podział obowiązków domowych Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • witam, chciałabym rozpocząć dyskusję na temat podziału obowiązków w domu między Wami a Waszymi mężami/partnerami. jak to wygląda i co zrobić, gdy facet nie ma ochoty pomagać. czekam na praktyczne rady, jak "zreformować" opornego?
    • Mój mąż ma awersję do gotowania, nawet odgrzanie gotowca to "wielka robota" ale lubi sprzątać. I od początku naszego małżeństwa jest taki podział. On sprząta ja robię jedzenie. Owszem, przy generalnych porządkach trochę się angażuję, ale on też mi trochę pomaga jak jest większe gotowanie. Np. jak już wszystko brudne i nie ma miejsca na blatach ja idę z herbatką odpocząć, on doprowadza do ładu.
      • My mamy trochę kontrowersyjny podział. Nie interesujemy się nawzajem czy jestesmy głodni czy mamy czyste i poprasowane ubrania. Rzadko gotujemy, sprzątamy raz na tydzien. Maż umie obsługiwac pralkę i sam pierze i prasuje swoje rzeczy. Musi tez dbac o salon łącznie z myciem okien i pranie i prasowaniem zasłonek i firan.
        --
        http://img685.imageshack.us/img685/5541/userbarac.png
    • Chyba dużo zależy od tego jak mama takiego wychowała. Moja jeszcze-nie-teściowa tak mi wyszkoliła faceta że ten myje okna, odkurza, do niego też należy zmywarka i sprzątanie generalne kuchni, schody szoruje aż miło i sam sobie prasuje koszule. Ja jestem od gotowania , prania,budżetu i zakupów ( ale z listą On też kupi wszystko), dbania o zielsko i od łazienki.
      --
      Jestem na dwóch dietach - na jednej byłam cały czas głodna.
    • Mężczyzna ma nie pomagać tylko robić część rzeczy, które trzeba w domu zrobić, on też tu mieszka, też korzysta a ja się do obsługi jaśnie pana nie najmowałam i prosić o pomoc nie zamierzam bo mi się wsparcie należy jak myszy ziarno.
      smile
      U mnie mężczyzna wynosi śmieci, zamiata/odkurza, zajmuje się zmywarką i obiera ziemniaki - to z rzeczy podstawowych, poza tym z własnej woli włącza się w to, co robię ja, np. świetnie lepi pierogi. Jestem wdzięczna teściowej że nie wychowała go na księciunia z obiema raczkami lewymi.
      Oczywiście może odmówić i uznać, że w sumie to mu się nie chce, ale mnie też może się nagle odechcieć gotować, piec chleba czy prać więc nie opłaciłoby mu się foszenie i nicnierobienie nie wspominając o tym, że jesteśmy wyjątkowo zgodną parą i szkoda byłoby to psuć.
      smile

      --
      Chaotyczna neutralna.
      • no właśnie co by nie powiedzieć, to teściowa nauczyłam M. prawie wszystkiego. podział jest taki ja gotuje, M. sprząta po gotowaniu. M. nie dotyka się do prali i żelazka, bo mnie krew zalewa jak go przy tym widzę. sprzątanie (cotygodniowe i te większe) i zakupy - różnie jak wypadnie. mi nie wolno się dotykać do koszenia trawnika - bo jak M. mnie przy tym widzi, to jego krew zalewa...
        --
        Kasia
    • Trudno powiedzieć, mi się wydaje że to kwestia tego, co ktoś wynosi z domu i ogólnego poczucia porządku. Np. mój facet posprząta i lubi porządek ale o moim bracie tego już nie mogę powiedziećsmile
      Kiedyś mieliśmy takie dyżury w sprzątaniu, teraz jest tak jak w tym powiedzeniu że w dobrym związku naczynia zmywają się samesmileNikt nikomu nie wskazuje co ma robić. Ja bym chciała jedynie usprawnić swoje sprzątanie i szukam trików i metod, żeby w kuchni mi się mniej brudziło przy gotowaniusmile
    • Tu nie chodzi o pomaganie, a raczej, owszem, chodzi - ale o pomaganie sobie nawzajem. Czyli trzeba tak podzielić obowiązki, żeby nikt nie był nadmiernie obciążony. Jak się kogoś kocha, to chyba oczywiste, że nie chce się go widzieć utyranego po pachy i ledwo żywego? I że się chce zrobić ile się da, żeby ukochana osoba nie była przepracowana?
      Tyle teorii. Praktyka jest taka, że trzeba to ustalić na początku (czyli przed ślubem) i trzymać się ustaleń. Nie musi być po równo, musi być uczciwie - jeśli mąż na dwa etaty ciężko pracuje i zarabia na cały dom, to nie ma co strzelać fochów, tylko trzeba wziąć dom na siebie. Równouprawnienie nie ma tu nic do rzeczy (zwłaszcza, że może być i odwrotnie).
      --
      Robótki warmińskie i niewarmińskie
    • U n byly rozne niesnaski, ale teraz wypracowalismy schemat. Ja , jako kura domowa, zajmuje sie wlasnorecznym remontem domu i stawianiem konstrukkcji okolodomowych; sprzatam idom, zmywam, piore, Maz zajmuje sie dzieckiem, zabiera je do i z przedszkola, wieczorem rowniez, bawi sie z nia, kapie i kladzie spac. Ja z koeli zajumuje sie szkoleniem naszych dwoch psow, zabieram na treningi. On grilluje na kolecje i podaje. Do niedawna do moich obowiazkow nalezala opieka nad samochodami (naprawy, serwisowanie, wymiana oleju), teraz ten, kto ma w danym momencie czas. Maz z dzieckiem jezdza na zakupy, maz zabiera ja na basen i na place zabaw. Ja w tym czasie ogarniam dom.
      Duzo takich watkow jest na 'zyciu rodzinnym', widzialam tez watek na forum oszczedzamy i w zasadzie sprowadzaja sie do jednego; jak facet jest oporny to sie nie da zmusic bo tym bardziej bedzie na zlosc robil, mozna nim najwyzej wstrzasnac przedstawiajac dokumenty rozwodowe.
      --
      Jak za posiadanie penisa będą przyznawać rentę, to ja będę wtedy honorować wyjaśnienia "czego ty oczekujesz, to przecież facet".by falka32
    • U nas trochę zależy to od "momentu dziejowego" smile, nie mamy ścisłego podziału. Upraszczając ja jestem od gotowania a mój mąż od sprzątania. I muszę przyznać, sprząta doskonale, lepiej niż ja. Wyjątek stanowi kuchnia, tam zazwyczaj sprzątam ja, ale dlatego że lubię mieć po swojemu. Zakupy codzienne też robię ja, chyba że nie mam czasu, grubsze cotygodniowe razem, albo robi sam. Praniem zajmuję się ja, ale głównie z tego względu, że rozwieszam tak, że nie trzeba prasować, a mój mąż tak, że trzeba smile. Każdy prasuje sobie sam, czasem uprasuje drugiemu jak ma czas. Pracuję w sposób nieregularny więc jak mam więcej czasu to więcej robię w domu, jak mniej to dokładniej ustalamy co kto zrobi i kiedy. Nie zdarzyło nam się pokłócić poważniej nt. podziału obowiązków.
    • Mój mąż zajmuje się większością prac domowych, ja składam pranie i gotuję. Resztę robi on.
    • farciara85 napisał(a):
      > jak to wygląda i co zrobić, gdy facet nie ma
      > ochoty pomagać. czekam na praktyczne rady, jak "zreformować" opornego?

      Przede wszystkim sobie przestawić myślenie. Facet nie 'pomaga' w domu tylko wykonuje obowiązki domowe jako pełnoprawny domownik.

      Jeżeli jest problem - zrobić listę podzielić i się trzymać. Zmiany wychodzą w praktyce. Na początek nie wymagać, że się domyśli tylko jasno określać sposób wykonania czynności (typu 'odkurzamy również pod meblami').

      Jak nie skutkuje - ogłosić strajk. Na przykład jak skończą się mu czyste ciuchy przypomnieć, że same do pralki się nie zanoszą.

      --
      72/94
    • . jak to wygląda i co zrobić, gdy facet nie ma
      > ochoty pomagać.

      Pomagać to można sąsiadce bezinteresownie. Na przykład ostatnio sąsiad pomagał mojemu mężowi przymocować rozetę do sufitu. W domu zarówno chłop, jak i kobieta mają psi obowiązek się nim zajmować. Przepraszam, ale dostaję piany, jak czytam, że facet "pomaga" czy "nie pomaga" w domu czy przy dziecku. To tylko pokazuje, jak bardzo my kobiety mamy zryte mózgi, skoro nawet walcząc o równy podział obowiązków używamy w odniesieniu do wykonywania przez faceta obowiązków domowych używamy słowa "pomaga"uncertain

      A u mnie wygląda to różnie, w zależności od okoliczności. W tej chwili ja ogarniam sprawy domowe (fakt, że w takich warunkach odpada pucowanie kątów, bo i tak wszędzie syf wink), bo mąż po pierwsze robi remont w każdej niemal wolnej chwili.
      W normalnych warunkach ja staram się brać na siebie trochę więcej, bo zwykle mniej pracuję (8 godzin i do domu), i zwykle i tak pół dnia pracy czytam książkę albo siedzę w necie, wychodzę i wracam o ludzkiej porze, a małżonek albo wraca o północy, albo wstaje o 2-3 nad ranem i pracuje około 10 godzin za kółkiem. Co nie znaczy, że zupełnie nic nie robi - zmywa gary, większe porządki robimy razem, składa pranie, prasuje (zawsze, niezależnie od warunków, bo ja nie znoszę i nie umiem za dobrze), czasem coś ugotuje (znaczy żurek, bo tylko to umie, ale za to bajeczny wink), odkurza.
      Kiedy nie pracowałam, zajmowałam się w domu praktycznie wszystkim sama, bo byłam zawsze wypoczęta i miałam mnóstwo czasu (nie mamy dzieci), wystarczająco, żeby po jego pracy móc zając się tylko odpoczynkiem i wspólnymi przyjemnościami.
      Kiedy pracowałam dużo, na wysokich obrotach, albo kiedy teraz są okresy, że robota mnie zawala - przegrupowujemy te ustawienia. Generalnie staramy się podchodzić do tego elastycznie i naturalnie, nie ustalaliśmy żadnych podziałów, ale też nie było takiej potrzeby, M. nie jest typem faceta, który, jak mu zabraknie czystych skarpet, to brudne wyrzuci i kupi nowe wink
      Jasne, że do niektórych rzeczy trzeba go pogonić - nie czekam i nie oczekuję, żeby wpadł sam na to, że coś jest do zrobienia (choć to kurde widać, ale ja też wolę siedzieć, niż zasuwaćwink), tylko po prostu mówię: jest do zrobienia to i to, jak robimy? Ty pokój, ja łazienkę, czy odwrotnie? No ale wtedy jest to robione.

      czekam na praktyczne rady, jak "zreformować" opornego?

      Nie znam innego sposobu (jeśli rozmowy i zachęty nie skutkują) jak uświadomienie panu, że rzeczy nie robią się same, skarpety i reszta czystych ciuchów nie rośnie na drzewach ani nie podrzuca ich do szaf ciuchowa wróżka, że jak się nie umyje garów, to nie będzie na czym zjeść itd. Po prostu przestać go obsługiwać.
      Na przypadki beznadziejne (nie ma czystych ciuchów, bo się partnerka zbuntowała - idzie kupić nowe, szklankę myje tylko jedną - dla siebie) - pomysłu nie mam.
      • napisałam : pomagać, ponieważ o dzieleniu obowiązków "po równo" nie ma mowy-on ma ciężką pracę fizyczną i każde moje podjęcie tematu, że może by coś zrobił jest na starcie skazane na przegraną: "no przecież ja w pracy ciężko zapier...a ty siedzisz w domu i nic nie robisz". zdaję sobie sprawę, że to moje myślenie jest błędne, ale muszę z tego jakoś wybrnąć, teraz, gdy przestało mi się podobać podstawianie mu obiadu pod nos. zgadzam się w stu procentach z twoją wypowiedzią. niestety mycie szklanki tylko dla siebie czy ostentacyjne robienie kawy tylko sobie to nic nowego w naszym domu. i to jest moja tragedia.
        • w sensie: Ty ostentacyjnie robisz tą kawę tylko dla siebie, czy on?

          Jak słyszę tekst "no przecież ja w pracy ciężko zapier...a ty siedzisz w domu i nic nie robisz" to znaczy że problem jest o wiele szerszy niż zwyczajne "on po sobie nie zmywa"...
          • nihiru napisała:

            > Jak słyszę tekst "no przecież ja w pracy ciężko zapier...a ty siedzisz w domu i
            > nic nie robisz" to znaczy że problem jest o wiele szerszy niż zwyczajne "on po
            > sobie nie zmywa"...

            Zgadzam się.
            --
            Magdalaena
        • > napisałam : pomagać, ponieważ o dzieleniu obowiązków "po równo" nie ma mowy-on
          > ma ciężką pracę fizyczną

          Kto powiedział, że podział obowiązków musi z definicji polegać na podzieleniu ich dokładnie na pół? Przecież u mnie też tak nie jest - jeżeli ja pracuję lekko 5 godzin, a mąż cieżko 10, to jasne, że nie będę leżeć i patrzeć, jak styrany odrabia swoją połowę, choćby padał na pysk.

          Po prostu nazywanie tego "pomaganiem" oznacza, że dbanie o dom jest obowiązkiem tylko i wyłącznie kobiety, z zasady, a chłop co najwyżej może, ale nie musi, w swojej dobroci, całkowicie dobrowolnie, pomóc. Punktem wyjścia powinno być wspólne zajmowanie się domem, z uwzględnieniem czasu i charakteru pracy każdego z partnerów.

          zdaję sobie sprawę, że to moje myślenie je
          > st błędne, ale muszę z tego jakoś wybrnąć, teraz, gdy przestało mi się podobać
          > podstawianie mu obiadu pod nos. zgadzam się w stu procentach z twoją wypowiedzi
          > ą. niestety mycie szklanki tylko dla siebie czy ostentacyjne robienie kawy tylk
          > o sobie to nic nowego w naszym domu. i to jest moja tragedia.

          Niestety na takie właśnie przypadki kompletnie nie mam pomysłu, bo po prostu nie mieści mi się w głowie, jak można traktować tak osobę, którą się, ponoć, kocha.
          Skoro on i tak niczego nie robi, i to jeszcze w tak chamski sposób - przestań obsługiwać jego również. Odejdzie Ci sporo roboty. Moja siostra w desperacji trzymała niezmyte gary w zlewie tak długo, aż zapleśniały i zaczęły śmierdzieć, nie prała jego ciuchów, aż któregoś dnia naprawdę nie miał co założyć do pracy. Oczywiście nie zrobiła z niego perfekcyjnego pana domu, ale już nigdy nie usłyszała, że siedzi z dzieckiem w domu i nic nie robi, a śmie mu zawracać głowę, przemyślał to i owo. Wtedy sądziłam, że na każdego domowego nieroba to podziała, ale dziś już wiem, że niekoniecznie...
        • "no przecież ja w pracy ciężko zapier...a t
          > y siedzisz w domu i nic nie robisz".

          A siedzisz w domu i nic nie robisz podczas gdy on zapier...?
          No to podział już macie, on pracuje na zewnątrz, ty pracujesz wewnątrz.
    • Osobiscie uważam, ze decydujące sa w tym względzie początki małzeństwa. Jak sobie męża wychowasz takiego go będziesz miała, niezależnie od tego co wwyniósł z domu rodzinnego. Świeżutki mąż, bezgranicznie zakochany w swojej świeżutkiej małżonce zrobi dla niej wszystko, nawet obierze ziemniaki. Moja koleżanka w pracy, która wyszła za maż, zresztą też za kolegę z pracy, opowiadała jak po ślubie "ćwiczyła" męża, np. kładąc się "chora" do łózka z prośbą, żeby małżonek usmażył kotlety. Nawet go z tego łóżka instruowała jak ma to zrobić. I zrobił.
      Tę życiową prawdę przekazała jej własna matka. I rację kobieta miała. Niestety, niewiele matek wspomina o tym swoim córkom w przeddzień ślubu. Moja nic takiego nie powiedziała, może dlatego, że rozwiedziona była. A ja córek nie mam.
      I nieprawdą jest jakoby "źle" wychowany przez matkę jej syn, a nasz mąż, był "stracony". Najlepszym przykładem jest mój brat. W domu nic w zasadzie nie robił, prośby o wyniesienie smieci to było "zaraz" i kończyło się wyniesieniem przeze mnie albo mamę. Natomiast kiedy brat wyjechał na obczyznę to sam gotował, ozeniwszy się swojej żonie pozwalał co najwyżej ziemniaki obrać. Do tego stopnia, że nawet otworzył knajpę i w niej gotował, chociaz wykształcenie techniczne miał.
      Ja natomiast mam synów. Jeden garnie się do kuchni, sprzątnie. Drugi niechętnie. Zamiast ugotowac/przygotować sobie cos konkretnego woli wrzucić w siebie chińską zupkę jak jest głodny. I co niby z takim zrobić? a przecież wychowywani tak samo.
      Myślę więc, że kazdy ma jakieś skłonności, które ciężko przeskoczyć. W kazdym razie matka nie jest wystarczającym bodźcem. Ale młoda żona, w której będzie zakochany czemu nie...
      Jeśli trafił ci się "oporny" to cóż, tylko jakimis fortelami typu choroba. Lub nie rób pewnych rzeczy po prostu. Ja np. swojemu mężowi nigdy prania nie zrobiłam i z rzadka coś uprasowałam. Jeśli chciał mieć czyste ubranie to musiał sam sobie uprać.
      • Ja bym tu tylko uściśliła, że "przeddzień ślubu" to dziś dla wielu par może być dużo za późno wink

        Ja np. swojemu mężowi nigdy prania nie zrobił
        > am i z rzadka coś uprasowałam. Jeśli chciał mieć czyste ubranie to musiał sam s
        > obie uprać.

        A to mnie zawsze fascynowało: to pranie robi się "sobie" albo "mężowi"? A nie po prostu "robi się pranie"?
        • Sądząc po ilosci twoich komentarzy w wątku to temt jest ci zdecydowanie bliski.
          "W przedzień ślubu" to tylko hasło, myślałam, że oczywiste. Równie dobrze może być to moment kiedy dziewczyna wyprowadza się z domu/zamieszkuje ze swoim chłopakiem/zaczyna samodzielne dorosłe życie i matka raczej wie, że nie polega ono na spędzaniu czasu w piaskownicy.
          Pranie to nie tylko "pranie". Uważasz, że w pralce da sie wyprać wszystkie aktualnie brudne rzeczy 4-osobowej rodziny? Otóż nie da. A jesli nie da to trzeba podzielić. I tym sposobem mąż ma swoją podzieloną część. Albowiem ja nie będę sprawdzać czy dana skarpetka, gatki, koszulka, jest brudna czy czysta. Ma swoje półki w szafie, swój kosz na brudne rzeczy i nich nad tym panuje.
          Dla uściślenia, żeby nie było, pościel i ręczniki nie podlegają powyższym warunkom.
          • kamunyak napisała:

            > Sądząc po ilosci twoich komentarzy w wątku to temt jest ci zdecydowanie bliski.

            Czy ja Cię czymś uraziłam, że jesteś złośliwa? Tak, jest mi bliski o tyle, że dotyczy wielu, o ile nie większości, kobiet w moim otoczeniu. Mnie na szczęście nie, mąż nie traktuje mnie jak wieloczynnościowego robota domowego i nawet nie musiałam go w tym celu tresować, czy tam "wychowywać", jeśli to próbowałaś sugerować.

            Uważasz, że w pralce da sie wyprać wszystkie aktu
            > alnie brudne rzeczy 4-osobowej rodziny? Otóż nie da.

            Nie wiem. W moim domu rodzinnym się dało, a jeśli się dany kolor wsadu nie mieścił do pralki, odpadały rzeczy niepilne do prania lub losowe, a nie tylko te należące do taty. Kto nie zaniósł ciucha do kosza, ten gapa. Ja czasem nie mieszczę np. całego ciemnego wsadu na raz, ale nie selekcjonuję prania tak, coby mąż sam sobie prał.
    • Przeczytałam i się załamałam, nad swoim losem będę ubolewać zaraz...

      Ogólnie to u nas jest tak:
      * ja sprzątam - on brudzi
      * ja piorę - on plami
      * ja gotuję - on je
      * ja robię zakupy - on je zjada

      Kiedyś takie teksty były dla mnie śmieszne, naprawdę sad Potrafiliśmy rozmawiając z rodzicami czy ze znajomymi tak się przekomarzać smile Łącznie z tym, że ja się "śmiałam", że ja terenuję siatkarstwo - popierdzielam z pełnymi siatkami z zakupami smile Albo wynajdowaliśmy argumenty typu, że ja więcej chodzę bo kupuję tańsze buty i mogę je szybciej zużyć big_grin

      To jest tragedia, która męczy mnie coraz bardziej. Od jakiś 3 miesięcy mnie to strasznie dołuje. Nie poskutkowały wszelkie próbu, prośby czy groźby. Poprawa była zauważalna przez maksymalnie 2 dni.
      I już chyba odpuściłam, owszem mamy inne poczucie ogarnięcia mieszkania, ja jestem trochę pedantyczna, jak się denerwuję to sprzątam big_grin On mógłby się zabić o rozrzucone po pokoju buty, ja muszę mieć wszystko schowane i poukładane. W kuchni to on ma dwie lewe ręce, makaronu nawet nie ugotuje, zrobienie kawy to wyczyn big_grin A ja go rozpieściłam i teraz mam. Niedługo będzie bunt i zarosnę syfem smile
      --
      .
      • nie.pospolita - doskonale Cię rozumiem. Mój M. wczoraj po przyjściu do domu rzucił spodnie na podłogę i po zwróceniu uwagi podniósł i rzucił na kanapę, a po kolejnej uwadze - przełożył z drugiej strony..,. i awantura gotowa, ale wreszcie sprzątnął.
        Co muszę przyznać to:
        - robi śniadania w tygodniu
        - robi kawę prawie zawsze
        - często odkurza, ale tylko jak ja już wyciągnę odkurzacz, wtedy wyrywa mi go z rąk i lata po całym mieszkaniu - żeby szybciej smile
        Jeśli nie ma mnie w domu a zostawię przygotowany w lodówce obiad - zjada na zimno.

        Ale w gruncie rzeczy i tak jest zarombisty! big_grin
        P.S. jeszcze wynosi śmieci i naprawia samochód

      • > To jest tragedia, która męczy mnie coraz bardziej. Od jakiś 3 miesięcy mnie to
        > strasznie dołuje. Nie poskutkowały wszelkie próbu, prośby czy groźby. Poprawa b
        > yła zauważalna przez maksymalnie 2 dni.

        Z góry Ci powiem: ten sposób nie działa i nigdy nie zadziałasmile.
        U nas było tak: na początku małżeństwa były straszne awantury o prasowanie jego koszul: w jego domu zawsze prasowała mama, w moim - każdy sam. Krzyczałam, płakałam i... prasowałam. W końcu poszłam po rozum do głowy i przestałam krzyczeć, płakać i prasować. I podziałało. Teraz prasuję mu tylko przy okazji, w drodze wyjątku a i to jak mnie ładnie poprosismile
        A ogólnie jeszcze Wam powiem, że u nas dużo się zmieniło, jak się przeprowadziliśmy z mieszkania do domu (w domu jest dużo więcej tzw: "męskiej" roboty, za którą ja się nie zabieram, więc siłą rzeczy podział pracy zrobił się bardziej tradycyjny) a potem jak urodziło się dziecko (prawdę powiedziawszy - mąż bardziej lubi się bawić z synem niż ja).

        Pilnuję tylko, żeby nie było sytuacji, że on cały wieczór leży przed telewizorem a ja zasuwam z odkurzaczem. cała reszta w zasadzie jest mi obojętnasmile.
        • z tym się zgadzam, u nas również jakoś automatycznie mąż zaczął robić więcej, kiedy przeprowadziliśmy się do domu. A ja nie jestem na tyle szalona, by mu w tym przeszkadzać. Samo koszenie trawy dwa razy w tygodniu (a jest co kosić, oj jest) to kilka godzin ciężkiej pracy. Odśnieżanie zimą, noszenie drewna itd, itp. no, mało tego nie ma.
      • U mnie też się rozbijało wszystko o definicję "ogarniętego mieszkania" smile U Lubego ogarnięte jest wtedy, jak ma utorowaną drogę z pokoju do lodówki. Ja jestem nieco bardziej wymagająca big_grin. Ale u mnie podziałały dwie rzeczy - jak zaczynam sprzątać, robię się marudna, zła (bo nie cierpię), na fochu i w ogóle niedotykalska, więc Luby na początku opornie "pomagał", teraz ja zarządzam sprzątanie, a on bierze czynny udział, żeby tylko skrócić okres mojego marudzenia. Drugi sposób podziałał na mycie garów - zawsze było branie na przetrzymanie, ale jak kilka razy zostaliśmy bez obiadu bo "była jego kolej, nie umył i teraz nie ma w czym ugotować" to się mu znacznie poprawiło. Zakupy robimy wspólnie, obiady robimy wspólnie, a siebie oporządza każdy sam, nawet bym nie wpadła na pomysł uprasowania mu koszuli czy coś.. smile Ma dwie łapki, dość sprawne nawet smile A tak w ogóle już "w przeddzień ślubu" usłyszał, że bierze sobie żonę, a nie służącą, i niech nie liczy że będę za nim biegała i pilnowała, czy jest czysty i uprasowany. Za leniwa na to jestem, nie będzie mi się chciało big_grin
        --
        @-->-->----
    • Ja:
      - piorę
      - prasuję
      - gotuję obiady kilka razy w tygodniu
      - zajmuję się kwiatami w ogrodzie i częściowo zwierzakami
      - ładuję zmywarę, trochę sprzątam, myję okna

      Mąż:
      - odkurza, myje podłogi, segreguje śmieci
      - przyrządza śniadania
      - kosi trawniki
      - zajmuje się zwierzakami
      - wypakowuje zmywarę
      - zajmuje się samochodami, rachunkami, różnymi specjalistami od remontów

      Razem lub na zmianę: robimy zakupy, jeździmy do weterynarza, zmieniamy pościel, robimy gruntowne porządki

      Jak to wyegzekwować? To proste - a. mówić konkretnie czego się oczekuje; b. nie wyręczać w niczym; c. czasami zagryźć zęby i przeczekać bałagan itp.
      • > Jak to wyegzekwować? To proste - a. mówić konkretnie czego się oczekuje; b. nie
        > wyręczać w niczym; c. czasami zagryźć zęby i przeczekać bałagan itp.

        To się wydaje proste jeśli masz egzemplarz, na który te metody podziałają. Nie na wszystkich działają.
    • ktoś kiedyś dawał rady "hardcorowe"

      jak nie wyrzuci śmieci to mu jest zapakować do torby, z która idzie do pracy
      podobnie na przykład z brudnymi skarpetkami porzuconymi w pokoju
    • Mąż pracuje poza domem, ja w domu. Czyli on zarabia, ja prowadzę dom. On też robi takie rzeczy jako koszenie trawy, malowanie, naprawy, remonty itp. ja najwyżej śrubokręt czy młotek trzymam wink Ja gotuję (w weekendy on, bo lubi), sprzątam, piorę, prasuję, sprzątam.
    • Mój mąż potrafi zrobić wszystko, również upiec ciasto jak trzeba a jego problemem jest lenistwo i wieczne "zaraz"
      Moim problemem jest to, że bardzo lubię sprzątać (wiem, jestem nienormalna wink)
      dodatkowo on naprawdę ciężko pracuje a ja już o 14 byłam w domu a czasem wcześniej
      no i chłopina przywyknął do luksusu a mnie zaczęło to męczyć, że ja co prawda lubię w domu robić ale wielbłądem nie jestem
      Zaczęłam od delikatnych sugestii, potem było: proszę, następnie trochę ostrzej i oczywiście raz było ok ale 10 razy nie więc wpadłam na świetny sposób
      -"Wiesz kochanie, mam ochotę na sex ale jestem już taka padnięta bo zrobiłam to i to (i tu wyliczanka), że nie mam siły"
      Padałam do łóżka i natychmiast zasypiałam
      Szybko zaskoczył i się ogarnął smile
      --
      przyjaciel gdy powiesz "zabiłem", odpowie "gdzie go zakopiemy"
      • > Zaczęłam od delikatnych sugestii, potem było: proszę, następnie trochę ostrzej
        > i oczywiście raz było ok ale 10 razy nie więc wpadłam na świetny sposób
        > -"Wiesz kochanie, mam ochotę na sex ale jestem już taka padnięta bo zrobiłam to
        > i to (i tu wyliczanka), że nie mam siły"
        > Padałam do łóżka i natychmiast zasypiałam
        > Szybko zaskoczył i się ogarnął smile

        I like itsmile

        Tak na marginesie, to powiem Wam, że u mnie zasada "ustaw sobie chłopa na początku, bo później się nie da" zupełnie się nie sprawdziła.
        Mimo że zupełnie przestałam się awanturować o "równy podział obowiązków", jakoś tak wyszło że mąż więcej "babskich" prac wykonuje teraz niż na początku małżeństwa.
        Oczywiście, nie znaczy to, że jest idealnie. przykładowo - zupełnie nie dotyka się do sprzątania:/. za to coraz częściej gotuje, a ponieważ ja wolę sprzątać niż gotować - mnie to pasujesmile
        • tak sobie czytam to, co tu napisałyście..
          .próbowałam zastosować się do kilku rad, np. "zróbcie listę i trzymajcie się jej"...he he zaproponowałam mężowi zrobienie takiej listy: najpierw posądził mnie o chorobę psychiczną i była dzika awantura, podarł nawet napisaną przeze mnie proponowaną, potem, jak ostygł, sam napisał swoją listę, która po negocjacjach została przyjęta...co z tego? gdy kilka dni pózniej nazbierało się "jego" obowiązków, zrobił kolejną awanturę, dlaczego ja tego nie robię! wyprowadziłam się do mamy na kilka dni. niestety wróciłam i nic się nie poprawiło. "jego" czynności nietknięte, a ja , jak się wkurzam że jest syf, to sama biorę i robię.
          gdzie popełniam błąd?? może powinnam robić awanturę o każdą taką rzecz? i tym go zmuszę do sprzątania? poradźcie, bo zaczynam wątpić w swoje małżeństwo...
          • Może mnie się trafił taki wyjątkowy egzemplarz,ale teraz mąż robi prawie wszystko.Jesteśmy na emeryturach,mąż 71 lat,ja 65.Jak się pobieraliśmy,to nie umiał w domu zrobić nic,no może herbatę.Pomalutku nauczył się wszystkiego.Dziecko urodziło się trzy lata po ślubie,przez pierwsze trzy miesiące bał się coś przy maluchu zrobić,ograniczał się do podania mi go,przygotowania mleka.Po trzech miesiącach zaczął pomagać we wszystkim,wstawał w nocy,przewijał,karmił,chodził na spacery.Teraz jeździ i pilnuje 4 letnią wnuczkę,a ja opiekuję się 87letnią mamą po udarze.Przez 5 dni w tygodniu robię zakupy,szykuję posiłki,szczególnie mamie.W soboty jak mnie się w tygodniu nie uda wszystkiego kupić,robi większe zakupy na rynku i w Biedronce.Sprząta,pierze,prasuje.Niedziela jest na odpoczynek.Bywa tak jak np.teraz ja siedzę przy laptopie a mąż wekuje buraczki.Nigdy do niczego go nie naganiałam,wszystko robi sam z siebie.Kiedy pracował,to ja starałam się wszystko obskoczyć,żeby po jego powrocie z pracy był czas dla nas.Jest cudownie
          • Wcale ci si nie dziwie, farciaro. Mnie tez by sie odechcialo.
            Czy pokazalas mu jego liste ze to on nie odrobil swojej dzialki?
            Chyba juz tylko jedno zostalo: zaproponowac, ze bedzie sie oplacac z jego pensji panie do sprzatania. Jesli nie chce robic sam - niech placi.

            --
            Jak za posiadanie penisa będą przyznawać rentę, to ja będę wtedy honorować wyjaśnienia "czego ty oczekujesz, to przecież facet".by falka32
    • Mój mąz wyniósł z domu przwekonanie że on oczywiście może we wszystkim pomóc, ale ogólnie ogarnianie domu to mój obowiązek. Na początku wspólnego mieszkania było o to mnóstwo kłótni. Pracujemy tyle samo, więc nie widzę powodu, abym miala w domu robić więcej. Kilka razy zostawiłam w domu syf, nie dotykałam niczego przez tydzień lub dwa. Jakoś przecierpiałam, ale mąż się nauczył że się nic samo nie zrobi.

      Teraz ja odpowiadam za zapasy kuchenne i listę zakupów, ewentualne gotowanie i segregowanie prania.
      Mąż odpowiada za samochód i wszystko co związane z elektroniką - sprzęt rtv, oświetlenie, naprawy. Sprzątanie ogarniamy na zmianę. Jak się mąż zapomni trochę, to muszę po prostu zagryźć zeby i czekać aż mu syf zacznie przeszkadzać, staram się nie robić nic za niego, nie ma innej rady.
      • Mój mąż potrafi zrobić wszystko.Na początku małżeństwa to od niego uczyłam się gotować /bo mamusia nie zadbała o to,a ja też się nie garnęłam/-teraz to uczeń przewyższył mistrzasmile
        Staram się jak najwięcej zrobić sama,bo on dużo pracuje,jest dośc zalatany,a ja mam sporo wolnego czasu.Jeśli go o cokolwiek poproszę to nigdy nie słyszę odmowy.Oczywiście,cięższe prace domowe i ogródkowe to jego domena.Zakupy tez lubimy robić razem.Ale generalnie to ja zajmuję się domem.Co najwyżej ganiam synów do roboty i mam dużą nadzieję,że kiedyś jakieś kobiety w związku z tym pomyślą o mnie ciepłosmile Wydaje mi sie,że na naszym przykładzie moi młodzieńcy widzą,że nie ma prac męskich i damskich-nie ma żadnej pracy domowej,która kobieta wykona lepiej.Ale są prace ,które mogą wykonywac tylko mężczyźni-te cięższe. Gdy urodził się pierwszy syn to mąż /jako starszy brat i kuzyn/ pokazał mi jak kąpac,przewijać i ubierać malca. Ja tego nie umiałam.
    • Przed dziećmi wszystko robiliśmy razem lub pół na pół. Przy dzieciach ja byłam w domu, mąż pracował, więc do mnie należał dom. Teraz wracam do pracy, kończę najpóźniej o 15, mąż o 17. I już nie wiem, jak to podzielić.
    • bo moze wcale nie chodzi o podzial obowiazkow, tylko o nienieszczenie pracy drugiej osoby - tj. pranie odniesione do kubla na pranie, brudne gary do zlewu, a gazeta do gazetnika
      trudno wymagac od kogos, kto pracuje po kilkanascie godzin dziennie pelnego udzialu w obowiazkach domowych, co nie znaczy ze nie mozna wymagac prostego ogarniecia sie tudziez niewchodzeni w butach na swiezo umyta podloge
      u mnie wyglada tak, ze w tygodniu, przed przyjsciem pani do podlog i kurzy, skladam rzeczy na miejsce
      w wolne dni odprawiam pranie dla wszystkich, za wyjatkiem recznego tesciowej, ogarniam kuwety, czasami cos ugotuje
      maz ogarnia zmywarke i zakupy, w sezonie sloiki, ale odpestkowanie i odszypulkowanie nalzey do mnie
      tesciowa gotuje i wyrzuca smieci oraz zajmuje sie dzialka
      reszte drobiazgow zalatwiamy na biezaco, w zaleznosci od potrzeb
      jak nie mam czasu, to sie nie przejmuje, pracuje po 12 godzin na dobe, nie ma mnie w domu stosownie wiecej, wiec po prostu nie moge sie przejmowac
      --
      ŻADEN DOKUMENT UBEZPIECZENIA PACJENTA NIE JEST DOSTATECZNIE WIARYGODNY - WSZYSTKIE LEKI NA 100%
    • U mnie to wygląda obecnie tak, że ja mam na głowie:
      -wszelkie płatności ( przedszkole, żłobek), raty, rachunki.
      -zakupy - robi częściej ostatnio mąż z moją listą, musiał się nauczyć. Ja nie mogę jeszcze jakiś czas, jestem po operacji oczu
      -dzieci, odbieranie - jest uzależnione od mojej pracy. Jeśli nie mam toczących się zleceń to odbieram ja ( nienormowany czas pracy), jeśli siedzę od rana do wieczora - to mąż. Wtedy całe wieczorne ogarnianie spada na jednego z nas
      -samochód, ubezpieczenia, naprawy - mąż
      -zakupy ciuchowe - ja, mąż tylko spodnie i buty sam, resztę ja wybieram jak robię zakupy
      -zmywanie - zmywarka
      -pranie - pralka, wieszanie - różnie, kto akurat może i kto się nadzieje na pralkę smile
      -sprzątanie: mycie podłóg, łazienka, kuchnia - ja, po swojemu smile ; mąż: odkurzanie, nasz pokój. Pokój dzieci - dzieci z naszą pomocą. Trochę musiałam o to powalczyć. Mąż pochodzi z rodziny z tradycyjnym podziałem ról na kobiece i męskie.
      Walczylam tak:
      Najpierw o zmywarkę ( po co nam zmywarka? przecież ty myjesz naczynia?) Więc przestałam myć. Poddał się po 3 dniach, kiedy raz umył naczynia i się zmęczył, i jak zobaczył ile garów przewalałam w zlewie.
      Wieszanie prania - wstawiałam rano pralkę i kazałam mu wieszać ( później wychodził do pracy). Kilka razy zdarzyło mu się zapomnieć, mało tego podchodził do pralki i ją wyłączał i nie wyjmował prania.Ja się orientowałam na drugi dzień jak chciałam zdjąć z suszarki. WIęc przestałam prać jego rzeczy, prałam tylko swoje ( jeszcze dzieci nie było). Jak nie miał w czym chodzić, wtedy sobie przypominał. Do tej pory działa. Umie wstawić parlkę i przede wszystkim wiesza pranie.
      Jak nie odniesie talerza do kuchni i nie włoży do zmywarki, to mu pod nos z powrotem przynoszę i stawiam na jego dokumentach. Szybciutko talerz lądował w zmywarce ( stosuję to do tej pory czasami)
      A jak rzuci skarpetkami i kopnie je pod łóżko, to całe jego brudy wpycham mu pod kołdrę.

      Wiem, chamskie ale innej rady nie było. Wyczerpałam limit rozmów przypominania, ustalania zasad. Zapominał, bo w domu mama zawsze pod nos podstawiła.
      Jak nie będę chamska, to będę służącą. WOlę być chamska.
      --
      http://img1.jurko.net/avatar_2298.gif
    • twoja treść w linku
      Fantastyczna strona, mozna kupic swietny sprzet do domu za bardzo niskie ceny. Telewizor poszedl za 58 zl, kino domowe 59 zl. Ja kupilam drukarke za 4,8 zl - swietny prezent na swieta. Teraz poluje na klocki dla synka.
      Dla poczatkujacych sa specjalne aukcje " debiut" tam bardzo latwo mozna upolowac cos cennego za marne grosze. Polecam
    • Mój egzemplarz z serii tych co mamusia wszystko zrobi i pod nos podstawi. Nawet jak się wyprowadził od mamuni to sterty prania do niej nosił i na posiłki łącznie ze śniadaniami łaził. Dziwne to dla mnie byłosmile. W domu w sumie też bardzo się nie rwał do pracy i w którymś momencie ja też przestałam się rwać, bo jak np. sobotnie przedpołudnie i u mnie była zawsze od dziecka akcja błysk ("5 10 15" to nie był program dla mnie haha), to w małżeńskim życiu ja nadal wytresowana na sobotnie poranne porządki, zakupy, a mój luby: tv, herbatka, szlafrok do południa. Więc odpuściłam, dom zaczął zarastać i w końcu małżonek chwycił za odkurzacz. Więc odkurza, sprząta ogród, garaż itp., ja gotuję sprzątam na mokro, piorę, prasuję, karmię zwierzęta, robię zakupy, wożę dzieciarnię. Wg mnie ja mam więcej roboty, ale on więcej pracuje zawodowo, więc jakoś się wyrównuję, oprócz tego dzieciaki są aktywnie włączane i zakres prac jest im poszerzany, np. nie pamiętam kiedy rozpakowywałam i pakowałam zmywarkę.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.