Dodaj do ulubionych

Ja nie śpię, w domu syf, doba za krótka :( HELP

16.07.12, 00:29
Mam za dużo roboty, prawie nie śpię, sezon robienia przetworów i malowania pokoi w pełni, wszędzie syf i malaria, bajzer że nie można przejść, ja załamana właśnie sprzątam, planuję prasowanie(na dzisiaj oczywiście czyli ok 2 w nocy), gotuję soki, rosół i zupę mleczną na rano, kawa przestaje działać , mam ochotę skoczyć z balkonu ale to nie rozwiąże problemu bajzlusad
Mąż pomagał pilnując dzieci ale jutro znowu wraca do roboty i wróci wieczorem.
Na pomoc mnie nie stać, z przetworów i malowania nie zrezygnuję, za kilka godzin wstaną dzieci a ja będę wykończona i w jeszcze większym bałaganie..... ktoś tak miał? jak z tego wybrnąć?
Edytor zaawansowany
  • mii.krogulska 16.07.12, 01:11
    Skoro z przetworów i malowania nie zrezygnujesz, to widocznie tego chcesz i tak na własne życzenie masz - lubisz się umęczyć. Nie odpisuj, tylko idź spać smile))
  • wiecznie-zapominam-login 16.07.12, 01:20
    smile przetworów i malowania nie mogę zrobić w innym terminie sad
    sok zlany do butelek, zupy ugotowane, zabieram się za prasowanie a syf jak był tak jest uncertain
  • dzedlajga 16.07.12, 01:32
    może nie musisz wszystkiego robić sama... Chyba, że lubisz się w ten sposób dowartościowywać.

    --
    http://straznik.dieta.pl/zobacz/straznik/?pokaz=92664fcbd3ceaa306.png
    . . . . . . . . . . . Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta . . . . . . . . . . .
  • wiecznie-zapominam-login 16.07.12, 01:55
    Przetworów jak nie zrobię to nie będę miała a gustuję w produktach ekologicznych, malowanie wolę robić ja a żeby mąż dzieci pilnował bo mam mniej sprzątania i odpoczywam psychicznie, ja prasuję dużo szybciej niż mąż i mąż nie może zrezygnować ze snu bo ma odpowiedzialną pracę wymagającą dużej sprawności intelektualnej, prasuję tylko to co naprawdę muszę czyli koszule i koszulki, moja rodzina nie może nam pomóc a rodzina męża jeszcze strzela focha że im nie pomagamysad

    czuję że zapętlam się coraz bardziej i nie daję rady, wstydzę się tego bałaganu ale nie wiem co mam zrobić żeby było lepiej bo nie umiem z niczego zrezygnować choćbym miała paść i zdychać ze zmęczenia, kilka dni wrzuciłam na luz i było jeszcze gorzej. To nie jest tak że chcę się chwalić że taki pracuś ze mnie czy coś, jakbym była pracuś to bym miała porządek a nie taką malarię, nie mogę patrzeć na ten bajzer zaczynam 10 rzeczy a kończę 5 i jedynie pogarszam sytuację, wybieram jedno pomieszczenie i sprzątam podczas gdy z kilku innych wylewają się nowe obowiązki, zaczynam wpadać w depresję sad
  • farciara85 16.07.12, 09:00
    uważam, że ktoś powinien ci pomóc. rozumiem że musisz zrobić przetwory i pomalować mieszkanie. ale jak sama zauważyłaś nie dajesz rady. nie mówię, kto ma ci pomóc, może mąż weżmie chociaż dwa dni urlopu, to chyba jest możliwe, jeśli nie, to może masz jakąś kuzynkę/siostrę/koleżankę, z którą potem podzielisz się sokami i razem dacie radę. a tak na marginesie- ani malowanie, ani ekologiczne soki nie są warte tego, żeby nie spać po nocach i umierać ze zmęczenia. sto razy wolałabym kupić sok w sklepie i wyspać się. nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla dzieci, które z przemęczonej matki nie mają chyba wiele pożytku...pozdrawiam i daj znać jak ogarnęłaś sytuację
  • madzioreck 16.07.12, 19:08
    > Przetworów jak nie zrobię to nie będę miała a gustuję w produktach ekologicznyc
    > h, malowanie wolę robić ja a żeby mąż dzieci pilnował bo mam mniej sprzątania i
    > odpoczywam psychicznie, ja prasuję dużo szybciej niż mąż

    Aha, syndrom niezastąpionej, co wszystko zrobi najlepiej.

    mąż nie może zrezyg
    > nować ze snu bo ma odpowiedzialną pracę wymagającą dużej sprawności intelektual
    > nej,

    Aha, a Ty nie musisz spać? No to Ci powiem, że od braku snu się fiksuje, nawet, jak się nie ma wymagającej intelektualnie pracy.

    > czuję że zapętlam się coraz bardziej i nie daję rady, wstydzę się tego bałaganu
    > ale nie wiem co mam zrobić żeby było lepiej bo nie umiem z niczego zrezygnować
    > choćbym miała paść i zdychać ze zmęczenia

    Nie umiem Ci pomóc i nie sądzę, że którakolwiek z nas tutaj umiesad

  • claratrueba 16.07.12, 06:43
    Przetworów nie robię ale problem miewam podobny tj. malowanie+robota na przedwczoraj+prasowanie+cholera wie co jeszcze.
    Skakanie z balkonu rozwiąże wszystkie problemy życia doczesnego ale pozbawi Cię możliwości zobaczenia jak pięknie odświeżyłaś dom, posmakowania pysznego soku. Nie warto.
    A urobić się jak biedny niewolnik to dobrze na figurę robi. Sprawdź. Ludzie wydają grube pieniądze na siłownię, kuracje odchudzające, katują się dietami a Ty masz parę kilo w dół "w pakiecie" za darmochę. A nic tak nie pomaga na płaskodupie niż wchodzenie i schodzenie z drabiny.
  • wiecznie-zapominam-login 16.07.12, 07:22
    maluję na taborecie smile więc na mega płaskodupie nie mam co liczyć smile
  • wiecznie-zapominam-login 16.07.12, 07:24
    a z tego wykończenia i spania po 4 godz na dobę wyglądam jak własna babcia ......... na starość oczywiście smile
  • anu_anu 16.07.12, 08:26
    Jeżeli mimo wielu prób nie udaje Ci się zrobić jednocześnie iluś tam rzeczy - to znaczy, że się nie da ich zrobić. No nie da się i już! I trzeba zdecydować się co wolisz:
    - robić to wszystko, mieć gdzieś tam bałagan i umierać ze zmęczenia - ale w zamian cieszyć się myślą, że będę mieć te soki i pomalowane mieszkanie?
    - czy raczej wolisz posprzątać i pławić się w uczuciu zadowolenia z tego posprzątania?
    Jeżeli zdecydowałaś się, że to malowanie + soki są ważniejsze - to się ciesz, że to robisz i będziesz mieć. A nie żałuj czegoś, czego mieć nie chciałaś (lub chciałaś mniej).
    --
    Przez żołądek można dotrzeć do serca lub do ...
  • ja.dorcia 16.07.12, 08:31
    musisz prasować? na większości rzeczy w ogóle nie widać, czy są prasowane, czy nie... ja nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio prasowałam dżinsy, koszulki... jedynie koszule prasuje. No i czasem tshirty jeżeli jest wyraźny ślad od linki...
  • budzik11 16.07.12, 08:38
    A musisz to wszystko robić jednocześnie, nie możesz pracy rozłożyć? naprawdę koniecznie trzeba prasować o 2 w nocy?? Prasowanie nie zając, nie ucieknie, równie dobrze można uprasować kiedy indziej, niekoniecznie po pomalowaniu domu, zrobieniu soków, rosołu i zupy mlecznej. Tę zupę też trzeba dzień wcześniej gotować? To nie prawda, że "co masz zrobić jutro, zrób dziś". robiąc po trochu będziesz miała wszystko zrobione i się nie urobisz po pachy.
  • wiecznie-zapominam-login 16.07.12, 08:56
    zupa mleczna to śniadanie dla męża, koszule musiałam prasować bo jak nie w nocy to rano z paniką w oczach że dzieci wstały, mąż śpieszy się do pracy a ja nie mam dla niego koszuli, nie prasuję codziennie, zawsze prasuję w nocy jak dzieci śpią ale tak późno jak jestem w desperacji że małż nie będzie miał co na siebie włożyć bo wszystkie koszule się skończyły
  • pitahaya1 16.07.12, 09:01
    wiecznie-zapominam-login napisała:

    mąż śpieszy się do pracy a ja nie
    > mam dla niego koszuli, nie prasuję codziennie, zawsze prasuję w nocy jak dzieci
    > śpią ale tak późno jak jestem w desperacji że małż nie będzie miał co na siebi
    > e włożyć bo wszystkie koszule się skończyły


    Mąż nie uprasuje sobie koszuli??? Nawet jednej??
    Co zrobi, jak tej koszuli zabraknie? Awanturę Ci zrobi? W swetrze do pracy pójdzie?

    Sama się nakręcasz z tym "wszystko muszę sama dopilnować". Wyluzuj trochę, bo czarno to widzę.



    --
    "Kiedy inni mają wobec człowieka oczekiwania, których nie jest sposób zrealizować, musi on na nowo wyznaczyć swoje cele i iść własną drogą. Dzięki temu przynajmniej ktoś będzie zadowolony"
  • nati_28 16.07.12, 09:11
    Nauczyłaś męża, że prasujesz mu koszule i zupkę na rano gotujesz. Czy to nie przesada? Mamy XXI wiek, Europę nie Arabię Saudyjską.
    Jeśli mogę coś doradzić, mamy zwyczaj, że to co zostanie z obiadu czy kolacji z dnia poprzedniego mąż odgrzewa sobie na śniadanie (lubi konkretne śniadania, nie żadne zupki czy płatki, więc mu to pasuje). A koszule sam z rana prasuje. Jest tak nauczony, nawet nie przyszłoby mu go głowy mnie poprosić. Wie, że mam mnóstwo domowych obowiązków.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/hkshe6hhixj6zvyf.png
  • niebieska.maupa 16.07.12, 09:42
    Nie śpisz w nocy, żeby mężowi śniadanie zrobić? No proszę Cię. A jeśli poszłabyś do szpitala na przykład, to znaczy że mąż w tym czasie z głodu umrze? Nie traktuj go jak niepełnosprawnego.
  • majowa_kotka 16.07.12, 13:03
    Niech mąż prasuje koszule. Przestań sobie wmawiać, że "on to zrobi wolniej". Wiesz, czemu Ty prasujesz szybciej? Bo robisz to częściej. Jak on zacznie prasować, to też się wyrobi. Tego się da nauczyć, serio smile

    Ja tak swojego chłopa zaganiam do sprzątania. Na początku po jego wysiłkach miałam fazy typu "ranyboskie, to ma być posprzątane?!" i dosłownie odganiałam go od ścierki. Potem dotarło do mnie, że to głupota, zaczęłam pokazywać mu palcem, gdzie jeszcze ma wyczyścić i jest już coraz lepiej. W końcu jak ma się nauczyć sprzątać, siedząc na tyłku? Tylko i wyłącznie w praktyce!

    --
    http://i279.photobucket.com/albums/kk143/faeini1/cat-playi-1.gif
  • nini6 16.07.12, 09:03
    Niech sobie mąż sam uprasuje koszule "pomagając" przy twoim zapierdzielu pilnowaniem dzieci.
    Doprawdy nie rozumiem takich bohaterek jak Ty, jak sobie pościelesz tak sie wyśpisz.
  • squirk 16.07.12, 16:10
    Koleżanka robiła dokładnie tak, jak Ty, z tym malowaniem włącznie, pan był uprzejmy się upaść, wypocząć po czym zostawił przemęczoną fankę jazdy na szmacie dla kobiety, która ma priorytety poustawiane tak, żeby nie być wiecznie wykończoną i z miotłą w dłoni. Rodzina widzi Cię w "desperacji", "panice", "załamaniu", wciąż zmęczoną, niewyspaną - jeśli jest tak stale to może warto wprowadzić poważne zmiany i ustalić jakiś nowy podział zadań dla dobra małżeństwa i po to, żeby dzieciaków nie nauczyć kiepskich wzorców.




    --
    Chaotyczna neutralna.
  • robitussin 16.07.12, 23:27
    wiecznie-zapominam-login napisała:

    > zupa mleczna to śniadanie dla męża, koszule musiałam prasować bo jak nie w nocy
    > to rano z paniką w oczach że dzieci wstały, mąż śpieszy się do pracy a ja nie
    > mam dla niego koszuli, nie prasuję codziennie, zawsze prasuję w nocy jak dzieci
    > śpią ale tak późno jak jestem w desperacji że małż nie będzie miał co na siebi
    > e włożyć bo wszystkie koszule się skończyły

    Ja pitolę, a sam sobie nie potrafi wyprasować???
    A nawet zakładając, że nie potrafi, to chyba jedna koszula dziennie mu wystarczy. Wyprasowanie takowej to góra 5 minut - możesz to zrobić wtedy, gdy się rano myje czy pije kawę.
    Chyba sobie specjalnie wynajdujesz problem ...


    --
    R.
  • ko_kartka 16.07.12, 23:46
    wiecznie-zapominam-login napisała:

    > zupa mleczna to śniadanie dla męża, koszule musiałam prasować bo jak nie w nocy
    > to rano z paniką w oczach że dzieci wstały, mąż śpieszy się do pracy a ja nie
    > mam dla niego koszuli, nie prasuję codziennie,

    Dobra, sama niedawno apelowałam o prasowanie koszul dla panów, jeśli nie potrafi się ich tego nauczyć/do tego przymusić, ale na litość, co słyszą moje oczy?! Zupka mleczka na śniadanie? Dla męża?! Dlaczego, jak babcię w kapcie?!

    Dwie rady: albo załatw sobie taki czasospowalniacz, jak Hermiona w Hogwarcie albo nie wiem, lobotomia może? Przetnij se tę żyłkę, która wysyła sygnały do mózgu: prać! prasować! gotować! malować!
  • nati_28 16.07.12, 09:07
    Ja nie prasuję od razu po praniu bo oszalałbym. Dość często robię prawnie, a muszę mieć też czas dla siebie. Rozwieszam więc pranie w taki sposób aby wyschło w miarę niepogniecione (mąż z synem rozwieszają w taki sposób, że wszystko wygląda jak psu z gardła).

    Potem pranie składamy. Razem (ja i mąż, jak mam starszego syna pod ręką zaciągam i jego). Mąż ma bardzo odpowiedzialną i wymagającą wysiłku intelektualnego pracę. W dodatku niejedną, ale jakoś nie sądzę aby pomaganie mi w domu miało go jakoś specjalnie wymęczyć. Praca fizyczna to zawsze odskocznia id intelektualnej smile

    Mąż codziennie przed wyjściem do pracy prasuje sobie koszule. Przy okazji ubrania dla młodszego. Ja, gdy wychodzę też prasuję ubrania potrzebne do wyjścia. Nigdy nie prasowałabym o 2.00 w nocy. Gdybym nie mogła zasnąć (choć Ciebie o to nie podejrzewam) poczytałaby książkę albo weszła na net.

    Przetworów nie robię, choć mama próbuje mnie nakłonić. Wiem jednak, że ona się nudzi i ma na to czas, a my niestety go nie mamy, więc sobie daruję. Choć podziwiam kobiety, które tak walczą dzielnie ze słoikami. Kiedyś robiłam dżemy, ale doszłam do wniosku, że nie bardzo się to opłaca, czasowo i finansowo (mnóstwo prądu przy tym idzie). A zakupić w miarę eko produkty też już można. Czasem robię kompoty i to wszystko.

    Sprzątam ja, ale męża gonię. W soboty, po pracy czasem różnie. Maluje on, czy chce czy nie. Ja męskich prac nie mam zamiaru brać sobie dodatkowo na głowę. Mam wystarczająco obowiązków domowych. Jak pokażesz, że jesteś taka wszechmocna, to wszyscy zaczną od Ciebie tego oczekiwać, a nawet więcej.

    Staram się utrzymywać względny porządek, ale nie zawsze mi to wychodzi, zwłaszcza, że brudzę nie tylko ja smile Faceci są w tym naprawdę biegli, a ja nie mam zamiaru za nimi biegać i sprzątać. Różnie jest. Lubię porządek ale nie za wszelką cenę. Najtrudniej mi poradzić sobie z dokumentami, a mamy ich całą masę i z przyczyn również zawodowych codzinnie dochodzą nowe świstki.

    Zastanawia mnie po co gotujesz rosół na rano i zupę mleczną? Czy nie można śniadania przygotować z rana, a rosół nastawić już w ciągu dnia? Gdy będziesz zajmowała się innymi obowiązkami, rosołek będzie się gotował. Sama stwarzasz sobie taki kierat


    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/hkshe6hhixj6zvyf.png
  • szarsz 16.07.12, 09:25
    Ale po co prasujesz? To nieelkologiczne, a ty lubisz podobno ekologicznie wink


    Ja w tym roku widziałam żelazko dwa razy. Raz, jak szliśmy z dzieciakami robić zdjęcie do dowodu i drugi raz, jak przyjechała do mnie prasująca koleżanka. Dzięki temu mniej więcej wiem, gdzie leży. Mój mąż chodzi w pogniecionych koszulach (fakt, casualowych, nie formalnych), bo sam sobie "nie potrafi" wyprasować. I żaden piorun nas z nieba nie strzelił.
  • pamana 16.07.12, 10:11
    Chwalisz się zaradnoscią czy żalisz ? bo jakos nie widzę żalenia.
    Masz 3 dzieci w tym mąż ani do malowania,prasowania,gotowania tylko jako ew. niania dla mlodszych dzieci , ile mu płacisz?
    cos krecisz...
  • wiecznie-zapominam-login 16.07.12, 10:57
    żalę się, zdecydowanie się żalę sad zrobienie z siebie jelenia roku to nie jest powód do dumy tongue_out
    to są jego dzieci, no trudno żebym mu jeszcze płaciła big_grin
    Jak się jest z dwójką małych dzieci niezbyt dbającymi o własne bezpieczeństwo to lepiej więksdzość rzeczy zrobić w nocy jak śpią a malowanie jeest odskocznią i odpoczynkiem.
  • nati_28 16.07.12, 11:08
    Skoro odpoczywasz przy malowaniu, to świetnie! Masz zatem czas na relaks. Każdy relaksuje się winny sposób.
    Nie wiek jednak czy zaczynając wątek, oczekiwałaś rozwiązania, czy też rad PPD jak to wszystko ogarnąć, mieć przy tym w domu czysto i jeszcze chodzić z uśmiechem na ustach. Jeśli miałaś na myśli to drugie rozwiązanie, to nie doczekasz się odpowiedzi, bo takich kobiet - robotów po prostu nie ma. To niemożliwe!
    Jeśli oczekujesz porady, to już ją dostałaś. Facet ma Cię odciążyć, jakkolwiek miałoby to wyglądać. Jeśli jest sprawny fizycznie i ręce mu "działają", niech sobie koszule prasuje sam. Śniadanie też może sobie przygotować, a Ty w tym czasie możesz odpocząć, nie wstając jeszcze z łóżka zanim dzieci się obudzą.
    Sama sobie komplikujesz życie próbując dokonać rzeczy niemożliwych i ucząc innych, że to prawidłowe zachowanie.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/hkshe6hhixj6zvyf.png
  • wadera3 16.07.12, 11:08
    Mimo wszystko mam wrażenie, że oprócz żalenia się i nawału roboty(którą sama sobie wymyślasz, a nie potrafisz zaplanować) masz jeszcze mnóstwo czasu.
    Podczas nawału roboty(którego starannie unikamwink) nie mam czasu, głowy i ochoty na siedzenie w sieci.


    --
    Z jednej strony trzeba się cieszyć, że SB już nie ma, ale niestety policja nie potrafiła przejąć tych metod. Tamci byli skuteczni

    Drobiu mówię stanowcze STOP!
  • kamunyak 16.07.12, 11:28
    Siedzenie w sieci to często sposób relaksu, takie bezmyślne przeglądanie stron, fora, gazety, mnie odstresowuje - myśleć nie trzeba. Do tego kawa obok i można się zrelaksować przez chwilę. Nie jest mozliwe bieganie 16 godzin bez przerwy, czasem trzeba usiąśc.
    Co do meritum to proponuje autorce wziąć kartkę papieru i wypisać na niej to co bezwględnie zrobić musi (jedzenie) i to czego bezwględnie robic nie musi (przetwory i prasowanie).
    Zacząć od od dołu, z najwyższym numerem jest to co mozna sobie darować.
    I skreślaj to na co ci czasu nie wystarcza. Naprawdę, nic się nie stanie jeśli przez tę zimę będziesz przetwory kupować. Założe się, że twoja rodzina nawet tego nie zauważy, warto się tak męczyć? Sama zresztą widzisz, że nie dajesz rady.
    Poza tym, powtórzę frazes, uważasz, ze mąż woli miec słoik domowego dżemu czy uśmiechnietą żonę w domu?

  • wiecznie-zapominam-login 16.07.12, 15:41
    1- jak się wyżalę to zrobi mi się lepiej
    2- może ktoś ma metody jak to wszystko ogarnąć i się nie załamać
    3- siedzę w sieci sporadycznie ale skoro założyłam wątek to go śledzę bo naprawdę szukam wsparcia i rady a nie daje upust mojej grafomanii smile

    Mąż jak wstaje rano to często próbuje uśpić młodsze dziecię (on jest w tym o wiele wiele lepszy) a śniadania robię wieczorem bo podczas nawet cichego przygotowywania rano starsze dziecię się budzi (sporo przed 7 rano)
  • ginalina 16.07.12, 23:19
    Mąż jak wstaje rano to często próbuje uśpić młodsze dziecię (on jest w tym o wi
    > ele wiele lepszy) a śniadania robię wieczorem bo podczas nawet cichego przygoto
    > wywania rano starsze dziecię się budzi (sporo przed 7 rano)


    No nie mogę, sory, wybacz, ale zaraz mnie trafi smile

    Ma takie dwie lewe rączki, że dzień wcześniej sam nie przygotuje śniadanka? Nie? To niech nauczy się jeść inne potrawy, takie, które sam sobie przygotuje.
  • robitussin 16.07.12, 23:31
    > Mąż jak wstaje rano to często próbuje uśpić młodsze dziecię (on jest w tym o wi
    > ele wiele lepszy) a śniadania robię wieczorem bo podczas nawet cichego przygoto
    > wywania rano starsze dziecię się budzi (sporo przed 7 rano)

    W jakim wieku są dzieci, że tak bardzo boisz się ich porannej pobudki?

    --
    R.
  • baba-baba 17.07.12, 10:53
    Śniadania wieczorem?No super rozwiązanie.Zrób od razu na tydzień."Rewelacyjnie"organizujesz dom.
    Zrobiłaś z siebie sprzątaczkę i służącą.No ale masz mężą inteligenta co się musi wyspac ale na malarza nie zarobi.
    Gratuluję
  • budzik11 16.07.12, 15:34
    szarsz napisała:

    > Ja w tym roku widziałam żelazko dwa razy. (...)Mój mąż chodzi w pogniecionych koszulach

    No też nie ma się czym chwalić.
  • anka-ania 16.07.12, 20:26
    budzik11 napisała:

    > szarsz napisała:
    >
    > > Ja w tym roku widziałam żelazko dwa razy. (...)Mój mąż chodzi w pogniecio
    > nych koszulach
    >
    > No też nie ma się czym chwalić.

    Serio? Szarsz ma się wstydzić, że dorosły facet woli chodzić w pogniecionych koszulach niż je uprasować?
  • szarsz 17.07.12, 14:10
    budzik11 napisała:
    > No też nie ma się czym chwalić.

    A czemu miałabym prasować koszule, jeśli _jemu_ nie przeszkadzają pogniecione? Żeby mi na nagrobku wyryli: "wyprasowała dziesięć tysięcy koszul, spędziwszy dwa tysiące godzin nad żelazkiem"? Jeszcze nie zdurniałam.
  • elle-joan 16.07.12, 11:58
    Wiesz co, z tego co piszesz to masz zwyczajną sytuację jak wiele kobiet. Chyba nie pracujesz zawodowo, chyba, ze cos przeoczyłam. Wyobraź sobie, że kobiety wracają z pracy odbierają dzieci i muszą wszystko ogarnąć. Ty jesteś w domu, nawet przy dzieciakach da się coś zrobić. Ile masz dzieci i w jakim wieku? Przepraszam jeżeli pisałaś, a ja przeoczyłam.
  • nati_28 16.07.12, 12:06
    Jak się nie pracuje albo pracuje w domu to tych obowiązków wydaje się jakby więcej. A i oczekiwania innych są większe, choć nigdy nie można pozwolić aby były tak duże. To takie błędne koło, więc to akurat rozumiem. Podobnie jak rozumiem odskocznię w postaci netu pomimo takiego kieratu. Ale już pozwalania by mąż nie miał oprócz pracy i pilnowania dzieci (własnych, więc to niezupełnie obowiązek, a raczej przyjemność, choć męcząca czasem...) żadnych obowiązków domowych, tego już zupełnie nie rozumiem. I to niezależnie od tego czy kobieta pracuje zawodowo czy też nie.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/hkshe6hhixj6zvyf.png
  • robitussin 16.07.12, 23:33
    nati_28 napisała:

    > Jak się nie pracuje albo pracuje w domu to tych obowiązków wydaje się jakby wię
    > cej.

    Doprawdy? A jakie to dodatkowe obowiązki mają kobiety niepracujące lub pracujące w domu? W odróżnieniu od tych kobiet, które pracują poza domem.

    --
    R.
  • dzioucha_z_lasu 16.07.12, 12:15
    Nie masz za dużo roboty, tylko masz klasycznego pierdolca domowego. Objawem jest to, że MUSISZ i NIKT, ALE TO NIKT nie może przejąć części Twoich obowiązków, bo Ty to zrobisz szybciej, lepiej i w ogóle nie przeżyjesz, jak odbiorą Ci możliwość bohaterskiego ucharowania się po łokcie. Po pierwsze - NIE MUSISZ. Po drugie - mąż nie jest malutkim dzieckiem - i , jak rozumiem - nie jest niepełnosprawny, zatem nie ma POMAGAĆ, bo w domu to dzieci mogą pomagać, ale ma wypełniać swoją część obowiązków. Zajął się dziećmi? To normalne, tak ma być, bo to też jego dzieci. Jest dorosły, zatem obsługa żelazka nie powinna stanowić dla niego tajemnicy, podobnie samodzielne zrobienie sobie śniadania. I nic Ci się nie stanie, jeśli krzywo wyprasuje, albo pomidora ukroi nie w tę stronę. Co do robienia przetworów, cóż - kiedyś robiłam, aż w końcu zauważyłam, że w sumie urobię się jak koń, kosztuje mnie to mnóstwo pracy i wcale tanie nie jest, a potem większość rozdaję, bo w domu mało kto jest zainteresowany konsumpcją. I teraz przetworów nie robię. Zamiast kilku godzin w kuchni i 20 słoików z papryką, które będą stały na półce do końca świata - idę do sklepu, mam jeden dobry słoik i mnóstwo czasu dla siebie.
    --
    --------------
    Bądź jak ptak...
  • gosza26 16.07.12, 16:16
    - mąż nie jest malutkim dzieckiem - i , jak rozumiem - nie jest niepełnospr
    > awny, zatem nie ma POMAGAĆ, bo w domu to dzieci mogą pomagać, ale ma wypełniać
    > swoją część obowiązków.
    --------------------------------------------------------
    Ten tekst powinien być wypowiedziany podczas każdej przysięgi małżeńskiejsmile
    --
    nic tak człeka nie użyźni, jak tych parę słów o
    bliźnich
  • dzedlajga 16.07.12, 13:13
    A próbowałaś amfy? Bo podobno nakręca lepiej niż kawa. Może już wcale nie będziesz musiała spać. Spanie i dbanie o siebie jest przereklamowane. Przecież najważniejsze, żeby udowodnić wszystkim, że jesteś niezastąpiona!

    --
    http://straznik.dieta.pl/zobacz/straznik/?pokaz=92664fcbd3ceaa306.png
    . . . . . . . . . . . Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta . . . . . . . . . . .
  • zbrodnia-kara 16.07.12, 14:07
    Odpowiem na swoim przykładzie i uwierz mi lepiej uczyć się na cudzych błędach niż na swoich. Musisz zdać sobie sprawę z tego co jest najważniejsze. Jesteś żoną i matką i jesteś współodpowiedzialna za atmosferę w tej rodzinie. Zmęczona, zagoniona, być może zestresowana i niezadowolona nie tworzysz tzw.rodzinnego ciepła. Najważniejsze - dzieci baardzo szybko dorastają, nawet nie zauważysz kiedy staną się samodzielne i wyjdą z domu a Ty przegapisz całe ich dzieciństwo i rozwój zatopiona w robieniu soczków. Wiem to brzmi jak truizm ale prawdy oczywiste jakoś naprawdę ciężko nam przyswoić. Relaksuje Cię malowanie? Zostaw sobie tę przyjemność ale całą resztę obowiązków odpuść sobie. Nie warto. Osobie o takim charakterze jak Ty nie przyjdzie to łatwo ale musisz, w przeciwnym wypadku za kilkanaście lat okaże się że zatraciłaś gdzieś więź ze swoimi bliskimi. Powodzenia
  • lilyrush 16.07.12, 14:36
    zdecydowanie sugeruje lekarza...
  • framaga32 16.07.12, 15:20
    nie martw się nie jesteś sama, w jakim wieku masz dzieci, mieszkacie w bloku czy w domku??? spróbuj trochę odpuścić z obiadami bo gotowanie sporo czasu zajmuje, zjedzcie coś mniej eko, a będziesz miała więcej czasu, chociaż przez kilka dni nie mówię, że ciągle, albo nagotuj na kilka dni, pomroź, tak żebyś nie musiała się zajmować gotowaniem, garami, obieraniem, krojeniem itp. jak już pomalowałaś, to sprzątaj powoli, chociaż jeśli masz małe dzieci to marnie to widzę,od razu wyrzucaj co niepotrzebne, nie chomikuj, a przetwory wiadomo nie poczekają, trzeba robić póki masz produkty, napisz jak tam dajesz radę???
  • wiecznie-zapominam-login 16.07.12, 15:52
    wróciliśmy z długiego spaceru, jedno śpi, drugie konsumuje zupkę a ja już kombinuję co z tymi cukiniami, poszłam spać po 3 wstałam ok 6 bo młode piersi chciało, ledwo żyję, laptop jest tak ciężki że nie mogę wstać z łóżka. Zaraz mąż wróci to przyćpam kawę i rozwieszę pranie, wyjmę i włożę do zmywarki gary, obiorę fasolkę, spróbuję posprzątać chociaż w kuchni, będę udawała że inne pomieszczenia nie istnieją
  • nati_28 16.07.12, 16:16
    Ty piszesz poważnie? Bo już przestaję wierzyć
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/hkshe6hhixj6zvyf.png
  • hela6 17.07.12, 20:59
    nati_28 napisała:

    > Ty piszesz poważnie? Bo już przestaję wierzyć

    Ja też.
    W krótkich żołnierskich słowach - pizdnij tę cukinię na kompost albo oddaj hodowcom królików.
    Eko żarcie szkodzi. Dzieciak w piaskownicy dziobnie od kolegi chipsa i wątroba mu pęknie od nieprzystosowania.
    Cyckiem karmisz? Jak się będziesz tak stresować to i dziecku ten Twój pokarm zaszkodzi.
    W sytuacji którą opisujesz nikogo nie zawiedziesz bardziej niż już zawiodłaś. Gorzej już nie może być.
    Sięgnęłaś dna, czas na odbicie.
    A! Ser robiłam 2 razy w zimie jak się nudziłam jak mops.
  • squirk 16.07.12, 16:17
    Czemu mąż nie zajmie się praniem i zmywarką?

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • wiecznie-zapominam-login 17.07.12, 08:55
    podsumowanie:
    cukinie nie ruszyłam fasolki przerobiłam ok 1/8 (mam jej naprawdę dużo), zrobiłam naleśniki, włożyłam gary do zmywarki ale tak mnie głowa bolała że zapomniałam włączyć, zaczęłam coś świrować (tak to dobre określenie) z robieniem sera żółtego czego oczywiście nie dałam rady skończyć bo się źle poczułam, kończę teraz
    Niestety zrobiłam mężowi awanturę bo wstawiłam wodę żeby obierać dzieciom fasolkę na kolację i wieszałam pranie a mąż mi zaczął wypominać że obiecałam mu że znajdę kabel do aparatu (który sam zgubił) ja że nie mam czasu , on że obiecuje od miesiąca, ja że niech sobie zamówi nowy, on żeby sprawdzić TERAZ to jak nie ma to szybko zamówi, ja że jest 17,50 i jak nawet odrazu zamówi to nie będzie miało to znaczenia dla szybkości dostawy, on że ja mu go schowałam podczas sprzątania, ja że jakby sam odkładał na miejsce a nie rzucał gdziekolwiek to nie miałabym szansy mu go schować, w końcu trzasnełam drzwiami (pierwszy raz w życiu), wyłączyłam wodę na fasolkę, odłożyłam pranie i zaczęłam szukać, oczywiście nie znalazłam tongue_out

    Później powiedziałam mężowi że jestem wykończona bo przecież mało spałam, on że trzeba było pójść spać a nie prasować po nocy, ja że jakby sam te koszule prasował to nie musiałabym siedzieć po nocy

    dziecko młodsze ma rok starsze niewiele starsze

    mąż bezpośrednio po praniu mózgu przez teściów (jest podatny niestety) wzbudzających w nim poczucie winy za to że nie pomaga IM oraz żal do mnie że do nich nie jeżdżę i nie wysłuchuję telefonicznie ich docinek oraz pomysłów na nowe obowiązki dla mnieuncertain

    Jestem w czarnej du...
    Proszę nie kopać leżącego big_grin

  • dzedlajga 17.07.12, 09:13
    To jest akurat przypadek, kiedy leżącego należy skopać tak mocno, aż wstanie tupnie nóżką i więcej nie pozwoli się kopać. Ale nie nam tu na forum, tylko rodzinie, która postanowiła go wykończyć. Bo my akurat tłumaczymy, że tej ilości pracy przerobić się nie da - nie ma takiej siły. Chyba nawet z amfą by nie dało rady, bo doby i tak nie wydłużysz.

    Weź raz pieprznij to wszystko i idź na spacer. Albo do koleżanki na cały wieczór. I niech szanowny małżonek poczuje się odpowiedzialny za siebie i rodzinę.


    --
    http://straznik.dieta.pl/zobacz/straznik/?pokaz=92664fcbd3ceaa306.png
    . . . . . . . . . . . Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta . . . . . . . . . . .
  • dzedlajga 17.07.12, 09:29
    zaczęłam coś świrować (tak to dobre określenie) z robieniem sera żó
    > łtego

    Słucham? Weź ty może dwie cząsteczki wodoru i jedną tlenu - zrób wodę. A może tlen i wodór też sama wyprodukujesz?

    Albo tak całkiem serio - zorientuj się, gdzie najbliższy oddział psychiatryczny, bo bez leków to ci się już chyba pomóc nie da.


    --
    http://straznik.dieta.pl/zobacz/straznik/?pokaz=92664fcbd3ceaa306.png
    . . . . . . . . . . . Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta . . . . . . . . . . .
  • hela6 16.07.12, 17:06
    Współczuję i rozumiem.
    wczoraj w tym samym nastroju spieprzyłam małżonkowi weekend.
    Ryczałam cały dzień jak bóbr i myśli samobójcze też miałam.
    Nie mam małych dzieci wymagających opieki tylko duże wymagające pieniędzy, z pracy mnie wylali więc na utrzymaniu męża a tu lato idzie.
    Sypie z drzew i z krzaków darmowym żarełkiem i człowiek trochę dla oszczędności troch dla podniesienia własnej wartości chciałby to wszystko zamknąć w słoikach. A tu się nie da. No nie da się i już. A jeszcze działkę oplewić a w mieszkaniu posprzątać. Kręci się człowiek jak bąk i nie wie w co najpierw ręce wsadzić i przez to wszystko niewiele robi. Też myślę o malowaniu ale mieszkanie jest tak zagracone ze się po prostu nie da. Trzeba najpierw uporządkować, powyrzucać etc.
    I tu potrzebny jest małżonek bo to jego rzeczy trzeba "wyprowadzić" a on jako jedyny żywiciel zasuwa od rana do nocy a ja się szarpię jak ta idiotka głównie chyba z myślami.
    Myślę jednak że porządek trzeba najpierw zrobić w głowie inaczej nie ruszy.
  • dzedlajga 16.07.12, 17:30
    tylko pamiętaj, że jak oprócz zatruwania weekendów zaczniesz robić awantury o to, że Cię na śmietnik nie wyrzucił to chłop może zwariować i wylądować w wariatkowie. Albo faktycznie odejść (samospełniająca się przepowiednia). Idiotyczne poczucie winy niszczy nie tylko tego, kto je odczuwa - całe rodziny bywają udręczone przez jednego cierpiętnika

    --
    http://straznik.dieta.pl/zobacz/straznik/?pokaz=92664fcbd3ceaa306.png
    . . . . . . . . . . . Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta . . . . . . . . . . .
  • hela6 16.07.12, 18:32
    Toż zdaje sobie z tego sprawę ale co z tego skoro we łbie mi się zupełnie popieprzyło i już sama nie wiem jak sobie z tym poradzić.
  • framaga32 16.07.12, 19:51
    mówię, nie tylko ty tak masz, ja też, a jak naprawić sama siebie nie wiem sad
  • kasia-em 16.07.12, 20:11
    Dziewczyny, nie obraźcie się za ten wpis, ale radzę Wam szybko się za siebie "zabrać".
    Znam takie panie, z wiecznym pierdolcem na punkcie prania, prasowania, mycia podłóg i podcierania dzieciom bródek. Urobione po pachy i wpędzające w poczucie winy wszystkich domowników, z małżonkiem na czele. Podenerwowane, rozdrażnione na każdym kroku. Zastanówcie się, czy chcecie, żeby Wasze życie rodzinne i małżeńskie (przede wszystkim, bo dzieci wyfruną, a małżonek pozostaje) przemknęło gdzieś między myciem kibla a wieszaniem firanek (idealnie wyprasowanych rzecz jasna).
  • claratrueba 16.07.12, 20:20
    helu, we łbie to się doskonale "odpieprza" jak sobie człowiek usiądzie w ogródku (usiądzie a nie przysiądzie by za chwilę się zerwać i chwasta wyrwać, niech se porośnie jeszcze chwilę), weźmie kartkę i spisze co ma zrobić. Po kolei (sensownej, żeby nie było dzisiaj okna umyję a jurto malowanie zacznę), zaczynając od tego, co go najbardziej wkurza. Temu rachunkowi sumienia warto poświęcić te 10 minut bo pozwala oszczędzić godziny bezsensownych niby-ruchów, uspokaja nerwy.
    Oceń sama- ile czasu straciłaś na bieganie od kata do kąta (o kilometrach nie wspomnę) z okrzykiem w rodzaju "o kurczę to trzeba i to trzeba i to trzeba" ile czasu na biadolenie. To jest czas, który zamieniony na robotę dałby efekt, a ten-satysfakcję.
    A jak już zrobisz spis, zastosuj nast. zasadę- żadnej nowej "absolutnie najpilniejszej roboty" dopóki nie skończysz poprzedniej. Zaczynając dziesięć jest dziesięć niezrobionych, a bałagan jak przy dziesięciu.
    Umiej wydzielić prace, z których można zrezygnować na czas jakiś. Nie da się remontować bo zagracone- spróbuj odgracić tyle ile sama możesz, wtedy ostateczne odgracanie, do którego chłop potrzebny potrwa chwilę. którą ten chłop znajdzie, znajdzie i zapał, kiedy zobaczy jak niewiele potrzeba by już była różnica. Bo jak on zarobiony i jeszcze ma perspektywę paru godzin harówy to nie dziwne, że nie może się zdobyć.
  • hela6 16.07.12, 21:42
    Wszystko się zgadza tylko jak już pisałam poniosłam niedawno porażkę zawodową i nie myślę racjonalnie. Mam niezdrowo zaniżoną samoocenę.
    Zdaje sobie sprawę i z przyczyn i ze skutków ale coś mną szarpie mimo wszystko.
  • dzedlajga 17.07.12, 09:21
    Aaa nie, to przepraszam. Porażka zawodowa w pełni usprawiedliwia spieprzenie sobie również życia rodzinnego. Tak trzymaj! Powodzenia!

    --
    http://straznik.dieta.pl/zobacz/straznik/?pokaz=92664fcbd3ceaa306.png
    . . . . . . . . . . . Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta . . . . . . . . . . .
  • hela6 17.07.12, 09:39
    A dzięki kochaneńka, jak już będę spadać na dno podam Ci rękę.
    Czy Ty na prawdę nie rozumiesz ze mimo świadomości irracjonalnych zachowań można to popełniać?
  • dzedlajga 17.07.12, 11:04
    hela6 napisała:


    > Czy Ty na prawdę nie rozumiesz ze mimo świadomości irracjonalnych zachowań możn
    > a to popełniać?

    Rozumiem, tak samo jak rozumiem, że człowiek z bardzo ograniczoną świadomością w rozbujanej psychozie sam zgłasza się na oddział całodobowy.

    Można popełniać błędy, ale trzeba coś zrobić, żeby nie popełniać w kółko tych samych. Jak już się wie, co i dlaczego, to trza se usiąść, przemyśleć i coś zmienić. Usprawiedliwianiem się donikąd nie zajdziesz.


    > A dzięki kochaneńka, jak już będę spadać na dno podam Ci rękę.

    a nie przyszło Ci do głowy, że ja mogę nie zechcieć pójść za Tobą na to dno? Jeśli zamiast wypłynąć na powierzchnię, wolisz spadać - Twój wybór. A mój - nie iść za Tobą.


    --
    http://straznik.dieta.pl/zobacz/straznik/?pokaz=92664fcbd3ceaa306.png
    . . . . . . . . . . . Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta . . . . . . . . . . .
  • hela6 17.07.12, 12:38
    Się nie usprawiedliwiam, po prostu wyjawiam jak na spowiedzi wszystkie przyczyny mętliku w głowie bo po porostu jestem tego świadoma. Znam też skutki ale to wcale nie pomaga mi uspokoić myśli, wręcz przeciwnie, świadomość nadchodzącej klęski dokłada jeszcze panicznego strachu przez co chaos jest jeszcze większy.
    I jeszcze powiem Ci tak na marginesie że też kiedyś byłam taki chojrak. Czarne jest czarne a białe jest białe, prawda? Chcieć to móc. Wystarczy tylko ... /tu wstaw cokolwiek/.
    Też potrafiłam doradzać.

    Właśnie zwróciłam uwagę na twoją sygnaturkę. Jak to się stało że ważyłaś 82 kg? Chciałaś tego, zrobiłaś to oczywiście świadomie bo przecież oczywiście wiesz że nadmiar wciąganych kalorii prowadzi do otyłości. Teraz ci się znudziło i dla rozrywki ciągniesz w drugą stronę.

    > a nie przyszło Ci do głowy, że ja mogę nie zechcieć pójść za Tobą na to dno?
    Ja też wielu rzeczy nie chce a jakoś tak samo wychodzi big_grin
  • dzedlajga 17.07.12, 13:39
    No cóż, ważyłam 82 między innymi dlatego, że nie zdawałam sobie sprawy, że np. kawa, którą pochłaniałam codziennie to było minimum 700 kalorii (2/3 litra mleka + cukier). Teraz piję taką samą kawę (innej nie lubię) tylko drastycznie zmniejszyłam ilość.

    Zawsze uważałam, że nie jem dużo (i tak było naprawdę, teraz objętościowo jem znacznie więcej), tylko nie docierało do mnie to co mówili mądrzy ludzie, że przede wszystkim warzywa i posiłek co 3-4 godziny, nie rzadziej. Zaczęłam słuchać. I okazało się, że efekty przychodzą bardzo szybko.

    Dobra, a teraz zmiana tonu.

    Być może Cię nie doceniłam. Być może po prostu potrzebujesz wsparcia w tym swoim zagubieniu, a ja wiedząc zbyt mało, zbyt pochopnie wrzuciłam Cię do tego samego worka, co autorkę wątku. Naprawdę rozumiem, że po porażce można się załamać i trzeba trochę czasu, żeby to odchorować. Ale jeśli jesteś świadoma co i dlaczego, to jak najszybciej trzeba znaleźć rozwiązanie. Tylko konstruktywne. Dobrze wiem, że czasem trzeba usiąść w kącie i popłakać. Tylko to nie może trwać zbyt długo...

    Kiedyś miałam taką sytuację, że straciłam niemal wszystko przez pewnego pana. W pierwszym odruchu latałam po policji, zgłaszałam itp. Miotałam się strasznie. Ale w końcu stwierdziłam, że muszę żyć dalej. Pragnieniem zemsty niczego nie osiągnę. Trzeba zakasać rękawy i odrobić straty, tym bardziej, że pan okazał się niewypłacalny i nawet gdybym mu sprawę cywilną założyła, to orzeczeniem mogłabym sobie co najwyżej tyłek podetrzeć. No i stanęłam na nogi. Dlatego wiem, że jak się upadnie, trzeba się podnieść, otrzepać kurz i iść dalej - pytanie czy zawsze dalej w tą samą stronę. To nie grzech przyznać się do błędu i przestać pic litr mleka dziennie - teraz musi mi wystarczyć 1 szklanka.

    --
    http://straznik.dieta.pl/zobacz/straznik/?pokaz=92664fcbd3ceaa306.png
    . . . . . . . . . . . Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta . . . . . . . . . . .
  • hela6 17.07.12, 18:11
    Słuchaj, nie ważne są worki, problem jest taki że niby wszystko wiem ale nie mam sposobu wyprowadzenia głowy na prostą. Pomaga sen ale ile można spać.
    W zasadzie sprawą nadrzędną jest praca i próbowałam się przygotować do pozyskania takowej ale okazało się że nie jestem w stanie czytać ze zrozumieniem. Niby proste, zostaw wszystko za sobą i zacznij od nowa, prawda? A jednak w głowie kotłuje się jak jasny szlag. Emocje łagodzi gorzała ale nie tędy droga.
    Ale jak człowiek widzi że nie daje rady również ze zwykłym sprzątaniem to próbuje to przegadać z kimkolwiek, choćby i na forum.
  • dzedlajga 17.07.12, 21:52
    Powiem Ci szczerze, że mi to trochę wygląda na depresję. Oczywiście nie stawiam diagnozy, tylko mówię co mi się wydaje. Przynajmniej u mnie depresja, to głównie spanie. Plus brak koncentracji, trudność w skupieniu myśli.

    Tak czy inaczej ja (z perspektywy czasu) zastanowiłabym się czego Ty tak naprawdę chcesz? Co sprawi Ci radość? Nie, co Cię dowartościuje, sprawi, że staniesz się lepszą matką, żoną czy pracownikiem. Ale co sprawi Ci choć odrobinę szczęścia. Wtedy głowa zacznie się sama rozjaśniać. Ale trzeba coś takiego znaleźć. U mnie musiało dojść do poważnej choroby, żebym zaczęła słuchać siebie i postępować tak, żebym to ja była zadowolona a nie cały świat wokoło. Wtedy i resztę życia będzie łatwiej poukładać. Człowiek spogląda na świat z nowej perspektywy, zaczyna dostrzegać rzeczy, których wcześniej nie widział. Tyle na razie przychodzi mi do głowy.


    --
    http://straznik.dieta.pl/zobacz/straznik/?pokaz=92664fcbd3ceaa306.png
    . . . . . . . . . . . Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta . . . . . . . . . . .
  • robitussin 18.07.12, 00:21
    dzedlajga napisała:

    > Powiem Ci szczerze, że mi to trochę wygląda na depresję.

    Więc tym bardziej rady typu "weź się w garść" można w takiej sytuacji o kant dupy rozbić. Ja depresji nigdy nie miałam (tfu-tfu), ale przyjaciółka mojej siostry choruje na nią od kilku lat i niestety to nie jest kwestia wstania rano i powiedzenia sobie "ok, dość, teraz zaczynam normalnie żyć". Bez sesji u psychoterapeuty i leków nie byłaby w stanie wyjść. Co ciekawsze ona nie ma problemów w życiu - ma dom, dzieci, męża, pracę i wszystko, czego potrzeba do szczęścia. Pozornie, jak widać sad

    U Heli, depresji, jako jednostki chorobowej raczej nie podejrzewam, raczej okresowy dół, kryzys związany z konkretną sytuacją, diametralną zmianą w życiu. Ale także i tutaj nie ma sensu pitolenie jej nad głową jak wyżej "weź się za siebie", bo ona to wie smile Jej problemem nie jest uświadomienie sobie, że ma coś w końcu zrobić i jak ma to zrobić, tylko chwilowy brak sił i motywacji. Tak przynajmniej ją odbieram.

    --
    R.
  • drugi.dwukropek 18.07.12, 08:54
    No, nareszcie ktoś napisał treściwie, konkretnie i na temat. Bo już na wymioty mi się zbierało od tych pożalsieboże rad dzedlajgi. Bo ona na pewno, gdy znajdzie się w kryzysie psychicznym, zastosuje swe rady i raz dwa jej przejdzie ;P
  • dzedlajga 18.07.12, 11:17
    zajrzyj na forum chad, przekonasz się ile przeszłam


    --
    http://straznik.dieta.pl/zobacz/straznik/?pokaz=92664fcbd3ceaa306.png
    . . . . . . . . . . . Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta . . . . . . . . . . .
  • drugi.dwukropek 18.07.12, 11:57
    Mam nadzieję, że nie poczułaś się urażona moim wpisem. Niestety, tak dużo osób chętnie poucza, nie mając żadnej wiedzy czy doświadczenia w temacie, na który się wypowiada.
    Co do kwestii WARIATÓW, czasami mam wrażenie, że dokoła sami wariaci ;P
  • robitussin 18.07.12, 12:42
    dzedlajga napisała:

    > ile przeszłam

    Tym bardziej dziwi mnie to, w jaki sposób usiłujesz "doradzić" Heli.
    Doceniam dobre chęci, ale to czasem naprawdę za mało.

    [Co do mnie - nie miałam depresji, ale "doświadczyłam" jej w inny sposób i uważam, że wiem o niej wystarczająco dużo. Na tyle dużo, że nie ośmieliłabym się dawać nikomu rad, zwłaszcza w sieci, zwłaszcza komuś, kogo nie znam]

    --
    R.
  • hela6 18.07.12, 10:24
    To nie brak sil ani motywacji, ale brak umiejętności.A właściwie /wpadłam na to teraz/, chęć naprawienia wszystkiego od zaraz.
    Nagle widzę że mieszkanie wymaga remontu, że jest zagracone , że owoce spadają z drzew i się marnują /w ubiegłym roku nie zjadłam ani jednego własnego jabłka bo miałam inne zajęcia/, no i strach przed ponowną porażką.
    Przekłada mi się to na strach przed nieradzeniem sobie również w domu no i sobie nie radzę.
    Tak ja to teraz zaczęłam postrzegać.
    No dobrze, przez dwa dni nie będzie małżonka, nie muszę nic gotować, nie muszę kupować, nie muszę o niczym z nikim rozmawiać, można spróbować coś sensownie podziałać.
    No to fru do roboty. Tylko sobie to ginkgo dziabnę.
  • robitussin 18.07.12, 12:26
    hela6 napisała:

    > To nie brak sil ani motywacji, ale brak umiejętności.

    To tym lepiej dla Ciebie, bo umiejętności można powolutku nabyć, z siłami i motywacją bywa gorzej smile

    > A właściwie /wpadłam na to teraz/, chęć naprawienia wszystkiego od zaraz.

    Znam to doskonale i mam to zarówno w pracy jak i w domu.
    Do tego świadomość pędzącego na oślep czasu i tego, że to kolejny rok, gdy nie przesadziłam kwiatów, nie wystawiłam ciuchów na Allegro, nie zrobiłam porządku w garażu, nie posegregowałam sterty papierzysk w biurze i za każdym razem wertuję metrową kupę od nowa, żeby coś znaleźć. Mogłabym tak wyliczać godzinami, co mam zrobić i chyba nigdy tego nie zrobię.
    Znajoma psycholożka powiedziała mi kiedyś, że taki brak umięjętności zorganizowania się i uporządkowania nawet najprostszych spraw, łapanie się za 10 rzeczy na raz i niekończenie żadnej z nich + świadomość, że nigdy się tego nie da rady zrobić, to mogą być objawy jakiegoś tam typu ADHD, ale zlałam ją. Mało mam innych problemów? wink

    > No to fru do roboty. Tylko sobie to ginkgo dziabnę.

    Jak zrobisz jedną rzecz od początku do końca, od razu poczujesz się lepiej smile
    U mnie to czasem działa, tylko problemem jest to, że często nie potrafię tej rzeczy do końca zrobić, bo gniecie mnie, że innych już nie zdążę wink

    --
    R.
  • hela6 18.07.12, 19:31
    Miał być dzień odgracania no i był jak najbardziej ale żałuję szczerze że się a to wzięłam.
    Wiadomo przy wykopaliskach archeo wszystko trzeba wziąć w łapę i dokładnie obejrzeć. I tak oglądałam uważnie zważywszy że w czasach zamierzchłych udało mi się ważny dokument wykiprować. Patrzyłam i się dopatrzyłam sad
    Wyszło mi że małżonek wydaje na swoje hobby tyle ile ja byłam w stanie miesięcznie zarobić.
    Zmroziło mnie.
    No niby jego pieniądze "dodatkowe" ale jednak.
    To ja tu każda złotówkę 10 razy oglądam, ja się martwię że dziecko na wylocie z domu a w kasie echo, ja żyje skromnie, dwoje się i troję, w starych sprzętach w mieszkaniu latami nie odświeżanym bo przecież dziecko na studiach a maż ciągle w pracy wiec nie ma mu co głowy zawracać a on lekką ręka wydaje na durnostojkę jedna moją skromną pensje?
    A tych durnostojek całe witryny. I niech nie myśli ktokolwiek że rzeczy te nabierają z czasem wartości.
    A ja się durna lituję nad nim że taki urobiony chodzi że nie ma siły nic w domu zrobić.
    W dodatku zawsze odbierałam przesyłki zapłacone. Nigdy nie przyszło mi do głowy kto i jak za nie płaci bo z naszego wspólnego i jak mi się wydawało - jedynego konta pieniądze nie szły.
    No przykro mi jak jasny szlag.
  • anu_anu 19.07.12, 00:26
    sad
    Może pogadaj o tym z chłopem? Żeby coś wspólnie ustalić na przyszłość...
    --
    Kto pozjadał wszystkie rozumy, ten ma nadwagę wink
  • robitussin 19.07.12, 08:59
    Ups, to faktycznie niefajnie sad
    A co to za kosztowne hobby, jeśli to nie tajemnica?
    --
    R.
  • hela6 19.07.12, 13:30
    www.mojswiatmodeli.pl/Parowoacutez_Saumlchsische_IV_K_skala_H0e_BEMO_1016832-11476.html
  • dzedlajga 19.07.12, 13:51
    Ja bym to teraz wystawiła na allegro!
    Matko droga, tyle kasy na jakiś głupi wagonik. Jak ma żyłkę kolejarską to było kolejarzem zostać, a nie pociągi do domu znosić!

    --
    http://straznik.dieta.pl/zobacz/straznik/?pokaz=92664fcbd3ceaa306.png
    . . . . . . . . . . . Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta . . . . . . . . . . .
  • anu_anu 19.07.12, 14:40
    Hela nie chce rozwodzić się z mężem - tylko zmienić jego sposób myślenia o hobby. W takich razach się rozmawia a nie traktuje jak bachora i jego zabawki sprzedaje na allegro.
    --
    Kto pozjadał wszystkie rozumy, ten ma nadwagę wink
  • dzedlajga 19.07.12, 15:57
    Wiesz, to było trochę tak - pół żartem z tym sprzedawaniem
    Nie wiem co bym zrobiła w takiej sytuacji, bo nie wyobrażam sobie mieć takiego dużego dzieciaka za męża. Po prostu ręce opadają

    --
    http://straznik.dieta.pl/zobacz/straznik/?pokaz=92664fcbd3ceaa306.png
    . . . . . . . . . . . Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta . . . . . . . . . . .
  • robitussin 19.07.12, 16:48
    dzedlajga napisała:

    > Nie wiem co bym zrobiła w takiej sytuacji, bo nie wyobrażam sobie mieć takiego
    > dużego dzieciaka za męża.

    Dla Ciebie hobby to oznaka infantylności? To, że ktoś zbiera modele pociągów, samolotów, stare lalki, znaczki, serwetki czy masę innych rzeczy, nie oznacza, że się tym bawi jak zabawkami i że zachowuje się jak dziecko. Ty nie masz w życiu niczego takiego, co Cię cieszy i bywa czasem kosztowne?

    No chyba, że chodziło Ci o to, że "mąż - dzieciak", bo nieodpowiedzialnie i bez uzgodnienia z Helą wydaje kasę.

    --
    R.
  • dzedlajga 19.07.12, 16:58
    Bardziej właśnie o to drugie.

    Ja (mąż) mam zachciankę, to ją spełniam, a że żona musi kombinować co do przysłowiowego garnka włożyć to jej sprawa. Moje zachcianki są najważniejsze.

    Z tego co się zdążyłam zorientować (być może się mylę, w końcu Heli nie znam) ale w ich małżeństwie jest sprawiedliwy podział przyjemności i obowiązków - wszystkie przyjemności ma małżonek - a Hela wszystkie obowiązki. Podejrzewam, że stąd właśnie to załamanie o którym pisała wcześniej. Bo każdy potrzebuje swojej "durnostojki", nie tylko mąż.


    --
    http://straznik.dieta.pl/zobacz/straznik/?pokaz=92664fcbd3ceaa306.png
    . . . . . . . . . . . Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta . . . . . . . . . . .
  • robitussin 19.07.12, 16:41
    dzedlajga napisała:

    > Ja bym to teraz wystawiła na allegro!
    > Matko droga, tyle kasy na jakiś głupi wagonik. Jak ma żyłkę kolejarską to było
    > kolejarzem zostać, a nie pociągi do domu znosić!

    I tak i nie. Z jednej strony faktycznie czasem chuj człowieka strzela, jak widzi, że tyle kasy idzie na takie pierdoły, a z drugiej skoro to jego kasa, a on kocha takie rzeczy, to dlaczego mu tego zabraniać? Każde hobby kosztuje, jedno więcej, inne mniej. Ja z dwojga złego wolę, żeby mój facet miał jakieś zainteresowania, niż gdyby miałby siedzieć kołkiem przed TV albo co gorsza spędzać wolny czas przy piwku.

    --
    R.
  • robitussin 19.07.12, 16:38
    No to podaj rękę kochana. Mój też modelarz uncertain
    Tak mi coś po głowie chodziło, jak napisałaś o drogich durnostojkach, ale myślałam, że tylko ja mam takiego "zdziecinniałego" chłopa.
    Ale w jednym nie masz racji - to z czasem nabiera wartości smile Oczywiście nie wszystko, ale mój ostatnio wyprzedaje część swojej kolekcji na Allegro (bo się ponoć przerzuca na inną skalę - już się boję) i powiem Ci, że trochę sensowanej kasy z tego odzyskał. Widać takich jak on wariatów nie brakuje na świecie wink

    --
    R.
  • dzedlajga 18.07.12, 11:45
    chyba nie rozumiesz różnicy pomiędzy "weź się w garść" a "poszukaj odskoczni".

    Wydaje na się, że musimy zrobić wszystko, teraz i w dodatku najlepiej na świecie, a w końcu przychodzi szpital, załamanie lub inna choroba i tak wszystko musi zaczekać. Więc moim skromnym zdaniem lepiej spróbować coś zmienić w swoim życiu, póki jeszcze można się obyć bez lekarza szpitala i tony leków. Stan, który opisuje Hela ja przechodziłam wiele lat temu (nawet nie wiedziałam o czym jest film, który oglądałam) i był to początek poważnej choroby. Gdybym wtedy wiedziała co zrobić (i miała odwagę to zrobić) pewnie dziś byłabym gdzie indziej. A tak parę lat straciłam na szpitale i leki, po których chodziłam jak naćpana.

    Wiem, wiem, teraz wszyscy (może nie wszyscy, ale niektórzy) pomyślą: WARIATKA a próbuje radzić nam normalnym. Prawda jest taka, że zdziwilibyście się ilu "wariatów" macie wokół i na ogół są to ostatnie osoby, które podejrzewalibyście o szaleństwo.


    Co do depresji, to jako osoba, która przeszła od -10 do +10, przy czym 0 to stan normalny, stwierdzam, że można ją stopniować. Nie twierdzę, ani że Hela ma depresję, ani że tym bardziej ma -10. Ale tak -1,-2 może. Podobnie jak przy małym bólu zęba - wystarczy zaleczyć małą dziurkę i po sprawie. Można jednak czekać do zapalenia okostnej - wtedy nie tylko leki i psychoterapeuta, ale często i szpital jest potrzebny.

    I jeszcze jedna uwaga: uwielbiam jak ktoś ma bardzo dużo do powiedzenia w sprawie, w której nie ma ani przygotowania zawodowego ani WŁASNYCH doświadczeń. Choroby koleżanki do doświadczeń własnych nie zaliczam


    --
    http://straznik.dieta.pl/zobacz/straznik/?pokaz=92664fcbd3ceaa306.png
    . . . . . . . . . . . Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta . . . . . . . . . . .
  • robitussin 18.07.12, 12:52
    dzedlajga napisała:

    > chyba nie rozumiesz różnicy pomiędzy "weź się w garść" a "poszukaj odskoczni".

    Nie bardzo widzę różnicę. A ktoś, kto nie ma pomysłu, jak wziąć się w garść czy jakiej poszukać odskoczni nie zobaczy tej różnicy tym bardziej.

    > Więc moim skromnym zdaniem lepiej spróbować coś zmienić w swoim życi
    > u

    "Coś zmienić", ech...
    Nie od dziś wiadomo, że lepiej być zdrowym i bogatym.
    Problem w tym JAK TO ZROBIĆ.

    > Wiem, wiem, teraz wszyscy (może nie wszyscy, ale niektórzy) pomyślą: WARIATKA a
    > próbuje radzić nam normalnym.

    Ja bynajmniej tak nie myślę. Nie jesteś dla mnie żadną wariatką.

    > Prawda jest taka, że zdziwilibyście się ilu "war
    > iatów" macie wokół i na ogół są to ostatnie osoby, które podejrzewalibyście o s
    > zaleństwo.

    I tu się zgadzam. Sama siebie do normalnych osób też bym nie zaliczyła smile

    > I jeszcze jedna uwaga: uwielbiam jak ktoś ma bardzo dużo do powiedzenia w spraw
    > ie, w której nie ma ani przygotowania zawodowego ani WŁASNYCH doświadczeń. Chor
    > oby koleżanki do doświadczeń własnych nie zaliczam

    Na to odpowiedziałam w innym poście. Uważam, że nie masz racji. Nie trzeba mieć ani przygotowania zawodowego, ani przechodzić przez coś samemu osobiście, by mieć o tym czymś spore pojęcie i móc sie w tym temacie wypowiadać.

    --
    R.
  • dzedlajga 16.07.12, 21:33
    Na początek wyobraź sobie, że Cię nie ma. Umarłaś. Odeszłaś. Cokolwiek. Ile Pan Mąż musi wydać, żeby mieć ugotowane, posprzątane , uprane itp? Tyle właśnie zarabiasz bez względu na to czy pracujesz zawodowo czy nie. Być może to nadal mniej niż to co przynosi Pan Mąż, ale za to jako bonus obce baby nie plączą mu się po chałupie.
    Jak sobie naprawdę to uświadomisz, to łatwiej Ci będzie przestać kręcić się w kółko i zacząć samej doceniać, to co wnosisz do wspólnego życia. Potem rzeczywiście kwestia priorytetów - dzielisz rzeczy ze względu na dwa kryteria: WAŻNE I PILNE.

    - ważne i pilne robisz od razu
    - ważne acz nie pilne robisz później
    - pilne choć nie ważne mogą poczekać
    - nie pilne i nie ważne - sama sobie odpowiedz. Jeśli przyjdzie moment, że się będziesz cholernie nudzisz, wtedy możesz je zrobić.

    Tylko nie mów, że wszystko jest ważne i pilne. Bo przykładowy chwast w ogródku moim zdaniem ani ważny ani pilny - chyba, że chcesz wygrać konkurs na perfekcyjną panią domu.

    Przykład z dziś: na spacer z psem koniecznie byś uprasowała spodnie? Rozwieszam, żeby maksymalnie równo wyschły, ale len z bawełną zawsze będzie pognieciony.

    Moja odpowiedź - wolałam więcej z psem pobiegać niż stać przy desce. Dodatkowo złapał nas taki deszcz, że spodnie znów do prania - trochę bym się wkurzyła, że się narobiłam a efekt był przez 15 minut. W domu i tak jest wystarczająco dużo pracy - ja staram się maksymalizować efekt. Teraz podłoga jest trochę brudna po spacerze, ale czeka nas jeszcze jeden - wtedy posprzątam. Teraz wolałam zająć się z kolei wychowaniem szczeniaka - efekt mam taki, że jeszcze niczego mi w domu nie zniszczył i coraz lepiej rozumie co mu wolno a czego nie. Czas poświęcony zwierzakowi teraz, będzie procentował przez następnych kilkanaście lat - czas poświęcony podłodze - max kilka godzin. Dla mnie wybór jest prosty.

    Gdybym miała dzieci, nawet moment bym się nie zastanawiała, czy dżem domowej roboty, czy dziecko. Dżem mogę kupić, ale dzieckiem nikt za mnie się nie zajmie. Albo się zajmie - tylko nie tak jak ja bym chciała. To są sprawy, którymi trzeba zająć się w pierwszym rzędzie - ważne i pilne.

    Sprzątanie jest ważne, ale nie pilne - no chyba, że coś się klei na podłodze albo nie ma czystej szklanki. Ale wtedy wystarczy umyć jedną - resztę można zrobić później.

    Rzeczone przez autorkę wątku malowanie - ja bym się zastanowiła nad całkowitą reorganizacją życia na czas remontu. Np dzieci wysłać na kilka dni do babci, mąż bierze urlop. I na pewno nie robię w tym samym czasie przetworów. Jeśli ktoś zakłada, że da radę pogodzić tyle rzeczy na raz - to chyba się przez 5 minut nad tym nie zastanowił. Trochę tak, jakby zakładać, że w czasie porodu wydziergam sweterek na drutach, bo trwa to parę godzin, a ręce przecież mam wolne.




    --
    http://straznik.dieta.pl/zobacz/straznik/?pokaz=92664fcbd3ceaa306.png
    . . . . . . . . . . . Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta . . . . . . . . . . .
  • hela6 16.07.12, 21:50
    dzedlajga napisała:

    > Ile Pan Mąż musi wydać, żeby mieć ugotowane, posprzątane , uprane itp?
    Niewiele. Facet nie obrasta w rzeczy i niewiele mu do szczęścia potrzeba zaś całą pozostałość miałby na hobby big_grin
  • claratrueba 17.07.12, 06:15
    helu, porażka zawodowa tłumaczy stan psychiczny, który z kolei tłumaczy "porażkę domową" . Błędne koło. Ale to się daje przerwać. I głównym celem powinno być i może być poprawienie właśnie stanu psychicznego, porządek, przetwory i remont będą produktem ubocznym terapii przez pracę. Tym bardziej grafik-harmonogram jest potrzebny. Być może (ja tak robię) z określeniem typu "pielenie- pół godziny", "odgracanie- pół godziny" gdy robota jest zbyt żmudna i nielubiana by ją robić długo. Wtedy zmiana zajęcia jest odbierana przez mózg jako wypoczynek, naprawdę. A efekty każdej pracy spadają wraz z czasem jej wykonywania. Przy takim "interwałowym działaniu" osiągnie się o wiele więcej niż dłubiąc jedno. Tylko, że to mogą być czynności dwie a nie dziesięć.
  • hela6 17.07.12, 09:37
    Ja nie mam obrzydzenia do żadnej z wykonywanych prac. Działkę mogę plewić całodobowo ale wiąże się to z obserwacją "klęski urodzaju" . Robiąc jedno potykam się o drugie i cierpię.
    Na razie parzę sobie herbatę z melisą i łykam bilobil. Małżonek twierdzi ze bilobil na chaos pomaga.
  • claratrueba 17.07.12, 10:39
    To nie chodzi o obrzydzenie. nawet czasem wręcz przeciwnie- im bardziej lubimy jakąś robotę, im bardziej jesteśmy w niej dobrzy tym bardziej dołuje nas, że teraz właśnie nie wychodzi. Tu narzucenie sobie przerwy w czymś i zajęcie na określony czas czymś innym pomaga bardzo.
    Np. plewisz przez pół godziny i w ramach przerwy usuwasz coś, o co się potykasz. Chociażby częściowo, też z limitem czasowym.
    Bilobil ma dobre działanie, pozwala opanować chaos myśli. Skakanie od zadania do zadania.
  • anu_anu 18.07.12, 09:06
    No nie!!! To nie tak ma działać! Właśnie takie podejście stosuje autorka wątku i efekt opisała!
    Celem naszych działań ma być abyśmy zajmowali się działaniami ważnymi - ale nie pilnymi!
    Chodzi o to aby je załatwiać zanim będą pilne!
    Inaczej wiecznie się działa w systemie "ratowanie aby uniknąć tragedii" - co skutkuje nie tylko maksymalnym (lub jeszcze większym) zarobieniem, stresem - bo tragedia ciągle na wyciągnięcie ręki, poczuciem, że "tylu rzeczy nie robię" oraz zwiększa pracochłonność poszczególnych działań (robienie czegoś w panice powoduje, że robimy to niedokładnie i potem tracimy czas na poprawki lub nawet powtórne robienie).
    Zauważ, że autorka wątku właśnie tak robi - lata od jednego pożaru (bo owoce zaraz zgniją) do drugiego (bo coś tam jest nie uprasowane i nie ma w czym wyjść) i w pakiecie ma ten stres, że za chwilę padnie ze zmęczenia a i tak nie zdąży zająć się dziećmi oraz pierdylionem innych rzeczy.
    Oczywiście, że warto sobie zrobić klasyfikację z podziałem na rzeczy pilne i ważne.
    Potem trzeba jednorazowo obsłużyć sprawy grożące "pożarem" - jedną, dwie, max trzy - z pomocą kogokolwiek (mąż, siostra, koleżanka, mama, ktoś wynajęty). Z reszty trzeba zrezygnować lub odłożyć na późniejszy termin.
    I jak się sytuację trochę ogarnie to potem trzeba się pilnować aby nie wchodzić w kwadrat - "ważne i pilne".
    W opisanej sytuacji bym nie malowała. Za miesiąc, max dwa skończy się czas na przetwory - i wtedy można pomalować, będzie jeszcze ciepło, co ma wyschnąć - wyschnie.
    Rzeczy bym podzieliła na te "koniecznie do prasowania" i "reszta". Jeżeli czasu jest mało - prasuje się wyłącznie koszule i bluzki koszulowe.
    Jedzenie rodziny - jest tu wątek o obiadach w pół godziny. Śniadania i kolacje można robić na zmianę. Zamiast gotowanej zupy mlecznej jadać płatki zalane mlekiem czy jogurtem.
    Ale te wszystkie sposoby nie pomogą jeżeli będzie się na dany dzień planowało więcej zająć niż da się wykonać. Jest prawdą, że im więcej pracy mamy - tym więcej robimy - ale to ma granice. Możemy je na trochę przesunąć rezygnując z kawałka snu - ale jeśli taki stan będzie trwać za długo - to się okaże, że człowiek niewyspany pracuje mniej i nie dość, że się człowiek nie wyśpi - to zrobi mniej. Wg mnie autorka wątku jest właśnie w tej fazie.
    Czyli trzeba tak zaplanować czas - aby spać minimum 6 godzin. Jeżeli się coś nie mieści - to się nie mieści. Nie ma co udawać, że heroicznie jakoś damy radę. Po co? NIKT tego nie doceni a ofiara się zamęczy...
    --
    Jak płyniesz z prądem to uważaj, bo kopnięcie w wodzie jest groźne
  • hela6 18.07.12, 10:40
    Uścisle.
    Ważne jest zdrowie psychiczne całej rodziny bo jak nawali to się całe to kółko wzajemnego wsparcia i miłości rozpadnie i będzie bida w każdym wymiarze.
    Pikle z cukinii przy tym wszystkim to sprawa super pilna ale chyba nie koniecznie potrzebna. Majtki prasowane na kancik również.

    Też czytałam tę książkę ale jest jeden haczyk. Czasem dążąc do spraw wielkich, ważnych i rzutujących na nasze przyszłe szczęście można się potknąć o zalegające drobiazgi i wybić zęby. I w przenośni i w rzeczywistości.
  • anu_anu 18.07.12, 12:52
    Ja akurat nie czytałam, na jakimś szkoleniu mi narysowali ten układ współrzędnych, resztę sama sobie dopowiadałam. I wyszło mi, że kryterium wyboru to wyłącznie ważność a pilnością się steruje poprzez obcinanie (poczynając od najmniej ważnych) - tak aby nie wchodzić w sprawy pilne a tym bardziej w przeterminowane.
    Z tym zdrowiem rodziny - pewnie, że jest ważne. Ale jak go nie ma - to żyć nadal trzeba, z takimi warunkami jakie są.
    A zalegające drobiazgi zawsze są. Zawsze przeszkadzają, taka ich natura. Ale to jest jak z kałużą - groźne są tylko te, których nie widzisz i w nie wleziesz. Jak coś zalega - to można ominąć lub zrobić (jeżeli znajdzie się odpowiednio wysoko w hierarchii ważności - aby zmieścić się w naszym czasie). Natomiast jak usiłujesz tylko ich "nie widzieć" - to prędzej czy później się o nie potkniesz. Tak jak wleziesz w kałużę, której nie chcesz zobaczyć...
    --
    Jak płyniesz z prądem to uważaj, bo kopnięcie w wodzie jest groźne
  • olciaalcia 17.07.12, 10:59
    a może zwolnij obroty i rób wszystko po kolei - najpierw przetwory, potem malowanie a prasowanie na bieżąco po 5 min. dziennie

    nie daj się sama sobie zwariować
  • dzioucha_z_lasu 17.07.12, 11:16
    Myślę, że to dobra ilustracja Waszego problemu. I sensu Waszego miotania się
    encrypted-tbn0.google.com/images?q=tbn:ANd9GcSd_FAazucsmwZXUpHkLAOcX-KZtzCaBaxvoWTkijzOBqrQDzuR8Q
    --

    --------------
    Bądź jak ptak...
  • dzedlajga 17.07.12, 11:25
    SUPER
    big_grin big_grin big_grin
  • baba_za_kolkiem 17.07.12, 15:23
    Ale na surfowanie na internecie masz czas. To oznacza, że tak naprawdę nie jest ci ciężko tylko chciałaś się pochwalić ile umiesz i jaka jesteś zaradna.

    To sarkazm.

    A tak na poważnie: nigdy nie rozumiałam takich ludzi, na zasadzie zastaw sie a postaw się, zatyraj sie na amen ale przetwory muszą być i ściany muszą być i tylko ja umiem prasować, i jak mi ciężko, jak mi źle, ale tylko ja tak umiem.... itd. Cała litania. Jesteś dorosła czy nie? Decydujesz o sobie i swoim życiu czy nie? To weź pierd...., przepraszam, rzuć kilka z tych zadań, przekieruj je na pomocnika, rozłóż w czasie, daruj sobie, odpuść sobie. I wtedy będziesz miała czas na czytanie ciekawych artykułów w internecie a nie na użalanie się nad sobą na forum. My ci nie pomożemy, sama to zrób.
    Powodzenia.
  • hela6 17.07.12, 18:15
    baba_za_kolkiem napisała:

    > Ale na surfowanie na internecie masz czas. To oznacza, że tak naprawdę nie jest
    > ci ciężko tylko chciałaś się pochwalić ile umiesz i jaka jesteś zaradna.
    >
    > To sarkazm.

    Wiesz, czasem nie masz nikogo z kim możesz tak szczerze pogadać o takich problemach. Czasem się wstydzisz przyznać że nie dajesz rady,że twoje małżeństwo nie jest takie doskonałe, że nie jesteś super mamą. czasem siedzisz w środowisku w którym takie problemy nie mają prawa wystąpić. Wtedy zostaje internet i dzięki bogu że jest takie miejsce.
    Pisząc posta przy okazji przemyślisz to o czym piszesz.
  • framaga32 18.07.12, 07:47
    rozumiem cię doskonale i zgadzam się z Twoją wypowiedzią w 100% to nie jest chwalenie się ile chcę zrobić, ile umiem, jaka jestem zaradna, to jest właśnie objaw bezradności, człowiek nie wie już co ze sobą zrobić, siada przed kompem i pisze i ma nadzieję, że obcy ludzie go wysłuchają i na dodatek zrozumieją, ale jak widać nie wszyscy. Hela 6 ja mam tak samo.
  • drugi.dwukropek 18.07.12, 08:58
    Ja myślę (a może się mylę), że baba_za_kolkiem miała na myśli autorkę wątku, nie Ciebie...
    Tak czy inaczej, życzę Ci szybkiego powrotu do formy. Rychłego znalezienia pracy też jak najbardziej.
  • hela6 18.07.12, 10:31
    Ja myślę ze wolno mi odpowiadać nie tylko w swoim temacie. Rozumiem że nie zrozumiałaś mojej intencji.

    A do baby za kolkiem powiem jeszcze tyle że pewien "perfekcjonizm" wynosi się z domu i przez lata nie potrafi inaczej żyć. Są jeszcze przypadki kiedy do tej ostrej tyrki dochodzi lanie od małżonka i tez jest ok. bo mama tak miała, babcia tak miała i zawsze powtarzały że to z miłości te baty.
    Takim kobietom należy się zrozumienie i nakierowanie na właściwe tory, choć to nie łatwe, a nie obśmiewanie. To do niczego dobrego nie prowadzi.
  • gonia225 18.07.12, 13:20
    A ja mam sajgon w chacie, żywą i chorą trzylatkę, w ciązy jestem, pracuję dużo, mąż również i to dużo i powiem tak, mam gdzieś porządek, dziś wiecej luzu, więc rano na zakupy ubraniowe, po południu na manicure idę, w piątek do fryzjera i na zakupy ciąg dalszy, bo w sobotę jadę na urlop i mam gdzieś ten bajzel, małżonek jak również i szczęśliwi przynajmniej jesteśmy, o!
    --
    "...Porywa na życie i śmierć do tańca Grande
    Valse Brillante"
  • hela6 18.07.12, 14:21

    EEEtam.

    Zaraz się znajdzie ktoś kto napisze żeś fleja big_grin
  • gonia225 18.07.12, 14:46
    A niech się znajdzie smile, porządek lubię, ale sił mi ostatnio brak, więc udaję, że nie widzę bałaganu smile
    --
    "...Porywa na życie i śmierć do tańca Grande
    Valse Brillante"
  • agnik_mk 18.07.12, 15:27
    podziwiam tych,którzy potrafią nie widzieć bałaganu smile

    czytam Was kobietki i powiem, że ja też muszę się dyscyplinować, żeby nie zaharować się na własne życzenie. U mnie w małżeństwie dzielimy się obowiązkami,umówiłam się z mężem, że do niego "należy" łazienka, podłogi,kuchnia - w sensie porządkowym. I gdy tylko coś zgrzyta, mówię, ze możemy się zamienić na kurze, prasowanie i gotowanie.... a on nie chce... big_grin ciekawe czemu???? smilesmilesmile
    Tatowe jest też kąpanie dzieci, czytanie książek - wtedy mam moment na prasowanie, albo po prostu posiedzenie sama ze sobą smile

    Nie lubię gotować - tzn wymyślać co ma być na obiad sad
  • wiecznie-zapominam-login 19.07.12, 03:32
    Czy tylko ja nie śpię big_grin?
    Może i mam jakieś pomysły ale konsekwencji mi brak sad Wczoraj miałam postanowienie że więcej luzu, spoko, nie przejmować się tak, więcej prac plastycznych i wszelkich zabaw z dziećmi, niech mąż sam prasuje albo w pogiętych koszulach chodzi, pokój z największym bałaganem zamknięty (i tak go nie używamy)..itp...itd
    Nieco starałam się ogarnąć całość pobieżnie, bardzo pobieżnie smile i luz ale wieczorem przyjechały zamówione zakupy, zawsze zamawiam w tym samym miejscu, znają mnie dobrze i pan był tak miły że wniósł je do środka i uświadomiłam sobie że aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa drzwi do bajzlownika otwarte, masakryczny bajzer w przedpokoju bo właśnie wróciliśmy ze spaceru wstyd mi jak cholera. Tak wiem że to obcy ludzie, mają gdzieś moją malarię ale jak pomyślę że ktoś tą malarię widział to mi wstyd jakoś sad a następnie pomyślałam że to przecież mogła być TEŚCIOWA która zresztą mimo że mieszka daleko to robi niezapowiedziane "naloty"

    I cały luz bluz szlag trafił, wstałam o 1 i sprzątam w kuchni, teraz mam przerwę śniadaniową smile za jakąś godzinkę skończę sprzątanie to chwilkę się jeszcze zdrzemnę. Bajzlownika i tak dzisiaj (czyli przed 6 rano) nie ruszam, to nierealne abym coś zdziałała więc nie chcę się wykańczać fizycznie i psychicznie.

    Ps gdzie kupię żółtą taśmę "crime scene" aby zakleić te nieszczęsne drzwi aby nikt więcej tego bajzlu nie zobaczył big_grin?

  • claratrueba 19.07.12, 07:39
    Dziękuję Wam dziewczyny! Odmalowałam pokój syna, co wiązało się z wynoszeniem setek fantów (z ręczną wyrzutnią pocisków przeciwczołgowych włącznie). Bo uświadomiłyście mi, że się opieprzam, po prostu. A pokój ma standard nory. Po to wywaliłam kupę pieniędzy na nową podłogę i bajerancki tynk jakiś czas temu?
    To właśnie w słowie "standard" a także paru innych jak "wstyd", "ambicja", "poczucie estetyki" jest pies pogrzebany.
    Bywam w domach gdzie panuje nieporządek. Nie przeszkadza mi to, nie zmienia dużej sympatii do gospodarzy. Ale ja bym tak mieszkać po prostu nie mogła. Choć musiałam gdy mój syn był mały, do tego praca wiążąca się ze stosami papierów wszędzie. Przeżyłam, ale dobrze się nie czułam we własnym domu. Lepiej się czuję gdy się urobię ale mam tak jak lubię, po prostu. Nawet jeśli przez godzinę czy dwie trzeba popracować fizycznie ciężko to warto.
    Jak się jest przyzwyczajonym do pewnego standardu to się trudno odzwyczaić bo to się wiąże ze zmianą nie nawyków jakiejś roboty ale odczuć. Przy dzieciach, pilnej robocie to nawyki mogą iść w kąt lub nabiera się nowych, ale wmówić sobie, że "jest pieknie" jak nie jest to sie nie da.
    Nawet jeśli ktoś będzie tak mówił, nawet jeśli dla kogoś "jest pięknie" bo ma inne standardy bo posiadł sztukę odpuszczania sobie.
    Hela, to że aktualnie masz superdoła nie oznacza, że nie wszystko inne jest do du...Jesteś supermama bo dzieci kształcisz, myślisz, że to takie powszechne? Dajesz im wzór pracowitej, zaradnej kobiety- ja taki dostałam i Bogu dziękuję. Pewnie, że czasem też nie wiem w co ręce wsadzić ale w generalnym rozrachunku to mi bardzo procentuje na plus. Tylko, że moja mama oprócz pracy (była pielęgniarką na ciężkich oddziałach) to jeszcze prała w pralce frania, płukała w wannie (ja i brat obsługiwaliśmy wyżymaczkę), wystawała w kolejkach i nie miała zmywarki, mikrofali, kuchennych robotów i innych gadżetów, ktore jak sądząc z licznych wpisów czynią domowe zajęcia baardzo męczącymi.



  • drugi.dwukropek 19.07.12, 08:50
    claratrueba napisała:
    Tylko, że moja mama oprócz pracy (była pielęgniarką na ciężkich oddziałach) to jeszcze prała w pralce frania, płukała w wannie (ja i brat obsługiwaliśmy wyżymaczkę), wystawała w kolejkach i nie miała zmywarki, mikrofali, kuchennych robotów i innych gadżetów, ktore jak sądząc z licznych wpisów czynią domowe zajęcia baardzo męczącymi.


    A inne mamy to co? Leżakowały na plażach, czy jak? Były kobiety, które nie pracowały zawodowo, ale takie są i teraz. Czasy były inne, inne zajęcia i inny układ dnia. Trzeba było sobie jakoś radzić.
  • claratrueba 19.07.12, 10:25
    > A inne mamy to co? Leżakowały na plażach, czy jak?

    Nie. To, co robiła moja mama, robiły i inne panie, niektóre znacznie więcej- w wielu domach np. były piece kaflowe i węglowe kuchnie. Wiele nie miało wody w mieszkaniu lub tylko zimną.
    W moim pokoleniu 45+ od dzieciństwa tym matkom się pomagało, nie było wyjścia. Pomagało też wielu panów w domu, chyba więcej niż teraz.
    Ale to samo moje pokolenie zaczęło swoje dzieci wychowywać inaczej. I pewnie większość piszących tu "robota to głupota" to już to inaczej wychowywane pokolenie. Po prostu nienawykłe do prac domowych. I gospodarowania czasem. Często też pieniędzmi. I potem we własnym domu z tymi problemami, z którymi starsi poradzili sobie jako dzieci, stykają się po raz pierwszy.
    Tu chyba jest problem, który chyba się pogłębia. Panie w sklepie osiedlowym mają mnie za matkę potwora bo zamiast lecieć po cebulę wysyłam syna od kiedy nauczył sie na rowerze jeździć. Dla kuzynek jestem potworem do potęgi, bo ten 18-letni obecnie osiłek myje i sprząta nasze samochody, aktualnie nie- bo tyra na budowie na własny. "Przecież stać was na myjnię! przecież moglibyście mu kupić!" A już fakt, że umie pralkę nastawić- zgroza. przecież mógłby na fejsie siedzieć. I tak siedzi, tyle, ze nie godzinami. A juz z ojcem zrobić zakupy i obiad- radocha (choć sie kłócą- jak to dwa samce)- radocha. Synowa doceni, jak ja doceniam swoich teściów.
  • ofelia1982 19.07.12, 10:46
    Podoba mi się jak wychowujesz syna, serio.
  • claratrueba 19.07.12, 11:06
    ofelia1982 napisała:

    > Podoba mi się jak wychowujesz syna, serio.

    Dziękuję Ci serdecznie. jesteś pierwszą osobą poza moją najbliższą rodziną, która to pochwala.
    Jak dotąd powszechne oceny to "męczenie dziecka", 'wykorzystywanie", "zabieranie dzieciństwa", "robienie sobie służącego". Dobrze, że na niebieską linię nikt nie zadzwonił. Nie zdziwiła bym się.
  • zooba 19.07.12, 11:18
    Ja też tak wychowuje dzieci i tez takie teksty słyszę. Ale faktem jest, że dzieci mam samodzielne i potrafiące dużo więcej zrobić w domu niż ich rówieśnicy.
  • dzedlajga 19.07.12, 13:44
    Dołączam się do gratulacji w kwestii wychowania syna. Oraz do wpuszczania ludzi do nie-lśniącego-domu.

    Jakie zabieranie dzieciństwa? Jakbyś go do kopalni od 5 roku życia na 16 godzin dziennie wysłała - to zgodzę się, że tak nie wolno. Ale, że zakupy zrobi, czy samochód umyje. Toż jak się pracy nie nauczy za młodu to potem będą tylko pretensje do całego świata, że nikt płatków róż nie śle pod nogami i trzeba schylić garba, żeby coś zrobić.

    Uważam, że o wiele gorszą krzywdę robi matka dziecku jeśli mu się pobawić nie da w wysprzątanej chałupie i ciągle na nie warczy. Co z tego, że wysprząta, wykrochmali jak z ostatnim pyłkiem wywali z domu ostatni okruch miłości i radości życia

    --
    http://straznik.dieta.pl/zobacz/straznik/?pokaz=92664fcbd3ceaa306.png
    . . . . . . . . . . . Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta . . . . . . . . . . .
  • elle-joan 20.07.12, 18:42
    claratrueba napisała:
    (...)
    > Nie. To, co robiła moja mama, robiły i inne panie, niektóre znacznie więcej- w
    > wielu domach np. były piece kaflowe i węglowe kuchnie. Wiele nie miało wody w m
    > ieszkaniu lub tylko zimną.
    > W moim pokoleniu 45+ od dzieciństwa tym matkom się pomagało, nie było wyjścia.
    > Pomagało też wielu panów w domu, chyba więcej niż teraz.
    > Ale to samo moje pokolenie zaczęło swoje dzieci wychowywać inaczej. I pewnie wi
    > ększość piszących tu "robota to głupota" to już to inaczej wychowywane pokoleni
    > e. Po prostu nienawykłe do prac domowych. I gospodarowania czasem. Często też p
    > ieniędzmi. I potem we własnym domu z tymi problemami, z którymi starsi poradzil
    > i sobie jako dzieci, stykają się po raz pierwszy.
    > Tu chyba jest problem, który chyba się pogłębia. Panie w sklepie osiedlowym maj
    > ą mnie za matkę potwora bo zamiast lecieć po cebulę wysyłam syna od kiedy naucz
    > ył sie na rowerze jeździć. (...)
    > A już fakt, że umie pralkę nastawić- zgroza. przecież mógłby na fejsie siedzieć
    > . I tak siedzi, tyle, ze nie godzinami. A juz z ojcem zrobić zakupy i obiad- ra
    > docha

    Owszem, były piece i kuchenki węglowe, ale mieszkania bez wody nie widziałam a mieszkaliśmy w mniejszym mieście i nie jakimś zamożnym otoczeniu. Rodzce pracowali do 15.00/16.00 i mieli zakładowe mieszkania i za nic nie zamieniliby tego na dzisiejsze kredyty trzydziestoletnie w zamian za centralne ogrzewanie i internet. Bardzo uogólniasz. Ja w dawnych czasach nie pomagałam w domu, mama twierdziła, że sama zrobi lepiej i szybciej, zresztą był na to czas, bo dzieci latały same po podwórku i do szkoły a rodzice nie tyrali żeby opłacić dach nad głową. Moje dzieci pomagają, bo lubię jak kręcą się koło mnie i pozwalam im się uczyć. Chodzą po zakupy i wcale nikt nie patrzy na nas dziwnie. Nie widzę aby rodzina gdzie dzieci pomagają w domu i nie siedzą godzinami na fb była uważana za dziwczną. Myślę, że jest ogromna przesada w tych wywodach jak to było kiedyś ciężko a jak dzisiaj super a dzieciaki kiedyś lepsze a dzisiaj rozpuszczone a jak u kogoś dobrze wychowane to rzekomo inni się dziwią. Każdy żyje po sowjemu- i dawniej, i dziś.
  • ko_kartka 22.07.12, 22:33
    laratrueba napisała:

    > > A inne mamy to co? Leżakowały na plażach, czy jak?
    >
    > Nie. To, co robiła moja mama, robiły i inne panie, niektóre znacznie więcej- w
    > wielu domach np. były piece kaflowe i węglowe kuchnie. Wiele nie miało wody w m
    > ieszkaniu lub tylko zimną.
    > W moim pokoleniu 45+ od dzieciństwa tym matkom się pomagało, nie było wyjścia.
    > Pomagało też wielu panów w domu, chyba więcej niż teraz.
    > Ale to samo moje pokolenie zaczęło swoje dzieci wychowywać inaczej. I pewnie wi
    > ększość piszących tu "robota to głupota" to już to inaczej wychowywane pokoleni
    > e. Po prostu nienawykłe do prac domowych. I gospodarowania czasem. Często też p
    > ieniędzmi. I potem we własnym domu z tymi problemami, z którymi starsi poradzil
    > i sobie jako dzieci, stykają się po raz pierwszy.

    Błagam cię... Pokolenie mojej babci i mojej mamy krochmaliło firanki we Frani, "bo co ludzie powiedzą", a nie z potrzeby serca. I strofowało mnie, dlaczego ja jestem taka gruba "bo co ludzie powiedzą". Serdecznie mam dość tego "co ludzie powiedzą", wiesz? Mam burdel i bajzel, a jak się komu nie podoba - niech sprzątnie, zamiast pleść ozorem po próżnicy, do jasnej anielki!

    Co do syna - słuszne wychowanie, ale nie widzę związku. I nie widzę powodu do peanów na Twoją cześć, bo to normalne wychowanie.
  • robitussin 19.07.12, 09:05
    Dziewczyno, nie przejmuj się jakimś tam facetem ze sklepu czy nawet teściową. To Twój dom i Twój bajzel. My swego czasu, w starym mieszkaniu mieliśmy wszystkie ściany pomalowane przez dzieci kredkami, farbami, oklejone plasteliną, obłupane tynki, brudne ślady łap, jedzenia - wyglądało to jak w najgorszej melinie, ale nie było sensu tego malować i remontować, bo kasę ładowaliśmy w dom, do którego mieliśmy się niedługo przenieść. My się przyzwyczailiśmy do takiego stanu, ale jak przychodzili obcy ludzie (listonosz, monter z kablówki czy ktoś tam inny), to miny mieli baaaardzo niewyraźne wink Ale w dupie to miałam. Kiedyś ktoś się zapytał, co tu się stało, że to tak wygląda, więc powiedziałam prawdę - mieszka tu dwójka małych i bardzo kreatywnych dzieci smile
    --
    R.
  • nafnaf4 19.07.12, 10:14
    A ja bardzo cenię ludzi, którzy potrafią "wpuścić" mnie do domu mimo, że nie jest wysprzątany. I nie udawać na pokaz, że są mistrzami porządku.
    Jeśli masz dzieci + psa dom jest czysty tylko chwilę po sprzątaniu. A latać ciągle za dzieckiem i psem ze szmatą? Lepiej się z nimi pobawićsmile
  • aga_kaz1 20.07.12, 18:25
    To o czym piszecie to trudny temat. Zawsze lubiłam perfekcyjne wnętrza, z klimatem gdzie nie ma przypadkowych rzeczy. I co i po paru latach starania zostałam mamą, a potem jeszcze raz mamą. Siedzę sobie na wychowawczym. Wydawać sie może że czasu mnóstwo, ale to nie prawda. Oj dzieci zmieniają poglądy na świat. Po wielu miesiącach wewnętrznej szarpaniny wreszcie zrozumiałam że jest wielka różnica miedzy bałaganem a brudem w domu. Jeśli wchodzisz gdzieś do domu gdzie są małe dzieci i od progu widzisz na czystych podłogach i dywanach zabawki buciki ubranka, dzieła małych rączek to znaczy że tu są i bawią się szczęśliwe zdrowe dzieci. Ale jeśli zabawki w są w brudzie, kurzu zaschniętych resztkach to nawet jeśli są poukładane to i tak pomyślisz że to wygląda żałośnie. Dlatego staram się nie biegac za dzieciakami i ustawiac rzeczy, tylko skupiam sie na czystości. Dlatego myśle że nie ma co rozpaczac że podczas remontów , czy sprzatania ktoś obcy widzi nieporządek.
  • teresk.a 20.07.12, 22:34
    Wstałaś o 1 i sprzątałaś kuchnię ?
    Przejmujesz się co pomyśli pan przynoszący zakupy ?
    Chyba to zarty?
    Cukinie ?
    Pogięte koszule ?
    Bajzlownik?
    Chaos i atmosfera jak u Chmielewskiej
    Dla mnie rozwiazanie jest oczywiste:

    1.ograniczenie ilóści goraczkowyh aktywności,
    2. Bezwzględny wypoczynek 22.00-6.00,
    3. poproszenie o pmoc męża ,teściowj ,lub zatrudnienie na godziny młodego osoby na godziny.
    4. Zmiana stosunku do siebie - nie jesteś tylko panią domu
  • agatazieba 20.07.12, 22:59
    wiadomo, że trudno zmienić swoje myślenie. zwłaszcza w kwestii prasowania smile

    w prasowaniu mąż dojdzie do wprawy, musisz wytrzymać ten czas, dopóki się nie nauczy robić tego sprawnie i ten czas kiedy uzna, ze właściwie to nie musi nic prasować. tylko suszcie pranie tak, żeby nie trzeba było za wiele prasować. mąż ma rację, na głowę upadłaś, żeby o 2 w nocy brać się za prasowanie. gdyby uważał to za niezbędne, sam by sobie wyprasował wieczorem, przecież umie, sama mówiłaś.

    z tą zupą mleczną to nie kumam. po kiego grzyba mu robisz śniadanie, jak nie masz czasu na spanie? czy to jest taki facet, co nic nie zje, jak nie dostanie pod nos? może niech sobie zrobi kanapki wieczorem, będą jak znalazł na śniadanie. to łatwe. wysłać mu przepisy?

    skoro malowanie cię odpręża, to rób to dalej.

    jak to jest z tym sprzątaniem? nie możesz mieć burdelu czy syfu przez parę dni, kiedy masz coś innego na głowie? zaweźmij się i wytrzymaj. potem bałagan już tak nie rusza. w międzyczasie objaśnij mężowi działanie ścierki. może zdoła zetrzeć kurze/wytrzeć podłogę/ pozbierać to, co leży na wierzchu, a twoim zdaniem nie powinno?

    przetwory - rozumiem eko i wiesz, co w nich jest. czy jednak brak snu wart jest tej ceny? nie znam się, zapytam jednakże, czy za miesiąc nie będzie cukinii? bo wiśni nie będzie. musisz to na przyszłość inaczej planować. jakimiś etapami, a nie że wolne i ty teraz ruszysz i załatwisz wszystko malowanie porzeczki, cukinia i prasowanie. pogięło cię?
    co do warzyw, są mrożone, prawie jak świeże, może rzuć te przetwory, przynajmniej jakąś część.

    może zatrudnij pomoc do dzieci albo przetworów?

    na dzieciach się nie znam, więc nie doradzę.

    a teraz:
    kładź się spać.
    rano:
    wstań, uśmiechnij się, umów się do fryzjera, weź prysznic, wydepiluj się, jeśli to zaniedbałaś ostatnio, zjedz śniadanie, idź do fryzjera. (albo zamów do domu, jeśli nie masz co z dziećmi zrobić, albo umów się na popołudnie a dzieci zostaw z mężem)
    potem działaj jak uważasz, ja bym zrobiła paznokcie.

    szkoda życia na bycie perfekcyjną panią domu. wolałabym już być perfekcyjną kochanką...

    większość dziewczyn dobrze ci radzi. nie da sie samemu zrobić wszystkiego.
  • zikusia 22.07.12, 13:06
    Najważniejsze jest to co Ty chcesz mieć zrobione i jak ma Twój dom wyglądać. Nie rób tego co oczekuje Twoja teściowa, Twoi rodzce czy mąż. Oczywiście z mężem ustalasz co jest najważniejsze i w jakiej kolejności to wykonujecie. Wydaje mi się, że planowanie ważnych dla domu czynności jest priorytetem. Nigdy bym nie planowała malowania mieszkania latem gdy tyle słońca , owoców i możliwości spacerów. Mam działkę i robię przetwory. Bardzo dużo bo około 400 słoików, ktorymi się dzielę oraz rozdaję jako prezenty np. nalewki z poziomek lub jeżyn. Dwa razy w tygodniu jadę na działkę i plewię , podlewam, zbieram i wieczorem przetwarzam. W środy gdy mąż ogląda mecze ja na kompie oglądam jakieś filmy i prasuję. Robię to raz w tygodniu i zapełniam szafę czystymi wyprasownymi ciuchami ( mąż codzienne ma czystą i wyprasowaną koszulę) Prasuję to co wg mnie trzeba prasować. Odpuszczam sobie piżamy czy koszule nocne, podkoszulki w których pracuję na działce czy sprzątam. Dla mnie najprzyjemniejsze jest otworzenie szafy i mozliwość wybrania sobie gotowych ciuchów. Nie wyobrażam sobie codziennie wyciągania deski, żelazka, spryskiwacza, przedłużacza i ustawiania tego a za chwilę chowania tego z powrotem. Strata czasu. W piątki jestem wcześniej w domu więc zabieram się za sprzątanie " góry" . Kurze , wstawianie pralki, wynoszę surowce wtórne, zmieniam obrus, sprzątam łazienkę, itp. Mąż wieczorem odkurza, myje podłogi. Aby mieć więcej czasu w sobotę i niedzielę gotuję jedzonko , które dobre jest odgrzewane np. gołabki, bigos oraz piekę jakieś ciasto. Ponieważ mam aneks kuchenny więc oglądam w tym czasie telewizję. W tygodniu gotuję na 2 dni. Zakupy duże robię w czwartki bo jeszcze nie ma tłoku w sklepach i zajmuje mi to 1 godzinę. Raz na miesiąc mąż jedzie po "chemię" . Malowanie zaplanowałam na listopad, bo wtedy będziemy mieli dużo czasu. Nie będzie schło szybko? Nieszkodzi mamy wtedy czas. Po malowaniu posprzątamy i przed świetamy będzie luz. Razem z mężem mamy hobby , które zajmuje nam dużo czasu od woisny do jesieni zarówno w tygodniu i jak i prawie całe weekendy. Na to hobby mogłam pozwolić sobie dopiero jak dzieci dorosły i wybyły z domu. Małym dzieciom poświęciłam bardzo dużo czasu i dom też miałam zorganizowany. Mąż był zaangażowany w wiele obowiązków. Robimy tak, bo nam się fajnie żyje w świecie uporządkowanym, Jest szybciej, smaczniej, ekologiczniej . Teraz podsumowałam, że nasze hobby zajmuje nam około 20 godzin tygodniowo. Za chwilę porobię na drutach , za 1,5 godziny odgrzeję obiad i wybywamy do wieczora. Przy jakimś programie wieczornym podgotuję na jutro obiad. Mąż przejrzy w kompie ważne informacje i podzieli się nimi ze mną. Przygotuje i zrobi płatności. Poczytamy w łóżku przed snem. Wszystko jest na swoim miejscu. I chyba najważniejsza sprawa! Mamy bardzo mało rzeczy w domu. Ciuchy tylko te w których chodzimy a i tych nie zbyt wiele, Nic nie stoi na wierzchu oprócz żywych kwiatów i kilku fotografii. Łatwo jest utrzymać porządek. Umiejątność wykorzystania czasu jest wielkim darem.
  • dzedlajga 22.07.12, 14:49
    Z wielką przyjemnością przeczytałam Twój post. Już nie wierzyłam, że są jeszcze normalni ludzie na świecie. Którzy nie muszą niczego nikomu udowadniać. Żyją tak, żeby im było dobrze i są szczęśliwi. Ja dopiero się tego uczę, bo niestety przeszłam w dzieciństwie niezłe pranie mózgu. Potem przyszła choroba i siłą rzeczy różne rzeczy zostały zawieszone na kołku, ale wykorzystałam ten czas na przewartościowanie paru spraw. Teraz na nowo uczę się żyć. Nie, nie będę nikogo naśladować (to już przerabiałam). Ale gdybym miała się na kimś wzorować, to z pewnością byłabyś to Ty. Ale ja zrobię to wszytko tak jak Ty, tylko, że po swojemu wink Może gdzieś, kiedyś dam znać jak mi poszło.


    --
    http://straznik.dieta.pl/zobacz/straznik/?pokaz=92664fcbd3ceaa306.png
    człowiek byłby dużo mądrzejszy, gdyby jako dziecko nie dał sobie wmówić, że jest głupi
  • dzedlajga 23.07.12, 14:03
    wiecie co, a mnie się udaje unikać prasowania. Tzn czasem coś tam trzeba, szczególnie jak idę z wizytą do cioci wink
    Ale na co dzień noszę takie rzeczy, których prasować po prostu nie trzeba. A już na pewno do lasu prasowania bym nie nosiła - za blisko mam szpital psychiatryczny, jeszcze by mnie zamknęli big_grin

    --
    http://straznik.dieta.pl/zobacz/straznik/?pokaz=92664fcbd3ceaa306.png
    człowiek byłby dużo mądrzejszy, gdyby jako dziecko nie dał sobie wmówić, że jest głupi
  • biedroneczka47 23.07.12, 16:24
    Ewidentnie organizacyjny kociokwik. Małe dzieci (w tym przypadku 3) faktycznie zabierają czas ale pozostały musi się dać jakoś zorganizować. Np. w jednym dniu malujesz a w drugim robisz sałatki. Ja mam fajnie, bo dziecko ma już 6 lat i się sobą zajmie ale pracuję 8 godzin i jestem sama. Mieszkanie nie lśni ale jest w miarę ogarnięte. Pierwszy przełom był jak wyeksmitowałam zabawki z dużego pokoju tam gdzie powinny być. One oczywiście mają tendencję do samoistnego wypełzania ale trzeba je zawracać. Pokój dziecka jest żywiołem nad którym panuję średnio. Trochę czasem posprzątam, czasem jakaś ciocia albo dziecko samo udrożni ciągi komunikacyjne. Z takich sprzątaniowych rzeczy polecam też odkurzacz bezprzewodowy. Dawniej odkurzaniu u mnie towarzyszył lęk że trzeba będzie to wszystko wydobyć, poskładać, poodkurzać, zaplątać się 5 razy w kabel a potem rozmontowywać i jeszcze kabel nie będzie się chciał zwinąć. że nie wspomnę o wymianie worka. Teraz łapię odkurzacz w trakcie jak mi się obiad odgrzewa i oblatuję mieszkanie w 5 minut.
    Przetwory też robię ale nie hurtowo i jak mam czas i ochotę i traktuję to jak rozrywkę. Ktoś Ci dziewczyno nieźle w głowie namieszał, że tak cierpisz z tym wszystkim. Może zapytaj siebie czy Ty chcesz te soczki robić, czy wymaga tego od Ciebie starsze pokolenie? Moje siostry nie robią i żyją.
    No i prasowanie. Po jednej koszuli? Po nocach?
    Włącz sobie w sieci jakiś fajny serial (legalnie oczywiście) - jeden odcinek to ok 40 minut. Masz rozrywkę i relaks a przy okazji zdążysz z kilkanaście ubrań wyprasować. 2 razy w tygodniu taka sesyjka.... no, chyba, że masz duże zaległości, to częściej.
    Jest jeszcze taki jeden myk. Jak mam zaplanowaną wielką robotę, to kompa wyłączam na amen. A pewna osoba, (ze starszego pokolenia) która po każdym wejściu do mojego mieszkania, niezależnie od stanu wykrzykiwała "jaki tu bałagan" nie jest już zapraszana a nawet jak siępojawi przy okazji kogoś innego nie czuje się na tyle swobodnie, żeby tak fikać.
    Co do naszych mam, które były tak ogarnięte zarąbiście... przypomnijcie sobie dziewczyny ile miałyście w dzieciństwie obowiązków. Ja mam 2 starsze siostry i wielkie sobotnie sprzątania były praktycznie naszymi rękami robione.
    Podsumowując.
    Nie dać się zwariować, nie dać sobie wejść na głowę teściowej, mąż niech swoich kabelków sam sobie pilnuje i....
    Malowanie i sezon na przetwory kiedyś się przecież skończą wink
    Wytrwałości
  • anodka 24.07.12, 21:51
    Po wizycie u dawno nie widzianej rodzinki wyluzowałam z myślami o idealnym domu. Wizytowany przez nas dom ( zaznaczam że pedantyczyna nie jestem) ewidentnie nie lśnił czystością .I własnie w tym domu kuzynka wytworzyła tak cudowną atmosferę że zupełnie nie obchodziło mnie kiedy było ostatnie sprzątanie. Z przyjemnością wróciłabym tam kolejnego dnia, dawno nie czułam sie tak swobodnie i tak świetnie nie bawiłam. Zadbała o każdego gościa. I po tym zdarzeniu pomyślałam o sobie . Nie wiem czy potrafię aż tak oczarować rodzine i przyjaciół, raczej nie. Zamiast pomysleć o zaproszonych osobach ,często przed imprezą skupiam się na sprzataniu właśnie. Wiem ,że w posprzątanym domu jest przyjemnie, ale też teraz wiem , że warto trochę odpuścić i skupić się na ludziach. Porządki nie uciekną , natomiast chwile z rodziną i przyjaciółmi już tak. Wiem ,że najlepiej mieć jedno i drugie, ale gdybym mieła wybierać, wybieram ludzi. A żeby zadbać o rodzinne więzi nie warto marnować czasu na prace domowe ponad siły ( fizyczne i psychiczne).
  • ginalina 30.07.12, 12:55
    Bo facet jak ma w domu kucharkę, to potem szuka sobie księżniczki smile

    A Ty ewidentnie jesteś kucharką smile. Gratuluję, to tylko kwestia czasu, jak się okaże, ze Twój mąż sprząta, prasuje, gotuje, bawi dzieci. Ale problem w tym, ze nie będzie to w Twoim domu smile. Kilka znajomych mi par z kucharkami już się rozstało.

    Bądź trochę księżniczką, daj się całować po stopach i sprzątać za siebie, to będziesz mieć lżej.
  • hela6 31.07.12, 07:25
    Nie do końca. Niektórym starcza że sobie zeżrą i meczyk obejrzą. Księżniczek nie potrzebują bo sami musieliby trochę księciunia poudawać a po co się wysilać?
  • kk345 31.07.12, 10:33
    > Nie do końca. Niektórym starcza że sobie zeżrą i meczyk obejrzą. Księżniczek ni
    > e potrzebują bo sami musieliby trochę księciunia poudawać a po co się wysilać?

    Tak się wydaje kucharkom, do czasu kiedy na drodze mężusia nie pojawi się księżniczka...
  • hela6 31.07.12, 11:13
    He he, widziałam takiego. Co prawda ruszył się sprzed telewizora dopiero jak jego kucharka kopnęła go w dupę ale od razu sięgnął po "księżniczkę". No bo co, przecież on sroce spod ogona nie wypadł.
    Nawet na tę okoliczność do fryzjera dentysty się wybrał big_grin
    Po kilku wyjazdach "na narty" bogato ilustrowanych na jednym z portali społecznościowych, z sil opadł i wylądował przed TV big_grin
  • robitussin 31.07.12, 11:21
    hela6 napisała:

    > He he, widziałam takiego. Co prawda ruszył się sprzed telewizora dopiero jak je
    > go kucharka kopnęła go w dupę ale od razu sięgnął po "księżniczkę". No bo co, p
    > rzecież on sroce spod ogona nie wypadł.
    > Nawet na tę okoliczność do fryzjera dentysty się wybrał big_grin
    > Po kilku wyjazdach "na narty" bogato ilustrowanych na jednym z portali społeczn
    > ościowych, z sil opadł i wylądował przed TV big_grin

    A księżniczka zapewne albo zdegradowała się do roli kucharki albo znalazła sobie nowego sponsora smile
    Też znam podobne rodziny. O dziwo w ogólnym rozrachunku to ta porzucona żona wychodziła na prostą, a mąż dziwnym trafem przeżywał życiowe deja vu wink

    --
    R.
  • hela6 31.07.12, 15:42
    Żona uciekła od niego choć nie bardzo wierzyła że jest zdolna do samodzielnej egzystencji ale udało się.
    Natomiast księżniczka nadal szuka księciunia i prawdopodobnie będzie szukała cale życie.
  • robitussin 31.07.12, 11:18
    > Tak się wydaje kucharkom, do czasu kiedy na drodze mężusia nie pojawi się księż
    > niczka...

    Wówczas bym takiemu mężusiowi powiedziała "a ić w pi-zdu" smile
    I szczerze mówiąc chyba by mi kamień spadł z serca, że pozbyłam się wygodnego lenia.
    Niech inna się z nim męczy, a ja bym tylko kibicowała z daleka wink

    --
    R.
  • hela6 31.07.12, 16:16
    Masz racje, wspominana przeze mnie kura po pracy stała przy garach i dogadzala trutniowi a wieczorem w desusach ppopierdzielała na róże z góry na dół i z powrotem /tak tak, kupił jej rurę na imieniny albo inny dzień kobiet/ zadowalając się naocznie jednym z podarowanych jej przez małżonka wibratorów no bo przecież on ja taką lubił i jak by co mógłby se jaką księżniczkę znaleźć, nie?
    W końcu dojrzała. Niestety kazać mu "iśić w pi-zdu" sama się wyniosła.

    kk345 - jeśli tak się boisz że facet Cię puści kantem to Twoja sprawa, ale nie usiłuj zarażać strachem innych.
  • niebieska.maupa 31.07.12, 16:40

    "w desusach popierdzielała na róże z góry na dół i z powrotem"
    Na "rurze" znaczy?

    Nie to, że się czepiam, ale najpierw przeczytałam, że na "róży", i jak ją sobie wyobraziłam na tych kolcach...
    W tym wypadku ortografia bardzo dużo zmienia.smile
  • hela6 02.08.12, 10:46
    O rety big_grin
    Faktycznie o rurę chodzi.
    Mam kiepską klawiaturę i potem poprawiam niedoróbki automatem, stąd mi się róże wzięły.
  • kk345 01.08.12, 23:39
    > kk345 - jeśli tak się boisz że facet Cię puści kantem to Twoja sprawa, ale nie
    > usiłuj zarażać strachem innych.

    Trafiłam w czułe miejsce? Każdy sam wie, czego się boi, więc nie da się zarazić strachem kogoś, kto jest absolutnie pewny siebie i partnera...
  • robitussin 02.08.12, 10:14
    > Trafiłam w czułe miejsce? Każdy sam wie, czego się boi, więc nie da się zarazi
    > ć strachem kogoś, kto jest absolutnie pewny siebie i partnera...

    Chodzi o to, że stereotypy i utarte schematy nie zawsze sprawdzają się w prawdziwym życiu.
    Każdy ma inne doświadczenia, co widać na załączonych obrazkach smile

    --
    R.
  • hela6 02.08.12, 10:51
    Pierdykłaś jak kulą w płot jeśli o mnie chodzi, ale opisywana koleżanka rzeczywiście latami podporządkowywała się zachcianką swojego samczyka bo wyssała z mlekiem matki strach przed porzuceniem i upadkiem z powodu rzekomej niezaradności własnej. Matka pewnie po babce to miała. Na próby "sprzedania" takiej postawy życiowej reaguję zawsze.
  • ginalina 02.08.12, 19:58
    kk345 napisała:

    > Trafiłam w czułe miejsce? Każdy sam wie, czego się boi, więc nie da się zarazi
    > ć strachem kogoś, kto jest absolutnie pewny siebie i partnera...


    Być absolutnie pewnym... Moje koleżanki też były. 3 takie pary się rozstały.
  • dzedlajga 02.08.12, 20:59
    Absolutnie pewnym to można być tego, że się umrze. Poza tym nie ma nic pewnego.

    --
    człowiek byłby dużo mądrzejszy, gdyby jako dziecko nie dał sobie wmówić, że jest głupi
  • kasia-em 03.08.12, 22:45
    Amen wink
  • antytalentka 05.08.12, 06:10
    dzedlajga napisała:

    > Absolutnie pewnym to można być tego, że się umrze. Poza tym nie ma nic pewnego.
    >
    Śmierć i podatkiwink
  • dzedlajga 05.08.12, 10:26
    A co z tymi, co całe życie pracują na czarno? Wszystkich nie złapią. Moim zdaniem jedynie śmierć jest pewna.

    --
    człowiek byłby dużo mądrzejszy, gdyby jako dziecko nie dał sobie wmówić, że jest głupi
  • ginalina 05.08.12, 14:26
    Moja pani profesor od zarządzania zmianami mówiła, ze jedyną pewną rzeczą w życiu jest zmiana smile Śmierć też do niej należy smile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka