Dodaj do ulubionych

Antoni Żubryd "Zuch" - bieszczadzki "Ogień"

27.06.08, 09:06
Niespełna rok temu ukazał się w "Rzeczpospolitej" tekst Grzegorza Motyki o Antonim Żubrydzie i jego partyzantach, będących prawdziwym postrachem sanockich komunistów w pierwszych latach po zakończeniu drugiej wojny światowej.

www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_070818/plus_minus_a_8.html

Antoni Żubryd - bieszczadzki "Ogień"

Kiedy mowa o niedawnej historii Bieszczad w pierwszym skojarzeniu myślimy o Ukraińskiej Powstańczej Armii, istniejącej w tym regionie do 1947 r. W ten sposób umyka nam, że działała tam także polska partyzantka: najpierw w czasie wojny oddział AK OP-23, zaś w latach 1945 - 1946 zgrupowanie jednego z żołnierzy wyklętych - Antoniego Żubryda, pseudonim Zuch.

Postać Żubryda do dziś jest odbierana przez pryzmat powieści Jana Gerharda "Łuny w Bieszczadach" i nakręconego na jej podstawie filmu "Ogniomistrz Kaleń". Antoni Żubryd został w nich przedstawiony jako niemal półanalfabeta, tępy antysemita, przywykły do koszarowego stylu kapral, z którego zawiłości historii zrobiły nieoczekiwanie dowódcę oddziału. Czy też raczej, jak dodał Stanisław Myśliński w "Strzałach pod Cisną", "bojówek spod znaku trupich czaszek".

*Z Armii Krajowej do Urzędu Bezpieczeństwa*

Prawdziwy życiorys Antoniego Żubryda był znacznie bardziej skomplikowany. Urodził się 4 września 1918 r. w Sanoku. Po ukończeniu szkoły podoficerskiej w Śremie pozostał w wojsku. We wrześniu 1939 r. plutonowy Żubryd, jako zastępca dowódcy plutonu w swoim macierzystym 40. PP Dzieci Lwowskich, brał udział w obronie Warszawy. Jesienią 1939 r. uciekł z niemieckiej niewoli i wrócił do Sanoka. Schwytany przy próbie przejścia granicy niemiecko-sowieckiej w 1940 r., podjął współpracę z sowieckim wywiadem. W 1941 r. z tego powodu został aresztowany przez gestapo i skazany na karę śmierci. Ponoć uciekł prowadzony na egzekucję i związał się z AK.

Zapewne właśnie kontakty z sowieckim wywiadem przesądziły, iż po wkroczeniu Armii Czerwonej zgłosił się do służby w sanockim UB. Jak czytamy w materiałach UB: "Rozbieżności w ocenie przydatności Żubryda do pracy w aparacie Urzędu Bezpieczeństwa oraz braki w bliższym rozeznaniu jego przeszłości z okresu okupacji, stały się przyczyną większego zwrócenia uwagi na jego osobę i ściślejszą inwigilację jego poczynań".

W efekcie w czerwcu 1945 r. zapadła decyzja o zwolnieniu Żubryda z resortu. Nim jednak do tego doszło, ten 8 czerwca 1945 r. razem z niektórymi pracownikami urzędu uwolnił część aresztowanych i przeszedł do podziemia. Dość szybko Żubrydowi udało się podporządkować okoliczne poakowskie grupy partyzanckie i stworzyć ponad 100-osobowe zgrupowanie, które przybrało nazwę Samodzielny Batalion Operacyjny Narodowych Sił Zbrojnych. Jak przyznawali sami komuniści, w podległych sobie oddziałach "wprowadził rygor wojskowy i rządy twardej ręki, które zjednały mu wśród członków autorytet i uznanie".

*Przeciw komunistom*

15 czerwca ludzie Żubryda przeprowadzili jedną z pierwszych akcji zbrojnych, zabijając szefa PUBP w Sanoku ppor. Tadeusza Sieradzkiego, na schodach zajmowanej przez niego kwatery. Za tą akcją poszły inne. Oddział "Zucha" dokonał licznych zasadzek na grupy operacyjne UB, MO i WP, napadów na posterunki milicji, urzędy gminne. Przykładowo 1 listopada 1945 r. w zasadzkę partyzantów wpadła grupa operacyjna próbująca osaczyć oddział. W starciu zginęło trzech funkcjonariuszy UB i trzech żołnierzy WP. 4 kwietnia 1946 r. żubrydowcy odbili trzech członków swojego oddziału, przebywających w areszcie na posterunku milicji w Haczowie. 30 kwietnia 1946 r. zabili oficera do spraw polityczno-wychowawczych 34. PP - kapitana Romana Premingera.

Jedna z najbardziej brawurowych akcji miała miejsce 18 maja 1946 r. Tego dnia ludzie Żubryda najpierw rozbroili posterunek MO w Mrzygłodzie. Następnie, zdobycznym samochodem wyruszyli w rajd do Sanoka. W czasie przejażdżki po mieście Żubryd m.in. zwymyślał koło restauracji Jubileuszowa oficera WP za noszenie na czapce orzełka bez korony. Dopiero koło Fabryki Wagonów doszło do strzelaniny z milicjantami. Już wyjeżdżając z miasta, partyzanci natknęli się na jadący z Zagórza samochód z wojskowymi, który ostrzelali. Zginął w nim ppłk Teodor Rajewski, sowiecki oficer odkomenderowany do 8. Dywizji Piechoty, gdzie pełnił funkcję szefa sztabu. Był to jeden z najwyższych stopniem oficerów zabitych przez antykomunistyczne podziemie.

To oczywiście tylko nieliczne z akcji, które przeprowadził oddział Żubryda. Zdaniem gen. SB Władysława Pożogi oddział "na swoim koncie zapisał 57 zabójstw, 29 postrzeleń, 40 rozbrojeń, 85 napadów rabunkowych i 55 zamachów".

Nie ulega wątpliwości, że działalność zgrupowania Żubryda cieszyła się dużą sympatią znacznej części okolicznej polskiej ludności, w tym wielu mieszkańców Sanoka. Szczególnie niechętna nowej władzy była inteligencja tego miasta oraz młodzież miejscowego liceum. Wiadomo, że uczniowie rozprowadzali ulotki z hasłem "Wstępujcie w szeregi NSZ. Hasłem naszym Bóg i Ojczyzna". Ciekawe, iż z polskim podziemiem sympatyzowało także wielu żołnierzy i oficerów Wojska Polskiego z oddziałów stacjonujących w Bieszczadach. Niektórzy z oficerów spotykali się z podkomendnymi Żubryda w Sanoku niemal oficjalnie, na suto zaprawianych wspólnych kolacjach, przy okazji dostarczając partyzantom broń. 15 grudnia 1945 r. jeden z oficerów 34. PP ppor Popławski po pijanemu wszczął awanturę w sanockiej restauracji. Gdy interweniowała żandarmeria, zaczął krzyczeć pod adresem dowódcy patrolu: "Twoje życie jest krótkie. Żubryd wkrótce się z tobą załatwi" oraz "Ja jestem z AK i z komunistami damy sobie radę". W tej sytuacji, nic dziwnego, że w partyzantce rychło znaleźli się dezerterzy z WP.

*Pętla się zaciska*

Wszystko to wywoływało prawdziwą wściekłość aparatu władzy. W pościg za partyzantami nieustannie udawały się grupy operacyjne UB, KBW i WP. Przeszukiwano miejscowości podejrzewane o sympatyzowanie z podziemiem, aresztując niejednokrotnie przypadkowe osoby. Wiosną 1946 r. 34. Pułk Piechoty, jako przeżarty przez wpływy podziemia, skierowano wgłąb Bieszczad do wysiedlania ukraińskiej ludności, wcześniej zmieniając jego dowództwo. Pojawiały się nawet pomysły, by wysiedlić niektóre polskie wioski. W jednym z dokumentów czytamy: "Ponieważ stwierdzono, że m. Niebieszczany jest głównym schronieniem bandy Żubryda, gdzie ludność miejscowa udziela im całkowitego poparcia, będąc z nimi w ciągłym kontakcie, prosimy o pozwolenie wysiedlenia ludności m. Niebieszczany na zachód [skreślone - i spalenie zabudowań - przyp. G. M.]. Takie postępowanie z naszej strony byłoby przestrogą dla innych wsi". Paradoks historii polega na tym, że w tym samym czasie spalenie Niebieszczan planował jeden z dowódców UPA, Stepan Stebelśki "Chrin".

Na przełomie maja i czerwca 1946 r. trzech schwytanych partyzantów Żubryda skazano w błyskawicznym procesie na karę śmierci, po czym stracono w dwóch publicznych egzekucjach na stadionie miejskim w Sanoku. Na stadion spędzono m.in. licealną młodzież. Wyrok wywołał powszechne oburzenie. Wiele osób zwracało uwagę, że "dotychczas nie widzieli żadnego publicznego wyroku i egzekucji na Ukraińcach, którzy często napadają, palą i mordują".
Edytor zaawansowany
  • 27.06.08, 09:15
    Śmierć Rajewskiego i zbliżający się termin zaplanowanego na 30 czerwca 1946 r.
    referendum skłoniły władze do zintensyfikowania wysiłków. W czerwcu Informacji
    Wojskowej udało się wprowadzić do zgrupowania Żubryda dwie grupy agentów
    udających dezerterów z wojska. Dzięki temu 22 i 23 czerwca 1946 r. 32. Pułk
    Piechoty przeprowadził aresztowania wśród partyzantów i ich współpracowników w
    rejonie Poraża, Pobiedna, Tarnawy Górnej i Niebieszczan. W efekcie dwóch
    partyzantów zginęło, a 21 zostało aresztowanych. Pod zarzutem współpracy z
    Żubrydem uwięziono m.in. komendanta posterunku MO w Wielopolu. W następnych
    dniach aresztowania kontynuowano. O ich skali świadczy fakt, że było nimi
    zaskoczone nawet ukraińskie podziemie. W sprawozdaniu OUN czytamy: "W miesiącu
    lipcu sanocki UBP aresztował wspólnie z MO około 300 Polaków i 40 Ukraińców.
    Aresztowania w sanockim powiecie doprowadziły do tego, że i polska ludność ze
    strachu przed UBP nie śpi po domach i ukrywa się. Aresztowanych częściowo
    puścili dobrowolnie, a częściowo za pieniądze".

    Sam Żubryd pozostawał jednak nieuchwytny, ukrywając się razem z żoną i grupą
    najbliższych współpracowników. Znajomość terenu i ludzi zdawała się go chronić
    przed agenturą. Rozumieli to jednak także doskonale funkcjonariusze UB. Dlatego
    misję rozpracowania "Zucha" powierzono agentowi przysłanemu z Warszawy. 25
    października 1946 r. w Krośnie nieznana osoba poprosiła o spotkanie z ppor. UB
    Rybczyńskim. W trakcie konspiracyjnego spotkania w restauracji "okazało się, że
    ów nieznany mężczyzna jest członkiem bandy Żubryda znanym pod pseudonimem
    Warszawiak, a nazwiskiem Vaulin Jerzy. Vaulin [...] oświadczył [...], że w dniu
    wczorajszym, to jest 24 października 1946 r. o godzinie 19, zastrzelił Żubryda
    oraz jego żonę w lesie około dwóch kilometrów od wsi Malinówka w powiecie
    brzozowskim. [...] PUBP Brzozów odnalazł trupy Żubryda i jego żony [...] Vaulin
    Jerzy oświadczył, że jest agentem Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i
    pracował w bandzie na podstawie porozumienia z Min. Bezp. Publ.".

    Śmierć Żubryda oznaczała kres działalności oddziału, choć polowanie na jego
    poszczególnych członków trwało jeszcze później. Z akt IPN wynika, iż
    funkcjonariuszom UB udało się zabić 23 i aresztować 115 partyzantów Żubryda.
    Schwytano również 38 współpracowników oddziału.

    *Nadal wyklęty?*

    Postać Żubryda także dziś wywołuje emocje i budzi pewne zakłopotanie, czego
    świadectwem jest pomijanie historii jego zgrupowania na różnych
    bieszczadoznawczych konferencjach. Wśród pojawiających się oskarżeń pod jego
    adresem jest m.in. sformułowany jeszcze przez Gerharda, zarzut antysemityzmu.
    Najbardziej kontrowersyjną akcją oddziału było zabójstwo w czerwcu 1945 r.
    rodziny Propperów (ojca i córki). Choć nie możemy być całkowicie pewni, że
    zabicie Propperów było dziełem ludzi Żubryda, to niewątpliwie niechęć do Żydów i
    oskarżanie ich o współpracę z komunizmem było wśród nich silnie obecne. Zastępca
    Żubryda Mieczysław Kocyłowski w swoich wspomnieniach stwierdził, iż oddział
    prowadził walkę z "Sowietami ukrywającymi się pod polskimi mundurami i naszą
    rodzimą żydokomunistyczną, stalinowską bandą" (M. Kocyłowski "Byłem zastępcą
    Żubryda...", Sanok 1999). Tyle że podobne poglądy były obecne w wielu oddziałach
    partyzanckich działających w różnych regionach Polski. I pomimo to ich dzieje
    nie są pomijane milczeniem, lecz poddawane spokojnej analizie.

    Być może niechęć do Żubryda u wielu osób wywołuje jego praca w sanockim UB.
    Zdaniem niektórych nawet jego ucieczka do podziemia była ubecką prowokacją.
    Jednak Żubryd nie był jedynym żołnierzem wyklętym, który przeszedł podobną
    drogę. Wystarczy tu przywołać działającego na Podhalu Józefa Kurasia "Ognia",
    przez krótki czas szefa UB w Nowym Targu, którego akcje partyzanckie budzą
    podobne kontrowersje. Pomimo to jego postać jest uznawana za symbol prowadzonej
    przez mieszkańców Podhala walki o wolność. Podobnie oddział Żubryda był
    najaktywniejszym polskim zgrupowaniem antykomunistycznej partyzantki w
    Bieszczadach i w Beskidzie Niskim. Z kolei poparcie mu udzielane przez miejscową
    ludność dobitnie pokazuje, po czyjej stronie stały wówczas sympatie
    bieszczadzkich Polaków.

    Grzegorz Motyka
  • 01.07.08, 22:45
    W przewodniku Krycińskiego "Pogórze Przemyskie" (str. 185) jest szczegółowy opis zdarzenia z 1 listopada 1945 r., o którym wspomina Grzegorz Motyka. Doszło wówczas do starcia oddziału Żubryda z grupą operacyjną, próbującą osaczyć żubrydowców.

    "W tym czasie (w drugiej połowie 1945 r. - przyp. tawny) w pobliskim Mrzygłodzie istniała silna placówka, stanowiąca jedną z kompanii tego oddziału (Samodzielnego Batalionu Operacyjnego NSZ, dowodzonego przez kpt. Antoniego Żubryda - przyp. tawny). W Dębnej partyzanci Żubryda mieli zaufanych ludzi, u których kwaterowali, leczyli rannych, przechowywali broń i zaopatrzenie. Na "Dębniańskiej Skale" (pomiędzy Dębną i Mrzygłodem - przyp. tawny) często wystawiana była czujka ubezpieczająca placówkę w Mrzygłodzie. Często choć nie zawsze, bowiem partyzanci Żubryda bardzo śmiało sobie w tych stronach poczynali, mając za nic nikłe siły UB i MO, których często nie chcieli wspierać żołnierze LWP. 30 października 1945 r. przybyła do Mrzygłodu II kompania pod dowództwem Edmunda Sawczyny "Mundka" i część III kompanii dowodzonej przez Kazimierza Kocyłowskiego "Kozaka". Następnego dnia przed południem nastąpiła koncentracja tych dwóch pododdziałów na "Dębniańskiej Skale". Dołączyła I kompania z placówki mrzygłodzkiej dowodzona przez B. Bodziaka "Lasa". W sumie zebrało się tu około sześćdziesięciu partyzantów z oddziału Żubryda. Pod wieczór z Sanoka przyjechało ciężarówkami około czterdziestu funkcjonariuszy UB i MO, wspomaganych przez żołnierzy LWP. Wywiązała się walka, w wyniku której poległo ośmiu przedstawicieli "władzy ludowej". Partyzanci Żubryda wycofali się bez strat."
  • 04.07.08, 16:46
    No bo tak - Gerhard wspominał - oczywiście w celu całkowitego zdezawuowania tej
    postaci - o próbach dogadania się Zybryda z UPA i koordynacji działań
    (pamiętacie chyba ciekawie rozegrany wątek z Ogniomistrza Kalenia - przypominam
    obsadę z tego filmu # Wiesław Gołas - Ogniomistrz Kaleń
    # Janusz Kłosiński - mjr Żubryd
    # Leon Niemczyk - kurinny "Chrin", Saszko "Bir"
    # Aleksander Fogiel - karczmarz Szponderski
    # Józef Kostecki - kapitan Wierzbicki
    # Wacław Kowalski - plutonowy Kolanowski
    # Zofia Słaboszowska - Maria, kobieta "Bira"

    Z drugiej strony jego akcje - mordowanie Zydów upodobnia do do Ognia
  • 14.07.08, 14:34
    O Żubrydzie pisze także Wojciech Romerowicz na stronie internetowej poświęconej "żołnierzom wyklętym". Artykuł polecam również ze względu na zamieszczone tam pośmiertne zdjęcia "Zucha" i jego żony, wykonane przez UB dzień po zabójstwie małżeństwa.

    podziemiezbrojne.blox.pl/2006/04/Mjr-Antoni-Zubryd-8222Zuch8221-1918-1946-czesc-1.html


    "Mjr Antoni Żubryd „Zuch” (1918 - 1946)"

    Dźwięk otwieranych masywnych drzwi niespodziewanie zmącił ciszę celi w sanockim gmachu Urzędu Bezpieczeństwa. Znajdujący się wewnątrz trzej młodzi ludzie wstali z pryczy. Do środka, w towarzystwie funkcjonariusza UB, wszedł ksiądz.

    Ostatnia spowiedź więźniów odbyła się szybko. Warujący UB-ek nie pozwolił na dłuższą rozmowę z kapłanem, który do tej pory był dla nich jedynym kontaktem ze światem zewnętrznym. Następnego dnia rano 24 maja 1946 odbył się makabryczny spektakl. Na stadionie sportowym w Sanoku powieszono dwóch z nich: Władysława Kudlika oraz Władysława Skwarca. Publicznej egzekucji przyglądał się tłum gapiów, ale UB-ekom to nie wystarczyło, dlatego na widowisko spędzili młodzież z miejscowych szkół. Zwłoki obu straconych wrzucono do jednego grobu, który przez dziesiątki lat pozostał bezimienny. Kilka dni później na szubienicy stanął trzeci z uwięzionych: Stanisław Książek. W taki oto barbarzyński sposób zamordowani zostali żołnierze z oddziału Narodowych Sił Zbrojnych pod dowództwem legendarnego majora Antoniego Żubryda.

    *Zakręty losu*

    Przez cały okres Polski Ludowej postać Antoniego Żubryda była uosobieniem reakcji, wszelakiego zaprzaństwa i faszyzmu. Uczyniono z niego niemalże sztandarowy symbol powojennego podziemia niepodległościowego w znaczeniu jak najbardziej pejoratywnym. Książki takie jak „Łuny w Bieszczadach”, „Na tropach Żubryda”, „Bieszczady w ogniu” czy też film „Ogniomistrz Kaleń” skutecznie wyryły jego obraz jako brutalnego zbrodniarza, zaś obraz jego ludzi jako bandę rzezimieszków i rabusiów. Oczywiście opowieści te z jakąkolwiek prawdą miały niewiele wspólnego. Kim więc był Antoni Żubryd i jak wyglądały koleje jego dramatycznego życia?

    *Mjr Antoni Żubryd "Zuch"*

    Antoni Żubryd przyszedł na świat 4 września 1918 roku w Sanoku gdzie jego ojciec był woźnym w jednej ze szkół. W 1933 roku rozpoczął naukę w Szkole Podoficerskiej dla Małoletnich w Śremie. Edukację zakończył w 1936 roku otrzymując przydział do 40 pułku piechoty „Dzieci Lwowskich”. Podczas kampanii wrześniowej brał udział w obronie Warszawy. W trakcie walk został awansowany do stopnia sierżanta i odznaczony Krzyżem Walecznych. Po upadku stolicy dostał się do niemieckiej niewoli, z której niebawem zbiegł. Przebrany w cywilne ubranie powrócił do rodzinnego Sanoka.

    Na przełomie roku 1939 i 1940 Żubryd próbuje przedostać się przez granicę na stronę radziecką. Niestety ujęty przez sowietów zostaje zmuszony do współpracy z radzieckim wywiadem. Jako agent o pseudonimie „Orłowski” prowadził rozpoznanie niemieckich umocnień nad Sanem. Jego zadaniem była również obserwacja nadleśnictwa w Sanoku. W tym celu nawiązał kontakt z pracownicą nadleśnictwa Janiną Praczyńską. Znajomość okazała się na tyle zażyła, iż w październiku 1940 roku oboje zawarli związek małżeński. W międzyczasie Żubryd wiąże się z Armią Krajową i działa tam w charakterze instruktora. Ten epizod jego życia mimo wszystko nie jest należycie udokumentowany.

    Uderzenie niemieckich wojsk na Sowietów w czerwcu 1941 roku gwałtownie przerwało współpracę Żubryda z sowieckim wywiadem. Niemcom jednak udało się przejąć dokumenty świadczące o jego powiązaniach z Rosjanami. Antoni Żubryd został aresztowany i przewieziony do Tarnowa, a następnie do Krakowa gdzie Sondergericht skazał go na śmierć. Szczęście jednak znowu się do niego uśmiechnęło. W drodze na egzekucję udaje mu się, mimo postrzału w nogę, uciec z transportu. Przez jakiś czas ukrywał się w leśniczówce koło Krzeszowic. Latem 1943 roku przedarł się do Sanoka.

    Kiedy w 1944 roku do Sanoka wkroczyła Armia Czerwona Żubryd zgłosił się do sowieckiego dowództwa z chęcią podjęcia dalszej współpracy. Odkomenderowano go do placówki NKWD, gdzie pełnił funkcje oficera śledczego i tłumacza. Po pewnym czasie objął stanowisko zastępcy szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Sanoku, otrzymując stopień porucznika. Ludzie pamiętający tamte czasy twierdzili, że Żubryd zasadniczo różnił się od swoich sadystycznych współpracowników z UB. Nie dość, że nie torturował aresztowanych, to wręcz ostrzegał przed mającymi nastąpić aresztowaniami i pomagał w ucieczkach.

    Wojna się skończyła, ale spokój nie zawitał w malownicze rejony Podkarpacia. Reżim komunistyczny przystąpił do rozprawy z polskim podziemiem niepodległościowym, które nie miało zamiaru składać broni. Walka przybrała charakter bezpardonowy. Życie ludzkie nie miało większego znaczenia. Zależało od przypadku bądź czyjegoś kaprysu. Na domiar złego, co noc krwawe łuny płonących wsi znaczyły szlaki przemarszu sotni Ukraińskiej Powstańczej Armii. Żubryd - oficer UB, na co dzień przekonywał się, że komuniści zmierzają do unicestwienia każdego, kto chociaż na moment pomyślał o niepodległej Polsce. Zapewne nie czuł w sobie powołania do utrwalania dyktatury proletariatu, bo bardzo szybko nawiązał współpracę z endeckim podziemiem działającym w Sanoku. Niejasne powiązania zwróciły uwagę jego przełożonego, szefa sanockiego PUBP Tadeusza Sieradzkiego, który postanowił pozbyć się swojego zastępcy. Antoni Żubryd pojął, iż grozi mu śmiertelne niebezpieczeństwo. Najprawdopodobniej przejął rozkaz Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego dotyczący jego zwolnienia z pełnionych funkcji. Postanowił więc działać.

    *W konspiracji*

    W czerwcu 1945, w asyście zaufanych ludzi podjechał pod gmach UB w Sanoku na ulicy Sienkiewicza. Od strażników zażądał wydania dziesięciu więźniów podejrzewanych o przynależność do Armii Krajowej. Ci w związku z nieobecnością Sieradzkiego wykonali polecenie. Nie niepokojony przez nikogo Żubryd wraz ze swoją grupą oddalił się w stronę Krosna. Następnego dnia UB-ecy zrozumieli, że zostali oszukani. W odwecie aresztowali jego teściową i czteroletniego syna. Żubryd jednak nie dał zbić się z tropu. 15 czerwca jego ludzie celnymi strzałami zdmuchnęli z tego świata szefa sanockiego PUBP Tadeusza Sieradzkiego i ranili innego funkcjonariusza. To jednak nie poskutkowało. W związku z tym Żubryd na czele swojego oddziału zdobył posterunek Milicji Obywatelskiej w Haczowie i wziął do niewoli znajdujących się tam milicjantów. Następnie zadzwonił do sanockiego UB i oświadczył, iż jeżeli w przeciągu godziny teściowa i syn nie zostaną zwolnieni wszystkich rozstrzela. Tym razem funkcjonariusze bezpieki postanowili nie ryzykować i natychmiast uwolnili przetrzymywanych.

    W ten sposób powstały zręby oddziału, który niebawem zasiał strach pośród członków komunistycznego reżimu. Antoni Żubryd szybko skontaktował się z dowództwem Narodowych Sił Zbrojnych i właśnie tej organizacji podporządkował swoją zbrojną grupę przyjmując pseudonim „Zuch”. Komenda główna NSZ zatwierdziła jego stopień porucznika, awansując później do stopnia kapitana, a następnie majora. „Zuch” podporządkował sobie kilka innych konspiracyjnych grup działających w regionie. Liczący początkowo kilkanaście osób oddział rozrósł się do rozmiarów batalionu przekraczając stanem osobowym grubo ponad dwieście osób. Obszar działania oddziału podzielonego na kilka kompanii obejmował powiaty: leski, sanocki i brzozowski.
  • 14.07.08, 14:56
    "Mjr Antoni Żubryd „Zuch” (1918 - 1946)" - ciąg dalszy

    Sława Batalionu oraz jego dowódcy szybko obiegła cały kraj. Pośród huku wystrzałów i trzasku płonących zabudowań „Zuch” bezwzględnie rozprawiał się ze stalinowskim aparatem. Trup pośród funkcjonariuszy UB, MO, KBW, a także co bardziej gorliwych członków PPR ścielił się gęsto. W maju 1946 roku „żubrydowcy” podziurawili kulami samochód komisji przesiedleńczej, posyłając w zaświaty szefa sztabu 8. Dywizji Piechoty ppłk. Teodora Rajewskiego. W tym samym miesiącu niedaleko Niebieszczan „Zuch” osobiście położył trupem szefa Wydziału Polityczno-Wychowawczego 8. DP mjr Abrahama Premingera. Ilu jeszcze UB-eków, NKWD-zistów, milicjantów i propagandzistów padło od kul żołnierzy majora Żubryda? Trudno to dzisiaj policzyć. Żubryd bez przerwy organizował na nich zasadzki i sam się z nich wymykał. Rozbijał konwoje i uwalniał więźniów politycznych. Strzelaniny, potyczki, gonitwy były codziennością dla żołnierzy Samodzielnego Batalionu Operacyjnego NSZ – jak brzmiała jego pełna nazwa. Oddział ochraniał również polską ludność przed UPA, a niekiedy przechwytywał aprowizację przygotowywaną przez Ukraińców dla swoich striłciw. Ściśle współpracował też z innymi organizacjami niepodległościowymi, między innymi sanockimi strukturami Stronnictwa Narodowego i Młodzieży Wielkiej Polski. Co ciekawe świadkowie tamtych czasów relacjonują, iż „Zuch” poczynał sobie dość śmiało. Bywało, że nie niepokojony przez nikogo przebywał w Sanoku. Rzekomo miał też wizytować tutejsze koszary wojskowe. Z wojskiem zresztą żył w dobrej komitywie.

    Wszystko to spowodowało, że dla władz Polski Ludowej major Antoni Żubryd stał się wrogiem publicznym numer jeden. Metody walki jakie narzucili komuniści, prócz publicznych egzekucji, podstępu i skrytobójstwa obejmowały jeszcze niezwykle kłamliwą propagandę. Żubrydowi przypisywano najbardziej haniebne czyny: rabunki, rozboje, morderstwa. Uporczywie tworzono mit pospolitego przestępcy. Faktem jest, że wielu autentycznych watażków podszywało się pod niego, ale „Zuch” gdy tylko mógł bronił reguł praworządności. Tak było w przypadku Franciszka Haducha z Pisarowiec. Haduch był jednym z uwolnionych przez Żubryda więźniów UB. Na wolności przyjął pseudonim „Piłsudski” i zorganizował własny oddział partyzancki. Jednak zamiast partyzantką zajął się pospolitym rabunkiem bydła i wszelkiego innego dobytku. Kiedy Żubryd się o tym dowiedział, a zarzuty się potwierdziły, osobiście zastrzelił Haducha.

    *Zdrada*

    Ogrom sił i środków zgromadzonych przeciwko oddziałowi „Zucha” dawał pewność, że prędzej czy później stalinowska machina terroru odniesie zwycięstwo. Tak się też stało. Batalion zaczął tracić inicjatywę w polu. W ręce UB wpadł Mieczysław Kocyłowski vel „Czarny” - zastępca i prawa ręka Antoniego Żubryda. 27 czerwca 1946 roku pododdziały 32 pułku piechoty zadały „żubrydowcom” poważne straty. Do niewoli dostało się aż dwudziestu jeden partyzantów. Kilka miesięcy później przeprowadzono na oddział wielką, aczkolwiek nieudaną, obławę. Pętla powoli się zaciskała. „Zuch” zrozumiał, że dalsza walka nie ma szans powodzenia. Wraz z żoną – która od początku istnienia batalionu stała u jego boku - postanowił przedostać się do Austrii. O zmierzchu 24 października 1946 oboje przybyli do Malinówki. Był z nimi towarzysz broni Jerzy Vaulin vel Mar. Vaulin, były żołnierz AK, posługiwał się w oddziale mjr. „Zucha” pseudonimem „Bronek”, a w UB - „Mewa”. „Zuch” pozostawił małżonkę i wraz Marem poszli sprawdzić dalszą trasę przemarszu. Kiedy obaj weszli do lasu Mar niepostrzeżenie wyjął z kabury swojego browninga – kal. 7,65 mm i strzałem w tył głowy zabił Antoniego Żubryda. Chwilę potem podstępem zwabił w to samo miejsce będącą w ósmym miesiącu ciąży Janinę Żubryd. Ją również zastrzelił na miejscu. Ani „Zuch”, ani tym bardziej jego żona nie przypuszczali, że Jerzy Vaulin jest agentem UB. Mordując ich wywiązał się z zadania powierzonego mu przez jego pryncypałów. Następnego dnia funkcjonariusze bezpieki zabrali zwłoki. Teściową i syna Żubrydów osadzono na zamku w Rzeszowie. Syn Janusz zmuszony był zmienić nazwisko. Ostatniego żołnierza Samodzielnego Batalionu NSZ „Zuch” aresztowano dopiero w 1951 roku.

    *Po latach*

    Dnia 28 czerwca 1994 roku Sąd Wojewódzki w Rzeszowie unieważnił postanowienia Wojskowej Prokuratury Rejonowej z dnia 12 grudnia 1946 roku dotyczące między innymi umorzenia postępowania wobec śmierci Antoniego Żubryda. Jego zabójca Jerzy Vaulin zrobił karierę jako reżyser wojskowych filmów dokumentalnych. Do zabójstwa „Zucha” i jego żony przyznał się publicznie na łamach Gazety Wyborczej. W roku 1999 Sąd Okręgowy w Krośnie rozpoczął proces przeciwko niemu pod zarzutem zabójstwa dowódcy batalionu NSZ. Sam Vaulin stwierdził, że: "Nie czuję pokuty, jest to moje największe bojowe przeżycie, zakończone zwycięstwem."

    Wojciech Romerowicz
  • 14.07.09, 12:00
    tawnyroberts napisał:

    > "Mjr Antoni Żubryd „Zuch” (1918 - 1946)" - ciąg dalszy
    > Wojciech Romerowicz

    Tawny, czy masz świadomość jaki autorytet cytujesz.

    www.mw.org.pl/t.php?id=1433
    WOJCIECH ROMEROWICZ
    Autor jest Prezesem Okregu Podkarpackiego MłodzieŹy Wszechpolskiej
  • 10.06.11, 22:33
    To MORDERCA był przecież
  • 12.06.11, 12:34
    to przezież drobiazg.mordował tylko komunistów i Żydów.to się nie liczy.
    --
    Paranoja i Schizofrenia.dziki kraj!
  • 14.07.09, 10:55
    W 2008 r. ukazała się nakładem krośnieńskiego wydawnictwa Ruthenus
    książka Waldemara Basaka "Rzecz o majorze Antonim Żubrydzie" (format
    B5, 240 stron, twarda szyta oprawa). Pozycja ciągle jest do kupienia
    w większości księgarni, a także na stronie internetowej wydawcy:

    www.ruthenus.com.pl/main.php?podstr=sklep_opis&id_produktu=43

    Mój egzemplarz jeszcze leży sobie gdzieś tam na półce jednego ze
    sklepów. Jeśli ktoś przeczytał już tę książkę, to proszę o
    podzielenie się wrażeniami.
  • 14.07.09, 11:53
    tawnyroberts napisał:

    > W 2008 r. ukazała się nakładem krośnieńskiego wydawnictwa Ruthenus
    > książka Waldemara Basaka "Rzecz o majorze Antonim Żubrydzie" (format
    > B5, 240 stron, twarda szyta oprawa). Pozycja ciągle jest do kupienia
    > w większości księgarni, a także na stronie internetowej wydawcy:
    >
    > www.ruthenus.com.pl/main.php?podstr=sklep_opis&id_produktu=43
    >
    > Mój egzemplarz jeszcze leży sobie gdzieś tam na półce jednego ze
    > sklepów. Jeśli ktoś przeczytał już tę książkę, to proszę o
    > podzielenie się wrażeniami.


    O samym Żubrydzie mało. Jest natomiast dużo o sytuacji ogólnej w kraju.
    Reasumując - "Żubryd" nie znalazł jeszcze swojego biografa.
  • 14.07.10, 16:42

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.