Dodaj do ulubionych

"Naloty" teściowej

07.06.08, 22:55
Jak często macie "naloty" teściowej???
Moja odwiedza nas co 2-3 tygodnie (3 tyg. to już dla niej cała wieczność!!!), a jak przyjeżdża to siedzi od południa do wieczora. Generalnie to nic do niej nie mam, ale starsznie irytują mnie te jej za częste i za długie wizyty. Wolę ją przez telefon.
Mąż jest jedynakiem, więc dla teściowej my i nasze dzieci to cały świat - i w sumie to rozumiem, ale też chciałabym pożyć bez skrępowania we własnym domu. Rozmawiałam na ten temat z mężem, ale on twierdzi, że przecież nie może jej zabronić wizyt. Dla mnie to jest chore. Sama mam świetne stosunki z własnmi rodzicami, ale chyba do głowy by im nie przyszło żeby co chwilę do nas przyjeżdżać i tyle czasu przesiadywać.
A jak jest u Was? Może ta ja się czepiam?
Obserwuj wątek
    • agawa70 Re: "Naloty" teściowej 07.06.08, 23:44
      Co 2-3 tygodnie to nie naloty. A że posiedzi dłużej... w sumie to
      gdybym za nią nie przepadała wolałabym żeby odwiedzała nas co 2-3
      tygodnie po pół dnia niż co 2-3 dni po 15 minut... to dopiero byłyby
      naloty wink
      Myślę że przesadzasz... a to że powiedziałaś mężowi że irytują cię
      wizyty jego rodziców na pewno nie było dla niego miłe. Pomyślałaś
      jak się z tym czuł? Przecież to jego bliscy.
      Mam nadzieję że dzieciom nie dajesz odczuć że nie chcesz wizyt ich
      dziadków - rodziców ich ojca, bo taka "lekcja" z pożycia rodzinnego
      mogłaby wam kiepsko zaowocować w przyszłości...
    • babazygmunta Re: "Naloty" teściowej 08.06.08, 00:38
      Kiedyś też będziesz teściową. I to szybciej niż Ci się wydaje smile
      I też będziesz chciała pobyć w wnukami, nawet jeżeli synowa byłaby średnio miła.
      Lepiej więc przyzwyczajaj dzieci, że rodzic jest gościem mile widzianym.

      W różnych rodzinach jest różna intensywność więzi rodzinnych - to że jedni
      potrzebują częściej spotykać się z bliskimi niż inni, teoretycznie tak samo
      "bliscy", nie świadczy o natręctwie pierwszych i takcie drugich.
      Pozdrawiam
    • kavvvka Re: "Naloty" teściowej 08.06.08, 01:12
      klarissima, może pocieszę Cię trochę...

      Ja przez 2 lata pracowałam razem z teściową, mieszkamy w mieście gdzie ona pracuje, więc czasem bywa parę razy w tygodniu, jeśli się nie widzimy, nalega byśmy do nich przyjechali na weekend, buduje dom i chce abyśmy z nimi zamieszkali, chociaż mąż nie jest jedynakiem. Kiedyś mój brat zaproponował byśmy razem kupili działkę pod dom, wspomnieliśmy o tym mamie, byłoby to ok. 100 km od jej zamieszkania, zrobiła awanturę, że za daleko będziemy mieli do pracy, a to była tylko propozycja.

      Sytuacja z dzisiaj, teściowa zrobiła na mieście zakupy, musiała czekać na transport do domu, a jeszcze chciała gdzieś wyskoczyć, z mężem mieliśmy jechać do szkoły do mnie, zaproponowałam, że dam jej klucze, żeby zostawiła u nas te siaty. Wracam i dowiaduję się, że pokazywała moje mieszkanie swoim gościom, którzy do niej jechali.

      Czasami mam przesyt... nawet często. Wynika to z tego, że lubię z nią przebywać, razem gdzieś pojechać ale mama nie zna granicy, chce nas na własność, czasem tak się czuję.Mój mąż jest dzielny, pomaga mi i rozumie mnie, a ja się na wiele godzę dla niego. Dla równowagi staramy się jeździć do moich rodziców, są trochę inni i uwielbiają się z moim. Mama męża jest absorbującą osobą, zawsze dusza towarzystwa, zawsze w centrum wydarzeń. Lubię ją ale uwielbiałabym gdybyśmy się widziały raz w miesiącu smile))
      --
      pajacyk.pl/

      www.habitat.pl/domek.aspx?noban=1
    • turzyca Re: "Naloty" teściowej 08.06.08, 02:24
      To odwroc sytuacje i wy jedzcie do niej. Co drugi tydzien bedziesz miala
      gotowanie obiadu z glowy. smile A babcia na pewno ucieszy sie z wizyty wnukow. ;P


