Tak więc Ukraina jest skazana na bycie państwem buforowym między Unią
Europejską a Rosją.
Już w trakcie „Pomarańczowej rewolucji” świat dowiedział się, że tą
rewolucję finansowała Ameryka, wydając na nią, tj. oficjalnie: „na
demokratyzację Ukrainy”, w ostatnich dwóch lat
• NAJPIERW POLSKA POTEM UKRAINA cz. 2 IP: *.vic.bigpond.net.au
Przeczytaj komentowany artykuł »
Gość: Marian Kałuski 28.01.2005 23:57 + odpowiedz
Już w trakcie „Pomarańczowej rewolucji” świat dowiedział się, że tą
rewolucję finansowała Ameryka, wydając na nią, tj. oficjalnie: „na
demokratyzację Ukrainy”, w ostatnich dwóch latach 60 mln dolarów, a jej
reżyserem była specjalizująca się w takich akcjach/masowych i ciągłych
demonstracjach aż do zwycięstwa serbska organizacja, która w ten sam sposób
wcześniej przyczyniła się do obalenia władzy Miłoszewicza w Serbii.
Biały Dom dążąc do utrzymania pozycji jedynego supermocarstwa na świecie nie
chce odbudowy supermocarstwowej pozycji Moskwy i dlatego dąży i będzie nadal
dążyć do oderwania spod wpływów Moskwy jak najwięcej postsowieckich
republik. „Ekspedycja” ukraińska skończyła się całkowitym sukcesem dla Ameryki.
Od 23 stycznia mamy zupełnie nową Ukrainę – Ukrainę wyzwoloną z pętów
rosyjskiej niewoli. Ukraińscy patrioci już kraju swego, tj. ukraińsko-języcznej
Ukrainy, nie oddadzą Rosji. W każdym bądź razie na pewno nie bez walki. Wolna
od Rosji Ukraina jest faktem raczej dokonanym, chociaż jest na razie na
glinianych nogach.
Jeśli Ukraina nie może liczyć na członkostwo w Unii Europejskiej, jeśli
grozi jej status państwa buforowego między UE a Rosją, to czy może Kijów liczyć
na polityczne i gospodarcze poparcie Białego Domu? Colin Powell, kończący
urzędowanie sekretarz stanu USA, podczas spotkania z Juszczenką w dniu
inauguracji jego prezydentury powiedział: „Chcę pana zapewnić, że może pan w
dalszym ciągu liczyć na pełne poparcie amerykańskiego rządu i amerykańskiego
narodu w pana wysiłkach oczekiwanych przez ukraiński naród”.
Niestety, są to słowa na pewno bez żadnego pokrycia. Ukraina z pewnością
podzieli los Iraku, gdzie Ameryka obaliła reżym Saddama, jednak nie jest w
stanie rozwiązać obecnych jego problemów, w tym kluczowego – gospodarczego,
który rozwiązany mógłby przyczynić się do politycznej stabilizacji państwa.
Biały Dom bardzo chętnie chciałby aby amerykańskąj odpowiedzialność za Irak
przejęła Organizacja Narodów Zjednoczonych, NATO i Unia Europejska. Poza tym
Ameryka przechodzi przez poważny kryzys gospodarczy, a okupacja Iraku kosztuje
i kosztować będzie wiele setek miliardów dolarów; tylko co prez. Bush zwrócił
się do Kongresu o dodatkowe 80 miliardów dolarów na okupację Iraku. Stąd
Ukraina nie może liczyć na znaczną amerykańską pomoc gospodarczą. Biały Dom
będzie dbał jedynie o to, aby Ukraina nie wróciła pod kuratelę Moskwy. Ale czy
to jemu się uda?
Nie można wykluczyć także i takiej możliwości, że zawiedzeni reformami i
przyciskaniem pasa Ukraińcy odwrócą się od Juszczenki i choas zapanuje na
Ukrainie. Wówczas może dojść do tego, że „wśród serdecznych przyjaciół psy
zająca zjedzą”, czyli, że Biały Dom zdradzi Ukrainę, aby mieć kłopot z głowy
lub w imię poprawy stosunków z Rosją, kosztem tego czego nie potrafi utrzymać w
sferze swoich wpływów.
Chociaż przeciętny Rosjanin jest na ogół dobrym człowiekiem ich państwo było
i jest najbardziej imperialistycznym na świecie. To tylko dlatego maleńkie
Księstwo Moskiewskie w XIV wieku rozrosło się do największego państwa na
świecie - Rosji. I jest ona ciągle taką pomimo odłączenia się wszystkich
republik w 1991 roku. A jakie plany podboju innych państw miała Rosja przed
1914 rokiem! Chciała m.in. opanować Dżungarię, Kaszgarię, Tybet, Afganistan i
Persję (dzisiejszy Iran), aby mieć dostęp do Oceanu Indyjskiego. Chciała podbić
zachodnią Turcję z Konstantynopolem (Istambułem), aby mieć bezpośrednie
połączenie z Morzem Śródziemnomorskim. Chciała zagarnąć od Austrii i Niemiec
pozostałe polskie terytoria.
Ten kto myśli, że ciągąty imperialistyczne u Rosjan to czas przeszły
dokonany grubo się myli. Rosjanie są wściekli, że w latach 1989-1990 utracili
swoje dominia w Europie Środkowej i Wschodniej, szczególnie Polskę. Krew ich
zalewa, że staliśmy się członkiem Unii Europejskiej i NATO, gdyż te dwa fakty
przekreślają ich powrót nad Wisłę. Dlatego mszczą się na nas gdzie tylko mogą.
Rusofilów i ludzi powątpiewających w to co tu mówię odsyłam do atykułu J.Bie.
Rachunek za urkaińską rewolucję, który ukazał się w „Rzeczpospolitej” z 22
stycznia 2005. W artykule czytamy m.in.:
„...Wiele sporów(między Warszawą a Moskwą) toczy się od kilkunastu lat. Tak
jest z długami odziedziczonymi po okresie komunistycznym, wykorzystaniem
licencji na produkcję sowieckiej broni, nieruchomościami w Polsce neleżącymi
(bezprawnie! – M.K.) do rosyjskich władz, rekompensatą dla osób pracujących w
sowieckich łagrach, warunkami pływania po Cieśninie Piławskiej. Nie możemy
porozumieć się z Moskwą w sprawie wspólnych odpraw na granicy. Nie udaje się od
lat zawrzeć umowy o wzajemnej ochronie inwestycji. Od przystąpienia Polski do
Unii nie spotyka się dwustronna, polsko-rosyjska komisja ds. gospodarczych”.
Nie jest to pełna lista rosyjskich złośliwości. Było lub jest ich poza wyżej
wymienionymi dużo więcej, że starczy wymienić odmowę zwrotu skradzionych
polskich dóbr kultury, zabranianie polskim kutrom połowu ryb na Morzu Ochockim,
budowę rurociągu gazowego pod Morzem Bałtyckim, aby tylko nie dyć Polakom
zarobić, chociaż jego budowa ma być przez to droższa aż o 3,5 miliarda dolarów!
A teraz wychodzi na jaw (afera Orlen) rosyjska próba opanowania polskiego rynku
energetycznego, aby móc trzymać Polskę za gardło, a tym samym wywierać swój
wpływ na nasz kraj i rząd polski.
Jeśli Rosja tak postępuje z wolną Polską, należścą do Unii Europejskiej i
NATO, to jak będzie postępować z „oderwaną od rosyjskiej macierzy” Ukrainą?
Bowiem nie tylko dla Putina i w ogóle władz rosyjskich, ale także dla
przeciętnego Rosjanina Ukraina w cieleniu Rusi Kijowskiej to – wg nich –
kolebka Rosji!
W Kijowie 23 stycznia br. odbyła się inauguracja prezydentury Juszczeniki, a
już następnego dnia prezydent Ukrainy udał się w swoją pierwszą podróż
zagraniczną – do Moskwy. Bowiem, pomimo oderwania się od Kremla, jakakolwiek
przyszłość Ukrainy – nawet ta w najbardziej antyrosyjskiej odmianie - będzie w
dużym stopniu uzależniona od Rosji. Tymczasem z Moskwy dochodzą niedobre dla
Kijowa sygnały. Znany komentaror moskiewski Witalij Portnikow powiedział,
że: „Po tym jak Rosja popierała w wyborach rywala Wiktora Juszczenki, Wiktora
Janukowycza, nie należy oczekiwać, aby Moskwa specjalnie dążyła do ciepłych
stosunków z nowymi władzami w Kijowie”. A kiedy dowiedział się, że Juszczenko
na p.o. premiera (i na pewno pierwszego swego premiera) mianował bardzo źle
widzianą na Kremlu Julię Tymoszenko dodał: „Nominacja Julii Tymoszenko na p.o.
premiera Ukrainy "wpłynie skrajnie negatywnie" (na stosunki między Rosją i
Ukrainą). I tak się stało. Putin nie jest zadowolony z tej nominacji. W Rosji
Tymoszenko jest uważana za kryminalistę i od ubiegłego roku prokuratura
rosyjska poszukuje ją listem gończym pod zarzutem dawania łapówek urzędnikom
Ministerstwa Obrony. Tymoszenko rzekome ukraińsko-rosyjskie machlojki
gospodarcze robiła jako wicepremier razem z byłym premierem ukraińskim Pawłem
Łazarenką, którego niedawno sąd w Kaliforni uznał winnym wymuszania łapówek i
prania brudnych pieniędzy (Yushchenko rushes in with charges „The Age”,
Melbourne 26.1.2005). Tymczasem premier Ukrainy powinien być częstym gościem na
Kremlu.
Spotkanie Juszczenki z Putenem by