Dodaj do ulubionych

Wałęsa podziękował księciu za rozdzielenie Olgi...

20.03.05, 15:59
Wrocław na zawsze z Toba Lechu!!!
Edytor zaawansowany
  • brynk 20.03.05, 16:05
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • langwer1 20.03.05, 16:26
    To prawdziwy skandal,jest już prawie wieczór a GW. nie podała czy L. Wałęsa
    oddał mocz i co robił przez cały dzień.
  • wilczysko1 20.03.05, 16:40
    to nie to co buractwo z PO czy PiS
  • slon2002 21.03.05, 07:48
    Co ta idiota tam robi???
  • baby1 20.03.05, 16:26
    dziękował.
  • konread 20.03.05, 18:15
    Ciekawe który z naszych polityków następny w kolejce;-)
    --
    www.republika.pl/pomaranczowa_alternatywa/
  • mangold 20.03.05, 16:45
    .....bp gdyby podziękowali to prawica-qrwica zajeździłaby ich za to.
    --
    ...IV Rzeczpospolita?.... buahahaha.....
  • kap0 20.03.05, 16:53
    goldman wiecznie glupi . buahahaha
  • mangold 20.03.05, 18:05
    kap0 napisał:

    > goldman wiecznie glupi . buahahaha

    ...a kap00ś wiecznie swoje !!! Pozdrawiam serdecznie
    --
    ...IV Rzeczpospolita?.... buahahaha.....
  • alkud 20.03.05, 16:25
    zrobil to samo to od razu podniosly sie krzyki, wrzaski, pojekiwania...
    ja rozumiem, ze Lepper jest glabem ale mniej HIPOKRYZJI, ok? bo poziom
    intelektualny Leppera i Walesy jest dosc zblizony (przy czym ten pierwszy
    potrafi jednak formulowac poprawne wypowiedzi)

    ---
    nie-dla-islamu
    raport.blox.pl/
  • mieczman 20.03.05, 21:37
    Niech Allach wynagrodzi Księciu stukrotnie, u nas taka solidarność ludzka jest
    nie do pomyślenia, inny kraj , inny obyczaj, inna wiara, smutne ale prawdziwe,
    TAK DLA
    ARABÓW.
  • lw-prezydent 20.03.05, 16:28
    Dziękuję z całyych sił.LW
  • mangold 20.03.05, 16:37
    Zenada. Do wszystkiego ostatnio próbuje sie podłączyc. Na nic to sie nie zda
    panie Wałęsa, pan już był i starczy !!!
    --
    ...IV Rzeczpospolita?.... buahahaha.....
  • michal_k1 20.03.05, 19:00
    Szanowni Państwo
    Zamieszczam ten wywiad, gdyż zauważyłem, że jest raczej mało znany. Zamieszczony
    był w Naszej Polsce.Apokaliptyczny cień Lecha Wałęsy...
    Z Anną Walentynowicz rozmawia Zbigniew K. Rogowski
    - Pani nazwisko pojawiało się i pojawia częściej w zachodnich analizach
    współczesnej polityki polskiej niż we własnym kraju. Jest Pani bez wątpienia
    jedną z najważniejszych postaci w naszej nowożytnej historii. Fakt ten
    sankcjonuje obiegowe stwierdzenie, że "w stoczni gdańskiej wszystko zaczęło się
    od Anny Walentynowicz...". Owszem, utrwalono Panią w dokumentacji filmowej,
    pojawiła się Pani w sztuce "Relacje", w której na scenie warszawskiego Teatru
    Małego wcieliła się w Pani postać znana aktora Zofia Kucówna. Bywała Pani
    przyjmowana przez szefów rządów, w Holandii ogłoszono Panią Kobietą Roku, a w
    amerykańskim mieście Buffalo ośrodkowi dla uchodźców politycznych władze
    municypalne nadały Pani imię.
    W Polsce Pani solidarnościowy mit jest mocno tuszowany, w najlepszym razie
    sytuuje się Panią na drugim planie. A przecież była Pani także sygnatariuszką
    sierpniowych porozumień. I czy przestało mieć większe znaczenie to, że swoje
    zapasy z komunistycznym reżimem okupiła Pani 19-miesię-cznym więzieniem? Czym
    Pani tłumaczy owo wymazywanie Pani z historii współczesnej Polski?
    - Jest to m.in. wynik działań służb specjalnych, no i samego Lecha Wałęsy.
    Wspomniał Pan o uhonorowaniu mnie w Holandii tytułem Kobiety Roku. Niemało czasu
    minęło, nim się o tym dowiedziałam. Ale nawet wiedząc o tym wyróżnieniu, nie
    mogłabym wyjechać po odbiór dyplomu, gdyż nie wypuszczono by mnie z kraju, a
    nawet z Gdańska! Stanowiła o tym uchwała nr 33 władz Regionu, podjęta na
    prezydium I zjazdu "Solidarności", który odbył się 1 września 1981 roku.
    - Wyrugowano Panią z szeregów "Solidarności"...
    - Zostałam usunięta karnie jako niegodnie reprezentująca Związek. W podtekście -
    za przeciwsta-wianie się Wałęsie. Postanowiono się mnie pozbyć z ruchu
    solidarnościowego, gdyż byłam niepo-korna, nieprzekupna, bezkompromisowa. I
    uważałam, że z rządem komunistycznym należy roz-mawiać z pozycji siły. Taką
    charakterystykę mej osoby mogłam niedawno znaleźć w dokumentach, do których
    dotarł Instytut Pamięci Narodowej. Dlatego podejmowały przeciw mnie działania
    m.in. służby specjalne.
    Życie Anny Walentynowicz zagrożone...
    - Dziś wiemy, że zagrożone było Pani życie...
    - Tak. Potwierdzają to dokumenty IPN. Zaplanowano otrucie mnie środkiem o nazwę
    furosemidum, silnie odwadniającym, który podany samodzielnie wywołuje zawał i
    jest nie do wykrycia, bo orga-nizm wydala go w ciągu kilku godzin. Miano mi go
    podsunąć z jedzeniem, gdy będę nocować w jednym z domów w Radomiu, do którego
    pojechałam na posiedzenie zarządu tamtejszego Regionu. Opatrzność nade mną
    czuwała, gdyż niemal w ostatniej chwili postanowiłam nie noco-wać, lecz powrócić
    do Gdańska. Zadanie pozbawienia mnie życia przygotowywał niejaki Szczepa-nek z
    MO w Radomiu, a wykonawcą miała być radomianka, pracownica zarządu Regionu,
    sympatyk... KOR-u.
    - Owo zagrożenie zostało wyśledzone w dokumentach IPN, ale czy Pani sama miała
    świadomość, że może paść ofiarą politycznego zabójstwa?
    - Owszem. Było tak, kiedy przed sierpniem 1980 roku bezpieka zaproponowała mi
    współpracę, a ja oczywiście odmówiłam. Wtedy usłyszałam, iż może się zdarzyć
    nieszczęśliwy wypadek... Odparłam, iż wiem, że SB zamordowała krakowskiego
    studenta Pyjasa, pozorując to wypadkiem. Lecz moja śmierć nie przysporzy wam
    korzyści. Chodzicie za mną, ale za wami chodzą inni, więc może nie byłoby wam
    łatwo mnie zabić. I to był koniec jakichkolwiek tego rodzaju propozycji ze
    strony ubecji.
    - Czy na tych przypadkach zakończyło się owo zagrożenie Pani życia?
    - Ono mnie właściwie nie opuszczało, gdyż miałam świadomość roli tak zwanych
    "nieznanych sprawców". Ale wspomnę jeszcze o jednej sytuacji, w której miano
    chętkę wyprawienia mnie na tamten świat, i to przez snajpera. Miało do tego
    dojść podczas strajku w Stoczni Gdańskiej w 1970 roku, kiedy to nasz zakład
    otoczyły czołgi. Dowództwo garnizonu ogłosiło wtedy w koszarach alarm,
    obwieszczając żołnierzom, że mają wyruszyć w kierunku Gdańska, do którego
    podążają Niemcy... Gdy usłyszałam tę piramidalną bzdurę, przemówiłam do
    robotników stoczni. Na moje wystąpienie zareagował przybyły tam wiceminister
    bezpieki Franciszek Szlachcic. Widząc moje wystąpienie, zapytał stojącego obok
    pułkownika Rypalskiego, czy ma dobrych snajperów. Gdy ten przytaknął, Szlachcic
    powiedział: - Zdejmijcie ją! Świadek tej sceny, gen. Antos, stanowczo odmówił.