      Dla mnie taki rytm - raz na dwa, trzy tygodnie i od obiadu do kolacji - wydaje
      sie byc absolutnie normalny.
      Ale jesli Ci sie wizyty dluza to porozmawiaj z mezem i po prostu zostawiaj ich
      na jakis czas samych czy tez samych z dziecmi, zaleznie od tego co Ci bardziej
      pasuje. Mysle, ze oni chetnie pobeda we dwoje, wiec jesli zalatwisz sprawe
      dyplomatycznie, a nie pod haslem "nudzisz mnie, nie mam sily tu siedziec", to
      nikt nie bedzie czul sie obrazony, a wrecz przeciwnie wszyscy beda zadowoleni.
    • truscaveczka Re: "Naloty" teściowej 08.06.08, 06:56
      Moja teściowa w ciągu ostatniego roku była u mnie dwa razy na kawie (godzina
      max.), poza tym chętnie wpada i zabiera Dziecinkę.
      No ale że Anthea Turner to przy mojej teściówce wyciruch i brudasek, pewnie
      kobita nie może znieść niestartych okruszków z blatu czy innych takich artefaktów.
      --
      "The Linux philosophy is 'Laugh in the face of danger'. Oops. Wrong One. 'Do it
      yourself'. Yes, that's it." Linus Torvalds
      Lepszy cyc niż nic|
      Chudnąć
    • sarna73 Re: "Naloty" teściowej 08.06.08, 08:10
      też uwazam ze przesadzasz, co 2-3 tyg to nalot? i na dodatek jak
      piszesz jestescie jej jedyną rodziną. Jesli nie odpowiada ci ze
      siedzi ci na glowie, to organizuj czas tak zeby w polowie jej wizyty
      wychodzic - mąż i dzieci pobędą z Babcią a ty bedziesz miała czas
      wolny, tylko dla siebie.
      --
      Mikołaj 19/9/02; Aleksandra 17/7/06
      Jest taki kraj na południu, gdzie wyspy toną w błękitach, Gdzie Bog
      zapomniał o grudniu, I zawsze dźwięczy muzyka
    • lahi Re: "Naloty" teściowej 08.06.08, 10:00
      Moja teściowa i rodzice mieszkają daleko, widujemy się średnio 2-3
      razy w roku. Kiedy rodzice byli jeszcze młodsi odwiedzali nas raz w
      roku, ale teraz podróż dla nich jest zbyt męcząca. Teściowa jest
      młodsza i przyjeżdża do nas średnio raz na dwa lata. Jest ok, ale po
      kilku dniach jest zmęczona ciszą (mieszkamy na wsi) i z radością
      wraca do swojego miasta.
      Najbardziej dziadków brakuje dzieciom, choć to już obecnie stare
      konie. Dzwonią do nich często, ale to nie to samo co mieć babcię dla
      siebie, pograć w karty lub inną grę. Teraz coraz częściej lubią
      słuchać jak babcia i dziadek opowiadają o dawnych czasach.
      Nieraz mi smutno, bo chciałabym moim staruszkom pokazać dom , ogród.
      Czas tak szybko płynie i ani się obejrzycie ... a zostaniecie sami.
      Starsi też chcą być potrzebni. Ja moją teściową zawsze angażuję w
      gotowanie: dzieci mówią że robi najlepsze pierogi na świecie. Ona to
      lubi i naklei zawsze stosy. Nadmiar zamrażam i jak je potem jemy
      dzieci wspominają, że to od babci.
      Energię teściowej najlepiej na coś przekierować i po problemie.
      Wtedy nie będziesz narzekać, ale odczuwać wdzięczność, czego Ci
      gorąco życzę.
      • irenazu Re: "Naloty" teściowej 08.06.08, 10:27
        To jak często odwiedzają Cię Twoi rodzice?-raz na pół roku(chyba,że mieszkają
        bardzo daleko,to wtedy ok).Dla mnie kontakty z bliskimi to bardzo ważna rzecz w
        życiu i czasami mam żal do swojej teściowej,że nie wpadnie ot tak,zwyczajnie na
        herbatkę,nawet co tydzień,nawet na kilka godzin,tylko czeka aż ją specjalnie
        zaprosimy.O przepraszam,na dzień dziecka przyszła bez zaproszenia specjalnie do
        nas,dzieci,bo wnuk był nieobecny(23 lata).I to był najlepszy
        prezent.Pomyśl,kiedyś będziesz chciała odwiedzić swojego syna i synową,chyba,że
        masz tylko córki i zauważysz,że synowej nie będzie miło i jak się będziesz
        czuła? Kiedyś,dawno temu,gdy mój mąż czasami miał fochy podczas wizyt mojej śp.
        mamy powiedziałam mu,że chciałabym,aby podczas jej odwiedzin(a były rzadkie bo
        dzieliło nas 300km) zachowywał się tak,jak chciałby abym ja zachowywała się
        podczas wizyt jego mamy.Chyba,że nie lubisz swojej teściowej-ale wtedy okaż jej
        chociaż szacunek,wszak to matka Twojego męża i babcia Twoich dzieci.Wizyty co
        2-3 tygodnie to naprawdę bardzo taktowne ze strony Twojej teściowej.
        • czarna-pl Re: "Naloty" teściowej 08.06.08, 11:06
          Ja mieszkam praktycznie z teściami (mamy wspólne podwórko a nasz dom przylega
          do ich domu) wiec teściowa widzę co dzień, do domu do Nas tez przychodzi co
          dziennie rytuał w sob i niedz kawa u mnie, a w tyg często wspólne obiady, raz ja
          gotuje raz ona.
          na początku było fajnie ale teraz często mam dość. zwłaszcza jak wtrąca sie ze
          źle cos robie( źle pranie wieszam , źle ziemniaki gotuje bo w wodzie cale,nie
          tak szyje nie tak sadze kwiatki) ale są i plusy jak trzeba to pomoże mam z kim
          pogadać jak maż w pracy mogę sie uczyć od Niej . Poza tym jest fajna babka ale
          wiadomo ze 2 kobity na jednym podwórku to sie zawsze będą spierać.
          no i zawsze mogłam trafić gorzejsmile
            • marzeka1 Re: "Naloty" teściowej 08.06.08, 15:08
              "Dla mnie to jest chore."- a dla mnie dziwne są twoje uwagi, na miejscu męza chyba miałabym do ciebie pretensje. Często to dla ciebie co 2-3 tygodnie???? w jakim stopniu przeszkadza ci w życiu, że twoja teściowa odwiedza dwojego jedynego syna??? Moim zdaniem jak na matkę jedynaka jest wyjątkowo taktowna i pozwala wam odpocząć od siebie.Daje wam po prostu żyć.
              P.S.Postaw się w sytuacji, gdy tak będziesz trakotwana przez swojego zięcia lub synową- trochę empatii.
              • bystra_26 bez przesady 08.06.08, 18:47
                1. W zależności od tego, jak intensywne życie prowadzisz i ilu masz
                znajomych/przyjaciół twój subiektywny odbiór częstotoliwości wizyt teściowej
                będzie różny.

                Zazwyczaj, jak się ma mało zróżnicowane zajęcia, to takie wpadanie teściowej
                jest eskcytujące i się za nim tęski raz na tydzień, ale inni mogą mieć inaczej.

                U mnie taki weekend co 4 tygodnie to jest właśnie czas na oddech i chcę go
                spedzić sama z mężem, bez wizyt kogokolwiek.

                2. Dzieci są u rodziców ok. 20 lat i mają być wypuszczone w świat. Rodzice
                powinni więc pamiętać o tym i mieć wiele relacji pozarodzinnych, bo to tu będą
                zaspokajać w większości swoje potrzeby społeczne, jak dzieci opuszczą dom i
                zaczną żyć swoim własnym życiem!

                Napisałaś "że ta teściowa pozwala im odpocząć od siebie"? Co masz na myśli?
                Powinna pojawiać się raz na tydzień tak, żeby mieli jej dosyć?

                Z zdrowym układzie teściowa pamięta, że dla jej syna jego żona stoi wyżej w
                hierarchii ważności.

                3. Sama będąc teściową uznam prawo młodszego pokolenia do życia po swoejmu i
                własnego życia. Nie będę stałym punktem grafiku. Zawsze się umówię na wizytę
                pytając wcześniej czy nie mieli innych planów albo nie jest to ich pierwszy
                weekend od dawna, żeby sobie dobrze odpoczęli. Ich odmowy nie przyjmę jako
                osobistej zniewagi, bo będę mieć mnóstwo alternatyw na spędzenie weekendu w
                gronie innych ludzi czy przy realizacji swoich hobby itp.
                • marzeka1 Re: bez przesady 08.06.08, 19:59
                  "Napisałaś "że ta teściowa pozwala im odpocząć od siebie"? Co masz na myśli?
                  Powinna pojawiać się raz na tydzień tak, żeby mieli jej dosyć?"- nie , uważam, że jest to raczej nienarzucająca się częstotliwość wizyt i tyle.Teściwa jest także częscią rodziny, wypuszczanie w świat nie polega na odwróceniu się od własnej matki, ojca czy rodziny.A co gdy ta matka, która ma jedynego syna zachoruje? oddać do domu starców i po kłopocie, bo "przeszkadza"?? moi teściowie i rodzice już nie żyją, dosyć młodo umarli i naprawdę żałuję, że nie są już częścią naszego życia.Dlatego trudno pojąć mi to, co pisze założycielka wątku.
      • mikita10 Re: "Naloty" teściowej 09.06.08, 09:46
        Dla mnie też wizyty co 3 tygodnie to nie są częste wizyty. Szczerze
        mówiąc byłoby mi smutno, gdyby moj synek widział babcie tylko parę
        godzin co 2-3 tygodnie. U nas jest tak, że to my głównie jeździmy do
        teśców z wizytą, często jest tak, że mały zostaje z dziadkami, a my
        możemy pozałatwiać różne sprawy. A nie możecie zawozić dzieci do
        teściowej? Pewnie by się ucieszyła, a Wy mielibyście parę chwil dla
        siebie.
        --
        Magda mama Pawełka (03.01.2005), który ma już
    • klarissima Re: "Naloty" teściowej 09.06.08, 13:39
      Czytam Wasze opinie i zastanawiam się - teraz to już właściwie bardziej nad sobą, niż nad teściową, bo widzę, że dla większości z Was takie - moim zdaniem - za częste wizyty to norma. Ja jestem widocznie "inna", bo zdecydowanie bardziej podoba mi się teściowa truscaveczki, niż moja własna. Ale niestety - taki schemat u nas nie przejdzie, bo moja teściowa przyjeżdża do nas żeby "odpocząć" - cytat (a kto wtedy nie odpoczywa to wiadomo).
      I czy to naprawdę takie dziwne, że obecność teściowej może krępować? W końcu dla mnie to obca osoba, którą dostałam "z dobrodziejstwem inwentarza". Poza dziećmi - nie mamy innych wspólnych tematów, czuję do niej dystans i naprawdę mnie jej wizyty nie relaksują sad
      • graue_zone Re: "Naloty" teściowej 09.06.08, 14:06
        Ale ja naprawdę nie rozumiem, że raz na 2-3 tygodnie to taki problem. Zastanów
        się, czy chciałabyś, żeby Twoje dzieci widziały Cię chętnie raz na pół roku. Nie
        chodzi tu o ingerencje teściowej w życie, ale o tworzenie normalnych więzi
        rodzinnych i dawanie wzorców dzieciom. Jak myślisz, czy dzieci nie widzą, jakie
        są kontakty z babcią, czy częste, czy serdeczne. Teściowa może mieć swoje życie,
        ale jednocześnie chcieć w jakimś stopniu uczestniczyć w Waszym, i uważam, że to
        jest normalne - w końcu to jej syn i wnuki.
      • marzeka1 Re: "Naloty" teściowej 09.06.08, 14:12
        Ale ta nielubiana teściowa, którą dostałaś z "dobrodziejstwem inwentarza", to matka twojego męża, babcia twoich dzieci- czasem pewne rzeczy robi się dla drugiej osoby,nie uważam, żeby odwiedziny teściowej raz na 3-4 tygodnie były za częste.
        A wyobraź sobie odwrotną sytuację, gdyby twój mąż tak traktował twoją matkę? pasowałoby ci?
        • klarissima Re: "Naloty" teściowej 09.06.08, 14:45
          Piszesz co 4 tyg, a to już co innego niż moje 2 tyg. To raz.
          Relacje mojego męża z moją mamą - to inna kwestia i nie na ten wątek. To dwa.
          No i trzy - przekręcasz moje słowa. Ani razu nie napisałam, że nie lubię teściowej. Po prostu jej nie muszę kochać. Ale nigdy nie powiedziałam jej czegoś niemiłego i nie byłam dla niej niemiła. Ani wprost do niej ani przy dzieciach. Po prostu - bez entuzjazmu.
          Zakładając wątek byłam ciekawa, jak u Was wyglądają kontakty z teściami, a tymczasem pojawiają się głównie krytyczne opinie pod adresem wyrodnej synowej.
          Szkoda, bo nie o to mi chodziło.
          • graue_zone Re: "Naloty" teściowej 09.06.08, 14:48
            Moja teściowa obecnie jest u mnie 2-3 razy w tygodniu prawie cały dzień. Fakt,
            układ jest inny, teraz pomaga mi przy dziecku, bo mam pracę - ale wcześniej
            nigdy nie przyszłoby mi do głowy ograniczać ilość wizyt, o ile nie są
            wielogodzinne codziennie. Co 2-3 tygodnie to dla mnie ABSOLUTNE MINIMUM, norma
            to 1-2 razy w tygodniu. A wcale nie mam idealnej teściowej, ale uważam, że to
            matka mojego męża i ma prawo w jakimś stopniu uczestniczyć w naszym życiu.
          • jerrykot1 Re: "Naloty" teściowej 09.06.08, 14:55
            Ale przecież z każdej wypowiedzi wynika stosunek autorki do teściów,
            ja przynajmniej tak to odebralam... i w mojej ocenie relacje są
            pozytywne. i dołączam się do większości - dwa-trzy tygodnie między
            jedną a drugą wizytą to bardzo rozsądny przedzial czasu. jak nie
            chcesz teściowej widzieć w tym tygodniu, to wyprzedzająco zadzwoń,
            że macie (czy masz) jakieś plany i żałujesz, ale nie będzie was w
            weekend, np. zawsze też można dyplomatycznie zostawić mamę z synkiem
            i dziećmi, a samej udać się na zakupy lub do fryzjera...
            Nie obawiaj się, nikt cię za wyrodną nie uważasmile
            --
            Spotkajmy sie w realu!
            U nas nie ma Reala, spotkajmy się w Biedronce!
            • irenazu Re: "Naloty" teściowej 09.06.08, 15:10
              No nie,Klarissima,teściowa to nie jest obca osoba!!!To matka osoby najbliższej
              Tobie i dlatego jest częścią Twojej rodziny,czy tego chcesz,czy nie.Wszak mówimy
              do niej "mamo".I chociaż niekoniecznie składam jej życzenia na Dzień Matki to
              właśnie pilnuję,żeby złożyć jej życzenia na Dzień Teściowej.I myślę,że to nawet
              ważniejsze życzenia ,bo jest moją teściową.
          • turzyca Re: "Naloty" teściowej 09.06.08, 15:42
            Dowiedzialas sie, ze wiekszosc z nas uznaje te 2-3 tygodnie w sytuacji, gdy
            tesciowa jest babcia, za normalne, nie za czeste - bo ona nie odwiedza tylko
            Ciebie i Twojego meza, ale przede wszystkim swoje wnuki. I to normalne, ze te
            wnuki chce widywac. Krytyke wzbudza chyba wlasnie to, ze odbierasz jej wizyty
            jakby to byla sprawa tylko miedzy doroslymi, a zapominasz, ze babcia chce (i
            powinna) widywac wnuki. Ale z drugiej strony spedzenie z kims kilku godzin bez
            przerwy moze byc nieco meczace, wiec postaraj sie znalezc jakies rozwiazanie.

            Przemysl jak inaczej mozesz zorganizowac dni jej wizyt. Naprawde nie musisz byc
            z nia przez caly czas - zjedzcie razem obiad, po czym wybierz jeden z wariantow
            1)wysylasz meza z mama i dziecmi na spacer, 2)zostawiasz meza z mama, sama
            idziesz z dziecmi na spacer, 3)zostawiasz meza z mama i dziecmi, idziesz
            prasowac, czytac, pracowac, co Ci tam akurat potrzebne, 4) zostawiacie wnuki pod
            opieka babci i zajmujecie sie soba wink. Na koniec zjadacie razem z babcia
            kolacje, zegnasz tesciowa i w efekcie z calej wizyty spedzasz z nia moze 2
            godziny, a dzieci sa "wybabciowane". Porozmawiaj z mezem i wybierzcie jeden z
            wariantow. Powinien sie zgodzic, bo to ladny kompromis miedzy Twoja niechecia do
            meczacych Cie wizyt (i naprawde bedziesz mniej zmeczona), a jego checia do
            widywania matki i przekonania, ze wnuki i babcia powinny spedzac ze soba czas.
            No i w takiej sytuacji warto byc perfekcyjna pania domu i przygotowac sobie
            tematy do rozmowy, z kazda osoba da sie o czyms pogadac, trzeba tylko znalezc
            temat.


            Nam (bezdzietnym) zdarza sie spotykac i co tydzien, ale bywaja i takie okresy,
            gdy widzimy sie ledwie raz na miesiac, bo obydwie strony maja jakies plany i nie
            ma czasu na spotkanie.
            • dorismam Re: "Naloty" teściowej 10.06.08, 11:55
              Najbardziej utkwiło mi Twoje zdanie : "Po prostu jej nie muszę
              kochać. Ale nigdy nie powiedziałam jej czegoś niemiłego i nie byłam
              dla niej niemiła. Ani wprost do niej ani przy dzieciach. Po prostu -
              bez entuzjazmu".
              Ja nienawidzę takich sytuacji. Jeżeli coś nie gra mówię o tym
              otwarcie i do swoich i rodziców i do Teściów. Jestem dobrą synową
              (tak twierdzi Teściowa) i sama już pisałam, że mam super Teściową, a
              mimo to kilka razy były może nie awantury, ale ostra wymiana zdań.
              Dlaczego chwasz w sobie urazę/problem i jesteś "bez entuzjazmu".
              Nikt nie każe Ci kochać, ale w celu oczyszczenia atmosfery trzeba
              rozmawiać na każdy temat. U mnie naloty też śrdnio co 2-3 tyg. ale
              zawsze zapowiedziane (choćby 1 dzień wczesniej), po mału zaczęło do
              mnie docierać, że to rodzina i moje dzieci, a Tesciowej wnuki to
              jest jej życie - bardzi ich kocha i chce z nimi przebywać. Może nie
              chodzi o odwiedzenie Ciebie w Twoim domu, ale bardziej o spotkanie z
              Synem i wnukami - daj im mozliwość spotkań.
              Dziewczyny radziły, abyś Dała jej dzieci na trochę to może być dobry
              pomysł, ale wczesniej porozmawiaj z nią o co chodzi konkretnie. A
              może wspólnie wyjechać poza miasto w plener/do lasu, albo wysłać
              Babcię z dziećmi do kina/teatru. Albo podrzucić na weekend i
              odpocząć. Moja T. nażekała, że Syn "nawet nie zadzwoni" - więc
              dzwonię ja z "koperkową" rozmową, a zawsze temat się jakiś znajdzie.
              Zawsze staram się ugościć Teściów i widzę jak jest jej miło z tego
              powodu. Moja szwagierka jest inaczej wychowana w domu. Tesciowa
              komentuje, że podaje tylko kawę i cherbatę. Mimo, że mieszkają w
              bloku obok to widzą się raczej żadko. A jednak przychodząc do
              Tesciowej na obiad zawsze nas wszystykich ugosci i szykuje kilka
              potraw do wyboru - "żeby dzieci zjadły". Odwdzięczam się tym samym i
              dzieki temu stosunki są ok.

              • f.l.y Re: "Naloty" teściowej 10.06.08, 12:37
                a ja rozumiem klarissimę i mnie też by denerwowały systematyczne
                wizyty teściowej co 3 tyg od południa do wieczora

                co z tego, że jest to osoba bliska mężowi, skoro dla nas jest to
                obca osoba - dokładnie tak, jak pisze klarissima

                jeśli piszecie o wnukach i o jej synu, taki mąż może zabierać
                dzieci i częściej odwiedzać swoją mamę u niej w domu

                i dlaczego dziewczyna ma wciąż myśleć, że mówiąc to (o teściowej)
                robi przykrość mężowi, a ona (żona) to wół? jej może być przykro
                miewać teściową systematycznie w domu?

                tak się utarło, takie są standardy, że rodzina, teściowie,
                odwiedziny, itp...ale są ludzie, którzy niekoniecznie lubią mieć
                gości po paręnaście godzin u siebie w domu, zwłaszcza tych z
                którymi rozmowa niespecjalnie się klei...


                widuję się ze swoją nieteściową w weekendy na działce.. ona za
                każdym razem oczekuje rozmów o pierdołach, cały czas by nas czymś
                karmiła..i wmusza nam to jedzenie już od tylu lat..częściowo ją
                rozumiem, ale jest czasem taki weekend że chcę na tej działce
                posiedzieć sobie na słońcu, z książką lub gazetą, nie mówić, nie
                jeść i psia mać nie jest mi to dane, bo mamusia lub synek się
                obrażą.. a ja? ciągle mam się dostosowywać?

                w imię czego dziewczyny?
                w imię czego my kobiety, żony czy nieżony mamy się dostosowywać
                wiecznie pod czyjeś oczekiwania?


                --
                ..tutam..
                • babazygmunta Do f.l.y. 10.06.08, 13:18
                  Wiesz w imię czego?

                  Po to, że dobre kontakty z teściową mają ogromne znaczenie. Wychodząc za mąż
                  nie zdawałam sobie sprawy, jakie jest to ważne. Na "szczęście" odebrałam lekcję
                  poglądową we wczesnej młodości i sama postanowiłam, że będę robić inaczej. I
                  opłaciło się!!! Widać to dopiero po latach.

                  Moja teściowa jest osobą bardzo charakterną, ja też mam swoje za uszami.
                  Spędzałyśmy razem dużo czasu: gdy dzieci były małe co roku 3-4 miesiące byłam u
                  niej w domu. Sama, bez męża. I wiem jedno, że jeżeli jest dobra wola chociażby z
                  jednej strony, a druga nie jest z piekła rodem, może być dobrze, a przynajmniej
                  poprawnie.

                  I opłaca się ustępować. Po kilku spięciach, i to ostrych, nikt już nie docieka,
                  kto winien smile) Co jest zresztą słuszne, bo nigdy świadomie nie uchybiłam
                  teściowej. A że ona ma czasem trudny charakter. Kto nie ma?. Okazuję jej
                  szacunek, nie dyskutuję, ale robię swoje. Mąż to widzi i w sytuacjach
                  konfliktowych nigdy nie miewa dylematu.

                  Ostatnio moi synowie nie mogli zrozumieć dlaczego nie wygarnęłam jej prawdy.
                  Wytłumaczyłam im, że prawdę babcia zna, tłumaczyć jej nie trzeba, ale zadziałały
                  emocję. Nie mam zamiaru się obrażać, bo to nikomu i niczemu nie służy. Przykro
                  byłoby ojcu, pozostałej rodzinie a ja nic bym nie zyskała. Wręcz straciła, bo ją
                  autentycznie lubię. Mam też nadzieję, że moi synowie wyciągną z tego odpowiednie
                  wnioski na przyszłość - ja też będę miała synowe. Awantur im robić nie
                  zamierzam, ale w życiu różnie bywa. I nie zawsze osoba, która odpowiada mojemu
                  synowi, odpowiadać będzie mnie. Nie musi mnie lubić (chociaż byłoby miło), ale
                  ma szanować i nie traktować jak intruza w życiu swojej rodziny, bo tak się
                  składa, że i mojej.

                  Na moją teściową zawsze też mogę liczyć, jak potrzebne są posiłki, gdy trzeba do
                  czegoś przekonać mojego uparciucha. On to nazywa nawet "babską mafią" i zwykle
                  nie dyskutuje smile) Dobrze mieć kogoś takiego po swojej stronie wink))

                  I nie przyszłoby mi do głowy, że jest dla mnie obcą osobą!
                  • f.l.y Re: Do f.l.y. 10.06.08, 13:47
                    Babozygmunta...każda z nas ma swoją teściową czy nieteściową i
                    każda, jak świat światem, ma różne relacje...

                    po części zgadzam się z Tobą i z innymi dziewczynami, ale czy w
                    imię spokoju i dobrych relacji z (nie)mężem i teściową należy cały
                    czas ustępować?

                    jest we mnie dużo szacunku do starszych ludzi, rodziców mojego
                    faceta, mam 41 lat i też pewnie będą teściową /mam syna wink/ - tylko
                    nie mogę zrozumieć dlaczego ciągle JA mam się do nich dostosowywać?

                    dlaczego często mówi się o zadowoleniu faceta z kobiety i tego, jak
                    traktuje jego rodziców..dlaczego nie szanuje się potrzeb owej
                    kobiety i nie akceptuje tego, jaką ona tak naprawdę jest?

                    są kobiety dusze towarzystwa, które non stop mogą rozmawiać,
                    zabawiać towarzystwo, udzielać się rodzinnie..

                    może odniosę to do swojego przykładu, bo ten mi najlepiej znany smile

                    co weekend jeździmy na działkę, panowie razem łowią ryby, a panie
                    zostają w domu... non stop mam teściową przy sobie, ona ciągle coś
                    mówi..ja tam szukuję sniadania, kolacje (obiady robi teściowa),
                    sprzątam, zmywam itp... rozmawiam z teściową, znam już problemy
                    wszystkich z rodziny oraz jej znajomych..

                    nie potrafię tak cały czas na wysokich obrotach, lubię ciszę,
                    książkę.. nie mogę, po prostu nie mogę odpocząć w weekend na
                    działce tak, jak ja bym tego chciała...

                    bo jeśli tylko znajdę chwilę na wzięcie książki, to potem słyszę,
                    ze byłam nieuprzejma... bo czytam książki albo przeglądam gazety..
                    a ja w ten sposób odpoczywam i relaksuję się..

                    czy weekendy mają być dla mnie utrapieniem w imię dobrych relacji z
                    facetem i jego matką?

                    po przeszło ośmiu latach przelało mi się i wymiguję się z tych
                    wspólnych weekendów..co też jest be, bo oczywiście tłumaczą to
                    sobie tym, że mam ich w de...

                    czy mam poczekać na śmierć teściowej, żeby spokojnie spędzić
                    weekend na działce tak, jakbym tego chciała? w ciszy? słuchając
                    ptaków i szumu wody, a nie plot teściowej, radia ojca i kosiarki,
                    miksera, tłuczka do mięsa i opowieści o problemach z jajnikami pani
                    Zosi?

                    być może powiecie, że wyolbrzymiam problem, ale uwierzcie że są
                    ludzie, których potrafi teściowa zamęczyć a poświęcać się w imię
                    dobrych stosunków to nie jest wg mnie fair dla obu stron..

                    wymaganie takiego poświęcenia też nie jest ok... dobre relacje
                    buduje się na zdrowych zasadach nie na wymuszaniu...

                    dlatego po części rozumiem Babo o czym piszesz, ale nie ze
                    wszystkim się tutaj z Wami wszystkimi zgodzę..

                    ps' dobra teściowa i pomocna to skarb, teściowa udająca
                    przyjaciółkę i obrabiająca Ci tyłek do rodziny, to zmora... smile ja
                    nie mam tej pierwszej wink


                    --
                    ..tutam..
                    • babazygmunta Re: Do f.l.y. 10.06.08, 14:12
                      Każda z nas ma swoją teściową czy nieteściową i
                      > każda, jak świat światem, ma różne relacje...

                      Święta racja. O mojej można wszystko powiedzieć, ale nie to, że jest nudna smile)
                      Plotki też jej nie interesują.

                      > dlaczego często mówi się o zadowoleniu faceta z kobiety i tego, jak
                      > traktuje jego rodziców..dlaczego nie szanuje się potrzeb owej
                      > kobiety i nie akceptuje tego, jaką ona tak naprawdę jest?

                      Poczekaj, dyskusja dotyczyła stosunku teściowa - synowa i częstotliwości wizyt,
                      a nie układów małżeńskich. Odniosłam się tylko do tego, jak poprawne układy z
                      matką męża ułatwiają życie i od postu założycielki wątku, ponieważ po poprzednim
                      Twoim wpisie nie znałam szczegółów twojej sytuacji.

                      > co weekend jeździmy na działkę, panowie razem łowią ryby, a panie
                      > zostają w domu... non stop mam teściową przy sobie, ona ciągle coś
                      > mówi..ja tam szukuję sniadania, kolacje (obiady robi teściowa),
                      > sprzątam, zmywam itp... rozmawiam z teściową, znam już problemy
                      > wszystkich z rodziny oraz jej znajomych..

                      Tylko współczuć, znacznie szybciej wymiksowałabym się z takiego układu.
                      Postawiła bym faceta do pionu, albo umarła z nudów.

                      > czy weekendy mają być dla mnie utrapieniem w imię dobrych relacji z
                      > facetem i jego matką?

                      Nie. Odniosłam się do sytuacji, gdy dla kogoś wizyty co 2-3 tygodnie przez kilka
                      godzin są nie do przyjęcia, a nie do sytuacji, gdy musisz wbrew sobie spędzać
                      prawie cały wolny czas. Sorry, ale to dyskretna różnica. Taki układ byłby dla
                      mnie nie do przyjęcia, chociaż ja autentycznie lubię swoja teściową.

                      ps' dobra teściowa i pomocna to skarb, teściowa udająca
                      > przyjaciółkę i obrabiająca Ci tyłek do rodziny, to zmora...

                      Każda osoba "obrabiająca tyłek" jest zarazą, którą mijam łukiem wielkim.

                    • turzyca Re: Do f.l.y. 10.06.08, 23:17
                      f.l.y napisała:

                      > może odniosę to do swojego przykładu, bo ten mi najlepiej znany smile
                      >
                      > co weekend jeździmy na działkę, panowie razem łowią ryby, a panie
                      > zostają w domu... non stop mam teściową przy sobie, ona ciągle coś
                      > mówi..ja tam szukuję sniadania, kolacje (obiady robi teściowa),
                      > sprzątam, zmywam itp... rozmawiam z teściową, znam już problemy
                      > wszystkich z rodziny oraz jej znajomych..
                      >
                      > nie potrafię tak cały czas na wysokich obrotach, lubię ciszę,
                      > książkę.. nie mogę, po prostu nie mogę odpocząć w weekend na
                      > działce tak, jak ja bym tego chciała...
                      >
                      > bo jeśli tylko znajdę chwilę na wzięcie książki, to potem słyszę,
                      > ze byłam nieuprzejma... bo czytam książki albo przeglądam gazety..
                      > a ja w ten sposób odpoczywam i relaksuję się..
                      >
                      > czy weekendy mają być dla mnie utrapieniem w imię dobrych relacji z
                      > facetem i jego matką?
                      >
                      > po przeszło ośmiu latach przelało mi się i wymiguję się z tych
                      > wspólnych weekendów..co też jest be, bo oczywiście tłumaczą to
                      > sobie tym, że mam ich w de...


                      To ja sie podpisze pod babazygmunta. 8 lat to zdecydowanie za dlugo. smile
                      Ja ogolnie mam niezla wytrzymalosc na gadanie, ale 8 godzin ciaglej rozmowy w
                      jezyku obcym mnie po prostu potwornie meczy, bo to nieustanne skupienie.
                      Poprosilam o dyplomatyczne zadzialanie i w efekcie mam albo swoich kilka godzin
                      przerwy miedzy obiadem i podwieczorkiem, kiedy moge sobie posiedziec z ksiazka
                      albo polezec na sloncu, gdy oni zalatwiaja swoje matczyno-synowskie sprawy, albo
                      idziemy we dwoje na spacer, albo wychodzimy po podwieczorku. I dodatkowa umowe,
                      ze w razie potrzeby, On sie wybierze z osobna wizyta w dniu, kiedy ja i tak
                      jestem dluzej zajeta. W efekcie spotkania sa po prostu przyjemne, a jak
                      przestaja byc przyjemnoscia to sie koncza. smile Tudziez sie rozrzedzaja, kwestie
                      "nie, w nastepny weekend jestesmy zajeci" tez mamy opanowana.
                      I nie poswiecam sie dla dobrych stosunkow z przyszla tesciowa, ale po prostu
                      probuje miec jak najlepsze. Jak dlugo mi pasuje, tak dlugo sie zgadzam, jak mi
                      nie pasuje, to w mily, uprzejmy ale bardzo stanowczy sposob mowie nie. Zazwyczaj
                      dziala. Jak nie dziala (coraz rzadziej sie to zdarza), to oczekuje mediacji.


                      No i ja autentycznie przygotowuje sobie neutralne tematy do rozmowy, zawsze
                      przydaje sie, szczegolnie jak rozmowa zbacza na drazliwe tematy. wink
                    • agawa70 Re: Do f.l.y. 11.06.08, 00:54
                      > po przeszło ośmiu latach przelało mi się i wymiguję się z tych
                      > wspólnych weekendów..co też jest be, bo oczywiście tłumaczą to
                      > sobie tym, że mam ich w de...

                      To nie teściowa jest twoim problemem ale twój brak asertywności.
                      8 lat działania wbrew sobie? Zaraz na początku trzeba było ustalić
                      zasady tak by był wilk syty i owca cała - po 8 latach wszyscy się
                      przyzwyczaili że tak jak jest teraz to norma... i że wszystkim
                      odpowiada.

                      > wymaganie takiego poświęcenia też nie jest ok... dobre relacje
                      > buduje się na zdrowych zasadach nie na wymuszaniu...

                      Ale to ty sama budowałaś wzajemne relacje na chorej zasadzie -
                      dostosowywałas się do nich, na sobie wymuszałaś taki układ jaki masz
                      dziś - no i właśnie - w imię czego? Czy jakbyś zaraz na początku
                      zapowiedziała że chcesz się trochę podelektować ciszą na działce, że
                      marzysz o godzince z książką w reku - myślisz że świat by się
                      zawalił? Teściowa może byłaby zła (a może i wcale nie) ale za
                      następnym razem przeszłoby jej szybko zwłaszcza jakby zobaczyła że
                      taki relaks dużo ci daje i czujesz się szczęśliwa mając tam do
                      takiego odpoczynku okazję. A gdybyś jej jeszcze za tę możliwość
                      podziękowała - pilnowałaby z zegarkiem na ręku kiedy to ty masz mieć
                      swoją chwilę samotności i spokoju działkowego wink

                      • f.l.y Re: Do f.l.y. 11.06.08, 10:15
                        macie rację..
                        uczę się asertywności przez całe życie - może zbyt wolno lub
                        kiepsko mi to przychodzi...
                        oczywiście, że próbowałam 'swojego' sposobu na spędzanie czasu -
                        gorzej, że oni wszyscy (cała jego rodzina, która przyjeżdża na
                        działkę/i nie tylko tam/) są tak absorbujący...
                        z teściową nie idzie się dogadać..próbowałam na różne sposoby..
                        a działka jest mojego faceta smile
                        mieliśmy budować dom..ale boję się, że szybko teściowa stała by się
                        tam stałą bywalczynią..
                        mój - widzi problem na szczęście i próbuje czasem
                        mamę 'ukierunkować'..ale nie zawsze się da... smile

                        tak więc moje drogie, ja tu sobie piszę z Wami z pracy, a mój jest
                        na działce - zgadnijcie kto mu gotuje? wink

                        miłego dnia wszystkim smile

                        --
                        ..tutam..
                        • maria10344 Re: Do f.l.y. 11.06.08, 12:29
                          f.l.y napisała:

                          > macie rację..
                          > uczę się asertywności przez całe życie - może zbyt wolno lub
                          > kiepsko mi to przychodzi...
                          > oczywiście, że próbowałam 'swojego' sposobu na spędzanie czasu -
                          > gorzej, że oni wszyscy (cała jego rodzina, która przyjeżdża na
                          > działkę/i nie tylko tam/) są tak absorbujący...
                          > z teściową nie idzie się dogadać..próbowałam na różne sposoby..
                          > a działka jest mojego faceta smile
                          > mieliśmy budować dom..ale boję się, że szybko teściowa stała by
                          się
                          > tam stałą bywalczynią..
                          > mój - widzi problem na szczęście i próbuje czasem
                          > mamę 'ukierunkować'..ale nie zawsze się da... smile
                          >
                          > tak więc moje drogie, ja tu sobie piszę z Wami z pracy, a mój jest
                          > na działce - zgadnijcie kto mu gotuje? wink
                          >
                          > miłego dnia wszystkim smile
                          >
                          No to masz tylko jedno wyjście.Musisz użyć całej dyplomacji,żeby się
                          z tego wymiksować.Może jakoś zamienić działkę,albo sprzedać i kupić
                          inną,no chyba,że wiążą Was z teściami inne sprawy.Nie chcę być złym
                          prognostykiem,ale takie niesnaski powodują też po jakimś czasie
                          rozdźwięk w małżeństwie.
                          • f.l.y Re: Do f.l.y. 11.06.08, 12:57
                            maria10344 napisała:
                            > No to masz tylko jedno wyjście.Musisz użyć całej dyplomacji,żeby
                            się
                            > z tego wymiksować.Może jakoś zamienić działkę,albo sprzedać i
                            kupić
                            > inną,no chyba,że wiążą Was z teściami inne sprawy.Nie chcę być
                            złym
                            > prognostykiem,ale takie niesnaski powodują też po jakimś czasie
                            > rozdźwięk w małżeństwie.
                            ====
                            wymiksować to ja bym się chciała tylko od teściowej w nadmiarze i
                            siostrzyczek Mojego smile i tak też powoli robię..
                            sprzedaż, zamiana działki nie wchodzi w rachubę, za dużo zachodu a
                            i tak nie jest to gwarancją, że teściowie nie będą przyjeżdżać na
                            nową działkę smile
                            niesnaski są od przeszło ośmiu lat i wcześniej bywało gorzej, nie
                            obawiam się już 'rozdźwięków' z tego akurat powodu, bo
                            teściowa 'chyba' wreszcie zrozumiała, że mnie z jego życia nie
                            przekurzy smile) /nie jesteśmy małżeństwem/

                            no dobra...bo zaśmieciłam wątek klarissimie swoją teściową smile)

                            na ten temat to osobny wątek można by założyć i każda z nas coś by
                            tam napisała...

                            teściowe pewnie też, bo pewnie też są na forum smile)

                            mam tylko nadzieję,że ja będę lepszą teściową...(daj Boże) smile)



                            --
                            ..tutam..
                        • kavvvka Re: Do f.l.y. 11.06.08, 12:53
                          sorrki, że się wcinam ale...
                          uwagi na temat asertywności bardzo do mnie trafiają i karzą zastanowić się nad
                          sobą...

                          Mam teściową od 5 lat i nasza sytuacja jest o tyle specyficzna, że ja bardzo
                          chcę aby ona uczestniczyła w naszym życiu, nie wyobrażam sobie inaczej, więc
                          zabiegam. Mama nie ma córki, jestem pierwszą i jedyną synową, po za tym miała
                          bardzo złe relacje ze swoją teściową i chce wszystko w dwójnasób sobie
                          wynagrodzić, a że jest ekspansywna czasem czuję się jakby nie było już na mnie
                          miejsca, więc mam wyrzuty wobec siebie i tak w kółko.Próbowaliśmy trochę się
                          odseparować, a potem powoli wyznaczać granice i zawsze kończy się tak samo...

                          fly, z budową domu na tej działce pewnie będzie tak jak piszesz, no bo dlaczego
                          miałoby się coś zmienić, skoro teraz tak jest smile))
                          ciężko jest gdy cała rodzina chce spędzać czas w określony sposób, a jedna osoba
                          po swojemu. Mało jest osób, które szczerze akceptują bycie sobą, a tym bardziej
                          teściowych wink

                          Pozdrawiamsmile
                          --
                          pajacyk.pl/

                          www.habitat.pl/domek.aspx?noban=1
                • maria10344 Re: "Naloty" teściowej 10.06.08, 17:18
                  Nie rozumiem jednego.Skoro tak nie cirpicie się z teściowymi,to
                  dlaczego ulegacie .A to wspólna działka,a to wspólne "łykendy",a to
                  jeszcze inaczej.
                  Nie wiem czy czasem nie jest tak,że idziecie na łatwiznę,że tak Wam
                  wygodniej,dle do czasu.
                  Dla czystości układów trzeba mieć coś "swojego".Trzeba było postawić
                  na siebie i kupić oddzielną dziłkę rekreacyjną 50 km od
                  teściów.Trzeba było samemu wychowywać dzieci,lub płacić za niańkę,a
                  nie korzystać z dobrodziejstwa teściów.Takie działania mają swoje
                  konsekwencje i trzeba za nie płacić.Dobrze,gdy jest to tylko nauczka
                  a nie brnięcie dalej i dalej.
                  Ja ze swoją teściową miałam niezłe układy.Jeden raz zachowałam się
                  wobec niej raczej paskudnie.Ona nie żyje już od 10 lat a mnie to
                  ciągle gryzie.
    • ludwik_13 Re: "Naloty" teściowej 10.06.08, 14:07
      Uff. Czasami może być trudno. Nie czujesz się wtedy u siebie, nie
      możesz robić tego, na co masz ochotę.
      Ale wariantów spędzania czasu jest mnóstwo - może można zapędzić
      |Mamusię do prasowania (niektóre to lubią), albo wyslać na spacer
      lub pójść z nią na zakupy???
    • bystra_26 a czytałyście dokładnie? 10.06.08, 14:33
      Ta teściowa przyjeżdża "opoczywać", a nie wzmacniać więzi rodzinne,
      pobyć z wnukami, odciążyć...
      Podejrzewam, że z takim podejściem, to raczej nie da się jej wysłać
      na spacer z dziećmi... bo to męczy i wymaga uwagi.

      Klarissima, a sama coś w zamian oferuje? Zabiera dzieci do siebie,
      nie dlatego że macie remont, ale dlatego, że chcielibyście mieć
      weekend tylko dla siebie na przykład? Wykazuje inicjatywę, by dawać,
      a nie tylko brać? Czy jest raczej z tej grupy kobiet, które uważają,
      że się ta straszliwie poświęcały dla synka jedynaka przez lat x, że
      teraz to im się należy słanie dywanów przed nią i wyręczanie we
      wszystkim przez tegoż synka i synową przez resztę życia? Takiego
      typu to i ja co 3 tygodnie nie ścierpię!
    • popirna Re: "Naloty" teściowej 10.06.08, 14:41
      Klarissima,
      problemem chyba nie jest częstotliwość spotkań ale zachowanie teściówki, o którym nie chcesz pisać. Mam delikatnie rzecz biorąc średnie relacje z własnymi rodzicami (którzy nie akceptuja mojego męża), mam też średnie relacje z teściówką, która z kolei nie znosi mojej skromnej osoby.
      Na szczęście z mężem sie dobraliśmy. Dla mnie wizytacje teściówki w takiej częstotliwości o jakiej piszesz byłyby nie do zniesienia. Tak, ona wie swoje (że ja jestem zła), ja wiem że ona mnie ledwie toleruje, wnuki ją lubią ale podczas wizyty i tak specjalnie miło nie jest. Zachowujemy się poprawnie. Ale to wszystko. Dwa razy do roku takiego doświadczenia wystarczy. Z moimi rodzicami widujemy się jeszcze rzadziej. I też dobrze. Płacimy za to taką cenę, że ze wszystkimi sprawami, problemami, obciążeniami jesteśmy sami, ale też nikt nam nie mówi, że to źle a tamto nie dobrze.
      Moim zdaniem u ciebie nie chodzi o częstotrliwośc spotkań ale o typ relacji z teściówką.
    • agawa70 Re: "Naloty" teściowej 11.06.08, 00:34
      klarissima
      A co byś zrobiła gdyby twoja teściowa była wdową i staruszką
      schorowaną która pod żadnym pozorem nie może mieszkać sama i która
      trzeba się opiekować... nie życzę wam ani jej tego ale życie różnie
      lubi się układać...
      • meg303 Re: "Naloty" teściowej 11.06.08, 11:17
        Ciekawa jestem jak upchnęłabys taka schorowaną staruszkę w dwupokojowym
        mieszkaniu, gdzie mieszkają rodzice i dwoje nastolatków?
        Mam kochanych taściów, mieszkaja niedaleko i wpadają na kawę na góra dwie- trzy
        godziny. Zawsze wcześniej umawiamy sie co do terminu, ponieważ oboje pracujemy,
        możemy mieć też inne plany.
        Ostatnio spędziliśmy razem całe popołudnie i wieczór, ale to była wyjątkowa okazja.
        Nie zgodziłabym się na nasiadówki teściowej przez kilkanaście godzin.
        --
        " Tylko nie mów tego, że nienawidzisz"
      • klarissima Re: "Naloty" teściowej 11.06.08, 12:57
        To pytanie to już popadanie w skrajność. Nie dramatyzujmy, bo póki co wszyscy mamy się całkiem nieźle - i oby tak dalej smile.
        Ale jest dla mnie rzeczą oczywistą, że gdyby zaszła taka potrzeba - na pewno nie zastałaby sama i bez pomocy z naszej strony.
        • agawa70 Re: "Naloty" teściowej 12.06.08, 01:12
          > To pytanie to już popadanie w skrajność. Nie dramatyzujmy...

          Ojjj wiem wink ale zadając to pytanie chciałam pokazać że nigdy nie
          jest tak źle jak nam się wydaje bo zawsze może być gorzej.
          Czasem warto się przyjrzeć problemowi dłużej i dokładniej, rozłożyć
          go na czynniki pierwsze, zważyć plusy i minusy... pogdybać "co by
          było gdyby..." wczuwając się w wygdybaną sytuację - a potem
          wyciągnąć wnioski - może okaże się że ten problem nie jest nawet
          małym problemikiem smile
    • raohszana Re: "Naloty" teściowej 11.06.08, 23:03
      A pognałabym w cholerę. Co to ma być, ze ktoś się zjawia wedle
      włąsnego widzimisię? Zapraszam to ma prawo wejść, nie zapraszam - to
      i tak nikt drzwi nie otworzy, bo ja nieumówionym nie otwieram i po
      kłopocie. Uszanujamy prywatnosc ludzi - moim zdaniem powinna sie
      zjawiać, jak ją zaprosicie i tylko wtedy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka