Dodaj do ulubionych

Przeciętność

02.09.12, 08:56
Osobiście uważam się za przeciętniaka. Mógłbym dodać - typowego, ale to akurat nie całkiem prawda. Typowy - to znaczy taki jak inni. To na pewno nie, bo każdy, nawet przeciętniak różni się czymś od innych. Ale chodzi o to, że nie mam jakichś szczególnych ambicji. Ani talentów. Ani siły przebicia, czy nawet chęci przebicia.
Z tym wszystkim uważam, że przeciętność nie jest w niczym gorsza od wybitności. Gdyby wszyscy ludzie byli "wybitni", szybko się by wybili (nawzajem). Toteż (ha,ha - co za nieprzeciętne słówko!) mam mało oryginalne myśli, czy pytania. Dużo wątpię - dlatego pojawiam się na tym forum, przeznaczonym dla wątpiących (niekoniecznie dla mądrali). Zauważyłem też, że w necie, oprócz chamstwa i psycholstwa, strasznie dużo jest zadufania i pewności siebie, mało wątpienia i poszukiwania prawdy. Dlatego w sumie cenię sobie to Forum.

DB (przeciętna) od Rabbita.
Edytor zaawansowany
  • ilnyckyj 02.09.12, 23:00
    Tak, Królik. Niechcący trafiłeś w sedno - tego o co mi chodzi. Nie trzeba być "kimś", by myśleć. Zadawać ważne pytania. Dochodzić do prawdy. A często ci "ktosie" są tak bardzo zadufani i zarozumiali, że uznają wątpienie i wahania za dowód słabości i mięczakowatości.
    --
    nonkonformiści
  • w.ell 03.09.12, 17:11
    To zadufanie często się pojawia, ale to może wynik braku empatii. A to z kolei może wynikać z anonimowości w internecie. Bo czy można współczuć albo lubić kogoś kogo się nie zna? Tu wymieniamy jakieś sądy, opinie a nie emocje.
    --
    Trzeba przemalować sufit - pomyślała
  • krol-czy-krolik 04.09.12, 09:00
    Brak empatii - zgoda, ale zadufanie nie wynika z braku empatii, ale odwrotnie: brak empatii z zadufania tych wszystkich zadufków, którzy się produkują na różnych forach.

    DB (w wirtualną rączkę) od Rabbita!
  • zawle 04.09.12, 12:38
    A nie prościej byłoby napisać kto się wkur... i czemu, zamiast dorabiać do tego teorie?
  • krol-czy-krolik 04.09.12, 17:46
    zawle napisała:

    > A nie prościej byłoby napisać kto się wkur... i czemu, zamiast dorabiać do tego
    > teorie?
    Coś nie czaję, Zawle. O co tu biega?
  • zawle 04.09.12, 19:00
    Odnoszę wrażenie że ktoś na jakimś forum Cię zirytował.
  • krol-czy-krolik 05.09.12, 16:38
    zawle napisała:

    > Odnoszę wrażenie że ktoś na jakimś forum Cię zirytował.
    No może nie zirytował. Niektórych ludzi (nie tylko w necie) po prostu się boję. Nic na to nie poradzę. Taki strachliwy ze mnie Królik.

    DB. od Rabbita
  • zawle 07.09.12, 19:19
    To może warto skupić się zna przyczynie tego strachu/ przeciwdziałaniu jemu? Budowanie tez tylko powiększa jego przestrzeń.
  • krol-czy-krolik 08.09.12, 11:29
    Przyczyna strachu?
    - Żyjemy w dżungli
    Przeciwdziałanie?
    - Czujność i przewidywanie.
    A wszystko pogodzić z miłością i życzliwością wobec Bliźnich!

    DB (czujnie-życzliwa) od Rabbita
  • basilisque 09.09.12, 20:59
    Nie w dżungli tylko w społeczeństwie (neo) kapitalistycznym. To może trochę podobne, ale nie to samo. Frustracja bierze się nie stąd, że wszędzie mamy wrogów, czy konkurentów, ale z tego, że nie ma i nie będzie sprawiedliwości społecznej, równości i solidarności.
    --
    Ha, ha - said the clown!
  • zawle 09.09.12, 22:08
    A może z poddania się pędowi? Bezrefleksyjnemu? Wczoraj byłam na obchodach iluś tam lecia swojej szkoły. Jeden z moich kolegów po kolei pokazywał mi swoich konkurentów na rynku. Każdy z nich był amoralnym skurwysynem. Następny, na poprzedniego psioczył, że przegrywał z nim w kontaktach z kobietami. Pierwszy nie narzeka na brak kasy, o miłości tego drugiego wybranka sprzed 20 lat dowiedziała się wczoraj. Problem nie jest ze światem na zewnątrz, tylko wewnątrz nas.
  • basilisque 09.09.12, 22:30
    zawle napisała:

    > ię wczoraj. Problem nie jest ze światem na zewnątrz, tylko wewnątrz nas.
    Myślę, że problem jest i tu i tu. Wszyscy jesteśmy jakoś przez ten świat sformowani, uczestniczymy w tej grze. Ta gra może nam się nie podobać i możemy zejść z boiska, ale czy to jest dobre rozwiązanie - nie wiem...


    --
    Ha, ha - said the clown!
  • zawle 10.09.12, 09:52
    Oczywiście pomiędzy tym co na zewnątrz i tym co w środku zachodzi interakcja. Ale tak jak ie jesteś w stanie świata na zewnątrz ukształtować zgodnie z własnymi oczekiwaniami, a próbując generujesz frustrację, tak na swoje życie wewnętrzne masz wpływ. I nie chodzi o domek na drzewie i wyautowanie się, ale to zważenie i wybranie lub olanie. Wole na przykładach rozmawiać, bo ogólnikami to się można rozminąć, pomimo że o jednym się mówi.
  • krol-czy-krolik 10.09.12, 16:00
    Na moim przykładzie. Dżungla - to taki myślowy skrócik. Chodzi o to, że otaczają cię liczni życzliwi wink i trzeba bardzo uważać.
    Ale też jak się bardzo najeżysz - to możesz zrazić sobie ew. prawdziwych przyjaciół. Zmienianie świata - co to to nie! Ja tylko chciałbym się jakoś wpasować i się frustruję bo nie zawsze mi to wychodzi... A może należałoby właśnie zaakceptować swoje niedopasowanie? Że niby jestem po prostu sobą i każdy jest sobą i na tym polega urok życia, że ludzie różnią się pomiędzy sobą. To się nazywa "niech rozkwita sto kwiatów". A to też nie jest takie proste, bo naprzykład są typy agresywne i toksyczne - i nie wiem czy one też mają "rozkwitać".Albo lizusy. Może tak: bądź sobą, ale nie przeszkadzaj innym, nie krzywdź (w miarę możliwości, bo może być też taka sytuacja, że komuś zaszkodziłeś niechcący).
  • basilisque 24.09.12, 21:16
    Może nie staraj się tam bardzo wpasowywać. Powiedz sobie: jestem inny, jestem sobą i zaakceptuj swoją odmienność.
    --
    Ha, ha - said the clown!
  • ilnyckyj 25.09.12, 21:28
    Ale czy inni zaakceptują twoją odmienność? I w ogóle samo poczucie odmienności, odrębności - już cię wyobcowuje z otoczenia.
    --
    nonkonformiści
  • zawle 25.09.12, 22:34
    A jak Ty się czujesz? Maszyną z metra cięty?
  • ole-na 26.09.12, 10:24
    On chyba to pisał o sobie (?)
  • ilnyckyj 02.10.12, 22:10
    Między innymi
    --
    nonkonformiści
  • basilisque 10.09.12, 22:25
    Przeciętność nie wyklucza wyjątkowości. Wyjątkowość - nie oznacza wybitności. Oznacza tylko, że doświadcza się poczucia swojej własnej niepowtarzalności, odmienności swojego własnego bytu, własnego "ja" - od innych bytów.
    --
    Ha, ha - said the clown!
  • zawle 10.09.12, 22:33
    Uważam żer poczucie wyjątkowości jest pierwszym z podstawowych warunków świadomego funkcjonowania w społeczeństwie. To właśnie poczucie odrębności każe nam zwrócić uwagę na siebie. Bez samoświadomości nie istniejemy ani jako ludzie ani jako obywatele.
  • basilisque 11.09.12, 00:01
    Tu się bardzo zgadzamy. Właśnie - wyjątkowość to poczucie odrębności! (Nie - wyższości)
    --
    Ha, ha - said the clown!
  • canus_lupus 15.09.12, 14:59
    jasne,dzięki,wyjątkowość to nie wyższość.I życie staje się proste.a chyba na co dzień o tym zapominamy-zapominam.No ,")piwo zaczyna działać....tak na marginesie-chyba wielu ludzi myśli o sobie że ,,ja to tak,oki.klękajcie narody,''Nic złego jak sie żyje samemusmile
  • zawle 22.09.12, 20:38
    Wyjątkowość to odcięcie od wszystkich. To stanięcie z boku. Tylko wtedy można zacząć myśleć samodzielnie. Jeśli chodzi o poczucie wielkości...tak, to przychodzi z czasem. Jak marskość wątroby u alkoholika...wpisane w samodzielne myśleniewink
    Jeśli bycie jednostką odrębną, samostanowiącą i myślącą na świeżo ( nieschematycznie) musi być okupione samotnością, to ja wybieram samotność. Samotni jesteśmy zawsze w najważniejszych momentach swojego życia. Więc może to bycie z kimś jest wielką ściemą, następną ułudą i cieniem prawdziwego życia?
  • basilisque 22.09.12, 21:43
    zawle napisała:

    > Jeśli bycie jednostką odrębną, samostanowiącą i myślącą na świeżo ( nieschematy
    > cznie) musi być okupione samotnością, to ja wybieram samotność. Samotni jesteśm
    > y zawsze w najważniejszych momentach swojego życia. Więc może to bycie z kimś j
    > est wielką ściemą, następną ułudą i cieniem prawdziwego życia?
    +++++++
    Myślę, że tu dotknęłaś sprawy bardzo ważnej. "Samotność... cóż mi po ludziach" - ten pierwszy, wyświechtany wers z tzw. Wielkiej Improwizacji też mówi o tym doznaniu wyobcowania, odrębności własnego "ja". Ale jednocześnie jesteś - nie tylko "wśród", ale i "wobec" innych, w zderzeniu z innymi. Inni - są Twoim lustrem. I ty jesteś lustrem dla innych. Tu jakby najpełniejszą odpowiedź, sprawdzoną na sobie, dał Witold Gombrowicz, nasz anty-wieszcz... Przepraszam, może za bardzo zagłębiłem się w materię literacko-filozoficzną, ale naprawdę samotność, wyobcowanie, relacje "ego"- "świat" to główny temat wielkiej filozofii i wielkiej literatury. Samotność - poczucie własnego "ja", poczucie odrębności czy wyjątkowości, w znaczeniu: niepowtarzalności własnego życia - tak. Ale nie - izolacja! Przyznaję, że mnie też trochę dręczy ten temat.


    --
    Ha, ha - said the clown!
  • zawle 23.09.12, 05:16
    Ja myślę że najpierw trzeba umieć być samemu, żeby móc być z kimś. Tylko zdystansowanie pozwala jednemu człowiekowi towarzyszyć drugiemu. Piszesz że inni są moim lustrem. To prawda. Ale obraz który się w tym lustrze pojawia nie może być jedynym który widzę. Muszę też popatrzeć na siebie od środka. Muszę ciągle weryfikować to co widzę. Inni ludzie są krzywym zwierciadłem. Więc obcowanie z nimi to jak patrzenie na siebie w groteskowych odbiciach. I chyba o to chodzi. Oglądając w ten sposób siebie....zdeformowanego, wykrzywionego, chudego i grubego jednocześnie, musimy uzmysłowić sobie ogrom przerysowań czy wręcz nieprawdy jaka serwują nam inni ludzie na nasz temat. Musimy nauczyć się patrzeć na siebie od środka. Pozwolić na niestabilność tego obrazu, zaakceptować siebie i polubić. I podejść z humorem do tej sali luster, nie ze strachem. Z przymrużeniem oka, nie na serio.
  • basilisque 24.09.12, 21:04
    Ja to rozumiem nie jako samotność, czy osamotnienie - ale poczucie własnej autonomii. Coś co nie pozwala mi się wtopić w tłum, choćbym nawet chciał (tu zaczynam rozumieć pierwszy post Królika). Doznać swoją odrębność. To nie narcyzm (lustro tu znaczy coś innego - odbicie siebie w innych), ani miłość własna. Po prostu: najbardziej fundamentalne stwierdzenie, że "Ja" i "Swiat" - to co innego.
    --
    Ha, ha - said the clown!
  • apersona 26.09.12, 10:09
    ale ja "Ja" jestem też częścią świata smile
  • apersona 26.09.12, 10:08
    zawle napisała:

    > Ja myślę że najpierw trzeba umieć być samemu, żeby móc być z kimś.

    Racja, żeby naprawdę być z kimś trzeba nauczyć się stać pewnie na własnych nogach, nie można być uzależnionym od opinii i reakcji innych. Ale dotyczy to dorosłych, dzieci są naturalnie zależne od rodziców, nie przeżyją bez opieki dorosłych, a zmiana z dziecka w dorosłego nie odbywa się nagle
  • ilnyckyj 02.10.12, 22:19
    Nie bardzo rozumiem co znaczy umieć być samemu. W ogóle nie wiem czy można "umieć być". Dojrzałość. Fizycznie się osiąga, to reguła Natury. Ale psychicznie, umysłowo to co innego. Zalatuje rutyną. Choć ona też jest potrzebna. Tak jak potrzebne jest to dziecko w nas.
    --
    nonkonformiści
  • zawle 03.10.12, 09:43
    Dla mnie umieć być samemu oznacza umiejętność bycia szczęśliwym i spełnionym nawet wtedy gdy nie ma się drugiej połowy. Umieć być...to sformułowanie naprowadza nas trochę na klimat. W ludzkiej kulturze ludzie powinni być sparowani. Mężczyźni płacili bykowe, samotne kobiety oceniane są do dzisiaj niepochlebnie. Umieć być oznacza pójście pod prąd tym opiniom. Zrzucenie jarzma społecznego. I chyba od tego trzeba zacząć. Nie muszę z kimś być, aby czuć się dobrze. Nie muszę się przeglądać w kimś.
    Ale za to jeśli chodzi o dojrzałość...czym ona jest? Kiedy jest ten moment w którym można o kimś powiedzieć że jest dojrzały?
  • apersona 03.10.12, 12:03
    Dla mnie są tu dwie składowe - prozaiczna: umiejętność samodzielnego utrzymania i zaspokojenia podstawowych potrzeb - jedzenie, opranie, utrzymanie porządku dysponowanie finansami ( to w czym tradycyjny mężczyzna był uzależniony od matki/żony) i psychiczna: nie wpadać w rozpacz jesli nie jestem przedmiotem niczyjego specjalnego uwielbienia i troski, umieć samej kierować swoim życiem nie wieszając się na autorytetach czy koniecznościach życiowych takich jak troska o męża i dzieci.
  • dziwny_ten_swiat 03.10.12, 16:22
    Czyli najlepszy tu byłby żółw, bo dobrze opancerzony, stojący pewnie na czterech nogach i nie dający się wytrącić z równowagi.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka