Dodaj do ulubionych

Samotny wyjazd męża na Dominikanę

27.05.08, 09:59
Cześć dziewczyny, sorry że może trochę nie na temat ale może coś
podpowiecie. Mój mąż wygrał jednoosobową wycieczkę na Dominikanę i
zamierza tam jechać. Ja czuję się dziwnie - jest mi przykro, że
jedzie tam sam. Nie mogę się pozbyć tego paskudnego uczucia
rozczarowania, żalu, nie wiem jak to nazwać. Dodam,że nie wchodzi w
grę wykup wycieczki dla drugiej osoby bo nie stać nas na wydatek ok.
5300 zł. Zresztą mąż nie wykazuje nawet zainteresowania taka opcją,
mam wrażenie że on się wręcz cieszy na samotny (tzn. bez rodziny)
wyjazd, uważa że to mu się należy za jego ciężka pracę. Dodam
jeszcze że nasz związek nie należy do bardzo udanych... No i co ja
mam zrobić?
Edytor zaawansowany
  • pipi_bipika 27.05.08, 10:13
    Ja bym zrobiła tak (dodam, że ja czasami mam głupie pomysły i nie
    liczę się z konsekwencjami smile)) ). Wykupiłambym bilet sama bez
    pytania go o zgodę. Nawet jeśli miałabym wziąć kredyt na ten wyjazd.
    I na tej Dominikanie ratowałabym małżeństwo. Stosując wszelkie
    kobiece sposoby.
  • haute.savoie 27.05.08, 10:21
    No tak, też o tym myślałam smile Tylko że mamy jeszcze małe dzieci, a
    z kolei nie chcę wyjeżdżać bez dzieci, bo GDYBY się coś stało (wiem
    że to głupie myślenie) np. wypadek samolotu to zostaliby bez obojga
    rodziców... Ech... Poza tym, jak juz pisałam, mam wrażenie, że on
    jest cały happy że wyjeżdża sam.
  • pipi_bipika 27.05.08, 10:30
    W życiu niezbędne jest ryzyko. Jak się człowiek asekuruje całe
    życie, to niewiele z tego ma. Nie daj mu satysfakcji smaotnego
    wyjazdu. Kilka dni na końcu świata we dwoje może zdziałać cuda. Bądź
    tam inna niż zwykle, inna niż na co dzień w domu.
    A co do strachu.... Ja też mam malutkiego synka. Ale lecimy z meżem
    w sierpniu na wczasy tylko we dwoje. Większe jest ryzyko, że
    zginęlibyśmy w wypadku jadąc do babci na weekend.
    Pozdrawiam i życzę podjęcia szalonej decyzji. smile
  • czarna.ad 11.06.08, 09:55
    Ja też tak głupio myślę, że jak zginąć to wszyscy razem czyli pakuje
    się z dzieciakami albo wcale.
  • saszenka2 05.06.08, 02:53
    A może nie ma w ogóle problemu, bo w końcu tę wycieczkę wygrał, a
    nie kupił specjalnie jeden bilet, a nawet gdyby to ludzie czasami
    muszą pobyć sami.
    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • barka01 27.05.08, 10:41

    Jeśli w twoim małżeństwie żle się dzieje i obawiasz się że mąż może
    zdradzać, to jeśli ma zdradić to i tak do tego dojdzie i to
    niezależnie od tego czy wyjedzie sam, czy nie.
    Taki odpoczynek od domu i związanych z nim trudów i stresów może
    mieć pozytywne skutki dla was obojga.
    Pozwól swojej połóce cieszyć się samodzielnym wyjazdem, nie rób z
    tego powodu problemu, jednakże zaznacz,że tobie także należy się
    taki wspaniały urlop i od dzisiaj odkładacie na twój samodzielny
    wyjazd na wycieczkę do dalekich, ciepłych krajów.

    Barka - małżonka z długoletnim stażem.
  • pipi_bipika 27.05.08, 10:46
    Barka-ale autorka nic nie pisała o podejrzeniach zdrady.
    Ja bym mimo wszystko pojechała z mężem. Nie widomo kiedy im się
    trafi podobna szansa. A zbierać można i można. Dlaczego on ma
    odpoczywać, a ona nie? Tak samo się należy.
    A z doświadczenia wiem, że takie wyjazdy mają zbawienny wpływ na
    związek.

  • f.l.y 27.05.08, 11:11
    a mnie się wydaje, że autorka wątku nie powinna jechać...

    skoro szanowny małżonek nie napomina o tym, nie kombinuje jak
    zabrać żonę, to po co pchać się tam na siłę, skoro nie widać chęci
    z drugiej strony..

    to jest przykre, że facet chce jechać sam...no ale skoro wygrał?
    (ale czy na pewno wygrał tę wycieczkę?)

    z drugiej strony postawcie się na jego miejscu - wygrywacie, bardzo
    chcecie zobaczyć Dominikanę, ale nie macie kasy aby zabrać męża.. -
    większość kobiet by zrezygnowała, bo taką głupią naturę mamy - ale
    dlaczego nie skorzystać?

    nie ma sensu brania kredytu na wycieczkę, która nie jest
    zaplanowana przez dobre chęci OBU stron...

    może następnym razem sama gdzieś wyjedź, a dzieci zostaw z mężem?

    nie ma recept i rad, które można udzielać - tyle co sobie tu
    pogadamy...

    a życie pokaże....


    --
    ..tutam..
  • haute.savoie 27.05.08, 12:21
    Wycieczkę wygrał za największą sprzedaż produktów swojej korporacji.
    Jedzie ok. 10-15 osób, których on podobno nie zna (no ale nie
    wątpię, że się poznają...)
    Jest tak jak piszesz - ja mając taką "okazję" nie pojechałabym sama,
    zrezygnowałabym.
    Pewnie, że mogę poszukać dla siebie jakiegoś wyjazdu, już mu też o
    tym mowiłam, ale z drugiej strony jak zaczniemy wyjeżdżać każdy na
    swoje wakacje to już nic nie będzie nas łączyć.
  • sadida 27.05.08, 13:42
    Moja droga - mi to sie wydaje, że nawciskał Ci stek bzdur. Żadna
    szanujaca sie firma nie funduje drogich zagranicznych wycieczek
    jednosoobowych. Sprawdź w firmie na ile jest to prawdą co mówi mąż.
    Doceniony pracownik w nagrodę może zabrać żonę uinaczej niechciałby
    takij nagrody.
    Pozdrawiam
  • lillam 27.05.08, 14:16
    też tak sądzę
    --
    Patusia ma juz
  • barka01 27.05.08, 15:43
    > Moja droga - mi to sie wydaje, że nawciskał Ci stek bzdur. Żadna
    > szanujaca sie firma nie funduje drogich zagranicznych wycieczek
    > jednosoobowych. Sprawdź w firmie na ile jest to prawdą co mówi mąż.
    > Doceniony pracownik w nagrodę może zabrać żonę uinaczej
    niechciałby
    > takij nagrody.
    > Pozdrawiam

    I tu sie mylisz!!!
    Nie będę podawała nazwy dużej, znanej firmy aby nie robic jej
    reklamy, ale mój mażonek już wielokrotnie korzystał z tego typu
    wyjazdów fundowanych jako "nagroda- promocja" swoim współpracownikom
    w nagrodę za wyniki w pracy.
  • kicia031 05.06.08, 10:35
    Maz robi cie w konia.
    --
    "Kicia Ty idealistka jesteś"
    m-m-m
  • agniangel 07.07.08, 14:12
    nie do końca to prawda. dosc czesto takie wyjazdy maja za zadanie
    zintegrowac dane srodowisko, lub emocjonalne zwiazac takiego
    zwycięzce z firma, która wyjazd funduje. pozdrawiam
  • turzyca 28.05.08, 18:36
    haute.savoie napisała:

    > Wycieczkę wygrał za największą sprzedaż produktów swojej korporacji.
    > Jedzie ok. 10-15 osób, których on podobno nie zna (no ale nie
    > wątpię, że się poznają...)
    > Jest tak jak piszesz - ja mając taką "okazję" nie pojechałabym sama,
    > zrezygnowałabym.
    > Pewnie, że mogę poszukać dla siebie jakiegoś wyjazdu, już mu też o
    > tym mowiłam, ale z drugiej strony jak zaczniemy wyjeżdżać każdy na
    > swoje wakacje to już nic nie będzie nas łączyć.


    To ja sobie pozwole tylko na zadanie kilku pytan, na ktore mozesz nie odpowiadac
    publicznie. Ale samej sobie odpowiedz, moze Ci sie cos madrego z tego urodzi.


    Dlaczego Ty bys zrezygnowala z wyjazdu na Dominikane? Czulabys sie zle, ze za
    Twoja i tylko Twoja prace dostalas nagrode? Dlaczego nie pozwolilabys sobie na
    spedzenie kilku przyjemnych dni wakacji?

    Dlaczego krotki wyjazd ma Wam rozwalic malzenstwo? Czy naprawde wspolne wakacje
    to jest jedyne co Was jeszcze razem trzyma? Czy codziennosc sie juz w ogole jako
    spoiwo nie liczy? Czy nie nalezaloby sie funkcjonowaniu Waszego zwiazku
    przyjrzec z pomoca fachowca?


