Dodaj do ulubionych

domek jednorodzinny

28.06.10, 10:02
witajcie! pisze po raz pierwszy...choć czytam Was od baaaaaaaardzo dawna.
Potraficie doradzić w tylu tematach...moze i mnie doradzicie.
Jak przekonać mam męża do sprzedania mieszkania w bloku i kupienia małego
domku. W chwili obecnej mieszkamy w bloku, mieszkanie 70 m.kw kupione kilka
lat temu za pieniądze z kredytu 150 tyś w tej chwili warte jest ok 250 tyś.
Szukałam ofert na domki i w cenie 250 tyś jesteśmy w stanie kupić domek w
stanie deweloperskim , jak dobralibyśmy ze 100 tyś do kredytu , to można by go
chyba wykończyć? nie mam pojęcia czy to by starczyło... tłumaczę mężowi że
skoro płacimy 600 zł czynszu to można te pieniądze przeznaczyć na większą ratę
za większy kredyt... Nie ma mowy, nie chce o tym nawet slyszeć, powiedział mi
że nie mam pojęcia ile kosztuje utrzymanie własnego domu, ze koszt ogrzewania
w zimie to jest ponad 10 tyś...same problemy wyszukuje. Tak więc zwracam się
do Was tyle wiedzące mądre kobiety - napiszcie mi czy ja źle myślę , ze to
wyjdzie na to samo czy mój mąż szerzy problemy. Mieszkacie w domku?? Napiszcie
mi z czym to się je smile) takie posiadanie domku.

tak mi się marzy własny ogródek, kawa w niedzielę we własnym ogrodzie,
kwiatuszki posadzić trawkę skosić...

Pomóżcie mi proszę!
Edytor zaawansowany
  • iksigrekzet111 28.06.10, 11:14
    hmm, prawdopodobnie Twój mąż nie chce mieszkać w domku i żadne argumenty nie
    będą wystarczające.
    Przez 10 lat mieszkaliśmy z mężem w bloku, teraz od 5 lat we własnym domu.
    Utrzymanie jest.... tańsze niż mieszkanie w bloku. Ogrzewanie mamy gazowe - dom
    ok 160m - CAŁOROCZNY koszt ogrzewania mniej więcej taki jak w bloku gdzie
    mieliśmy 55 metrów powierzchni. Więc skoro domek chcecie mały.... to z pewnością
    taniej wyjdzie.
    Są tez minusy.... remonty, inwestycje, ścieżki, poz-bruki, rośliny, coroczne
    opłaty, podatki - to koszty z pewnością dużo większe niż w bloku no i dużo
    więcej pracy z utrzymaniem ładnego otoczenia latem i odśnieżanie zimą.
    Ale i tak wygrywa domek! O ile ktoś chce mieszkać we własnym domu....
    --
    pomóż nakarmić głodne dzieci... www.pajacyk.pl
  • gazeta_mi_placi 28.06.10, 11:20
    >hmm, prawdopodobnie Twój mąż nie chce mieszkać w domku i żadne argumenty nie
    będą wystarczające.

    To tak jak u mnie tyle,że ja jestem tą stroną która nie chce mieszkać w domu.
    Mieszkanie w bloku jest wygodniejsze.
    I według wyliczeń w dłuższym czasie użytkowania tańsze.
    Przeważnie ludzie kupują domki pod miastem,więc koszty dojazdów wszędzie,choćby do apteki czy lepiej wyposażonego spożywczaka.
    Znalazłam stronkę zresztą z rzeczowymi wyliczeniami z których wynika,że mieszkanie wychodzi taniej.
    Jak znajdę to podlinkuję.
    I ciekawe kto by się zajmował ogródkiem,przypuszczam,że raczej na ogrodnika byście nie chcieli wydawać,hehe mąż już wie czym to pachnie więc mu się nie dziwię że woli w mieszkaniu niż w domu mieć dodatkowe obowiązki z koszeniem trawy i przycinaniem żywopłotu big_grin


  • dorota_11 28.06.10, 11:21
    Mam dom i polecam, mogę Ci doradzić
    1. Koszt wykończenia domu to minimum ok 1000zł/m2 - za niski
    standard. Można też poświęcic trochę czasu i samemu wyszukać
    materiały wykończeniowe i wyposażenie po okazyjnych cenach - ja tak
    robię.
    2. Koszt utrzymania domu - musisz to uwzględnić, dodac koszt dojazdu.
    3. Jeśli Twój mąż nie jest majsterkowiczem to gorzej, w domu często
    coś trzeba "wymajsterkować".
    4. Moja przyjaciółka tak przerobiła męża, że to on uparł sie na
    budowę domu.
    5. Poczytaj forum bab budowniczych lub muratora. Jeśli dasz radę
    samna zrób kalkulację i przekonuj męża.
    Powodzenia - niedzielny wieczór na tarasie - bezcenne.....
  • cirrea 28.06.10, 11:21
    No niestety Twój mąż ma rację ...

    Ja wychowałam się i mieszkałam przez lata w mieście, w wieżowcu, ale parę lat
    temu sytuacja zmusiła mnie i męża do wyprowadzki na wieś, do domku mojej babci
    (z którą notabene mieszkamy do dziś).
    Mamy małe dziecko i jedynym plusem jaki w tej chwili widzę, to fakt, że jak jest
    ładna pogoda to mogę z synkiem siedzieć cały dzień na dworze...ale jest to
    jedyny plus mieszkania w domku.
    Nawet nie zdajesz sobie sprawy jakie są koszty utrzymania domku: opał na zimę, a
    to trzeba coś przy elewacji zrobić, co dwa lata płot pomalować, że nie wspomnę o
    koszeniu trawy i różnego rodzaju insektach.

    Ostatnia zima bardzo dała nam w kość jeśli chodzi o ogrzewanie i muszę Cie
    rozczarować, że nie ma czegoś takiego jak tanie ogrzewanie w domku. Chyba, że
    założycie sobie baterie solarne, albo inne rozwiązanie ekologiczne, które należą
    do najdroższych.

    W bloku nic Cię nie interesuje - jak odpadnie tynk z elewacji, albo zepsuje się
    winda to zajmuje się tym spółdzielnia, a w domku, od A do Z, musicie robić
    wszystko sami.

    Najlepszym rozwiązaniem jest mieszkać w mieście, a na lato mieć jakąś działeczkę
    lub domek letniskowy, żeby móc spędzać tam weekendy albo urlop. Bo latem w domu
    jest fajnie, ale jak przychodzi zima, to uciekałabym stąd gdzie pieprz rośnie smile

    Musisz pamiętać, że oprócz wszystkich opłat plus raty większego kredytu do
    wydatków dojdą Wam pieniądze za paliwo (chyba, że będzie to domek w mieście lub
    na przedmieściach) wszsztkie koszty związane z remontem, a potem z renowacją
    takiego domu. To są duże koszty. Sami z mężem widzimy wiele nowo pobudowanych
    domów - niektóre w stanie surowym, a niektóre zupełnie wykończone - stojące na
    sprzedaż, bo okazuje się, że ludzie pobrali kredyty, posprzedawali mieszkania, a
    i tak nie stać ich, żeby dom wykończyć lub w nim mieszkać ...

    Wybór i tak będzie należeć do Was smile

    --
    ---------------------"No man is an island"--------------------------
    John Donne
  • joxanna 28.06.10, 11:50
    Kiedyś to przeliczałam - porównywałam moje obecne mieszkanie w bloku i
    mieszkanie pod Warszawą w domku (rodzice, ja się tak wychowałam, brat, znajomi).
    Popytałam i wyszło mi, że sam dom, to ok, da się tanio utrzymać. Remonty robione
    w porę, samemu się dba, można znaleźć ogrzewanie itp.

    Ale prawdziwe koszty są obok - droższe sklepy (przynajmniej tak, jak ja
    porównywałam), konieczność utrzymania dwóch samochodów, dojazdy (teraz mogę
    jechać do pracy tramwajem, albo rowerem).
    No i takie drobiazgi, które najpierw były przyjemnością, a z czasem
    uciążliwością, a wreszcie kosztem: np. koszenie trawy co tydzień, zakupy (nie
    wszędzie poza Warszawą dowożą zakupy internetowe).

    Tak, że mnie wyszło, że domek, raty, utrzymanie - ok.
    Ale życie w takim domku - raczej uciążliwe i kosztowne.
    Ale ja i tak z tych miejskich jestemsmile

    A poza tym, sądząc po cenach - to chyba nie o Warszawie mówisz... W każdym razie
    warto policzyć w miesięcznym budżecie koszty dojazdów, samochodów i ceny w
    lokalnych sklepach.
  • agulag76 28.06.10, 11:41
    Domek - super sprawa wink i równocześnie "skarbonka bez dna" sad też
    przeprowadzilismy się z bloku do domku, wcale nie jest taniej,
    natomiast ciągle coż trzeba wymieniać, naprawiać, modernizować - a
    koszty niewspółmiernie wysokie np. wymiana pieca do ogrzewania,
    zakup opału, remont dachu, elewacji itp.
    --
    http://lb1f.lilypie.com/wfpDp2.png
  • figaroo 28.06.10, 11:48
    Mieszkałam przez jakiś czas w bloku, teraz mieszkam w szeregówce. I dla mnie
    mieszkanie w szeregówce ma wiele plusów. Przede wszystkim metraż. Poza tym nie
    płacę czynszu, mogę sobie wyjść w gaciach na ogródek i nikt na mnie dziwnie nie
    patrzy. Dzieciaki mają własną piaskownicę, basenik. Nie mam problemu, że one
    chcą iść na podwórko a ja muszę wszystko rzucać i iść razem z nimi. One na
    podwórku, ja w domu coś tam robię- wszyscy zadowoleniwink Trochę boli mnie
    ogrzewanie zimowe, ale też do przeżycia. Mam ogrzewanie gazowe i średnio w
    okresie zimowym za ogrzewanie płacę ok 300zł miesięcznie. W okresie letnim płacę
    za gaz (kuchnia+ grzanie wody) około 100zł. Do zeszłego roku mój małż usilnie
    uchylał się od koszenia trawnika. Ale w tym roku jak zrobiliśmy na podwórku
    wszystko od początku to sam pamięta i już się nie muszę prosićsmile
    Zapewne jest sporo prac w domu i dookoła. Ale ta swoboda... Przepięknasmile
    A my jesteśmy właśnie na etapie koncepcji budowy własnego domu. Kompletnie nie
    wiem jak się zabrać do tej naszej rewolucji....
    --
    Milena i Karolina
  • princesswhitewolf 29.06.10, 14:40
    Poza tym w szeregowce sasiedzi cie grzeja z bokow... lepiej niz w wolnostajacym
  • gazeta_mi_placi 29.06.10, 21:09
    Nigdy nie zrozumiem tych co decydują się na mieszkanie w szeregowcu.
    Takie połączenie łączy wszystkie wady mieszkania (sąsiedzi za ścianą) i domu.
  • figaroo 29.06.10, 22:49
    A sprawy finansowe? To był główny powód, przynajmniej u nas. W życiu nie stać
    byłoby na zakup działki i wybudowanie domu. A to był jedyny kompromis, żeby mieć
    przede wszystkim więcej metrów (przeprowadziliśmy się z 28m2) i mieć więcej
    swobody niż w bloku. A sąsiedzi jak sąsiedzi- tacy sami jak z domów wolnostojących.
    --
    Milena i Karolina
  • scibor3 29.06.10, 23:26
    1. Pokaż mi blok z 60 cm ścianami
    2. Najbardziej uciążliwe dźwięki przenoszą się w pionie a nie w poziomie. Spójrz
    na tematy na forach. Prawie zawsze konflikty z tymi co na górze, rzadziej z tymi
    na dole a niewiele z tymi co z boku. Jak sąsiad na górze zamontuje sobie
    bida-podłogę z paneli to zrozumiesz o czym mówię. W szeregowcach tego problemu
    nie ma.
  • misself 30.06.10, 14:28
    gazeta_mi_placi napisała:

    > Nigdy nie zrozumiem tych co decydują się na mieszkanie w szeregowcu.
    > Takie połączenie łączy wszystkie wady mieszkania (sąsiedzi za ścianą) i domu.

    Bo łączy też zalety smile Pesymistko nieuleczalna wink
    --
    "What's the goal? To get married? Yuck! Half of them end in divorce the other
    half end up with children."
    (z "Ally McBeal")
  • gazeta_mi_placi 28.06.10, 12:05
    Tutaj masz wyliczenia specjalistów odnośnie kosztów mieszkania w domu i w
    mieszkaniu:

    biznes.interia.pl/nieruchomosci/news/dom-na-przedmiesciach-kontra-mieszkanie-w-miescie,1482759
    "Wbrew pozorom kupno domu praktycznie zawsze jest droższe i jest dość złudną
    opcją, że za te same pieniądze otrzymamy w zamian o wiele lepszy standard życia.
    Od dawna daje się zauważyć coraz więcej młodych ludzi zachłyśniętych filmowym
    marzeniem własnego domu z ogródkiem. Godziny spędzone w samochodzie,
    wyalienowane dzieci nie mające co ze sobą zrobić popołudniami oraz ciągłe
    staranie o utrzymanie porządku/naprawianie usterek (co zjada ten wymarzony czas
    relaksu) coraz więcej osób szorstko sprowadza na ziemię. Po raz pierwszy widzimy
    w kraju przypadki przenosin z domu do mieszkania, które daje komfort i pozwala
    żyć najlepszymi stronami naszego miasta. Z drugiej strony osoby pochodzące z
    terenów wiejskich mają często problem z asymilacją z mieszkaniem i mają niejako
    "we krwi" parcie do życia wyłącznie w domu. Zastanawiając się więc nad kupnem
    domu zwróćmy bacznie uwagę na fakt, czy naprawdę stać nas na niego i czy
    permanentne uzależnienie od samochodu jest właśnie tym stylem życia, o jaki nam
    chodzi."

    Różnica na korzyść MIESZKANIA : 315 zł miesięcznie.






  • loola_kr 28.06.10, 12:07
    nie będę pisać o plusach i minusach, ba każdy lubi coś innego. Dla mnie jedynym
    plusem domu jest ogród i samodzielność, reszta to minusy.
    Ale nawet nie marz o tym, że wykończysz dom za 100 000zł.
  • f.l.y 28.06.10, 12:18
    notorycznie kupuję Murator i Ładny dom, koszty utrzymania domów ok
    140 m2 roczne są tam podawane w okolicach 11-16 tys

    dążę do własnego domu, może być ciasny byle własny, bez muzyki
    sąsiada, z ogródkiem...

    jak ktoś chce mieć dom, to nie ważne jest to wszystko, o czym
    piszecie, że przeraża... dużo ludzi tak żyje, bo..musi smile


  • misself 30.06.10, 14:37
    f.l.y napisała:
    > dążę do własnego domu, może być ciasny byle własny, bez muzyki
    > sąsiada, z ogródkiem...

    Buahahaha big_grin Że niby w domu nie będziesz mieć muzyki sąsiada?

    Moi Rodzice graniczą z trzema działkami.

    Sąsiedzi nr1 są sympatyczni i spokojni.
    Sąsiedzi nr2 od wiosny do jesieni słuchają radia z samochodu będąc w domu -
    parkują samochód, otwierają drzwi i bagażnik, puszczają muzykę na pełny
    regulator i idą do domu. Poza tym hodowali swego czasu kozę na tyłach, żeby im
    nie śmierdziało. (Śmierdziało nam.) Tylna ściana ich szopy/garażu/gołębnika
    (budynek używany do trzech celów) graniczy z naszym ogrodem. Ślą na nas donosy,
    że specjalnie sadzimy drzewa tak, żeby im korzeniami pod fundamenty tego budynku
    właziły. Raz do roku smołują dach tego budynku i wszystkie rośliny pod tą ścianą
    są do wymiany. Poza tym przerzucają pety przez płot do nas, traktując nasz ogród
    jak popielniczkę. Dużo bym jeszcze mogła napisać, ale mi się ciśnienie podnosi.

    Sąsiadka nr3 ma wielką działkę, na której rośnie stary sad i trawa. Raz w
    tygodniu kosi tę trawę małą warczącą kosiarką - trwa to cały dzień, bo to
    starsza kobieta. Następnego dnia zagrabia trawę i robi ognisko niezależnie od
    pogody. Poza tym zrobiła sobie betonowy płot - nie muszę mówić, jak to "pięknie"
    wyglądało, zanim nie został obsadzony od naszej strony. Często przyprowadza ze
    sobą pieska, którego przywiązuje do drzewa, żeby nie niszczył. Piesek szczeka
    przez cały czas.

    Cisza... Spokój... Kawa we własnym ogródku... Gdzie to się podziało?
    Większy spokój i ciszę mam na swoim blokowisku w Krakowie tongue_out
    --
    IV. Modlić można się wszędzie. Najgorszym miejscem są świątynie. Panuje tam
    zaduch. (Z.Herbert)
  • pigula74 28.06.10, 12:31
    czekałam na Wasze podpowiedzi jak na zbawienie...oczami wyobraźni już widziałam
    jak mąż wraca dzisiaj z pracy , zje obiad, zrobię kawę i zarzucę go argumentami
    za kupnem domku...a tu widzę , ze mój mężuś ma chyba rację...przykro mi . Tak
    się napaliłam...no nic może ktoś ma inne zdanie. No nic i za to dziękuję!
    Najważniejsze, że potraficie napisać wprost i bez ogródek i za to uwielbiam to
    forum!
  • alex_k 28.06.10, 12:34
    8 lat temu zbudowaliśmy domek 150m kw za dokładnie 250 tys (bez
    działki i zagospodarowania ogrodu, wiem też, że wtedy ceny
    materiałów byly trochę inne), z podłogami (panele, terakota i
    parkiet debowy w salonie, dębowe schody), pomalowaniem ścian,
    całkowitym wykończeniem łazienek (za metr płytek płacilismy wtedy ok
    50-60zł), pomalowaniem ścian przez malarzy. Niczego nie robiliśmy
    sami, do wszystkich robót zatrudnieni byli fachowcy. nie potrafię
    określić standardu, ale budujac nie oszczędzliśmy jakoś specjalnie
    na materiałach. Dom nie ma piwnic, jest maleńki strych, 1 garaż.
    Co do remontów, od wprowadzenia się raz już trzeba było pomalować
    ściany, niestety odpadły też płytki na tarasach, wymieniliśmy je na
    drewno egzotyczne, to z pewnoscią nie odpadnie.
    Elewacja trzyma się dobrze, z wszystimi instalacjami nic się nie
    dzieje. Myślę, że większe koszty utrzymania/remontowania są w
    starszym domu.
    Ogrzewanie mamy gazowe, roczny koszt ogrzewania to ok 3-4 tys.
    Reasumując, nigdy nie wymieniłabym domku na najbardziej nawet
    ekskluzywne mieszkanie w bloku. Picie porannej kawy na pełnym
    kwiatów (samodzielnie wychodowanych smile tarasie, w szlafroczku,
    święty spokój, ćwierkające ptaszeczki, jeże i zające w ogrodzie,
    polegiwanie w hamaczku - nic tego nie zastąpi smile
    --


    Mój decoupage
    Jak odszukać "tego przeklętego motyla, który-trzepocząc skrzydełkami-
    powoduje wszystkie burze, jakie nas nachodzą, i zmusić go, zeby
    przestał"?
  • alex_k 28.06.10, 12:47
    Dodam jeszcze, że dom jest na przedmieściach niedużego miasteczka,
    do centrum/szkoły da się bez problemu dotrzeć pieszo, więc moje
    dzieci nie czują się odizolowane. Za to 1km mam do lasu, 2 km do
    jeziora, ścieżki rowerowe z których moje dzieciaki chetnie
    korzystają.
    --


    Mój decoupage
    Jak odszukać "tego przeklętego motyla, który-trzepocząc skrzydełkami-
    powoduje wszystkie burze, jakie nas nachodzą, i zmusić go, zeby
    przestał"?
  • at.at 28.06.10, 12:38
    Wychowałam się w domu na przedmieściach, teraz mieszkam w centrum dużego miasta,
    mieszkanie 120 m2. Zanim kupiliśmy to mieszkanie, zastanawialiśmy się nad domem,
    ponieważ dla mnie ta opcja jest wymarzona. Dlaczego stanęło na mieszkaniu?
    - w mieście nie stać nas na dom, ceny są kosmiczne (teren w obrębie komunikacji
    miejskiej). Zostaje opcja podmiejska. To oznacza 2 auta (teraz mamy jedno),
    czyli wyższe koszty.
    - masz dzieci? My nie chcieliśmy naszej nastolatki, która zaczyna prowadzić
    własne życie, spotykać się z przyjaciółmi, wychodzić, itp. skazywać na
    rezygnację z tego. Alternatywą jest oczywiście wożenie jej, czyli jedno z nas
    jest na etacie kierowcy.
    - nie wiem, jakie macie z mężem prace, my jesteśmy dość mobilni, często
    wyjeżdżamy i dobre połączenie z lotniskiem i dworcem jest dla nas ważne. Inaczej
    bankrutujemy na taksówki, bo jak masz np. pociąg o 5 rano, to taxi jest jedyną
    opcją.
    - dom znacznie bardziej uwiązuje niż mieszkanie- mieszkanie zamykasz i jedziesz
    na urlop albo na weekend, w domu trzeba kosić, dbać i o ogród, podlewać w upały,
    itp.
    - jeśli mieszka się za miastem, to sytuacje, które teraz są dla nas fajne-
    wyjście do kina, impreza u znajomych- stają się wydarzeniami wymagającymi
    planowania (transport!),
    - dom to skarbonka bez dna, naprawdę. Zawsze trzeba coś robić. W dużych
    mieszkaniach jest podobnie, ale skala mniejsza, bo np. remont dachu czy
    kanalizacji rozkłada się na wspólnotę.
    - ogrzewanie- tu akurat jest różnie, ja mam ogrzewanie etażowe i też zimą jest
    ciężko, bo w kamienicy masz mniejszy wybór metod grzewczych.

    Patrząc na to emocjonalnie, powiedziałabym: DOM, ale pod kilkoma warunkami- że
    stać mnie na ponoszenie większych kosztów (paliwo, auto) i że zdaję sobie sprawę
    z ograniczeń związanych z mieszkaniem za miastem. Ja wychowałam się za miastem,
    ale to była mała miejscowość i odległości były inne, więc pozycja "za miastem"
    oznaczała mniejsze odległości niż teraz.

    Mieszkanie jest tańsze i wygodniejsze. Naprawdę. Dom to też moje marzenie, ale
    moja praca i nastolatki w domu nie sprzyjają temu. Może kiedyś.
  • zuzanna.7 28.06.10, 13:09

    Tak naprawdę kazdy lubi co innego i ciężko jest doradzić.
    Ja mieszkałam w mieście całe życie, ostatnie moje mieszkanie miało
    100 metrów więc ciasno mi nie było, mimo to przeniosłam się z rodziną
    do domku który kupiliśmy na przedmieściach średniej wielkosci miasta.
    Nie chciałabym już wrócić do miasta, do bloku.
    Mimo, że czasami narzekam na dojeżdżanie do pracy i innych miejsc to
    wynagradza mi to, że mam ogród który kocham i pracę w nim, uwielbiam
    obiady na tarasie i spędzanie czasu na powietrzu, grillowanie i picie
    herbatki, nawet gdy pada, w altance.
    Do lasu mam tak blisko, że mogę chodzić w papciach smile
    Moje dzieci na szczęście już nie są małe, mogą same dojeżdżać MKS do
    miasta.
    Co do remontów, jeszcze nic na szczęście nie musiałam remontować, a
    mieszkam 5 lat.

    Tylko, że za 100 tys. to raczej domu nie wykończysz, nawet kupując
    rzeczy z niższej półki sad
    Ja bym stawiała na 2 razy tyle, biorąc pod uwagę również koszt
    ogrodzenia domu, wykonanie ogrodu, ścieżek, podjazdów itp.

    Ja też miałam złudne nadzieje, że za 150 tys ( tyle zaplanowałam )
    wykończę dom który kupiłam w stanie deweloperskim zamkniętym, 6 lat
    temu, nie udało mi się.

  • otterly 28.06.10, 12:55
    Najbardziej się uśmiałam przy tym koszeniu trawki smile Ja jestem zwirzęciem
    miejskim i "od zawsze" powtarzałam, że dla mnie największa karą byłoby, gdyby mi
    ktoś podarował dom jednorodzinny, ale cała moja rodzina mieszka w domkach, więc
    wiem czym to śmierdzi.

    a/ Dzieci są małe przez kilka lat (wtedy faktycznie argument ogrodu jest silny),
    potem zaczyna się szkoła, więc albo jedno z rodziców zamienia się w taksówkarza,
    albo dziecko spędza po 4 godziny dziennie na dojazdach do szkoły i na zajęcia
    pozalekcyjne. Potem pojawia się problem powrotów z imprez, koncertów etc.
    Mieszkanie pod miastem jest uciążliwe dla dorosłego człowieka, który jeździ
    samochodem, a co dopiero dla nastolatka, który wiadomo - długo miejsca w domu
    nie zagrzeje. Mimo mieszkania w bloku, dojeżdżałam i wiem, że na pewno swojego
    dziecka na to nie skarzę, dlatego szukam mieszkania przy metrze.

    b/ Znowu dzieci i kwestia "pomocy" przy takim domu. Mam porównanie - ja szalałam
    na imprezach w weekendy, włóczyłam się ze znajomymi i miałam tzw. fun, a moi
    bracia (mieszkamy oddzielnie) kosili trawę, odśnieżali podjazdy, szorowali
    kominek, przycinali drzewa etc. Ich rodzice również. Cały tydzień w pracy, a
    weekend to dla nich czas na "ogarnianie" domu i ogrodu, nie relaksu. Koszmar.

    c/ Sprawy bezpieczeństwa. Do szału doprowadza mnie alarm, bo w takim domu czuję
    się jak w obozie koncentracyjnym - okna nie można w nocy otworzyć, jeśli się go
    uprzednio nie zablokuje, na taras wyjść tez nie można, chyba że się alarm
    rozbroi. Alarm zewnętrzny potrafi włączyć przebiegający kto, więc średnio raz w
    tyg. pobudka w środku nocy przy wyciu syren. I mimo alarmów, do wszystkich domów
    (pod warszawą), które znam, były włamania. Nie mówię, że w blokach się to nie
    zdarza, ale jakoś ani mnie, ani nikomu z moich znajomych nikt się do mieszkania
    nie włamywał (alarmów tez nie mamy).

    d/ Pomijając koszty, mieszkając w bloku ma się tzw. wolna bańkę. Nie myślisz o
    tym, kto wywiezie śmieci, czy segregować a jak tak, to gdzie to składować, kto
    odśnieży, kto umyje klatkę schodową, kto naprawi cieknący dach czy elewację. U
    mnie problem głośności sąsiadów nie istnieje - blok jest nowy i ściany są
    idealnie wytłumione. Mieszkam rok i jeszcze sąsiadów nie słyszałam (a imprezy
    robili).

    Według mnie nie ma ani jednej zalety własnego domu,ale to oczywiście kwestia
    gustu smile
    --
    Gnojowa mucha z tęczowym połyskiem na odwłoku.
  • alex_k 28.06.10, 13:16
    No właśnie, dużo zależy od tego, co kto lubi...
    Mnie zupełnie nie bawią imprezy i włóczenie się ze znajomymi, ale za
    to ogromną przyjemność sprawia przycinanie, pielenie, i oglądanie co
    rano, co tam nowego wyrosło/zakwitło, oraz zajadanie się malinami i
    poziomkami prosto z krzaczka.
    Jednak ponieważ jesteśmy rodziną ocno podróżujacą, co wakacje
    wyjeżdżamy na ok. 3 tyg, również na długie weekendy. Zamykamy
    chałupę i jedziemy, a w tym czasie zaprzyjaźniony sąsiad wpadnie
    podlać ogródek i rzuci okiem na całość. W zamian kiedy on wyjedzie,
    my zerkamy na jego dobytek.
    --
    62/87 60G

    Mój decoupage
    Jak odszukać "tego przeklętego motyla, który-trzepocząc skrzydełkami-
    powoduje wszystkie burze, jakie nas nachodzą, i zmusić go, zeby
    przestał"?
  • gazeta_mi_placi 28.06.10, 14:08
    > Najbardziej się uśmiałam przy tym koszeniu trawki smile

    Ja bym nie miała sumienia żądać od męża po całym tygodniu pracy aby w weekend jeszcze z kosiarką zapierniczał...

    >Dzieci są małe przez kilka lat (wtedy faktycznie argument ogrodu jest silny)
    > ,
    > potem zaczyna się szkoła, więc albo jedno z rodziców zamienia się w taksówkarza
    > ,
    > albo dziecko spędza po 4 godziny dziennie na dojazdach do szkoły i na zajęcia
    > pozalekcyjne

    Mam koleżankę której rodzice gdy była nastolatką zdecydowali się przenieść do domku na wsi.
    Ona za wszelką cenę chciała zostać w mieście tam gdzie ma koleżanki itp.Nienawidziła wsi.
    Skończyło się to tak,że rodzice z jej bratem zostali na wsi a ona została w mieście z babcią.

    >Nie mówię, że w blokach się to nie
    > zdarza, ale jakoś ani mnie, ani nikomu z moich znajomych nikt się do mieszkania
    > nie włamywał (alarmów tez nie mamy).

    Teraz w nowym budownictwie często standardem jest 24 ochrona i monitoring.
    I jakoś najbardziej brutalne napady z morderstwami czy skatowaniem gospodarzy miały miejsce jednak w domach nie w bloku gdzie prędzej sąsiad usłyszy krzyki a i pomoc szybciej nadejdzie niż na jakąś wieś.
    Ja bym się bała zostawać sama w domu na noc,br....
    Znajoma jak mężowi coś wypadło i nie mógł być w nocy umawiała się ze szwagierką bo się bała (mimo psów na podwórzu).

    >Mieszkam rok i jeszcze sąsiadów nie słyszałam (a imprezy
    > robili).

    No ja też nie słyszę,teraz w nowych budownictwach inne technologie.
    Na starym mieszkaniu autentycznie słyszałam odgłos telefonu stacjonarnego u sąsiada albo dźwięk uruchamianego komputera (ta melodyjka).
    W nowym nie słychać nic.








  • princesswhitewolf 29.06.10, 17:37
    Ja bym nie miała sumienia żądać od męża po całym tygodniu pracy aby w weekend jeszcze z kosiarką zapierniczał...

    zalezy czy maz pracuje fizycznie czy umyslowo. Jesli fizycznie i to ciezko: zgadzam sie, niech gazete poczyta. Jesli umyslowo to kosiarka wskazany relaks fizyczny. Po calym tygodniu zapierniczania umyslowo piele, wsadzam, kosze z prawdziwa przyjemnoscia
  • gazeta_mi_placi 29.06.10, 18:44
    Ale on (podobnie jak ja) lubi sobie WYBIERAĆ z własnej nieprzymuszonej woli
    rodzaj owego wysiłku (w jego przypadku dwa rodzaje pewnych sportów).
  • agiatami 30.06.10, 09:50
    ja rozumiem rowy kopac ale kosiarke popchac 1x na 2-3 tygodnie przez 30 minut to ... brak mi slow. z dzieckiem w pilke grac tez nie powinien i na rowerze jezdzic zabronione bo musi lezec i odpoczywac.
    jest film "Zmowa pierwszych żon" i ostatnie ujecia pokazuja jak stare zony ida w glab ulicy i tylko jedna ma molodziencze ruchy. ciekawe dlaczego? z lezenia? rozejrzyjcie sie i przeanalizujcie jak poruszaja sie kobiety po 50-tce. trzeba stworzyc sobie mozliwosc gimnastyki a potem to wchodzi krew.
  • misself 30.06.10, 14:45
    agiatami napisała:

    > ja rozumiem rowy kopac ale kosiarke popchac 1x na 2-3 tygodnie
    > przez 30 minut to ... brak mi slow.

    Mój Tata pracuje fizycznie (jest mechanikiem). Skoszenie 100m2 ogrodu regularnie
    nawożonego to są 3 godzinki z kosiarką raz w tygodniu. Dawniej to był fun, ale
    im więcej masz lat, tym ciężej się zebrać i latać z kosiareczką...

    Inna sprawa, że trawnik jest uznawany za element banalny w utrzymaniu i podstawę
    ogrodu. A można nie robić trawnika przecież smile Nie jest niezbędny.
    --
    Oto ja.
  • agiatami 28.06.10, 13:16
    zobacz ile kosztuje kupno domku. masz mozliwosci buduj a na stare lata kupisz kawalerke a za reszte wywianujesz dzieci.
    wszyscy mysla,ze beda wiecznie zdrowi i zarabiac kokosy. nie ma roboty to nie ma forsy na oplaty w bloku i eksmisja. w domku prawidlowo zaprojektowanym mozna zamknac gorna kondygnacje i "koza" ogrzac male mieszkanko na parterze.i jeszcze na takiej "kozie" obiad sie ugotuje.
    za 100m2 na rok place 38zl podatku od nieruchomosci a za 540m2 gruntu 81zl
    jezeli jedna kondygnacje nazywana piwnica (a moze byc wyzej niz grunt jak u mnie )wybudujesz o wysokosci chyba 2 lub 2,20m to stawka podatku jest o polowe mniejsza i ja za nastepne 100m2 place 19zl. na poddaszu nie mieszkam bo strych to nie mieszkanie wiec za metry pod dachem nie place.
    mam do zaplaty 4 raty po 35zl czyli 138zl na rok.
    to chyba moge sobie odkladac na fundusz remontowy a nie mowic ,ze to skarbonka bez dna. ludzie wymieniaja okna i remontuja mieszkania bo technologie sie zmienily i dodatkowo chca mieszkac nowoczesnie. w blokach mieszkan nie remontuja?
    ogrod moze byc bezproblemowy. nie sadzi sie roz i rodeondronow czy czegos co trzeba na zime okrywac. trawe kosic? ja mam barwinek pod bzami ,jasminami, iglakami i mini placyki z trawa co nozycami wyciac mozna lub podkaszarka (nie trzeba kupowac kosiarki). truskawki posadzone jako klomby i jest bajkowo kazdego dnia. co do zimy to garaz buduje sie przy bramie i nie trzeba odsniezac calej dzialki.
  • gazeta_mi_placi 28.06.10, 14:14
    >wszyscy mysla,ze beda wiecznie zdrowi ...

    No właśnie a tu lecą latka i wyprawa do spożywczaka 5 km dalej będzie problemem,albo dostęp do lekarza specjalisty (na wsiach czy mniejszych miejscowościach raczej nie ma).
    Tak samo już zdrowie do koszenia trawy czy żywopłotu też nie to..
    I do odśnieżania też trzeba na starość już kogoś nająć a za darmo nikt nie odśnieży i nie skosi...
  • alex_k 28.06.10, 15:24
    Zupełnie nie rozumiem, dlaczego większości ludziom mieszkanie w domu
    kojarzy się z katorzniczą pracą w głuchej dziczy niemal bez kontaktu
    z cywilizacją. Wszysstko to jest kwestią wyboru.
    Mieszkam na obrzeżach miasta, a do najbliższego spożywczaka mam
    100m. Dzieci ida do szkoły 15 min Mąż dojeżdża do pracy do
    oddalonego 15km miasta 20 min, podczas gdy jego kolega mieszkający w
    tym mieście na nowoczesnym osiedlu, jedzie prawie godzinę.
    Mój ogród jest nieco pracochłonny, ale tylko dlatego, ze ja BARDZO
    LUBIĘ pracę w ogrodzie. Moja znajoma z kolei ma kilka iglaków,
    kawałek trawnika, który jej za 20zł kosi ochoczo syn sąsiadów, a ona
    w ogródku to się ewentualnie opala.
    A o remont elewacji, dachu, instalacji, jeśli tylko są porzadnie
    zrobione, prawdopodobnie juz nie ja będę się tym martwić.
    --
    62/87 60G

    Mój decoupage
    Jak odszukać "tego przeklętego motyla, który-trzepocząc skrzydełkami-
    powoduje wszystkie burze, jakie nas nachodzą, i zmusić go, zeby
    przestał"?
  • misself 30.06.10, 14:50
    agiatami napisała:
    > wszyscy mysla,ze beda wiecznie zdrowi i zarabiac kokosy. nie ma roboty to nie m
    > a forsy na oplaty w bloku i eksmisja.

    Znasz kogoś, kto został po prostu wyeksmitowany z własnego mieszkania? Bo ja
    nie. A mieszkam w mieszkaniu, które było zadłużone na prawie 8 tysięcy
    (właścicielka nie płaciła czynszu). Jak mieszkasz we własnym i jesteś
    zameldowana na stałe, to NIC Ci nie mogą zrobić.

    > ogrod moze byc bezproblemowy.

    Zgadzam się w zupełności smile
    Ale tak czy siak musisz COŚ przy nim robić - chyba że sobie zrobisz ogród
    żwirowy wink
    --
    Nawet dwoje ciekawych ludzi może się nudzić w swoim towarzystwie, jeżeli nie są
    oni ciekawi siebie.
    ich4pory.blogspot.com
  • forencka 28.06.10, 14:03
    Jak on nie chce, to będziesz miała same problemy, bo przy domu jednak trochę
    trzeba porobić i jeżeli ktoś tego nie lubi to klops. A koszty w normalnych
    warunkach mogą być porównywalne z mieszkaniem.
    --
    Poradnik początkującego kucharza
  • budzik11 28.06.10, 14:43
    Wymienię może minusy, bo plusy są raczej oczywiste:
    - jeśli mieszkasz w cywilizowanej (czyt zurbanizowanej) okolicy, to jest ok.
    Jeśli nie, albo nie daj Boże jesteś pionierem na jakims odludziu, to musisz się
    postarać o wszystkie media (woda, prąd, gaz, kanalizacja), co może trwać latami,
    a wcześniej np. musisz wykopać studnię, z któej woda może się okazać nienadająca
    się do użytku; musisz założyć sobie własne szambo i pamiętać o regularnym jego
    opróżnianiu, co nie zawsze jest możliwe, bo np. wiosną czy jesienią szambiarka
    nie dojedzie, bo błoto, zimą nie dojedzie bo mróz (szambo w rurach panu zamarza)
    albo śniegi.
    - odśnieżane są tylko główne drogi, jak masz prywatny wjazd na własną działkę
    (nie jest ona przy głównej drodze) to czasem nie możesz się wydostać, chyba, że
    sama odśnieżysz. Oczywiście masz też obowiązek, poza własnym podwórkiem,
    odśnieżać, uprzątać liście, kosić trawę wzdłuż własnego ogrodzenia
    - nie masz kablówki, telefonu stacjonarnego, internetu (a żeby mieć trzeba się
    nakombinować z różnymi wynalazkami typu internet radiowy itp.)
    - na wsiach zwykle nie ma lekarzy poza POZ, czyli zwykle tylko internista i
    pediatra (u mnie nie ma nawet stomatologa, ginekologa) - do byle specjalisty
    musimy jeździć do miasta
    - nie ma żadnych atrakcji dla dzieci typu plac zabaw, kulkownia itp, nie ma
    nawet głupiej ławeczki żeby przysiąść na spacerze z maluchem i go np. nakarmić
    czy przewinąć, ba, nie ma nawet chodników (poza ruchliwym centrum miejscowości)
    żeby bezpiecznie spacerować z wózkiem
    - zimą czy jesienią lub wiosną, podczas roztopów możesz się liczyć z tym, że
    droga będzie nieprzejezdna (błoto po kolana)
    - nie masz wyboru jeśli chodzi o edukację dzieci - zwykle jest jedna szkoła, jak
    jest przedszkole, to masz szczęście
    - NIEUSTANNA walka z żywiołem - trawa, liście, śnieg, woda (susza), błoto,
    chwasty itp. W mieście nie za bardzo zauważa się pory roku; na wsi - zmieniają
    się obowiązki
    - poza tym walka ze zwierzętami - jak masz trawnik, jakieś drzewka owocowe,
    kwiaty itp - walczysz z myszami, pająkami, nornicami, kretami, szpakami itp.
    - braki np. prądu podczas burzy, wichury itp
    - uciążliwości komunikacyjne - jak masz samochód, to ok, ale jak nie, albo coś
    mu się stanie, to czasem trudno się ze wsi wydostać
    - odpowiedzialność za stan techniczny domu spoczywa wyłącznie na właścicielach
    - koszty utrzymania domu - jeśli nie masz nowoczesnych technologii, to niestety
    płacisz masę pieniędzy (słyszałam nawet o 3-tysięcznych miesięcznych rachunkach
    za gaz!)
    - zależnie od technologii, ale zimą np. możesz zostać uwięziona w domu, nie
    będziesz mogła sobie np. na urlop 2-tygodniowy wyjechać, bo trzeba dokładać do
    pieca, bo inaczej ci rury popękają jak wygaśnie.
    to mi do głowy przychodzi - ale ja mieszkam w domu, wychowałam się w domu, przez
    7 lat mieszkałam w bloku i za żadne skarby nie chciałabym tego powtórzyć. Jestem
    zadowolona z mieszkania na wsi, mąż też się przekonał, chociaciaz na początku
    narzekał, przytłoczył go ogrom tego, o czym wyżej pisałam. Ale jeśli twój jest
    zdecydowanie przeciwko mieszkaniu w domu, to jeśli jakimś cudem jednak go
    przekonasz, to możesz do końca życia unieszczęśliwić i jego i siebie (bo będzie
    ci wyrzekał do końca świata, że go w to wkręciłaś), więc zastanów się, czy
    naprawdę warto wink.
    --
    Przytul Mnie Mamo
  • gazeta_mi_placi 28.06.10, 14:49
    Nie warto.Przeciwnika zamieszkania w domku nie przekonasz!

  • budzik11 28.06.10, 15:12
    No więc właśnie o to mi chodzi - niech się autorka wątku zastanowi, czy
    spełniając swoje życiowe marzenie nie zamieni swojego i męża życia w koszmar
    syzyfowych, przymusowych prac i utyskiwania/oskarżania się wzajemnego. Jeśli
    ktoś jest zdecydowanie przeciwny to będzie potem dostrzegał tylko wady domu,
    zamiast cieszyć się zaletami.
    --
    Przytul Mnie Mamo
  • smartlive 28.06.10, 15:59
    idealnym rozwiązaniem oczywiście w/g mnie jest zamieszkanie w małym miasteczku w domku jednorodzinnym(sama tak mieszkam)
    w zasadzie wszystko mam na miejscu-jest kilka marketów/szpital/lekarze/urzędy/szkoły/przedszkola/praca/place zabaw itd
    wiadomo,ze wieksze "sprawy" załatwiam w miastach połozonych w sumie niedaleko(dojazd-to ok.30min. autem) reszte spokojnie na miejscu:-d

    co do ogrodu-mmmm super bajka,o ile ogród od poczatku jest zrobiony tak,jak zaplanujemy
    my mielismy to "nieszczęście" odziedziczyc ogród po tesciach,gdzie teśc spedzał długie godziny ścinając,kosząc,pieląc,sadząc itd
    po przerobieniu ogrodu w/g naszych potrzeb-wykarczowanie wiekszosci drzewek,posianie większych trawników,zrobienie placu zabaw itd jest całkiem znosnie i dużej pracy nie ma(zostało nam tylko koszenie trawnika/przycinanie zywopłotów,kilku krzaczków)
    owszem,duzym kosztem tez była modernizacja całego budynku-wymiana i ocieplenia dachu,garażu,jakies remonty w środku-ale to był jednorazowy wydatek,na długie lata
    reasumując domek to coś,co trzeba kochac,to ciezka praca,ale tez wielka satysfakcja-własny ogród,duza przestrzeń,bepieczeństwo dzieciaków
    dla mnie-więcej plusów niz minusów
    za nic w świecie nie zamieszkałabym w bloku
    --
    a ja jestem księżniczką Monako...;P
  • gazeta_mi_placi 29.06.10, 11:22
    W domu trzeba samemu odśnieżać,kosić trawę,czasem drzewa albo żywopłot przystrzyc,jak mąż nie jest ogrodnikiem z zamiłowania może w sobotę o szóstej rano wręczyć kosiarkę i piłę żonie (zimą łopatę do odśnieżania) i powiedzieć: "to Ty chciałaś żonko domku,więc..."
  • bagr_aga 28.06.10, 16:40
    Powiem Ci tak : ja całe życie mieszkałam w domu. Nigdy w bloku. Życie i rodzice
    przyzwyczaili mnie do pracy na swoim. Masz i dbasz- w miarę możliwości smile czasem
    się nie chce wink Parę lat temu życie rzuciło mnie do bloku-na 3 lata, myślałam
    ,że się zaduszę! na szczęście mój mąż miał podobne plany na życie. Kupiliśmy
    dom, prawie 200m kwadratowych, stary 65 rocznik chyba, do remontu. (na kredyt
    oczywiście, ale wyszliśmy z podobnego założenia jak Ty) po co płacić komuś, jak
    dokładając 100zł jesteśmy na swoim smile za 20parę lat ściśle winkwymieniliśmy dach,
    całe ogrzewanie, poburzyliśmy ściany, zagospodarowali strych... cały czas przemy
    do przodu. Działki mamy 9 arów. i naprawdę cały czas jest co robić. i Dom to
    skarbonka bez dna- też prawda! Ale dajemy radę, i żyjemy w jednym z najdroższych
    polskich województw.Mąż i ja pracujemy w budżetówce-(nie w służbie zdrowia wink
    smile a mimo to dajemy radę. nie ma co gdybać, jeśli masz ręce chętne do
    roboty-dasz radę, a jeśli Twój mąż jest "lewy" się zastanów!! i to nie 2 razy,
    ale 14 smile bo bez pomocy trudno jest-0chyba że nie pracujesz. Ale się wywiodłam
    smile smile pozdrawiam ze wsi smile

    --
    Miód jest dla mięczaków...Twardziele żują pszczoły!!! (by Małż)
  • misself 30.06.10, 14:54
    bagr_aga napisała:
    > Parę lat temu życie rzuciło mnie do bloku-na 3 lata, myślałam
    > ,że się zaduszę!

    Miałam podobnie - wynajmowałam od początku studiów różne mieszkania, brzydkie i
    brzydsze, ciasne i ciaśniejsze. Na szczęście przed kupnem mieszkania (domek nie
    wchodził w grę, bo studiowaliśmy wtedy oboje) mogłam postawić jeden warunek: ma
    być jak największe! 50m2 na dwie osoby to idealna rzecz, chociaż przed remontem
    miewałam klaustrofobię w WC (100 x 80 cm).
    --
    "What's the goal? To get married? Yuck! Half of them end in divorce the other
    half end up with children."
    (z "Ally McBeal")
  • pestkaa2 28.06.10, 20:07
    hehe,rozbawił mnie ten wątek smileszczególnie ten alarm wink
    wszystko zależy czego oczekujemy i od naszych możliwości finansowych.Dom nie
    jest tańszy.A jeśli mąż nie chce to żaden argument ZA go nie przekona.Mieszkam w
    domu od 4 lat,na bloki nie chcę wrócić.Nie przerażają mnie minusy,kocham te
    plusy.Wieczorki na huśtawce(bez specjalnego ubierania się),dzieci biegające cały
    dzień po dworze,pranie suszące się na placu,owoce własne(mniam),spontaniczne
    wieczorne spotkania z sąsiadami na placu.Dzieciaki mają rozłożony namiot,malują
    farbami na dworze,kąpią się w dmuchanym basenie.Osiedle mało ruchliwe pojazdami
    i jestem w miarę spokojna gdy jeżdżą na rowerach.Wymieniać można.Co kto lubi smile
  • julk_a33 28.06.10, 21:08
    Plusy tak jak poprzedniczki pisały nieocenione , zwłaszcza dla osób
    mające małe dzieci i majsterkujacego męża . Mieszkam w bloku,metraż
    65m , czynsz 860zł m-c jedna z ościennych dzielnic W-wy (dobrze
    ze nie mam do spłaty kredytu ) w rozliczeniu rocznym dopłata do
    ogrzewania , choć mieszkanie cieplutkie i nawet przy tak srogiej
    zimie kaloryfery nie były rozkrecane na ful , woda niedopłata ,
    cześć wspólna niedoplata , zgineło gdzieś 800m3 wody
    . Blok osiada ,ściany pękają trzeba naprawić samemu , nawet gdy sama
    próbuje zaoszczędzić to i tak pokrywam niedopłaty z cześci
    wspólnej .Marzy mi się domek , porównując koszty znajomych
    mieszkajacych w domkach ja w bloku wcale dużo mniej nie płacę .
    Pomimo ,że posiadamy dwa auta to i tak jadąc do centru wybieram SKM
    bo jestem szybciej i nie musze rozgląda się za miejscem do
    parkowania . Sklepów dookołapełno ale tez i bardzo drogo , większe
    zakupy robię i tak poza miejscem zamieszkania. Chętnie
    zainwestowałabym w domek , nawet z myśla ,ze w przysżłości można to
    rozbudować i miejsce dziecku zrobić bez gniezdzenia się w jednej
    klicie . Zgadzam się że 100 tys tyo zamało aby wykonczyć stan
    deweloperski . U mnie marzenia musza narazie poczekać , ale chyba
    wszystko zalezy też w jakim miejscu się mieszka . W kazym regionie
    jednak te koszty wygladają nieco inaczej .
  • kasiak37 28.06.10, 21:39
    jezeli macie grunt to polecam dom szkieletowy,energooszczedny a jeszcze lepiej
    pasywny.Za rok o tej porze w takim zamieszkamsmile
    --
    http://lb4m.lilypie.com/S4sdp1.png
  • mm1501 29.06.10, 08:52
    Przeprowadziłam się z Warszawy na wieś pod Mińskiem 3 miesiace temu.
    Miałam mysli że to błąd jak musiałam wstawać o 4.30 żeby dojechać na 7 do pracy
    w Warszawie. Te mysli szybko minęły.
    Jaki komfort ma zycie w bloku - w zawieszonej w eterze klatce. Słychac wszystko
    i wszystkich, smród, brut. Wszystkie trawniki obsrane. Tylko mi nie piszcie że u
    was zamknięte osiedle i kup nie ma. Na osiedlu nie ma bo każdy wyprowadza psa
    poza ogrodzenie i sra tym psem innym pod oknem
    Wszyscy sa skądś, nikt sie nie zna, ludzie sie nie lubią. Na wsi tez jest różnie
    bo ludzie raczej prości.
    Jak mogło wam przyjśc do głowy że jedzenie poza miastem droższe. Nawet w
    cerfurze w Mińsku jest taniej niż w cerfurze w Warszawie. Jak pojadę w sobote na
    bazar do Stanisławowa to za 10zł kupie warzywa na cały tydzień. Wizyty prywatne
    u lekarzy specjalistów 60zł. W Warszawie min 100zł

    Są ludzie którym bardzo bliskie sąsiedztwo ludzi odpowiada, mnie nie. Nienawidze
    obstranych i obsikanych wind, schodów, trawników.

    Co do kosztów zbudowaliśmy dom tzw pasywny - prawie. Zima był juz ogrzewany i za
    6 miesięcy zapłaciliśmy 2,5 tys. Drogo?
  • gazeta_mi_placi 29.06.10, 11:15
    >Jaki komfort ma zycie w bloku - w zawieszonej w eterze klatce. Słychac wszystko
    i wszystkich, smród, brut. Wszystkie trawniki obsrane. Tylko mi nie piszcie że u
    was zamknięte osiedle i kup nie ma. Na osiedlu nie ma bo każdy wyprowadza psa
    poza ogrodzenie i sra tym psem innym pod oknem
    Wszyscy sa skądś, nikt sie nie zna, ludzie sie nie lubią.

    Mieszkam w bloku (nowe budownictwo,w dobrej technologii,przez ściany nie słychać żadnego sąsiada,mimo że mamy i studentów i matkę z dwójką małych dzieci),jest cicho,sąsiadów nie słychać kompletnie,czyściutko bo regularnie przychodzi solidna firma sprzątająca,poza tym nie mieszka tam żadem element żeby syf i brud robić.
    Trawniki czyściutkie,właściciele psów idą pewnie na okoliczne łąki i tzw.nieużytki bo w okolicy (poza samym osiedlem) żadnych kup też nie widziałam.
    A ludzie jak wszędzie...
    Nie mów,że na wsi jest dobrze,tam dopiero Cię obgadają kumoszki na dziesiątą stronę,ciotka (tutejsza) bała się wyjść opalać na balkon (akurat widoczny z drogi) żeby baby ją nie obgadały,że się leni big_grin
    Inna moja znajoma (zamieszkała po latach mieszkania w mieście na pewnej podkrakowskiej wsi) narzekała,że mimo już 3 lat mieszkania ani ona ani dziecko sad nie zasymilowała się z tamtejszą ludnością,która uważa ją za "obcą" (babka normalna,na pewno nie taka co zadziera nosa i ma się za nie wiadomo kogo).
    I na wsi dopiero słychać psy,spuszczane na noc przez gospodarzy big_grin

  • nomasz-1 30.06.10, 14:29
    nie no,w blokach,miastach nikt nie obgaduje.Boszzz
  • misself 30.06.10, 14:58
    nomasz-1 napisała:

    > nie no,w blokach,miastach nikt nie obgaduje.Boszzz

    A obgaduje?
    Ja dopiero po 2 latach mieszkania wiem mniej więcej, kto mieszka w mojej klatce
    i jak wygląda. Ze wszystkimi jestem na "dzień dobry" i ewentualnie "ładny dziś
    dzień" albo "czy może pani odebrać dziś paczkę do mnie?".

    Bez porównania do domku W MIEŚCIE, gdzie nie mogłam z kolegą pójść na spacer, bo
    od razu było, co ta młoda od B. tak wcześnie zaczyna z chłopakami się szlajać.
    --
    Julka Szkrab gotuje, my tłumaczymy. Przyłączysz się?
    julkaszkrab.blogspot.com/
  • nomasz-1 30.06.10, 19:19
    może mieszkasz w bajkowym bloku.Pisanie że tu czy tam nie ma obgadywania,psich
    kup itp. jest bzdurą.W bloku sąsiad sąsiadowi wrzuci pod wycieraczkę kocią
    kupę,wrzuci papierosa do wózka dziecięcego,skarży się na płacz dziecka i grającą
    karuzelę.Przy domach sąsiad sąsiadowi wyleje zupę pod płot no bo co ma z tym
    robić albo pali folie i nie ma czym oddychać.
    Można wymieniać,a nie o to chodzi.Zależy od KULTURY.
    Pytanie,dom czy blok jest bez sensu.Trzeba mieć jakieś pieniądze i właśnie CHĘĆ.
  • misself 01.07.10, 10:55
    nomasz-1 napisała:

    > może mieszkasz w bajkowym bloku.

    Zwykły blok z wielkiej płyty na jednym z wielu osiedli w Krakowie.

    > Pisanie że tu czy tam nie ma obgadywania,psich
    > kup itp. jest bzdurą.

    Nie bzdurą, tylko generalizacją, tak samo jak generalizowanie, że w domku masz
    ciszę, spokój, przemiłych sąsiadów i własne pomidory.

    > Można wymieniać,a nie o to chodzi.Zależy od KULTURY.

    Od kultury innych i od Twojego szczęścia. Nigdy nie wiesz, na kogo trafisz,
    zarówno budując dom, jak kupując mieszkanie w bloku.
    --
    azjahavana: czemu ty musisz być zawsze taka upierdliwa Miss
    Ktoś musi... wink
  • kasiak37 29.06.10, 11:40
    piszesz o domu pasywnym...jaki masz system ogrzewania w tym domu?Z tego co sie
    orientuje to ogrzewanie dziala na zasadzie nawiewu i cyrkulacji powietrza.Jakie
    KW uzyskaliscie?
    --
    http://lb4m.lilypie.com/S4sdp1.png
  • mm1501 29.06.10, 13:21
    Ogrzewamy tylko kominkiem, mamy rekuperator, docelowo będzie pompa ciepła (na
    razie za droga) i solary (to nie długo). Nie wiem o jakie KW pytasz ale
    certyfikat wyszedł rewelacyjny, teraz nie pamiętam w którym miejscu na suwaczku
    ale Pan inżynier który to robił stwierdził że jeszcze takiego dobrego wyniku w
    żadnym certyfikacie nie uzyskał a zrobił kilkadziesiąt.

    Może rzeczywiście przesadziłam z tym smrodem i brudem i życzliwością albo jej
    brakiem. Sąsiedzi z wsi też już potrafią pokazać pazurki ale mieszkałam w
    Warszawie 10 lat i nigdy więcej.
  • kasiak37 29.06.10, 14:08
    a musisz miec i solary i pompe?U mnie dla nowobudowanych domow jest wymog albo
    pompa albo solary o pow. 6m2.
    --
    http://lb4m.lilypie.com/S4sdp1.png
  • otterly 29.06.10, 13:49
    mm1501 napisała:


    > Jaki komfort ma zycie w bloku - w zawieszonej w eterze klatce. Słychac wszystko
    > i wszystkich, smród, brut. Wszystkie trawniki obsrane.

    Bo na wsi psy nie srają, tak?smile To zależy co porównujemy. Wiadomo, że stary blok
    z wielkiej płyty wyjdzie żałośnie w porównaniu z nowiutkim domkiem. Myślę, że
    sens ma porównywanie nowych mieszkań z nowymi domami, albo starych ze starymi.

    Ja tam w swoim mieszkaniu niczego nie słyszę. Kupując je zwracaliśmy przede
    wszystkim uwagę na wytłumienie ścian i podług/sufitów i zapewniam Cie, że kiedy
    siedzę na piętrze w pokoju z zamkniętymi drzwiami za Chiny Ludowe nie słyszę
    domofonu, telefonu czy nawet głośno grającego radia w salonie. Za to u mojej
    mamy w domu (400m) nie ma takiego miejsca, w którym nie byłoby słychać tego, co
    się dzieje w drugim końcu domu: kroki, rozmowy, radio... Technologia lekka =
    beznadziejna. Jednym słowem - wszystko zależy od wykonania i technologii.

    Klatki mamy czyściutkie, bo sprząta je firma. Ludzie są różni wszędzie, wiadomo.
    Ja nie należę do osób pragnących bratania się z sąsiadami, więc wystarcza mi
    uprzejme "dzień dobry". Otaczają na młodzi ludzie, na ogół z małymi dziećmi oraz
    studenci i to mi się podoba. Śmiem twierdzić, że na wsi jednak ludzie są trochę
    inni. Nie wszyscy, wiadomo, ale jednak będę się upierała, że nie jest to
    towarzystwo, z którym chciałabym mieszkać.

    --
    Nikt nie rodzi się kobietą.
  • kasiak37 29.06.10, 14:10
    "Technologia lekka =
    beznadziejna."

    A z tym sie nie zgodze.
    --
    http://lb4m.lilypie.com/S4sdp1.png
  • otterly 30.06.10, 12:37
    Możesz rozwinąć? Dla mnie to jest paranoja: dom, w którym latem jest potwornie
    gorąco, bo te "papierowe" ścianki i dach nagrzewają się w błyskawicznym tempie,
    a zimą trudno to ogrzać, bo całe ciepło ucieka. Może ten dom jest źle zbudowany
    czy zaprojektowany, nie wiem. Na dodatek ta cholerna akustyka, która sprawia, że
    słuchać jak ktoś kichnie na drugim końcu 400metrowego domu. Wszystkie takie
    lekkie domki, w których byłam były właśnie bardzo gorące latem i bardzo
    "głośne". Dom mojej mamy zimą jest ogrzewany częściowo gazem, częściowo
    kominkiem (brrrr noszenie brudnego drewna, rąbanie go, dokładanie i smród w
    domu) i nie jest ciepły, tzn. można go ogrzać, ale np. w nocy , kiedy w kominku
    wygasa, błyskawicznie robi się zimno.

    Mieszkam w nowym bloku z klasycznej czerwonej cegły. Wietrzę rano, koło południa
    zamykam okna, zasłaniam zasłony i mam chłód do wieczora. Mimo tak samo wielkich
    okien, jak w tym "lekkim" domku i tej samej temperatury na dworze.
    --
    a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
    chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku
  • misself 30.06.10, 15:02
    Ja mieszkam w bloku z 90 roku, z wielkiej płyty, ale już według jakichś nowych
    projektów, bo ma tylko 4 piętra. Po wymianie okien na szczelne jest tu ciepło
    jak w uchu - 22-23 stopnie przez cały rok.

    Dla porównania dom moich Teściów-in-spe wybudowany jest w podobnym czasie,
    marznę tam zawsze straszliwie.
    --
    "What's the goal? To get married? Yuck! Half of them end in divorce the other
    half end up with children."
    (z "Ally McBeal")
  • maniaczytania 11.07.10, 09:31
    otterly napisala:

    <Dla mnie to jest paranoja: dom, w którym latem jest potwornie
    gorąco, bo te "papierowe" ścianki i dach nagrzewają się w błyskawicznym tempie,a
    zimą trudno to ogrzać, bo całe ciepło ucieka. Może ten dom jest źle zbudowany
    czy zaprojektowany, nie wiem.

    Owszem, jest zle zbudowany, a dokladniej to kwestia zle wykonanej izolacji (
    powszechnie zwanej ociepleniem budynku).
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • otterly 11.07.10, 10:52
    Może i tak, ale żaden dom, w którym byłam (a także blok, w którym kiedyś
    mieszkałam), który nie był zbudowany z staromodnej cegły czy betonu, nie był
    chłodny latem. Nie bez powodu południowcy raczej nie stosuję "lekkiej
    technologii". Ogrzanie zimą to z pewnością kwestia izolacji,ale upał latem?
    --
    a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
    chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku
  • anu_anu 11.07.10, 20:54
    Oterlly, izolacja cieplna działa w OBIE strony. Zimą nie pozwala (a raczej
    utrudnia) ciepłu ucieczkę z domu do otoczenia a latem nie pozwala mu wejść do
    środka smile
    --
    . ^ ^
    =(-.-)=
    .(_|_)
  • otterly 12.07.10, 10:35
    OK, rozumiem, ale nadal nie rozumiem dlaczego Włosi nie budują domów w tzw.
    lekkiej technologii, a Szwedzi tak?
    --
    Nikt nie rodzi się kobietą.
  • kasiak37 13.07.10, 10:09
    Otterly poczytaj na czym polega idea domow pasywnych i jak one dzialaja.
    --
    http://lb4m.lilypie.com/S4sdp1.png
  • otterly 13.07.10, 11:37
    kasiak37 napisała:

    > Otterly poczytaj na czym polega idea domow pasywnych i jak one dzialaja.

    Poczytałam i faktycznie idea mi się podoba, ale na zimę. Nie znalazłam
    informacji o tym, że ten dom jakoś specjalnie chroni przed upałem, ale być może
    wynika to z braku czasu na dogłębne studiowanie. Ty opierasz się na idei, ja na
    doświadczeniu. W moim otoczeniu (rodzina, znajomi) jest kilka domów budowanych w
    "lekkiej technologii" i żaden z nich nie jest tak chłodny jak stary, ceglany dom
    moich dziadków kryty ceramiczną dachówką i moje mieszkanie w bloku zbudowanym
    rok temu (też z cegły i z ciężkim, ceramicznym dachem). To znajomi z domków
    przyjeżdżają do nas w upały. Nie mówię, że to jest reguła, ale moje
    doświadczenie wskazuje na to, że domy, które nie są "ciężkie", są duszne i
    gorące latem. szczególne te, które powstawały jakieś 10 lat temu.

    Na koniec taka mała ciekawostka odnośnie "lekkich" domów. Podczas majowej
    powodzi, jako że mam dziadków w Kazimierzu, obserwowałam jak zachowywały się
    takie domy (szczególnie budowane z Ytonga) w gminie Wilków. Jeden z tamtejszych
    gospodarzy rok temu wziął duży kredyt i postanowił wyburzyć swój stary ceglany
    dom i zbudować właśnie taki "papierowy". Ze starego gospodarstwa została tylko
    obórka. Dom był piękny, jasny, przestronny. Wisz jaką miał minę ów gospodarz,
    kiedy patrzył jak jego nowy dom się rozpływa, a obórka jak stała tak stoi do
    dziś i to właśnie w niej teraz mieszkają ci gospodarze. W Wilkowie przetrwały
    daw rodzaje domów: stare chaty z drewna, które przeżyły już niejedną powódź i
    domy z cegły. Wszystkie "lekkie" się rozpłynęły.

    Ja naprawdę nie generalizuję, ale mam jak najgorsze doświadczenia z lekkimi
    domami. Znam jeden taki idealny dom, faktycznie perfekcyjny pod każdym względem.
    Stan surowy kosztował 4 bańki...

    --
    a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
    chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku
  • kasiak37 13.07.10, 18:06
    a bo widzisz,caly widz polega na (nie wiem jak sie nazywa po polsku)
    Lüftungsanlage i cyrkulacji powietrza w pomieszczeniach.
    A moge wiedziec dlaczego idea Passivhaus podoba Ci sie na zime?smile
    Przeciez cala zabawa polega na tym ze domy w tym systemie nie maja ogrzewaniabig_grin
    --
    http://lb4m.lilypie.com/S4sdp1.png
  • anu_anu 13.07.10, 22:07
    Zdaje mi się, że Lüftungsanlage to po polsku wentylacja smile
    --
    . ^ ^
    =(-.-)=
    .(_|_)
  • mm1501 14.07.10, 09:03
    Mieszkamy w takim klimacie że bardziej zwraca sie uwagę na to aby zimą było
    ciepło i zużywało sie jak najmniej energii na ogrzanie. Dom ma nie tracić
    ciepła. Po to min rekuperacja, specjalne okna, wełna mineralna itd.
    Gorące lato w Polsce trwa tak krótko, że trudno żeby budować go tak aby w lecie
    było chłodno. Ważniejsza jest zima, która trwa o listopada do kwietnia. W lecie
    można sobie okna pootwierać na oścież.
    To jest więc chyba oczywiste dlaczego w Szwecji robią "lekkie" domy a we
    Włoszech grube, masywne wręcz kamienne. Nam chyba jednak bliżej do Szwecji
    klimatycznie

    A tak powracając do tematu wątku. Nie ma nic przyjemniejszego niż praca przy
    domu, koszenie trawy, sprzątanie. Jak ktoś woli poświęcać popołudnia i weekendy
    pracy i zakupom w galerach (ewentualnie wypad raz na jakiś czas na jakąś
    działeczkę) to jego wybór ale nie róbcie takiej nagonki na posiadaczy domów bo
    wychodzimy na jakiś masochistów, debili, ludzi nie potrafiących liczyć, myśleć,
    planować. Dla siebie i swoich dzieci w waszych oczach fundujemy droge przez mękę
    która i tak prędzej czy później skłoni nas do powrotu do wspaniałych
    nieuciążliwych, pięknych, cichych, czystych mieszkać w blokach.
  • otterly 14.07.10, 15:26
    mm1501 napisała:


    > Gorące lato w Polsce trwa tak krótko, że trudno żeby budować go tak aby w lecie
    > było chłodno. Ważniejsza jest zima, która trwa o listopada do kwietnia. W lecie
    > można sobie okna pootwierać na oścież.

    No i właśnie z tym się zupełnie nie zgadzam! Choćby upalne lato trwało jeden
    miesiąc, to nie po to ładuję kasę w dom/mieszkanie, żeby się męczyć. A
    otwieranie okien to raczej wiosną, niż podczas upałów. Latem otwieram okna na
    oścież, ale na noc. W dzień "chomikuję"nocne ciepło, a pozwala mi na to gruby
    ceramiczny dach i ceglane ściany. Bez przesady, nie pierwszy raz w tym roku mamy
    w Polsce upały.
    --
    Nikt nie rodzi się kobietą.
  • otterly 14.07.10, 15:27
    tfuuuu... "chomikuję" nocny chłód miało być - przepraszamsmile
    --
    a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
    chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku
  • mm1501 14.07.10, 17:25
    Nigdy w życiu w domu się latem nie męczyłam, w mieszkaniu to bywały dni że
    siedziałam w wannie całe popołudnie. Wiadomo że ceramiczna dachówka jest lepsza
    od blachodachówki czy innego ciorta ale kogo na nia stać?
  • otterly 14.07.10, 18:19
    Więc widzisz, wszystko jest kwestią ceny i grubości portfelawink Ja w moim
    mieszkaniu jestem w stanie przeżyć te upały (zamykam wszystko, zasłaniam okna),
    do mamy, która mieszka w domku wybiorę się, jak się ochłodzi, bo dla mnie tam
    nie da się wytrzymać. Jest jakaś taka dachówka bitumiczna, lekka konstrukcja,
    która nawet przy zamkniętych oknach nagrzewa się do nieprzyzwoitościwink Ale
    wierzę, że w bloku z wielkiej płyty jest teraz Sajgon.
    --
    Nikt nie rodzi się kobietą.
  • maniaczytania 14.07.10, 23:53
    otterly napisała:

    > do mamy, która mieszka w domku wybiorę się, jak się ochłodzi, bo dla mnie tam
    nie da się wytrzymać. Jest jakaś taka dachówka bitumiczna, lekka konstrukcja,
    która nawet przy zamkniętych oknach nagrzewa się do nieprzyzwoitościwink

    Bo nie ma dobrze zrobionej izolacji smile
    Wiem, powtarzam sie, ale tak jest i naprawde nie zalezy to od rodzaju uzytego
    materialu czy konstrukcji.

    --
    hmm, co by tu napisac?
  • gazeta_mi_placi 14.07.10, 17:46
    >Jak ktoś woli poświęcać popołudnia i weekendy
    pracy i zakupom w galerach ...

    Tak,tak bo mieszkańcy bloków nie mają/nie znają innych sposobów na spędzanie czasu tylko zakupy w galeriach ....
    Nie mogą pójść na siłownię,na spacer,do znajomych na grilla,poczytać dobrą książkę lub spędzić czas na setki innych sposobów (także na świeżym powietrzu,są parki miejskie,kopce,ogrody botaniczne,można też wyjechać za miasto).
    Za to ci z domkami jednorodzinnymi w galeriach handlowych bywają raz do roku i na non-stopie ryją w ogrodzie big_grin...


  • anu_anu 14.07.10, 19:39
    Jak ktoś lubi prace domowo-ogródkowe - to być może dla niego nie ma nic
    przyjemniejszego (choć może być inaczej). Tym bardziej jak ktoś takich prac nie
    lubi - zapewniam Cię, że znajdzie wtedy inne przyjemności.
    I tylko od szerokości horyzontów danej osoby zależy czy wybierze najprostsze
    rozrywki typu TV/zakupy czy też zdecyduje się na coś innego.
    W moim otoczeniu ludzie mają hobby, uprawiają sport (co samo w sobie doskonale
    organizuje życie nie tylko danego sportowca ale i jego rodziny), czytają
    książki, chodzą do teatrów, jeżdżą na koncerty, na zawody (np. mecze koszykówki
    "swojej" drużyny, albo mecze żużlowe), organizują wystawy lub akcje
    charytatywne, działają w stowarzyszeniach, pracują jako wolontariusze. I z ich
    perspektywy praca polegająca na oporządzaniu własnego domu jest nie tylko nudna
    ale wręcz egoistyczna.
    Proponuję zatem nie uogólniać smile
    --
    . ^ ^
    =(-.-)=
    .(_|_)
  • mm1501 14.07.10, 21:58
    No właśnie nie uogólniać
  • otterly 14.07.10, 15:21
    Podoba mi się "na zimę", bo z założenia jest to ciepły dom, którego ogrzanie
    mało kosztuje (tak po laicku). I taka widza mi wystarczy, żeby tę ideę polubić.
    --
    Nikt nie rodzi się kobietą.
  • agiatami 14.07.10, 08:59

    > Na koniec taka mała ciekawostka odnośnie "lekkich" domów. Podczas majowej
    > powodzi, jako że mam dziadków w Kazimierzu, obserwowałam jak zachowywały się
    > takie domy (szczególnie budowane z Ytonga) w gminie Wilków. Jeden z tamtejszych
    > gospodarzy rok temu wziął duży kredyt i postanowił wyburzyć swój stary ceglany
    > dom i zbudować właśnie taki "papierowy". Ze starego gospodarstwa została tylko
    > obórka. Dom był piękny, jasny, przestronny. Wisz jaką miał minę ów gospodarz,
    > kiedy patrzył jak jego nowy dom się rozpływa, a obórka jak stała tak stoi do
    > dziś i to właśnie w niej teraz mieszkają ci gospodarze. W Wilkowie przetrwały
    > daw rodzaje domów: stare chaty z drewna, które przeżyły już niejedną powódź i
    > domy z cegły. Wszystkie "lekkie" się rozpłynęły.
    >
    nie chcialam "zwiedzac" powodzi ale po takich informacjach to musze sie wybrac,ale po upalach.
  • gazeta_mi_placi 29.06.10, 14:13
    Dokładnie.
    U mnie czasem tak cicho,że aż czuję się nieswojo mimo,że mamy (jak to w bloku)
    sąsiadów.
    Kiedyś studenci urządzili imprezę (uprzedzili co rzadko się zdarza),musiałam
    nieźle "nasłuchiwać" żeby dotarły do mnie bardzo stłumione dźwięki muzyki.
    Na innym bloku gdzie z kolei wynajmowaliśmy swego czasu słyszałam z kolei:

    -kłócącą się w nocy z chłopakiem dziewczynę
    -dźwięk telefonu stacjonarnego/domofonu sąsiada z przeciwka
    -dźwięk odpalania komputera sąsiadki zza ściany

    i wiele innych....
    Jak ktoś chce spokoju w bloku niech faktycznie sprawdzi stopień wytłumienia bo w
    różnych blokach jest różnie.
    Tutaj kompletnie nic nie dolatuje,jakbyśmy kompletnie nie mieli sąsiadów,więc
    nie zawsze mieszkanie w bloku=hałas.
  • madzioreck 29.06.10, 11:46
    Z tym ogrzewaniem to różnie, teściowie palą węglem w domu ponad 100m, ostatnia
    zima kosztowała ich trochę ponad 3 tysiące.
    W swoim domu nie płacisz czynszu itd., ale z drugiej strony, jak coś się
    popsuje, nie wiem, bojler, dach, to wszystko naprawiasz na własny koszt.
    --
    Biusty naGiewink
  • madzioreck 29.06.10, 11:48
    To też zależy, gdzie ten dom, można mieć tak samo daleko np. do pracy jadąc do
    niej na drugi koniec miasta, jak "ze wsi".
    --
    Biusty naGiewink
  • feromona 29.06.10, 14:47
    Mieszkałam w domku i w bloku .
    Nigdy wiecej domu . Jedyny jego plus , to ogródek , ale tylko w
    okresie letnim .
    Dla mnie domek , to wieczny wór bez dna oraz pozeracz czasu.
    Po pierwsze
    Jak juz pisałam wór bez dna , czy robisz we wnetrzu czy tez na
    zewnatrz. Wiecznie coś trzeba zrobić, a wszystko kosztuje.
    Pozeracz czasu , jak nie robisz w ogódku , kosisz, pielisz,
    podlewasz , obcinasz, wycinasz , grabisz liście , trawę , odśnieżasz
    ,to robisz w domku X3 ( wiecej kurzu, brudu). W domku nie zdejmujesz
    co chwila butów.Wiecznie się krąży domek-ogródek.
    Czestym argumentem jest cisza i brak sąsiadów , pod i nad Tobą (w
    blokach) , to bzdura . Wiesz jak potrafi być uciążliwy sasiad
    mieszkajacy w domku obok?
    Psy , wiecznie szczekające , rówież w nocy. Maszyny sąsiadów ,
    kosiarki do trawników, piły, inne cuda , na wielkich maszynach
    koncząc.
    Palenie ognisk , a w nich śmieci, plastik, guma, itp.
    Gołębiarze , masz wszystko obsrane.
    Uwierz mi , ze to bardziej uciazliwe , niz sasiad w bloku.
    Dojazdy - w duzym miastach , to koszmar. Po 1,5 godziny stania w
    korku , w jedna stronę . Przy okazji skraca Ci się czas spania o 1,5
    godziny.
    Jak masz dzieci , to spedzasz pół dnia w samochodzie.
    Zapomnij o znajomych , ktorzy niby będą Cię odwiedzać . Od razu Ci
    mowie , ze nie będą , bo dla nich za daleko .

    Zapomnij o wykonczeniu domku za 100 tyś złotych.
    Za 100tyś to się teraz wykancza mieszkania 50m2, bez ochów i
    achów(standard średni).
    Koszty sa ogromne , chociazby samej robocizny.
    Ogrzewanie , w zimie sporo kosztuje , koszt kilku tysięcy w
    zależności od technologii.
  • princesswhitewolf 29.06.10, 17:55
    , kosisz, pielisz,> podlewasz , obcinasz, wycinasz , grabisz liście , trawę , odśnieżasz > ,
    ...i dbasz o figure tym samym i zdrowie tym samym

    to robisz w domku X3 ( wiecej kurzu, brudu).

    kurz i brud zalezy od metrow a nie czy to dom czy mieszkanie
    > Czestym argumentem jest cisza i brak sąsiadów , pod i nad Tobą (w
    > blokach) , to bzdura

    mam sasiadow, moja siostra tez ma w domku itd. Hmmm... sasiedzi nigdy nie byli problemem jak siegam okiem w rodzinie.

    > Psy , wiecznie szczekające , rówież w nocy. Maszyny sąsiadów ,
    > kosiarki do trawników, piły, inne cuda , na wielkich maszynach
    > koncząc.

    Tutaj tyle psow co i w bloku, a jesli cokolwiek mi przeszkadza to samoloty przelatujace, a nie odlegly dzwiek kosiarek.
    > Palenie ognisk , a w nich śmieci, plastik, guma, itp.
    Zabronione tutaj i nikt tego nie robi
    > Gołębiarze , masz wszystko obsrane.
    nie ma takowych tutaj. Malo znane hobby
    > Dojazdy - w duzym miastach , to koszmar. Po 1,5 godziny stania w
    > korku , w jedna stronę . Przy okazji skraca Ci się czas spania o 1,5
    > godziny.

    20 minut rowerem jezdze do pracy. Moj maz 15 minut samochodem...

    > Zapomnij o znajomych , ktorzy niby będą Cię odwiedzać . Od razu Ci
    > mowie , ze nie będą , bo dla nich za daleko .

    Zwalaja sie jadac 2 godziny przez caly Londyn bo wlasnie mam ogrodek wiec imprezy wlasnie tu!

    > Ogrzewanie , w zimie sporo kosztuje ,
    cena ogrzewania zalezy tu od metrow oraz ocieplenia budynku i jakosci okien. Nie ma roznicy w cenie za jednostke gazu ze wzgl czy mieszkasz w domu czy mieszkaniu.
  • misself 30.06.10, 15:07
    Princess, ale realia są nieco inne w Polsce i w UK...

    Może na wyspach ludzie nie hodują gołębi, ale w Polsce i owszem - hodują tez
    kozy, kury i inny drób, a to wszystko potrafi być w mieście (ja się wychowałam w
    domku 10 minut piechotą od rynku w 70-tys. mieście). Może na wyspach ludziom się
    chce jechać 2 godziny przez całe miasto do ogródka koleżanki - w Polsce ludzie
    mają problem, żeby parę przystanków autobusem przejechać do znajomych.
    --
    azjahavana: czemu ty musisz być zawsze taka upierdliwa Miss
    Ktoś musi... wink
  • princesswhitewolf 30.06.10, 17:45
    misself napisała:
    > Może na wyspach ludzie nie hodują gołębi,


    pewno hoduja ale chyba sa jakies ograniczenia gdzie mozna to robic bo nie ma jakiegos zagolebienia wokol mnie jak to bylo na mojej mamy podworku.


    Może na wyspach ludziom się
    > chce jechać 2 godziny przez całe miasto do ogródka koleżank
    w Polsce ludzie
    > mają problem, żeby parę przystanków autobusem przejechać do znajomych.


    mysle ze to zalezy od konkretnych ludzi... a nie nacjismile
    No moim kolezankom sie chce w weekendy do mnie wpadacsmile przynajmniej raz w miesiacu i nie chodzi glownie o ogrodek ale o przyjazn i przyjemne spedzenie razem czasusmile
  • misself 01.07.10, 10:57
    princesswhitewolf napisała:
    >
    > pewno hoduja ale chyba sa jakies ograniczenia gdzie mozna to robic bo nie ma ja
    > kiegos zagolebienia wokol mnie jak to bylo na mojej mamy podworku.

    W Polsce też są ograniczenia. W mieście nie wolno hodować zwierząt. Tyle że ja
    nie należę do osób, które napiszą donos, że Kowalski trzyma kozę, a Nowakowska kury.

    > mysle ze to zalezy od konkretnych ludzi... a nie nacjismile

    Też. I sądzę, że po prostu dobrze gotujesz big_grin
    --
    Owszem, o gustach się dyskutuje! To właśnie robią ludzie na forach dyskusyjnych.
  • aga11.73 29.06.10, 14:20
    Mieszkamy od 5 lat w domu pod Warszawa (okolo 20 km od miasta).
    Mimo, ze oboje wychowywalismy sie w W-wie, to z jakis niewiadomych
    przyczyn mielismy to samo marzenie - nie mieszkac w miescie.
    Zycie podmiejskie we wlasnym domu ma wiele minusow: dojazdy (jade
    1,5 godziny do pracy !!!), strach i trwoga w kazda wieksza burze,
    czy cos bardzo zlego sie nie stanie (np zerwanie dachu - ale to moze
    tylko moja psychoza), odsniezanie w zimie (czasem kilka godzin),
    brak rowiesnikow dla dzieci "pod reka" (skutkiem tego bylo poslanie
    dwulatki do przedszkola, aby miala kontakt z innymi dziecmi i
    nie "dziczala"). O plusach nie bede pisac, bo jest ich mnostwo i
    wciaz po tych pieciu latach widze wiecej plusow niz minusow wink.
    A propos Twojego wpisu:
    -> nie sadze, abyscie wykonczyli dom za 100 kPLN - niestety sad
    -> srednioroczne koszty utrzymania domu to u nas okolo 1100 PLN
    miesiecznie (mowie o wszystkich kosztach razem z ochrona /
    monitoringiem oraz mega drogim internetem). Wiadomo - w zimie
    wiecej, latem mniej - dom ogrzewany gazem ziemnym, powierzchnia 330
    m2. Najwyzsza faktura za gaz jaka kiedykolwiek do nas przyszla
    wynosila ok 3500 PLN za 2 miesiace. Ale prawda jest tez taka, ze
    nasz dom nie jest "oszczedny" jezeli chodzi o utrzymanie ciepla.
    --
    Dlaczego huragany dostają imiona kobiet?
    - Bo najpierw są cieple i wilgotne, a pozniej zabierają domy i
    samochody.
  • princesswhitewolf 29.06.10, 14:37
    blogoslawie kazda chwile ze mam ogrodek, kazda sekunde za to ze nie musze slyszec halasujacych sasiadow i nie musze miec do czynienia ze smierdzacymi klatkami schodowymi
    Czy miejsce gdzie umyc rower, a maz reperowac samochod, grzebac pod maska itd…

    Co do kosztow to mieszkam w UK I tutaj koszta sa zalezne tylko od ilosci metrow ( ogrzewanie, podatek gminny). Czyli wlasciciel duzego mieszkania moze placic wiecej niz wlasciciel malego domku.
    Poza tym dom to inwestycja jaka zawsze mozna sprzedac z zyskiem
  • princesswhitewolf 29.06.10, 14:44
    Sorry ale sobie pozrzedze nie adresujac tego do nikogo personalnie.
    Mam wrazenie ze czytam science fiction powiesc o skutkach cywilizacji. Szczerze to ja nie rozumiem jak ktos moze uwazac za powazny wysilek pomalowanie plotu, skoszenie trawnika, odsniezenie czy podlanie kwiatow. Nie rozumiem, naprawde. Nie Panimaju. Ludzie chodza na silownie, a w domu dla nich kiwniecie palcem to wielki wyczyn.
    Kiedys wszyscy musieli wstawac o 4 rano by wydoic krowy I wypuscic kury I harowali do nocy. Teraz skoszenie trawnika to wyczynyn… Rany boskie…
  • feromona 29.06.10, 14:56
    Jak to nie rozumiesz?
    To ja ci zaraz wytłumaczę.
    Pracuje w Wawie po 10-12 godzin dziennie + dojazdy ( od 1h do 1,5 w
    jedną stronę).
    Jak wracam do domu , to jedynym moim marzeniem , jest zjesc, wziać
    prysznic i iść spać .
    W tygodniu mam 1 albo 2 dni wolne.
    Czy Ty myślisz , ze ja mam wtedy ochotę na pracę w ogrodzie np.
    koszenie trawy ? , albo sprzatanie tych 150m2 domu?
    Kiedy mam wolnę , to chociaz raz w tygodniu mam ochotę dłużej pospać
    , póxniej muszę ogarnąć mieszkanie (najeczsciej z mezem) , jade tez
    na zakupy , zeby zrobic na cały tydzien , albo załatwiam tysiac
    innych spraw , których nie mogę zalatwić pracując po 10-12 godzin.
    Czy juz teraz rozumiesz?
  • gk102 29.06.10, 15:07
    Dla mnie praca zawodowa w wymiarze 12 h dziennie nie jest normalna...
  • feromona 29.06.10, 17:05
    Wiesz gk , dla mnie też nie jest normalne pracować po 12 godzin na
    dobę . Niestety tak się teraz w dzisiejszych czasach pracuje
    przynajmniej w duzych miastach .W mniejszych miejscowosciach jest
    zupełnie inaczej.
  • gk102 29.06.10, 18:17
    "Niestety tak się teraz w dzisiejszych czasach pracuje " o
    ile wiem kodeks pracy zakłada 40 godzinny dzień pracy no nie?

  • gazeta_mi_placi 29.06.10, 18:38
    Czasem nie ma wyboru.
  • princesswhitewolf 29.06.10, 17:43
    feromona, Mysle ze sie roznimy. Ja tez pracuje tylez samo godzin co ty i t o w jeszcze wiekszym miescie: Londyn. Zalatwiam sprawy jak kazda zona-matka- wlascicielka domu no i ogrod mam cacy bo po siedzeniu przed kompem calymi godzinami w pracy z prawdziwa przyjemnoscia pracuje w ogrodzie w ramach cwiczen fizycznych i relaksu

    P.S. Na zakupy nie jezdze bo to dla mnie strata czasu i kupuje zywnosc w necie i mi przywoza..
  • misself 30.06.10, 15:11
    princesswhitewolf napisała:
    > po siedzeniu przed kompem calymi godzinami w
    > pracy z prawdziwa przyjemnoscia pracuje w ogrodzie w ramach cwiczen fizycznych
    > i relaksu

    Nigdy w ten sposób nie pracowałam, więc nie mam porównania - ale naprawdę nie
    każdy ma taką pracę smile Gdybyś pracowała fizycznie, byłabyś innego zdania. Są
    też prace zwane umysłowymi, które wycieńczają także fizycznie.

    > P.S. Na zakupy nie jezdze bo to dla mnie strata czasu i kupuje zywnosc w necie
    > i mi przywoza.

    Znów inne realia. W Polsce tylko w dużych miastach są sklepy internetowe, a i to
    nie wiem, czy dowożą pod miasto.
    --
    Oto ja.
  • princesswhitewolf 30.06.10, 17:42
    misself napisała:
    Gdybyś pracowała fizycznie, byłabyś innego zdania.


    przeciez o tym wyzej juz komus pisalam, ze wszystko zalezy od pracy czy fizyczna czy "umyslowa".
    Nie, moja praca mnie fizycznie nie meczy, tylko moj mozg sie czasem gotujesmile))
  • gazeta_mi_placi 30.06.10, 20:37
    >Znów inne realia. W Polsce tylko w dużych miastach są sklepy internetowe, a i to
    nie wiem, czy dowożą pod miasto..

    Nie zawsze pod miasto możesz zamówić taksówkę,a co dopiero zakupy ze sklepu internetowego..
    Kiedyś jadąc taksówką usłyszałam jak dyspozytorka szuka kogoś do pewnej podkrakowskiej (w dodatku dość popularnej) miejscowości.
    Nie znalazła.
    Taksówkarz skomentował: Nie dziwię,kto by tam jechał...
  • princesswhitewolf 30.06.10, 21:42
    Nie dziwię,kto by tam jechał...
    morduja tam czy jak he he...?
  • gazeta_mi_placi 01.07.10, 15:20
    Pewnie za dużo kilometrów więc nie warto ryzykować,że taksówkarz przejedzie te
    kilometry po to żeby na miejscu przekonać się że nikogo nie ma albo klient się
    rozmyślił...
  • loola_kr 29.06.10, 17:54
    Kiedys wszyscy musieli wstawac o 4 rano by wydoic krowy I wypuścić kury I
    harowali do nocy.

    no nie wszyscy tylko chłopi. i teraz pewnie tez tak wcześnie wstają co nie
    znaczy, że każdy to lubi.
    ja np nie mogę się zebrać, żeby podlać 2 domowe kwiaty...
    i koszenie trawy, podlewanie, pielenie, odśnieżanie to jest ciężka praca, płatna.
  • princesswhitewolf 29.06.10, 17:58
    > no nie wszyscy tylko chłopi. i teraz pewnie tez tak wcześnie wstają co nie znaczy, że każdy to lubi.
    Robotnicy tez. A panowie? Jest znane powiedzenie"Panskie oko konia tuczy" tzn. Pan musial dogladac gospodarstwa od rana bo go by rozkradli...

    ja np nie mogę się zebrać, żeby podlać 2 domowe kwiaty...
    <wytrzeszcz> chodz do mnie na trening przetrwania mam ok 40 doniczekw samym domusmile, o ogrodzie nie wspomne. Podlewanie trwa ok 35 min co tydzien, latem tylko w upaly dwa razy tyle...

    >podlewanie, pielenie, odśnieżanie to jest ciężka praca, płatna.
    Ludzie tez placa za silownie... A ja nie, mam ogrodek!smile
    Moi tesciowie nie maja i jezdza 2 godz za Warszawe na ich dzialke jaka kochaja...
  • loola_kr 29.06.10, 18:14
    ale właśnie ja nie chce podlewać, kosić, nie lubię również sprzątać i prasować.
    Siłowni tez nie. Nie widzę potrzeby, żeby robić rzeczy, których się nie lubi.
    I takich porównań tez nie lubię bo dawniej np wozem sie jeździło co
    niekoniecznie teraz może się podobać.
    ja ogólnie jestem ZA domem ale blisko centrum miasta i z kimś kto się wszystkim
    zaopiekuje.
  • princesswhitewolf 29.06.10, 18:17
    loola_kr spoko, arystokraci tez sa potrzebnismile



    ___________________________

    " to tylko mamy za darmo co zrobimy sami"... jak w tej reklamie...
  • loola_kr 29.06.10, 19:42
    big_grin
    --
    SmokoweForum
    Loolczyne Smoki
    http://www.frontiernet.net/~cgrafe/animations/ScratchyDog.gif
  • budzik11 29.06.10, 20:51
    loola_kr napisała:

    > ale właśnie ja nie chce podlewać, kosić, nie lubię również sprzątać i prasować.
    > Siłowni tez nie. Nie widzę potrzeby, żeby robić rzeczy, których się nie lubi.

    Ale widzisz - nie musisz robić czegoś, jeśli tego nie lubisz. Mam sąsiadów (na
    wsi) którzy palcem nie kiwają, największy wysiłek pani to wyniesienie prania do
    ogrodu. Wszystkie prace robi ktoś wynajęty - trawę kosi i nawet wywozi tę
    skoszoną przyczepką, płot im malują, drzewka sadzą itp. W miastach przecież też
    takie rzeczy porządkowe KTOŚ robi i to nie za darmo - też się płaci za te sprawy
    - w czynszu - żeby ktoś dbał o elewację, windę, rynny, klatkę, śmieci itp. Nie
    chcesz o tym myśleć na wsi - tak samo może mieć kogoś, kto to zrobi za ciebie. W
    mieście tego krasnoludki za darmo nie robią i tak samo można to zorganizować
    mieszkając na wsi. Ja nie widzę problemu. Stać kogoś, żeby płacić parę stów
    czynszu w bloku - opłacenie kogoś od tych spraw w domu prywatnym kosztowałoby
    chyba mniej.


    --
    Przytul Mnie Mamo
  • gazeta_mi_placi 29.06.10, 21:08
    Wyliczenia specjalistów (link podałam wyżej) wskazują,że suma summarum w ogólny rozrachunku wychodzi 315 złotych miesięcznie na korzyść mieszkania w bloku.
    Poza tym koszty elewacji bloku (jeśli wymaga odświeżenia) czy sprzątania klatki i ogródka jest rozkładane na wszystkie mieszkania jakie są więc de facto wychodzi taniej.
    A ja przynajmniej mam z głowy i to nie ja muszę się użerać z fachowcami od tego (a jak słowni nieraz bywają i punktualni sami wiecie) tylko ktoś inny...

  • loola_kr 29.06.10, 21:24
    no i nie robię big_grin
    no czasem muszę posprzątać ale ma nadzieję, że po wakacjach to się zmieni wink
  • princesswhitewolf 29.06.10, 21:45
    od sprzatania to jest maz i zmywarkauncertain
  • misself 30.06.10, 15:13
    loola_kr napisała:
    > I takich porównań tez nie lubię bo dawniej np wozem sie jeździło co
    > niekoniecznie teraz może się podobać.

    Dawniej nie było pralek automatycznych i supermarketów internetowych, więc ja
    nie wiem, czemu nie dylacie na targ 5 km w jedną stronę i nie pierzecie w rzece big_grin
    --
    "What's the goal? To get married? Yuck! Half of them end in divorce the other
    half end up with children."
    (z "Ally McBeal")
  • gazeta_mi_placi 29.06.10, 18:33
    Jeden woli pójść na siłownię,inny na basen,jeszcze inny pielić ogródek.Każdy
    lubi co innego i nie wszyscy lubią prace ogrodowe,podobnie jak nie wszyscy lubią
    chodzić na siłownię czy basen.
    Argument: "przy domu można mieć piękny ogród" będzie argumentem tylko dla osoby
    która to lubi,a poważnym kontrargumentem dla kogoś kto nie cierpi wszelkich tego
    typu prac a jeszcze wie,że wydatek na płatnego ogrodnika który to ogarnie może
    być dla niego spory a dodatkowo jak mąż autorki woli po prostu mieszkanie.
  • princesswhitewolf 29.06.10, 18:39
    gazeta_mi_placi napisała:
    > Jeden woli pójść na siłownię,inny na basen,jeszcze inny pielić ogródek.


    W praktyce jednak tak sie sklada, ze w wiekszosci ci co nie lubia wszelakich prac w ogrodku rowniez nie placa i nie chodza ani za silownie,ani za basen.
    Rzadkie sa od tego wyjatki..
  • gazeta_mi_placi 29.06.10, 21:03
    Ja nie widzę takiej korelacji.
    A poza tym są też osoby wolące bierny wypoczynek i jakakolwiek forma sportu/intensywnego ruchu jest dla nich męką.
    Ich prawo chcieć po pracy wyłożyć się z książką lub przed kompem niż jeździć na siłownię czy pielić w ogródku.
  • princesswhitewolf 29.06.10, 21:19
    pewno ze kazdy ma prawo do wlasnego stylu zycia. Ale my jestesmy wszak wystarczajce dobre Panie domu jakie dbaja o swoj ogrodek tez!smile
  • gazeta_mi_placi 29.06.10, 22:39
    O ile chcą mieć rzeczony ogródek...
  • otterly 30.06.10, 12:59
    princesswhitewolf napisała:

    > [b]gazeta_mi_placi napisała:
    > > Jeden woli pójść na siłownię,inny na basen,jeszcze inny pielić ogródek.[/
    > b]
    >
    > W praktyce jednak tak sie sklada, ze w wiekszosci ci co nie lubia wszelakich pr
    > ac w ogrodku rowniez nie placa i nie chodza ani za silownie,ani za basen.
    > Rzadkie sa od tego wyjatki..

    Pricess bardzo się z Tobą nie zgadzam! Nienawidzę ogródków, bo nie cierpię ziemi
    i robali, ale uwielbiam wysiłek fizyczny i trenuję znacznie więcej, niż np. moja
    mama, która obciąża kręgosłup schylając się and rabatkami, a nie ma czasu pość
    na aerobik czy jogę (na które miała czas, kiedy nie miała domu). Poza tym jednak
    nie porównywałabym pracy fizycznej do sportu. Szczególne do tego, uprawianego
    pod okiem fachowca, bo machania hantlami bez ładu i składu sportem nie nazywam.
    Ale pochwalam pracę w ogrodzie, na powietrzu, pod warunkiem, że się to lubi. I
    nie zmusza się do tego dzieci. Grzebanie w ziemi nie jest równoznaczne z
    odkurzaniem czy szorowaniem wanny. Sprzątanie jestem w stanie znieść, bo jest
    konieczne. Do ogrodu żadna siła mnie nie zapędzi i nie wynika to z lenistwa ani
    "paniusiowatości".

    --
    a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
    chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku
  • gazeta_mi_placi 30.06.10, 20:41
    >Do ogrodu żadna siła mnie nie zapędzi i nie wynika to z lenistwa ani
    "paniusiowatości".

    Mnie też,chyba że na browara big_grin
    Tu mogę się poświęcić big_grin
  • otterly 01.07.10, 13:40
    Ale to zawsze można załatwić w ogródku piwnym wink
    --
    Nikt nie rodzi się kobietą.
  • agiatami 29.06.10, 22:24
    co wy chcecie plewic? teraz jest niemodne miec gola ziemie przy krzaczku roz. i po co roze miec? sadzi sie drzewa i sobie rosna. sadzi sie rozne drzewa a nie 100 tych samych tujek i nie ma bolu jak ktoras sie zlamie, przemarznie a jak bajkowo jest gdy coraz to nowe drzewko mijasz spacerujac. trawe kosi sie jak sie ja ma. ja mam barwinek ,rosline zimozielona. sama rosnie i zadarnia tak ,ze mlecz sie na wysieje. sa rosliny ,ktore sa male i nie urosna to co chcecie ciac. rosliny sie glaska i robi im zdjecia.
    moj zimowy obowiazek byl taki ,ze musialam z 30 szpakow karmic w srogie mrozy bo juz winogron zjadly i jablka im tarlam smilecale zamarzaly na glaz.
    dodatkowo wywieszac codziennie jablka 3 kwiczolom i 2 kosom. kazdy mial swoje drzewko kalinowe. jak nie karmic jak sie o jedzenie bija z glodu? a byly tez trznadle i grubodziob. szczygly maja specjalnie dla nich siane osty. wronom tez chleba z olejem dac trzeba w mrozy nie zapominajac tez o wrobelkach i mazurkach. sikorkom slonine wywiesic i slonecznik kupowac.
    a w lecie wyrywac zywe jeszcze ptaszki z zebow kotow.

  • princesswhitewolf 29.06.10, 22:38
    agiatami napisała:

    > co wy chcecie plewic


    no maly ogrodek warzywny smile to trzeba plewic...

    ale to prawda teraz w modzie jest rzucac kore i chwasty nie rosna
  • zuzanna.7 29.06.10, 23:01

    A tam, mam i korę i kamyki i tak się uda chwastom, skurczybykom przebić
    smile

    Ale ja lubię sobie poplewić, mój mózg się wtedy relaksuje, kręgosłup
    trochę mniej ale co tam........
    A jak smakują truskawki, poziomki, porzeczki, agrest prosto z
    krzaczka.........bezcenne smile
  • agiatami 29.06.10, 23:20
    truskawki maja rozne smaki, najlepszy jakas odmiana kanadyjska. bardzo latwo sieje sie poziomki - bierze sie ladna dojrzala poziomke i rozciera o ziemie smile i juz ona sobie sama poradzi. w przyszlym roku mozna sadzonki posadzic przy drozkach i spacerowac jak w lesie.
    pietruszka zimujaca jest dostepna caly rok albo i 2 a nawet 3. zima rozgarnia sie snieg i nac tylko rwac.
  • princesswhitewolf 29.06.10, 23:51
    > A tam, mam i korę i kamyki i tak się uda chwastom, skurczybykom przebić
    > smile

    ale na pewno mniej niz byloby bez kory...

    dokladnie. nie ma to jak prosto z krzaka wychodowane przez siebie samego. Ja z krzakowatych to mam agrest, porzeczki, goji berry, borowke amerykanska. Mam wisnie, 2 jablonie oraz duza 20 letnia juz PALME w ogrodku! mam 3 odmiany winogron, zasadzilam tez bananowca oraz fige.
    http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-ash1/hs326.ash1/28478_1315224409862_1508265533_653051_2808522_n.jpg
  • gazeta_mi_placi 30.06.10, 09:28
    A kury i prosiaki? W końcu najlepsze swoje mięso a mając domek powinniście mieć
    spokojnie miejsce na drób i chlewik...
  • princesswhitewolf 30.06.10, 10:48
    gazeta_mi_placi: jestesmy wegetarianami i mamy tylko 300m kw ogrodeksmile))
  • agiatami 30.06.10, 09:35
    dzicz i dzungla super relaksuja. jest sie w innym swiecie. i jak wielka pani wink scina sie kwiaty do wazonu.
    fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/1874238,2,218,rudy.html zdjecie z zeszlego roku a teraz jest tak samo smile
  • zuzanna.7 30.06.10, 09:46

    Łał ! Jestem pod wrażeniem ogrodu ! Piękny ! Mój jest bardziej
    uporządkowany, uładzony ale też śliczny smile
  • princesswhitewolf 30.06.10, 10:49
    slicznosci agiatami!
  • gazeta_mi_placi 29.06.10, 15:48
    Oczywiście każdy blok jest taki,że słychać każde słowo sąsiada a klatka
    schodowa musi być obowiązkowo śmierdząca i brudna...
    Mieszkałam w trzech miejscach-stare budownictwo z lat 70-tych ,nowe budownictwo
    średni standard i wysoki standard.
    Jakoś na żadnej klatce schodowej nigdy nie śmierdziało,nawet tej w starym
    budownictwie i bez ochrony.

