Dodaj do ulubionych

Jak żyją ludzie, którzy mają aneksy kuchenne ?

05.07.11, 12:16
Od dawna widywałam mieszkania przerobione tak, że salon i kuchnia są połączone i tworzą tzw. aneks kuchenny. Nigdy mi się takie rozwiązanie nie podobało, sama wybrałam mieszkanie z osobną kuchnią i jestem z tego zadowolona.
Ale teraz przekonałam się, że w nowym budownictwie jakieś 90 % mieszkań nie ma kuchni tylko aneksy (w dodatku tak zaprojektowane, że nie da się sensownie wydzielić osobnej kuchni) i ta sama prawidłowość dotyczy względnie nowych mieszkań z rynku wtórnego. Co więcej, to raczej nie jest kwestia szczupłości miejsca, bo aneksy zamiast kuchni są w 3 - 4 pokojowych 80 - 100 metrowych mieszkaniach.
Jak to możliwe, żeby preferencja aneksu była tak powszechna ?
Czy naprawdę większość ludzi prowadzi tak inny od mojego tryb życia ? czy w ogóle nic nie gotują ? a może mają jakieś super-ekstra-okapy, które pochłaniają całe zapachy ? Są tak dokładni, że nic im się nie chlapie na boki ?
Czy są w stanie utrzymywać bezwzględny porządek w kuchni - czy może przeciwnie: nie przeszkadzają im stojące w salonie rozgrzebane garnki i naczynia ? ciuchy przesiąknięte zapachem jedzenia ?
Szczęśliwe posiadaczki aneksów, zaspokójcie moją ciekawość!
--
Magdalaena
Edytor zaawansowany
  • qpiska 05.07.11, 12:41
    od roku żyję w prawie 90 metrowym mieszkaniu z aneksem, z tą różnicą, że moja kuchnia otwarta jest na jadalnię, a nie na salon. Widocznie mam dobry okap, bo zapachy jakoś szczególnie nie rozprzestrzeniają się. Ogólnie lubię porządek, więc w kuchni zawsze sprzątam na bierząco, nic nie zalega, nic nie stoi na wierzchu.
    --
    http://images47.fotosik.pl/261/91f6c744d4a17e4am.jpg
    http://emoty.blox.pl/resource/36_1_37.gif
  • dziennik-niecodziennik 05.07.11, 12:53
    > Czy naprawdę większość ludzi prowadzi tak inny od mojego tryb życia ?

    nie wiem jaki tryb życia prowadzisz smile

    > czy w ogóle nic nie gotują ?

    gotuję namiętnie.

    >a może mają jakieś super-ekstra-okapy, które pochłaniają całe zapachy ?

    nie mam okapu wcale, ale za to mam okno w kuchni big_grin

    > Są tak dokładni, że nic im się nie chlapie na boki ?

    chlapie czasem, ale pozostaje w ramach kuchni a nie salonu big_grin

    > Czy są w stanie utrzymywać bezwzględny porządek w kuchni - czy może przeciwnie:
    > nie przeszkadzają im stojące w salonie rozgrzebane garnki i naczynia ?

    no ale to w kuchni czy w salonie? bo mimo iz jest to aneks to jednak nie jest problemem zachowac pewną rozdzielność pomieszczen.
    poza tym - naczynia to nie brudne majtki, wstydzić się ich nie trzeba.

    > ciuchy przesiąknięte zapachem jedzenia ?

    nic mi nie przesiąka...
  • baa1 05.07.11, 13:03
    Mam aneks od 4 lat i nie chciałabym zmiany. Jest ścianka - przesłona więc z pozycji kanapy kuchni prawie nie widać, za to zza stołu jak najbardziej. Porządek lubię więc i tak ogarniam na bieżąco. Przy gotowaniu w osobnej kuchni zapachy też się rozprzestrzeniają, chyba, że drzwi od kuchni szczelnie zamknięte. A już najbardziej cenię sobie brak poczucia "zesłania" do kuchni. Szczególnie w czasie Świąt i spotkań rodzinno-towarzyskich.
  • magdalaena1977 05.07.11, 13:21
    baa1 napisała:

    > Przy gotowaniu w osobnej kuchni zapachy też się rozprzestrzeniają,
    > chyba, że drzwi od kuchni szczelnie zamknięte.

    No właśnie chodzi mi o możliwość zamknięcia drzwi na czas gotowania.

    > A już najbardziej cenię sobie brak poczucia "zesłania" do kuchni.
    > Szczególnie w czasie Świąt i spotkań rodzinno-towarzyskich.

    Każdy ma swój sposób świętowania, ale ja staram się przebywać jak najkrócej w kuchni w czasie przyjęcia. Wolę wszystko sobie wcześniej przygotować (tylko w połowie wynoszę sałatki, a przynoszę ciasto i kawę) i siedzieć z gośćmi w salonie.
    --
    Magdalaena
  • magdalaena1977 05.07.11, 13:09
    dziennik-niecodziennik napisała:

    > >a może mają jakieś super-ekstra-okapy, które pochłaniają całe zapachy ?
    >
    > nie mam okapu wcale, ale za to mam okno w kuchni big_grin

    Ja też mam okno w kuchni i okap, ale jakoś zapachy potraw tak łatwo nie nie znikają sad
    Przy byle okazji rozpełzają się po mieszkaniu i wsiąkają np. w kurtki wiszące w przedpokoju.

    > > Czy są w stanie utrzymywać bezwzględny porządek w kuchni -
    > > czy może przeciwnie: nie przeszkadzają im stojące w salonie
    > > rozgrzebane garnki i naczynia ?
    >
    > no ale to w kuchni czy w salonie? bo mimo iz jest to aneks to jednak nie
    > jest problemem zachowac pewną rozdzielność pomieszczen.
    > poza tym - naczynia to nie brudne majtki, wstydzić się ich nie trzeba.

    Dla mnie to dość podobna kategoria. Np. na przyjęciu nie wyobrażam sobie nie mieć zaplecza, gdzie mogę wynieść brudne naczynia.
    A nie chciałabym siedząc w salonie widzieć brudnych naczyń, przygotowanych półproduktów czy gotujących się potraw.
    --
    Magdalaena
  • forumowiczka.to.ja 05.07.11, 13:12
    magdalaena1977 napisała:

    >Np. na przyjęciu nie wyobrażam sobie nie mieć zaplecza, gdzie mogę wynieść brudne naczynia.
    > A nie chciałabym siedząc w salonie widzieć brudnych naczyń, przygotowanych półp
    > roduktów czy gotujących się potraw.

    Ale przecież to sa talerze/garnki/miski po wspólnym jedzeniu, a nie po przedwczorajszym obiedzie. Mnie osobiście takie widoki nie tyle nie przeszkadzają, co nadają jakiejś swojskości klimatowi posiadówek. Ty widać z tych skrępowanych, więc aneks nie dla Ciebie.
  • gazeta_mi_placi 08.07.11, 10:54
    Estetyzm nie oznacza skrępowania.
    Dla mnie gary stojące na widoku nie wyglądają estetycznie.
    Rozumiem, że w restauracjach nie gotuje się na widoku i oddziela kuchnię od sali bo kucharze się krępują tongue_out
    --
    http://kobietaintymnie.pl/suwaczek/cache/6f7abdb1.gif
  • misself 13.07.11, 14:22
    gazeta_mi_placi napisała:
    > Rozumiem, że w restauracjach nie gotuje się na widoku i oddziela kuchnię od sal
    > i bo kucharze się krępują tongue_out

    Zdziwiłabyś się...
    Zawodowcy gotują tak sprawnie, że jest czysto, ale nawet oni nie zawsze lubią, jak im ktoś na ręce patrzy. Kiedyś mi kolega mówił, że pracował w knajpie, gdzie musiał robić pizzę na widoku. W sumie żadna filozofia, nie? Ale uciekł stamtąd, bo mówił, że mu się ręce trzęsły.
    --
    Mój ekskribicjonizm kontrolowany.
    ich4pory.blogspot.com
  • dziennik-niecodziennik 05.07.11, 13:52
    > Ja też mam okno w kuchni i okap, ale jakoś zapachy potraw tak łatwo nie nie znikają sad
    > Przy byle okazji rozpełzają się po mieszkaniu i wsiąkają np. w kurtki wiszące w przedpokoju.

    to nie wiem. u mnie serio nic się nie rozpełza. moze to istotnie kwestia dużej przestrzeni. mój były mieszkał z rodzicami na 40m.kw., jak przychodził to od razu czułam co miał na obiad... jak robię coś mocno aromatycznego typu smażenie ryby czy placki ziemniaczane to mam pootwierane okna na durch i na bieżąco się wietrzy - i problemu nie ma... poza tym mi akurat nie przeszkadza ze mi w domu pachnie smacznym jedzeniem big_grin

    > Dla mnie to dość podobna kategoria. Np. na przyjęciu nie wyobrażam sobie nie mieć zaplecza, gdzie mogę wynieść brudne naczynia.
    > A nie chciałabym siedząc w salonie widzieć brudnych naczyń, przygotowanych półproduktów czy gotujących się potraw.

    a to my z innej kategorii smile dla mnie świeżo użyte talerze to nic strasznego, gotujące się potrawy takoż, a półprodukty na wierzchu nie stoją.
  • misself 13.07.11, 14:19
    magdalaena1977 napisała:
    > Dla mnie to dość podobna kategoria. Np. na przyjęciu nie wyobrażam sobie nie mi
    > eć zaplecza, gdzie mogę wynieść brudne naczynia.

    Moi Rodzice mają kuchnię połączoną z jadalnią i salonem.
    Brudne naczynia np. podczas Wigilii są wkładane do zmywarki.
    A jak coś stoi na kuchence, to po prostu gasimy światło - to jakby zamknąć drzwi smile
    --
    Mój ekskribicjonizm kontrolowany.
    ich4pory.blogspot.com
  • forumowiczka.to.ja 05.07.11, 13:09
    Aneksy kuchenne to fajna rzecz. Jest to rozwiązanie dość nowoczesne i nie każdemu odpowiada (jak np Tobie). Mnie osobiście odpowiadałoby to bardzo, ale niestety nie mam możliwości zrobienia w moim mieszkaniu aneksu z salonem.
    Plusy: często jak przychodzą znajomi to kręcą sie po kuchni, zanim podam wszystko na stół, do tego jeszcze kawka, herbatka. A gdyby był aneks to przygotowuje kolacje, goście siedzą, gadamy, mamy kontakt. Wstawiam wodę, siadam, dyskutuję, nie krzycze "kto jaką kawę/herbatę" tylko pytam przy stole. To samo z dziećmi, widzę jak jedzą. Nie trzeba latać po przysłowiową sól, bo jest pod ręką. Niby głupoty, małe rzeczy, ale jakże ułatwiające życie.
    Minus: jak ktoś jest wstydliwy to może czuć sie skrępowany mając świadomość, że goście patrzą mu na ręce.
    Jeśli jest dobry okap+okno to nie ma problemu zapachów. Na pewno nie w większym stopniu, niż w mieszkaniu z oddzielną kuchnią. Przecież tam tez zapachy fruwają po całym mieszkaniu.
  • gika_gkc 05.07.11, 13:14
    nawet jak miałam kuchnię oddzielną, nie stało i nie zalegało w niej nic na wierzchu bez potrzeby
    nie jest więc problemem porządek i widok na kuchnię z salonu
    okap który mam spełnia swoją funkcję i pomimo gotowania kapusty, smażenia, itp zapachy nie są wszechobecne, ubrania i firanki pachną płynem do płukania lub neutralnie, a nie obiadem
    po latach zamkniętej kuchni oboje z mężem jesteśmy bardzo zadowoleni
  • pierwsze-wolne 05.07.11, 13:15
    W moim rodzinnym domu (baaaaaardzo starymwink) były najpierw tylko trzy pomieszczenia mieszkalne, które były wszystkim - pokojami, sypialniami, kuchnią, łazienką - może sie orientujecie, jaki to koszmar organizacyjny...
    Potem nastąpiła przebudowa domu, mama zażyczyła sobie kuchnię oddzielną, tylko kuchnię.
    ...od tamtej pory życie toczy się w ciasnej kuchni (12m2), obstawionej tylko kuchennymi szafkami i sprzętami big_grin - w szczycie kawowym (8-9 każdego ranka) kuchnia musiała pomieścić 8 osób... wink a pokoje stoją puste smile
    Dlatego aneks (ew. wieeeeeelką kuchnię) uważam za absolutnie niezbędnysmile
    --
    Jeszcze trochę i świat będzie mój smile
  • klara551 05.07.11, 19:55
    Aneks w pokoju dziennym,ze stołem ,lub duża tradycyjna kuchnia tak. Kuchnia w salonie który równocześnie jest jadalnią,czasem miejscem do spania z kanapami fotelami telewizorem nie. Nie wyobrażam sobie hurkotu robota,maszynki do mięsa,szumu wyciągu,zmywarki,sokowirówki,blendera ,gdy reszta rodziny chce oglądać tv,lub słuchać muzyki. A to są normalne odgłosy towarzyszące ,poprzedzające samo gotowanie. I to jest normalne życie kuchenne,a jak są goście? Bliscy i tak wylądują w kuchni a ci bardziej szacowni nie muszą widzieć jak szykuję potrawy. Po powrocie z pracy szykujemy jedzenie i czy wtedy druga połowa ,czy dzieci muszą słuchać odgłosów przygotowywania i przekrzykiwać je?
  • asfo 05.07.11, 13:43
    1. Nie przeszkadza mi to, że apetyczny zapach z gotowania się rozniesie - zresztą zamknięta kuchnia przed tym nie chroni, jak sąsiedzi coś gotują za dwiema parami drzwi, to często czuć na klatce schodowej

    2. Nie mam problemu że ktoś zobaczy używane naczynia. Nie przeszkadza mi to.

    3. Można gotować w kilka osób

    4. Osoba która gotuje nie jest zamknięta w kuchni w roli obsługi, może gotować i rozmawiać z gośćmi.
  • kr_ka_11 05.07.11, 14:02
    mam kuchnie otwartą na salon, częściowo osłoniętą ladą barową. plusem jest to, że robiąc cokolwiek mam kontakt z osobami będącymi w salonie, mogę równocześnie oglądać telewizje, jak będę miała dziecko, robiąc cokolwiek w kuchni, będę je miała na oku.
    jadalnie mam zaraz obok (miedzy kuchnia i salonem) więc jak cokolwiek trzeba podać to wstaje tylko od stolu, nie musze latać w te i z powrotem (wszystko w zasięgu ręki).
    zapachy nie roznoszą się bardziej niż w kuchni zabudowanej, mam w kuchni okno i okap wyspowy (dość głośny niestety, ale jak jest potrzebny radzi sobie super).
    moja obecna kuchnia jest spełnieniem moich marzeń, zgrałam sobie wszystko tak jak chciałam, więc wizualna strona wynagradza mi ew. wady.

    a wadą napewno jest fakt, że rzeczywiście jak jest bałagan to jest on bardziej rzucający się w oczy aniżeli jakby kuchnia była oddzielnie, ale z drugiej strony motywuje mnie to do sprzątania na bieżąco podczas gotowania.
  • johana75 05.07.11, 13:54
    Tez mam aneks w małym 50 metrowym mieszkaniu i nie wyobrażam sobie gotowania w kuchni która miała ok 6m2. przebudowaliśmy mieszkanie i zrobiliśmy aneks. Cichy okap, cichutka zmywarka, załatwiają zapachy i brudne naczynia. Gotować lubię bardzo z synem, M.,lub przyjaciółka gdy inni rozmawiają, oglądają TV itp.
    Zawsze sprzątam, a zapachy roznosiłyby sie na pewno w tak małym mieszkaniu. U nas tylko sypialnia jest zamknięta z powodu intymności miejsca ;P
    --
    Sorki za pisownię ale mam rękę w gipsie...
  • laminja 05.07.11, 14:03
    ja już sobie nie wyobrażam osobnej kuchni. Kanapę od kuchni dzieli wiele metrów, mam dobry okap i wszystko zaprojektowane tak, że z kanapy nie widać ani brudnych naczyń (również dlatego, że u nas się ich nie odstawia do zlewu tylko od razu wkłada do zmywarki), ani płyty. Siedząc przy stole, który stoi między kuchnią a częścią salonową też tego wszystkiego nie widzę. Dobry okap się sprawdza, nie mam wiszących na wierzchu kurtek i innych ubrań no i gotujemy bardzo lekko. Prawie się u nas nie smaży, kapusty nie gotujemy nigdy, więc zapachy nie przeszkadzają. Mam pewne wątpliwości dotyczące mody na płyty grzewcze na tzw. wyspie. Nie zdecydowałam się na takie rozwiązanie, bo nie chciałam mieć dylematu: sprzątnąć natychmiast czy siedzieć przy stole i widzieć brudną płytę. Ustawiłam więc tak płytę gazową (bardzo i zależało na gazie), żeby jej nie było widać i mam spokój. Myślę, że jak ktoś jest bałaganiarzem to nie zależnie od tego czy kuchnia jest otwarta czy zamknięta nie będzie na bieżąco jej ogarniał. U nas nigdy nic się nie piętrzy i nie zalega, więc się nie martwię stanem czystości kuchni, ale też reszty mieszkania.
  • kr_ka_11 05.07.11, 14:13
    Mam pewne wątpliwości dotyczące mody na płyty grzewcze na tzw. wyspie.
    > Nie zdecydowałam się na takie rozwiązanie, bo nie chciałam mieć dylematu: sprz
    > ątnąć natychmiast czy siedzieć przy stole i widzieć brudną płytę.

    my mamy wyspe z ladą barową smile to osłania płytę smile
    też tak kombinowałam, żeby połączyć marzenie o wyspie a zasłonić od strony salonu gary na plycie.

    stojąc przodem do salonu gotuje, za plecami mam zlew, więc lada jego też osłania, choć ja podobnie jak Ty od razu daje rzeczy do zmywarki więc rzadko zlew mam zagracony garami.
  • laminja 05.07.11, 22:18
    takie rozwiązanie jest OK, ale lansowane są często niezbyt duże wyspy, niczym nieosłonięte na których płyta się kończy 10-15cm od krawędzi. To dla mnie opcja mało praktyczna i mało bezpieczna.
  • mloda0242 05.07.11, 14:24
    bardzo przypominasz mi mamę mojego męża, ma dokładnie taki sam pogląd na kwestię zapachów podczas gotowania, chlapania i przesiąkniętych zapachem ciuchów; ona tak ma, bo po prostu nie lubi gotować, gotowanie jest dla niej kolejnym uciążliwym obowiązkiem domowym, który trzeba wykonać, więc się wykonuje jak najszybciej, najbardziej ekonomicznie (mam tu i czas na myśli), zrobić, zapomnieć;

    a ja z kolei lubię gotować, lubię, kiedy życie rodzinne toczy się dookoła garnka z gotującą się zupą, lubię przy gotowaniu gadać, zerkać w telewizor albo ekran monitora, lubię kiedy dom pachnie obiadem albo ciastem;

    i tak szczerze bez złośliwości: współczuję Ci; ja z kolei nie lubię prasować, gdybym musiała to robić kilka razy dziennie - codziennie też chciałabym schować deskę w najdalszy kąt mieszkania żeby nie mieć z nią nic wspólnego kiedy tylko nie _muszę wink
  • dziennik-niecodziennik 05.07.11, 14:35
    przybij piątkę smile
  • magdalaena1977 05.07.11, 15:12
    mloda0242 napisała:

    > bardzo przypominasz mi mamę mojego męża, ma dokładnie taki sam pogląd na kwesti
    > ę zapachów podczas gotowania, chlapania i przesiąkniętych zapachem ciuchów; on
    > a tak ma, bo po prostu nie lubi gotować, gotowanie jest dla niej kolejnym uciąż
    > liwym obowiązkiem domowym, który trzeba wykonać, więc się wykonuje jak najszybc
    > iej, najbardziej ekonomicznie (mam tu i czas na myśli), zrobić, zapomnieć;

    Ja lubię gotować, jeśli chodzi o coś pysznego np. kocham piec ciasta na święta. Znacznie mniej - jeśli mam robić coś chudego i dietetycznego.
    Nie znoszę natomiast sprzątania w kuchni, czyszczenia, chowania naczyń do zmywarki.

    > a ja z kolei lubię gotować, lubię, kiedy życie rodzinne toczy się dookoła
    > garnka z gotującą się zupą, lubię przy gotowaniu gadać, zerkać w
    > telewizor albo ekran monitora,

    Teraz mieszkam sama, ale w moim domu rodzinnym faktycznie, bardzo dużo "życia" toczyło się w zamkniętej dużej kuchni. Stał tam stół, przy którym jedliśmy na co dzień posiłki i mały telewizor, tak żeby rzucić okiem w czasie gotowania.
    Ale jednocześnie czuliśmy potrzebę istnienia możliwości odseparowania się od siebie tj. jedna osoba gotuje, a druga chce w spokoju się zdrzemnąć czy poczytać.
    I strasznie mnie dziwi, że w nowych blokach architekci nie przewidują takiej możliwości.

    > i tak szczerze bez złośliwości: współczuję Ci;

    Dlaczego ?
    --
    Magdalaena
  • mikams75 05.07.11, 15:54
    > Teraz mieszkam sama, ale w moim domu rodzinnym faktycznie, bardzo dużo "życia"
    > toczyło się w zamkniętej dużej kuchni. Stał tam stół, przy którym jedliśmy na c
    > o dzień posiłki i mały telewizor, tak żeby rzucić okiem w czasie gotowania.
    > Ale jednocześnie czuliśmy potrzebę istnienia możliwości odseparowania się od si
    > ebie tj. jedna osoba gotuje, a druga chce w spokoju się zdrzemnąć czy poczytać.

    jak mam ochote sie zdrzemnac albo poczytac bez towarzystwa rodziny to moge wyjsc do sypialni.
  • mloda0242 05.07.11, 16:14
    skup się, no przeciez wyjaśniłam dlaczego Ci współczuję smile my mówimy o dwóch różnych, hm, poziomach gotowania: ja o gotowaniu jako integralnej części toczącego się życia rodzinnego, o czymś co jest elementem "bycia razem", dla Ciebie gotowanie to czynność, którą wykonujesz od-do; myślę że czujesz o co mi chodzi;

    no a już z tą drzemką... oprócz salonu z aneksem jest jeszcze sypialnia, a czasem nawet i inne pokoje, w których można odpocząć w samotności;
  • sajolina 05.07.11, 16:52
    No tak, ale drzemka nie jest jedyną czynnością, którą się ma ochotę wykonywać w odosobnieniu - czasem chce się poczytać, pooglądać telewizję, pouczyć, popracować, przejrzeć w spokoju jakieś dokumenty, pogadać przez telefon, zaprosić koleżankę na pogaduchy i wtedy obecność drugiej osoby może przeszkadzać, a już obecność drugiej osoby, która właśnie zmywa/ smaży/ używa miksera, czy hałasuje w kuchni w inny sposób, przeszkadza jeszcze bardziej, a przejście do sypialni nie wchodzi w grę.

    Nie każdy ma takie metraże, które mu pozwalają na wygospodarowanie dodatkowego pokoju, w którym można się spokojnie zamknąć, zazwyczaj jest salon, sypialnia i pokoje dzieci i koniec.
  • mloda0242 05.07.11, 18:38
    > Nie każdy ma takie metraże, które mu pozwalają na wygospodarowanie dodatkowego
    > pokoju, w którym można się spokojnie zamknąć, zazwyczaj jest salon, sypialnia i
    > pokoje dzieci i koniec.

    no to przecież oczywiste jest że ktoś taki nie otworzy kuchni na salon?

    ja nie twierdzę że kuchnia połączona z salonem to jedyna słuszna opcja, ja twierdzę, że dla mnie jest to rozwiązanie idealne i argumentuję dlaczego smile
  • sajolina 05.07.11, 19:33

    > no to przecież oczywiste jest że ktoś taki nie otworzy kuchni na salon?

    Heh, i tu cię zaskoczę. Jestem właśnie po kilkumiesięcznych intensywnych poszukiwaniach mieszkania dwupokojowego i naprawdę wszystkie dwupokojowe mieszkania deweloperskie mają salon z aneksem i to jeszcze w układzie z jedynym oknem po przeciwnej stronie od aneksu. Do tego zdecydowana większość mieszkań z rynku wtórnego też ma taki sam układ. Cały czas piszę o metrażu ok. 40m2 i dwóch pomieszczeniach.......dla mnie dramat, zwłaszcza, że często się zdarza, że w takim mieszkaniu mieszka małżeństwo z dzieckiem, dziecko zajmuje pokój mniejszy, tak więc rodzice śpią w salono-kuchni i mają tam swoje ubrania i wszystko inne.

    Jak ktoś ma salon na 40-50m i może poszaleć ze ściankami działowymi, przesuwanymi drzwiami to ma to jakiś sens, ale w tych mieszkaniach co ja widziałam, to salon wygląda jak duża kuchnia z fotelami i telewizorem i jest efekt siedzenia w kuchni non stop.
  • magdalaena1977 05.07.11, 19:48
    sajolina napisała:

    > Cały czas piszę o metrażu ok. 40m2 i dwóch pomieszczeniach.......dla mnie
    > dramat, zwłaszcza, że często się zdarza, że w takim mieszkaniu mieszka
    > małżeństwo z dzieckiem, dziecko zajmuje pokój mniejszy,
    > tak więc rodzice śpią w salono-kuchni i mają tam swoje ubrania i wszystko inne.

    Wiesz - na 40 m2 nie da się IMHO wygospodarować dwóch pokoi i odrębnej widnej kuchni.
    Ja mam 43m2 kuchnię z drzwiami, sypialnię z drzwiami i salon otwarty na przedpokój, ale są to raczej nieduże pomieszczenia.
    Znane mi małżeństwa argumentowały zwykle tak: wolą mieć sypialnię + salon z aneksem niż kuchnię + jeden pokój.
    Ale zadziwia mnie to, że odrębnych kuchni nie ma także w dużych mieszkaniach 80 - 100 metrowych ! Gdzie są garderoby, dwie łazienki itp.
    --
    Magdalaena
  • sajolina 05.07.11, 20:51
    Da się, nawet na 38m2 da się - osobiście sprawdzone i to dwukrotniesmile Oczywiście, że wtedy nie ma przestrzennych pomieszczeń, ale coś za coś, z resztą wszystko jest kwestią inteligencji architekta - są przecież i duże mieszkania, ale ze zmarnowaną powierzchnią w zbyt dużych korytarzach itp.

    Dla mnie osobna kuchnia jest ważniejsza od 2m więcej w salonie.

    > Znane mi małżeństwa argumentowały zwykle tak: wolą mieć sypialnię + salon z ane
    > ksem niż kuchnię + jeden pokój.


    No to jak dla mnie w dwupokojowym mieszkaniu na ok 40-45m układ pt. sypialnia+pokój z aneksem = duża kuchnia i sypialniasmile)
  • magdalaena1977 05.07.11, 21:28
    Moja babcia ma na 38 m2 - dwa pokoje 16 i 10 m2 + ciemną kuchnię 5 m2. Teoretycznie kuchnia mogłaby być widna i odrębna ...
    --
    Magdalaena
  • mloda0242 06.07.11, 14:57
    a to prawda że teraz innych właściwie nie uświadczysz, widziałam spore mieszkanie - gdzieś 70m, spory salon z kuchnią, kompletnie niefunkcjonalny też spory korytarzo-przedpokój i dwie maleńkie klitki - sypialnie; pomyślałam wtedy, że pomniejszyłabym salon z kucnią i kosztem korytarzo-przedpokoju powiększyła sypialnie, do głowy mi nie przyszło zamykać kuchnię wink to chyba jest po prostu kiepskie rozplanowanie przestrzeni, a że ludziom z jakiegoś powodu to nie przeszkadza to nikt tego nie zmienia....
    trochę podobnie jest, mam wrażenie, z kibelkiem w łazience - wielkie mieszkania i wielkie łazienki i prawie zawsze kibelek przy wannie - dla mnie masakra;

    a z tymi kuchniami... serio z wtórnym też tak kiepsko? dwa lata temu w Sz-nie niewiele wtórnych miało otwarte na pokój kuchnie, z tym, że to były mieszkania 3-pokojowe i większe;
  • agata_abbott 05.07.11, 14:43
    Po pierwsze - nie trzymam ciuchów w salonie, tak więc nie mam z tym problemówsmile Poza tym mam okap plus kilka okien w kuchnio-saloniesmile Bałagan w kuchni akceptuję (no, jestem leniwa pod tym względem). W zamian mam dużą przestrzeń, możliwość spokojnego rozmawiania z Narzeczonym, gdy któreś z nas robi coś w kuchni, a drugie niekonieczniesmile Chyba to poczucie bliskości i spokojnej, niezakłóconej rozmowy jest dla mnie wartością najwyższą. Tym bardziej, że po powrocie wieczorem z pracy opowiadamy sobie z Narzeczonym cały dzień, rozmawiamy, dyskutujemy, a przy tym razem robimy obiad, jakieś porządki, pranie, czasami któreś z nas jest bardziej padnięte niż drugie, więc zalega na kanapie... Żadnej z tych czynności nie musimy robić za zamkniętymi drzwiami, a to jest bardzo przyjemnesmile
  • sajolina 05.07.11, 15:50
    Heh, a ja doskonale rozumiem autorkę, dla mnie otwarta kuchnia to tez jest nieporozumienie, a już zwłaszcza jak w aneksie nie ma okna, tylko jedyne okno jest w części salonowej. Lubię gotować i w kuchni mam czysto, ale siedząc w salonie nie chcę patrzeć na zlew i słuchać zmywarki/lodówki, tylko chcę mieć ładny i elegancki salon nadający się dla gości. To nie jest tak, że ci którzy mają osobne kuchnie to tylko dlatego, że im się sprzątać nie chce....

    Zapachy kuchenne, choćby nie wiem jak przyjemne, wolę, żeby zostały w kuchni, nie chce narażać gości na to, że wyjdą ode mnie przesiąknięci czosnkiem, bo akurat coś gotowałam jak byli i sama też nie chcę czuć tych zapachów wszędzie.

    Na imprezie nie chcę, żeby goście musieli siedzieć wśród sterty naczyń, nawet jeśli to są nasze naczynia sprzed chwili, nie chcę, żeby musieli uczestniczyć w procedurze ładowania zmywarki, odgrzewania jedzenia, zmiany worków ze śmieciami, przesiąkali zapachami z gotowania, słuchali odgłosów z okapu i patrzyli jak na kolanach wycieram podłogę, bo akurat się coś wylało. Jak to jest "zwykła" impreza dla znajomych to pół biedy, ale jeżeli to jest jakaś większa okazja i ludzie krążą w eleganckich strojach, to już kicha. Mnie uczono, że jak idę w gości, to nie zaglądam komuś do kuchni bez zaproszenia, bo to jest już bardzo prywatna część domu i tak mi już zostało.

    Może jak ktoś ma 50m salon z kuchnią, to da się to jakoś sensownie zaaranżować, ale na przeciętnych 18- 20m to ja tego nie widzę, zwłaszcza jak ktoś ma układ salon+aneks i sypialnia, więc w tym salonie trzyma też swoje ciuchy i pokój służy za główne centrum życiowe.
  • gazeta_mi_placi 05.07.11, 15:55
    Dokładnie.

    --
    http://kobietaintymnie.pl/suwaczek/cache/6f7abdb1.gif
  • agata_abbott 05.07.11, 17:13
    Ja mam salon+kuchnię ok. 30 metrów. Kwestia zasłonięcia zlewu czy piekarnika wygląda tak, że kuchnia jest na jednej ścianie (na końcu ciągu - oknosmile), a na przeciwko tego ciągu w połowie jest ścianka działowa, która zasłania mniej więcej zlew, piekarnik, część szafek i lodówkę. Natomiast od strony okna, w tej wolnej przestrzeni pomiędzy kuchnią a salonem stoi stół - i to wg mnie jest bardzo wygodne rozwiązanie.
    Z perspektywy kanapy (stojącej na przeciwko tej ścianki działowej) w zasadzie widać tylko część szafek. Rozwiązanie fajne, chociaż czasami żałuję, że nie widzę piekarnika - lubię piec i lubię mieć oko na to, co akurat w piekarniku siedzismile
    No i co do gości - nie zapraszam do domu ludzi, którym nie mogłabym pokazać jak smażę kotleta, tak więc nie mam z tym problemusmile
  • gika_gkc 06.07.11, 13:05
    sajolina napisała:

    Jak to jest "zwykła" imp
    > reza dla znajomych to pół biedy, ale jeżeli to jest jakaś większa okazja i ludz
    > ie krążą w eleganckich strojach, to już kicha.
    >
    > Może jak ktoś ma 50m salon z kuchnią, to da się to jakoś sensownie zaaranżować,
    > ale na przeciętnych 18- 20m to ja tego nie widzę,

    a na takim metrażu urządza się przyjęcia w eleganckich strojach, itp?
    jak się ma małe mieszkanie i potrzebę zaproszenia ważnych gości w eleganckim otoczeniu, to są restauracje
    a jak gość przychodzi do małego mieszkania to zdaje sobie sprawę z ograniczeń

    poza tym wydaje mi się, że mieszkanie ma być wygodne głównie dla codziennych użytkowników a nie zrobione pod gości, którzy pojawiają się od czasu do czas

    każdy robi tak jak mu wygodniej - z otwartą lub zamkniętą kuchnią, bo tak i już i inne argumenty są tu zbyteczne ;P

  • mujer_bonita 06.07.11, 13:13
    gika_gkc napisała:
    > każdy robi tak jak mu wygodniej - z otwartą lub zamkniętą kuchnią, bo tak i już
    > i inne argumenty są tu zbyteczne ;P

    Poza tym chciałabym zauważyć, że większość wypowiedzi na 'nie' pochodzi od osób, które aneksów nie mają i 'nie potrafią sobie wyobrazić' jak można tak żyć tongue_out Ja też kiedyś nie mogłam wink

    --
    Uzależnienie
  • sajolina 06.07.11, 22:28
    Heh, rzeczywiście sama aneksu nie mam, ale po pierwsze mieszkałam w kawalerce z aneksem, a po drugie zdarzyło mi się przebywać w mieszkaniach aneksowych i dzięki tym doświadczeniom wiem, że to nie dla mnie. A co do eleganckich przyjęć na 20m - nie trzeba urządzać sejmowych rautów, dla mnie elegancką okazją w eleganckich strojach jest już "zwykła" wigilia albo "zwykły" sylwester i zlew ze zmywarką w tle mi do tego nie pasują. Nawet zwykła impreza ze znajomymi moim zdaniem jest przyjemniejsza jak można brudne talerze wynieść do innego pomieszczenia, ustawić na stertę i nie przejmować tym jak to wygląda. Ale co kto lubi i co komu nie przeszkadza.

    Oczywiście, że nie ma sensu spieranie się, kto ma lepiej, a kto gorzej, myślę, że ten wątek jest protestem przeciwko wszechobecnej "aneksacji" - nie ma nowych mieszkań bez aneksów, a w większości nie da się wydzielić widnej kuchni. Pośrednicy nieruchomości też patrzą jak na kosmitę na klienta, który nie zna najnowszych trendów i ubzdurał sobie, że chce kuchnię zamykaną na klucz i to jeszcze z głupim oknem, jakby okno komuś do czegoś było potrzebne. Paranoja jakaś.

  • gika_gkc 07.07.11, 07:29

    > że ten wątek jest protestem przeciwko wszechobecnej "aneksacji" - nie ma nowych
    > mieszkań bez aneksów, a w większości nie da się wydzielić widnej kuchni. Pośre
    > dnicy nieruchomości też patrzą jak na kosmitę na klienta, który nie zna najnows
    > zych trendów i ubzdurał sobie, że chce kuchnię zamykaną na klucz i to jeszcze z
    > głupim oknem, jakby okno komuś do czegoś było potrzebne. Paranoja jakaś.
    >

    w moim nowym mieszkaniu (KR, centrum miasta), kupionym rok temu, był oddzielna kuchnia podobnie jak w całym bloku, w każdym innym mieszkaniu
    i prawdę mówiąc to nie była jedyna lokalizacja z takim rozwiązaniem smile
  • sajolina 07.07.11, 08:41
    A jak duże jest to mieszkanie? bo ja mam sprawdzony pod tym względem Poznań i Szczecin i osobne kuchnie bywały w mieszkaniach ok 60-70m i większych, aczkolwiek standardem był i tak aneks, czyli np. w mieszkaniu 90m, był 45m salon z aneksem. A mieszkań dwupokojowych do 45m z osobną widną kuchnią nie ma. Znalazłam całe jedno, które chyba było jakąś wpadką architekta, ponieważ wszystkie inne w tym bloku miały aneksy poza tym jednym. W każdym razie było już sprzedane. Zostałam skazana na rynek wtórnytongue_out a i tu było ciężko....
  • gika_gkc 07.07.11, 10:14
    w bolku, w którym mieszkam 50 % to mieszkania jedno (ok. 35 m) i dwupokojowe (ok. 50 m) reszta to od 70 do 100
    w bloku w którym mieszkałam wcześniej tylko mieszkania na poddaszu miały kuchnię połączoną z pokojem, ale i to w taki sposób że dało się je oddzielić - tam też przeważały mieszkania małe

    generalnie jak szukałam rok temu nowego lokum, to i owszem zauważyłam, że w wielu jest aneks, ale też jednak często znajdowałam oddzielne kuchnie - być może, rzeczywiście jest to sprawa większego metrażu, bo za małym się nie rozglądałam
  • alicez 05.07.11, 14:50
    Kiedyś tu była dyskusja w temacie: forum.gazeta.pl/forum/w,49213,112209061,112249107,Re_Salon_laczony_z_kuchnia_to_nieporozumienie_.html
  • danuu 05.07.11, 15:22
    To jeszcze jest kwestia CO się gotuje. Moja mama nie wyobraża sobie kuchni łączonej z salonem, bo często robi dania, których w mojej kuchni nie uświadczysz: smażone schabowe, kapusta itp.
    U mnie na obiad są np. tarty, sałatki, czasem coś duszonego w warzywach, często rzeczy pieczone w piekarniku.

    Kończę remont mieszkania, które ma dość otwarty układ i nawet nie planuję okapu - nie podobają mi się zwisające z sufitu rury, a kuchenkę mam zaplanowaną na półwyspie.
    A chcę w aneksie z wyżej wymienionych powodów - kontakt z domownikami i goścmi, brak poczucia "zesłania".

    --
    mój blog remont, przygotowanie do przeprowadzki
  • toffix 05.07.11, 15:36
    Do wszystkich wypowiedzi posiadaczek aneksów dodałabym jeszcze sprawę, o której któraś z przedmówczyń tylko wspomniała - mam "na oku" dziecko - malutkie, jeszcze leżące, później raczkujące, chodzące itd. Nie wyobrażam sobie pichcić w osobnej kuchni kiedy w domu jest małe dziecko. A tak - można opiekę nad dzieckiem łączyć z gotowaniem. Lubię się bawić gotowaniem czy pieczeniem i nie chciałabym robić tego szybko, żeby jak najszybciej dołączyć do reszty towarzystwa.
  • mikams75 05.07.11, 15:51
    kiedys mialam oddzielna kuchnie i takie zdanie jak ty. Az sie przeprowadzilam i teraz mam otwarta kuchnie i bardzo sobie chwale i juz bym nie zamienila na zamknieta.
    Jak ktos wyzej napisal - jak sie ma dziecko, to bardzo praktyczne - w zamknietej zabieralam malucha w lezaczku do kuchni. W otwartej - dziecko sie bawi, lazi miedzy kuchnia a salonem, ja gotuje i widze dziecko. Jak maz przyjdzie i cos tam robi w pokoju, to mozemy rozmawiac, nie izoluje sie przy garach. Podobnie jak goscie przyjda i trzeba cos przyniesc, podac, podgrzac - nie izoluje sie w kuchni, nie znikam gosciom i dzieciom z oczu, uczestnicze w rozmowie, goscie tez sie czuja swojsko i wedruja po kuchni. Wlasnie w takiej otwartej kuchni nie mam poczucia, ze stoje samotnie przy garach.
    Staram sie trzymac porzadek w kuchni, mam wysepke posrodku, ktora oddziela kuchnie od pokoju i zaslania gary. Zapachy nie przechodza, wlaczam okap, wietrze, tak samo jak w zamknietej kuchni.

  • gazeta_mi_placi 05.07.11, 15:52
    Niestety ja mam salon połączony z kuchnią (nie był tak zaprojektowany, po prostu wyburzono ściankę działową), jak lubisz gotować, przyjmować gości i masz zwierzęta nie polecam zdecydowanie.
    Goście gapią Ci się na ręce jak nalewasz zupę albo kończysz robić sałatkę, kot chodzi po blacie, pies może wyjeść jakiś mięsny smakołyk gdy na chwilę w trakcie przygotowywania posiłku wyjdziesz np. do toalety.
    Musisz mieć na wypadek gości idealnie czysto wszędzie (jak masz osobno salon i osobno kuchnię w kuchni może być lekki nieład, a nawet totalny syf, goście i tak nie zobaczą).
    Mąż ogląda telewizję Ty włączasz mikser albo coś kroisz i jest hałas.
    Nie polecam zdecydowanie!!!!!!!!
    Takie rozwiązanie dobre jest najwyżej dla osób kompletnie nie gotujących, bez zwierząt i małych dzieci lub dla studentów.

    >> Szczęśliwe posiadaczki aneksów, zaspokójcie moją ciekawość!

    Raczej nieszczęśliwe uncertain


    --
    http://kobietaintymnie.pl/suwaczek/cache/6f7abdb1.gif
  • danuu 05.07.11, 20:57
    gazeta_mi_placi napisała:
    > Musisz mieć na wypadek gości idealnie czysto wszędzie (jak masz osobno salon i
    > osobno kuchnię w kuchni może być lekki nieład, a nawet totalny syf, goście i ta
    > k nie zobaczą).

    Nie wierzę uncertain Tyle razy dyskutujemy tu o dulszczyźnie i innych tego typu zachowaniach, a tu proszę.
    Czy mam napisać, że współczuję Ci znajomych, którzy ocenią Cię po poziomie syfu w kuchni? Ja kocham swoich przyjaciół z wzajemnością bez względu na to, czy ktoś jest czyściochem czy syfiarzem. "Na wypadek" przecież tacy "wypadkowi", niezapowiedziani goście, to najbliższe mi osoby, czemu mam się przed nimi kryć z nieumytym garnkiem. A inni niezapowiedziani w stylu - inkasent - cóż... wisi mi, że inkasent pomyśli, że jestem syfiarą, bo mam nieumytw naczynia.

    Poza tym chyba kuchnie łączone z salonami to raczej świeże zjawisko, więc kuchnie są nowe, estetyczne i w zdecydowanej większości posiadają zmywarki, a jak wszyscy wiemy, załadowanie zmywarki zajmuje chwilę.

    --
    mój blog remont, przygotowanie do przeprowadzki
  • laminja 05.07.11, 22:29
    chyba wiele zależy też od układu w małżeństwie, u nas raczej nie bywa tak, że ja włączam mikser, a mąż na kanapie ogląda telewizję. Jeśli robię ciasta sama to kiedy nikogo nie ma w domu. Jak rodzina jest w domu to się raczej wszyscy w pracę włączają i 2-3 minuty pracującego miksera nikomu nie przeszkadzają. U nas salon nie jest miejscem, w którym się człowiek wycisza i odpoczywa, bo mamy dzieci, które większość czasu spędzają właśnie w salonie. Jak potrzebujemy odpocząć idziemy do sypialni. Tam sobie można w ciszy posiedzieć, choć nie trwa to zazwyczaj długo, bo zaraz się któremuś dziecku przypomina, że jednego rodzica straciło z oka i idzie sprawdzić, co porabia :p
  • mikams75 06.07.11, 07:55
    > Goście gapią Ci się na ręce jak nalewasz zupę albo kończysz robić sałatkę,

    albo jestes dziwna albo masz dziwnych gosci, ze wolisz w odosobieniu stac przy garach. Moi goscie i tak sie paletaja po kuchni (a moze pomoc? zaniesc cos na stol? itd.). Do tej zupy tez nic podejrzanego nie wrzucam zeby goscie tego nie mogli widziec.
    Poza tym kwestia ustawienia - mam podwyzszona wysepke i jak ktos siedzi pezy stole, to nie zobaczy moich rak.

    > Takie rozwiązanie dobre jest najwyżej dla osób kompletnie nie gotujących, bez z
    > wierząt i małych dzieci lub dla studentów.

    idealne dla duzo gotujacych, przyjmujacych gosci i wlasnie z malymi dziecmi.
    Argument ze zwierzakami mnie przekonuje, ale nie sprawdzalam, bo nie mam zwierzakow.
  • mujer_bonita 06.07.11, 10:36
    mikams75 napisała:
    > Moi goscie i tak sie paletaja po kuchni (a moze pomoc? zaniesc cos na s
    > tol? itd.). Do tej zupy tez nic podejrzanego nie wrzucam zeby goscie tego nie m
    > ogli widziec.

    Hehe - mnie w mieszkaniu z osobną kuchnią zawsze denerwowali goście dreptający za mną do kuchni np. gdy zaproponowałam zrobienie kawy. Teraz nie mam problemu - 'idę' coś zrobić nie przerywając rozmowy smile

    --
    Uzależnienie
  • araceli 06.07.11, 10:19
    gazeta_mi_placi napisała:
    > chodzi po blacie, pies może wyjeść jakiś mięsny smakołyk gdy na chwilę w trakci
    > e przygotowywania posiłku wyjdziesz np. do toalety.

    Bo przy oddzielnej kuchni zwierzaki nagle stają się ekstra grzeczne tongue_out
  • gazeta_mi_placi 06.07.11, 11:31
    Nie, ale w osobnej kuchni można drzwi zamknąć przed natrętnymi pyskami smile
    --
    http://kobietaintymnie.pl/suwaczek/cache/6f7abdb1.gif
  • ko_kartka 05.07.11, 15:54
    Ludzie, którzy mają aneksy kuchenne, to ludzie ze słabą pamięcią, jak ja. Oraz wścibscy, jakoż i ja.

    Prowadzę konwersację z kolegą małżonkiem i dajmy na to, wychodzę zalać kawę wodą. W tym czasie przypomni mi się coś, co koniecznie muszę mu powiedzieć, ale zanim wyjmę kubki, zasypię kawę, zaleję wodą i dodam mleka oraz pochowam używane produkty... zapominam. Aneks sprawia, że mogę mu wygarnąć od razu i życie rodzinne jest zdrowsze, a ja mniej sfrustrowana.

    I strasznie nie cierpię w razie nasiadówek z gośćmi, kiedy umyka mi fragment konwersacji i po przyniesieniu tejże kawy/sałatki/ciasta/dodatkowego widelczyka/whatever dopytuję się natrętnie, z czego się wszyscy tak śmieją i trzeba mi opowiadać w skrócie, który już nie jest tak zabawny jak oryginalny dżołk sytuacyjny. Aneks łamie mi tę barierę, stąd kocham aneks.

    A że śmierdzi - z osobnej kuchni też śmierdzi, jak się z niej wywali drzwi, żeby kuchnia była funkcjonalna, a nie tylko osobna. A przy gotowaniu nie są najgorsze prześmierdnięte ciuchy, tylko moje włosy, na co ścianka w te czy wewte ma akurat najmniejszy wpływ. Zawsze zresztą miałam w kuchni nie tylko okap, ale i okno, więc nie znam tego problemu, że kanapa wonieje przedwczorajszym bigosem.

    A gary stojące... nie mam zmywarki i uznaję, że gary w zlewie przy pustym blacie oznaczają czystość. Zresztą - te gary motywują gości do zaproponowania mi pomocy w zmywaniu, co zbliża człowieków do siebie społecznie, a za to mastercardem nie zapłacisz, jak za drzwi do kuchni.
  • magdalaena1977 05.07.11, 19:36
    ko_kartka napisała:

    > A że śmierdzi - z osobnej kuchni też śmierdzi, jak się z niej wywali drzwi,
    > żeby kuchnia była funkcjonalna, a nie tylko osobna.

    IMHO osobna kuchnia konieczni musi mieć drzwi. Kuchnia otwarta na przestrzał się nie liczy.
    --
    Magdalaena
  • ko_kartka 07.07.11, 11:06
    Ale to jest kuchnia, która wychodzi na przedpokój, pomiędzy dwoma sypialniami. Nie jest połączona z salonem. Za to wąska kiszka, w której na sensowne drzwi nie było nigdy miejsca.
  • kasiamat00 05.07.11, 19:22
    Z ręką na sercu, czy moje ubrania są przesiąknięte zapachem jedzenia? Bo byłaś u mnie, widziałaś jak wygląda prawie całkiem otwarte mieszkanie (fakt, raptem 40 m^2, wydzielanie pomieszczeń tutaj spowodowałoby przynajmniej u mnie klaustrofobię), a ja jednak dość regularnie gotuję. Sprzątanie to też nie problem - naczynia wrzuca się do zmywarki, blaty i kuchenkę faktycznie myję praktycznie zaraz po użyciu, ale tego nauczyłam się wcześniej mieszkając z pedantką smile

    Aha, na 100+ metrach kw. koniecznie chciałabym mieć otwartą kuchnię, najlepiej połączoną na stałe z jadalnią i w jakiś zmyślny sposób (drzwi harmonijkowe na całą ścianę?) z pokojem dziennym/salonem (bo najchętniej rozdzieliłabym te dwa pomieszczenia). Ale to pieśń przyszłości, na razie na duże mieszkanie mi się nie zanosi.
  • magdalaena1977 05.07.11, 20:01
    kasiamat00 napisała:

    > Z ręką na sercu, czy moje ubrania są przesiąknięte zapachem jedzenia?

    Nie, ale miałaś je pedantycznie wink pochowane w szafie, a nie rozwieszone na wieszaku.

    > Bo byłaś u mnie, widziałaś jak wygląda prawie całkiem otwarte mieszkanie

    Na pierwszy rzut oka mieszkanie mi się podobało i dla gościa połączenie kuchni z salonem było nawet fajne.
    Ale na drugi rzut oka wydało mi się totalnie niepraktyczne.
    --
    Magdalaena
  • kasiamat00 05.07.11, 21:10
    Dla jednej osoby jest bardzo praktyczne, jedyne co bym chętnie zmieniła, to zamieniła pseudo-sypialnię (spora wnęka, zamykana suwanymi drzwiami, niektórzy się śmieją, że mam łóżko w szafie) na prawdziwą sypialnię z oknem, 3 razy większą powierzchnią i jakimiś całkiem szczelnie zamykanymi drzwiami. Z wejściem z "salonu" (nie uznaję przedpokojów w blokach i już).

    Ale ja jestem dzieckiem wychowanym w domu, gdzie życie kręciło się w kuchni (duuużej - nie wiem, 20 mkw? 30?, do tego położonej tuż przy wejściu do domu). Wśród mojej rodziny i znajomych z podstawówki to był standard, tak się tam po prostu budowało.
  • dolmadakia 05.07.11, 20:04
    Nie wiem,czy to aneks,bo kuchnia /bez drzwi/ ma 11 m a salon 27,ale jest fajnie.Kuchnia jest widoczna tylko częsciowo z salonu.Nie gotuję takich potraw ,które by ....były charakterystyczne zapachowo.Królowa angielska /ani zadna inna/ u nas nie bywa,tylko zaprzyjaźnieni ludzie. Porządek mam zawsze i wszędzie.Jedynie co przeszkadza to akustyka-jak czajnik działa to juz trzeba Tv podgłośnić.Ale ,że baaaardzo rzadko oglądamy TV to się da wytrzymać. Teraz budując dom zaplanowałabym jakieś drzwi suwane. Zmywarka,choć ma już swoje lata jest cicha,okap działa a w kuchni jest duże okno.
  • magdalaena1977 05.07.11, 19:55
    jeszcze jedno pytanie do wszystkich aneksowiczek: dlaczego tak organizujecie przyjęcia, że to tylko Wy same zajmujecie się gotowaniem i przygotowywaniem posiłków ? i przy zamkniętej kuchni właśnie Wam grozi izolacja od gości ?
    Moi rodzice ze swojej zamkniętej kuchni wydawali kilkudaniowe przyjęcia, ale ich system pracy zakładał przygotowywanie posiłków i noszenie jedzenia z kuchni przez CAŁĄ rodzinę, a nie tylko moją mamę.
    --
    Magdalaena
  • baa1 05.07.11, 22:03
    To nie tak. Jako głównodowodząca, musiałam mieć pieczę nad wszystkim i większość czasu zajmowało mi bieganie do kuchni. Każdy kto się oddalał, tracił kontakt, urywał mu się wątek itd
    Ale przyjęcia tylko bywają, zalety na co dzień zostały opisanesmile
  • ko_kartka 07.07.11, 11:12
    magdalaena1977 napisała:

    > jeszcze jedno pytanie do wszystkich aneksowiczek: dlaczego tak organizujecie pr
    > zyjęcia, że to tylko Wy same zajmujecie się gotowaniem i przygotowywaniem posił
    > ków ? i przy zamkniętej kuchni właśnie Wam grozi izolacja od gości ?
    > Moi rodzice ze swojej zamkniętej kuchni wydawali kilkudaniowe przyjęcia, ale ic
    > h system pracy zakładał przygotowywanie posiłków i noszenie jedzenia z kuchni p
    > rzez CAŁĄ rodzinę, a nie tylko moją mamę.

    Ja W OGÓLE nie wydaję przyjęć. Zapraszam przyjaciół, na obiad albo wódkę, najczęściej jedno i drugie. Ale nawet przy zrobieniu głupiej kawy dla 10 osób jedna osoba (czy to nie obojętne, czy pani czy pan domu?) musi utknąć w tej kuchni na dłużej (zwłaszcza z ekspresem jest robota), a jak się nikt nie poderwie do pomocy, to jeszcze roznoszenie kawy dwoma ręcamy też trochę trwa. I jest się wyłączonym z zabawy, a nie po to zapraszam przyjaciół, żeby ich tylko nakarmić i napoić, ale żeby pobyć w ich towarzystwie.
  • budzik11 05.07.11, 20:25
    Ja wprawdzie nie mam aneksu kuchennego, za to mam cały dom na parterze i poza sypialniami (które i tak ciągle są otwarte) i łazienkami - przestrzeń nie jest niczym podzielona. Nie organizuję żadnych "przyjęć" a raczej posiadówki w znajomym, niekrępującym gronie, więc nie przeszkadza mi ani gościom (chyba, bo nie skarżyli się wink) że widzą czajnik, kubki, talerze czy co tam. Nie snobuję się na biały obrus, kandelabry i bukiety na stole, więc i widok garnka nikomu nie wadzi. Ja, krojąc w kuchni ciasto, uczestniczę w rozmowie z gośćmi przy stole i jest ok. Mam okap z filtrami, chyba skuteczny, bo nie śmierdzi w całym domu żarciem. A gotuję wszystko, łącznie z rybami, bigosami itp. Jak mąż robi coś w kuchni, to najczęściej mu pomagam, ale jeśli bym go olała i zdecydowała, że w tym czasie np. chcę poczytać (czego sobie nie wyobrażam, bo gotujemy zwykle razem), to poszłabym do sypialni - która i tak jest moim ulubionym miejscem relaksu.
    Nie znam nikogo, kto by się izolował w kuchni gotując. W moim domu rodzinnym drzwi i tak zawsze były otwarte, a jedyni znajomi, którzy kupili mieszkanie z oddzielną kuchnią w ogóle wyjęli drzwi.
    Popularnośc połączonej z resztą domu/mieszkania kuchni bierze się chyba ze zmiany stylu życia - skończyło się, że pani domu w zamkniętej kuchni gotuje a maż w tym czasie relaksuje się w salonie z dala od kuchennych hałasów. Teraz raczej wszystko robi się razem. Skoro więc i tak życie rodzinne skupia się w kuchni, to czemu tę kuchnię ograniczać do 4 ścian?
  • wadera3 05.07.11, 22:02
    Żyje się normalnie, spora liczba osób nie ma wpływu na to jak zlokalizowana jest kuchnia, więc musi być jak jest.
    Poza tym co można gotować żeby ubranie "przesiąkało" zapachami?
    Zapewniam Cię, że znacznie bardziej zasmradzają ubrania i mieszkanie papierosy.
    Poza tym zadam swoje nieśmiertelne pytanie, co kogo obchodzi jakie kuchnie mają inni? Czy ci z aneksami mają czuć się gorzej, a ci z zamkniętymi kuchniami są lepsi o kawałek ściany i drzwi?
    Zapachy rozłażą się czy tak, czy siak, a "bałagan" przy gościach....
    Czasy służby jadalni, bawialni i salonów już raczej minęły dla większości z nas, niezależnie od statusu materialnego i pochodzenia.
    (Jakby co, jestem herbu Brodzic) wink

    --
    Gdybym ja był premierem, nie byłoby tej katastrofy

    Drobiu mówię stanowcze STOP!
  • gosza26 05.07.11, 22:52
    Kilka osób może dostać zawałuwink Nie dosyć, że kuchnia łączona z salonem to jeszcze przechodnia. Właściwie nie zastanawiam się jakie są plusy i minusy. Po 10 latach jest to dla mnie naturalna konstrukcja.
    Co do bałaganu: jak ktoś ma syf kuchni to dla mnie nie ma znaczenia, ze gość czy domownicy to widzą non-stop czy tylko przy okazji mijając kuchnię.
    --
    nic tak człeka nie użyźni, jak tych parę słów o
    bliźnich
  • ko_kartka 07.07.11, 11:05
    gosza26 napisała:

    > Kilka osób może dostać zawałuwink Nie dosyć, że kuchnia łączona z salonem to jesz
    > cze przechodnia.

    Ja nie dostanę, sama tak mam. Z własnego wyboru, dodam.
  • magdalaena1977 06.07.11, 00:51
    wadera3 napisała:

    > Zapewniam Cię, że znacznie bardziej zasmradzają ubrania i mieszkanie papierosy.

    Nie sprawdzałam.

    > Poza tym zadam swoje nieśmiertelne pytanie, co kogo obchodzi jakie kuchnie mają
    > inni? Czy ci z aneksami mają czuć się gorzej, a ci z zamkniętymi kuchniami są
    > lepsi o kawałek ściany i drzwi?

    Dopóki chodziło tylko o kuchnie innych osób, zupełnie mi to nie przeszkadzało.
    Ale zaczęło mnie denerwować, kiedy okazało się, że w zasadzie nie można kupić mieszkania z odrębną kuchnią.

    > Zapachy rozłażą się czy tak, czy siak,

    No właśnie nie. Jeśli gotuję w zamkniętej kuchni, w innych pokojach nie pachnie np. rozgrzanym tłuszczem.
    --
    Magdalaena
  • wadera3 06.07.11, 10:07
    > wadera3 napisała:

    > > Zapachy rozłażą się czy tak, czy siak,

    magdalaena1977 napisała:
    > No właśnie nie. Jeśli gotuję w zamkniętej kuchni, w innych pokojach nie pachnie
    > np. rozgrzanym tłuszczem.


    Może masz hermetyczne drzwi+ śluzę wink
    ja wiem co gotują moi sąsiedzi na poszczególnych piętrach, choć co najmniej kilkoro z nich ma w aneksach zamykane drzwi, oczywiście jeśli gotują coś nieciekawie pachnącego.
    Bo normalne zapachy ze świeżo gotowanego obiadu nie przeszkadzają mi, choć nos mam jak pies gończy.


    --
    Gdybym ja był premierem, nie byłoby tej katastrofy

    Drobiu mówię stanowcze STOP!
  • ko_kartka 07.07.11, 11:17
    magdalaena1977 napisała:

    >
    > > Zapachy rozłażą się czy tak, czy siak,
    >
    > No właśnie nie. Jeśli gotuję w zamkniętej kuchni, w innych pokojach nie pachnie
    > np. rozgrzanym tłuszczem.

    Mieszkając w wieżowcu z dziwną wentylacją mogłam co do minuty wycelować, kiedy sąsiadka piętro wyżej/niżej gotuje kapustę i smaży mielone.

    Ty jesteś jak moja teściowa, której potwornie śmierdzi gotowany kalafior oraz ma pretensje do sąsiadki drzwi obok, że do wszystkiego dodaje ziele angielskie (bynajmniej nie wchodzi do niej), bo też jej śmierdzi.
  • magdalaena1977 07.07.11, 12:27
    ko_kartka napisała:

    > magdalaena1977 napisała:
    >
    > > > Zapachy rozłażą się czy tak, czy siak,
    > >
    > > No właśnie nie. Jeśli gotuję w zamkniętej kuchni, w innych pokojach
    > > nie pachnie np. rozgrzanym tłuszczem.
    >
    > Mieszkając w wieżowcu z dziwną wentylacją mogłam co do minuty wycelować, kiedy
    > sąsiadka piętro wyżej/niżej gotuje kapustę i smaży mielone.

    U mnie na szczęście jest lepiej i w zasadzie nigdy nie czuję zapachów kuchennych od sąsiadów.

    > Ty jesteś jak moja teściowa, której potwornie śmierdzi gotowany kalafior oraz m
    > a pretensje do sąsiadki drzwi obok, że do wszystkiego dodaje ziele
    > angielskie ( bynajmniej nie wchodzi do niej), bo też jej śmierdzi.

    Wiesz, wrażliwy nos nie musi oznaczać chamstwa.

    --
    Magdalaena
  • calineczkazbajkii 05.07.11, 22:42
    ja mam aneks , bo tak było mieszkanie zaprojektowane
    przy małym dziecku to super sprawa
    w kuchni tak czy inaczej lubię mieć czysto
    w kolejnym mieszkaniu chcę osobną kuchnię z stołem
    --

    gotowaniedlamojegobrzdaca.blox.pl

    mojegotowaniee.blox.pl
  • mujer_bonita 06.07.11, 10:32
    Też kiedyś miałam takie poglądy ale teraz w życiu nie wróciłabym do mieszkania z osobną kuchnią!

    Zdecydowanie sprzeciwiam się twierdzeniu, że osobna kuchnia jest dla osób mało gotujących. Bardzo lubię pichcić i nie rozumiem dlaczego miałabym być z tego porodu skazana na banicję w kuchni. Posiłki i ich przygotowywanie to dla mnie ważny element w rytmie życia rodziny. Wystarczy mi jak widzę mamę TŻ-ta, jak przyjeżdżamy, rodzina siedzi w salonie a ona znika na godzinę w kuchni zrobić obiad. Ma tam nawet osobny telewizor. Koszmar!

    Życie rodzinne zawsze toczyło się 'wokół stołu'. Dla mnie pokój dzienny z aneksem kuchennym to taki pokój rodzinny. Nie mam parcia na wystawny salon, goście to moi przyjaciele, królowej brytyjskiej nie podejmuję więc wszytko nie musi być wysprzątane na błysk. Owszem - aneks poniekąd wymusza systematyczność w sprzątaniu (np. odkładanie naczyń do zmywarki) ale to nawet i lepiej.

    --
    Uzależnienie
  • maria10344 06.07.11, 11:26
    Mnie też nie podoba się aneks z salonem,Ja oczywiście mam kuchnię oddzielną.Osobna kuchnia,moim zdaniem wymusza szybszą i efektywniejszą pracę.Gdy kuchnia z salonem,to a to ktoś zagada,a to sama się w coś wgapię i robota się wydłuża.W moim wypadku rewelacyjny jest dekoder z nagrywaniem.Nie jestem uzależniona od programu.Zapraszając gości mam wszystko na glanc przygotowane.Ubranie stołu to normalka.Potrawy na ciepło czekają na gości w naczyniach z podgrzewaczami.Na zimno jest wszystko pokrojone,nałożone.Mam dużo porcelany.Herbata i kawa też w odpowiednich dzbankach.Wymiana talerzyków i sztućców to zasuwany kredens i wszystko idzie myk,myk.Argument,że goście pomogą z mojego doświadczenia jest nietrafny.Po baru drinkach ta pomoc jest udręką.
    Kupiłam mieszkanie,które w projekcie miało salon z aneksem,ale deweloper na moją prośbę przeprojektował i kuchnie miałam oddzielną.Gdy po 3 latach musiałam je sprzedać,to właśnie dzięki oddzielnej kuchni udało mi się je szybko i bez targów o cenę sprzedać.
    Argument,że przy kuchni z salonem ma się oko na dziecko,dla mnie jest bezpodstawny.Większość wypadków w kuchniach z małymi dziećmi była właśnie w aneksie.Małe dzieci plączą się i pod nogami lub usiłują coś ściągnąc.Ja w drzwiach mojej kuchni mam takie drzwiczki rozporowe i przynajmniej wiem,że jak się zagapię,to nic dziecku się nie stanie,a oko na dziecko mam.
  • allija 06.07.11, 14:23
    Wszystko zależy co kto lubi i w jakim środowisku żyje mu się najlepiej.
    Nie ma co ukrywać, że przy aneksie widoku bałaganu i rozgardiaszu kuchennego nie uniknie się. Przygotowując np. obiad zwykle potem zasiada się do jego zjedzenia a stos naczyń i garów sterczy w aneksie, niekoniecznie uśmiechajac się do nas apetycznie. Nikt przecież nie zacznie go sprzątać podczas kiedy posiłek stygnie. Nie pomoże tu żadna zmywarka itp.
    Jeśli komuś to nie przeszkadza to w porządku. Ktos inny wolałby jednak nieco milszy wystrój i aneks nie jest dla niego.
    Aneks moze też być wynikiem kompromisu, tak jak u mnie. Gdyby nie on, nie miałabym gdzie postawic duzego i wygodnego stołu. Teraz stoi w przejsciu miedzy salonem a kuchnią. Albowiem w miejscu przewidzianym na stół w salonie stoi sobie biurko z komputerem.
    Tak więc ja mam aneks. Kuchnia w planach była przewidziana jako zamknięta /i zawsze mogę ją ponownie zamknąć/.
    Niesie to ze soba wiele niedogodności, głównie hałas. Wszelkie prace, nawet zwykłe tarcie bułki, to problem i muszę wcześniej uprzedzać domowników, że będę hałasować. Nie wspomnę już o pracy miksera czy maszynki do mielenia. Zwykle staram się korzystać z tych urządzeń kiedy nikt nie wypoczywa w salonie, nie zawsze udaje się.
    Bałaganu udaje mi sie uniknać bo jednak pół ściany między salonem a kuchnią zostawiłam. Te pół ściany zakrywa zlew i kuchenkę a więc newralgiczne miejsca w kuchni.
    Osobiście wolałabym kuchnie zamknietą. Czasami dobrze jest móc się odizolować od domowników i z róznych przyczyn. U mnie to choćby koty, przy których żadnego mięsa bez opieki na blacie zostwić nie mogę. To chocby wspomniane małe dzieci, przed którymi czasem też warto zamknąć kuchnię.
    Aneks przy dużej rodzinie to jednak takie bardziej swojskie klimaty. Już dawno temu, przede wszystkim biedniejsza część narodu, żyła w jednej "izbie" i była to właśnie kuchnia. W niej było ciepło /kuchnia do gotowania/ i można było brudzić /i tak sie brudziło przy gotowaniu/. Wystarczy przypomnieć sobie filmy. Ale nie tylko, do tej pory można spotkac się z "życiem" rodziny w kuchni, głównie w okresie zimy, z oszczędności.
    Jakoś nie przemawia do mnie argument bliskości rodziny i wcale nie śmieszy osobny tv w oddzielnej kuchni. Mozna sobie wyobrazic odwrotną sytuację. Znudzona żona ogladająca z mężem boks lub znudzony mąż ogladajacy z żoną telenowelę. Ja często gotuję w kuchni ze słuchawkami na uszach bo wcale nie mam ochoty ogladąć i słuchać tego co reszta rodziny w danym momencie. Słucham więc radia.
    Poza tym żeby czuć sie samotnie w zamknietej kuchni to naprawdę trzeba chyba mieć pałac i kuchnię w oddzielnym skrzydle. Nie wiem jak mozna czuć sie samotnie w kuchni w mieszkaniu, do której to kuchni drzwi zwykle są otwarte i słychać domowników.
    Kiedys, w PRLu, kuchnie to zazwyczaj były aneksy bo jak inaczej mozna nazwać kuchnię z oknem do pokoju? Wszystkie panie domu chciały miec normalna kuchnię, z oknem i oddzieloną od reszty mieszkania.
  • mujer_bonita 06.07.11, 16:16
    allija napisała:
    > Nie ma co ukrywać, że przy aneksie widoku bałaganu i rozgardiaszu kuchennego ni
    > e uniknie się. Przygotowując np. obiad zwykle potem zasiada się do jego zjedzen
    > ia a stos naczyń i garów sterczy w aneksie, niekoniecznie uśmiechajac się do na
    > s apetycznie. Nikt przecież nie zacznie go sprzątać podczas kiedy posiłek stygn
    > ie. Nie pomoże tu żadna zmywarka itp.

    Kompletnie się nie zgadzam - zmywarka załatwia sprawę. Przećwiczone wink

    --
    Uzależnienie
  • gazeta_mi_placi 06.07.11, 19:04
    Jak jest dużo gości i dużo jedzenia a zmywarka mała, raczej za jednym zamachem wszystko się nie zmieści a ja nie lubię jak goście patrzą na brudne garnki, lubię gdy są goście jak jest czysto.
    Sama u kogoś też wolę widzieć efekt końcowy jedzenia a niekoniecznie jego przygotowywanie.
    --
    http://kobietaintymnie.pl/suwaczek/cache/6f7abdb1.gif
  • magdalaena1977 06.07.11, 19:19
    mujer_bonita napisała:

    > allija napisała:
    > > Przygotowując np. obiad zwykle potem zasiada się do jego
    > > zjedzenia a stos naczyń i garów sterczy w aneksie,

    > Kompletnie się nie zgadzam - zmywarka załatwia sprawę. Przećwiczone wink

    Jak ?
    1) Gotujesz, smażysz
    2) nakładasz na talerze
    3) wstawiasz naczynia do zmywarki, sprzątasz w kuchni, przecierasz blat
    4) jesz zimny obiad ?
    --
    Magdalaena
  • mujer_bonita 06.07.11, 20:31
    magdalaena1977 napisała:
    > Jak ?
    > 1) Gotujesz, smażysz
    > 2) nakładasz na talerze
    > 3) wstawiasz naczynia do zmywarki, sprzątasz w kuchni, przecierasz blat
    > 4) jesz zimny obiad

    To banalnie proste - większość 'sprzątam' w czasie gotowania a użyte naczynia odkładam od razu do zmywarki. Włożenie gara do zmywarki nie trwa dłużej niż postawienie go na blacie czy włożenie do zlewu. Kwestia nawyku. Nigdy nie jem zimnego wink

    --
    Uzależnienie
  • allija 07.07.11, 10:29
    > Kompletnie się nie zgadzam - zmywarka załatwia sprawę. Przećwiczone wink
    >
    a ja się takze kompletnie nie zgadzam. Przy 4-osobowej rodzinie, i gotowaniu dla niej, nie wszystko zmiesci sie do zmywarki. Juz nie wspomnę, że nie wszystko do tej zmywarki się nadaje.
    Także przećwiczone albowiem zmywarkę zaposiadowywuję. Dużą zmywarkę.
    Moze to zalezy od od sposobu gotowania i tego co gotujesz. Jako przykład podam jeden posiłek np. mieso z ryzem. Mąż ryzu organicznie nienawidzi. Dla niego gotuję ziemniaki.
    Jeden z synów jada tylko ryz długoziarnisty. Drugi tylko biały klejący /zwykły/. Mnie jest wszystko jedno, mogę w ogóle nie jesc. Do jednego posiłku są więc 3 garnki i dwa sitka + sprzęt do obróbki mięsa , surówki , talerzyki, miseczki, łyżeczki itd, itp. + naczynia ze śniadania, które sobie w zmywarce juz tkwią.
    Pominąwszy fakt, o którym wspomniałam wcześmiej. Po ugotowaniu obiadu lubię go zjeść kiedy jest cieply zamiast załadowywać zmywarke.
  • mujer_bonita 07.07.11, 10:56
    allija napisała:
    > Moze to zalezy od od sposobu gotowania i tego co gotujesz. Jako przykład podam
    > jeden posiłek np. mieso z ryzem. Mąż ryzu organicznie nienawidzi. Dla niego got
    > uję ziemniaki.
    > Jeden z synów jada tylko ryz długoziarnisty. Drugi tylko biały klejący /zwykły/
    > . Mnie jest wszystko jedno, mogę w ogóle nie jesc. Do jednego posiłku są więc 3
    > garnki i dwa sitka + sprzęt do obróbki mięsa , surówki , talerzyki, miseczki,

    Może po prostu rozpuściłaś rodzinę wink

    > Pominąwszy fakt, o którym wspomniałam wcześmiej. Po ugotowaniu obiadu lubię go
    > zjeść kiedy jest cieply zamiast załadowywać zmywarke.

    A ile to ją ładujesz? Bo mnie to zajmuje max 2 minuty, jeżeli robię na raz a po prostu naczynia systematycznie odkładam (na każde poświęcając 5-10 sekund).

    --
    Uzależnienie
  • ko_kartka 07.07.11, 11:22
    allija napisała:

    > > Kompletnie się nie zgadzam - zmywarka załatwia sprawę. Przećwiczone wink
    > >
    > a ja się takze kompletnie nie zgadzam. Przy 4-osobowej rodzinie, i gotowaniu d
    > la niej, nie wszystko zmiesci sie do zmywarki.
    > Jako przykład podam
    > jeden posiłek np. mieso z ryzem. Mąż ryzu organicznie nienawidzi. Dla niego got
    > uję ziemniaki.
    > Jeden z synów jada tylko ryz długoziarnisty. Drugi tylko biały klejący /zwykły/

    Ale my mówimy o zwykłych rodzinach, gdzie każdy je, co mu się poda, a nie o francuskich pieskach, dla których musi być osobne danie na 5 talerzach. Moja mama ma malutką zmywarkę (6 kompletów) i po 4-osobowej rodzinie jej się mieszczą naczynia obiadowe doskonale.
  • laminja 08.07.11, 14:23
    zależy jak się rodzina żywi. U nas wszystko się mieści, nawet kiedy obiad je 8 osób. Ale ja opcji na 3 różne dodatki nie dopuszczam. Z resztą nawet jeśli to gotowałabym je w malutkich garnuszkach, które bez problemu mieszczą się na górnej półce zmywarki. Surówki można zrobić chwilę wcześniej i zanim się dogotuje ryż/ziemniaki sprzątnąć po ich szykowaniu. Wiele też zależy od techniki gotowania. Mam koleżanki, które do zrobienia jednej surówki potrzebują sterty naczyń i brudzą przy tym pół kuchni, ale są też takie, które to robią bardzo sprawnie używając jednego góra dwóch sprzętów/naczyń

    Mam w domu tylko jeden nóż, którego nie można myć w zmywarce.
  • budzik11 06.07.11, 23:11
    allija napisała:


    > Aneks przy dużej rodzinie to jednak takie bardziej swojskie klimaty. Już dawno
    > temu, przede wszystkim biedniejsza część narodu, żyła w jednej "izbie" i była t
    > o właśnie kuchnia. W niej było ciepło /kuchnia do gotowania/ i można było brudz
    > ić /i tak sie brudziło przy gotowaniu/. Wystarczy przypomnieć sobie filmy. Ale
    > nie tylko, do tej pory można spotkac się z "życiem" rodziny w kuchni, głównie w
    > okresie zimy, z oszczędności.

    Ano właśnie - może to odwrotnie się stało? Jako że życie rodziny (tak swojsko, mówimy o życiu rodziny a nie podejmowaniu jaśnie państwa na proszonych obiadach) skupiało sie i tak w kuchni - to może wstawiono do niej kanapy, telewizory - czyli powiększono ją i terytorialnie i funkcjonalnie? Dlaczego założenie, że to kuchnie przeniesiono do salonów? wink
  • madzioreck 07.07.11, 00:03
    > Ano właśnie - może to odwrotnie się stało? Jako że życie rodziny (tak swojsko,
    > mówimy o życiu rodziny a nie podejmowaniu jaśnie państwa na proszonych o
    > biadach) skupiało sie i tak w kuchni - to może wstawiono do niej kanapy, telew
    > izory - czyli powiększono ją i terytorialnie i funkcjonalnie? Dlaczego założeni
    > e, że to kuchnie przeniesiono do salonów? wink

    Ano coś w tym jest, i nie tylko w związku z życiem ściśle rodzinnym - imprezy często kończą się w kuchni wink Oczywiście te swojskie, "proszonych obiadów" ani "przyjęć" nie wydaję ;P
  • allija 07.07.11, 10:42
    > Ano właśnie - może to odwrotnie się stało? Jako że życie rodziny (tak swojsko,
    > mówimy o życiu rodziny a nie podejmowaniu jaśnie państwa na proszonych o
    > biadach) skupiało sie i tak w kuchni - to może wstawiono do niej kanapy, telew
    > izory - czyli powiększono ją i terytorialnie i funkcjonalnie? Dlaczego założeni
    > e, że to kuchnie przeniesiono do salonów? wink


    No, raczej nie. To raczej był przymus i bieda. Wyższe spolecznie klasy nie mieszkały w kuchniach a życie rodzinne toczyło się głównie w bawialniach lub jadalniach.
    A salony czekały sobie na proszonych gosci.
  • mujer_bonita 07.07.11, 10:54
    allija napisała:
    > No, raczej nie. To raczej był przymus i bieda. Wyższe spolecznie klasy nie mies
    > zkały w kuchniach a życie rodzinne toczyło się głównie w bawialniach lub jadalniach.
    > A salony czekały sobie na proszonych gosci.

    I znów pudło - 'wyższe klasy' po prostu nie gotowały - miały od tego służbę, także w kuchni przebywać nie musiały.

    --
    Uzależnienie
  • allija 08.07.11, 01:27
    > I znów pudło - 'wyższe klasy' po prostu nie gotowały - miały od tego służbę, ta
    > kże w kuchni przebywać nie musiały.

    masz rację, o tym zapomniałam jako wychowana w PRLu i bez służby, która była niepoprawna politycznie.
    Przyznaję, to było z lekka prowokacyjne, spodziewałam się, że zrobi się z tego afera.
  • ko_kartka 07.07.11, 11:31
    allija napisała:

    > No, raczej nie. To raczej był przymus i bieda. Wyższe spolecznie klasy nie mies
    > zkały w kuchniach a życie rodzinne toczyło się głównie w bawialniach lub jadaln
    > iach.
    > A salony czekały sobie na proszonych gosci.

    Nie zapomnij jeszcze o salach balowych z podium na orkiestrę.

    U dzisiejszych bogaczy też pewnie są salony i bawialnie oraz służba śpiąca w pokoju kredensowym, ale próżno ich szukać na tym forum - ja się bynajmniej z chłopstwa wywodzę i dla mnie kuchniosalon to zwyczajna sprawa.
  • ko_kartka 07.07.11, 11:35
    Do wszelkich poprawiaczek, żebym potem nie znalazła 10 postów o "bynajmniej" - to sarkastyczne ma być, ok?
  • wadera3 07.07.11, 13:49
    ko_kartka napisała:

    > Do wszelkich poprawiaczek, żebym potem nie znalazła 10 postów o "bynajmniej" -
    > to sarkastyczne ma być, ok?


    Ko_kartko, to bynajmniej nie łatkawink


    Tekst piosenki - Wojciech Młynarski - Bynajmniej...

    Trudno nie wspomnieć w opowiadaniu
    Choćby najbardziej pobieżnym,
    Że się spotkali pan ten i pani
    W pociągu dalekobieżnym.

    Ona - na pozór duży intelekt,
    On - jakby trochę mniej,
    Ona z tych, co to pragną zbyt wiele,
    On szeptał jej:


    Za kim to, choć go wcześniej nie znałem,
    Przez ciasny peron się przepychałem?
    Za Panią, bynajmniej za Panią...
    Przez kogo płonę i zbaczam z trasy,

    Czyniąc dopłatę do pierwszej klasy?
    Przez Panią, bynajmniej przez Panią!
    Byłem jak wagon na ślepym torze,
    Pani zaś cichą stać mi się może

    Przystanią, bynajmniej, przystanią...
    Mówię, jak czuję, mówię, jak muszę,
    Gdzie Pani każe - tam z chęcią ruszę
    Za Panią, bynajmniej za Panią!

    Ta pani tego pana męczyła
    Przez cztery stacje co najmniej,
    Zwłaszcza złośliwie zaś wyszydziła
    Użycie słowa "bynajmniej".

    A on - cóż, w końcu nie był zbyt tępy,
    Cokolwiek przygasł - to fakt,
    Jednak ogromne zrobił postępy,
    Mówiąc jej tak:


    Człowiek czasami serce otworzy.
    Kto go wysłucha? Kto mu pomoże?
    Nie pani, bynajmniej nie pani...
    I kto, nie patrząc na tę zdania składnię,

    Dojrzy, co człowiek ma w sercu na dnie?
    Nie pani, bynajmniej nie pani...
    Dla pani, proszę pani, wszystko jest proste:
    Myśli są trzeźwe, słowa są ostre

    I ranią, cholernie mnie ranią!
    I wiem, że jeśli szczęście dogonię,
    W cichej przystani kiedyś się schronię,
    To nie z panią, bynajmniej nie z panią!


    Trudno nie wspomnieć w opowiadaniu,
    Które jest prawie skończone,
    Że gdy rozstali się ten pan z panią,
    Szedłem za nimi peronem.

    I wówczas - tego, co się zatliło
    I uleciało w dal,
    Przez małą chwilę mi się zrobiło
    Bynajmniej żal...


    --
    Gdybym ja był premierem, nie byłoby tej katastrofy

    Drobiu mówię stanowcze STOP!
  • maria10344 07.07.11, 15:06
    Droga ko-kartko.
    Są pewne standardy,których należy przestrzegać.Moja rodzina też pochodzi ze wsi,ale takiej ciut innej niż opisywana przez Ciebie.Kuchnia zawsze była tylko do gotowania.Jadło się w stołowym.Była też oddzielna kuchnia,ale tylko dla robotników najemnych,sezonowych w czasie żniw.Tak zwana letnia.W tej kuchni przygotowywano zaprawy i wyroby po świniobiciu.
    Ja na przykład nie mam zmywarki,bo większość naczyń mam do niej nienadających się.
    Pamiętam jak w Lalce,opisywano,jako pase smród na klatce,chyba od gotowania kapusty. kapusty.
    Moja znajoma ma aneks kuchenny,ale ona tylko robi kawę,drinki,a jedzenie zamawia z restauracji.To jeszcze można wytrzymać.Ja też niczego nie potępiam.
    Przypomniała mi się znajoma mojej mamy/bynajmniej nie żadna hrabinia/,która nigdy nie pijała napojów w tzw.acoroxie.Śmialiśmy się,że pewnie wolałaby umrzeć z pragnienia niż się z tego napić.Niektórzy ludzie tak mają.
  • gosza26 07.07.11, 20:16
    maria10344 napisała:


    > Przypomniała mi się znajoma mojej mamy/bynajmniej nie żadna hrabinia/,która nig
    > dy nie pijała napojów w tzw.acoroxie.Śmialiśmy się,że pewnie wolałaby umrzeć z
    > pragnienia niż się z tego napić.Niektórzy ludzie tak mają.
    -------------------------
    No to chyba byłam ja. Piję tylko w tym wtedy kiedy jestem u kogoś i mnie w tym poczęstuje. Tylko co to ma do aneksu...


    --
    nic tak człeka nie użyźni, jak tych parę słów o
    bliźnich
  • maria10344 07.07.11, 22:47
    Tak,ale to było w czasach kiedy właściwie królował tylko acorox.
    Ma to tyle wspólnego z wątkiem,jak powiedziałam,że trzymanie się standardów tkwi w wielu ludziach mimo trudności.
  • gazeta_mi_placi 08.07.11, 10:48
    >Moja znajoma ma aneks kuchenny,ale ona tylko robi kawę,drinki,a jedzenie zamawia z restauracji.

    W takiej sytuacji faktycznie aneks może być dobry, ale w przypadku normalnego gotowania odpada.
    Usłyszałam kiedyś, że takie rozwiązanie jest dobre dla małżeństw biznesowych gdzie każde jada na mieście...
    --
    http://kobietaintymnie.pl/suwaczek/cache/6f7abdb1.gif
  • laminja 08.07.11, 14:30
    Gazeta, ale dlaczego odpada?

    Gotuję często i dużo, przynajmniej raz w miesiącu mamy w domu gości na kolacji, kilka razy do roku są u nas większe spotkania towarzyskie - bywa, że w weekend przyjmujemy 30-60 osób. Jedzenie i ciasta/desery podajemy domowe. Wszystko na prawdę zależy od tego CO się gotuje i JAK sie to robi. Jedni wykorzystają wszystkie naczynia i ubrudzą poł kuchni robiąc jedno ciasto inni zrobią pięć i nie zabrudzą wszystkiego dookoła.

    niezależnie od tego czy miałabym kuchnię otwartą czy zamkniętą nie zniosłabym perspektywy sprzątania masy brudnych rzeczy po obiedzie, dlatego sprzątam na bieżąco, żeby po posiłku tylko wstawić do zmywarki talerze i 2-3 mieski w których podane zostało jedzenie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka