Dodaj do ulubionych

prosba faceta

10.12.14, 18:09
Zona pisala na tym forum. Czytala mi wypowiedzi czlonkow forum, gdy bylismy mlodym malzenstwem. Lubilem to, fajnie pisalyscie, rzeczowo.
Nie chce ujawniac jej imienia, ale chce poznac Wasze kobiece zdanie.

Moja zona jest kobieta 35+, nie dajaca sobie w kasze dmuchac, charakterna, inteligentna, wrazliwa, dobre serce (pomaga zwierzetom w wolontariacie). Jestesmy 10 lat w zwiazku.

Zona jest aktualnie nie do wytrzymania, awantury od jakiegos czasu sa prawie codziennie.

Caly czas idzie płyta:

1. nie pomagaj koleżance z pracy, ten czas, ktory poswiecasz na jej projekt, poswiec na pomaganie mi. Oswiadczylem jej, ze kolezance bede nadal pomagal, bo to lubie, rowniez wazne jest dla mnie nawiazywanie wspolprac. Temat mnie tez interesuje.

2. czemu mnie zostawiles i wyjechales sam na urlop (to bylo ponad rok temu a ja bede to slyszal do smierci! Lezala wtedy caly czas w lozku i mowila, ze nie ma nic sily, zapytalem jej, czy moge wyjechac sam (ciezko pracuje, musze wypoczywac, nie zamierzalem trwonic czasu w domu przy pieknej pogodzie jesli z nia i tak nie ma kontaktu, ona sie zgodzila, teraz caly czas slysze, ze "zostawilem" ja w depresji)

3. ze nie pytam, nie rozmawiam o jej terapii (chodzi na jakas terapie). Ale kiedy pytalem, to nie umiala mi wytlumaczyc, wiec przestalem pytac. Ona glownie krzyczy. Dala mi ksiazke o depresji do przeczytania. Ja sam duzo pracuje, przychodze po nocy do domu i nie mam fizycznie czasu czytac, wole porozmawiac, ale z nia nie ma szansy.

Ja rozumiem, ze depresja to jest choroba, ale moim zdaniem pomagac mozna tylko do jakiegos stopnia, nie mozna poswiecac sie dla nikogo, bo to chorujacy musi miec wole wyjscia z choroby. Mam ogrom pracy, kieruje duzym zespolem, jestem odpowiedzialny za projekty unijne. Nie moge zawalic pracy. Czy dorosla osobe bez chorob fizycznych naprawde trzeba prowadzic za raczke i zapewniac opieke calodobowa?

Obecnie zona ma obsesje na punkcie tej kolezanki z pracy, ktorej pomagam w projekcie do awansu. Zona tez ma zalegly projekt do oddania, ktorego nie moze od roku zlozyc. Byla wybrana do zarzadu, miala duzo na glowie, byla aktywna. Teraz: zero aktywnosci, jest na zwolnieniu, lezy w lozku, nie wychodzi z domu, twierdzi, ze ma zmiane lekow i nie czuje sie na silach. Czy leki naprawde nie pomagaja, czy to raczej usprawiedliwienie dla lenistwa? Teoretycznie moglbym jej pomoc w tym nie oddanym projekcie, bo mamy zblizona branze inzynieryjna, ale ja mysle, ze to jest jej sprawa, ja swoje projekty sam oddawalem. Rowniez nie widze jej checi pracy nad nim... Ja sadze, ze jej choroba jest zaslona dymna, zeby nie musiec pracowac, nie oddawac zaleglosci.

Dodam, ze zona w domu nie musi nic robic, mamy pania do ogolnego sprzatania domu, wiec jej zostaje tylko pranie/gotowanie.

Zona latem rok temu (wtedy gdy "nie miala na nic sily") po kolejnym wybuchu zlosci z jej strony kazala mi sie wyprowadzic. Zaczela mi pakowac rzeczy, mowila ze mam sie wyprowadzic na trcohe, zebysmy przemysleli. Jak powiedzialem, ze jak sie wyprowadze to raz a dobrze, to blagala mnie na kolanach zebym zostal. Zostalem. Nie wiem, czy jest miedzy nami milosc, nie wiem, co jest z jej strony, chociaz mozna by pomyslec, ze jednak jej zalezy.

Jak dotrzec do zony? Prosze tylko o merytoryczne odpowiedzi. Wyprowadzic sie? (musialbym wynajac sobie mieszkanie) Rozwiesc sie z orzeczeniem o jej winie - niezdolnosci do jej zycia w zwiazku? Naprawiac?

Moje zarzuty do niej: nie chce miec dzieci (mowi, ze na razie sobie by nie poradzila, to "na razie" trwa juz 4 lata), natomiast ja chce miec duza rodzine, nienawidze jej awantur, nie zyjemy dobrze. Nie ma na nic sily, ale ma sile krzyczec.

Moze powinienem zaczac zyc dla siebie juz osobno? Jest kolezanka, ktora mi sie podoba (mila, bystra dziewczyna, super sobie w pracy radzi, ogarnieta, ladna).

Z drugiej strony zona wczesniej byla super osoba, zadbana (teraz nawet nie myje wlosow), inteligentna, jestesmy razem juz dosc dlugo, cos zbudowalismy.

Jak kobiety widza ta sytuacje, gdzie jest granica dla meza w poswiecaniu sie dla zony?
Edytor zaawansowany
  • 10.12.14, 18:39
    Nie wiem gdzie jest granica, ale może wspólna terapia pomogłaby Wam obojgu? Może ktoś, kto stoi obok i pozna Was oboje odkryje gdzie leży problem.
  • 10.12.14, 18:46
    To juz mi proponowala. Proponowala tez, zebysmy gdzie razem wyjechali zrelaksowac sie, ale po tych awanturach nie mam na to zadnej ochoty.
  • 10.12.14, 19:03
    Niby chcesz pomóc, ale ta forma pomocy ma się podobać Tobie i dla Ciebie być wygodna. Wspólna terapia nie i wyjazd nie. Przeczytać książkę o depresji - nie.

    Ja o depresji pojęcia nie mam na szczęście, ale we wszystkich kampaniach informacyjnych trąbią: osoba na to cierpiąca nie jest w stanie wziąć się w garść sama. Najgorsze, co można robić, to powtarzać "zrób coś ze sobą". Jest to ponoć taki stan, kiedy chory NAPRAWDĘ czuje, że jakikolwiek wysiłek, z umyciem się włącznie, wydaje się wyczynem ponad siły.

    Jak chcesz naprawdę pomóc, to może jednak przeczytaj tę książkę.

    --
    Planeta Berlin
    Robótkowe ADHD
    Chała, ale nie drożdżowa, tylko taka do czytania
  • 10.12.14, 19:27
    Przypilnuj, by zbadała tarczycę. Badania z krwi: TSH, fT3, fT4, antyTPO, antyTG oraz koniecznie USG tarczycy u dobrego endokrynologa. Może mieć też niedobór witaminy D3, to daje takie depresyjne objawy.
    Jeżeli żona ma jakieś niezdiagnozowane schorzenia somatyczne, to antydepresanty ponoć nie są skuteczne. A czasem ktoś latami jest leczony na depresję, a okazuje się, że ma chorobę Hashimoto.
    Myślę, że warto też skonsultować się z innym psychiatrą/psychologiem.
    Ważne, by byś Ty z nią poszedł i na te badania, i na wizytę lekarską, choćbyś miał czekać pod drzwiami gabinetu.
    Zajmowanie się koleżanką na pewno nie pomoże żonie wyjść z dołka.
  • 10.12.14, 18:57
    oio6789 napisał(a):

    Zrobię streszczenie dla zainteresowanych. Panu podoba się koleżanka z pracy więc szuka usprawiedliwienia żeby kopnąć w tyłek żonę z depresją. O depresji nie czyta bo nie ma czasu. Pomagać żonie w projekcie nie będzie bo mu się nie chce, powinna sobie przecież radzić sama, kij z depresją. Chce mu się (i ma jakimś cudem czas) pomagać koleżance z pracy. Nie chce mu się iść na wspólną terapię bo żona na niego krzyczy. Pan "szuka rozwiązania", ahaha.

    Mam nadzieję, że to troll.

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • 10.12.14, 22:06
    A fragment o różnicy odnośnie posiadania dzieci też streścisz?

    Zaprzestanie pomocy koleżance nic nie pomoże - nadal będą zarzuty, że pomagał.
    Zwolnił bym panią do sprzątania. Żona będzie miała może mniej czasu na depresję.
    Wspólna terapia rodzinna jest potrzebna, zdiagnozowanie ew. problemów zdrowotnych tj. z tarczycą na pewno.
    Oczywiście, że należy ratować związek. Jeżeli terapia będzie odnosiła jakieś skutki, postarałbym się o potomka, póki żonie jajeczka nie zwiędną.

    --
    www.halonet.pl/dzdp.php?p=chris1970
  • 10.12.14, 22:26
    Jeśli komuś się wydaje, że trochę sprzątania pomoże na depresje to może na przeziębienie poleci węgiel?
    --
    inaczej o ślubie slubbezbezy.blogspot.com/
    berlińskie 'conieco' dziewczynabezmatury.blogspot.com/
  • 10.12.14, 22:38
    szczeciniankawpoznaniu napisała:

    > Jeśli komuś się wydaje, że trochę sprzątania pomoże na depresje to może na prze
    > ziębienie poleci węgiel?

    Jest dziś chyba dzień w rodzaju "Mężczyzno, palnij coś kretyńskiego na forum i bądź z siebie zadowolony", to już któryś z kolei geniusz który nie wie, ale się wypowie.
    Plus rada "machnij dziecię żonie która dzieci nie chce" - bomba.

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • 10.12.14, 23:11
    squirk napisała:

    > Jest dziś chyba dzień w rodzaju "Mężczyzno, palnij coś kretyńskiego na forum i
    > bądź z siebie zadowolony"

    Co gorsza, mój kalendarz mówi, że dziś Dzień Bez Przekleństw. Do momentu przeczytania tego wątku jakoś mi szło...indifferent
  • 10.12.14, 23:53
    kaga9 napisała:

    > squirk napisała:
    >
    > > Jest dziś chyba dzień w rodzaju "Mężczyzno, palnij coś kretyńskiego na fo
    > rum i
    > > bądź z siebie zadowolony"
    >
    > Co gorsza, mój kalendarz mówi, że dziś Dzień Bez Przekleństw.

    O k...., przegapiłam wink

    Do momentu przecz
    > ytania tego wątku jakoś mi szło...indifferent

    Nie ma co się powstrzymywać imho, byle w odpowiednim otoczeniu i bez przesady, emocje muszą znaleźć ujście a rzucenie od czasu do czasu czymś soczystym nie oznacza, że człowiek staje się z automatu menelem spod budki z piwem. Wszystko dla ludzi, byle wiedzieć, jak używać. Małżeństwo też, cbdo powyżej.
    smile

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • 11.12.14, 00:01
    A nienie, ja se normalnie pozwalam, gdy anturaż mam odpowiedni, tylko dziś miałam dzień poniekąd milczący i mało z emocjami powiązany, stąd w miarę czyste konto.
  • 11.12.14, 00:20
    kaga9 napisała:

    > A nienie, ja se normalnie pozwalam, gdy anturaż mam odpowiedni, tylko dziś miał
    > am dzień poniekąd milczący i mało z emocjami powiązany, stąd w miarę czyste kon
    > to.

    To prawie jak u mnie, milczący ale za to emocji mnóstwo, Mama odebrała wyniki badań. Niestety rurzowo nie jest.
    Trzymam kciuki za Ciebie, jak zawsze smile

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • 11.12.14, 00:27
    squirk napisała:

    > Trzymam kciuki za Ciebie, jak zawsze smile

    W sensie za wszelkie sukcesy i wszystko w porządku w życiu, ogólnie, nie za jakieś wyniki i obym nigdy nie musiała, bądź niezmiennie zdrowa i szczęśliwa smile, za szybko wysłałam i wyszło takse.
    smile

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • 11.12.14, 00:37
    Ha, nie wiedziałam, czy sobie życzysz pisać prywatnie na forum, dwie małpy od ostatniej korespondencji kwiczą Ci w skrzynce (końcówka tamtej wymiany poglądów, więc tylko informacyjnie, nic pilnego, nie poganiamwink), zaglądam w różne fajne Twoje miejsca, ale tam nic nie piszesz. Dzięki za info i kciuki, ściskam mocno Ciebie i Mamę (i Twoich domowników też, naturalniesmile).
  • 11.12.14, 08:02
    - Mój kalendarz mówi, że dziś Dzień Bez Przekleństw.
    - O k...., przegapiłam

    Dialog Roku! Dałabym do sygnaturki, ale miejsca nie mam. Mam nadzieję, że ktoś inny przygarnie.

    --
    Planeta Berlin
    Robótkowe ADHD
    Chała, ale nie drożdżowa, tylko taka do czytania
  • 11.12.14, 19:36
    autumna napisała:

    > Dialog Roku! Dałabym do sygnaturki, ale miejsca nie mam. Mam nadzieję, że ktoś
    > inny przygarnie.

    Ależ ja w żartach smile)


    --
    Chaotyczna neutralna.
  • 11.12.14, 20:57
    No domyślam się, ale wyszło rewelacyjnie.

    --
    Planeta Berlin
    Robótkowe ADHD
    Chała, ale nie drożdżowa, tylko taka do czytania
  • 12.12.14, 14:28
    Takie podejście do depresji jak u Chrisa zdradza po prostu braki w edukacji. Z drugiej strony nie każdy musi wiedzieć wszystko, ale w takiej sytuacji lepiej się nie odzywać.
    --
    kuchniapsakuby.blox.pl/
    www.gwiazdanadziei.pl/pomoc_tomek
  • 10.12.14, 22:35
    chris1970 napisał:

    > A fragment o różnicy odnośnie posiadania dzieci też streścisz?

    W opisanej sytuacji nie ma to już znaczenia - pan chce się żony pozbyć. Ma na oku inną. Szuka usprawiedliwienia.

    > Zaprzestanie pomocy koleżance nic nie pomoże - nadal będą zarzuty, że pomagał.

    Wątpię. Ta kobieta jest chora, jej zachowanie to wołanie o pomoc. Ona sobie nie radzi a mąż nie zamierza jej w żaden sposób pomóc. Książki nie przeczyta, z dołujących żonę kontaktów z koleżanką nie zrezygnuje, na terapię nie pójdzie i na deser pyta o granicę poświęcenia.

    > Zwolnił bym panią do sprzątania. Żona będzie miała może mniej czasu na depresję
    > .

    Jasne, bo przecież cała ta depresja to z nudów, jakby żona miała trójeczkę dzieci i do roboty na szóstą rano toby sobie jakiejś depresji nie wymyślała.

    > Wspólna terapia rodzinna jest potrzebna, zdiagnozowanie ew. problemów zdrowotny
    > ch tj. z tarczycą na pewno.

    On nie chce terapii, napisał.

    > Oczywiście, że należy ratować związek. Jeżeli terapia będzie odnosiła jakieś sk
    > utki, postarałbym się o potomka, póki żonie jajeczka nie zwiędną.

    Jajeczka nie więdną.
    Ta kobieta nie chce mieć dzieci.
    Tu nie ma czego ratować, jedna strona nie umie/nie ma siły, drugiej już się nie chce bo na rzeczy jest już "koleżanka".

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • 10.12.14, 22:37
    chris1970 napisał:


    > Zwolnił bym panią do sprzątania. Żona będzie miała może mniej czasu na depresję

    To był wyjątkowo chamski i bezduszny tekst.
    Obaj macie dość marne pojęcie o depresji. To nie jest chandra, którą zwalczy posprzątanie domu i hasło "zrób coś". Jasne, dziecko na pewno pomoże, najlepiej wbrew żonie z epizodami depresyjnymi. Ja pierniczę.
  • 11.12.14, 18:30
    Trudno, żeby chciała mieć dzieci, jak nie ma w gościu żadnego oparcia. Nie chcę sobie nawet wyobrażać, jak by z nim wyglądały ciąża, połóg, opieka nad małym dzieckiem.
  • 12.12.14, 08:09
    Trafiłaś w sedno. Niechęć do posiadania dzieci bywa właśnie wynikiem depresji i wyraźnie wpisuje się tu w całokształt.

    Kobieta z depresją czuje się przede wszystkim przeraźliwie samotna. Jeżeli nie ma psychicznego oparcia w nikim, to przeraża ją ewentualność samotnej opieki nad dziećmi. Bo mąż dbający tylko o swoje potrzeby nie pomoże jej nawet w najmniejszym stopniu i nie chodzi tylko o pomoc fizyczną.

    I jeszcze jedno - kobieta cierpi. Nie chce powoływać na świat istot, które mogą cierpieć tak samo, jak ona. W skrajnym przypadku kobiety z depresją mające dzieci potrafią popełnić samobójstwo i najpierw zabijają dzieci, żeby właśnie oszczędzić im cierpień. Takie przypadki nieraz się zdarzały i jakoś niczego nie nauczyły ludzi lekceważących tę koszmarną chorobę.
  • 12.12.14, 15:22
    horpyna4 napisała:

    > Trafiłaś w sedno. Niechęć do posiadania dzieci bywa właśnie wynikiem depresji i
    > wyraźnie wpisuje się tu w całokształt.

    Albo to zwykła niechęć do posiadania dzieci niezależnie od wszystkiego.
    Nie zwalałabym tego na depresję, kobieta może zwyczajnie nie chcieć zostać matką, zachowanie męża tylko ją w tym utwierdza. Ten pan nie nadaje się na nawet na męża, bycie ojcem chybaby go zabiło, zapomagałby się koleżankom na śmierć, przecież dzieci też krzyczą, mają wymagania i nie zawsze chcą/mogą wyjść z domu.
    Inna kwestia to to, że jeśli się takich rzeczy nie ustali przed ślubem można potem mieć pretensje tylko do siebie.

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • 12.12.14, 16:36
    Owszem, kobieta może zwyczajnie nie chcieć zostać matką. Ale sporo takich przypadków ma źródło właśnie w depresji przechodzonej we wczesnej młodości, a nawet dzieciństwie. Tyle, że przeżyciami dzieci tak naprawdę nikt się nie interesuje i są pozostawiane same sobie. Mają o wiele gorzej od dorosłych, gwarantuję Ci. Wyrastają okaleczone emocjonalnie, chociaż dorastały w "normalnych" rodzinach. I takie kobiety nie chcą mieć dzieci, tak po prostu.

    W opisanym przypadku kobieta jednak nie mówiła, że w ogóle nie chce mieć dzieci, tylko że nie teraz. Mogła mówić szczerze i gdyby mąż ją kochał i potraktował jej chorobę poważnie, to nie mówiłby o dzieciach, tylko pomagał się dźwignąć z choroby i był oparciem. Wtedy za jakiś czas prawdopodobnie sama zapragnęłaby powiększenia rodziny.
  • 11.12.14, 23:34
    niestety, tez odnioslam wrazenie, ze pan zamiast zajac sie powaznym problemem rodzinnym, jakim jest depresja probuje usprawiedliwic swoj skok w bok

    --
    młodość się ostatnio przesuwa w inne centyle by M
  • 10.12.14, 19:03
    zycze powodzenia kolego, w zyciu, u zony i u kolezanki, naprawde, z calego serca,
    nie pisz na forum, bo zona przeczyta,
  • 10.12.14, 19:28
    Nawiązując do ostatniego zdania... pomyśl raczej nad tym gdzie jest granica w poświęcaniu się dla PRACY ?
  • 10.12.14, 19:52
    big_grin proszę, już dziewczyny wszystko napisały. Niektóre łagodnie, inne prosto z mostu. Nic dodać, nic ująć.
    Depresja to potencjalnie śmiertelna choroba.
    --
    Mój blog o szyciu i rękodziele
    brummig.blox.pl/html
  • 10.12.14, 20:56
    Ha! Rzadko tu coś odpisuje, ale przez moment zastanawiałam się czy nie czytam własnego ojca. Na szczęście zachowywał się tak kilka lat temu, pp tym jak mu powiedziałam, że zachowuje się jak skończony egoista i egocentryk, że nie chce brać za swój związek odpowiedzialności to się jakoś ogarnął. A zajmij się tą fajną dziewczyną. Jak kolejna wpadnie przy Tobie w depresję to może Ci wpadnie do tej głowy inżynieryjny wniosek, że jeśli dwa razy pojawia się ten sam błąd to należy zmienić metodę.

    Tak przy okazji chciałam napomknąć, że tacy panowie są produktami nadopiekuńczych matel/rodziców, którzy wszystko podsuwają pod nos, a problemy natury rodzinnej i emocjonalnej nie istnieją...

    Oby tak dalej! (Ironia...)
    --
    inaczej o ślubie slubbezbezy.blogspot.com/
    berlińskie 'conieco' dziewczynabezmatury.blogspot.com/
  • 11.12.14, 20:03
    "A zajmij się tą fajną dziewczyną. Jak kolejna wpadnie przy Tobie w depresję to może Ci wpadnie do tej głowy inżynieryjny wniosek, że jeśli dwa razy pojawia się ten sam błąd to należy zmienić metodę. "
    ale dałaś!!!
    szczecinianko,
    napisz ksiązke, artykuły.....ja chcę takie taksty czytać!
  • 12.12.14, 13:19
    kasiek-kd napisała:

    > "A zajmij się tą fajną dziewczyną. Jak kolejna wpadnie przy Tobie w depresję to
    > może Ci wpadnie do tej głowy inżynieryjny wniosek, że jeśli dwa razy pojawia s
    > ię ten sam błąd to należy zmienić metodę. "
    > ale dałaś!!!
    > szczecinianko,
    > napisz ksiązke, artykuły.....ja chcę takie taksty czytać!

    Nie jestem idealistką, ale chciałabym, żeby nie było takich tematów, o których możnaby napisać książkę. Jeśli to wszystko prawda, to bardzo mi szkoda tej kobiety. sad

    A książkę chętnie napiszę smile Tylko od mikołaja roczny urlop poproszę big_grin big_grin Ach sorry, nie. Jeszcze w depresję wpadnę.
    --
    inaczej o ślubie slubbezbezy.blogspot.com/
    berlińskie 'conieco' dziewczynabezmatury.blogspot.com/
  • 10.12.14, 21:04
    Bardzo proszę o skasowanie całego wątku.
    Obawiam się, że jego załozyciel CHCE, by żona przeczytała i ... dała mu wolną rękę.

    Mam stały kontakt z chorymi z depresją i zdaję sobie sprawę, jak tragiczne skutki może wywołać ta lektura.
  • 10.12.14, 22:40
    Ja sądzę, Oio6789, że nawet w depresji, łóżku i z brudnymi włosami Twoja żona bardziej trzyma poziom niż Ty. Powody masz wypisane powyżej w wielu postach.
  • 10.12.14, 22:46
    kaga9 napisała:

    > Ja sądzę, Oio6789, że nawet w depresji, łóżku i z brudnymi włosami Twoja żona b
    > ardziej trzyma poziom niż Ty. Powody masz wypisane powyżej w wielu postach.

    Liczę na to, że żona faktycznie trafi na ten wątek, zbierze siły, zrobi zrzuty ekranu i dostanie rozwód z alimentami i wyłącznym orzeczeniem o winie biednego, pełnego poświęceń misia, który tak desperacko szukał "pomocy" na publicznym forum że mu się w emocjach wymknęło że nijak żonie nie pomaga i nie zamierza a na horyzoncie jest już nowa pani.

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • 10.12.14, 22:53
    A taki kawałek "zona w domu nie musi nic robic, mamy pania do ogolnego sprzatania domu, wiec jej zostaje tylko pranie/gotowanie"
    Aż mnie zaciekawiło - cóż autor tej wypowiedzi robi w domu?
    --
    Problem to okazja w przebraniu
  • 10.12.14, 22:59
    Nic nie robi, gdyż pomaga koleżance w pracy.
  • 10.12.14, 23:53
    Postaram się bardzo spokojnie ale zacznę od nieco prowokacyjnego pytania

    Żona do pewnego czasu była aktywną, inteligentną, pogodną i czerpiącą z życia pełnymi garściami (na miarę waszych możliwości finansowych) osobą. I pewnego dnia obudziła się rano i stwierdziła, że jej życie będzie o wiele fajniejsze, jeśli przestanie wstawać z łóżka, myć się, pracować, korzystać z rozrywek i będzie spać, leżeć, płakać, narzekać i krzyczeć na Ciebie. Dobrze rozumiem?

    Odnoszę wrażenie, że wiele osób, nie tylko Ty istnienie chorób psychicznych przyjmuje w kategoriach wiary. Jeśli można zrobić badanie, które pokaże, że w organizmie tego jest za dużo a tamtego za mało, to jest choroba. Jak boli wątroba - jest choroba. Jest wysoka temperatura - jest choroba.

    Choroby psychiczne - a do takich niewątpliwe zalicza się depresja są nieco bardziej skomplikowane. Tak jak ciało potrzebuje określonych hormonów i składników odżywczych i czego tam jeszcze tak mózg dodatkowo potrzebuje neuroprzekaźników. Być nawet ilość tych neuroprzekaźników można zbadać we krwi (akurat nie jestem pewna, czy one krążą we krwi) ale to ile z nich dociera tam gdzie powinno, czyli do określonych obszarów w mózgu zależy od receptorów, które właśnie w mózgu się znajdują. I nawet niekoniecznie chodzi o liczbę tych receptorów, ale o to, ile są w stanie tych substancji wychwycić. Niestety jak dotąd nie wymyślono badania, które by było w stanie to zbadać. Żadne prześwietlenie, tomografia czy rezonans nie pokaże które receptory należy pobudzić i w jakim stopniu, bo nie każda depresja jest taka sama. Wiadomo jest, że aby mieć normalny, wyrównany nastrój potrzebna jest odpowiednia ilość dopaminy i serotoniny (neuroprzekaźniki). I pewnie jeszcze paru innych, ale nie jestem ani neurobiologiem ani psychiatrą i aż tyle nie wiem. Sama jestem chora a swoją wiedzę czerpię z psychoedukacji, które to zajęcia są prowadzone przez terapeutów, psychologów i psychiatrów. Zadaniem leków jest pobudzenie określonych receptorów a także przyblokowanie innych, bo być może jakichś substancji w mózgu jest za dużo. Jednemu brakuje serotoniny, innemu dopaminy a jeszcze innemu i tego i tego. I różne leki "robią różne rzeczy"

    Owszem, leki pomagają. Ale nie każdy lek jest do każdego, a ponieważ nie da się zrobić żadnych badań, leki przepisuje się na chybił trafił. Zadziała albo i nie. Albo zadziała, ale działania uboczne leku będą równie lub bardziej dokuczliwe/niebezpieczna niż sama choroba a tym samym lek trzeba odstawić. Przy tym wiele leków antydepresyjnych powoduje senność, co wielu osobom wcale nie ułatwia wyjścia z depresji. Ja akurat miałam wielkie szczęście, że pierwszy lek okazał się skuteczny a ponadto jest to jeden z niewielu antydepresantów, który działa od pierwszej tabletki. Na działanie większości z nich trzeba czekać nawet dwa miesiące a czasem dłużej. Dwa leki, które z pewnością mają działanie pobudzające to Wellbutrin (drogi, bo jeszcze nie ma generyków) i Effectin (są odpowiedniki zawierające to co effectin czyli wenlafaksynę i niektóre kosztują zaledwie kilka zł). Ze swojej strony mogę też polecić lamotryginę. Nie jest ona chyba powszechnie stosowana przy leczeniu depresji jednobiegunowej tylko przy chorobie afektywnej dwubiegunowej, gdyż jest stabilizatorem nastroju. Jednak jako bodaj jedyny stabilizator raczej ciągnie nastrój w górę niż w dół.

    Niestety zdarza się też depresja lekooporna. W ostateczności stosuje się elektrowstrząsy. Poznałam kiedyś dziewczynę, która dopiero po elektrowstrząsach "wróciła do żywych". Aż jej nie poznałam na spacerze.


    To, że żona krzyczy to może równie dobrze być oznaką bezsilności. Czy gdybyś miał chore dziecko, wyjechałbyś na urlop, bo Ty przecież musisz odpocząć a dziecko ma załatwioną opiekę? Zostawienie bliskiej osoby samej w sytuacji gdy ona potrzebuje bliskości i wsparcia jest dla mnie nie do wyobrażenia.

    Uwierz mi, że wiem o czym piszę, bo sama przeszłam przez etap nie wstawania z łóżka, nie mycia się, bo wszystko było bez sensu. Dziwne, że przy dobrze dobranych lekach nie tylko wstaję z łóżka ale w miarę normalnie funkcjonuję, a w naprawdę dobrych okresach robota mi się pali w rękach. Choć najbliższa rodzina również uważa mnie za lenia kiedy w gorszych okresach wykonuję jedynie niezbędne do przeżycia minimum a sprzątanie do tego minimum się już nie zalicza.

    Przy czym moje gorsze okresy są zapewne o wiele lepsze niż obecny stan Twojej żony. Jeśli nawet nie ma siły się umyć to jest naprawdę bardzo źle.

    W tej chwili bardzo jest jej potrzebne Twoje wsparcie i żebyś zajął się nią i jej chorobą. W sensie, żebyś poszukał lekarza, żebyście wspólnie nawet zastanowili się nad szpitalem. Czasem jest to dobre wyjście, przy czym o ile jest taka możliwość warto poszukać takiego, gdzie są przyzwoite warunki bytowe (IPiN), pewnie nawet są jakieś kliniki prywatne, jeśli was na to stać, bo niestety warunki w większości szpitali psychiatrycznych mogą całkiem zdrowego człowieka wpędzić w depresję. Przy czym szpital wcale nie oznacza, że masz ją z głowy.

    Rozumiem też, że depresja, szczególnie taka, która długo trwa a leczenie nie przynosi oczekiwanych efektów jest równie trudna dla rodziny jak dla osoby chorej. Jeśli nie radzisz sobie z tą sytuacją również powinieneś poszukać wsparcia ale odejście do innej kobiety to nie jest wyjście z sytuacji. To zwykła ucieczka od problemów i odpowiedzialności.


    Mam nadzieję, że przebrnąłeś przez ten post i choć odrobinę lepiej zrozumiałeś co dzieje się z Twoją żoną
  • 12.12.14, 19:59
    dzedlajga napisała:


    > W tej chwili bardzo jest jej potrzebne Twoje wsparcie i żebyś zajął się nią i j
    > ej chorobą. W sensie, żebyś poszukał lekarza, żebyście wspólnie nawet zastanowi
    > li się nad szpitalem.

    A teraz kilka słów od autora postu:
    Ja rozumiem, ze depresja to jest choroba, ale moim zdaniem pomagac mozna tylko do jakiegos stopnia, nie mozna poswiecac sie dla nikogo, bo to chorujacy musi miec wole wyjscia z choroby. Mam ogrom pracy, kieruje duzym zespolem, jestem odpowiedzialny za projekty unijne. Nie moge zawalic pracy.

    Naprawdę sądzisz, że "człowiek kierujący dużym zespołem, odpowiedzialny za projekty unijne..." będzie biegał z żoną do psychiatry? Prędzej do tej żony się nie przyzna, bo a nuż by się wydało. Taki wstyd, taki wstyd. I co tu kolegom i koleżankom powiedzieć...
  • 12.12.14, 21:35
    pitahaya1 napisała

    > Naprawdę sądzisz, że "człowiek kierujący dużym zespołem, odpowiedzialny za proj
    > ekty unijne..." będzie biegał z żoną do psychiatry? Prędzej do tej żony się nie
    > przyzna, bo a nuż by się wydało. Taki wstyd, taki wstyd. I co tu kolegom i kol
    > eżankom powiedzieć...

    Myślę, że problemem nie jest stanowisko czy projekty unijne a zwykła chęć wymiksowania się z problemów. Normalny, dojrzały, wyedukowany człowiek nie boi się psychiatry, szczególnie, że nie chodzi tu o schizofrenię, która jest wciąż tabu w naszym społeczeństwie tylko o depresję, która dzięki prowadzonej od wielu lat kampanii na świecie a także w Polsce jest już całkiem nieźle oswojona. O mojej wie bardzo wiele ludzi i naprawdę NIKT poza jedną, której powiedziałam zdecydowanie za wcześnie - nie odwrócił się ode mnie.

    Napisałam co powinien zrobić. Pozostaje pytanie czy chce. Dość retoryczne, bo z postu jasno wynika, że nie ma na to ochoty. Ale może są w nim jakieś ludzkie uczucia i jeszcze się ocknie. Dlatego starałam się nie atakować tylko w miarę na chłodno opisać co wiem o chorobie i pokazać jedyne dobre rozwiązanie. Jeszcze postaram się poszukać wątku z innego forum, gdzie to kobieta walczyła o męża, a on miał o wiele "ciekawsze" jazdy niż depresja. Depresja przyszła później - taki jest rytm tej choroby. Dość symptomatyczne jest to, że kobiety w podobnej sytuacji walczą, żeby jednak pomóc mężom. Chciałam polecić lekturę jednego forum, jednak zostało ono zamknięte nawet do czytania. Kiedyś tam zaglądałam i głównie to kobiety tam się udzielały, szukały wsparcia i rozwiązań jak poradzić sobie w konkretnych sytuacjach. Oczywiście nie znaczy to, że nie ma takich mężczyzn, choć nie pamiętam, żeby taki był na forum, ale nie śledziłam go zbyt uważnie, ot tak z doskoku. No i z pewnością autor tego wątku - jak do tej pory - do takich się nie zalicza. Jako niepoprawna optymistka, która stara się wierzyć w ludzi, mam ogromną nadzieję, że jednak zrobi coś dla żony, cokolwiek. O poświęcaniu się nie wspominam, bo tego z jego strony tego jak dotąd w ogóle nie ma i niestety z tego co napisał w ogóle się na to nie zanosi.
  • 11.12.14, 08:50
    1. Żona, ani w ogóle żaden człowiek to nie sprzęt, którego, kiedy się zepsuje, można się pozbyć i zastąpić nowym. Skoro jest zona, to chyba sobie obiecywaliście "na dobre i na złe".
    2. Ja tu nie widzę ŻADNEGO poświęcenia z twojej strony. Niby co robisz dla żony?
    3. Nie ma miłości z JEJ strony? A z twojej jest? Cały ten post to jakby rozważanie nad kupnem nowego samochodu czy telefonu. Na zimno, z argumentami na nie (na tak żadnych nie widzę).
    4. Przykro mi, że to napiszę, bo miało być merytorycznie, ale współczuję żonie, bo nie ma z twojej strony ani pomocy, ani nawet CHĘCI pomocy. A'propos pomocy - żonie pomóc w projekcie nie chcesz, ale koleżance pomagasz bardzo chętnie, nawet jeśli to rani żonę (i ta wyraźnie prosi, żebyś tego nie robił). Myślę, że to jasno określa twój do żony stosunek - stała się zbędnym, obciążającym balasem.
  • 12.12.14, 08:28
    hmm, mój facet nie jest mężem, ale jakbym leżała w łóżku i potrzebowała pomocy, to by mnie nie zostawił...

    człowieku, Twoja żona jest CHORA. Jak chcesz jej pomóc, przeczytaj książkę, idź na wspólną terapię, a jak chcesz być draniem, to ją zostaw. Bo jest niezdolna Cię zadowolić.

    mam w bliskiej rodzinie osobę w depresji, która nie chce się leczyć, ale mąż jest z nią i JEJ pomaga od ponad lat 40-stu, choć miał okazję "pomagać koleżankom w pracy". Tak wygląda miłość, której najwyraźniej... zabrakło.

    pozdrawiam i życzę dobrych wyborów, a Twojej żonie zdrowia

    ps - mam nadzieję, że nie ma w tym kraju sędziego, który w takiej sytuacji orzekłby rozwód z winy żony...

    --
    www.przynudzam.blogspot.com
  • 12.12.14, 09:32
    myślę, że to troll
    i niech tak zostanie - bo inaczej żal i smutek wielki

    --
    Nie mów o sobie źle....inni zrobia to znacznie lepiej wink
  • 12.12.14, 19:11
    Rozwiesc sie z orzeczeniem o jej winie - niezdolnosci do jej zycia w zwiazku?

    na szczęście ten numer nie przejdzie. Nie orzeka sie rozwodu,jeśli jedna storna jest przewlekle chora (a depresja jest chorobą przewlekła), jeśli to nie ona wnioskowała o rozwód. A juz kwestia orzekania jej winy spowodowałaby tylko atak śmiechu u Wysokiego Sądu
  • 12.12.14, 21:47
    Nie wiem, czy masz świadomość, że na Twoje życzenie wątek mogę usunąć. Myślę, że nie jest on miły dla nikogo, ani dla ciebie, ani dla kobiet czytających to forum. Mnie osobiście podniósł ciśnienie. Jeśli więc nie chcesz dłużej roztrząsania tej żenującej sprawy, daj znać.
  • 13.12.14, 00:35
    Budzik...."prosba faceta" - to wolanie, napisal, tzn. że jednak mu zalezy..prosi o pomoc. Nikogo nie uraza piszac o swoim zwiazku i zonie. Nie musisz czytac, ani odpisywac.
  • 13.12.14, 00:48
    1duszyczka24 napisał(a):

    Nikogo nie uraza piszac o swoim zwiazku i zonie.

    Uraża i brzydzi ludzi którzy są świadomi, czym jest związek. Dorosły, dojrzały, poważny. I czym jest depresja, przy okazji.

    Nie musisz czytac,
    > ani odpisywac.

    Poważnie? Bosz, a ja tu jak pod pistoletem...
    Żartuję, oczywiście, forum jest publiczne a ludzie sami wiedzą, co mogą tu zrobić, serio serio. Ale dzięki za podpowiedź, teraz już wszyscy będą pewni.

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • 13.12.14, 08:27
    Duszyczko, chyba jednak się mylisz co do intencji tego gościa. Gdyby naprawdę szukał pomocy, odezwałby się i włączył do dyskusji.

    Gość prawdopodobnie chce wymiksować się z tej uciążliwej dla niego sytuacji, oczekiwał współczucia i zrozumienia. Dla siebie oczywiście, nie dla żony - żona to dla niego przedmiot, który się ceni tylko wtedy, jak jest nieuszkodzony. Potem można wymienić na nowy.

    Chciał usłyszeć potwierdzenie słuszności swojej decyzji o ostatecznej wymianie żony na koleżankę. A my nie użalamy się nad biednym misiem, więc nas olał.
  • 13.12.14, 08:46
    1duszyczka24 napisał(a):

    > że jednak mu zalezy..pros
    > i o pomoc.

    Nie wiem, na czym (kim) mu zależy i ja tu nie widzę żadnej prośby o pomoc.

    Nikogo nie uraza piszac o swoim zwiazku i zonie. Nie musisz czytac,
    > ani odpisywac.

    Owszem muszę, bo jestem współmoderatorką i z doświadczenia wiem, że bardzo często załozyciele takich osobistych wątków jednak po jakimś czasie żałują, że napisali pewne rzeczy i proszą o usunięcie wątku (na zasadzie "Skończ waść, wstydu oszczędź"). Informuję po prostu, że jest taka opcja, ale póki wątek nie łamie regulaminu, nie można go usunąć ot, tak.
  • 13.12.14, 10:04
    No i dobrze, może ktoś inny mający podobne problemy poczyta przypadkiem z korzyścią dla siebie i najbliższych. Dopóki założyciel nie zażąda usunięcia, wątek może spełniać rolę edukacyjną. Jest bardzo smutny, ale może dla kogoś okazać się pożyteczny.
  • 13.12.14, 00:06
    Drogi Facecie, nie chcialabym w zaden sbosob Cie urazic, wiec z gory przepraszam gdyby tak sie jednak stało.

    Macie w zwiazku 2 problemy: 1)choroba żony depresja (tak depresja jest ciezka, psychiczna choroba duszy); 2) kryzys małżeński.

    Czytając to co napisałeś odczuwam, Twôj dystans, wielkie zmeczenie i frustracje.

    Jesli kochasz zone, to dobrze by bylo zebys o nia walczyl, ale mudisz tego chciec. Odnosze wrażenie, ze praca sprawia Ci ulge, bo tam sie realizujesz, spelniasz, czujesz sie potrzebny: to Twoja ucieczka od problemu w domu.Do niego nie wracasz chetnie i z uśmiechem, co raz bardziej odczuwasz, ze nie masz po co, bo bedzie znow to samo.Sama mysl o spotkaniu z zadbana koleżanka, ktorej zalezy na pracy i jest z kim pogadac sprawia Ci przyjemnosc i zaczynacie tworzyc zespol...i ten "zwiazek" jest zagrozeniem dla Twojego małżeństwa...

    Slub jest na dobre i zle, w zdrowiu i chorobie...a ludzie po latach zapominaja o tych waznych slowach przysiegi.Odchodza, gdy jest im nie wygodnie, szukaja nastepnego partnera. I tak najłatwiej-nie kosztuje to pracy, wysilku, poswiecenia.

    Musisz zadac sobie pytanie, co ma dla Ciebie wartosc, na czym Ci zalezy i czy nadal kochasz zone. Praca, korporacja zaslepia w obecnych czasach oczy, rodzina schodzi na dalszy plan-dlatego mamy tyle rozwodów. Najblizsi Ludzie nie maja dla siebie czasu.. wyscig szczurów to rozpad malzenstwa-ciagly brak czasu.

    Jesli ja kochasz, to wez urlop, kup książkę/i o depresji, pochodź z nia na terapie.Niech zobaczy, poczuje, ze Ci zalezy. Przytul ja i powiedz, ze ja kochasz-i pobadz z nia w tym uscisku.Wlasnie teraz ona Ciebie najbardziej potrzebuje, Twojej bliskosci, troski, zaangazowania. JEJ dusza jest chora.Bardzo chora i moze zabrac jej najlepsze lata zycia.Ratuj ja, zabierz gdzies w piekne miejsce, takie wasze szczegolne, gdzie obudza sie piekne wspomnienia..nawet jak nie bedzie chciala i mowila, ze nigdzie nie jedzie.

    Depresja to straszna choroba, ktora wymaga poswiecenia i cierpliwosci partnera.Musisz obudzic ja, sprawic, ze zacznie plakac i oczyszczac swoja dusze.Moze zabierz ja do kościoła, na rekolekcje i koniecznie mow,ze ja kochasz codziennie.Kiedy jej to mowiles? Czuje, ze brakuje w Waszym zyciu lacznika, spoiwa, wspolnej pasji, dzieci lub zwierzatka.
    Wzrusz ja, moze kup jej psa,kota-tak zeby miala sie kim opiekowac...to tylko pomysly

    Pozdrawiam cieplo i zycze ratunku dla Waszego malzenstwa, przebudzenia i odrodzenia milosci.

  • 13.12.14, 00:31
    Ważne: depresja to nie ból głowy, ktory przechodzi po tabletce lub dwóch.

    Antydepresanty przepisuje psychiatra i sa ta bardzo silne tabletki, po ktorych chce sie spac, otepiaja, glusza emocje, po nich nie czuje sie nic, a swiat jest obojetny. Kazdy lekarz powie Ci, ze nie wylecza depresji. Depresje moze wyleczyc tylko serce drugie czlowieka, jego cieplo, slowa i zawsze wyciagnieta dłoń, poczucie, ze "nie zostawie Cie chocbys tonal"....
  • 13.12.14, 00:43
    1duszyczka24 napisał(a):

    Depresje moze wylecz
    > yc tylko serce drugie czlowieka, jego cieplo, slowa i zawsze wyciagnieta dłoń,
    > poczucie, ze "nie zostawie Cie chocbys tonal"....

    Przepraszam, prostolinijność i cynizm (oraz zwyczajna świadomość tego, czym jest depresja) wygrywają czasem z dobrym wychowaniem i po prostu muszę zapytać - Ty tak na poważnie? "Zmuś kobietę w depresji do płaczu, zabierz ją do kościoła, kup jej zwierzątko futerkowe, przytul a wyleczysz ją z depresji"?
    Że też kościoły są puste a schroniska dla zwierząt pełne, ludzie się chyba Nie Znajo czy coś. Kij z terapią, msza, koteczek i miś o sercu gorejącem załatwią sprawę. Te wszystkie samobójstwa i inne tragedie to przez to, że się ludziom nie chciało kota kupić i zerwać delikwenta na Anioł Pański.

    Przypuszczam, że wątkotwórca siedzi teraz z kumplami w akademiku przed kompem i kwiczą sobie wzajemnie w mankiety. Jeśli jakimś cudem jednak nie niech poczyta o depresji coś na poważnie i sam idzie do terapeuty zapytać, jak pomóc żonie. Chyba że koleżanka będzie potrzebowała pilnie pomocy, to wtedy wiadomo.

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • 14.12.14, 00:22
    Z calym szacunkiem i na poważnie- powtorze jeszcze raz "Depresja to choroba duszy i ciala". Dobro, czulosc, milosc drugiego czlowieka moze zdzialac cuda...tabletka nie pomoze, terapia moze wspomoc, bo tam sa ludzie....

    sama przeszlam przez to...i dziele sie doswiadczeniem

    Tak zgodze sie, schroniska sa pelne zwierzat...Zapytam, a kto je zamyka w niewoli? ludzie...? czy same sie zamykaja i zyja w klatkach? o wiele lepiej by im bylo na wolnosci..zwierzeta sa przystosowane by same zdobywac pokarm. W miastach to ludzie lapia je i zamykaja w klatkach, na wsiach psy i koty zyja na wolnosci....

    W kosciolach sa ludzie i nie swieca pustkami, ale jak sie do nich nie zaglada, to puste moze byc zycie....
  • 15.12.14, 11:31
    ".zwierzeta sa przystosowane by same zdobywac pokarm. W miastach to ludzie lapia je i zamykaja w klatkach, na wsiach psy i koty zyja na wolnosci.... "
    Ty tak na powaznie???


    --
    Mam odsmyczowe i odkuwetkowe zapalenie mózgu smilesmilesmilesmile
  • 16.12.14, 03:59
    Za...mało...kropek...khhhrrr....

    Dawno nie czytałam takich bzdur, dzięki, to naprawdę zabawne, koniecznie pisz częściej.
    No i, oczywiście, optuj za wypuszczeniem zwierzątek ze schronisk, oflaguj się czy coś, może jakaś akcja w mediach? Podli ludzie zwierzaki pozamykali żeby podstępnie je nakarmić i ogrzać, co za chamstwo, przecież ciężarna kotka zimą fantastycznie sobie poradzi, na plaster w to ingerować, wiwat środowisko naturalne.

    Durnego tekstu o pustym życiu nawet nie chce mi się komentować. Jak widać chodzenie do koścoła nie gwarantuje, że jednostka będzie w pełni sprawna.

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • 13.12.14, 08:42
    Do wyleczenia (zaleczenia) ciężkiej depresji potrzebne są jednak środki farmakologiczne. I rzeczywiście nie chodzi tu o kilka tabletek - leczenie trwa dość długo, np. kilka miesięcy do widocznej poprawy, a potem jeszcze przez dłuższy czas trzeba jechać na zmniejszanej dawce. Trzeba też środki właściwie dobrać, bo nie o otępienie tu chodzi, tylko o podniesienie poziomu serotoniny w mózgu; poza tym zdarzają się dość uciążliwe skutki uboczne. Terapia wymaga cierpliwości i wsparcia.

    Ale zgadzam się, że same leki nie wystarczą; zachowanie najbliższego otoczenia ma ogromne znaczenie. Niewłaściwe zachowanie męża może całkowicie zniweczyć pozytywne skutki terapii farmakologicznej. Niestety, u niektórych ludzi empatia po prostu nie istnieje i to jest największy problem.
  • 13.12.14, 01:57
    Tak mi jeszcze jedno zupełnie na poważnie chodzi po głowie. Niestety nie znam żony Faceta i nie wiem, czy w jej przypadku ma to szansę się sprawdzić.
    Ale ... czasem rodzina bywa tak toksyczna i zatruwa życie choremu, że paradoksalnie - a może i nie - bez nich mają większe szanse na powrót do zdrowia. Ale to musi być osoba, która przed chorobą była silna psychicznie i bardzo samodzielna. Dobrze by też było, żeby była niezależna finansowo.

    Tak mi chodzi po głowie ta prośba żony, żeby się na jakiś czas rozstać - do bólu przypomina mi to moją sytuację, z tym, że nie chodziło o męża, ale to akurat nie ma znaczenia. Po tym jak ta osoba się wyprowadziła poprawa następowała coraz szybciej, bo musiałam walczyć jedynie z depresją a nie dodatkowo jeszcze z kimś kto na codzień zatruwał mi każdą chwilę, fundował na zmianę awantury i ciche dni. Najtrudniejsze w tym jest to, że ona tego Faceta prawdopodobnie nadal kocha i będzie musiała się zmierzyć z tym, że tak naprawdę on nie jest zdolny do miłości. No, chyba, że chodzi o miłość do samego siebie.

    Bardzo przykra ta cała sytuacja. Cokolwiek Facet zrobi, mam nadzieję, że leki w końcu zadziałają a jego żona szybko stanie na nogi i sama się zdobędzie na to, żeby go za to jego poświęcenie się karierze i koleżance oraz totalną olewkę w stosunku do niej - kopnąć i wyrzucić na zawsze ze swojego życia. Naprawdę trzymam za nią mocno kciuki
  • 13.12.14, 12:07
    Ja odpowiem, że pana (o ile nie jest trolem) rozumiem. Nikt nie zastanawia się jak się czuje osoba opiekująca się kimś starszym czy przewlekle chorym.
    blog.onet.pl/40224,1,archiwum_goracy.html
    Po kilku miesiącach niezależnie od uczuć można poczuć szczerą nienawiść i wręcz obrzydzenie - niestety mimo wielu romantycznych opowieści - takie jest życie.
    Pierwsze miesiące chce się walczyć, ale jeżeli widzisz, że ty się starasz, a ta druga osoba ma to w nosie i np. nie stosuje się do zaleceń to szlag Cię trafia. Całe życie jest dostosowane do osoby chorej, twoje potrzeby schodzą na plan dalszy. Szczerze powiem, że nie dziwię się, że autor wątku pojechał sam na wczasy i że stawia na siebie.
    Ja proponuję, szczerą rozmowę - żeby małżonka jasno (najlepiej) napisała czego oczekuje i co ona zrobi, żeby było lepiej. A to, że gość pomaga koleżance, to na serio może znaczyć, że potrzebuje pomagać, kto to doceni (największą potrzebą człowieka jest uznanie) lub pobyć trochę w atmosferze bez awantur, a nie zaraz ją dmuchnąć wink
    Niestety znam osobiście historię gdzie depresja + awanturnicze i roszczeniowe podejście chorego zabiło miłość, która przeżyła wojnę i niedolę.
  • 13.12.14, 16:10
    lirio napisała:

    > Ja odpowiem, że pana (o ile nie jest trolem) rozumiem. Nikt nie zastanawia się
    > jak się czuje osoba opiekująca się kimś starszym czy przewlekle chorym.

    Uznałabym Twój argument, że opieka nad przewlekle chorą osobą może być uciążliwa i bardzo męcząca, ale najpierw Facet musiałby napisać, co dokładnie zrobił dla żony, żeby jej pomóc. Bo jak na razie napisał tylko czego nie robi i czego nie zrobi, ale ani słowem nie zająknął się na temat tego co robi czy też robił. Jedynie spytał o granicę poświęcenia, którego jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności żadna z nas nie zauważyła
  • 13.12.14, 16:11
    > Ja odpowiem, że pana (o ile nie jest trolem) rozumiem.

    Ja bym trochę rozumiała, gdyby nie widoczny w poście elementarny brak wiedzy o tym, co to jest depresja. I, co gorsza, brak chęci dowiedzenia się. Tam nie ma elementu walki o tę osobę. Ma łyknąć tabletki i wziąć się w garść, a jak nie, to widać jej się nie chce.
    Mam nadzieję, że to nie jest prawdziwa sytuacja, tylko, powiedzmy, jakiś dziennikarz bada nasz poziom wiedzy o depresji...

    --
    Planeta Berlin
    Robótkowe ADHD
    Chała, ale nie drożdżowa, tylko taka do czytania
  • 14.12.14, 00:03
    Odnioslam takie samo wrażenie, "prosba faceta" jest prowokacja-ktos zbiera material do napisania artykułu...ale ten watek, nie ma co oceniac....trzeba przeciez sobie jakos radzic w pracy...
  • 14.12.14, 01:42
    albo student potrzebuje "badań w terenie" na zaliczenie.
    "Zona pisala na tym forum. Czytala mi wypowiedzi czlonkow forum, gdy bylismy mlodym malzenstwem. Lubilem to, fajnie pisalyscie, rzeczowo.
    Nie chce ujawniac jej imienia, ale chce poznac Wasze kobiece zdanie.

    Moja zona jest kobieta 35+, nie dajaca sobie w kasze dmuchac, charakterna, inteligentna, wrazliwa, dobre serce (pomaga zwierzetom w wolontariacie). Jestesmy 10 lat w zwiazku. "
    Znalazł chłopczyna (a może dziewczynka) to forum i sobie bada. 35+ jest jego żona (nie ma konkretnego wieku) i pomaga w wolontariacie zwierzątkom (czyli popularne wśród młodocianych rozumienie dobrego serca), mimo, że ma zaawansowaną depresje. A i jeszcze czytała mu wypowiedzi członków forum kiedyś. To jest tak nieporadne, że aż wspólczucie bierze. Jeśli nie student, to jakaś firma farmaceutyczna od cudownego leku na depresję (co nie wyklucza zatrudnienia studenta).
  • 14.12.14, 09:05
    Małżeństwo i miłość, wg wyobrażeń idealnych, powinny łączyć ludzi w zdrowiu i w chorobie. Jednak czasem miłości wielkiej nie ma, albo w ogóle jej nie ma, małżeństwo jest słabe. Gdy u jednego z partnerów pojawiają się problemy zdrowotne albo życiowe (to wcale nie musi być depresja, może być zwykły rak, niepełnosprawne dziecko), druga strona mówi, a po co ja mam tracić czas i się z tym barować, pryskam, bo szkoda życia. Takich postaw jest mnóstwo.
  • 14.12.14, 10:10
    czy nie widzicie, że to idiota? albo troll.....
  • 14.12.14, 18:13
    Może troll, może nie troll. Teoretycznie sytuacja jest możliwa. Zastanawiające jest, że żona mimo długiego stażu małzeńskiego i wieku 35+ nie chce mieć dzieci, bo nie podoła, w pracy nie może podołać, pan jest zainteresowany inną, pani jest chora na depresję/ucieka w chorobę (nie wiemy dokładnie jak jest i co było najpierw - czy choroba czy zainteresowanie inną kobietą), myśląc ze w ten sposób zatrzyma pana przy sobie. Nie wiemy, na ile jest autentycznej choroby na ile manipulacji. Toteż trudno cokolwiek doradzać.
  • 14.12.14, 20:56
    kol.3 napisała:

    Zastanawiające
    > jest, że żona mimo długiego stażu małzeńskiego i wieku 35+ nie chce mieć dziec
    > i

    Najmocniej przepraszam, a dlaczego to jest zastanawiające?
  • 14.12.14, 21:11
    kaga9 napisała:

    > kol.3 napisała:
    >
    > Zastanawiające
    > > jest, że żona mimo długiego stażu małzeńskiego i wieku 35+ nie chce mieć
    > dziec
    > > i
    >
    > Najmocniej przepraszam, a dlaczego to jest zastanawiające?

    Mnie też to zastanawia. Z drugiej strony rozumiem, że standardem jest, że pani poznaje pana, biorą ślub i pojawiają się dzieci. To, że ktoś tych dzieci nie chce, nie jest normą po prostu. Jedni to rozumieją bo nic im do cudzych wyborów życiowych, inni się dziwią, część oburza i nie rozumie (nie wiem, czego tu nie rozumieć, ale ludzie są różni).
    smile

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • 15.12.14, 07:24
    A moim zdaniem jest to normalne. Niektóre kobiety mają parcie na dziecko niezależnie od sytuacji rodzinnej i w ogóle życiowej, inne potrzebują silnej więzi emocjonalnej z partnerem/mężem i przeraża je możliwość samotnego zajmowania się dziećmi. Bo i w małżeństwie można być samotną matką.

    Jeszcze inne po prostu nie chcą mieć dzieci z różnych powodów. Może być to takie "nie, bo nie", ale przeważnie jest jakaś ukryta przyczyna, z której nawet one niekoniecznie zdają sobie sprawę. No i kobiety w depresji zwykle nie chcą mieć dzieci, to jest normalne. Czasem ulegają presji otoczenia i może to mieć tragiczne skutki, bo macierzyństwo naprawdę je przerasta.

    Żadne standardy tu nie istnieją, ludzie są różni.
  • 15.12.14, 08:58
    Odmowa posiadania dzieci to ważna przyczyna rozluźnienia a nawet rozpadu małżeństwa. Związek trwa 10 lat, pani nie chce się na dziecko zdecydować, pan chce mieć rodzinę. Nawet jeśli obecnie przypisać niechęć do posiadania dzieci depresji, to zauważmy że choroba jak wynika z wpisu, to sprawa ostatniego roku - dwóch. Jeśli pani absolutnie nie chciała mieć dzieci powinna to uzgodnić z partnerem przed ślubem, a nic takiego nie nastąpiło.
  • 15.12.14, 09:29
    Może Pani dopiero jakiś czas po ślubie się zorientowała, że Pan na ojca się nie nadaje. Albo wpadła w jakieś lęki - np. a co będzie, jak się urodzi chore, niepełnosprawne? Człowiek nie jest obiektem niezmiennym w czasie. Oczywiście ważne jest, żeby obserwować partnera przed ślubem i ustalić wspólne priorytety, ale nie ma gwarancji, że obie strony w związku w jakiś sposób nie zmienią się w trakcie jego trwania.

    --
    Planeta Berlin
    Robótkowe ADHD
    Chała, ale nie drożdżowa, tylko taka do czytania
  • 15.12.14, 15:01
    A skąd nagle niczym nieuzasadniony wniosek, że on się nie nadaje na ojca? Zarabia, jest ustabilizowany, chciałby mieć dużą rodzinę. O lękach pani (dziecko chore, niepełnosprawne?) też nic nie wiadomo, żeby takowe były. Wiadomo, że pani w domu nic nie musi, w pracy się nie wyrabia. Raczej to pani ma słabe kwalifikacje do bycia matką.
    Facetowi też zegar biologiczny bije. Nie każdy chce być "późnym" ojcem. Gdyby zamiast Autora pisala kobieta, nie zostawiono by na jej mężu suchej nitki. I nawet depresja by mu nie pomogła.
  • 15.12.14, 15:18
    Mamy tylko opis z jednej strony. Brak głosu drugiej. Dlatego możemy sobie gdybać dowolnie.

    --
    Planeta Berlin
    Robótkowe ADHD
    Chała, ale nie drożdżowa, tylko taka do czytania
  • 15.12.14, 15:48
    Jeżeli zostawił samą żonę w depresji, a zadbał tylko o swój relaks, to żona jest przekonana, że w przypadku dzieci też będzie wyjeżdżał sam, żeby się relaksować. I jeszcze bardziej uciekał z domu.

    Nie twierdzę, że tak musi być, chociaż jest to bardzo prawdopodobne. Ale żona ma wszelkie podstawy, żeby tak myśleć.
  • 15.12.14, 20:52
    Jak napisałam wcześniej trudno w tej sprawie wyrokować, za dużo jest niewiadomych i możemy gdybać.
  • 16.12.14, 03:41
    kol.3 napisała:

    > A skąd nagle niczym nieuzasadniony wniosek, że on się nie nadaje na ojca?

    Nie kocha żony. Nie pomaga, nie wspiera, nie zależy mu, nie walczy o związek.
    Najlepsze, co ojciec może zrobić dla swoich dzieci, to kochać ich matkę. Tutaj nie ma to miejsca.

    Zara
    > bia, jest ustabilizowany, chciałby mieć dużą rodzinę. O lękach pani (dziecko ch
    > ore, niepełnosprawne?) też nic nie wiadomo, żeby takowe były. Wiadomo, że pani
    > w domu nic nie musi

    Dla kobiety w depresji ugotowanie obiadu to wyczyn. Dla niej przeżycie dnia na kanapie to wyczyn.

    , w pracy się nie wyrabia. Raczej to pani ma słabe kwalifik
    > acje do bycia matką.

    Z tym się zgodzę. Tyle, że ona o tym wie najpewniej i dlatego się nie decyduje, mocno wierzę w intuicję. Do tego że ma świadomość, że jej mąż to beznadziejny materiał na ojca.

    > Facetowi też zegar biologiczny bije. Nie każdy chce być "późnym" ojcem. Gdyby z
    > amiast Autora pisala kobieta, nie zostawiono by na jej mężu suchej nitki. I naw
    > et depresja by mu nie pomogła

    Gdyby zamiast autora pisała szukająca usprawiedliwienia żałosna, niedojrzała egocentryczka której się chory mąż znudził a na horyzoncie jest miły kolega zostałaby, moim zdaniem, zjechana tak samo.
    smile

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • 15.12.14, 17:49
    kol.3 napisała:

    Jeśli pani absolutnie nie chciała mieć dzieci powinna to uzgodnić z partner
    > em przed ślubem, a nic takiego nie nastąpiło.

    Nigdzie nie ma mowy o tym, czy nastąpiło, czy nie. Być może -a jeśli, to jest to skrajna nieodpowiedzialność obu osób -żadna ze stron wcześniej nie poruszyła tego tematu. W sumie to mnie akurat dziwi, bo jest totalnie poza moim wyobrażeniem wiązać się z kimś, mając niedogadaną kwestię dzieci. Tu się nie da iść na kompromis...

    Autor napisał tylko tyle:
    Moje zarzuty do niej: nie chce miec dzieci (mowi, ze na razie sobie by nie poradzila, to "na razie" trwa juz 4 lata)

  • 15.12.14, 13:17
    niezależnie od tego czy historia jest prawdziwa czy nie , to tekst jest poniżej wszelkiej krytyki. tak wiec powtarzam, albo troll, albo idiota, sama nie wiem co gorsze.....
  • 15.12.14, 13:39
    Moja ciotka, szóstka dzieci i gospodarstwo rolne, nie znam bardziej pracowitej choroby. Po urodzeniu czwartego dziecka (ostatnie były bliźniaki) przez 4 lata (w tym 3 farmakologicznie) leczyła się z depresji. Ale spoko. Jak ktoś chce wierzyć w swoje prawdy (bo chyba nie nazwiesz tego teoriami, inżynierze?) to będzie wierzył. Jak w niepokalane poczęcie. Zrób sobie i nam przysługę, odłącz się od internetu. Jeśli wierzysz, że praca wszystko leczy, to może i Ciebie wyleczy?! big_grin big_grin

    --
    inaczej o ślubie slubbezbezy.blogspot.com/
    berlińskie 'conieco' dziewczynabezmatury.blogspot.com/
  • 15.12.14, 13:40
    Poczytaj o matkach, które popełniają samobójstwo rozszerzone. Zgadnij - miały depresję czy nie?
    --
    kuchniapsakuby.blox.pl/
    www.gwiazdanadziei.pl/pomoc_tomek
  • 15.12.14, 22:14
    kaga9 napisała:

    > Popatrzcie niunie
    >
    > > Możecie sobie pańcie myśleć co chcecie o mnie i o mojej edukacji. >
    > ; Ale prosta, nawet najprostrza osoba

    >
    > Tak, masz racjębig_grin Bardzo to prosta osoba. Zwykle tacy zwracają się do kobiet pr
    > otekcjonalnie.

    Niedouczony burak, szkoda czasu.
    Moją bardzo kochaną koleżankę, Anetkę, i jej dwie siostry - i, oczywiscie, siebie - zabiła matka w depresji. Minęły lata ale wciąż je pamiętam, dziewczynki walczyły o życie, Aneta usiłowała zakręcić gaz ale matka przytrzymała ją za włosy, sprawa była bardzo głośna w naszej miejscowości. No ale co tam, mogła sobie matka jeszcze dwójkę machnąć toby nie miała czasu na takie fanaberie.

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • 16.12.14, 07:57
    > jakoś tak nie widziałem, żeby w rodzinach wielodzietnych, gdzie kobieta ma co robić, jest urobiona po łokcie, bo > 5 dzieci, mąż, obowiązki, praca zawodowa, było miejsce na depresję.

    Chris, przy Twoim inżynierskim i zazwyczaj rozsądnym tonie bardzo mnie dziwi ta wypowiedź.
    Nasz organizm jest sterowany w dużej mierze CHEMIĄ. Niedobór czy nadmiar określonego składnika wywołuje specyficzne skutki.
    Jakby ta pani widziała wokół palmy i różowe słonie, to by nie było wątpliwości, że musi się leczyć, i to farmakologicznie. Jakby cały dzień kiwała się w jakimś kącie, mamrocząc pod nosem, nikomu by nie przyszło do głowy powiedzieć, że fochy stroi i powinna wziąć się w garść.
    Ale akurat depresja ma takie objawy, że ludzie nie uważają tego za chorobę.

    --
    Planeta Berlin
    Robótkowe ADHD
    Chała, ale nie drożdżowa, tylko taka do czytania

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.