Dodaj do ulubionych

czy mężowie krytykują Wasz styl jazdy?

    • drzewkopomaranczowe Re: czy mężowie krytykują Wasz styl jazdy? 06.05.10, 10:23
      ja przez to zrezygnowałam,bo gdyby coś- to by mi nie wybaczył do końca zycia.Na
      co dzień jest kochany ale jak zobaczy "babe" w samochodzie zawsze jakimś tekstem
      rzuci-ale najgorsze jest to że te prowadzące rzeczywiście cos w tym momencie źle
      robią(np. zajeżdźają droge bez kierunkowskazu)-jakby na złość
      --
      "Kochaj tych,których nie kochasz.Miłość jest przykazaniem,a nie uczuciem.Jest
      ona aktem woli,jedynym aktem naprawdę godnym człowieka." Brat Efraim
      • paniiwonka1 Re: czy mężowie krytykują Wasz styl jazdy? 06.05.10, 10:42
        niekoniecznie az tak strasznie krytykuje, ale... jest przydatny,
        bowiem przypomina mi na trasie o istnieniu np. piątego biegusmile
        w sumie on dość nieszkodliwie coś tam ględzi, wzdycha, wymyśla
        dowcipy dla potomnychsmilenp. iz jego małżonka po śniegu jeździ z taką
        prędkością, że on mógłby wyjść z samochodu i przede mną iść i
        odśnieżaćsmile

        nie drażni jednak lwa tak do końca, bo wie, że go zawsze jednak
        naalkoholizowanego do domu przywiozę
    • wolnafinansowo Re: czy mężowie krytykują Wasz styl jazdy? 06.05.10, 11:16
      Całe szczęście mój mąż nie krytykuje mojej jazdy, a jedynie czasem mocniej
      wciska się w fotel, czy chwyta uchwytu nad drzwiami wink

      Mimo wszystko jak jeździmy razem, to zwykle on prowadzi, bo ja tak wolę.

      Sama też jeżdżę dużo i mąż nigdy nie kontrolował mojej jazdy telefonami - przed,
      po czy w trakcie podróży.

      Nawet jak zdarzyło mi się dwa razy obetrzeć samochód, nie miał do mnie żadnych
      pretensji. Anioł nie mąż smile

      _______________________________________
      Zadbaj o swoją inteligencję finansową
      Wolność finansowa
      • jan_dreptak Re: czy mężowie krytykują Wasz styl jazdy? 06.05.10, 12:03
        Drobna uwaga reprezentująca, mój własny, męski punkt widzenia. Moja
        żona jeździ jak jeździ (jedno auto skasowane przy dachowaniu, drugie
        rozbite w drobny mak, drobnych obcierek nie liczę)pomimo to nie
        miałbym ani chęci ani ochoty otwierać dzioba w czasie jazdy, pożytku
        z tego żadnego i tylko nerwy się robią.
    • bellis.blog.onet.pl Re: czy mężowie krytykują Wasz styl jazdy? 06.05.10, 12:04
      Ja akurat nie widzę niczego złego w krytykowaniu stylu jazdy. Istotne
      jest jak się to robi, bo nawet najbardziej uzasadniona uwaga
      wypowiedziana w złym tonie lub wykrzyczana nie jest dobrym pomysłem
      na nauczenie czegoś osoby kierującej pojazdem.

      U mnie sytuacja wygląda tak, że to mój K. ma znacznie dłużej prawo
      jazdy. Mimo to oboje się zgadzamy, że to ja jestem lepszym kierowcą.
      Ale krytykujemy się oboje gdy tylko zauważymy, ze ktoś robi jakiś
      błąd lub głupotę na drodze. Staramy się nie przesadzać bo w przypadku
      jazdy samochodem, która nie jest łatwa i nie jest zabawą każde
      rozproszenie może skończyć się tragicznie.
      Ale może wszystkie panie, które twierdzą, że takiego krytykanta
      najlepiej wysadzić z auta powinny się zastanowić nad tym czy uwagi
      mężów są rzeczywiście uzasadnione a jeśli nie to rozmawiać na ten
      temat i przekonywać a nie strzelać fochy i unosić się ambicją.
      Pozdrawiam wszystkie kierowniczki wink
    • tiuia Re: czy mężowie krytykują Wasz styl jazdy? 06.05.10, 12:28
      Mój krytykował, a jakże. I to w taki sposób, że niewiele to wnosiło do mojej nauki jazdy - zbyt się denerwowałam. Kłóciliśmy się mocno. Raz nawet podczas takiej nocnej jazdy postanowiliśmy się rozwieść;P

      Ale ostatnio jeżdżę więcej niż mąż, i coraz lepiej. I już nie słyszę słów krytykiwink

      --
      http://www.suwaczki.com/tickers/zem3qps6ydr1rj8y.png
      http://www.suwaczki.com/tickers/km5svcqgcv9nuwvu.png
    • niemogewtouwierzyc Re: czy mężowie krytykują Wasz styl jazdy? 06.05.10, 12:54
      moj facet ma licencje kierowcy rajdowego, jezdzi swietnie, ale mnie nie
      krytykuje, zwrocil mi jedynie kiedys uwage na pewne niebezpieczne manewry,
      i tyle
      ufam mu w kwestii prowadzenia samochodu i wszystko co mowi uznaje za
      pewnik, najgorzej jest jesli facet sie wymadrza, natomiast tak naprawde
      niewiadomo czy ma racje
      --
      Biorę udział w konkursie, proszę o głos, wystarczy kliknięcie:
      wizaz.pl/akcje/moj_styl_moja_gwiazda/oddajglos.php?id=24634
    • gall.anonim.pn Re: czy mężowie krytykują Wasz styl jazdy? 06.05.10, 12:56
      Ale nie odpowiedziałaś na problem który przewija się jako leitmotiv "czy umiem jeździć". Najlepiej sprawdzić to jeżdżąc parę godzin w różnych warunkach z kimś kogo dobrze znasz, kto jest jednocześnie dobrym kierowcą i w razie czego nie obawia się powiedzieć prawdy w oczy.
      Inaczej może skończyć się tak jak w przypadku mojej znajomej której zarówno mąż (mechanik samochodowy) jak i większość kierowców mówiło że ma kłopoty z oceną odległości, techniką jazdy a nawet przepisami. Uwagi były puszczane mimo uszu ("bo ja jeżdżę już drugi rok i nic się nie stało") aż znajoma nie spowodowała wypadku w następstwie którego ofiara po kilku dniach zmarła w szpitalu na skutek obrażeń.

      Zupełnie inaczej sprawa się ma jeśli uwagi ma jedynie mąż. Tu też znam przypadek bliskiej znajomej, która tak się przejęła uwagami męża, że przestała jeździć w ogóle. Zupełnie niepotrzebnie, bo gdy jej syn podrósł i kupił sobie samochód okazało się, że mama jeździ najzupełniej prawidłowo, nie ma kłopotów ze sprzęgłem, odpowiednimi obrotami, etc. Po prostu jej rzekoma nieumiejętność prowadzenia pojazdów była zwykłym czepiactwem męża.


      --
      Zamknąć wszystkie biblioteki publiczne! To istny bastion piractwa!
      Nowe symbole Poznania: infobot.pl/r/1vQC
    • anyaa77 a może mają rację? 06.05.10, 14:14
      Pamiętam jak kiedyś mój tata krytykował wyczyny mojej mamy za
      kierownica w jej samochodzie. Jego uwagi były słuszne. Mnie jakos
      nie krytykował, mimo iż jeździł ze mną wiele razy i wiem że by się
      nie powstzymał. Skomentował tylko prędkość jazdy (za szybko). Fakt
      jest taki, że kierowcą jestem całkiem niezłym i to nie tylko
      moja "skromna" opinia. Mój mąż zrobił prawo jazdy 2 lata temu (9 lat
      po mnie)i ja go nie krytykuję, bo jeździ świetnie (egzamin zdany za
      pierwszym razem).

      Może więc wasi mężowie mają rację? A jak nie chcecie wysłuchiwać
      komentarzy, proponuję abyście jeździły osobno, swoim samochodem. Jak
      będzie jechał z wami niech albo milczy albo wysiadatongue_out
    • ajz77 Re: czy mężowie krytykują Wasz styl jazdy? 06.05.10, 14:50
      Martekj, nikt tutaj się nie zastanowił, czy faktycznie umiesz jeździć? obawiam
      się, że nie umiesz. Potwierdzasz to pisząc "bo strasznie się denerwuje ON, a
      przez to ja i potem zawsze coś knocę". Mam prawo jazdy, obserwuję innych
      prowadzących, jeśli umieją jeździć robią to niezależnie od nastroju:
      zdenerwowani, smutni, rozbawieni i innych warunków panujących na drodze, to nie
      może mieć wpływu na prowadzenie samochodu.
      Porozmawiaj z mężem o tym jak nauczyć Cię jeździć, powiedz że taki sposób nauki
      doprowadza Cię do szału, może weź jazdy doszkalające.
    • lavinka Re: czy mężowie krytykują Wasz styl jazdy? 06.05.10, 15:12
      No to na czym polega problem? Jeździj autobusem i po sprawie. Nie
      każdy ma talent do prowadzenia samochodu, ja na przykład nie mam i w
      życiu bym nie usiadła za kółkiem. Coś czuję,że mężowi nie chodzi
      tylko o to jak powadzisz ale o to, że jesteś dla niego ciężarem. Bo
      samochód to on Ci kupił,prawda? To tylko symptom kłopotów w
      małżeństwie. Typowy problem małżeństw, gdzie mężczyzna nie jest
      traktowany jak oparcie tylko jak bankomat.

      Następnym razem jak Cię zacznie krytykować walnij go czymś w łeb, ale
      tak żeby zabolało. Powinno pomóc na jakiś czas. smile
      --
      Gangrena się wdaje jak nosisz drobne w spodniach i smyrają cię po nodze przez
      dziurawą kieszeń
      (c)rzeka.chaosu
    • franekgolas Re: czy mężowie krytykują Wasz styl jazdy? 06.05.10, 15:19
      Koleżanka proponowała wysadzić, coby się
      > przewietrzył, ale może zanim tak, to może jakieś inne pomysły?

      Koleżanka ma rację. Wywal go z auta i zacznij jeździć sama. I tak z
      suferem z boku tylko się rozpraszasz, zamiast uczyć. Prawko to
      jedno, a umiejętnośc zachowania na drodze to drugie. Musisz zostać w
      aucie sama. A jak już będziesz pewniejsza to mu powiesz - przestań
      do mnie gadać - przeszkadzasz mi.
    • zbukov Re: czy mężowie krytykują Wasz styl jazdy? 06.05.10, 15:48
      Odpowiem z drugiej, męskiej strony. Moja żona nie dawno (na jesieni) zrobiła
      prawko. Oczywiście od samego początku komentowałem jej poczynania, co nie znaczy
      bynajmniej, że uważam, że jeździ źle. Powiedziałbym tak - jak na jej
      doświadczenie i wiedzę, radzi sobie wręcz genialnie, ale wiemy oboje, że kursy w
      Polsce są nastawione na zdanie egzaminu, a to baaardzo mało. Wracając do
      komentarzy - kilka razy się pokłóciliśmy, bo żona twierdziła, że mówię jej
      rzeczy, które ona wie i właśnie zamierza zrobić. Ja jej tłumaczyłem, że mówię,
      kiedy nie jestem tego właśnie pewny, ale postanowiłem, że będę się bardziej
      powstrzymywał, a skupię się na uwagach ogólnych. Skutek? Nieraz kiedy ruszaliśmy
      w trasę z moją małżowiną za kółkiem mówiła "Mów mi co robię źle".
      Trzeba też przyznać, że raz ją ostro objechałem, jak omal nie wjechała komuś w
      dupsko i fakt faktem wracałem wtedy ze sklepu na piechotkę... ale jako wyraz
      mojego focha, że po takiej akcji ma jeszcze do mnie pretensje, że 'się drę'.
      Ogólnie - mam wrażenie, że po zdanym egzaminie, dopada ludzi euforia, że się
      udało, więc znaczy, że już umiem i nie potrafią czasem odróżnić dobrych rad,
      bądź konstruktywnych uwag od krytyki dla samej krytyki. Uważam, że niestety, ale
      trzeba schować dumę do kieszeni i uświadomić sobie jak mało się jeszcze umie. A
      z mężem można pogadać o jakimś cywilizowanym sposobie wymiany uwag co do jazdy
      (np. wieczorem przy herbacie na spokojnie mógłby powiedzieć co jeszcze trzeba
      poprawić), a czasem wyjechać zwyczajnie treningowo i nastawić się na wiele
      takich uwag, po to, żeby w codziennej jeździe było ich mniej.

      PS. Aktualnie moja żona nie czuje, że musi za każdym razem prowadzić kiedy
      jedziemy razem (wcześniej chyba uważała, że bardzo się boję o samochód, teraz
      jak sama ostatnio stwierdziła, docenia, że nie musi jechać non stop skupiona, a
      może sobie znowu popatrzeć na świat za szybą wink ).
      Za to ostatnio to ja coraz częściej słyszę jej uwagi co i jak powinienem zrobić
      na drodze big_grin Póki co się z tego śmieję ;]
      Na skutek własnych doświadczeń, obserwacji innych kierowców, moich uwag i pewnie
      jeszcze jakichś czynników, już teraz jeździ naprawdę dobrze, pewnie, bez strachu
      i w opanowany sposób. Po pół roku!!
      • mujer_bonita Boszzz.... faceci! 06.05.10, 16:27
        zbukov napisał:
        > kilka razy się pokłóciliśmy, bo żona twierdziła, że mówię jej
        > rzeczy, które ona wie i właśnie zamierza zrobić. Ja jej tłumaczyłem, że mówię,
        > kiedy nie jestem tego właśnie pewny,

        A nie potrafisz zrozumieć, że to NIE TY prowadzisz i NIE TY musisz być pewny?

        > Skutek? Nieraz kiedy ruszaliśmy
        > w trasę z moją małżowiną za kółkiem mówiła "Mów mi co robię źle".

        A potrafisz odróżnić mówienie co jest źle od 'powiem bo nie wiem czy zrobi dobrze'?

        > Trzeba też przyznać, że raz ją ostro objechałem, jak omal nie wjechała komuś w
        > dupsko i fakt faktem wracałem wtedy ze sklepu na piechotkę... ale jako wyraz
        > mojego focha, że po takiej akcji ma jeszcze do mnie pretensje, że 'się drę

        A po co się darłeś???? Myślisz, że ona jest takim półgłówkiem, że nie wie, że coś źle zrobiła? Musiałeś ją jak dziecko 'ukarać'?

        > Ogólnie - mam wrażenie, że po zdanym egzaminie, dopada ludzi euforia, że się
        > udało, więc znaczy, że już umiem i nie potrafią czasem odróżnić dobrych rad,
        > bądź konstruktywnych uwag od krytyki dla samej krytyki

        A może trzeba nauczyć się 'konstruktywnej krytyki' i dawania wskazówek oraz PRZYJĄĆ DO WIADOMOŚCI, że młody kierowca jest jaki jest i nie od razu zostanie Hołowczycem? Że niektóre - ba nawet nie błędy ale niedoskonałości po prostu przechodzą wraz z praktyką i trzeba po prostu DAĆ SIĘ KOMUŚ UCZYĆ? W spokoju?

        --
        Uzależnienie
        • zbukov Re: Boszzz.... faceci! 06.05.10, 18:16
          > A nie potrafisz zrozumieć, że to NIE TY prowadzisz i NIE TY musisz być pewny?

          Nie. kierowca odpowiada za pasażerów i ich poczucie bezpieczeństwa. Ja nawet jak
          wiozę moją spanikowaną wiecznie mamę, to robię to tak, żeby widziała i
          wiedziała, że może się czuć bezpiecznie. Młody, czy doświadczony kierowca,
          powinien zdawać sobie sprawę z tego, że np. na śliskiej nawierzchni to nie tylko
          on ma wiedzieć, że wyhamuje przed samochodami stojącymi na światłach, ale mają
          to wiedzieć również pasażerowie. Zwłaszcza, że mówimy o kierowcy, o którym wiem,
          że jeszcze nie czuje samochodu i jego możliwości.

          > A po co się darłeś???? Myślisz, że ona jest takim półgłówkiem, że nie wie, że
          coś źle zrobiła? Musiałeś ją jak dziecko 'ukarać'?

          Darłem się właśnie dlatego, że bagatelizowała sytuację, a wiozła nie tylko mnie,
          ale i naszego syna. Zresztą nawet gdyby sama miała zginąć w wypadku, to, wyobraź
          sobie, że najszczęśliwszy bym nie był.


          > A może trzeba nauczyć się 'konstruktywnej krytyki' i dawania wskazówek oraz
          PRZYJĄĆ DO WIADOMOŚCI, że młody kierowca jest jaki jest i nie od razu zostanie
          Hołowczycem?

          Widzisz - tak to jest jak pewne rzeczy na podstawie wpisu na forum się zakłada,
          zamiast się dopytać lub nie wypowiadać się na nieznany sobie temat. Akurat moja
          żona po paru tygodniach jazdy jeździła zbyt ostro, gwałtownie, jak dla mnie i
          naszego syna zbyt nerwowo. I to my czuliśmy się niepewnie co się może stać,
          jeśli nastąpi chwila nieuwagi.

          Widzę, że ci damska ambicja uderzyła do głowy i myślę, że z tego wynika cały ten
          wątek - panie czują, że muszą wszystko robić najlepiej, a jak ktoś zwróci im
          uwagę traktują to jako atak na cały swój gatunek wink Wyluzujcie nieco, ja nigdy
          nie uznałem, że jestem perfekcyjnym kierowcą, dlatego nie przeszkadza krytyka
          (zwłaszcza kiedy wiem, że krytykuje mnie ktoś w danej dziedzinie bardziej
          doświadczony) i potrafię (również na drodze) przyznać się do błędu i wyciągnąć
          wnioski na przyszłość.

          A na marginesie - moja żona od samego początku zaczęła jeździć sama do pracy, do
          mamy kilkadziesiąt kilometrów od naszego domu i na pewno to też wiele jej dało.
          • mujer_bonita Re: Boszzz.... faceci! 06.05.10, 19:28
            zbukov napisał:
            > Nie. kierowca odpowiada za pasażerów i ich poczucie bezpieczeństwa.

            Nie - kierowca odpowiada za bezpieczeństwo pasażerów a nie ich 'poczucie'.

            > Akurat moja
            > żona po paru tygodniach jazdy jeździła zbyt ostro, gwałtownie, jak dla mnie i
            > naszego syna zbyt nerwowo. I to my czuliśmy się niepewnie co się może stać,
            > jeśli nastąpi chwila nieuwagi.

            Czyli jeździła jak WIĘKSZOŚĆ młodych kierowców. A w 'chwili nieuwagi' to i zawodowy kierowca może skasować samochód.

            > Widzę, że ci damska ambicja uderzyła do głowy i myślę, że z tego wynika cały ten
            > wątek - panie czują, że muszą wszystko robić najlepiej, a jak ktoś zwróci im
            > uwagę traktują to jako atak na cały swój gatunek wink

            A czy potrafisz zrozumieć, że to jest właśnie o 180 stopni odwrotnie niż myślisz? Że kobiety właśnie WIEDZĄ, że nie są perfekcjonistkami (szczególnie dopiero ucząc się jeździć) i mało tego - uważają, że NIE MUSZĄ być?

            Czy nie widzisz, że zdecydowana większość męskich uwag NIE DOTYCZY spraw ważnych? Dla faceta zawsze jest - trochę:
            - za szybko/za wolno
            - za blisko prawej/ za blisko lewej
            - za blisko samochodu z przodu / za daleko samochodu z przodu
            - za ostro / za słabo
            - za dużo gazu / za mało gazu
            - za wcześnie zmieniony bieg / za późno zmieniony bieg
            itp. itd.

            To właśnie dla facetów kobieca jazda jest 'nieperfekcyjna' jakakolwiek by była i nieustannie czują potrzebę krytykowania i również w ten sposób dowartościowywania się (bo 'ja' bym to zrobił lepiej).

            > A na marginesie - moja żona od samego początku zaczęła jeździć sama do pracy, do
            > mamy kilkadziesiąt kilometrów od naszego domu i na pewno to też wiele jej dało.

            Dokładnie! Tylko PRAKTYKA - żadne głupie dogadywanie z fotela pasażera!

            --
            Uzależnienie
            • zbukov Re: Boszzz.... faceci! 06.05.10, 22:14
              ok, pewnie ostatni raz odpowiadam

              > Czy nie widzisz, że zdecydowana większość męskich uwag NIE DOTYCZY spraw
              ważnych? Dla faceta zawsze jest - trochę:
              > - za szybko/za wolno
              > - za blisko prawej/ za blisko lewej
              czy to aby nie prawda, że jadąc za blisko prawej można otrzeć np. lusterko
              zaparkowanych samochodów?

              > - za blisko samochodu z przodu / za daleko samochodu z przodu
              za blisko - szansa wjechania w kuper kiedy kierowca przed nami gwałtownie zahamuje
              za daleko - no choćby ruszając na światłach opóźniamy przejazd samochodów za
              nami (część z nich nie zdąży na tej zmianie)

              > - za dużo gazu / za mało gazu
              zarzynasz silnik

              > - za wcześnie zmieniony bieg / za późno zmieniony bieg
              szybsze zużycie silnika

              Jak widać mamy różne spojrzenie na sprawy ważne (jako przedstawiciele różnych
              płci) - mam wrażenie (również na podstawie tego co piszesz), że dla kobiet
              ważne, że się jedzie i dojeżdża, dla facetów ważne jest i tempo i bezpieczeństwo
              i komfort własny i pasażerów i (dla niektórych) również inni kierowcy na drodze.
              Widzę kobiety, które często faktycznie jadą na zasadzie 'jadę jak jadę, mam
              prawko i proszę się ode mnie odplugawić, bo ja tylko tak umiem i będę jeździć'.
              Na szczęście moja żona do takich nie należy i zależy jej na doskonaleniu swoich
              umiejętności. Zresztą wcześniej zapowiedziałem jej, że będę jej dotąd 'jechał'
              aż się nauczy jeździć. I jak jej jakiś czas nie zwracałem uwagi, sama mi te
              słowa przypomniała. A że się czasem ścięliśmy? Zapewne ty i twój facet nigdy o
              nic się nie kłócicie. Maja żiena jednak rozumie, że zamiast się unosić ambicją
              może się ode mnie czasem czegoś dowiedzieć i potrafi sama o wiele rzeczy zapytać.
              • mujer_bonita Re: Boszzz.... faceci! 06.05.10, 23:54
                zbukov napisał:
                > Zresztą wcześniej zapowiedziałem jej, że będę jej dotąd 'jechał'
                > aż się nauczy jeździć

                Czyli nie dość, że miała buraka obok siebie, to jeszcze jesteś z tego dumny? Oczywiście 'nauczy się jeździć' to miało być według Twojego zdania smile Miodzio!

                No cóż - jak widać niektórzy panowie wiedzą najlepiej i już smile

                --
                Uzależnienie
                  • mujer_bonita Re: Boszzz.... faceci! 07.05.10, 11:09
                    amewyjada napisał:
                    > I to mówi osoba, która uważa, że uwaga "za blisko samochodu z przodu" nie jest
                    > ważna?
                    > Cóż. Niektóre kobiety wiedzą najlepiej i już smile

                    Bo nie chodzi o to, że RZECZYWIŚCIE jest za blisko tylko DLA FACETA jest za blisko. Choć on często staje nawet bliżej smile

                    Tak właśnie jest najczęściej - kobieta nie robi błędu ale facet zawsze musi coś skomentować, choć odrobinę, poprawić, pokazać, że on by to zrobił inaczej/lepiej.

                    --
                    Uzależnienie
                    • zla_wiedzma Re: Boszzz.... faceci! 07.05.10, 13:44
                      mujer_bonita napisała:

                      > amewyjada napisał:
                      > > I to mówi osoba, która uważa, że uwaga "za blisko samochodu z przodu" nie
                      > jest
                      > > ważna?
                      > > Cóż. Niektóre kobiety wiedzą najlepiej i już smile
                      >
                      > Bo nie chodzi o to, że RZECZYWIŚCIE jest za blisko tylko DLA FACETA jest za bli
                      > sko. Choć on często staje nawet bliżej smile
                      >
                      > Tak właśnie jest najczęściej - kobieta nie robi błędu ale facet zawsze musi coś
                      > skomentować, choć odrobinę, poprawić, pokazać, że on by to zrobił inaczej/lepi
                      > ej.
                      >

                      Ja jestem bardzo początkującą kierowniczką więc chyba w zasadzie nie powinnam
                      się wypowiadać ale ... nie byłabym sobą wink. Z tym komentowaniem jest tak, że na
                      początku owszem było mi to potrzebne
                      sprzęgło bieg hamuj za blisko za dużo gazu itd.. smile. Ba parę razy się
                      pokłóciliśmy raz ze wściekłości się popłakałam i przesiadłam się na miejsce
                      pasażera i za żadne skarby nie chciałam się przesiąść smile na miejsce kierowcy.
                      Czytając posty z tego wątku przy niektórych mam wrażenie że może zbyt
                      ambicjonalnie traktujemy czasem te uwagi. Może nawet czasem
                      słuszne...Trza by sie było uzbroić w jakąś osłonę by olewać smile te uwagi (pracuje
                      nad tym). Myślę że większość jest z troski o nasze zdrowie i zycie. Co nie
                      znaczy że są mniej dokuczliwe a czasami nawet wręcz złosliwe smile np. wzrokiem nie
                      wycofasz dodaj gazu big_grin. Boję się wstecznego hehehe i za bardzo przygazować smile.
                      No cóż takie życie. Mnie się też czasem zdaża coś skomentować np. co to na 5 w
                      zakręt wszedłeś ? a gdzie redukcja ? Każdy nawet zawodowy kierowca robi babole
                      no chyba że ten co nie jeździ... Uzbrójmy się w cierpliwość może w zatyczki...
                      Ja poprosiłam męża nie mów mi co mam robić bo wiesz jak Ciebie nie bedzie to
                      nikt mi nie będzie mówił kiedy mam zahamować kiedy zredukować itd. to stwierdził
                      że chyba mi się nagra na cd wink.
                      ale ja to początkująca a nawet bardzo początkująca jestem wiec ...mozecie mojego
                      posta puścić mimo "oczu" smile
                      --
                      "Kobiety rodzą się aniołami, ale kiedy życie połamie im skrzydła - pozostaje już
                      tylko latanie na miotle" by dzidaa
                      http://img1.jurko.net/Chick3.gif
                      • madzioreck Re: Boszzz.... faceci! 11.05.10, 13:56
                        zla_wiedzma napisała:

                        > Ja jestem bardzo początkującą kierowniczką więc chyba w zasadzie nie powinnam
                        > się wypowiadać ale ... nie byłabym sobą wink. Z tym komentowaniem jest tak, że na
                        > początku owszem było mi to potrzebne

                        Ależ oczywiście, że czasem jest potrzebne. Kiedy chciałam wysłuchać uwag i
                        komentarzy, prosiłam o nie sama.
                        Mój mąż i tata są zawodowymi kierowcami,
                        więc na pewno można od nich wchłonąć mnóstwo wiedzy, co nie zmienia faktu, że
                        sami nie są nieomylni.
                        Ale generalnie nie jestem za tym, że jeśli ktoś nauczył się coś robić później
                        niż ja, to muszę nad nim stać i wtrącać mu się niepytana.


                        --
                        Biusty naGiewink
    • pan_gompka Re: czy mężowie krytykują Wasz styl jazdy? 06.05.10, 15:51
      Ja jestem takim marudą... Nie mogę zdzierżyć jak moja żona dojeżdża do świateł i
      odruchowo wrzuca "dwójkę" i po zmianie świateł z tej "dwójki" rusza. Zawory
      klekocą, silnik wyje, sprzęgło się pali a ona, że uczyła się maluchem jeździć i
      zawsze tak robiła. I żebym się zamknął. A druga rzecz to wciskanie sprzęgła za
      każdym naciśnięciem hamulca, nawet jesli trzeba zwolnić o 5 km/h. Hamowanie
      silnikeim jest nieznane tej kobiecie. Jak hamulec to zawsze sprzęgło. Zaprawdę
      powiadam wam, duzo piwa i moge jechać...
    • jelly_kitten Re: czy mężowie krytykują Wasz styl jazdy? 06.05.10, 15:51
      Ja zwykle mowie spokojnym tonem: Czy naprawde uwazasz, ze Twoje komentarze sa mi potrzebne? I: Jak uwazasz, jak ja sobie radze kiedy jade gdzies sama?

      Zazwyczaj pomaga i on przeprasza.

      Czasem musze zagrozic wysadzeniem z samochodu, ale na tym sie wtedy konczy, nigdy nie musialam wprowadzac tego w zycie...
    • assijka Re: czy mężowie krytykują Wasz styl jazdy? 06.05.10, 19:00
      Oj znam to dobrze. Jak tylko zrobiłam prawko mój narzeczony najpierw kazał mi
      dużo jeździć (oczywiście ze sobą jako pasażerem) a potem udzielał mi światłych
      wskazówek. Nasza pierwsza trasa skończyła się tym, że po iluś tam kilometrach
      wysłuchiwania krytyki zjechałam na parking, przesadziłam delikwenta na miejsce
      kierowcy a potem zaczęłam komentować w jego stylu: gdzie chcesz wyprzedzać na
      ciągłej! Nie siedź mu tak na tyłku itd. W efekcie pokłóciliśmy się ostro ale od
      tej pory kiedy ja prowadzę- on nie komentuje- tylko wciska raz po raz
      wyimaginowane sprzęgło albo hamulecwink
      Dlatego proponuję rewanż docinkowy i zagranie na męskiej dumie- mi pomogłosmile

      --
      www.kobiecoisubtelnie.blox.pl
    • yzek Ty jedna na setki chłopów... 06.05.10, 20:39
      ... których żony absolutnie nie usiądą za kółkiem, ale dla nich 100 na
      dwupasmowej ekspresówce to "nie grzej tak!", przepisowe przejechanie na żółtym
      świetle to "czemu nie hamowałeś?" a opierają się o przednią szybę widząc
      zatrzymujący się pojazd tak w momencie, kiedy trzy razy można by łagodnie
      zachamować.

      Jakby nie było, musi być jakaś sprawiedliwość na tym świecie smile

      Pozdrawiam ciepło, a za kierownicą rób swoje.

      Y.
    • madame_charmante zrob mu to, co tobie niemile :) 06.05.10, 22:27
      jesli twój mąz robi czasem cos, co wymaga skupienia i uwagi,
      najlepiej coś, w czym nie jest za mocny - zacznij mu truc w ucho w
      najtrudniejszym momencie, radź mu, dyskutuj, wymadrzaj się,
      ochrzaniaj go smile niech się wkurzy na maksa!!! i jak juz skonczy,
      zapytaj go, jak się czuł i co o tobie wtedy mysłał. a potem ze
      slodkim usmiechem powiedz, ze ty TAK WŁASNIE CZUJESZ SIĘ, GDY GDZIEŚ
      Z NIM JEDZIESZ. Jak nie jest idiotą - powinien zrozumiec smile
      --
      Nie chce mi się pisać dużych liter.. a co, leniwa jestem smile)
    • noemka2 Re: czy mężowie krytykują Wasz styl jazdy? 06.05.10, 23:00
      Witam.Ja miałam kiedyś taki problem z moim mężem!Ale kiedyś granice
      krytyki się kończą.Jako początkujący kierowca każdy ma jakiś problem
      a napewno i twój mąż miał.Gdy słyszałam komentarze że coś robię nie
      tak -Słuchałam porad-do czasu!Postanowiłam ignorować gadanie
      włączając głośniej muzykę lub sama wsiadałam do samochodu
      załatwiałam wszystko co tylko możliwe by nie jechać z mężem
      razem.Gdy prosił bym była kierowcą zawsze była moja odpowiedż:Ja już
      wszystko załatwiłam a z krzykaczem jezdzić nie będę.Dwa miesiące
      uporu i wygrałam.Teraz gdy jadę milczy jak grób.
      • aaaach Re: czy mężowie krytykują Wasz styl jazdy? 07.05.10, 09:46
        Mój mąż nie krytykuje. To kwestia kultury nie płci. Jest kierowcą z
        bardzo długim stażem w przeciwieństwie do mnie. Początkowo jeździłam
        jak każda nowicjuszka - ostro, szybko,niebezpiecznie, mimo to
        zachowywał się tak, żebym się czuła jaknajbardziej komfortowo a
        porad udzielał gdy go prosiłam, albo gdy wcześniej się spytał czy
        chcę. Dlatego go prosiłam o rady i starałam się do nich stosować.Raz
        jedyny się wkurzył, kiedy omal nie stuknęłam się przy zmianie
        pasów.Ale moja reakcja była taka,że nie wiem, o co się czepia i że
        stroi fochy.Przemyślał chyba wtedy, że awanturowanie się ze mną jest
        stratą czasu i energii i więcej się nie czepia, no czasem, bardzo
        rzadko. Ja też jak on prowadzi staram się żeby był w dobrym nastroju.
        Początkowo z resztą był dla mnie wzorem kierowcy i ufałam mu bez
        granic, dopóki sama nie nabrałam wprawy, wtedy zaczęły mnie
        denerwować niektóre jego nawyki, np gdy widzi, że zaraz będzie
        skręcać i hamuje dopiero ze 2-3 metry przed, albo jak zwalnia przed
        światłami obojętnie, jakie się pali akurat, czy inne rzeczy jeszcze,
        np moim zdaniem zbyt ostrożna jazda, ale milczę bo sobie
        przemyślałam,że prowadzi już tak długo a jeszcze nigdy nie miał
        wypadku a mandaty bardzo rzadko, więc niech jedzie jak mu pasuje.
        Gdyby mi truł albo krytykował, nie wiem, co bym zrobiła, najpewniej
        doczekałby się szybkiej i ostrej reprymendy. Ale przede wszystkim
        dlatego został moim mężem,że jest mądry, kulturalny i łagodny, z
        innym szybko bym się rozstała.
        • madzioreck Re: czy mężowie krytykują Wasz styl jazdy? 11.05.10, 14:03
          aaaach napisała:

          , wtedy zaczęły mnie
          > denerwować niektóre jego nawyki, np gdy widzi, że zaraz będzie
          > skręcać i hamuje dopiero ze 2-3 metry przed,

          Dusiłabym za coś takiego. I takie rzeczy robią właśnie "doświadczeni kierowcy",
          (tu bym chętnie rzuciła jakimś mięsem) którzy dają sobie prawo do komentowania.
          Bo najważniejsze, żebyśmy my nikomu nie przywalili w kufer, a nam to mogą, klapę
          sobie wymienię, nie?
          --
          Biusty naGiewink
    • chinskizwiadowca Re: czy mężowie krytykują Wasz styl jazdy? 07.05.10, 09:10
      a moze ma racje?

      moze troche pokory? z perspektywy czasu wiem, ze po zrobieniu prawka
      bylem kompletnym zerem drogowym. W ciagu 2 lat jezdzenia uczysz sie
      10 razy tyle co na kursie.

      zreszta jazda samochodem to nie zabawa, mozesz zrobic krzywde sobie i
      innym, wiec nie ma sie co obrazac jak ktos wytyka Ci bledy

      inna sprawa, ze pewnie gosc nie ma talentu pedagogicznego wink
      • madzioreck Re: czy mężowie krytykują Wasz styl jazdy? 11.05.10, 14:06
        chinskizwiadowca napisał:

        Wiesz, przy gotowaniu można sobie uciąć palec, jak się ma dobry nóż, a nie ma
        wprawy. To nie powód, żebym stała nad mężem, kiedy raz na ruski rok usiłuje coś
        ugotować. Wywalił by mnie z kuchni i by była figa z makiem, a nie obiad, i
        miałby rację.

        > zreszta jazda samochodem to nie zabawa, mozesz zrobic krzywde sobie i
        > innym, wiec nie ma sie co obrazac jak ktos wytyka Ci bledy

        Ciekawe, że najczęściej wytykają, a sami tak jeżdżą, jak dziewczyny wyżej opisują.

        --
        Biusty naGiewink
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka