Dodaj do ulubionych

Da sie jeszcze kupic dobrą żywność?

11.10.13, 00:11
Czy juz tylko swoj ogrodek pozostaje? Niestety nadchodzi zima a w sklepach syf syf.
Wszedzie pestycydy, konserwanty, zagestniki. Ostatnio nawet oglosili, ze jablka to syf. Cóż sie dziwic, jezeli sa pryskane 10 albo 20 razy. Wyglada, ze lepiej ich nie jesc.

Dookolo ludzie umieraja na raka. Przerazona jestem.

Co jesc i gdzie kupowac? Macie pomysly?
Edytor zaawansowany
  • linn_linn 11.10.13, 07:48
    A ten ogrodek to gdzie? Powietrze tam krystaliczne? Zdrowa zywnosc to nie tylko brak chemii.

    Przyczyny raka to geny, jedzenie i srodowisko, w ktorym zyjemy. Zdrowe jedzenie nie wszystkich uchronilo / np. Lindy McCartney nie /.
  • senioritaloca 11.10.13, 09:24
    Kiedys nie bylo krystalicznego powietrza i ludzie masowo na raka nie padali.

    Zdrowa zywnosc to jeden z czynnikow. Idac Twoim tokiem myslenia powinnam jeszcze do kompletu zaczac palic fajki "bo przeciez nie wszyscy, ktorzy pala umieraja na raka".
  • momas 11.10.13, 09:27
    Za to w wieku (o ile dożył) 60 lat był sędziwą starowinką.
    Aha, dlaczego kiedyś pito głównie piwo? Dlatego, że od wody można było zejśc dosyć szybko

    big_grin

    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • chris1970 11.10.13, 12:20
    Porównując dzisiejszą żywność do żywności, którą mieli dostępną ludzie w wiekach minionych jest o wiele lepszej jakości.
    Dawniej powszechnie fałszowano żywność, dodając często substancje, które dziś uważamy za szkodliwe.
    Szkodliwe były również procesy przygotowywania żywności. Stosowano garnki i naczynia z materiałów, które w kontakcie z zywnością reagowały, tworząc razem trucizny i substancje nieporządane. Na przykład stosowano ołowiane naczynia, które świetnie przewodziły ciepło, ale powodowały ołowicę. Pierwsze konserwy dla wojsk francuskich również były zagrożeniem. W 19 wieku powszechnie stosowano naczynia miedziane, które zapewniały genialny smak potraw. Mieć jako katalizator przyspieszał proces gotowania i zmiękczania potraw, ale też i niszczył praktycznie wszystkie witaminy, które były w daniu.
    Dawniej nie było możliwości sprawdzania, czy zboża i sucha żywność jest wolna od mikotoksyn. Złe warunki przechowywania powodowały, że zapasy żywności były wręcz szkodliwe dla zdrowia. I właśnie z tego ludzie chorowali i umierali.
    Mięso - włośnica i pasożyty to nie nowe mutanty, powstałe niedawno. Dziczyzna i mięso nawet z własnej hodowli była niebezpieczna.
    Dziś jedynie mogę się bać w mięsie i mleku obecności hormonów, antybiotyków i leków. Na całe szczęście, te substancje są pod kontrolą.
  • linn_linn 11.10.13, 12:36
    Co bogatsze dzieci bawily sie olowiowymi zolnierzykami.
  • chris1970 11.10.13, 12:54
    Generalnie, dieta uboższych warstw społeczeństwa była o wiele zdrowsza, niż w tych bogatych domach.
    Na wsi ludzie jadali kasze omaszczane lnianym olejem świeżo wytłoczonym, chleby z pełnego przemiału, warzywa i owoce. Mięsa były jadane od święta.
  • anetapzn 17.10.13, 10:00
    chris1970 napisał:

    > Porównując dzisiejszą żywność do żywności, którą mieli dostępną ludzie w wiekac
    > h minionych jest o wiele lepszej jakości.

    Jak przeczytałam twój wpis (doskonały zresztą) to po raz 1. jestem szczęśliwa, ze żyję w XXI wiekubig_grin
  • chris1970 11.10.13, 12:52
    W cyfrowym archwum czytałem stare archwalne numery lokalnej gazety z lat około 1905 - 1910. W jednym numerze była wzmianka:

    30 letnia staruszka zginęła pod kołami dorożki.
  • olivkah 11.10.13, 13:20
    Jeden z autorów artykułu o wiktoriańskiej diecie:

    'Once they survived the age of five,' says Rowbotham, 'adult life expectancy was 75 for men and 73 for women; and they generally remained in good health until their last few weeks of life.

    Średnia długość życia 75 lat dla mężczyzn i 73 dla kobiet (po przekroczeniu piątego roku życia).



  • linn_linn 11.10.13, 17:40
    adult life expectancy
    To nie jest srednia dlugosc zycia, a oczekiwana dlugosc zycia.
  • olivkah 11.10.13, 19:37
    inn_linn napisała:

    > adult life expectancy
    > To nie jest srednia dlugosc zycia, a oczekiwana dlugosc zycia.

    Tak się tłumaczy "life expectancy" na polski potocznie: megaslownik.pl/slownik/angielsko_polski/143065,life+expectancy
  • autumna 11.10.13, 10:00
    > Kiedys ludzie masowo na raka nie padali.

    Tego tak naprawdę nie wiemy, bo nikt tego nie diagnozował. I nie mówię tu o jakichś zamierzchłych czasach. Moja teściowa (lekarz) mówi, że to, co obecnie jest diagnozowane jako nowotwory, jeszcze niedawno było często klasyfikowane jako zwykły stan zapalny, np. jelita.

    Co do żywności, to pozostaje unikać tej mocno przetworzonej i nafaszerowanej barwnikami, tłuszczem utwardzanym itp. Całą resztę trudno ominąć. W tym powietrze - właśnie zaczął się sezon palenia w piecach śmieciami...

    --
    Robótkowe ADHD
  • chris1970 11.10.13, 11:57
    Ale na podstawie opisów chorób i sekcji zwłok, tych dobrze zachowanych, wiemy, że ze zdrowiem osób drzewiej żyjących było niezbyt ciekawie.
    Raczysko było i zżerało ludzi.
    Nawet jak nie dopadł rak, to szerzyły się różnego rodzaju pasożyty, infekcje i zatrucia pokarmowe z braku elementarnych zasad higieny.
  • linn_linn 11.10.13, 12:33
    Czystsze bylo na pewno / wystarczy porownac liczby samochodow /. Poza tym choroby nowotworowe sa takze zwiazane ze wzrostem dlugosci zycia. O innych aspektach napisano sporo nizej.
    Do palenia Cie nie namawialam: to Towj tok rozumowania. Zwrocilam tylko uwage, ze wyhodowac tzw. zdrowa zywnosc nie jest latwo. Warzywa z ogrodka przy drodze zdrowe na pewno nie sa. Chemie maja dostarczona z powietrzem i deszczem.
  • roseanne 11.10.13, 17:23
    tia....
    zmiany nowotworowe odkryto rowniez na mumiach egipskich
    --
    co bylo to bylo
    co moze byc jest
    a bedzie to co bedzie
  • olivkah 11.10.13, 12:35
    Może i nie ma żadnego absolutnie zdrowego jedzenia, ale zawsze można starać się wybierać to najlepsze spośród dostępnych.

    O ile udało im się przeżyć wczesne dzieciństwo, ludzie w epoce wiktoriańskiej w Anglii żyli tak samo długo jak teraz: www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2672390/ Bardzo ciekawy artykuł, wnioski autorów: jesteśmy teraz niedożywieni, współczesna medycyna nie tyle przedłuża życie, co maskuje symptomy chorób degeneracyjnych.
  • sarahh7 15.10.13, 16:35
    linn_linn napisała:
    Zdrowe jedzenie
    > nie wszystkich uchronilo / np. Lindy McCartney nie /.

    No tak, jednak od zawsze nie prowadzila "zdrowej kuchni" a im wczesniej tym lepiej,szczegolnie kiedy sie ma dzieci.
  • marigold222 11.10.13, 09:45
    prawidłowo stosowane nawozy i pestycydy nie sa bardziej niebezpieczne niż naturalny obornik czy naturalne środki ochrony roślin. Żeby zminimalizowac ryzyko zatrucia, o ile nie masz aufanych dostawców, kupuj po trochu w róznych miejscach. teoretycznie wtedy jest najmniejsza szansa że jakakolwiek trucizna skumuluje sie na tyle, by Ci zaszkodzić.
  • chris1970 11.10.13, 12:10
    Powiem tak. Oczywiście, lepsze są produkty bez dodatków zbędnych.
    Nie zgodzę się z tezą, że wszędzie pestycydy, konserwanty i zagęstniki. Te substancje dodatkowe kosztują, ich cena często jest wyższa niż samych składników podstawowych w produkcie spożywczym.
    Producenci dodają te substancje TAM GDZIE NAPRAWDĘ TRZEBA I W ILOŚCI JAKIEJ TRZEBA MINIMALNIE, ŻEBY UZYSKAĆ EFEKT.
    Jak muszę dokonać wyboru, to wolę produkt z substancją konserwującą, niż produkt, który bez takiego dodatku będzie niebezpieczny pod względem mikrobiologicznym.
    Polecam zapoznanie się trochę z zagadnieniem bezpieczeństwa żywności i klasyfikacją zagrożeń. Akurat na pierwszym miejscu najniebezpieczniejsze są zatrucia mikrobiologicznie, następnie zatrucia spowodowane mikotoksynami. Zagrożenie ze strony dodatków do żywności zajmuje końcowe pozycje na liście 10 zagrożeń w żywności. Znacznie wcześniej na liście są naturalnie występujące substancje szkodliwe i antyżywieniowe.
    Mało osób wie, że można się zabić zjadając na raz 20 kg ziemniaków. Oczywiście nikt tego nie jest w stanie dokonać, ale w takiej ilości ziemniaków jest śmiertelna zawartość solaniny.

    Nikt nie pryska po 20 razy, raz że to kosztuje, a dwa, że po kilkukrotnym pryskaniu normalnie roślina uwiędnie, bo nie przyjmnie takiej ilości substancji. Pestycydy są drogie. Poza tym, stosuje się środki, które raz zastosowane, ulegają rozłożeniu do substancji nieszkodliwych. To nie czasy, kiedy były stosowane DDT i inne obecnie zakazane substancje.

    W latach 80tych była seria zgonów niemowląt i małych dzieci na wsiach. Oczywiście, winą obarczono producentów. Powodem śmierci była konwersja hemoglobiny do methemoglobiny pod wpływem obecności we krwi azotynów.
    Zbadano próbki mleka, w którym nie stwierdzono obecności azotynów, które są odpowiedzialne za ścinanie się hemoglobiny u niemowląt. Zawartość azotanów, które mogą ulec konwersji do aznotynów była bardzo niska (stare komunistyczne normy poniżej 50 ppm). Sprawcą okazała się woda studzienna, w której rozcieńczano mleko. To w niej znaleziono spore ilości azotynów.
  • olivkah 11.10.13, 12:53
    > Producenci dodają te substancje TAM GDZIE NAPRAWDĘ TRZEBA I W ILOŚCI JAKIEJ TR
    > ZEBA MINIMALNIE, ŻEBY UZYSKAĆ EFEKT.

    Efekt korzystny oczywiście dla producenta, bo przecież nie dla klienta. Dlaczego np. niektórzy mogą sprzedawać śmietanę składającą się ze śmietany, a inni muszą dodawać jakieś inne, z mojego punktu widzenia zupełnie zbędne substancje?

    >Porównując dzisiejszą żywność do żywności, którą mieli dostępną ludzie w wiekach minionych jest o wiele lepszej jakości.

    Pod względem higienicznym pewnie tak. Pod względem zawartości odżywczej - o wiele gorszej.


  • chris1970 11.10.13, 16:51
    Według prawa, śmietana nie składa się ze śmietany, a z mleka krowiego, tu należy podać, czy zostało ono poddane odtłuszczeniu oraz z kultur fermentacji mlekowej.
    Często zakwaszeniu poddawana jest mieszanka mleka świeżego z domieszką mleka w proszku, aby podgęścić produkt. Wiem, może nie pasować np. mączka chleba świętojańskiego, galaktomanniany (guma guar), które niewiele mówią, ale ja akurat takim dodatkom się nie sprzeciwiam, bo to nic innego jak frakcja błonnika pokarmowego rozpuszczalnego w wodzie, a więc czysty prebiotyk.
    Szkoda, że nie wiesz, że baby na targu od dawna fałszowały śmietanę mąką pszenną. Do wykrycia tylko płynem Lugola. Myślisz, że któraś powiedziała co dodała do śmietany?
    Na rynku spożywczym mamy wiele produktów. Dla konsumentów, którzy wolą produkt tani, jest odpowiedni produkt. Dla konsumenta, który woli zapłacić więcej za dobry produkt z górnej półki też taki produkt jest.
    Producenci produkują wyroby pod zamówienia sprzedawców. To oni dyktują co się sprzedaje, a właściwie konsumenci. Jeżeli z półek schodzą tanie produkty, to hipermarkety zapełniają półki takim tanim towarem. Jak jest trend na produkty lepsze, zwiększają się zamówienia na towary lepsze. Ewidentnie to widać na przykładzie stoiska z wędlinami i pieczywem. To dwie najbardziej wrażliwe na cenę kategorie żywności.
    Każdy konsument chce mieć śliczny produkt po otwarciu opakowania. Nie każdy rozumie, że śmietana podlega naturalnemu procesowi rozwarstwiania i podcieka serwatką praktycznie po niedługim czasie. A towary paczkowane muszą mieć określoną trwałość.
    Mało świadomy konsument taki produkt rozwarstwiony zwyczajnie uzna za produkt zepsuty.
    Gospodyni w domu jak sobie zrobi śmietanę i jej śmietana podcieknie, to zwyczajnie wymiesza przed dodaniem do zupy. Dla niej swój produkt jest najlepszy na świecie i nic mu nie dolega. Taki sam produkt od producenta z widocznymi oznakami synerezy, jest produktem już zepsutym. Patrz efekt domowego ciasta, w 100% naturalnego z cukrem waniliowym w przepisie i olejkiem migdałowym. To co, że wanilina jest sztuczna a olejek migdałowy to produkty syntezy chemicznej. W rączkach gospodyni wszystko nabiera naturalności.
    Medal dla Ciebie, jeżeli zrobisz śmietanę, która nie ulega synerezie przez 36 godzin.

    Dysponuję tabelami wartości odżywczych z lat 20 tych. Nie znalazłem istotniejszych różnic w stosunku do tego, co mamy obecnie w tabelach, poza większą ilością danych, oczywiście na korzyść obecnych danych.

    Wcześniejszych danych niż 19 wiecznych na temat wartości odżywczych nie ma, po prostu, trudno dziś o taki produkt smile do zbadania. Myślisz, że znajdziesz w literaturze informację jak normy spożycia były realizowane na stole Królowej Bony? Przecież wtedy znano praktycznie dwa składniki pokarmowe - wyimaginowane i nie mające nic wspólnego w wiedzą dzisiejszą. Miały więcej wspólnego coś z chińskim ying i yang smile

    To, jakie były normy spożycia, wiemy z opisów i receptur, na podstawie ogólnie jakich składników używano, jakich ilości, ale to, jakie są wartości konkretne, to już liczy się według danych dzisiejszych.
    Druga sprawa to taka, że dziś mamy inne odmiany warzyw i owoców, mięso jest bardziej wyselekcjonowane, mamy bydło rzeźne i mleczne, we wiekach średnich tego nie było. (Czarna) marchew purporowa, którą sprowadziła Bona to nie dzisiejsza marchewka odmiany Kazan czy Kraków.

    Można zakładać, że świeży produkt może miał więcej wartości odżywczych, ale sposób przechowywania, warunki i materiały niestety nie pozwalały zachować ich w takim stopniu jak dziś.

    Prawnikiem nie jestem, więc sprzeczać się z nim nie będę o kodeksie karnym, podobnie z chirurgiem nie będę dyskutował jak lepiej ma przeprowadzić operację oka.
  • renifren1 11.10.13, 17:01
    Co to jest ortoreksja
    Ortoreksja ( orthorexia ) jest obsesją na punkcie spożywania właściwego jedzenia. Co jest uznane za „właściwe jedzenie” zależy od indywidualnych preferencji ortorektyka. Cierpiący na ortoreksję przykłada patologiczną wręcz wagę do tego, aby jadać wyłączenie pokarm, który uznaje za zdrowy. Ortorektyk poświęca na myślenie o jedzeniu i planowaniu posiłków więcej czasu niż na cokolwiek innego. Życie ortorektyka obraca się wokół jedzenia. Wszelkie inne sprawy tracą na znaczeniu.
    Narzuca sobie bardzo restrykcyjny reżim żywieniowy, a za każde złamanie tych zasad karze siebie, zwykle jeszcze większym reżimem. Na tej samej zasadzie ortorektyk premiuje swoje dobre zachowanie. Jeśli na przykład uda mu się nie ulec pokusie i uniknąć pokarmu „nieczystego” – nagradza się. Nagrodą jest odstawienie kolejnego pokarmu.
    Ofiarami ortoreksji padają najczęściej kobiety. Zaburzenie to jest charakterystyczne dla społeczeństw bogatych.
    --
    --
    ,,- Filmik drugi nadal nie działa.
    - Masz stary internet, mi działa. ,,
  • senioritaloca 11.10.13, 18:09
    [bkonsumenta, który woli zapłacić więcej za dobry produkt z górnej półki też taki produkt jest][/b]

    W ktorym to sklepie?
  • squirk 14.10.13, 09:32
    senioritaloca napisała:

    > [bkonsumenta, który woli zapłacić więcej za dobry produkt z górnej półki też ta
    > ki produkt jest][/b]
    >
    > W ktorym to sklepie?

    Dla mnie np. w Piccola Italia, byłam przedwczoraj na zakupach. 10 dkg najtańszej wędliny kosztuje z 5 zł, sery podobnie, ale jakość czuć w smaku.
    smile


    --
    Chaotyczna neutralna.
  • olivkah 11.10.13, 19:32
    Gdyby to producentom pasowało, 99 procent ludzi w Polsce by słyszało o tym, że śmietana się rozwarstwia.

    > Szkoda, że nie wiesz, że baby na targu od dawna fałszowały śmietanę mąką pszenn
    > ą. Do wykrycia tylko płynem Lugola. Myślisz, że któraś powiedziała co dodała do
    > śmietany?

    Nie rozumiem argumentu. Co z tego, że kiedyś też zdarzali się oszuści? Teraz można do produktu dodać kilka czy kilkanaście różnych składników i legalnie sprzedawać go pod niezmienioną nazwą. Np. "Chrzan", skład: korzeń chrzanu (54%). "Szynka", skład: białko sojowe.

    Kiedyś nieświadomie używano niektórych szkodliwych materiałów, teraz jesteśmy mądrzejsi. Za to w 20 wieku krowy zaczęto karmić mózgami owiec, nie zdając sobie sprawy z możliwych konsekwencji. Wymyślono i propagowano margarynę, nie zdając sobie sprawy ze szkodliwości tłuszczów trans. Więc nie jest tak, że teraz już pozjadaliśmy wszelkie rozumy i wszystkie nowe wynalazki są na pewno nieszkodliwe.

    > Dysponuję tabelami wartości odżywczych z lat 20 tych. Nie znalazłem istotniejsz
    > ych różnic w stosunku do tego, co mamy obecnie w tabelach, poza większą ilością
    > danych, oczywiście na korzyść obecnych danych.

    Proszę przykład: journals.cambridge.org/action/displayAbstract?fromPage=online&aid=7219036

    Compared to eggs of the caged hens, pastured hens' eggs had twice as much vitamin E and long-chain omega-3 fats, 2.5-fold more total omega-3 fatty acids, and less than half the ratio of omega-6:omega-3 fatty acids


    Prawnikiem nie jestem, więc sprzeczać się z nim nie będę o kodeksie karnym, pod
    > obnie z chirurgiem nie będę dyskutował jak lepiej ma przeprowadzić operację oka
    >
    Nie podawałeś tu swojego cv. smile

  • doral2 11.10.13, 21:50
    senioritaloca napisała:

    "..
    > Dookolo ludzie umieraja na raka. Przerazona jestem..."

    kiedyś ludzie też umierali na raka.
    tylko nikt nie wiedział, że to rak i nie było ani metod, ani narzędzi by to zdiagnozować.
    moja ginekolog powiedziała, że torbiele w piersiach czy na jajnikach pojawiły się wtedy, kiedy zaczęto powszechnie używać usg.
    czy to znaczy, że wcześniej ich nie było?
    były, tylko nie potrafiono ich zobaczyć dostępnymi metodami i narzędziami.

    wychodzę z założenia, że co człeku pisane, to go nie minie.
    i żeby nie wiem jak zdrowo się odżywiał i nie wiem jak zdrowy tryb życia prowadził, jeśli mu pisane zginąć w wypadku kolejowym, to najzdrowsza marchewka nie pomoże.

    z dostępnych mi pomysłów to kupować jak najmniej przetworzonej żywności, kupować surowe mięso, samemu robić wędliny, gotować obiady domowe, zrezygnować z jedzenia puszkowanego, torebkowanego, słoikowanego, mrożonego fabrycznie, "pomysłów na", zawierających glutaminian sodu i połowę tablicy mendelejewa.
    cola, soki kartonowe, butelkowe, gorące kubki, zupki w proszku i tym podobny syf odstawić.
    a wtedy sypane marchewki nie zaszkodzą ci więcej, niż piękna szynka kupiona w sklepie.
    --
    http://images44.fotosik.pl/266/58ea10722a7ca480m.jpg
  • autumna 14.10.13, 08:45
    >zawierających glutaminian sodu i połowę tablicy mendelejewa.

    Mogę się powymądrzać jako chemik? Bardzo nie lubię tego zwrotu o "połowie tablicy mendelejewa", bo on jest przeważnie pozbawiony sensu. Większość tego, co nam szkodzi - zarówno w żywności, jak i produktach spalania fruwających w powietrzu - opiera się na 6 pierwiastkach (węgiel, wodór, tlen azot, siarka, fosfor). Wybaczcie mały offtop, zboczenie zawodowe.

    --
    Robótkowe ADHD
  • linn_linn 14.10.13, 12:05
    Dobrze, ze zwracasz na to uwage. Operownie takimi haslami prowadzi nas na manowce, budzi strach i obawy, tam gdzie nic strasznego nie ma. W naszym organizmie, jesli sie nie myle, jest ponad polowa tablicy. Bez niej nie moglibsmy zyc.
  • budzik11 14.10.13, 11:58
    senioritaloca napisała:

    Ostatnio nawet oglosili, ze jablka
    > to syf.

    I to jeszcze jaki!! Sama chemia!
    http://img2.demotywatoryfb.pl//uploads/201306/1370392433_jk6six_600.jpg

    A tak serio - bez przesady. Jak się kupuje surowce, nie półprodukty czy produkty typu masmixy, zupki w proszku, budynie z torebki, gotowe galaretki, słoikowe żarcie, gotową garmażerkę, wędliny, w których kilogram robi się z pół kilograma mięsa, gotowe ciastka i słodycze z syropem glukozowo-fruktozowym i tłuszczami utwardzanymi - to i bez własnego ogródka, kurnika i chlewika nie zejdziemy od jedzenia jabłek i mięsa.
  • linn_linn 14.10.13, 12:09
    smile
    Bardzo upraszcza robienie rozsadnych zakupow stosowanie sie do zasady: im mniej przetworzona zywnosc, tym zdrowsza. Odwrotnie tez: im bardziej przetworzona, tym szkodliwsza.
  • budzik11 14.10.13, 13:20
    Jeszcze prościej - kupuj surowce, nie gotowce smile
  • linn_linn 15.10.13, 11:12
    Byloby dobrze, ale nie zawsze sie da. Wszystkiego w domu nie zrobimy.
    Przez kilka miesiecy w roku / teraz jest to juz trzeci rok / biore udzial w seminariach nt. odzywiania. "Nasza Pani" czesto mowi nam: " od czasu do czasu mozna jesc nawet parowki".
  • budzik11 15.10.13, 11:20
    Wszystkiego na pewno nie, ale większość - jak najbardziej. Znam coraz więcej osób, które praktycznie większość jedzenia przygotowują sami w domu - nie kupują wcale wędlin czy kiełbas, dżemów ani innych przetworów, nabiału (poza mlekiem od rolnika), pieczywa - wszystko to robią w domu. Nawet masło! Jasne, że można marudzić, że trzeba mieć czas, miejsce do przechowywania itd - ale jeśli komuś naprawdę zależy na dobrym, prawdziwym jedzeniu, to zrobi wszystko, żeby sobie je zapewnić.
  • squirk 15.10.13, 11:24
    budzik11 napisała:

    Jasne, że można m
    > arudzić, że trzeba mieć czas, miejsce do przechowywania itd - ale jeśli komuś n
    > aprawdę zależy na dobrym, prawdziwym jedzeniu, to zrobi wszystko, żeby sobie je
    > zapewnić.