    Nawiasem mówiąc, sprawa tego alarmu wywołanego rzekomym ruszeniem Niemców na
    Gdańsk znalazła swoje echo w toczącym się procesie Jaruzelskiego.
    - Była Pani obecna na czerwcowym pogrzebie Ryszarda Kuklińskiego. Kim był dla
    Pani Pułkownik?
    - Tak jak dla milionów Polaków - wielką postacią. Brakuje mi słów, by wyrazić,
    co czuję, gdy myślę o jego samotnej, heroicznej walce. Postawił na jedną kartę
    życie swoje i swojej rodziny. Uratował Polskę! Pokonał sowieckie Imperium Zła.
    Polska nie stała się polem atomowego kataklizmu!
    - Lech Wałęsa jako prezydent uznał Pułkownika za zdrajcę, więc odrzucił wniosek
    o rehabilitację i ułaskawienie, co musiało cieszyć Jaruzelskiego. Czy nie sądzi
    Pani, że Lech Wałęsa powinien złożyć spóźniony hołd Ryszardowi Kuklińskiemu?
    - Oczywiście, że powinien! Z drugiej strony uważam, iż nie należy o to zabiegać
    również dlatego, że on się na to nie zdobędzie. Znam Wałęsę od podszewki.
    - Lech Wałęsa pokazał się na uroczystości pogrzebowej Kuronia przed blokiem na
    Żoliborzu, gdzie zmarły mieszkał. A dlaczego Pani nie pojawiła się na ceremonii
    żałobnej?
    - Być na pogrzebie pułkownika Kuklińskiego, a niemal zaraz potem na pogrzebie
    Kuronia? To biegunowo różne postacie. O zmarłym Kuroniu źle nie chciałabym
    mówić, a dobrze mówić bym nie mogła... Więc raczej zamilknę.
    - Jak Pani wytłumaczy obecność księdza Bonieckiego, redaktora naczelnego
    "Tygodnika Powszechnego", na pogrzebie Kuronia, który był przecież stalinowcem i
    zatwardziałym ateistą?
    - No cóż, przychodzą mi na myśl niegdysiejsi "księża patrioci"... Krakowski
    tygodnik podawano sobie z rąk do rąk jeszcze w 1980 roku, był zaczytywany. Potem
    stał się bliskim kuzynem "Gazety Wyborczej". Nie byłam więc zdziwiona obecnością
    redaktora "Tygodnika Powszechnego" na Powązkach.
    Jak zrodziło się ziarno konfliktu z Wałęsą
    - 7 sierpnia 1980 roku zwolniono Panią z pracy, co było reakcją władz na
    aktywność w jawnych, ale nielegalnych Wolnych Związkach Zawodowych WZZ, których
    była Pani współzałożycielką. Tydzień po Pani zwolnieniu wybuchł strajk z
    żądaniem przywrócenia do pracy Pani oraz wcześniej zwolnionego Wałęsy. Domagano
    się także podwyżki płac i budowy Pomnika Ofiar Grudnia 1970 roku. Na czele
    protestu stanął elektryk Lech Wałęsa i Pani, operator dźwigu. Po spełnieniu
    postulatów przez dyrekcję stoczni, Lech Wałęsa przerwał strajk już trzeciego
    dnia...
    - Tak. Przekonywał ludzi, że strajk zakończony, więc żeby się rozeszli do domów.
    Razem z Aliną Pieńkowską, współzałożycielką WZZ, z zawodu pielęgniarką, udało mi
    się podtrzymać strajk, gdyż rysowała się szansa zalegalizowania WZZ.
    - Czy w przypadku zaprzestania strajku przez Panią, Alinę Pieńkowską i dużą
    liczbę stoczniowców wygasłyby strajki w Trójmieście?
    - Gdyby wtedy strajk został wygaszony, pewnie nieprędko doszłoby do sytuacji, w
    której narodziłaby się przyszła "Solidarność". Jeśliby się w ogóle narodziła. Tu
    wspomnę, że strajk protestacyjny w mojej i Wałęsy obronie zainicjował Piotr
    Maliszewski, którego nazwiska nigdzie Pan nie zobaczy, młody robotnik z
    Lidzbarka Warmińskiego, w czym mu dopomógł stoczniowiec Bogdan Felski. To nie
    był Wałęsa! On się włączył dopiero trzeciego dnia i zaraz strajk zakończył.
    Owego trzeciego dnia, po pokrzykiwaniach Wałęsy o rozejściu się do domów,
    dostrzegłam go siedzącego na wózku akumulatorowym. Podeszłam do niego i
  • szwet14 20.03.05, 20:23
    I...co dalej? Moze jest gdzies na sieci, prosze.
  • jm19 20.03.05, 20:31
    Szanowny "michal_k1",
    interesuje mnie dalsza część Twojej informacji. Bądź tak uprzejmy i dokończ
    swój tekst, lub powiedz skąd go można ściągnąć.
    Pozdrawiam - jm19
  • brynk 20.03.05, 20:46
    ale sie baba nagadała , ciekawe skąd u niej taka wiedza . WALENTYNOWICZ NA
    PREZYDENTA !!!!!!! hihihih, albo na ambasadora gdziś na białorusi hihih
  • mieczman 20.03.05, 22:31
    Dalej są podawane półprawdy lub przemilczenia, a było to przecież tak: w lipcu
    1980r odbywała się olimpiada cy cóś w Moskwie, oczywiście najbogatszy kraik w
    obozie sponsorował olimpiadę śląc pełnowagonowe dostawy żywności na wschód w
    czasie totalnej biedoty we własnej zagrodzie. Wtedy to przemili dla tej akcji i
    bardzo lubiący sport kolejarze lubelscy powiedzieli DOŚĆ i przyspawali te
    pociągi do szyn. Stało tego tak od Lublina aż za Puławy ok. 50 kilometrów /sam
    widziałem/. Interweniujący w Lublinie Gierek jak to zobaczył czym prędzej miast
    rozmawiać z przychylnie usposobionymi lubelakami wskoczył do śmigłowca i dał
    dyla do Warszawy. To właśnie o tych ludziach i o tych faktach należy mówić i
    zapamiętać, bo reszta to już widowisko z udziałem pluginów, suflerów, starych
    wyg i pijawek co się niestety potwierdziło. Znam też "Solidarność" to
    spółdzielnia cukiernicza w Lublinie istniejąca jeszcze od przed wojny. Trochę
    wiedzy, choć lepszy rozsądek, każdemu się przyda.
  • michal_k1 20.03.05, 21:37
    Przepraszam nie wiedzialem ze obcielo..........
    siedzącego na wózku akumulatorowym. Podeszłam do niego i powiedziałam, że strajk
    ma trwać dalej. Pachniało odeń alkoholem, którym wcześniej uraczył go dyrektor
    stoczni Gniech. Może nie tyle moje słowa, co widok powracających stoczniowców,
    którzy zareagowali na mój i Aliny Pieńkowskiej apel, sprawił, że Wałęsa poprosił
    (tak, poprosił!), by mógł kontynuować strajkowy protest. Powiedział: - Jak się
    nie będę nadawał, to mnie wyrzucicie.
    - Czy właśnie wtedy powstało zarzewie Pani ostrego konfliktu z Lechem Wałęsą?
    - Tak, potęgujące się jeszcze tego samego sierpniowego dnia na skutek jego
    poczynań. Tamtego trzeciego dnia strajku stoczniowcy pokrzykiwali, żeby Wałęsa
    nie składał w dyrekcji ugodowego podpisu, bo otwierała się szansa
    zalegalizowania WZZ, ale on ludziom nawymyślał od głupców, argumentując, iż
    dyrekcja dała więcej niż żądaliśmy, a więc przywrócenie do pracy Anny
    Walentynowicz i Lecha Wałęsy oraz przyznanie podwyżki (tzw. drożyźnianej -
    przyp. Rog.); w pewnej chwili zanucił Jeszcze Polska... i ludzie zaczęli śpiewać
    hymn. Tak oto Wałęsa postarał się o patriotyczną oprawę. Nadmienię, że
    poprowadzeniem strajku owego sierpniowego dnia nic nie ryzykował, bo zwolniony z
    pracy dostawał od stoczniowców pięć tysięcy złotych miesięcznie tytułem zapomogi
    i tyleż od KOR-u.
    - A jednak okazała się Pani wobec Lecha Wałęsy lojalna, bo kiedy była Pani
    osadzona w obozie dla internowanych w Gołdapi w 1982 roku i SB podrzuciła Pani
    dokumenty kompromitujące Wałęsę, Pani je zniszczyła, mimo iż nie przestała Pani
    go obwiniać o zdradę ideałów Sierpnia. Co się znajdowało w tych dokumentach?
    - Były to 4 strony maszynopisu, w których ujawniono Wałęsę jako współpracownika
    SB o pseudonimie "Bolek", za co otrzymywał pieniądze. Esbecy chcieli, żebym to
    rozgłosiła, a - w myśl ich intencji - oni mnie wtedy skompromitują jako
    występującą przeciw Wałęsie. Spaliłam ten esbecki maszynopis wspólnie z aktorką
    Haliną Mikołajską, a resztki wrzuciłyśmy do muszli klozetowej. Sprawa "Bolka" i
    tak wyszła na jaw, co odnotowano także w archiwach partii, konkretnie jako
    przedmiot rozmowy towarzysza Ullmana z kierownikiem wydziału bezpieczeństwa i
    organów państwowych KC PZPR towarzyszem Atlasem. Wynikało z tego dokumentu, że
    Lech Wałęsa został zwerbowany przez SB jako tajny współpracownik 29 grudnia 1970
    roku przez inspektora KWMO w Olsztynie kapitana Graczyka...
    Nie skok Wałęsy, lecz desant od morza...
    - Wygaszanie strajku w obronie Pani owego sierpniowego dnia według głoszonej
    przez Panią opinii było dla Wałęsy zadaniem zleconym. Czy tak?
    - Zgadza się. Później dowiedziałam się, że całą rzecz zaaranżował kontradmirał
    Janczyszyn! Wałęsa został przywieziony z całą dyskrecją motorówką Marynarki
    Wojennej. A więc nie dostał się do stoczni przez rzekomą dziurę w płocie czy też
    przez jego przesadzenie!
    - Tymczasem do dzisiaj funkcjonuje mit o tym płocie między pierwszą a drugą
    bramą stoczni.
    - W stosownym czasie sprawdziłam ten teren. Tam nie było ani płotu, ani dziury,
    bowiem na wolnej przestrzeni znajduje się budynek Ubezpieczalni i baza PKS.
    - Skąd ta pewność, że to Janczyszyn zaaranżował przerzucenie Wałęsy do stoczni?
    - Tak się złożyło, że w dwudziestą rocznicę Sierpnia u księdza prałata Henryka
    Jankowskiego spotkałam byłego pierwszego sekretarza PZPR i przewodniczącego
    Wojewódzkiej Rady Narodowej Tadeusza Fiszbacha, który w pewnej chwili podszedł i
    powiedział: - Muszę się przywitać z bohaterką Sierpnia. Kiedy wspominaliśmy w
    obecności księdza Jankowskiego tamte wydarzenia, przypomniałam, jak to w 1980
    roku przyjechałam do Fiszbacha w nocy z prośbą, by cofnął zakaz odprawiania Mszy
    świętej. Po czym zasugerowałam: - Skoro już jesteśmy myślą przy tamtych dniach,
    to najwyższy czas na obalenie owej obiegowej historyjki o przeskoczeniu przez
    Wałęsę płotu, gdyż to kłamstwo na zawsze urośnie do legendy. Przecież Lecha
    przywieziono motorówką na polecenie admirała Piotra Kołodziejczyka... Na to
    Fiszbach: - Nie na polecenie admirała Kołodziejczyka, a na polecenie
    kontradmirała Janczyszyna! Wtedy zwróciłam się do księdza Jankowskiego: -
    Słyszysz, kapłanie? To trzeba sprostować! Do dzisiaj nikt tego nie sprostował.
    Mit żyje więc nadal swoim życiem...
    - ... nawet utrwalony tabliczką w miejscu publicznym.
    - Właśnie. Przed salą BHP w stoczni ustawiono fragment jakiegoś płotu z owąż
    tabliczką, na której zwiedzający mogą przeczytać, że nikomu nieznany elektryk
    Lech Wałęsa przeskoczył przez płot i obalił komunizm... Powiedziałam obecnemu
    prezydentowi Gdańska Adamowiczowi, że któregoś dnia obalę ten "zabytek".
    - Proszę powiedzieć, kiedy Lech Wałęsa obrósł w pychę, stał się zarozumiały,
    arogancki?
    - On niemal "od zawsze" był taki. Teraz rzecz ma się jeszcze gorzej, bo uwierzył
    w swój geniusz. Te jego ciągłe "ja", "ja", "ja"...
    - Jak Pani odbierała politykę Lecha Wałęsy, który jak tylko potrafił wspierał
    "lewą nogę"?
    - Jak najgorzej! Przecież to doprowadziło między innymi do obalenia rządu Jana
    Olszewskiego - notabene z takim wnioskiem wystąpił puszący się dziś Jan Rokita -
    a wcześniej umożliwiło desygnowanie na premiera Tadeusza Mazowieckiego,
    inicjatora nieszczęsnej "grubej kreski". W efekcie nie doszło do lustracji i
    dekomunizacji. A esbecy, ubecy, kaci Polaków żyją dziś wolni i są często ludźmi
    zamożnymi, bo swobodnie włączyli się w biznes i koligacje z gangsterami.
    - Czy podtrzymuje Pani pogląd, że przy "okrągłym stole" zaprzepaszczono szansę
    na prawdziwą niepodległość Polski wskutek konformistycznego stanowiska Lecha
    Wałęsy?
    - On taką postawę przyjął wcześniej. Przez całe szesnaście miesięcy po powołaniu
    "Solidarności" dogadywał się z komunistycznym establishmentem! Był taki dłuższy
    czas, kiedy Wałęsa raz w tygodniu jeździł do Warszawy, o czym w zarządzie
    Regionu nie wiedzieliśmy. O tym fakcie dowiedziałam się jakoś dopiero po
    wydarzeniach w Bydgoszczy, kiedy to pobito działacza "Solidarności".
    Przycisnęłam go wtedy do muru, wiedząc już o wypadach do Warszawy. Zapytałam
    stanowczym głosem: - Po co wczoraj byłeś w Warszawie?
    - Proszę wybaczyć tę dygresję: była Pani z Wałęsą po imieniu?
    - Mówiłam do niego per ty, on do mnie per pani. Byłam od niego czternaście lat
    starsza, no i może ten przywilej kobiety. Wracam do postawionego Wałęsie pytania
    - po co był w Warszawie, i o czym rozmawiał z premierem Rakowskim? Odpowiedział
    wymijająco i chciał wyjść. On stosował szkołę Kuronia: Jak ci stawiają trudne
    pytania, to wyjdź, trzaskając drzwiami! Znając ten obyczaj, zastąpiłam mu drogę
    i lekko wepchnęłam do pomieszczenia. Huknęłam: - Siadaj! Oczekuję odpowiedzi.
    Inni mnie poparli. Wtedy usiadł i powiedział: - Tak, byłem wczoraj w Warszawie
    na rozmowie z Rakowskim. I premier oświadczył, że realizacja porozumień
    sierpniowych będzie uzależniona od tego, kto zasiądzie we władzach
    "Solidarności". No cóż, Wałęsa kupczył nami cały czas. Nawiasem: na posiedzeniu
    "Solidarności" z komisją rządową Andrzej Gwiazda widział, jak Wałęsa przekazywał
    pod stołem karteczki z uwagami i takie same odbierał. Nigdy się nie
    dowiedzieliśmy, jaka była ich treść. Pełna konspiracja!
    - Przy "okrągłym stole" zabrakło tych przedstawicieli sierpniowej
    "Solidarności", którzy podobnie jak Pani byli w opozycji do Wałęsy. Pani tam nie
    zaproszono, gdyż była Pani już pozbawiona mandatu członka prezydium, członka
    Związku w ogóle. Czy tak?
    - Tak. Od lipca 1981 roku uznano mnie za prywatną osobę. Więc jak mogłabym się
    znaleźć w Magdalence? Ale i tak nigdy bym tam nie pojechała. Tam doszło do
    zdrady! Zresztą Magdalenka to było zwykłe hasło wywoławcze. Spotykano się w
    leśniczówce w Wilanowie, w Pałacu Namiestnikowskim i w innych miejscach.
    Kiszczak serwował mnóstwo alkoholi, były bankiety, rozmiękczał delegatów. Esbecy
    kręcili potajemnie film, by mieć na nich haka. Nie dotrzymacie zobowiązań,
    pokażemy taśmę publicznie i ludzie się do was dobiorą.
    Wariackie p
  • jm19 20.03.05, 20:34
    Przykro mi, że w moim rodzinnym mieście, ludzie się tak nie znają na ludziach!
  • szczypiorkowski 20.03.05, 20:49
    Po pierwsze, z notatki nie wynika czy podziekował księciowi osobiście. Po
    drugie, łaskawiec Wałęsa podał namiary na siebie rodzinie bliźniaczek - każdy
    te namiary zna: lwprezydent@wp.pl , Po trzecie Wałęsa małpuje Leppera - gdy ten
    podziękował księciu za operację, hieny z GW i okolicy rzuciły sie na niego że
    prowadzi kampanię wyborczą Samoobrony...
  • meraviglioso 20.03.05, 21:19
    prędzej mu kaktus wyrośnie na dłoni niż pomoże.Lechu jest znany z wywiązywania
    się z obietnic.Biedna kobieta.
  • betterbook 21.03.05, 09:30
    mysle, ze wyrosnie.Ponadto rozumie, ze pan Prezydent cos juz obiecal Tobie
    ..dobra kobieto i wiesz cos wiecej..
  • arahat1 20.03.05, 22:27
    na rzecz takich dzieci jak te blizniaki.. Promocja elektryka idzie na calego! Z
    kim teraz bedzie sie fotografowal? do watykanu go niechca, zadarl z rydzykiem i
    reszta to chyba wroci do swoich- do konuchow ....
  • kow3l 20.03.05, 22:55
    Hmm i tu sie zdziwisz, Walesa przekazal rownaowartosc otrzymanej nagrody
    Nobla,zanim cos napiszesz sprawdz czy na pewno masz racje
  • uroczysko1 20.03.05, 23:58
    Tak trzymać i pogodzić się z braćmi Kaczyńskimi to oni w najbliższym czasie
    będą rzadzić.Nalezy się zjednoczyć.
    Członek Solidarności.
  • uroczysko1 21.03.05, 00:04
    Tak trzymać Panie Lechu.Pogodzić się z braćmi Kaczyńskimi tego wymaga racja
    stanu Solidarności. Są to silne filary nie ma sie co na nich boczyć.Nadejdzie
    chwila dla Pana.ale jeszcze nie teraz.
    Członek Solidarności.
  • lucjan24h 21.03.05, 08:25
    Gdzie byli ci politycy jak rodzice dzieci zbierali pieniądze na
    operacje?Składanie wyłącznie podziekowań za sfinansowanie operacji to żenada,
    kompromitacja i wstyd.Nie od dziś wiadomo, ze nasi politycy kierują sie
    wyłącznie swoim prywatnym interesem i bez zadnych zasad...Na pohybel!
  • ambl 21.03.05, 09:48
    jako b.(prawdziwy)elektryk jestem oburzony nazywaniem Wałęsy elektrykiem.Facet
    który coś tam dłubał przy wózkach el.(2x40V)
  • bluefox 21.03.05, 08:58
    Żenujące, gdzie p. prezydent był kiedy rodzice szukali pomocy dla dzieci?:-(
  • betsy12 21.03.05, 09:30
    No i jak Wam teraz przeciwnicy Prezydenta Walesy?
  • brynk 21.03.05, 09:46
    .... oficjalnie w imieniu Narodu za tak wspaniały gest , rozumiem , ze dla was
    jest to przykre , poniewaz nie załatwiła tego pani Jolka Wstyd , normalny
    wstyd . rozumiem , ze .... nie ma czasu , kpicie z Narodu !!!!!
  • adam0001 23.03.05, 00:33

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka