Dodaj do ulubionych

Propaganda czy tylko u mnie tak krucho

08.12.10, 15:37
Zapytam wprost jak oceniacie swoją sytuacje finansowa . Ostatnio ciagle słychać jaki sukces Polska osiągnęła , bezrobocie się nie zwiększa , biedy nie ma , wskaźniki PKB wspaniałe mówiąc krótko żyjemy w kraju mlekiem i miodem płynącym . Tymczasem zarówno ja jak i moi znajomi stwierdzamy ,ze społeczeństwo mocno ubożeje . Słychać o upadku zakładów pracy zarówno tych dużych jak i mniejszych prywatnych firm - i co nie ma to wpływu na nasza gospodarke ? Pracuje w dużej firmie od ponad roku zero podwyżek , premii itp sa tylko zwolnienia i redukcje etatów - zresztą nie dziwić się wcale bo wskaźniki sprzedażowe pospadały. A tu słychać ,ze zarobki idą w górę , średnia krajowa coraz wyższa tylko pytam się gdzie ? . Dookoła mocno wyśrubowane ceny , w zasadzie pracujemy z
mężem na opłaty . Nie mamy takiego komfortu jak chociażby 1,5roku ,ze zawsze coś można było do skarpetki na nieprzewidziane wydatki schować . Teraz jesteśmy na styk żyjemy od 1 do 1-go . Przeglądałam propozycje tanich prezentów ale jak ma się do obkupienia cała masę dzieciaków to nawet fajna książka kosztuje niemało .Mój chrześniak jest pasjonatem dinozaurów , figurek itp ma mnóstwo. Udało mi się znaleść super książke , ze wspaniałymi zdjęciami, lupą do dokładnego oglądania , fajnymi opisami cena prawie 100zł .
Może w tym watku znajdę podpowiedzi jak sobie lepeij radzić ?

Pozdrawiam
julka_a33

Edytor zaawansowany
  • allija 08.12.10, 16:01
    No cóż, moje zarobki w przeciągu ostatniego roku spadły o jakies 30-40%. Przedtem jak szłam do sklepu to nawet nie wiedziałam ile mam pieniedzy na koncie, zawsze było. Teraz tę wiedze muszę posiadać. Chociaż i tak skarżyć się nie mogę.
    Nie wiem czy wszystkim tak pensje maleją. Kiedy biore pieniądze z bankomatu to często widzę leżące tam wydruki z transakcji, których ludzie nie zabierają. Ostatnio zaczęłam się im przygladać, tak z ciekawosci. I o dziwo widzę, że na kontach jest 6000 czy 8000 zł. Więc źle nie jest.
    Ja mam taki zwyczaj, że odkładam w ciągu roku. Mam segregator a w nich koperty zatytułowane np. świeta, samochód itp i tam wkładam ustaloną miesieczną kwotę na każdy cel. Robię tak dlatego, że nie jestem na pensji i mioje zarobki nie są stałe. Może zdarzyć się tak, że wypłata będzie mizerna. I choc w ciagu ostatnich kilku lat tak się nie zdarzyło to jednak wolę się zabezpieczać. Tym sposobem na święta już mam okragłą uzbieraną sumkę.
    Trzeba tylko pewnej dyscypliny.
    Z drugiej jednak strony widzę co dzieje się w mojej firmie. Bezposrednio ze mna pracuje kilku już emerytów, którzy w ogóle w firmie nie są potrzebni. Jednak na siłę daje im sie zatrudnienie, pod byle pozorami, żeby mogli sobie dorobic do i tak niezłych w sumie emerytur. Mój kolega np. dostaje 3 000zł netto emerytury a dodatkowo jeszcze pracuje dublujac pracę kolezanek, zupełnie niepotrzebnie zdaniem moim i kolegów. Jednocześnie zajmuje miejsce mlodym i pieniadze na ich wynagrodzenie.
  • mama.rozy 08.12.10, 16:16
    julka,niestey,ja Ci nei pomogę,nam nawet na opłaty nie starcza.
    i to nie kwestia oszczędzania,bo nawet nie mamy na czym
    ja nie piszę o wydatkach na kino,knajpę czy jakieś inne,bo tego od dawna nie ma
    gdyby nie pomoc rodziny,to pewnie byłoby jeszcze gorzej
    w państwowy dobrobyt nie wierzę,wystarczy głębiej sie wgryźc w to,co nas otacza
    --
    www2.teologiapolityczna.pl/index.php
  • magdalaena1977 08.12.10, 16:35
    allija napisała:
    > Ostatnio zaczęłam się im przygladać, tak z ciekawosci.
    > I o dziwo widzę, że na kontach jest 6000 czy 8000 zł. Więc źle nie jest.
    Jak dla mnie trzymanie 8000 zł na koncie to głupota. Przecież większość RORów jest nieoprocentowana. Znacznie lepiej jest włożyć pieniądze na lokatę albo konto oszczędnościowe i zgarniać odsetki 4 - 5 % w skali roku, na bieżąco płacić kredytówką i spłacać z następnej pensji.

    > Mam segregator a w nich koperty zatytułowane np. świeta, samochód itp i tam wkładam
    > ustaloną miesieczną kwotę na każdy cel.
    Dlaczego rezygnujesz z odsetek i trzymasz w domu gotówkę ? Przecież inflacja zżera Ci te pieniądze.
    --
    Magdalaena
  • laminja 08.12.10, 18:24
    zależy ile te pieniądze będą na koncie leżeć. Jak kilka dni to się nie opłaca.
  • misself 08.12.10, 19:00
    laminja napisała:

    > zależy ile te pieniądze będą na koncie leżeć. Jak kilka dni to się nie opłaca.

    Są i lokaty jednodniowe smile
    --
    VII. Starać się być szczęśliwym, bo tylko tacy ludzie mogą dać szczęście innym. [Z. Herbert]
  • kotwtrampkach 08.12.10, 21:09
    misself napisała:

    > Są i lokaty jednodniowe smile

    zakądając, ze ma sie konto z dostępem przez internet, tzreba włączyćkomputer, właczyć stronę banku i sie zalogować, założyć lokatę - powiedzmy 15 minut i dodatkowo jedna rzecz do zrobienia.
    Nie kazdemu się opłaca - to zależy jak cenimy sobie czas nasz i energię smile
  • misself 09.12.10, 00:49
    kotwtrampkach napisała:

    > misself napisała:
    >
    > > Są i lokaty jednodniowe smile
    >
    > zakądając, ze ma sie konto z dostępem przez internet, tzreba włączyćkomputer, w
    > łaczyć stronę banku i sie zalogować, założyć lokatę - powiedzmy 15 minut i doda
    > tkowo jedna rzecz do zrobienia.
    > Nie kazdemu się opłaca - to zależy jak cenimy sobie czas nasz i energię smile

    Wiesz co, nie wiem dokładnie, jak to wygląda, ale o ile wiem, to się automatycznie odnawia.
    --
    To ja!
  • truscaveczka 09.12.10, 09:27
    Ja wiem, ajk to wygląda i nic nie trzeba smile W mbanku na imaksie mam i się sama odnawia smile
    --
    "Nastaje era matki pokazującej dzieciom szczęście na własnym przykładzie." /by iks54/
  • ofelia1982 09.12.10, 17:11
    > zakądając, ze ma sie konto z dostępem przez internet, tzreba włączyćkomputer, w
    > łaczyć stronę banku i sie zalogować, założyć lokatę - powiedzmy 15 minut i doda
    > tkowo jedna rzecz do zrobienia.
    > Nie kazdemu się opłaca - to zależy jak cenimy sobie czas nasz i energię smile

    Po pierwsze się odnawia samo, a po drugie - rozmawiamy tu o ludziach, dla których 6 tyś na koncie to dużo, więc chyba mogliby nawet poświęcić jakiś tam czas na zarządzanie swoimi zasobami..
    --
    Zostań Psim Aniołem!

    Fundacja Azylu pod Psim Aniołem
    www.psianiol.org.pl/
  • magdalaena1977 09.12.10, 18:45
    ofelia1982 napisała:
    > Po pierwsze się odnawia samo, a po drugie - rozmawiamy tu o ludziach, dla który
    > ch 6 tyś na koncie to dużo, więc chyba mogliby nawet poświęcić jakiś tam czas n
    > a zarządzanie swoimi zasobami..
    No więc właśnie mnie znacznie więcej czasu zajmuje podejmowanie decyzji - porównywanie różnych ofert, sprawdzanie notowań funduszy, budżetowanie dochodów i wydatków. Samo założenie lokaty to zwykle chwilka.
    --
    Magdalaena
  • laminja 10.12.10, 22:14
    wiem, mam konto lokacyjne, które temu służy, ale wiem też, że 6000 czy 8000zł potrafi zniknąć z konta jednego dnia np jak zejdzie rata kredytu albo się popłaci rachunki. Ponieważ punktem wyjścia to były świstki z bankomatu pokazujące stan konta poprzednich użytkowników terminala to należy dość luźno do tego pochodzić. Mój świstek mógłby niejednego przyprawić o dreszcze, ale co z tego, skoro następnego dnia znika ponad połowa środków, po zapłaceniu kredytu mieszkaniowego i innych rachunków.
  • allija 08.12.10, 19:50
    > Jak dla mnie trzymanie 8000 zł na koncie to głupota

    to nie moje pieniądze więc nie wiem.

    > Dlaczego rezygnujesz z odsetek i trzymasz w domu gotówkę ? Przecież inflacja zż
    > era Ci te pieniądze.

    Tak, całkiem świadomie rezygnuję z ok. 3 zł odsetek, tyle mniej wiecej by wyszło. Lokata odpada bo pieniądze /w niewielkiej ilosci/ odkładane sa co miesiąc i wydatkowane w różnych terminach. Konto oszczędnosciowe jest zagospodarowane i nie chce mi się mieszać tych sum dla niewielkich w korzyści /50 zł w skali roku?/. Zysk jak dla mnie jest nieopłacalny.
    Poza wszystkim to czasami z tych segregatorów pożyczam, kiedy np. dziecko przyjdzie z jakąs potrzebą a w portfelu pusto i do bankomatu wyjsc sie nie chce. Jest to dla mnie wygodna forma.
  • magdalaena1977 08.12.10, 23:20
    allija napisała:

    > Dlaczego rezygnujesz z odsetek i trzymasz w domu gotówkę ?
    > Przecież inflacja zżera Ci te pieniądze.
    >
    > Tak, całkiem świadomie rezygnuję z ok. 3 zł odsetek, tyle mniej wiecej by wyszło.
    Jeśli robisz to świadomie i te pieniądze nie są Ci potrzebne, to nie ma sprawy.

    Ale wpisywało się tu kilka osób, które narzekają na brak funduszy i im zdecydowanie polecam składanie każdego grosza.
    --
    Magdalaena
  • krapheika 08.12.10, 23:35
    No to nie powodzi ci sie zle skoro gardzisz 50zlotymi,wiekszosc emerytow kolo 70 pocalowalaby w reke za 50zeta wiecej.
    Nie dziwie sie,ze nie masz,tutaj rezygnujesz z 50zl,gdzie indziej pewnie tez nie oszczedzasz.
    Mojej rodzinie zyje sie duzo lepiej i mieszkaja w Polsce.
  • mieszko02 09.12.10, 11:36
    to weźmy jeszcze pod uwagę opłaty za prowadzenie konta
    --
    D.
  • magdalaena1977 09.12.10, 14:43
    mieszko02 napisała:
    > to weźmy jeszcze pod uwagę opłaty za prowadzenie konta
    Zupełnie nie rozumiem, dlaczego ludzie płacą za prowadzenie konta, jeśli mogą mieć to za darmo. Jedynym wytłumaczeniem jest dla mnie transakcja wiązana przy kredycie mieszkaniowym.
    --
    Magdalaena
  • ofelia1982 09.12.10, 17:13
    > to weźmy jeszcze pod uwagę opłaty za prowadzenie konta

    Od lat mam konta internetowe i za ich pomocą robię przelewy, zakładam lokaty etc. i NIE ZDARZYŁO mi się zapłacic choć 1zł za obsługę.
    Teraz więcej jest już kont z darmową obsługą niż tych z płatną..
    Chociażby stary dobry mbank..
    --
    Zostań Psim Aniołem!

    Fundacja Azylu pod Psim Aniołem
    www.psianiol.org.pl/
  • pitahaya1 09.12.10, 17:45
    Konto INTERNETOWE !!! Uwierz, że nie każdy ma internet. Moja mama nie ma dostępu, w takim miejscu obecnie mieszkasad Próbowała korzystać z netu z Plusa. Dopiero zaczęła płacićsmile) Zasięg fatalny, co chwilę zrywa łącze.
    Żeby dostać się do swojego banku, musi pojechać jakieś 20kmsmile

    --
    "Kiedy inni mają wobec człowieka oczekiwania, których nie jest sposób zrealizować, musi on na nowo wyznaczyć swoje cele i iść własną drogą. Dzięki temu przynajmniej ktoś będzie zadowolony"
  • magdalaena1977 10.12.10, 11:17
    pitahaya1 napisał:
    > Konto INTERNETOWE !!! Uwierz, że nie każdy ma internet.
    Jeśli rozmawiam z ludźmi na forum internetowym, to zakładam, że jednak mają dostęp do internetu.
    --
    Magdalaena
  • misself 10.12.10, 12:52
    pitahaya1 napisał:

    > Konto INTERNETOWE !!! Uwierz, że nie każdy ma internet. Moja mama nie ma dostęp
    > u, w takim miejscu obecnie mieszkasad Próbowała korzystać z netu z Plusa. Dopier
    > o zaczęła płacićsmile) Zasięg fatalny, co chwilę zrywa łącze.
    > Żeby dostać się do swojego banku, musi pojechać jakieś 20kmsmile

    Konto INTERNETOWE!!! można też obsługiwać przez TELEFON!!! i przez KOMÓRKĘ!!! nawet. SMSEM!!! robisz przelewy. Co najmniej dwa banki mają tę opcję.
    --
    azjahavana: czemu ty musisz być zawsze taka upierdliwa Miss
    Ktoś musi... wink
  • pitahaya1 12.12.10, 16:52
    Przyznasz jednak, że korzystanie z konta w ten sposob tanie nie jest. Już lepiej i taniej mieć zwykłe konto.

    --
    "Kiedy inni mają wobec człowieka oczekiwania, których nie jest sposób zrealizować, musi on na nowo wyznaczyć swoje cele i iść własną drogą. Dzięki temu przynajmniej ktoś będzie zadowolony"
  • misself 12.12.10, 17:42
    pitahaya1 napisał:

    > Przyznasz jednak, że korzystanie z konta w ten sposob tanie nie jest. Już lepie
    > j i taniej mieć zwykłe konto.

    Zużywam na to darmowe minuty i pakiet wartościowy, mieszczę się w nim bez problemu.
    Sądzę, że taniej wychodzi niż jazda do oddalonego o 20 km miasta po każdą pierdołę.
    --
    VII. Starać się być szczęśliwym, bo tylko tacy ludzie mogą dać szczęście innym. [Z. Herbert]
  • pitahaya1 12.12.10, 18:12
    Ok. Mówimy o dwóch różnych sytuacjach.
    Ty o swojej, ja o sytuacji mamy.
    Nie ma co się licytować.
    Zasięg większości sieci w miejscowości, w ktorej mieszka moja mama, jest po prostu beznadziejny. Nie raz jeden starałam się tam połączyć z netem i po wielu próbach dawałam sobie spokój.
    A moja mama, jeśli już jedzie 20km do banku, przy okazji załatwia inne rzeczy, których na miejscu nie może załatwićsmile (lekarz, apteka, zakupy inne niż chleb i mlekosmile
    I naprawdę wychodzi taniej.
    Może dla niej jest to męczące ale chyba się już przyzwyczaiła. Ja z kolei nie wyobrażam sobie biegania do banku z każdym poleceniem zapłaty.
    Ale ja mam kilkadziesiąt płatności miesięczniesmile


    --
    "Kiedy inni mają wobec człowieka oczekiwania, których nie jest sposób zrealizować, musi on na nowo wyznaczyć swoje cele i iść własną drogą. Dzięki temu przynajmniej ktoś będzie zadowolony"
  • misself 12.12.10, 22:19
    pitahaya1 napisał:

    > Ok. Mówimy o dwóch różnych sytuacjach.
    > Ty o swojej, ja o sytuacji mamy.
    > Nie ma co się licytować.

    Owszem, nie ma co, na szczęście się nie licytujemy.
    Są różne sytuacje.
    Ale jak by na to nie patrzeć - nie trzeba mieć konta internetowego, żeby mieć je za darmo (to jest kwestią dyskusji). Moim zdaniem jak już się płaci, to lepiej za to, co się robi realnie, a nie z góry stałą opłatę.
    --
    To ja!
  • allija 10.12.10, 22:46
    > No to nie powodzi ci sie zle skoro gardzisz 50zlotymi,wiekszosc emerytow kolo 7
    > 0 pocalowalaby w reke za 50zeta wiecej.
    > Nie dziwie sie,ze nie masz,tutaj rezygnujesz z 50zl,gdzie indziej pewnie tez ni
    > e oszczedzasz.
    > Mojej rodzinie zyje sie duzo lepiej i mieszkaja w Polsce

    Ja też żyję w Polsce a poza tym nie masz pojecia jak mi się żyje w tej Polsce. Napisałam tylko, że moje zarobki zmniejszyły się 30-40% ale z jakiego pułapu to juz nie, o ile się nie mylę.
    Owszem, 50 zł rocznie to dla mnie żaden zysk, to jest ok. 5 zł miesięcznie, wystarczy, że nie kupię sobie, nie wiem, jakiejś gazety? o jeden baton mniej?
  • ofelia1982 09.12.10, 17:09
    Zgadzam się z Magdaleną - u mnie każdy pieniądz pracuje. Przy kwotach rzędu kilkunastu tyś to jest już te 30zł miesięcznie..
    No i trzymanie gotówki w osobnych kopertach? Łomatko! Nie rozumiem - w dobie darmowych kont bankowych i to do tego oprocentowanych? Pomijam w ogóle efektywność i problematyczność tego rozwiązania..
    --
    Zostań Psim Aniołem!

    Fundacja Azylu pod Psim Aniołem
    www.psianiol.org.pl/
  • ko_kartka 10.12.10, 10:02
    Jaką problematyczność tu widzisz? Wyjęcie kilku kopert i gest włożenia do nich pieniędzy? To jest ta problematyczność? No już nie popadaj w paranoję, to znacznie prostsze i szybsze niż skorzystanie z konta w necie. Niektórym chyba już klawiatura w palce wrosła, skoro proste fizyczne gesty są dla nich "problematyczne".
  • magdalaena1977 10.12.10, 11:28
    ko_kartka napisała:

    > Jaką problematyczność tu widzisz?
    1. utrata odsetek,
    2. ryzyko utraty pieniędzy np. w wyniku włamania,
    3. trudniejsze zarządzanie własnym budżetem - jeśli nie masz wszystkiego spisanego w jednym miejscu np. w jednym arkuszu kalkulacyjnym
    4. później problem z płaceniem za te zakupy - jeśli kupujesz przez internet, nie zrobisz przelewu z koperty.

    > to znacznie prostsze i szybsze niż skorzystanie z konta w necie.
    IMHO to jest kwestia dojrzałego podejścia do własnych finansów. Jeśli człowiek planuje z wyprzedzeniem dochody i wydatki, to stara się zarządzać całym budżetem. Dla mnie obracanie poszczególnymi banknotami, a nie zapisami na koncie jest takie dziecinne, tak jakby ktoś miał problem z abstrakcyjnym myśleniem o pieniądzach. Tak jakby tych pieniędzy nie było, gdyby nie widział jak leżą w poszczególnych kopertach.
    O tym samym IMHO świadczy sytuacja, jeśli ktoś łatwiej wydaje pieniądze z karty kredytowej, tak jakby nie miał świadomości powstających zobowiązań.
    --
    Magdalaena
  • allija 10.12.10, 22:35
    > 1. utrata odsetek,
    > 2. ryzyko utraty pieniędzy np. w wyniku włamania,
    > 3. trudniejsze zarządzanie własnym budżetem - jeśli nie masz wszystkiego spisan
    > ego w jednym miejscu np. w jednym arkuszu kalkulacyjnym
    > 4. później problem z płaceniem za te zakupy - jeśli kupujesz przez internet, ni
    > e zrobisz przelewu z koperty.
    >
    > > to znacznie prostsze i szybsze niż skorzystanie z konta w necie.
    > IMHO to jest kwestia dojrzałego podejścia do własnych finansów. Jeśli człowiek
    > planuje z wyprzedzeniem dochody i wydatki, to stara się zarządzać całym budżete
    > m. Dla mnie obracanie poszczególnymi banknotami, a nie zapisami na koncie jest
    > takie dziecinne, tak jakby ktoś miał problem z abstrakcyjnym myśleniem o pienią
    > dzach. Tak jakby tych pieniędzy nie było, gdyby nie widział jak leżą w poszczeg
    > ólnych kopertach.
    > O tym samym IMHO świadczy sytuacja, jeśli ktoś łatwiej wydaje pieniądze z karty
    > kredytowej, tak jakby nie miał świadomości powstających zobowiązań

    o pkt 1-4 nie wspomnę bo nie mają dla mnie żadnego znaczenia. Znaczenie natomiast ma płacenie za zakupy z konta. Zapewne tu gorzej jest mi utrzymac dyscyplinę, kiedy pieniędzy fizycznie na koncie nie ma to wiem i widzę, że ich tam nie ma. Ja nie jestem ekonomistką, ba, niezmiernie daleko mi od tej dziedziny, jestem raczej roztargnioną artystką więc takiej dyscypliny nie mam żeby za każdym razem odejmować od salda konta "odłożoną" sumę, co miesiąc inną. Dodatkowo rachunkami w domu zajmuje się mąż więc tym bardziej. Ja tylko placę za zakupy i swój samochód. I tym staram się gospodarzyć, tak jak potrafię. Mój sposób jest dla mnie najwygodniejszy, być moze dla ciebie jest to sposób całkiem inny.
    Przy czym ja przecież nie wkładam całej pensji w koperty, korzystam normalnie z konta, w segregatorze znika tylko niewielka część tej pensji. Nie mam więc żadnego problemu z zakupami przez internet. Na wszelki wypadek nie mam też karty kredytowej, nie żyję na kredyt.
  • magdalaena1977 10.12.10, 23:14
    allija napisała:
    > jestem raczej roztargnioną artystką więc takiej dyscypliny nie mam żeby za każdym
    > razem odejmować od salda konta "odłożoną" sumę, co miesiąc inną.
    > (...) Na wszelki wypadek nie mam też karty kredytowej, nie żyję na kredyt.
    Czyli, że jest tak jak pisałam - masz problem z abstrakcyjnym stosunkiem do pieniędzy.
    I może przy takim problemie, Twoje zachowanie ma sens.

    Ale wszystkim innym jednak polecam:
    - zdobycie wiedzy o finansach osobistych,
    - kontrolowanie wydatków i budżetowanie ich na przyszłość,
    - wyciskanie maksimum z posiadanych środków.
    Zapraszam na forum oszczędzanie forum.gazeta.pl/forum/f,20012,Oszczedzamy.html i na blogi.
    I polecam to szczególnie osobom, które mają wrażenie, że na wiele rzeczy im nie starcza, brakuje im pieniędzy itp.
    --
    Magdalaena
  • graue_zone 08.12.10, 19:21
    Mój kolega np. dostaje 3 000zł netto emerytur
    > y a dodatkowo jeszcze pracuje dublujac pracę kolezanek, zupełnie niepotrzebnie
    > zdaniem moim i kolegów. Jednocześnie zajmuje miejsce mlodym i pieniadze na ich
    > wynagrodzenie.


    Szczerze mówiąc, szlag mnie trafia na takie stwierdzenia. Skąd wiesz, jakie ma obciążenia, jakim prawem oceniasz, czy 3000 netto to dla niego dużo czy mało? I dlaczego emeryt ma z automatu ustępować miejsce młodszym? A może jest lepszy, może więcej wie, może lepiej pracuje? Skoro nie został zwolniony, to jest ku temu jakiś powód. A dlaczego pieniądze mają iść na wynagrodzenie dla młodych? nie ma przepisu, że tylko młodzi mają pracować i tylko im się pensja należy.
  • allija 08.12.10, 20:08
    > Szczerze mówiąc, szlag mnie trafia na takie stwierdzenia. Skąd wiesz, jakie ma
    > obciążenia, jakim prawem oceniasz, czy 3000 netto to dla niego dużo czy mało? I
    > dlaczego emeryt ma z automatu ustępować miejsce młodszym? A może jest lepszy,
    > może więcej wie, może lepiej pracuje? Skoro nie został zwolniony, to jest ku te
    > mu jakiś powód. A dlaczego pieniądze mają iść na wynagrodzenie dla młodych? nie
    > ma przepisu, że tylko młodzi mają pracować i tylko im się pensja należy

    W końcu przepracowałam z nim 30 lat to wiem i jakie ma obciążenia i jakie są jego kompetencje /i tu i tu żadne/. A mnie szlag trafia jak doi sie firmę do imentu podczas kiedy młodzi ludzie po szkole bezskutecznie szukają pracy lub pracownicy etatowi są wyrzucani na bruk. U mnie normą jest, że ludzie odchodzą na wcześniejsze emerytury /akurat mogą/ a potem są zatrudniani na tych samych stanowiskach na umowy. Nikt tych ludzi na emeryturę nie wysyła, robią to z własnej woli. Tylko tu wychodzi zwykłe cwaniactwo, emeryturka przychodzi i druga pensja też. Mimo zwolnień grupowych i restrukturyzacji dla nich zawsze etat się znajduje. Jeśli nie ten sam to są zatrudniani jako główni specjaliści, w domyśle - od spraw nikomu niepotrzebnych.
  • graue_zone 08.12.10, 22:58
    > W końcu przepracowałam z nim 30 lat to wiem i jakie ma obciążenia i jakie są jego kompetencje /i tu i tu żadne/.<

    Prywatne obciążenia znasz?

    >U mnie normą jest, że ludzie odchodzą na wcześniejsze emerytury /akurat mogą/ a potem są zatrudniani na tych samych stanowiskach na umowy. Nikt tych ludzi na emeryturę nie wysyła, robią to z własnej woli. Tylko tu wychodzi zwykłe cwaniactwo, emeryturka przychodzi i druga pensja też.<

    Jakie cwaniactwo? Przechodzą na emeryturę, bo ją sobie wypracowali, nikt im jej za darmo nic nie dał. A że sobie dorabiają? Mogą? Mogą. Jeśli pracodawca ich zatrudnia, to znaczy, ze się i jemu i im opłaca. A może są lepsi niż ci młodzi, po szkoleniach?
  • marysia191 10.12.10, 10:49
    allija napisała:
    A mnie szlag trafia jak doi sie firmę do imen
    > tu podczas kiedy młodzi ludzie po szkole bezskutecznie szukają pracy lub pracow
    > nicy etatowi są wyrzucani na bruk. U mnie normą jest, że ludzie odchodzą na wcz
    > eśniejsze emerytury /akurat mogą/ a potem są zatrudniani na tych samych stanowi
    > skach na umowy. Nikt tych ludzi na emeryturę nie wysyła, robią to z własnej wol
    > i. Tylko tu wychodzi zwykłe cwaniactwo, emeryturka przychodzi i druga pensja te
    > ż. Mimo zwolnień grupowych i restrukturyzacji dla nich zawsze etat się znajduje
    > . Jeśli nie ten sam to są zatrudniani jako główni specjaliści, w domyśle - od s
    > praw nikomu niepotrzebnych.
    A ja myslałam, ze takie rzeczy to tylko w mojej pracy wink Chore to jest.
    Ja też uważam, ze albo wcześniejsza emerytura, albo normalny etat. Trzeba, niestety, mieć też dobre plecy, by mieć i jedno, i drugie.
    A u nas też gorzej, niż w zeszłym roku. Pensja na tym samym poziomie, a ceny wyższe...
  • graue_zone 12.12.10, 09:52
    Ale wyjaśnijcie mi, dlaczego uważacie to za chore? Emerytury nikt nie dostaje z łaski, zapracował na nią i należy mu się i już. I nie ma to nic wspólnego z dalszymi możliwościami pracy. To tak, jakby ktoś sobie całe życie odkładał co miesiąc na konto i np. po 30 latach zaczął co miesiąc pobierać pewną sumę z odsetek/kapitału, nadal pracując. A Ty chcesz mu tego zabronić. Czyli albo bierzesz z konta, albo pracujesz. Dlaczego? Na hipotetycznym koncie są JEGO pieniądze, które wcześniej zarobił i nic nikomu do tego, kiedy i w jakiej sytuacji je bierze i czy pracuje czy nie. I proszę nie przytaczać argumentu, że obecnie płacimy na bieżące emerytury, a na nasze będzie płacił ktoś inny, bo to nie ma nic do rzeczy. De facto w jakiś sposób sami sobie wypracowujemy emeryturę i warunek odejścia z pracy, aby móc ją pobierać, jest jawnym oszustwem i ograniczeniem prawa do dysponowania własnymi pieniędzmi.
  • anka-ania 09.12.10, 11:37
    allija napisała:

    > Ostatnio zaczęłam się im przygladać, tak z ciekawosci. I o dziwo widzę, że na kont
    > ach jest 6000 czy 8000 zł. Więc źle nie jest.

    To nie znaczy, że ktoś faktycznie ma tyle na koncie. Bankomat drukuje dostępne środki, więc dolicza również debet czy kredyt, jeśli ktoś takowy ma na koncie dostępny.
  • allija 10.12.10, 22:11
    > To nie znaczy, że ktoś faktycznie ma tyle na koncie. Bankomat drukuje dostępne
    > środki, więc dolicza również debet czy kredyt, jeśli ktoś takowy ma na koncie d
    > ostępny.

    debetu nie dolicza, mnie nie dolicza wiec innym raczej też nie. I są dwie pozycje, w tym jedna to saldo rachynku - z rzeczywistymi środkami.
  • anka-ania 12.12.10, 10:44
    allija napisała:

    > debetu nie dolicza, mnie nie dolicza wiec innym raczej też nie.

    W PeKaO SA jeszcze niecałe 2 lata temu miałam na wydruku pokazane "dostępne środki", czyli to, co było na koncie plus debet i ewentualny kredyt do wykorzystania na koncie. Teraz mam konto w Lukasie, ale w bankomatach wypłacam rzadko, więc głowy nie dam, że też tak jest.
  • marzeka1 08.12.10, 16:45
    Nie narzekam osobiście, ale widzę, że wokół jest różnie. Polecam forum "oszczędzamy", tam są ludzie i w bardzo trudnej sytuacji finansowej, jak i świetnej, za to sporo wyczytałam niezłych rad, jak sensownie pieniądze wydawać.
  • laminja 08.12.10, 18:21
    nie ma wśród naszej rodziny i znajomych komu powodziłoby się gorzej niż kiedyś. Przeciwnie jest lepiej.
  • misself 08.12.10, 19:04
    Moja się pogorszyła przez ostatni rok.
    Powody są proste: wszystko jest droższe (i to nie tylko moje wrażenie - dawniej robiłam zakupy głównie w osiedlowym sklepie, obecnie w dyskoncie, a i tak płacę więcej), a ja wciąż zarabiam tyle samo. Moi Rodzice podobnie. I jeszcze zrozumiałabym, że budżetówka dostaje śmieszne podwyżki, ale że popyt na usługi nie rośnie, to mnie dziwi - bo ponoć jesteśmy coraz bardziej zamożni.

    Z pracą jest tak samo ciężko, a nawet ciężej.
    Mnie wszyscy powtarzają, żebym zrobiła dyplom, to będę się mogła starać o lepszą pracę niż mam - ale moi znajomi ze studiów, którzy już się obronili, też noszą talerze w knajpach czy sprzedają różne rzeczy za najniższą krajową.

    Chciałabym odkładać, ale nie mam z czego. Dawniej miałam.
    --
    To ja!
  • poziomka001 08.12.10, 19:48

    Niestety, ja też mimo usilnych starań nie mogę dostrzec tego mleka i miodu płynącego, bo u mnie w tym roku nastąpiło zdecydowane pogorszenie. Może nie jest to żaden dramat, ale tak jak napisała allija, muszę sprawdzać ile mam na koncie, a do tego się ciągle zastanawiam czy aby na pewno to czy tamto jest mi koniecznie potrzebne. W efekcie doszłam ostatnio do wniosku, że wielu rzeczy sobie odmawiam, a kasy wcale nie przybywa.

    Z ciekawości odgrzebałam sobie mój stary arkusz excela, w którym sobie notowałam wydatki do zeszłego roku. I jeszcze 3-4 lata temu za "normalne" codzienne zakupy czyli 1x/2x/tydz (pieczywo, nabial, warzywa, owoce, kawalek miesa) w okolicznych delikatesach placilam 40-50 zl. Za duze zakupy raz w miesiacu w makro albo czyms w ten desen placilam 500-600 zl.

    A dzis - kupuje to samo, w tej samej ilosci (4 osoby) - "codzienne" 1x/2x/tydz. w dyskoncie (osiedlowe delikatesy dawno mnie nie widzialy, bo ceny kosmiczne) place 80-90 zl. Duze zakupy raz w miesiacu 800-900. Sama w szoku jestem, bo nie zdawalam sobie sprawy z tego, ze wszystko az tak zdrozalo. Mimo ze zapewne wskazniki statystyczne tego nie wykazuja. smile

    --
    Poziomkowy Ogród
  • catalina81 09.12.10, 07:57
    zarabiam mniej więcej tyle co rok temu. zakupy robię podobne, ale płacę za nie więcej niż rok temu. mam wrażenie, że wszystko podrożało.
    --
    Kasia
  • autumna 09.12.10, 08:44
    U męża na uczelni podwyżek nie było od 5 lat mniej więcej. Ostatnio przeliczył sobie z kolegami, że za pensję adiunkta wtedy dało się kupić 2 metry mieszkania, obecnie pół.
    Ziemniaki na pobliskim ryneczku - cena prawie x 2 w stosunku do zeszłego roku. Ale oficjalna inflacja jest 2 %, taaaak...

    --
    Własnymy ręcyma
    Staram się nie marnować czasu na forach. Uuu, znowu nie wyszło...
  • grochalcia 09.12.10, 09:22
    a może nasi mężowie pracuja razem???hi, hi.. bo u mojego męża na uczelni tez od 5 lat nie było podwyzki a jego pensja jest smieszna-z tytulem doktora i 20-letnim stażem pracy..wystarcza na czynsz i paliwo na miesiąc....
    --
    Moja rodzinka
    Kajtek
  • the_kami 09.12.10, 10:43
    Z tymi cenami owoców i warzyw to inna bajka jest. Wiosną i latem były powodzie. Masa upraw przepadła. W tym roku musiało być drożej, niezależnie od inflacji i kryzysu.

    --
    Kami
    Studio Eksperymentalne PR: jestem dumna z Tatusia! smile
  • anetapzn 09.12.10, 12:40
    the_kami napisała:

    > Z tymi cenami owoców i warzyw to inna bajka jest. Wiosną i latem były powodzie.
    > Masa upraw przepadła. W tym roku musiało być drożej, niezależnie od inflacji i
    > kryzysu.
    >
    Taaa, u nas w kraju to rolnikom z reguły: albo powódż, albo susza, albo nieurodzaj, albo wręcz odwrotnie- nadmiar owoców, warzyw i zboza...od wielu alt to obserwuję, mam rodzinę na wsi- w każdym bądż razie powód do podwyżek na płodach rolnych jest co rokusad.
  • the_kami 09.12.10, 14:03
    anetapzn napisała:

    > Taaa, u nas w kraju to rolnikom z reguły: albo powódż, albo susza, albo nieurod
    > zaj, albo wręcz odwrotnie- nadmiar owoców, warzyw i zboza...od wielu alt to obs
    > erwuję, mam rodzinę na wsi- w każdym bądż razie powód do podwyżek na płodach ro
    > lnych jest co rokusad.

    Ja jestem tylko konsumentem, nie producentem - w zeszłym roku ceny na moim bazarze w Warszawie były znacznie niższe niż w tym. Jest też (i było w sezonie) mniej towaru niż zwykle.

