Zadziwiająca jest jałowość dyskusji na temat supremacji któregoś z języków.
Wiadomym jest, że dyskusji takiej rozstrzygnąć się nie da. Możemy przyjmować
różne kryteria, a i tak nie znajdziemy satysfakcjonującego wszystkich rozwiązania.
Podział na strefy językowe jest mało sensowny, bo nie rozwiązuje problemu
wspólnego języka dla np. Polaków i Węgrów. Polacy będą optować za angielskim,
Węgrzy za niemieckim.
Wybór jednego języka narodowego zawsze rozbije się o o czyjąś megalomanię. Daje
też przewagę tym, dla których jest to język ojczysty.
Wybór angielskiego to również pewien problem, bo tak naprawdę, w kontaktach
internacjonalnych używany jest swoisty pidżin, czyli użytkownicy tego języka
zwyczajnie w nim dukają.
Naprawdę dobrym wyjściem jest język nienarodowy. Wbrew pozorom - dyskwalifikuje
to grekę i łacinę, poważnie obciążoną naleciałościami narodowymi.
Pozostaje w praktyce któryś z języków sztucznych. Tu wybór może być dokonany w
oparciu o ilość użytkowników takiego języka. Numer jeden to esperanto.
Dziwię się, że problem języka jest w UE bagatelizowany. Niedługo pojawi się
więcej kłopotów. W UE jest Grecja z własnym alfabetem. Na pewno pojawi się
Bułgaria, być może Turcja i Ukraina używające alfabetów niełacińskich.
A esperanto jest prosty i całkowicie wyprany z wyjątków. Idealny do
automatycznej translacji. Gramatyki można nauczyć się w ciągu godziny. Nie ma
problemów narodowościowych (chyba co da autora - warszawskiego poligloty Ludwika
Zamenhofa).
A wybór wspólnego języka najszybciej i najtrwalej zintegruje społeczność
europejską. Esperanto są w stanie nauczyć się również ludzie zaawansowani wiekowo.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.