Gdyby teraz spojrzeć trochę z dystansu na to zderzenie Balcerowicza z elitami kultury: obie strony popełniają błedy. Balcerowicz chce urynkowienia kultury, bo jako ekonomista uznaje rynek za niepodważalny sprawdzian wartości. Do pewnego stopnia przyznaję mu rację, bo to, czy ktoś kupuje jakieś dzieło, to znaczy , że chce go, chce sie z nim zapoznać, chce mieć z nim kontakt. Jak nie kupuje - to znaczy, że go to nie interesuje i wtedy powstaje pytanie: czy warto zajmować się działalnością, która nikogo nie interesuje. Ale z drugiej strony, jeśli rynek jest jedynym kryterium, to oznacza, że warto robić rzeczy, które się sprzedają najlepiej - te które gorzej - już nie. To oznaczałoby kompletną uniformizację i ograniczenie wolności wypowiedzi w kulturze.
--
Ha, ha - said the clown!
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.