Dodaj do ulubionych

Boliwia: Sprzeczne informacje na temat napadu ...

IP: *.kompakt.com.pl / 195.164.48.* 03.09.02, 12:49
Szukam chętnych na wycieczkę do Boliwii...
Obserwuj wątek
      • Gość: Sonqo Sua Re: Boliwia: Sprzeczne informacje na temat napadu IP: *.dialip.mich.net 03.09.02, 18:04
        Boliwia sama w sobie jest pieknym krajem, a jej mieszkancy dobrymi ludzmi. Tyle, ze jadac tam warto znac i szanowac miejscowe
        zwyczaje. No i wybierac sie we dwojke, zaloze sie ze w dodatku bez znajomosci jezyka (keczua, ajmara), to rzeczywiscie nieco
        glupie. Wszyscy biali sa tam postrzegani jako Amerykanie - ci, ktorzy porywaja dzieci na narzady, i ci, ktorzy usiluja zniszczyc
        plantacje swietej dla boliwijskich Indian koki.

        Oczywiscie smierc tego czlowieka jest bezsensowna i nikomu nie potrzebna. Winni powinni zostac ukarani, chociazby po to, aby
        umieli rozpoznawac, ze Polak to do cholery nie to samo co Amerykanin....

        Ja tez prawie-prawie zle skonczylam w Boliwii. Odwozilismy z Copacabany (nad J.Titicaca) jedna Amerykanke do peruwianskiej
        granicy (miala samolot Lima-USA nastepnego dnia; to bylo na poczatku lipca ub. roku, w trakcie paro nacional - strajku narodowego -
        czyli gigantycznych blokad drog zorganizowanych przez Indian). W miejscowosci Loqa - tuz przed przygraniczna wioska Kasani -
        Indianie otoczyli nasz samochod, wymachujac kamieniami. Niektorzy byli pijani, ale najgorszymi "podjudzaczami" byly starsze kobiety.

        Przebili opony. Chcieli kamieniami wybic szyby, w domysle ukamieniowac rowniez i nas. Zarzucono nas setkami absurdalnych
        zarzutow, jak to, ze my, jako niby rzad boliwijski, obiecalismy asfaltowac droge, obiecalismy naprawic szkole, no patrzcie przeciez sie
        wali, i tym podobne absurdy. Bylismy piecioosobowa grupa - dwoch Boliwijczykow, jeden Peruwianin, Amerykanka i ja, i co my do
        cholery mamy wspolnego z boliwijskim rzadem???

        Gros tlumu wzial na siebie Peruwianin, zaczal tlumaczyc, ze jestesmy cudzoziemcami, archeologami a nie politykami, a i tak robimy
        wiecej niz boliwijski rzad, i zaczal wymieniac, co Projekt Yaya-Mama (tak sie nazywa nasz projekt archeologiczny w Boliwii) zrobil
        dobrego dla indianskich wspolnot.

        Jednego z Boliwiijczykow ogarnela drzaczka i nie mogl wydusic z siebie ani slowa, drugi zaczal sie szarpac - obrzucac napastnikow
        wyzwiskami w jezyku ajmara. To nie bylo dobre, bo ich krew zaczela zalewac.

        Amerykanka nie rozumiala nic z tego wszystkiego (nie mowila po hiszpansku) i sprawiala wrazenie, ze za chwile sie rozryczy. Stala z
        walizkami na drodze, zaczela sie szamotac z Indianinem, ktory wyrywal jej bagaz z rak, horror.

        Ja zrobilam cos, za co sama siebie podziwiam i do dzisiaj sadze, ze mialam wiecej szczescia niz rozumu. Wyszlam z samochodu,
        wybralam jedna twarz - mlodego czlowieka, ktory wygladal na trzezwego - i zaczelam z nim rozmawiac. Poprosilam, zeby
        opowiedzial mi o ich (indianskim) protescie, mowiac, ze w wiadomosciach w boliwijskiej tv nic sie nie mowi o przyczynach blokad. On
        zaczal mowic, poczatkowo podniesionym glosem, potem kiedy ja - zupelnie szczerze - wyrazalam zdumienie, oburzenie slyszac o
        pomyslach boliwijskiego rzadu - napiecie zaczelo opadac. (Rozmowie przysluchiwali sie inni Indianie)

        Jednoczesnie Peruwianin opowiadal o naszym projekcie, no i napiecie opadlo do tego stopnia, ze napastnicy pozwolili pojsc pieszo
        (samochod ciagle byl unieruchomiony) do Kasani Amerykance i jednemu z Boliwijczykow (zeby jej pomogl niesc walizki). Poszedl ten
        z Boliwijczykow, ktory wyzywal Indian, wiec dzieki jego odejsciu napiecie znowu zelzalo.

        Zostalismy we trojke - Peruwianin, rozedrgany ze strachu Boliwijczyk i ja.

        Peruwianin i ja rozmawialismy, sluchalismy protestow, spokojnie, ze wspolczuciem (fakt ze ci ludzie cierpia nieprawdopodobnie). Juz
        nikt nie mowil o rozbijaniu szyb, ale samochod mial zostac na miejscu "do zachodu slonca" (a byla siodma rano). "Asi es la regla del
        paro nacional" - "taka jest zasada strajku narodowego", mowili. Rozmawialismy dalej, lagodzac, lagodzac, lagodzac... po pol gdzinie
        spokojniutko wycofalismy samochod i wrocilismy do Copacabany. Potem po poludniu pojawilismy sie jeszcze raz, z koka, kawa i
        chlebem - niech wiedza, ze nie mamy do nich zalu. Sa zdesperowani i dlatego popelniaja glupoty. Poza tym, mieli racje - paro nacional
        to nie przelewki...

        Co sie dokladnie stalo tam w Huacarani? Co robili ci ludzie, ze Indianie ich zaatakowali? Przez Boliwie przelewaja sie rocznie tysiace
        turystow, i jakos nikt nie ma problemow, no chyba, ze jest akurat strajk. Ta para zapewne naruszyla - moze nieswiadomie - jakis
        zakaz. Moze wloczyli sie po polach, ktore uwazali za niczyje? Indianie boliwijscy sa lekko paranoidalni - kiedy widza obcego
        wloczacego sie po ich terenach, pierwszym skojarzeniem jest" "Szpieg. Chce wydrzec nam nasza ziemie".

        Gdziekolwiek sie nie jedzie, wszedzie nalezy szanowac tubylcze obyczaje.

        pozdrawiam cieplo
        Polka z urodzenia, Boliwijka z wyboru,
        Stanislawa Stachniewicz
        e-mail stachnie@uj.edu.pl
      • banieczka Re: Boliwia: Sprzeczne informacje na temat napad 03.09.02, 18:00
        Gość portalu: Kocamara napisał(a):

        > Chodzi o to aby nie pchać się do dzikich miejsc po to aby
        potem
        > szpanować tym w kraju. Nie każdy ma tyle szczęścia co Tony
        Halik.

        Przyjmując taki tok myślenia, nikt teraz nie powinien jechać np.
        do Leszna, tego "dzikiego miejsca", gdzie zgwałcono i
        zamordowano czternastoletnią dziewczynkę, a jej kolegę
        zmasakrowano. Ludzie, to naprawdę kwestia przypadku, okropnego,
        ale jednak. Oczywiste jest to, że przed taką podróżą trzeba się
        dobrze przygotować, poznać obyczaje miejscowych, być taktownym,
        nie prowokować. Wczoraj w Panoramie ta dziewczyna mówiła, że
        wszędzie spotykali się z pozytywnym przyjęciem, więc myślę, że
        oni dobrze do takiej wyprawy byli przygotowani. Jednak, jak się
        okazuje, nie ma reguły, wszędzie i zawsze można dostać w łeb. A
        z drugiej strony, wielu z moich znajomych podróżuje po
        jeszcze "dzikszych" zakątkach i wracają cali i zdrowi. Swoją
        drogą, to co się wydarzyło w Boliwii, coś mi przypomina - plotki
        o białych (czyli "obcych") porywających dzieci, tłum, lincz -
        czy nie tak wyglądał pogrom na Żydach w Kielcach tuż po wojnie?
        Jak się okazuje, niszcząca siła tłumu jest czymś uniwersalnym i
        wszędzie działa tak samo.
      • Gość: Sonqo Sua Re: Boliwia: Sprzeczne informacje na temat napadu IP: *.dialip.mich.net 03.09.02, 18:09
        Gość portalu: www napisał(a):

        > Tak sie sklada, ze sam wybieram sie na wycieczke
        > (niezorganizowana) do Boliwii w przyszlym miesiacu, duzo
        > czytalem o tym kraju i w/g ratingu bezpieczenstwa w Ameryce
        > Poludniowej znajduje sie on na pierwszym miejscu. Dlatego jestem
        > zaskoczony obrotem sytuacji i czekam na wyjasnienia ...

        www.tipi.pl , kliknij na "polscy indianisci", potem "z tawacinem w plecaku" - tam znajdziesz sprawozdania z ub. roku z Boliwii.

        Boliwia byla najspokojniejszym krajem Am.Pd., ale sytuacja wiekszosciludnosci jest tam naprawde tragiczna - a po tym jak po roznych
        machlojach prezydentem zostal stary zlodziej, bedzie sie tylko pogarszac.

        pzdr
        Stanislawa
      • Gość: .. Polscy indianie.... IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 03.09.02, 23:26
        10 lat temu wybralem sie do Polski. Pochodze z malej wioski k. Nowego
        Sacza. Wzialem ze soba kamere i zaczalem filmowac tereny mojego
        dziecinstwa i ladne drewniane domki po polowie zgnite albo rozwalone.

        Nagle pojawilo sie 4 pijanych facetow z dragami i zaraz: panie a
        pozwolenie na filmowanie pan masz? Powiedzialem ze to moja wioska
        gdzie urodzilem sie 60 lat wczesniej i pokazalem paszport kanadyjski
        z miejscem urodzenia. To ich rozochocilo jeszcze bardziej. Jak pan chcesz
        filmowac to musisz dac na pol litra. Dalem na odczepne. Liczylem ze
        konflikt zazegnany. Po pieciu minutach doszlo dwoch. Jak nie dasz pan na
        2 pollitrowki to rozwalimy kamere. Nie wierzysz pan? Powiedzialem ze
        wierze i ze jesli to zrobia to wroce i to nie sam. Jakims cudem moj
        siostrzeniec jechal samochodem do sklepu. Zatrzymal sie na moment,
        wskoczylem do samochodu. Odtad nie mam ochoty odwiedzac tego
        egzotycznego rejonu bez obstawy.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka