• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Zmarł Krzysztof Słysz z baru "Pstrąg" w Rozpuciu Dodaj do ulubionych

  • 20.11.09, 16:46
    Kilka dni temu w Birczy dotarła do mnie bardzo smutna wiadomość:
    właściciel baru "Pstrąg" w Rozpuciu - Krzysztof Słysz nie żyje.
    Oczywiście nie uwierzyłem, tym bardziej, że osoba od której to
    usłyszałem, nie znała żadnych szczegółów na ten temat. Pomyślałem,
    że pewnie chodzi o kogoś innego, bo Krzysiek nie miał jeszcze nawet
    pięćdziesięciu lat, a ostatnio widziałem go raczej w dobrej
    kondycji. Jednak może jakiś wypadek, albo inne nieszczęście... Z
    promykiem nadziei, ale także przygotowany na najgorsze, udałem się w
    minioną niedzielę do Rozpucia. Już sam widok szlabanu i zamkniętego
    na głucho baru zdawał się potwierdzać najczarniejszy scenariusz. Już
    chciałem popytać sąsiadów, gdy nagle pod bar zajechał jakiś
    samochód. Wysiadło z niego kilkoro ludzi, ale Krzyśka między nimi
    nie było. Zaczepiłem jakąś kobietę, która okazała się jego siostrą i
    wszystko stało się jasne: Krzysiek zmarł nagle 31 października 2009
    r. Miał 48 lat. Pochowali go na cmentarzu w Tyrawie Wołoskiej.
    Smutne, ale niestety prawdziwe... Podjechałem na dobrze mi znany
    cmentarz, bo jeszcze trzy miesiące temu odnawiałem tam nagrobki na
    obozie SDMK. Okazało się, że Krzysiek leży tuż obok, w pobliżu
    świerkowej alejki. Krótkie pożegnanie, a potem spojrzałem na góry w
    kierunku Rozpucia. Tym razem wydały mi się jakieś inne, uboższe.
    Żegnaj kolego...

    Zaraz potem przypomniały mi się słowa z piosenki Dżemu:
    "Jeśli go nie znałeś, to nie żałuj.
    Bo przyjaciela straciłbyś, jak ja..."
    No może nie aż przyjaciela, a bardzo, bardzo dobrego znajomego.
    Poznaliśmy się kilka lat temu w jego barze w Rozpuciu. Lubiłem tam
    zaglądać, bo moim zdaniem podawali tam najlepszą rybę na
    Podkarpaciu. Nawet jak objechałem pół Bieszczadów z Soliną i
    Polańczykiem włącznie, to i tak wieczorkiem zajeżdżałem na pstrąga
    do Rozpucia. Bez Krzyśkowej ryby wycieczka nie mogła być w pełni
    udana. Przy okazji dyskusje na różne tematy. O sobie, o ludziach i o
    życiu. Przez ten czas zdążyłem Krzyśka dość dobrze poznać. A może
    tak mi się tylko wydawało... A jednak mam teraz do siebie żal, że
    jakoś nie potrafiłem do niego w pełni dotrzeć, jakoś pomóc. Zawsze
    myślałem, że za dużo nas dzieliło w spojrzeniu na świat. Teraz jest
    już za późno. Szkoda...

    Śmierć Krzyśka prawdopodobnie nie oznacza końca baru "Pstrąg" w
    Rozpuciu. Niewykluczone, że na wiosnę interes otworzy jego siostra.
    Ale nawet jeśli poznała od brata tajniki przyrządzania smacznej
    ryby, to i tak już nigdy nie będzie tam jak dawniej. Rozpucie bez
    Krzyśka też już nie to samo. Jakoś dziwnie tu cicho i pusto...

    I jeszcze jeden łyk smutku. Krzyśkowe psy, a miał ich cztery, ciągle
    są uwiązane w pobliżu baru. Wciąż z utęsknieniem wypatrują swego
    pana. Pewnie jeszcze nie wiedzą, że nadaremnie...
    Edytor zaawansowany
    • 20.11.09, 19:54
      Krzysiek był bardzo pracowity. Pamiętam jak zakładał stawy. Sporo pracy tam
      włożył. Jeżeli znałeś Go dobrze to wiesz, że ktoś Mu w tym dużo pomagał :)
      Szkoda Krzyśka ale i szkoda tego "kogoś". Reszta jest milczeniem.
      • 23.11.09, 00:51
        Wyrazy współczucia dla rodziny ś.p. Pana Krzysztofa i Wszystkich jego znajomych.
        Koło tego baru przejeżdżałem często, nawet bardzo często. Ponadto pamiętam jak dziś gdy we wrześniu w 1975r. jechałem z jednym z kierowców z KPRD w Uhercach do Roztoki, sławetnym ZIŁ-em wywrotką, benzyniakiem (lali tam wtedy nowy asfalt), natomiast z powrotem zajeżdżali właśnie do Rozpucia, gdzieś tam gdzie Pan Krzysztof miał stawy i tam koparka ładowała im żwir na kurs powrotny do Uherzec. Wydaje mi się, że było to gdzieś po drugiej stronie rzeki, w okolicach baru "Pstrąg".
      • 02.12.09, 21:22
        Krzysiek był pracowity, pełen energii i niesamowitych pomysłów na
        przyszłość. Wiosną tego roku przymierzał się nawet do założenia w
        Rozpuciu schroniska dla psów! Przeprowadził już nawet wstępne
        rozmowy z władzami gmin, zainteresowanych tym projektem. Krzysiek
        kochał psy, a ludzie to wykorzystywali, podrzucając mu kolejne
        zwierzaki, zwłaszcza te uważane za niebezpieczne (rottweilery).
        Ostatnio miał ich trzy i jednego owczarka niemieckiego. Dzisiaj
        pewnie wszystkie trafiły już do schroniska, ale nie tego
        Krzyśkowego, bo to przez głupi zbieg okoliczności w końcu nie
        powstało.

        Gdy upadła idea przytuliska pojawił się pomysł na rozbudowę baru.
        Powstała już nawet podłoga nowego pomieszczenia, ale nagła śmierć
        Krzyśka przekreśliła i te plany. Jest jednak szansa, że ktoś
        dokończy rozpoczęte dzieło...
        • 09.08.10, 13:34
          Podczas mojego spotkania z siostrą śp. Krzyśka, o którym mowa w
          pierwszym wpisie, dowiedziałem się, że w sezonie bar "Pstrąg" będzie
          prawdopodobnie otwarty, pomimo śmierci właściciela. Tak też się
          stało, chociaż do tej pory nie zdążyłem tam zajrzeć. Nie wiem nawet
          kto przyrządza i sprzedaje ryby. Mam jednak nadzieję, że ktoś ze
          starej załogi, bo to gwarancja dobrego smaku i w pewnym sensie
          kontynuacji Krzyśkowego gotowania. Ciekawe tylko, czy Krzysiek
          zdążył przekazać wszystkie tajniki przyrządzania doskonałej
          przyprawy do pstrąga, bo zawsze podkreślał, że robi ją sam i to taka
          jego tajna broń. Tak czy inaczej, trzeba się wybrać do "Pstrąga",
          chociaż widok baru, za którym nie zobaczę już Krzyśka bardzo smutnym
          obrazkiem...
          • 09.08.10, 17:33
            Przejeżdżałem ostatnio koło baru (5 sierpnia), ale pusto tam było.
    • 14.12.09, 13:36
      Smutna wiadomość.

      W barze Pana Krzysztofa byłem tylko raz (w sierpniu ubiegłego roku)
      ale gdybym mieszkał w pobliżu zapewne często bym to miejsce
      odwiedzał, bowiem wywarło na mnie bardzo pozytywne wrażenie.

      Pamiętam bardzo dobrze: sympatyczny, wesoły, energiczny właściciel
      pogadujący coś do mnie podczas podliczania należności za nasze
      zamówienie; Jego skromny, prosty ale bardzo przyjemny lokal z
      ustawionymi na zewnątrz drewnianymi stołami, świetnie przyrządzone
      pstrągi i śliczna dziewczyna roznosząca je do stolików.

      -----------------------

      "Wieczne odpoczywanie ....
    • 08.08.11, 22:29
    • 07.08.12, 23:01
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.