    Dokładnie tak. Nie zawsze jest to szybkie czy proste ale satysfakcja ogromna. Zresztą jak się wejdzie w rytm to upieczenie chleba czy zrobienie jogurtu to czynności wykonywane odruchowo, już się o tym nawet nie myśli za bardzo.
    smile


    --
    Chaotyczna neutralna.
  • madzioreck 15.10.13, 18:08
    > Dokładnie tak. Nie zawsze jest to szybkie czy proste ale satysfakcja ogromna. Z
    > resztą jak się wejdzie w rytm to upieczenie chleba czy zrobienie jogurtu to czy
    > nności wykonywane odruchowo, już się o tym nawet nie myśli za bardzo.

    Tu nie chodzi o to, czy się o tym myśli, tylko o to, ile to zajmuje czasu. Nastawić jogurt, chleb - jasne. Moment. Dodać do tego wyżej wspomniane robienie wędlin, serów, ubijanie masła, pewnie jeszcze jakieś robienie makaronów, przetworów - nie no, drobiazg po prostu. Dlatego ja jestem we frakcji tych, co uważają, że jednak wszystkiego samemu się nie da, jeśli człowiek chce mieć czas na jakieś inne życie poza robotą w pracy i w domu (są jeszcze takie drobiazgi jak pranie, sprzątanie, ogarniecie dzieci, zresztą ja i bez dzieci słabo to sobie wyobrażam). Nawet, jeśli bardzo zależy na dobrym, prawdziwym jedzeniu.
  • squirk 15.10.13, 18:29
    madzioreck napisała:

    Dla mnie to kwestia planowania i włączenia w proces męża, na szczęście bardzo chętnego do wzięcia udziału - celowo nie piszę o "pomocy" bo mieszkamy tu oboje, nikt nikomu nie "pomaga", robimy co trzeba i dla siebie, wspólnie. Chleb robię jednocześnie z kilkoma innymi rzeczami, mam naszynę do chleba, blender i wszystko, co może mi ułatwić życie. Na przetwory rezerwuję sobie 2-3 weekendy, zrobienie makaronu dla 2 osób nie zajmuje dużo czasu (blender z hakiem do ciasta, maszynka do makaronu), wędliny głównie piekę ale jemy ich bardzo mało (ja wcale). Dzieci nie mam i mieć nie zamierzam ale mając je faktycznie nie zdecydowałabym się na taki zakres prac więc rozumiem Twoje obiekcje i zgadzam się z nimi w dużym stopniu.
    smile

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • madzioreck 15.10.13, 21:33
    Na temat "pomocy" mam dokładnie takie samo zdanie i też mię trzęsie, jak czytam, że jednej z drugą chłop w domu czy przy dziecku "pomaga" wink

    A do rzeczy - planowanie nie zmienia faktu, że zrobić to trzeba. Pewnie, szybciej, sprawniej, ale... większość czynności do wykonania w domu pojedynczo nie zajmuje dużo czasu. Wstawienie prania, powieszenie i zdjęcie go, nastawienie chleba w maszynie, nastawienie jogurtu, upieczenie domowego ciasta. Tylko jak to wszystko zebrać razem, jak to wszystko chcieć robić samemu czy nawet we dwoje, żeby mieć tylko "prawdziwe i dobre jedzenie" to łącznie tego czasu schodzi mnóstwo.

    Ktoś niżej pisze, że tak mówią ci, co sami nie próbowali - no sorry, nie zgodzę się. My z mężem też robimy różne rzeczy po domowemu, nie należymy też do osób niezorganizowanych. I w związku z tym doskonale wiem, jakiego nakładu pracy wymagają te różne rzeczy. Rozumiem, że ktoś może mieć takie priorytety, albo, że ktoś to po prostu lubi i przy tym wypoczywa, ale sprzeciwiam się twierdzeniu, że to nie zajmuje czasu albo zajmuje chwilę. Wróciłam dziś z pracy o 20, muszę ogarnąć pranie, ugotować coś, zająć się zwierzętami - mogę oczywiście zabrać się jeszcze za ubijanie masła, nastawienie chleba, upieczenie wędliny, a na weekend zostawić sobie przetwory, ale... kiedy odpocząć i pożyć? wink To wszystko nie zajmuje 5 minut smile
  • anu_anu 16.10.13, 08:49
    Myślę, że jest do osiągnięcia stan równowagi - aby nie jeść byle czego ale też aby zachować czas na inne czynności niż uprawa ogrodu, gotowanie, sprzątanie. Dużo rzeczy robię sama, mój mąż w mniejszym stopniu w tym uczestniczy (śmieję się, że ja uprawiam ogród a on triatlon), sprzątanie odwala przychodząca dziewczyna (1xtydzień). W dobrze ułożonym domu nie ma dużo pracy, naprawdę mam czas i na naukę, na czytanie, na posiedzenie przy kompie, i na życie towarzyskie/kulturalne. Pracuję zawodowo, okresami dość intensywnie a czasem z większym luzem (zależy to od tego co się w mojej korpo dzieje). Nie czuję się ani dyskryminowana ani przemęczona. Jest faktem, że córka jest mężatką, wnuków nie mam jeszcze - zatem od tej strony sytuacja nie wymaga mojego zaangażowania czasowego.
    --
    Bądź sobą. I tak nie możesz być nikim innym...
  • araceli 16.10.13, 08:49
    squirk napisała:
    > Dla mnie to kwestia planowania

    Kocham takie teksty smile Jasne planowanie: zero czasu, włączanie męża: zero czasu męża, wyszukiwanie produktów, czytanie składów: zero czasu, pieczenie chleba: zero czasu, czyszczenie maszyny po pieczeniu: zero czasu, robienie przetworów: zero czasu.

    TO JEST MNÓSTWO, MNÓSTWO, MNÓSTWO CZASU!!

    --
    Gdzie wszyscy myślą tak samo - nikt nie myśli zbyt wiele.
  • squirk 16.10.13, 12:03
    araceli napisała:

    > squirk napisała:
    > > Dla mnie to kwestia planowania
    >
    > Kocham takie teksty smile Jasne planowanie: zero czasu, włączanie męża: zero czasu
    > męża, wyszukiwanie produktów, czytanie składów: zero czasu, pieczenie chleba:
    > zero czasu, czyszczenie maszyny po pieczeniu: zero czasu, robienie przetworów:
    > zero czasu.

    Zakupy robię online, dostarczają pod nos. Mąż po powrocie z pracy idzie na rower/pobiegać, wraca, odpoczywa i robi, co powinien, nie muszę o to prosić/przypominać. Robienie chleba to wrzucenie składników do maszyny, zajmuje mi to ze dwie minuty (mam zestaw wygodnych miarek), w międzyczasie robię kolację, obiad do pracy dla męża (robię go codziennie), mąkę na chleb dostarczają mi do domu, btw. Zakupów w sklepach stacjonarnych nie robię, bo ich nie lubię, kupuję tylko przejazdem świeże warzywa w zaprzyjaźnionej budce.
    Na przetwory, jak pisałam, przeznaczam 2-3 weekendy, nie zrobią się same ale tych kilka dni warto poświęcić, oczywiście nie w całości bo co weekend widzimy się z przyjaciółmi. Jakimś cudem mamy także czas na wycieczki, mąż 2 razy w roku jeździ na męskie wyjazdy na jacht, ja także stanowczo sie nie nudzę, robienie biżuterii, opieka nad Myszami, rower i blogi zajmują mi sporo czasu, mam ten czas. Po kilkunastu latach niektóre czynności wykonuje się automatycznie a z mężem jesteśmy zespołem rozumiejącym się bez słów.
    Czyszczenie formy z maszyny do chleba, po jej namoczeniu, zajmuje mężowi ze 2 min, z warstwy teflonu resztki ciasta schodzą błyskawicznie. Myślę, że takie 2 minuty poświęcone raz w tygodniu nie zabiłyby nawet najbardziej leniwego męża.
    Może w wolnej chwili "pokochasz" także czytanie ze zrozumieniem, bardzo polecam, nie wychodzi się potem na osobę wmawiającą ludziom coś, czego nie napisali.

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • linn_linn 16.10.13, 18:21
    Akurat ja wiaderka od maszyny nigdy nie mocze: nie ma takiej potrzeby. Musisz skorygowac proporcje skladnikow. Wiaderkow ystarczy przetrzec wilgotnym papierem do celow kuchennych.
  • squirk 16.10.13, 19:22
    linn_linn napisała:

    > Akurat ja wiaderka od maszyny nigdy nie mocze: nie ma takiej potrzeby. Musisz s
    > korygowac proporcje skladnikow. Wiaderkow ystarczy przetrzec wilgotnym papierem
    > do celow kuchennych.

    Piekę zakwasowce pszenno-żytnie z ciężkiego, wilgotnego ciasta, nie ma najmniejszych szans wytrzeć resztek ręcznikiem, to ciasto się lepi, przylega bardzo. Natomiast bez problemu odchodzą resztki ciasta na pizzę, pity czy pszenne bułki, z tym faktycznie nie ma problemu.
    smile

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • budzik11 15.10.13, 19:57
    madzioreck napisała:

    > Tu nie chodzi o to, czy się o tym myśli, tylko o to, ile to zajmuje czasu. Nast
    > awić jogurt, chleb - jasne. Moment. Dodać do tego wyżej wspomniane robienie węd
    > lin, serów, ubijanie masła, pewnie jeszcze jakieś robienie makaronów, przetworó
    > w - nie no, drobiazg po prostu.

    Zależy, jakie kto ma priorytety. Zresztą coraz popularniejszy jest slow food, w odróżnieniu od fastfoodu, któremu, jak wiadomo, czasu niewiele potrzeba. Kto nie chce, nie ma czasu na własną produkcję dobrego jedzenia - musi jeść to, co kupi w sklepie. Jeśli tego nie chce jeść - musi znaleźć czas na własną produkcję.
  • doral2 15.10.13, 20:10
    bez przesady z tym brakiem czasu.
    zwykły chleb można upiec w maszynie do chleba, wsypując składniki, co zajmuje 3 minuty.
    chleb piecze się sam, maszyna da znać kiedy jest gotowy.
    3 minuty na wsypanie składników to nie majątek.
    chleb razowy wymaga 3 minut przez pięć dni, na podkarmienie zakwasu i jakieś 10 minut dnia szóstego na jego wymieszanie i dodanie składników, z upchnięciem do piekarnika włącznie.
    pieczone mięso na kanapki wymaga również 10 minut na jego przygotowanie i wepchnięcie do piekarnika.
    stać przy piekarniku nie trzeba.
    jogurt?
    dodać kilka łyżek kultury kefirowej i podgrzanie mleka to też 10 minut.
    ani chleba, ani jogurtu, ani wędlin nie robi się codziennie.
    więc nie przesadzajmy z tym czasem...
    --
    http://images44.fotosik.pl/266/58ea10722a7ca480m.jpg
  • senioritaloca 15.10.13, 20:25
    Chleb pieke od kilku lat. Kupuje orkisz"ekologiczny" i mam mlynek do zboza.

    Przetwory robie, ale przeciez to sa przetwory z warzyw i owocow napchanych chemia.

    W moim ogrodku warzywa bez chemii rosna bardzo marnie niestety.
  • budzik11 15.10.13, 20:38
    senioritaloca napisała:

    > Przetwory robie, ale przeciez to sa przetwory z warzyw i owocow napchanych chem
    > ia.

    Ale co ty z tą chemią? O jakiej chemii piszesz? Woda też jest związkiem chemicznym. I powietrze też. Czym napchane są np. jabłka? Chętnie się dowiem, bo je lubię.
  • budzik11 15.10.13, 20:35
    doral2 napisała:

    > bez przesady z tym brakiem czasu.
    (...)
    > więc nie przesadzajmy z tym czasem...

    A bo najczęściej na praco- i czasochłonność tego wszystkiego narzekają ci, którzy tego nie robią, a tylko sobie wyobrażają, jak to wygląda i ile trwa.
  • araceli 16.10.13, 08:51
    doral2 napisała:
    > więc nie przesadzajmy z tym czasem...

    No nie wiem - moim zdaniem Ty po prostu swojego czasu nie szanujesz - jest bezwartościowy. 5 minut tu, 15 inu tam i całe popołudnie schodzi. 3 minuty wsypanie składników? A forma po pierczeniu sama się wyczyści? Piekarnik sam umyje? Składniki same do domu przylewitują? I tak przy każdej czynności nagle okazuje się, że czas trzeba mnożyć x3.


    --
    Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
  • linn_linn 16.10.13, 18:24
    Nie podgrzewam mleka na jogurt. Nie ma potrzeby / jesli jest jogurtownica /.
  • squirk 16.10.13, 19:20
    linn_linn napisała:

    > Nie podgrzewam mleka na jogurt. Nie ma potrzeby / jesli jest jogurtownica /.

    Nie ma i nie będzie, garnek plus czysty palec wystarczają smile

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • squirk 15.10.13, 20:37
    budzik11 napisała:

    Kto n
    > ie chce, nie ma czasu na własną produkcję dobrego jedzenia - musi jeść to, co k
    > upi w sklepie. Jeśli tego nie chce jeść - musi znaleźć czas na własną produkcję

    Moja najlepsza przyjaciółka ma dwójkę dzieci w wieku żłobkowym, pracuje zawodowo (czasem także w weekendy od 6 rano, jest inżynierem odpowiedzialnym za produkcję), ma do ogarnięcia dom. Daje radę piec pieczywo, robić przetwory (mnóstwo), co weekend wymyśla jakieś oryginalne ciasto czy coś na grill, mąż (praca plus działalność artystyczna w jednym ze znanych polskich zespołów, dojeżdża na próby kilka h, mają koncerty w całym kraju) wędzi mięso i ryby, robi kiełbasy, robią nalewki i masę innych rzeczy. Do tego wiadomo, sprzatanie, dzieciaki dom żłobka, pies-medalista do weta/na wystawę też sam się nie zawiezie. Nie zatrudniają nikogo do sprzatania czy pomocy przy dzieciach. Jeśli ktoś naprawdę chce to daje radę.
    smile

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • autumna 16.10.13, 07:43
    >Jeśli ktoś naprawdę chce to daje radę.

    A z tym się absolutnie nie zgodzę, bo każdy z nas ma różne predyspozycje, biologiczne chociażby. Napoleon podobno spał 4-5 godzin na dobę, ja muszę 8 - inaczej jestem nie do życia. Samo to powoduje różnicę w ilości wolnego czasu do dyspozycji. Różnie też jesteśmy obciążeni zawodowo - te same 8 godzin spędzone w pracy w zależności od jej rodzaju może lekko zmęczyć albo tak wykończyć, że człowiek pada na twarz. Plus różny czas i sposób dojazdu.

    --
    Robótkowe ADHD
  • araceli 16.10.13, 08:58
    squirk napisała:
    > Jeśli ktoś naprawdę chce to daje radę.

    Wiesz - nie każdego życiową ambicją nie jest byciem wieloczynnościowym robotem domowym. Niektórzy chcą mieć jeszcze jakieś życie: czas dla siebie, na hobby itd. Nie każdy czuje spełnienie życiowe tylko i wyłącznie z czystej podłogi w domu.

    --
    Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
  • squirk 16.10.13, 12:05
    araceli napisała:

    > squirk napisała:
    > > Jeśli ktoś naprawdę chce to daje radę.
    >
    > Wiesz - nie każdego życiową ambicją nie jest byciem wieloczynnościowym robotem
    > domowym.

    Jestem tego pewna, moją też nie jest. Ale podtrzymuję to, co napisałam - jeśli komuś naprawdę bardzo zależy to zrobi wszystko tak, żeby cel osiągnąć. Dla niektórych będą to poważne wyrzeczenia i rezygnacja z czegoś, dla innych nie. Zależy od człowieka, od wsparcia rodziny, od preferencji po prostu.
    smile


    --
    Chaotyczna neutralna.
  • araceli 16.10.13, 12:09
    squirk napisała:
    > komuś naprawdę bardzo zależy to zrobi wszystko tak, żeby cel osiągnąć. Dla
    > niektórych będą to poważne wyrzeczenia i rezygnacja z czegoś, dla innych nie.
    > Zależy od człowieka, od wsparcia rodziny, od preferencji po prostu.

    Ale to akurat jest kompletna nieprawda. KAŻDY cel osiągnie kosztem rezygnacji z czegoś innego tylko niektórzy uważają, że warto. Nieprawdą jest, że 'niektórzy' robią to bez wyrzeczeń - no chyba, że ich doba ma więcej niż 24h albo np. nie pracują zawodowo. Nie ma cudów.

    --
    Co inni myślą o Tobie to nie Twój interes.
  • squirk 16.10.13, 12:24
    araceli napisała:

    > Ale to akurat jest kompletna nieprawda. KAŻDY cel osiągnie kosztem rezygnacji z
    > czegoś innego tylko niektórzy uważają, że warto.

    Oczywiście masz rację, u każdego będzie to rezygnacja z czegoś innego. Dla mnie była to kwestia "nauczę się gotować zdrowo, zbiję u męża cholesterol, ograniczymy przyjmowanie leków, w przyszłości być może mniej wydamy na lekarzy" ale u koleżanki zadecydował kaprys, postanowiła prowadzić blog kulinarny więc gotuje i piecze sporo i mnóstwo czasu zajmują jej zdjęcia i cała reszta. Zdaję sobie sprawę że upieczenie chleba to koszt znacząco wyższy niż kupienie bochenka w sklepie ale zdrowie jest dla mnie priorytetem i wolę, jeśli to możliwe, wiedzieć, co zawiera to, co podaję bliskim. Dlatego poświęcam czas, bo faktycznie - uznaję, że warto, mam efekty, jak dotąd system działa, odpukać, bez zarzutu. Nie narzucam swojego zdania, każdy prowadzi dom tak, żeby jemu było dobrze, ale nie przekonujcie mnie, proszę, że jak ktoś naprawdę czegoś chce, to nie da rady. Nie twierdzę, że nie ma rzeczy niemożliwych - są rzeczy, których się nie chce czy nie potrzebuje więc się ich nie robi i nie ma żadnego przymusu. Ale inni chcą/potrzebują i zrobią.
    smile


    --
    Chaotyczna neutralna.
  • araceli 16.10.13, 12:30
    squirk napisała:
    >ale nie przekonujcie mnie, proszę, że jak ktoś naprawdę czegoś chce, to nie da rady.

    A kto tutaj cokolwiek takiego napisał? Jedyne co to jak widzę niektóre osoby zauważyły, że to się 'samo' nie robi, że to nie jest 5 minut, że wymaga czasu, wysiłku i odbywa się kosztem innych przyjemności.

    --
    Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
  • squirk 16.10.13, 12:36
    araceli napisała:

    > A kto tutaj cokolwiek takiego napisał? Jedyne co to jak widzę niektóre osoby za
    > uważyły, że to się 'samo' nie robi, że to nie jest 5 minut, że wymaga czasu, wy
    > siłku i odbywa się kosztem innych przyjemności.

    Z mojego punktu widzenia po tylu latach robi się samo bo ten nieszczęsny chleb piekę już odruchowo - ale masz rację, wszystko wymaga czasu. I nie dla wszystkich gotowanie to przyjemność, niektórzy tego nie cierpią i nie ma najmniejszego powodu, żeby się zmuszali. Ale jesli ktoś lubi i chce gotować bardziej domowo to przy jakiejśtam reorganizacji czasu i pomocy rodziny powinien móc to osiągnąć. Co nie znaczy, że każdy musi chcieć i to, że ja chcę, absolutnie nie znaczy, że jestem superbohaterką a moja doba trwa 24 h. Niestety, nie trwa, musiałam trochę poprzestawiać i przeorganizować ale udało się, jesteśmy zadowoleni. Grunt, żeby każdy był, niekoniecznie piekąc chleb czy robiąc przetwory.
    smile

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • madzioreck 16.10.13, 14:29
    > Z mojego punktu widzenia po tylu latach robi się samo bo ten nieszczęsny chleb
    > piekę już odruchowo - ale masz rację, wszystko wymaga czasu. I nie dla wszystki
    > ch gotowanie to przyjemność,

    No właśnie o to chodzi, wymaga to czasu. Ja lubię gotować, ale wolę kupić masło, niż je sama ubijać wink
  • madzioreck 16.10.13, 14:34
    araceli napisała:

    > squirk napisała:
    > >ale nie przekonujcie mnie, proszę, że jak ktoś naprawdę czegoś chce, to ni
    > e da rady.
    >
    > A kto tutaj cokolwiek takiego napisał? Jedyne co to jak widzę niektóre osoby za
    > uważyły, że to się 'samo' nie robi, że to nie jest 5 minut, że wymaga czasu, wy
    > siłku i odbywa się kosztem innych przyjemności.

    Nie o to, że nie można dać rady, tylko o to, że zajmuje to czas. A to są dwie różne rzeczy.

  • madzioreck 15.10.13, 21:15
    Zależy, jakie kto ma priorytety. Zresztą coraz popularniejszy jest slow food, w
    > odróżnieniu od fastfoodu, któremu, jak wiadomo, czasu niewiele potrzeba. Kto n
    > ie chce, nie ma czasu na własną produkcję dobrego jedzenia - musi jeść to, co k
    > upi w sklepie. Jeśli tego nie chce jeść - musi znaleźć czas na własną produkcję

    Ja tego nie neguję. Po prostu wyrażam swoje zdanie na temat tego, jak to to wszystko "zajmuje chwilę".
  • sangrita 16.10.13, 09:00
    > Ja tego nie neguję. Po prostu wyrażam swoje zdanie na temat tego, jak to to wsz
    > ystko "zajmuje chwilę".

    No bo tak naprawdę to wszystko zajmuje chwilę wink Każda poszczególna czynność trwa do 5, max 10 minut wink No i tak minuta po minucie...
  • squirk 16.10.13, 12:09
    sangrita napisała:

    > > Ja tego nie neguję. Po prostu wyrażam swoje zdanie na temat tego, jak to
    > to wsz
    > > ystko "zajmuje chwilę".
    >
    > No bo tak naprawdę to wszystko zajmuje chwilę wink Każda poszczególna czynność tr
    > wa do 5, max 10 minut wink No i tak minuta po minucie...

    Przecież dom i gotowanie i tak trzeba ogarnąć. Chyba, że ktoś tak bardzo tego nie lubi że zatrudnia panią do pomocy, kucharkę itp. Oczywiście można palcem w domu nie kiwnąć a rodzinę karmić gotowcami z torebki, mnóstwo osób tak robi i żyją, wiekszość jednak znajduje czas na gotowanie posiłków, choćby na zapas, żeby zamrozić w porcjach. W niektórych domach sprzatanie czy przygotowywanie posiłków to jednak czas wspólny, pogłębianie więzi, nie czas zmarnowany, urwany z tego przeznaczonego "na hobby".


    --
    Chaotyczna neutralna.
  • araceli 16.10.13, 09:02
    budzik11 napisała:
    > któremu, jak wiadomo, czasu niewiele potrzeba

    No to jest właśnie mit.

    Nawet jak coś się piecze czy gotuje i teoretycznie nie trzeba nad tym stać to jednak: trzeba zaplanować, kupić składniki, wstawić i... jest się wtedy uziemionym. Owszem - można poczytać książkę ale nie pójdziesz na spacer czy nie pójdziesz na wystawę. Ba! nawet niektóre rzeczy do zrobienia w domu odpadają. Życie PODPORZĄDKOWUJESZ garom. Kwestia proiorytetów? Owszem ale nie wmawiajcie ludziom, że to nic a nic czasu nie kosztuje.

    --
    Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
  • budzik11 16.10.13, 10:48
    No ale kupując pulpety w sosie w słoiku tez musisz zaplanować, wstać, iść do sklepu, wybrać, zapłacić, przywieźć, przerzucić do garnka, zagrzać, pomieszać, przypilnować, żeby się nie przypaliło itd - to ZAWSZE zajmuje czas. Robiąc zakupy do samodzielnego gotowania masz nawet łatwiej, bo nie musisz studiować etykiet słoików, bo kupujesz surowce. I naprawdę - chleba nie piecze się codziennie, jogurtu czy sera nie robi się codziennie, tak samo masła, wędliny i wszystkiego innego. To nie jest tak, że człowiek stoi urobiony w garach 12 godzin.
    Najbardziej konserwatywna pod tym względem znana mi osoba, ta, o której wyżej pisałąm, że sama robi masło (ma maselnicę, taką drewnianą, tradycyjną) jest lekarzem, pracującym w przychodni, mającym też prywatną praktykę lekarską, robi specjalizację w szpitalu do którego dojezdza do innego miasta, oraz duży dom i 7-letnie dziecko chodzące do szkoły. I daje radę. A, i jeszcze ma duży, piękny ogród, oraz męża, który nawet na 2 tygodnie wybywa z domu bo taką ma pracę.
  • budzik11 16.10.13, 10:57
    Żeby nie było - ja nie jestem maniaczką samowystarczalności, sama piekę tylko chleb i pieczywo, robię kefir, czasem upiekę mięso na kanapki - ale wiem po prostu, że można, mimo wielu obowiązków, to robić.
  • sangrita 16.10.13, 11:19
    > No ale kupując pulpety w sosie w słoiku tez musisz zaplanować, wstać, iść do sk
    > lepu, wybrać, zapłacić, przywieźć, przerzucić do garnka, zagrzać, pomieszać, pr
    > zypilnować, żeby się nie przypaliło itd - to ZAWSZE zajmuje czas.

    Sorry, ale naprawdę trudno o głupszy przykład wink

    Żeby zrobić obiad z pulpetów w słoiku, musisz iść do sklepu i wziąc z półki słoik. Potem możesz postawić słoik w szafce i może spokojnie stać dwa miechy, aż zechce Ci się pulpetów na obiad.

    Żeby zrobić pulpety własnoręcznie, musisz iść do sklepu i kupić mięso, cebulę, koperek i co tam jeszcze dodajesz do swoich pulpetów. Od razu więcej czasu. Mięso i koperek nie mogą leżeć w szafce dwa miesiące. Możesz zamrozić, ale znowu, zanim zechce Ci się pulpetów, musisz pomyśleć o tym, żeby rozmrocić mięso. I tak dalej.

    Następnie: żeby podgrzać pulpety ze słoika, pzerzucasz je do garnka i pilnujesz, żeby się nie przypaliło.

    Pulpetu domowej roboty: obierasz i siekasz cebulę, podsmażasz, mielisz mięso, doprawiasz, robisz pulpety, wrzucasz do garnka i pilnujesz, żeby się nie przypaliło, robisz sos i pilnujesz, żeby się nie przypaliło...

    Po zjedzeniu pulpetów ze słoika myjesz garnek i talerz. Po puleptach domowych: również patelnię, maszynkę do mielenia mięsa, deskę do krojenia itp.

    Oczywiście, że podgrzanie pulpetów ze słoika też zajmuje czas, ale nie ma w ogóle co porównywać ze zrobieniem pulpetów od podstaw.

    No i oczywiście, umycie patelni albo kupienie kopeku zajmuje dwie minuty, ale jak tak wszytsko po kolei dodać, to okaże się, że pupety domowe robi się X razy dłużej niż ze słoika.

    Jak ktoś powiedział: kwestia priorytetów. Ale nie ma co siebie i innych przekonywać, że to w ogóle zajmuje tylko 10 minut.

    A że ktoś daje radę... Usain Bolt da radę przebiec 100 m w 10 sekund. Co z tego dla nas wynika? smile

    Żey nie było, gotuję w miarę możliwości od podstaw, ale przyznaję, że spędzam w kuchni masę czasu.
  • araceli 16.10.13, 12:01
    sangrita napisała:
    > Żeby zrobić pulpety własnoręcznie, musisz iść do sklepu i kupić mięso, cebulę,
    > koperek i co tam jeszcze dodajesz do swoich pulpetów. Od razu więcej czasu. Mię
    > so i koperek nie mogą leżeć w szafce dwa miesiące. Możesz zamrozić, ale znowu,
    > zanim zechce Ci się pulpetów, musisz pomyśleć o tym, żeby rozmrocić mięso. I ta
    > k dalej.
    (...)
    > Pulpetu domowej roboty: obierasz i siekasz cebulę, podsmażasz, mielisz mięso, d
    > oprawiasz, robisz pulpety, wrzucasz do garnka i pilnujesz, żeby się nie przypal
    > iło, robisz sos i pilnujesz, żeby się nie przypaliło...
    (...)
    > Po zjedzeniu pulpetów ze słoika myjesz garnek i talerz. Po puleptach domowych:
    > również patelnię, maszynkę do mielenia mięsa, deskę do krojenia itp.

    Żeby było całkowicie domowo to jeszcze trzeba zrobić sos na domowym bulionie. A do domowego bulionu... I tak dalej big_grin 5 minut tu, 15 minut tam i nagle popołudnie z głowy.

    --
    Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
  • sangrita 17.10.13, 09:56
    > Żeby było całkowicie domowo to jeszcze trzeba zrobić sos na domowym bulionie. A
    > do domowego bulionu... I tak dalej big_grin 5 minut tu, 15 minut tam i nagle popołud
    > nie z głowy.

    No coś Ty. Przecież do domowego bulionu to po prostu wrzuca się rzeczy do garnka i samo się gotuje, pięć minut big_grin

    Rzeczy oczywiście obierają się i kupują same wink
  • araceli 16.10.13, 12:05
    budzik11 napisała:
    > I naprawdę - chleba nie piecze się codziennie, jogurtu
    > czy sera nie robi się codziennie, tak samo masła, wędliny i wszystkiego
    > innego. To nie jest tak, że człowiek stoi urobiony w garach 12 godzin.

    Niby nie robi się codziennie ale: jednego dnia chleb, drugiego wędlinę, trzeciego bulion, czwartego zakupy, piątego ciasto - i od początku. I wychodzi niestety baaaardzo dużo.

    > I daje radę.

    A jakieś życie oprócz prowadzenia domu ma? Bo absolutnie rozumiem prowadzenie domu jako hobby ale nie każdy jest w stanie żyć bez niczego innego/

    --
    Gdzie wszyscy myślą tak samo - nikt nie myśli zbyt wiele.
  • madzioreck 16.10.13, 14:22
    > Najbardziej konserwatywna pod tym względem znana mi osoba, ta, o której wyżej p
    > isałąm, że sama robi masło (ma maselnicę, taką drewnianą, tradycyjną) jest leka
    > rzem, pracującym w przychodni, mającym też prywatną praktykę lekarską, robi spe
    > cjalizację w szpitalu do którego dojezdza do innego miasta, oraz duży dom i 7-l
    > etnie dziecko chodzące do szkoły. I daje radę. A, i jeszcze ma duży, piękny ogr
    > ód, oraz męża, który nawet na 2 tygodnie wybywa z domu bo taką ma pracę.

    No z tym trudno dyskutować - można się podpierać nosem i też dawać radę. Ale my tu rozmawiamy o tym, czy robienie wszystkiego samodzielnie zajmuje czas, czy nie. Czy odgrzanie kupnego pulpeta to tyle samo czasu, co przygotowanie pulpetów od podstaw.
    I nikt tu chyba nie twierdzi, że nie można dać rady.
  • budzik11 16.10.13, 14:45
    madzioreck napisała:

    > my
    > tu rozmawiamy o tym, czy robienie wszystkiego samodzielnie zajmuje czas, czy n
    > ie.

    Nikt nie twierdzi, że to nie zajmuje w ogóle czasu. Ale jak osobiście twierdzę, że 1. nie zajmuje to AŻ TYLE czasu, jak tu niektórzy piszą, 2. znów powtórzę - kwestia priorytetów - albo jemy gotowe jedzenie i narzekamy, jakie to świństwa teraz w sklepach i w ogóle sama chemia, albo poświęcamy trochę tego wolnego czasu i gotujemy sobie sami i wtedy jesteśmy zadowoleni.
  • madzioreck 16.10.13, 14:58
    Ale ja nie rozpoczęłam tej dyskusji od priorytetów. Tylko właśnie od czasu, bo to wszystko nie zajmuje go też aż tak mało, jak niektóre forumki twierdzą.
  • squirk 16.10.13, 15:22
    madzioreck napisała:

    > Ale ja nie rozpoczęłam tej dyskusji od priorytetów. Tylko właśnie od czasu, bo
    > to wszystko nie zajmuje go też aż tak mało, jak niektóre forumki twierdzą.

    To jest ten sam czas, ta sama ilość czasu. Jeden poświęci go na pojechanie do sklepu, wybranie pulpetów, powrót, odgrzanie, drugi w tym samym czasie zrobi domowe bo dostarczono mu składniki na próg a w sezonie w ciągu weekendu zrobił do słoików sos do pulpetów.
    Jestem kuchenną gadżeciarą i leniem - dlatego mam tyle ułatwiaczy życia ile zdołałam upchnąć. Cebulę, czosnek, mięso, zioła siekam w blenderze. Mieszam też w blenderze, mam hak do mieszania. Bulion gotuje się kiedyśtam hurtem i zamraża więc tylko dorzucam gotowy, to samo sos z pomidorów. Mąż przychodzi, opowiada, co w pracy, rozśmiesza mnie, myje blender, przygotowuje stół do kolacji. Mogliśmy ten czas spędzić w sklepie i korkach, mogliśmy użyć gotowych pulpetów albo sosu z kartonu, też byłby posiłek, może nawet smaczny. Oczywiście można mieć pulpety juz kupione więc cały wieczór poświęcić na hobby i tylko podgrzać coś z jednego z kupionych wczesniej słoików, ale ktoś poświęca ileśtam h na zakupy i jazdę z/do sklepu, to nieuniknione, ktoś inny ten sam czas przeznacza na zrobienie przetworów i makaronu, ten czas i tak upłynie a efektem będzie posiłek.
    smile

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • madzioreck 16.10.13, 17:04
    > To jest ten sam czas, ta sama ilość czasu. Jeden poświęci go na pojechanie do s
    > klepu, wybranie pulpetów, powrót, odgrzanie, drugi w tym samym czasie zrobi dom
    > owe bo dostarczono mu składniki na próg a w sezonie w ciągu weekendu zrobił do
    > słoików sos do pulpetów.

    Aha, po pulpety trzeba jechać i wybierać, a składniki pulpetów przywożą pod nos. To jakaś prawidłowość?
    Bo ja to widzę tak, odpuśćmy zakupy czy też ich odbiór. Mam słoik pulpetów, otwieram, podgrzewam, zjadam. Mam składniki na pulpety... no i muszę je ugotować. Choćbym pękła, to w 10 minut ich nie zrobię.
  • squirk 16.10.13, 17:14
    madzioreck napisała:


    > Aha, po pulpety trzeba jechać i wybierać, a składniki pulpetów przywożą pod nos
    > . To jakaś prawidłowość?

    Przecież zakupy jakoś trzeba zrobić, prędzej czy później, znikąd się te pulpety w domu nie wezmą.

    > Bo ja to widzę tak, odpuśćmy zakupy czy też ich odbiór. Mam słoik pulpetów, otw
    > ieram, podgrzewam, zjadam. Mam składniki na pulpety... no i muszę je ugotować.
    > Choćbym pękła, to w 10 minut ich nie zrobię.

    Oczywiście, że nie, ale w międzyczasie, kiedy one się smażą a sos redukuje można zrobić x innych rzeczy, zrobienie pulpetów nie oznacza czuwania nad garnkiem non-stop.
    Mąż był na corocznym wypadzie na jachty z kolegami, poza domowym jedzeniem przygotowanym przez żony panowie mieli kilka gotowców w słoikach, 2 trafiły z powrotem, pechowo do naszego domu. Lista składników takiej np. fasolki po bretońsku jest bardzo długa. Wygodne to może i jest ale nic poza tym. Poczytam sobie książkę o kwadrans krócej albo zrobię bransoletkę dzień później ale nie dam rodzinie takiego czegoś a w przyszłości nie wydam na lekarzy. Ten sam czas, inne decyzje, do tego się to sprowadza.
    smile

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • madzioreck 16.10.13, 17:31
    > > Aha, po pulpety trzeba jechać i wybierać, a składniki pulpetów przywożą p
    > od nos
    > > . To jakaś prawidłowość?
    >
    > Przecież zakupy jakoś trzeba zrobić, prędzej czy później, znikąd się te pulpety
    > w domu nie wezmą.

    No ale założyłaś, że ten, co sobie chce przyspieszyć, nie przyspiesza, bo kupuje stacjonarnie, a ten, co wszystko sam, kupuje netowo, więc oszczędza w ciul czasu...

    Ten gotowiec to przykład. Nie żywię się gotowcami. Gotuję. Ale nie robię makaronów, nie wyrabiam serów i wędlin, nie ubijam masła. Nie karmię siebie ani męża fasolką z długim składem, ale też nie czuję potrzeby wysiewać tej fasolki sama ani sama wędzić boczku czy tam kiełbasy, na której ugotuję. Także jest jeszcze coś pomiędzy.
  • araceli 16.10.13, 21:06
    squirk napisała:
    > Oczywiście, że nie, ale w międzyczasie, kiedy one się smażą a sos redukuje możn
    > a zrobić x innych rzeczy

    No jasne. Jakież to rzeczy można zrobić w interwałach po kilka minut... pomyślmy... yyyy.. yyyyy.... yyyyyy.... No można poczytać książkę. Oczywiście milej czyta się bez przerw co chwilka (i ryzyka spalenia potrawy jak lektura wciąga) ale co tam... jedziemy! Możńa jeszcze sprzątać albo... gotować coś innego. Sama radocha! Bycie wieloczynnościowym robotem domowym... hura! Możemy COŚ robić!

    --
    Gdzie wszyscy myślą tak samo - nikt nie myśli zbyt wiele.
  • araceli 16.10.13, 21:12
    squirk napisała:
    > Mąż był na corocznym wypadzie na jachty z kolegami, poza domowym jedzeniem przy
    > gotowanym przez żony panowie mieli kilka gotowców w słoikach,

    Panowie się bawią a panie przygotowują im 'domowe jedzenie'. W ramach hobby - panowie na jachty a panie do kuchni big_grin Co za kanał!

    --
    Kryjąc się w fortecy sztywnej konsekwencji, schronić się możemy przed zakusami rozumu.
  • squirk 16.10.13, 21:21
    araceli napisała:

    > squirk napisała:
    > > Mąż był na corocznym wypadzie na jachty z kolegami, poza domowym jedzenie
    > m przy
    > > gotowanym przez żony panowie mieli kilka gotowców w słoikach,
    >
    > Panowie się bawią a panie przygotowują im 'domowe jedzenie'. W ramach hobby - p
    > anowie na jachty a panie do kuchni big_grin Co za kanał!

    Zaczynam się nad Tobą litować. Mam nadzieję, że w swoim związku, jesli w jakimś jesteś, nie stosujesz zasady "Misio zawsze przy mnie i bawimy się razem albo nie bawi się nikt, za nic mu smyczy nie poluźnię". Gotowanie nie jest moim hobby, ja mam swoje wyjazdy, mąż swoje, większość jest wspólna.
    Kanał to mentalność która nie dopuszcza możliwości że w związku można drugą osobę spuścić na tydzień z oka a rozłąka tylko umacnia więź. Ani że można zdrowo gotować nie urabiając się przy tym po łokcie i mając czas na wszystko, na co się ten czas chce mieć, bo ma się inne priorytety, wprawę czy pomoc najbliższych. Trzymam się z daleka od kanałów. Rozmowa z Tobą jest jak rąbanie betonu - strata czasu, zaniżyłaś poziom i dyskusja przestała mieć sens.


    --
    Chaotyczna neutralna.
  • araceli 16.10.13, 21:30
    squirk napisała:
    > nie urabiając się przy tym po łokcie i mając czas na wszystko, na co się
    > ten czas chce mieć

    Sory Squirk - na WSZYSTKO nikt czasu nie ma - możesz tak sobie bajdurzyć na forum i wierzyć, że ktoś to kupi. Doba ma tylko 24h - 8 na sen, 9-10 na pracę zawodową z dojazdami i zostaje maaaaalutko. Nie wmówisz mi, że w te parę godzin masz czas na WSZYSTKO.

    --
    Co inni myślą o Tobie to nie Twój interes.
  • squirk 16.10.13, 21:45
    araceli napisała:

    > squirk napisała:
    > > nie urabiając się przy tym po łokcie i mając czas na wszystko, na co się
    > > ten czas chce mieć
    >
    > Sory Squirk - na WSZYSTKO nikt czasu nie ma - możesz tak sobie bajdurzyć na for
    > um i wierzyć, że ktoś to kupi.

    Na wszystko, na co się chce. Człowiek myślący jest świadom tego, ile godzin z dnia zostaje mu między pracą w snem i planuje tak, żeby nie przestrzelić, przynajmniej w moim otoczeniu jest to rzecz oczywista.
    Jakiekolwiek "zajmowanie się domem" zaczynam od 17.30, dziś musiałam dodatkowo pojechać na badanie. Zdążyłam jednak przygotować kolację, upiec jutrzejszy obiad dla męża, skończyć bransoletkę, zapakować fantazyjnie prezent, skończyć "Stulecie chirurgów", pogadać przez telefon z mamą i przyjaciółką, pobawić się z futrzynkami i obejrzeć z mężem po kolacji odcinek "Food Truck" - polecam, sympatyczny program. W maszynie rośnie ciasto na słodkie drożdżówki na śniadanie, uformowanie zajmie moment, piekę na silikonowych foliach więc odpada jakieś wielkie mycie. Niczego dziś nie sprzątam bo nie zrobiliśmy bałaganu, zmywarkę zapełni pan domu, zostało mi jeszcze zrobienie paru przelewów, przeczytanie informacji nt projektu, w który wciąga mnie znajomy, posłuchanie filmików z kraju, w którym będę mieszkała, żeby oswoić się z językiem, wymiana trocinek w Myszariach, kąpiel, odcinek "Private Practice", spać pójdę pewnie ok. 1 w nocy, jak zwykle. Zrobione będzie wszystko, co chciałam dziś zrobić.

    Doba ma tylko 24h - 8 na sen, 9-10 na pracę zawo
    > dową z dojazdami i zostaje maaaaalutko. Nie wmówisz mi, że w te parę godzin mas
    > z czas na WSZYSTKO.

    Nie - na wszystko, co jest mi potrzebne i daje mi satysfakcję. To oczywiście może być co innego, niż u innych. Ale czas jest ten sam, inne jest planowanie, inne priorytety. Ktoś zamiast robienia obiadu wybierze wyjście do fryzjera albo pójście do sąsiadki. Co komu potrzebne i co go uszczęśliwia. Mnie uszczęśliwia zdrowe gotowanie zaplanowane tak, żebym miała czas na to, co sobie wymyślę poza nim.

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • araceli 16.10.13, 21:49
    squirk napisała:
    > , ja mam swoje wyjazdy,

    Swoją drogą chętnie też poczytam jakież to domowe pyszności przygotował Ci mąż na te Twoje wyjazdy? big_grin

    --
    Gdzie wszyscy myślą tak samo - nikt nie myśli zbyt wiele.
  • anetapzn 17.10.13, 10:08
    squirk napisała:

    > araceli napisała:
    >

    > > Panowie się bawią a panie przygotowują im 'domowe jedzenie'. W ramach hob
    > by - p
    > > anowie na jachty a panie do kuchni big_grin Co za kanał!
    >
    > Zaczynam się nad Tobą litować.
    > Kanał to mentalność która nie dopuszcza możliwości że w związku można drugą oso
    > bę spuścić na tydzień z oka a rozłąka tylko umacnia więź. Ani że można zdrowo g
    > otować nie urabiając się przy tym po łokcie i mając czas na wszystko, na co się
    > ten czas chce mieć, bo ma się inne priorytety, wprawę czy pomoc najbliższych.
    > Trzymam się z daleka od kanałów. Rozmowa z Tobą jest jak rąbanie betonu - strat
    > a czasu, zaniżyłaś poziom i dyskusja przestała mieć sens.
    >
    >
    Można tu kliknąć likeasmile?big_grin
  • araceli 16.10.13, 21:03
    squirk napisała:
    > To jest ten sam czas, ta sama ilość czasu.

    Ależ bzdura - było to już w tym wątku dokładnie rozpisane. Oczywiście - można iść w zaparte ale sory - to już się robi absurdalnie śmieszne.

    --
    Kryjąc się w fortecy sztywnej konsekwencji, schronić się możemy przed zakusami rozumu.
  • squirk 16.10.13, 21:35
    araceli napisała:

    > squirk napisała:
    > > To jest ten sam czas, ta sama ilość czasu.
    >
    > Ależ bzdura - było to już w tym wątku dokładnie rozpisane.

    Ależ bzdura - każda doba trwa 24 h.
    Absurdalne jest twierdzenie, że skoro się samemu z jakichś powodów czegoś nie robi to ci, którzy jednak robią, bo tak postanowili i cel realizują, to kosmici którzy wymyślają jakieś cuda bo przecież absolutnie i za nic w świecie nie da się być spełnionym i wypoczętym robiąc domowe klopsiki i jogurty a o poczytaniu książki w ogóle mowy być nie może.

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • araceli 16.10.13, 21:47
    squirk napisała:
    > Ależ bzdura - każda doba trwa 24 h.

    Czytaj czasem to co sama piszesz - unikniesz ośmieszenia wink

    > którzy wymyślają jakieś cuda bo przecież absolutnie i za nic w świecie nie da s
    > ię być spełnionym i wypoczętym robiąc domowe klopsiki

    No to proszę napisz jak robisz domowe puplpety w 20 sekund (czas potrzebny na wrzucenie zawartości słoika do garnka i włączenie kuchenki). Chętnie poczytam!

    --
    Co inni myślą o Tobie to nie Twój interes.
  • squirk 16.10.13, 21:55
    araceli napisała:

    > squirk napisała:
    > > Ależ bzdura - każda doba trwa 24 h.
    >
    > Czytaj czasem to co sama piszesz - unikniesz ośmieszenia wink

    Twoja frustracja osiągnęła poziom w którym przestajesz myśleć i zaczynasz pisać cokolwiek, byle pozbyć się jadu, w dodatku wydaje ci się, że jesteś w stanie jakoś mnie obrazić czy zirytować, zapewne także wydajesz się samej sobie superzabawna. Nikt nie pisał o robieniu klopsików w 20 sec. Tego, że doba trwa 24 h, twoja agresja nie zmieni. Tego, że moje 24 h wyglądają inaczej, niż twoje, tym bardziej. Pozwól, że zostawię cię z Twoim podejściem do tematu, nie lubię agresywnych, zaślepionych rozmówców, tracę zainteresowanie dyskutantami nie kontrolującymi tego, co piszą. Zostań przy otwieraniu słoików, ja zostanę przy robieniu przetworów, obie będziemy zadowolone bardziej niż byłybyśmy kontynuując dyskusję na zaproponowanym przez Ciebie poziomie.

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • araceli 16.10.13, 22:09
    No cóż - ja mam niezły ubaw z Twoich wypocin - chłop, któremu pokazałam to 'zero czasu' na prace domowe śmiał się do rozpuku in a Ty to za agresję bierzesz? Ciekawe big_grin Hahaha big_grin

    --
    Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
  • sangrita 17.10.13, 09:59
    > To jest ten sam czas, ta sama ilość czasu. Jeden poświęci go na pojechanie do s
    > klepu, wybranie pulpetów, powrót, odgrzanie, drugi w tym samym czasie zrobi dom
    > owe bo dostarczono mu składniki na próg a w sezonie w ciągu weekendu zrobił do
    > słoików sos do pulpetów.

    więc ten weekendowy czas za zrobienie sosu się nie liczy? big_grin
  • linn_linn 16.10.13, 18:28
    No wlasnie: to kwestia wyboru. Masla nie kupuje, nie robie, nie jem / tylko w minimalnych ilosciach /. Wlasnie dla zdrowia.
  • squirk 16.10.13, 12:16
    araceli napisała:

    > budzik11 napisała:
    > > któremu, jak wiadomo, czasu niewiele potrzeba
    >
    > No to jest właśnie mit.
    >
    > Nawet jak coś się piecze czy gotuje i teoretycznie nie trzeba nad tym stać to j
    > ednak: trzeba zaplanować, kupić składniki, wstawić i... jest się wtedy uziemion
    > ym.

    Maszyna wyrabia chleb/wyrasta ciasto przez 1,5 h. Nie mam żadnych obiekcji żeby wyjść w tym czasie do sąsiadki na kawę, iść nakarmić mieszkające po sąsiedzku zdziczałe kocięta czy zrobić cokolwiek mi się umyśli, to kawał czasu.
    Oczywiście generalnie masz rację, jak się coś gotuje czy piecze to człowiek zwykle zostaje wtedy w domu. Ale chyba wszystkie gotujemy, mylę się? więc tak czy siak ten czas spędzony w domu przy gotowaniu minie. Czasem to okazja żeby zrobić dodatkowo coś "domowego", nie piecze się przecież chleba codziennie i nie robi makaronu codziennie ale być może jednak raz w tygodniu można się tak dla siebie i bliskich poświęcić jeśli ktoś ma taką potrzebę. Rozumiem, że nie każdy ma, ale po nastu latach gotowania i pieczenia nie dam się przekonać, że upieczenie chleba=zero czasu na cokolwiek. Nie zero - ileśtam minut zaplanowanych po to, żeby rodzina zjadła coś zdrowego, wyrwanych z czasu i tak spędzanego w kuchni bo posiłki nie przygotowują się same.

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • araceli 16.10.13, 12:23
    squirk napisała:
    > nie piecze się przecież chleba codziennie i nie rob
    > i makaronu codziennie

    Tak jak pisałam: jednego dnia chleb, drugiego bulion i tak w kółko.

    > ale po nastu latach gotowania i pieczenia nie dam się przekonać, że upieczenie
    > chleba=zero czasu na cokolwiek.

    Upieczenie chleba nie. Ale: zrobienie zakwasu+ upieczenie chleba + zrobienie masła+ zrobienie jogurtu + zrobienie przetworów, ugotowanie bulionu to już naprawdę baaaaardzo dużo czasu. To nie jest 5 minut dziennie.

    > jeśli ktoś ma taką potrzebę. Rozumiem, że nie każdy ma,

    Ale to nie chodzi o kwestię potrzeb tylko czasu. Czas nie jest z gumy i tyle.

    --
    Gdzie wszyscy myślą tak samo - nikt nie myśli zbyt wiele.
  • squirk 16.10.13, 12:32
    araceli napisała:

    > squirk napisała:
    > > nie piecze się przecież chleba codziennie i nie rob
    > > i makaronu codziennie
    >
    > Tak jak pisałam: jednego dnia chleb, drugiego bulion i tak w kółko.

    Przecież bulion to wrzucenie składników do garnka.

    >
    > > ale po nastu latach gotowania i pieczenia nie dam się przekonać, że upiec
    > zenie
    > > chleba=zero czasu na cokolwiek.
    >
    > Upieczenie chleba nie. Ale: zrobienie zakwasu+ upieczenie chleba + zrobienie ma
    > sła+ zrobienie jogurtu + zrobienie przetworów, ugotowanie bulionu to już napraw
    > dę baaaaardzo dużo czasu. To nie jest 5 minut dziennie.

    Zakwas robi się raz, zajęło mi to 7 lat temu ze 3 minuty. Chleb załatwia maszyna plus forma do pieczenia z powłoką antyprzylepną (odpada jakieś konkretniejsze mycie, nie przywiera nic). Jogurt to zaangażowanie palnika, garnka z mlekiem i miseczki z jogurtem, termometrem jest palec. Przetwory - te nieszczęsne 2-3 weekendy w roku, poświęcam bez żalu bo otworzenie w zimie własnego słoika z pomidorami daje ogromną satysfakcję. Oczywiście masz racje, to nie jest 5 minut dziennie - ale otworzenie wspomnianego słoika z pulpetami i podgrzanie to też nie jest 5 min, wyjście do sklepu tym bardziej. Dlatego wybrałam opcję "pulpety będą domowe ale zakupy zamawiam z dostawą". Coś za coś, to wciąż ten sam czas poświęcony na nakarmienie rodziny tylko inaczej zorganizowany.
    smile


    > Ale to nie chodzi o kwestię potrzeb tylko czasu. Czas nie jest z gumy i tyle.

    Pewnie, że tak, ale jeść i tak trzeba.
    smile


    --
    Chaotyczna neutralna.
  • araceli 16.10.13, 12:46
    squirk napisała:
    > Przecież bulion to wrzucenie składników do garnka.

    No jasne! Składniki same się kupią, przyniosą, umyją, obiorą, pokroją, wrzucą do garnka, odszumują, przeleją do słoików (które wcześniej same się wyparzyły) po czym garnek sam się umyje.

    I tak możemy w kółko Macieju bezsensownie gadać. Samo się robi, czasu nic nie kosztuje. Jasssssne!

    Jestem absolutnie zafascynowana jak kobiety potrafią umniejszać wartość własnej pracy, wysiłku i czasu. NIEWIARYGODNE!

    --
    Co inni myślą o Tobie to nie Twój interes.
  • squirk 16.10.13, 13:02
    araceli napisała:

    > squirk napisała:
    > > Przecież bulion to wrzucenie składników do garnka.
    >
    > No jasne! Składniki same się kupią, przyniosą, umyją, obiorą, pokroją, wrzucą d
    > o garnka, odszumują, przeleją do słoików (które wcześniej same się wyparzyły) p
    > o czym garnek sam się umyje.

    Kliknięcie w składniki na stronie sklepu online nikogo jeszcze, mam nadzieję, nie zabiło. Dostarczają pod nos. Umycie i obranie zajmuje tyle samo czasu co umycie i obranie ziemniaków do zwykłego obiadu. Do sloików nie przelewam, nadwyżkę mrożę w pojemnikach.
    Zafundowanie rodzinie gotowca ze słoika, kupionego w sklepie, zajmuje, jak sądze, tyle samo czasu - jeśli nie więcej uwzględniając to, że do sklepu trzeba dojechać, nachodzić się, odstać swoje w kasie i wrócić. Ale za to ma się cholera wie co na dobrą sprawę, bo przecież nie wiadomo, co w tych słoikach jest.


    > I tak możemy w kółko Macieju bezsensownie gadać. Samo się robi, czasu nic nie k
    > osztuje. Jasssssne!

    Nie zauważyłam, żeby ktokolwiek napisał cos takiego.

    >
    > Jestem absolutnie zafascynowana jak kobiety potrafią umniejszać wartość własnej
    > pracy, wysiłku i czasu. NIEWIARYGODNE!

    Mąż codziennie dzwoni z pracy podziękować za obiad. Znajomi zamawiają u mnie chleby, ciasta, domowego Bailey`sa. Jestem z siebie zadowolona bo stworzyłam system pozwalający mi na nakarmienie bliskich czymś zdrowym a jednocześnie na hobby, leżenie z książką, prowadzenie własnych grup dyskusyjnych, planowanie wyprowadzki za granicę (w stresie bo to już niedługo ale damy radę) i wycieczki. Jestem ostatnią osobą, która umiejszałaby wartość tego, co robi. Wybrałam inaczej, to nie znaczy, że inni wybrali źle. Ale jeśli zechcą mogą wybór zmienić, to zawsze jest opcja, dobrowolna.
    smile


    --
    Chaotyczna neutralna.
  • anu_anu 16.10.13, 12:34
    Zgadzam się - choć bym to inaczej ujęła.
    Otóż "czynności domowe" zajmują nam np. dwie godziny dziennie. I niektórzy większość tego czasu przeznaczą na sprzątanie, inni na zakupy a jeszcze inni na gotowanie. Istotne są proporcje!
    Ja do sprzątania mam dziewczynę (jakbym robiła to sama to by były dodatkowo 2-3 godziny tygodniowo), zakupy robię via internet (przynoszą i stawiają koło szafki kuchennej przez co zyskuję kolejne 2-3 godziny) a dysponowany czas i energię wkładam właśnie w zapewnienie najbliższym możliwie zdrowego jedzenia. Oczywiście, że robię też pranie, nastawiam zmywarkę, myślę nad tym co będziemy jedli (żeby zamówić co trzeba). Drobne zakupy robię wracając z pracy, w domu nie robimy bałaganu (więc tak codziennie nie ma co sprzątać), jakieś awarie są obsługiwane na bieżąco (coś się rozlało, spadło etc.)
    I nadal pozostaje czas na inne rzeczy...
    --
    Problem to okazja w przebraniu
  • linn_linn 16.10.13, 18:18
    Mozna najwyzej wybrac: jedne rzeczy robie sama, a inne kupuje. Nie sadze, aby osoba pracujaca i przebywajaca poza domem 9-10 godzin robila wiekszosc od a do z. Niektore rzeczy owszem. Sama tez robie. Wedliny, chleb, dzemy i sery to nie wiekszosc.
  • linn_linn 16.10.13, 18:31
    Skoro wszystko samo sie robi, wystarczy przyjsc do domu w porze obiadowej, umyc rece i myk do stolu.
  • senioritaloca 16.10.13, 23:48
    squirk, roznica pomiedzy Toba a wiekszoscia kobiet jest taka, ze Ty nie masz dzieci. Nie ma Ci kto balaganu robic itd itp. Ty sie zajmujesz "futrzakami" a im trzeba nasypac zarcia z wora i nalac wody do miski. A to zajmuje duzo mniej czasu niz, pobawienie sie z dziecmi, poprzytulanie ich, wykapanie, umycie zebow, poczytanie bajki na dobranoc.

    W czasie kiedy Ty przygotowujesz mezowi kolacyjke i obiad na kolejny dzien, matki zajmuja sie dziecmi po pracy/przedszkolu/szkole.
  • squirk 17.10.13, 00:13
    senioritaloca napisała:

    > squirk, roznica pomiedzy Toba a wiekszoscia kobiet jest taka, ze Ty nie masz dz
    > ieci.

    Dokonujemy wyborów i ponosimy konsekwencje, coś za coś. Najważniejsze, żebyśmy wszystkie były ze swoich wyborów zadowolone.
    smile

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • anetapzn 17.10.13, 10:03
    squirk napisała:

    > senioritaloca napisała:
    >
    > > squirk, roznica pomiedzy Toba a wiekszoscia kobiet jest taka, ze Ty nie m
    > asz dz
    > > ieci.
    >
    > Dokonujemy wyborów i ponosimy konsekwencje, coś za coś. Najważniejsze, żebyśmy
    > wszystkie były ze swoich wyborów zadowolone.
    > smile
    >
    To tego świat się niestety nie doczeka, ale o ile by się łatwiej żyło.
  • madzioreck 17.10.13, 17:37
    senioritaloca napisała:

    > squirk, roznica pomiedzy Toba a wiekszoscia kobiet jest taka, ze Ty nie masz dz
    > ieci. Nie ma Ci kto balaganu robic itd itp.

    Ja też nie mam dzieci a i tak nie wyobrażam sobie robienia wszystkiego w domu od podstaw...

    Ty sie zajmujesz "futrzakami" a im
    > trzeba nasypac zarcia z wora i nalac wody do miski. A to zajmuje duzo mniej cza
    > su niz,

    Ale tu stanę w obronie Squirk, choć ogólnie się z nią z tym czasem nie zgadzam - zajmowanie się futrzakami to nie "nasypać żarcia i nalać wody". Tak robią ludzie, którzy mają zwierzaki dla ozdoby i traktują jak mebel. Zwierzakom poświęca się czas. Ja też mam gryzonie, i one też potrzebują uwagi, a nie tylko pełnej michy...
  • squirk 17.10.13, 17:52
    madzioreck napisała:

    > Ale tu stanę w obronie Squirk, choć ogólnie się z nią z tym czasem nie zgadzam

    Bardzo cenię, szczerze, to, że potrafisz dyskutować mimo różnicy zdań.
    smile

    Ja też mam gryzonie

    Czy zechciałabyś napisać o tym więcej, choćby na priv jeśli uznasz to za zaśmiecanie grupy? Byłabym ogromnie wdzięczna. Gryzonki to zwierzęta bardzo niedoceniane więc cieszy mnie każdy ich miłośnik, im nas więcej tym lepiej dla obu stron.
    smile


    --
    Chaotyczna neutralna.
  • madzioreck 17.10.13, 20:01
    Bardzo cenię, szczerze, to, że potrafisz dyskutować mimo różnicy zdań.
    > smile

    Staram się, aczkolwiek różnie wychodzi, i mnie czasem poniesie wink

    Czy zechciałabyś napisać o tym więcej, choćby na priv jeśli uznasz to za zaśmie
    > canie grupy? Byłabym ogromnie wdzięczna. Gryzonki to zwierzęta bardzo niedoceni
    > ane więc cieszy mnie każdy ich miłośnik, im nas więcej tym lepiej dla obu stron

    A, najwyżej nas moderacja ochrzani wink Szczury mam, sztuk 5 smile Rozumiem, że masz gazetową? smile
  • squirk 17.10.13, 20:15
    madzioreck napisała:

    > Bardzo cenię, szczerze, to, że potrafisz dyskutować mimo różnicy zdań.
    > > smile
    >
    > Staram się, aczkolwiek różnie wychodzi, i mnie czasem poniesie wink

    Ludzka rzecz, generalnie nie warto sie przejmować, wkurzanie się to karanie samego siebie za to, że inni pisza bzdury, staram się sobie krzywdy nie robić wink


    Szczury mam, sztuk 5 smile Rozumiem, że masz
    > gazetową? smile

    Tak, i nadzieję na zobaczenie zdjęć smile Mój brat miał kiedyś szczurzynkę, Tequillę, Mama była oburzona kiedy ją przyniósł. Szczur był wg niej czymś okropnym, miał paskudny ogon i w ogóle coś strasznego, w związku z tym nastąpiły liczne deklaracje w ogóle "zabierz to do swojego pokoju, ja karmić i oglądać nie zamierzam". Jak powiedziała tak zrobiła - aż pewnego dnia Młody wrócił ze szkoły, Mama nie usłyszała otwierających się drzwi i została przyłapana na karmieniu całej puszystej ze szczęścia szczurilli mięsem przeznaczonym na obiad i mówienia do niej pełnych nie_cierpię_szczurzenia tekstów w rodzaju "kto ma takie śliczne uszka i nosek i jest najmilszym szczurkiem na świecie, no kto?" wink


    --
    Chaotyczna neutralna.
  • squirk 17.10.13, 20:17
    squirk napisała:

    liczne d
    > eklaracje w ogóle

    "w rodzaju", piszę dziś jak łoś, za dużo się dzieje, przepraszam za usterki.
    smile


    --
    Chaotyczna neutralna.
  • madzioreck 17.10.13, 20:24
    Ha, no to właśnie te szczury robią z ludźmi big_grin
    Już piszę smile
  • autumna 18.10.13, 09:46
    >Szczur był wg niej czymś okropnym,
    > miał paskudny ogon i w ogóle coś strasznego

    No właśnie nie wiem, skąd ta niechęć do szczurzych ogonów. Że łyse? I co z tego, większość człowieka też łysa jest... Miałam szczurzynkę, toż to rozkoszniaczki są słodkie! No, pomijając, że tapetę w pokoju miałam w paru miejscach obgryzioną do wysokości szczura stojącego na dwóch łapkach.
    Potem zmieniłam rodzaj szkodnika. Obecnie mam obdartą na wysokości łapek dwulatka...

    --
    Robótkowe ADHD
  • madzioreck 18.10.13, 12:04
    > No właśnie nie wiem, skąd ta niechęć do szczurzych ogonów. Że łyse? I co z tego
    > , większość człowieka też łysa jest...

    Nie wspominając, że szczurzy ogon wcale nie jest łysy tongue_out Nawet moja łysa szczura nie ma łysego ogona wink
    Nie wiem, trochę uprzedzeń pewnie jakichś... taka sytuacja: jedzie dziewczyna zbiorkomem ze szczurem w transporterku, spod polarkowej szmatki wystaje tylko ryjek i jakaś pani pyta: a co tam za śliczności pani wiezie, chomiczek? A tiutiutiu, jaka mordka, jakie oczka... a tiutiutiu... SZCZUR?! Fuj, obrzydlistwo!!! AAAAAaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!

    Także ten... wink
  • anetapzn 18.10.13, 12:25
    madzioreck napisała:

    > > No właśnie nie wiem, skąd ta niechęć do szczurzych ogonów. Że łyse? I co
    > z tego
    > > , większość człowieka też łysa jest...
    >
    > Nie wspominając, że szczurzy ogon wcale nie jest łysy tongue_out

    Jest łysy, jest, fujsmile szczurze mordki są słodkie, to jak większy chomiczek, dopóki ogona nie widaćbig_grin

  • madzioreck 18.10.13, 13:59
    Nie jest łysy! tongue_out jest pokryty gęstą, krótką szczecinką smile To nie to samo, co wiewiórcza kita, ale i nie łysy wink
  • squirk 18.10.13, 17:31
    autumna napisała:

    > >Szczur był wg niej czymś okropnym,
    > > miał paskudny ogon i w ogóle coś strasznego
    >
    > No właśnie nie wiem, skąd ta niechęć do szczurzych ogonów. Że łyse? I co z tego
    > , większość człowieka też łysa jest... Miałam szczurzynkę, toż to rozkoszniaczk
    > i są słodkie! No, pomijając, że tapetę w pokoju miałam w paru miejscach obgryzi
    > oną do wysokości szczura stojącego na dwóch łapkach.
    > Potem zmieniłam rodzaj szkodnika. Obecnie mam obdartą na wysokości łapek dwulat
    > ka...

    Z deszczu pod rynnę jeśli mowa o szkodach, na szczęście maluch szybko się nauczy, wcześniej nie ma chyba sensu wymieniać tapet smile
    Tak jakoś Mama miała że szczurów nie lubiła - oficjalnie bo skończyło się na tym że szczurzynka brata została szczurzą miłością mamciowego życia i miała raj na ziemi. Ogonek łysy czy nie - na miłość nie ma mocnych wink


    --
    Chaotyczna neutralna.
  • anetapzn 18.10.13, 06:53
    madzioreck napisała:


    > Ty sie zajmujesz "futrzakami" a im
    > > trzeba nasypac zarcia z wora i nalac wody do miski. A to zajmuje duzo mni
    > ej cza
    > > su niz,
    >
    > Ale tu stanę w obronie Squirk, choć ogólnie się z nią z tym czasem nie zgadzam
    > - zajmowanie się futrzakami to nie "nasypać żarcia i nalać wody". Tak robią lud
    > zie, którzy mają zwierzaki dla ozdoby i traktują jak mebel. Zwierzakom poświęca
    > się czas. Ja też mam gryzonie, i one też potrzebują uwagi, a nie tylko pełnej
    > michy...
    Zgodzę się z wami obydwoma tzn. ze squirk i z Toba smile ileż uwagi wymagają moje koty, pieszczenia, drapania, znoszenia fochówsmile
  • squirk 18.10.13, 17:35
    anetapzn napisała:

    > Zgodzę się z wami obydwoma tzn. ze squirk i z Toba smile ileż uwagi wymagają moje
    > koty, pieszczenia, drapania, znoszenia fochówsmile

    Wyobraź sobie, że maleńki dżungarek potrafi tak samo zaangażować, Kiedy Mysz Mniejsza wstaje oczekuje, że cały świat będzie na jej małe, szare skinienie. Powinny być dłonie, na których Mysz może usiąść i czesać sobie uszy, palce na które będzie mogła się rzucać i udawać, że je bardzo brutalnie gryzie, ludzki nos do złapania w dwie łapeczki i oblizywania, generalnie człowiek ma trwać przy Myszarium, podziwiać Myszy, kiziać i podawać przysmaki. Mysz mniejsza waży 26 gramów i nie da się ukryć, że rządzi na spółkę z siostrą Większą, spokojniejszą ale też mającą preferencje. Zawojowały nas, nie da się ukryć wink

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • madzioreck 18.10.13, 23:04
    quirk napisała:

    > anetapzn napisała:
    >
    > > Zgodzę się z wami obydwoma tzn. ze squirk i z Toba smile ileż uwagi wymagają
    > moje
    > > koty, pieszczenia, drapania, znoszenia fochówsmile
    >
    > Wyobraź sobie, że maleńki dżungarek potrafi tak samo zaangażować, Kiedy Mysz Mn
    > iejsza wstaje oczekuje, że cały świat będzie na jej małe, szare skinienie.

    Dokładnie jak ze szczurem smile One są trochę jak koty, ale najbardziej - jak psy. Pogłaskaj, pobaw się, weź na ręce, poganiaj mnie, a teraz pouciekaj. Nie masz czasu? Co to znaczy, że nie masz czasu? Musisz mieć czas, nie damy spokoju, jak się nami nie zajmiesz, będziemy włazić na zbyry i broić!
    Staje takie małe na tylnych łapkach i wyciąga przednie, żeby wziąć na ręce. Albo bierze w łapki mój palec i iska, liże, robi manicure smile Rozpłaszcza się głaskane i tak śmiesznie "pulsuje" oczkami, albo i całym ryjkiem smile Włazi pod bluzkę albo w rękaw i się przytula, i idzie spać (nerkoogrzewacz!). Wchodzę z pracy i nie mogę się rozebrać, bo dopada mnie 5 ucieszonych ogoniastych.
    Jeśli ktoś myśli, że gryzoń to takie zwierzątko, co siedzi w klatce i potrzebuje tylko jeść, pić i świeżej porcji ściółki, to... no, bardzo, ale to bardzo się myli smile
  • anetapzn 19.10.13, 06:17
    ...widzę, że macie regularnego fioła na punkcie swoich małych pupili (nie napiszę...tych z gołym ogonembig_grin) tak jak ja na punkcie moich kotówsmile Czasami łapię się na tym, że (i tu mogą mnie co poniektórzy wykląć) więcej czasu poświęcam futrom czterołapiastym niż synomsmile Tłumaczę się, że synowie (6,11) już w dużej części samoobsługowismile
  • squirk 19.10.13, 12:41
    anetapzn napisała:

    > ...widzę, że macie regularnego fioła na punkcie swoich małych pupili

    Skąd, nie cierpię gryzoni.

    Żartuję oczywiście, obłąkana jestem na ich punkcie i one o tym wiedzą wink)

    (nie napis
    > zę...tych z gołym ogonembig_grin) tak jak ja na punkcie moich kotówsmile Czasami łapię
    > się na tym, że (i tu mogą mnie co poniektórzy wykląć) więcej czasu poświęcam fu
    > trom czterołapiastym niż synomsmile Tłumaczę się, że synowie (6,11) już w dużej cz
    > ęści samoobsługowismile

    To już w zasadzie młodzież i sporo rzeczy sama zrobi a futrzak sam sobie brzuszka nie podrapka i obiadu nie poda, trzeba mu też koniecznie mówić często jakie ma śliczne uszka, łapki i wszystko bo inaczej skąd będzie wiedział, nie wolno dopuścić do tego, żeby zwierzątko miało kompleksy wink

    Myszy rządzą u nas niepodzielnie i są tego świadome a do tego nie do opisania ufne, nie zna życia, kto nie widzial minidżungarka zasypiającego na poduszce obok człowieka. W pretensjach jeśli tenże człowiek ośmieli się choćby na chwilę przerwać głaskanie.
    wink

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • madzioreck 19.10.13, 14:07
    Aneta, tak, mam szmergla i wcale się z tym nie kryję big_grin I korzystam na max z czasu jaki z nimi spędzam, bo raczej nie będę mogła mieć ich więcej - prawdopodobnie jestem na nie uczulona i mię dusi. Taka złośliwość losu sad
  • madzioreck 19.10.13, 15:39
    ... na punkcie kotów też mam świra big_grin Tyle, ze na punkcie cudzych, bo swoich nie mam, ale marzy się, marzy... chciałam, ale mąż nie za bardzo. To, ze mam ogony, to przypadek zupełny, koty też są the best smile Gdzie nie pójdę, gdzie mają koty, to się z nimi tarzam po podłogach, lezą do mnie prawie wszystkie, nawet te, co ponoć obcych nie lubią wink Uwielbiam! Na szczęście koleżanka ma, sztuk 2, w tym jednego ogromnego kocura, który dotąd będzie chodził za gościem i gadał, aż się z nim nie przywita i nie pogłaszcze big_grin A potem bach na dywan big_grin
  • satia2004 17.10.13, 10:17
    Wszystkim paniom ze śpiewem na ustach umneijszającym swoją pracę do 'samo się robi' polecam lekturę 'Lean In' Sheryl Sandberg lub 'Grzeczne dziewczynki nie awansują' Lois Frankel. Może otworzy to Wam oczy.

    --
    72/94

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka