433 lata temu wydano "Odprawę Posłów Greckich" Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • O nie!!!! I już 433 lata wszyscy musimy to czytaćshock Osobiście bardzo lubię (inne) utwory Jana Kochanowskiego ale jakiś rok temu zrobiłyśmy mały eksperyment i próbowałyśmy po latach przeczytać kilka utworów różnych poetów, w tym Odprawę. Wierzcie mi, że nie dałyśmy rady.
    --
    Madohora

    --
    • Odprawa posłów greckich – dramat autorstwa Jana Kochanowskiego, wydany po raz pierwszy 12 stycznia 1578 roku. Pierwsza polska tragedia humanistyczna. Pełny tytuł utworu brzmi: Odprawa posłów greckich podana na teatrum przed Królem Jego Mością i Królową Jej Mością w Jazdowie nad Warszawą dnia dwunastego stycznia Roku Pańskiego MDLXXVIII na feście u Jego Mości Pana Podkanclerzego Koronnego.
      --
      Madohora

      --
    • Odprawa posłów greckich odwołuje się do mitu o wojnie trojańskiej. Opowiada o przybyciu do Troi dwóch posłów greckich: Menelaosa i Ulissesa (Odysa). Domagają się oni zwrócenia Heleny prawowitemu mężowi. Król Priam zrzeka się odpowiedzialności podjęcia decyzji na rzecz rady miejskiej. Ta, pod wpływem przemowy Iketaona, postanawia nie wysłuchać posłania i dalej przetrzymywać Helenę w Troi. Utwór kończą pierwsze wieści o wojnie i przemowa Antenora nawołująca Trojan do walki.
      --
      Madohora

      --
    • Odprawa posłów greckich była prezentem ślubnym dla Jana Zamoyskiego. Początkowo miała mieć wymowę antywojenną, jednak magnat wymusił na Kochanowskim jej zmianę, ze względu na przygotowania do wyprawy polskiej na Rosję. Z tego też powodu w dramacie Antenor, który przez cały utwór przedstawia postawę antywojenną, w mowie końcowej nawołuje Trojan do walki.
      --
      Madohora

      --
    • Kochanowski w swoim dramacie rozwinął jeden z epizodów mitu o wojnie trojańskiej. Jej geneza sięga aż do tzw. „sądu Parysa”. Parys (inaczej: Aleksander), syn króla Troi, Priama, został poproszony przez trzy boginie – Herę, Afrodytę i Atenę o rozstrzygnięcie między nimi sporu o to, która z nich jest najpiękniejsza. Każda z bogiń w zamian za wybranie jej ofiarowywała Parysowi inną nagrodę. Afrodyta obiecała mu miłość najpiękniejszej kobiety świata i to właśnie ją wybrał Aleksander. Ową kobietą była Helena, żona króla Sparty, Menelaosa. Aleksander wybrał się do Sparty i uprowadził stamtąd Helenę. Akcja dramatu Kochanowskiego rozpoczyna się w momencie, gdy do Troi przybywają posłowie greccy (Odyseusz [Ulisses] i Menelaos), żądając zwrotu porwanej Heleny. Tytuł dramatu – „odprawa” nie oznacza odmowy, lecz załatwienie, jak dzisiaj odprawa celna lub paszportowa.
      --
      Madohora

      --
    • Odprawa posłów greckich została wystawiona tylko raz, na ślubie Jana Zamoyskiego i została bardzo negatywnie przyjęta przez krytykę. Było to spowodowane niezgodnością tragedii Kochanowskiego ze wzorcami antycznymi. Tzw. zasada trzech jedności (miejsca, czasu i akcji) została formalnie zachowana, jednak w praktyce w Odprawie akcja jest rozłożona na kilka miejsc (dzięki rozbudowanemu opisowi posła, który zajmuje około 30% utworu), a mnogość wydarzeń jest niemożliwa do zmieszczenia w tradycyjnym jednym dniu. Z tego też powodu krytycy nie uznali Odprawy za pełnowartościową tragedię antyczną. Zdaniem Kochanowskiego jego utwór nie łamał zasad, a rozwijał ideę starożytnego dramatu.
      --
      Madohora

      --
    • ODPRAWA POSŁÓW GRECKICH - tekst

      Jan Kochanowski

      MEMU MIŁOŚCIWEMU PANU, JEGO MŚCI PANU, PANU JANOWI ZAMOYSKIEMU Z ZAMOŚCIA, PODKANCLERZEMU KORONNEMU ETC., ETC. SŁUŻBY SWE W ŁASKĘ W. M. MEGO MIŁOŚCIWEGO PANA ZALECAM
      Wczora dopiero oddano mi obadwa listy za raz, któreś W. M. do mnie około tej tragedyjej pisał. A iżem przedtym nie wiedział o tych liściech. spodziewałem się. że za tymi czasów odwłokami i mej tragedyjej się odwlec miało albo raczej, że tak ze mną zostać miała - molom na pokarm albo na trąbki do apteki. Jakom listy W. M. przeczytał, nie było czasu poprawować, bom wszytek musiał insumere na przepisanie. Quicquid id est, a baczę, że błazeństwo, i W. M. sam podobno rzeczesz, posyłam W. M. tym śmielej, chocia nie masz co, żem to jeszcze z przodku W. M. opowiadał. że to nie miało być ad amussim, bo mistrz nie po temu. Rzeczy też drugie nie wedla uszu naszych. Inter caetera trzy są chory, a trzeci jakoby greckim chorom przygania, bo oni już osobny characterem do tego mają; nie wiem, jako to w polskim,języku brzmieć będzie. Ale w tym niech będzie arbitrium W. M. albo raczej we wszytkim. Barzo bych to był rad czynił. żebych był sam praesens W. M. teraz służby swe ofiarował, ale mi złe zdrowie nie da. Nierad bych przedsię omieszkał przenosin W. M., jeśli.salus tak będzie chciała. Zatym się łasce W. M. mego miłościwego Pana zalecam. Dat. w Czarnolesie dwudziestego wtórego dnia grudnia. Roku Bożego MDLXXVII.

      W. M. mego miłościwego Pana sługa uprzejmy
      Jan Kochanowski
      --
      Madohora

      --
    • Osoby: ANTENOR, ALEKSANDER, którego i Parysem zowią, HELENA, PANI STARA, POSEŁ PARYSÓW, UILISSES posłowie greccy, MENELAUS, PRIAMUS, król trojański, KASANDRA
      ROTMISTRZ, WIĘZIEŃ, CHORUS z panien trojańskich
      --
      Madohora

      --
    • Sprawa w Trojej

      Plac Publiczny przed pałacem. Stopnie przedsionka pałacu osiadł Chór panien trojańskich. Na środku placu.

      ANTENOR

      Com dawno tuszył i w głos opowiadał,
      Że obelżenia i krzywdy tak znacznej
      Cierpieć nie mieli waleczni Grekowie
      Teraz już posły ich u siebie mamy,
      Którzy się tego u nas domagają,
      Aby Helena była im wydana.
      Którą w tych czasiech przeszłych Aleksander
      Będąc w Grecyjej, gość nieprawie wierny,
      Uniósł od męża i przez bystre morze
      Do trojańskiego miasta przeprowadził.
      Tę jeśli wrócim i mężowi w ręce
      Oddamy, możem siedzieć za pokojem,
      Lecz jeśli z niczym posłowie odjadą,
      Tegoż dnia nowin słuchajmy, że Greczyn
      Z morza wysiada i ziemię wojuje.
      Czuje o sobie, widzę, Aleksander
      Praktyki czyni, towarzystwa zbiera,
      Śle upominki, aż i mnie nie minął;
      A mnie i dom mój, i co mam z swych przodków,
      Nie jest przedajno. A miałbych swą wiarę
      Na targ wynosić, uchowa mię tego
      Bóg mój. Nie ufa swej sprawiedliwości,
      Kto złotemu mówić od siebie rzecz każe.
      Lecz i to człowiek małego baczenia,
      Który na zgubę rzeczypospolitej
      Podarki bierze, jakoby sam tylko
      W cale miał zostać, kiedy wszytko zginie.
      Ale mnie czas do rady, bo dziś król chce posły
      Odprawować. Snadź widzę Aleksandra? Ten jest.

      Wchodzi ALEKSANDER, ANTENOR
      --
      Madohora

      --
    • ALEKSANDER:Jako mi niemal wszyscy obiecali,
      Cny Antenorze, proszę, i ty sprawie
      Mej bądź przychylnym przeciw posłom greckim.
      ANTENOR:A ja z chęcią rad, zacny królewicze,
      Cokolwiek będzie sprawiedliwość niosła
      I dobre rzeczypospolitej naszej.
      ALEKSANDER: Wymówki nie masz, gdy przyjaciel prosi.
      ANTENOR: Przyzwalam, kiedy o słuszną rzecz prosi.
      ALEKSANDER: Obcemu więcej życzyć niżli swemu
      Coś niedaleko zda się od zazdrości.
      ANTENOR: Przyjacielowi więcej niżli prawdzie
      Chcieć służyć zda się przeciw przystojności.
      ALEKSANDER: Ręka umywa rękę, noga nogi
      Wspiera, przyjaciel port przyjacielowi.
      ANTENOR: Wielki przyjaciel przystojność: tą sobie
      Rozkazać służyć nie jest przyjacielska.
      ALEKSANDER: W potrzebie, mówią, doznać przyjaciela.
      ANTENOR: I toć potrzeba. gdzie sumnienie płaci
      ALEKSANDER: Piękne sumnienie : stać przy przyiacielu.
      ANTENOR: Jeszcze pięknieisze : zostawać przy prawdzie.
      ALEKSANDER: Grekom pomagać to u ciebie prawda.
      ANTENOR: Grek u mnie każdy, kto ma sprawiedliwą.
      ALEKSANDER: Widzę, żebyś mnie ty prędko osądził.
      ANTENOR: Swoje sumnienie każdego ma sądzić.
      ALEKSANDER: Znać, że u ciebie gospodą posłowie.
      ANTENOR: Wszystkim ućciwym dom mój otworzony.
      ALEKSANDER: A zwłaszcza, kto nie z próżnymi rękoma.
      ANTENOR: Trzeba mi bowiem sędziom na podarki,Bom cudzą żonę wziął. o którą czynią.
      ALEKSANDER: Nie wiem o żonę, ale dobry bierzesz,
      Od Greków zwłaszcza; moje na cię małe.
      ANTENOR: I żon, i cudzych darów nierad biorę.
      Ty, jako żywiesz, tak, widzę, i mówisz
      Niepowściągliwie; nie mam z tobą sprawy.
      ALEKSANDER: I mnie żal, żem cię o co kiedy prosił,
      Ufam swym ·bogom, że i krom twej łaski
      Najdę, kto rzeczy mych podpierać będzie.
      ANTENOR: Taki, jakiś sam.
      ALEKSANDER: Da Bóg, człek poćciwy.

      Odchodzą.
      --
      Madohora

      --
    • CHORUS

      podniósłszy się ze stopni, ustawia się na środku sceny i śpiewa

      By rozum był przy młodości,
      Nigdy takiej obfitości
      Pereł morze i ziemia złota nie urodzi,
      Żeby tego nie mieli tym dostawać młodzi.
      Mniej by na świecie trosk było,
      By się to dwoje łączyło;
      I oni by rozkoszy trwalszych używali,
      Siebie ani powinnych w żal by nie wdawali
      Teraz, na rozum nie dbając,
      A żądzom tylko zgadzając,
      Zdrowie i sławę tracą, tracą majętności
      I ojczyznę w ostatnie zawodzą trudności.
      O Boże na wielkim niebie!
      Drogo to, widzę, u Ciebie
      Dać młodość i baczenie za raz; jedno płacić
      Drugim trzeba : to dobre, a tego żal stracić.
      Ale oto Helenę widzę: co też teraz
      Nieboga myśli wiedząc, że dziś o niej w radzie
      Ostateczne namowy, ma-li w Troi zostać
      Czyli Grecyją znowu i Spartę nawiedzić?

      Z pałacu wychodzi z starą sługą

      --
      Madohora

      --
    • HELENA:

      Wszytkom ja to widziała jako we zwierciadle,
      Że z korzyści swej nie miał długo się weselić
      Bezecny Aleksander, ale mu wczas mieli
      I dobrą myśl przekazić przeważni Grekowie.
      Więc on, jako drapieżny wilk rozbiwszy stado,
      Co nadalej uciekał, a oni zaś, jako
      Pasterze ze psy, za nim. I ledwe do tego
      Nie przyjdzie, że wilk owcę na ostatek musi
      Porzucić, a sam gdzie w las sromotnie uciecze.
      Niestety, jakież moje będą przenosiny?
      Podobno w tył okrętu łańcuchem za szyję
      Uwiązana, pośrzodkiem greckich naw popłynę.
      Z jakąż ja twarzą bracią swą miłą przywitam?
      Jakoż ja, niewstydliwa, przed oczy twe naprzód,
      Mężu mój miły, przyjdę i sprawę o sobie
      Dawać będę? A będęż w twarz ci wejźrzeć śmiała?
      Bodajżeś ty był nigdy Sparty nie nawiedził,
      Nieszczęsny Prijamida! Bo czego mnie więcej
      Niedostawało? Zacnych książąt córką będąc
      Szłam w książęcy dom zacny; dał był Bóg urodę,
      Dał potomstwo, dał dobrą nade wszystko sławę.
      Tom wszystko prze człowieka złego utraciła.
      Ojczyzna gdzieś daleko, przyjaciół nie widzę,
      Dziatki, nie wiem, żywe-li; jam sama coś mało
      Od niewolnice rozna, przymówkom dotkliwym
      I złej sławie podległa. a co jeszcze ze mną
      Szczęście myśli poczynać, ty sam wiesz. mój Panie.
      --
      Madohora

      --
    • HELENA, PANI STARA

      PANI STARA: Nie frasuj mi się, moje dziecię miłe,
      Takci na świecie być musi: raz radość,
      Drugi raz smutek; z tego dwojga żywot
      Nasz upleciony. I rozkoszy-ć nasze
      Niepewne, ale i troski ustąpić
      Muszą, gdy Bóg chcej a czasy przyniosą.
      HELENA: O matko moja, nierównoż to tego
      Wieńca pleciono; więcejże daleko
      Człowiek frasunków czuje niż radości
      PANI STARA: Barziej do serca to, co boli., człowiek
      Przypuszcza, niźli co g'myśli się dzieje,
      I stądże się zda, że tego jest więcej,
      Co trapi, niźli co człowiecza cieszy.
      HELENA: Prze Bóg, więcejci złego na tym świecie
      Niźli dobrego. Patrzaj naprzód, jako
      Jedenże tylko sposób człowiekowi
      Jest urodzić się, a zginąć tak wiele
      Dróg jest, że tego niepodobno zgadnąć.
      Także i zdrowie nie ma, jeno jedno.
      Człowiek śmiertelny. a przeciwko temu
      Niezliczna liczba chorób rozmaitych.
      Ale i ona, którą wszytkim włada,
      Która ma wszytko w ręku, wszytkimi rządzi,
      Fortuna za mną świadczy, że daleko
      Mniej dóbr na świecie niżli tego, co złym
      Ludzie mianują, bo ubogaciwszy
      Pewną część ludzi, patrzaj, co ich ciężkim
      Ubóstwem trapi. A iż tego żadnej
      Zazdrości gwoli ani skąpstwu swemu
      Nie czyni, ale niedostatkiem tylko
      Ściśniona, znak jest, że i dziś, gdy komu
      Chce co uczynić dobrze, pospolicie
      Jednemu pierwej weźmie, toż dopiero
      Drugiemu daje; skąd się da rozumieć,
      Co już powtarzam nieraz, że na świecie
      Mniej dóbr daleko niźli złych przypadków.
      PANI STARA: Mniej abo więcej, równa-li też liczba
      Obojga - korzyść niewielka to wiedzieć.
      O to by Boga prosić, żeby człowiek
      Co namniej szczęścia przeciwnego doznał.
      Bo żeby zgoła nic, to nie człowiecza.
      Ale że z rady tak długo nikogo
      Nie słychać! Wiem, że da bez omieszkania
      Znać Aleksander, skoro się tam rzeczy
      Przetoczą, a naim białymgłowom jakoś
      Przystojniej w domu zawżdy niż przed sienią.

      Odchodzą do wnętrza pałacu
      --
      Madohora

      --
    • CHORUS:
      Wy, którzy pospolitą rzeczą władacie,
      A ludzką sprawiedliwość w ręku trzymacie,
      Wy, mówię, którym ludzi paść poruczono
      I zwirzchności nad stadem bożym zwierzono
      Miejcie to przed oczyma zawżdy swojemi,
      Żeście miejsce zasiedli boże na ziemi,
      Z którego macie nie tak swe własne rzeczy,
      Tako wszytek ludzki mieć rodzaj na pieczy.
      A wam więc nad mniejszymi zwierzchność jest dana.
      Ale i sami macie nad sobą pana,
      Któremu kiedyżkolwiek spraw swych uczynić
      Poczet macie: trudnoż tam krzywemu wynić.
      Nie bierze ten pan darów ani sig pyta,
      Jeśli kto chłop czyli się grofem poczyta,
      W siermiędzieli go widzi, w złotychli głowach;
      Jeśli namniej przewinił, być mu w okowach.
      Więc ja podobno z mniejszym niebezpieczeństwem
      Grzeszę, bo sam się tracę swym wszeteczeństwem.
      Przełożonych występy miasta zgubiły
      I szerokie do gruntu carstwa zniszczyły.
      *

      Nadbiega POSEŁ, HELENA wychodzi z pałacu



      *Tego fragmentu musiałam nauczyć się na pamięć i wyrecytować i...do dzisiaj go pamiętam
      --
      Madohora

      --
    • POSEŁ: Dobrą nowinę paniej swojej niosę.
      Rozumiem temu, że już dawno tego
      Poselstwa czeka, serce swe troskami
      I płaczem trapiąc. Ale oto prawie
      Na czas wychodzi z domu.
      O królowa,
      Wdzięcznej nowiny posła masz przed sobą.
      HELENA: Daj Boże, byś co przyniósł pociesznego.
      POSEŁ: Posłowie twoi, jako przyjechałi,
      Tak odjeżdżają, a ty przedsię z nami.
      HELENA: Byłeś sam w radzie czyś słyszał od kogo?
      POSEŁ: Byłem przy wszytkim i prosto mi stamtąd
      Iść Aleksander do ciebie rozkazał.
      HELENA: Jeszcze nie widzę, z czego bych się prawie
      Ucieszyć miała. Wszakże powiedz przedsię, Jako co było.
      --
      Madohora

      --
    • POSEŁ Powiem, jeno słuchaj !
      Skoro w radzie zasiedli panowie, król naprzód
      Tę rzecz do nich uczynił: "Nie zwykłem nic nigdy
      Bez rady waszej czynić; a bych też zwykł kiedy
      (Czego w pamięci nie mam), w tej sprawie koniecznie
      Syna swego bych nie chciał, aby mię ojcowska
      Miłość przeciw synowi jako nie uwiodła.
      Bo aczci to podobno nie darmo rzeczono
      >>Krew nie woda<<, lecz u mnie pospolitej rzeczy
      Powinowactwo więtsze. A tak, co się kolwiek
      Wam wszytkim będzie zdało, toż i ja pochwalę.
      Syn mój w Grecyjej żony dostał, nie wiem jako,
      Tej się upominają od Greków posłowie.
      Wydać abo nie wydać; w tym rozmysłu trzeba".
      Zatym wstał Aleksander i tak mówić począł
      "Przy pierwszej posłów skardze dałem dostateczną
      Sprawę o sobie; teraz nie chcę uszu waszych
      Słowy próznymi bawić, ale, maluczko co
      Powiedziawszy, ostatek na Boga przypuszczę
      I na łaskę ojcowską, i was wszytkich zdanie.
      Wszytkim wam jest świadomo, jakim ja był żywot
      Wziął przed się, żeciem nigdy tych burkowych biesiad
      Patrzać nie chciał; wolałem po gęstych dąbrowach
      Prędkie jelenie gonić abo dzikie świnie.
      Anim ja tego sobie za niewczas poczytał
      W budzie leśnej się przespać i nad stady chodzić.
      Nie myśliłciem ja wtenczas namniej o Helenie
      Ani to imię przedtym w uszu mych postało.
      Wenus kiedy mie naprzód trzy boginie sobie
      Za sędziego obrały, Wenus mi ją sama
      Najpierw zaleciła i za żonę dała.
      Ludzie, widzę, u Boga szczęścia sobie proszą,
      A ja, kiedy mie z chęci swej tym potykali,
      Miałem gardzić? Przyjąłem, i przyjąłem wdzięcznie,
      I mam pewną nadzieję, że tenże bóg, który
      Ućcił mię naprzód, będzie i do końca szcześcił.
      I co mi dał, nie da mi leda jako wydrzeć.
      A bych też był żony swej ludzkim obyczajem
      Dostawał, nie wiem, czemu onym się zyść miało
      Medeą z domu wykraść od przyjaciół naszych,
      A mnie zaś ich fortelu takimże fortelem
      Oddać się nie godziło.
      Jeslim co tedy winien, toż i oni winni.
      Chcąli nagrody, niech ją sami pierwej czynią,
      Jako ci. którzy krzywdę naprzód uczynili,
      A tam, ojcze, nie tylko żonę moję, ale
      I mnie samego wydaj, niechaj pokutuję!
      Gdzieby też to o sobie tak rozumieć chcieli,
      Że im każdy, a oni nie winni nikomu
      Sprawiedliwości czynić: tego, da Bóg, nigdy
      Nad nami nie przewiodą ani ich z to będzie.
      Nie tuszęć ja, żebyś ty, ojcze mój łaskawy,
      Nie pomniał jeszcze krzywdy i szkód staradawnych,
      Któreś wziął od tych panów, i to państwo sławne.
      Jeszczeć mury na ziemi leżą powalone
      I pola do tej doby pustyniami stoją,
      Znaki miecza greckiego i okrutnej ręki.
      A byś też tego dobrze nie chciał sam pamiętać,
      Hezyjona pamiętać musi, siostra twoja.
      Ojcze, a moja ciotka, która do tej doby
      U nich w niewoli żywie, jeśli jeszcze żywie.
      Tej nam krzywdy, o krolu, jedna nie nagrodzi
      Helena ani jeden Parys powetuje".
      Tu przestał Aleksander, a szept między ludźmi
      Rozlegał się po sali. Jako więc ku latu
      Robotne pszczoły w ulu szemrzą, kiedy wodza
      Nowego oglądały, a chęć nastąpiła
      Od macior się wynosić i nowe zaczynać
      Gospodarstwo, szmer w ulu i rozruch kryjomy
      Taki dźwięk tam natenczas wstał by między ludźmi,
      Który skoro ucichnąłj Antenor jął mówić
      "Prawdzie długich wywodów, królu, nie potrzeba
      Aleksander, w Grecyjej gościem w domu będąc
      Człowieka przednieĺszego na gościnne prawa
      Nie pomniąc, żonę mu wziął i przyw'łaszezył sobie.
      By mu był niewolnicę naliższą przemówił,
      Winien by mu był został. Cóż, kiedy wziął żonę,
      Której ani zaniedbać, ani też dochodzić
      Dobry, ućciwy człowiek bez wstydu nie może?
      Winien mu niepomału. On, chocia ze wstydem,
      Żony się upomina, a ja wrócić radzę,
      Abychmy ku zelżeniu niesprawiedliwości
      Nie przydali: oboje to przez się nieznośne,
      Cóż pospołu złożone! To też niewątpliwa,
      Że Grekowie Heleny nie tylko przez posły,
      Ale nawet i przez miecz domagać się będą.
      Niechże się Aleksander tak drogn nie żeni,
      Żeby małżeństwo swoje upadkiem ojczyzny
      I krwią naszą miał płacić! Jeśli w łaskę dufa
      Boginiej swej, niech na to miejsce dwu się boi,
      Które dla niej rozgniewał i sądem swym zganił.
      Medeą nie za naszych czasów uniesiono,
      I nie wie, jeśli nam co do tego. To widzę,
      Że tej krzywdy u Greków nikt się do tej doby
      Nie domagał; milczeli tego, którym było
      Przystojniej o to mówić. Nie wiem, jako słusznie
      Swój własny występ cudzą krzywdą barwić chcemy?
      To się nas barziej tycze, że za przodków naszych
      Grekowie w tym królestwie mieczem wojowali;
      Lecz i natenczas, królu (prawda się znać musi),
      Nasza niesprawiedliwość do tego upadku
      Nas przywiodła, że się też i dziś lękać muszę,
      Aby to sąd tajemny jakiś boży nie był,
      Nam prze niesprawiedliwość zawżdy pomstę odnieść
      Od Greków. Czego tobie przestrzegać się godzi,
      O królu, a tym barziej żeś i w pierwszej klęsce
      Mało małym nie zginął pokutując za grzech
      Ojcowski i postępek mało sprawiedliwy".
      To powiedziawszy milczał. Toż Eneasz mówił,
      Toż Pantus i Tymetes, zgadzał się i Lampon,
      I Ukalegon z nimi, ale Iketaon
      Coś inszego rozumiał i w te słowa mówił
      "Owa, jako nam kolwiek Grekowie zagrają,
      Tak my już skakać musim? Bać się ich nam każą,
      A.ja, owszem. się lękam. Teraz nam Helenę
      Wydać każą, po chwili naszych się żon będą
      I dzieci upominać. Nigdy w swojej mierze
      Chciwość władze nie stoi; zawżdy, jako powódź,
      Pomyka swoich granic nieznacznie, aż potym
      Wszytki pola zaleje. Za czasu, panowie,
      Umykać rogów trzeba, bo wonczas już próżno
      Miotać się, kiedy jarzmo na szyję założą.
      Sprawiedliwości proszą, a grożą nam wojną
      Daj, chceszli, alboć wydrę, taka to jest prosto.
      Winienem sprawiedliwość, ale nie z swą hańbą
      Kto ją na mnie wyciska, sowitej nagrody
      Ze mnie chce i korzyści, i zelżenia mego.
      Dawnyć to grecki tytuł pany się mianować,
      A nas, barbaros, sługi. Ale nie toć jest pan,
      Co się w Peleponezie albo w Troi rodził;
      Szabla ostra przy boku to pan; ta rozstrzygnie,
      Kto komu czołem bić ma. Do tego tam czasu
      Równi sobie być musim; ani tego Greczyn
      O sobie niechaj dzierży, żeby tak był groźny,
      Jako się sobie sam zda. Jeśli tedy krzywdę
      W tym się mieć rozumieją, że Helenę uniósł
      Aleksander, niechajże okażą na sobie
      Sami naprzód, jako ten gwałt winien nagradzać
      Aleksander, ponieważ samiż okazali,
      Jako taki gwałt czynić. Aczci Aleksander
      Brata przy siestrze nie wziął, jako oni wzięli
      Medeą i Absyrta.
      Bo co Antenor mówi, że nam nic do tego
      Ba, i barzo do tego! Za jednego krzywdę
      Oni się wszyscy wzięli, a nas pojedynkiem
      Zbierać mają? Nie tuszę; toż ci sąsiadowi
      Sąsiad w Azyjej winien, co u nich w Europie.
      Mówiono zawżdy o to i do końca będą.
      Co się siostry królewskiej i szkód dawnych tycze,
      Więtsza to zasie u mnie, niżby się tu miała
      Przypomnieć abo na ten sztych kłaść, dzierżę o cnej
      Krwi trojańskiej, że tego mścić się jeszcze będzie.
      Teraz zgoła nie radzę Heleny wydawać,
      Aż się też oni z nami o Medeą zgodzą".
      To jego słowa były. Potym się już żaden
      Długą rzeczą nie bawił; jeden głos był wszytkich
      "Tak jako Iketaon"; i tych, co siedzieli,
      I tych, co za stołkami stali, głos był jeden
      ,,Tak jak Iketaon". Kilkakroć powstawał
      Ukalegon chcąc mówić, lecz przed hukiem nie mógł.
      Marszałkowie, laskami w ziemię coraz bijąc
      ,,Posłuchajcie, panowie, Ukalegon mówi".
      Nie pomogły nic laski, a nasz Ukalegon
      Ukalegontom mówił, bo nań nic nie dbali.
      Tymczasem ktoś zawołał głosem prawie głośnym
      "Co po tych krasnych mowach ? Rozstąpmy się oto ;
      Ujźrzemy
    • POSEŁ: (cd)
      Kiedy się rozstąpili, nie było co równać
      Wszyscy przy Aleksandrze, a tam ich garść była.
      Prosili potym króla, aby wedle prawa
      Postąpił, a za więtszą częścią wyrok podał.
      Król, niewiele mieszkając: ,,Rad bych był - powiada -
      Na zgodę waszą patrzał, lecz iż być nie mogła,
      Mnie nie lżą, jeno więtszej części naśladować.
      A tak, co z dobrym niechaj będzie pospolitym
      Helena niechaj w Troi zostanie, aż też nam
      Grekowie za Medeą nagrodę uczynią".
      Skoro po tym dekrecie po posły posłano,
      A mnie też Aleksander do ciebie wyprawił
      Z tym wszytkim, coś słyszała; tuszę, że odprawę
      Do tej doby już wzięli posłowie i twójj mąż
      W domu cię dlawno czeka. A tak nie mieszkajmy!
      HELENA: Dobrze mówisz: idź ty wprzód, ja za tobą w tropy.

      Odchodzi z piastunką za Posłem

      CHORUS: Tej podobno ta powieść g'myśli; mnie bynajmniej.
      I onej, nie wiem, na co ta radość wynidzie.
      Posłowie, widzę, idą nosy powiesiwszy.
      Znać, że nie po swej myśli odprawę odnoszą.
      --
      Madohora

      --
    • Wchodzą na scenę: ULISSES, MENELAUS

      ULISSES:
      O nierządne królestwo i zginienia bliskie,
      Gdzie ani prawa ważą, ani sprawiedliwość
      Ma miejsca, ale wszytko złotem kupić trzeba!
      Jeden to marnotrawca umiał spraktykować,
      Że jego wszeteczeństwa i łotrowskiej sprawy
      Od małych aż do wielkich wszyscy -jawnie bronią,
      Nizacz prawdy nie mając ani końca patrząc,
      Do którego rzeczy przyjść za ich radą muszą.
      Nie rozumieją ludzie ani się w tym czują,
      Jaki to wrzód szkodliwy w rzeczypospolitej
      Młódź wszeteczna: ci cnocie i wstydowi cenę
      Ustawili; przed tymi trudno człowiekiem być
      Dobrym; ci domy niszczą. ci państwa ubożą,
      A rzekę, że i gubią (Troja. poznasz potym!).
      A przykładem zaś swoim jako wielką liczbę
      Drugich przy sobie psują. Patrz. jakie orszaki
      Darmojadów za nimi, którzy ustawicznym
      Próżnowaniem a zbytkiem jako wieprze tyją.
      Z tego stada, mniemacie, że się który przyda
      Do posługi ojczyzny? Jako ten we zbroi
      Wytrwa, któremu czasem i w jedwabiu cieżkn?
      Jako straż będzie trzymał, a on i w południe
      Przesypiać się nauczył'? Jako stos wytrzymać
      Ma nieprzyjacielowi, który ustawicznym
      Pijaństwem zdrowie stracił'? Takimi się czu,jąc,
      A podobno nie czując, na wojnę woła,ją
      Boże, daj mi z takimi mężmi zawżdy czynić!
      --
      Madohora

      --
    • MENELAUS:
      Wieczne światło niebieskie i ty, płodna zielni,
      I ty, morze szerokie, wy, wszyscy bogowie,
      I wysocy, i niscy, świadki mi dziś bądźcie,
      Żem rzeczy sprawiedliwej od Trojanów żądał,
      Abych był krzywdy wielkiej i zelżenia swego
      Nagrodę jaką wziąć mógł; nicem nie otrzymał,
      Jeno śmiech ludzki a żal serdeczny tym więtszy.
      Na was tedy krzywdę swą i żałość niezmierną
      Kładę, możni bogowie; jeśli sercem czystym
      Tę prośbę do was czynię, pomścicie zelżenia
      I mej krzywdy tak jasnej; dajcie mi na gardle
      Usieść Aleksandrowym i miecz krwią napoić
      Człowieka bezecnego, ponieważ i on mej
      Zelżywości dawno syt i dziś się ją karmi.
      Odchodzą
      --
      Madohora

      --
    • CHORUS:
      O białoskrzydła morska pławaczko,
      Wychowanico Idy wysokiej,
      Łodzi bukowa, któraś gładkiej
      Twarzy Pasterza Prijamczyka
      Mokrymi słonych wód ścieżkami
      Do przeźroczystych Eurotowych
      Brodów nosiła !
      Coś to zołwicom za bratową.
      Córom szlachetnym Prijamowym,
      Cnej Poliksenie i Kasandrze
      Wieszczej, przyniosła ?
      Za którą oto w tropy prosto.
      Jako za zbiegłą niewolnicą.
      Prędka pogonia przybieżała.
      Toli on sławny upominek
      Albo pamiętne, którym luby
      Sędziemu wyrok ze wszech Wenus
      Bogiń piękniejsza zapłaciła,
      Kiedy na Idzie stokorodnej
      Śmierci podległy nieśmiertelne
      Uznawca twarzy rozeznawał?
      Swar był początkiem i niezgoda
      Twego małżeństwa, Prijamicze,
      Nie śmiem źle tuszyć, nie śmiem, ale
      Ledwe nie takiż koniec będzie.
      Niechajże się ja, można Cypri,
      Ninacz cudzego nie zapatrzam!
      Niech towarzysza życzliwego,
      Jednemu łożu przy;jaciela
      Mam z łaski twojej; inszy, więcej
      Chcąli, niech proszą!
      Oczy łakome siła ludzi
      Zawiodły, lecz kto w krygi żądzą
      Mógł ująć, w długim bezpieczeństwie
      Dni swych używie. Przyjdą, przyjdą
      Niedawno czasy, że rozbójcę
      Rozbójca znidzie; ten mu słodki
      Sen z oczu zetrze i bezpieczne
      Serce zatrwoży, kiedy trąby
      Ogromne zagrzmią, a pod mury
      Nieprzyjacielskie staną szańce.
      --
      Madohora

      --
    • Wchodzą: ANTENOR, PRIAMUS

      ANTENOR: Iż moja wiara rada u ciebie, o wielki
      Królu, ważna nie była, żebyś był Helenę
      Grekom wydać rozkazał, a tę niewlątpliwą
      Wielkiej wojny pochodnią co napręcej zgasił,
      Teraz, co potym idzie, w czas cię upominam,
      Abyś czuł o potrzebie i o pewnej wojnie,
      Tak pewnej, jako mię tu clziś przed soba widzisz.
      Słyszałeś, jako cię dziś posłowie żegnaĺi
      I nas wszytkich przy tobie. Pograniczni piszą
      Starostowíe, że greckie wo,jska się ściągają
      Do Aulidy; w tym wętpić nie potrzeba, że ci
      Do nas pójdą: inaczej ani by tu byli
      Posłów swych posyłali, ani tak surowie
      O swą krzywdę mówili. A tak nie mieszkając,
      Póki brzegu morskiego ostatka nie stracim,
      Porty naprzód i zamki pograniczne spiżą
      I ludźmi dobrze opatrz; hołdowanym księżętom.
      Rozkaż być pogotowiu; żołnierzom przypowiedz
      Służbę; szpiegi roześli; straż miej i na morzu,
      I na ziemi, aby cię łacni niegotowym
      Grekowie nie zastali. To jest rada moja.
      PRIAMUS: Jakobyś już na oko, dobry Antenorze,
      Nieprzyjaciela widział, tak się, widzę, boisz.
      ANTENOR: O królu, teraz się bać lepiej, bo za taką
      Bojaźnią i opatrzność, i gotowość roście.
      Wonczas już prózny rozmysł, bo już abo się bić,
      Abo uciekać trzeba: trzeciego nic nie masz.
      PRIAMUS: A ja, owszem, na dobrej pieczy wszytko mieć chcę,
      Aby nam do tak nagłych ucieczek nie przyszło.
      ANTENOR: Daj to Boże! A to zaś co za białogłowa
      Z włosy roztarganymi i twarzy tak bladej?
      Drżą na niej wszytki członki, piersiami pracuje,
      Oczy wywraca, głową kręci: to chce mówić,
      To zamilknie.
      PRIAMUS: Moja to nieszczęśliwa córa,
      Kasandra; widzę, że ją duch Apollinowy
      Zwykły nagarnął, nie Iża, jeno jej posłuchać.
      --
      Madohora

      --
    • Wpada na scenę KASANDRA:
      Po co mię prózno, srogi Apollo, trapisz.
      Który, wieszczego ducha dawszy, nie dałeś
      Wagi w słowiech, ale me wszytki proroctwa
      Na wiatr idą nie rnąjąc u ludzi więcej
      Wiary nad baśni prózne i sny znikome?
      Komu serce spętane albo pamięci
      Zguba rnojej pomoże? Komu z ust moich
      Duch nie mój pożyteczen i zmysły wszytki.
      Ciężkim, nieznośnym gościem opanowane?
      Prózno się, odejmuję, gwałt mi się dzieje;
      Nie władne dalej sobą, nie jestem swoja.
      Ale gdzieżem przez Boga? Światła nie widzę,
      Noc mi jakaś przed oczy nagła upadła.
      Owóż mamy dwie słońcy, owóż dwie Troi.
      Owóż i łani morzem głębokim płynie.
      Nieszczęśliwa to łani, złej wróżki łani,
      Brońcie brzegów, pasterze, nie dopuszczajcie
      Tej niezdarzonej goście nigdziej do ziemie!
      Nieszczęśliwa to ziemia i brzeg nieszczęsny,
      Gdzie ta łani wypłynie; nieszczęsna knieja,
      Gdzie wnidzie i gdzie gładki swój bok położy
      Wszytki stopy, wszytki jej łożyska muszą
      Krwią opłynąć; upadek, pożogę, pustki
      Z sobą niesie. O wdzięczna ojczyzno moja,
      O mury, nieśmiertelnych ręku roboto!
      Jaki koniec was czeka? Ciebie, mój bracie,
      Stróżu ojczyzny, domu zacna podporo,
      Wkoło murów trojańskich tesalskie konie
      Włóczyć grożą, a twoje oziębłe ciało
      Będzieli chciał nieszczęsny ociec pochować,
      Musi je u rozbójce złotem kupować.
      Nieprzepłacony duchu, z tobą pospołu
      I ojczyzna umarła; jednaż mogiła
      Oboje was przykryje. Lecz i ty, srogi
      Trupokupcze, niedawno i sam polężesz.
      Strzałą niemężnej ręki prędką obieżdżon.
      Cóż potym? Kłoda leży, a ze pnia przedsię
      Nowa rózga wyrosła i nad nadzieję
      Prędko ku górze idzie. A to co za koń
      Tak wielki na poboju sam jeden stoi?
      Nie wódźcie go do stajniej, radzę, nie wódźcie
      Bije ten koń i kąsze; spalcie go raczej,
      Jeśli sami od niego zgorzeć nie chcecie.
      Czujcie, stróże: noc idzie, noc podejźrzana.
      Wielki ogień ma powstać, tak wielki ogień,
      Że wszytko jako w biały dzień widać będzie,
      Ale nazajutrz zaś nic widać nie będzie.
      Wtenczas, ojcze, ani już bogom swym dufaj,
      Ani się poświęconych ołtarzów łapaj
      Okrutnego lwa szczenię za tobą bieży.
      Które cię paznoktami przejmie ostremi
      I krwią twoją swe gardło głodne nasyci.
      Syny wszytki pobi,ją, dziewki w niewolą
      Zabiorą; drugie g'woli trupom umarłym
      Na ich grobiech bić będą. Matko, ty dziatek
      Swoich płakać nie będziesz, ale wyć będziesz!
      --
      Madohora

      --
    • CHORUS:
      Rzućmy się co napręcej, a na pokój gdzie
      Wyprowadźmy tę pannę upracowaną!

      Chór wyprowadza Kasandrę i nie wraca
      --
      Madohora

      --
    • ANTENOR, PRIAMUS

      ANTENOR: Te słowa, królu, nie są ku wyrozumieniu
      Nazbyt trudne, a zgoła tobie i ojczyźnie
      Upad opowiadają; prze Boga cię proszę,
      Nie waż ich sobie lekce ani miej za baśni!
      PRIAMUS:Jeszcze tego nieprawie ta przeciwna wiedma
      W mię wmówiła, żebych się miał bać; ale przedsię
      Postraszyła mię nieco, zwłaszcza że mi przyszedł
      Sen na pamięć żony mej; bo gdy z tym złym synem,
      Aleksandrem, chodziła, mało przed zlężeniem
      Śniło się jej już na dniu, że miasto dziecięcia
      Pochodnią urodziła.
      ANTENOR: I jam też to, królu,
      Jeszcze natenczas wiedział i pomnię, jako to
      Wieszczkowie wykładali, że to dziecię miało
      Upad ojczyźnie przynieść; czego, widzę, blisko.
      PRIAMUS:Dobrze to pomnisz, ale i jam był rozkazał
      Grzechu tego nie żywić; dawno to na puszczy
      Wilcy mieli rozdrapać i kości nieszczęsne
      Po pustych górach roznieść.
      ANTENOR: A lepiej było, niźli nam przeń wszytkim zginąć
      Co za więźnia to mamy? Ubiór to jest grecki.
      --
      Madohora

      --
    • Wchodzą: ROTMISTRZ, WIĘZIEŃ

      ROTMISTRZ:
      Takci, panowie: wy tu radzicie, a w polu
      Grekowie nas wojują. Wczora o południu
      Pięć galer ich przypadło na trojańskie brzegi.
      Ludzi wprawdzie nie brali ani też palili,
      Ale cokolwiek było w polu bydła, wzięli.
      Jako nas tam niewielki natenczas był poczet,
      Kusiwszy się kilkakŕoć o nie, musielichmy
      Na ostatek dać pokój; kilka głów jest przedsię
      Zabitych, ten sam jeden tylko poimany;
      Na probie to powiedział, że greckiego wojska
      Tysiąc galer na kotwiach pogotowiu stoi
      W Aulidzie, którzy tylko na posły czekają,
      A ci jeśli Heleny nazad nie przyniosą
      (Jakoż widzę, że bez niej tak na morze wsiedli).
      Wszytko się wojsko tedyż ma ruszyć i prosto
      Ku Troi żagle podać. Wszak tak?
      WIĘZIEŃ: Niepochybnie.
      ROTMISTRZ: Hetmanem Agamemnon?
      WIĘZIEŃ: Ten, brat Menelaów.
      PRIAMUS: Każ więźnia tego schować i opatrzyć dobrze!
      To więc już, Antenorze, insza niż proroctwa
      Albo sny białogłowskie; ale wszyscy przedsię
      W jeden cel przed się biją. Jutro co naraniej
      W radę wnidźmy, a stamtąd już ani wychodźmy,
      Aż obronę uradzim.
      ANTENOR: Baczę, że jej trzeba,
      Acz mi to słowa przykre i coś nie bez wróżki;
      Na każdy rok nam każą radzić o obronie;
      Ba, radźmy też o wojnie, nie wszytko się brońmy
      Radźmy, jako kogo bić ; lepiej niż go czekać!
      *K* O* N* I* E* C*
      --
      Madohora

      --
    • http://www.kultura.stetinum.pl/bindata/news/zrodlo/NEWS594d2a56bd21a0cf2eacc9d753242aa1.jpg
      --
      Madohora

      --
    • Patrząc z perspektywy czasu to jest nie do przełknięcia. Zrobiłyśmy kiedyś eksperyment ja, koleżanka i kolega. Każdy z nas w tym samym czasie wypożyczył Odprawę i spróbowaliśmy to przeczytać. Wnioski były takie same - żadne z nas nie dało rady. Mało tego wszyscy doczytaliśmy do pewnego momentu i spasowaliśmy.
    • No cóż po latach stwierdzam, że tego się nie da czytać
      --
      MADOHORA FORUM NIKISZOWIEC

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.