    --
    Kami
    zapraszamy do gry Lineage II - Gracia
  • anetapzn 09.12.10, 14:08
    the_kami napisała:

    > anetapzn napisała:
    >
    > > Taaa, u nas w kraju to rolnikom z reguły: albo powódż, albo susza, albo n
    > ieurod
    > > zaj, albo wręcz odwrotnie- nadmiar owoców, warzyw i zboza...od wielu alt
    > to obs
    > > erwuję, mam rodzinę na wsi- w każdym bądż razie powód do podwyżek na płod
    > ach ro
    > > lnych jest co rokusad.
    >
    > Ja jestem tylko konsumentem, nie producentem - w zeszłym roku ceny na moim baza
    > rze w Warszawie były znacznie niższe niż w tym. Jest też (i było w sezonie) mni
    > ej towaru niż zwykle.
    >
    Ja też jestem tylko konsumentem, produkuję tylko szczypiorek i natkę na okniesmile, wiem, ze ceny co roku są wyższe, ale co roku jest ta sama polka z tłumaczeniem dlaczego drożej niz w ub. roku i jak to rolnikom się nie opłacą i im cieżko.
  • the_kami 09.12.10, 14:39
    anetapzn napisała:

    > Ja też jestem tylko konsumentem, produkuję tylko szczypiorek i natkę na okniesmile
    > , wiem, ze ceny co roku są wyższe, ale co roku jest ta sama polka z tłumaczenie
    > m dlaczego drożej niz w ub. roku i jak to rolnikom się nie opłacą i im cieżko.

    Tego tłumaczenia w tym roku nie słyszałam. Ale widziałam w TV zdjęcia z powodzi. Jakaś dziwna jestem, ale mnie to przekonało, że jednakowoż kilka hektarów pól truskawek zostało zalanych...

    --
    Kami
    Studio Eksperymentalne PR: jestem dumna z Tatusia! smile
  • anetapzn 09.12.10, 14:45
    the_kami napisała:

    > anetapzn napisała:

    > > , wiem, ze ceny co roku są wyższe, ale co roku jest ta sama polka z tłuma
    > czenie
    > > m dlaczego drożej niz w ub. roku i jak to rolnikom się nie opłacą i im ci
    > eżko.
    >
    > Tego tłumaczenia w tym roku nie słyszałam. Ale widziałam w TV zdjęcia z powodzi
    > . Jakaś dziwna jestem, ale mnie to przekonało, że jednakowoż kilka hektarów pól
    > truskawek zostało zalanych...
    >
    Cobym nie wyszła na podłą, wredną itd.- tegoroczna powódż fakt była okropna, szczerze współczuję wszystkim nią dotknietym, ale mnie się po prostu nasunęła taka konkluzja, ze wszystko drozeje- co roku drożeje i będzie drożeć.
    Ale tu chyba juz trochę odbiegłyśmy od tematusmile.
  • misself 10.12.10, 12:55
    the_kami napisała:

    > Z tymi cenami owoców i warzyw to inna bajka jest. Wiosną i latem były powodzie.
    > Masa upraw przepadła. W tym roku musiało być drożej, niezależnie od inflacji i
    > kryzysu.

    Ja rozumiem, że owoce i warzywa, choć pamiętam czas, kiedy za kilogram ziemniaków płaciło się kilkadziesiąt groszy. Nie wydaje mi się jednak, żeby powódź miała wpływ na ceny nabiału i typu ryż czy makaron. Gdyby ryż uprawiano w Polsce, to powódź by nawet pomogła wink
    --
    VII. Starać się być szczęśliwym, bo tylko tacy ludzie mogą dać szczęście innym. [Z. Herbert]
  • pavvka 09.12.10, 17:25
    autumna napisała:

    > U męża na uczelni podwyżek nie było od 5 lat mniej więcej. Ostatnio przeliczył
    > sobie z kolegami, że za pensję adiunkta wtedy dało się kupić 2 metry mieszkania
    > , obecnie pół.

    Ceny mieszkań swego czasu rosły szybko (w ostatnich 2-3 latach już nie tak bardzo), ale nie wzrosły czterokrotnie w ostatnich 5 latach, bez jaj.
    --
    Although it is not true that all conservatives are stupid people, it is true that most stupid people are conservative. - John Stuart Mill
  • budzik11 09.12.10, 09:07
    Nam jest gorzej. Firma w której pracuje mąż upada, zwolnili 2/3 pracowników, ja nie dostałam podwyżki ani premii od 2003r. A ceny rosną i to ogromnie. Nie mówiąc o tym, że w tym roku drugie dziecko poszło do przedszkola i miesięcznie wydajemy na ten cel prawie 800zł - a to państwowe, wiejskie przedszkole. Jak tu ma być lepiej?
  • kaamilka 09.12.10, 09:47
    mój post będzie jednak trochę w innym tonie - z roku na rok zarabiam coraz więcej, mam coraz więcej klientów, ale jestem na swoim
    nauczyłam się oszczędzać, ale mimo to na wiele sobie pozwalam - może dlatego, że mam z czego oszczędzać
    specyfika mojej pracy jest taka, że nie widzę biedy, bo jeżeli ktoś jest moim klientem to tylko dlatego, że musi posiadać jakikolwiek majątek
    widzę, że najlepiej ma się budowlanka - fachowcy mają full roboty i nie ma jak się z nimi umówić nawet na krótkie spotkanie! nie liczą każdej złotówki - grube tysiące wyciągaja z saszetki i płacą gotówką
    ja nie patrzę na ceny na sklepowych półkach, wybieram to na co akurat mam ochotę
    mój mąż jest nauczycielem - jak na nasze warunki lokalne to zarabia całkiem nieźle, ale ma 30 godzin tygodniowy czyli więcej niż etat
    --
    ---
    człowiek dziwna istota... mając wszystko, szuka nowych problemów... by brat
  • misself 10.12.10, 13:01
    kaamilka napisała:

    > mój mąż jest nauczycielem - jak na nasze warunki lokalne to zarabia całkiem nie
    > źle, ale ma 30 godzin tygodniowy czyli więcej niż etat

    Moja Mama też uczy i też pracuje na 1,5 etatu.
    Nauczyciele dostają co roku podwyżkę.
    Dyplomowani w wysokości, och, ach, kilkudziesięciu złotych.
    To nie pokrywa kosztów podwyżki towarów pierwszej potrzeby, nie wspomnę już o tym, że kolejne dziecko Rodzice wysłali na studia - a mieszkania do wynajęcia w ciągu ostatnich kilku lat zdrożały makabrycznie.
    --
    VII. Starać się być szczęśliwym, bo tylko tacy ludzie mogą dać szczęście innym. [Z. Herbert]
  • the_kami 09.12.10, 10:47
    Ale wiecie, taka rozmowa miałaby sens dopiero, gdybyśmy porównywali rząd wielkości miesięcznych zarobków i wydatków. Inaczej jednak żyje się w małym miasteczku, inaczej w centrum Warszawy. I inaczej się zarabia. I inne kredyty spłaca.

    --
    Kami
    Studio Eksperymentalne PR: jestem dumna z Tatusia! smile
  • peggy_su 09.12.10, 11:17
    Nam jest generalnie lepiej niż rok czy dwa lata temu, ale to ze względu na większą stabilizację zawodową - awans po kilku latach w tej samej firmie. Wreszcie mogliśmy w ogóle wziąć kredyt. Na wakacje stać nas skromne, ale można od czasu do czasu iść do kina, kupić książkę czy coś do ubrania. Choć oczywiście ceny rosną w zastraszającym tempie, zwłaszcza ostatnio. No ale to w Warszawie. Całą rodzinę mam na śląsku i u nich raczej ciężko. Brat i bratowa zarabiają najniższe krajowe, jeśli coś więcej to za ogromną ilość nadgodzin. Siostrzeniec od roku nie może znaleźć żadnej pracy. Naprawdę żadnej pracy która nie byłaby na czarno lub chociaż dała 100% pewności że wypłaca mu pensję.
    Ja ciągle słysze ze powinnam wreszcie skonczyc studia, tyle ze znajomi po studiach tez róznie z pracą, czy to prawniczka czy lekarka, czy graficzka - latają z tależami lub w najlepszym przypadku są "przedstawicielami handlowymi".
    --
    -----------------
    ja też czekam
  • misself 10.12.10, 13:04
    peggy_su napisała:
    > Ja ciągle słysze ze powinnam wreszcie skonczyc studia, tyle ze znajomi po studi
    > ach tez róznie z pracą, czy to prawniczka czy lekarka, czy graficzka - latają z
    > tależami lub w najlepszym przypadku są "przedstawicielami handlowymi".

    Dokładnie to samo u siebie obserwuję. Ofert dla ludzi po moich studiach nie ma wcale więcej niż dla ludzi ze średnim ogólnym. Mogę tylko żałować, że mózg miałam za mały, żeby móc myśleć o zostaniu inżynierem po politechnice - chociaż pewnie i w tym zawodzie nie jest teraz tak różowo, bo wyż.
    --
    Mój ekskribicjonizm kontrolowany.
    ich4pory.blogspot.com
  • autumna 13.12.10, 09:47
    > Mogę tylko żałować, że mózg miał
    > am za mały, żeby móc myśleć o zostaniu inżynierem po politechnice - chociaż pew
    > nie i w tym zawodzie nie jest teraz tak różowo, bo wyż.

    Ja jestem inżynierem po politechnice. Nie pracuję w wyuczonym zawodzie - wszystkie potencjalne miejsca pracy w moim mieście albo przeniosły się gdzie indziej, albo padły, albo ledwie zipią.

    --
    Własnymy ręcyma
    Staram się nie marnować czasu na forach. Uuu, znowu nie wyszło...
  • misself 13.12.10, 15:54
    autumna napisała:

    > > Mogę tylko żałować, że mózg miał
    > > am za mały, żeby móc myśleć o zostaniu inżynierem po politechnice - choci
    > aż pew
    > > nie i w tym zawodzie nie jest teraz tak różowo, bo wyż.
    >
    > Ja jestem inżynierem po politechnice. Nie pracuję w wyuczonym zawodzie - wszyst
    > kie potencjalne miejsca pracy w moim mieście albo przeniosły się gdzie indziej,
    > albo padły, albo ledwie zipią.

    Czyli tak jak przewidywałam.
    Z tą różnicą, że Ty jesteś inżynierem, a ja będę magistrem niczego (nie mylić z Nietzschem).
    --
    VII. Starać się być szczęśliwym, bo tylko tacy ludzie mogą dać szczęście innym. [Z. Herbert]
  • wega1975 09.12.10, 11:52
    Ja nie zauważyłam pogorszenia swojej sytuacji finansowej ani najbliższego otoczenia. Jak idę na zakupy do centrum handlowego i widzę ludzi wychodzących z pełnymi torbami to stwierdzam, że ludzie mają coraz więcej pieniędzy. Jak chciałm zimą pojechać na wczasy /nie w okresie ferii/ to był problem ze znalezieniem oferty dla mnie. Na początku pażdziernika mój mąż zaczął szukać nowego samochodu dla siebie. Wszyscy dealerzy mówili, że nie ma już aut wszystko do końca roku zarezerwowane, dopiero można zamówić w nowym roku, będzie na luty/marzec. Ja wtedy zapytałm gdzie ten kryzys? Jak są promocje typu "Polska kupuje bez VAT" - wiadomo gdzie, to u nas kolejki ustawiają się przed sklepem godzinę wcześniej a ludzie kupują dosłownie wszystko co wpadnie im w ręce. Ja nie widzę kryzysu i wydaje mi się, że stać nas na coraz to większe luksusy a Polacy potrafią tylko narzekać jak to im źle a zaraz potem kupują kolejny sprzęt do domu, który defacto jest zbędny.
  • the_kami 09.12.10, 14:02
    Wega - bo żyjemy na kredyt! Na który w dodatku BARDZO często wcale nas nie stać.

    --
    Kami
    Studio Eksperymentalne PR: jestem dumna z Tatusia! smile
  • autumna 10.12.10, 11:43
    > Ja nie zauważyłam pogorszenia swojej sytuacji finansowej ani najbliższego otocz
    > enia. Jak idę na zakupy do centrum handlowego i widzę ludzi wychodzących z pełn
    > ymi torbami to stwierdzam, że ludzie mają coraz więcej pieniędzy.

    Ale nie wszyscy ludzie. Jak się rozejrzeć po ulicy, to kupa lexusów i terenówek, owszem, ale sporej części osób dochody od lat stoją w miejscu , a ceny lecą jak szalone do góry. Z mojego bezpośredniego otoczenia: mąż wykładowca, mama emerytka (kiedyś mogła nawet coś odłożyć, teraz jest na styk), psiapsióła bibliotekarka. Coraz więcej ludzi dołącza do grupy żyjącej "z ręki do gęby".


    --
    Własnymy ręcyma
    Staram się nie marnować czasu na forach. Uuu, znowu nie wyszło...
  • pocket.size 09.12.10, 15:02
    forum.gazeta.pl/forum/w,567,119531792,119587191,Komu_teraz_zyje_sie_lepiej_.html?s=0
  • ofelia1982 09.12.10, 17:06
    Nam na szczęście udaje się nawet sporo odkładać - ale to dzięki awansowi męża. No i za jakiś czas moje źródło dochodów sie troszkę zmniejszy bo pójdę na wychowawczy..
    Ale widzę to co opisujesz - w mojej pracy ostatnie kilka m-cy to były zwolnienia, dużo zwolnień. Do tego kredyt w CHF mnie dobija (zwlaszcza rata grudniowa, teraz!), no i ogólnie drożeje życie - rosną ceny żywności, od stycznia VAT 23%, również ceny ubranek dziecięcych mają wzrosnąć o 16 pkt proc (do tej pory był na nie VAT 7%, będzie 23%)...
    --
    Zostań Psim Aniołem!

    Fundacja Azylu pod Psim Aniołem
    www.psianiol.org.pl/
  • laminja 10.12.10, 23:36
    7% VAT był na ubranka do rozmiaru 86, więc długofalowo Cię to raczej nie uderzy po kieszeni. A kredyt w CHF zawsze niósł za sobą ryzyko, kiedy był niski kurs warto było odkładać na wypadek obniżenia wartości złotówki względem CHF
  • kr_ka_11 14.12.10, 13:20
    ofelia1982 napisała: Do tego kredyt w CHF mnie dobija (zwlaszcza rata grudniowa, teraz!)

    oj to prawda.. frank idzie w gore a liboru juz chyba obnizyc sie nie da. zobaczymy jak bedzie dalej, roznica miedzy listopadem a grudniem na mojej racie wyniosla 100 zl smile
  • julk_a33 10.12.10, 21:47
    No cóż , zawsze tak było i do końca pozostanie ,że jedni zachwalaja inni marudza ( to ja sad ) . Tak jak i co poniektóre panie jeszcze jakiś czas temu nie miałam pojęcie ile mam pieniążków w portfelu , (na koncie to juz inna sprawa ), teraz bardzo skrupulatnie wszystko podliczam i planuje wydatki . Niestety "gęsiej skórki " dastaje gdy dziecko przychodzi ze szkoły i informuje 40zł na teatr , 50 na składke , to potrzebny filc na plastykę ( bagatela 1 kolor 12zł ), a to jakaś wycieczka itp , starsza przygotowywije się do egzaminów na studia , dodatkowo zajecia pozalekcyjne - wszystko to studnia bez dna. Przy zakupach żywnosci nauczyłam się oszczedzać , kupuje mniej a cześciej produkty nie marnują się wszystko jest na bieżaco spożywane ale koszty pozostałe : czynsz , dodatkowe zajęcia , opłaty za prad , paliwo itp to pochłania ogromną częśc naszych dochodów i tu własnie przeskoczyć tego nie potrafię . Nie ma już tego luzu ,że szłam do sklepu kupowałam sobie ciuchy i jednocześnie jednej czy drugiej córce , teraz przeważnie raz dla jednej raz dla drugiej ( i też jak już pilne ) a siebie pozostawiam na ........ długim końcu . Co do wypłat z bankomatu pewnie dużo w tym prawdy ,ze na wydrukach są znaczne salda ale u mnie równiez tak było - niestety w z upływem czasu zasoby topniały i przypuszczam ,ze u niektórych taka sytuacja równeiz ma miejsce . Wsrod moich znajomych część korzysta właśnie z oszczędności , dobiera aby dobrnąć jakoś do końaca miesiąca i tak w kółko aż w końcu źródełko wyschnie . A już pomijając finase to żyjemy w pędzie , nie mam możłiwości poświęcić młodszej córce tyle czasu ile bym chciała , wracam po 17 robię obiad , pranie ,dopilnuje lekcji potem kapiel sen i tak w kółko a teraz doszły mi jeszcze soboty pracujące a odbiorze dni wolnych do końca roku moge pomazyć . Wypada jednak optymistycznie wywód zakończyć , więc w niedziele na saneczki do Powsina się wybieram i już pierwszy zakup na świateczny słół zrobiłam - bedzie gęś pieczona smile
    Pozdrawiam cieplutko
    julk_a33
  • aganiok32 10.12.10, 22:34
    już wiem - ceny oszalały. Miałam sporą przerwę w odwiedzaniu takich przybytków, ale dziś chodziłam zszokowana zastanymi tam cenami.
    Dodam, że codzienne zakupy spożywcze również wychodzą dużo drożej niż na przykład rok temu.
    Często "przecieram oczy" przy kasie, bo kiedyś z drobnymi spożywczymi zakupami mieściłam się w 30 zł, a teraz często 50 zł nie starcza. Szok! A po Nowym Roku będzie jazda, bo wzrosną ceny energii, benzyny no i VAT uncertain
  • laminja 11.12.10, 15:20
    przed świętami zazwyczaj ceny trochę rosną to się nazywa żerowanie na przywiązaniu do tradycji
  • hela6 10.12.10, 23:38
    U mnie przy stałych dochodach niedawno spostrzegłam że czas się liczyć z pieniędzmi. Znak to niechybny że ceny musiały skoczyć i to zdrowo.
    Zastosowałam system przymusowych oszczędności, co miesiąc odkładam na lokatę a reszta musi starczyć. I starcza ale nie wiem czy ma to ręce i nogi.
    Bez jednych rzeczy się obejdę jak na przykład nowe filiżanki, ale na przykład odzież prędzej czy później uzupełnić trzeba, wiec może lepiej kupić gdy trafia się coś fajnego.
    Sama już nie wiem.
  • magdalaena1977 11.12.10, 09:00
    chyba właśnie powinnaś notować wydatki, żeby zorientować się, na co wydajesz pieniądze i żeby zaplanować kupno odzieży.
    --
    Magdalaena
  • hela6 11.12.10, 09:41
    Na co wydaję to wiem:
    Paliwo,
    opłaty /czynsz, media/,
    zajęcia fitnessu,
    podstawowe produkty żywnościowe /sama gotuję tradycyjne potrawy więc nie ma szaleństw/,
    potrzebne produkty chemii gospodarczej i kosmetyków /nic na zapas i prawie zawsze "z promocji".
    Alkohol. /dawno nie kupowałam ale jednak potrafi być znacząca pozycją/
    do tego stała kwota na utrzymanie studenta.


    Resztę obcięłam.
    Reszta to były zwykle "drobiazgi". Bo ładna czapka na wystawie, szaliczek, kolejna parasolka, filiżanki, podkładki, zakładki, przybory kuchenne i takie tam rzeczy które powielały się ale były niedrogie wiec łatwe w kupowaniu.

    Dalej nie wiem co mogłabym okroić.

    Ale mam i swoją uwagę.
    Stojąc w kolejce obserwuję cudze zakupy. Zwykle duże i czuję się w tych kolejkach śmiesznie.
    Zwykle patrzę i mam wrażenie że to zakupy dla kolonii letnich.
    Zastanawiam się kto i kiedy to wszystko zje.
    Zgrzewki "soków" w kartonie, słodzonych jogurtów, obowiązkowe ciasteczka, "serki" słodzone co koło sera nie leżały, batony, chipsy, "desery", słodkie kuleczki czy inne gwiazdeczki do mleka "herbatki" rozpuszczalne a takich prawdziwych produktów spożywczych co kot napłakał, mnóstwo nowości o nieznanych ale "nowych "smakach.

    Tak mi przyszło teraz do głowy że cukier zżera wiele portfeli.









  • solejrolia 13.12.10, 23:10
    > Ale mam i swoją uwagę.
    > Stojąc w kolejce obserwuję cudze zakupy. Zwykle duże i czuję się w tych kolejka
    > ch śmiesznie.
    > Zwykle patrzę i mam wrażenie że to zakupy dla kolonii letnich.
    > Zastanawiam się kto i kiedy to wszystko zje.

    No to mój wózek pewnie też by Cię zadziwił, bo jest zawsze pełen jak wyjeżdżam z marketu, zawsze na zapas, zawsze zgrzewka mleka, cukru kilka kilogramów, mąka, ryż itd...tylko słodyczy nie kupuję (prawie wcalewink), bo sama piekę ciasta. w ten sposób zaoszczędzam pieniądze, bo bardziej panuję nad budżetem, i zaoszczędzam czas, i paliwo, wolę raz w tygodniu, raz na półtora tygodnia pojechać do marketu na 1,5- 2 godziny, niż co drugi dzień wyskoczyć na 30-45minut.
    --
    NA SZCZYCIE
  • hela6 14.12.10, 08:21
    Nie dziwią mnie zgrzewki mleka, mąki, kaszy, konserw, połacie mięsa czy co tam komu potrzeba.
    Dziwią mnie duże ilości słodkości a niewielkie wartościowych pokarmów niezależnie od wielkości zakupów.
  • laminja 14.12.10, 09:27
    to proste - te rzeczy są tanie. Duża paczka za kilka złotych, dzieci chętnie zjedzą. Zdrowe jedzenie jest drogie. Patrz wędliny - kg szynki (surowego mięsa) kosztuje w sklepie 23-25zł. Z kg mięsa wychodzi 700g szynki, więc jeśli nie jest rozdymana i faszerowana chemią musi kosztować przynajmniej 30% więcej niż cena surowego mięsa. Oczywiście producenci wędlin mają znacznie niższe ceny mięsa, ale też do finalnej ceny szynki w sklepie dochodzi koszt transportu, marża, itp. Jeśli więc szynka kosztuje poniżej 30zł to należy zakładać, że coś do niej dodano. Podobnie jest z innymi produktami - tani ketchup bez zawartości pomidorów czy pupleciki z sosem o smaku kurkowym, w którym nie ma ani grama kurek. Jedzenie przetworzone jest tanie, a żeby im dodać smaku sypie się dużo przypraw czy cukru. Dzieci w Polsce są karmione coraz gorzej i o tym się mówi, ale co z tego. Żywność ekologiczna jest dużo droższa niż marketowa, a przy tym też trzeba uważać, bo czasem pod hasłem eko kryje się też bardzo wysoka zawartość cukru.
  • hela6 14.12.10, 09:42
    Ja nie piszę o żywności lepszej i gorszej jakości, mnie chodzi o to że kupuje się bardzo dużo produktów do "łasowania".
    Jeśli zjem pełnowartościowe posiłki, nie koniecznie drogie, choćby kasza ze skwarkami i surówką z kapusty, prosta zupa jarzynowa na łyżce masła czy kości, wypiję herbatę /bez cukru/, zagryzę jabłkiem, zjem kanapkę choćby z najbardziej galaretowatą i oszukaną wędlina, to "nie wejdzie" mi tu już jogurt, serek czy inny batonik.

  • laminja 14.12.10, 11:41
    ale Ty myślisz o tym co jesz, a większość ludzi tego nie robi. Przerzucają się na tańsze opcje (co musi skutkować obniżeniem jakości produktów) zamiast przewartościować dietę. Można jeść zdrowo i tanio, ale trzeba mieć świadomość. Moja babcia ma 617zł emerytury. Musi za to opłacić mieszkanie (300zł), rachunki, kupić leki i przeżyć. Dorzucam jej równowartość emerytury, ale i tak po zapłaceniu rachunków i wykupieniu leków zostaje jej jakieś 400zł. Je dobrze i zdrowo, woli kupić dobrą szynkę raz na tydzień, ale nie kupi nafaszerowanej wodą i chemią szynki za 15zł, zje kanapki z serem żółtym czy białym, własnej roboty dżemem albo samym masłem. Tylko to wszystko wymaga pewnego nakładu czasu. Najlepsze jest to, że potrafi jeszcze odłożyć po 1000zł rocznie.
  • hela6 14.12.10, 15:53
    Bo dziś, kiedy mało się ruszamy a producenci żywności chcą nas karmić papka we flaku czy kubeczku, szczególnie trzeba myśleć co się do buzi wkłada.
    Wśród rówieśników mojego męża największym problemem okazuje się popularne do tej problemy z sercem czy naczyniami, ale problemy z jelitem grubym.
    W blokach reklamowych w telewizji walczą o względy pań środki odgazowujące i ułatwiające trawienie. Po co myśleć, pigułka jest dobra na wszystko.

    Dziś poczęstowano mnie "domowym" ciastem z masą z soku marchewkowego typu "Kubuś" i zatopioną warstwą delicji szampańskich. Czy ludziom do reszty rozum odebrało?
    Na portalu o wyrobie domowych wędlin ciągle padają pytania gdzie załatwić smak wędzonki czy inny wynalazek by mieć wyrób "jak ze sklepu".

    Babci to Ci gratuluję, pewnie ostatnia to taka co nie poprawia "jarzynką".
  • martialis 14.12.10, 16:00
    hela6 napisała:

    > Babci to Ci gratuluję, pewnie ostatnia to taka co nie poprawia "jarzynką".


    O to, to! Kolejny dramat - sypanie do wszystkiego "vegety" i nikt nie zauważa, że po tym zabiegu wszystko smakuje tak samo sad .

  • laminja 14.12.10, 17:51
    o nie, u nas zawsze się doprawiało ziołami, świeżą pietruszką, curry, imbirem. Ja do tego przywykłam i moje dzieci też, więc soli u nas schodzi bardzo mało, a vegety itp nie mamy w domu. Ja w związku z większymi możliwościami budżetowymi używam dużo świeżych ziół.
  • hela6 14.12.10, 19:00
    No wiec wyobraźcie sobie kumy, wracając do tematu restauracji, że w obleganej restauracji małżonek zamówił kotleta schabowego w panierce - klasyka, w domu tego nie dostaje tongue_out
    No i wyobraźcie sobie że nie zjadł tego kotleta bo kucharz wpadł na kretyński pomysł i kotleta przyprawił wegetą! To musiało być obrzydliwe.
  • poziomka001 14.12.10, 19:21

    A moja rodzina się dziwi, że ja za jedzeniem w knajpach nie przepadam. Raz , że wszędzie czuję tę paskudną vegetę, a dwa, że moje jelita działają jak wykrywacz wszelkich świństw i zaraz mam jakieś sensacje. Nie wiem co to za mania jest z sypaniem tego paskudztwa do wszystkiego.

    --
    Poziomkowy Ogród
  • laminja 14.12.10, 20:15
    nie bywam w restauracjach, w ktorych kucharze używają vegety. To się niestety odzwierciedla w cenie, ale trudno.
  • hela6 15.12.10, 08:38
    Też mam wrażenie ze słowo "restauracja" jest nadużywane i większość z tych lokali zasługuje na miano "knajpa" /czy nikt tego nie może zweryfikować? Czy wchodząc do" restauracji" nie powinnam mieć pewności że nie czeka mnie podwieszona plazma?
    Ale nie wiem o jakim rzędzie wielkości pieniądza mówisz.
    Myślę jednak ze nie o pieniądze chodzi.
    Znam bar dworcowy w którym każde podawane danie jest idealne /oczywiście nie chodzi o sposób podania bo to zwykły bar/, gdzie żeby zjeść trzeba wstać rano bo od rana stoi kolejka biorąca "na wynos" i po godzinie 11 to już zupa najwyżej a kopytka kończą się bladym świtem.
    Znam kurort gdzie w restauracjach nie udało mi się zjeść nic ze smakiem, za to piekarnia oczarowała mnie.

  • daszka26 15.12.10, 12:30
    Ja wyrzuciłam to paskudztwo z mojej kuchni. Teraz jedzenie ma prawdziwy smak.
  • misself 14.12.10, 10:18
    laminja napisała:

    > to proste - te rzeczy są tanie. Duża paczka za kilka złotych, dzieci chętnie zj
    > edzą. Zdrowe jedzenie jest drogie.

    Chyba nie chodzi o to, że ludzie nie kupują zdrowej szynki po 35 zł/kg, tylko że w ogóle nie kupują szynki, tylko zupki w proszku i chrupki. Jeżeli się ludziom tak źle powodzi, to albo są durni i nie wiedzą, że przetworzone jedzenie wychodzi drożej, albo są jeszcze durniejsi i myślą, że skoro nie mają kasy, to lepiej jest kupić chrupki niż kaszę.
    --
    To ja!
  • laminja 14.12.10, 11:34
    ludzie na myślą o tym co jedzą i czym zapychają dzieci. Prosty przykład chrupki - można kupić mocno słodzone za 3-5zł za paczkę albo "ekologiczne" z małą zawartością cukru, ale za dwa razy wyższą cenę. Ludzie kupują więcej tańszych - takie myślenie. Przerzucają się na tańsze opcje nie patrząc jaki mają skład zamiast zmienić dietę i choć taniej nadal jeść wartościowo
  • misself 14.12.10, 20:29
    laminja napisała:

    > ludzie na myślą o tym co jedzą i czym zapychają dzieci. Prosty przykład chrupki
    > - można kupić mocno słodzone za 3-5zł za paczkę albo "ekologiczne" z małą zawa
    > rtością cukru, ale za dwa razy wyższą cenę.

    E, albo nie kupować W OGÓLE?
    Mnie się wydaje - albo może ja tylko taka dziwna jestem - że jak się ma ograniczone fundusze, to się obcina wydatki na przyjemności. Chrupki zarówno zwykłe, jak i ekologiczne, nie należą do pokarmów pierwszej potrzeby. Jeśli ludzie je kupują, to chyba raczej nie mają takich ograniczonych środków finansowych.
    --
    VII. Starać się być szczęśliwym, bo tylko tacy ludzie mogą dać szczęście innym. [Z. Herbert]
  • laminja 14.12.10, 20:33
    coś dzieciom dać na śniadanie trzeba. Chrupki, musli (mamy w domu własnej roboty) to bardzo proste i szybkie śniadanie, nie dziwię się temu, że ludzie chętnie z tego korzystają. Zwłaszcza rano kiedy trzeba sprawnie wychodzić do szkoły. Moje żadnych tego typu rzeczy nie jedzą, a szkoda, bo ze 2 razy w tygodniu miałabym ułatwione zadanie rano. Tylko ja bym dzieci słodzonymi płatkami nie napychała od rana.
  • misself 14.12.10, 21:44
    laminja napisała:

    > coś dzieciom dać na śniadanie trzeba. Chrupki, musli (mamy w domu własnej robot
    > y) to bardzo proste i szybkie śniadanie, nie dziwię się temu, że ludzie chętnie
    > z tego korzystają.

    Ja nie miałam na myśli chrupek do mleka (które zresztą jadłam przez pewien czas na śniadanie będąc dzieckiem - żałość straszna, po godzinie burczało mi w brzuchu, a to wypadało dokładnie w środku pierwszej lekcji), tylko chrupki do chrupania.
    --
    "Rozmiar S. S jak: sorry, nie zmieścisz się."
    ich4pory.blogspot.com
  • hela6 16.12.10, 09:12
    Też mi się wydaje że szklanką mleka i nadmuchaną odrobiną zboża z cukrem to się człowiek nie naje z rana w żaden sposób. Już lepsza owsianka choć osobiście nie praktykuję.

  • misself 16.12.10, 10:36
    hela6 napisała:

    > Też mi się wydaje że szklanką mleka i nadmuchaną odrobiną zboża z cukrem to się
    > człowiek nie naje z rana w żaden sposób. Już lepsza owsianka choć osobiście ni
    > e praktykuję.

    O, owsianka jest super.
    Jem taką z otrębami i owocami (świeżymi) - nie jestem głodna przez 4 godziny, a to u mnie rzadkie smile
    --
    To ja!
  • misself 14.12.10, 21:44
    laminja napisała:

    > coś dzieciom dać na śniadanie trzeba. Chrupki, musli (mamy w domu własnej robot
    > y) to bardzo proste i szybkie śniadanie, nie dziwię się temu, że ludzie chętnie
    > z tego korzystają.

    Ja nie miałam na myśli chrupek do mleka (które zresztą jadłam przez pewien czas na śniadanie będąc dzieckiem - żałość straszna, po godzinie burczało mi w brzuchu, a to wypadało dokładnie w środku pierwszej lekcji), tylko chrupki do chrupania, typu chipsy, prażynki, nie wiem, jak to inaczej określić, bo nie jadam big_grin
    --
    "Rozmiar S. S jak: sorry, nie zmieścisz się."
    ich4pory.blogspot.com
  • hela6 16.12.10, 09:14
    To ze dzieciaki ekologicznych chrupek nie tkną to niezbity dowód na to że gdyby chrupki nie były słodzonym i dosmaczanym dziadostwem to żaden dzieciak by tego nie jadł.
  • laminja 16.12.10, 10:41
    nie, moje dzieci żadnych nie jedzą, bo nie lubią mleka, a na sucho im nie daję.
  • magdalaena1977 14.12.10, 20:49
    misself napisała:
    > Mnie się wydaje - albo może ja tylko taka dziwna jestem - że jak się ma
    > ograniczone fundusze, to się obcina wydatki na przyjemności.
    Wydaje Ci się wink Nie znasz ludzi niezbyt zamożnych, którzy palą ?
    Nie da się żyć zupełnie bez przyjemności.
    Biedny inteligent może jeszcze korzystać z darmowej biblioteki. A biedny proletariusz ? zostaje mu telewizja i tanie wafelki z marketu.
    --
    Magdalaena
  • misself 14.12.10, 21:46
    magdalaena1977 napisała:

    > misself napisała:
    > > Mnie się wydaje - albo może ja tylko taka dziwna jestem - że jak się ma
    > > ograniczone fundusze, to się obcina wydatki na przyjemności.
    > Wydaje Ci się wink Nie znasz ludzi niezbyt zamożnych, którzy palą ?

    Znam ludzi, którzy twierdzą, że nie mają pieniędzy, a palą, i że nie mają czasu, a grają w gry komputerowe smile

    > Nie da się żyć zupełnie bez przyjemności.

    Oczywiście, że nie, ale to zawsze jest podstawa bytu I przyjemność, a nie tani wafelek z marketu ZAMIAST obiadu, niechby to nawet były ziemniaki bez okrasy, żeby tanio.
    --
    Mój ekskribicjonizm kontrolowany.
    ich4pory.blogspot.com
  • magdalaena1977 14.12.10, 12:55
    misself napisała:
    > Jeżeli się ludziom tak źle powodzi, to albo są durni i nie wiedzą, że
    > przetworzone jedzenie wychodzi drożej, albo są jeszcze durniejsi i myślą, że
    > skoro nie mają kasy, to lepiej jest kupić chrupki niż kaszę.
    Dochodzi jeszcze kwestia czasu. Jeśli ma być tanio i zdrowo, to wszystko wymaga znacznego nakładu pracy. Np. przygotowanie tańszego sypkiego ryżu było dramatycznie skomplikowane, trzeba było to zrobić rano, potem ryż leżał w garnku w ciepłym miejscu .... A tak wrzucam torebkę do wrzątku i mam ryż zanim mięso się usmaży.
    Tak samo domowe przetwory z owoców kupionych hurtowo w środku lata będą tanie, ale ile czasu trzeba nad nimi spędzić.
    --
    Magdalaena
  • martialis 14.12.10, 13:21
    magdalaena1977 napisała:

    > misself napisała:
    > > Jeżeli się ludziom tak źle powodzi, to albo są durni i nie wiedzą, że
    > > przetworzone jedzenie wychodzi drożej, albo są jeszcze durniejsi i myślą,
    > że
    > > skoro nie mają kasy, to lepiej jest kupić chrupki niż kaszę.
    > Dochodzi jeszcze kwestia czasu. Jeśli ma być tanio i zdrowo, to wszystko wymaga
    > znacznego nakładu pracy. Np. przygotowanie tańszego sypkiego ryżu było dramaty
    > cznie skomplikowane, trzeba było to zrobić rano, potem ryż leżał w garnku w cie
    > płym miejscu .... A tak wrzucam torebkę do wrzątku i mam ryż zanim mięso się us
    > maży.
    > Tak samo domowe przetwory z owoców kupionych hurtowo w środku lata będą tanie,
    > ale ile czasu trzeba nad nimi spędzić.

    Hmm... Chyba nietrafione porównanie. Ryż bez torebki możesz ugotować tak samo, jak w tejże torebce - wrzucasz do wrzątku i gotowy w kilka minut, różni się tylko brakiem torebki... W jednym i drugim wodę odcedzasz.
  • laminja 14.12.10, 15:05
    sypki ryż można metodą absorpcyjną ugotować w max 20 minut, nawet trudniejsze do ugotowania gatunki jak basmatti czy jaśminowy gotuje się 15-20 minut.

    Pyszne konfitury z żurawiny robi się 30 minut.
  • magdalaena1977 14.12.10, 16:37
    laminja napisała:

    > sypki ryż można metodą absorpcyjną ugotować w max 20 minut, nawet trudniejsze d
    > o ugotowania gatunki jak basmatti czy jaśminowy gotuje się 15-20 minut.
    Nie wiedziałam. Ja już zawsze używałam tego z torebki.

    > Pyszne konfitury z żurawiny robi się 30 minut.
    Nie wierzę. Dla mnie liczy się cały proces: mycie - gotowanie - pasteryzowanie.
    Ilekroć robiłam sama przetwory byłam zaskoczona małym efektem wobec wkładu pracy.
    --
    Magdalaena
  • laminja 14.12.10, 18:00
    żurawiny się myje 10 sekund, do tego jedno jabłko i jedna gruszka, obrane i pokrojone w kostkę. Zatem składniki się przygotowuje jakieś 5 minut. Żurawina, cukier i odrobina wody do garnka, trzeba to zagotować mieszając (5-7 minut) potem gotuje się na małym ogniu jeszcze 5 minut. Dorzucam jabłko i gruszkę i gotuję 5-10 minut. W tym czasie przygotowuję 5 małych słoiczków albo dwa większe. Potem trzeba tylko przelać, zakręcić, odstawić do góry dnem na 15 minut i tyle. Nie pasteryzuję, robię małą ilość do zjedzenia w ciągu kilku dni czy tygodni. Ale pasteryzowanie 2 słoików to też żaden wysiłek. Wstawiasz do garnka, przez 20 minut robisz coś innego i potem słoiki wyjmujesz. Zatem aktywnego czasu potrzebujesz 30 minut, potem po 15 minutach trzeba słoiki stojące do góry dnem ustawić na półce i tyle.

    Warto szukać sprawdzonych, łatwych przepisów. Dla mnie proces gotowania nie powinien trwać dłużej niż 30 minut, więc pierogi zamawiam w sprawdzonej restauracji, a gołąbki robię z mężem - wtedy się wyrabiamy w 30 minut :p
  • misself 14.12.10, 20:34
    laminja napisała:

    > gołąbki robię z mężem - wtedy się wyrabiamy w 30 minut :p

    A ja robię sama i też się w tyle czasu wyrabiam tongue_out
    --
    "Rozmiar S. S jak: sorry, nie zmieścisz się."
    ich4pory.blogspot.com
  • laminja 14.12.10, 20:46
    no to zależy od ilości :p u nas trzeba jak dla pułku wojska zrobić, bo cała nasza czwórka bardzo lubi gołąbki
  • misself 14.12.10, 20:33
    laminja napisała:

    > sypki ryż można metodą absorpcyjną ugotować w max 20 minut, nawet trudniejsze d
    > o ugotowania gatunki jak basmatti czy jaśminowy gotuje się 15-20 minut.

    Ja w ogóle nie wiem, czy jest sens porównywać ryż w woreczkach i ryż sypki.
    Przecież to się niczym nie różni, poza tym, że przy sypkim trzeba wiedzieć, jak odmierzyć te 100 g smile Czas gotowania jest identyczny (mam to przetestowane).

    > Pyszne konfitury z żurawiny robi się 30 minut.

    No, tylko trzeba znaleźć żurawinę smile I w tym celu pojechać na bazarek, co znacznie przedłuża czas wykonania wink

    Mnie się wydaje, że to nie jest kwestia tego, że przygotowanie obiadu z półproduktów JEST tańsze i szybsze, tylko że ludzie MYŚLĄ, że to jest tańsze i szybsze. M.in. za sprawą reklam - danie w 5 minut, fix do gołąbków bez zawijania, barszcz z torebki na święta bez tremy. Kupujemy bezrefleksyjnie.
    --
    Mój ekskribicjonizm kontrolowany.
    ich4pory.blogspot.com
  • laminja 14.12.10, 20:34
    widziałam kilka dni temu w carrefourze
  • misself 14.12.10, 21:47
    laminja napisała:

    > widziałam kilka dni temu w carrefourze

    Nie wiem czy wiesz, ale Carrefour nie jest sklepem, który każdy ma pod nosem big_grin
    Dla mnie by to była wyprawa na 40 minut w jedną stronę.
    --
    VII. Starać się być szczęśliwym, bo tylko tacy ludzie mogą dać szczęście innym. [Z. Herbert]
  • laminja 14.12.10, 22:50
    no dobrze, ale co z tego. Generalnie jak się poszuka to można łatwo, tanio i szybko pewne rzeczy zrobić. Tylko trzeba chcieć :p
  • misself 15.12.10, 10:00
    laminja napisała:

    > no dobrze, ale co z tego. Generalnie jak się poszuka to można łatwo, tanio i sz
    > ybko pewne rzeczy zrobić. Tylko trzeba chcieć :p

    Ale nie chodzi, ILE i ZA ILE, tylko co się ludziom WYDAJE.
    A wydaje się bardzo dużo, dbają o to chociażby reklamy.
    --
    "Rozmiar S. S jak: sorry, nie zmieścisz się."
    ich4pory.blogspot.com
  • martialis 15.12.10, 08:45
    > Mnie się wydaje, że to nie jest kwestia tego, że przygotowanie obiadu z półprod
    > uktów JEST tańsze i szybsze, tylko że ludzie MYŚLĄ, że to jest tańsze i szybsze
    > . M.in. za sprawą reklam - danie w 5 minut, fix do gołąbków bez zawijania, bars
    > zcz z torebki na święta bez tremy. Kupujemy bezrefleksyjnie.

    Czysta prawda. To nic, że gołąbki bez fixu robi się tyle samo czasu, a sos pomidorowy do nich tyle, co ten z fixem... smile
  • misself 15.12.10, 10:04
    martialis napisała:

    > Czysta prawda. To nic, że gołąbki bez fixu robi się tyle samo czasu, a sos pomi
    > dorowy do nich tyle, co ten z fixem... smile

    Masz prawo nie wiedzieć, z czego ten fix jest zrobiony - tam nawet nie ma sosu pomidorowego big_grin Jest bułka tarta, jajko w proszku i przyprawy, trzeba dodać poszatkowaną kapustę, mięso mielone, ryż i koncentrat pomidorowy.

    Ten fenomen już omawiałam ze znajomymi - nie chodzi o sam czas (chociaż Knorr wmawia z uporem, że gołąbki wymagają czasu i umiejętności, a gorącymi liśćmi kapusty można się, och, poparzyć!), tylko o łatwość: kupujesz fix, tam jest dokładnie napisane, co jeszcze musisz kupić, i krok po kroku opisane przygotowanie dania. Właściwie można by sprzedawać sól w małych opakowaniach pod nazwą np. "Sposób na schabowego, wystarczy dodać schab i panierkę".
    Kupujesz fix, nie musisz myśleć. Kupujesz ryż w torebce, nie musisz myśleć.
    --
    Mój ekskribicjonizm kontrolowany.
    ich4pory.blogspot.com
  • martialis 15.12.10, 11:26
    > Właściwie można by sprzedawać sól w małych opakowaniach pod nazwą np. "Spo
    > sób na schabowego, wystarczy dodać schab i panierkę".
    > Kupujesz fix, nie musisz myśleć. Kupujesz ryż w torebce, nie musisz myśleć.


    Jedym słowem - myślenie jest straszliwie czasochłonne big_grin
  • anu_anu 15.12.10, 12:51
    Taaa....
    Najlepiej, jakby na wszystko były ZARZĄDZENIA ...
    --
    . ^ ^
    =(-.-)=
    .(_|_)
  • misself 15.12.10, 17:32
    martialis napisała:

    > > Kupujesz fix, nie musisz myśleć. Kupujesz ryż w torebce, nie musisz myśleć.
    > Jedym słowem - myślenie jest straszliwie czasochłonne big_grin

    Pewnie! A nie? big_grin
    --
    "Rozmiar S. S jak: sorry, nie zmieścisz się."
    ich4pory.blogspot.com
  • misself 14.12.10, 20:30
    magdalaena1977 napisała:

    > Dochodzi jeszcze kwestia czasu. Jeśli ma być tanio i zdrowo, to wszystko wymaga
    > znacznego nakładu pracy. Np. przygotowanie tańszego sypkiego ryżu było dramaty
    > cznie skomplikowane, trzeba było to zrobić rano, potem ryż leżał w garnku w cie
    > płym miejscu .... A tak wrzucam torebkę do wrzątku i mam ryż zanim mięso się us
    > maży.

    To fakt, to może być jedna z przyczyn.
    --
    "Rozmiar S. S jak: sorry, nie zmieścisz się."
    ich4pory.blogspot.com
  • laminja 14.12.10, 20:35
    błagam ryż sypany np jaśminowy robi się 15 minut, nakład pracy nie wiele większy niż przy wrzucaniu ryżu w torebce.
  • misself 14.12.10, 21:49
    laminja napisała:

    > błagam ryż sypany np jaśminowy robi się 15 minut, nakład pracy nie wiele większ
    > y niż przy wrzucaniu ryżu w torebce.

    Abstrahując od niefortunnie dobranego przykładu z ryżem (błagam, ja to wiem...) - rzekoma pracochłonność może być jedną z przyczyn, dla których ludzie kupują przetworzone rzeczy.
    --
    Mój ekskribicjonizm kontrolowany.
    ich4pory.blogspot.com
  • misself 14.12.10, 09:45
    solejrolia napisała:

    > No to mój wózek pewnie też by Cię zadziwił, bo jest zawsze pełen jak wyjeżdżam
    > z marketu,

    Ja też mam pełen, ale raz na parę miesięcy smile
    Przecież nie zużywasz tego mleka, kilku kilo cukru czy trzech kartonów ryżu w tydzień smile
    (Ja obserwuję niestety coś zupełnie odwrotnego, ale ja chodzę do małych sklepów. W Lidlu ludzie kupują zgrzewkami i faktycznie są to najczęściej straszne syfy.)
    --
    VII. Starać się być szczęśliwym, bo tylko tacy ludzie mogą dać szczęście innym. [Z. Herbert]
  • misself 11.12.10, 19:32
    hela6 napisała:

    > Bez jednych rzeczy się obejdę jak na przykład nowe filiżanki, ale na przykład o
    > dzież prędzej czy później uzupełnić trzeba, wiec może lepiej kupić gdy trafia s
    > ię coś fajnego.

    Jeśli trafia się okazja cenowo-jakościowa, to moim zdaniem - jak najbardziej.
    Dla mnie najgorsze są te wydatki, które powinno się ponieść, żeby nie musieć kupować parę razy tego samego - chociażby buty. Chciałabym sobie móc kupić porządne, żeby mi starczyły na te kilka sezonów - ale nie stać mnie, nie mam też z czego odłożyć. (Mam wydatki w zasadzie takie jak Hela, wyjąwszy studenta, no i nie kupuję w ogóle alkoholu, a zamiast paliwa mam bilet miesięczny wink)
    --
    "Rozmiar S. S jak: sorry, nie zmieścisz się."
    ich4pory.blogspot.com
  • hela6 11.12.10, 23:16
    Cena - jakość i jeszcze żeby sensowne było!
    To jest ważne bo czasem jest okazja ale nijak do mnie ta okazja nie przystaje a innym razem może nie pół darmo ale jest coś o czym wiem że mi przypasuje do wszystkiego i jakość niezła i cena do przełknięcia no to może jednak zaszaleć? Za trzy kwartały mogą poszukiwać czegoś takiego bezskutecznie.

    Misself, nie martw się, karta nie świnia - o północy się odmienia, kiedyś na prawdę było mi ciężko a dziś się kreci czego i Tobie życzę.
  • misself 12.12.10, 11:21
    hela6 napisała:

    > Misself, nie martw się, karta nie świnia - o północy się odmienia, kiedyś na pr
    > awdę było mi ciężko a dziś się kreci czego i Tobie życzę.

    Dzięki smile Mam taką nadzieję, że się odmieni smile
    --
    To ja!
  • magdalaena1977 12.12.10, 01:25
    misself napisała:
    > chociażby buty. Chciałabym sobie móc kupić porządne, żeby mi starczyły na te
    > kilka sezonów - ale nie stać mnie, nie mam też z czego odłożyć.
    Nie wiem, czy takie buty to nie jest marzenie ściętej głowy.
    Owszem mam buty, które kupiłam siedem lat temu i nadal są ok, ale to były pantofle na wesele i mają tak wysokie obcasy, że nosiłam je może kilka razy, a i to głównie w pomieszczeniach wink
    Ale buty, w których chodzę na co dzień (np. jako jedna z trzech par kozaków) wytrzymają u mnie maksimum dwa sezony, a potem będę wyglądać jak u starego trampa. Stosunkowo najtrwalsze są chyba Ryłko, ale martwi mnie brak porządnych przecen.
    --
    Magdalaena
  • misself 12.12.10, 11:21
    magdalaena1977 napisała:

    > misself napisała:
    > > chociażby buty. Chciałabym sobie móc kupić porządne, żeby mi starczyły na
    > te
    > > kilka sezonów - ale nie stać mnie, nie mam też z czego odłożyć.
    > Nie wiem, czy takie buty to nie jest marzenie ściętej głowy.
    > Owszem mam buty, które kupiłam siedem lat temu i nadal są ok, ale to były panto
    > fle na wesele i mają tak wysokie obcasy, że nosiłam je może kilka razy, a i to
    > głównie w pomieszczeniach wink

    No tak, takie to ja też mam big_grin

    > Ale buty, w których chodzę na co dzień (np. jako jedna z trzech par kozaków) wy
    > trzymają u mnie maksimum dwa sezony, a potem będę wyglądać jak u starego trampa.

    Masz rację, tyle że moim zdaniem warto mieć co najmniej dwie pary butów do chodzenia na co dzień. Jak mam jedną parę noszoną dzień w dzień, to one się zajeżdżają w tempie ekspresowym - i to niezależnie od tego, ile za nie dałam i z czego są zrobione.

    BTW ponoć Emu są takie trwałe, że starczają na kilka sezonów. Tylko ta cena uncertain
    --
    VII. Starać się być szczęśliwym, bo tylko tacy ludzie mogą dać szczęście innym. [Z. Herbert]
  • anula36 12.12.10, 11:37
    buty zimowe Syreny sa bardzo dobre i trwale,a chodze bardzo duzo w zimie po miescie.
    --
    www.zdrowydzien.info/
  • misself 12.12.10, 11:39
    anula36 napisała:

    > buty zimowe Syreny sa bardzo dobre i trwale,a chodze bardzo duzo w zimie po mi
    > escie.

    Słyszałam już o nich dobre opinie, niestety musiałabym się wybrać po nie do Warszawy - a to by były wtedy najdroższe buty świata, wliczając cenę biletu PKP wink
    --
    "Rozmiar S. S jak: sorry, nie zmieścisz się."
    ich4pory.blogspot.com
  • anula36 12.12.10, 11:46
    ale dlaczego do Warszawy? Ty nie jestes z Krakowa?
    --
    www.zdrowydzien.info/
  • misself 12.12.10, 12:21
    anula36 napisała:

    > ale dlaczego do Warszawy? Ty nie jestes z Krakowa?

    Jestem z Krakowa.
    Na stronie Syreny są podane sklepy głównie w Warszawie. Krakowskiego nie ma.
    --
    To ja!
  • anula36 12.12.10, 12:38
    buty Syreny sprzedaja salony obuwnicze Ambra - ja bywam czesto w tym w CH Carrefour Czyzyny.
    Po przecenie buty zimowe startuja od 99 zl.
    --
    www.zdrowydzien.info/
  • misself 12.12.10, 13:16
    anula36 napisała:

    > buty Syreny sprzedaja salony obuwnicze Ambra - ja bywam czesto w tym w CH Carre
    > four Czyzyny.

    A, to nie wiedziałam smile
    Szkoda, że Ambra w Krakowie też na końcu świata jak dla mnie.
    --
    VII. Starać się być szczęśliwym, bo tylko tacy ludzie mogą dać szczęście innym. [Z. Herbert]
  • anula36 12.12.10, 21:36
    moze sa tez w iinnych centrach handlowych,ale nie bywam wiec nie wiem.
    --
    www.zdrowydzien.info/
  • misself 12.12.10, 22:20
    anula36 napisała:

    > moze sa tez w iinnych centrach handlowych,ale nie bywam wiec nie wiem.

    Wg strony Ambry - Carrefour Czyżyny i Krokus. A ja mieszkam na Ruczaju.
    --
    To ja!
  • hela6 12.12.10, 13:04
    > Masz rację, tyle że moim zdaniem warto mieć co najmniej dwie pary butów do chod
    > zenia na co dzień.

    To prawda, buty muszą odpoczywać co najmniej dobę, wtedy są trwalsze. Może to kwestia porządnego wyschnięcia? W końcu pocimy się nie byle czym big_grin
  • misself 12.12.10, 13:16
    hela6 napisała:
    >
    > To prawda, buty muszą odpoczywać co najmniej dobę, wtedy są trwalsze. Może to k
    > westia porządnego wyschnięcia? W końcu pocimy się nie byle czym big_grin

    To nie kwestia wysychania, tylko zużycia. Mając dwie pary zużywam każdą dwa razy wolniej smile
    Pomijam już kwestię jakości - w jesiennych obcas mi się starł po 2 tygodniach chodzenia, a to była Venezia, nie żadna taniocha.
    --
    VII. Starać się być szczęśliwym, bo tylko tacy ludzie mogą dać szczęście innym. [Z. Herbert]
  • hela6 12.12.10, 16:25
    Z tego co słyszałam to buty tej klasy co Venezia nie są do chodzenia a do pokazywania się w nich /dom-auto-salon/ . I ma to sens. Cenę nabija design, materiał, wylansowana marka.
    Użytkowniczki które zamierzają jednak użytkować buty tej klasy intensywniej zaczynają od wizyty u szewca celem podzelowania.

    Osobiście mam bardzo fajne Gabory które ze względu na skórzaną podeszwę systematycznie trafiają do szewca bo podeszwa po sezonie przesycha i buty się rozklejają.
    Taki urok.
  • misself 12.12.10, 16:46
    hela6 napisała:

    > Z tego co słyszałam to buty tej klasy co Venezia nie są do chodzenia a do pokaz
    > ywania się w nich /dom-auto-salon/ . I ma to sens. Cenę nabija design, materiał
    > , wylansowana marka.

    Oj, to fakt. Dodam, że one są produkowane w Europie, nie w Chinach, to chyba też ma wpływ na cenę. Kupiłam dlatego, że kiedyś się szarpnęłam na Zebrę i do teraz je noszę, są naprawdę solidne - nie sądziłam, że cena się tak dalece nie przekłada na jakość.

    > Użytkowniczki które zamierzają jednak użytkować buty tej klasy intensywniej zac
    > zynają od wizyty u szewca celem podzelowania.

    Szewc mi uzupełnił zdartą podeszwę, na dodatek gumą, więc wreszcie się nie ślizga.
    W Venezii nie kupię już nigdy butów tongue_out
    --
    "Rozmiar S. S jak: sorry, nie zmieścisz się."
    ich4pory.blogspot.com
  • magdalaena1977 12.12.10, 17:33
    misself napisała:
    > Masz rację, tyle że moim zdaniem warto mieć co najmniej dwie pary butów do chod
    > zenia na co dzień.
    Pisząc na co dzień miałam na myśli chodzenie w tygodniu np. do pracy (w przeciwieństwie do pantofelków na wesele). Zimą mam zwykle 3 pary kozaków, latem więcej i one nadal bardzo szybko się niszczą.

    > BTW ponoć Emu są takie trwałe, że starczają na kilka sezonów. Tylko ta cena uncertain
    I ten wygląd. Nie wiem, jak tylu ludzi może to nosić dobrowolnie.

    --
    Magdalaena
  • misself 12.12.10, 17:43
    magdalaena1977 napisała:

    > Pisząc na co dzień miałam na myśli chodzenie w tygodniu np. do pracy (w przeciw
    > ieństwie do pantofelków na wesele). Zimą mam zwykle 3 pary kozaków, latem więce
    > j i one nadal bardzo szybko się niszczą.

    A ja mam jedną i niszczy się w tempie błyskawicznym - jeden sezon i do kosza.

    > > BTW ponoć Emu są takie trwałe, że starczają na kilka sezonów. Tylko ta ce
    > na uncertain
    > I ten wygląd. Nie wiem, jak tylu ludzi może to nosić dobrowolnie.

    Są i ładne Emu smile
    --
    "Rozmiar S. S jak: sorry, nie zmieścisz się."
    ich4pory.blogspot.com
  • laminja 12.12.10, 22:25
    trwałe, fajne i niedrogie buty do chodzenia po mieście można kupić na dziale jeździeckim w Decatrhlonie. Super kalosze, które wyglądają jak oficerki i nosi je cała masa celebrytek płacąc 65zł zamiast 400 za huntery. Bardzo fajne są też ich skórzane sztyblety, które kosztują 125zł.
  • lili-2008 13.12.10, 08:53
    Ja w tym roku chodzę w butach górskich Campusa. Na początku miałam duże opory, bo jednak lubię wyglądać jak kobieta, ale po jednym dniu w tych butach stwierdziłam, że tej zimy nie zdejmę ich ze stópwink Zwłaszcza, jak jest taki śnieg.
    Normalne kozaki mam z nine west. Mam je już 3 lata i mają się bardzo dobrze. Niestety koszt spory, ale moim zdaniem warto.

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/3i49k6nlujw4q7cm.png
  • anu_anu 12.12.10, 15:04
    Pracuję w dużej korporacji, zarabiam dobrze, powiedzmy, że zdecydowanie powyżej średniej krajowej. Przyznaję, że nie zastanawiam się, w którym sklepie coś jest tańsze, kupuję w szklepach, które mam na drodze między pracą a domem - bo inaczej nie wyrabiam czasowo.
    Jak robię zakupy to szukam czegoś co mi sie podoba, cena nie jest pierwszym wyróżnikiem. Acz kanapy za 50 tysięcy bym nie kupiła - bo chyba nie dojrzałam do takich ekstrawagancji, podobnie jak do nabycia płaszcza za kilkanaście tysięcy.
    Bywamy w kinie i teatrze (dość często), operze i knajpach (rzadziej).
    Taki tryb życia prowadzimy od lat, natomiast wyraźnie czuję, że ostatnio forsa wypływa mi szybciej. Ale i tak nie jesteśmy w złej sytuacji, jest z czego zrezygnować...

    --
    . ^ ^
    =(-.-)=
    .(_|_)
  • jag_2002 15.12.10, 22:28
    zarabiam przyzwoicie, ale od 2 lat pensja przestaje wystarczac na oplaty i drobne zakupy pozaspozywcze, musze dokladac z dodatkowych pieniedzy, zarabianych pon godzinach
    zakupy spozywcze i gruba chemie zalatwia maz, i wlasnie od tych 2 lat przestal wplacac na konto, co zarobi, wydaje na biezaco
    caly czas, pomimo dobrej sytuacji finansowej mam wrazenie niedostatku i ciagle obawy o przyszlosc
    z drugiej strony o prace nie boje sie za bardzo, pytanie tylko, ile jej musze wykonac, aby utrzymac sie na jakim takim poziomie
    --
    polskie czcionki mnie denerwuja - ciezko do ich pisania uzywac jednej reki
    jak ktoś miał kolczyk w nosie-przeważnie był krową by mama.rozy

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka