kiedy szaron podzieli los miloszevicza? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Operacja "Stalowy mózg"
    Grażyna Dziedzińska, Nasz Dziennik, 04.01.2002

    fragmenty


    Palestyńczycy - naród wygnańców, prześladowanych, najdłużej w powojennej
    historii walczący o prawo do ojczyzny, wolności, państwowości - przez wiele
    mediów w Polsce, w tym publiczną telewizję, nazywani są "terrorystami".
    Charakterystyczne przy tym jest, że używający tego określenia dziennikarze z
    reguły utożsamiają się także z żydowską propagandą, przedstawiającą Izrael
    mordujący z broni ciężkiej Palestyńczyków (walczących głównie kamieniami),
    jako "demokratyczny", "miłujący pokój" kraj, który rozprawia się z
    arabskimi "bandytami". Czasami wprawdzie któryś z komentatorów zająknie się
    np., że premier Izraela był "podobno powiązany" z masakrą w libańskich
    obozach dla uchodźców, ale to wszystko.
    Warto więc może przypomnieć, jaką w istocie rolę odegrał obecny przywódca
    Izraela we wspomnianej zbrodni. Tym bardziej, że właśnie obecnie czterej
    libańscy prawnicy, na czele z prof. prawa na Uniwersytecie im. Świętego
    Józefa w Bejrucie, Shebly Almallatem (dyrektor Centrum Studiów Prawa
    Koranicznego przy Unii Europejskiej), przygotowują się do postawienia Szarona
    przed Międzynarodowym Trybunałem w Hadze jako ludobójcy... Również
    amerykańska organizacja pozarządowa "Międzynarodowa Solidarność na rzecz Praw
    Człowieka" chce Szaronowi wytoczyć proces za łamanie tych praw w Libanie i
    Palestynie.

    Rzeź do spółki z laureatem Nagrody Nobla

    Zaatakowanie w 1982 r. Libanu przez Izrael z lądu, morza i powietrza miało w
    błyskawicznym tempie rzucić Palestyńczyków na kolana. Tymczasem, mimo iż
    Izrael zmobilizował 100 tys. żołnierzy oraz lotnictwo i marynarkę - przeciw
    35 tys. żołnierzy wspólnych sił palestyńsko-libańskich, o wiele gorzej
    uzbrojonych, bez samolotów i bomb, Palestyńczycy przez 88 dni zaciekle
    bronili oblężonego miasta, w którym coraz bardziej brakowało wody, żywności,
    lekarstw, elektryczności. Masowe zabijanie cywilnej ludności spowodowało
    jednak, że Organizacja Wyzwolenia Palestyny zdecydowała się wyprowadzić
    swoich żołnierzy z Bejrutu Zachodniego. Wycofali się niepokonani, zostawiając
    rodziców, żony, dzieci. Zgodnie z izraelskimi zobowiązaniami, armia miała nie
    wejść do Bejrutu Zachodniego, zaś amerykańskie gwarancje zapewniały cywilom
    po odejściu fedainów [bojownicy palestyńscy - wyj. red.] całkowite
    bezpieczeństwo.
    16-20 VIII 1982 r. podczas VII Specjalnej Sesji Zgromadzenia Ogólnego NZ
    ogłoszono rezolucję, w której członkowie ONZ poparli prawo narodu
    palestyńskiego do własnej ojczyzny i niepodległości oraz potępili agresję na
    Liban. 1 IX prezydent Reagan przedstawił "nowy" plan rozwiązania konfliktu.
    Te decyzje wywołały wściekłość w Tel Awiwie, zwłaszcza Szarona, który
    postanowił jak najszybciej zablokować wymienione inicjatywy (podobnie czyni
    teraz, na każdą wzmiankę o pokoju organizuje prowokacje zbrojne). Zamiarem
    Szarona było również zrehabilitowanie się oraz uspokojenie tych, którzy nie
    doczekali się triumfalnego zwycięstwa i pałali żądzą zemsty za wielkie straty
    Izraela w Libanie. Aby osiągnąć te cele, a także doprowadzić do usunięcia
    wszystkich Palestyńczyków z Libanu i zmuszenia rządu libańskiego do
    podpisania "traktatu pokojowego" z Izraelem, Szaron, w porozumieniu z
    ówczesnym premierem Menachemem Beginem, laureatem (tak, tak!) Pokojowej
    Nagrody Nobla, rozpoczął przygotowania do operacji pod kryptonimem "Moah
    Barzel" (Stalowy mózg).

  • Gość: sabra i szatila IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.02, 21:13
    Zginął w "tajemniczym" zamachu

    O północy z 9 na 10 września 1982 r. Begin, Szaron i Szamir spotkali się z
    Beszirem Dżemajelem (przywódcą milicji falangistowskiej) i z Fady Fremem
    (szefem sztabu sił libańskich). Beszir nie wyraził zgody na natychmiastowe
    zawarcie traktatu pokojowego z Izraelem (który po agresji był znienawidzony nie
    tylko przez lewicę, ale i prawicę libańską). "Muszę najpierw zjednoczyć naród -
    powiedział - a dopiero potem myśleć o traktacie z wami". "Ale o tym wiedział
    pan przedtem" - warknął Begin. "Nie doceniłem oporu" - oświadczył Beszir. Wtedy
    Menachem Begin stracił panowanie nad sobą i zaczął ubliżać rozmówcy. Rozstali
    się w gniewie.
    Szaron jednak uznał to zachowanie Begina za błąd. Już dawno zamierzał posłużyć
    się Falangą, pospieszył więc ratować sytuację. 12 IX 1982 r. na obiedzie u
    Dżemajelów zaproponował Beszirowi transakcję: natychmiast po opuszczeniu
    Bejrutu przez oddziały OWP (mające izraelską gwarancję!) i tzw.
    Międzynarodowego Korpusu Pokojowego wkroczą tam wojska izraelskie i "oczyszczą"
    miasto, a milicja falangistowska, wsparta przez Izraelczyków, zajmie się
    obozami palestyńskimi. Beszir zgodził się. Uważał, że "ostateczne rozprawienie
    się" z Palestyńczykami osłabi libańską lewicę i pozwoli mu umocnić władzę. Dla
    władz Izraela, które reprezentował gen. Szaron (ówczesny minister obrony), był
    to również "doskonały interes". Tel Awiw liczył na to, że wymordowanie
    palestyńskich uchodźców w Bejrucie Zachodnim zastraszy tych, którzy jeszcze
    znajdują się w innych częściach Libanu i zmusi ich do ucieczki. Beszir prosił
    tylko, żeby dokonać tej akcji dopiero po 25 września, kiedy to miał być
    zaprzysiężony na prezydenta.
    Ale rankiem 14 września Beszir zginął w "tajemniczym" zamachu. Było to ogromnie
    na rękę Szaronowi, gdyż zamach na nowo rozbudził nienawiść prawicowych
    falangistów do libańskiej lewicy muzułmańskiej oraz Palestyńczyków. To
    otworzyło Szaronowi drogę do działania.
    O północy decyzja o inwazji izraelskiej na Bejrut Zachodni i wymordowaniu
    ludności w obozach dla uchodźców została ponownie przedyskutowana między
    Beginem a izraelskim szefem sztabu "Rafulem" Eitanem, następnie zaś między
    Beginem a Szaronen.
    W środę, 15 września o godz. 5.00 Szaron przybył do Bejrutu. O godz. 8.00
    spotkał się z Eitanem. Później udał się na konsultacje z czołowymi przywódcami
    milicji falangistowskiej do ich kwatery głównej. Po tej naradzie Szaron
    podyktował adiutantowi Avi Dudai "zaszyfrowaną" dyspozycję dla Eitana: "Jeden
    oddział upoważniony został do wprowadzenia sił zbrojnych na teren (...) w
    czasie operacji w obozie. Zezwolić falangistom na wejście...".
    15 września Szaron spotkał się również z amerykańskim mediatorem Morrisem
    Draperem. Amerykański dyplomata - jak później zeznał Szaron przed Komisją
    Kahana - w rozmowie z Eitanem zaakceptował wysłanie falangistów do obozów,
    dla "oczyszczenia ich z 2 tys. palestyńskich 'terrorystów'" (jak się później
    okazało: dzieci, kobiet, starców, kalek, a nawet koni, psów itd.). Tego dnia
    także rząd izraelski dał swoje placet na rozpoczęcie operacji "Stalowy mózg".
    O północy z 15 na 16 września (ze środy na czwartek) nad Bejrutem Zachodnim
    pojawiły się izraelskie samoloty. Czołgi i wozy pancerne ruszyły na miasto.
    Desperacka obrona nielicznych i wykrwawionych jednostek Libańskich Sił
    Narodowych w Al-Mazraa, Al-Tariq, Al-Jadida, Al-Fakhani u granic obozów i w Al-
    Rosheh załamała się. Rozmieszczona na terenie stadionu sportowego artyleria
    izraelska ostrzelała obozy Sabra i Szatila. 25 ofiar tego ostrzału trafiło do
    szpitala "Gaza" na terenie Sabry. Powołując się na uzgodnienia ze stroną
    izraelską i na amerykańskie gwarancje, libański premier ostro zaprotestował w
    ambasadzie USA przeciwko inwazji. Ambasador zapewnił go, że celem tego
    posunięcia jest wyłącznie rozminowanie dróg wjazdowych do Bejrutu Zachodniego i
    uprzątnięcie barykad w mieście. Oznajmił, że po wykonaniu tego zadania
    Izraelczycy natychmiast wycofają się z miasta. Premier depeszował nawet do
    prezydenta Reagana, który z kolei odpowiedział, że Izraelczycy zarezerwowali
    sobie "ograniczone posunięcie" jako nieodzowne dla "zapewnienia bezpieczeństwa"
    po zamachu na Beszira Dżemajela (ponownie przydał się "tajemniczy" zamach!).

    Pomyślna koleżeńska operacja

    16 września, w czwartek rano, dwa samoloty transportowe typu hercules 130
    wylądowały na międzynarodowym lotnisku w Bejrucie, gdzie znajdowały się już
    grupy milicji falangistowskiej. Wynurzyły się wojskowe jeepy - toyoty
    wypełnione żołnierzami, wielu z nich było w mundurach, lecz bez żadnych znaków
    czy dystynkcji. Po godzinie kolumna, w asyście oficerów izraelskich, skierowała
    się z lotniska w stronę obozów Sabra i Szatila.
    Po południu obozy zostały otoczone przez ponad 150 izraelskich czołgów, 100
    samochodów opancerzonych, 14 transporterów i 20... buldożerów (zapamiętajcie! -
    to ważne). O godz. 16.00 izraelscy żołnierze wpuścili do obozów, przez
    zablokowane przez siebie wejścia, falangistów, niezidentyfikowanych żołnierzy i
    jakichś ludzi w cywilnych ubraniach. Dowódca sił izraelskich w Libanie Płn.,
    gen. Drori, złożył Szaronowi raport o rozpoczęciu akcji "oczyszczania" obozów.
    Ten z entuzjazmem odpowiedział: "Moje uznanie! Niech to będzie pomyślna,
    koleżeńska operacja".
    Eitan i inni wyżsi oficerowie izraelscy obserwowali rzeź przez lornetki, stojąc
    obok reflektorów oświetlających makabryczną scenerię. Z dachu siedmiopiętrowego
    budynku, usytuowanego po drugiej stronie przylegającej do obozu Sabra ulicy
    Camille Chamuna, Izraelczycy widzieli wszystko jak na dłoni. Dokładnie słyszeli
    też detonacje wysadzanych domów, wybuchy granatów, rozpaczliwe krzyki, wycia
    torturowanych i mordowanych ludzi, przeraźliwy płacz zabijanych dzieci,
    rzężenie zwierząt. Kilkanaście kobiet palestyńskich i libańskich wyrwało się z
    obozów do przejść w murze, wołając do izraelskich żołnierzy pilnujących wyjść,
    że tam trwa rzeź! Jeden z izraelskich żołnierzy poinformował o tym
    przełożonego, który spokojnie odpowiedział: "Ze beseder" (w porządku, nie
    przejmuj się).
    Około godz. 23.00 pierwszy tajny raport izraelski, opatrzony
    nagłówkiem "poufne", a zaadresowany do Droriego, dotarł do Tel Awiwu.
    Przejrzało go co najmniej 20 oficerów, żaden z nich jednak nie zareagował.
    W piątek rano o całonocnej masakrze wiedzieli już wszyscy na liniach
    izraelskich, niektórzy mieszkańcy Bejrutu Zachodniego, a także korespondenci
    zagraniczni, mimo że Izraelczycy nie chcieli ich wpuścić na teren obozów.
    Dziennikarze zaprzeczyli izraelskiej wersji o rzekomej "walce z fedainami"
    ukrytymi w obozach, ponieważ za murami słychać było tylko strzały jednej
    strony. Korespondent wojskowy izraelskiego pisma "Haaretz" Zajev Shiff
    zatelefonował do ministra poczty Mordechaja Zipori (zaprzysięgłego wroga
    Szarona), który z kolei powiadomił ministra spraw zagranicznych Szamira,
    że "coś złego dzieje się w obozach". Szamir twierdził potem, że kazał to
    sprawdzić swoim ludziom w armii, którzy poinformowali go, że "sytuacja jest
    normalna". W czasie dochodzenia Komisji Kahana nie można było odnaleźć ani
    ludzi, którym rzekomo Szamir polecił sprawdzenie informacji, ani tych, którzy
    mieli mu dać uspokajającą wiadomość.
    A co robi w czasie piątkowej masakry Szaron - jej inicjator do spółki z
    Beginem? O godz. 11.00 spotyka się z gen. Drori - ale jak zeznawał przed
    komisją - na temat Sabry i Szatili nie rozmawiali! Od godz. 12.00 do 16.00
    uczestniczył w konferencji w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w okupowanej
    Jerozolimie, z udziałem amerykańskiego mediatora Drapera. O masakrze już
    doskonale wiedzieli, ale - jak Szaron zapewniał Komisję - "nie było mowy na ten
    temat" (!). Później "Arik, król Izraela", jak określali Szarona jego
    zwolennicy, pospieszył na sobotni odpoczynek. Oliwkowym helikopterem dotarł do
    Negevu, gdzie znajduje się jego 400-hektarowa farm
  • A niech ten Nasz Dziennik odczepi sie od Izraela!
    To nacjonalistyczne pismo.
    I niestety antysemickie.
    Zwiazane z LPR i innymi mniej lub bardziej "dziwnymi organizacjami"
    --
    sala.hamil@poczta.gazeta.pl
  • Gość: sabra i szatila IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.02, 21:16
    Oliwkowym helikopterem dotarł do Negevu, gdzie znajduje się jego 400-hektarowa
    farma, na której zatrudnia arabską siłę roboczą. O godz. 19.00 położył się
    spać. Dwie godziny później zbudził go telefon od Eitana. Mowa była o Sabrze i
    Szatili. Szaron kazał zakończyć akcję w sobotę rano, po częściowym przynajmniej
    uprzątnięciu zwłok zabitych. O godz. 23.00 znów wyrwał go ze snu telefon. Tym
    razem od wścibskiego korespondenta wojskowego z TV, Rona Ben Yshai, który
    poinformował go o masakrze. "Wiem - powiedział ze złością Szaron - kazałem
    wstrzymać operację". I znów zasnął snem sprawiedliwego.
    W tym czasie siepacze kończyli swoje ponure dzieło. Jeszcze tylko uganiali się
    za rannymi, którzy usiłowali wydostać się z obozu. Buldożerami niszczyli domy z
    ciałami pomordowanych. Wrzucali zwłoki umarłych i na wpół żywych do dołów,
    paląc je albo zasypując wapnem czy ziemią. Rankiem odjechali. Na drodze do
    Damour miejscowi Libańczycy widzieli konwój składający się z 30-40
    ciemnozielonych, wojskowych jeepów - toyota, z których tylko trzy miały
    emblematy falangistowskie. W każdym z nich, obok żołnierzy libańskich,
    znajdowali się ludzie w mundurach bez znaków i dystynkcji. Ich wygląd upewnił
    obserwatorów, że nie byli to Libańczycy. Kilka dni później w tygodniku "Der
    Spiegel" ukazała się wypowiedź prawicowego falangisty, który potwierdził, że w
    masakrze brali też udział izraelscy Żydzi, przebrani w libańskie mundury.
    Wezwani przez Komisję Kahana (utworzoną od nazwiska jej przewodniczącego, dla
    uciszenia gwałtownych protestów świata) oficerowie izraelscy początkowo
    konsekwentnie podtrzymywali linię obrony: "nic nie wiedzieliśmy", "nic nie
    słyszeliśmy". Laureat Pokojowej Nagrody Nobla, Begin, do końca zaprzeczał
    współuczestnictwu w zbrodni. Twierdził, że jako "pobożny człowiek" spędzał
    przypadające wtedy święto Roch Hachana, tj. żydowski Nowy Rok, w świątyni i o
    masakrze dowiedział się dopiero po jej zakończeniu, z BBC. Ta skrajnie cyniczna
    wypowiedź już była oznaką, że zarówno Begin, jak i jego otoczenie zamierzają
    wszelkie podejrzenia skierować na swoich "przyjaciół" z Falangi, chroniąc tylko
    libańskich kolaborantów, haddadowców z południa Libanu. Ale ci, którym cudem
    udało się uratować z rzezi, dali świadectwo prawdzie.

    To było piekło!

    Libańczyk, który bał się podać swoje nazwisko: - Opuszczałem wraz z żoną
    Szatila po wizycie u krewnych, kiedy wjechały tam izraelskie, wojskowe
    landrovery, pełne mężczyzn ubranych po cywilnemu. Ludzie uciekali w różne
    strony, szukając schronienia. Tamci otworzyli ogień i prażyli w nas kulami.
    Zdołaliśmy dotrzeć do wschodniego krańca obozu, tam spotkaliśmy grupkę
    umundurowanych Izraelczyków, którzy zabarykadowali drogę. Nie mogliśmy
    uwierzyć. Podeszli do mnie, pokazałem im więc moją kartę tożsamości. "Jestem
    Libańczykiem" - powiedziałem. Wtedy zaczęli mnie tłuc pałkami.
    13-letni Mounir, Palestyńczyk, stracił w 1976 r. ojca i brata w czasie masakry
    w obozie Tal Zaatar. Z matką i resztą rodzeństwa znalazł się później w
    uchodźczym obozie Raszidija pod Tyrem, tuż przy granicy z Izraelem. W czasie
    zmasowanych ataków izraelskich na Liban Płd. uciekli do Szatili w Bejrucie. -
    Pobiegliśmy do schronu - wspomina. - Tam było już 9 rodzin. O godz. 8.30
    umundurowany mężczyzna wszedł i kazał nam opuścić schron. W obozie było jasno
    prawie jak w dzień. Mężczyzna mówił po arabsku z akcentem południowolibańskim.
    Na rękawie miał wyszyty cedr, na piersi odznakę, ale nie mogłem jej odczytać.
    Mężczyzn ustawili w szeregu przy ścianie. Ja byłem w grupie dzieci i kobiet.
    Kiedy nas odprowadzano, zobaczyłem, jak milicjant bije mężczyzn kijem, oni zaś
    padali na ziemię. Zaprowadzili nas na stację benzynową, zamknęli i powiedzieli,
    że przyjdą, jak zjedzą kolację. Kilku zostało, żeby nas pilnować. Kiedy
    wrócili, zaczęli strzelać. Padliśmy na ziemię. Wrzasnęli, żeby ranni wstali.
    Byłem ranny, lecz nie wstałem. Szeptem powiedziałem do matki: "Nie wstawaj, oni
    kłamią". Miałem rację: jednego, który usiłował wstać, zastrzelili. Poświecili
    latarkami, żeby zobaczyć, czy wszyscy są martwi. Nie podnosiłem głowy i
    wstrzymałem oddech. Spędziłem noc obok matki. Ona umarła.
  • Gość: sabra i szatila IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.02, 21:18
    Drugi raz przyszli rano. Jeden z nich zauważył, że się trzęsę i strzelił dwa
    razy. Pierwsza kula nie trafiła, druga zraniła mnie w policzek i w rękę.
    Narzucili na nas płachtę. Usłyszałem, że kazali jakimś ludziom wywieźć trupy na
    stadion sportowy. Kiedy poszli, wyczołgałem się spod płachty i dowlokłem do
    najbliższego domu. Dwóch milicjantów złapało mnie. Przeklinali, krzyczeli: "Ty
    s...synu, jeszcze żyjesz!". Błagałem, żeby mnie puścili. Jeden spytał, czy
    jestem Palestyńczykiem. Skłamałem, że Libańczykiem. "No to zabieraj się" -
    powiedział. Doszedłem do Sabry. Pod meczetem jakiś mężczyzna zabrał mnie do
    szpitala Gaza.
    W szpitalu Mounir stracił świadomość. Był nieprzytomny aż do następnego dnia.
    Obudził się już w innym szpitalu, na terenie miasta, gdzie został przeniesiony
    przez Czerwony Krzyż. Wuj, który znalazł go tam w sobotę i został z nim,
    powiedział dziennikarzom: "Mały nie może zasnąć i ciągle pyta: "Czy na pewno
    oni nas tutaj nie znajdą?".
    A oto co powiedziała Libanka, pielęgniarka ze szpitala Akra: - Zaatakowali
    szpital w piątek (...). Kilku lekarzy wyszło z białą flagą, żeby z nimi
    porozmawiać. Milicjant rzucił w nich granatem. Jedna z pielęgniarek pobiegła,
    żeby zobaczyć, co z lekarzami. Jeden z tych zbirów odciągnął ją i zaczął bić do
    nieprzytomności. Rozerwał jej odzież, rzucił ją na środek drogi i zgwałcił, a
    potem zrobili to jego koledzy. Kilku wpadło do szpitala. Wyłapywali mężczyzn.
    Zagraniczni doktorzy usiłowali nas bronić, ale napastnicy sklęli ich po
    francusku, angielsku i hebrajsku. Jeden uderzył norweskiego lekarza i zaczął
    się z nim kłócić. (...)
    Wajanet Zein Adul Latif, Egipcjanka, zeznała: - W Szatili żyło wielu Egipcjan,
    wszystkie rodziny zniknęły z domów, ale ja zaczęłam iść ich śladem i natrafiłam
    na zabitych. W sobotę wrzucili Palestyńczyków, także kobiety i dzieci, do
    wielkiego leja po bombie na Stadionie Sportowym. Stanęli wokół z karabinami
    maszynowymi. Izraelczycy zaczęli zasypywać buldożerami zabitych, umierających i
    jeszcze żywych. Ktokolwiek chciał się wydostać, był zabijany. To było piekło.
    Widziałam wszystko na własne oczy, bo szłam w pewnej odległości za nimi, kryjąc
    się za domami (...). Widziałam, jak buldożery mieszały z ziemią ciała mężczyzn,
    kobiet, dzieci. Byłam w szoku. Nie wiem, jak długo. Potem zaczęłam chodzić w
    kółko...

    Musiał się przyznać

    Komisja Kahana orzekła, że Szaron jest odpowiedzialny za masakrę 4.000
    Palestyńczyków i Libańczyków w obozach Sabra i Szatila. Wtedy izraelski
    generał, obawiając się, że może zostać uznany za głównego winowajcę, przestał
    zasłaniać się brakiem pamięci i zaprzeczać udziałowi w rzezi. Zgodnie z
    dewizą "jak topić się, to razem", obciążył nie tylko siebie, ale i władze
    izraelskie. Podczas przesłuchania w lutym 1983 r. oświadczył: "Decyzję o
    wpuszczeniu sił libańskich do obozów podjąłem zgodnie z udzielonymi mi
    pełnomocnictwami i zasadniczym porozumieniem, jakie zostało zawarte w czasie
    posiedzenia gabinetu izraelskiego".
    Zwolennicy "Arika" pospieszyli mu natychmiast z pomocą. Wyszli na ulice z
    wypisanym na transparencie hasłem: "Szaron zasługuje na Pokojową Nagrodę
    Nobla!". Zaś proizraelscy dziennikarze na Zachodzie rozwodzili się nad
    izraelską "sprawiedliwością". Tymczasem Szaron, chociaż został pozbawiony
    funkcji ministra obrony, objął stanowiska w dwóch najważniejszych komisjach
    rządowych: ds. Obrony i ds. Rokowań z Libanem! W ten sposób uzyskał znaczący
    wpływ na wojsko i na politykę zagraniczną, co nawet niektórzy deputowani z
    Knesetu ocenili jako "kpinę z demokracji". Nic więc dziwnego, że nie stracił
    werwy. Dwa lata po zorganizowaniu rzezi w Sabrze i Szatili udał się do Nowego
    Jorku, aby - jak powiedział dziennikarzom - oczyścić się z "cholernego
    oszczerstwa", którego rzekomo dopuścił się w stosunku do jego osoby
    tygodnik "Time". W pozwie zażądał 50 mln dolarów odszkodowania za "moralną
    krzywdę" polegającą na jakoby fałszywym i "złośliwie tendencyjnym" oskarżeniu
    go o bezpośrednią inspirację masakry. Tupet Szarona wzbudził powszechne
    zdumienie. Spodziewano się bowiem, że skompromitowany "rzeźnik Libanu" będzie
    raczej unikał afiszowania się przed społecznością światową. Jednak logika
    Szarona była inna. Nieprzypadkowo przecież wystąpił w obronie swojej "czci"
    dopiero po tak długim czasie, który minął od wydarzeń w Sabrze i Szatili oraz
    od wydrukowania artykułu na temat rezultatów śledztwa Komisji Kahana. Liczył na
    zawodną pamięć ludzką, na zaabsorbowanie świata nowymi problemami, tragediami,
    sensacjami, które odsuwają w cień wydarzenia wczorajsze, nawet najbardziej
    tragiczne. Uznał, że przyszła pora zrzucić z siebie odium mordercy, zwłaszcza
    wobec opinii publicznej USA, izraelskiego sojusznika wpływającego przecież na
    układy personalne w izraelskim rządzie, co dla Szarona nie było obojętne,
    ponieważ od dawna pragnął się wspiąć na wyżyny władzy. Proces przegrał, ale to
    co chciał, osiągnął - został premierem Izraela.
    Jeszcze w 1983 r. poseł do Knesetu, Ajer Mauz, powiedział: "Zastanawiam się, co
    stałoby się z demokracją w Izraelu, gdyby Szaron został premierem". Wtedy inny
    poseł dodał: "Wszędzie pozakładałby obozy koncentracyjne". I niestety, nie
    pomylił się.


    Grażyna Dziedzińska, Nasz Dziennik, 2002-01-04
  • Piasku!
    Co to znaczy Szatila?
    Bo nie wiem.
    To Nasz Dziennik powaznie przesadzil.
    Bardzo powaznie.
    Zdaje sie ze podpada to pod prawodawastwo polskie.
    Maja dowody?
    Szczerze w to watpie.
    Bardzo szczerze.
    Premier Ariel Szaron powinien ich oskarzyc np. o znieslawienie.

    --
    sala.hamil@poczta.gazeta.pl
  • Gość: sabra i szatila IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.02, 21:25
    tytus.tripod.com/pfretl/MMI/pf561.html
    Faszyzm po zydowsku?

    Adam Wielomski

    Z zalem musze stwierdzic, ze wieloletnia praca demoliberalnych mediow
    krzewiacych w swiecie idee "spoleczenstwa otwartego", tolerancji i praw
    czlowieka poniosla kleske. Oto, kilka dni temu, w wyborach powszechnyc wygrala
    nietolerancja, ksenofobia i parafianszczyzna. Premierem Izraela zostal Ariel
    Szaron, znany ze swoich rasistowskich, szowinistycznych i antysemickich
    pogladow - pamietajmy, ze Arabowie to takze semici, a wiec wrog Arabow tez jest
    antysemita, nwet jezeli jest Zydem.

    Charakterystyczna jest jednak reakcja demoliberalnych mediow na to
    zwyciestwo "faszyzmu" i "ksenofobii". Sa one co najwyzej
    zaniepokojone "zagrozeniem procesu pokojowego". Jesli jest mowa o pogladach
    Szarona, to tylko w tym kontekscie. Wyobrazmy sobie jednak sytuacje, ze Ariel
    Szaron nie jest Zydem, tylko np. Polakiem - nazywa sie Karol Iksinski i ma w
    swoim zyciorysie takie fakty, jak zamordowanie 69 osob - kobiet i dzieci - oraz
    odpowiedzialnosc za rzez kilkuset osob w obozach Sabra i Szatila. To jeszcze
    nic, wyobrazmy sobie, ze ten morderca jest Polakiem, a zamordowani byli Zydami.
    Czy wyobrazacie sobie Panstwo ten krzyk grozy demoliberalnych mediow, te tytuly
    prasowe o "faszyzmie" w Polsce, o "ksenofobii", o "rasizmie" itd.? Co by sie
    dzialo, gdby premierem Polski byl czlowiek ponoszacy odpowiedzialnosc za smierc
    Zydow w Jedwabnem? Oj, oj, oj! Az strach pomyslec.

    Gdyb Ariel Szaron nie byl Zydem, to dawno juz ganialyby go rozne lewacko-
    demoliberalne trybunaly inkwizycyjne, jak np. Trybunal Praw Czlowieka w Hadze i
    podobne "prawo-czlowiecze" heco-sady. Tym razem jednak nic, cisza! Mamy tu
    bowiem zderzenie sie ze soba dwoch demoliberalnych dogmatow. Z jednej strony
    jest niewzruszalny dogmat o uniwersalnych zasadach praw czlowieka; z drugiej
    zas, pseudometafizyczny dogmat o szczegolnym charakterze narodu wybranego,
    ktory zawsze ex definitione jest niewinny, gdyz jest ofiara holokaustu.
    Demoliberalni, scholastyczni teologowie staneli przed nie lada problemem -
    ktory dogmat jest wazniejszy? Wszystko wskazuje jednak na to, ze mimo aksjomatu
    o rownosci ludzi bez wzgledu na rase, plec i wyznanie, narody wybrane dalej
    istnieja. Dzieki temu czlowiek, ktorego stosunek do Arabow wydaje sie, moim
    skromnym zdaniem, wykazywac pewne podobienstwa do stosunku Adolfa Hitlero do
    Zydow, moze spokojnie cieszyc sie owocami swego wyborczego sukcesu.

    Aby nie bylo nieporozumien, gdybym byl obywatelem Izraela, to takze glosowalbym
    na Szarona, gdyz jest on, podobnie jak ja, zwolennikiem idei, ze "wojna jest
    przedluzeniem polityki" i calkowicie normalnym elementem stosunkow
    miedzynarodowych; czyms, co wynika z natury ludzkiej. Pisze ten tekst dlatego,
    ze budzi moje obrzydzenie faryzejski stosunek najwiekszych demoliberalnych
    autorytetow "moralnych" do nagminnego lamania praw czlowieka w Izraelu, gdzie
    Palestynczycy sa traktowani jako istoty nizsze, podludzie i dyskryminowani
    prawnie na wszelkie sposoby. Jesli prawa czlowieka sa dogmatem, to dlaczego
    nikt z roznych komitetow helsinskich jeszcze nie zgromil tego
    izraelskiego "faszyzmu" tak, jak gromi sie go w Polsce i na calym swiecie?
  • Gość: sabra i szatila IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.02, 21:34
    www.rmf.fm/akcje.html?akcja=uchodzcy&art=szaron
    ARIEL SZARON - żołnierz i polityk
    Szaron, syn żydowskich imigrantów z Białorusi, urodził się 27 lutego 1928 roku
    w rządzonej przez Brytyjczyków Palestynie. Od 17 roku życia był żołnierzem -
    dwukrotnie odniósł poważne obrażenia w boju. Już jako roczne dziecko
    doświadczył wojny, gdy wraz z matką w 1929 r. ukrywał się w stodole atakowanej
    przez Arabów, walczących o kontrolę nad jerozolimskim Wzgórzem Świątynnym.
    Wizyta Szarona w tym miejscu we wrześniu 2000 roku spowodowała wybuch "drugiej
    intifady", palestyńskiego powstania. Szaron, jak prawie każdy izraelskie
    polityk, swoją karierę zaczynał od służby w wojsku. Brał bezpośredni udział we
    wszystkich pięciu wojnach izraelsko - arabskich, począwszy od 1948 r. W czasie
    wojny w 1973 r. (Yom Kippur) dowodził 27 tysiącami izraelskich żołnierzy,
    uczestniczącymi w spektakularnym pochodzie przez Kanał Sueski do Egiptu, co
    zmieniło losy wojny. Kampania ta dała Szaronowi miano bohatera narodowego. Jego
    nazwisko wiązane jest jednak także z masowym mordem cywilów arabskich. W 1953
    r. Szaron dowodził kampanią odwetową, zorganizowaną po zabójstwie trzech
    Izraelczyków. Jego żołnierze podpalili 45 domów arabskich we wsi Kibija,
    zabijając 69 osób, w połowie - kobiety i dzieci. We wrześniu 1982 r., w trzy
    miesiące po wejściu armii izraelskiej do Libanu, żołnierze pozwolili miejscowej
    chrześcijańskiej milicji wkroczyć na teren obozów palestyńskich Sabra i Szatila
    i dokonać tam masakry setek ludzi. Także i ten incydent wiązany jest z
    nazwiskiem Szarona, który miał być - jako minister obrony w owym czasie -
    głównym architektem inwazji na Liban w 1982 r. Część Arabów do dziś nazywa
    generała "rzeźnikiem z Bejrutu". Specjalna komisja izraelskiego parlamentu
    uznała później, że Szaron pośrednio ponosił odpowiedzialność za rzeź w obozach
    palestyńskich - raport ten kosztował go urząd ministra obrony. W ciągu
    ostatnich 19 lat generał pełnił jednak wiele funkcji w rządzie, a także -
    piastował mandat deputowanego w Knesecie.
  • Gość: sabra i szamila IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.02, 21:40
    www.republika.pl/xyz234/artykuyz4.htm
    Kto ukarze Szarona?

    Jaka jest różnica pomiędzy państwowym a indywidualnym aktem terrorystycznym?
    Jeśli zrozumiemy tę różnicę, to zrozumiemy także zło amerykańskiej polityki
    wobec Bliskiego Wschodu i zbliżającą się katastrofę. Kiedy Jaser Arafat został
    oblężony w swoim biurze i trzymany tam przez izraelskie siły okupacyjne jako
    zakładnik, był pod nieustanną presją zmuszającą go do potępienia terroru i
    walki przeciw terroryzmowi. Izraelski państwowy terroryzm jest określany przez
    administrację Stanów Zjednoczonych jako samoobrona, podczas gdy indywidualni
    samobójcy z ładunkiem wybuchowym są nazywani terrorystami.

    Jest tylko „mała” różnica w tym, że za izraelską agresję bezpośrednio
    odpowiedzialni są Ariel Szaron, Beniamin Ben Eliezer, Shimon Peres i Shaul
    Mofaz, podczas gdy indywidualne terrorystyczne akty są dokonywane jako akty
    desperacji, zwykle wbrew intencjom Arafata. Godzinę po ogłoszeniu przez Arafata
    jego poparcia dla wstrzymania ognia i życzeniach skierowanych do
    Izraelitów: „Szczęśliwego Passovera”, nastąpił samobójczy bombowy atak w hotelu
    Netanya, w wyniku którego zginęły 22 niewinne osoby celebrujące Passover.
    Arafat został obarczony odpowiedzialnością za ten czyn, który stał się
    uzasadnieniem obecnej ofensywy IDF.



    Świat ignoruje zbrodnie wojenne Tel Awiwu

    W tym samym czasie odpowiedzialność Sharona za izraelskie zbrodnie wojenne jest
    całkowicie ignorowana. Kto powinien zostać aresztowany za wybiórcze zabijanie
    [politycznie poprawna nazwa na polityczne morderstwa – przyp. red.] prawie 100
    Palestyńczyków? Kto powinien być zaaresztowany za zamordowanie więcej niż 1200
    Palestyńczyków i za zbiorową karę dokonaną na ponad 3 000 000 cywilnej ludności
    w czasie ostatnich 18 miesięcy? Kto stanie przed Trybunałem Międzynarodowym za
    bezprawne zagrabienie i zaludnienie palestyńskiego terytorium i ignorowanie
    decyzji ONZ przez więcej niż 35 lat?



    Akty desperacji kontra czystki militarne

    Samobójcze ataki zabijające niewinnych ludzi muszą być jednoznacznie potępione
    jako niemoralne akty, a popełniających je powinno umieszczać się w więzieniu.
    Nie mogą one jednak być porównywane z terroryzmem prowadzonym przez państwo
    izraelskie. Pierwsze są indywidualnymi aktami desperacji ludzi, którzy nie
    widzą nadziei na przyszłość i którzy są ignorowani przez nieuczciwą i
    zniekształconą opinię międzynarodową. Drugie są zimnymi i „racjonalnymi”
    decyzjami państwa i jego militarnego aparatu, dobrze finansowanego,
    wyposażonego i popieranego przez największą potęgę na świecie.

    Mimo to w publicznych debatach rządowy terroryzm i indywidualne samobójcze
    ataki nie są w ogóle rozróżniane. Państwowo kierowany terroryzm i zbrodnie
    wojenne dokonywane przez aparat rządowy Izraela przedstawiany jest
    jako „samoobrona”, podczas gdy od Arafata będącego w stanie beznadziejnego
    oblężenia wymaga się aresztowania „terrorystów”.



  • Gość: sabra i szatila IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.02, 21:41
    Kto aresztuje Szarona?

    Chciałbym zapytać: kto aresztuje Szarona, osobę bezpośrednio odpowiedzialną za
    rozkaz mordowania Palestyńczyków? Kiedy i on zostanie nazwany terrorystą? Jak
    długo świat będzie ignorował krzyk Palestyńczyków, że jedyną rzeczą, którą
    pragną, to wolność i niezależność? Kiedy zacznie się zauważać fakt, że celem
    izraelskiego rządu nie jest jego bezpieczeństwo, lecz kontynuacja okupacji i
    podporządkowanie sobie Palestyńczyków?



    Jesteśmy izraelską opozycją przeciw ludobójstwu Szarona

    Jako Izraelczycy w opozycji, walczymy przeciwko naszemu rządowi, ale
    międzynarodowe poparcie, jakie otrzymuje Szaron, zagraża naszym dążeniom. Cała
    międzynarodowa opinia publiczna musi być zmieniona i ONZ musi zastosować
    interwencyjne siły w celu zatrzymania rozlewu krwi i nieuchronnego pogorszenia
    sytuacji. Zarówno Izraelczycy, jak i Palestyńczycy potrzebują obudzenia się
    międzynarodowej opinii publicznej i odwrócenia dotychczasowego globalnego
    punktu widzenia. Jest to potrzebne dla ratowania naszego życia w sensie
    dosłownym i zachowania nadziei na lepszą przyszłość.


    Lev Grinberg




    Dr Lev Grinberg jest socjologiem politycznym i dyrektorem Humphrey Institute
    for Social Research przy Ben Gurion University. Powyższy tekst ukazał się 2
    kwietnia 2002 r. w piśmie "Counter Punch", pod oryginalnym tytułem Izraelski
    terroryzm państwowy. Tytuł i śródtytuły – redakcja “NP”.

  • Gość: sabra i szamila IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.02, 22:08
    sala.hamil napisała:

    > Piasku!
    > Co to znaczy Szatila?
    > Bo nie wiem.
    > To Nasz Dziennik powaznie przesadzil.
    > Bardzo powaznie.
    > Zdaje sie ze podpada to pod prawodawastwo polskie.
    > Maja dowody?
    > Szczerze w to watpie.
    > Bardzo szczerze.
    > Premier Ariel Szaron powinien ich oskarzyc np. o znieslawienie.
    >
    > --
    > sala.hamil@poczta.gazeta.pl


    encyklopedia.pwn.pl/31159_1.html/.../
    We wrześniu oddziały → Falangi Libańskiej dokonały masakry w obozach palest.
    Sabra i Szatila, do którego dostęp kontrolowała armia izrael.; w opinii świat.
    odpowiedzialność za masakrę Palestyńczyków ponosił Izraelo W VI 1985 Izrael
    wycofał wojska z Libanu, pozostawiając pod kontrolą swoją i sprzymierzonych
    oddziałów Armii Południowego Libanu tereny przygraniczne w pd. części Libanu.
    Wojna z Libanem wywołała protesty w Izraelu i przyspieszyła powstanie ruchu
    Szalom Achszaw [‘pokój teraz’], mobilizującego opinię publ. na rzecz polit.
    rozwiązania kwestii palestyńskiej. Ze strony palestyńskiej istotną formą
    nacisku był wybuch 1987 na terenach okupowanych intifady, swoistego ruchu
    powstańczego, początkowo deklarującego pokojowy charakter oporu. /.../
  • Gość: sabra i szatila IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.02, 22:20
    sala.hamil napisała:

    > Piasku!
    > Co to znaczy Szatila?
    > Bo nie wiem.
    > To Nasz Dziennik powaznie przesadzil.
    > Bardzo powaznie.
    > Zdaje sie ze podpada to pod prawodawastwo polskie.
    > Maja dowody?
    > Szczerze w to watpie.
    > Bardzo szczerze.
    > Premier Ariel Szaron powinien ich oskarzyc np. o znieslawienie.
    >
    > --
    > sala.hamil@poczta.gazeta.pl


    wiadomosci.tvp.pl/warszawa/swiat/rok2000/11/9/konfliktg16/konfliktg16.asp
    /../ Walki o Wzgórze Świątynne

    Toczący się właśnie konflikt zbrojny między Palestyną a Izraelem wybuchł 28.
    września tego roku. Przyczynkiem była wrześniowa wizyta lidera izraelskiej
    konserwatywnej partii Likud - Ariela Szarona na jerozolimskim Wzgórzu
    Świątynnym, gdzie na gruzach kościołów zbudowanych przez krzyżowców wznoszą się
    m.in. meczety Omara i Al-Aksa. Ariel Szaron, który zdaniem izraelskiej komisji
    śledczej odpowiada za rzeź palestyńskich uciekinierów w obozach Szatila i Sabra
    w 1982 roku, uważany jest na Zachodnim Brzegu Jordanu i w Gazie za wroga numer
    jeden.
    Ariela Szarona, któremu w delegacji na Wzgórze Świątynne towarzyszyło
    kilkudziesięciu działaczy Likudu i deputowanych z partii prawicowych ochraniało
    ponad 1000 policjantów. Po odjeździe delegacji Likudu na izraelską policję
    posypał się grad kamieni. Funkcjonariusze odpowiedzieli kauczukowymi kulami.
    Rannych zostało 30 osób. /../


  • Gość: U IP: *.gis.net 16.09.02, 00:56
    sala.hamil napisała:

    > Piasku!
    > Co to znaczy Szatila?
    > Bo nie wiem.
    > To Nasz Dziennik powaznie przesadzil.
    > Bardzo powaznie.
    > Zdaje sie ze podpada to pod prawodawastwo polskie.
    > Maja dowody?
    > Szczerze w to watpie.
    > Bardzo szczerze.
    > Premier Ariel Szaron powinien ich oskarzyc np. o
    znieslawienie.


    Tym razem nie wytrzymalem wiec

    wszystkim i wobec oglaszam,ze sala jest gupia.
    >
    > --
    > sala.hamil@poczta.gazeta.pl
  • Gość: +++IGNOR IP: *.dialog.net.pl / *.wroclaw.dialog.net.pl 16.09.02, 01:32
  • Gość: duabeł IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 16.09.02, 08:02
    Gość portalu: U napisał(a):

    > sala.hamil napisała:
    >
    > > Piasku!
    > > Co to znaczy Szatila?
    > > Bo nie wiem.
    > > To Nasz Dziennik powaznie przesadzil.
    > > Bardzo powaznie.
    > > Zdaje sie ze podpada to pod prawodawastwo polskie.
    > > Maja dowody?
    > > Szczerze w to watpie.
    > > Bardzo szczerze.
    > > Premier Ariel Szaron powinien ich oskarzyc np. o
    > znieslawienie.
    >
    >
    > Tym razem nie wytrzymalem wiec
    >
    > wszystkim i wobec oglaszam,ze sala jest gupia.
    > >
    > > --
    > > sala.hamil@poczta.gazeta.pl
  • Gość: sabra i szatila IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 16.09.02, 15:57
    http://www.merip.org/pins/pin72.html

    Trying to Try Sharon
    Linda A. Malone

    (Linda A. Malone teaches at William and Mary Law School in Williamsburg, Va.
    She is author of two law review articles on the Sabra and Shatila massacres.

    October 11, 2001
    The concept of universal jurisdiction in international law is undergoing a
    historic test in Belgium. On November 28, a Belgian court will decide whether
    Israeli Prime Minister Ariel Sharon can be tried for his alleged role in the
    slaughter by Lebanese militiamen of untold numbers of Palestinian and Lebanese
    civilians in the Sabra and Shatila refugee camps in West Beirut in 1982. At the
    time, Sharon was in charge of Israel's invasion and occupation of Lebanon. On
    October 3, an appellate court grand jury convened in Brussels to begin
    determining whether Belgium can invoke the mechanisms of international law to
    prosecute a sitting head of state from another country.
    HISTORIC SUIT
    On June 18, survivors of the Sabra and Shatila massacres filed two civil
    lawsuits against Sharon in a Belgian court. The complaints describe the events
    leading up to the September 15, 1982 sealing of Sabra and Shatila by the
    Israeli army during the invasion of Lebanon, followed by authorization from
    Sharon, then Israeli Defense Minister, for a unit of 150 Phalangists -- a right-
    wing Lebanese Christian militia -- to enter the camps. In what Sharon has
    termed a "mopping up" of the camps, for the next two days the Phalangists
    proceeded to rape, kill and injure thousands of unarmed citizens within the
    camps. The presentation of facts in the complaint is supplemented with
    testimonials from 22 of the plaintiffs and 12 witnesses who survived the
    massacres but lost family members and suffered injuries.

    The complaint alleges Sharon is responsible for crimes against humanity,
    genocide and war crimes for his role in the massacres. Under Belgian
    legislation passed in 1993 and amended in 1999, international law has been
    incorporated into Belgian law to remove restrictions on such suits from
    statutes of limitations, jurisdictional constraints and sovereign immunity. The
    complaint invokes universal jurisdiction for violations of international
    humanitarian law, and relies upon this customary international law as jus
    cogens -- fundamental international law norms to which there can be no
    exceptions -- incorporated into the Belgian law to validate the Belgian court's
    jurisdiction.
    Since the Israeli Kahan Commission in 1983 found Sharon personally
    but "indirectly responsible" for the Sabra and Shatila massacres, there has
    been no legal action against the Israeli leader. The Kahan Commission found
    that only those who actually committed the killings could be found "directly"
    responsible. As a result of the commission's report, Sharon resigned from his
    position as Minister of Defense, although he remained in the cabinet without a
    portfolio. He has served in subsequent governments, and in February 2001 was
    elected prime minister of Israel.
    "INDIRECTLY RESPONSIBLE"
    The Belgian complaint names Ariel Sharon as the central Israeli figure in the
    planning, preparation and commission of the Sabra and Shatila massacres. To
    demonstrate these claims, massacre survivors are relying upon the findings of
    Israel's Kahan Report.
    The Kahan Commission was established by the Israeli cabinet on September 26,
    1982 to investigate state and individual responsibility for the massacres.
    Israel's Commission of Inquiry Law of 1968 empowers the government to set up a
    commission of inquiry regarding any matter of "vital public importance...which
    requires clarification." During its investigation, the commission issued
    notices of potential harm from the commission's findings to nine people,
    including Sharon.
    The Commission of Inquiry Law provides no standards by which a commission is to
    determine questions of responsibility. The commission devised two levels of
    responsibility -- direct, for those who actually perpetrated the massacres, and
    indirect. Based on this delineation, the commission necessarily did not find
    that Israel or any of the nine Israelis issued notices of harm were "directly"
    responsible for the massacres. Under international law, however, legal
    responsibility for international crimes is not limited to the actual
    perpetrators. Accomplices, co-conspirators and individuals responsible under
    the law of command responsibility for forces within their control can also be
    found culpable.
    Although finding Sharon "indirectly" responsible, the commission reserved its
    strongest finding of personal responsibility for Sharon, coming very close to
    saying that he sent in the Phalangists anticipating a massacre: "If in fact the
    Defense Minister, when he decided that the Phalangists would enter the camps
    without the IDF taking part in the operation, did not think that that decision
    could bring about the very disaster that in fact occurred, the only possible
    explanation for this is that he disregarded any apprehensions about what was to
    be expected...." In other words, the commission concluded that, at the very
    least, Sharon acted with extremely reckless disregard of the possibility of a
    massacre.
    The Kahan Report also faulted Sharon for having failed to impose any
    restrictions on the Phalangists before sending them into the camps. These
    critical findings of failure to act and mens rea (the intentional element)
    strongly support a legal determination that Sharon was responsible for grave
    breaches of the laws of war under the law of command responsibility. Under
    those principles of law, a commander who knows, or should have known, that
    forces within his control are about to commit war crimes is legally responsible
    for those crimes if he fails to take steps to prevent those crimes. The
    commission concluded that Sharon, along with four other high military
    officials, knew or should have known that extensive killings would result from
    the entry of the Phalangists. According to the report, numerous Israeli
    officers and officials, including Sharon, received reports of killings in the
    camps during the Phalangist occupation. All failed to take any steps to halt
    the violence.
    THE CASE
    On September 19, 1982, the UN Security Council condemned the massacres. A
    December 16, 1982 General Assembly resolution characterized the massacres as an
    act of genocide. The Belgian complaint relies upon the definition of genocide
    in the 1948 Convention on Genocide, reproduced in Article 6 of the
    International Criminal Court (ICC) Statute and in the Belgian law of June 16,
    1993. Utilizing survivor testimony, journalists' accounts and Sharon's
    autobiography, the plaintiffs contend that the massacre deliberately targeted
    Palestinians living in Sabra and Shatila because of their national origin.
    The plaintiffs cite the Rome Statute of the ICC, international customary law
    and jus cogens as for their definition of crimes against humanity. Following
    the definition of the ICC, the complaint sets forth the criteria as "a
    widespread or systematic attack directed against any civilian population, with
    knowledge of the attack." According to the complaint, the massacres involved
    the rape, murder and abduction of hundreds of civilians with "highly efficient
    cooperation" between the Phalangist forces and the Israeli army, with the
    Israeli commander's full knowledge that the camps contained civilians. The
    complaint states that recognition of the massacres as genocide automatically
    satisfies the criteria for crimes against humanity in these factual
    circumstances.
    Relying on the provisions of the Fourth Geneva Convention as well as Article 8
    of the ICC Statute to define grave breaches of the laws of war, the complaint
    specifically notes "intentional homicide, torture or other inhumane treatment;
    destruction of property
  • Gość: Jurek IP: 5.2.1R1D* / 193.188.174.* 16.09.02, 16:01
  • Gość: sabra i shamila IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 16.09.02, 23:01
    Return of the Terrorist
    The Crimes
    of Ariel Sharon
    Some incorrigible optimists have suggested that only a right-wing extremist of
    the notoriety of Likud leader Ariel Sharon will have the credentials to broker
    any sort of lasting settlement with the Palestinians. Maybe so. History is not
    devoid of such examples. But Sharon?

    Sharon's history offers a monochromatic record of moral corruption, with a
    documented record of war crimes going back to the early 1950s. He was born in
    1928 and as a young man joined the Haganah, the underground military
    organization of Israel in its pre-state days. In 1953 he
    was given command of Unit 101, whose mission is often described as that of
    retaliation against Arab attacks on Jewish villages. In fact, as can be seen
    from two terrible onslaughts, one of them very well known, Unit 101's purpose
    was that of instilling terror by the infliction of discriminate, murderous
    violence not only on able bodied fighters but on the young, the old, the
    helpless.

    Sharon's first documented sortie in this role was in August of 1953 on the
    refugee camp of El-Bureig, south of Gaza. An Israeli history of the 101 unit
    records 50 refugees as having been killed; other sources allege 15 or 20. Major-
    General Vagn Bennike, the UN commander, reported that "bombs were thrown" by
    Sharon's men "through the windows of huts in which the refugees were sleeping
    and, as they fled, they were attacked by small arms and automatic weapons".

    In October of 1953 came the attack by Sharon's unit 101 on the Jordanian
    village of Qibya, whose "stain" Israel's foreign minister at the time, Moshe
    Sharett, confided to his diary "would stick to us and not be washed away for
    many years". He was wrong. Though even strongly pro-Israel commentators in the
    West compared it to Lidice, Qibya and Sharon's role are scarcely evoked in the
    West today, least of all by journalists such as Deborah Sontag of the New York
    Times who recently wrote a whitewash of Sharon, describing him as "feisty", or
    the
    Washington Post's man in Jerusalem who fondly invoked him after his fateful
    excursion to the Holy Places in Jerusalem as "the portly old warrior".

    Israeli historian Avi Shlaim describes the massacre thus: "Sharon's order was
    to penetrate Qibya, blow up houses and inflict heavy casualties on its
    inhabitants. His success in carrying out the order surpassed all expectations.
    The full and macabre story of what happened at Qibya was
    revealed only during the morning after the attack. The village had been reduced
    to rubble: forty-five houses had been blown up, and sixty-nine civilians, two
    thirds of them women and children, had been killed. Sharon and his men claimed
    that they believed that all the inhabitants had run away and that they had no
    idea that anyone was hiding inside the houses."

    The UN observer on the scene reached a different conclusion: "One story was
    repeated time after time: the bullet splintered door, the body sprawled across
    the threshhold, indicating that the inhabitants had been forced by heavy fire
    to stay inside until their homes were blown up over them." The slaughter in
    Qibya was described contemporaneously in a letter to the president of the
    United Nations Security Council dated 16 October 1953 (S/3113) from the Envoy
    Extraordinary and Minister Plenipotentiary of Jordan to the United States. On
    14 October 1953 at 9:30 at night, he wrote, Israeli troops launched a battalion-
    scale attack on the village of Qibya in the Hashemite Kingdom of Jordan (at the
    time the West Bank was annexed to Jordan).

    According to the diplomat's account, Israeli forces had entered the village and
    systematically murdered all occupants of houses, using automatic weapons,
    grenades and incendiaries. On 14 October, the bodies of 42 Arab civilians had
    been recovered; several more bodies were still under the wreckage. Forty
    houses, the village school and a reservoir had been destroyed. Quantities of
    unused explosives, bearing Israel army markings in Hebrew, had been found in
    the village. At about 3 a.m., to cover their withdrawal, Israeli support troops
    had begun shelling the
    neighbouring villages of Budrus and Shuqba from positions in Israel.

    And what of Sharon's conduct when he was head of the Southern Command of
    Israel's Defense Forces in the early 1970s? The Gaza "clearances" were vividly
    described by Phil Reeves in a piece in The London Independent on January 21 of
    this year.

    "Thirty years have elapsed since Ariel Sharon, favourite to win Israel's
    forthcoming election, was the head of the Israel Defence Forces' southern
    command, charged with the task of 'pacifying' the recalcitrant Gaza Strip after
    the 1967 war. But the old men still remember it well. Especially the old men on
    Wreckage Street. Until late 1970, Wreckage, or Had'd, Street wasn't a street,
    just one of scores of narrow, nameless alleys weaving through Gaza City's Beach
    Camp, a shantytown cluttered with low, two-roomed houses, built with UN aid for
    refugees from the 1948 war who then, as now, were waiting for the international
    community to settle their future. The street acquired its name after an
    unusually prolonged visit from Mr Sharon's soldiers. Their orders were to
    bulldoze hundreds of homes to carve a wide, straight street. This would allow
    Israeli troops and their heavy armored vehicles to move easily through the
    camp, to exert control and hunt down men from the Palestinian Liberation Army.

    "'They came at night and began marking the houses they wanted to demolish with
    red paint,' said Ibrahim Ghanim, 70, a retired labourer. 'In the morning they
    came back, and ordered everyone to leave. I remember all the soldiers shouting
    at people, Yalla, yalla, yalla, yalla! They threw everyone's belongings into
    the street. Then Sharon brought in bulldozers and started flattening the
    street. He did the whole lot, almost in one day. And the soldiers would beat
    people, can you imagine? Soldiers with guns, beating little kids!' By the time
    the Israeli army's work was done, hundreds of homes were destroyed, not only on
    Wreckage Street but throughout the camp, as Sharon ploughed out a grid of wide
    security roads. Many of the refugees took shelter in schools, or squeezed into
    the already badly over-crowded homes of relatives. Other families, usually
    those with a Palestinian political activist, were loaded into trucks and taken
    to exile in a town in the heart of the Sinai Desert, then controlled by
    Israel."

    As Reeves reported, the devastation of Beach Camp was far from the
    exception. "In August 1971 alone, troops under Mr Sharon's command destroyed
    some 2,000 homes in the Gaza Strip, uprooting 16,000 people for the second time
    in their lives. Hundreds of young Palestinian men were arrested and deported to
    Jordan and Lebanon. Six hundred relatives of suspected guerrillas were exiled
    to Sinai. In the second half of 1971, 104 guerrillas were assassinated. 'The
    policy at that time was not to arrest suspects, but to assassinate them', said
    Raji Sourani, director of the Palestinian Centre for Human Rights in Gaza
    City".

    Israeli complacency leading to their initial defeat by the Egyptians in the
    1973 war was in part nurtured by the supposed impregnability of the "Bar Lev
    line" constructed by Sharon on the east bank of the Suez canal. The Egyptians
    pierced the line without undue difficulty.

    In 1981 Sharon, then minister of defense, paid a visit to Israel's good friend,
    President Mobutu of Zaire. Lunching on Mobutu's yacht the Israeli party was
    asked by their host to use their good offices to get the US Congress to be more
    forthcoming with aid. This the Israelis managed to accomplish. As a quid pro
    quo Mobutu reestablished diplomatic relations with Israel. This was not
    Sharon's only contact with Africa. Among friends he re
  • Gość: diabeł IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 23.09.02, 17:23


    Sharon’s war crimes in Lebanon: the record
    By Jean Shaoul
    22 February 2002

    http://www.wsws.org/articles/2002/feb2002/sab-f22.shtml

    Below we publish the first in a three-part series examining Israeli Prime
    Minister Ariel Sharon’s role in the war crimes committed during the Israeli
    invasion of Lebanon in 1982, culminating in the massacre of Palestinian
    refugees at Sabra and Shatilla.

    An attempt by Palestinians to bring Israeli Prime Minister Ariel Sharon before
    a Belgian court on charges of war crimes appears to have been thwarted. On
    February 14, the International Court of Justice in The Hague ruled that past
    and present government leaders cannot be tried for war crimes by a foreign
    state because of their diplomatic immunity and can only be held to account in
    their own country.

    Under a 1993 law, Belgium gave itself the right to try war crimes committed by
    anyone anywhere at any time. A Belgian judge was due to rule on March 6 whether
    a case against Sharon should go to trial, but a legal adviser to the Belgian
    government, Jan Devadder, said that the International Court of Justice “has
    clearly ruled government leaders and heads of state enjoy total immunity from
    prosecution. The Sharon case, in my opinion, is closed.”

    The court determined that a former or serving government official could not be
    tried in a foreign court because “throughout the duration of his or her office
    [the minister], when abroad, enjoys full immunity from criminal jurisdiction”.
    This was so whether or not the accused was abroad on official business or in a
    private capacity.

    The court stressed that the judgement does not have any bearing on the trial of
    former Yugoslav President Slobodan Milosevic, as he is being tried by an
    international body, the United Nations, and not by a foreign government. But
    this legal technicality aside, the International Court of Justice has made
    clear that it wishes to see only those deemed to be acting contrary to the
    interests of the imperialist powers facing prosecution and not their political
    allies such as Sharon.

    At this point Sharon still faces charges relating to the brutal massacre of
    2,000 Palestinians in the refugee camps of Sabra and Shatilla, Beirut, in
    September 1982. The prosecution, working on behalf of the relatives of some of
    his victims, alleges that Sharon bore responsibility in his capacity as
    minister of defence of the occupying power, which under international law was
    in charge of the overall safety of the population and was party to an agreement
    to protect the Palestinians. It also holds Sharon responsible for the direct
    role the Israeli army played both in the massacre and the subsequent
    internment, torture and disappearance of many of the camps’ inhabitants.

    Sharon’s responsibility for Sabra and Shatilla is well known. Following an
    international and domestic uproar, the Israeli government was forced to hold an
    inquiry. The resulting Kahan Commission laid direct responsibility on Elie
    Hobeika, the leader of Lebanon’s fascist Phalange militia that carried out the
    bloodbath, but said that Sharon bore “personal responsibility”. He was forced
    to resign from his post in 1983 although he remained in the cabinet.

    Sharon has vigorously opposed the attempt to prosecute him and all the main
    political parties in Israel have rallied to his defence. Israel has put
    pressure on Belgium to change its laws and levelled accusations of anti-
    Semitism in an attempt to prevent the case against its prime minister from
    proceeding.

    There are also accusations that Israeli forces carried out the assassination of
    Hobeika a few weeks ago in order to eliminate a key witness to the events of
    September 16-18, 1982. With the approval of the Israeli Defence Force (IDF),
    Hobeika and Major Saad Haddad, of the Southern Lebanon Army, had entered the
    refugee camp and gone on the rampage for 40 hours. They butchered an estimated
    2,000 men, women and children, as the IDF, having sealed off the exits, looked
    on. Hobeika was blown up just a few days after announcing that he would testify
    against Sharon.

    The case came at a particularly sensitive time. The indictment and trial of a
    serving Israeli prime minister would transform the status of the Zionist state
    itself in the eyes of world opinion and severely embarrass Sharon’s main
    backers, the Bush administration in the United States. The fact that the case
    has got as far as it has is indicative of the growing divergence between Europe
    and the US in the Middle East in general and the Israel-Palestinian conflict in
    particular.

    There has been growing frustration within Europe’s capitals over Bush’s ever
    more open support for Sharon’s war mongering, which is threatening to ignite
    social tensions throughout the Middle East and destabilise the Arab regimes
    upon whom they depend to police their financial interests. But none of Europe’s
    governments, including Belgium, were genuinely desirous of parading Sharon
    before a court and The Hague decision will have come as a relief.

    Regardless of what now happens in Belgium, however, anyone wishing to
    understand the nature of the Zionist regime and the underlying motives of the
    Likud-Labour government’s renewed military offensive against the Palestinians
    would do well to examine the events leading up to the Sabra and Shatilla
    massacre and Sharon’s criminal role in them.


    Israel, Lebanon and Zionist expansionism

    While public attention has focused on the atrocities at Sabra and Shatilla, the
    record shows that these were the culmination of 15 years of military action by
    Israel in Lebanon, much of which constituted war crimes. Israel’s aim was to
    disperse the Palestinian refugees created by the establishment of the Zionist
    state and the 1948-9, 1967 and 1973 wars. To this end, Sharon sought to destroy
    the Palestinians’ emerging political and military organisations, sow divisions
    between the Palestinians and those countries in which they sought sanctuary,
    and prevent the unification of the Arab working classes and oppressed masses
    against Israel and its imperialist backers.

    Israel presented its military action in Lebanon and its subsequent invasion in
    1982 that led to the bombing and siege of Beirut, the expulsion of the PLO and
    the atrocities at Sabra and Shatilla, as a defensive reaction to Palestinian
    raids on her northern towns. But as the historical record shows, in reality,
    its “Operation Peace for Galilee” flowed inexorably from the logic of Zionist
    expansionism.

    The Israeli invasion of the Lebanon in June 1982 was prepared through numerous
    provocations against the Palestinians and Lebanon designed to torpedo the 1981
    Fahd Peace plan (named after the then Crown Prince and now King of Saudi
    Arabia). This plan recognised Israel’s right to exist and called for a
    Palestinian state in the territories occupied by Israel since the 1967 war.
    Such a resolution of the Israeli-Palestinian conflict cut across Israel’s
    plans, only partially implemented in the June 1967 war, to expand its borders.

    The Zionists had long had an interest in Lebanon, one of four small states
    carved out of the Syrian province of the Ottoman Empire by French imperialism
    in the aftermath of World War I. In 1938, Ben Gurion, who was to become
    Israel’s first prime minister in 1948, envisaged a state of Israel that would
    include Southern Lebanon as far as the Litani River—an essential water supply.
    His perspective included an alliance with Lebanon’s Christian Maronites, one of
    the many sectional groups encouraged by the French colonial regime to keep the
    region divided—despite the fact that many supported fascist Germany—
  • Gość: werw IP: *.98.hostpool.rsmi.com 23.09.02, 17:41
    sala.hamil napisała:

    > A niech ten Nasz Dziennik odczepi sie od Izraela!
    > To nacjonalistyczne pismo.
    > I niestety antysemickie.
    > Zwiazane z LPR i innymi mniej lub bardziej "dziwnymi organizacjami"
    > --
    > sala.hamil@poczta.gazeta.pl

    OCZYWISCIE SKURWYSYNU ZE ANTYSEMICKIE BO MOWI PRAWDE O IZRAELU.
    TYPOWYA ZYDOWSKA WYMOWKA - "ANTYSEMICKIE". NO I DOBRZE CHWALA MU ZA TO.

    DLA NIEKTORYCH TO KOMPLEMENT - PAMIETAJ O TYM

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.