    Ja bym w tej chwili nie szarpala sie na samolot i nie osmieszala meza przed
    pracowymi znajomymi (a zona, ktora sie zapozycza tylko po to, zeby nie spuscic
    meza z oczu, jest dosc smieszna zeby nie powiedziec gorzej) tylko poszukala
    madrej osoby, z ktora moglabym porozmawiac, najlepiej z odpowiednimi literkami
    przed nazwiskiem.
  • prologica 27.05.08, 11:17
    niech jedzie, a Ty przekop internet i wybierz wycieczke dla siebie,
    na ktora pojedziesz jak on wroci!! smile
  • ololla 27.05.08, 12:51
    Zgadzam się z "prologica".
    Małżonek wróci wypoczęty z Dominikany to będzie miał zapał do zajmowania się
    dziećmi i domem oczywiście Ty w tym czasie świetnie będziesz się bawić na swoich
    własnych prywatnych wczasach.Polecam Tajlandięsmile
    Raz się żyje i pamiętaj że nikt nie przeżyje życia za Ciebiesmile
    --
    Nasz dzidziuś
  • pipi_bipika 27.05.08, 13:14
    Dziewczyny, ale Wasze rady spowodują, że jeszcze bardziej się od
    siebie oddalą. A tu też chodzi o "ratowanie" małżeństwa. To nie jest
    związek na etapie "chodzenia" i robienia co się komu podoba- ja jadę
    tu, a ty tam. Trzeba ratować uczucie. A jak już pisałam wspólny
    wyjazd i szaleństwa bardzo zbliżają. Można zobaczyć sibie od
    zupełnie innej strony.
    Ja bym wzięła kredyt, spakowała najlepsze fatałaszki, zrobiła sięn
    na bóstwo i na wspaniałych wakacjach wariowała z mężem. Czy by tego
    chciał czy nie. Nie chodzi o strojenie fochów, tylko podsycanie
    uczucia.
    No ale przecież nie narzucę nikomu swojego zdania...
  • ololla 27.05.08, 14:19
    ratowanie małżeństwa to też i wyrzeczenia! Jeśli facet nie potrafi bądź nie chce
    zrezygnować z takiego wyjazdu to chyba jemu najmniej zależy na ratowaniu
    małżeństwa.Kubeł zimnej wody po powrocie dobrze mu zrobi,będzie mógł na
    spokojnie pomyśleć o przyszłości, pomyśleć o niej w starciu z szarą
    rzeczywistością a nie leżąc w hamaku z drineczkiem z palemką w dłoniwink


    --
    Nasz dzidziuś
  • agawa70 28.05.08, 01:11
    > Ja bym wzięła kredyt, spakowała najlepsze fatałaszki, zrobiła sięn
    > na bóstwo i na wspaniałych wakacjach wariowała z mężem. Czy by
    tego
    > chciał czy nie

    W tej sytuacji to najgorsze co można zrobić - a jeszcze z
    podejściem "wariowałabym z mężem czy by tego chciał czy nie..." to
    już kompletny niewypał!
    Na siłę nikt nikogo do uczuć nie zmusi - a jak się przesadzi
    z "metodami ratowania małżeństwa" to w tym przypadku ona mu kością w
    gardle stanie i problem się pogłębi!

    Dziewczyno - niech jedzie! Zapowiedz że jak wróci to Ty sobie
    odpoczniesz i gdzieś pojedziesz sama. Wypraw go do wyjazdu, rób się
    na bóstwo na codzień, ciesz się już na swój wyjazd - daj mu do
    myślenia! Nic tak w facetach nie wzbudza uczuć jak zasiana
    niepewność, tęsknota... Nawet jakby mu tam coś zakiełkowało w
    głowie... to ma świadomość że zaraz i Ty pojedziesz sama - a jak i
    Tobie podobne pomysły zakiełkują? Mówię Ci - dwa razy się
    zastanowi!!! smile
  • pavvka 30.05.08, 09:09
    pipi_bipika napisała:

    > Dziewczyny, ale Wasze rady spowodują, że jeszcze bardziej się od
    > siebie oddalą. A tu też chodzi o "ratowanie" małżeństwa.

    Z pierwszego posta nie wynikało, żeby to małżeństwo było w fazie
    wymagającej ratowania.
    --
    Dzisiaj w miasteczku kobiety, które malują dłonie henną, są
    poniżane, a ludzie wstydzą się używać takich słów jak "wdzianko".
    Wszystkiemu winne są zawieszone w kawiarniach telewizory, autobusy i
    ten twój listonosz, który przynosi wieści z Ameryki.
  • barka01 27.05.08, 13:41
    "Wycieczkę wygrał za największą sprzedaż produktów swojej korporacji.
    Jedzie ok. 10-15 osób, których on podobno nie zna (no ale nie
    wątpię, że się poznają...)
    Jest tak jak piszesz - ja mając taką "okazję" nie pojechałabym sama,
    zrezygnowałabym.
    Pewnie, że mogę poszukać dla siebie jakiegoś wyjazdu, już mu też o
    tym mowiłam, ale z drugiej strony jak zaczniemy wyjeżdżać każdy na
    swoje wakacje to już nic nie będzie nas łączyć."

    Przetrenowałam już kilkakrotnie włąśnie tego typu "służbowe" wyjady
    małżonka związane z nagrodami w promocjami sprzedaży prowadzonym w
    jego firmie macierzystej. Za każdym razem wyjeżdżał sam, choć
    niektórzy panowie -raczej niewielu i rzadko - zabierali ze sobą
    małżonki. Spokojnie pozwól mu na ten samotny wyjazd. Faceci są
    szczególnie drażliwi gdy koledzy z pracy ( zwłaszcza ci zawistni)
    sugerują ,że małżonka jedzie jako kontrola uncertain
    Rozumiem też twoją frustrację , za pierwszym razem przezywałam coś
    podobnego sad
    Jednakże ponieważ i tobie należy się wypoczynek oraz ciekawe
    wakacje, mając obecnie w ręku tak mocne argumenty, zorganizuj wam
    obojgu romantyczną wycieczkę w świat( oczywiście bez dzieci) .
  • bandzias 27.05.08, 13:52
    Wkoncu to tylko facet i nie ma co duzo wymagac.Nie kazdy sie domysla
    co czuje zona gdy on ma "swietne" pomysly. Dlatego ja chyba bym
    zagrala najcudowniejsza zone na swiecie. Przyszykowalabym mu
    walizeczke na wyjazd, odprowadzila na lotnisko, wycalowala i zyczyla
    udanego wypoczynku. A wszystko z usmiechem na twarzy. Jezeli po
    powrocie nie byl by skruszony i nie zalowal, ze nie byl tam razem ze
    mna to chyba bym zaczela zastanawiac sie nad sensem malzenstwa, w
    ktorym nie ma szczescia. Jednak kazdy jest inny , a zycie bywa
    zaskakujace...
  • zazaz3 28.05.08, 13:03
    zgadzam się z prologica i ja.Małz mój dostał taką wycieczkę do
    Meksyku i wrócił bardzo stęskniony.W odwecie zafundowałam sobie
    odpoczynek od niego i obowiązków domowych w innym terminie i
    odbierałam co drugi telefon.Bardzo to nam dobrze zrobiło.Pozdrawiam
    i nie przejmuj się!
    --
    thank U ,thank U,thank U,U far too kind...
  • ana119 27.05.08, 13:14
    dotychczas to mój mąż wyjeżdzał na imprezy integracyjne z ludzmi ze
    swojej pracy. ja też mam taką imprezę wyjazdową raz do roku ale
    dziwne histori mają tam miejsce i nie mam ochoty na to patrzećwink w
    ramach równości w ten weekend pojechałam ze znajomą do Pragi a mąż
    został z dzieckiem. obie strony są zadowolone
  • tresa5 27.05.08, 15:07
    Ty lepiej sprawdz czy on "wygral" wycieczke.
    Od tego zacznijwink
  • monikaprzybyla 27.05.08, 15:23
    spokojnie, nie ściemnia, pokazał mi regulamin tego konkursu na
    stronie www korporacji smile
  • haute.savoie 27.05.08, 15:28
    no tak, źle się zalogowałam...
  • kitty 27.05.08, 15:43
    Spokojnie, on na tej dominikanie uzyje jak pies w studni - hotele otoczone
    drutem kolczastym, ochrona itp Nie ma się co denerwować. Moi znajomi mieli
    podobnie - on wygrał, pojechał, wrócił i przeklinał i wkurzał się na cały swiat
    - lało, natrętna animacja rozrywek po niemiecku, te same opite mordy z pracy
    cały czas i jeszcze bardzo sie pilnował, bo szefowstwo. Mówi, że wolałby węgiel
    przerzucać. U niego w firmie wywalczyli nagrody dwuosobowe wycieczki w cenie
    jednoos do dominikany.
  • szszpk1 28.05.08, 12:52
    dlaczego tam wszystko otoczone drutem kolczastym i ochrona? niebezpiecznie tam
    jakos czy co?
  • kitty 01.06.08, 17:42
    Tam bieda jest, a turysci sa dewizowi i trzeba im zapewnic bezpieczeństwo.
    Troche jak na Kubie. I ani auta nie wynajmiesz, ani indywidualne wycieczki.
    Poszukaj w necie informacji, jak mi nie wierzysz...
  • wkretarka1234 27.05.08, 15:48
    ja nigdy nie jezdze z nim an sluzbowe czy polsluzbowe wyjazdy ( a mimo wszytsko
    ta dominikana jest polsluzbowa ludzie z pracy )raz
    pojechałam i byłam zawiedziona bo
    -maz słodki misio w domu w pracy jest jednak w pracy, skupiony, skoncentrowany
    czasem szorstki...a nie slodki kroliczek co wielbi żonke...
    -dookola ludzie z pracy nie można do końca być naturalnym ..wiadomo hierarchia...
    dla mnie bez sensu nie po to wyjeżdżam by sie przejmować, kontrolowac...wakacje
    to czas odpoczynku luzu naturalnosci...


    czy ma sens pchac sie gdzie cie nie chca? dziewczyny które mówią bys sie robiła
    na bóstwo i jechała za im sa w błędzie...maz nie będzie tam romantycznym
    księciem...beda ludzie z pracy i będzie musial dzielic czas miedzy nich a
    ciebie. co jak bede imprezy inegracyjne albo gdy koledzy beda chcieli isc do
    baru wspolnie ( bez kobiet) bedziesz siedziala w pokoku i sie wkurzala ze
    wydaliscie 5000TYS bedz sensu...on nie bedzie mogl tylko byc z toba to praca w
    jakims stopniu tez...

    lepiej po jego powrocie zaplanuje jakis wypad tylko we dwojke na tydzien gdzie
    chcecie.i tam pogadajcie ponaprawiajcie .
    ale razem a nie na sile.
    na sile nic nie wyjdzie.
    wiem dominikana brzmi bosko ale to jego dominikana , jego nagroda, jego praca.

    a na zwiazek najlepiej dziala atrakcyjnosc, niekoniecznie uroda a nowe pasje,
    plany, pomysly. pomysl o sobie zadbaj o siebie.
    zapisz sie na taniec brzucha czy na francuski...

    powodzenia...smile trzymam kciuki
  • sarna73 27.05.08, 19:15
    nie pojechałabym, jeśli on nie widzi takiej potrzeby ... ale ja
    cieszyłabym się z wygranej, że mąż cos zobaczy i odpocznie, mimo iż
    beze mnie, no ale u mnie w malzenstwie dzieje sie dobrze, nie
    miałabym powodów do obaw i wiem, że będąc tam caly czas myslałby o
    nas, z drugiej strony nie wiem, czy w ogole by tam chciał jechac,
    jak znam męża to raczej musiałabym go do tego nakłaniac
    --
    Mikołaj 19/9/02; Aleksandra 17/7/06
    Jest taki kraj na południu, gdzie wyspy toną w błękitach, Gdzie Bog
    zapomniał o grudniu, I zawsze dźwięczy muzyka
  • woman-in-love 27.05.08, 20:26
    na pewno nie kupowałabym sobie drugiego biletu i nie pędziłabym za nim. To
    poniżające. I całkowicie bezskuteczne, jeśli mąż jest tak nietaktowny i sam się
    wybiera nie proponując towarzystwa żonie. Jest zwykłym prostakiem. Olać i
    spędzić czas bawiąc się wesoło. Po jego powrocie wziąć pod lupę (nie zadając
    żadnych pytań) i wyciągnąć własne wnioski.
  • sobotkowa 27.05.08, 21:50
    Ja uważam, że to bardzo naturalna sytuacja. W firmie w której
    pracuję, raz w roku najlepsi pracownicy w POlsce jadą na taką
    wycieczkę (najlepiej wykonane plany). W tym roku np. była wycieczka
    tygodniowa na Borneo i nie można dokupić biletu dla męża...
    Wszystkie dni są tak zaplanowane przez firmę,że spędzałby ze mną tam
    tylko nocesmile
    A poza tym jak by się czuł pośród 25 nieznanych mu osób. Nik u mnie
    nigdy nie wpada na pomysł zabierania ze sobą rodziny...
    --
    www.sobotkowa.bobasy.pl/
  • pipi_bipika 28.05.08, 06:15
    Widzę, że tylko ja namawiam Cię do wyjazdu. No nie wiem. DLa mnie to
    naturalne. Moja przyjaciółka wybrała się kiedyś z mężem na taki
    wyjazd do maroka i mówiła, że było super. Była jedyną żoną, ale
    wszyscy ją zaakceptowali i bardzo polubili. Podobno to był wspaniały
    wyjazd.
    Ale teraz chciałam napisać o czymś innym.
    Podobno w związku najważniejsza jest komunikacja i dialog. Nie
    sztuką jest obrażanie się na siebie i strzelanie fochów. "To sobie
    jedź". i już.
    Nie wiem na jakim etapie jest Wasz związek i dlaczego przeżywacie
    kryzys. Ale może warto stanąć przed mężem i patrząc w oczy
    powiedzieć mu co myślisz i spytać dlaczego nie widzi Ciebie na tym
    wyjeździe. Jeśli argumenty będą przekonujące (...), to zapropoować
    wspólny wyjazd za jakiś czas. ZObaczyć na jego reakcję. Moim zdaniem
    nie wolno zupełnie mu odpuszczać. Niech zna Twoje uczucia i
    oczekiwania.

  • chicarica 28.05.08, 09:23
    Noooo, to czas zacząć przeglądać katalogi biur podróży i zastanowić się, gdzie
    TY jedziesz po powrocie męża, który z pewnością pełen nowych sił zajmie się
    dziećmi i domem.
    Polecam południe Europy smile Nie wydasz fortuny, a wrócisz zadowolona,
    skomplementowana przez Włochów czy Hiszpanów... nie musisz korzystać z
    propozycji (na pewno takie będą), ale sama świadomość że jakby co to są chętni,
    świetnie robi na samopoczucie smile Wrócisz opalona, wypoczęta, piękna, myślę że
    warto smile
    --
    Uwielbiam dzieci. Zwłaszcza płci męskiej, między 18 a 40 rokiem życia.
    Forum Avon
  • sobotkowa 28.05.08, 09:50
    Myślę, że nie ma co robić mężowi na złość....bo Ty pojechałeś, to
    teraz ja sama pojadę! Dlaczego on ma nie skorzystać z nagrody,
    pracował na nią zapewne ciężko cały ubiegły rok.
    Jak mąż wróci, pomyślcie kto może zaopiekować się dziećmi a wy
    zaplanujcie urlop i wyjedźcie razem...sami, bez dzieci!
    --
    www.sobotkowa.bobasy.pl/
  • chicarica 28.05.08, 10:06
    Ale to nie chodzi o żadne robienie na złość, bez przesady. Chodzi tylko o to, że
    mąż owszem, zapracował, żona też - założę się, że cały rok zasuwała w domu jak
    motorek i też chciałaby wypocząć.
    --
    Uwielbiam dzieci. Zwłaszcza płci męskiej, między 18 a 40 rokiem życia.
    Forum Avon
  • bea116 28.05.08, 11:15
    I to chyba wg mnie najrozsądniejsza rada...
    Jak pojedziesz "na siłę" to będzie wściekły, że:
    - nie odpocznie (może mu akurat potrzeba trochę perspektywy),
    - koledzy będą się śmiali za plecami z pilnującej żony (może zresztą takie rodzinne wyjazdy na imprezę tylko dla pracowników wcale nie są dobrze w firmie widziane i podkopiesz mu opinię u szefostwa),
    - on ciężko pracował a Ty zaciągnęłaś duże zobowiązanie finansowe na które on znów musi zapracować itd.
    Nic na siłę, nic na złość, bo ja mu pokażę - tak tylko będziesz eskalować problemy a chłop ucieknie gdzie pieprz rośnie... Niech jedzie, poleży na słońcu a jak wróci, zaplanujcie sobie za jakiś czas kilka dni tylko we dwoje.I starajcie się pracować nad związkiem codziennie, bo jak codzienność do chrzanu to nawet Dominikana raz w roku nic nie pomoże. Tyle wymądrzania się od starej mężatkiwinkTrzymam kciukismile
  • papryczka_ag 28.05.08, 11:25
    Uczucie, które Ci towarzyszy jest zrozumiałe i nie ma się czego
    wstydzić. Nie dość że mąż wyjeżdża sam, to jeszcze w dodatku na
    wakacje jakich nie macie zwykle do dyspozycji.
    Ale najgorsze dwie rzeczy, które mogłabyś zrobić to:
    1. Jechać z nim
    2. Po jego powrocie wyjechać na zasadzie "teraz ja się bawię".

    Pierwszego powodu nie będę tłumaczyć, co do drugiego - IMHO byłoby
    to jeszcze większe poniżenie niż wyjazd z nim, bo trąciłoby mocno
    zemstą i chęcią odegrania i pokazania się.

    Jeśli mówisz że między Wami nie jest najlepiej to wydaje mi się (
    choć szczegółów brak ) że powinnaś zacisnąć zęby i powiedziec mu, że
    strasznie się cieszysz że wygrał i że można było tego oczekiwać, a
    potem powiedz mu że to wymarzona dla niego okazja żeby nareszcie
    odpoczął i się zrestartował.
    Ucałuj, odwieź na lotnisko i nie myśl przez tydzień co tam robi. Bo
    podejrzewam że to co większość facetów na takich wyjazdach: picie
    realnie, kobiety gawędziarsko wink

    A jak wróci to nie wypytuj co robił, tylko spytaj czy dobrze się
    bawił.
    Pokaż mu że to co robi jest akceptowane i że na to zasłużył.
    Inaczej ty wyjdziesz na sucz a on będzie miał zmarnowany wyjazd i
    frustracja mu urośnie.
    --
    Niczego nie żujemy w borach
  • jutka73 28.05.08, 12:11
    Doskonała rada. Myślę dokładnie tak samo.Jeżeli zależy Ci na realnej
    poprawie w związku, żadne "naciągane" pozy i postawy nie sa dobre.
    Słuchaj papryczki.
  • monikaprzybyla 28.05.08, 12:40
    Dziekuję Wam bardzo za wszystkie rady, dały mi dużo do myślenia.
    Faktycznie chyba macie rację, że nie powinnam z nim jechać. Z
    ciężkim sercem ale chyba zaakceptuję jego decyzję o samotnym
    wyjeździe. Ale nie zgadzam się z opinią, że ja nie powinnam nigdzie
    się ruszać - skoro on może balować przez tydzień w "raju" to mi też
    się należy odpoczynek. Zdecydowałam już że jeśli on poleci na
    Dominikanę to ja pojadę na tydzień w lipcu na wymarzony kurs
    angielskiego do Oxfordu. W duchu bardzo się ciesze na ten wyjazd...
    Choć i tak jakiś żal do męża jednak pozostanie.
  • haute.savoie 28.05.08, 12:43
    No i znowu to samo! Tak się składa że mam dwa konta - jedno
    oficjalne dla pracy, banków, itp. i drugnie mniej oficjalne na
    prywatny użytek no i znou się źle zalogowałam!
  • ololla 28.05.08, 13:00
    Pal licho logowaniesmile

    I bardzo dobrze zrobisz jadąc na ten kurs chociaż osobiście wolałabym wypoczynek
    w jakimś SPA - wiesz, coś dla siebie, dla ciała i duchasmile Życzę miłego pobytu w
    Oksfordzie i czekamy na relacje jak byłosmile
  • papryczka_ag 29.05.08, 09:14
    Słuchaj na kurs angielskiego to ja cię osobiście popchnę smile
    Chodzi o to, żeby nie stawiać sprawy "ty mogłeś to i ja mogę". Po
    prostu jedź smile Bez argumentowania tego jego wyjazdem.
    --
    Niczego nie żujemy w borach
  • graue_zone 29.05.08, 10:48
    Ustaw sobie inne kolory na obu kontach i gdy Ci się pojawią, będziesz od razu
    wiedziała, że coś nie gra.
  • metamorphosis4 28.05.08, 17:51
    Powiem krotko - problem jest moim zdaniem wyimaginowany.
    Takie wyjazdy sie zdarzają i nie zabiera się osób towarzyszących.
    Mój mąż ma na przykład szczęście i w każdej firmie trafiaja mu się
    podobne. U mnie trafia sie rzadziej, ale w życiu nie przyszłoby mi
    do glowy mieć do niego żal, albo kombinować, żeby mnie zabrał. Bez
    sensu. Gdyby którys z moich współpracowników zaczął kombinować jak
    zabrać na wyjazd żone, to chyba by go wszyscy smiechem zabili, a
    potem w robocie nie miałby życia jako wzor pantofelka.
    Pracował w pracy, wygrał w pracy i pojedzie również z pracy. To nie
    ma związku z Waszym małżeństwem. Jeśli to zrozumiesz - problem
    zniknie.

    Do Oxfordu oczywiście jedź, ale pod warunkiem, że Was stać, bo
    jednak to, że on pojedzie w egzotyczną podróż nie obciązy finansowo
    Waszej rodziny, a Twój wyjazd przeciwnie.
    --
    Niektórzy szczycą się tym, że mówią to, co myślą nie wiedząc o tym,
    że... nie myślą
  • woman-in-love 28.05.08, 18:44
    jedyna sytuacja, gdzie obecnośc żony/męża jest niezbyt fortunna, to
    zjazdy szkolne, lub wieczory męskie ew. babskie sabaty. Wycieczka do
    raju bez zony to coś beznadziejnie chamskiego ze strony fundatora.
    Mąż nie powienien z tego korzystać. Popieram osobę, która w ogóle
    wątpi w "wygraną". Ja tez wątpię. Wszytko to śmierdzi pod wiatr.
  • malabju 28.05.08, 20:37
    po odpowiedziach emamy można podzielić na dwie grupy
    1. węszące podstęp i podejrzewające zdradę jak tylko męża zostawią na dłuższą
    chwilę z dala od siebie / uważające że po ślubie to tylko wszystko razem bo
    przecież jest się mężem i żoną
    2. mające zaufanie do drugiej strony, dla których rozstania wzmacniające związek

    sama zadecyduj, do której grupy siebie zaliczasz..
  • woman-in-love 28.05.08, 22:27
    nie wszystko, co na emamie jest takie genialne. Są jeszcze inne odcienie.
  • metamorphosis4 28.05.08, 23:06
    woman-in-love napisała:

    > jedyna sytuacja, gdzie obecnośc żony/męża jest niezbyt fortunna,
    to
    > zjazdy szkolne, lub wieczory męskie ew. babskie sabaty. Wycieczka
    do
    > raju bez zony to coś beznadziejnie chamskiego ze strony fundatora.
    > Mąż nie powienien z tego korzystać. Popieram osobę, która w ogóle
    > wątpi w "wygraną". Ja tez wątpię. Wszytko to śmierdzi pod wiatr.

    Absolutnie nie śmierdzi (szczególnie, że jak pisze autorka sprawa
    jest całkowicie pewna i potwierdzona na www). W mojej firmie w
    ubiegłym roku byl taki wyjazd na Kubę, a w tym do dowolnie wybranego
    kraju w ramach określonej kwoty. Wszystkie te nagrody dotycza
    wyłącznie pracowników bez osób towarzyszących. Nawet by mi do glowy
    nie przyszlo zabierac męża, a mój mąż na pewno by mi żadnych scen
    nie robił, tylko cieszył się, że mam taka możliwość i sobie
    skorzystam za darmo z atrakcji, na które sami nie możemy sobie
    pozwolić.
    Przestańcie nakręcać bez sensu dziewczynę.
    Trzeba na łeb upaść, żeby rezygnowac z jedynej byc moze w życiu
    możliwości wyjazdu w takie fajne miejsce. Znienawidziłabym malżonka,
    gdyby zażądał czegos takiego ode mnie.
    --
    Niektórzy szczycą się tym, że mówią to, co myślą nie wiedząc o tym,
    że... nie myślą
  • haute.savoie 29.05.08, 10:05
    Dzięki za ten post. Przekonałaś mnie ostatecznie że nie powinnam być
    wredną babą...
  • zoskaanka 28.05.08, 23:15
    woman-in-love napisała:

    > jedyna sytuacja, gdzie obecnośc żony/męża jest niezbyt fortunna, to
    > zjazdy szkolne, lub wieczory męskie ew. babskie sabaty. Wycieczka do
    > raju bez zony to coś beznadziejnie chamskiego ze strony fundatora.
    > Mąż nie powienien z tego korzystać. Popieram osobę, która w ogóle
    > wątpi w "wygraną". Ja tez wątpię. Wszytko to śmierdzi pod wiatr.

    o jesssooooo (nie wytrzymałam!!!!) co za obrzydliwa zawiść i bezkresna
    głupota... ciężko mi uwierzyć, ale najwyraźniej baby potrafią być tak pierd...nięte
    --
    Ares
  • molla7 29.05.08, 01:27
    z małżeństwem jak z masłem, odrobina chlodu mu nie zaszkodzi...
    absolutnie nie lecieć za nim: wypuść wariata niech sobie polata, absolutnie nie wspominac o żalu, zyczyc dobrej zabawy i wypoczynku.
    samej sprzedac dzieci dziadkom i udać się w ulubione, dostepne na miare mozliwości miejsce, zafundowac sobie osobista atrakcję lub luksus.
    --
    jak już grzeszyć to ordynkiem: myślą, mową i uczynkiem
  • kosma981 29.05.08, 21:19
    woman-in-love napisała:

    > jedyna sytuacja, gdzie obecnośc żony/męża jest niezbyt fortunna,
    to
    > zjazdy szkolne, lub wieczory męskie ew. babskie sabaty. Wycieczka
    do
    > raju bez zony to coś beznadziejnie chamskiego ze strony fundatora.
    > Mąż nie powienien z tego korzystać. Popieram osobę, która w ogóle
    > wątpi w "wygraną". Ja tez wątpię. Wszytko to śmierdzi pod wiatr.

    Taki włąśnie wyjazd też zawiera się w w tej kategorii , gdzie
    obecność współmałżonka jest niefortunna.
    Mój mąż w czasie takich wygranych wyjazdów był dalej w pracy, bo
    jednocześnie z pracownikami wyjeżdżali przedstawiciele firm z
    którymi jego firma współpracowała. Ja to traktowałam jak kolejną
    delegację tylko w bardziej egzotycznych okolicznościach
    przyrody.
  • luzmaryja 28.05.08, 22:49
    Do wszystkich wątpiących w wygraną, uwierzcie, że to norma w
    koncernach tzw. spożywczych, że robią te beznadziejne konkursy aby
    podkręcić handlowców i faktycznie są to wycieczki jednoosobowe
    oczywiście można zapłacić za drugą osobę i tyle. Nie ma nic dziwnego
    w wygranej i w tym, że on się cieszy. Każdy by się cieszył z
    wycieczki w fajnym gronie.
    Najgorsze co mogłabyś zrobić, to branie kredytu i pakowanie się tam,
    gdzie nie jesteś mile widziana. Po jego powrocie zorganizuj sobie
    tańszy wyjazd z kumpelami chociażby na weekend, nie będzie to
    Dominikana ale zawsze odpoczniesz a tatuś zajmie się dziećmi (w
    końcu wypoczęty będzie wink. Nie argumentuj tego jako: Ty pojedziesz
    to ja też, tylko: Ja też chciałabym odpocząć (co jest pewnie zgodne
    z prawdą), wiem, że wolałabyś pewnie jechać z nim ale ja bym
    pojechała sama a na kolejny jakiś weekend czy urlop razem.
  • sobotkowa 29.05.08, 09:47
    Ne rozumiem właśnie, dlaczego dziewczyny wątpią w taką nagrodę!
    Jak już pisałam u mnie w firmie (bank) takie nagrody w postaci
    wycieczek są raz w roku dla najlepszych pracowaników w Polsce....a
    czasem nawet inne konkursy kilka razy w roku. W poprzednim była
    wycieczka do Islandi, w tym roku na Borneo. Dwa lata temu ja
    skorzystałam z takiej nagrody i wyjazdu do Egiptusmile
    --
    www.sobotkowa.bobasy.pl/
  • loola_kr 29.05.08, 11:51
    ja powiem tak:
    bardzo nie chciałbym, żeby mąż jechał sam, jeszcze bardziej, żeby
    się z tego cieszył ale na pewno nie pojechałabym z nim i kolegami z
    pracy (gdyby inni byli bez żon) bo to byłoby szarpanie czasu i nudy.

    Od razu po powrocie na pewno nigdzie nie wyjechałbym, żeby
    się "nacieszyć" mężem wink a czy wyjazd z nim czy z przyjaciółką to
    uzależniłabym raczej od kondycji małżeństwa.
  • nurit 29.05.08, 21:41
    Haute,
    ciesze sie, ze podjelas decyzje. mnie sie wydaje, ze problem nie lezy w tym, czy
    powinnas jechac, czy tez moze zabronic mezowi, tylko w atmosferze, jaka wokol
    tego jest.
    bo fakty sa takie: jest to ewidentnie impreza typu nagroda-integracja, jedzie
    kilkanascie osob z pracy i nie ma tu miejsca na partnerow zyciowych. Tyle, ze
    oprocz faktow sa tez emocje. czy ty powiedzialas mezowi, jak sie z tym czujesz?
    moze on tego nie wie?
    Bo dla mnie to byloby najwazniejsze - to, jak maz reaguje na to, ze ja mu mowie,
    ze, kurcze, glupio mi sie przyznac, ale smutno mi, ze on pojedzie beze mnie na
    takie fajne wakacje (choc inna rzecz, ze nie myslalabym o tym w kategoriach
    fajnych wakacji, to poniekad przedluzenei pracy). moze tobie jest tak przykro
    wlasnei dlatego, ze brak ci empatii z jego strony, czy cos? to zawsze lepiej, bo
    o tym latwiej pogadac.
    a swoja droga uazam, ze kultura korporacyjna na prawde szkodzi zwiazkom. kto
    wpada na pomysl nagrodzenia pracownika tygodniowym superatrakcyjnym wyjazdem
    zagranicznym bez partnera?! w zeszlym roku moja firma zrobila doroczny bal dla
    pracownikow, gdzie obowiazywaly jednososobowe zaproszenia. po bojkocie i
    otwartej krytyce w tym roku przychodzi sie w towarzystwie. moze za rok,
    haute, maz wygra podwojna wycieczke?
    i tego ci zycze. oj, rozpisalam sie...
  • woman-in-love 29.05.08, 21:49
    dobre okreslenie - to podkopywanie związków. Po co komu prywatna integracja na
    Dominikanie??? Firma ma wykonywać swoje zadania i już. Mieszanie zycia
    prywatnego i słuzbowego w takim wydaniu jest nie do przyjęcia.
  • papryczka_ag 30.05.08, 14:28
    Hm... my jakos w firmie zauważamy że integracyjne wyjazdy nam służą.
    I nie zauważyłam żeby jakikolwiek wyjazd tego typu zrujnował mi
    związek i o ile mi wiadomo inni tez takich problemów nie mają.
    Tylko kobiety które nie mają zaufania do swoich facetów moga tak
    mówić. Ale to jest ich problem a nie firmy która chce nagrodzic
    pracownika.
    Dla mnie szczególnie żenujące jest oplatanie chłopa z całej siły i
    czasem dziwie się że niektórzy do kibla mogą sami chodzić. Nie boją
    się te laski że oni tam... no wiecie?
    Głupota.
    --
    Niczego nie żujemy w borach
  • pestkaa2 30.05.08, 17:22
    hmm...gratuluję takiego sukcesu w firmie i w małżeństwie.
    Niestety,takie wyjazdy podkopują małżeństwa,oj sporo widzę i słyszę sad(
    Ale nie tylko facet,kobiety też są nie w porządku(delikatnie pisząc)owszem to
    nie reguła ale większość niestety.A takie wycieczki,rodzinne czy nie,są po to by
    sobie pracownika przywiązać jak pieska.
  • onnanohito 31.05.08, 00:38
    Jak to wszystko napisać krótko?
    1/ dlaczego - jak któraś z Was napisała - nie można się cieszyć z
    pojedynczego wyjazdu? dlaczego to świństw???? raz do roku wyjeżdżamy
    sama z przyjaciółką na wakacje - i uważam, że to jest świetny
    pomysł ...
    2/ pomysł jechania za mężem bez uprzedzenia ... cóż - gdyby za mną
    tak ktoś pojechał (o to ze wspólnej kasy) to od razu mógłby tam
    zostać na stałe, bo do domu nie miałby po co wracać - ale na
    szczęście ten pomysł upadł smile))
    3/ najbardziej i tak zszokowały mnie tu wątpiące i węszące
    podstęp ... ludzie - w mojej firmie są non stop takie wyjazdy - i
    tam się jest wciąż w pracy ....
    4/ a czy jak mąż/żona jeżdżą w super egzotyczne miejsca w delegacje -
    to na to też się wkurzacie i zazdrościcie???
    5/ ja byłabym dumna z mojego męża, że jest jednym z najlepszych
    pracowników w firmie i cieszyłabym się, że spotyka go coś
    fantastycznego
    to tyle
  • agawa70 31.05.08, 02:34
    Zgadzam się. Firma powinna dbać o to by pracownik został nagrodzony,
    doceniony, integrował się z firmą i współpracownikami ale by
    jednocześnie nie "zawalał" przez to życia rodzinnego, osobistego.
    Jaki to zysk dla firmy jak po takim wyjeździe niektórzy pracownicy
    mają problemy w związkach i chodzą nerwowi, zestresowani itd bo jak
    same widzimy - podejrzeń w takich sytuacjach nie sposób uniknąć -
    zresztą nie żyjemy na księżycu - słyszy się różne rzeczy na temat
    takich wyjazdów... więc co tu się dziwić.
    Ze strony organizatorów takich wyjazdów jest to
    duże "niedopatrzenie" ze względu na to że nie biorą pod uwagę
    późniejszych ewentualnych zgrzytów w życiu prywatnym pracownika.
    Rozumiem że wyjazdy integracyjne są potrzebne - ale w parze z nimi
    powinny iść wyjazdy integracyjne rodzinne! Człowiek nie żyje
    przeciez samą pracą!
    Dbanie o pracownika i olewanie ich najbliższych jest straszną obłudą.
  • zoskaanka 31.05.08, 08:11
    Ale te zgrzyty w małżeństwie są przez to, że głupie żony zazdroszczą, węszą
    podstęp, nie ufają, kombinują, obrażają się i w ogóle robią z tego wielką aferę,
    a nie przez to, że firma w taki a nie inny sposób dba i nagradza pracownika.
    --
    Ares
  • woman-in-love 31.05.08, 11:03
    żony nie "zazdroszczą" ani "węszą", tylko podczas, kiedy szczęśliwy
    sorzedawca produktu firmy spija drinki i hula - one siedzą z
    dziećmi, pilnują spraw domowych i są podwójnie obciążone WSPÓLNYMI
    obowiazkami. Wiele widzimy, co się dzieje na takiej wycieczce - na
    ogół burdel. Więc, pan mąż mysląc wyłącznie o swojej przyjemności -
    bawi się kosztem zony. A te osoby, które tak popieraja kulturę
    korporacyjna maja prawdopodobnoe inny punkt widzenia. Może własnie
    licza na to, że zapolują na zywca?
  • woman-in-love 31.05.08, 11:10
    wyrywanie z domu męża od zony i ojca od dzieci. Zwykłe rozbijactwo,
    cynizm i łapanie "haka" na faceta. Bo, jak się skusi na nielegalne
    bzykanie - musi być grzeczny. Stare jak świat.
  • sobotkowa 31.05.08, 11:43
    Jak czytam powyższe posty....burdel, bzykanie na wyjazdach, to robi
    mi się niedobrze i czuję, że obrażacie nie tylko mnie ale inne
    dziewczyny, które zaberają tu głos!!!Piszą to chyba te laski, które
    mierzą swoją miarą ludzi i nigdy na tego typu wyjazdach nie byly.
    Pracuję od 10 lat w firmie, gdzie na podobne wyjazdy miałam okazje
    wyjeżdżać, szkolenia, delegacje i nigdy nie zaobserwowałam czegoś
    takiego jak burdel czy kombnowanie jak tu się "bzyknąć - któraś z
    Was tak napisała" na boku. NIe rozumiem nawet jak może się podobać
    kolega z pracy z którym się zna ileś tam lat, przecież to prawie
    kazirodztwo. Raczej to są relacje przyjacielskie, koleżeńskie...

    Jeśli będzie Cię facet chciał zdradzić, to zrobi to o wiele
    wcześniej, nie będzie czekał na taki wyjazd. A skąd wiecie co Wasi
    mężowie robią w pracy...może wcale nie pracują, tylko romansują poza
    firmą. Jeśli wszędzie węszy się zdradę, to sami pomożecie mężowi,
    żeby tak się stało.
    To tyle...jestem zniesmaczona niektorymi wypowiedziami.
    --
    www.sobotkowa.bobasy.pl/
  • loola_kr 05.06.08, 11:57
    woman-in-love napisała:

    > wyrywanie z domu męża od zony i ojca od dzieci. Zwykłe
    rozbijactwo,
    > cynizm i łapanie "haka" na faceta. Bo, jak się skusi na nielegalne
    > bzykanie - musi być grzeczny. Stare jak świat.

    Nie wiem czy to tak do końca działa i we wszystkich firmach.
    Krążyły kiedyś zdięcia z imprezy integracyjnej pewnego banku i jedna
    para się dość mocno i publicznie integrowała (oboje żonaci/mężaci z
    dziećmi) i stracli pracę...

    --
    Martusia Marcelek
    WESOŁE MAMUŚKI Dzieci Rocznik 2000
  • woman-in-love 06.06.08, 19:44
    błąd ich polegał na tym, że nie należało tego robić PUBLICZNIE zeby nie psuć
    WIZERUNKU FIRMY. Poza tym, nie ma problemu ( z punktu widzenia korporacji)
  • agawa70 31.05.08, 16:12
    Ja nie mówię że zgrzyty są przez to - mówię że się przyczyniają,
    pogłębiają ewentualną już istniejącą trudną sytuację. Tak jak i w
    tym przypadku - dziewczyna mówi że coś się nie układa - a tu jeszcze
    ten wyjazd. W małżeństwach zwłaszcza młodych stażem różnie bywa w
    okresie docierania się a takie wyjazdy które sieją cień wątpliwości
    nie są dobre w tym czasie i napewno nie służą naprawie sytuacji -
    wprost przeciwnie.
    A pracodawca chyba nie bierze pod uwagę tego że pracownik mając
    trudną sytuację rodzinną nie będzie dobrym pracownikiem... albo mu
    to wisi - na miejsce gościa z problemami ma kolejkę chętnych.
  • insomnia31 31.05.08, 18:16
    punkt widzenia zależy od punktu siedzenia..w korporacji czy w domu,
    ew. małej firmie, którą nie stać na podobne nagradzaniabig_grin
    wobec tego, zawsze będą 2 grupy - kobiety, które nie widzą problemu
    w wyjezdzie mężów (i jeszcze bardziej swoimsmile oraz te wściekające
    się, bo nie mają takiej możliwości.
    pozdrawiam obie grupytongue_out

    ale odnośnie "kazirodztwa" i "czysto koleżeńskich" stosunków, to
    pojechałyście po bandziebig_grin. laski flirtują, jest wesoło, wszyscy się
    dobrze bawią, więc, bez jaj i ogłupiania innych.

    co do meritum: uszczęśliwianie męża swoją obecnością nie wchodzi
    moim skromnym zdaniem w rachubę, jeśli Ot, usatysfakcjonuje Cię
    poźniejszy wyjazd do Oxfordu, to jedź smiało, tylko nie rób tego "w
    ramach rewanżu" czy cuś. po prostu spraw sobie przyjemność.

    ps z tego co wiem, tygodniowy kurs w Oxfordzie nie będzie tańszy
    (lub nie o wiele tańszy) od wyjazdu na Dominikanę (?)
  • haute.savoie 31.05.08, 19:30
    Tygodniowy pobyt w Oksfordzie: kurs 227 funtów + znalezienie stancji
    40 funtów + stancja z wyżywieniem 125 funtów = 392 funty x 4,03 zł =
    1580 zł + ok. 400 zł bilet w obie strony
    www.oxfordohc.co.uk/courses_fees.html#general
    Dominikana w tym przypadku 5300 zł, ale znalazłam też oferty last
    minute za 555 EURO (wylot z Niemiec)
  • insomnia31 31.05.08, 20:04
    no to wal śmiałosmile
    a później na Dominikanęsmile może wtedy z mężem?
  • popirna 07.06.08, 11:17
    Sądzę, że masz rację i że firma fundująca taką imprezę mężowi jest nie OK.
    Wyjazd to miłe chwile, luz, oderwanie, może wiewczór romantyczny, koleżanki bądź z pracy bądź spotkane na miejscu, koleżanki inne niż żona, dołóżmy do tego alkohol i nie oszukujmy, trudno byłoby za samego siebie ręczyć w takiej sytuacji a mężczyźnie jest chyba jeszcze trudniej...
    Nie ma sensu wystawiać małżeństwa na takie próby, bo którejś z nich
    nie przetrzyma. Sądzę, że mój mąż nie chciałby z powyższych powodów jechać na taki wyjazd sam. Twoje obawy są jak najbardziej uzasadnione i ja w tym żadnej zawiści nie widzę, tylko elementarny rozsądek.
    A jak chłop się na chwilę "zapomni", o co w takiej sytuacji łatwo? A co, jeśli owoce tego "zapomnienia" na zawsze zmienią wasze życie? To wszystko są realne zagrożenia, zwłaszcza, jeśli w Waszym małżeństwie nie jest najłatwiej. Wiadomo że w każdym małżeństwie są problemy, które trzeba pokonywać, wiadomo też że niektórym osobom łatwiej jest zamiast walczyć z problemami uciec od nich, choćby w inne objęcia.
    Uważam, że stanowicie teraz jedną rodzinę i pracodawca postępuje nieuczciwie nagradzając połowę tej rodziny i powodując odśrodkowe tendencje. Chyba próbowałabym przekonać o tym męża, może jednak ma możliwość zabrania żony na koszt pracodawcy? Może wspólna rozmowa z pracodawcą spowodowałaby zmianę decyzji i pracodawca zgodziłby się na sfinansowanie wyjazdu drugiej połówki. Jeśli nie, to nie masz innego wyjścia, jak przetrzymać tę sytuację ale potem na Twoim miejscu starałabym się wpłynąć na zmianę miejsca pracy męża. W końcu ważniejsza jest rodzina i jej trwałość niż nawet niższy poziom dochodów ale bez Dominikany z koleżankami z pracy.
  • pavvka 09.06.08, 08:10
    Do forumowiczek uważających, że jak się męża tylko spuści z oczu, to
    zaraz się puści, powiem tak: są dwie możliwości. Albo macie rację co
    do swoich mężów, a w takim razie lepiej takiego od razu zostawić, bo
    i tak nie upilnujecie 24 godziny na dobę - jak będzie chciał
    pobzykać na boku, to da radę. Albo nie macie racji, i w takim
    przypadku radziłbym jemu zwiewać jak najszybciej zanim go żona
    wykończy obsesyjną podejrzliwością. Tak czy inaczej - małżeństwo bez
    zaufania nie ma sensu.
    --
    Dzisiaj w miasteczku kobiety, które malują dłonie henną, są
    poniżane, a ludzie wstydzą się używać takich słów jak "wdzianko".
    Wszystkiemu winne są zawieszone w kawiarniach telewizory, autobusy i
    ten twój listonosz, który przynosi wieści z Ameryki.
  • olivka252 09.06.08, 21:17
    Witam! Moze nie uwierzysz ale od dziś jestem w ..tej samej sytuacji.
    Mój chłopak dziś w południe wysłał mi sms-a że wyjeżdża z kolegami
    na tydzień na mazury.Wcześniej mówił oczywiście że wyjeżdżał z
    kolagami ale odkąd jesteśmy ze sobą nigdy te "męskie wyjazdy" nie
    dochodziły do skutku. Powiem tak ufam mu, ale on ma świadomość że
    gdyby mnie zdradziłto zerwałabym zareczyny od razu. Więc mu ufam,
    ale przy pierwszej lepszej propozycji wyzajdu z koleżankami czy
    znajomymi nie odmówie na pewno i też sobie wyjadę i syłacze
    komórkęsmile Tobie radzę to samo.Też masz prawo odpocząć bez męża. Moze
    masz znajomych których dawno nie odwiedzałaś moze zrób im
    niespodziankę i wybierz sie do nich na weekend z dzieckiem...
  • popirna 10.06.08, 13:57
    Pavvka - chyba nic nie rozumiesz. To nie jest o zaufaniu ale o nieuczciwości pracodawcy, który chcąc wycisnąć srzedawcę jak cytrynę funduje mu wyjazd na Dominikanę. Pewnie pracodawca z góry przewiduje, że między "nagrodzonymi" zacznie iskrzyć, a oni wtedy zamiast biec po pracy do domu, będą mu we wdoje nakręcać sprzedaż, do momentu oczywiście, kiedy ich oboje nie wyrzuci. Ale innym młodym pracownikom płci obojga zafunduje zakrapiany alkoholem wyjazd na Cypr.

    To nie jest OK, niezależnie od zaufania czy braku zaufania. Jak chłop ma rodzinę i chce się go naprawdę nagrodzić, a nie paprać mu życie, to się mu funduje wyjazd z rodziną (żoną i dziećmi) a nie z koleżanką.
  • bystra_26 10.06.08, 14:45
    Ten "krwiopijczy" pracodawca daje Twojemy mężowi pracę i możliwość
    godziwego zarobku. Tu przynajmniej nie ma niskiej stałęj pensji, ale
    możliwość zarobienia więcej, jak się człowiek bardziej stara!
    Sprzedaż to jest ciężka działka i żeby szła potrzebne są takie
    ekstra motywatory - właśnie wyjazd bez rodziny, po to by odpocząć na
    maksa, a nie wynieś śmieci, zawieź mnie tam, w ten weekend sprzątamy
    strych, pogadaj z synem, bo znów pałę z matmy przyniósł........

    Jestem kobietą, ale czasami jak na zbawienie czekam na taką okazję
    (bez naciągania domowego budżetu), by się wyrwać od codzienności, by
    nie musić się o nic martwić (obiad, pranie, gotowanie,
    sprzatanie...) i gdzie nikt od Ciebie nikt nie chce - możesz sie do
    woli wyspać, wyimprezować, najeść smakołyków, które ktoś zrobił,
    leżeć na plazy i myśleć o niebieskich migdałach...

    Naprawdę dla psychiki taka możliwość wyjazu na tydzień jest
    zbawienna.

    Co do momentu...
    Pracodawca ustala termin imprezy bez korelacji z jakością waszego
    małżeństwa. Poza tym nie wierzę, że istniejące problemy zaczęły się
    tydzień przed informacją o wyjeździe... Znaczy się, spychałyście
    śmieci pod dywan, najprawdopodobniej myśląc, że się same rozwiążą.
    Niestety, to złudna... Jakbyście za reformę w małżeństwie zabrali
    się przy pierwszych symptomach, to na wieść o tym wyjeździe nie
    snułabyś wizji zdrady itp.

    Na koniec - nawet najlepszy małżonek i rodzic ma czasami chęć
    odpocząć od rodziny, pobyć samemu i mieć czas dla siebie. Jak się
    zdarza taka okazja, a zdarza się nieczęsto, trzeba z niej
    skorzystać, a rodzina powinna to zrozumieć.
  • bystra_26 10.06.08, 14:48
    Nic prostszego - znaleźć mężowi inną pracę, skoro obecny pracodawca
    jest tak okropny.

    To może być jednak trudny orzecz do zgryzienia, jeśli macie kredyt
    na masymalnie wyśrubowaną zdolność kredytową, nie chcecie
    zrezygnować z obecnego standardu życia, mąż uwielbia sprzedawać albo
    w żadnej innej pracy się nie widzi.
  • ola_pozytywna 10.06.08, 18:15
    Pracodawca odpisuje sobie koszt takiej imprezy od podatku
    jako "szkolenie" (takie jest prawo), z tego powodu odpada wyjazd dla
    rodzin. Nie trzeba się tu zaraz doszukiwać drugiego dna i jakichś
    niecnych intencji pracodawcy.

    Autorka wątku pisze wyraźnie o problemach w swoim małzeństwie.
    Należałoby się zastanowić nad pilnym podjęciem terapii małżeńskiej.
    Są ośrodki, które taką pomoc oferują bezpłatnie (np.przykościelne).
    Autorka może czas nieobecnosci męża wykorzystać na zorientowanie się
    w sytuacji. Jest szansa, ze małżonek po swoim urlopie chętniej
    podejmie temat. Ale przde wszytkim trzeba rozmawiac, a nie chować
    głowę w piach licząc, że "jakoś to będzie".

  • pavvka 11.06.08, 09:09
    Bzdura. Pracodawcy nie opłaca się wywoływać kryzysów małżeńskich u
    pracowników - to się na pewno nie przekłada na lepszą pracę. To po
    pierwsze. A po drugie, jeśli mąż chce poromansować z koleżanką z
    pracy, to naprawdę niepotrzebna mu do tego będzie Dominikana. A jak
    chęci nie ma, to i Dominikana nie zadziała.
    --
    Dzisiaj w miasteczku kobiety, które malują dłonie henną, są
    poniżane, a ludzie wstydzą się używać takich słów jak "wdzianko".
    Wszystkiemu winne są zawieszone w kawiarniach telewizory, autobusy i
    ten twój listonosz, który przynosi wieści z Ameryki.
  • czarna.ad 11.06.08, 09:53
    Czasem dobrze się rozstać na trochę, odświeżyć związek. Jeżeli nie
    układa się do końca idealnie to szczególnie dobre bo można spojrzeć
    z dystansu na sprawę i albo doceni związek albo podejmie poważne
    kroki a lepiej wcześniej niż odwlekać aż się zestarzejecie i nie
    będzie już szansy na poukładanie zycia na nowo. Mój mąż parę razy
    wyjeżdżał na samotne wakacje i wracał stęskniony.
  • haute.savoie 11.06.08, 12:26
    To prawda. Mąż wyjechał wczoraj, a ja postanowiłam ten czas
    poświęcić domowi i dzieciom. Zaplanowałam już sprzątanie szaf,
    wymianę firanek , nawet mały remoncik w łaziencie. Chcę sprawdzić
    jak daję sobie radę bez niego. Od dłuższego czasu "motam się" w tym
    małżeństwie, gdzie właściwie każde z nas żyje własnym życiem. Do tej
    pory jeszcze łączyły nas jakieś wspólne wyjazdy weekendowe,
    wakacyjne. A teraz mam wrażenie nadszedł jakiś moment przełomowy:
    wóz albo przewóz. Może ten jego wyjazd pomoże podjąć tą trudną
    decyzję o rozstaniu, a może odwrotnie - stwierdzę że mi go
    brakuje... Choć muszę przyznać że jego postawa w sprawie tego
    wyjazdu była dla mnie w pewnym sensie szokiem i zimnym prysznicem.
    Bo z czasem okazało się że kilka osób zabiera osoby towarzyszące, że
    moża było dokupić wycieczkę last minute za połowę ceny... On
    tymczasem wprost mi powiedział, że mnie tam nie chce. Smutne.
  • f.l.y 11.06.08, 13:05
    smutne...to fakt....

    nie dzwoń tylko czasem do niego przez cały czas jego pobytu tam...

    niech się sam stęskni albo zainteresuje co w domu, u Ciebie i
    dzieci..a może i się nie zainteresuje.. trudno...

    będzie jak ma być....

    wszystkiego dobrego dla Ciebie Haute.savoie


    --
    ..tutam..
  • popirna 11.06.08, 21:08
    Klarissima,

    rozumiem Twoje rozgoryczenie. Mam za soba potężny zakręt w życiorysie. Udało mi się po nim wyjść na prostą ale znam wiele, bardzo wiele osób, którym się nie udało... Dlatego też wiem, jak łatwo jest wszystko popsuć, a jak trudno się cokolwiek buduje. Trzymam za Ciebie kciuki. I proszę Cię, zanim załamiesz ręce - powalcz o zmianę pracy męża.

    Aha i wejdź na przykład na forum "macochy", tam zobaczysz real "rekonstruowanych rodzin". Nie warto czegoś takiego fundować ani sobie, ani dzieciom, ani nawet mężowi. Jeśli on w tym momencie tego nie rozumie, myśl za niego, bo potem może się okazać za późno.
  • popirna 11.06.08, 21:10
    Przepraszam, pomyliłam nicki. Reszta zostaje.
  • czarna.ad 12.06.08, 14:18
    Bądż dobrej myśli, niech sobie chłop odpocznie a Ty skorzystaj z
    czasu i zafunduj sobie maseczkę na każdy dzień, wmasuj kilo żelu
    antycelulitowego, maska na włosy i czekaj piekna i odswieżona.
  • asiok1 12.06.08, 15:48
    Kochana mój był w Egipcie przez tydzień - służbowo musze dodać,
    wszystko ok. Zdjecia po powrocie, super, teraz kombinuje jak by tu
    razem bez dzieci w październiku tam polecieć, niestety marne szanse
    bo dzieci maluchne 2 lata synek i 8 lat córka, a do grecji juz
    wcześniej zaliczke wpłcilismy. Ale nie obawiaj sie, jeżeli wróci
    steskniony to super, odpoczniecie od siebie - to dobrze robi...
    wierz mismile)
  • katarzyna4511 12.06.08, 16:05
    Tak sobie czytam i czytam i nasunęło mi się kilka refleksji. O
    kwestii zaufania w jakimkolwiek związku nie ma co dyskutować - albo
    jest, albo nie i wtedy trzeba się dobrze zastanowić (czasem nawet z
    terapeutą), co powoduje jego brak...
    Druga sprawa - przeczytałam conajmniej kilka postów (jeśli nie
    więcej), że się chłopu należy, bo się narobił, a szanowna żona niech
    się przymknie i cieszy, że małżonek taki pracowity (to skrót
    myślowy, ale z grubsza o to chodziło). Otóż zawsze miałam wrażenie,
    że na sukcesy, także zawodowe, pracuje się w związku wspólnie,
    zwłaszcza wtedy, kiedy żona nie pracuje zawodowo, ale nie tylko. Nie
    wyobrażam sobie i (o dziwo! zwłaszcza dla niektórych) także mój
    małżonek nie rozumie, dlaczego sukcesy świętować oddzielnie, skoro
    to nasza wspólna radość. A z tego wyłania się następny problem -
    kultura pracy w Polsce. Dobry pracodawca w nagrodę powinien
    ufundować wycieczkę dla rodziny, skoro taką pracownik posiada. I
    tyle w tym temacie.
    A jeśli chodzi o wspólne wyjazdy i spędzanie czasu - może jesteśmy
    jacyś dziwni, ale skoro tyle czasu spędzamy bez siebie w pracy
    (oboje pracujemy zawodowo), to bardzo nas cieszy każdy nas wspólny
    wyjazd (zawsze z dzieckiem). I czasem nawet niektóre wyjazdy
    zawodowe małżonka z jego inicjatywy (sic!) zamieniamy na wspólne
    zawodowo- (dla niego) rozrywkowe (dla reszty rodziny). I jakoś nigdy
    nie czuliśmy potrzeby wyjeżdżania osobno, żeby "odpocząć od siebie".
    Jakoś szkoda nam marnować czasu, bo przecież nie wiemy, ile nam go
    dano. Ale pewnie jacyś nienormalni jesteśmy. A poza tym małżeństwem
    jesteśmy (bynajmniej nie idealnym, o nie smile) dopiero 12 lat...
    pozdrawiam!
  • pavvka 12.06.08, 18:02
    katarzyna4511 napisała:

    > Dobry pracodawca w nagrodę powinien
    > ufundować wycieczkę dla rodziny, skoro taką pracownik posiada. I
    > tyle w tym temacie.

    Ja uważam odwrotnie - życie prywatne pracownika powinno pozostawać
    poza obszarem zainteresowania pracodawcy. Układ pracy jest zawierany
    między firmą a pracownikiem, nie całą jego rodziną. I w ogóle
    dlaczego single mają dostawać nagrodę o połowę mniejszą?

    > A jeśli chodzi o wspólne wyjazdy i spędzanie czasu - może jesteśmy
    > jacyś dziwni, ale skoro tyle czasu spędzamy bez siebie w pracy
    > (oboje pracujemy zawodowo), to bardzo nas cieszy każdy nas wspólny
    > wyjazd (zawsze z dzieckiem). I czasem nawet niektóre wyjazdy
    > zawodowe małżonka z jego inicjatywy (sic!) zamieniamy na wspólne
    > zawodowo- (dla niego) rozrywkowe (dla reszty rodziny). I jakoś
    nigdy
    > nie czuliśmy potrzeby wyjeżdżania osobno, żeby "odpocząć od
    siebie".
    > Jakoś szkoda nam marnować czasu, bo przecież nie wiemy, ile nam go
    > dano. Ale pewnie jacyś nienormalni jesteśmy.

    Ja nie twierdzę, że to nienormalne, i chyba nikt tutaj tak nie
    twierdził. Po prostu przyjmij do wiadomości, że niektórzy mają
    inaczej niż Ty. Wśród małżeństw z długim stażem (tak ze 3 razy
    dłuższym od Twojego) spotkałem się i z przypadkami papużek-
    nierozłączek i z takimi, którzy mówią, że czasem muszą od siebie
    odpocząć. Nie ma reguły.
    --
    Dzisiaj w miasteczku kobiety, które malują dłonie henną, są
    poniżane, a ludzie wstydzą się używać takich słów jak "wdzianko".
    Wszystkiemu winne są zawieszone w kawiarniach telewizory, autobusy i
    ten twój listonosz, który przynosi wieści z Ameryki.
  • katarzyna4511 12.06.08, 21:59
    Nie twierdzę, że nasz sposób na życie jest jedyny i najlepszy, więc możesz sobie
    darować belferski ton. To po prostu moje refleksje. Ja po prostu nieustannie
    dziwię się, kiedy dostrzegam egocentryczne podejście do rzeczywistości. I tyle.
  • woman-in-love 14.06.08, 18:52
    No właśnie, taki wyjazd to ingerencja w prywatność: zajęcie czasu prywatnego na
    służbową "integrację"! Gdyby zona z ochotą przyjęła zapowiedz kilku nie
    "wolnego" od męża - w porządku, ale tak nie jest.
  • pavvka 16.06.08, 10:12
    woman-in-love napisała:

    > No właśnie, taki wyjazd to ingerencja w prywatność: zajęcie czasu
    prywatnego na
    > służbową "integrację"!

    Rozumując w ten sposób, praca też jest ingerencją w prywatność. Każą
    Ci nie wiadomo czemu być cały dzień w biurze, kiedy mogłabyś być w
    domu z mężem i dziećmi.
    --
    Dzisiaj w miasteczku kobiety, które malują dłonie henną, są
    poniżane, a ludzie wstydzą się używać takich słów jak "wdzianko".
    Wszystkiemu winne są zawieszone w kawiarniach telewizory, autobusy i
    ten twój listonosz, który przynosi wieści z Ameryki.
  • piotrekgawlinski 16.06.08, 10:47
    powiem tak - z męskiej perspektywy może się to wydać ciekawe - ja bym nie
    pojechał sam bez żony bo jakoś nie potrafię samemu się cieszyć "pięknem natury",
    "okolicznościami przyrody", czy nawet architekturą - mam juz taką narracyjną
    duchowość, że non stop muszę na jakiś temat wymieniać myśl i tak dalej, samotnia
    mnie nie ciągnie,,,ale moim zdaniem trzeba czasem ludziom dać czasu i spokoju -
    choć oceniałęm to początkowo dziwnie, to sądzę, że jednak różny jest odbiór
    wewnętrzny tego typu wyjazdów, jednych to cieszy innych nie,a w przypadku
    korporacyjnego wyjazdu to primo - ani nie odpocznie, bo non stop trzeba będzie
    pić smile, ani nie za dużo czasu też nie będzie miał, bo trzeba będzie pić smile,
    mój znajomy ostatnio pojechał na coś takiego na kretę, wrócił i stwierdził że
    strata czasu, bo non stop picie, trochę plaży, jakiś skuter i znów picie. pod
    tym względem te wyjazdy to prawdziwy survival dla najlepszych - jak ktoś lubi
    taki rock'n'roll to oks, ale jak ktoś woli las, morza szum, ptaków śpiew, to nie
    polecam
  • iloneczka27 16.06.08, 22:19
    ja kiedys juz tak zrobilam i do dzis zaluje...choc to byl "tylko"
    chlopak nie maz....
    --
    Moje forum Kura domowasmile
  • haute.savoie 23.06.08, 13:06
    Witam Was kochane! Kończąc ten wątek muszę Wam powiedzieć, że mąż
    wrócił cały i zdrowy, skruszony, stęskniony i z zamiarem poprawy
    wszystkiego między nami. Stwierdził, że więcej sam nie chce
    wyjeżdżać, że był egoistą , itd. Ogólnie więc rozstania rzeczywiście
    wzmacniają związki - w naszym przypadku (przynajmniej na razie) jest
    lepiej niz przed wyjazdem. Mam nadzieję, że tak już zostanie.
    Pozdrawiam i dziękuję za wszystkie opinie / rady.
  • joanka-r 30.06.08, 16:18
    Takie zagranie ze strony mojego meza nie wchodzi w rachubę to byłoby nie do przyjecia dla mnie. Jesteśmy rodziną i wszędzie jezdzimy razem, no chyba, ze to sluzbowy wyjazd.
    Twój mąz postapił jak ostatni egoista.
    --
    Nie mam pomysłu na sygnaturkę
  • maria10344 30.06.08, 18:36
    Pracowałam do niedawna w bardzo dużej spółce giełdowej,dobrze
    prosperującej.Dwa razy w roku były tzw.obozy integracyjne 2-3 dniowe
    a to w Italii,a to w Albionie,tudzież w Hiszpanii.Jeżdzić musieli
    wszyscy,dlatego był podział na dwie tury.Uważam,że to jest
    głupie,zabiera rodzinom jednego rodzica i zakłóca stosunki
    rodzinne.Było jednak postawione jasno.Muszą jechać wszyscy.I tak
    było,mnie parę razy uratowała choroba,ale później odbywały się w
    odstępach 2 tygodniowych i siłą rzeczy zdrowiałam.Tak podobno dzieje
    się w wielu dużych firmach i jest miernikiem zgrania zespołu.Jak się
    wyłamujesz,to aut.Koleżanki zostawiały malutkie dzieci,i musialy
    jechać.Żyję trochę na tym świecie i wiem,że jak ma się coś stać to
    stanie się pod nosem,a taki wyjazd pod okiem szefostwa,jest
    bezpieczny,no chyba,że ktoś ma inne doświadczenia.
  • ivon444 07.07.08, 15:13
    Przeczytałam całość !Cieszę się bardzo i życzę duuuuużżżooo
    szczęścia w Waszym związku.
    Potraktuj to teraz ..... jako nowy etap w Waszym życiu...i nie
    wracaj już do tego co tak bolało - nie warto. Trzeba delektować
    każdą chwilę bycia razem. Tak Trzymaj ! Pozdrowienia !
    --
    Ile dobra zasiejesz - tyle ..zbierzesz !
    Carpe diem - ...przyjacielu !
    >ivonn 444
  • maria10344 30.06.08, 18:38
    Zapomniałam napisać,że dobrze zrobiłaś,że nie pojechałaś,to dało Ci
    wielką przewagę.
    Gratuluję.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka