• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Był kiedyś taki człowiek. Dodaj do ulubionych

  • 16.11.07, 22:45
    Proponuje wątek w którym umieszczane będą posty z opisem wydarzeń z
    życia osób których zachowanie w określonych sytuacjach świadczy o
    ich szlachetności, odwadze, bezinteresowności itp. Chodzi mi o osoby
    mało znane a jednocześnie o wyjątkowych cechach i związane z
    obszarem, którego dotyczy to forum.
    Zaawansowany formularz
    • 16.11.07, 22:47
      Wasyl Czerwinczak, urodzony w 1906 roku, duchowny greckokatolicki,
      święcenia otrzymał w 1935r. W latach 1935-39 w Woli Oleszyckiej a od
      1939 do 1945 kierował parafią w Olszanach. Dodatkowo w latach 1941-
      44 opiekował się również parafią w Dubiecku. Aresztowany w 1945 roku
      więziony w Birczy a następnie Przemyślu, zwolniony w 1947r. Ponownie
      aresztowany w 1947 i skazany na 10 lat więzienia za pomoc UPA i
      odprawianie w lesie mszy dla jej żołnierzy. Karę odbywał w więzieniu
      w Wiśniczu w jednej celi ze skazanymi żołnierzami UPA.
      Pewnego razu straż więzienna wyprowadziła więźniów na plac i
      odczytując z kartki nazwiska podzieliła więźniów na dwie grupy.
      Poinformowano ich, że jedna z grup to ci którzy zostaną decyzja
      władz zwierzchnich rozstrzelani.
      Wszyscy współwięźniowie z celi ojca Czerwinczaka znaleźli się w tej
      nieszczęsnej grupie tylko nie on, wtedy duchowny przeszedł do grupy
      kolegów z celi. Na pytanie zdziwionych strażników odpowiedział:
      razem z nimi przez lata dzieliłem los i razem z nimi pójdę na
      śmierć.
      Okazało się później, że to była tylko taka zabawa znudzonych
      strażników więziennych i wszyscy wrócili do cel.
      Ojciec Wasyl Czerwinczak umarł w 1985 roku i jest pochowany w
      Przemyślu na cmentarzu przy ulicy Słowackiego. Na pewno kiedyś
      zapalę na jego grobie świeczkę.
    • 11.12.07, 21:50
      3 marca 1946 r. Wojsko Polskie rozpoczęło wysiedlanie ukraińskich
      mieszkańców Nowosielec Kozickich. Za wysiedlanymi wstawili się ich
      sąsiedzi, Polacy. Gdy żołnierze zażądali 100 tys. złotych za
      odstąpienie od wywózki, to cała wieś, łącznie z księdzem łacińskim,
      solidarnie złożyła się na wymagany okup. Ostatecznie wywieziono
      tylko osiem rodzin. Podczas akcji "Wisła" już nie było taryfy
      ulgowej, wysiedlono wówczas 246 osób na tzw. Ziemie Odzyskane.

      W 1921 r. Nowosielce Kozickie liczyły 67 domów i 378 mieszkańców
      (197 grek., 169 rzym., 12 mojż.).
    • 12.12.07, 00:38
      Wspomnienie Mirona Poliwody z Jawornika Ruskiego.
      Jest wiosna 1946 roku. Mój ojciec idzie do miejscowości Zahuty,
      gdzie mieszka jego siostra, aby przynieść od niej chociaż kawałek
      chleba. W tym czasie nasza wieś została zaatakowana, nie zdążyliśmy
      z mama się skryć. Zaprowadzono nas pod wielki dąb, by
      tam „rozwalić”. W tym czasie widzimy jak tacy sami wychodzą od
      naszej sąsiadki z domu z okrzykiem: „Uwaga, chłopcy, tutaj nie
      wchodzić, bo to polski dom!” I co się dzieje? Widzimy, jak w naszym
      kierunku idzie zapłakana sąsiadka z zawiniątkiem w ręku. Przyniosła
      okup za nasze życie: pół litra samogonu i osełką masła.
    • 03.01.08, 13:36
      Emilian Kowcz urodził się 20 sierpnia 1884 r. w Kosmaczu pow. Kosów
      (Huculszczyzna) jako syn ks. Grzegorza Kowcza, miejscowego
      proboszcza greckokatolickiego. Kapłanem greckokatolickim był również
      jego teść, a także wszyscy trzej szwagrowie i dwaj z trzech synów.
      Maturę uzyskał we Lwowie. W latach 1905-11 przebywał na studiach
      teologicznych w rzymskim Collegium Ruthenum. W roku 1910 poślubił
      Marię-Annę Dobrzańską (1891-1939), zaś w roku następnym przyjął
      święcenia kapłańskie z rąk biskupa stanisławowskiego Grzegorza
      Chomyszyna. Po krótkim okresie administrowania parafią Podwołoczyska
      w pow. Skałat zgłosił się do pracy wśród kolonistów ukraińskich w
      Bośni, gdzie pełnił posługę kapłańską w okręgu Prijedor (parafia
      Kozarac). Po powrocie do Galicji był wikariuszem-kooperatorem w
      parafii Serniki Górne pow. Rohatyn (1916-1919). W roku 1919 wstąpił
      do Ukraińskiej Armii Halickiej, był mianowany kapelanem tzw. Kosza
      Brzeżańskiego. Przeszedł kampanię galicyjską i naddnieprzańską,
      dając dowody męstwa w niebezpiecznej kapelańskiej służbie.
      Internowany przez Polaków, następnie zaś zwolniony, w latach 1921-22
      był krótko proboszczem w Borszowie k. Przemyślan, następnie zaś
      objął kanonicznie urząd proboszcza parafii Przemyślany z cerkwią
      filialną we wsi Korosno.

      Jako proboszcz w Przemyślanach ks. Kowcz rozwinął wszechstronną
      działalność religijno-społeczną. Wsławił się m.in. jako kaznodzieja
      i organizator lokalnych Kongresów Eucharystycznych. Poświęcił się
      służbie swym parafianom, zaniedbując wręcz interesy materialne
      własne i swej rodziny. Nie stronił od działalności społecznej o
      charakterze świeckim - był inicjatorem, animatorem i organizatorem
      szeregu przedsięwzięć o charakterze oświatowo-kulturalnym czy
      ekonomicznym (ruch spółdzielczy). Był zdecydowanym zwolennikiem
      niepodległości Ukrainy oraz włączenia obszaru b. Galicji wschodniej
      do przyszłego państwa ukraińskiego. Ta konsekwentna postawa
      polityczna oraz przypadki ignorowania niesprawiedliwych decyzji
      władz administracyjnych (np. budowa, mimo zakazu, cerkwi w jednym z
      przysiółków) powodowały konflikty z władzami polskimi, czego
      konsekwencją były grzywny, a nawet kary pozbawienia wolności -
      odbywane po części w monasterze studyckim w Uniowie k. Przemyślan
      (zgodnie z art. 22 Konkordatu z 1925 r.). Niepodległościowe poglądy
      i działalność ks. Kowcza nie były jednak związane z jakimkolwiek
      uczuciem wrogości wobec Polaków. Gdy np. po klęsce wrześniowej w
      1939 r. niektórzy parafianie z Korosna dopuścili się grabieży mienia
      polskich osadników, ks. Kowcz w bardzo ostrych słowach napiętnował
      ich czyn i nakazał kategorycznie zwrot zabranych rzeczy - co też
      zostało wykonane. Zorganizował także pomoc dla polskich wdów i
      sierot. Fakty te - jak również odwaga ks. Kowcza w okresie tzw.
      pierwszych Sowietów (1939-41), przejawiająca się m.in. w
      kontynuowaniu tradycji publicznej procesji i święcenia wody na
      święto Objawienia Pańskiego (popularny Jordan) - spowodowały, że do
      cerkwi parafialnej w Przemyślanach zaczęli się garnąć także Polacy-
      rzymskokatolicy.

      Wkroczenie wojsk niemieckich w 1941 r. było dla większości Ukraińców
      galicyjskich wydarzeniem radosnym - kończyło się panowanie Sowietów.
      Proklamacja niepodległości Ukrainy 30 czerwca 1941 r. dawała
      nadzieję na utworzenie własnego państwa. Ks. Kowcz, mimo iż został
      po ustąpieniu wojsk sowieckich wybrany starostą powiatu
      przemyślańskiego, nie uległ ogólnej euforii, skupiając się w swych
      publicznych wystąpieniach głównie na apelowaniu do młodzieży
      ukraińskiej, by nie dała wciągnąć się do działań zbrodniczych,
      zwłaszcza w ramach tworzonej przez nowego okupanta policji
      ukraińskiej. Polityka nowej władzy rychło rozwiała złudzenia - ks.
      Kowcz zaś nie omieszkał piętnować publicznie zbrodni nowego reżimu.

      Szczególnej wagi nabrała podówczas kwestia żydowska. Już niedługo po
      wkroczeniu Niemców oddział SS spędził do budynku synagogi grupę
      Żydów w celu spalenia ich żywcem. Ks. Kowcz, dzięki przytomności
      umysłu oraz biegłości w niemczyźnie, zdołał skłonić Niemców do
      odstąpienia, po czym sam z pomocą parafian odblokował drzwi, co dało
      możność wyprowadzenia z płonącej synagogi części zamkniętych w niej
      Żydów. Bohaterstwo proboszcza Przemyślan nie mogło jednak zniweczyć
      hitlerowskich planów ludobójstwa. Żydzi w Przemyślanach stanowili
      większość mieszkańców, stąd też nie mogło być mowy o masowym ich
      ratowaniu. Gdy jednak pojawił się w społeczności żydowskiej ruch
      zmierzający do konwersji na chrześcijaństwo - chociaż skądinąd było
      wiadomym, że hitlerowskie "prawa" rasowe obojętnie odnoszą się do
      przynależności wyznaniowej osób pochodzenia żydowskiego i chrzest
      nie zwiększa szansy ocalenia - ks. Kowcz nie wahał się katechizować
      i chrzcić Żydów, którzy o to prosili. Czynił to najpierw
      indywidualnie - później, gdy tryby maszyny zagłady przyspieszyły,
      udzielał chrztu masowo, łamiąc zarządzenia władz okupacyjnych i
      lekceważąc ostrzeżenia. Co więcej, po zamknięciu getta zwrócił się
      do władz z żądaniem umożliwienia mu obsługi wspólnoty Żydów-
      chrześcijan w getcie. Podobno zwrócił się nawet z listem do Hitlera,
      piętnując zbrodnie nazistów.

      Stosunek ks. Kowcza do polityki hitlerowskiej zaowocował
      aresztowaniem odważnego kapłana (30 grudnia 1942 r.). Wtrącony do
      lwowskiego więzienia przy ul. Łąckiego nie tylko przyznał się do
      udzielania chrztu Żydom, ale także odmówił podpisania zobowiązania
      do zaprzestania tej praktyki w przyszłości - mimo jej sprzeczności z
      rozporządzeniami okupanta. Nie złamało ks. Kowcza bicie, choć nie
      szczędzono mu razów, licząc na zachwianie jego oporu. Mimo to ks.
      Kowcz nie tylko nie poddał się dyktatowi Gestapo, ale jednocześnie
      starał się służyć współwięźniom jako kapłan; zaofiarował także
      pośrednictwo swego syna Sergiusza, który odwiedzał ojca w więzieniu,
      do przesyłania grypsów towarzyszy więziennej niedoli.

      Nie uzyskawszy od ks. Kowcza żądanej deklaracji, władze hitlerowskie
      postanowiły umieścić go w Konzentrazionslager Lublin. Nadano mu tam
      numer obozowy 2399 i umieszczono w bloku 14 na polu 3. W obozie na
      Majdanku ks. Kowcz dopełnił miary swego heroizmu, duszpasterzując
      wśród współwięźniów różnych narodowości i wyznań. Uznając swą misję
      obozową za dar Opatrzności i jednocześnie zadanie do wykonania -
      ostatnie kapłańskie zadanie w życiu - w listach z obozu prosił, by
      nie podejmowano starań o jego zwolnienie, albowiem jego miejsce jest
      w obozie, gdzie nikt nie może go zastąpić w jego kapłańskiej misji.
      Prosił także o modlitwę za twórców obozu i systemu hitlerowskiego w
      ogóle.

      W obozie ks. Kowcz dokończył ziemskiego żywota. Wedle oficjalnych
      danych, zgon nastąpił 25 marca 1944 r. z powodu flegmony prawej nogi.

      W roku 1996 Ukraiński Kościół Greckokatolicki wszczął proces
      beatyfikacyjny swych dwudziestowiecznych męczenników. W ich liczbie
      znalazł się także ks. Emilian Kowcz. Razem z 26 innymi Sługami
      Bożymi został ogłoszony błogosławionym przez Jana Pawła II 27
      czerwca 2001 r. we Lwowie, w czasie wizyty papieskiej na Ukrainie.
    • 25.07.08, 13:03
      Z raportu zastępcy głównego pełnomocnika rządu USRR do spraw
      repatriacji Ukraińców, Tymofija Kalnenki:

      "... Ksiądz z Łukowego (powiat Lesko) Wiktor Kumczyło, ukończywszy
      filozofię na Uniwersytecie Lwowskim, Ukrainiec, członek OUN,
      nastawiony antyradziecko, usilnie prowadził agitację przeciwko
      wyjazdom Ukraińców na Ukrainę. Po Służbie Bożej Kumczyło wystąpił z
      przemówieniem, w którym wzywał naród do niewyjeżdżania na Ukrainę,
      krytykował ZSRR... Oświadczył, że rząd londyński ma poszanowanie w
      narodzie... Rząd niejakiej Wandy Wasilewskiej i Osóbki-Morawskiego
      okazuje się samozwańczy i nie ma w narodzie żadnego autorytetu. Ten
      rząd ustanowiony jest odgórnie przez ZSRR."

      Podobną informację o księdzu Kumczyle zawarł w swoim sprawozdaniu z
      22 listopada 1945 r. główny pełnomocnik rządu USRR do spraw
      ewakuacji, Nikołaj Podgornyj. Stwierdził on m.in., że podczas
      procesji w cerkwi Kumczyło zapewniał, że na Ukrainie przesiedleńców
      nie spotka nic dobrego. Natomiast w rozmowie z powiatowym
      pełnomocnikiem do spraw przesiedleń ksiądz powiedział: "kto nie ma
      niczego, to niech jedzie. Ci zaś, którzy mają majątek powinni
      zostać, bo na Ukrainie nic dobrego ich nie spotka". W dalszej części
      sprawozdania Podgornyj informował, że Kumczyło przejawia wrogi
      stosunek do rządu, uważając, iż prawo do rządzenia polskim i
      ukraińskim narodem ma rząd w Londynie.

      Wzmianki o Kumczyle pochodzą z książki IPN "Akcja Wisła" pod
      redakcją Jana Pisulińskiego. Jak na rzekomego członka OUN, stosunek
      księdza do rządu w Londynie bardzo intrygujący...
      • 28.07.08, 19:08
        Bardzo ciekawa osoba, aż się chce pogrzebać i dowiedzieć czegoś
        więcej o tym człowieku. Niestety na razie siedzę zagrzebany po uszy
        w temacie porozumień AK- WiN z OUN-UPA i brakuje mi czasu, dlatego
        też nie udzielam się na forum, wrócę po wakacjach. Oczywiście czytam
        to co koledzy piszą u Piotra i tutaj.
    • 03.09.08, 00:13
      Niedawno udało mi się porozmawiać z dawnym mieszkańcem Borownicy,
      świadkiem spalenia tej wioski przez UPA. O Borownicy będzie w innym
      wątku, a tutaj zamieszczam autentyczną historię pewnej bohaterskiej
      Polki - Zofii Strus, mieszkanki Piątkowej Ruskiej, pochodzącej
      właśnie z Borownicy. Opowieść jest streszczeniem relacji dawnego
      mieszkańca Borownicy.



      W Piątkowej Ruskiej mieszkała Polka z Borownicy - Zofia Strus, z
      domu Zdybik, która wyszła za Ukraińca. Jej siostra także wyszła za
      Ukraińca z Piątkowej.

      W czasie napadu milicji z Borownicy (pod dowództwem
      Kotwickego „Ślepego”) na Piątkową, w odwecie za krzywdy zadane
      Polakom z Piątkowej przez banderowców, w pewnym momencie ludzie
      Kotwickiego zaczęli prowadzić jej męża Ukraińca za stodołę, żeby go
      zastrzelić, bo to banderowiec. Zofia dobrze znała tych milicjantów,
      bo byli jej rówieśnikami, a może była nieco od nich starsza.
      Poleciała zaraz za nimi, zasłoniła męża swoim ciałem i powiedziała:
      - Niech Polak Polaka strzela. To jest mój mąż, on jest dobry dla
      mnie. On jest niewinny, nie jest banderowcem. Ci co banderowcy, już
      dawno w lesie siedzą.
      I tak go uratowała...

      Nie spodobało się to miejscowym sympatykom UPA, wśród których byli i
      tacy, którzy chcieli ją za to zastrzelić. Odtąd Zofia musiała się
      ukrywać, najczęściej w stogu siana lub w jakiejś dziurze w ziemi.
      Nie mogła nawet wyjść na swoje pole, bo musiałaby przejść przez
      potok, a tam by ją zastrzelili. Mąż, mimo nacisków, nie wydał jej.

      Niedługo potem milicja z Tarnawki przeprowadziła obławę na Piątkową
      i uprowadziła do Tarnawki wielu młodych mężczyzn Ukraińców, także
      rzekomo za to, że byli banderowcami. Nie było to zgodne z prawdą, bo
      ci ludzie byli całkowicie niewinni. Nie ukrywali się, bo wierzyli,
      że skoro nikomu nie zrobili żadnej krzywdy, to nic im ze strony
      polskiej milicji nie grozi. Jednak srodze się przeliczyli. W
      Tarnawce milicjanci okrutnie ich bili, męczyli i morzyli głodem. A
      czasy były takie, że można było nawet bezkarnie zabić i nikt się nie
      pytał po coś zabił.

      Zrozpaczone żony uprowadzonych przyszły do Zofii i zaczęły ją
      błagać, aby poszła na milicję do Tarnawki i wstawiła się za ich
      mężami:
      - Ty Polka, nic Ci nie zrobią. Idź i proś za nimi!
      Zofia odważna była i poszła.

      Kobiety przygotowały jej trochę jedzenia dla mężów, bo nie wiadomo
      było kiedy ich wypuszczą, a tam jeść nie dają. Wzięła ten pakunek na
      plecy i poszła pod eskortą UPA, bo samą by ją jeszcze ktoś
      zastrzelił. Przeprowadzili ją do Tarnawki przez las i poszła na
      milicję. Tam zaczęła bronić tych z Piątkowej. Mówiła, że oni
      niewinni, że ci co winni już dawno w lesie siedzą itp. I puścili
      ich...

      Wielką zasługę wtedy miała, a i potem jeszcze nieraz się za innymi
      wstawiała, gdy ta czy inna milicja grasowała w Piątkowej. Gdy się
      tak zasłużyła komendant sotni wydał specjalny „żelazny list”, w
      którym ostrzegł, że jeśli tej kobiecie stanie się jakakolwiek
      krzywda, to sprawcę czeka niechybna śmierć. List ten został
      publicznie ogłoszony w Piątkowej i od tej pory Zofia Strus przestała
      się ukrywać i nie musiała już się obawiać swoich dawnych
      prześladowców.
      • 03.09.08, 11:58
        tawnyroberts napisał:

        >tutaj zamieszczam autentyczną historię pewnej bohaterskiej
        > Polki - Zofii Strus, mieszkanki Piątkowej Ruskiej, pochodzącej
        > właśnie z Borownicy. Opowieść jest streszczeniem relacji dawnego
        > mieszkańca Borownicy.

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=48782&w=84189355
        • 03.09.08, 21:48
          Nie wiem dlaczego komentarz do wpisu z forum "Nad Sanem i Wiarem"
          zamieszczasz na innym forum, a tutaj wklejasz jedynie link do
          Twojego komentarza. Jeśli myślisz, że na forum "Polska-Ukraina" nie
          skomentuję Twoich "odkrywczych" stwierdzeń zawartych w komentarzu,
          to dobrze kombinujesz, bo już od dłuższego czasu tam nie pisuję i
          nie zamierzam tego zmieniać. Mam dla Ciebie dobrą radę: chcesz
          odpowiedzi na nurtujące Cię pytania, to pisz tutaj. W przeciwnym
          razie nie zawracaj "gitary" tymi linkami.
          • 04.09.08, 09:03
            Tyle jest ciekawych rzeczy ...
          • 04.09.08, 13:46
            tawnyroberts napisał:

            Mam dla Ciebie dobrą radę: chcesz
            > odpowiedzi na nurtujące Cię pytania, to pisz tutaj.

            Zle wkleilem pliki i linki, ten jest dla Ciebie:

            .....Wielką zasługę wtedy miała, a i potem jeszcze nieraz się za
            innymi wstawiała, gdy ta czy inna milicja grasowała w Piątkowej. Gdy
            się tak zasłużyła komendant sotni wydał specjalny „żelazny list”, w
            którym ostrzegł, że jeśli tej kobiecie stanie się jakakolwiek
            krzywda, to sprawcę czeka niechybna śmierć. List ten został
            publicznie ogłoszony w Piątkowej i od tej pory Zofia Strus przestała
            się ukrywać i nie musiała już się obawiać swoich dawnych
            prześladowców ......

            Kilka pytan:
            -skad ta opowiesc kto moze ja potwierdzic ?
            -ktora to sotnia i jaki pseudonim jej sotinnego ktory dal Pani Strus
            list zelazny?
            -jak to sie stalo ze MO nic nie wiedzialo o jawnym liscie upa dla
            polki z piatkowej ruskiej i nie zaaresztowalo ja ?
            -jak to mozliwe ze polscy partyzanci i samoobrona nic o tym nie
            wiedziala ?
            -co sie stalo z Zofia Strus i jej mezem po spaleniu Borownicy ?
            -jakim cudem maz Zofii mimo naciskow banderowcow ja nie wydal i
            przezyl te naciski ?
            -jak to mozliwe ze Pani Zofia sie ukrywala ...najczęściej w stogu
            siana lub w jakiejś dziurze w ziemi... i nawet ...Nie mogła nawet
            wyjść na swoje pole, bo musiałaby przejść przez potok, a tam by ją
            zastrzelili... a zrozpaczone zony Ukraincow znalazly ja bez trudu w
            kryjowce i ot tak ...przyszły do Zofii... ?
            -ile w okolicach Piatkowej Ruskiej bylo milicji (na pewno byla
            milicja obywatelska) i jak sie nazywaly pozostale milicje ?

            Komentarz
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=48782&w=84189355
            daję komentarz na P-U bo tam nie wszyscy wierza w dokumenty z baniek
            Mariusza
            • 08.09.08, 09:37
              Historię Zofii Strus opowiedział mi dawny mieszkaniec Borownicy,
              mieszkający tam do czasu jej spalenia przez UPA w kwietniu 1945 r.
              Zofia Strus była ciotką jego żony, pochodzącej również z Borownicy.
              Mój rozmówca, jak łatwo się domyślić, nie przepada zbytnio za UPA,
              stąd ostatnią rzeczą, o jaką bym go posądzał,
              jest "podkoloryzowanie" swojej opowieści na korzyść UPA. Moim
              zdaniem opowiadał to, co zapamiętał, dlatego jego wypowiedź jest dla
              mnie wiarygodna. W tej chwili nie wiem kto mógłby ją potwierdzić,
              oczywiście za wyjątkiem jego żony.

              Piątkowa Ruska była w obszarze działania sotni "Hromenki", stąd
              należy przypuszczać, że to właśnie "Hromenko" wystawił "żelazny
              list". Mój rozmówca nie znał pseudonimu sotennego, podkreślał
              jedynie, że list pochodził od "komendanta sotni".

              Nie wiem nic na temat przyczyn braku reakcji milicji, polskiej
              partyzantki i samoobrony na "żelazny list" UPA dla Polki z
              Piątkowej. Nie wiem także jak udało się przeżyć naciski banderowców
              mężowi Zofii Strus i w jaki sposób odnalazły tę kobietę żony
              mężczyzn uprowadzonych z Piątkowej przez milicjantów z Tarnawki. Na
              pewno temat jest jeszcze do zgłębienia, zresztą już umówiłem się z
              moim rozmówcą na kolejne spotkanie.

              Zofia Strus mieszkała wraz z mężem w Piątkowej Ruskiej (jest to
              wyraźnie powiedziane w tekście), więc spalenie Borownicy
              bezpośrednio jej nie dotyczyło.

              W pobliżu Piątkowej Ruskiej działały dwa posterunki milicji. Jeden w
              Borownicy, a drugi w Tarnawce.
              • 08.09.08, 11:52
                Do Piątkowej zapuszczali się też milicjanci z Birczy.
      • 03.09.08, 19:39
        Bardzo ciekawy przyczynek do historii tych miejscowości, uważam, że warto
        poświęcić trochę czasu i zbierać relację świadków okresu wojny. Sam rejestruję
        od lat rozmowy z ludźmi pamiętającymi okres wojny i świetnie zdaję sobie sprawę
        z tego, jak szybko zbliża się ta chwila, gdy z bezpośrednimi świadkami rozmawiać
        będzie można już tylko o opozycji antykomunistycznej lat siedemdziesiątych i
        osiemdziesiątych.

        PS.
        Niejaki „Cudowianek” zacytował tu fragment z postu Tawnego, ale do zapoznania
        się z jego opinią kieruje nas na inne forum. Prymitywna reklama, prymitywnego
        forum.
    • 18.11.08, 09:21
      Błogosławiony Klemens Szeptycki (1869-1951) pochodził ze znanej arystokratycznej rodziny, był bratem Metropolity Andrzeja Szeptyckiego. Początkowo, jeszcze jako Kazimierz, zajmował się działalnością polityczną. Był posłem do Wiedeńskiej Rady Państwa. Ustąpił z niej w wyniku konfliktu z Narodową Demokracją. W wieku 41 lat porzucił świetnie zapowiadającą się karierę polityczną i wstąpił do Zakonu Studytów (przyjmując imię Klemens), którego regułę (Typikon) opracował wspólnie z Metropolitą Andrzejem. Studia teologiczne odbył w Innsbrucku, a w 1915 roku uzyskał święcenia kapłańskie. Był wieloletnim Ihumenem Monastyru w Uniowie, a w 1939 roku powołany został przez Metropolitę na greckokatolickiego egzarchę Rosji i Syberii. W roku 1944 ojciec Klemens został archimandrytą Studytów Uniowskiej Ławry.

      Aresztowany w 1947 roku przez władze radzieckie był początkowo przetrzymywany w Przemyślanach, a następnie na podstawie decyzji orzeczenia Specjalnego Kolegium KGB w Kijowie – skazany na długoletnie więzienie o zaostrzonym reżimie we Włodzimierzu nad Klaźnią. Zmarł w tym więzieniu 1 maja 1951 roku.

      Był człowiekiem głębokiej wiary i wielkiego umysłu. Obaj bracia Szeptyccy byli nie tylko arystokratami z urodzenia, ale i z ducha. Ich ekumenizm nie był pustą deklaracją, ale otwarciem na ludzi – bez względu na ich narodowe pochodzenie czy społeczny status. Występowali przeciwko dyskryminacji Ukraińców, bronili w czasie wojny Polaków prześladowanych i mordowanych na Wołyniu i w Galicji Wschodniej, ratowali Żydów.

      W 2001 r., w czasie pielgrzymki na Ukrainę, Jan Paweł II ogłosił ojca Klemensa błogosławionym, wspólnie z innymi ukraińskimi męczennikami Kościoła Greckokatolickiego. W grupie tej był także wspominany już w tym wątku ks. Emilian Kowcz. Błogosławiony Klemens Szeptycki za ofiarne niesienie pomocy Żydom otrzymał pośmiertnie medal "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata".


      Opracował, na podstawie przemówienia Adama Rotfelda i internetu, tawnyroberts.
      • 15.07.09, 20:56
        żal aby ten wątek sczezł w witualnym archiwum - może warto go Tawny - realizować
        dalej ?? :)
    • 15.07.10, 21:37
    • 15.07.11, 14:38
    • 14.07.12, 23:25
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.