, na jakiej podstawie podjęto taką decyzję.

    ...
    Ja po takich pismach, składanych za potwierdzeniem odbioru, zawsze jestem
    zapraszana na rozmowę. Lepiej porozmawiać w cztery oczy polubownie niż
    odpowiadać na pisma. Z wieloletniego doświadczenia wiem, że pism i odpowiedzi
    boją się jak ognia.
  • cafe_tee 13.11.09, 12:54
    No wierzyć się nie chce.
    Nie chce wierzyć, że w czasach kiedy 12-13-latki zachodzą w ciążę, tyle mówi się
    o edukacji seksualnej, tyle słodkiego pierdzenia w telewizji, o zmianie kadry
    nauczającej tychże przedmiotów - jeszcze się taki kretyn uchował.
    nie dalej jak wczoraj, w tv była rozmowa o ciążach nastolatek. O tym, że
    nauczyciele nie widza problemu, że nastolatki przekazują sobie błędne informacje
    o antykoncepcji - np. wypita szklanka wody, oddanie moczu, umycie się - uchroni
    je przed ciążą.

    Po jakąś "Interwencję" zadzwoniłabym! Do posłanki Senyszyn napisałabym! do
    prasy poszłabym! I załatwiłaby kretyna.
    No oczy dziadowi wydrapałabym - i pokazała gdzie jego miejsce. Niech religii
    idzie nauczać, w jakiejś szkółce w Ząbkach Dolnych.
    Dyrektor ma dawać przykład, wnieść powiew świeżości w skostniałe i tępe mury
    oświaty. A on oświatę cofa - do XVIII wieku.
    Dziewczyno walcz, pluj kretynowi w twarz i rób swoje. Bo dobrze robisz.
    Ja też nie chciałabym, aby moja córka powtarzała takie głupoty, a
    --
  • pacynka27 13.11.09, 19:24
    Spokojnie nie wyrzucą Ci dziecka ze szkoły smile Nawet jeśli Rada Pedagogiczna
    podejmą decyzje o skreśleniu z listy uczniów, dyrektor MUSI znaleźć dziecku nową
    szkołę (bo mamy obowiązek szkolny). Nawet jeśli tą szkołę znajdzie Ty możesz się
    na tą nową szkołę nie zgodzić. Czyli córka zostanie w starej smile
    Takie jest prawo i tego dyrektor nie przeskoczy.
  • and-a 14.11.09, 11:13
    Sadosiu! I jak po rozmowie z dyrektorem?

    pzdr
    Maja
  • zosia9 14.11.09, 13:45
    Jak we wszystkich kwestiach prawnych najlepiej mieć adwokata. Jeżeli
    nie byłaś jeszcze na rozmowie weź takiego ze sobą. Zobaczysz reakcje
    dyrektorawink Wiem jak to działa bo uczyłam w szkole.
  • sadosia75 14.11.09, 17:36
    Jutro zdam Wam relacje, dzis padam ze zmeczenia. Bylam w
    kuratorium, bylam u tesciowej, bylam w szkole, bylam u radcy
    prawnego, bylam chyba wszedzie gdzie sie dalo. w poniedzialek mam
    stawic sie u dyrektora szkoly wraz z dzieckiem nie spodziewa sie,
    ze mam juz opinie psychologa dotyczaca Zuzi, list z kuratorium i
    przygotowana jestem na bum cykcyk! dzwonilam do znajomego z
    lokalnej gazety on tez sie z nami wybiera na rozmowe, bylam tez w
    opiece spolecznej, odpowiedz z opieki tez mam ze soba.
    zabezpieczona jestem ( tak tak teraz matka szerzy tresci
    pornograficzne ) z kazdej strony i burak jedyne co moze zrobic i
    czego zazadam to przeprosin na pismie oraz na spotkaniu rady
    szkoly.
    --
    "A nie przyszło Ci do głowy, że wizyta u teściowej to nie czas i
    miejsce na rozmowy z mężem?"
    Made by: Horpyna4
  • and-a 14.11.09, 19:53
    Dzielna kobieta z Ciebie! Kolejny raz Cię podziwiam!

    wszystkiego dobrego
    Maja
  • oregano1 15.11.09, 00:06
    O rany -nic nie zmieniło sie w "psychice"pedegogicznej,przed wielu
    laty,miałam ten sam problem,kupiliśmy córce ,stosowne
    ksiazeczki,które ,miały wspomóc wychowanie naszej pociechy,jakież
    było nasze zdziwienie,kiedy,naszą córcię, -1=klasistkę-
    pani "swietliczanka"zapytała-kiedy "bocian"przyniesie jej rodzeństwo-
    Córka-odpowiedziała -Pani,nie wie skąd się biorą dzieci?!!!!-ja
    jutro ,przyniosę ksiażeczkę!-wiedziałam "co sie swięci"ale chciałam
    pokazać,że już jest "wydawnictwo".które zajmuje się "
    }tym"problemem,mało tego,chciałam,aby przekazane poglady miały
    potwierdzenie),niestety,nie spotkało się to z aplauzem,ze
    strony "pokoju nauczycielskiego",nauczyło mie to hipopkryzji,było to
    ze 25lat temu,ale widzę,że mało się zmianiło
  • maria10344 15.11.09, 00:53
    Zastanawiam się,czy to aby jest hipokryzja.W/g mnie to strach przed zburzeniem
    zastanego skostniałego porządku,z którym temu gronu jest dobrze.To też może być
    strach przed ruszeniem głową,koniecznością myślenia.Tak jest wygodniej
    spokojniej.Większość rodziców zacznie czegoś chcieć, a po co,kiedy jest tak
    miło,wszyscy mnie podziwiają,księżulo chwali,babcio-teściowo-koleżanki też.
    Gdzie te czasy kiedy to szkoła była zarzewiem oświaty,postępu i nowej myśli.Z
    takimi dyrektorami to pewnie nie mielibyśmy jeszcze koła.Współczuję ci kochana a
    jednocześnie podziwiam.
    Czekam z niecierpliwością na poniedziałek.
    Nie zapomnij tylko w ferworze walki o córci.
  • apapon 15.11.09, 01:07
    jesteś dla mnie wielka, podziwiam rodziców, którzy zdrowo rozsądkowo
    potrafią się przeciwstawić "ciału pedagogicznemu", gratuluję i z
    niecierpliwością czekam na ciąg dalszy wątku sensacyjnego, bo ja tez
    niepokorna dusza jestem ( hihihi doprowadziłam do zwolnienia się z
    pracy przedszkolankę mojego malucha, bo on jej nie słuchał o
    godzinie 10 )
  • kk345 15.11.09, 09:48
    doprowadziłam do zwolnienia się z
    > pracy przedszkolankę mojego malucha, bo on jej nie słuchał o
    > godzinie 10 )
    Brzmi frapująco, rozwiniesz temat? smile
  • apapon 15.11.09, 10:12
    z całą przyjemnością smile

    przychodzę pewnego dnia odebrać swojego 3-latka z przedszkola, a
    Pani zaprasza mnie na rozmowę, i oświadcza mi, że nie może sobie
    poradzić z Przemkiem, bo on jej nie słucha, a konkretnie "dzisiaj o
    godzinie 10 po śniadaniu nie chciał usiąść jak wszystkie dzieci w
    kółeczku tylko sobie chodził po sali", grzecznie panią spytałam
    czego ode mnie oczekuje, bo nie bardzo wiem jak mam teraz o godzinie
    16 wytłumaczyć 3-latkowi, że po śniadaniu w przedszkolu był
    nieposłuszny. Obiecałam, ze oczywiście porozmawiam z synkiem, ale to
    od Pani zależy jak sobie ustawi pracę, to w jej interesie jest
    zainteresować dzieci, itd. A ponieważ Pani oporna była, i taka
    wszystkowiedząca, z serii której dzieci mają prawo tylko oddychać i
    nie przeszkadzać Pani, więc... usłyszała, że do każdego zawodu
    trzeba mieć powołanie, i że chyba Ona jednak się z nim minęła, i
    proponuję zmianę pracy, a w miedzy czasie wtrąciłam, że przedszkole
    będzie miało wizytę kuratorium. No i po tygodniu okazało się, że
    Pani się zwolniła na swoją prośbę.
  • kk345 15.11.09, 10:58
    Typowe: polscy nauczyciele zawsze oczekują, ze rodzice wykonają problematyczną
    część ich pracy. Ty to masz na poziomie przedszkola, a ja ostatnio na zebraniu w
    szkole usłyszałam, jak wychowawca prosi, byśmy zdyscyplinowali dzieci, bo
    spóźniają się na lekcje i gadają w czasie zajęć. Niby OK, prawda? Nieprawda, mój
    syn, tak jak cała jego klasa mieli wtedy po 17 latsmile))) Tak więc wszystko
    jeszcze przed Tobą...
  • robkar 15.11.09, 11:27
    nie rozumiem, to nie maja was nauczyciele informować o "problemach"
    jakie pojawiają się w szkole. Mam na myśli wypowiedz kk345 dotyczącą
    spóźnień. Przecież jako rodzice też mamy wpływ na nasze dzieci i
    często rodzic nie wie o spóźnieniach lub innych incydentach,
    rozumiem że dziecko posłane do szkoły staje się dzieckiem
    nauczycieli i rodzice nie chą o nim wiedzieć? Jako nauczyciel powiem
    że rodzice cenią sobie fakt iż informuję ich o różnych "wyskokach"
    dzieci i razem szukamy drogi by wszystko uspokoić i wyciszyć.
  • kk345 15.11.09, 11:39
    robkar,absolutnie nie o to mi chodzi: nauczyciel, który na zebraniu informuje,
    ze klasa gada i rodzice mają coś z tym zrobić, moim zdaniem nie nadaje się do
    swojej pracy i nie umie jej wykonać. Nie piszę o informowaniu o spóźnieniach,
    ale o żądaniu, by to rodzice zajęli się problemem. Nie wiem, w jakim wieku masz
    uczniów, ale jeśli któreś z nich dokazuje na lekcji, to interweniujesz sama, czy
    czekasz, aż rodzice załatwią problem?

    O dyscyplinowaniu 17-latków w kwestii spóźnień: w tym wieku inteligentny
    nauczyciel nie rozmawia o problemie z mamusią, tylko osobiście ze spóźniającym
    się młodym człowiekiem, nie sądzisz? Poruszanie tego rodzaju tematów na zebraniu
    rodziców w liceum świadczy o bezradności nauczyciela. To niepokojące,
    szczególnie, że mówimy o jednym z najlepszych liceów w moim mieście.
  • robkar 15.11.09, 11:49
    rozumiem i zgadzam się z tobą, nie zrozumiałam dokładniesmile, moi
    uczniowie to gimnazjaliści i najpierw rozmawiam z uczniem, dziwna ta
    nauczycielkasmileJeżeli chodzi o dyscyplinę to tylko i wyłącznie praca
    nauczyciela jest to moja opinie jako matki i nauczyciela, i
    rozbrajają mnie nauczyciele wołający np. dyrekcję bo ucziowie
    przeszkadzają.
    Niestety nauczyciele są różni ale ze smutkiem czytam jak nas
    wszystkich do jednego worka się wrzucasad Pozdrawiam
  • filemon-dwa 15.11.09, 13:04
    Mialabym 2 propozycje Pierwsza propozycja :tesciowa <bez wzgledu na to co powie
    maz> wyslac jako uczestnika do kolka rozancowego Rydzyka gdzie jak mi sie wydaje
    jest jej miejsce.Druga propozycja jesli sprawe oprzesz o kuratorium to twardo
    niech ci wyjasnia czy szkola panstwowa nie przykoscielna i nie katalicka < bo
    panstwowa> powinna sprawy seksu traktowac jak pornografie cos nemoralnego lub
    grzech tylko dla tego ze dziecko zadalo pytanie.Czasy nieswiadomosci, bocianow
    minely natomiast jest zbyt duzo nastoletnich matek z przypadku tylko dlatego
    zegrzmimy ze dopoki o tym sie nie mowi natomiast to sie robi to jest ok.Robmy to
    dalej ale uczmy swoich dziec wszelkiej madrosci nie tylko na ten temat Powodzenia
  • geesje 15.11.09, 15:33
    Tak sobie czytam wasze wypowiedzi, i widzę, że generalnie
    oczekujecie, że nauczyciel od przedszkola przejmie obowiązki rodziców
    w kwestii wychowania dzieci. A niestety nie taka jest rola
    nauczyciela.

    Jak trzylatek ma słuchać pani nauczycielki, skoro mamusia
    najwyraźniej nigdy w życiu nie powiedziała mu, że powinno? Z tonu
    wypowiedzi dumnej mamy wnoszę, że synek jest wychowywany generalnie
    bezstresowo, i mamusia nie widzi problemu. Ok, dzieci grzecznie
    siadły, bo pani chce z nimi coś zrobić, ale synek ma ochotę właśnie
    chodzić, więc niech chodzi, jasne. Następny postanowi biegać,
    następny walnie kolegę, a pani oczywiście niedobra, bo zażyczyła
    sobie, żeby dzieci grzecznie siadły. Przedszkole i szkoła NIE SĄ od
    wyręczania rodziców w ciężkim procesie wychowania, o czym większość
    rodziców chciałaby zapomnieć.

    A skoro 17-latkowie ignorują nauczyciela, spóźniają się i gadają, to
    niekoniecznie dlatego, że nauczyciel jest niedobry, ale może po
    prostu młodzież jest totalnie niewychowana i po prostu chamska. Ale
    nauczyciel nie ma prawa powiedzieć złego słowa, nie może zasugerować
    rodzicom, że jest problem po ich stronie, prawda? Bo się wykaże
    nieprofesjonalizmem. A może jednak ten nauczyciel, jak się zwraca do
    rodziców o pomoc, to jest ostatnio moment na uratowanie młodego
    człowieka?

    No ale skoro matka nazywa dyrektora cwelem, i jest z tego dumna, i
    zapewne tak samo mówi w domu przy dziecku, to jak dziecko ma szanować
    nauczyciela i szkołę, skoro matka nie szanuje?

    Oczywiście nauczyciele są różni. Ale tak samo różni są rodzice. I
    nigdy nie jest tak, że rodzice same aniołki, a nauczyciele be.
    Oczywiście dla każdego rodzica jego dziecko jest najwspanialsze,
    nieskalane, niewinne, ale prawda jednak często wygląda inaczej i
    akurat rodzice najczęściej są ostatnią grupą, która się o problemach
    potomstwa dowiaduje.

    I często głos nauczyciela - choć niemiły - powinien wyzwolić
    refleksję, a nie agresję rodzica.
  • apapon 15.11.09, 16:13
    geesje napisała:

    > Tak sobie czytam wasze wypowiedzi, i widzę, że generalnie
    > oczekujecie, że nauczyciel od przedszkola przejmie obowiązki
    rodziców
    > w kwestii wychowania dzieci. A niestety nie taka jest rola
    > nauczyciela.
    >
    > Jak trzylatek ma słuchać pani nauczycielki, skoro mamusia
    > najwyraźniej nigdy w życiu nie powiedziała mu, że powinno? Z tonu
    > wypowiedzi dumnej mamy wnoszę, że synek jest wychowywany
    generalnie
    > bezstresowo, i mamusia nie widzi problemu. Ok, dzieci grzecznie
    > siadły, bo pani chce z nimi coś zrobić, ale synek ma ochotę
    właśnie
    > chodzić, więc niech chodzi, jasne. Następny postanowi biegać,
    > następny walnie kolegę, a pani oczywiście niedobra, bo zażyczyła
    > sobie, żeby dzieci grzecznie siadły. Przedszkole i szkoła NIE SĄ
    od
    > wyręczania rodziców w ciężkim procesie wychowania, o czym
    większość
    > rodziców chciałaby zapomnieć.


    no i tu niestety nie masz racji, ponieważ dzieci w wieku 3 lat
    trzeba zainteresować czymś a nie zastraszyć ani nakazać. Bo tak się
    dziwnie składa, że jak dorosłemu coś nakarzesz to Twój trud marny.
    Uraziłaś mnie (nie znając mnie) że wychowuję swoje dziecko
    bezstresowo (dla mnie w Twojej wypowiedzi ma to wydżwięk mało
    przyjemny)nie odniosłaś się do tematu jako całości, sprawa rozbiła
    się o to, że Pani zarzyczyła sobie, że mam wymóc na dziecku, że ma
    usiąść zaraz po śniadaniu do kółeczka. Wnioskując z Twojej
    wypowiedzi to nie masz kontaktu z dziećmi, albo sama nie wiem.
    Rozumiem i wiem doskonale jacy potrafią być rodzice. Kilka lat byłam
    w radzie rodziców i nieraz niejednego kopnęłabym w d..., ale wybacz
    problem z którym przedszkolanka zwróciła się do mnie to świadczy o
    braku jej zdolności pedagogicznych. Rozumiem zgłaszanie rodzicom
    problemów, że dzieci nie potrafią same jeść, biją kolegów,
    gryzą ...., ale to że Pani sobie nie radzi to już jej problem.



    Pozdrawiam, i uwierz mi szanuję bardzo nauczycieli, i nie głupi
    powiedział "obyś cudze dzieci uczył" smile
  • maria10344 15.11.09, 16:34
    Moim zdaniem,to masz rację i jej nie masz.
    Wiadomo,że dziecko należy zainteresować takimi metodami,by były
    skuteczne.Rodzice zaś,wiedząc,że dziecko ma pójść do przedszkola powinni
    dziecko przygotować do życia w społeczności.
    Znam wypadek,kiedy dziecko bardzo niesubordynowane,tłukące inne dzieci na
    podwórku w piaskownicy,bez reakcji mamuni,dostało wycisk od innych dzieci w
    przedszkolu i "wychowało się".Rodzice muszą uczyć dzieci porządku i współpracy z
    innymi.
    Z drugiej strony znam wielu wspaniałych pedagogów,ale większość to wredne
    tłumoki tłumocaste.Wiele nieporozumień powstaje z powodu/jak już pisałam/ z
    kunktatorstwa,tumiwisizmu,zachowania świętego spokoju.
    Wielu nauczycieli przekształca się w takie tumiwiszące osobniki dzięki właśnie
    takim mamusiom,które nie wymagając niczego od dziecka,wieszają psy na
    nauczycielu.Takim skóra grubieje i stają się odporni.
  • apapon 15.11.09, 17:10
    zgadzam się z Tobą, są rodzice i rodzice, są nauczyciele i
    nauczyciele, ten incydent był jak narazie jedynym w mojej karierze
    edukacyjnej syna, a ma teraz 6 lat i były różne sytuacje, ale ja
    naprawdę nie ejstem z serii matek ślepo wpatrzonych w dziecko,
    zawsze staram się być obiektywna, choćby bardzo to bolało
  • sadosia75 15.11.09, 18:33

    > Tak sobie czytam wasze wypowiedzi, i widzę, że generalnie
    > oczekujecie, że nauczyciel od przedszkola przejmie obowiązki
    rodziców
    > w kwestii wychowania dzieci. A niestety nie taka jest rola
    > nauczyciela.

    I sie mylisz. bo ja ( za wszystkich na forum nie mam prawa pisac )
    oczekuje od nauczyciela tego, ze bedzie mnie powiadamial o
    problemach, bedzie mi podpowiadal jak je rozwiazywac, bedzie uczyl
    moje dziecko na zasadzie zaciekawienia przedmiotem a nie na
    zasadzie odwalenia 45 minut roboty i na przerwe.
    Nauczyciel nie moze byc wrogiem rodzica jak i rodzic nie moze byc
    wrogiem nauczyciela.


    > Jak trzylatek ma słuchać pani nauczycielki, skoro mamusia
    > najwyraźniej nigdy w życiu nie powiedziała mu, że powinno? Z tonu
    > wypowiedzi dumnej mamy wnoszę, że synek jest wychowywany
    generalnie
    > bezstresowo, i mamusia nie widzi problemu.

    Masz dzieci? Zdajesz sobie sprawe z tego, ze jeden 3-latek usiadzie
    i bedzie sluchal uwaznie,inny usiadzie i myslami odplynie w swoj
    swiat a inny bedzie sobie chodil. z tego co wyczytalam problemem
    nie bylo zwrocenie uwagi, bo matka ma cos powiedziec synowi.
    przeciez minelo juz kilka godzin od wydarzenia, dziecko pewnie juz
    dawno puscilo w niepamiec. chodzilo o to, ze przedszkolanka zamiast
    powiedziec o zdarzeniu wymagala od matki reakcji na cos co
    juz bylo!


    > No ale skoro matka nazywa dyrektora cwelem, i jest z tego dumna,
    i
    > zapewne tak samo mówi w domu przy dziecku, to jak dziecko ma
    szanować
    > nauczyciela i szkołę, skoro matka nie szanuje?

    A w jaki sposob moje dziecko nie szanuje szkoly i nauczyciela?
    Geesje nie wiem skad masz takie dziwne pomysly ale zburze Twoje
    koszmarne poglady ja jak i moj maz przy dzieciach nie omawiamy
    spraw emocjonalnie naladowani. tlumaczymy im co sie stalo, dlaczego
    tak a nie inaczej, co kto zrobil zle i jak powinno dziecko postapic
    nastepnym razem.
    jesli uwazasz,ze rozmowa o antykoncepcji w szkole jest wyraznym
    sygnalem na brak szacunku do szkoly i nauczycieli to wybacz ale nie
    mamy o czym rozmawiac.


    > akurat rodzice najczęściej są ostatnią grupą, która się o
    problemach
    > potomstwa dowiaduje.

    Choc szkola wie o nich znacznie wczesniej i w ogole nie rozmawia z
    rodzicem o problemie dziecka. a dlaczego? bo wiekszosc szkol jest
    nastawiona na prace od 7 do 15, wyrobienie godzin, przedstawienie
    materialu a pozniej niech sie rodzic sam domysla czy z dzieciem
    wszystko ok czy moze ma jakis problem.

    w zeszlym roku chlopiec z klasy Zuzi mial ogromne problemy z
    matematyka. NIKT z grona nauczycielskiego nie powiadomil o
    problemie matki, dowiedziala sie dopiero na spotkaniu z rodzicami a
    nauczyciel przedstawil sytuacje w sposob tak upokarzajacy dla
    matki, ze ta sie rozplakala!
    w szkolach brak nauczycieli, ktorych ja pamietam z lawy szkolnej.
    zakochanych w pracy, w przedmiocie,ktory wykladali. wspaniali
    ludzie z pasja, czasem grozni, czasem zabawni, tacy szkolni
    dziadkowie, babcie, ciocie, wojkowie. ktos do kogo szlo sie z
    problemem i radoscia. dzis na sygnal od dziecka o problemie
    nauczyciel zazwyczaj mowi : masz rodzicow to niech sie oni tym
    zajma.

    --
    "A nie przyszło Ci do głowy, że wizyta u teściowej to nie czas i
    miejsce na rozmowy z mężem?"
    Made by: Horpyna4
  • sadosia75 15.11.09, 18:48
    Tu sie zgadzam. Tylko tak bardzo demonizujemy swiat, ze sami zaraz
    zaczniemy sie bac wychodzic z domu. W czerwcu pobito mojego meza
    czy mam sie bac wyjsc z domu jak sie sciemni?
    w zeszlym roku malo brakowalo a dziewczyna 15-letnia zostala by
    zgwalcona przez swojego ojca. czy przez to mam dzieci z domu nie
    wypuszczac? bo moze ten facet zaczai sie na moje corki?
    uczmy sie tego, ze owszem moze cos sie zlego stac ale uwazajmy na
    siebie, nie opadajmy w paranoje. nie mowmy, ze jak dziecko ma opory
    przed "rozkazem" nauczyciela ( i nie mowie tu , ze nauczyciel ma
    prosic czy blagac, ale czesto ton jest wrecz przerazajacy ) to jest
    wychowywany na kryminaliste, nie utwierdzajmy sie w przekonaniu, ze
    caly swiat jest zly, my jestesmy poszkodowani a nasze dzieci to
    wylacznie chodzace aniolki!
    w koncu kto ma zmienic swiat na lepsze jesli ponad 90%
    spoleczenstwa bedzie przerazonymi ofiarami swoich wyolbrzymionych
    strachow?

    --
    "A nie przyszło Ci do głowy, że wizyta u teściowej to nie czas i
    miejsce na rozmowy z mężem?"
    Made by: Horpyna4
  • claratrueba 16.11.09, 07:56
    Dobrze, że masz "papiery" ale moja rada- nie wkraczaj od razu z "ja tu mam...".
    Przyparty do muru kot w lwa się zmienia. Jeśli sz.p. dyrektor poczuje się
    przyparty zapiecze się i sprawa, która masz wygraną zmieni się w awanturę.
    Poproś grzecznie o wyjaśnienie zarzutów, zapisuj je na kartce i wyciągaj asy z
    rękawa stopniowo- "a ja tu mam opinię psychologa- bardzo proszę, Pan będzie
    uprzejmy zapoznać się". Ten ton "wersal" jest niezbędny- od razu stawia Cie w
    pozycji "wyższe sfery". Podobnie strój, który tworzy dystans i wymusza szacunek-
    to naprawdę działa.
  • claratrueba 16.11.09, 09:34
    Sorry, musiałam przerwać.
    Istotne jest, żebyś to Ty kierowała rozmową. Również dlatego atuty trzeba
    wyciągać stopniowo- oddasz jeden strzał z grubej rury oznacza, że już nie masz
    amunicji, już nie kontrolujesz sytuacji. A poza wszystkim, czy nie przyjemniej
    jest oglądać kilkakrotnie jak się wije, a nie tylko raz? Wierz mi, seria celnie
    zadanych ciosów jest skuteczniejsza niż jeden, nawet "konkretny". Mam nieco
    starszego syna i pewną wprawę z postępowaniem z "gronem pedagogicznym". Zawsze
    wypisuję w domu ich zarzuty (z których się potem wycofują) na kartce, odczytując
    je zakładam okulary, których nie bardzo potrzebuję, ale wyglądam w nich jak
    wiedźma i proszę "czy byłaby pani/pan uprzejma wytłumaczyć mi dokładnie o co
    państwu chodzi? Czy mogłabym poprosić o sprecyzowanie zastrzeżeń?" Coś tam
    bąkają, bo dziwnym trafem NIGDY nie są to zarzuty konkretne a jakieś ogólne
    wrażenia. I wtedy na ogół pada moje "chyba niezbyt właściwie
    zinterpretowaliście państwo tę wypowiedź', "dlaczego z góry założyliście złe
    intencje?", "czy znana jest państwu cała ta sytuacja", "a skąd macie taka
    właśnie wiedzę na temat sytuacji?". To daje furtkę do wycofania sie pod hasłem
    "wprowadzono nas w błąd, dotarło to do nas w takiej formie". Ważne jest, by
    zachować spokój. To jak boks- zawsze wygra ten, kto spokojnie obserwuje i zadaje
    ciosy, gdy przeciwnik się odsłoni. Nie ten, komu wściekłość oczy zalewa i wali
    cepy na oślep. Powodzenia, w razie czego, weź najpierw walerianę.
  • otterly 16.11.09, 12:42
    A dlaczego? Bo w "naszych czasach" nauczyciele się nie bali. Uczniowie doskonała
    wyczuwają słabość, strach i brak pewności siebie. Młodzież się zmieniła, nie ma
    co udawać, że jest taka, jak kiedyś. Nauczyciele tez powinni się zmieniać, po
    prostu kształcić. Mam przygotowanie pedagogiczne i pamiętam doskonale jak
    wyglądały konferencje naukowe na Uniwersytecie Warszawskiem. Konferencje
    dotyczące nowoczesnych metod wychowawczych, organizowane w weekendy, żeby każdy
    nauczyciel mógł przyjść. Bezpłatna, z zagranicznymi specjalistami. Byli na niej
    obecni pracownicy naukowi i studenci, żadnego nauczyciela. A zaproszenia do
    szkół poszły. I ja się tu pytam: nauczyciel to zawód czy powołanie? I
    zastanawiam się, co co by było, gdyby lekarze stosowali metody sprzed 20-30 lat?
    Niestety, żeby uczyć i wychowywać, trzeba cały czas się uczyć.

    Dodam, że mam 1,6 wzrostu, jestem młoda i zrezygnowałam z pracy w szkole właśnie
    przez "ciało", nie przez uczniów, których uwielbiam i dla których prowadzę
    dodatkowe, autorski lekcje.
  • joanka-r 16.11.09, 12:50
    Pamietajcie kobiety, ze wszystkie bedziemy kiedys teściowymi....
    Z natury jestem jędzą, więc musicie do tego przywyknąć....
  • maria10344 16.11.09, 08:40
    Kochana Sadosiu,nie miałam zamiaru Cię wkurzać,tym bardziej,że problemy Twojej
    córci poraziły mnie całkowicie.Chciałam się tylko ustosunkować do niektórych
    wpisów,które w czambuł potępiały nauczycieli.Ja w skrócie chciałam napisać,że są
    również inni nauczyciele.
    Ja akurat mam trzylatkę w domu i wiem,że to kochane i chłonne umysły i można
    nauczyć je wielu rzeczy ,ale również złych,bo wszystko chłoną jak gąbka.
    W tej chwili,być może z powodu transformacji,mamy w wielu dziedzinach kryzys,w
    szkole i kościele też.Właśnie od nauczycieli i księży społeczeństwo nauczyło
    się oczekiwać samych pozytywów,a jest z tym różnie.
    Ja sama w swoim życiu spotkałam się z różnymi dwubiegunowymi postawami
    nauczycieli.Prawdziwy pedagog w dzisiejszych czasach zdarza się b.rzadko.
    Po wielu latach jak już skończyłam szkołę,okazało się,że była klika
    łapówkarska,której "szefową" była moja ukochana nauczycielka,o której wszyscy
    myśleli,że jest opoką.Myślałam,że umrę.
    Moja córka 2 pierwsze klasy podstawówki miała cudowną nauczycielkę,która
    podchodziła do życia indywidualnie,z sercem.Dzieci ją uwielbiały,rodzice
    tudzież.Zmieniłam mieszkanie,również szkołę.Na pierwszy dzwonek jak w
    poprzedniej szkole poszłam z córką/3 kl./Była jeszcze tylko jedna
    mama.Nauczycielka była wściekła,rzucała teksty,że teraz,to będziemy ją
    sprawdzać.Wyraźnie było widać,że moja obecność ją deprymowała.Żałowałam,że
    poszłam,ale uczuliło mnie to ,żeby bacznie się przyglądać jej
    "działalności".Jednak nie było żadnych negatywów.
    Wyciągnęłaś z moich wypocin same negatywy,a ja chciałam pokazać,że są różni
    nauczyciele,tak jak różni są rodzice.
    Czas szkolny to dla dzieci i ich rodziców ciężka próba.

  • kk345 16.11.09, 11:36
    > A skoro 17-latkowie ignorują nauczyciela, spóźniają się i gadają,
    to
    > niekoniecznie dlatego, że nauczyciel jest niedobry, ale może po
    > prostu młodzież jest totalnie niewychowana i po prostu chamska.
    Ale
    > nauczyciel nie ma prawa powiedzieć złego słowa, nie może
    zasugerować
    > rodzicom, że jest problem po ich stronie, prawda? Bo się wykaże
    > nieprofesjonalizmem. A może jednak ten nauczyciel, jak się zwraca
    do
    > rodziców o pomoc, to jest ostatnio moment na uratowanie młodego
    > człowieka?

    Ponieważ wywołałaś mnie do tablicy wyjaśnię: jakoś tak się składa,
    ze problemy ze spóźnieniami i gadaniem ma tylko ten jeden
    nauczyciel, ten jeden też tylko żąda od rodziców zdyscyplinowania
    mlodzieży. Nie mowimy o patologicznych dzieciach, ale o renomowanym
    liceum w dużym mieście i- wybacz- ale nadal twierdzę, że to
    nauczyciel nie nadaje sie do swojej pracy. Jesli sam nie potrafi
    porozumieć sie z prawie dorosłymi ludźmi, to nie nadaje się do
    zawodu w takim samym stopniu, jak mechanik nie znający podstaw
    budowy silnika. Zatrudniono go, by uczył i jednocześnie wychowywał
    młodzież, wiec rozpaczliwe żądanie, by rodzice rozwiązali jego
    problem z brakiem dyscypliny w klasie jest wyrazem jego bezradności.
    Szczególnie, że inni nauczyciele jakoś potrafią zainteresować i
    zdyscyplinować na swoich lekcjach dokładnie ten sam zestaw -jak sie
    raczyłaś wyrazić- totalnie niewychowanej i chamskiej młodzieży. Co
    ciekawe, zyskują ich szacunek wcale nie przez zastraszenie i bez
    pomocy rodziców... Dziwne, prawda?
  • and-a 16.11.09, 11:55
    A propos nauczycieli-napiszę jako matka licealisty -nauczycieli z powołaniem
    można policzyć na palcach wieloletniego pracownika tartaku (dużo tych palców to
    on nie ma). Syn miał super wychowawczynię przez pierwsze 3 lata podstawówki,
    genialną w gimnazjum (ona twierdzi,że to dzieci są takie wspaniałe,a ona tylko
    świeci światłem odbitym jak księżyc...ale nawet teraz młodzież wpada do niej do
    szkoły albo do domu po prostu pogadać),a teraz też w renomowanym liceum jest
    chyba tylko jedna nauczycielka, której cokolwiek się chce. Na oczy jej nie
    widziałam, ale to jedyny przedmiot, gdzie wymaga bardzo ostro, stopni mają
    tyle,że się w dzienniku nie mieszczą, szanują ją chociaż ich gnębi na maksa.
    Reszta-przeciętna albo wręcz do odstrzału....Niestety przez lata była (i chyba
    jest) selekcja negatywna do zawodu nauczycielskiego i potem mamy takie kwiatki
    jak Sadosia... Inna sprawa, że nauczyciele panicznie boją się katechetów i
    księży.....

    pzdr
    Anda
  • otterly 16.11.09, 12:51
    Masz absolutna rację i chyba nigdy nie miał do czynienie z młodzieżą ktoś, kto
    myśli, że jak mamusia powie 17-latkowi "Nie spóźniaj się do szkoły", to on nie
    będzie się spóźniali i zacznie szanować Iksińskiego od matmy smile) Litości, czy wy
    nie pamiętacie jak byliście w szkole? Na które lekcje się spóźniało i dlaczego?
    Nie pamiętacie nauczycieli, który odpytywali przy tablicy zawsze na początku
    lekcji? Niektóry nadal to robiąwink Nie pamiętacie lekcji tak nudnych, że każde 10
    minut "uszczknięte" z takiej lekcji to było zwycięstwo? Ja mam swój sposób na
    spóźnialskich: proszę o zreferowanie części lekcji, na której osobnika nie było.
    Skoro uważa, że to umie i nie musi być obecny - jego sprawa. Przecież liczy się
    to, co wie, a nie to kiedy i jak się dowiedział. Jak wie - puszczam wolno, jak
    nie, proszę o uszanowanie tego, że ja się nie spóźniam i się przygotowuję.
    Zwykła prośba może więcej zdziałać, niż milion gróźb, krzyków i skarg.
  • kk345 16.11.09, 14:17
    Otterly, żal tylko, że nauczyciele z takimi poglądami, jak Twoje, są
    w naturze prawie nieosiągalni...i masz rację, największy szacunek
    mojego syna budzą dwie nauczycielki, drobne i młode, które lubią
    uczniow, nie boją się ani ich, ani zadawanyhch przez nich trudnych
    pytań- i jakos bez trudu utrzymuja na swoich lekcjach porządek i
    radzą sobie ze swoja praca bez pomocy rodzicówsmile
  • otterly 16.11.09, 16:24
    kk345, wierz mi, bardzo chciałam pracować w szkole, od najmłodszych lat. Jednak
    po kilku zderzeniach ze szkołą, ze wspomnianym "ciałem", zrezygnowałam. Nie
    jestem typem bojownika i konkwistadora. Musiałam podjąć decyzję i wybrać
    pomiędzy życiem i rozwojem osobistym, pracą dającą zadowolenie, nie ukrywam,
    pieniądze i spokój, a ciągłą walką, przekonywaniem i zmienianiem na siłę.
    Niestety nie nadaję się do tego, bo zbyt osobiście to traktuję. Ja po prostu
    uwielbiam młodzież i uwielbiam literaturę. I bardzo lubię słuchać. Niestety w
    szkole takie podejście nie ma szans. Oceny, porządek i przede wszystkim
    dyktatura być musi. A ja, odwieczny buntownik, nie umiałam się wpisać w te
    reguły. Potrzebujemy teraz całej armii młodych, silnych, wojowniczych
    nauczycieli, którzy będą gotowi obalić "ciało" i stworzyć szkołę dla uczniów,
    nie dla nauczycieli, jak jest w tej chwili. W pojedynkę to walka z wiatrakami. I
    już drżę na myśl, że moje dziecko w końcu kiedyś będzie musiało pójść do szkoły
    i nie mam pojęcia co odpowiem, jeśli zapyta po co musi się uczyć cech dramatu
    klasycznego na pamięć (to z mojej dziedziny, ale wiem, że np. z biologii są
    jeszcze większe absurdy), naprawdę nie wiem, bo nie okłamie mówiąc, że jest mu
    to do życia niezbędne...
  • kk345 16.11.09, 19:31
    Najcudowniejsza wychowawczyni mojego syna z podstawówki mówiła wprost, że ona
    uczy dla przyjemności, bo ma bogatego mężasmile i wprowadzała wspaniały program
    autorski, z niezmierzoną cierpliwością ucząc "swoje" dzieci życia. Takich
    nauczycieli pamiętamy my, rodzice i nasz syn. Boli tylko, ze w trzech szkołach
    (podstawówka, gimnazjum i liceum) takich nauczycieli z misją spotkaliśmy w sumie
    czworo- to przerażająco mało, jeśli policzę, ilu ludzi w tym czasie uczyło syna.
  • otterly 16.11.09, 19:57
    Kochana, a wiesz jak to strasznie wygląda z drugiej strony? Kiedy wchodzisz do
    pokoju nauczycielskiego, a tam same szare sumy? A jak przez pół roku próbujesz
    otworzyć uczniów, udowadniasz im, że muszą mieć swoje zdanie i to zdanie nie
    zostanie podkreślone na czerwono, że mają prawo nie lubić pewnych rzeczy lub się
    z nimi nie zgadzać, a tu wraca Ci taki uczeń z innej lekcji i mówi, że został
    zbesztany, bo powiedział, że Piłsudski nie był postacią jednoznacznie pozytywną?
    I Ty wiesz, że nie był i on to wie, i nic nie możecie zrobić, bo Pani Historia
    już jedynkę walnęła? A jak próbujesz z nią pogadać, to słyszysz, że jesteś
    niedojrzała i praca w tym zawodzie jeszcze Cię "okrzesa"? Uciekasz, bo nie
    chcesz być "okrzesana"...

    Twój syn ma szczęście. Ja nie spotkałam na swojej drodze ani jednego świetnego
    nauczyciela. Ani prywatnej, anie zawdodowej.uncertain
  • kk345 16.11.09, 22:21
    Kurcze, beznadzieja... a podobno to młodzież jest straszna. A jaka ma być, przy
    takiej kadrze? Przecież pierwsze, czego w takim świecie powinnyśmy uczyć dzieci,
    to konformizm...
  • sadosia75 16.11.09, 11:48
    Bylam uncertain
    Przedstawilam swoje papierzyska, poprosilam o zarzuty przedstawione
    na pismie, dalam czas dyrektorowi na zapoznanie sie z moja
    dokumentacja, za ten czas dowiedzialam sie, ze to nie pierwszy
    wyskok dyrektora, wczesniej w innej szkole juz cos podobnego bylo.
    na poczatku nie chcial mnie wpuscic z kolega,ktory pracuje w
    lokalnej gazecie. ale mu powiedzialam, ze jesli jego zarzuty maja
    podstawe to zostanie to opisane a on zostanie przedstawiony w art
    jako czlowiek dbajacy o szkole oraz dzieci i ich wychowanie.
    polasil sie na komplementy, zarzuty podpisal, chyba nie do konca
    przeczytal opinie z kuratorium,ktora powinna byc dla niego
    najwazniejsza opinia. jednak na koniec powiedzial, ze on odpuszcza
    nam, ze jesli sie powtorzy sytuacja to on wtedy podejmie
    zdecydowane kroki, byl oburzony tym, ze poszlam do kuratorium bo
    podwazam jego kompetencje, osmieszylam sie jedynie bo on doskonale
    wie co robi. na prosbe o przedstawieniu dokumentow,ktore pozwalaja
    mu na podejmowanie takich decyzji zapienil sie jeszcze bardziej.
    na moje zadania co do przeprosin na papierze, na spotkaniu z rada
    rodzicow oraz w lokalnej gazecie odmowil. kuratorium obiecalo mi
    kontrole w szkole,zdecydowane kroki w tej sprawie.
    pol problemu zalatwione. pewnie wieczorem zglosi sie tesciowa o ile
    juz nie zbliza sie do naszego mieszkania wiec czeka mnie kolejna
    wojna.

    --
    "A nie przyszło Ci do głowy, że wizyta u teściowej to nie czas i
    miejsce na rozmowy z mężem?"
    Made by: Horpyna4
  • geesje 16.11.09, 12:09
    Sadosiu, ja tylko jednego nie rozumiem, może nie czytałam innych
    Twoich wątków, ale czemu pozwalasz sobie na takie zachowanie i
    komentarze teściowej? Przecież jesteś osobą dorosłą, masz swoje
    dzieci, swoją rodzinę, i naprawdę czas już radykalnie powiedzieć tej
    osobie "dość". Krótko, zdecydowanie. Przepraszam, to moje życie, i
    nie życzę sobie komentarzy, decyzji itp.
    A jeśli teściowa boi się o swojego synka, to cóż, trudno, to jej
    problem. Synek już dorósł, zdecydował się na inną rodzinę - i w tym
    momencie żona i dzieci powiny być dla niego ważniejsze niż zdanie
    mamusi. Nie wiem, jaki jest stosunek Twojego męża do matki, ale
    jeśli on nie potrafi odciąć pępowiny, to szczerze Ci współczuję.
  • sadosia75 16.11.09, 12:18
    Moja tesciowa to matka mojego meza, babcia moich dzieci. wiem jaka
    jest, maz tez wie. nadal licze na poprawe stosunkow miedzy nia a
    nasza rodzina. odcielam od niej dzieci w czerwcu, jednak nie mam
    prawa zadac, zeby moj maz nie odwiedzial swojej matki. czasem sama
    go musze namawiac do tego. tesciowa uwielbia macic, oszukiwac,
    bruzdzic w naszym zyciu. potrafi pol kosciola powiadomic o moim
    sposobie natykoncepcji, naslac na nas ksiedza, zeby egzorcyzmy
    odprawial, dzieciom wmawiac bzdury.
    mimo, ze ja z nia kontaktu nie utrzymuje to ona i tak jest obecna w
    naszym zyciu dzieki swoim "dokonaniom"
    mam oparcie w mezu, on nie twierdzi, ze jego matka jest dobra a ja
    sobie wymyslam cos. jednak teraz kiedy ja Mamy przy sobie nie mam
    jakos trudniej mi oczekiwac od meza,ze i on zrezygnuje ze swojej
    mamy.
    --
    "A nie przyszło Ci do głowy, że wizyta u teściowej to nie czas i
    miejsce na rozmowy z mężem?"
    Made by: Horpyna4
  • geesje 16.11.09, 12:32
    No to Twój wybór. Chcesz w imię jakichś "wyższych celów" mieć
    kontakt z babcią swoich dzieci, miej, ale nie narzekaj. Twój wybór.
    A na zmianę stosunków bym nie liczyła. Jak było źle, będzie jeszcze
    gorzej. Nie przekonasz jej do swoich racji, bo niby dlaczego ona ma
    się przekonywać do Twoich racji, a nie Ty do jej? Nie ma jednej
    racji, każda z was ma prawo do swojego zdania. Według Ciebie ona
    wmawia dzieciom bzdury, zapewne z jej punktu widzenia ona ratuje
    dzieci przed złą matką wink

    Twoja sprawa, jak chcesz wychowywać swoje dzieci, ale zrozum też
    innych, że mogą mieć poglądy dokładnie odwrotne od Twoich. A skoro
    Twoja teściowa najwyraźniej zupełnie inaczej myśli, to ja bym się
    zastanowiła, czy chcę dzieciom robić wodę z mózgu, kiedy co innego
    mówi mama, a co innego babcia, jedna i druga bliskie osoby. I kiedy
    dzieci widzą, jak się żrecie - a widzą, na pewno! - tym bardziej
    jest im trudno.

    Z tego co się zdołałam zorientować, kością niezgody między wami jest
    kwestia religijna i ogólnie rzecz biorąc seksualności. Jednak
    teśiowa to akurat ostatnia osoba, z którą powinno się o tym
    rozmawiać. Spróbuj kiedyś jasno i dobitnie powiedzieć " o tym nei
    rozmawiamy, to moja sprawa, nieżyczę sobie komentarzy". Zdziwisz
    się, jak to może pomóc na relacje...
  • sadosia75 16.11.09, 13:08
    > Twoja sprawa, jak chcesz wychowywać swoje dzieci, ale zrozum też
    > innych, że mogą mieć poglądy dokładnie odwrotne od Twoich. A
    skoro
    > Twoja teściowa najwyraźniej zupełnie inaczej myśli, to ja bym się
    > zastanowiła, czy chcę dzieciom robić wodę z mózgu, kiedy co
    innego
    > mówi mama, a co innego babcia, jedna i druga bliskie osoby. I
    kiedy
    > dzieci widzą, jak się żrecie - a widzą, na pewno! - tym bardziej
    > jest im trudno.

    Moja i mojego meza sprawa jak chcemy wychowac dzieci. i tu sie
    konczy korowod osob zainteresowanych tym tematem. Moja tesciowa od
    zawsze podkladala klody pod moje nogi. uwazajac, ze robi dobrze,
    krzywdzila moje dzieci i swojego syna. jednak ja nie zostalam
    wychowana na zasadzie gryz jesli i ciebie gryza. to matka mojego
    meza, osoba starsza i z zasady nalezy sie jej odrobina szacunku. i
    znow sie mylisz. ja nie spieram sie z tesciowa w obecnosci dzieci.
    ja corkom nawet nie mowilam, ze tesciowa jest zla osoba bo
    straszyla corke pieklem. ja im wyjasnilalam, nigdy nie
    oczernialam.dziewczynki nigdy nie uslyszaly i nie uslysza zlego
    slowa z moich ust o swojej babci.

    > Z tego co się zdołałam zorientować, kością niezgody między wami
    jest
    > kwestia religijna i ogólnie rzecz biorąc seksualności. Jednak
    > teśiowa to akurat ostatnia osoba, z którą powinno się o tym
    > rozmawiać

    A co Ty na to, ze ja nie rozmawiam o tym z tesciowa? to tesciowa
    rosci sobie prawa do kierowania moim zyciem. wyzywajac od pomiotow
    szatanskich przez ladacznice i konczac na zlodziejce zycia jej
    syna. a to wszystko robi przy naszych dzieciach. nasz kontakt
    zostal urwany w czerwcu i to ja do tego doprowadzilam to "moralnej
    wojnie" mojej tesciowej z moimi dziecmi.

    Spróbuj kiedyś jasno i dobitnie powiedzieć " o tym nei
    > rozmawiamy, to moja sprawa, nieżyczę sobie komentarzy". Zdziwisz
    > się, jak to może pomóc na relacje

    Zdziwisz sie bo to w ogole nie dziala.
    --
    "A nie przyszło Ci do głowy, że wizyta u teściowej to nie czas i
    miejsce na rozmowy z mężem?"
    Made by: Horpyna4
  • geesje 16.11.09, 13:48
    No to masz niezłego pecha z tą kobietą. Nie zazdroszczę.

  • kk345 16.11.09, 14:32
    Po swoich długich, wczesniejszych wywodach masz sadosi tylko tyle do
    powiedzenia? Widzę w tym wątku trochę Twoich, bardzo radykalnych
    sądów o ludziach, których nie znasz i sytuacjach, których
    najwyraźniej nie doswiadczyLaś. Po czarno-bialych, nieco naiwnych
    poglądach na życie wnioskuję, ze jestś bardzo młoda osobą: życzę Ci
    więc szczerze, zebyś nigdy nie została osądzona przez obcych w
    sposob, jaki Ty osadzasz choćby sadosię.Życzę Ci tez, zeby prawdziwy
    świat był jak nabliższy Twoich wyobrażeń na jego temat...
  • apapon 16.11.09, 12:10
    trzymam kciuki !
  • anu_anu 16.11.09, 12:59
    Nauczyciele są od tego aby mądrze uczyć nasze dzieci. I nie wolno
    mylić uczenia z tresurą.
    Teściowa jest matką męża i tak nadal będzie. Ale nie wolno mylić
    bycia synem (co jest dozgonne) z byciem dzieckiem (co już nie
    powinno być dozgonne).
    Nie popieram idei prowadzenia rozgrywek z ciałem pedagogicznym w
    duchu „pokaż swoją wyższość” aż rzeczone ciało będzie się wić
    upokorzone. Stawiając sprawę w ten sposób – same ustawiamy się na
    poziomie, który jednocześnie tak bardzo potępiamy! Sprawy da się
    załatwić stricte merytorycznie, trzymając się faktów i nie
    upokarzając nikogo. Bo brak racji ludzie jakoś dobrze znoszą – a
    upokorzeń – nie znoszą, nie zapominają i nie darują!
    Podobnie z teściową – trzeba się z Nią spotykać, rozmawiać, dzwonić.
    I przy tym mówić swoje i robić swoje – bo to nasze życie i my
    odpowiadamy za jego bieg i jakość. Ważne aby umieć spokojnie o tym
    mówić w również bezpośrednich kontaktach: „Szanuję Mamy zdanie i
    rozumiem, że Mama będzie inaczej postępować. Ale ja mam inne zdanie
    i dlatego inaczej postępuję”. W takich rozmowach nie ma racji, jest
    stwierdzenie różnic poglądów, którym nie da się zaprzeczyć. Dopiero
    dopuszczenie do dowodzenia racji buduje konflikt. I nie bała bym się
    takich różnic, dzieci wiedzą, że ludzie są różni i mają różne
    poglądy. To nie dotyczy tylko seksu i religii smile.
  • sadosia75 16.11.09, 13:12
    Anu to co piszesz to prawda. Tylko nijak sie ma do moich relacji z
    tesciowa. wyrzadzila duza krzywde moim dzieciom, bo to co zrobila
    mnie nie ma znaczenia zadnego. a ja swoich dzieci nie pozwole nigdy
    i nikomu krzywdzic, chyba, ze same kiedys mnie poprosza o to, zebym
    nie interweniowala. straszenie dziecka, ze pojdzie do piekla bo
    mama do cerkwii chodzi a nie do kosciola i dlatego starsza siostra
    jest chora raczej nie podchodzi pod tekst :Mamy zdanie i
    > rozumiem, że Mama będzie inaczej postępować. Ale ja mam inne
    zdanie
    > i dlatego inaczej postępuję

    inna matka by poslala tesciowa w najglebsze otchlanie piekla ja
    postapilam inaczej. odcielam ja od mojej rodziny, moich dzieci i
    naszego zycia. to, ze sie w nie wtraca nie uczestniczac w nim to
    juz inna sprawa
    --
    "A nie przyszło Ci do głowy, że wizyta u teściowej to nie czas i
    miejsce na rozmowy z mężem?"
    Made by: Horpyna4
  • anu_anu 16.11.09, 14:30
    Taka teściowe to się nazywa wyzwanie smile
    Przypomniała mi się upiorna postać z przeszłości - Siostra
    Katechetka mojej córki, która powiedziała Młodej w drugiej klasie
    podstawówki, że jest hitlerowcem, bo w takich butach to hitlerowcy
    chodzili. Młoda miała na nogach nowiuśkie martensy, które podówczas
    (prawie 20 lat temu) były absolutną nowością i hitem...
    Córcia nie była wyjątkiem, Siostra miała wiele ciekawych porównań,
    nie chcę tu robić wykazu przytoczę moje „ulubione”:
    Kolega z klasy załapał się na twierdzenie, że chyba jest Żydem – bo
    siedział w klasie w czapce …
    W drugim zdarzeniu Siostra poinformowała dzieci, że Bóg zsyła na
    ludzi choroby jako karę za grzechy. Jak są to ciężkie grzechy to i
    choroba jest ciężka, np. może to być rak - na którego sie umiera.
    Aby dzieciom lepiej zobrazować co je czeka (przypominam - druga
    klasa podstawówki) - Siostra dodała, że taki rak zaczyna się
    od "bąbelka gdzieś na ciele". A córce koleżanki wieczorem zrobiła
    się krosta na języku... Jak należy się spodziewać dziecko popadło w
    histerię "nie chcę umierać, co ja zrobiłam" etc.
    Wyjaśniłam wtedy Młodej, że są tacy ludzie. I my ich nie rozumiemy,
    bo myślimy inaczej.
    Podobny problem miałam z sytuacją „Pani mnie nie lubi a Kasię lubi”.
    Wyjaśniłam, że każdy z nas kogoś lubi bardziej a kogoś mniej, więc
    pewnie z Panią jest podobnie. Po dwóch dniach dziecię przyszło z
    przemyśleniem – „ludzie to się mogą lubić lub nie lubić ale Panie to
    nie powinny”. Zdanie to pięknie opisuje na czym polega powołanie do
    zawodu nauczyciela. Powiedziałam wtedy, że się zgadzam, bez
    dodatkowego komentarza. I teraz – po wieeelu latach mogę z całą
    stanowczością stwierdzić, że Młoda sama oceniła, że nasze myślenie
    jest lepsze i to samodzielne wywnioskowanie jej chyba pomaga żyć –
    broniąc swojego zdania i prawa doń.
  • po_etry 16.11.09, 14:56
    Zuzka ma 11 lat....nie chce mi się czytać wszystkich postów, ale z
    pierwszego bije tyle zaciekłości, chęci dowalenia komus tam, i jeszcze
    komuśsad smutne.
    odezwij się, samosiu , za, no, może 3, może 4 lata. Fajnie, że
    uświadamiasz dziecko. Ale ja nie chciałabym, by moje dziecko zostało
    uświadomione przez Twoje, a tak się stało na lekcji. O przerwie myśleć
    nie chcę.
    Mam jedno pytanie: czy Ty pracujesz? bo tyle pary idzie w gwizdek...
  • anu_anu 16.11.09, 15:14
    Sama uświadom swoje dzieci, po co czekać na córkę Sadosi smile
  • kk345 16.11.09, 15:21
    Sens Twojej wypowiedzi jest taki: nie wiem, o co chodzi, bo nie
    czytałam, ale mimo to mam swoje zdanie. Uroczesmile
  • sadosia75 16.11.09, 15:28
    Nic nie poradze na to, ze moje dziecko nie unika rozmow na trudne tematy. jesli
    slyszy od kolezanki, ze antykoncepcja polega na podmyciu sie to nie dziwie sie,
    ze zabiera glos w dyskusji. z tego co wiem od corki i mamy dziewczynki,ktora
    rozmowie sie przysluchiwala to corka powiedziala jedynie, ze podmywanie sie nic
    nie da i w ciaze zajsc mozna juz za pierwszym razem.
    Ciezko mi pojac jak rodzice unikaja rozmow u seksie z wlasnymi dziecmi. coz nie
    moja droga wychowania. owszem szanuje wybory innych rodzicow, jednak ich wybory
    nie beda glupio wmawiane mojej corce. jesli ona chce wyrazic swoje zdanie to ma
    do tego prawo. i jest uczona tego, ze ma wyrazac swoje zdanie w sposob
    kulturalny nie urazajac nikogo. wstyd sie przyznac ale Zuzi czesto idzie to
    lepiej niz mnie.
    co do pytania o prace. mam na tyle komfortowa sytuacje, ze po wielu latach meki
    zawodowej nie musze pracowac samodzielnie. ot raz na jakis czas wystarczy
    sprawdzic czy wszystko w firmie gra.
    --
    "A nie przyszło Ci do głowy, że wizyta u teściowej to nie czas i
    miejsce na rozmowy z mężem?"
    Made by: Horpyna4
  • bebe.lapin 16.11.09, 15:40
    Przepraszam, a co w tym dziwnego, ze 11-letnia dziewczynka dowie sie czegos o
    swojej seksualnosci - nie z wulgarnego pisemka, ale od mamy, madrze i
    odpowiedzialnie? Przeciez ona za chwile zacznie miesiaczkowac, jej cialo sie
    zmienia juz teraz, zagrozenia czyhajace na dzieci sa teraz wieksze, niz np.
    pietnascie lat temu (wiem, bo sama mialam wtedy 11 lat)itd. Czy lepiej jest
    wsadzic glowe piasek i udawac, ze tego wszystkiego nie ma, a jak dziecko
    zostanie zgwalcone, albo po prostu zacznie sobie experymentowac z rowiesnikiem,
    to wtedy zastanawiac sie, co robic? Glupota.. Nie wspomne o tym, ze dzieci
    madrze uswiadomione i wychowane w szacunku do swego ciala (nie chodzi mi o
    jakies religijne wychowanie, tylko o przekonanie, ze mozna powiedziec nie, ze
    nie jest sie rzecza ktora ma komus sprawiac przyjemnosc, ze pewne rzeczy sa dla
    doroslych, bo dojrzale cialo nie wystarcza, tzreba miec jeszcze dojrzala
    psychike)rozpoczynaja zycie seksualne pozniej i madrzej.

    Na koniec anegdotka z mojego wlasnego zycia: w piatej klasie kolezanka
    rozemocjonowana wypytywala mnie, czy wiem, o co chodzi z okresem i takie tam
    (jak sie pozniej dowiedzialam, zostalam wytypowana dlatego, bo bylam juz dosc
    "rozwinieta" :p), wiec najpierw sie zdziwilam, ze takich podstawowych rzeczy nie
    wie, a potem jej spokojnie opowiedzialam to, co wyczytalam w odpowiedniej
    ksiazce; u mnie, w przeciwienstwie do niej, "te sprawy" nie powodowaly
    niezdrowego podniecenia. I taka jest roznica miedzy dziecmi, ktorym rodzice
    przekazali w odpowiednim momencie odpowiednia wiedze, a tymi, ktorych pozbawiono
    tej mozliwosci.
    --
    "- Chłopaki!!! - przerwał mu Smok Zygmunta (...) - Już wiem! Nauczymy sie latać.
    Jak kura może, to my też możemy! (...)
    - A co jest potrzebne do latania? - dopytywał się nerwowo Antoni.
    - Skrzydła i urwisko - stwierdził Wincenty.
    - No tak. Skrzydeł nie mamy, ale kura też ma marne. Urwisko jest najważniejsze."
  • po_etry 16.11.09, 15:59
    Nie czytałam WSZYSTKICH postów, tylko pierwszy, chyba najważniejszy i
    to właśnie na jego podstwie zabrałam głos.
    A nie przyszło Ci/Wam do głowy, że ja chcę sama uświadomić swoje
    dziecko i nie wierzę, że Twoja córka zrobi to lepiej za mnie? nie
    sądzisz,że dyrektor tak delikatnie cwelem zwany(słownictwo więzienne
    notabene) zareagował,bo inni rodzice zobowiązali go do tego?
    tyle w temacie, a Ty możesz nawet lekcje poglądowe przy córce
    przeprowadzać, Twoje dziecko, Twoje problemy (przed Tobą).
  • po_etry 16.11.09, 16:04
    A córce wystarczyło powiedzieć: słuchaj, skarbie, my tu sobie tak
    rozmawiamy, ale ty nie musisz potem o tym wszystkim dzieciom opowiadać,
    bo inni rodzice mogą mieć inne poglądy na wychowanie dzieci. Po prostu.
    Powodzenia w firmie;p
  • otterly 16.11.09, 16:39
    11-letnia dziewczynka powinna być już uświadomiona od kilku lat. Kropka. Jeśli
    nie jest, jest to dysfunkcja. To trochę tak, jakby jakiś rodzic sobie pomyślał,
    że nie chce uczyć swojej pociechy sikania do nocnika w wieku kilku lat, tylko
    zrobi to, jak dziecko skończy 10 lat i potem miał pretensje, że inne dzieci,
    nauczone, nie są w stanie zrozumieć, dlaczego ich rówieśnik nadal biega z
    pieluchą. Popieram Sadosię w 100% - seksualność nie jest tematem tabu, nie jest
    tematem "domowym" i budowanie wokół tego takich barier, rodzi właśnie dysfunkcje
    i problemy. To oczywiste, że człowiek, który coś wie nie będzie siedział cicho,
    kiedy inni wokół plotą bzdury na ten temat. Środowisko dziecięce nie różni się
    aż tak bardzo od dorosłych. Zastanów się, jak Ty być się zachowała, gdyby Twoja
    koleżanka z pracy powiedziała, że podmywanie się to świetna metoda
    antykoncepcyjna? Nie zaoponowałabyś?

    Co do pary w gwizdek: gdyby każdemu rodzicowi chciało się władować tyle pary w
    walkę z machiną szkolnictwa polskiego, może ta machina wreszcie ruszyłaby na
    przód, a nie ciągle stała w średniowieczu. Wyobrażasz sobie sytuację, kiedy
    jedno dziecko nie mówi czegoś, bo sobie właśnie uświadomiło, że nie powinno, bo
    inni rodzice mogą mieć "inne poglądy na wychowywanie dzieci"? A wiesz, że
    wychowywanie dzieci to nie poglądy, tylko umiejętność, sztuka i WIEDZA, żmudnie
    zdobywania (o Boże, jak to?!?!?) z książek?
  • she8 16.11.09, 16:43
    Z pewnością powinna być uświadomiona, ale nie przez swoją koleżankę.
    "jak Ty być się zachowała, gdyby Twoja
    > koleżanka z pracy powiedziała, że podmywanie się to świetna metoda
    > antykoncepcyjna?"- koleżanka z pracy może nie ma 11 lat?
  • otterly 16.11.09, 16:53
    No ale trudno mieć pretensję do koleżanki, że ją uświadomiła, prawda? To jest
    wyłącznie wina rodziców dziewczynki, która uświadomiona nie została. Niestety
    tak świat jest skonstruowany, że dzieci cierpią za błędy swoich rodziców.
  • araceli 16.11.09, 22:15
    otterly napisała:
    > 11-letnia dziewczynka powinna być już uświadomiona od kilku lat. Kropka. Jeśli
    > nie jest, jest to dysfunkcja.

    Jak to ładnie oceniać innych. Lepiej się poczułaś? Matką zdaje się jeszcze nie jest a wie najlepiej ze wszystkich smile
  • kk345 16.11.09, 22:24
    > Jak to ładnie oceniać innych. Lepiej się poczułaś? Matką zdaje się jeszcze nie
    > jest a wie najlepiej ze wszystkich smile
    Właśnie oceniłaś otterly...lepiej się poczułaś?
    Jeśli nie ma dzieci, to lepiej, ze już ma poglądy na ich wychowanie, niżby miała
    improwizować później, prawda?
  • araceli 16.11.09, 23:06
    kk345 napisała:
    > Jeśli nie ma dzieci, to lepiej, ze już ma poglądy na ich wychowanie, niżby
    > miała improwizować później, prawda?

    Nie odnoszę się do POSIADANIA poglądów tylko do głoszenia ich jako jedynie słusznych i nazywania dzieci ludzi o innych poglądach 'dysfunkcyjnymi'. IMO tu Otterly mocno się zapędziła.
  • otterly 17.11.09, 11:17
    Czy ja napisałam, że moje poglądy są jedynymi słusznymi? Wyraziłam je i tyle. A
    ty sobie możesz z nimi zrobić co zechcesz. Skasować a pamięci na przykład. Masz
    jakiś kompleks?
  • truscaveczka 17.11.09, 10:51
    araceli napisała:

    > otterly napisała:
    > > 11-letnia dziewczynka powinna być już uświadomiona od kilku lat. Kropka.
    > Jeśli
    > > nie jest, jest to dysfunkcja.
    >
    > Jak to ładnie oceniać innych. Lepiej się poczułaś? Matką zdaje się jeszcze nie
    > jest a wie najlepiej ze wszystkich smile

    Ja jestem matką i podpiszę się pod Otterly, bo jej pogląd jest bardzo
    rozsądny, a określenia zastosowane - łagodne, ja znam trafniejsze ale na tym
    forum głównie stawiamy na pomoc a nie na obrażanie się nawzajem.
    --
    "Mężczyźni myślą o seksie co 5 minut, a kobiety cały czas, tylko mają podzielną
    uwagę." /od K.W./
    http://trus.m-bit.pl/syg/dziergam.pnghttp://trus.m-bit.pl/syg/gledze.pnghttp://trus.m-bit.pl/syg/pichce.png
  • araceli 17.11.09, 11:13
    truscaveczka napisała:
    > Ja jestem matką i podpiszę się pod Otterly, bo jej pogląd jest bardzo
    > rozsądny, a określenia zastosowane - łagodne, ja znam trafniejsze ale na tym
    > forum głównie stawiamy na pomoc a nie na obrażanie się nawzajem.

    Acha ale fajnie smile Rozumiem, że nazwanie czyjegoś dziecka (według swoich własnych kryteriów dysfunkcyjnym jest ok ale skrytykowanie tych kryteriów już nie?

    Droga Sadosiu,

    Ponieważ przeprowadziłaś rozmowę z córką na temat antykoncepcji dopiero w wieku 11 lat i po (o zgrozo) otrzymaniu informacji od rówieśniczki - według niektórych pań z tego forum - Twoje dziecko jest DYSFUNKCYJNE*.

    Jak się z tym czujesz wink



    * określenie uznane za moderatorkę za łagodne wink
  • truscaveczka 17.11.09, 14:20
    Araceli, choróbcia, ale to co napisałaś mieści się w granicach ummm wolności
    słowa - kluczowa jest wstawka "według niektórych". Według dyrektora Zuzia jest
    dysfunkcyjna (chociaż nie jestem pewna - dysfunkcja dotyczy raczej rodziny
    znaczeniowo) i o to cała dyskusja. Właśnie o to chodzi, że nazwanie kogoś głupią
    cipą jest złe, a powiedzenie "według mnie robisz głupio" nie. A najlepiej byłoby
    zastosować metodę "ja bym tak nie zrobiła, bo uważam, ze rozwiązanie jakieśtam
    jest lepsze" - to byłby ideał wink A Idealne Panie Domu nie istnieją big_grin
    Sadosia też pojechała po bandzie z cwelem i paroma innymi słówkami - da sie to
    wyjaśnić emocjami, można poprosić, by nie używała tych słów na WDPD i tyle.
    (Jeju, kiedy ja ostatnio słyszałam to słówko na c wink)

    --
    "Mężczyźni myślą o seksie co 5 minut, a kobiety cały czas, tylko mają podzielną
    uwagę." /od K.W./
    http://trus.m-bit.pl/syg/dziergam.pnghttp://trus.m-bit.pl/syg/gledze.pnghttp://trus.m-bit.pl/syg/pichce.png
  • araceli 17.11.09, 14:28
    truscaveczka napisała:
    > Według dyrektora Zuzia jest
    > dysfunkcyjna (chociaż nie jestem pewna - dysfunkcja dotyczy raczej rodziny
    > znaczeniowo) i o to cała dyskusja.

    Akurat to w opinii Otterly a nie dyrektora szkoły córka Sadosi jest dysfunkcyjna. Radzę zwracać uwagę na autorów postów.

    > Właśnie o to chodzi, że nazwanie kogoś głupią
    > cipą jest złe, a powiedzenie "według mnie robisz głupio" nie.

    Więc czemu zwracasz mnie uwagę? To nie ja napisałam:
    '11-letnia dziewczynka powinna być już uświadomiona od kilku lat. Kropka. Jeśli nie jest, jest to dysfunkcja.'

    A Ty się z tym zgodziłaś. Takie autorytarne osądzanie innych jest OK bo jest zgodne z Twoimi poglądami?
  • otterly 17.11.09, 17:28
    Przepraszam bardzo, ale lekko się zagalopowałaś. Moja wypowiedź absolutnie nie
    dotyczyła córki Sadosi. Czytaj ze zrozumieniem, proszę. Sadosia na samym wstępie
    napisała, że uświadomiła swoją córkę dużo wcześniej i chyba właśnie z tego
    wynikła cały problem, prawda?A moja wypowiedź dotyczyła rodziców dziewczynki,
    którą (teoretycznie) uświadomiła córka Sadosi. Czyli modelem jest tu sytuacja, w
    której 11-latka, uświadomiona, rozmawia o seksie z inną 11-latką,
    nieuświadomioną i to właśnie tę dziewczynkę nazwałam (niefortunnie zresztą,
    przyznaję się) dysfunkcyjną. Miałam na myśli raczej "wychowaną w taki sposób,
    który skrzywdził to dziecko, bo nie przystosował go do życia w dziecięcym
    społeczeństwie" (żeby nie pisać nieprawidłowy, bo zarzucisz mi ocenianie).
    Według dyrektora szkoły córka Sadosi jest dzieckiem "dysfunkcyjnym", nie według
    mojej opinii.

    11-letnia dziewczynka powinna być uświadomiona (tak, jak córka Sadosi!), bo jak
    dostanie miesiączki, będzie myślałam, że umiera albo choruje (znam taką sytuację
    z doświadczenia). Czy tak trudno to zrozumieć?
  • anu_anu 17.11.09, 11:16
    Mamy dwie sprawy: emocje Sadosi i jej postępowanie z córkami.
    W pierwszej sprawie – epitetów należy unikać a Sadosi się to trochę
    nie udało, jakaś cienka linia została przekroczona i dziewczyna
    zareagowała emocjonalnie. Wątpię czy na jej miejscu bym umiała
    zachować zimną krew w opisanej sytuacji – ale nie to jest
    przedmiotem dyskusji.
    Natomiast co do sprawy drugiej – zasadniczej to wszystkie podane
    fakty stanowczo przemawiają za Sadosią.
    Sadosiu! Podziwiam Cię za to, ze potrafisz bronić swojego poglądu,
    nie bacząc na tzw. opinię ogółu. Bo wielu z nas woli zrezygnować ze
    spraw ważnych – pod presją społeczną. A tyle nowych, pięknych,
    dobrych i ciekawych rzeczy można by zrobić!
  • otterly 17.11.09, 11:14
    Przede wszystkim, jeśli masz coś do mnie, to zwracaj się, proszę, personalnie,
    bo mówienie o kimś za jego plecami "matką nie jest", "wie najlepiej" jest
    dalekie od dobrego tonu.

    Nie przyszło Ci do głowy, że nie każdy może być matką jak tylko przyjdzie mu na
    to ochota? I to nie świadczy o jego kompetencjach pedagogicznych. Wiem sporo o
    psychologii dziecięcej i metodach wychowawczych, myślę, że dużo więcej od
    niejednej matki wielodzietnej. Praktykę też mam jako taką, bo swoich uczniów
    traktuję jak swoje dzieci. Wyobraź sobie, że obcowanie ze sporą grupą dzieci w
    różnym wieku może bardzo dużo nauczyć. Niestety poznałam też całe spektrum
    błędów rodziców, których ci mogliby uniknąć, gdyby wiedzieli choć odrobinę np. o
    sposobach komunikacji z dzieckiem, o etapach rozwoju. Niestety w Polsce cały
    czas pokutuje pogląd, że rodzice naturalnie wiedza jak wychowywać dzieci, a
    przez wychowywanie rozumieją karmienie, pranie, prasowanie i zarabianie kasy.
    Smutne.

    Nie oceniłam nikogo, tylko sytuację modelową, o której tu rozmawiamy.
  • araceli 17.11.09, 11:33
    otterly napisała:
    > Nie oceniłam nikogo, tylko sytuację modelową, o której tu rozmawiamy.

    No właśnie - piszesz jak nauczycielka. 'Sytuacja modelowa' - w tym wieku to, w tym wieku tamto, tak trzeba wychowywać, tak trzeba rozmawiać. Inaczej to dysfunkcja. Czysta teoria

    > Niestety poznałam też całe spektrum
    > błędów rodziców, których ci mogliby uniknąć, gdyby wiedzieli choć odrobinę np.
    > o sposobach komunikacji z dzieckiem, o etapach rozwoju.

    Wiesz - wszystkie kobiety jakie znam też widziały WSZYSTKIE błędy innych matek dopóki same nie miały dzieci. Potem popełniały często te same smile .

    Ciesz się i miej wysokie mniemanie o swoich zdolnościach pedagogicznych dopóki nie będziesz miała własnych dzieci. Życie zweryfikuje teorię wink Łatwo jest krytykować ludzi, o których życiu tak niewiele wiesz.
  • anu_anu 17.11.09, 11:49
    Oczywiście można założyć, że jak się ktoś nauczy teoretycznie
    dodawania - to nie będzie umiał dodać dwóch cukierków do 3
    cukierków. Bo 2+3 to abstrakt a cukierki to już konkret. A ja sądzę,
    że zwykle jest dokładnie odwrotnie - ktoś kto potrafi dodawać
    abstrakcyjne liczby to i z cukierkami sobie radzi. Może się zdarzyć,
    że osoba znająca teorię nie poradzi sobie z praktyką ale to jednak
    są wyjątki.
    PS
    Nie jestem nauczycielką, mam dziecko, dużo czytałam i nie uważam
    tego za przesądzające o tym co robię. Raczej poszerza to horyzonty.
  • otterly 17.11.09, 13:02
    Nie czysta teoria, bo sprawdzona w praktyce. Jak już pisałam, nie zajmuję się
    teorią, po prostu nie jest mi ona obca i nie boję się wiedzy. Jak w każdej
    dziedzinie, tak w pedagogice wiedza jest niezbędna. Trudno rozmawiać o
    czymkolwiek na zasadzie "wydaje mi się". Po co wyważać otwarte drzwi i
    eksperymentować na własnym dziecku? Skąd wiesz, kiedy umysł dziecka jest gotowy
    na zrozumienie abstrakcyjnych pojęć? Wydaje Cie się, że czterolatek już wie co
    to dobro i zło, a pięciolatek jeszcze nie? Czasem warto po prostu się czegoś
    nauczyć, przyjąć, że są ludzie mądrzejsi. Ale, wybacz, nigdy nie byli i nie będą
    dla mnie autorytetami, ludzie, którzy przy tak odpowiedzialnych i trudnych
    sprawach, jak wychowywanie dzieci, kierują się intuicją wyłącznie. Chciałabyś,
    żeby kroił Cie chirurg któremu wydaje się, że wie, gdzie jest wątroba?

    Nikogo nie krytykuję, jak już napisałam, odnoszę się do opisanego problemu
    (jeśli sytuacja modelowa tak Cię razi). Nie było w tym nic personalnego.
    Napisałam, ze według tego co wiem, 11-latka powinna być uświadomiona i tyle. Nie
    ma w tym cienia krytyki.

    Nie twierdzę, że błędów się da uniknąć. Sama wiele popełniłam i szłam do dzieci
    pełna ideałów. Też myślałam, że moi uczniowie założą "stowarzyszenie umarłych
    poetów". Praktyka to zweryfikowała, ale gdybym nie miała w rękach konkretnych
    narzędzi, właśnie modelowych, wyuczonych, skończyłabym jako sfrustrowane
    nauczycielisko marzące dyktanda na czerwono. Nie skończyłam tak, mam uczniów,
    którzy przychodzą do mnie po to żeby posłuchać o Mickiewiczu z własnej woli,
    którzy się śmieją, jak czytam im fragmenty "Pana Tadeusza", bo nagle się
    okazuje, że to nie tylko ból i martyrologia.

    Wiesz, wykorzystanie teorii w praktyce to najtrudniejszy etap kształcenia. Nie
    mówię jak trzeba wychowywać. Mówię, że warto się zastanowić i dowiedzieć pewnych
    rzeczy o rozwoju dziecka, bo wtedy jest łatwiej. Nie po to rozwinęła się wielka
    nauka zwana psychologią rozwojową i pedagogiką, żeby z jej zdobyczy nie
    korzystać. Przecież chodzi tu wyłącznie o dobro naszych dzieci. Wychowujmy je
    lepiej od naszych babek, które tej wiedzy nie miały. Dlaczego nie mamy problemu
    z zaakceptowaniem postępu w medycynie, a w teorii wychowania już tak? To
    naprawdę nie jest żadna wiedza zakazana. Każdy może się dowiedzieć kiedy umysł
    dziecka przechodzi jakie stadium. Nie mówię o wieku, nie lubię operowania
    liczbami, jeśli chodzi o ludzi. Ale KAŻDE dziecko przechodzi pewne etapy. Możemy
    je rozpoznać i ułatwić mu dorastanie. Tylko tyle i aż tyle.
  • araceli 17.11.09, 14:35
    otterly napisała:
    > Nie czysta teoria, bo sprawdzona w praktyce.

    W czyjej praktyce? Wychowałaś dziecko? Uświadamiałaś? Z tego co piszesz jesteś polonistką big_grin (co dość wyraźnie widać w długości i moralizatorstwie Twoich postów wink)

    Nie kwestionuję wkładu nauki w wychowanie - jednak sztywne trzymanie się książek, wyznaczanie limitów rozwojowych i tego co kiedy dziecko powinno wiedzieć to dla mnie jakieś nieporozumienie. Ocenianie czyjegoś postępowania przez pryzmat tego co w książce napisali - również. Jak dziecko zachowuje się niezgodnie z teorią profesora X to jest dysfunkcyjne??

    > Napisałam, ze według tego co wiem, 11-latka powinna być uświadomiona i tyle.
    > Nie ma w tym cienia krytyki.

    No właśnie nie napisałaś. Przeczytaj sobie sama. Nazwanie czegoś 'dysfunkcją' to dla mnie najcięższy rodzaj krytyki.


    PS. Mam uczulenie na pouczający nauczycielski ton.
  • anu_anu 17.11.09, 15:15
    Uważam, że zaniedbanie uświadomienia 11 letniej dziewczynnki
    powoduje, że ma ona dysfunkcję w kontaktach z rówieśnikami - jest
    zdana na treści i formę, którą inne dzieci przekażą.
    Jeżeli chodzi o argumenty to - nie jestem polonistką ani nawet
    nauczycielką oraz wychowywałam swoje dziecko (i w tym procesie
    również uświadamiałam je).
  • araceli 17.11.09, 15:18
    anu_anu napisała:
    > Uważam, że zaniedbanie uświadomienia 11 letniej dziewczynnki
    > powoduje, że ma ona dysfunkcję w kontaktach z rówieśnikami - jest
    > zdana na treści i formę, którą inne dzieci przekażą.

    Rozumiem, że Twoje 11-letnie dziecko wiedziało już wszystko? Antykoncepcja, orgazmy, pozycje, zabawki erotyczne, dewiacje itp?

    Nie - a to dysfunkcja! big_grin big_grin big_grin
  • bebe.lapin 17.11.09, 15:22
    ulubiony argument osob bedacych kontra - nie przyjdzie Wam do glow, ze nie
    trzeba mowic o wszystkim, zwlaszcza ze akurat to dzieci nie interesuje, One chca
    wiedziec, co sie dzieje z ich cialem, dlaczego nagle zachowuja sie tak, a nie
    inacze, i musza wiedziec, ze moga powiedziec nie oraz kiedy powinny to zrobic.
    Wiekszej wiedzy im w tym wieku nie trzeba.
    --
    "- Chłopaki!!! - przerwał mu Smok Zygmunta (...) - Już wiem! Nauczymy sie latać.
    Jak kura może, to my też możemy! (...)
    - A co jest potrzebne do latania? - dopytywał się nerwowo Antoni.
    - Skrzydła i urwisko - stwierdził Wincenty.
    - No tak. Skrzydeł nie mamy, ale kura też ma marne. Urwisko jest najważniejsze."
  • anu_anu 17.11.09, 15:27
    Moje dziecko w każdym wieku miało tyle informacji, że nie
    szukało sensacji wśród rówieśników - bo czuło, że wie.
    Wiedziało o tym, że można planować posiadanie dzieci i jak to robić
    (najpierw ogólnie, później już dokładnie), wiedziało, że seks ludzi
    kochajacych się jest przyjemny. Temat zabawek nie był ruszany, acz
    gdyby zapytała lub choć wspomniała - odpowiedziała bym, podobnie z
    dewiacjami.
  • araceli 17.11.09, 15:29
    anu_anu napisała:
    > Moje dziecko w każdym wieku miało tyle informacji, że nie
    > szukało sensacji wśród rówieśników - bo czuło, że wie.

    Wiesz - przekonanie, że Twoje dziecko (szczególnie w kwestii seksu) całą wiedzę czerpie od Ciebie jest moim zdaniem czystą naiwnością smile
  • otterly 17.11.09, 17:39
    Ośmieszasz się, wiesz? Nigdzie nie napisałam, że masz z 11-latką rozmawiać o
    zabawkach erotycznych, nigdzie nie napisałam, że córka Sadosi jest dysfunkcyjna,
    i nigdzie nie napisałam, że moje poglądy są jedynymi słusznymi. Wyraziłam swoje
    zdanie, wysunęłaś armaty przeciwko mnie, więc starałam się wytłumaczyć swoje
    poglądy i poprzeć je odpowiednimi argumentami. Na zarzut, że moje posty są za
    długie i moralizatorskie w tonie (a Twoje jakie są, do licha?!) ręce mi opadły.
    Wydaje Ci się, że jeśli wychowałaś jedno lub dwoje dzieci to jesteś ekspertką w
    tej materii? szczerz wątpię, skoro uważasz edukację seksualną 11-latki za błąd.
    Kończę te dyskusję, bo opiera się ona na Twoim niezrozumienie moich słów. Może
    spójrz na górę wątku, gdzie napisałam, że jestem pełna podziwu dla Sadosi.
  • anu_anu 17.11.09, 18:53
    araceli napisała:

    > anu_anu napisała:
    > > Moje dziecko w każdym wieku miało tyle informacji, że nie
    > > szukało sensacji wśród rówieśników - bo czuło, że wie.
    >
    > Wiesz - przekonanie, że Twoje dziecko (szczególnie w kwestii seksu) całą wiedzę czerpie od Ciebie jest moim zdaniem czystą naiwnością smile

    Widzisz, to nie jest kwestia przekonania - tylko nadal prowadzonych rozmów z córką - już dorosłą. I całkiem niedawno usłyszałam, że córka właśnie ode mnie miała pełne podstawy wiedzy na temat seksu i swoiste poczucie komfortu "że już wie". Oczywiście rozmawiała o tym też z rówieśnikami - co jednak nie jest tożsame z tym, że od nich czegoś się musiała dowiadywać.
    A że się tak zapytam - kiedy Ty po raz pierwszy a kiedy po raz ostatni rozmawiałaś o seksie ze swoją mamą?
  • kowalikm 16.11.09, 18:05
    Ja z kolei nie pojmuję co w tym zaskakującego, że 11-letnie dziecko rozmawia z
    innymi na taki czy inny temat.
    Przecież nie od dziś wiadomo, że najbardziej "chodliwe" są tematy "zakazane".
    Pytanie tylko, w których domach są to tematy o których się nie rozmawia lub mówi
    się tylko w GRONIE RODZINNYM.
    Przecież nawet sprawy fizjologii można ubrać w normalne słowa.
    A jeśli ktoś woli, aby jego dziecko było uświadamiane przez gazetki dla
    nastolatek czy koleżanki i kolegów (zapewniam, że jakoś tę ciekawość sobie
    zaspokoi) to jego sprawa.
    Tyle, że niektórzy rodzice wolą żyć w nieświadomości, bo to jeszcze nie czas. A
    potem szok, bo przecież moje dziecko jest rozsądne i na pewno nie przyszłoby do
    głowy mojej 13-latce, aby robić TE reczy...

    sadosia bardzo mi się podoba Twoje zdroworozsądkowe podejście.
    Każdy ma prawo mieć swoją opinię, ale życie niestety nie raz płata nam figla i
    miesiączka u 11-latki to już nic zaskakującego - czasem są to niestety dramaty w
    rodzinach.
  • maria10344 16.11.09, 19:20
    po_etry napisała:

    > Nie czytałam WSZYSTKICH postów, tylko pierwszy, chyba najważniejszy i
    > to właśnie na jego podstwie zabrałam głos.
    > A nie przyszło Ci/Wam do głowy, że ja chcę sama uświadomić swoje
    > dziecko i nie wierzę, że Twoja córka zrobi to lepiej za mnie? nie
    > sądzisz,że dyrektor tak delikatnie cwelem zwany(słownictwo więzienne
    > notabene) zareagował,bo inni rodzice zobowiązali go do tego?
    > tyle w temacie, a Ty możesz nawet lekcje poglądowe przy córce
    > przeprowadzać, Twoje dziecko, Twoje problemy (przed Tobą).
    Jeżeli Twoja córka będzie zadawać koleżance pytania o zapobiegania ciąży,to
    znaczy,że ty masz z nią marny kontakt,że nie wyczułaś momentu,w którym należy to
    zrobić.Tak będzie,jeżeli wszystkie sprawy seksualności i takowej oświaty
    będziemy zostawiali rodzicom,Każdy będzie robił to w różnym czasie,a tak,jednego
    dnia dowiedziałyby się o tym wszystkie dzieci w klasie i właśnie wówczas mogłyby
    rozmawiać z rodzicami.Ja swoją córkę zaczęłam uświadamiać w wieku 7 lat/a było
    to w zamierzchłej przeszłości/posiłkując się książeczkami francuskimi w polskim
    tłumaczeniu z cudnymi ilustracjami.Było to proste i piękne.
  • and-a 16.11.09, 21:52
    No i mamy z jednej strony Sadosię, ktora z dzieckiem rozmawia, z
    drugiej matki,które uważają, że rozmowa Zuzi z ich dzieckiem zrobi
    mu krzywdę, bo to one w bliżej nieokreślonej przyszłości i w
    niesprecyzowany sposób chcą jakoby swoim dzieciom "trudne" tematy
    wyjaśniać. 11 lat to już nie takie dziecko, a w normalnej rodzinie
    dziecko w tym wieku powinno mieć już jakąś wiedzę, również na sprawy
    seksualności. W normalnej rodzinie wychowane dziecko na tekst np. że
    podmywanie się nie jest metodą antykoncepcji (temat nie wziął się
    znikąd) odpowiedziałoby np. ze zapyta mamę czy to prawda.
    A tak w ogóle co to za "trudny" temat? Dlaczego "trudny"? Normalny!
    Potem dzieci, które z rodzicami nie rozmawiają wiedzę czerpią z
    pisemek typu "Bravo"....W sumie to podziwiam Sadosię, która jest
    rozsądną kobietą i za dzieckiem stoi murem, ale część postów jest
    bardzo przygnębiająca - wiedza nie boli. Jak się jedna z drugą matką
    nie zgadzają z konkretnymi poglądami, to niech dyskutują, rozmawiają
    z dzieckiem,a nie piszą,że 11-latce taka wiedza niepotrzebna.
    Z takich niedoinformowanych dzieci wyrastają dorośli z problemami i
    kolejne pokolenie, które się wstydzi. Seks? Seksualność? Jak można!
  • mujer_bonita 16.11.09, 22:26
    Jak łatwo przychodzi na m oceniać ludzi - oczywiście w sensie jacy to oni gorsi od nas smile Te 'złe' matki co cudowna córka Sadosi uświadomiła, chroniąc je przed ciemnotą domu rodzinnego.

    Rozumie Sadosię i popieram jej walkę o dziecko bo reakcja dyrektora jest rzeczywiście przesadzona. Jednak każdy rodzic ma prawo wychowywać dziecko po swojemu, zgodnie z własnymi przekonaniami i etapami jego rozwoju - i w tym kontekście całkowicie rozumiem niektóre u wpisy.

    Ja również nie chciałabym, żeby moje przyszłe dzieci były uświadamiane na szkolnym korytarzu przez kolegów bo rodzice tamtych stwierdzili, że to ten czas. Z różnych powodów - każde dziecko rozwija się inaczej - twierdzenie, że dziecko powinno być w konkretnym wieku X uświadamiane to jakaś pomyłka. Do tego przekazywane tego typu informacji jest obarczone światopoglądem, który mi może nie odpowiadać. Nie chcę, żeby np. od jakiegoś dziecka z religijnej rodziny dowiedziało się, że ze używanie prezerwatyw ludzie będą się w piekle smażyć etc.

    Z dzieckiem będę rozmawiać wtedy, kiedy uznam za stosowne a niektóre tu 'postępowe' matki powinny być nieco bardziej otwarte na poglądy inne niż swoje.

    --
    Uzależnienie
  • anu_anu 16.11.09, 23:40
    Każdy rodzic musi się liczyć z tym, że dzieci rozmawiają ze sobą o wszystkim, co
    je interesuje. I jedna świadoma koleżanka przekaże swoją wiedzę innym. Nie jest
    to żadna nowość, kiedyś tak było, teraz tak jest i raczej nadal tak będzie.
    Przypomnijcie sobie! O czym Wy rozmawiałyście z koleżankami? Byłam w czwartej
    klasie, gdy pierwsza koleżanka zaczęła miesiączkować a było to prawie
    czterdzieści lat temu! Teraz dziewczęta dojrzewają szybciej, więc jak się chce
    samemu tę wiedzę przekazać – w postaci, która nam odpowiada – to trzeba to
    zrobić zanim zrobią to rówieśnicy!
    Jestem dziwnie pewna, że nie zawsze osobą sprzedającą newsa będzie ktoś taki jak
    córka Sadosi, która najwyraźniej ma wiadomości poprawne merytorycznie podawane w
    formie kulturalnej. Zazwyczaj jest dokładnie odwrotnie – wiadomości nie są
    prawidłowe za to forma jest odrażająca.
  • mujer_bonita 16.11.09, 23:52
    anu_anu napisała:
    > Teraz dziewczęta dojrzewają szybciej, więc jak się chce
    > samemu tę wiedzę przekazać – w postaci, która nam odpowiada – to tr
    > zeba to
    > zrobić zanim zrobią to rówieśnicy!

    Czyli rozumiem, że jak któryś rodzic uzna, że jego 5,6-latek jest już wystarczająco rozwinięty, żeby zrozumieć co to jest prezerwatywa i pociecha będzie się starała uświadomić moje dziecko w przedszkolu to jest MOJA wina, że nie zdążyłam przed innymi?? To ja i moje dziecko mają się dostosowywać do tego co postanowi inny rodzic, bo taki jest jego światopogląd?

    --
    Uzależnienie
  • anu_anu 17.11.09, 00:04
    Nie mówimy tu o winie, ani mi w głowie osądzanie win!
    Natomiast co do meritum - to jakkolwiek bardzo by Ci to nie przeszkadzało - tak właśnie jest... Nie masz szans aby zabronić innym rodzicom i dzieciom mówienia czegokolwiek ani też nie oddzielisz swojego dziecka od innych dzieci. Więc jedyne co można zrobić - to uprzedzić. Jak się jest w stałym i pozytywnym kontakcie z dziećmi - to "się wie" kiedy dzieci zaczynają poruszać temat seksu i wtedy trzeba wejść ze swoją wersją.
    Czy widzisz inne dające się zastosować rozwiązanie?
  • mujer_bonita 17.11.09, 00:08
    anu_anu napisała:
    > Więc jedyne co można zrobić - to uprzedzić.

    Powodzenia w uprzedzaniu wszytkiego, z czym dziecko może się w życiu zetknąć. Szczerze big_grin

    > Jak się jest w stałym i pozytywnym kontakci
    > e z dziećmi - to "się wie" kiedy dzieci zaczynają poruszać temat seksu i wtedy
    > trzeba wejść ze swoją wersją.

    Dokładnie - JAK dzieci zaczynają, JAK dzieci są gotowe - MOJE DZIECI nie inne. A jak nie? Wciskać na siłę, bo inna mama może już powiedziała i ja nie chcę na zacofaną wyjść??

    --
    Uzależnienie
  • anu_anu 17.11.09, 00:17
    Moja córka już na studiach, więc mało zostało rzeczy o których bym mogła ją
    uprzedzać wink
    Natomiast chciałabym podkreślić jedną rzecz - gotowość dzieci może być
    późniejsza niż informacje od rówieśników. I w mojej ocenie - również wtedy
    lepiej wejść z własnym komentarzem, który uwzględni poziom przygotowania/
    zainteresowania dziecka - niż czekać na to aby dziecko dojrzało.
    Wyjście na zacofaną czy postępową nie jest argumentem w żadną stronę.
  • maria10344 17.11.09, 06:04
    Zapominasz chyba,że w dobie internetu i dostępu do różnych publikacji jest inna
    niż jeszcze niewiele lat temu.Nikt nie każe mówić 5 latkowi od razu o
    prezerwatywach.U nas w domu wśród dzieci najbardziej popularna była encyklopedia
    przyrodnicza i zawsze udało nam się ją ustrzelić,mimo,że rodzice chowali.Ja
    pamiętam,jakim szokiem było dla mnie,kiedy w wieku 10 lat dostałam
    okres.Myślałam,że umieram.Mama dostała okres jak miała 15 lat więc uważała,że ja
    mam czas.A w tych sprawach trzeba czas wyprzedzać.
    Acha,jeszcze podczas rozmowy z dzieckiem trzeba koniecznie mówić o intymności w
    tych sprawach,że to sprawa bardzo osobista,przynależna tylko dziecku,że nie
    powinno się z innymi dziećmi o tym plotkować.To pomaga.
  • anu_anu 17.11.09, 09:23
    Fakt istnienia internetu, w którym jest wszystko powinien nas
    dodatkowo uczulić aby przegadać z dzieckiem sprawę.
    Natomiast nie wierzę, że mówienie dziecku o tym, że to sprawa
    intymna spowoduje, że ono nie przegada tematu z rówieśnikami.
  • otterly 17.11.09, 11:02
    A dlaczego 5-latek nie miałby wiedzieć co to jest prezerwatywa? Jeśli jest na to
    gotowy i matka/ojciec uzna, że zrozumie? Ważne, żeby nie wyprzedzać pytań
    dziecka i odpowiadać tylko tyle, ile dziecko samo chce wiedzieć. (Polecam
    książkę "Wychowanie bez porażek" Gordona.) Jeśli dziecko zapyta co to jest seks,
    odpowiedz nie wchodząc w szczegóły antykoncepcji, jeśli będzie chciało wiedzieć
    więcej, dopyta. Tzw. uświadamianie to musi być rozmowa, a nie wykład rodzica.
    Nawet jeśli rówieśnicy poruszą temat seksu wcześniej od matki, trudno. Dziecko,
    wychowane w zdrowej partnerskiej rodzinie, przyjdzie i dopyta rodziców, bo to
    oni w sposób absolutnie naturalny są dla niego autorytetem. Mam na myśli małe
    dzieci, do 6 lat max. Później zaczyna się wiek szkolny i, moim zdaniem, to jest
    ostatni moment na taką rozmowę. W szkole wszystkie dzieci powinny być
    uświadomione. I to jest też moment, kiedy wkracza nauczyciel. Lekcja na temat
    seksualności człowieka, zasad dobrego zachowania z nią związanych i higieny
    intymnej naprawdę spokojnie może się odbyć w pierwszej klasie. ważne, żeby był
    przeprowadzona bez konspiracji i poczucia tabu. W sposób naturalny i wesoły też
    można rozmawiać o seksie. Dzieci rozumieją duuuuużo więcej niż się rodzicom
    wydaje. A seksualność i fizjologia nie jest dla nich problematyczna czy
    wstydliwa, jeśli rodzice im tego nie wpoją.
  • mujer_bonita 17.11.09, 11:22
    otterly napisała:
    > A dlaczego 5-latek nie miałby wiedzieć co to jest prezerwatywa? Jeśli jest na to
    > gotowy i matka/ojciec uzna, że zrozumie?

    Otterly - czy tak ciężko jest zrozumieć, że jedno dziecko jest gotowe a inne nie. Jedno pyta a inne nie? Jedno otrzyma od rodzica informację i z całą radością podzieli się nią z zupełnie nie zainteresowanymi tematem rówieśnikami w przedszkolu??


    > (Polecam książkę "Wychowanie bez porażek" Gordona.)

    Ochhh - jak ja uwielbiam teoretyków cytujących książki big_grin Twoim zdaniem to.... twoim zdaniem tamto. Urocze smile


    --
    Uzależnienie
  • anu_anu 17.11.09, 11:36
    Gotowość konkretnego dziecka może wystąpić później niż informacje od
    rówieśników, to się zdarza naprawdę często (statystycznie powinno u
    połowy dzieci). Sądzę, że również wtedy lepiej wejść z swoimi
    informacjami, który uwzględniają poziom przygotowania/
    zainteresowania dziecka - niż czekać na to aby dziecko dojrzało
    wysłuchując wyłącznie informacji od rówieśników, którzy w żaden
    sposób nie uwzględniają potrzeb naszego dziecka.
  • mujer_bonita 17.11.09, 11:57
    anu_anu napisała:
    > Gotowość konkretnego dziecka może wystąpić później niż informacje od
    > rówieśników, to się zdarza naprawdę często (statystycznie powinno u
    > połowy dzieci).

    Tak - a to, że dziecko zetknie się z czymś na co nie jest gotowe lub rodzic nie zdąży mu tego wytłumaczyć nie świadczy o żadnej dysfunkcji.

    --
    Uzależnienie
  • anu_anu 17.11.09, 12:15
    Zgadzam się, jeżeli dziecię należy do grupy mniej zainteresowanych
    tematem - to nie jest to dysfunkcja, po prostu się jeszcze tematem
    nie interesuje i tyle. Natomiast warto być na bieżąco - aby reagować
    również na to co mówią/robią rówieśnicy. Bo jak się właściwy moment
    przegapi - to już będzie dysfunkcja. A sądząc po moim otoczeniu -
    wielu rodziców to przegapiło. I na dodatek niektórzy z nich też
    mieli pretensję, że dlaczego dziecię sie dowiedziało "na podwórku" -
    przecież oni chcieli sami etc...
  • mujer_bonita 17.11.09, 12:21
    Anu,

    Wrzucasz dwie równe kwestie do jednego worka. To, że dziecko dowiedziało się czegoś od rówieśnika nie jest równoznaczne z faktem, że rodzice przegapili właściwy dla niego moment na przekazanie mu tej treści.

    --
    Uzależnienie
  • anu_anu 17.11.09, 12:33
    Praktyka mnie nauczyłą, że jak dziecię przychodzi pytać o coś - co
    jakoś przedyskutowało z rówieśnikami - to jest to ostatni moment aby
    wejść i sprzedać swoją wersję.
    Acz ja zawsze dążyłąm aby to zrobić przysłowiowy dzień przed rozmową
    z rówieśnikami. Jak się jest pierwszym to jest łatwiej smile
  • otterly 17.11.09, 17:46
    mujer_bonita napisała:

    > anu_anu napisała:
    > > Gotowość konkretnego dziecka może wystąpić później niż informacje od
    > > rówieśników, to się zdarza naprawdę często (statystycznie powinno u
    > > połowy dzieci).
    >
    > Tak - a to, że dziecko zetknie się z czymś na co nie jest gotowe lub rodzic nie
    > zdąży mu tego wytłumaczyć nie świadczy o żadnej dysfunkcji.
    >

    Oczywiście! W pełni się zgadzam i to właśnie miałam na myśli. O dysfunkcji
    świadczy to, ze rodzic nie porozmawiał o sprawach podstawowych z 11-latką.
    Świadczy to o "dysfunkcji"tego rodzica, nie dziecka! Nie mam na myśli wchodzenia
    w seksualne szczegóły, ale podstaw fizjologii i antykoncepcji. Tym bardziej, że
    u 11-latki miesiączka może się pojawić lada chwila, a wtedy na takie rozmowy
    może być trochę za późno. Tylko tyle, tu cała burza smile
  • sadosia75 17.11.09, 15:08
    Grupowo odpowiem na kazde zadane mi pytanie i dodam cos od siebie.
    swoje corki uswiadamialam wtedy kiedy to one mnie pytaly o cos. jesli Zuzia
    majac lat 4 pytala skad sie biora dzieci to odpowiadalam jej szczerze nie
    wciskajac bajki o bocianie bo wg mnie to nie potrzebne. jesli inna matka chce
    tak mowic swojemu dziecku to jej wybor, ja nie mam prawa za to ganic matki.
    jednak jak mam uswiadamic swoje dzieci w sprawie seksu jednoczesnie mowiac corce
    ale pamietaj nigdy nie rozmawiaj na ten temat z kolezankami?
    w moim domu rodzinnym jak i teraz w domu,ktory ja tworze ze swoja rodzina seks
    nie jest tematem tabu tak samo jak inne religie, orientacje seksualne, polityka.
    wszystko o co mnie dziecko zapyta a ja bede wiedziala jaka jest odpowiedz to
    ciekawosc dziecka zostanie zaspokojina. informacje bede przekazywac w sposob,
    ktory bedzie do przyjecia dla dziecka, dostosowany do wieku dziecka.
    i chce wyraznie podkreslic :
    jesli matka dziecka X ma mi za zle, ze moje dziecko jest uswiadomione i slyszac
    cos co wie, ze jest klamstwem reaguje mowiac to co wie to powiem takiej matce
    trudno nie po to rozmawiam z dziecmi i ucze je wyrazac swoje poglady i
    opinie, zebym pozniej musiala tlumaczyc sie przed matka dziecka X dlaczego
    uswiadomilam swoje dzieci i dlaczego moje dzieci rozmawiaja na temat seksu z
    innymi dziecmi.
    i miejcie kobiety swiadomosc tego, ze ja nie ide i nie mowie dziecku idz i
    uswiadom Basie czy Zosie!! bo "atak" na to, ze jakim prawem moje dziecko
    uswiadamia cudze dziecko jest wg mnie lekko przesadzone. rozmowa sie wywiazala a
    Zuzia jedynie przedstawila to co ja jej powiedzialam na temat, ktory ja
    aktualnie dreczyl.
    i nie bede odkladac wychowania dziecka na jakis czas bo ktos moze poczuc sie
    urazony tym, ze moje dziecko juz cos wie a jego nie wie i zle sie dzieje.

    --
    "A nie przyszło Ci do głowy, że wizyta u teściowej to nie czas i
    miejsce na rozmowy z mężem?"
    Made by: Horpyna4
  • mujer_bonita 17.11.09, 15:16
    sadosia75 napisała:
    > bo "atak" na to, ze jakim prawem moje dziecko
    > uswiadamia cudze dziecko jest wg mnie lekko przesadzone.

    Nie chodzi o atak tylko o fakt, że niektóre dzieci mogły nie być gotowe na treści, które Twoje dziecko im przekazało. I to mogło się komuś nie spodobać. Nie napisałaś co KONKRETNIE Twoja córka powiedziała koleżankom (oprócz tego, że podmycie nie jest metodą antykoncepcyjną)

    IMO obie strony zareagowały zbyt emocjonalnie i bez wzajemnego zrozumienia.

    --
    Uzależnienie
  • bebe.lapin 17.11.09, 15:24
    A czy dzieci sa przygotowane na swierszczyki, ktore przyniesie kolega ze
    starszej klasy na podworko? Czy sa przygotowane na reakcje w sytuacji, gdy
    zabawy przeradzaja sie w obmacywanki okraszone smiechem?
    --
    "- Chłopaki!!! - przerwał mu Smok Zygmunta (...) - Już wiem! Nauczymy sie latać.
    Jak kura może, to my też możemy! (...)
    - A co jest potrzebne do latania? - dopytywał się nerwowo Antoni.
    - Skrzydła i urwisko - stwierdził Wincenty.
    - No tak. Skrzydeł nie mamy, ale kura też ma marne. Urwisko jest najważniejsze."
  • mujer_bonita 17.11.09, 15:34
    bebe.lapin napisała:
    > A czy dzieci sa przygotowane na swierszczyki, ktore przyniesie kolega ze
    > starszej klasy na podworko? Czy sa przygotowane na reakcje w sytuacji, gdy
    > zabawy przeradzaja sie w obmacywanki okraszone smiechem?

    Oczywiście, że nie są. I doskonale potrafię sobie wyobrazić sytuację, gdzie
    wezwany do szkoły rodzic takiego dziecka też będzie argumentował, że u NIEGO w
    domu to normalne, u NIEGO w domu seks nie jest tematem tabu więc nie wie o co
    dyrektor robi halo wink

    --
    Uzależnienie
  • bebe.lapin 17.11.09, 15:43
    o, ja podejrzewam raczej, ze wezwany rodzic w takim przypadku bedzie
    argumentowal "MOJE DZIECKO?! NIGDY W ZYCIU?!" wink
    Moze tego nie wyrazilam, ale chodzi mi o to, ze moim zdaniem, takie sytuacje
    biora sie wlasnie z braku odpowiedniej wiedzy.
    --
    "- Chłopaki!!! - przerwał mu Smok Zygmunta (...) - Już wiem! Nauczymy sie latać.
    Jak kura może, to my też możemy! (...)
    - A co jest potrzebne do latania? - dopytywał się nerwowo Antoni.
    - Skrzydła i urwisko - stwierdził Wincenty.
    - No tak. Skrzydeł nie mamy, ale kura też ma marne. Urwisko jest najważniejsze."
  • kotwtrampkach 19.11.09, 11:43
    mujer_bonita napisała
    > Nie chodzi o atak tylko o fakt, że niektóre dzieci mogły nie być gotowe na treś
    > ci, które Twoje dziecko im przekazało. I to mogło się komuś nie spodobać.

    dzieci nie są gotowe na bardzo wiele treści im przekazywanych przez rówieśników.
    Jeżeli mają zaufaną osobę dorosłą, do której mogą się zwrócić z konkretnym
    problemem - to będą mogły otrzymać stosowne wyjaśnienie. I na tym polega
    wychowywanie - to ciągły stan gotowości

    Dziecko nie pyta o seks, poród, czy przemoc, kiedy jego świat ogranicza się do
    drewnianych klocków - takie pytania powstają, kiedy poznaje życie, kiedy
    konfrontuje się ze światem. MOja córka pytała o poród, kiedy jej ciocia była w
    ciąży i miała mieć dziecko. Bo to w tym momencie było niezrozumiałe i chciała to
    wyjaśnić. To chyba naturalne.. Pytała skąd się bierze otyłość, kiedy zobaczyła
    otyłą osobę. Pytała dlaczego sa łysi, kiedy zobaczyła kogoś bez włosów. Pytała,
    dlaczego ktoś nie ma nóg, kiedy zobaczyła człowieka na wózku inwalidzkim. Pytała
    o śmierć, kiedy umarła moja babcia..

    Jestem pewna, że gdybym zamknęła ją w białym pokoju z kwadratowymi klockami, nie
    spytałaby o to wszystko.
  • otterly 17.11.09, 18:34
    Może jestem z kosmosu, ale według mnie "uświadomienie" dziecka, to jest podanie
    podstawowych informacji o tym, skąd się biorą dzieci, co to jest seks i, co za
    tym idzie, czym jest miesiączka i antykoncepcja. Tyle. A świerszczyki i inne
    tego typu sprawy, o których dzieci rozmawiają i rozmawiały zawsze nie będę po
    prostu taki wielkim szokiem i zagrożeniem.

    Oczywiście, że nie każde dziecko jest gotowe na wszystkie treści (dotyczy to nie
    tylko seksu), jednak są pewne informacje, które dziecko w pewnym wieku powinno
    otrzymać od rodziców. Dla dobra dziecka! Właśnie po to, żeby nie szło do szkoły
    z brakami podstawowej wiedzy, bo szkoła rządzi się swoimi prawami. Naiwnością
    byłoby twierdzenie, że temat seksu jest zupełnie obcy jakiemukolwiek 11-latkowi.
    Czy on sam chce czy nie, dzieciaki w szkole o tym rozmawiają, sprzedają sobie
    różne rewelacje i warto je uprzedzić. Z mojego punktu widzenia, jako osoby,
    która obserwuje zachowanie dzieci w grupie, mogę powiedzieć tylko tyle, że te
    "uświadomione", które mają dobry kontakt z rodzicami, a seks nie jest tematem
    tabu w ich domach, radzą sobie lepiej i są spokojniejsze. Świerszczyki i
    nadmuchane prezerwatywy najczęściej pochodzą od dzieci, które nie mają wiedzy na
    ten temat, a seks w ich domach to temat wstydliwy i zakazany.

    Sadosiu, przykro mi, że moje słowa zostały przekręcone i wyszło na to, że Cię
    potępiam. Jest zupełnie na odwrót! Wydajesz mi się bardzo rozsądną matką. A
    tolerancji masz w sobie o niebo więcej niż jawink Pozdrawiam i życzę powodzenia.
  • sarah_black38 17.11.09, 22:44
    Aby mieć pełny obraz sytuacji należałoby poznać argumenty drugiej strony- czyli owego dyrektora.Niestety znamy tylko sprawę z punktu widzenia Sadosi, która to zresztą świadkiem rozmowy dzieci nie była ,a bardzo emocjonalnie podeszła do sprawy.

    Z tego co tu wyczytałam, niekiedy między wierszami ,to wydaje mi się,że Zuzia do pewnych informacji jeszcze nie dojrzała. Stąd też cała ta afera, dziecko poradziło sobie w taki, a nie inny sposób - podzieliła się sensacyjnymi informacjami z innymi dziećmi.Doszło to do uszu dorosłych no i sprawa gotowa.
    --
    Kryzys na Poddaszu...
  • ewa9717 17.11.09, 23:01
    Masz rację. Cała sprawa wydaje mi się dość dziwna. Nie wierzę, że
    dyrektor szkoły, i to jeszcze podstawówki, grozi wyrzuceniem
    uczennicy, która coś tam na jakikolwiek temat powiedziała koleznce
    lub koleżankom. Każdy, kto miał jakikolwiek kontakt ze współczesną
    szkołą, doskonale wie, że nie sposób wyrzucić ucznia, nawet tego,
    który nauczycielowi kosz na głowę zakłada czy takiego, który ma ileś
    rtam notowań na policji za sprawki właściwie już kryminalne, a co
    dopiero dziewczynki z podstawówki. Sadosia wyraża się o człowieku
    per cwel, ale to na nikim nie robi wrażenia, dyskusja jest dziwnie
    jednostronna.
  • jul-kaa 17.11.09, 23:28
    Sadosiu, przeczytałam cały wątek. Podoba mi się Twoja postawa, podzielam ponadto
    Twoje poglądy. Przeraża mnie ogrom ludzi usiłujących udawać, że ludzka
    seksualność nie istnieje i że ich dzieci absolutnie nie powinny się niczego o
    niej dowiadywać.
    Podziwiam Twoje podejście do teściowej - ja do swojej podchodzę jak do jeża, ona
    do mnie równie przyjaźnie. Na szczęście się nie wtrąca, więc w sumie jest
    spokój. U nas też jest problem "wyznaniowy" - ja jestem wierząca (jeśli dobrze
    zrozumiałam - jesteśmy - Ty i ja - tego samego wyznania), ona nie. Moje
    przekonania, rytuały i wierzenia są dla niej śmieszne, ale na razie jakoś sobie
    z tym radzę. Zobaczymy, jak się to zmieni, kiedy pojawią się dzieci smile
    Ciekawa jestem dalszego ciągu "sprawy Zuzi", mam nadzieję, że jeszcze o tym
    napiszesz.
  • kotwtrampkach 19.11.09, 11:54
    jul-kaa napisała:

    > Ciekawa jestem dalszego ciągu "sprawy Zuzi", mam nadzieję, że jeszcze o tym
    > napiszesz.

    ja też jestem ciekawa. Zwłaszcza interesuje mnie fziałanie kuratorium i dalsze
    zycie podpisanych przez dyrektora zarzutów..

    Przeraża mnie ta sytuacja - wolałabym wierzyć, że przynajmniej dyrektorzy szkół
    są pedagogami, a nie tylko absolwentami uczelni z dobrymi znajomościami..
  • otterly 19.11.09, 14:39
    Kociewtrampkach, w większości szkół to właśnie dyrektorzy są największym
    problemem, bo "zwykły"nauczyciel takiego nie ruszy, a boi się zrobić cokolwiek
    wbrew dyrektorowi, bo to może się skończyć nie tylko utratą pracy, ale
    problemami w znalezieniu następnej. Ta cała nauczycielska koteria jest bardzo
    trudna do ruszenia, ale wierze, że w końcu się uda. Smutna prawda jest taka, że
    część nauczycieli musi po prostu wymrzeć, wtedy będzie łatwiej.
  • anu_anu 19.11.09, 16:16
    otterly napisała:

    >
    > Smutna prawda jest taka, że
    > część nauczycieli musi po prostu wymrzeć, wtedy będzie łatwiej.

    Mam kiepską wiadomość - to nie dotyczy tylko nauczycieli. Mam nawet
    wrażenie, że nauczyciele są stosunkowo światłą grupą. Przy czym
    słowo "stosunkowo" jest tu kluczowe.
  • otterly 19.11.09, 18:17
    Masz zupełną rację, niestety. Jednak nie mam wrażenia, że nauczyciele są jakąś
    bardzo światłą grupą. Oczywiście statystycznie rzecz ujmując, bo wyjątki się
    zdarzają i ratują to szkolne piekiełko.
  • taka_pani_m 20.11.09, 22:33
    dziwi mnie, że część osób na forum "nie daje wiary" zachowaniu dyrektora. ile
    razy słyszy się, jak np. w sklepie/aptece nie sprzedano 16latkom prezerwatyw itp
    bo "to dla osób pełnoletnich".

    wiele osób, niezależnie od stanowiska, wykształcenia reaguje paniką na słowo
    "seks". na pewnym etapie życia wpojono im, że to zło, grzech, temat tabu, co
    procentuje w dojrzałym wieku takimi paranojami

    Nie wyobrażam sobie, co takiego 11latka mogła powiedzieć o seksie, że zasłużyła
    na tak poważne konsekwencje? musiałaby chyba zaproponować seks nauczycielowi!

    a tak poważniej mówiąc, czytam sobie różne fora gw i zauważam jedną właściwość
    big_grin Polak kocha być sam sobie: lekarzem, prawnikiem, psychologiem, bo wszystko
    sam wie najlepiej

    jak widać po niektórych postach samo "bycie" matką daje magiczną, tajemną
    wiedzę. szkoda, bo akurat o etapach rozwoju dziecka i jego PSYCHIKI może warto
    poczytać? i nie zakładać, że JA wiem najlepiej bo może MOJE WŁASNE doświadczenie
    często bazuje na błędach popełnionych przez moich rodziców?

    no ale ja nie mogę przecież nic powiedzieć, nie mam dzieci nie mam pojęcia smile
    ale jako dorosłe "dziecko" widzę, jakie błędy popełniała moja Matka. niektóre
    nieprzemyślane, inne "z miłości". może warto próbować ich nie powtórzyć?

    Mama Zuzi i Zuzia to dwie dzielne kobietki smile pozdrawiam bardzo serdecznie i
    trzymam kciuki za powodzenie. Bardzo podobała mi się wypowiedź Pani Pedagog
    (przepraszam, zapomniałam jak brzmiał nick) smile
    pzdr wszystkie Mamy i nie-Mamy

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.