    Poza tym w Polsce pod inwestycje prędzej się kupuje mieszkania w mieście niż
    domki jednorodzinne jeśli już mowa o zyskach...
  • princesswhitewolf 29.06.10, 18:02
    gazeta-mi-placi, kiedys wszystkie klatki byly miejskimi sikalniami dla pijakow. Na szczescie na poczatku lat 90tych zaczeto montowac domofony masowo. Ale im wiecej lokatorow w danym bloku tym wieksze szanse na szybki balagan... Wiec duzo zalezy od bloku i poziomu osob jakie tam mieszkaja.
  • gazeta_mi_placi 29.06.10, 18:26
    Zależy od klatki,u nas w domu rodzinnym może nie było idealnie (zdarzały się
    graffiti),ale też nie było bezdomnych i nic nie śmierdziało na klatce.
    Nie każdy musi kupować mieszkanie w wieżowcu,obecnie bardzo mało buduje się
    takich bloków,najczęściej bloki 3-5-piętrowe maksymalnie i bardzo często już z
    ochroną i monitoringiem.
    Na pewno zdarzają się brudne klatki schodowe,ale raczej właśnie w wieżowcach lub
    nieciekawych dzielnicach niż w nowym budownictwie.
  • myrtille 29.06.10, 20:10
    3 lata temu mieliśmy do wyboru małe mieszkanko w Toruniu, albo domek w mniejszym
    mieście. Wydawało nam się, że koszta takie same, pójdę do pracy, jakoś zarobimy
    na koszmarnie wysoką ratę (wkładu własnego nie mieliśmy).
    W międzyczasie córeczka niespodziewanie zachorowała na białaczkę, opcja powrotu
    do pracy mojego nie wchodzi w grę, koszta ze względu na chorobę jeszcze nam
    wzrosły i właściwie to ten dom to było porywanie się z motyką na słońce.
    Z drugiej jednak strony ciężko żałować skoro dziecko przez 3 lata nie może mieć
    kontaktu z ludźmi, dziećmi. I ten nasz malutki ogródeczek, huśtawka to
    błogosławieństwo.
    Po co to piszę...plany planami, a nigdy nie wiadomo co po drodze wyjdzie i która
    z podjętych decyzji była tą najwłaściwszą.
    A już w ogóle przewidzieć koszta nie sposób.
    --
    Nasz Ssaczek Ameliasmile

    1% dla mojej córeczki
  • catalina81 30.06.10, 09:46
    ja się właśnie buduję.
    działkę dostaliśmy od rodziców. i policzyliśmy, że za 60m2 mieszkania w wawie
    zapłacimy tyle co za dom, więc się budujemy.
    koszty wykończenia w okolicach wawy - bez żadnych ekstrawagancji, raczej
    normalnie to około 1500zł na m2 i to jest kwota jak się oszczędza gdzie się da.
    my mamy dobre połączenie z wawą - kolejka WKD i SKM. jest też szybciej niż
    samochodem. szkoła blisko - jakieś 10-15 minut piechotą. market też jest
    niedaleko. 2 razy w tygodniu jest targ, gdzie w dobrej cenie można kupić warzywa.

    przy budowie domu warto rozważyć okolicę - sklepy, szkoły i odległość na dojazd
    do pracy.
    --
    Kasia
  • otterly 30.06.10, 13:13
    No właśnie. Wszystko zależy od... Mam wrażenie, że większość osób ma tutaj
    jakieś mylne wyobrażenie sprzed 30 lat o mieszkaniu w blokach. Wiadomo, że
    falowce istnieją, tak samo jak koszmarne, pudelkowate domki jednorodzinne, ale
    to nie znaczy, że mieszkanie w bloku = smród, brud i hałas! Wnętrze nowoczesnego
    mieszkania nie różni się od wnętrza nowoczesnego domu. Różnicę stanowi raczej
    otoczenie, którego wybór jest kwestią gustu. Sąsiedztwo tez nie jest regułą.
    Mieszkam w małym bloku, zamkniętym, wyciszonym i myślałam, że "domkowe" problemy
    mnie nie będą dotyczyły, ale za płotem stoi domek jednorodzinny i to właśnie tam
    odbywają się największe "grille" w każdy weekend. Nikt nie myśli o tym, że
    ogródek to jednak nie jest cześć domu i nie powinno się wystawiać sprzętu
    grającego na taras czy stawiać śmierdzącego grilla, który dymi mi prosto w okna.
    Bo w końcu jest u siebie, w ogródku, nie? Ale jakbym rozbiła grilla na balkonie
    i wytargała tam kolumny, to byłby raban na całego. Ludziom często wydaje się, że
    dokoła ich ogrodów jest jakaś kopuła dźwięko- i zapachoszczelna.
    --
    a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
    chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku
  • gazeta_mi_placi 30.06.10, 20:52
    >Mam wrażenie, że większość osób ma tutaj
    jakieś mylne wyobrażenie sprzed 30 lat o mieszkaniu w blokach.

    Tak też myślę.
    Gdyby mi nie zależało na anonimowości pokazałabym swoją klatkę schodową od..baną
    jak nie wiem tongue_out
    Zapewniam,że śmierdzieć nie śmierdzi ani nie jest brudno...

    >Sąsiedztwo tez nie jest regułą.

    To prawda,możesz mieć miłe sąsiedztwo w bloku i niemiłe w domu,zresztą
    oczywiście w drugą stronę też.Albo neutralne.

    >Ludziom często wydaje się, ż
    > e
    > dokoła ich ogrodów jest jakaś kopuła dźwięko- i zapachoszczelna.

    Oj to to....
    Ale mieszkańcy domków myślą,że hałas imprezy tylko w blokach istnieje.









    >, ale
    > to nie znaczy, że mieszkanie w bloku = smród, brud i hałas!

    Dokładnie!
  • princesswhitewolf 30.06.10, 21:50
    mysle, ze najwazniejsze jest aby wlasciwy czlowiek mieszkal we wlasciwym miejscu. Mnie upiornie meczyl fakt ze nie mam wlasnego ogrodka. ALe przede wszystkim meczyla mnie bliskosc sasiadow. W moim mieszkaniu w PL w bloku co niedziela slyszalam jak co niedziele Panstwo X dzieciaki z babcia do kosciola wysylaja a potem slychac byly CO NIEDZIELE regularnie rytmiczne dzwieki skrzypiacego lozka( tuz nad moja kanapa) i coraz wieksze jeki sasiadki. U mojej zas mamy pietro wyzej nieustannie jakies burdy pijackie byly i sasiadka policje ciagle wzywala...Nie wspomne juz ze sasiad obok byl prymitywem i pacjentow wystraszal mojej mamy.
    W moim ostatnim mieszkaniu zas babcia pietro nizej dosc glucha byla ( ale mila i fajna) no i na caly ryk TVzorek wlaczala...

    Naprawde sie ciesze ze mam sasiadow i to w pewnej bezpiecznej odleglosci.
  • misself 01.07.10, 11:01
    Princess, ale własny ogródek możesz mieć także w bloku (przy mieszkaniach na
    parterze). Przynajmniej w Polsce. I naprawdę rzadko się zdarza, żeby domy na
    dwóch sąsiadujących działkach były od siebie na tyle oddalone, żeby nie było
    słychać jęków sąsiadki, burd pijackich czy telewizora włączonego na full. Ściana
    domu moich Rodziców jest oddalona od ściany domu sąsiadów... jakieś 20 metrów?
    Nawet chyba mniej.
    --
    Nawet dwoje ciekawych ludzi może się nudzić w swoim towarzystwie, jeżeli nie są
    oni ciekawi siebie.
    ich4pory.blogspot.com
  • princesswhitewolf 01.07.10, 11:05
    I naprawdę rzadko się zdarza, żeby domy na
    > dwóch sąsiadujących działkach były od siebie na tyle oddalone, żeby nie było
    > słychać jęków sąsiadki, burd pijackich czy telewizora włączonego na full.


    U nas nie slychac telewizora ani ciupciania jekow na szczescie. W zasadzie to tylko slychac jakby chcieli mlotem pneumatycznym cos robic...

    W ogrodku slychac by moze bylo jakby sie wlasnie w ich ogrodku postanowili awanturowac, bo plot choc wysoki jednak jest. Na szczescie z jednej strony samotna wdowa, z drugiej strony chrzescijanie biblisci jacys wiec jest spokoj.
  • misself 01.07.10, 12:33
    princesswhitewolf napisała:

    > U nas nie slychac telewizora ani ciupciania jekow na szczescie.

    U mnie też nie wink (W bloku mieszkam.) Za to słychać pianino z jednej strony, a
    skrzypce z drugiej. Mężczyzna mój gra na gitarze i na Hammondzie, więc jesteśmy
    kwita big_grin

    > Na szczescie z jednej strony samotna
    > wdowa, z drugiej strony chrzescijanie biblisci jacys wiec jest spokoj.

    Na takie sąsiedztwo możesz też trafić w bloku smile
    --
    azjahavana: czemu ty musisz być zawsze taka upierdliwa Miss
    Ktoś musi... wink
  • otterly 01.07.10, 13:48
    U mnie nie słychać niczego (poza grillowymi imprezami u sąsiadów z domku obok,
    ale ja niewrażliwa na imprezy jestem, za to kosiarka o 8 rano doprowadzałaby
    mnie do szewskiej pasji). Koło mojej mamy, w sąsiednim domku mieszka rodzinka, w
    której dominuje kobieta. Przez cały weekend słychać jej krzyki: Jaaaaaaaaaanek!
    Przynieś mi cośtam!, Jaaaaaaanek, skosiłeś trawnik?! Jaaaaaaanek, obiad!big_grin Brat
    odpłaca im próbami zespołu metalowego. I taki to spokój na tej wsi mają wink

    --
    Gnojowa mucha z tęczowym połyskiem na odwłoku.
  • wega1975 30.06.10, 09:58
    Czytam ten wątek i potwierdzam swoją teorię, że nie każdy nadaje się
    do domu. Ja mieszkałam całe życie w domu z przerwą po ślubie 4 lata
    w bloku czekając aż wybudujemy własny domek. Ja nie nadaję się do
    bloku. Mój mąż całe życie mieszkał w dużym mieście w bloku i
    twierdzi,że też się już do blokunie nadaje /ja sądzę inaczej to jst
    chłop z bloku i do roboty go zagonić jest trudno/. Osoby z bloków
    budując dom nie mają pojęcia czym to pachnie i tym samym wpadają w
    pułapki tego złego oblicza domu. Ja twierdzę ,że mam dom optymalny
    jak dla nas na nasze możliwości finansiwe i czasowe. Dom 120m2
    powieżchni użytkowej, działka 1000m2. Odległość do szkoły,
    przedszkola i mojej pracy /wszystko obok siebie/ to 10-15 min
    piechotką. Sklepiki-3szt w odległości 5 min piechotką-ceny niskie
    plus dwie piekarnie z naturalnym chlebem jedna z piecem węglowym,
    druga ma popłudniowy wypiek więc na kolację kupuję tam ciepłe bułki
    5-15min piechotką. Supermarkety 5-10 min samochodem chyba że trafi
    się korek to ekstremalnie 15min. Tyle samo centrum miasta i szkoły
    gimnazjalne i licea. Przystanki autobusowe 3szt -5-15 min piechotką.
    Las i ścieżki rowerowe ok 50m /w stosunku do lasu jesteśny drugą
    linią zabudowy/. Opłaty gaz: ogrzewanie /temperatura 22 stopnie/ i
    ciepła woda- rocznie przy zimie jaka była OK 3500zł, woda i
    kanalicja ok 180zł miesięcznie, prąd 350 co dwa miesiące, podatek to
    ok 350zł rocznie, wywóz śmieci -duży kontener 60zł na miesiąc. Dwa
    samochody posiadamy od zawsze więc z dojazdem nie ma problemu. Dom
    nieduży, prosto umeblowany bez zbędnych bibelotów więc ogarnąć dość
    szybko go się da. Ogród też nie duży, fakt ciągle się tam coś robi:
    kosi, przycina plewi-ale to mało bo wszystko wyłożone mamy folią i
    tylko nieliczne chwasty wychodzą. Dwa razy w roku przychodzi do nas
    ogrodnik. Koszty utrzymania ogrodu są duże bo trzeba kupić
    odpowiedni sprzęt: kosiarkę, karcher-mamy wszystko z kamnienia
    naturalnego więc tylko tak się to da oczyścić, podkaszarkę, areator,
    wertykulator nie wspomnę i taczce łopatach itp. Reasumując można na
    miarę swoich możliwości wybudować dom ,tak go urządzić aby żyło się
    nam w nim wygodnie. Ale na pewno ogólne koszty utrzymania są trochę
    wyższe niż w bloku i na pewno jest więcej pracy w domu ale to
    trzeba lubieć i chcieć tego. O zaletach mieszkania w domu nie piszę
    bo zostały wymienione. Jeszcze a propos psów. W domach psy srają w
    swoich ogrodach, kojcach czy wybiegach, ewentualnie w lesie jak
    mój /ale nie robi tego na środku ścieżki/ a nie na chodnikach czy
    trawnikach przed domami. Faktycznie latem słychać dźwięki kosiarek
    ale i tak jest to mniej uciążliwe niż ruch uliczny. Ognisk nie można
    palić szczególnie śmieci i wystarczy to zgłosić do Straży Miejskiej
    i po problemie. A jak dzieciakom zrobimy kiełbaski z ogniska i
    palimy w nim chrustem z lasu to zapach ten nikomu nie przeszkadza
    wręcz jest dla mnie bardzo miły. Z sąsiadami mam mały kontakt ale do
    tej pory wszscy są bardzo mili i pomocni. Dom wykończyć za 100tyś to
    chyba jak są w nim okna, wylewki, ściany działowe, tynki, instalacje
    i przyłącza. Bez nowych mebli się da. Liczę z kuchnią i łazienkami.
    Ale zagospodarowanie terenu to drugie tyle. Ale się napisałam....
    Pozdrawiam Ewa
  • gazeta_mi_placi 30.06.10, 12:24
    >. W domach psy srają w
    > swoich ogrodach, kojcach czy wybiegach, ewentualnie w lesie jak
    > mój /ale nie robi tego na środku ścieżki/ a nie na chodnikach czy
    > trawnikach przed domami.

    Problem psich kup rzekomo na co drugim chodniku czy trawniku przy bloku jest nadmiernie rozdmuchany.
    Przez siedem lat mieszkania w obecnym mieście (dużym) w trzech w sumie dzielnicach miasta widziałam psią kupę słownie dwa razy!
    Jako dziecko i nastolatka mieszkałam w innym mieście,psów było więcej,właściciele kompletnie nie zajmowali się sprzątaniem po nich (nie było takiej nagonki i uświadamiana jak teraz) i co?
    Też nigdy nie widziałam na chodniku psiej kupy,a z mamą regularnie wychodziłam nad nadrzeczne łąki,gdzie ściągali psiarze z całej okolicy i też jakoś nie bawiłam się w gównie i kocyk można było gdzie rozłożyć...
  • otterly 30.06.10, 13:21
    No nie, Gazeto, żyjesz chyba w jakimś raju!smile Ja dostrzegam problem psich kup.
    Może nie na swoim osiedlu, bo mam blisko las i tam chadzają psiarze, ale
    wystarczy przejść się przez Pola Mokotowskie, najlepiej w kwietniu, żeby
    zrozumieć problem kup. W tym roku, po długiej i mroźnej zimie smród był taki, że
    dosłownie nie dało się wytrzymać jak to wszystko zaczęło topnieć. Tylko, że na
    wsiach tez psy srają, a do tego jeszcze krowy i inne kopytne, więc problem jest
    chyba raczej ogólnoludzki (ogólnozwierzęcy?), a nie blokowo-domkowy...


    --
    Gnojowa mucha z tęczowym połyskiem na odwłoku.
  • gazeta_mi_placi 30.06.10, 20:46
    Być może jestem ślepa big_grin Albo w Kraku bardziej wychowani ludzie smile
    Albo po prostu nie rozglądam się dookoła przenikliwym wzrokiem starając się dostrzec każdy pyłek czy schowaną pod krzaczkiem kupę big_grin
  • otterly 01.07.10, 13:52
    A ja się rozglądam, żeby znaleźć nieobsr...ny kawałek chodnika wink Warszawscy
    psiarze to dziwny gatunek jest. Niereformowalny. W ogóle IMO powinny być jakieś
    przepisy regulujące możliwość posiadania psów w miastach.

    Princess, w Londynie chyba są, prawda?
    --
    a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
    chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku
  • misself 01.07.10, 13:56
    otterly napisała:
    > W ogóle IMO powinny być jakieś
    > przepisy regulujące możliwość posiadania psów w miastach.

    Oj, powinny. Zwłaszcza tych dużych w blokach. Płakać mi się chce, jak widzę te
    zabiedzone husky i alaskany.
    --
    azjahavana: czemu ty musisz być zawsze taka upierdliwa Miss
    Ktoś musi... wink
  • otterly 01.07.10, 14:03
    Albo wyżły na smyczach. Albo nawet jamniki płaczące całymi dniami samotne w
    pustym mieszkaniu.
    --
    lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
    Tak smaku
    w którym są włókna duszy i chrząstki sumienia [...]
    który każe wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo choćby
  • diego_8 01.07.10, 23:22
    Zabiedzone husky i alaskany to są w schroniskach i tych powinno być Ci żal.
    Jeżeli tylko psy mają zapewnioną dużą ilość ruchu, to naprawdę im wszystko
    jedno, czy mieszkają w domku, czy w mieszkaniu. Mnie bardziej żal zaprzęgowców
    siedzących smętnie cały dzień w ogródku przed domem. Wychodzić z nimi nie
    trzeba, "no bo przecież ma ogródek, to się wybiega". A psiak z nudów rozkopuje
    ogród i wtedy trzeba się go pozbyć, bo ma zły charakter i niszczy trawnik. I
    nasz, i inne znajome psy mieszkające w blokach wyglądają na szczęśliwe.
  • misself 02.07.10, 10:01
    diego_8 napisała:
    > Jeżeli tylko psy mają zapewnioną dużą ilość ruchu, to naprawdę im wszystko
    > jedno, czy mieszkają w domku, czy w mieszkaniu.

    Po moim osiedlu chodzą takie zabiedzone, na smyczy na 10 minut na siku przed
    blok i z powrotem do mieszkania, a mieszkania na moim osiedlu nie mają
    powierzchni boisk do piłki nożnej. Moim zdaniem jeśli ktoś się decyduje na psa,
    który potrzebuje wybiegania (beagle, husky, chart itd.), to powinien z tym psem
    biegać. Niezależnie od tego, czy mieszka w bloku, w domku, w lesie czy w namiocie.

    Ja bardzo bym chciała psa, ale nie mam możliwości biegania z nim - i dlatego nie
    kupuję żadnego, bo kanapowej zabawki psokształtnej nie chcę, a na innego nie mam
    warunków. Przed zakupem psa należy tę kwestię przemyśleć, bo później są właśnie
    zabiedzone husky i alaskany takie jak na moim osiedlu: tłuściutkie i smutne.
    --
    Nawet dwoje ciekawych ludzi może się nudzić w swoim towarzystwie, jeżeli nie są
    oni ciekawi siebie.
    ich4pory.blogspot.com
  • diego_8 02.07.10, 11:32
    Ale to, o czym piszesz, nie ma nic wspólnego z tym, czy jest to mieszkanie, czy
    domek, tylko z bezmyślnością i lenistwem właścicieli, prawda? I tu się chyba
    zgadzamy. A z wyłącznie 10-minutowych spacerów na siku nie będzie zadowolony
    nawet pies o mniejszej potrzebie ruchu. Z psem trzeba wychodzić i spędzać z nim
    czas, tutaj nawet 100-metrowe mieszkanie ani domek z ogródkiem nie pomogą.
  • gazeta_mi_placi 02.07.10, 11:49
    To prawda.Regularnie bywam u pewnej znajomej (też mieszkającej w bloku),bardzo
    często widuję wychodzącego na spacer lub wchodzącego do klatki po spacerze z
    psem sąsiada w starszym wieku (prawdopodobnie na emeryturze) .Ma psa tzw.dużej
    rasy (tj.mieszaniec chyba,ale dużej wielkości).
    Sądząc po częstotliwości z jaką widuję tego Pana (o różnych porach) myślę,że ten
    pies ma więcej ruchu od nie jednego w domku ..
    Na nieszczęśliwego ani Pan ani pies nie wyglądają smile
  • otterly 02.07.10, 11:58
    W 100% się z Tobą zgadzam, tylko zazwyczaj (podkreślam: zazwyczaj) w mieście nie
    ma takich terenów, na których pies mógłby się wybiegać. Ile razy można okrążać
    ten sam mały skwerek, nie? Poza tym ludzie wmieście zazwyczaj pracują od...
    do... i ten biedny zwierzak siedzi zamknięty w mieszkaniu, a często nawet
    balkonu mu nie zostawią otwartego. Dlatego uważam,że na psa powinno się mieć
    pozwolenie (po kontroli warunków mieszkaniowych i po testach psychologicznych),
    a każdy pies powinien obowiązkowo przechodzić trening.
    --
    a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
    chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku
  • diego_8 02.07.10, 12:19
    Widzisz, dlatego kiedy kupowaliśmy mieszkanie, wybieraliśmy takie tereny, żeby
    można było wychodzić z psem ( a wtedy mieliśmy jednego tylko, nie husky). Jeśli
    tylko się chce, można znaleźć nawet w mieście tereny do chodzenia z psami i
    wcale nie trzeba chodzić w kółko wokół skwerku.
    Nasze psy też siedzą w mieszkaniu, ale w dzień one przede wszystkim śpią, wcale
    nie patrzą nerwowo na zegarek. Są przyzwyczajone, że idziemy do pracy, i nie ma
    żadnych problemów. W życiu nie zostawiłabym psa samego na balkonie, gdy nie ma
    nikogo w domu. Nie wiem, czy nie przyszło im do głowy np. skoczyć w dół do
    czegoś interesującego. Może przesadzam, ale wolę być ostrożna. Uchylone okna,
    wentylator, w zimie włączone światło wystarczą.
  • misself 02.07.10, 18:27
    diego_8 napisała:

    > Ale to, o czym piszesz, nie ma nic wspólnego z tym, czy jest to mieszkanie, czy
    > domek, tylko z bezmyślnością i lenistwem właścicieli, prawda? I tu się chyba
    > zgadzamy.

    Święta racja, tyle że jednak w miastach nawet nie ma gdzie tych psów wybiegać.
    Dlatego uważam, że decyzja o dużym psie w mieście, na blokowisku to najczęściej
    błędna decyzja.
    --
    Oto ja.
  • diego_8 02.07.10, 21:48
    Niby się zgadzamy, ale się nie zgadzamy.
    Miasta nie składają się wyłącznie z centrów. A niby gdzie duży pies ma się
    wybiegać w tym ogródku? Przecież chyba Wasze działki to nie jakieś gigantyczne
    posiadłości, które można okrążać konno? To raczej odpowiednik owego skwerku -
    ile można oblatywać go w kółko i patrzeć, kto idzie za płotem?
    Nie uważam, że duży pies + domek = szczęście i że duży pies + mieszkanie w bloku
    = dramat. Wszystko zależy od chęci i zaangażowania właściciela. Poza tym duży
    pies dużemu psu nierówny. Nie znam się na chartach, ale nasze osiedlowe
    zaprzęgowce jakoś mają gdzie pobiegać i zapewniam Cię, że nie wyglądają na
    zapasione i ogłupiałe.
  • otterly 03.07.10, 11:55
    diego_8 napisała:

    > Niby się zgadzamy, ale się nie zgadzamy.
    > Miasta nie składają się wyłącznie z centrów. A niby gdzie duży pies ma się
    > wybiegać w tym ogródku? Przecież chyba Wasze działki to nie jakieś gigantyczne
    > posiadłości, które można okrążać konno? To raczej odpowiednik owego skwerku -
    > ile można oblatywać go w kółko i patrzeć, kto idzie za płotem?
    Ale domki zazwyczaj znajdują się pod miastem, gdzie blisko jest na łąki, pola i
    do lasu. Jest gdzie z tym psem pójść. Super, jeśli Ty wybierałaś miejsce patrząc
    na to, czy będzie gdzie pas wybiegać. Niestety mnóstwo ludzi tak na to nie patrzy.


    > Nie uważam, że duży pies + domek = szczęście i że duży pies + mieszkanie w blok
    > u
    > = dramat.
    Nie znam się na psach, ale wydaje mi się, że mimo wszystko szczęśliwszy jest
    pies, który może sobie biegać po ogrodzie, patrzeć co jest za płotem, niż ten
    śpiący cały dzień na kanapie. Popraw mnie, jeśli się mylę.
    --
    lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
    Tak smaku
    w którym są włókna duszy i chrząstki sumienia [...]
    który każe wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo choćby
  • diego_8 03.07.10, 14:59
    Nie wiem, jak u Ciebie, ale u nas domki są też stłoczone w dzielnicach bliżej
    centrum. A z kolei z bloków na przedmieściach jest blisko na pola, łąki itp.

    > Nie znam się na psach, ale wydaje mi się, że mimo wszystko szczęśliwszy jest
    > pies, który może sobie biegać po ogrodzie, patrzeć co jest za płotem, niż ten
    > śpiący cały dzień na kanapie. Popraw mnie, jeśli się mylę.
    Czekaj, ale to zakładamy, że osoby w domkach nie pracują, tylko siedzą cały
    dzień w domu? Bo ja nie wyobrażam sobie pójścia do pracy i zostawienia psa w
    ogródku, zwłaszcza husky, który łatwo może się podkopać czy przeskoczyć
    ogrodzenie. Psa może też ktoś "dowcipny" otruć - czyta się o takich przypadkach.
    A jeśli jestem w domu, tzn. w mieszkaniu, to różnie - zabieram psy na spacer,
    bawię się z nimi, czochram, a one i tak większość czasu leżą i śpią. Kiedy
    jesteśmy u teściów, którzy mają szeregowiec, po paru minutach szaleńczego
    oblatywania ogródka psy kładą się i leżą przy ludziach, podrzemując.
    Powtórzę po raz kolejny - wszystko zależy od podejścia właściciela. Pies może
    równie dobrze nudzić się jak - nomen omen - mops w ogrodzie.
  • otterly 03.07.10, 20:32
    OK, już rozumiemsmile Nie zakładałam, że mieszkańcy domków nie pracują, tylko
    właśnie wyobrażałam sobie, że mogą oni zostawić zwierzaka w sławnym ogródku.
    Oczywiście zakładając, ze zapewnią mu odpowiednie "zaplecze" (michy, wodę, budę
    etc.).

    Ja znałam blisko tylko jednego psa. Był to golden, który absolutnie nie potrafił
    usiedzieć w domu nawet pół godziny. Czekał pod drzwiami i domagał się
    wypuszczenia do ogrodu przy każdej pogodzie. Miał swoją budę, a w domu
    właścicieli praktycznie zawsze ktoś był. Pies zostawał czasem sam w ogrodzie,
    kiedy właściciele musieli coś załatwić i nikt go nie otruł. jak przyjeżdżał do
    moich dziadków (też domek), potwornie tęsknił za swoją budą, ale w domu nie
    chciał siedzieć. Za gorąco mu było. Niestety już nie żyje, a kochany był
    ogromnie sad Stąd moja teoria o tym, że psy lubią ogrody.
    --
    lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
    Tak smaku
    w którym są włókna duszy i chrząstki sumienia [...]
    który każe wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo choćby
  • misself 03.07.10, 17:18
    diego_8 napisała:

    > Miasta nie składają się wyłącznie z centrów.

    Niewątpliwie smile

    > A niby gdzie duży pies ma się wybiegać w tym ogródku?

    A gdzie napisałam, że w ogródku się "wybieguje"?
    Mój pies pół dnia spędzał w ogrodzie (300m2), a wieczorem był brany na długi
    spacer na pobliskie łąki i pola. Blokowiska najczęściej (podkreślam:
    najczęściej, moje blokowisko właśnie tak ma) leżą z dala od terenów, na których
    można wybiegać psa. Moi sąsiedzi mają niby w pobliżu Skałki (mieszkam w
    Krakowie), ale tam nie wolno spuszczać psów, bo to rezerwat czy coś.

    > Nie uważam, że duży pies + domek = szczęście i że duży pies + mieszkanie w bloku
    > = dramat. Wszystko zależy od chęci i zaangażowania właściciela.

    I właśnie te chęci i zaangażowanie powinny być sprawdzane przed kupnem psa!
    Charta mają na moim osiedlu dwie starsze panie, takie koło siedemdziesiątki, to
    nie jest wiek do biegania z psem. Husky czy alaskanów jest więcej, ale
    właściciele, choć młodsi, nie mają chyba czasu ani chęci zabierać psa gdzieś,
    gdzie mógłby pobiegać.
    --
    azjahavana: czemu ty musisz być zawsze taka upierdliwa Miss
    Ktoś musi... wink
  • diego_8 03.07.10, 23:13
    Ty piszesz, że blokowiska najczęściej leżą z dala od terenów do wybiegania, bo
    Twoje tak ma, Otterly, że znała w sumie jednego psa, który lubił ogród, więc
    uważa, że wszystkie lubią. Nie generalizujmy na podstawie pojedynczych przypadków.
    We Wrocławiu chyba niemal wszędzie są tereny, gdzie pies może pobiegać i pobawić
    się z innymi psami. Nie musi to być przecież nie wiadomo jak wielki teren,
    wystarczy łączka czy kawałek boiska.
    Otterly, pies mieszkający stale na dworze to coś zupełnie innego. To nie może
    być każdy pies, bo nie wszystkie rasy nadają się do stałego mieszkania w budzie.
    Zaprzęgowce np., od których dyskusja się zaczęła, się nie nadają. A nie
    zostawilibyśmy psa samego w ogrodzie na czas pracy - bo może się podkopać, bo
    może zwiać, bo ktoś może coś wrzucić. Ale to my.
    Co do przemyślenia rasy, oczywiście się zgadzam, ale może ten chart jest
    uratowany skądś i te panie się nim zajęły? Nie wiem, gdybam sobie.
    Aha, no i być może psom fajniej by było w domach z ogrodami, ale wtedy w
    schroniskach siedziałoby ich o wiele, wiele więcej. Nasz husky rok temu włóczył
    się wychudzony jak szkielet po osiedlu, przechowaliśmy go przez noc i ponieważ
    nie mogliśmy wziąć od razu, pojechał do schroniska. M.in. po to, żeby znalazł
    się właściciel albo nowy dom - najlepiej dom z ogrodem. Przez miesiąc zgłosiła
    się jedna kobieta - z domu z ogrodem. Kiedy dowiedziała się, że odbierając psa,
    trzeba mieć własną obrożę i smycz, obraziła się na fatalną jakość obsługi
    klienta i poszła sobie. Więc wzięliśmy go, mimo że mamy 52-metrowe mieszkanie z
    drugim psem. Na dom z ogrodem mógłby czekać w schronie do dziś.
    Wiem, że to tak OT, ale ważniejsze od domków czy nie domków jest, jak właściciel
    traktuje psa - vide psy na wsiach.
  • otterly 04.07.10, 10:28
    Diego, myślę, że jednak jesteśmy po tej samej stronie barykady wink Kocham
    zwierzaki i szlag mnie trafia, jak ktoś traktuje je jak maskotki czy ozdoby i
    tylko o to mi chodziło. Jeśli ktoś potrafi się zaopiekować psem i zapewnić mu
    zdrowe, komfortowe życie, to wspaniale (Ty jesteś takim właścicielem), ale
    przyznasz chyba, ze są miliony osób, które "biorą" psy, bo to jest fajne/bo dana
    rasa im się podoba (z wyglądu)/bo dziecko chce szczeniaczka (który później
    niespodziewanie rośnie) itp. Dlatego uważam, że na psa powinno się mieć
    "papier". Wtedy Ty miałabyś swojego husky, tak jak masz, a chart nie męczyłby
    się w kawalerce ze staruszką. Ona mogłaby mieć mopsa. Chodzi tu wyłącznie o
    szczęście zwierzaka, nie właściciela.
    --
    Nikt nie rodzi się kobietą.
  • misself 04.07.10, 11:04
    diego_8 napisała:

    > Ty piszesz, że blokowiska najczęściej leżą z dala od terenów do wybiegania, bo
    > Twoje tak ma,

    Nie, to wynika z obserwacji. To nie jest pierwsze i jedyne blokowisko, z jakim
    miałam do czynienia. Faktem jest jednak, że zaczęła się ta dyskusja od mojego
    stwierdzenia, że jak (ja) widzę zabiedzone psy na (moim) blokowisku, to mi jest
    ich żal. Czyli: żal mi każdego zabiedzonego psa, który nie jest wybiegany
    wystarczająco, w metrykę i adres zameldowania mu nie zaglądam wink

    > Co do przemyślenia rasy, oczywiście się zgadzam, ale może ten chart jest
    > uratowany skądś i te panie się nim zajęły?

    To by był mega wielki zbieg okoliczności, że były dwa uratowane charty, którymi
    zajęły się dwie staruszki z tego samego osiedla.

    > Wiem, że to tak OT, ale ważniejsze od domków czy nie domków jest, jak właściciel
    > traktuje psa - vide psy na wsiach.

    Tak, i dlatego każdy powinien poważnie przemyśleć, czy ma warunki do właściwego
    wychowywania psa, zwłaszcza jeśli mieszka w mieście, z dala od terenów
    zielonych, na których wolno spuszczać psa (inna sprawa, że teoretycznie w Polsce
    chyba nigdzie nie wolno).
    --
    Nawet dwoje ciekawych ludzi może się nudzić w swoim towarzystwie, jeżeli nie są
    oni ciekawi siebie.
    ich4pory.blogspot.com
  • gazeta_mi_placi 03.07.10, 14:39
    W Kraku (poza nielicznymi wyjątkami) raczej są : Błonia dla mieszkańców
    centrum,okolice bulwarów wiślanych,łąki nowohuckie,Kurdwanów (tam dopiero miejsc
    do wybiegania z psem pełne chaszczy),właściwie chyba nie ma miejsca gdzie w
    odległości góra 15 minut na nogach nie znajdą się jakieś łąki i chaszczory..
  • misself 03.07.10, 17:21
    Gazeta, ale ja mieszkam na Ruczaju. Jak już wspomniałam, w pobliżu są Skałki,
    tyle że to jest park krajobrazowy czy coś takiego i łatwo tam dostać mandat za
    psa bez smyczy i kagańca (byłam świadkiem kilkukrotnie, a SM czy policja zawsze
    tam jest).

    Masz rację, wystarczy chcieć - tylko że ludzie, którym się nie chce, nie powinni
    mieć psów.
    --
    IV. Modlić można się wszędzie. Najgorszym miejscem są świątynie. Panuje tam
    zaduch. (Z.Herbert)
  • otterly 03.07.10, 20:23
    misself napisała:


    > Masz rację, wystarczy chcieć - tylko że ludzie, którym się nie chce, nie powinn
    > i
    > mieć psów.

    O to to! święte słowa, Miss, podpisuję się obiema rękami.

    --
    Gnojowa mucha z tęczowym połyskiem na odwłoku.
  • princesswhitewolf 02.07.10, 15:54
    jak ktos chce psa ale nie ma czasu z nim biegac to najlepszym rozwiazaniem sa
    male psiaki poduszkowce.
    Wieksze psy to raczej odpowiednie dla milosnikow spacerow oraz ludzi z ogrodem.
    A juz charty w bloku to zboczenie....
  • princesswhitewolf 01.07.10, 21:45
    Princess, w Londynie chyba są, prawda?

    nie mam pojecia, ale wiem ze za zostawione kupy placi sie mandat i ludzie na siebie wzajemnie skarza o zgrozo w tej sprawie!
  • misself 01.07.10, 21:46
    princesswhitewolf napisała:

    > za zostawione kupy placi sie mandat i ludzie na si
    > ebie wzajemnie skarza o zgrozo w tej sprawie!

    W Polsce teoretycznie też płaci się mandat uncertain
    --
    IV. Modlić można się wszędzie. Najgorszym miejscem są świątynie. Panuje tam
    zaduch. (Z.Herbert)
  • otterly 02.07.10, 11:31
    Coraz mniej teoretycznie. Widziałam ostatnio na własne oczy straż miejska
    wyhaczającą psiarzy na trawniku i wlepiającą mandaty. Oby tak dalej!

    --
    Gnojowa mucha z tęczowym połyskiem na odwłoku.
  • otterly 02.07.10, 11:36
    princesswhitewolf napisała:

    > Princess, w Londynie chyba są, prawda?
    >
    > nie mam pojecia, ale wiem ze za zostawione kupy placi sie mandat i ludzie na si
    > ebie wzajemnie skarza o zgrozo w tej sprawie!

    Jaka tam zgrozo! Sam bym donosiła, gdyby mi srały pod oknem. Tak samo jak nie
    boję się zadzwonić, kiedy ktoś parkuje na DDR, wywala śmiecie w lesie czy pijany
    awanturuje się w autobusie. Rzygać mi się chce, jak słyszę to polskie gadanie:
    nie zadzwonię, bo przecież nie jestem kapusiem, ale ponarzekam z kumoszką i
    obrobię dupę delikwentowi. BRRRR!


    --
    Gnojowa mucha z tęczowym połyskiem na odwłoku.
  • gazeta_mi_placi 02.07.10, 12:01
    Wiesz z tym donoszeniem różnie bywa,nie wiem jak wygląda prawo za granicą,ale u nas nie można anonimowo zgłosić przestępstwa.
    Potem możesz mieć problem z sąsiadem na ten przykład...
    Kiedyś (jeden jedyny raz i więcej nie powtórzę) zadzwoniłam na SM (nieprawidłowo zaparkowany samochód zasłaniał widoczność wyjeżdżającym,raz nawet znajomy z tego powodu gdy na tym miejscu,na którym praktycznie każdy codziennie parkuje bo ma w dupie bezpieczeństwo innych stała terenówka która jeszcze bardziej zasłania widoczność o mało nie zderzył się z innych samochodem jadącym z drugiej strony).
    Zadzwoniłam na SM dokładnie wszystko opisałam,powiedzieli że sprawdzą,ok.
    Po kilku godzinach idąc widziałam,że samochód stoi jak stał i nie ma żadnego mandatu za wycieraczką.
    Ktoś mi znajomy z pewnych powodów też chciał zachować anonimowość i kiedyś policjanci reklamowali dany telefon jako "anonimowe zgłaszanie przestępstw" czy coś w ten deseń.
    Gdy zadzwonił pierwsze co było : imię i nazwisko Pana,adres...
    To po co kłamią,że dany telefon to "anonimowe zgłaszanie przestępstw" (czy coś w ten deseń).
    Może w UK inaczej działa ten system zgłaszania i może osoby zgłaszające mają większą ochronę danych osobowych..


  • otterly 03.07.10, 11:58
    Ja tam dzwonię, podaję swoje dane, nawet zostawiam numer telefonu. Parę razy
    zdarzyło mi się, że SM oddzwaniała, żeby poinformować o załatwionej sprawie. Mam
    dużo wiary w prawo i szacunku do niego. Do służb porządkowych również.
    --
    a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
    chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku
  • misself 30.06.10, 14:27
    Rozumiem męża.
    Wychowałam się w domku, mój Mężczyzna też. Teraz mieszkamy razem w bloku i
    planujemy kiedyś (kiedy już będą dzieci) sprzedać je i kupić większe.

    Mieszkanie w domku to dwa etaty: wracasz po 8 godzinach z pracy i musisz ten
    ogródek, tę działkę, ten dom z zewnątrz i wewnątrz obrobić: odśnieżyć, zagrabić
    liście, podlać rośliny, wypielić trawnik, skosić trawnik, naprawić rynnę,
    pomalować dach, odnowić płot, wypompować wodę z piwnicy, niepotrzebne skreślić.

    Polecałabym Ci rozwiązanie pośrednie, kompromis, który mógłby was oboje
    pogodzić: domek szeregowy. Masz tam ogródek, możesz w nim wypić kawę, a nie
    musisz poświęcać weekendu, żeby go doprowadzić do porządku - a takie domki
    wymagają mniej pracy niż dom wolnostojący.

    Aha, 100 tys. na wykończenie domu to jest jak dla mnie za mało, chyba że
    będziecie to robić sami i z tanich materiałów. Pół z tego kosztował generalny
    remont 50m2 mieszkania, bez łazienki, która najczęściej jest najdroższa.
    --
    Julka Szkrab gotuje, my tłumaczymy. Przyłączysz się?
    julkaszkrab.blogspot.com/
  • princesswhitewolf 30.06.10, 21:53
    Polecałabym Ci rozwiązanie pośrednie, kompromis, który mógłby was oboje pogodzić: domek szeregowy. Masz tam ogródek, możesz w nim wypić kawę, a nie musisz poświęcać weekendu, żeby go doprowadzić do porządku - a takie domki wymagają mniej pracy niż dom wolnostojący.

    bo 2 sciany przylegaja gdzies i to zmniejsza ilosc prac ogrodowych czy odpowiedzialnosc za rynny? obawiam sie ze sie myliszsmile Ja mieszkam w domu skladajacym sie z 3 przylegajacych domkow zrosnietych( w Londynie jest malo wolnostojacych). Tyle samo roboty jakbym nie miala sasiada z boku ( na szczescie grube sciany i wysokie mury)
  • tu_lucy 01.07.10, 10:28

    mieszkałam w bloku przez rok - "odcinanie pępowiny", po wyjściu za mąż
    pomieszkaliśmy tak jeszcze z pół roku i woleliśmy przenieść się do stanu prawie
    surowego, ale we własnym domu, rozbudowywanym przez m - podnieśliśmy strych i
    zrobiliśmy duże poddasze mieszkalne i jeszcze jeden pokój dostawiony na parterze
    do domu dziadków - mamy osobne wejścia i łączy nas tylko działka

    dla nas jakby nie liczyć koszta są mniejsze w domu - ok 180m2
    niż w 40m2 mieszkaniu,
    ogrzewanie - tegoroczna zima i 2 piece CO (dziadkowie 25st.C, bo lubią mieć
    ciepło i my-21st.) to max 1800 na dwa miesiące (styczeń luty)teraz za
    maj-czerwiec - 300 zł, ale dziadkowie w maju dalej mieli ogrzewanie, bo było im
    zimno, teraz będzie jakieś 100-150 zł
    za wodę wszędzie się płaci za zużycie, prąd to samo, wszystkie sprzęty w domu
    czy w mieszkaniu są takie same...
    podatki - śmieszne - ok 200 zł za dom i działkę na rok

    działki nie mamy dużej - ok 1000m2, m lubi się odstresować przy kosiarce -
    kosiłby nawet częściej niż trawa tego wymaga wink
    ja mam własne warzywa, owoce, ścinam sobie własne kwiaty do wazonu, obdarowuję
    nimi znajomych blokowych

    dom mamy pod Warszawą, przy linii kolejowej - dojazd do centrum (praca) zajmuje
    mi mniej czasu niż dojazd tramwajem z Pragibig_grin (25min kontra 35min)
    sklepy - wszechobecna biedronka z lepszą jakością niż to drzewiej bywało, targ,
    inne mniejsze sklepy - z cenami różnymi, po porównaniu z rodziców warszawskimi -
    tańsze, do hipermarketu samochodem 10-15 minut, a w bloku też do takiego sklepu
    trzeba auto ruszyć
    przedszkola mamy i publiczne i prywatne, biblioteka jest, basen jest, do kina
    daleko nie ma

    za agencję ochrony robią sąsiedzi - lepiej się znamy z nimi niż z naszymi
    sąsiadami anonimowymi z bloku, dzieci się wspólnie bawią, wymieniamy się
    roślinami, owocami (rzodkiewka za czereśniewink )

    za to wszystko mamy swobodę, przestrzeń (nie ma co ukrywać powierzchnia
    3-4krotnie większa użytkowa, do tego piwnica, ogród)
    na początku jest masę roboty z uporządkowaniem otoczenia - ale potem to już samo
    idzie...

    i dajemy radę obrobić wszystko i nie padamy na pysio, mimo że oboje z m
    pracujemy (budżetówka urzędowa)i mamy dwoje małych przedszkolnych dzieci (2 lata
    i 3,5), które wiadomo bardziej przeszkadzają jak pomagają i one to dopiero są
    skarbonką bez dna

    jak dla nas nie ma innego życia - w bloku była tylko wegetacja
    ale to wszystko na pewno zależy od upodobań i wychowania
    ostatnio szwagier namawiał moją siostrę do mieszkania, a ona tak jak ja - nie
    uznaje takiego sposobu życia po 30 latach mieszkania w domu - skończyło się na
    domu i szwagier pozytywnie zaskoczonybig_grin mówi, że już by się nie zamienił na
    mieszkanie (był blokowy od urodzenia)

    natomiast jak ktoś chce mieć wolną głowę i "wolny czas wolny" to faktycznie
    mieszkanie jest taką opcją dla wygodnych / zapracowanych
  • gazeta_mi_placi 01.07.10, 15:23
    >za agencję ochrony robią sąsiedzi...

    I rozumiem,że w nocy zamiast smacznie spać pilnują Ci chaty big_grin
  • misself 01.07.10, 11:04
    princesswhitewolf napisała:
    > bo 2 sciany przylegaja gdzies i to zmniejsza ilosc prac ogrodowych
    > czy odpowiedzialnosc za rynny?

    Bo działka jest mniejsza i co za tym idzie, mniejszy ogród, i co za tym idzie,
    mniej roboty. Odpowiedzialność za rynny pozostaje, ale ileż tych rynien masz
    nawet w domu wolnostojącym? Nie pochłaniają każdej wolnej chwili, w
    przeciwieństwie do stumetrowego ogrodu smile
    --
    Julka Szkrab gotuje, my tłumaczymy. Przyłączysz się?
    julkaszkrab.blogspot.com/
  • otterly 01.07.10, 14:01
    W moim bloku na dole są takie mikroogródki. Mam sąsiada, który pielęgnuje te
    swoje 20 m/kw przez każdy weekend: coś przycina, coś piele, trawę strzyże
    nożyczkami etc. Jak się chce znaleźć sobie zajęcie, to można i w jednej doniczce
    dłubać godzinami. Tylko zupełnie nie rozumiem przekonania, że w blokach
    mieszkają wygodniccy lenie albo zapracowane korporoboty.
    --
    a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
    chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku
  • gazeta_mi_placi 01.07.10, 15:22
    >Tylko zupełnie nie rozumiem przekonania, że w blokach
    mieszkają wygodniccy lenie albo zapracowane korporoboty.

    Ci z domków którzy nawet w weekendy uwiązani bo trzeba trawnik skosić muszą się
    jakoś dowartościować big_grin
  • princesswhitewolf 01.07.10, 21:48
    > Ci z domków którzy nawet w weekendy uwiązani bo trzeba trawnik skosić muszą się > jakoś dowartościować big_grin

    w miescie gdzie mieszkam jest malo mieszkan poza centrum i wiekszosc ludzi mieszka w domkach wiec posiadanie domku z ogrodkiem to banalny standard, i zaden powod do dowartosciowania sie. No chyba ze ktos ma jakies hektary to wtedy jest niebywale bogaty zapewne.

    P.S. trawnikow sie nie kosi co tydzien. Wystarczy raz na miesiac spokojnie i w malym ogrodzie ok 300m trwa to nie wiecej niz 45 min. Proces bezbolesny bo kosiarka poduszkowa sama "chodzi" i ledwo sie ja pcha. Potem tylko wywalic trzeba trawe
  • tu_lucy 01.07.10, 22:31
    może i tak... ale ponieważ ciągle mam to moje mieszkanie blokowe = mam wybór,
    gdzie chcę mieszkać, to jakoś nie czuję się niedowartościowana, a do mieszkania
    mnie nie ciągnie, wpadam, bo muszę


    no i nigdy nie kosimy w sobotybig_grin jakoś zawsze m woli skosić po pracy w tygodniu

    z sąsiadami mamy tak dobrze, ponieważ zdarza się nam w nocy często wstawać -
    małe dzieci - to patrzymy i słuchamy, co się dookoła dzieje, nawet w nocy niestety
  • gazeta_mi_placi 02.07.10, 09:54
    No,ale małe w końcu pójdą spać,Wy też chrapnięcie a złodziejaszkowie wtedy
    obrobią dom Waszych znajomych i tak się sprawdzi "sąsiedzka agencja ochrony" he
    he he...
  • otterly 02.07.10, 11:51
    tu_lucy napisała:


    >
    > z sąsiadami mamy tak dobrze, ponieważ zdarza się nam w nocy często wstawać -
    > małe dzieci - to patrzymy i słuchamy, co się dookoła dzieje, nawet w nocy niest
    > ety

    No ale co zrobisz, jak zobaczysz włamującego się złodzieja? Bo domyślam się, że
    z giwery nie zaczniesz strzelać, bo jej nie masz, tak? A jak nawet masz, to w
    Polsce Ciebie zamkną za to, a złodziej będzie sobie chodził wolny.

    Do domu mojej mamy włamali się w nocy, kiedy wszyscy byli w domu, spali na
    piętrze (dwie dorosłe osoby i dwóch moich braci, jeden bardzo wtedy mały). Były
    włączone dwa systemy alarmowe i monitoring. Załatwili wszystko w 5 sekund, zanim
    ochrona przyjechała, a domownicy bali się zejść na dól, bo życie im mile.
    Młodszy brat przez wiele lat później budził się z krzykiem w nocy i nie chciał
    zostawać sam w domu.

    Moja przyjaciółka marzyła o domu w lesie. Kupili go z mężem. Mieli dwa psy
    obronne i cały system zabezpieczeń. Złodzieje weszli, kiedy on był na spacerze z
    psami, a ona sama w ciągu dnia (no bo kto by włączał alarm o 4 po południu?).
    Zgwałcili ją i pobili we własnej kuchni i wynieśli pół domu. Błagam, nie wmówisz
    mi, że domek jest równie bezpieczny co mieszkanie w bloku. Może taki na
    zamkniętym osiedlu, strzeżonym, ze wszystkich stron otoczony innymi domami jest
    trochę bardziej bezpieczny. Bandycie naprawdę doskonale wiedzą do którego domu
    warto się włamać, jakie ma zabezpieczenia, kto tam mieszka i co można ukraść. a
    pistolety istnieją nie tylko w filmach.


    --
    a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
    chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku
  • tu_lucy 05.07.10, 10:20
    nie wiem czemu - może to schiza albo inne zboczenie psychiczne - ja panicznie
    boję się klatek schodowych w blokach, boję się, że ktoś za mną wejdzie na klatkę
    i "wprosi się" do mieszkania, niekoniecznie na herbatkę

    moim zdaniem nie ma znaczenia, gdzie się mieszka i jakie ma się zabezpieczenia -
    jak złodziej chce, to wszędzie wejdzie, czy to będzie domek, czy mieszkanie w
    bloku...
    na wiosnę napadnięto naszą przyszywaną ciotkę - nie miała woli politycznej oddać
    torebki - tuż pod jej własną klatką, na osiedlu na którym mieszka 30 lat...
    szwagry nie mają za bardzo gdzie trzymać rowerów, bo z piwnicy kradną im
    wszystko, a balkon to I piętro, więc jeszcze za nisko na zabezpieczenie mienia

    a odpowiadając na pytanko założycielki wątku, to zawsze jest jeszcze wyjście
    takie, ze jak ktoś nie chce mieć domku z ogródkiem, to może sobie zafundować
    działeczkęwink co prawda odpadnie możliwość biegu w szlafroku po szczypiorek rano
    do jajecznicy czy po inną rzodkiewkę, ale po południu z kawką (o ile jest
    altanka z utensyliami) można posiedzieć i w ziemi podziubać
  • gazeta_mi_placi 11.07.10, 15:31
    Brr...
    Najczęściej najbrutalniejsze napady (nie mówię o zwykłym obrabowaniu mieszkania jak właściciele wyjeżdżają na urlop) są najczęściej w domach,tym bardziej,że panuje przekonanie,że osoby zamożniejsze mieszkają w domach a nie w blokach...
    Tutaj z mojej okolicy:

    krakow.gazeta.pl/krakow/1,90279,8098223,Brutalny_nocny_napad_na_dom_w_Spytkowicach.html
  • tu_lucy 01.07.10, 22:35
    otterly napisała:

    > W moim bloku na dole są takie mikroogródki. Mam sąsiada, który pielęgnuje te
    > swoje 20 m/kw przez każdy weekend: coś przycina, coś piele, trawę strzyże
    > nożyczkami etc. Jak się chce znaleźć sobie zajęcie, to można i w jednej doniczc
    > e
    > dłubać godzinami. Tylko zupełnie nie rozumiem przekonania, że w blokach
    > mieszkają wygodniccy lenie albo zapracowane korporoboty.


    może powinnam dopisać oraz posiadacze innego niż "dom-ogrodowe" hobby...big_grin
    wygodnego, bo nie powodującego bólu kręgosłupa przy pieleniu i czarnych paznokci
    "w sezonie"

  • princesswhitewolf 01.07.10, 21:51
    Nie pochłaniają każdej wolnej chwili, w
    > przeciwieństwie do stumetrowego ogrodu smile

    misself, wiekszosc domkow przylegajacych ma wieksze ogrody niz 100 m kw. Naprawde. Moj 300metrow kwadratowych to maly ogrodek gdzie zaledwie mieszcza sie 4 drzewa. A szkodauncertain ja bym chciala z 2-3 wiecejuncertain
  • misself 02.07.10, 10:09
    princesswhitewolf napisała:
    > misself, wiekszosc domkow przylegajacych ma wieksze ogrody niz 100 > m kw.

    "Stumetrowy ogród" to nie jest 100m2, tylko 100m na długość. Skrót myślowy
    zastosowałam, przepraszam.

    Standardowo działka pod dom w Polsce to jakieś 30x50m (1500 m2). Jeśli postawisz
    na tym dom, to niewiele zostaje tego ogrodu - ale przy działce podwójnej trochę
    tego ogrodu i drzew jest. I taki ogród pochłania każdą wolną chwilę, chyba że go
    wyroundupować i zalać betonem, wtedy nic nie musisz w nim robić wink
    --
    Oto ja.
  • burza4 01.07.10, 21:08
    co do kosztów - to w dużej mierze zależą od miejscowości, więc trudno to ocenić.
    Średnio rachunki stricte domowe pochłaniają 1200-1500 zł (za ok. 200 metrów),
    wliczając w to ubezpieczenie, koszty nawozów, preparatów do ogrodu, drobnych
    napraw itd.

    a co do zalet ogródka - hmmm. Ogródek mam, kawę na tarasie pijam, z rana jest
    miło, potem robi się za gorąco - i uciekam do domu.
    Z chęcią bym poczytala książkę na huśtawce, ale komary mnie żywcem zjedzą. Do
    koszenia nie ma chętnych, dziecko niefartownie ma alergię na trawę - musiałam
    sama i jestem cała pogryziona, wrr. Przy koszeniu podrywają się całe stada
    komarów, więc wierz mi - największemu zapaleńcowi szybko przechodzi ochotasmile
  • mmena 02.07.10, 15:33
    Nie da sie odpowiedziec stanowczo, ze gorzej, albo ze lepiej. Ci,
    ktorzy wola mieszkania i miasto zawsze beda uwazac, ze dom to
    dojazdy i wieczna harowka, a ci, ktorzy wola domy i wies zawsze beda
    zwracac uwage na kawe na tarasie, wschody slonca i niebo noca.
    Mieszkam w domu, na wsi. Wiekszosc czasu mieszkalam w Wwie.
    Dojazdy z mojej wsi (30 km) zajmuja tyle samo czasu co dojazdy z
    mieszkania warszawskiego. Problemem nie jest dojazd do miasta,
    problemem jest przebicie sie przez korki w miescie.
    Zakupy - nienawidze od zawsze. Robie raz na 2 tygodnie w
    hipermarkecie. Jak czegos brakuje to dokupuje na biezaco na wsi. Nie
    jest to tak lekkie latwe i przyjemne jak w miescie gdzie moglam
    wyjsc w kapciach, bo do sklepu mam 1,5 km.
    Utrzymanie domu w stos. do utrzymania mieszkania. Taniej. Tzn. u
    mnie jest taniej. Mam b. dobrze zaizolowany dom, b. dobrze
    zbudowany. Ale juz sasiedzi, ktorym rury ogrzewania puscili przy
    scianie bez izolacji (?!) w domu maja 16 stopni, placa fortune i
    zima bardzo marzna. Ale te 10 tys. ktore wymyslil twoj maz to
    przesada.
    Naprawy. Niestety poprzednio mieszkalam w bloku z bardzo biernymi
    sasiadami i bardzo asertywna administracja. Jak ciekla rura w
    piwnicy to kazdy uwazal, ze to nie jego i mial to gdzies. W efekcie
    to ja dzwonilam, przychodzil magik-hydraulik, robil wstawke i...
    cieklo tuz obok. Ponownie dzwonilam itd. I tak ze wszystkim. U
    siebie za wszystko odpowiadasz sama. Chcesz, to ci cieknie, nie
    chcesz to naprawiasz. To troche jak z PRLem, jak ktos przez cale
    zycie byl przyzwyczajony, ze inni za niego mysla i decyduja to po
    odzyskaniu tej tzw. wolnosci nie umial sie odnalezc, bo brakowalo
    kogos kto powie mu co wolno a czego nie.
    Ogrodek - polecam projekt u profesjonalisty. Ogrod wymaga grzebania
    w ziemi, jesli za tym nie przepadasz to popros o projekt roslin
    mniej wymagajacych. Nie ma ogrodow bezobslugowych, ale sa takie przy
    ktorych narobisz sie mniej i takie przy ktorych codziennie musisz
    dlubac. Koszenia nienawidze. I nikt mnie nie przekona, ze to fajne
    tak pobiegac za kosiarka z chlodnym piwkiem w rece.
    Jesli maz nie chce domu to go nie przekonuj, bo moze sie skonczyc
    tym, ze cie znienawidzi. Dom to bardzo fajna rzecz, ale tylko dla
    tych, ktorzy tego naprawde chca.
    I ostatnie - 350 tys. to za malo. Zeby dom byl wytchnieniem a nie
    skazaniem nie moze byc zbudowany z byle czego i byle jak. A jakosc
    kosztuje. 250 tys. moze ci wystarczyc na stan surowy, ale niewiele
    wiecej.
  • dolmadakia 02.07.10, 16:55
    He,hesmile kobieca natura! śmieszny wątek. Niektóre z osób /na czele z
    Gazetą/ usiłują z uporem maniaka wyforsować pogląd ,że mieszkać w
    domku jest strasznie,a inne /mieszkające w domkach/ z uporem godnym
    lepszej sprawy zaprzeczają,naświetlając minusy bloków i plusy domów.
    Przypomina mi to te debaty prezydenckie,gdzie i jeden i drugi
    mówił,że tylko jego rząd .... a ten drugi to do niczego...etc,etc.

    Luzik,dziewczyny,za gorąco na takie debaty...
  • gazeta_mi_placi 03.07.10, 14:35
    >
    > Luzik,dziewczyny,za gorąco na takie debaty...

    Lepiej pójść trawkę skosić big_grin
  • misself 02.07.10, 18:31
    mmena napisała:

    > Nie da sie odpowiedziec stanowczo, ze gorzej, albo ze lepiej. Ci,
    > ktorzy wola mieszkania i miasto zawsze beda uwazac, ze dom to
    > dojazdy i wieczna harowka, a ci, ktorzy wola domy i wies zawsze beda
    > zwracac uwage na kawe na tarasie, wschody slonca i niebo noca.

    I tak napisałaś, że ta stanowcza odpowiedź sama się ciśnie na usta big_grin
    Mieszkanie też ma swoje zalety, serio.
    --
    Julka Szkrab gotuje, my tłumaczymy. Przyłączysz się?
    julkaszkrab.blogspot.com/
  • gazeta_mi_placi 03.07.10, 14:34
    A jak ktoś w bloku ma taras (np.w penthausie chociażby big_grin) i widzi z niego
    zachód słońca?
  • dolmadakia 03.07.10, 16:13
    Nooo,dobra to juz wiemy co masz,a czego nie. Strasznie coś Ci zalezy
    na przeforsowaniu swego zdania i udowodnieniu za wszelką cenę swoich
    poglądów na kwestie mieszkaniowe.Jest takie przysłowie "Uderz w
    stół..." Rzeczywiście wyluzujsmile
  • gazeta_mi_placi 03.07.10, 16:54
    E,no chyba autorce wątku zależy na przeforsowaniu,żeby przeprowadzić się z mężem
    do domu,więc powinna się przygotować na kontrargumenty różnego typu..
  • misself 03.07.10, 17:14
    gazeta_mi_placi napisała:

    > A jak ktoś w bloku ma taras (np.w penthausie chociażby big_grin) i widzi z niego
    > zachód słońca?

    Może mieć nawet balkon smile To się nawet dość często zdarza wink
    --
    Nawet dwoje ciekawych ludzi może się nudzić w swoim towarzystwie, jeżeli nie są
    oni ciekawi siebie.
    ich4pory.blogspot.com
  • gazeta_mi_placi 03.07.10, 19:04
    Mucha w porannej kawie na tarasie taka sama jak w porannej kawie na balkonie w
    bloku big_grin
  • otterly 03.07.10, 20:35
    I komary wieczorem też takie same! smile
    --
    a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
    chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku
  • zuzanna.7 03.07.10, 22:50

    Oj, niekoniecznie, komary nie lubią tak wysoko latać, a gazeta mi płaci
    mieszka przecież bardzo wysoko smile
    W ogródku już się goszczą od godziny 19, przynajmniej u mnie sad
  • otterly 04.07.10, 10:31
    U mnie na tarasie (mieszkam dosyć nisko, na dwóch ostatnich piętrach w
    dwupiętrowym bloku) goszczą się dokładnie tak samo, jak u sąsiadów w ogródku
    piętro niżej. I starczy ich (tzn. komarów)dla wszystkich wink
    --
    Nikt nie rodzi się kobietą.
  • agiatami 04.07.10, 20:09
    a moze kompromis? troche mieszkamy w domku troche w bloku.
  • gazeta_mi_placi 04.07.10, 21:42
    Najlepiej w domku TAKŻE (a może zwłaszcza wink ) zimą...
  • misself 05.07.10, 08:59
    agiatami napisała:

    > a moze kompromis? troche mieszkamy w domku troche w bloku.

    To na pewno nie jest korzystne finansowo big_grin Zwłaszcza że autorka wątku pisała o
    sprzedaży mieszkania, żeby móc wybudować dom.
    --
    Owszem, o gustach się dyskutuje! To właśnie robią ludzie na forach dyskusyjnych.
  • black-mama 05.07.10, 10:10
    Hm. wszystko zależy od tego gdzie będzie ten domek..my
    przeprowadziliśmy się z Warszawy- Ursynów do podwarszawskiej Nowej
    Iwicznej, finansowo na poczatku jest słabo bo ciągle coś do
    zrobienia, ale jak już się zrobi o to dba to jest git smile. JA mam
    małe dzieci także duża radość z działki, ogródka, piaskownicy. Co do
    dzieciaków będzi espokój przez najbliższe lata bo jest tu masa
    przedszkoli, szkoły, żłobki- do wyboru do koloru i dużo tańsze niż w
    Wawie. Sklepików też nie miara, blisko do auchan , blisko pociąg,
    którym jadę do centrum warszawy 25 minut. W Warszawie dusiłam się w
    bloku, męczyłam na spacerach z wózkiem i wkurzałam jak dzieciak
    chciał iść na dwór a mi się nie chciało...
    Jednak nie wyobrażam sobie wykończenia domu- nawet małego za 100 tyś-
    moim zdaniem nie wykonalne...
    Ps. gdybym miała budować dom na jakiejś psiej wulce to wolałabym
    mieszkanie- także dobra lokalizacja i dom 100 razy lepszy niż blok.
    A od wizyt znajomych nie możemy się opędzić. A z minusów to
    rzeczywiście sąsiedzi blokowi są mniej uciążliwi...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka